Premiera już w lipcu!

wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 15

-Doktorze... - zaczęłam nieśmiało.
-Filip, proszę - wtrącił uprzejmie i dał mi mówić dalej.
-Ok...- bąknęłam i miałam ochotę zapaść się pod ziemię - Potrzebuję antykoncepcji i... - Boże co za żenada! Czemu tu nie ma ze mną Ericka?
-Potrzebujecie tabletki po, tak? - na szczęście domyślił się o co mi chodzi -  A jaki rodzaj antykoncepcji cię interesuje? - zapytał notując coś w karcie.
-Na pewno nie tabletki, myślę o zastrzykach lub plastrach -  o tym powiedział mi Erick więc nie zrobiłam z siebie totalnej idiotki. Filip pewnie nie miał pojęcia, że to moja pierwsza w życiu wizyta u ginekologa.
-Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę? - dalej notował.
-Nie pamiętam, bo byłam ponad 6 tygodni w śpiączce - odpowiedziałam, nie miałam pojęcia czy o tym wie.
-Przepraszam zapomniałem, Erick mówił mi o tym. Dobrze rozbierz się i zapraszam na fotel -  wstał od biurka i wyszedł, bym przebrała się w dziwną koszulę. Weszłam niepewnym krokiem na to dziwne pseudo łóżko i usiadłam skrępowana. Wyglądało to trochę jak przyrząd do tortur,a nie ginekologiczny fotel.
-Włóż nogi w te miejsca, już do ciebie idę - pokazał ręką na metalowe wgłębienia na szczycie łóżka. To chyba najbardziej żenujący moment mojego życia. Mam się rozkraczyć przed kolegą Ericka, który pewnie wie o mnie więcej niż mogę sobie wyobrazić. Filip usiadł między moje nogi z białą maseczką na twarzy, na dłoniach miał lateksowe rękawiczki. Wbiłam wzrok w sufit i udawałam, że wszystko jest w porządku, w środku jednak płonęłam ze wstydu.
-Nie wstydź się Megan. Jestem lekarzem i robię to codziennie. Takie widoki to dla mnie chleb powszedni -  mówił jakby nigdy nic. Człowieku rozmawiasz z moją waginą, a nie ze mną! Przestań się odzywać i zrób co trzeba, bo zaraz ucieknę... Czułam jak delikatnie wkłada we mnie jeden palec i zaczyna mnie badać.
-Współżyliście dziś? - zapytał jakby chodziło o pogodę. O mój Boże!
-Tak - zakwiliłam cicho, zawstydzona jak chyba nigdy wcześniej. Większej żenady nie jestem w stanie sobie wyobrazić.
-Bez zabezpieczenia? - kontynuował moją torturę.
-Tak -  powtórzyłam.
-Teraz może być nieprzyjemnie - powiedział i faktycznie poczułam nieprzyjemne kłucie i nacisk na podbrzusze, skrzywiłam się - Muszę cię zbadać i zrobić wymaz na cytologię -  dodał przepraszająco. Po chwili skończył - Możesz się ubrać Meg - na szczęście ale moje zażenowanie i tak sięgnęło zenitu.
-Skoro mówisz, że nie chcesz tabletek najlepszym rozwiązaniem dla ciebie będą zastrzyki. Robi się je co miesiąc więc będziesz musiała regularnie mnie odwiedzać, ale myślę, że Erick dopilnuje byś zjawiała się na wizyty. Masz tu skierowanie na usg brzucha i piersi. Masz powiększoną macicę, bo właśnie dostałaś miesiączki więc możemy od razu zrobić pierwszy zastrzyk -  Że co? Dostałam miesiączki na fotelu ginekologicznym? To mogło się przytrafić tylko mnie. Chociaż wyjaśniły się te silne skurcze, które dopadły mnie w sklepie.
-A co z tą tabletka po?-  zapytałam nieśmiało.
-Skoro dostałaś miesiączki znaczy, że miałaś dni względnie niepłodne. Jednak nie będziemy ryzykować, zaraz ci przyniosę. Ale uważajcie następnym razem, bo nie można ich przyjmować tak często, a to już twoja druga -   no oczywiście, że o tym też wie. Erick pewnie tamtego dnia od niego ją załatwił dlatego go tak długo wtedy nie było. Gdy Filip wypisywał mi skierowanie, do gabinetu wszedł Erick.
-Witaj Filipie, wszystko w porządku? -  rozsiadł się na krześle obok i objął mnie ręką - Co tam maleńka? -  uśmiechnął się tym swoim niemożliwie seksownym uśmiechem.
-Cześć Ericku. Tak wszystko jest w normie, masz piękną i zdrową kobietę - kolejny raz spłonęłam, bo zabrzmiało to nieźle dwuznacznie.
-Cieszy mnie to, a jaki rodzaj antykoncepcji wybraliście? - zaczęli rozmawiać jakby mnie tu w ogóle nie było, a ja miałam ochotę po raz kolejny zapaść się pod ziemię.
-Zastrzyki, zaraz zrobię pierwszy, bo Meg dostała miesiączki -  Erick spojrzał na mnie i dodał.
-To pewnie od tego ten skurcz co cię w sklepie złapał - stwierdził z troską.
-Jaki skurcz? - zapytał Filip.
-Meg nic nie mówiłaś? -  zapytał karcąco, pokręciłam jedynie głową, bo nie byłam w stanie wypowiedzieć nawet słowa - Wczoraj w sklepie złapał ją straszny skurcz, że prawie zemdlała, dziś rano też je miała.
-To niedobrze. Miewałaś tak wcześniej Meg? - zapytał Filip.
-Zdarzało się, że miałam skurcze ale ten wczoraj był wyjątkowo silny - zrobił dziwną minę i wziął Ericka na bok. Po chwili wrócili. Czułam się naprawdę niekomfortowo w tej sytuacji.
-Musimy zrobić dodatkowe badanie Meg. Wiem co się wydarzyło i nie można bagatelizować takich skurczy. Możliwe, że masz jakąś torbiel więc trzeba to sprawdzić. Poczekajcie tu, a ja sprawdzę czy gabinet z USG jest wolny - powiedział Filip i wyszedł z gabinetu. Erick spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Meg! Czemu mu o tym sama nie powiedziałaś?  - wkurzył się.
-Ericku błagam cię! Właśnie przeżyłam najbardziej żenującą chwilę mego życia: twój kolega siedział między moimi nogami, pytając się czy dziś współżyliśmy, a potem dowiedziałam się, że właśnie dostałam okres! Nie dowalaj mi, bo się zamknę w sobie! - powiedziałam i roześmiałam się w głos, to chyba z nerwów.
-Oj maleńka, co ja się z tobą mam? - Przytulił mnie i pocałował -  Mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze.

Filip wrócił po nas gdy zwolnił się gabinet do USG. Miałam jakieś dziwne przeczucie, a emocje we mnie buzowały. Położyłam się niepewnie na kozetce, a Filip posmarował mi podbrzusze i brzuch zimnym żelem i przystawił głowice. Zaczął przyglądać się mało znaczącym dla zwykłego człowieka, rozmazanym obrazkom. Wpatrywaliśmy się w nie z Erickiem, zerkając na siebie pytająco. 
-No i? - zapytał zniecierpliwiony Erick.
-Poczekaj! - powiedział poważnym tonem, co nie spodobało mi się. Wyczułam, że coś jest nie tak. Patrzył w ten monitor jakby czegoś tam szukał.
-Nie wiem jak to wam powiedzieć - oderwał głowicę od brzucha i wytarł pozostałości żelu. Erick zrobił się blady, pewnie pomyślał o tym co ja.
-Filip powiedz do cholery! Jest w ciąży?- zapytał z przerażeniem w głosie, a mnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wstrzymałam oddech wpatrując się w Filipa. On także patrzył prosto na mnie.
-Jeśli się nie mylę to dzisiejsze krwawienie i wczorajsze skurcze to nie miesiączka Megan, wydaje mi się... znaczy jestem pewien, że właśnie poroniłaś. Nie robili ci badań w szpitalu pod tym kątem?-  Erick zdębiał stojąc obok mnie, a ja dobrze, że leżałam bo chyba zrobiło mi się słabo.
-Rozumiem, że to dla was szok ale tak czasami bywa. Poronienia zdarzają się nawet do 3 miesiąca bez większych przyczyn, a w przypadku ogromnego stresu jaki przechodzisz i przechodziłaś to było bardzo prawdopodobne. Dziwne tylko, że w szpitalu nie robili ci badań krwi by to wykluczyć - wytłumaczył Filip.
-Dostała środki farmakologiczne po gwałcie więc pewnie myśleli, że nie trzeba tego sprawdzać - wydusił z siebie Erick.
-To niezła gafa ze strony szpitala skoro tego nie sprawdzili. Kiedy miałaś miesiączkę przed wypadkiem Meg? - zapytał spokojnie Filip.
-Jakoś pod koniec kwietnia - wymamrotałam zszokowana.
-Powinni to sprawdzić w szpitalu. Wtedy leczenie wyglądało by inaczej . Wychodzi na to, że był to 6 lub 7 tydzień więc to było twoje dziecko Ericku - dodał Filip widocznie zmieszany i zakłopotany. Ja milczałam... nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. To by się zgadzało... kochaliśmy się w dniu kłótni, czyli 7 maja we wtorek, to wychodzi akurat 7 tygodni.
-Jak to możliwe, że tego nie zauważyłam? Nie miałam żadnych objawów. Mdłości, zachcianek, nic? -  I przecież...zastanowiłam się właśnie czy ja na pewno wzięłam ta tabletkę po? O Boże! Chyba nie! Ale nie mogła im o tym powiedzieć. Erick byłby zły, że jestem taka nierozważna. Zdusiłam w sobie jęk i udałam, że nie wiem co chciałam powiedzieć.
-Miałaś apetyt ostatnio - dodał spokojnie Erick, trzymał mnie cały czas za dłoń. Czułam jednak jak się zdenerwował.
-Megan leżałaś w śpiączce, dostawałaś silne leki. Była niewielka szansa, że ciąża się utrzyma. Nawet jeśli by się udało to dziecko mogło być chore albo upośledzone. Zostałaś brutalnie pobita i zgwałcona, a leki które ci podawali na pewno wpłynęłyby na ciążę. W waszej sytuacji lepiej, że tak się stało, jednak uważam, że szpital dał ciała -  powiedział spokojnie ale widać było, że niezręcznie się czuje. Wszystkim nam było w tym momencie cholernie dziwnie.
-Skąd wiesz, że poroniłam skoro już tam nic nie ma? - zapytałam jedynie.
-Lata praktyki Megan. Masz powiększoną macicę no i to krwawienie, skurcze. Najlepiej byś została na obserwację by się upewnić, że nic ci nie grozi. Zrobimy badania. Miałaś krwotoki więc musimy sprawdzić czy nie dojdzie do tego ponownie.
-Zostać na obserwację? - pisnęłam. Nie no, tylko nie to! Ostatnio szpital był jak drugi dom. Kiedy to w reszcie się skończy do jasnej cholery?!
-Tak Meg, zostaniesz w szpitalu, przywiozę ci rzeczy. Musimy się upewnić czy nic ci nie grozi - stwierdził Erick. Widziałam na jego twarzy totalny szok ale nie ulgę. Ja też nie wiedziałam jak mam się teraz czuć?
-Nie chcę tu zostać! - zdenerwowałam się - Mam dość szpitali i lekarzy, bez urazy Filipie. Chcę wrócić do domu, czuje się dobrze! - protestowałam. 
-Oczywiście możesz odmówić jednak nalegam, w twoim stanie trzeba dmuchać na zimne -  upierał się Filip, a Erick oczywiście trzymał jego stronę.
-Czy ja w ogóle mam jakiś wybór? - powiedziałam niezadowolona i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Czy mogło tak być, że przyczyną poronienia było to, że współżyliśmy... dość często po tym jak wypisali ją ze szpitala?  - zapytał Erick, w ogóle się nie krępował, a mi policzki znowu zaczęły płonąć. O matko!
-To raczej mało prawdopodobne. Nie myślcie o tym za dużo, to się zdarza. Możliwe, że płód był uszkodzony więc nie byłoby szans na donoszenie ciąży. Pobiorę ci krew.
- Do zapłodnienia musiało dojść w okolicy 10 maja, mniej więcej, skoro nie pamiętasz dokładnej daty ostatniej miesiączki.
-Akurat wtedy... -  zaczęłam głośno myśleć ale ugryzłam się  w język. Erick spojrzał na mnie.
-Czy coś jej w tym momencie grozi? Oprócz tych skurczy w sklepie nic nie mówiła, że się źle czuje - zapytał zatroskany, chyba tam samo jak ja nie mógł uwierzyć w to co się stało.
-Wygląda na to że wszystko jest w porządku, ale we ze względu na krwotoki, które miewała trzeba odczekać i się upewnić -  Filip pisał coś w mojej karcie, odpowiadając automatycznie.
Pielęgniarka przyszła pobrać mi krew, a ja musiałam nasiusiać do plastikowego kubeczka. Perspektywa kolejnej nocy w szpitalu mało mi odpowiadała ale wiedziałam, że Erick nie odpuści. W sumie sama chciałam mieć pewność, że nie dostanę nagle krwotoku w drodze albo w domu.
-Pojadę  po twoje rzeczy Meg. Wrócę jak najszybciej się da....Mogę tu z nią zostać, prawda?  - zapytał Filipa.
-Tak. Dam wam pojedynczą salę, będziecie mieć spokój. Na ginekologii ogólnie nie dzieje się za wiele, chyba, że mamy trzy porody naraz -  powiedział rozbawiony. To chyba taki lekarski żart.

