Premiera już w lipcu!

wtorek, 24 marca 2015

Rozdział 12

Boże! To niemożliwe... Proszę nie! To przecież nie mogło się stać! Krzyczałam myślach, a gdy Erick spojrzał na mnie z jego oczu zaczęły płynąć zły. Dla mnie to też było za dużo, nic nie pamiętałam, jednak na moim ciele było widać ślady po tamtej nocy. Leżałam nie mogąc powiedzieć ani słowa. Erick też zaniemówił, czułam jak trudne dla niego było to, że w ogóle mi o tym powiedział. Przytuliłam go do siebie i także zaczęłam płakać.
-Meg...Przepraszam cię skarbie...to moja wina! - powiedział. Był roztrzęsiony i kompletnie rozbity.
-Ciiii… - uspokoiłam go i uściskałam mocniej. Był taki bezbronny, odwaga na jaką musiał się zdobyć by opowiedzieć mi o tym wszystkim, wykończyła go. Jego oczy znowu wypełniły się bólem i rozpaczą, a nienawiść mieszała się z uczuciem bezradności.
-Oddałbym wszystko co mam by cofnąć czas, by zatrzymać cię wtedy po kłótni. Oddałbym swoje życie by uchronić cię przed całym złem, a to właśnie ja nim jestem, Meg. Zniszczyłem całe twoje nieskomplikowane życie i doprowadziłem do tej sytuacji. Nie wybaczę sobie tego, że tak cię skrzywdziłem - rozpaczał. Przemawiała przez niego nienawiść do samego siebie.
-Ericku! To nie twoja wina, skąd mogłeś wiedzieć, że Monika coś planuje? -  zapytałam ciekawa. Odgrażała się przecież, że go zniszczy ale nie sądziłam, że to będzie wymierzone właśnie we mnie. Miałam tysiące myśli w głowie, jaki kontrakt musiał z nią zerwać Erick skoro zdecydowała się na taki krok? Chciała mnie zabić? Chciała zniszczyć życie Ericka w ten sposób?
-Mogłem przewidzieć, że nie daruje mi tego co zrobiłem - powiedział smutno.
-A co niby takiego zrobiłeś, Ericku? - dopytywałam. 
-Zerwałem umowę, której nie można było zerwać, Meg. Nie jesteś jeszcze gotowa na to by dowiedzieć się o co w tym chodzi. Przepraszam cię… - lamentował - Nie zasługuję na ciebie ale nie potrafię bez ciebie żyć, jesteś dla mnie wszystkim, co mam i co kocham. Nigdy wcześniej  nie doświadczyłem czegoś takiego  co wydarzyło się między nami przez tych parę dni. Pokochałem cię od momentu gdy obudziłem się obok ciebie po bankiecie. Od razu wiedziałem że jesteś inna, wyjątkowa, niewinna...
-Jaki jest dziś dzień? - zapytałam nagle, bo dalej nie wiedziałam ile czasu minęło od tamtej nocy.
-Leżałaś w śpiączce Meg…- powiedział cicho, chyba nie był gotowy by powiedzieć mi jaki mamy konkretnie dzień.
-W środę miał przylecieć John, mój przyjaciel. Muszę się z nim zobaczyć Ericku - wyjaśniłam.
-Boże Maleńka! Skoro chcesz wiedzieć dobrze ale nie denerwuj się, mamy czerwiec. Dziś jest czwartek 29 czerwca - odpowiedział, a ja w głowie obliczyłam szybko, że...
-Że co? Leżałam w śpiączce prawie.... 6 tygodni!? -  zaczęłam krzyczeć, Erick wstał nagle i próbował mnie uspokoić. Wpadłam w niepohamowaną panikę i zaczęłam zanosić się płaczem. Natychmiast przybiegła pielęgniarka, wstrzyknęła mi coś do kroplówki i zaczęłam powoli odpływać. Boże nie! Zabrali mi 6 tygodni życia... Patrzyłam ślepo w jeden punkt, a łzy same kapały mi z oczu, mocząc policzki.


Podali mi chyba bardzo silne środki uspokajające, ponieważ jak się przebudziłam byłam jakby zamroczona. Słyszałam rozmowy, Ericka z lekarzem, potem moich rodziców rozmawiających między sobą i z mamą Ericka. Byłam świadoma lecz nic nie mogłam zrobić. Słuchając rozmów dowiedziałam się, że powoli dochodzę do zdrowia, jednak nie wiadomo na ile uraz mózgu wpłynie na moje życie, mogło się stać wszystko. Mogłam wrócić całkowicie do zdrowia lub ponosić konsekwencje do końca życia. Podczas śpiączki byłam rehabilitowana dlatego mój stan fizyczny nie był zły. Byłam słaba ale na moje ciało wracało do życia. Rany zagoiły się, siniaki znikały. Gdy lek powoli przestawał działać, udało mi się w pełni obudzić. Obok mnie siedział jak zwykle Erick. Nie opuszczał mnie nawet na chwilę.
-Muszę się umyć, czuje się strasznie brudna - powiedziałam spokojnie, Erick spojrzał na mnie niepewnie.
-Zawołać pielęgniarkę? - w jego oczach widziałam strach.
-Nie. Chcę byś ty mi pomógł -  musiałam to sprawdzić. Sprawdzić czy jego dotyk nie będzie sprawiał mi emocjonalnego bólu po tym co się stało. Mimo tego, że nie pamiętałam co się wydarzyło w mojej głowie, czułam blokadę. Jego opowieść o tamtej nocy zmieniła coś w mojej psychice. Bałam się, że nie będę w stanie się przemóc.
-Meg Skarbie jesteś pewna? To jeszcze za wcześnie -  odpowiedział, widziałam, że też się boi.
-Muszę to wiedzieć Ericku, muszę....  - powiedziałam cicho i złapałam go za rękę.
-Zapytam lekarza czy mogę. Poczekaj chwilę, zaraz wracam będę cię miał w zasięgu wzoru... - wyszedł z sali, jednak widziałam go przez szybę w witrynie. Lekarz najwyraźniej nie miał żadnych przeciwwskazania, bo widziałam, że Erick się uśmiechnął lekko. Kochałam jego uśmiech, jednak niepewność przed tym co może wydarzyć się gdy będzie mnie kąpał, napawała mnie przerażeniem. Co jeśli nie będę w stanie znieść jego dotyku? Co jeśli nie będę w stanie patrzeć na siebie ani na niego, całkiem nago?

-Lekarz nie ma przeciwwskazań - powiedział wracając do mnie - Pielęgniarka zaraz zdejmie ci bandaże z głowy i możemy iść. Masz dobre wyniki Meg, obrzęk praktycznie całkowicie zszedł a i psychicznie chyba nie jest najgorzej? - zapytał niepewnie. Spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Co ci mam powiedzieć? Po tym co usłyszałam nie wiem jak będzie. Fizycznie chyba faktycznie nie jest źle. Jestem słaba, ale skoro leżałam 6 tygodni to chyba nic dziwnego… -  zasmucił się, chyba oczekiwał innej odpowiedzi, a ja przecież nie mogłam go zapewnić, że będzie dobrze. Sama tego nie wiedziałam.
-Kocham cię Meg… -  spojrzał na mnie, wzrok miał już spokojny i pełen miłości. Serce mi ścisnęło na myśl, że mogłam go stracić, chciałam wierzyć w to, że będzie wszystko w porządku.
-Ericu obiecaj mi coś... - zerknął na mnie niepewnie i uważnie słuchał - Jeśli będzie źle, jeśli okaże się,  że nie dam rady nie rezygnuj ze mnie... to może być czasowe. Obiecaj mi, że poczekasz chociaż chwilę... - po policzkach popłynęły mi łzy. Tak cholernie się bałam, że nie przetrwamy tej próby.
-Maleńka... Nigdy cię nie zostawię, co by się nie wydarzyło nigdy cię opuszczę i nie dam odejść. Nawet jeśli będziesz chciała, rozumiesz?-  Przytulił mnie i nagle poczułam ten dreszcz. Może nie będzie tak źle?


Klinika w której leżałam była jedną z bardziej ekskluzywnych w NY. Wiele gwiazd show biznesu rodziło tutaj. Erick załatwił wszystkie formalności,  jego mama tutaj pracowała. Była neurochirurgiem. Weszliśmy do pokoju kąpielowego, cały w sterylnej bieli, a na środku wielka okrągła wanna.
-Erick to sala do porodu! - stwierdziłam i skrzywiłam się lekko.
-W zwykłej wannie się nie zmieścimy razem, Meg. Poprosiłem matkę i udostępniła nam tą salę, będziemy tu całkiem sami - na tę myśl poczułam znowu przyjemny dreszcz. Ucieszyłam się, bo wiedziałam, że wszystko może się jednak ułożyć.
-Ty się ze mną wykąpiesz?  - zapytałam udając, że mnie to nie cieszy.
-A co mam siedzieć obok? - spojrzał niepewnie, bo zapewne nie chciał mnie urazić.
-Rozbieraj się głuptasie!  - powiedziałam i roześmiałam w głos.
-Uwielbiam twój śmiech maleńka! Jesteś wtedy taka cudownie słodka! - jego oczy momentalnie zamieniły się w wypełnione pożądaniem rozżarzone węgle. 
-Tylko wtedy jestem słodka? Jak się uśmiecham? - droczyłam się z nim.
Podszedł do mnie i powoli zdjął ze mnie tą mało seksowną szpitalną piżamkę, on rozebrał się do bielizny. Jego ciało było tak samo piękne jak zapamiętałam. Cudowne silne ramiona i plecy, umięśnione nogi i ręce, klatka piersiowa jak z obrazu Michała Anioła.
-Och Erick! - jęknęłam cicho, gdy wziął mnie nagą na ręce. Moje ciało pokrywały liczne siniaki i zadrapania, jednak starałam się nie zwracać na to uwagi. Jego natomiast bardzo to musiało boleć, ponieważ gdy mnie rozebrał i zobaczył w całości, zamknął oczy głęboko wzdychając.
-Wiem maleńka, wiem... - gdy zsunął swoje majtki i ukazał swoją powiększoną męskość, moje ciało od razu zareagowało. Sutki stwardniały, a na dole poczułam przyjemne skurcze. Och! Wszedł powoli do wanny wypełnionej przyjemnie ciepłą wodą, usiadł tak, że byłam schowana między jego nogami, a plecami opierałam się o jego klatkę. Objął mnie ramionami i przysunął do siebie, nosem dotykał włosów z tyłu głowy.
-Tak się bałem Meg - powiedział cicho do mojego ucha.
-Wiem Ericku... ale teraz będzie już tylko lepiej -  wyszeptałam i niepewnie położyłam sobie jego ręce na piersi -  Dotykaj mnie Ericku... - dodałam. Jego dłonie od razu zaczęły masować mnie i pieścić delikatnie. Czułam jak cała niepewność z nas ulatuje, jego dotyk działał jak miód na rany. Moje ciało wypełniło to cudowne uczucie pożądania, on też był bardzo podniecony. Odwrócił mnie do siebie przodem i patrzył głęboko w oczy. Czułam to, czułam podniecenie i to jak mnie pragnie. Nasze usta spotkały się, a języki splątały. W tej jednej chwili jakby nic oprócz nas nie istniało.



Posadził mnie na sobie ocierając się o moje płatki swoją pulsującą i twardą męskością. Poruszaliśmy się rytmicznie słuchając naszych ciał, nasze oddechy przyśpieszyły, a serca zaczęły walić jak oszalałe.
-Meg, maleńka. Tak za tobą tęskniłem... - wyjęczał cichutko.
-Ja za tobą też Ericku. Nic już nas nie rozdzieli - wyszeptałam i jeszcze mocniej wtuliłam się w jego ramiona. Całował moje wrażliwe piersi bardzo delikatnie. Wiedziałam, że nie czuję się na tyle pewnie by oddać się jemu całkowicie i dać ponieść namiętności ale chciałam by on wiedział jak mi na nim zależy. Chwyciłam go nagle za jego twardą i pulsującą męskość. Wyjęczał moje imię.
-Nie musisz tego robić Meg!
-Chcę to zrobić, potrzebuje cię - wyszeptałam w jego usta.
-Ale ja nie jestem przygotowany -  posmutniał i złapał mnie za dłoń bym przestała. Spojrzałam na niego pytająco, o co mu chodzi? - Nie mam gumek maleńka i chyba lepiej będzie jak z tym poczekamy. Będziemy mieli mnóstwo czasu by się sobą nacieszyć.
-Całe życie panie Evans - spojrzałam zalotnie i zatrzepotałam rzęsami. Wracała mi radość życia, a to wszystko dzięki jemu.
-Panno Donell chyba naprawdę wraca pani do zdrowia - zaśmiał się i pocałował mnie delikatnie w usta - Kocham panią do szaleństwa.
-To, że jest pan szalony to już  wiem panie Evans. Może mnie pan wytrzeć i odstawić do pokoju - zakończyłam stanowczo ale słodko jak tylko mogłam najbardziej.
-Oczywiści! Dla ciebie wszystko.
-Wszystko? - zapytałam podchwytliwie. Spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Czego tylko zapragniesz maleńka.
-Kiedy mi w końcu powiesz, prawdę? – zapytałam wprost, a jego mina zrzedła.
-W odpowiednim na to momencie Megan. Za dużo atrakcji jak na jeden dzień. Przypominam ci, że obudziłaś się dwa dni temu po sześciotygodniowej śpiączce - zbył mnie szybko i wyciągnął z wanny. Zawsze tak robił gdy nie chciał mi czegoś powiedzieć. Strasznie mnie to wkurzało ale tym razem odpuściłam. Jaka musiała być ta prawda skoro nie mógł mi o tym powiedzieć? Może był zamieszkany w jakieś mafijne porachunki? Mówił przecież, że zerwał umowę, której nie można było unieważnić.

Przez resztę dnia Erick nie odstępował mnie na krok. Nawet uparł się by jechać ze mną na badania. Lekarz powiedział, że niedługo mogą mnie wypisać jednak ani praca ani żaden wysiłek fizycznie nie wchodził w grę. Miałam odpoczywać, rozpocząć kolejną rehabilitacje i wizyty u psychologa. Mimo tego, że ogólnie czułam się dobrze mogłam mieć stany lękowe, więc lekarz polecił bym odbyła kilka sesji u specjalisty. O wszystko zadbał Erick. Załatwił mi najlepszych lekarzy w Stanach Zjednoczonych. Ustaliliśmy, że po wyjściu ze szpitala zamieszam u niego, a raczej z nim. Nawet moi rodzice byli oczywiście zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Polubili go bardzo, widzieli jak bardzo mnie kocha i nawet tata się do niego przekonał.

Poniedziałek, 1 lipca

-Mamo nie biorę tych szpitalnych ubrań, zostaw to proszę! - podniosłam głos gdy mama pakowała do mojej walizki wszystkie rzeczy, które przywieźli mi do kliniki. Był poniedziałek, szósty dzień po tym jak się obudziłam. I pierwszy dzień mojego nowego życia. Dostałam wypis ze szpitala i mogłam w końcu jechać do domu. Cieszyłam się na myśl zamieszkania u Ericka, on też był bardzo podekscytowany. Wszyscy trochę się wyluzowali po wydarzeniach ostatnich tygodni, miałam wrażenie, że życie powoli wraca do normy.
-Meg masz wszystko? - zapytał tata, trzymając moją torbę w lewym ręku. Erick już czeka na dole w samochodzie - Na pewno nie chcesz jechać nic zjeść po drodze? - dodał.
-Tak tato wszystko mam. Jedyne o czym marzę to jak najszybciej znaleźć się w domu, jeśli macie ochotę jedźcie z nami to zjemy razem.
-Greg, Meg ma racje. Nie powinni się teraz pokazywać publicznie, zaraz paparazzi mieliby pożywkę dla mediów - dodała mama. Po aferze w klubie rozpętała się medialna gorączka na Ericka i tą sukę...Monikę. Z tego co udało mi się wyciągnąć od Ericka, Matt i ten drugi facet siedzieli w areszcie czekając na proces, zostały im postawione zarzuty. Cały proces miał się niedługo rozpocząć. Nie chciałam się zamartwiać na zapas ale wiedziałam, że nie ominą mnie pewne sprawy.
-Nowy samochód? - zapytałam zaskoczona i spojrzałam na ojca. Erick czekał przed kliniką w pięknym białym Volvo XC90. Uśmiechnął się do mnie szeroko.



-Jest Twój. Ale ja poprowadzę, bo Ty jeszcze nie możesz - odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
-Erick oszalałeś? Przecież ja mam samochód! - oburzyłam się.
-Mówisz o tym starym mercedesie, który stał u mnie w salonie na parkingu?  - roześmiał się.
-Jak to stał? A co się z nim stało? To moje ukochane auto, sama je sobie kupiłam! - burzyłam się dalej.
-Twój tata go sprzedał, bo powiedziałem, że musisz mieć bezpieczne auto, to najnowszy model, najbezpieczniejszy na rynku - wymądrzał się dalej. Ech to męskie ego.
-Mam wam za to podziękować? Sprzedaliście mój ukochany samochód! Miałam go odkąd zrobiłam prawo jazdy w wieku 17 lat!
-Teraz masz 23 lata i najwyższa pora na coś dorosłego i bezpiecznego maleńka. Nie denerwuj się już - podszedł i mnie przytulił - Wiesz, że to dla twojego dobra.
-Nie próbuj mnie ugłaskać Evans! - udawałam że się złoszczę - Skąd wiesz, że biały mi się podoba? - zapytałam podchwytliwie, jego mina w tym momencie była bezcenna.
-Nie podoba ci się?  - zapytał zmartwiony. Próbowałam powstrzymać śmiech i udawać poważną jednak mi się nie udało. Roześmiałam się w głos, a Erick dał mi lekkiego klapsa w tyłek.
-Ała! Oszalałeś? Moi rodzice tam stoją! - zganiłam go, patrząc nerwowo na ojca. Na szczęście nic nie widzieli.
-Na twoim punkcie maleńka! - odpowiedział i mnie ucałował mnie w czoło. Uwielbiałam gdy to robił. Zawsze z taką czułością i delikatnością.
-I jak gotowi? - podszedł do nas mój tata i objął mnie.
-Tak Greg, możemy ruszać, jedziecie do nas? Meg mówiła, że chcecie zjeść - powiedział zrelaksowany Erick. Byłam w szoku jak dobrze dogadywał się z moim ojcem, miło było na to patrzeć.
-Nie, nie będziemy wam przeszkadzać, Kim i Rob czekają na nas w domu. Mamy składać mebelki do pokoju malucha - odpowiedział tata, także był szczęśliwy. Bardzo cię cieszył, że zostanie dziadkiem. Pożegnaliśmy się więc i tata wrócił do auta, gdzie czekała już na niego mama.
Gdy wsiadaliśmy do MOJEGO nowego auta, nagle zza samochodu wyszedł młody mężczyzna z aparatem oraz drugi z mikrofonem i kamerą. Podeszli bezpośrednio do Ericka i zaczęli wypytywać.
-Panie Evans jak skomentuje pan skandal, który wybuchł w pańskim klubie 18 maja? - powiedział arogancko jeden z mężczyzn. Widać było po Ericku, że strasznie się wkurzył, milczał.
-Co ma pan do powiedzenia w sprawie pobicia Moniki Quanchez? Zostały panu postawione zarzuty w tej sprawie? - ciągnął dalej głupi dziennikarz.
-Co pana łączy z Moniką Quanchez? - wywalił ciężką artylerię. Erick słysząc to pytanie odepchnął aparat, rzucił parę epitetów i szybko pomógł wsiąść mi do samochodu. Zakrywałam twarz przed światłami fleszy, gdy Erick ruszył z piskiem opon.
-Co to było do cholery? -  zapytałam zdezorientowana.
-To było to czego się obawiałem. Od tamtej soboty, media nie dają mi spokoju, a teraz i ciebie będą chcieli w to wciągnąć. Czeka nas teraz ciężki czas Meg, niedługo rusza proces - powiedział i czekał na moje dalsze pytania.  To chyba była odpowiednia chwila by w końcu dowiedzieć się o co chodziło.

Jechaliśmy inną drogą niż zawsze. Pamiętałam jak jedzie się do Evans Tower. Zdziwiłam się więc, gdy Erick wyjechał z Manhattanu i skierował się na autostradę w kierunku wybrzeża.
-Gdzie my jedziemy? Nie do ciebie? - zapytałam zaskoczona i spojrzałam na Ericka.
-Nie do mnie, a do nas Megan. Jedziemy do New Jersey - odpowiedział, trochę się uspokoił.
-To nie będziemy mieszkać w twoim apartamencie?
-Nie, nie możemy. Od tych kilku tygodni pod Evans Tower dzień i noc koczują właśnie tacy paparazzi, jakich przed chwilą miałaś okazje widzieć. Nie byłoby tam spokoju, a ty musisz odpoczywać. W New Jersey będziemy z dala od tego wszystkiego i będziesz tam całkowicie bezpieczna, nikt oprócz twojej rodziny i moich ludzi nie wie, że tam będziemy.
-Przecież media wiedzą, że masz tam dom w którym zresztą byliśmy już razem - na samą myśl o tym co tam się działo dostałam rumieńców. To były cudowne wspomnienia. 
-Nie tam jedziemy. Kupiłem dla nas inny z dala od centrum. Jest tam wszystko czego ci potrzeba: siłownia, basen nawet kort tenisowy i prywatna sala kinowa -  znowu próbował mi zaimponować? Ale po co? Jego rozrzutność mnie dobijała.
-Ile kosztował ten dom? - On naprawdę zwariował, samochód, nowy dom... Ciekawe co jeszcze?
-To nie dom Megan, to całe 10 hektarowe rancho -  uśmiechnął się złośliwie widząc moje zaskoczenie.
-Zamkniesz mnie tam jak w złotej klatce czy co? -  zadrwiłam. Jego chęć sprawowania nad wszystkim kontroli była naprawdę dobijająca. Z drugiej strony, po tym co się wydarzyło, starałam się to zrozumieć.
-Będziesz tam bezpieczna, a to teraz najważniejsze. Twoja rodzina też objęta jest ochroną przez moich ludzi.
-Nie potrafisz odpuścić? - zapytałam trochę przytłoczona tym wszystkim.
-Już raz odpuściłem, gdy wybiegłaś z mojego apartamentu... - zatrzymał się gwałtownie, zjechał na pobocze i zacisnął pięści na kierownicy. Zamknął oczy, a jego twarz znowu wypełniła rozpacz - Nigdy więcej to się nie powtórzy... to dla twojego dobra. Możesz teraz nie rozumieć ale uwierz mi to wszystko ze względu na ciebie.
-Sprawowanie nad wszystkim kontroli daje ci poczucie bezpieczeństwa, Ericku?
-Poczucie bezpieczeństwa dajesz mi ty, gdy jesteś obok , nic innego się nie liczy - nie rozumiałam tego ale najwidoczniej było mu to potrzebne. Musiał nad wszystkim panować, bo inaczej tracił grunt pod nogami. Tylko czy ja byłam w stanie znieść taką kontrolę i jego nadopiekuńczość? 


7 komentarzy:

  1. Rozdział super, czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Meg a jak pomyślę co jeszcze przed nią...

    OdpowiedzUsuń
  3. Noooo... i pomyśleć, że w tej historii wszystko zaczęło się tak niewinnie i pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie mogę sie doczekać na więcej,Uwielbiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę o kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń