Premiera już w lipcu!

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 1

Witajcie serdecznie,

Blog poświęcony będzie mojemu pierwszemu opowiadaniu, które postanowiłam dopracować i pokazać szerszemu gronu odbiorców. Jeśli już tu zajrzycie i spodoba Wam się to co przeczytacie, to zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza :)


Zapraszam na pierwszy rozdział historii opowiadającej o Meg, której życie totalnie odmienia gdy poznaje Ericka Evansa - mężczyznę, którego tak naprawdę nigdy poznać nie powinna. Zaznaczę od razu, że losy bohaterów są w dużej mierze inspirowane innymi książkami z gatunku literatury erotycznej, więc bierzcie to pod uwagę i zaglądajcie tu jedynie po to, by czerpać radość z czytania. Sytuacje i zdarzenia są całkowicie wymyślone, a bohaterowie dobrani według mojej wyobraźni. 



ROZDZIAŁ 1

 Czwartek, 2 maja

- Na pewno chcesz różową? - zapytałam Kimberly i przewróciłam oczami na samą myśl, że mam z niej wysiąść z dniu jej ślubu.
-Tak, zawsze o takiej marzyłam i będzie różowa czy wam wszystkim się to podoba czy nie - odpowiedziała śmiejąc się głośno, bo wiedziała jak nie znoszę tego koloru.
Był piękny majowy poranek. Wiosna w pełni, dlatego też Nowy Jork wydawał mi się nieco bardziej przyjazny, szczególnie po tak ostrej zimie jaką nam zafundował. Wszystko wokół rozkwitało, a feeria barw atakowała z każdej strony. 