Filip odprowadził mnie na salę bym się położyła. Dostałam jakieś leki i miałam odpoczywać. Jakby cokolwiek się działo, miałam zadzwonić alarmem po pielęgniarkę. Po prostu cudownie. Kolejna noc w szpitalu. Czy tylko ja mam takie szczęście? Gdy leżałam tak sama w jasnej sali, zaczęło docierać do mnie co tak naprawdę się wydarzyło. Nosiłam w sobie dziecko Ericka, a nawet o tym nie wiedziałam. Piłam alkohol, balowałam w klubie no i potem ten cały gwałt i pobicie. Maleństwo nie miało najmniejszych szans, a co by było gdybym jednak nie poroniła? Miała bym teraz pod sercem maleńkie życie, które rozwijałoby się i było zależne tylko ode mnie. Na tę myśl ogarnęło mnie dziwne uczucie ogromnej straty. Sama byłam zaskoczona moją reakcją. Przecież nie chciałam mieć teraz dzieci, nigdy o tym nie myślałam i wiem, że Erick był takiego zdania jak ja. Dziwne to wszystko. W moim życiu dzieję się zdecydowanie za dużo. Powinnam trochę od tego odpocząć. Może poproszę Ericka byśmy gdzieś wyjechali tylko we dwoje? Gdzie nikt nas nie będzie znał. Miałam trochę oszczędności na koncie więc Erick nie musiałby płacić za wszystko. To chyba dobry pomysł. Z tych wszystkich emocji udało mi się zdrzemnąć. Obudził mnie Erick  który wrócił i przywiózł mi i sobie, kilka potrzebnych drobiazgów. Widziałam, że nie wie jak się do mnie odezwać. Czułam, że boi się mnie zapytać o cokolwiek, więc sama zaczęłam.
-Szok! Co? - nie potrafiłam podejść do tego inaczej niż udając, że wszystko jest w porządku.
-Przykro mi Megan. Nie sądziłem, że to w ogóle jest możliwe - powiedział jakby obwiniał się o to, a to ja nie wzięłam tej tabletki, którą mi dał. Idiotka ze mnie!
-Przecież nie chciałeś dzieci? - powiedziałam pytająco, a Erick zaskoczył mnie swoją reakcją.
-I nie chcę, teraz. Ale gdybym wiedział, że jesteś w ciąży nie wiem co bym zrobił, może to  był znak? Znak, że ktoś chce byśmy byli razem mimo wszystko, a dziecko jest czymś co łączy ludzi ze sobą już na zawsze. Więc gdy usłyszałem, że właśnie poroniłaś dziwnie się poczułem. Jakbym coś stracił... -  Boże przecież ja poczułam dokładnie to samo. Jak ja kocham tego faceta. Jesteśmy do siebie tak podobni, a jednocześnie tak różni. Czy to w ogóle możliwe by los chciał połączyć nas ze sobą mimo wszystko?
-Ericku nie możesz się znowu obwiniać, Filip powiedział, że była znikoma szansa. Ostatnie wydarzenia ciężko się na nas odbiły, ale teraz będzie.... musi być tylko lepiej -  pocieszałam go ale sama potrzebowałam pocieszenia.
-Maleńka są takie sprawy o których musimy porozmawiać, ale tak bardzo się boję... Boję się, że cię stracę. Nienawidzę siebie za to, że będę musiał ci w ogóle o tym mówić. Odkładam tą rozmowę z dnia na dzień ale wiem, że w końcu poznasz prawdę. Nie chcę cię tak trzymać w niewiedzy ale sam muszę się przygotować na ten moment w którym wszystkiego się dowiesz -  mówił skruszony i winny. Byłam bardzo ciekawa co on chce mi powiedzieć ale nie chciałam go naciskać. To musiało być naprawdę coś strasznego skoro bał się, że go zostawię. Ja jednak już wcześniej sobie obiecałam, że będę z nim mimo wszystko. Nawet jeśli ta prawda miałaby być najgorszą z najgorszych.
-Wiem Ericku. Powiedz kiedy będziesz na to gotów. Czeka nas teraz ciężki czas, mówiłeś,  że rozpoczyna się proces. Chciałam cię więc prosić byśmy wyjechali gdzieś, chociaż na tydzień. Na krótkie wakacje, naładować akumulatory przed tą batalią, która nas czeka.

Spojrzał na mnie, chyba go tym bardzo zaskoczyłam. Milczał chwilę, a kąciki jego ust delikatnie zaczęły się unosić.
-Jesteś niesamowitą kobietą Meg. Oczywiście, że pojedziemy, gdzie tylko sobie zamarzysz -rozweselił się i położył się obok na łóżku, obejmując mnie ramieniem.
-Myślałam o jakimś ciepłym egzotycznym miejscu, ale nie mam nic konkretnego na myśli. Byle była tam spokój i cisza.
-Chyba znam odpowiednie miejsce -  powiedział i uśmiechnął się tajemniczo- Jak stąd wyjdziesz zarezerwuje lot.
-Tak się cieszę, że spodobał ci się mój pomysł Ericku! - podskakiwałam jak mała dziewczynka - To znaczy gdzie polecimy? - zapytałam ciekawa.
-Niech to będzie niespodzianką.
-Nie no powiedz mi! Nie wytrzymam tej niepewności! - on chyba sobie żartował, ze wszystkiego musiał robić tajemnice.
-Nie będziesz żałowała, uwierz mi - uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek głowy.
Co ten facet ze mną wyprawiał? Byłam w stanie zrobić dla niego wszystko, nawet lecieć na drugi koniec świata... w ciemno. Ufałam mu we wszystko co mówił, był najważniejszą osobą w moim życiu. Za nic nie chciałabym go stracić.

Resztę dnia spędziliśmy leżąc wtuleni w siebie na szpitalnym łóżku. Czułam się dobrze. Wieczorem Filip przyszedł i powiedział, że wyniki badań mam w normie więc rano mnie wypiszą. Niebezpieczeństwo wystąpienia krwotoku zniknęło. Zapytałam też czy mogę lecieć na wakacje, na szczęście nie miał żadnych obiekcji. Razem z Erickiem zaczęliśmy planować, że będziemy leżeli całe dnie na plaży, opalać się i sączyć drinki z palemką. Byłam bardzo podekscytowana wyjazdem, dopóki Filip nie wrócił.
-Zapomniałem jeszcze o jednym. Po poronieniu nie powinniście współżyć od 2 do 3 tygodni. Będziecie musieli się powstrzymać na urlopie - powiedział wyraźnie zadowolony z naszych kiepskich min.
-Chyba żartujesz?! - oburzył się Erick i wstał z łóżka - A to niby dlaczego? - dopytał.
-Tak się zaleca gdy kobieta poroniła, ale masz rację ... straszę was tylko - roześmiał się - Ale musicie uważać i się zabezpieczać by nie było podobnej sytuacji. Bądźcie też w miarę możliwości cicho i nie rozwalcie mi łóżka, bo dyrektor będzie mi głowę suszył - mówił dalej ewidentnie rozbawiony. No bardzo śmieszne. Naprawdę! 
-A co z antykoncepcją? – zapytałam -  Możemy teraz jakąś zastosować?
-W obecnej chwili raczej bym odradzał. Poczekałbym na pierwszą normalną miesiączkę i dopiero wtedy mogę zrobić zastrzyk o którym rozmawialiśmy. Niestety jesteście skazani na prezerwatywy.
-Nienawidzę ich - zachmurzył się Erick - No ale cóż... nie ma wyjścia. Dzięki Filipie za wszystko. Jestem twoim dłużnikiem, pamiętaj!
-Wiem, wiem. Nie ma za co, naprawdę. To moja praca - uścisnęli sobie dłonie - Dobrze nie przeszkadzam wam. Rano przyjdę by dać wam wypis. Dobrej nocy.

