Premiera już w lipcu!

środa, 25 marca 2015

Rozdział 13

Był piękny upalny lipcowy dzień. Sezon w pełni więc na ulicach New Jersey pełno ludzi, głównie studentów na letnich wakacjach. Erick jednak nigdzie nie skręcał, przejechał całe miasto aż dotarliśmy około 15 kilometrów za przedmieścia miasta, na wielką posiadłość. Ogrodzona 4 metrowym murem, wielka hacjenda w stylu włoskim. Kremowa fasada, dach z prawdziwej dachówki, a na środku podjazdu palma. Sporo zieleni i muszę przyznać, że mimo szoku jaki właśnie doznałam to od razu poczułam się tutaj dobrze. 
-Boże Erick, ile tu jest metrów? - zapytałam rozchylając z usta powalona rozmiarem tej posiadłości.
-Zaraz sama się przekonasz! - uśmiechnął się uwodzicielsko jak tylko mógł najbardziej.
-Jesteś nienormalny! -  powiedziałam w żarcie, dom podobał mi się bardzo - Ale kocham cię za to. Dziękuję! -  uściskałam go mocno i pocałowałam w policzek.


-Nie ma za co maleńka, jak już mówiłem dla ciebie wszystko - czułam ulgę w jego głosie - Chodź oprowadzę cię, jest tu co oglądać - rzucił, był z siebie dumny jak jasna cholera. No i miał z czego być dumnym. 

570 metrów kwadratowych, dwa piętra, 4 sypialnie, 7 łazienek. Z tyłu domu, basen który można zakryć i używać go także zimą.
W piwnicy  siłownia, sauna i kino. Wielki ogród, kort tenisowy, piwniczka z winami, garaż na 6 samochodów. Jezu! To musiało kosztować kilka milionów dolarów... Westchnęłam wymownie ale w sumie co to dla jednego z najbogatszych ludzi w Stanach? Majątek Ericka był zapewne większy niż mogłam sobie wyobrazić. 
-Podoba ci się Meg? - zapytał trzymając mnie w ramionach na środku NASZEJ nowej kuchni.
-Brak mi słów... dom jest przepiękny, ale Ericku, po co nam 4 sypialnie? Nie wystarczyłaby jedna?  - zapytałam, przecież to jakieś szaleństwo, w tym domu można się zgubić.
-Chcę mieć jak najwięcej okazji by się z tobą kochać maleńka - powiedział tak seksownie, że ścisnęło mnie na samym dole. Och! Ależ byłam spragniona.
-Myślę, że nawet gdyby była tylko jedna i tak robilibyśmy to codziennie -  udałam, że nie jestem zainteresowana jednak w środku cała podskakiwałam z radości. Erick dalej mnie pragnął, moje ciało nadal go pociągało.
-Codziennie? - spojrzał na mnie tajemniczo i przymrużył oczy - Raz dziennie to zdecydowanie za mało, jak już mówiłem... nigdy się tobą nie nasycę - uśmiechnął się uwodzicielko i pocałował mnie w obojczyk - Jest pani taką seksowną panią domu panno Donell, że nie mogę od pani oderwać oczu.
-Eric przestań, robotnicy na nas patrzą! -  pokazałam dyskretnie na mężczyzn, którzy w ogrodzie montowali dodatkowe zabezpieczenia.
-Nie zwracaj na nich uwagi, to profesjonaliści - chwycił mnie na ręce i skierował się na piętro do naszej głównej sypialni. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Panie Evans zachowuje się pan jak wygłodniały nastolatek!  - udawałam oburzoną, jednak w głębi pragnęłam tego samego i nie mogłam się już doczekać.
-Nawet nie wiesz jak wygłodniały! - O Boże! Moja łechtaczka zaczęła od razu pulsować i zalała mnie niepohamowana fala wilgoci. 