-Ciesz się, że nie kazałam wam założyć tych różowych bufiastych sukienek - pokazała mi język i westchnęła głęboko, dąsając się jak to tylko ona potrafi.
-No jasne, tego by jeszcze brakowało - odpowiedziałam z ulgą i spojrzałam na jej zaokrąglony brzuszek. To wszystko tak szybko się potoczyło - Zawsze musisz wszystko robić w innej kolejności niż trzeba -  dodałam z delikatną ironią jednak ona wie,  że ma moje pełnie wsparcie.
-Dajcie już spokój, stało się i trudno. Może Robert nie jest wymarzonym zięciem dla rodziców ale muszą go zaakceptować tak czy siak.
Robert to narzeczony Kimberly z którym poznali się rok temu na weekendowym wypadzie do New Jersey. Od razu wpadli sobie w oko, jednak moja młodsza siostrzyczka wydawała mi się zawsze taka rozważna. A teraz, rok później wybieramy jej limuzynę do ślubu, którą pojedzie ze niecałe 3 tygodnie, w dodatku w ciąży.
- Ja go lubię dobrze wiesz, ale moje zdanie znasz i nie powinniście się tak spieszyć ze ślubem. Ja bym poczekała aż się maleństwo urodzi.
Spojrzała na mnie karcąco nie komentując tego co powiedziałam, tylko zrobiła tą swoją obrażoną minkę. W sumie jej się nie dziwię, ile można słuchać tych wszystkich rad mamy, ciotek, babci no i moich? Chociaż co ja mogę jej doradzić? Zawsze miała swoje zdanie, już od najmłodszych lat się ze wszystkimi kłóciła i potrafiła postawić na swoim w każdej sytuacji.
-Cholera nie mają tu różowej, widzę tylko białe i czarne. Musimy jechać gdzieś indziej!
Byłam już tak zmęczona tym ślubnym maratonem, że nie miałam najmniejszej ochoty gdziekolwiek ją  jeszcze wozić, od rana załatwiłyśmy kwiaty, gołębie i zapłaciłyśmy jakąś ogromna kwotę za salę weselną. 20 tysięcy dolarów za sale dla 150 osób to dość sporo, no ale co się dziwić, skoro wszystko załatwiają na ostatnią chwilę. Oczywiście oni za nic nie płacą, wszystko funduje im nasz tata i jego rodzice.
-Na biednych nie trafiło - bąknęłam cicho pod nosem żeby nie słyszała, wiem jak ją to denerwowało, a nie chciałam jej bardziej wkurzać.
-Idź zapytaj czy nie mają różowej. Tam w środku jest jakiś facet z obsługi - powiedziała wskazując na mężczyznę w budynku.
- No dobrze poczekaj chwilę i usiądź sobie może, tam jest ławeczka.
Mimo tego jak czasami mnie denerwowała i jak była samolubna, kochałam ją do szaleństwa, w końcu to moja młodsza siostra. Różnice między nami były tak wielkie, że czasami zastanawiałam się czy mnie przypadkiem nie adoptowali. Ona wysoka blondynka z brązowymi oczami, teraz gdy jest w prawie w 5 miesiącu ciąży jej biust był jeszcze większy niż zwykle i przytyło jej się kilka kilogramów, jednak jak zawsze wyglądała ślicznie. Ja wiele niższa od niej zielonooka brunetka z dość sporym biustem i tyłkiem. Mimo tego, że byłam starsza, wszyscy na początku myśleli, że to ja jestem młodszą siostrą. Kimberly od 13 roku życia zaczęła się malować i robić te wszystkie dziewczęce rzeczy, a ja do 3 klasy liceum nie miałam nawet chłopaka. Była ode mnie 3 lata młodsza, a miała na koncie więcej podbojów miłośnych niż ja zaliczonych pocałunków z języczkiem.
Ruszyłam w kierunku budynku ze szklanymi witrynami w którego środku stały najnowsze gotowe do sprzedaży modele BMW. Udało mi się z gracją przeskoczyć kałużę wody, która rozlała się z wiadra z mopem miłej starszej sprzątającej pani. Uśmiechnęłam się do niej ze współczuciem.
-Mary proszę to szybko wytrzeć zanim ktoś się pośliźnie i będzie nieszczęście - powiedział do niej surowo, jednak z szacunkiem, mężczyzna ubrany w ciemne jeansy i firmową niebieską koszulę z napisem „ Evans Cars”, po czym spojrzał w moją stronę i przybrał wyuczony dla klientów  uśmiech,
-Mogę w czymś pomóc szanownej Pani? - zapytał.
Odwracając się w jego stronę, zrobiłam jeden krok w bok, po czym prawa noga poślizgnęła się na resztkach wody, zabierając za sobą resztę ciała i nie minęła nawet sekunda, a ja wylądowałam na plecach, uderzyłam z impetem głową o posadzkę i straciłam przytomność.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Jezu Megan! Ale nam stracha napędziłaś, zaraz będzie tu pogotowie - otwierając oczy zobaczyłam nad sobą kaskadę blond włosów Kimberly, która siedziała obok mnie na skórzanej kanapie. Gdzie my właściwie jesteśmy?
-Jakie pogotowie? Przecież nic się nie stało, tylko się wywaliłam - odpowiedziałam łapiąc się za głowę, która cholernie mnie bolała - Nawet sobie nie rozcięłam- dodałam patrząc na rękę, jednak gdy chciałam się podnieść, zakręciło mi się w głowie i opadłam ponownie na kanapę.
-Proszę się nie ruszać już pogotowie podjeżdża pod salon - odkręciłam głowę w stronę męskiego, niskiego głosu, który usłyszałam i na ten widok znowu zakręciło mi się w głowie. Niedaleko kanapy na której leżałam jak idiotka, ujrzałam mężczyznę. O jasny gwint! Wysoki , brunet o czarnych jak węgiel oczach w których kompletnie nie widać żadnych emocji. Jego atletyczna sylwetka, mimo skrojonego na miarę garnituru przebijała i robiła ogromne wrażenie. Wypielęgnowane, idealnie palce przesuwały się po krawędzi biurka, a on opierał się pośladkami o blat. Gdy w końcu odważyłam się spojrzeć bezpośrednio w jego oczy, nasze spojrzenia się spotkały, a on uśmiechnął się troskliwie i ukazał szereg idealnie białych zębów.
-Megan leż spokojnie i poczekaj. Nie rób więcej problemów - powiedziała w złości Kim, trącając mnie ręką po kolanie.
-Ała, daj już spokój! Naprawdę nic się nie stało - skarciłam wzrokiem moją wkurzoną maksymalnie siostrę.
-Proszę się nie kłócić szanowne panie - powiedział Pan Tajemniczy i Uroczy, po czym podał mi szklankę z wodą - Powinna się pani napić panno Donell - odbierając od niego szklankę nasze palce zetknęły się, a mnie przeszedł niespodziewany dreszcz. Momentalnie też dostałam na policzkach rumieńców, jak wtedy gdy mój przyszły szwagier zobaczył mnie wychodzącą z łazienki w samych majtkach.
-Nie jesteś już taka blada więc może wszystko będzie okej. Musimy dziś załatwić tą limuzynę Meg - przerwała Kim po czym wstała i dodała – Jestem strasznie głodna może jak stąd wyjdziemy pójdziemy coś zjeść na szybko do chińczyka?
-Zapraszam panie na lunch  w ramach rekompensaty za tą nieprzyjemną i niebezpieczną sytuację - Co?! Wtrącił przystojniak po czym podsunął mojej siostrze krzesło -Proszę usiąść panno Donell, nie chcę by cokolwiek komuś się jeszcze stało.
- O dziękujemy bardzo panie Evans, będzie nam bardzo miło.
Na samą myśl o tym, że miałabym spędzić w jego towarzystwie lunch zrobiło mi się gorąco i dostałam jeszcze większych wypieków, tym razem nawet na dekolcie. Tak reagowałam w niekomfortowych dla mnie sytuacjach i nie byłam w stanie nad tym zapanować.
-Kim mamy sporo spraw jeszcze do załatwienia. Nie możemy iść na lunch, bo mama czeka na nas o piętnastej w salonie, mamy przymiarkę sukni! - wtrąciłam z nadzieją, że Kimberly zrozumie i przyzna mi rację.
- A faktycznie, całkowicie o tym zapomniałam. W takim razie musimy nasz lunch przesunąć na inny termin. Panie Evans, zostawię panu swój numer telefonu. Proszę zadzwonić do mnie po osiemnastej, to może uda nam się zjeść kolację w ramach tej rekompensaty o której pan wspomniał - powiedziała po czym podeszła do biurka i na białej kartce napisała numer telefonu.
-Będzie mi niezmiernie miło towarzyszyć paniom przy kolacji. Jednak dziś wieczorem mam spotkanie biznesowe, dlatego też muszę odmówić. Zadzwonię do pani jutro i jeśli będą miałyby panie ochotę, możemy spotkać się innym razem w odpowiednim dla pań terminie - jego oczy patrzyły tylko na mnie. Boże co za facet! Chyba zaraz spłonę żywcem. Kimberly spojrzała na mnie z uśmiechem, po czym nie pytając mnie o zdanie dodała.
- Świetnie w takim razie czekam na pana telefon, jutro.
W tym momencie drzwi się otworzyły i  do biura Evansa weszła epika ratownicza.
-Dzień dobry jestem lekarzem.
Powiedziała ubrana w strój ratownika medycznego kobieta i podeszła do mnie. Zaczęła zadawać mi pytanie i badać mi głowę, świecąc  latarką po oczach.
-Musimy panią zabrać ze sobą, nie widzę żadnych urazów zewnętrznych jednak mogło dość do wstrząśnienia mózgu. Musimy wykonać w szpitalu specjalistyczne badania i zatrzymać panią na obserwację.
- Czy to konieczne? Ja naprawdę dobrze się czuję pani doktor, już nawet nie kręci mi się w głowie - no na pewno nie z powodu upadku. Dodałam w myślach po czym ukradkiem spojrzałam na Evansa. On także patrzył na mnie, wzrok miał tajemniczy i intrygujący. O Chryste!
-Panno Donell takie są procedury. Może pani odmówić jednak dla pani zdrowia lepiej to sprawdzić. Jeśli wszystko będzie w porządku zostanie pani wypisana jutro do domu. Proszę nie robić problemów.
Kim wyszła z gabinetu odebrać telefon, pewnie dzwoniła mama.
- No dobrze jednak moja siostra jest w ciąży, a nie ma prawa jazdy. Nie ma kto jej zawieść, a byłyśmy umówione.
W tym momencie wtrącił się Pan Tajemniczy i zaoferował, że jeden z jego samochodów zawiezie Kim tam gdzie będzie trzeba i że do końca dnia będzie do jej dyspozycji. Kim oczywiście zgodziła się bez wahania, wyglądając zza rogu z telefonem przy uchu, więc ja nie miałam innego wyjścia jak jechać do szpitala. Mimo mojego zażenowania zabrali mnie na nosze i zanieśli do karetki. Pan Evans wyszedł z nami przed salon, wskazał Kimberly samochód która ją zawiezie i odprowadził ją do auta. Nachylił się do szyby po stronie kierowcy i przekazał mężczyźnie siedzącemu w środku informacje, że ma zawieść Kim tam gdzie będzie chciała. Po czym podszedł do karetki wypytując o coś ratownika, jednak nie słyszałam o czym mówili. Pani ratownik powiedziała, że jesteśmy już gotowi po czym zaczęła zamykać drzwi karetki.
- Do zobaczenia Panno Donell, mam nadzieję że wszystko będzie w porządku.
Rzucił Evans po czym uśmiechnął się do mnie tak jak chyba nikt inny do tej pory. O matko, co za  facet... Nie zdarzyłam nic odpowiedzieć i drzwi się zamknęły.

Po 10 minutach dojechaliśmy na Manhattan do Szpitala Klinicznego mieszczącego się przy 100th Street i Fifth Avenue.  Na miejscu zabrali mnie od razu na badania. Tomografia głowy, pobranie krwi i mnóstwo innych drobiazgów. Po około dwóch godzinach jeżdżenia po całym szpitalu w końcu przywieźli mnie na moją docelową salę, na której mogłam sobie spokojnie odpocząć. W środku było jedno pojedyncze łóżko, stolik szafka oraz biurko i 3 krzesełka. Położyli mnie i w końcu mogłam zostać sama. Wyjrzałam za okno i zobaczyłam piękny widok na Central Park. Jezu,że takie rzeczy zawsze mnie się przytrafiają. Gdy miałam 7 lat razem z Kim byłyśmy u babci na wiosenne ferie w New Jersey. Pewnego dnia poszłyśmy bez zgody babci na promenadę zobaczyć wesołe miasteczko. I oczywiście komu się coś przytrafiło - mi. Gdy już wracałyśmy i przechodziłyśmy przez ulicę niedaleko domu babco jakiś wariat wjechał na pasy i przywalił we mnie rowerem. Kim nic się oczywiście nie stało, a ja złamałam rękę i rozbiłam sobie głowę, gdzie do tej pory mam bliznę pod linią włosów. Było jeszcze kilka takich sytuacji, można powiedzieć że Kimberly to dziecko szczęścia, a ja niezdara. Wszyscy mnie za taką uważali, mało zaradną, wstydliwą małą Meg. Dopiero gdy w szkole średniej postawiłam się rodzicom i powiedziałam, że chcę iść na studia, ale nie na kierunek na który od małego mnie wysyłali, trochę spuścili z tonu i dali mi spokój. Teraz mając niecałe 23 lata, kończyłam studia na kierunku o którym zawsze marzyłam, zaczęłam staż w małej cateringowej firmie rodzinnej, mieszkałam i utrzymywałam się sama. Jedynie do szczęścia brakowało mi faceta, jednak na to tak naprawdę brakowało mi czasu. Miałam kilku dobrych przyjaciół i sporo znajomych ale nigdy nie potrafiłam zaangażować się w związek. Może dlatego, że wszyscy moi koledzy zwracali uwagę na moją młodszą siostrę i jej biust? Było kilku ale nigdy tak naprawdę nie byłam nawet zakochana. No może raz? Ale pierwsza miłość podobno się nie liczy. Kim zawsze mi dogryzała, że zostanę stara panną. Dobrze, że nie miała świadomości, że moje największe doświadczenie seksualne to gdy pewnego razu w akademiku wypiłam za jedno piwo za dużo i dałam się obmacać koledze z roku. Potem oczywiście udawałam że nic nie pamiętam, a John zachował się przyzwoicie i nikomu nic nie powiedział. Potem namówił mnie na dwie czy trzy kawy ale nic z tego nie wyszło, teraz jest moim dobrym przyjacielem. Nie wiem dlaczego, bo w sumie nawet nie miałam określonego typu faceta? Czekałam na księcia z bajki? Sama już nie wiem.

Zaczęłam właśnie przysypiać gdy rozbudził mnie dźwięk mojej komórki. Dzwoniła mama.
- Megan Kochanie jak się czujesz? Kim o wszystkim nam powiedziała - O rany, znowu się zacznie. Moi rodzice mówiąc krótko,są przewrażliwieni na temat mój i mojej siostry.
-Hej mamo. Nic mi nie jest. Jestem w szpitalu Klinicznym i już zrobili mi wszystkie badania. Teraz leżę i odpoczywam. Jutro pewnie wyjdę do domu.
-Meg Skarbie my dziś wieczorem do Ciebie wpadniemy, ale teraz jedziemy z tata i Kim do przymiarki,potem na obiad. Przywieść Ci coś, potrzeba Ci czegoś?
-Oj mamuś nie chce nic jeść, możesz mi tylko przywieść jakiś dres i szlafrok,bo będę tu musiała zostać na noc, a i szczoteczkę do zębów i ładowarkę do telefonu.
-Dobrze Kochanie to będziemy u Ciebie koło 19. Prześpij się teraz i się nie martw. Tą limuzynę już załatwimy, a swoją sukienkę przymierzysz jak już wyjdziesz ze szpitala.
-Ok mamo do zobaczenia. Kocham Cię. Pa.
-Do zobaczenia Meg.
O rany zapomniałam o tej przymiarce sukienki, mam nadzieje że Kimberly nie wykorzystała mojej nieobecności i nie zmieniła koloru i fasonu,bo ją chyba uduszę. Mówiłam jej, że nie chcę wyglądać jak słodka beza. Ona upierała się przy falbaniastej różowej lub brzoskwiniowej sukni do ziemi bez pleców z kryształkami,ja jednak wybrałam skromną, kremową koktajlowa sukienkę bez rękawów.



 Po dłuższej chwili wpatrywania się w okno,chyba mi się przysnęło.Obudziła mnie pielęgniarka,która zmieniała mi kroplówkę.
-Obudziłam panią,przepraszam bardzo - powiedziała młodziutka dziewczyna, pewnie stażystka. Włosy miała spięte w niechlujny koczek i ubrana była w biały fartuszek do kolan.
Miała bardzo egzotyczną urodę.
-Nic się nie stało - odpowiedziałam spoglądając na nią przyjaźnie. Za oknem był piękny Nowojorski wieczór. Była 18.10, czyli godzina szczytu. W Nowym Jorku o tej porze dotrzeć na czas można chyba tylko helikopterem. Pielęgniarka otworzyła okno i dotarł z zewnątrz gwar ulicy.
-Ktoś przysłał pani kwiaty, stoją w wazonie na biurku. Kolacja będzie o 19 - powiedziała i szybko wyszła z sali.
Spojrzałam na biurko i ujrzałam pokaźnych rozmiarów piękny bukiet różowych Lili oraz róż. O matko, ale cudowny. 




Chciałam powoli wstać z łóżka jednak znowu zakręciło mi się w głowie i osunęłam się na poduszkę. Niech to szlag. Zabolało mnie też miejsce wkłucia wenflonu  i dałam za wygraną. No trudno,popatrzę sobie tylko nie muszę wąchać. W sumie cały pokój był wypełniony zapachem, jednak widziałam tam liścik i byłam bardzo ciekawa od kogo są? Pewnie od taty albo Johna. Kim pewnie już wszystkich obdzwoniła.
Sięgnęłam po mojego Iphona,wzięłam słuchawki i włączyłam sobie moją ulubioną piosenkę „Waterfall” Coldplay.  Znowu przysnęłam.

O 19 obudziła mnie moja mama narzekająca na jedzenie,które chwile wcześniej przyniosła pielęgniarka.
- Jak ludzie maja wyzdrowieć skoro dajecie im takie świństwa?- powiedziała spoglądając na talerz dziwnej brązowej mazi z ryżem.
- To ryż z jabłkiem proszę pani - odparła pielęgniarka,po czym szybkim krokiem wyszła z sali.
-Boże co za obsługa, trzeba cię stąd zabrać kochanie jak najszybciej -mruknęła pod nosem po czym nachyliła się by mnie pocałować w czoło.
-Hej skarbie jak się czujesz? - Dodał tata wchodząc do sali z wielkim koszem owoców i torbą z ciuchami.
-Cześć tato. Jak Was widzę do razu mi lepiej - powiedziałam wywracając oczami.na co mój tato tylko się uśmiechnął. Był bardzo spokojnym człowiekiem w przeciwieństwie do mojej mamy. Nie wiem jak on tyle lat z nią wytrzymał ale to potwierdza tezę, że przeciwieństwa się przyciągają.
-Scarlett kochanie,daj jej spokój niech sobie leży i odpoczywa - powiedział tata po czym podszedł i także pocałował mnie w czoło.
- Gary ale zobacz co oni jej dali do jedzenia, to jakaś paćka. Dobrze,że przywieźliśmy jej owoce i jej ulubione ciastka od babci.
Gdy widziałam jak rodzice patrzyli na siebie po 25 latach małżeństwa wierzyłam w to, że kiedyś i mnie spotka taka miłość. Nie zawsze było idealnie ale potrafili się dogadać i pokonali wszystkie przeszkody,które stały im na drodze.
- No siostra ale dałaś dziś popis. Myślałam, że zawału dostane jak cię zobaczyłam na tej podłodze, a ten facet od samochodów latał jak poparzony i krzyczał, że pogotowie trzeba wzywać. Dobrze, że był ten właściciel Evans bo inaczej to...
Nie zdążyła skończyć zdania gdy dojrzała bukiet kwiatów na biurku i nie omieszkała tego skomentować.
- Od kogo te kwiaty? Od Johna?
Wzrok całej mojej rodzinki skierowany został na mnie w wyczekiwaniu odpowiedzi. Nikt z nich nie chciał wierzyć, że John to naprawdę tylko mój przyjaciel i że nic między nami oprócz przyjaźni, nie ma.
- Nie wiem od kogo są. Myślałam że od Ciebie tato.
Popatrzyłam na niego znacząco,a on podszedł i wyjął bilecik z bukietu.
- Niestety nie ode mnie kochanie ale jest tu liścik więc zaraz się dowiemy -wyciągnął rękę by mi go podać,jednak ciekawska Kim wyrwała mu go z ręki i przeczytała na głos:

Proszę przyjąć te kwiaty w celu rekompensaty za przykry incydent w moim salonie.
Mam nadzieję, że następnym razem zobaczę Panią w milszych okolicznościach.
Erick Evans

18 komentarzy:

  1. Czekam na kolejny, bo zapowiada się super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Evans!! <3 moj Ci on! :)
    E.

    OdpowiedzUsuń
  3. <3 czekam na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo lubię EE i czytam go od początku:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownie wrócić od początku w tę historię!! Czyta się świetnie w dłuższych kawałkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie się zapowiada:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super!! czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak to super przypomnieć sobie pierwsze fragmenty <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzeczywiście miło jest przypomnieć sobie pierwsze fragmenty jak i resztę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie poczytam sobie EE raz jeszcze :)
    Opowiadanie pełne niespodzianek ;)
    Serdecznie wszystkim polecam !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja dzisiaj zaczynam :) Czuję , że nie będę mogła o niczym innym mysleć tak jak to było podczas czytania Na Szczycie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajne opowiadanie, czytam dalej:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj... widzę że będzie się działo 😊😊😊😊

    OdpowiedzUsuń