Gdy wyszedł oboje roześmialiśmy się w głos na myśl o swoich minach gdy powiedział, że mamy się wstrzymać 3 tygodnie. Kto by tyle wytrzymał? Ustaliliśmy, że nie bierzemy żadnych rzeczy na wakacje oprócz dokumentów i podręcznych drobiazgów. Erick zaoferował się, że za wszystko oczywiście zapłaci, a na miejscu kupimy potrzebne rzeczy.  Nie miałam siły się z nim o to droczyć. Chciałam mu zrobić w zamian jakiś prezent w ale nie miałam pojęcia co można kupić człowiekowi, który ma wszystko? A jeśli nie ma to znaczy, że nie chce tego mieć lub zaraz to zdobędzie. Tyle ostatnio rozmawialiśmy, o odłożonym ślubie Kim i Roba, o moim przepadłym egzaminie, a ja nadal kompletnie nie wiedziałam kto zajmuje się jego firmą, gdy on przebywa ciągle ze mną? Mógł tak zostawić całe swoje imperium i pozwolić sobie na powierzenie doradcom zarządzanie firmą? Ta myśl nie dawała mi spokoju, jednak Erick nie był wylewny żeby cokolwiek mi mówić. Irytowało mnie to ale obiecałam, że nie będę naciskać i wypytywać. Dałam mu czas. 

Późnej nocy przebudziłam się w jego ramionach.  Potrzebowałam skorzystać z łazienki. Wymknęłam się z jego objęć i skierowałam się w stronę ubikacji na końcu korytarza. To nie była prywatna klinika, tylko szpital miejski, więc nie było łazienek w każdej sali. Szłam długim ciemnym korytarzem, światła przebijały jedynie z sal ciężarnych kobiet, które w większości już spały. Spojrzałam na jedną młodą dziewczynę w zaawansowanej ciąży. Była bardzo młoda, miała najwyżej 16 lat. Leżała na łóżku, dłońmi głaskała swój brzuszek, patrzyła w okno i zauważyłam, że płacze. Zastygłam wpatrując się w nią dłuższą chwilę, zrobiło mi się jej żal. Ciekawe czy ktoś ją wspiera czy została z tym zupełnie sama? Ta myśl nie dawała mi spokoju, jednak gdy nagle odwróciła wzrok i spojrzała na mnie, speszyłam się i poszłam szybkim krokiem do łazienki. Wracając do swojej sali, zobaczyłam salę w której leżały noworodki. Z ciekawości podeszłam do szyby. Wszystkie spały jak aniołki w miękkich słodkich becikach. Nie wiem jak kobiety rozróżniają, że to ich dziecko, dla mnie wszystkie wyglądały do złudzenia podobnie. Zapach zasypki dla dzieci i oliwki unosił się na całym oddziale. Patrzyłam na te maleńkie nóżki i rączki, gdy ktoś zaszedł mnie od tyłu.
-Hej. Co tu robisz?-  szepnął mi do ucha Erick.
-Byłam w łazience. Słodkie co? - zapytałam pokazując na maleństwa.

-Ty jesteś słodka kochanie. Chodź spać - Złapał mnie za rękę i delikatnie pociągnął za sobą do naszej sali.

3 lipca, środa

-Musimy podjechać do apteki - oświadczył Erick gdy wychodziliśmy ze szpitala na parking, gdzie zaparkował wczoraj moim białym cudownym volvo. Moim volvo? Nadal nie mogłam się do tego przyzwyczaić. 
-Do apteki? - spojrzałam pytająco.
-Muszę kupić zapas prezerwatyw na wyjazd. Lecimy dziś wieczorem - odpowiedział bardzo z siebie zadowolony. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
-Dziękuję.
-Do usług panno Donell.
-Jak udało ci się tak szybko załatwić wycieczkę? Jest sezon - pytałam dociekliwie by chociaż troszkę się dowiedzieć.
-To nie wycieczka Meg, lecimy moim samolotem do miejsca, które należy do mnie - Jak zwykle tajemniczy, nie dał się podejść.
-Masz samolot? - zapytałam zdziwiona. Z drugiej jednak strony chyba nic mnie już nie zdziwi. Erick Evans miał i mógł mieć dosłownie wszystko. 
-Tak mam maleńka - odpowiedział wprost. 
-To dlaczego nie poleciałeś nim do Dubaju? - drążyłam dalej. Nie wiem czemu akurat o tym pomyślałam? 
-Akurat wtedy Sandra była z matką we Francji na nartach, pożyczyłem im go by nie musiały się tłuc po lotniskach -  no tak, przecież się tam wybierały - Mama wróciła w niedzielę gdy tylko dowiedziała się stało się poprzedniej nocy.
-Nawet jej za to nie podziękowałam, że tak dobrze się mną tam opiekowali -  zasmuciłam się na tą myśl.
-Nie musisz jej dziękować. Nawet sobie nie wyobrażasz jaka ona jest wdzięczna tobie maleńka - Erick pogładził mnie delikatnie po policzku.
-Ona mi? Za co niby? - spojrzał na mnie swoim świdrującym spojrzeniem.
-Bo nikt mnie nigdy nie uszczęśliwiał tak jak Ty. Ona o tym doskonale wie. Jest moja matką i chce bym był szczęśliwy. Gdy leżałaś w śpiączce, codziennie mnie pocieszała i dawała nadzieję, że się obudzisz. Tego ranka, przed tym jak się przebudziłaś, powiedziała mi, że jeśli wszystko skończy się dobrze, mam cię już nigdy nie opuszczać i zrobić wszystko by z tobą być - zaskoczyły mnie jego słowa. Nie sądziłam, że jego mama tak mnie lubi. O ile można to w ogóle tak określić. 
-Chciałabym się z nią spotkać jak wrócimy, jeśli to oczywiście możliwe... Muszę też zadzwonić do rodziców że wyjeżdżamy, bo będą się martwić.
-Już dzwoniłem Meg. Mówiłem przecież, że nie możesz się z nikim teraz kontaktować. Mam cię od nich ucałować i powiedzieć, że gdy wrócimy zapraszają nas na obiad - powiedział spokojnie i włączył silnik. Dlaczego to on prowadzi?
-To bezpieczne takie spotkanie? - zapytałam.
-Zorganizuję to tak, że nikt kto nie powinien, się o tym nie dowie maleńka. Zaufaj mi - gładził delikatnie moje palce.
-Ufam ci Ericku - podniosłam jego dłoń i pocałowałam po knykciach. Uśmiechnął się wyraźnie zadowolony.

Zatrzymał się przed apteką i kazał mi chwilę poczekać w samochodzie. Było upalne lipcowe przedpołudnie. Czuć było duszne wilgotne powietrze, które zwiastowało burzę. Urlopowicze, studenci pędzili na plaże by korzystając ze słońca, na promenadzie jak zwykle o tej porze był tłum. Erick wrócił po 10 minutach z torebką w której znajdowało się kilkanaście paczuszek prezerwatyw.
-Aż tyle? - zapytałam spoglądając jednoznacznie na wypadające z torebki małe kartoniki.
-Lepiej żeby nam nie zbrakło - uśmiechnął się uwodzicielsko i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Zajechaliśmy także zjeść obiad we włoskiej restauracji. Gdy dotarliśmy na naszą posiadłość, dom był pełen robotników, którzy próbowali zamontować klimatyzację. Mieli z tym jednak spory problem. Erick powiedział, że musi wykonać kilka telefonów i żartował, że musi upewnić się czy jego imperium jeszcze w ogóle istnieje. Wiedziałam ile ryzykuje tym, że opiekuje się mną cały czas. Gdy pomyślałam ile dziennie tracił pieniędzy przez swoją nieobecność  dopadły mnie wyrzuty sumienia.
-I jak? - zapytałam gdy wyszedł z gabinetu. Siedziałam w kuchni przy stole i jadłam lody czekoladowe.
-Nadal jestem w czołówce najbogatszych - powiedział i pokazał kciuk do góry. Widziałam, że go to bardzo rozbawiło.
-Nawet jeśli byś zbankrutował i tak bym cię kochała - rzucił mi tajemnicze spojrzenie, podszedł by mnie objąć i złożyć pocałunek na mych ustach.
-Czekoladowe usta mmmmm.... ciekawe jak takie lody smakowały by z twojego pięknego ciała? - wbił we mnie wzrok i czekał jak zareaguję.
-Dom jest pełen robotników Ericku... - szepnęłam mu do ucha.
-Znam kilka miejsc w których będziemy zupełnie sami, maleńka - powiedział i podsadził mnie na kuchenną wyspę, a jego dłoń od razu powędrowała na . Drugą chwycił mnie pod kolanem i przyciągnął do siebie.

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 14

Trwaliśmy w tym uścisku długą chwilę. Miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Cała wściekłość została zmyta wraz z kroplami wody, spływającymi po naszych ciałach. Erick wziął mnie delikatnie na ręce i wniósł do domu, oboje byliśmy przemoczeni. Skierował się do łazienki, wszedł pod prysznic i odkręcił wodę. Z początku chłodny strumień wywołał ciarki na moim ciele. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać, śmiać jak małe dzieci. Nasze usta zetknęły się nagle, a języki splotły w namiętnym tańcu. Te pocałunki znaczyły więcej niż wszystko. Erick zaczął pieścić moje wrażliwe piersi przez mokrą koszulkę, wszystko było przez nią widać. Od pierwszego dotyku, jego męskość nabrała rozmiarów, które tak bardzo mnie podniecały. Zdjęliśmy z siebie ubranie, nasze gołe ciała ocierały się o siebie, a ręce szukały przyjemności.
-Mam ochotę posiąść cię od tyłu maleńka! - wyjęczał mi do ucha i gwałtownie odwrócił tak, że pupą ocierałam się o jego męskość. Byłam mokra, morka w środku i gotowa na to by wypełnił mnie całą.
-Tak zrób to! Szybko! - jęczałam spragniona. Wszedł więc we mnie gwałtownie, cały... do samego końca i wydał głośny ryk. Złapał mnie  w pół, a drugą ręką chwycił moje dłonie i uniósł nad głowę. Wystarczyło kilka pchnięć bym zaczęła intensywnie zaciskać się, wijąc się w nadchodzącej ekstazie. Instynktownie odrzuciłam głowę do tyłu, a on wszedł jeszcze głębiej, ocierając się o ten czarodziejski punkt w środku mojej kobiecości. Zsunął rękę niżej i zaczął masować moją łechtaczkę. Wywołując tym wyniszczającą fizycznie moje ciało, falę rozkoszy.
-Boże Erick!-  krzyczałam wypełniona nim cała, zatracając się w nim bez reszty. Pchnął mnie na ściankę prysznica i przyparł mocno swoim ciałem, by móc być jak najbliżej. Nasze ciała złączyły się w jedność. Poruszałam rytmicznie biodrami dopasowując się do jego tempa.  Ścisnął moje piersi w dłoniach i także zaczął szczytować, wylewając się we mnie ciepłą jedwabistą spermą. Pchnął jeszcze raz i ja ponownie rozpadłam się na kawałki. Lepki, biały nektar wyciekł z mojej kobiecości, spływając po moich udach do wody. Byłam tak wykończona, że opadłam z sił. Erick podtrzymał mnie i wyprowadził spod prysznica otulając miękkim czarnym ręcznikiem. Sam nagi, zaprowadził mnie do sypialni i położył do łóżka. Całował delikatnie moje mokre włosy i głaskał policzki, tuląc mnie z całych sił.
-Wyjdź za mnie...Meg Donell -  wyszeptał cicho - Jesteś całym moim światem. Wiem, że przed nami długa, kręta droga ale z nikim innym nie dam rady jej pokonać. Kocham cię bardziej niż mogę to wyrazić słowami. Wierzysz mi?
To co usłyszałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Mężczyzna, którego zdążyłam pokochać nad życie w ciągu tak krótkiego czasu, który był dla mnie największa zagadką, którego pragnęłam całą sobą, oświadczał mi się, po cudownym, przepełnionym namiętnością seksie, leżąc ze mną nagi w naszym nowym wielkim domu. Świat wirował, patrzyłam mu głęboko w oczy i byłam pewna, pewna, że chce z nim spędzić resztę życia i być z nim bez względu na wszystko co się wydarzy.
-Tak -  Wydobyłam z siebie tylko to jedno słowo ale on więcej nie potrzebował. Pocałował mnie, wdzierając się znowu do moich ust i po chwili ponownie kochaliśmy się namiętnie... przez całą noc. Oboje nas to wykończyło...

Wtorek, 2 lipca

Ze snu wyrwał mnie gwałtowny krzyk Ericka. Leżał obok mnie, rzucając się po łóżku, na twarzy malowała mu się rozpacz i gniew.
-Nie! Nie! Nie! Zostań błagam! -  krzyczał głośno, zacisnął oczy w bólu. Przeraziłam się, jednak po chwili zorientowałam się, że on krzyczy przez sen. Chwyciłam go za ręce by mnie nieświadomie nie uderzył.
-Erick obudź się! - krzyczałam potrząsając nim z całych sił - Kurwa, Erick obudź się! -powtórzyłam jednak to nic nie dało -  Erick!  - więc uderzyłam go otwartą dłonią po twarzy, tak mocno, że został mu czerwony ślad, a mnie zabolała dłoń.
-Meg!  - nagle otworzył oczy. Był cały mokry i roztrzęsiony.
-Miałeś koszmar ale wszystko w porządku, jestem tu przy tobie kochanie, nigdy cię już nie opuszczę.
-Śniło mi się, że uciekłaś ode mnie. To było straszne Meg - wyskomlał jak szczeniak i wtulił się w moje piersi.
-Jestem tu, jestem! - tuliłam go jak małego bezbronnego chłopca. Był taki silny fizycznie, jednak miał w sobie demony. Demony, które mogły go bardzo łatwo zniszczyć. Obiecałam sobie wtedy, że nawet najgorsza prawda, którą mi powie nie złamie mnie i nie zostawię go już nigdy. Zasnęliśmy ponownie gdy jego oddech się uspokoił ale resztę nocy trzymał swoją głowę na mojej piersi by czuć bicie mego serca. Był bezbronny wobec swoich uczuć do mnie. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że obwinia się o to co się wydarzyło. Ja radziłam sobie z tym dobrze, bo na szczęście nie pamiętałam prawie nic z tamtej nocy. Wyparłam problem i starałam się być szczęśliwa. Jego koszmary jednak na pewno miały związek z tamtym wieczorem ale także z tym co przede mną ukrywał.

-Meg? - usłyszałam cichy głos Ericka. Otworzyłam oczy, dopiero świtało. Stał ubrany w spodnie od piżamy i wołał mnie do siebie - Meg, chodź zobaczyć coś tylko ciiii.... - dodał szeptem i pomógł wygramolić mi się z łóżka. Zeszliśmy na dół pod drzwi tarasu.
-Spójrz - pokazał ręką na ogród, na samym jego środku siedziały dwa przepiękne kolorowe dzikie pawie, a obok nich gromadka pisklaków.
-Jezu ale piękne - wyszeptałam nie mogąc oderwać wzroku - Skąd one się tam wzięły?
-Na tym rancho mają gdzieś gniazdo. Jak kupowałem ten teren mówiła mi o tym właścicielka, mówiła, że od dawna ich nie widziała, a tu patrz... - powiedział zadowolony i pocałował mnie w dłoń. Patrzyliśmy na te dzikie ptaki, zafascynowani bez reszty. W Nowym Yorku dzikie zwierzęta można było oglądać tylko w zoo, a tu proszę... para pięknych pawi spaceruje po naszym ogrodzie z gromadką małych. Zerwały się nagle słysząc jakiś hałas i skryły się w pobliskim lesie.



-Przepraszam za wczoraj Meg, nie powinienem tak powiedzieć, poniosło mnie. Ale zrozum, że chodzi mi tylko o twoje dobro -  powiedział nagle, trzymając mnie w ramionach. Tak pięknie pachniał, to zapach mojego mężczyzny.
-Ja też powiedziałam o parę słów za dużo, ale naprawdę wcale tak nie myślę. Jesteś najlepszą niespodzianką jaka mogła mi się w życiu trafić - pocałowałam go namiętnie w usta, a Erick od razu stwardniał. Lubiłam świadomość, że działam na niego w taki sposób.
-Jest pani najcudowniejszą kobietą, panno Donell. Żadne słowa nie są w stanie opisać co pani ze mną wyprawia. Nawet zwykłe kocham cię, brzmi banalnie i to za mało by to wyrazić -  ocierał się przez spodnie o moje nienasycone krocze. Miałam na sobie tylko lekką satynową haleczkę bez bielizny. Nie musiałam długo czekać na jego reakcje. Gdy zobaczył, że nie mam majtek jego oczy zapłonęły pożądaniem. Wziął mnie gwałtownie na ręce i posadził na oparciu sofy w naszym salonie. Wdarł się między moje uda całując je łapczywie, a dłońmi podtrzymywał moje plecy. Miałam wrażenie, że samymi pocałunkami był w stanie doprowadzić mnie do orgazmu. Wygięłam się w łuk gdy jednym palcem rozdzielił płatki mojej kobiecości i wdarł się do środka. Byłam gotowa na przyjęcie go w całości, wilgoć i pulsowanie mojej łechtaczki dawały wyraźny znak, że pragną więcej. Gdy jego język zaczął wirować wokół guziczka, rozpłynęłam się. Czując jak uczucie ekstazy rozlewa się po mnie, chwyciłam Ericka i popchnęłam do tyłu tak ,że znajdował się w pozycji półsiedzącej. Jego sterczący członek już czekał, aż się w nim zanurzę. Spojrzenie Ericka było przepełnione pożądaniem i namiętnością. Nigdy wcześniej nie kochaliśmy się w tej pozycji i nie wiem skąd wpadłam na taki pomysł ale to było instynktowne. Chciałam dosiąść mojego kochanka i dać mu przyjemność w nowej, nieznanej mi dotąd pozycji. Spojrzał na mnie niepewny tego co chcę zrobić, nie minęła jednak sekunda i już wiedział co mam na myśli. Chwycił mnie za biodra delikatnie naprowadzając na swoją męskość. Samą główką ocierał się o moje płatki sprawiając mi tym drugi niepohamowany orgazm. Oblała mnie kolejna  fala wilgoci więc wszedł we mnie szybko i mocno w całości. Oboje wydobyliśmy z siebie jęk rozkoszy, chyba nigdy dotąd nie penetrował mnie tak głęboko.



-Boże ta pozycja jest cudowna!  - wykrzyczałam krążąc biodrami na jego biodrach tak by nasze złączone ciała dawały sobie maksimum przyjemności. Dłońmi objął moje pośladki pomagając mi się poruszać.
-Cudownie oglądać cię taką! - powiedział i jeszcze mocniej mnie do siebie dopchnął. Oboje zaczęliśmy szczytować, a zaciskające ścianki mojej pochwy spotęgowały doznania. Erick jęknął głośno i ścisnął bardzo mocno moje biodra. Sprawiło mi to ból ale wtedy nie miało to najmniejszego znaczenia. Wylewał się w sam środek mojego gorącego wnętrza, wijąc się w rozkoszy i krzycząc moje imię i kilka epitetów. Gdy nasze ciała opanowała cudowna błogość, zeszłam z niego delikatnie,  on oparł się wyżej na sofie i oplótł mnie swoimi silnymi ramionami. Leżeliśmy tak nadzy i szczęśliwi jak nic na świecie.

Po wczorajszej lipcowej burzy,  taras parował od słońca, które swoimi lipcowymi gorącymi promieniami ogrzewało kamienie z którego był zbudowany. W domu od razu zrobiło się niemiłosiernie gorąco, bo jeszcze nie zdążyli założyć klimatyzacji. Jedynie w piwnicy było znośnie. Leżeliśmy przyklejeni do siebie, jednak ani trochę nam to nie przeszkadzało. W naszym milczeniu było więcej wyrazu niż w tysiącach słów. Jego nocny koszmar odszedł w zapomnienie, był zrelaksowany i czuł się bezpiecznie. Dla niego najważniejszą rzeczą na świecie było bezpieczeństwo moje i jego najbliższych. Brak chorobliwej kontroli nad wszystkim co się wokół niego dzieje, był w jego mniemaniu, niedopuszczalny. 

