Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 11

Środa , 27 czerwca

Piiip, piiiip, piiip. Obudził mnie dziwny dźwięk. Próbowałam otworzyć oczy, jednak nie byłam w stanie. Nie czułam bólu, w zasadzie nic się czułam, jakby moje ciało do mnie nie należało. Boże gdzie ja jestem? Spanikowałam jednak nic nie mogłam zrobić, ani nic powiedzieć. Po dłuższej chwili udało mi się poruszyć dłonią na której czułam niewielki ciężar.
-Boże Meg! - usłyszałam wtedy głos. To był on. Erick Evans siedział przy mnie i trzymał mnie za rękę.
-Doktorze! Obudziła się! - poderwał się nagle i zaczął krzyczeć, byłam tak zdezorientowana, że nie wiedziałam czy nadal jest w tym pomieszczeniu czy nie.
-Meg Kochanie! Jestem przy tobie! Boże Meg!-  powtarzał łapiąc ponownie delikatnie moją dłoń.
Usłyszałam jakieś zamieszanie i do pomieszczenia w którym się znajdowałam weszły jakieś osoby. Nadal nie mogłam otworzyć oczu, ani się poruszyć.
-Megan słyszysz mnie? - powiedział mężczyzna, chyba świecił mi czymś po oczach, bo przez moje powieki przebiła łuna jasnego światła.  Ktoś obok zaczął osłuchiwać moja klatkę piersiową, nie wiedziałam ile osób jest w pokoju.
-Megan otwórz oczy! - powtórzył mężczyzna z latarką w dłoni. Chyba nigdy nic nie wymagało ode mnie takiego wysiłku jak próba otwarcia oczu w tamtej chwili. Ujrzałam zarys kilku postaci, jednak światło sprawiało mi wręcz fizyczny ból, gdy go przezwyciężyłam zobaczyłam nad sobą chyba z 10 osób w białych lekarskich strojach, a po lewej stronie łóżka stał on, mój Erick. Wyglądał strasznie...Blady, z zarostem z co najmniej kilku dni, ubrany w szpitalny, ochronny, zielony strój. Spojrzałam na niego i nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy przepełnione były cierpieniem.
-Meg skarbie - powiedział spokojnie, upadł na kolana nadal trzymając moją dłoń, położył delikatnie głowę na moim łonie i zaczął płakać. Mój Erick, moja miłość zanosił się jak mały bezbronny chłopiec, serce mi ścisnęło bo wiedziałam, że wydarzyło się coś złego.
-Erick musisz teraz wyjść, musimy ją zawieść na badania - powiedziała ciepłym głosem kobieta, jedna z lekarzy. Pomogła Erickowi podnieść się z kolan, objęła go opiekuńczo i wyprowadziła z sali.
-Megan nazywam się doktor Carlos. Czy wiesz gdzie się znajdujesz? - zapytał mężczyzna o latynoskiej urodzie, był koło sześćdziesiątki.
-W szpitalu - powiedziałam cicho, moje gardło było suche i zaciśnięte.
-Wiesz co się wydarzyło? - kontynuował.
-Byłyśmy w klubie... alkohol...taniec...- wymamrotałam i czułam, że zaraz znowu odpłynę.
-Spokojnie jesteś już bezpieczna - powiedział głaszcząc mnie po zabandażowanej głowie - Musimy przewieść cię na badania - dodał. Półprzytomna patrzyłam na sufit, który rozmywał się i zlewał z długimi lampami. Zawieźli mnie na tomografię i na wiele innych badań o których nazwach nie miałam pojęcia. Nie wiem ile czasu minęło zanim z powrotem przywieźli mnie na salę w której leżałam wcześniej? Erick już tam czekał, dalej wyglądał jak kupa nieszczęścia. Dostałam kolejną kroplówkę i poczułam się trochę lepiej, mogłam też powoli mówić i poruszać ciałem. Widziałam bandaże na moich nadgarstkach, ślady po wkłuciach, w zgięciach obu rąk miałam wenflony. Głowę miałam zabandażowaną jednak nie czułam bólu. To pewnie sprawka leków przeciwbólowych.
-Megan skarbie! - powiedział Erick, siadając na krześle obok mojego łóżka.
-Hej - odpowiedziałam cichutko, dotykając jego zmartwionej ale pięknej twarzy. Boże jak mi tego brakowało. Był nieogolony ale i tak czułam jego miękką i delikatną skórę - Przytul mnie... - dodałam. Bardzo tego potrzebowałam. Spojrzał niepewnie, bał się chyba, że coś mnie boli i nie był pewnie czy powinien to zrobić.
-Nie wiem czy mogę? – powiedział, a w jego głosie słyszałam czystą rozpacz.
-Jak ja mówię to możesz - uśmiechnęłam się najbardziej jak mogłam w tamtej chwili, a on wtulił się w moje ramiona jak mały chłopiec.
-Jezu Meg! - powtórzył po raz kolejny i znowu zaczął płakać. Mój biedny.
-Nic mi nie jest - pocieszałam go, jednak nie wiedziałam dlaczego się tu znalazłam i co się dokładnie wydarzyło? Mój dotyk podziałał na niego magicznie, po chwili jego ciało rozluźniło się, a oddech uspokoił. Trzymał kurczowo moją dłoń, całując każdy knykieć po kolei.
-Co się stało? -  zapytałam gdy przestał drżeć z emocji.
-Nic nie pamiętasz? - spojrzał na mnie i wiedziałam, że to co zaraz usłyszę będzie miało wpływ na resztę mojego życia.
-Byłyśmy w klubie, tańczyłyśmy, pojawił się nagle ten cały Matt... - przypomniałam sobie ostatni moment, przed tym gdy straciłam przytomność i ogarnął mnie strach -  On powiedział, że tam jesteś, że mnie do ciebie zaprowadzi, on... on... dotykał mnie...uderzył… - Erick przerwał mi czując, że teraz ja zaczynam drżeć ze strachu.
-Ciii... Cichutko kochanie. Jestem przy tobie. Już nigdy cię nie opuszczę! - jego oddech znowu przyśpieszył, a ciało się napięło. Najwidoczniej wiedział co było dalej.
-Kocham cię maleńka. Boże tak bardzo cię kocham  - wypowiedział w pewnym momencie spoglądając mi głęboko w oczy, widziałam w nich jednak jego strach ale i bezgraniczną miłość. Położył głowę na moich udach tuląc mnie najczulej jak potrafił.
-Też cię kocham Ericku Evansie -  odpowiedziałam i chyba zasnęłam albo ponownie zemdlałam.

Nie wiem po jakim czasie się przebudziłam ale za oknem było już ciemno. Nie miałam pojęcia, która jest godzina, ani jaki mamy dzień. Erick siedział obok mnie, tak samo jak przed tym zanim zasnęłam. On również spał. Nie chciałam go budzić więc leżałam nieruchomo próbując przypomnieć sobie wydarzenia tamtej nocy, jednak w głowie miałam jedną wielką czarną dziurę. Patrzyłam na Ericka przytulonego do mnie, jego oddech był płytki ale spokojny, widać było, że cierpienie powoli znika z jego twarzy. Leki przeciwbólowe przestawały działać i zaczynałam czuć ślady tamtej nocy. Na szczęście niedługo przyszła pielęgniarka, wstrzyknęła coś do mojej kroplówki i ból zaczął znikać, a mnie znowu zmógł sen.

Czwartek, 28 czerwca

-Ericku proszę jedź do domu, wyśpij się. Nie możesz być tu cały czas. Obudziła się to najważniejsze, teraz będzie już tylko lepiej -  powiedziała ta sama kobieta, która wyprowadziła Ericka z pokoju gdy zabierano mnie na badania, po czym podeszła do mnie poprawić mi kroplówkę.
-Dzień dobry Megan! - dodała spokojnie i miło.
-Dzień dobry pani doktor.
-Mów mi Gretchen, Gretchen Evans-Rander -  to matka Ericka?! O rany!
-Miło panią poznać, pani Rander - uśmiechnęłam się nieśmiało, nie sądziłam, że poznam ja w takich dziwnych okolicznościach.
-Nie ruszę się stąd nawet na minutę mamo! - odpowiedział Erick i napił się wody nawet nie puszczając mojej dłoni.
-Ona musi odpoczywać, a ty w takim stanie jej nie pomożesz. Jedź do domu proszę cię synu! -  w jej oczach widać było troskę i miłość jaką go darzyła. Erick nie zareagował na to co powiedziała i zwrócił się do mnie.
-Jak się czujesz skarbie?
-Gdyby nie to, że podłączone są do mnie jakieś dziwne urządzenia i swędzi mnie miejsce gdzie mam to... - okazałam na wenflon -To byłoby całkiem nieźle - dodałam z delikatnym uśmiechem.
-Tak się bałem Megan. Myślałem, że cię stracę! – powiedział, a na tą myśl na jego twarzy znowu pojawiła się rozpacz i bezradność.
-Ericku jestem tu z tobą, nic mi już nie grozi - powiedziałam czule by go pocieszyć.
-Twoi rodzice niedługo się zjawią - zmienił temat, najwidoczniej nie był gotowy na rozmowę o tamtych wydarzeniach.
-O Boże Kim! Nic jej nie jest? - przestraszyłam się na myśl, że jej też mogło się coś przytrafić.
-Spokojnie maleńka. Wszyscy będą tu niedługo. Kimberly, Rob twoja mama i Gary -  Gary? Przeszedł z moim tatą na „ty”?

Udało mi się namówić Ericka by przespał się choć chwile w pokoju lekarskim swojej mamy gdy zabiorą mnie na kolejne badania. Znowu pobrali mi krew, kazali nasiusiać do kubeczka, zmienili opatrunek na głowie oraz miła starsza pielęgniarka pomogła mi się umyć. Przez chwilę krępowałam się ale wiedziałam, że to jej praca i nie jedno już widziała. Zeszło się z tym wszystkim dobre trzy godziny, a gdy wróciłam na salę, czekała tam moja rodzinka i mama Ericka.
-Kruszynko!-  powiedział tata gdy wwozili mnie do pokoju.
-Hej tatku. Dzień dobry wszystkim! - przywitałam się wesoło, humor mi wracał - Kim ale masz brzuch! - wypaliłam zaskoczona, ostatnio gdy ją widziałam był sporo mniejszy.
-Dzięki siostra... ty to potrafisz pocieszyć! - powiedziała oburzona. Ach ta Kim! Cały czas taka sama. Zaczęłam się zastanawiać ile minęło czasu od tego wieczoru, myślałam, że jeden, może dwa dni.
-Jaki jest dziś dzień? - zapytałam zaciekawiona.
-Czwartek - odpowiedziała Kim. O kurde! Minęło więcej niż myślałam.
-Megan nie pytaj na razie o nic, najważniejsze byś doszła do siebie - wtrąciła moja mama.
-Przed 4 dni tak ci brzuch wywaliło? - brnęłam dalej.
-No jak 4 dni, przecież.... - zaczęła Kim po czym przerwał jej tata. Czułam że coś jest nie tak.
-Dajcie spokój dziewczyny, Meg skarbie... - zaśmiał się nerwowo - Maleństwo rośnie to i brzuch większy - uśmiechnął się poddenerwowany. Wiedziałam, że coś przede mną ukrywają. Wszyscy w ogóle dziwnie się zachowywali, mama prawie się nie odzywała tylko szeptały coś między sobą z Gretchen.
-Halo! Czy ktoś mi w końcu wyjaśni co ja tu robię i co się stało? - warknęłam oburzona, a oczy wszystkich skierowały się na mnie - No więc? – dodałam nerwowo.
-Megan, Erick obiecał, że o tym z tobą porozmawia, nie ciągnij nas za języki - powiedział tata wzrokiem błagającym bym odpuściła.
-Aha to ja teraz mam czekać aż się zdecydujecie mi wyjaśnić całą tą sytuację? To przecież śmieszne -  oburzyłam się -  Gdzie on jest?
-Megan, Erick w końcu poszedł normalnie spać, jest tu w klinice w moim pokoju lekarskim. Na pewno od razu tu do ciebie przyjdzie, jak się obudzi -  powiedziała jego mama - Ty też powinnaś odpoczywać i się regenerować. Zaraz będzie obiad.
-Tak Meg odpoczywaj sobie, my już lepiej pojedziemy-  zakończył tata, jakby chciał uciec od moich pytań.
-Dobrze tato jedźcie jak musicie - westchnęłam cicho i pożegnałam się ze wszystkimi.
Za chwilę dostałam obiad, który był całkiem smaczny jak na szpitalne warunki. Albo to ja byłam tak głodna, że mi tak smakowało. Pielęgniarka dodała kolejną porcję środków przeciwbólowych do kroplówki i znowu zmógł mnie sen.
Przebudziłam się wieczorem, Ericka nadal przy mnie nie było. Zastanawiałam się ile musiał nie spać, skoro do tej pory się nie obudził. Musi być wykończony. Nie odzyskałam jeszcze wszystkich sił, nawet gdy chciałam iść do łazienki musiałam prosić o pomoc.   Resztę dnia praktycznie przespałam.

Piątek, 29 czerwca

Obudził mnie Erick. Wyglądał tak jakiego go lubiłam. Ogolony, wypoczęty, ubrany w stalowy garnitur od Armaniego. Miałam nadzieję, że dziś w końcu dowiem się prawdy. Jakakolwiek ona była, ja chciałam wiedzieć.
-Przepraszam, obudziłem cię - powiedział patrząc na mnie, jego spojrzenie przypominało to które pamiętam.
-Śpię prawie cały czas od kilku dni Ericku, nie mam ci tego za złe - uśmiechnęłam się do niego lekko.
-Panno Donell, humorek pani wraca - dodał po czym podszedł i pocałował mnie delikatnie w usta. Zawahał się jednak zanim to zrobił. Nie miałam na tyle energii by móc go mocno objąć, jednak odwzajemniłam pocałunek najlepiej jak potrafiłam. Erick jęknął głośno.
-Och maleńka, nawet nie wiesz jak tego potrzebowałem! - rzucił po czym kontynuował taniec naszych języków. Był delikatny i bardzo uważny. Nie pozwolił sobie na żaden niekontrolowany ruch.
-Panie Evans zaczyna się pan podniecać - uśmiechnęłam się szerzej, czując jego pulsującą męskość na udzie -  Co robiłeś w Dubaju? - rzuciłam nagle, a on spojrzał na mnie niepewnie i odpowiedział.
-Megan musimy porozmawiać, znaczy obiecałem wszystkim ,że wyjaśnię ci co się stało... - jego oczy posmutniały. Złapał mnie delikatnie za dłoń, przyłożył ją do swojego serca i głęboko westchnął. To co usłyszałam zmieniło moje życie na zawsze...

-Proszę cię tylko byś mi nie przerywała. To co chcę ci powiedzieć jest czymś najgorszym co mogło się stać i nie jest mi łatwo o tym mówić. Posłuchaj... – spojrzałam na niego i wzięłam głęboki oddech po czym kiwnęłam by zaczął mówić - Gdy wybiegłaś po kłótni tamtego dnia, dzwoniłem do ciebie kilkadziesiąt razy (to fakt ale zobaczyłam te połączenia dopiero wieczorem) Nie odbierałaś, wiedziałem, że nie chcesz  mnie widzieć,  jednak  nie zdarzyłem ci powiedzieć, że jeszcze tego samego dnia, wieczorem mam lot do Dubaju w ważnych sprawach firmowych. Nie odzywałaś się więc myślałem, że nie chcesz mnie znać. Moje serce kazało mi się odezwać ale wiedziałem, że nie mogę cię na siłę do czegoś zmusić. Miało mnie nie być prawie dwa tygodnie więc kazałem moim ludziom chronić cię na odległość, tak byś się nie zorientowała, że ktoś cię obserwuje. Wiem o której przychodziłaś i wychodziłaś z pracy, znam numery rejestracyjne taksówek którymi jeździłaś, informowali mnie nawet jak byłaś z Kimberly w Starbuksie, a potem na opalaniu. (że co? Kazał mnie śledzić? To chyba jakiś żart) A ty dalej milczałaś, nie chciałem się narzucać, bo powiedziałaś, że potrzebujesz odetchnąć i to wszystko przemyśleć, nie mogłem zmusić cię byś chciała być ze mną. Dałem ci czas i chciałem odezwać się po powrocie z Dubaju. (No jasne tak najlepiej! A ja zamartwiałam się co się z nim dzieje! Dupek!) Gdy utworzyłaś wydarzenie na facebooku, udało mi się pośrednio podsunąć Kim pomysł na imprezę w moim klubie, byłem w stanie zapewnić ci tam ochronę i na bieżąco chciałem być informowany co się będzie tam działo. (jakim cudem podsunął Kim ten pomysł? Nie rozumiem?) Kazałem menadżerowi zarezerwować dla was lożę i zapewnić maksymalną ochronę, o limuzynie dobrze wiesz, bo przecież nią przyjechałyście. (No wiem, wiem Erick. Kim jest ci za to wdzięczna, nawet nie masz pojęcia jak.) W piątek przez imprezą dowiedziałem się, że na liście gości klubu jest Monika Quanchez i od razu wiedziałem, że coś kombinuje. W jednej chwili postanowiłem, że wracam jednak najbliższy możliwy lot miałem dopiero koło północy z przesiadką w Londynie, więc w Nowym Yorku na lotnisku Kenediego wylądowałem dopiero chwilę przed jedenastą wieczorem w sobotę. Po ponad 30 godzinnej podróży nawet nie chciało mi się spać, myślałem tylko żeby znaleźć się blisko ciebie byś była bezpieczna, czułem, że może stać się coś złego. (Cholera! Przecież miałam wrażenie, że widziałam Monikę przy barze, jednak mi się nie przewidziało.)  Przez ten cały czas umierałem ze strachu, że ktoś może cię skrzywdzić. Modliłem się mimo tego iż nie wierze w Boga... by zobaczyć cię całą i zdrową. Z każdą minutą umierałem kawałek po kawałku i tylko twój widok mógł mnie uspokoić. Nie mogłem zabronić ochronie wpuścić Moniki, bo jest tak jak ja właścicielem i miała do tego prawa. Byłam wkurwiony na siebie, że tam idziecie, myślałem, że właśnie tam będziesz bezpieczna, a okazało się inaczej. Gdy wylądowałem byłyście już w klubie. Jednak zanim mój kierowca przedarł się przez korki była prawie dwunasta w nocy. Moi ludzie zapewniali, że wszystko jest pod kontrolą, że jesteś bezpieczna ale i tak musiałem się upewnić. Poszedłem z nimi do pomieszczenia z monitoringiem i śledziłem każdy twój krok. Jak zobaczyłem na monitorze jak jesteś ubrana serce zabiło mi mocniej, a z drugiej strony ogarnęła mnie wściekłość i zazdrość, że ktoś może cię dotknąć w tańcu czy choćby przypadkiem.
-Ubrałam się tak dla ciebie Erick! Myślałam, że się tam spotkamy! -  przerwałam mu w końcu. 
-Miałaś nie przerywać Meg, proszę - powiedział, ja zamilkłam, a on kontynuował - Widziałem jak tańczysz w towarzystwie Kimberly i jej koleżanek i nie wiedziałem czy mogę do ciebie iść? Chciałem przeczekać aż będziecie wychodzić i zabrać cię bezpiecznie do siebie. Drink za drinkiem, a ty nie miałaś dość... Przecież wiesz, że masz słabą głowę Meg, co w ciebie wstąpiło?! - zganił mnie ostro - Myślałem, że wszystko będzie dobrze gdy nagle podszedł do ciebie ten facet, Matt Hughez, znajomy Moniki. Chciałem od razu zareagować jednak było zbyt dużo ludzi i prasy by zrobić awanturę w środku klubu. Taka informacja od razu przeciekła by do mediów i moi ochroniarze i prawnik  mnie powstrzymali, nie chcieli skandalu, bo nie chcieli skandalu. Zbyłaś go jednak szybko i mi ulżyło jednak czułem, że to nie koniec. I wtedy się zaczęło... - Erick zamknął na chwilę oczy i kontynuował - Gdy podszedł do ciebie w tańcu, pięści mi się zacisnęły gdy położył ręce na twoich biodrach. Zareagowałaś bardzo spontanicznie, a we mnie się gotowało! Myślałem, że rozpierdolę monitor, musieli mnie uspokajać. Myślałem, że z nim flirtujesz i że ci się podoba co doprowadzało mnie do szaleństwa. Gdy raz za razem dotykał twojego ciała, miałem wrażenie jakby ktoś wbijał we mnie gorące ostrza, ból był niewyobrażalny. Byłem tak wściekły, że miałem ochotę go zabić... Ciebie zresztą też! Poszliście do baru, najwyraźniej zaproponował ci drinka. Nie zauważyłaś tego zapewne ale gdy odwróciłaś na chwilę głowę, on  wrzucił ci coś do niego. Najprawdopodobniej tabletkę gwałtu... (Boże! Co tam się stało?) Gdy zauważyli to wszyscy w sali monitoringu kazałem ewakuować Kim i jej koleżanki, po czym szybko pobiegliśmy do klubu, niestety po drodze wybuchła jakaś pierdolona bójka i straciliśmy was z oczu. Musiał cię gdzieś wyprowadzić, jednak nikt was nie widział. Monika, która siedziała w oddzielnej sali VIP także zniknęła. Miałem najgorsze myśli, krzyczałem na wszystkich, że mają cię znaleźć bo ich pozwalniam i zniszczę im życie. Zanim przejrzeli monitoring i zauważyli, że Matt prowadzi cię półprzytomną w towarzystwie Moniki  do jej apartamentu znajdującego się nad klubem, minęło dobre czterdzieści minut. Wydawało mi się, że to wieczność. Patrzyłem bezradnie w monitoring by cię wypatrzeć, ochroniarze szukali was po całym klubie jednak jest na tyle duży, że nic to nie dało. Rzuciłem się pędem do windy by wjechać na piętro do apartamentu. Ochrona wezwała policję i pogotowie, a gdy w końcu dotarłem to drzwi, wpadłem tam i zamarłem. Moim oczom ukazała się Monika siedząca przy barze z dziewczynami z jej agencji, a ciebie nigdzie nie było, Matta też. Zacząłem krzyczeć, wyzywać ją, grozić, szarpać, wpadłem do sypialni i zobaczyłem ciebie... - znowu przestał mówić. Moje gardło zacisnęło się i ledwo mogłam przełknąć ślinę - Leżałaś kompletnie naga, nieprzytomna, posiniaczona i pobita na środku łóżka, a obok ciebie leżał  naćpany Matt i jeszcze jeden mężczyzna, oboje także byli nadzy. Rzuciłem się na nich z łapami, okładając pięściami jednego i drugiego byli jednak tak odurzeni, że nawet nie reagowali. Chwilę po tym do apartamentu wpadła policja i moja ochrona. Musieli mnie siłą odciągać od tych skurwieli, bo chyba bym ich pozabijał. A ty leżałaś tam nadal... taka bezbronna, krucha... Od razu wiedziałem,  że zrobili ci ogromną krzywdę. Ogarnęła mnie rządza zemsty i bezgraniczna nienawiść. Pobiegłem do Moniki i uderzyłem ją w twarz tak aż spadła z barowego stołka, za to policjant skuł mnie i zabrali mnie do aresztu. Odchodziłem od zmysłów co się z tobą dzieje, wypuścili mnie dopiero po 12 godzinach i kaucji. Moi ludzie już czekali z informacją w którym szpitalu się znajdujesz. Pojechałem tam niezwłocznie, przygotowywałem się na najgorsze. Myślałem, że już nigdy cię nie odzyskam, że oni cię tam zabili... Wpadłem do szpitala, jednak mimo moich pieniędzy nikt nie chciał udzielić mi informacji, bo nie byłem z rodziny. Na korytarzu spotkałem twoich rodziców i Kimberly, mieli takie miny, że obawiałem się najgorszego. Twój ojciec przekonał lekarza żeby ze mną porozmawiał, Kimberly była w takim szoku, że też trafiła piętro wyżej na obserwację. Gdy słuchałem to co mówił lekarz czas stanął w miejscu. Zostałaś wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej by oszczędzić ci bólu, zmasakrowali cię tak, że miałaś obrzęk mózgu i inne obrażenia wewnętrzne. Straciłaś bardzo dużo krwi ponieważ dostałaś krwotoku. Wydarzyło się to co mogło najgorszego Meg. Lekarz powiedział, że zostałaś brutalnie i wielokrotnie zgwałcona przez tych skurwieli...

16 komentarzy:

  1. ...aż mi słow zabrakło. ..

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mogłaś jej to zrobić?
    Świadomość tego że to nie jedyny raz sprawia że będę się bała czytać kolejne fragmenty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to nie jedyny raz??????

      Usuń
    2. Aż powtórzę " jak to nie jedyny raz??? " aż boję się dalej czytać �� :-o

      Usuń
    3. Gdy sie o tym dowiedziałam też byłam w szoku :O

      Usuń
    4. Masakra...dlaczego??

      Usuń
  3. ja nie wytrzymam do jutra...prosimy dziś o kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle dzięki Kasiu:-) zaglądam regularnie:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. O Matko! Ten rozdział jest MEGA! Tez jestem w szoku i czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy pojawi się następny rozdział?:) Już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że zaraz po północy :-)

      Usuń
    2. Możliwe, że zaraz po północy :-)

      Usuń
  7. Ochroniarze i Erick jak dla mnie dali dupy po całości!! Skoro widział wcześniej, że Matt się do niej przystawia to już powinien był się jej ujawnić sam albo wysłać ochronę, która by zareagowała gdyby tamten był natarczywy!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Akcja fajnie skonstruowana, ale kiedy on jej opowiadał z jego perspektywy to wydarzenie, to było za bardzo opisowe np.,,Gdy raz za razem dotykał twojego ciała, miałem wrażenie jakby ktoś wbijał we mnie gorące ostrza, ból był niewyobrażalny.". Jako narrator to by pasowało, ale ludzie tak nie mówią, nie pasuje mi to do dialogu. Nie było tego dużo : ) taka tylko uwaga

    OdpowiedzUsuń
  9. Akcja się rozwija, jest coraz ciekawiej. Jednak nie pasuje tutaj takie szybkie wyznanie miłości, za mało się znają, ale poza tym rewelka.
    //K

    OdpowiedzUsuń