Sypialnia była duża i przestronna. Okna z których widać było cały ogród i ocean, można było zasłonić zewnętrznymi żaluzjami. Utrzymana w kolorach piaskowo-brązowych, wydawała się być naszą oazą spokoju. Wielkie pikowane brązowe łóżko, pasujące do kompletu pikowane fotele i kanapa, piękna zdobiona antyczna toaletka tylko i wyłącznie dla mnie, na której stały najnowsze perfumy i mnóstwo ekskluzywnych kosmetyków. Piaskowa ściana w której umieszczony był kominek, a nad nim wielki plazmowy telewizor. Wiedziałam, że za którąś ze ścian kryje się na pewno imponujących rozmiarów garderoba, wypełniona ubraniami. Mnóstwo świeżych kwiatów, głównie kremowych i herbacianych róż które sprawiały, że czułam się niesamowicie, zapach wypełniał całą sypialnię.
-Ericku brak mi słów! Tu jest po prostu cudownie!-  krzyczałam jak mała dziewczynka, naprawdę byłam zachwycona, a perspektywa mieszkania tu z moim ukochanym napawała radością każdą komórkę mojego ciała.
Erick postawił mnie obok łóżka, a sam położył się na środku. Patrzył jak przechadzam się po pokoju i dotykam każdego mebla z niedowierzaniem, że to nasz dom.
-Chodź tu do mnie! Jeszcze się zdążysz napatrzeć… -  oczy mu płonęły.
-Chcesz wypróbować to łóżko? - powiedziałam zadowolona i oblizałam usta.
-To i każde inne w naszym domu maleńka! - w jego głosie słychać było, że nie żartował. Chciał się ze mną kochać wszędzie gdzie się dało. Perspektywa 4 sypiali i 7 łazienek miała teraz swoje plusy... Podeszłam powoli do łóżka rozpinając powoli guziki w mojej miętowej koszuli. Zdecydowanie mu się to spodobało, bo od razu zauważyłam zgrubienie na spodniach. Patrzył na mnie skupiony i delikatnie unosił kąciki ust. Mam ogromne szczęście, że ten seksowny facet jest mój, że zaraz będzie się ze mną kochał.
- Jesteś taka gorąca skarbie! Chodź, bo zaraz sam po ciebie pójdę! - ja dalej powolnym krokiem zmierzałam w kierunku łóżka doprowadzając go tym do szaleństwa.
-Troszkę cierpliwości panie Evans, mamy cały dzień... - powiedziałam i ponownie oblizałam usta.
-Meg! -  gwałtownie wstał w łóżka by podbiec do mnie i posadzić na komodzie pod ścianą tak, że udami opierałam się o jego biodra. Krzyknęłam z zaskoczenia ale gdy spojrzał na mnie, oboje zaczęliśmy się śmiać - Wykończy mnie pani, panno Donell - dodał i pocałował mnie tak jak zawsze. Gdy nasze języki zaczęły namiętny taniec wokół siebie od razu zdarliśmy z siebie ubrania. Moje siniaki i zadrapania powoli zaczęły znikać, na szczęście nic mnie nie bolało. Oddechy wyrównały się, a ciała zaczęły poznawać się od nowa. Erick wsunął mi dłonie pod pośladki by posadzić mnie na swoich biodrach. Jego nabrzmiała męskość oparła się o moje udo, łechtaczka pulsowała, a w środku zrobiłam się jeszcze bardziej wilgotna i gotowa. Włożył we mnie delikatnie jeden palec kciukiem masując magiczny guziczek, wbiłam palce w jego kark i jęknęłam z rozkoszy.
-Tak mi tego brakowało!  - wyszeptał - Jesteś taka miękka i mokra.
-Nie przestawaj! - powiedziałam gdy cofnął dłoń, mój zbliżający się wielkimi krokami orgazm, oddalił się.
-Nie tak szybko panno Donell! Mamy podobno cały dzień - powiedział ironicznie i uśmiechnął się uwodząc mnie wzrokiem.
-Jeśli jeszcze raz tak zrobisz i tak wybuchnę. Jestem taka ciebie spragniona, chcę czuć cię w sobie całego! - powiedziałam odważnie,  a on  wyjął z szuflady małą paczuszkę, rozpakował i podał mi prezerwatywę.Uśmiechał się przy tym nadal w ten uwodzicielski sposób. 
-Załóż - powiedział rozpalony.
-Ale ja nie potrafię, nigdy tego nie robiłam - szepnęłam i zrobiło mi się głupio.
-Przepraszam Meg, zapomniałem - pocieszył mnie czułym spojrzenie. Jednym wyuczonym ruchem naciągnął prezerwatywę na swojego wielkiego nabrzmiałego penisa i wszedł we mnie, powoli i gładko, bez żadnego oporu. Na koniec pchnął mocniej wypełniając mnie w całości.
-Boże! - wykrzyczałam i jeszcze mocniej wbiłam paznokcie w jego kark. Było mi tak cholernie dobrze. Erick wyjęczał moje imię i zaczął poruszać się we mnie szybko i mocno. Czułam jaki jest spragniony i nienasycony. Zaciskałam się na nim coraz mocniej i wystarczyło kilka pchnięć, a ja zaczęłam szczytować. Moja kobiecość zacisnęła się mocno wokół jego pulsującego penisa i spotęgowała doznania. Odchyliłam się do tyłu by mógł mnie jeszcze głębiej penetrować, a kolejna fala rozkoszy rozlała się po moim ciele. Drżałam i pragnęłam więcej i więcej. Erick nie przestawał. Utrzymując szybkie tempo kochał się ze mną dalej i mocniej i szybciej... Och tak! Całe moje ciało pokryło się potem, oddechy mieszały się w namiętnych pocałunkach, a dłonie szukały uwolnienia emocji. Błądziły po ciałach, sprawdzając każdy skrawek skóry. Gdy po raz kolejny zacisnęłam się wokół niego, Erick nie wytrzymał i także doszedł.


