Premiera już w lipcu!

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 10

Czwartek, 9 maja

Dzień zaczęłam monotonnie. Zjadłam, pojechałam do pracy. Pomogłam Betty przez trzy godziny i o drugiej byłam już wolna.  Umówiłam się z Kim w Starbucksie,  niedaleko Central Parku na kawę i ciastko, by obgadać szczegóły jej wieczoru panieńskiego. Telefon dalej milczał...

-Megan musisz to dla mnie zrobić! Ja wiem, że jest późno ale zadzwoń do niego i załatw nam lożę VIP. Proszę! - powiedziała Kim, upijając łyka swojej bezkofeinowej latte.
-Nie ma mowy Kim, nie będę go o nic prosiła! -  oburzyłam się. Ona nie ma pojęcia co ja teraz przeżywam. Zapewne sama to wyolbrzymiałam ale miałam takie prawo. Każdy był kiedyś zakochany i każdy cierpiał z tego powodu. Ja też miałam takie prawo i właśnie z niego korzystałam.
-Ale nie dasz rady tego załatwić sama, bo zostało za mało czasu, a ja nie chce zwykłego stolika wśród tłumu, tylko elegancką lożę! - naburmuszyła się jak mała dziewczynka i skrzyżowała ręce na piersi.
-Możemy iść do innego klubu, w innych na pewno znajdzie się jakaś loża dla szanownej pani rozpieszczonej! - burknęłam wkurzona, że próbuje na mnie tych swoich sztuczek.
-Ale Meg to jest najmodniejszy klub i tam chcę iść! Bez znajomości nie da rady załatwić tam loży VIP. Wiem bo mi Hanah mi mówiła. Była tam niedawno i mówi, że to klub na najwyższym poziomie, mnóstwo celebrytów, super muzyka. Proszę cię nie bądź jędzą!
-Nie wiem, zobaczę co da się zrobić! Zadzwonię tam i zapytam ile to w ogóle będzie kosztowało. Przypominam ci, że jestem na stażu, a od taty nie wezmę ani centa na twój panieński - mina mojej siostry zrzedła. Jeśli chodziło o pieniądze, ona nie miała oporów do wyciągania ich od rodziców, a ja owszem. I to się nie zmieni.
-No dobra,  dobra, ale jeśli to załatwisz będę twoim dłużnikiem do końca życia Meg! To nasze ostatnie wyjście razem, potem to już pozostają mi pieluchy i kaszki! Chcę się zabawić jak nigdy! -powiedziała podekscytowana.
-Zrobię co w mojej mocy - skończyłam ten drażliwi temat i pojechałyśmy dalej na przymiarkę mojej sukienki. Okazała się ładniejsza niż ją zapamiętałam. Podkreślała moje krągłości ale nie odsłaniała za dużo, byłam do niej faktycznie za blada więc potem pojechałyśmy na opalanie natryskowe, które miało bez problemów przetrwać do ślubu. Zabieg był całkiem przyjemny, wykonała go miła młoda Azjatka. Zapisałyśmy się też na makijaż w dniu ślubu i do fryzjera. Prawie wszystko było załatwione. No właśnie prawie... Co ja mam zrobić z tym cholernym klubem? Zadzwonić do niego czy nie? Postanowiłam jednak ,że na stronie internetowej znajdę numer do menadżera i postaram się z nim coś załatwić. Pojechałyśmy do mojego mieszkania, tata miał podjechać po Kim wieczorem więc mogłyśmy sprawdzić ten klub. Zanim wybrałam numer moja siostra kilkanaście razy mnie do tego namawiała. W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam.
-Dzień dobry nazywam się Megan Donell, chciałabym urządzić w waszym klubie wieczór panieński dla siostry i chciałam zapytać czy jest możliwość zarezerwowania loży VIP na sobotę, osiemnastego maja? - Zaczęłam spokojnie, Kim siedziała obok i ściskała z nerwów moją drugą dłoń.
-Dzień dobry panno Donell! - mężczyzna odpowiedział jakby znał moje nazwisko i wiedział z kim rozmawia - Zaraz sprawdzę czy mamy jeszcze jakieś wolne loże. Proszę poczekać - dodał uprzejmie i włączył mi muzyczkę na poczekanie.
-I co? - powiedziała cicho Kim, niecierpliwiąc się jak małe dziecko w Boże Narodzenie. 
-Jeszcze nic. Ma sprawdzić ,poczekaj! - powiedziałam machając na nią ręką by była cicho.
-Jak Ci się uda to...  - zaczęła ale przerwał jej menadżer klubu.
-Halo jest pani jeszcze? - usłyszałam i zasłoniłam ręką buzię Kim, dając do zrozumienia żeby się w końcu zamknęła.
-Tak, tak jestem - odpowiedziałam z nadzieją, że się uda.
-Pan Erick Evans wydał mi polecenie i zarezerwowałem dla pań największą loże w naszym klubie - oznajmił zadowolony. Erick kazał? A co on wiedział, że się tam wybieramy? Przecież dopiero wczoraj to ustaliłam z Kim. Zamurowało mnie.
-Pan Evans? -  zapytałam.
-Tak właściciel klubu, uprzedził mnie, że może pani dzwonić w tej sprawie - byłam zaszokowana ale i szczęśliwa. Myślał o mnie ale dlaczego się nie odzywał?
-To miło z jego strony. A jaki jest koszt takiej loży? - dopytałam.
-Pan Evans pokrył już wszystkie koszty, łącznie z limuzyną, która przywiezie panie do klubu z dowolnego miejsca. Mają panie zapewnione wszystkie atrakcje i nielimitowany alkohol oraz jedzenia na ten wieczór.
-A to dobre... - powiedziałam patrząc na Kim -  Przepraszam to nie do pana. Dobrze w takim razie dziękuję za pomoc i informacje. Proszę pozdrowić ode mnie pana Evansa -  powiedziałam i zakończyłam rozmowę. Pozdrowić pana Evansa!  Donell ale z ciebie idiotka!
-I co? - zapytała moja siostra, mało nie wychodząc z siebie.
-Erick już wcześniej zarezerwował dla nas lożę, mamy wszystko za darmo i limuzynę do dyspozycji na ten wieczór - sama nie wierzyłam w to co usłyszałam.
-Meg kocham cię! Jesteś wielka! - Kim uściskała mnie, rzucając się na moją szyję.
-Uważaj na brzuch wariatko! - ochrzaniłam ją -  Nie ma za co - dodałam i pocałowałam ją w w jej śliczny ciążowy brzuszek.
Niedługo później przyjechał tata, któremu Kim od razu wygadała gdzie idziemy i pochwaliła się, że Erick wszystko załatwił. Tata zaczął się wypytywać kiedy go pozna, a ja nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Nawet nie wiedziałam czy my w ogóle jesteśmy jeszcze razem? Czy w ogóle kiedyś byliśmy razem? Telefon dalej milczał ale fakt, że Erick zarezerwował cały wieczór uświadomił mi, że jednak myśli i troszczy się by nic mi się nie stało. Na pewno nie chodziło mu o dobrą zabawę  Kim i koleżanek, tylko o moje bezpieczeństwo. Naprawdę chciałam by taka była prawda. W jego klubie pewnie będą pilnować mnie ochroniarze, miałam nadzieję, że on też się pojawi. Było już późno więc wzięłam prysznic i z nadzieją na spotkanie w najbliższych dniach poszłam spać.

Kolejny tydzień mijały szybko. Erick dalej milczał, a ja wymyśliłam kolejną teorię, że milczenie z jego strony ma podsycić uczucie między nami. Pracowałam, załatwiałam z Kim ostatnie sprawy, spotkałam się z rodzicami na lunch i zanim się obejrzałam była już sobota, dzień naszej imprezy. Erick do tej pory się nie odezwał więc albo o mnie zapomniał albo szykował jakąś niespodziankę by się pogodzić. Miałam nadzieję, że chodzi o ten drugi wariant.

Sobota, 18 maja

Poprzednią noc ja, Kim i jej siedemnaście koleżanek, które zaprosiłam na facebooku, spędziłyśmy w domu rodziców na wstępnych przygotowaniach do imprezy. Robiłyśmy manicure, pedicure i nakręcałyśmy włosy na wałki. Jedna z koleżanek Kim była wizażystą więc na nią spadło zadanie, pomalowania nas na imprezę.


Kim miała założyć białą obcisłą mini, która podkreśliła jej coraz bardziej zaokrąglający się brzuszek, była już przecież w 5 miesiącu.
-Wyglądam jak słoń! -  powiedziała stojąc przed lustrem.
-Daj spokój jesteś w ciąży Kimberly! Zobacz jakie masz zabójcze nogi i jaki dekolt!  -pocieszała ją Hanah jedna z druhen, a tym samym najlepsza przyjaciółka Kim.
-Nie za krótka ta sukienka? - zapytał zatroskany tata, zaglądając dyskretnie do pokoju - Cześć dziewczyny! Ale Was dużo!
-Dzień dobry panie Donell! - odpowiedziały zgodnie, chórem.
-Jestem gruba tato! - podniosła głos Kimi po czym usiadła naburmuszona na łóżko.
-Gdzie? - zapytał i zaczął się śmiać. Patrzył na nią z taką troską i zachwytem. Bardzo cieszył się, że zostanie dziadkiem, mimo, że w ciąży była jego młodsza córka. 
-Tato nie dołuj mnie bardziej. Zobacz wyglądam jak słonica! - burzyła się dalej i nakryła brzuch poduszką.
-Jesteś najpiękniejszą panną młodą na całym świecie kochanie. Robert ma ogromne szczęście, że zostaniesz jego żoną! – No tak! Dla niego zawsze będziemy najpiękniejsze i najcudowniejsze.
-Dobra tato nie przeszkadzaj nam w babskich przygotowaniach, mamy jeszcze dużo roboty - powiedziałam wypraszając go z pokoju i całując w policzek.
-O której ma być ta wasza limuzyna? -  dopytał jeszcze.
-O ósmej tatku - odpowiedziałam.
-Zawołam was na obiad jak będzie gotowy, mama zrobiła coś specjalnego. A ja mam butelkę Cristala na dobry początek wieczoru! -  Ale on nas kochał, wszystko by dla nas zrobił.
-Dobrze, dobrze ale idź już! -  wygoniłam go ostatecznie.

W końcu udało nam się przekonać Kimberly, że wygląda oszałamiająco w tej sukience i zdecydowała się ją założyć.  Reszta panieńskiej ekipy miała bardzo do siebie podobne czarne błyszczące mini sukienki tak krótkie, że niektórym było widać majtki. Ja jako, że byłam główną druhną, miałam nakazane założyć różową, wyzywającą kreację  wybraną przez moją siostrę w której, o dziwo, czułam się nieziemsko. Była bardzo przylegająca, a na środku na pasie szarego materiału miała suwak. Nigdy sama bym jej nie wybrała ale Kim znała się na modzie. Gdy pokazała mi ją dziś rano miałam ochotę ją udusić ale teraz, gdy tylko ją przymierzyłam i przyglądam się sobie wiedziałam, że to jest strzał w dziesiątkę.


Wiedziałam, że jak Erick mnie w niej zobaczy to oszaleje. Jednak on dalej milczał więc nie miałam pewności czy tam w ogóle będzie? Bardzo chciałam by był.

Obiad był pyszny, tak się najadłam, że nie byłam pewna czy zmieszczę się w swoją kreację?  Mama przygotowała swoje popisowe danie. Polędwice wołową z opiekanymi warzywami w śmietanowo-cytrynowym sosie i glazurowane młode marchewki. Dziewczynom także smakowało, bo wychwalały moją mamę pod niebiosa. Powtarzały ciągle jakich mamy cudownych i wyluzowanych rodziców. Jasne wyluzowanych, ciekawe ile razy tata zadzwoni do nas w trakcie imprezy, by się upewnić, że wszystko jest w porządku. 

Odpoczęłyśmy chwilę i wróciłyśmy by dokończyć wielkie przygotowania. W śród sztucznych rzęs, dopinek włosów pudru i lakieru do włosów szykowałyśmy się jak na galę Oskarów. Chciałam umalować się sama, jednak Kim skwitowała mnie tym, że nie potrafię nawet cienia do powiek nałożyć więc nie pozostało mi nic innego jak liczyć na Morgan - wizażystkę. Koło siódmej wszystkie byłyśmy gotowe, co jedna to piękniejsza, nawet ja w tej sukience i makijażu czułam się świetnie. Wypiliśmy szampana i byłyśmy gotowe do drogi i na niezłą zabawę.
Limuzyna podjechała o równej ósmej. Dziewczyny piały z zachwytu na jej widok. Długa na kilkanaście metrów, 20 osobowa różowa limuzyna. Wychodząc z domu spojrzałam  jeszcze raz w lustro w holu. Wow. Sama się sobą zachwyciłam. Krótka sukienka wyglądała na mnie obłędnie, pasujące do tego szare szpilki sprawiły, że moje stosunkowo krótkie nogi wydawały się nie mieć końca, pończochy na pasie pasujące do czarnej koronkowej bielizny oraz ciemny makijaż podkreślający moje zielone oczy... Delikatnie skręcone włosy puszczone luźno na ramiona, a do tego skórzana kurteczka. Wszystkie wyglądałyśmy jak harem Playboya.

Szaleństwo zaczęło się już w limuzynie, szampan lał się strumieniami. Cały środek wyglądał jak mini klub. Neony, światła i głośna muzyka. Mimo tego, że Kim skazana była na soki i drinki bezalkoholowe, widać było że bawi się świetnie. Miałam nadzieję jednak, że nie upiję się za bardzo, bo cały czas liczyłam na to, że Erick pojawi się w klubie tego wieczoru. Dalej jednak milczał i nie miałam pewności czy tam w ogóle będzie? Ruszyłyśmy spod domu w szampańskich nastrojach. Kim rozpakowała prezenty, od jej ulubionych perfum po dziwne zboczone gadżety i seksowną bieliznę. Miałyśmy przy tym niezły ubaw, a przy okazji dowiedziałam się co to jest knebel i jak się go używa. O rany!

Droga zajęła nam około półtorej godziny więc gdy podjechałyśmy pod klub byłam już lekko wstawiona. Przed wejściem był tłum ludzi czekających w kolejce. Było koło dziesiątej wieczorem  i impreza zaczęła się rozkręcać.  Wysypałyśmy się z limuzyny zwracając na siebie uwagę wszystkich. Dziewiętnaście pięknych kobiet musiało robić wrażenie i robiło. Podeszłam do kobiety stojącej przy wejściu by przedstawić się i wejść bez kolejki. Selekcjoner sprawdził czy jesteśmy na liście i wpuścił nas bez problemu do środka. 
Zauważyłam też kilku celebrytów ale nie robiło to na mnie wrażenia, w przeciwieństwie do dziewczyn. Na widok jakiegoś aktora z popularnego teraz serialu zaczęły się ekscytować i piszczeć jak nastolatki. Kelner zaprowadził nas do naszej loży. Na jej widok dziewczyny znowu zaczęły piszczeć i szaleć z zachwytu. Młody mężczyzna, który powiedział, że jest do dyspozycji tylko dla nas na dzisiejszą noc przyniósł nam drinki i przystawki. Ericka nigdzie jednak nie widziałam. Dj zaczął grać głośniej, gdy ludzie wysypali się na parkiet. „Sexy Bitch” w świetnym remixie, rozgrzało klub do czerwoności. Ruszyłyśmy na parkiet by po chwili królować na nim. 

Kobiety patrzyły na nas zazdrośnie, a faceci próbowali nas podrywać. Spojrzałam na Kim, była zachwycona, ja też nieźle się bawiłam. Gdy Dj puścił „I Could Be The One”, a zaraz po tym „Nothing Last Forever” klub oszalał. Szumiało mi w głowie ale tańczyłam jak opętana zapominając o wszystkich problemach. Z transu wyrwała mnie Kim, która poprosiła bym poszła z nią do kibelka. Był straszny tłok więc musiałyśmy chwilę poczekać. Rozglądałam się ciągle, jednak nigdzie go nie widziałam. Zaczęłam się denerwować, bo nie wiedziałam co o tym myśleć. Alkohol też swoje robił i zaczęłam mieć głupie myśli.
Było dobrze po północy gdy kelner przyniósł kolejną porcję kolorowych drinków i zakąsek. Wiedziałam, że będę tego żałowała ale wzięłam kolejnego drinka i ponownie ruszyłam na parkiet do dziewczyn. Gdy schodziłam po schodach z naszej loży zauważyłam, że jakiś mężczyzna się na mnie gapi. Spojrzałam na niego, a on zaczął iść w moim kierunku. Wyglądał jak model, wysoki, wysportowany. Całkiem niezły! Podpowiadało mi moje wewnętrzne „ja” ale daleko mu było do Ericka... Podpowiadało mi serce.
-Witaj Megan! - zagaił. Skąd wie jak mam na imię do jasnej cholery?
-Hej! - rzuciłam zimno.
-Dobrze się bawisz? - kontynuował.
-Do tej pory bawię się wyśmienicie. Znamy się? - udawałam spokojną jednak w środku czułam niepokój. Nie wiem czemu?
-Nie, nie znamy się, jestem Matt. Słyszałem o tobie Megan, jestem znajomym Ericka Evansa - wyciągnął do mnie dłoń. No tak, mogłam się tego domyśleć. Nie odzywał się od półtora tygodnia, a rozpowiadał o mnie znajomym. I weź tu zrozum facetów?
-Oczywiście to przecież logiczne - wymamrotałam przewracając oczami - On tu gdzieś jest? -zapytałam udając, że mnie to za bardzo nie obchodzi, a w głębi pragnęłam go zobaczyć i rzucić się w jego ramiona.
-Kto Erick? Nie, nie ma jest w Dubaju ale mówił, że pewnie tu będziesz. Mogę zaproponować ci drinka? -  Że co? W jakim Dubaju? Co on chrzani? Nie mogłam jednak okazać, że mnie to zainteresowało. Żołądek zacisnął mi się, a serce zaczęło mocno walić.
-Nie dziękuję, mam jeszcze swojego - odmówiłam pokazując mu napój, który trzymałam w ręku.
-To może zaszczycisz mnie w tańcu? Widziałem jak szalałaś z koleżankami - zapytał pokazując dłonią w kierunku parkietu i tajemniczo oblizał wargi. O nie! Nie rób tak, tak może do mnie robić tylko Erick! Pomyślałam i ponownie odmówiłam.
-Wiesz dziś jest wieczór mojej siostry, obiecałyśmy sobie, że bawimy się tylko w gronie znajomych - popatrzył na mnie lekko wkurzony, zmrużył oczy po czym złapał mnie za rękę, pocałował w nadgarstek i powiedział
-Nie będę namawiał. Jeśli zmienisz zdanie będę przy głównym barze, Megan.
I zginął w tłumie klubowiczów. Dziwny typ. Rozejrzałam się, Kim z dziewczynami dalej drylowała na parkiecie, dołączyłam więc do nich i znowu się zrelaksowałam. Leciały najlepsze taneczne hity ostatnich miesięcy i lat. W pewnym momencie podeszła do mnie moja siostra i zapytała.
-Gdzie Erick?
-W Dubaju! - odpowiedziałam głośno, z nadąsaną miną i przewróciłam oczami.
-Gdzie?! - powtórzyła Kim z niedowierzaniem w to co słyszy.
-W Dubaju! - przekrzykiwałam głośną muzykę.
-Skąd wiesz? Ale dupek z niego. Byłam pewna, że tu będzie! Myślisz, że dlaczego wybrałam dla ciebie akurat tą sukienkę? - powiedziała patrząc na mnie pocieszająco, a ja się uśmiechnęłam.
-Spotkałam jego znajomego i mi powiedział. Kim nie chcę o tym rozmawiać, choć tańczyć - machnęłam ręką udając, że mnie to nie rusza, a w środku ściskało mi serce.
Dołączyłyśmy do reszty dziewczyn i znowu szalałyśmy na parkiecie. W pewnym momencie tańcząc  do kolejnego przeboju Davida Guetty, poczułam na swoich biodrach czyjeś dłonie. Odwróciłam się gwałtownie z nadzieją, że to Erick, jednak wpadłam w ramiona Matta.
-Może teraz dasz się namówić na taniec? -  krzyknął mi do ucha próbując przedrzeć się przed dźwięki głośnej muzyki. Spojrzałam na niego niepewnie…a co mi tam! Pomyślałam. To znajomy Ericka, jeden taniec to nic złego.
-Jedną piosenkę! - krzyknęłam pokazując jeden palec. Zaczęliśmy poruszać się powoli w rytm. Nie był jakiś natarczywy i nie obmacywał mnie, a dzięki temu nawet nieźle nam szło. Gdy zaczęła lecieć kolejny hit, nagle nachylił się do mnie i powiedział.
-Erick tu jest! - spojrzałam na niego zaskoczona, skoro tu jest dlaczego do mnie nie podszedł? W tym tłumie nie byłam w stanie go wypatrzeć.
-Gdzie? - zapytałam ciekawa i podekscytowana.
-Chodź zaprowadzę cię. Na pewno się ucieszy gdy cię zobaczy - powiedział po czym złapał mnie za rękę i prowadził między ludźmi. Krzyknęłam do Kim, że zaraz wracam i że Erick tu jest. Machnęła ręką, że wszystko jest w porządku. Matt prowadził mnie krętą ścieżką wśród roztańczonych pijanych ludzi. Ja sama trzeźwa nie byłam.
-Daj namówić się na jednego drinka Megan! - odwrócił się i złożył ręce jak do modlitwy.
-Dobrze jeden szybki drink i zaprowadź mnie do niego, proszę! - zgodziłam się naiwnie, bo pragnęłam ujrzeć mojego Ericka. Tak bardzo za nim tęskniłam. Podeszliśmy do baru, Matt zamówił drinki i pogadaliśmy chwilę o niczym. Czułam jak alkohol uderza mi ponownie do głowy i chciałam jak najszybciej znaleźć się w ramionach mojego ukochanego. Wzięłam kilka łyków i Matt zaczął prowadzić mnie tam gdzie był Erick. Przeszliśmy przez cały klub, salki VIP-ów na piętrze i weszliśmy jeszcze piętro wyżej. Były tam loże w których siedzieli celebryci. Rozpoznałam kilka znanych twarzy. Zaczęło kręcić mi się w głowie jednak wiedziałam, że to od alkoholu, który buzował w moich żyłach. Weszliśmy do prywatnej sali gdzie znajdowały się czarne sofy oraz bar. Matt kazał mi usiąść i poczekać. Sączyłam drinka mimo tego iż wiedziałam, że nie powinnam więcej pić, w głowie miałam coraz większy mętlik. Nie mogłam doczekać się spotkania z Erickiem. Czekałam dłuższą chwilę i zaczęłam rozglądać się po sali. Siedziało tam kilka nieznanych mi osób, jednak miałam wrażenie, że przy barze Matt rozmawia z... Moniką Qunchez?! Kurwa mać. Chyba mam zwidy?  Chciałam wstać i podejść bliżej żeby się upewnić ale nogi odmówił mi posłuszeństwa i osunęłam się na sofę. Wiedziałam, że z moim ciałem dzieje się coś niedobrego. Matt podszedł do mnie łapiąc w pół i zaczął mówić jakieś dziwne rzeczy do ucha. Próbowałam zachować spokój jednak czułam, że ze mną jest coraz gorzej. Wsadził mi swoje paskudne łapy pod sukienkę i zaczął obłapiać mnie tam gdzie kończyły się pończochy, a zaczynała skóra. Dotykał mnie. Boże gdzie jest Erick!? Gdy zaczął całować mnie po szyi, ja nie byłam w stanie nic zrobić. Słyszałam głosy jednak czułam, że odpływam. Osunęłam się na plecy, a on przyparł mnie do sofy i zaczął dobierać się moich piersi i majtek.
-Zostaw mnie! - udało mi się wydusić i odepchnąć go.
-Będziesz dziś moja ty dziwko! - spojrzał na mnie, a w oczach miał czyste zło, po czym uderzył mnie w twarz, a ja zemdlałam....


5 komentarzy:

  1. Meg postąpiła tu strasznie głupio i naiwnie idąc z Mattem.. Skoro wcześniej powiedział, że Erica nie ma powinna być bardziej czujna i poczekać na niego aż sam się zjawi, jeśli faktycznie jest.. poszła z obcym facetem i wypiła drinka.. no z prochami jakimiś pewnie... i zastanawiam się jeszcze gdzie jakaś ochrona.. jakoś nie wierzę, że Erick nie wydał polecenia w swoim klubie by pilnowali Meg czy chociaż mieli ją na oku... czytam ponownie i chyba bardziej przeżywam... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z Tobą co do Meg.

      Usuń
    2. Zgadzam sie z Tobą co do Meg.

      Usuń
  2. O fuck ! Nie wytrzymam do jutra, będę non stop o tym myśleć w robocie i tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zadziwia mnie ta dziewczyna, z jednej strony taka ostrożna, a z drugiej naiwna

    OdpowiedzUsuń