Rozmawialiśmy tego ranka o kilku sprawach, które mnie ominęły. Był początek lipca więc mój egzamin końcowy w szkole kulinarnej oczywiście przepadł. No trudno... Podejdę do niego w najbliższym możliwym terminie, muszę jedynie pojechać na uczelnie by wyjaśnić tą sprawę i poprosić o wyznaczenie innej daty.
-Muszę to załatwić jak najszybciej Ericku, inaczej przepadną mi te lata nauki. Bardzo mi na tym zależy - powiedziałam, bo widziałam, że nie podoba mu się pomysł by tam jechać i narażać się na spotkanie z mediami czy kimkolwiek innym kto mógł nam zagrażać.
-Pomyślimy o tym jeszcze. To nie największy problem w tym momencie Meg - odpowiedział spokojnie, głaszcząc delikatnie moje stopy. To naprawdę przyjemne. 
-A co ze ślubem Kim i Roba!? -  pisnęłam, przypomniało mi się, że przecież miał się odbyć tydzień po tym feralnym wieczorze. Kompletnie wyleciało mi to z głowy.
-Ślub został odwołany maleńka. Leżałaś nieprzytomna w szpitalu więc nie było mowy o żadnym weselu, zresztą nikt wtedy o tym nie myślał. Twoim rodzicom udało się odzyskać część pieniędzy z sali, a resztę załatwiłem ja -  powiedział pocieszając mnie. Czułam się jednak  winna, że tak się stało.
-Ustalili chociaż kolejna datę? Kim tak się cieszyła... - zapytałam smutna, moim zdaniem powinni czekać do rozwiązania ale teraz czułam się jeszcze bardziej winna, bo wiem jak ona tego pragnęła.
-Chyba nie, czekają aż twoja chrześnica się urodzi - pocałował mnie w duży palec i uśmiechnął uwodzicielsko.
-Bratanica? Znają już płeć?! - krzyknęłam rozradowana. Boże! Czemu ja dopiero teraz się o tym dowiaduje?! - Cudownie, będzie Eva! - nie mogłam opanować euforii i zaczęłam podskakiwać na kanapie jak mała dziewczynka.
-Po waszej babci - to nie było pytanie, tylko twierdzenie. Skąd wiedział? Spojrzałam na niego pytająco - Kimberly mi mówiła Meg. Już nie myśl, że wygrzebałem o tobie wszystkie informacje... - odetchnęłam z ulgą - Tylko te najważniejsze dla mnie - dodał rozbawiony.
-Erick! -  klepnęłam go w ramię i roześmiałam się. Wkurzało mnie to, że wiedział o mnie bardzo dużo, a ja o nim niewiele, ale cóż... taki już był.
-A John? Przyleciał? Miał być na weselu.
-Tak był, odwiedził cię w szpitalu ale na pewno tego nie pamiętasz.
-Muszę do niego zadzwonić i powiedzieć, że już znowu jestem wśród żywych - uśmiechnęłam się.
-On wie że się obudziłaś Meg, ale nie możesz się z nim kontaktować na razie. Nikt nie może wiedzieć, że tu jesteś - powiedział poważnie.
-Tylko jeden telefon. Proszę!
-Telefon można namierzyć Meg, przykro mi ale nie mogę się na to zgodzić.
-To co mi wolno? Mogę się chociaż sama w tyłek podrapać? -  powiedziałam wylewając z siebie złość i irytację.
-Podrapać po twojej cudownej pupie to ja mogę, ty nie musisz -  roześmiał się i ugryzł ponownie największy palec mojej prawej stopy.
-Daj spokój Evans! To nie jest zabawne - obruszyłam się i wstałam z kanapy -  Idę się wykąpać....nago...w basenie - spojrzałam na niego znacząco i wyszłam do ogrodu. Żałowałam, że nie zobaczyłam jego miny, jednak nie mogłam się odwrócić, bo udawałam obrażoną. Wychodząc na gorące płytki tarasu, uderzyła mnie fala upalnego lipcowego powietrza. Przemknęłam nią szybko bo aż parzyły w stopy, weszłam na pas zielonej, równo przystrzyżonej trawy i byłam prawie na basenie. Woda była przyjemnie chłodna i lekko falowała, zanurzyłam stopę. Boże jak przyjemnie! Zastanawiałam się czy Erick do mnie dołączy? Minęło już kilka minut, a jego dalej nie było. No cóż... jego strata. Usiadłam na pierwszym schodku prowadzących w głąb basenu schodów, przeszedł mnie przyjemny dreszcz cudownie chłodnej wody. Robotników nie było więc na pewno nikt mnie nie widzi, jedynie Erick czaił się gdzieś w domu, czułam to. Zeszłam na niższe schodki tak, że woda ledwo zakrywała moje falujące w wodzie, wrażliwe jak nigdy piersi. Zamknęłam oczy i chłonęłam promienie słoneczne, które oplatały moje nagie, blade ciało. W końcu zanurzyłam się cała po czubek głowy, zanurkowałam na samo dno i wypłynęłam po drugiej stronie przy sztucznie ułożonym wodospadzie z kamienia. Weszłam pod strumień wody spływającej z kaskady. Basen to najlepsza rzecz pod słońcem.

Moczyłam się tak z dobre 15 minut, a Ericka dalej nie było. Gdy znudziło mi się pływanie wyszłam na trawnik i położyłam taka jaką stworzył mnie Bóg. Słońce docierało w każdy zakątek ciała, co było bardzo przyjemne. Tego mi było trzeba, promieni słońca. Kiedyś co roku z Kim bywałyśmy u babci i całe dnie spędzałyśmy na plaży. Muszę złapać troszkę koloru to od razu lepiej się poczuję. Gdy przyjemny wietrzyk wysuszył moje ciało postanowiłam, że wracam do domu. Weszłam przez tarasowe drzwi, a Erick siedział nago jak gdyby nigdy nic przy stole i jadł śniadanie.
-Smacznego! - życzyłam ironicznie i przeszłam obok niego, kręcąc biodrami najmocniej jak potrafiłam. Nadal milczał.O co mu chodzi do cholery? Nie pojmuje czasami tego człowieka, był dla mnie wielka zagadką. Erick spojrzał tylko na mnie i dalej wcinał jajecznicę na maśle. Poszłam więc do sypialni ubrać się w coś lekkiego, założyłam delikatną koronkową bieliznę, jeansowe szorty i kremowy top. Związałam mokre włosy w gumkę i wróciłam do kuchni. Erick właśnie kończył jeść.
-Dziękuję, że na mnie poczekałeś  - powiedziałam złośliwie po czym zajrzałam do lodówki, nalałam sobie soku pomarańczowego i usiadłam po drugiej stronie kuchennego stołu, wlepiając w niego swój wzrok. Odezwij się do cholery, bo zwariuję chyba.
-Ładnie w tym wyglądasz  - wymamrotał w końcu, wzrok miał nieodgadniony.
-Dziękuję panie Evans.
-Byłaś taka piękna na tym basenie, obserwowałem cię cały czas… - to dlaczego do cholery do mnie nie przyszedł?
-To czemu do mnie nie dołączyłeś? - zapytałam.
-Meg musimy porozmawiać… - spojrzał na mnie i przestał jeść - Zabezpieczyłem się tylko raz, kochając się z tobą w tym domu. Musimy dziś odwiedzić lekarza by przepisał ci kolejną tabletkę, zbadał i wyznaczył antykoncepcje - Och! Więc o to chodzi. Nie chciał się kochać, bo nie lubi tego robić w gumce? Egoista!
-A jeśli ja nie chcę przyjmować tabletek? - zapytałam spokojnie, naprawdę nie miałam na to ochoty. Jestem dość roztrzepana, mogę zapominać je przyjmować i będziemy mieli problem. Taki był fakt, a wolałam nie ryzykować, ani ja ani Erick nie byliśmy na to gotowi.
-To są plastry albo zastrzyki. Lekarz ci doradzi co będzie najlepsze. Ubiorę się i pojedziemy, dobrze? - zapytał jednak było to pytanie retoryczne. Kiwnęłam głową na zgodę i upiłam łyk pysznego zimnego soku.
-Kiedy ta klimatyzacja będzie gotowa? Tu jest niemiłosiernie gorąco! - powiedziałam wachlując się własną dłonią.
-Dziś powinni to skończyć, zadzwonię do nich jak będziemy jechać. Idę się ubrać i jestem gotów. Poczekaj chwilę maleńka - skinęłam głową, że poczekam i puściłam mu buziaka w powietrze. Uśmiechnął się tajemniczo i zniknął za ścianą.

-Ja prowadzę! - wyrwałam mu kluczyki z dłoni i przebiegłam obok.
-Jeśli chcesz - odpowiedział wesoło i założył okulary przeciwsłoneczne. Był jak zawsze seksowny. Jasne jeansy do kolan i koszulka polo pasowały idealnie do jego atletycznej budowy, sportowe buty dopełniły wizerunku.
Podeszliśmy do białego volvo, które podobno należało do mnie. Wsiadłam po stronie kierowcy, nigdy nie siedziałam za kółkiem takiego dużego i ekskluzywnego auta. Włożyłam kluczyk i przekręciłam delikatnie, silnik od razu zareagował.
-Podekscytowana?-  spojrzał na mnie wesoły jak mały chłopczyk.
-Jeszcze jak! - podsunęłam fotel bliżej, poprawiłam lusterka - Gotowy na ostrą jazdę panie Evans? - zapytałam nie mogąc opanować uśmiechu.
-Bez szaleństwa maleńka!  - położył dłoń na mojej, jakby chciał mnie uspokoić.
-Wiem wiem Evans, nie bój się!
-Nie boję się o siebie Meg -  dodał spokojnie i zapiął mi i sobie pas. Nie wiem czy się kiedyś do tego przyzwyczaję? 

Ruszyliśmy powoli w drogę. Erick nastawił GPS by naprowadził mnie do szpitala w Jersey City. Jechało się cudownie, samochód mknął lekko. W pewnym momencie rozpędziłam się prawie do 180 kilometrów na godzinę, a Erick spojrzał na mnie dziwnie.
-Co? Prosta, pusta droga jest! - powiedziałam widząc, że się gapi.
-Seksowny z ciebie kierowca! - pożerał mnie wzrokiem
-Przestań, muszę się skupić na jeździe panie Evans! - sprowadziłam go na ziemię ale roześmiałam się w głos.
-Dobrze już dobrze, jedź, ale zwolnij trochę. Chyba, że chcesz dostać mandat -  wyprostował nogi i rozsiadł się w fotelu. Chyba czuł się bezpiecznie i ufał mojej jeździe. Ale jestem z siebie dumna! To tata nauczył mnie jeździć jak miałam 17 lat.

Podjechałam pod szpital miejski. Erick powiedział, że mam umówiona wizytę z doktorem Sanchezem ,a on w tym czasie coś załatwi. Zostawiłam mu kluczyki, cmoknęłam w policzek i weszłam do szpitala. Pani z recepcji  pokierowała mnie na 4 piętro do pokoju 1312. Usiadłam przed gabinetem i czekałam. Kilka kobiet przechodziło się korytarzem z wielkimi brzuchami. To chyba był oddział ginekologiczny. No a jaki miał być Donell? Zapytało mnie ironicznie moje wewnętrzne „ja”. Zaczęłam się denerwować. Miałam prawo, fakt faktem była to moja pierwsza świadoma wizyta u ginekologa.

-Dzień dobry pani Donell! Zapraszam do gabinetu - powiedział nagle młody mężczyzna ubrany w biały kitel. No jasna cholera to chyba nie mój lekarz?  Zawstydziłam się od razu i oblałam rumieńcem. - Doktor Filip Sanchez! -  przedstawił się i wyciągnął do mnie dłoń. No cudownie! Nie dość, że jest młody to oczywiście przystojny.  Ciemniejsze włosy i śliczne niebiesko-zielone oczy, które wpatrują się we mnie dość intensywnie. 
W zwykłych jeansach i koszulce na pewno prezentuje się jeszcze lepiej niż w białym, szpitalnym fartuchu.
-Dzień dobry panie doktorze -  podałam mu dłoń i uśmiechnęłam się lekko. Udawałam, że się nie denerwuję.
-Erick zadzwonił tak nagle i panią umówił. Z czym przychodzimy? - zapytał wesoło. No kurwa mać, w dodatku kolega Ericka. Czy on może mnie przestać stawiać w takich głupich sytuacjach?



środa, 25 marca 2015

Rozdział 13

Był piękny upalny lipcowy dzień. Sezon w pełni więc na ulicach New Jersey pełno ludzi, głównie studentów na letnich wakacjach. Erick jednak nigdzie nie skręcał, przejechał całe miasto aż dotarliśmy około 15 kilometrów za przedmieścia miasta, na wielką posiadłość. Ogrodzona 4 metrowym murem, wielka hacjenda w stylu włoskim. Kremowa fasada, dach z prawdziwej dachówki, a na środku podjazdu palma. Sporo zieleni i muszę przyznać, że mimo szoku jaki właśnie doznałam to od razu poczułam się tutaj dobrze. 
-Boże Erick, ile tu jest metrów? - zapytałam rozchylając z usta powalona rozmiarem tej posiadłości.
-Zaraz sama się przekonasz! - uśmiechnął się uwodzicielsko jak tylko mógł najbardziej.
-Jesteś nienormalny! -  powiedziałam w żarcie, dom podobał mi się bardzo - Ale kocham cię za to. Dziękuję! -  uściskałam go mocno i pocałowałam w policzek.


-Nie ma za co maleńka, jak już mówiłem dla ciebie wszystko - czułam ulgę w jego głosie - Chodź oprowadzę cię, jest tu co oglądać - rzucił, był z siebie dumny jak jasna cholera. No i miał z czego być dumnym. 

570 metrów kwadratowych, dwa piętra, 4 sypialnie, 7 łazienek. Z tyłu domu, basen który można zakryć i używać go także zimą.
W piwnicy  siłownia, sauna i kino. Wielki ogród, kort tenisowy, piwniczka z winami, garaż na 6 samochodów. Jezu! To musiało kosztować kilka milionów dolarów... Westchnęłam wymownie ale w sumie co to dla jednego z najbogatszych ludzi w Stanach? Majątek Ericka był zapewne większy niż mogłam sobie wyobrazić. 
-Podoba ci się Meg? - zapytał trzymając mnie w ramionach na środku NASZEJ nowej kuchni.
-Brak mi słów... dom jest przepiękny, ale Ericku, po co nam 4 sypialnie? Nie wystarczyłaby jedna?  - zapytałam, przecież to jakieś szaleństwo, w tym domu można się zgubić.
-Chcę mieć jak najwięcej okazji by się z tobą kochać maleńka - powiedział tak seksownie, że ścisnęło mnie na samym dole. Och! Ależ byłam spragniona.
-Myślę, że nawet gdyby była tylko jedna i tak robilibyśmy to codziennie -  udałam, że nie jestem zainteresowana jednak w środku cała podskakiwałam z radości. Erick dalej mnie pragnął, moje ciało nadal go pociągało.
-Codziennie? - spojrzał na mnie tajemniczo i przymrużył oczy - Raz dziennie to zdecydowanie za mało, jak już mówiłem... nigdy się tobą nie nasycę - uśmiechnął się uwodzicielko i pocałował mnie w obojczyk - Jest pani taką seksowną panią domu panno Donell, że nie mogę od pani oderwać oczu.
-Eric przestań, robotnicy na nas patrzą! -  pokazałam dyskretnie na mężczyzn, którzy w ogrodzie montowali dodatkowe zabezpieczenia.
-Nie zwracaj na nich uwagi, to profesjonaliści - chwycił mnie na ręce i skierował się na piętro do naszej głównej sypialni. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Panie Evans zachowuje się pan jak wygłodniały nastolatek!  - udawałam oburzoną, jednak w głębi pragnęłam tego samego i nie mogłam się już doczekać.
-Nawet nie wiesz jak wygłodniały! - O Boże! Moja łechtaczka zaczęła od razu pulsować i zalała mnie niepohamowana fala wilgoci. 

Sypialnia była duża i przestronna. Okna z których widać było cały ogród i ocean, można było zasłonić zewnętrznymi żaluzjami. Utrzymana w kolorach piaskowo-brązowych, wydawała się być naszą oazą spokoju. Wielkie pikowane brązowe łóżko, pasujące do kompletu pikowane fotele i kanapa, piękna zdobiona antyczna toaletka tylko i wyłącznie dla mnie, na której stały najnowsze perfumy i mnóstwo ekskluzywnych kosmetyków. Piaskowa ściana w której umieszczony był kominek, a nad nim wielki plazmowy telewizor. Wiedziałam, że za którąś ze ścian kryje się na pewno imponujących rozmiarów garderoba, wypełniona ubraniami. Mnóstwo świeżych kwiatów, głównie kremowych i herbacianych róż które sprawiały, że czułam się niesamowicie, zapach wypełniał całą sypialnię.
-Ericku brak mi słów! Tu jest po prostu cudownie!-  krzyczałam jak mała dziewczynka, naprawdę byłam zachwycona, a perspektywa mieszkania tu z moim ukochanym napawała radością każdą komórkę mojego ciała.
Erick postawił mnie obok łóżka, a sam położył się na środku. Patrzył jak przechadzam się po pokoju i dotykam każdego mebla z niedowierzaniem, że to nasz dom.
-Chodź tu do mnie! Jeszcze się zdążysz napatrzeć… -  oczy mu płonęły.
-Chcesz wypróbować to łóżko? - powiedziałam zadowolona i oblizałam usta.
-To i każde inne w naszym domu maleńka! - w jego głosie słychać było, że nie żartował. Chciał się ze mną kochać wszędzie gdzie się dało. Perspektywa 4 sypiali i 7 łazienek miała teraz swoje plusy... Podeszłam powoli do łóżka rozpinając powoli guziki w mojej miętowej koszuli. Zdecydowanie mu się to spodobało, bo od razu zauważyłam zgrubienie na spodniach. Patrzył na mnie skupiony i delikatnie unosił kąciki ust. Mam ogromne szczęście, że ten seksowny facet jest mój, że zaraz będzie się ze mną kochał.
- Jesteś taka gorąca skarbie! Chodź, bo zaraz sam po ciebie pójdę! - ja dalej powolnym krokiem zmierzałam w kierunku łóżka doprowadzając go tym do szaleństwa.
-Troszkę cierpliwości panie Evans, mamy cały dzień... - powiedziałam i ponownie oblizałam usta.
-Meg! -  gwałtownie wstał w łóżka by podbiec do mnie i posadzić na komodzie pod ścianą tak, że udami opierałam się o jego biodra. Krzyknęłam z zaskoczenia ale gdy spojrzał na mnie, oboje zaczęliśmy się śmiać - Wykończy mnie pani, panno Donell - dodał i pocałował mnie tak jak zawsze. Gdy nasze języki zaczęły namiętny taniec wokół siebie od razu zdarliśmy z siebie ubrania. Moje siniaki i zadrapania powoli zaczęły znikać, na szczęście nic mnie nie bolało. Oddechy wyrównały się, a ciała zaczęły poznawać się od nowa. Erick wsunął mi dłonie pod pośladki by posadzić mnie na swoich biodrach. Jego nabrzmiała męskość oparła się o moje udo, łechtaczka pulsowała, a w środku zrobiłam się jeszcze bardziej wilgotna i gotowa. Włożył we mnie delikatnie jeden palec kciukiem masując magiczny guziczek, wbiłam palce w jego kark i jęknęłam z rozkoszy.
-Tak mi tego brakowało!  - wyszeptał - Jesteś taka miękka i mokra.
-Nie przestawaj! - powiedziałam gdy cofnął dłoń, mój zbliżający się wielkimi krokami orgazm, oddalił się.
-Nie tak szybko panno Donell! Mamy podobno cały dzień - powiedział ironicznie i uśmiechnął się uwodząc mnie wzrokiem.
-Jeśli jeszcze raz tak zrobisz i tak wybuchnę. Jestem taka ciebie spragniona, chcę czuć cię w sobie całego! - powiedziałam odważnie,  a on  wyjął z szuflady małą paczuszkę, rozpakował i podał mi prezerwatywę.Uśmiechał się przy tym nadal w ten uwodzicielski sposób. 
-Załóż - powiedział rozpalony.
-Ale ja nie potrafię, nigdy tego nie robiłam - szepnęłam i zrobiło mi się głupio.
-Przepraszam Meg, zapomniałem - pocieszył mnie czułym spojrzenie. Jednym wyuczonym ruchem naciągnął prezerwatywę na swojego wielkiego nabrzmiałego penisa i wszedł we mnie, powoli i gładko, bez żadnego oporu. Na koniec pchnął mocniej wypełniając mnie w całości.
-Boże! - wykrzyczałam i jeszcze mocniej wbiłam paznokcie w jego kark. Było mi tak cholernie dobrze. Erick wyjęczał moje imię i zaczął poruszać się we mnie szybko i mocno. Czułam jaki jest spragniony i nienasycony. Zaciskałam się na nim coraz mocniej i wystarczyło kilka pchnięć, a ja zaczęłam szczytować. Moja kobiecość zacisnęła się mocno wokół jego pulsującego penisa i spotęgowała doznania. Odchyliłam się do tyłu by mógł mnie jeszcze głębiej penetrować, a kolejna fala rozkoszy rozlała się po moim ciele. Drżałam i pragnęłam więcej i więcej. Erick nie przestawał. Utrzymując szybkie tempo kochał się ze mną dalej i mocniej i szybciej... Och tak! Całe moje ciało pokryło się potem, oddechy mieszały się w namiętnych pocałunkach, a dłonie szukały uwolnienia emocji. Błądziły po ciałach, sprawdzając każdy skrawek skóry. Gdy po raz kolejny zacisnęłam się wokół niego, Erick nie wytrzymał i także doszedł.


-Kurwa! Megan! - krzyczał moje imię kilka razy gdy oboje szczytowaliśmy zatraceni w sobie. Zastygł w bezruchu, a jego całe ciało napięło się. Zamknął oczy, a usta wykrzywił w grymas właśnie przebytego ogromnego orgazmu. Po chwili delikatnie położył mnie na łóżku, kładąc się obok, było tak gorąco, że oboje byliśmy spoceni i strasznie zmęczeni. Zdjął gumkę i zawiązał ją przy końcu, rzucając na podłogę.
-Nienawidzę tego świństwa, musisz zaczął brać pigułki maleńka - powiedział, kładąc głowę na mojej nadal pulsującej kobiecości  i złożył delikatny pocałunek na wzgórku łonowym na którym rosły czarne włoski. O kurde! Przecież jestem nie wydepilowana, na te myśl dostałam wypieków na policzkach.
-Jesteś taka piękna. Nie wyobrażam sobie że mógłbym cię stracić - powiedział spoglądając na mnie spokojnie, chciałam się zakryć rękoma, jednak mi nie pozwolił.
-Co ty robisz? Wstydzisz się? – zapytał, a w jego oczach znowu pojawiło się przerażenie, bał się pewnie, że tamta noc daje swoje znaki.
-Erick jestem niewydepilowana!  - powiedziałam głośno zakrywając oczy, jakbym chciała się schować. Roześmiał się z ulgą.
-Co z tego? Podobasz mi się w każdej odsłonie, a ten meszek jest strasznie podniecający - powiedział i dmuchnął na niego delikatnie sprawiając mi tym ogromną przyjemność. Sutki momentalnie mi stwardniały -To co ochrzcimy w końcu nasze nowe łóżko? - zapytał kładąc się na mnie całym ciałem, w oczach miał ten znajomy blask.
-Znowu? - pisnęłam zaskoczona, myślałam, że po takiej przerwie będzie się dłużej regenerował.
-Toaletka to nie łóżko Meg! - był pewny siebie i diabelnie seksowny. Zaczął całować moje piersi i nakierował swoją ponownie gotową męskość w sam środek mojej kobiecości. Wyjęczeliśmy jednocześnie nasze imiona i kolejny raz zatracaliśmy się w sobie. Powolnymi pchnięciami doprowadził mnie do orgazmu, nie mam pojęcia ile razy pod rząd. 


Cała drżałam i wyginałam ciało, nie mogąc tego powstrzymać. Czułam jak morka jestem na dole, jak jego cudowny penis wdziera się w tą wilgoć sprawiając mi nieziemską przyjemność. Patrzył mi cały czas w oczy, nie pozwolił oderwać od siebie wzroku, widziałam jak ekstaza narasta także w jego spojrzeniu. Wyszedł na chwilę szybko by założyć gumkę i wdarł się we mnie ponownie. Jęczeliśmy tak głośno, że na pewno było nas słychać na dole. Szybkimi ruchami pocierał penisem to miejsce w środku, dzięki któremu zaliczałam kolejne kosmiczne orgazmy. Byłam wykończona taka falą rozkoszy więc przy kolejnej fali on również doszedł mocno i gwałtownie. Odchylił głowę do tyłu, a pięści zacisnął obok mojej głowy. Zesztywniał na chwilę po czym opadł na mnie równie wyczerpany jak ja. Leżeliśmy objęci i nic się nie liczyło. Gładziliśmy nawzajem swoje nagie ciała, poznając się na nowo. Czułam się taka szczęśliwa, zrelaksowana ale wykończona jak nigdy. Kilka albo kilkanaście orgazmów w ciągu jednej godziny to zdecydowanie za duży wysiłek dla mojego organizmu.
-Kocham cię Ericku. Nie mogło mnie spotkać większe szczęście niż to że cię poznałam! - wyznałam mu prosto w oczy. Widziałam, że bije się z myślami.  Rozumiałam to, bo w końcu to co się wydarzyło będzie ciągnęło się za nami długo. Możliwe, że do końca życia, a wszystko miało się niedługo jeszcze bardziej skomplikować.

Nie wiem ile tak leżeliśmy? Było na pewno przed południem, więc mieliśmy cały wolny dzień. Erick zaproponował byśmy coś zjedli, ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Robotnicy już skończyli więc miałam nadzieję, że nas nie słyszeli. Na tą myśl policzki ponownie mi się zarumieniły co Erick oczywiście zauważył i nie omieszkał zapytać co się stało.
-A jeśli nas słyszeli? Byliśmy tak głośno... - powiedziałam zawstydzona.
-Ściany, okna i drzwi są dźwiękoszczelne maleńka więc nie masz się co martwić - pocieszył mnie i pogłaskał czule po pupie, a mi od razu ulżyło.
-Co zjemy? - zapytał otwierając lodówkę.
-Nie chce mi się nic robić Ericku, rozleniwiłam się ostatnio - zadrwiłam sama z siebie i zaczęłam się głośno śmiać.
-To nie jest śmieszne Meg!  - przywołał mnie do porządku i spojrzał na mnie opiekuńczo.
-Przepraszam zapomniałam. Nie gniewaj się! - słodkim spojrzeniem złagodziłam jego ton. Wiedziałam, że gdy tak patrzę  on od razu mięknie.
-Oj Meg, Meg! - odetchnął i ponownie zajrzał do lodówki - Więc?
-Może coś zamówimy? Wiem, że nie powinnam ale mam ochotę na coś niezdrowego! Właśnie tak, tłusty hamburger z frytkami usatysfakcjonował by mnie w stu procentach.
-Dlaczego nie powinnaś? - zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Jestem za gruba, te szpitalne jedzenie weszło mi w biodra i uda, nie widzisz? - powiedziałam łapiąc się rękoma na swoja pupę.
-Zwariowałaś!? Jesteś idealna Meg! Te uda, ta pupa o piersiach nie wspomnę! - naprawdę się oburzył i poklepał mnie delikatnie po czole -  Zobacz znowu mam wzwód maleńka! - dodał kładąc moją rękę na swoim kroczu.
-Zboczeniec! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać zarażając go tym samym - Jest tu gdzieś Mc Donald? Mam ochotę na wielkiego Big Macka i frytki! - dodałam zadowolona z siebie. Erick dalej się śmiał.
-Nie wiem, nie bywam w takich miejscach Meg, ale w New Jersey na pewno coś takiego się znajdzie. Chcesz jechać? - zapytał całując mnie czule w usta.
-Tak! - byłam taka podekscytowana na myśl, że w końcu zjem coś niezdrowo pysznego. Przed wypadkiem dbałam o dietę ale teraz... Miałam gdzieś jakiekolwiek diety i mimo, że faktycznie po szpitalnym jedzeniu przybrałam parę kilo to nie zamierzałam się przejmować, skoro Erickowi to nie przeszkadzało. 

Był lipiec więc nieprawdopodobny żar lał się z nieba. Wsiedliśmy do czarnego BMW M6 i ruszyliśmy do miasta. Erick przebrał się w krótkie kremowe  lniane spodnie i lekki biały t-shirt do tego założył sportowe adidasy i okulary. Wyglądał jak zwykle doskonale i bardzo seksownie. Ja założyłam długą białą sukienkę plażową, wiązaną na szyi oraz japonki z kryształkami od Svarowskiego. Wielka słomkowa torba pasowała idealnie. Podobało mi się to co widzę, Erickowi najwidoczniej też, bo nie odrywał ode mnie wzroku. Z głośników słychać było przebój Ellie Goulding. Sunęliśmy prostą drogą do New Jersey, nic nie mówiliśmy. Wystarczył tylko dotyk i wszystko było wiadomo. Erick nie odrywał dłoni od mojej i co chwila spoglądał w moją stronę, jakby dalej nie dowierzał ,że siedzę obok niego.
-Jest, jest tam! - wydobyłam z siebie okrzyk radości na widok tablicy informacyjnej, że najbliższy McDonald znajduje się za niecałe trzy kilometry.  Erick roześmiał się i pogłaskał mnie po ramieniu.

-Wchodzimy do środka czy podjedziemy do McDrive? - zapytał i zwolnił.
-Możemy na wynos, ja poproszę zestaw Big Mac, najlepiej powiększony, a do tego szejka truskawkowego i ciasto z owocami -  Erick spojrzał na mnie dziwnie -  No co? - zapytałam, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Nic maleńka, nie sądziłem że masz taki wilczy apetyt, ale to dobrze -odpowiedział spokojnie i nachylił się by pocałować mnie w czoło.
-I tak spale te wszystkie kalorie jak wrócimy do domu - stwierdziłam, a on roześmiał się jeszcze bardziej. Uwielbiam jego śmiech. Taki radosny, szczery i beztroski.  Podjechaliśmy do okienka.
-Dzień dobry co podać? -  zapytała młodziutka Azjatka, to pewnie jej pierwsza wakacyjna praca.
-Dzień dobry, poprosimy zestaw Big Mac... powiększony, szejka truskawkowego i ciasto z owocami.
-A dla żony? – dodała,  a ja spojrzałam przed siebie i zrobiłam chyba głupia minę, bo Erick ponownie się roześmiał.
-Dla żony to samo poproszę - powiedział mało się parskając śmiechem. Spojrzał na mnie wymownie i dodał - Żono moja!
-To nie jest śmieszne Evans!  - oburzyłam się jednak w brzuchu zaczęły mnie łapać przyjemne skurcze. Dziewczyna podała nam zamówienie i Erick powoli ruszył.
-W takim razie i ja muszę spróbować tych pyszności widzę. Smacznego maleńka - powiedział dalej nie mógł opanować śmiechu.
-Nie wiem co cię tak bawi? To, że pomyślała, że to wszystko miało być dla ciebie, a nie dla mnie czy to, że nazwała mnie twoja żoną? - zapytałam oburzona.
-I to i to, ale najbardziej rozbawiła mnie twoja minka. Jesteś taka słodka jak się złościsz. Mam ochotę na ciebie…teraz - czułam jak bucha z niego pożądanie.
-Jedź swoje pyszne frytki Evans! - zgasiłam go szybko, nie w głowie mi były teraz figle.
-Złośnica z ciebie Meg, strasznie mnie to podnieca! - dodał jakby nigdy nic. Chyba nie miał problemów z mówieniem na co ma ochotę, w żadnej sytuacji. Chciał się ze mną kochać nawet na parkingu McDonalda.
-Zobacz ile tu ludzi! Chyba zwariowałeś!? - rozejrzałam się wkoło i zsunęłam niżej na siedzeniu, na moich policzkach pojawił się rumieniec.
-Wiem głuptasie! Myślisz ,że zerżnął bym cię przy tych wszystkich ludziach?
-Wszystkiego się mogę po tobie spodziewać zboczeńcu! - powiedziałam i się roześmiałam - Masz temperament nastoletniego chłopca, Evans.
-Ale umiem się opanować kiedy trzeba kochanie - odpowiedział zadowolony i pewny swoich słów.. Skąd w nim tyle pewności siebie? Zazdrościłam mu tego.

Zjedliśmy wszystko. Erick przyznał, że takie jedzenie wcale nie jest złe. Byłam taka napchana, że nie miałam siły się ruszyć, a on wyciągał mnie byśmy pojechali na plaże się wykąpać. Nie miałam przy sobie kostiumu więc oczywiście zawiózł mnie do ekskluzywnego butiku bym coś wybrała. Mieścił się w samym centrum New Jersey.

329 dolarów na kawałek materiału osłaniający pupę i biust? To lekka przesada - pomyślałam jednak dla Ericka to nie robiło różnicy. Spodobało mi się jedno bardzo skąpe białe bikini, gdy on był obok mnie czułam się piękna. Normalnie nie zdecydowała bym się na tak skąpy kąpielowy strój. Jego reakcja gdy wyszłam z przymierzalni była bardzo ciekawa i mnie strasznie rozbawiła.
-To cały strój?! - zapytał zszokowany skrawkami materiału na piersiach i biodrach.
-Tak! Zobacz jak wygląda z tyłu - odkręciłam się energicznie, ukazując swoje prawie nagie pośladki ,a on wstał szybko i zakrył mnie.
-Chyba nie masz zamiaru w tym paradować, wśród tych wszystkich ludzi na plaży? - widziałam w jego oczach niepewność, znał mnie i wiedział, że potrafię być złośliwa.
-Nie podoba ci się? - zrobiłam smutną minkę udając, że nie wiem o co mu chodzi.
-Nie tylko mnie się podoba - powiedział pokazując dyskretnie na swoje krocze w którym opinał się jego nabrzmiały penis - Mam cię wziąć w tej przymierzalni panno Donell? -
rozejrzałam się czy nikt nie słyszy. On naprawdę jest nieobliczalny! Moje policzki spłonęły rumieńcem i nagle poczułam ostry skurcz w dole brzucha. Ból był tak silny, że musiałam kucnąć.
-Jezu Meg co się stało? - schylił się do mnie podtrzymując mnie za rękę, widziałam, że momentalnie spoważniał i się zdenerwował.
-Nic, nic to tylko skurcz, zaraz przejdzie. Muszę usiąść! - mówiłam z grymasem bólu na twarzy, nienawidziłam tych kobiecych bóli. Nie raz zakręciło mi się od nich w głowie.
Erick szybko zapłacił za bikini, które miałam na sobie, chwycił moją sukienkę i wyniósł mnie na rękach do samochodu.
-Może pojedziemy do lekarza? Lepiej będzie jak zbada cię specjalista -  znowu był przestraszony i przerażony jak wtedy w szpitalu.
-Ericku to tylko skurcze, pewnie niedługo dostanę okres - powiedziałam najspokojniej jak potrafiłam, chciałam by się uspokoił.
-Na pewno? Nie chcę by coś ci się stało... Megan.
-Na pewno, jedźmy po prostu do domu - uśmiechnęłam się, gładząc go delikatnie po policzku.

Gdy wracaliśmy niebo momentalnie się zachmurzyło i rozpętała się prawdziwa letnia burza. Zdążyliśmy wejść do domu i lunęło. Położyłam się w salonie na cudownie wygodnej, ogromnej kanapie modułowej. Erick włączył muzykę.
-To Richmaninov  - wyprzedził moje pytanie.
-Jesteś niesamowity Ericku. Kocham cię… - położyłam mu głowę na ramieniu i zamknęłam oczy. Było mi tak dobrze. Czułam się kochana, bezpieczna i miałam przy sobie mężczyznę moich marzeń.

Chyba udało mi się zdrzemnąć, bo przez jakiś czas nic nie słyszałam, przebudziło mnie pikanie piekarnika. W całym domu pachniało pysznym ciastem.
-Witaj Megan! - powiedziała Flora krzątająca się po kuchni.
-Dzien dobry! - przywitałam się zaskoczona jej widokiem. Erick mi znowu o czymś zapomniał powiedzieć - Pięknie pachnie, co tam upiekłaś? - Ddodałam miło.
-Szarlotka! To ulubione ciasto Ericka, znaczy pana Evansa - poprawiła się szybko i zmieszała.
-Nie musisz przy mnie nazywać go panem, obie wiemy jaki wspaniały z niego facet ale nie musimy mu panować -  roześmiałam się.
-Masz ochotę na kawałek? Jeszcze ciepłe - zapytała uśmiechając się szeroko. Biło od niej tyle ciepła i miłości, bardzo musiała tęsknić za swoimi wnukami i córką.
-Nie wiem czy powinnam? Zjadłam dziś ogromny zestaw z McDonalda, jakieś 2000 kalorii naraz - wiedziałam, że będę miała wyrzuty sumienia z tego powodu.
-Kawałek szarlotki jeszcze nikomu nie zaszkodził Megan. A ty zamiast jeść takie świństwa powinnaś się teraz dobrze odżywiać i dbać o siebie - powiedziała nakładając mi jeszcze parujący kawałek  ciasta na talerz.
-Dziękuje! -  miałam taki apetyt, że sama sobie się dziwiłam - Gdzie Erick? - zapytałam.
-Na siłowni. Prosił byś tam zeszła jak się obudzisz - O nie! Mam nadzieje. że nie każe mi ćwiczyć? Nienawidziłam wszelakich sportów, a tym bardziej jak mnie ktoś do nich zmusza.
Dokończyłam kawałek ciasta co do okruszka. Było przepyszne, dokładnie takie jakie pamiętam z dzieciństwa. Babcia Eva nam takie piekła. Napiłam się soku i poszłam krętymi kamiennymi schodami w dół do siłowni. Skurcze na szczęście zmalały i dało się jakoś wytrzymać. Idąc dość wąskim korytarzem zauważyłam na ścianach piękne widoki z każdego miejsca w którym był Erick.  Był takim światowym człowiekiem, chyba nie było miejsca w którym by nie był. Drzwi były uchylone i zauważyłam jak Erick rozmawia z jakimś mężczyzną. Oboje byli w dresie, mieli ślady potu na koszulkach. Wyglądało to tak, jakby ten facet pokazywał Erickowi jakieś dziwne kopnięcia. Po chwili szpiegowania, Erick mnie zauważył, a ja wyprostowałam się i  zawstydziłam jak zawsze.
-Meg Skarbie chodź do nas. To Gabriel, mój trener -  przywołał mnie gestem dłoni i jak zwykle uśmiechnął się tak, że zmiękły mi nogi. Ubrana w dres w,  który przebrałam się jak wróciliśmy, niepewnym krokiem wkroczyłam do siłowni. Gabriel był wysokim, barczystym Latynosem o powalającej urodzie. Gdyby nie to, że stał obok najprzystojniejszego mężczyzny na świecie, mojego mężczyzny, mogłabym uznać, że jest całkiem przystojny.
-Hej Megan! Miło cię poznać -  powiedział kulturalnie i uścisnął mi dłoń. Ale miał silny uścisk.
-Wzajemnie Gabrielu. Czy ty tak samo słyszałeś o mnie wcześniej jak wszyscy których mi  Erick przedstawia?  - zapytałam ironicznie i uśmiechnęłam się znacząco w kierunku mojego ukochanego.
-No cóż... nie mogę skłamać. Tak opowiadał mi o tobie -  odpowiedział lekko zmieszany i dodał - Ale same dobre rzeczy, nie masz się co martwić!
-Meg się tylko z tobą droczy Gabrielu - wtrącił Erick, po czym objął mnie w pasie i pocałował w usta- Chciałbym byś trenowała z Gabrielem gdy odzyskasz siły, już wszystko ustaliliśmy i najlepszy dla ciebie będzie king boxing z elementami samoobrony -  zamurowało mnie. Nie chciałam mu robić sceny przy koledze więc przytaknęłam grzecznie i wbiłam jedynie wzrok w Ericka.
-Długo wam się jeszcze zejdzie? - mówiłam przez zaciśnięte zęby, udając sztuczny uśmiech.
-Już właściwie skończyliśmy. Ericku poćwicz to co ci pokazywałem i spotkamy się w piątek. Miło było poznać Meg! - Gabriel pożegnał się grzecznie, zarzucił ręcznik przez ramię i wyszedł.
-O co ci chodzi Meg? - Erick zapytał od razu gdy zamknęły się drzwi. Widział, że jestem wściekła,
-Znowu decydujesz za mnie i ustalasz coś bez mojego pozwolenia ani mojej wiedzy. Czy ja mogę chociaż raz zrobić coś co będę sama chciała?! - podniosłam głos odsuwając się od niego.
-Już raz pozwoliłem ci zadecydować, że wychodzisz i nie ingerowałem w to. Oboje wiemy jak to się skończyło! - krzyczał, był wściekły.
-Ach tak! Więc to wszystko moja wina? - pękła cienka granica mojej cierpliwości – Uważasz, że to przeze mnie? Chciałam zauważyć, że to twoja popieprzona znajoma chciała mnie....zabić? Więc nie wmawiaj mi, że ja jestem temu winna, bo to nie sprawiedliwe Erick!
-Mogłaś nie urządzać wieczoru panieńskiego! Co to za głupi zwyczaj? Upijać się i podrywać facetów w klubie? - wrzasnął na mnie. Że co?!
-Ja kogoś podrywałam!? - odpierałam atak, wymachując rękoma.
-Mogłaś z nikim nie rozmawiać Meg! - wypalił. Moje oczy zrobiły się wielkie. Jego złość i wściekłość była wręcz wyczuwalna. Uważał, że to moja wina?!
-Równie dobrze mogłam ciebie nie poznać to nic by się nigdy nie stało! - wybuchłam. Byłam tak wściekła, że wybiegłam z siłowni, schodami na górę, a potem przez taras do ogrodu. Zapadał zmrok. Nadal lało ale burza już przeszła i czuć było cudownie świeże powietrze. Wpadłam na trawnik i upadłam na kolana. Czułam ogromny ból w środku i kolejne silne skurcze w dole brzucha. Moje serce pękało. Jak on tak mógł powiedzieć? Jak może mnie o to winić? Ja czekałam tam na niego do jasnej cholery! Boże, przecież ja tak go kocham. Klęczałam tak nie dłużej niż minutę i poczułam jego dłonie. Przybiegł...klęknął naprzeciw mnie , wziął moją twarz delikatnie w swoje dłonie i przytulił zakrywając ciałem przed padającym na nas deszczem. Całował moje włosy głaszcząc policzek. Nie wiedziałam czy po policzkach płyną mi łzy czy to krople lipcowej burzy? Nic nie mówił, tulił mnie mocno do swojej piersi. Był cały mokry i roztrzęsiony.