-Kurwa! Megan! - krzyczał moje imię kilka razy gdy oboje szczytowaliśmy zatraceni w sobie. Zastygł w bezruchu, a jego całe ciało napięło się. Zamknął oczy, a usta wykrzywił w grymas właśnie przebytego ogromnego orgazmu. Po chwili delikatnie położył mnie na łóżku, kładąc się obok, było tak gorąco, że oboje byliśmy spoceni i strasznie zmęczeni. Zdjął gumkę i zawiązał ją przy końcu, rzucając na podłogę.
-Nienawidzę tego świństwa, musisz zaczął brać pigułki maleńka - powiedział, kładąc głowę na mojej nadal pulsującej kobiecości  i złożył delikatny pocałunek na wzgórku łonowym na którym rosły czarne włoski. O kurde! Przecież jestem nie wydepilowana, na te myśl dostałam wypieków na policzkach.
-Jesteś taka piękna. Nie wyobrażam sobie że mógłbym cię stracić - powiedział spoglądając na mnie spokojnie, chciałam się zakryć rękoma, jednak mi nie pozwolił.
-Co ty robisz? Wstydzisz się? – zapytał, a w jego oczach znowu pojawiło się przerażenie, bał się pewnie, że tamta noc daje swoje znaki.
-Erick jestem niewydepilowana!  - powiedziałam głośno zakrywając oczy, jakbym chciała się schować. Roześmiał się z ulgą.
-Co z tego? Podobasz mi się w każdej odsłonie, a ten meszek jest strasznie podniecający - powiedział i dmuchnął na niego delikatnie sprawiając mi tym ogromną przyjemność. Sutki momentalnie mi stwardniały -To co ochrzcimy w końcu nasze nowe łóżko? - zapytał kładąc się na mnie całym ciałem, w oczach miał ten znajomy blask.
-Znowu? - pisnęłam zaskoczona, myślałam, że po takiej przerwie będzie się dłużej regenerował.
-Toaletka to nie łóżko Meg! - był pewny siebie i diabelnie seksowny. Zaczął całować moje piersi i nakierował swoją ponownie gotową męskość w sam środek mojej kobiecości. Wyjęczeliśmy jednocześnie nasze imiona i kolejny raz zatracaliśmy się w sobie. Powolnymi pchnięciami doprowadził mnie do orgazmu, nie mam pojęcia ile razy pod rząd. 


Cała drżałam i wyginałam ciało, nie mogąc tego powstrzymać. Czułam jak morka jestem na dole, jak jego cudowny penis wdziera się w tą wilgoć sprawiając mi nieziemską przyjemność. Patrzył mi cały czas w oczy, nie pozwolił oderwać od siebie wzroku, widziałam jak ekstaza narasta także w jego spojrzeniu. Wyszedł na chwilę szybko by założyć gumkę i wdarł się we mnie ponownie. Jęczeliśmy tak głośno, że na pewno było nas słychać na dole. Szybkimi ruchami pocierał penisem to miejsce w środku, dzięki któremu zaliczałam kolejne kosmiczne orgazmy. Byłam wykończona taka falą rozkoszy więc przy kolejnej fali on również doszedł mocno i gwałtownie. Odchylił głowę do tyłu, a pięści zacisnął obok mojej głowy. Zesztywniał na chwilę po czym opadł na mnie równie wyczerpany jak ja. Leżeliśmy objęci i nic się nie liczyło. Gładziliśmy nawzajem swoje nagie ciała, poznając się na nowo. Czułam się taka szczęśliwa, zrelaksowana ale wykończona jak nigdy. Kilka albo kilkanaście orgazmów w ciągu jednej godziny to zdecydowanie za duży wysiłek dla mojego organizmu.
-Kocham cię Ericku. Nie mogło mnie spotkać większe szczęście niż to że cię poznałam! - wyznałam mu prosto w oczy. Widziałam, że bije się z myślami.  Rozumiałam to, bo w końcu to co się wydarzyło będzie ciągnęło się za nami długo. Możliwe, że do końca życia, a wszystko miało się niedługo jeszcze bardziej skomplikować.

Nie wiem ile tak leżeliśmy? Było na pewno przed południem, więc mieliśmy cały wolny dzień. Erick zaproponował byśmy coś zjedli, ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Robotnicy już skończyli więc miałam nadzieję, że nas nie słyszeli. Na tą myśl policzki ponownie mi się zarumieniły co Erick oczywiście zauważył i nie omieszkał zapytać co się stało.
-A jeśli nas słyszeli? Byliśmy tak głośno... - powiedziałam zawstydzona.
-Ściany, okna i drzwi są dźwiękoszczelne maleńka więc nie masz się co martwić - pocieszył mnie i pogłaskał czule po pupie, a mi od razu ulżyło.
-Co zjemy? - zapytał otwierając lodówkę.
-Nie chce mi się nic robić Ericku, rozleniwiłam się ostatnio - zadrwiłam sama z siebie i zaczęłam się głośno śmiać.
-To nie jest śmieszne Meg!  - przywołał mnie do porządku i spojrzał na mnie opiekuńczo.
-Przepraszam zapomniałam. Nie gniewaj się! - słodkim spojrzeniem złagodziłam jego ton. Wiedziałam, że gdy tak patrzę  on od razu mięknie.
-Oj Meg, Meg! - odetchnął i ponownie zajrzał do lodówki - Więc?
-Może coś zamówimy? Wiem, że nie powinnam ale mam ochotę na coś niezdrowego! Właśnie tak, tłusty hamburger z frytkami usatysfakcjonował by mnie w stu procentach.
-Dlaczego nie powinnaś? - zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Jestem za gruba, te szpitalne jedzenie weszło mi w biodra i uda, nie widzisz? - powiedziałam łapiąc się rękoma na swoja pupę.
-Zwariowałaś!? Jesteś idealna Meg! Te uda, ta pupa o piersiach nie wspomnę! - naprawdę się oburzył i poklepał mnie delikatnie po czole -  Zobacz znowu mam wzwód maleńka! - dodał kładąc moją rękę na swoim kroczu.
-Zboczeniec! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać zarażając go tym samym - Jest tu gdzieś Mc Donald? Mam ochotę na wielkiego Big Macka i frytki! - dodałam zadowolona z siebie. Erick dalej się śmiał.
-Nie wiem, nie bywam w takich miejscach Meg, ale w New Jersey na pewno coś takiego się znajdzie. Chcesz jechać? - zapytał całując mnie czule w usta.
-Tak! - byłam taka podekscytowana na myśl, że w końcu zjem coś niezdrowo pysznego. Przed wypadkiem dbałam o dietę ale teraz... Miałam gdzieś jakiekolwiek diety i mimo, że faktycznie po szpitalnym jedzeniu przybrałam parę kilo to nie zamierzałam się przejmować, skoro Erickowi to nie przeszkadzało. 

Był lipiec więc nieprawdopodobny żar lał się z nieba. Wsiedliśmy do czarnego BMW M6 i ruszyliśmy do miasta. Erick przebrał się w krótkie kremowe  lniane spodnie i lekki biały t-shirt do tego założył sportowe adidasy i okulary. Wyglądał jak zwykle doskonale i bardzo seksownie. Ja założyłam długą białą sukienkę plażową, wiązaną na szyi oraz japonki z kryształkami od Svarowskiego. Wielka słomkowa torba pasowała idealnie. Podobało mi się to co widzę, Erickowi najwidoczniej też, bo nie odrywał ode mnie wzroku. Z głośników słychać było przebój Ellie Goulding. Sunęliśmy prostą drogą do New Jersey, nic nie mówiliśmy. Wystarczył tylko dotyk i wszystko było wiadomo. Erick nie odrywał dłoni od mojej i co chwila spoglądał w moją stronę, jakby dalej nie dowierzał ,że siedzę obok niego.
-Jest, jest tam! - wydobyłam z siebie okrzyk radości na widok tablicy informacyjnej, że najbliższy McDonald znajduje się za niecałe trzy kilometry.  Erick roześmiał się i pogłaskał mnie po ramieniu.

-Wchodzimy do środka czy podjedziemy do McDrive? - zapytał i zwolnił.
-Możemy na wynos, ja poproszę zestaw Big Mac, najlepiej powiększony, a do tego szejka truskawkowego i ciasto z owocami -  Erick spojrzał na mnie dziwnie -  No co? - zapytałam, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Nic maleńka, nie sądziłem że masz taki wilczy apetyt, ale to dobrze -odpowiedział spokojnie i nachylił się by pocałować mnie w czoło.
-I tak spale te wszystkie kalorie jak wrócimy do domu - stwierdziłam, a on roześmiał się jeszcze bardziej. Uwielbiam jego śmiech. Taki radosny, szczery i beztroski.  Podjechaliśmy do okienka.
-Dzień dobry co podać? -  zapytała młodziutka Azjatka, to pewnie jej pierwsza wakacyjna praca.
-Dzień dobry, poprosimy zestaw Big Mac... powiększony, szejka truskawkowego i ciasto z owocami.
-A dla żony? – dodała,  a ja spojrzałam przed siebie i zrobiłam chyba głupia minę, bo Erick ponownie się roześmiał.
-Dla żony to samo poproszę - powiedział mało się parskając śmiechem. Spojrzał na mnie wymownie i dodał - Żono moja!
-To nie jest śmieszne Evans!  - oburzyłam się jednak w brzuchu zaczęły mnie łapać przyjemne skurcze. Dziewczyna podała nam zamówienie i Erick powoli ruszył.
-W takim razie i ja muszę spróbować tych pyszności widzę. Smacznego maleńka - powiedział dalej nie mógł opanować śmiechu.
-Nie wiem co cię tak bawi? To, że pomyślała, że to wszystko miało być dla ciebie, a nie dla mnie czy to, że nazwała mnie twoja żoną? - zapytałam oburzona.
-I to i to, ale najbardziej rozbawiła mnie twoja minka. Jesteś taka słodka jak się złościsz. Mam ochotę na ciebie…teraz - czułam jak bucha z niego pożądanie.
-Jedź swoje pyszne frytki Evans! - zgasiłam go szybko, nie w głowie mi były teraz figle.
-Złośnica z ciebie Meg, strasznie mnie to podnieca! - dodał jakby nigdy nic. Chyba nie miał problemów z mówieniem na co ma ochotę, w żadnej sytuacji. Chciał się ze mną kochać nawet na parkingu McDonalda.
-Zobacz ile tu ludzi! Chyba zwariowałeś!? - rozejrzałam się wkoło i zsunęłam niżej na siedzeniu, na moich policzkach pojawił się rumieniec.
-Wiem głuptasie! Myślisz ,że zerżnął bym cię przy tych wszystkich ludziach?
-Wszystkiego się mogę po tobie spodziewać zboczeńcu! - powiedziałam i się roześmiałam - Masz temperament nastoletniego chłopca, Evans.
-Ale umiem się opanować kiedy trzeba kochanie - odpowiedział zadowolony i pewny swoich słów.. Skąd w nim tyle pewności siebie? Zazdrościłam mu tego.

Zjedliśmy wszystko. Erick przyznał, że takie jedzenie wcale nie jest złe. Byłam taka napchana, że nie miałam siły się ruszyć, a on wyciągał mnie byśmy pojechali na plaże się wykąpać. Nie miałam przy sobie kostiumu więc oczywiście zawiózł mnie do ekskluzywnego butiku bym coś wybrała. Mieścił się w samym centrum New Jersey.

329 dolarów na kawałek materiału osłaniający pupę i biust? To lekka przesada - pomyślałam jednak dla Ericka to nie robiło różnicy. Spodobało mi się jedno bardzo skąpe białe bikini, gdy on był obok mnie czułam się piękna. Normalnie nie zdecydowała bym się na tak skąpy kąpielowy strój. Jego reakcja gdy wyszłam z przymierzalni była bardzo ciekawa i mnie strasznie rozbawiła.
-To cały strój?! - zapytał zszokowany skrawkami materiału na piersiach i biodrach.
-Tak! Zobacz jak wygląda z tyłu - odkręciłam się energicznie, ukazując swoje prawie nagie pośladki ,a on wstał szybko i zakrył mnie.
-Chyba nie masz zamiaru w tym paradować, wśród tych wszystkich ludzi na plaży? - widziałam w jego oczach niepewność, znał mnie i wiedział, że potrafię być złośliwa.
-Nie podoba ci się? - zrobiłam smutną minkę udając, że nie wiem o co mu chodzi.
-Nie tylko mnie się podoba - powiedział pokazując dyskretnie na swoje krocze w którym opinał się jego nabrzmiały penis - Mam cię wziąć w tej przymierzalni panno Donell? -
rozejrzałam się czy nikt nie słyszy. On naprawdę jest nieobliczalny! Moje policzki spłonęły rumieńcem i nagle poczułam ostry skurcz w dole brzucha. Ból był tak silny, że musiałam kucnąć.
-Jezu Meg co się stało? - schylił się do mnie podtrzymując mnie za rękę, widziałam, że momentalnie spoważniał i się zdenerwował.
-Nic, nic to tylko skurcz, zaraz przejdzie. Muszę usiąść! - mówiłam z grymasem bólu na twarzy, nienawidziłam tych kobiecych bóli. Nie raz zakręciło mi się od nich w głowie.
Erick szybko zapłacił za bikini, które miałam na sobie, chwycił moją sukienkę i wyniósł mnie na rękach do samochodu.
-Może pojedziemy do lekarza? Lepiej będzie jak zbada cię specjalista -  znowu był przestraszony i przerażony jak wtedy w szpitalu.
-Ericku to tylko skurcze, pewnie niedługo dostanę okres - powiedziałam najspokojniej jak potrafiłam, chciałam by się uspokoił.
-Na pewno? Nie chcę by coś ci się stało... Megan.
-Na pewno, jedźmy po prostu do domu - uśmiechnęłam się, gładząc go delikatnie po policzku.

Gdy wracaliśmy niebo momentalnie się zachmurzyło i rozpętała się prawdziwa letnia burza. Zdążyliśmy wejść do domu i lunęło. Położyłam się w salonie na cudownie wygodnej, ogromnej kanapie modułowej. Erick włączył muzykę.
-To Richmaninov  - wyprzedził moje pytanie.
-Jesteś niesamowity Ericku. Kocham cię… - położyłam mu głowę na ramieniu i zamknęłam oczy. Było mi tak dobrze. Czułam się kochana, bezpieczna i miałam przy sobie mężczyznę moich marzeń.

Chyba udało mi się zdrzemnąć, bo przez jakiś czas nic nie słyszałam, przebudziło mnie pikanie piekarnika. W całym domu pachniało pysznym ciastem.
-Witaj Megan! - powiedziała Flora krzątająca się po kuchni.
-Dzien dobry! - przywitałam się zaskoczona jej widokiem. Erick mi znowu o czymś zapomniał powiedzieć - Pięknie pachnie, co tam upiekłaś? - Ddodałam miło.
-Szarlotka! To ulubione ciasto Ericka, znaczy pana Evansa - poprawiła się szybko i zmieszała.
-Nie musisz przy mnie nazywać go panem, obie wiemy jaki wspaniały z niego facet ale nie musimy mu panować -  roześmiałam się.
-Masz ochotę na kawałek? Jeszcze ciepłe - zapytała uśmiechając się szeroko. Biło od niej tyle ciepła i miłości, bardzo musiała tęsknić za swoimi wnukami i córką.
-Nie wiem czy powinnam? Zjadłam dziś ogromny zestaw z McDonalda, jakieś 2000 kalorii naraz - wiedziałam, że będę miała wyrzuty sumienia z tego powodu.
-Kawałek szarlotki jeszcze nikomu nie zaszkodził Megan. A ty zamiast jeść takie świństwa powinnaś się teraz dobrze odżywiać i dbać o siebie - powiedziała nakładając mi jeszcze parujący kawałek  ciasta na talerz.
-Dziękuje! -  miałam taki apetyt, że sama sobie się dziwiłam - Gdzie Erick? - zapytałam.
-Na siłowni. Prosił byś tam zeszła jak się obudzisz - O nie! Mam nadzieje. że nie każe mi ćwiczyć? Nienawidziłam wszelakich sportów, a tym bardziej jak mnie ktoś do nich zmusza.
Dokończyłam kawałek ciasta co do okruszka. Było przepyszne, dokładnie takie jakie pamiętam z dzieciństwa. Babcia Eva nam takie piekła. Napiłam się soku i poszłam krętymi kamiennymi schodami w dół do siłowni. Skurcze na szczęście zmalały i dało się jakoś wytrzymać. Idąc dość wąskim korytarzem zauważyłam na ścianach piękne widoki z każdego miejsca w którym był Erick.  Był takim światowym człowiekiem, chyba nie było miejsca w którym by nie był. Drzwi były uchylone i zauważyłam jak Erick rozmawia z jakimś mężczyzną. Oboje byli w dresie, mieli ślady potu na koszulkach. Wyglądało to tak, jakby ten facet pokazywał Erickowi jakieś dziwne kopnięcia. Po chwili szpiegowania, Erick mnie zauważył, a ja wyprostowałam się i  zawstydziłam jak zawsze.
-Meg Skarbie chodź do nas. To Gabriel, mój trener -  przywołał mnie gestem dłoni i jak zwykle uśmiechnął się tak, że zmiękły mi nogi. Ubrana w dres w,  który przebrałam się jak wróciliśmy, niepewnym krokiem wkroczyłam do siłowni. Gabriel był wysokim, barczystym Latynosem o powalającej urodzie. Gdyby nie to, że stał obok najprzystojniejszego mężczyzny na świecie, mojego mężczyzny, mogłabym uznać, że jest całkiem przystojny.
-Hej Megan! Miło cię poznać -  powiedział kulturalnie i uścisnął mi dłoń. Ale miał silny uścisk.
-Wzajemnie Gabrielu. Czy ty tak samo słyszałeś o mnie wcześniej jak wszyscy których mi  Erick przedstawia?  - zapytałam ironicznie i uśmiechnęłam się znacząco w kierunku mojego ukochanego.
-No cóż... nie mogę skłamać. Tak opowiadał mi o tobie -  odpowiedział lekko zmieszany i dodał - Ale same dobre rzeczy, nie masz się co martwić!
-Meg się tylko z tobą droczy Gabrielu - wtrącił Erick, po czym objął mnie w pasie i pocałował w usta- Chciałbym byś trenowała z Gabrielem gdy odzyskasz siły, już wszystko ustaliliśmy i najlepszy dla ciebie będzie king boxing z elementami samoobrony -  zamurowało mnie. Nie chciałam mu robić sceny przy koledze więc przytaknęłam grzecznie i wbiłam jedynie wzrok w Ericka.
-Długo wam się jeszcze zejdzie? - mówiłam przez zaciśnięte zęby, udając sztuczny uśmiech.
-Już właściwie skończyliśmy. Ericku poćwicz to co ci pokazywałem i spotkamy się w piątek. Miło było poznać Meg! - Gabriel pożegnał się grzecznie, zarzucił ręcznik przez ramię i wyszedł.
-O co ci chodzi Meg? - Erick zapytał od razu gdy zamknęły się drzwi. Widział, że jestem wściekła,
-Znowu decydujesz za mnie i ustalasz coś bez mojego pozwolenia ani mojej wiedzy. Czy ja mogę chociaż raz zrobić coś co będę sama chciała?! - podniosłam głos odsuwając się od niego.
-Już raz pozwoliłem ci zadecydować, że wychodzisz i nie ingerowałem w to. Oboje wiemy jak to się skończyło! - krzyczał, był wściekły.
-Ach tak! Więc to wszystko moja wina? - pękła cienka granica mojej cierpliwości – Uważasz, że to przeze mnie? Chciałam zauważyć, że to twoja popieprzona znajoma chciała mnie....zabić? Więc nie wmawiaj mi, że ja jestem temu winna, bo to nie sprawiedliwe Erick!
-Mogłaś nie urządzać wieczoru panieńskiego! Co to za głupi zwyczaj? Upijać się i podrywać facetów w klubie? - wrzasnął na mnie. Że co?!
-Ja kogoś podrywałam!? - odpierałam atak, wymachując rękoma.
-Mogłaś z nikim nie rozmawiać Meg! - wypalił. Moje oczy zrobiły się wielkie. Jego złość i wściekłość była wręcz wyczuwalna. Uważał, że to moja wina?!
-Równie dobrze mogłam ciebie nie poznać to nic by się nigdy nie stało! - wybuchłam. Byłam tak wściekła, że wybiegłam z siłowni, schodami na górę, a potem przez taras do ogrodu. Zapadał zmrok. Nadal lało ale burza już przeszła i czuć było cudownie świeże powietrze. Wpadłam na trawnik i upadłam na kolana. Czułam ogromny ból w środku i kolejne silne skurcze w dole brzucha. Moje serce pękało. Jak on tak mógł powiedzieć? Jak może mnie o to winić? Ja czekałam tam na niego do jasnej cholery! Boże, przecież ja tak go kocham. Klęczałam tak nie dłużej niż minutę i poczułam jego dłonie. Przybiegł...klęknął naprzeciw mnie , wziął moją twarz delikatnie w swoje dłonie i przytulił zakrywając ciałem przed padającym na nas deszczem. Całował moje włosy głaszcząc policzek. Nie wiedziałam czy po policzkach płyną mi łzy czy to krople lipcowej burzy? Nic nie mówił, tulił mnie mocno do swojej piersi. Był cały mokry i roztrzęsiony.



2 komentarze: