Premiera już w lipcu!

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 14

Trwaliśmy w tym uścisku długą chwilę. Miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Cała wściekłość została zmyta wraz z kroplami wody, spływającymi po naszych ciałach. Erick wziął mnie delikatnie na ręce i wniósł do domu, oboje byliśmy przemoczeni. Skierował się do łazienki, wszedł pod prysznic i odkręcił wodę. Z początku chłodny strumień wywołał ciarki na moim ciele. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać, śmiać jak małe dzieci. Nasze usta zetknęły się nagle, a języki splotły w namiętnym tańcu. Te pocałunki znaczyły więcej niż wszystko. Erick zaczął pieścić moje wrażliwe piersi przez mokrą koszulkę, wszystko było przez nią widać. Od pierwszego dotyku, jego męskość nabrała rozmiarów, które tak bardzo mnie podniecały. Zdjęliśmy z siebie ubranie, nasze gołe ciała ocierały się o siebie, a ręce szukały przyjemności.
-Mam ochotę posiąść cię od tyłu maleńka! - wyjęczał mi do ucha i gwałtownie odwrócił tak, że pupą ocierałam się o jego męskość. Byłam mokra, morka w środku i gotowa na to by wypełnił mnie całą.
-Tak zrób to! Szybko! - jęczałam spragniona. Wszedł więc we mnie gwałtownie, cały... do samego końca i wydał głośny ryk. Złapał mnie  w pół, a drugą ręką chwycił moje dłonie i uniósł nad głowę. Wystarczyło kilka pchnięć bym zaczęła intensywnie zaciskać się, wijąc się w nadchodzącej ekstazie. Instynktownie odrzuciłam głowę do tyłu, a on wszedł jeszcze głębiej, ocierając się o ten czarodziejski punkt w środku mojej kobiecości. Zsunął rękę niżej i zaczął masować moją łechtaczkę. Wywołując tym wyniszczającą fizycznie moje ciało, falę rozkoszy.
-Boże Erick!-  krzyczałam wypełniona nim cała, zatracając się w nim bez reszty. Pchnął mnie na ściankę prysznica i przyparł mocno swoim ciałem, by móc być jak najbliżej. Nasze ciała złączyły się w jedność. Poruszałam rytmicznie biodrami dopasowując się do jego tempa.  Ścisnął moje piersi w dłoniach i także zaczął szczytować, wylewając się we mnie ciepłą jedwabistą spermą. Pchnął jeszcze raz i ja ponownie rozpadłam się na kawałki. Lepki, biały nektar wyciekł z mojej kobiecości, spływając po moich udach do wody. Byłam tak wykończona, że opadłam z sił. Erick podtrzymał mnie i wyprowadził spod prysznica otulając miękkim czarnym ręcznikiem. Sam nagi, zaprowadził mnie do sypialni i położył do łóżka. Całował delikatnie moje mokre włosy i głaskał policzki, tuląc mnie z całych sił.
-Wyjdź za mnie...Meg Donell -  wyszeptał cicho - Jesteś całym moim światem. Wiem, że przed nami długa, kręta droga ale z nikim innym nie dam rady jej pokonać. Kocham cię bardziej niż mogę to wyrazić słowami. Wierzysz mi?
To co usłyszałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Mężczyzna, którego zdążyłam pokochać nad życie w ciągu tak krótkiego czasu, który był dla mnie największa zagadką, którego pragnęłam całą sobą, oświadczał mi się, po cudownym, przepełnionym namiętnością seksie, leżąc ze mną nagi w naszym nowym wielkim domu. Świat wirował, patrzyłam mu głęboko w oczy i byłam pewna, pewna, że chce z nim spędzić resztę życia i być z nim bez względu na wszystko co się wydarzy.
-Tak -  Wydobyłam z siebie tylko to jedno słowo ale on więcej nie potrzebował. Pocałował mnie, wdzierając się znowu do moich ust i po chwili ponownie kochaliśmy się namiętnie... przez całą noc. Oboje nas to wykończyło...

Wtorek, 2 lipca

Ze snu wyrwał mnie gwałtowny krzyk Ericka. Leżał obok mnie, rzucając się po łóżku, na twarzy malowała mu się rozpacz i gniew.
-Nie! Nie! Nie! Zostań błagam! -  krzyczał głośno, zacisnął oczy w bólu. Przeraziłam się, jednak po chwili zorientowałam się, że on krzyczy przez sen. Chwyciłam go za ręce by mnie nieświadomie nie uderzył.
-Erick obudź się! - krzyczałam potrząsając nim z całych sił - Kurwa, Erick obudź się! -powtórzyłam jednak to nic nie dało -  Erick!  - więc uderzyłam go otwartą dłonią po twarzy, tak mocno, że został mu czerwony ślad, a mnie zabolała dłoń.
-Meg!  - nagle otworzył oczy. Był cały mokry i roztrzęsiony.
-Miałeś koszmar ale wszystko w porządku, jestem tu przy tobie kochanie, nigdy cię już nie opuszczę.
-Śniło mi się, że uciekłaś ode mnie. To było straszne Meg - wyskomlał jak szczeniak i wtulił się w moje piersi.
-Jestem tu, jestem! - tuliłam go jak małego bezbronnego chłopca. Był taki silny fizycznie, jednak miał w sobie demony. Demony, które mogły go bardzo łatwo zniszczyć. Obiecałam sobie wtedy, że nawet najgorsza prawda, którą mi powie nie złamie mnie i nie zostawię go już nigdy. Zasnęliśmy ponownie gdy jego oddech się uspokoił ale resztę nocy trzymał swoją głowę na mojej piersi by czuć bicie mego serca. Był bezbronny wobec swoich uczuć do mnie. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że obwinia się o to co się wydarzyło. Ja radziłam sobie z tym dobrze, bo na szczęście nie pamiętałam prawie nic z tamtej nocy. Wyparłam problem i starałam się być szczęśliwa. Jego koszmary jednak na pewno miały związek z tamtym wieczorem ale także z tym co przede mną ukrywał.

-Meg? - usłyszałam cichy głos Ericka. Otworzyłam oczy, dopiero świtało. Stał ubrany w spodnie od piżamy i wołał mnie do siebie - Meg, chodź zobaczyć coś tylko ciiii.... - dodał szeptem i pomógł wygramolić mi się z łóżka. Zeszliśmy na dół pod drzwi tarasu.
-Spójrz - pokazał ręką na ogród, na samym jego środku siedziały dwa przepiękne kolorowe dzikie pawie, a obok nich gromadka pisklaków.
-Jezu ale piękne - wyszeptałam nie mogąc oderwać wzroku - Skąd one się tam wzięły?
-Na tym rancho mają gdzieś gniazdo. Jak kupowałem ten teren mówiła mi o tym właścicielka, mówiła, że od dawna ich nie widziała, a tu patrz... - powiedział zadowolony i pocałował mnie w dłoń. Patrzyliśmy na te dzikie ptaki, zafascynowani bez reszty. W Nowym Yorku dzikie zwierzęta można było oglądać tylko w zoo, a tu proszę... para pięknych pawi spaceruje po naszym ogrodzie z gromadką małych. Zerwały się nagle słysząc jakiś hałas i skryły się w pobliskim lesie.



-Przepraszam za wczoraj Meg, nie powinienem tak powiedzieć, poniosło mnie. Ale zrozum, że chodzi mi tylko o twoje dobro -  powiedział nagle, trzymając mnie w ramionach. Tak pięknie pachniał, to zapach mojego mężczyzny.
-Ja też powiedziałam o parę słów za dużo, ale naprawdę wcale tak nie myślę. Jesteś najlepszą niespodzianką jaka mogła mi się w życiu trafić - pocałowałam go namiętnie w usta, a Erick od razu stwardniał. Lubiłam świadomość, że działam na niego w taki sposób.
-Jest pani najcudowniejszą kobietą, panno Donell. Żadne słowa nie są w stanie opisać co pani ze mną wyprawia. Nawet zwykłe kocham cię, brzmi banalnie i to za mało by to wyrazić -  ocierał się przez spodnie o moje nienasycone krocze. Miałam na sobie tylko lekką satynową haleczkę bez bielizny. Nie musiałam długo czekać na jego reakcje. Gdy zobaczył, że nie mam majtek jego oczy zapłonęły pożądaniem. Wziął mnie gwałtownie na ręce i posadził na oparciu sofy w naszym salonie. Wdarł się między moje uda całując je łapczywie, a dłońmi podtrzymywał moje plecy. Miałam wrażenie, że samymi pocałunkami był w stanie doprowadzić mnie do orgazmu. Wygięłam się w łuk gdy jednym palcem rozdzielił płatki mojej kobiecości i wdarł się do środka. Byłam gotowa na przyjęcie go w całości, wilgoć i pulsowanie mojej łechtaczki dawały wyraźny znak, że pragną więcej. Gdy jego język zaczął wirować wokół guziczka, rozpłynęłam się. Czując jak uczucie ekstazy rozlewa się po mnie, chwyciłam Ericka i popchnęłam do tyłu tak ,że znajdował się w pozycji półsiedzącej. Jego sterczący członek już czekał, aż się w nim zanurzę. Spojrzenie Ericka było przepełnione pożądaniem i namiętnością. Nigdy wcześniej nie kochaliśmy się w tej pozycji i nie wiem skąd wpadłam na taki pomysł ale to było instynktowne. Chciałam dosiąść mojego kochanka i dać mu przyjemność w nowej, nieznanej mi dotąd pozycji. Spojrzał na mnie niepewny tego co chcę zrobić, nie minęła jednak sekunda i już wiedział co mam na myśli. Chwycił mnie za biodra delikatnie naprowadzając na swoją męskość. Samą główką ocierał się o moje płatki sprawiając mi tym drugi niepohamowany orgazm. Oblała mnie kolejna  fala wilgoci więc wszedł we mnie szybko i mocno w całości. Oboje wydobyliśmy z siebie jęk rozkoszy, chyba nigdy dotąd nie penetrował mnie tak głęboko.



-Boże ta pozycja jest cudowna!  - wykrzyczałam krążąc biodrami na jego biodrach tak by nasze złączone ciała dawały sobie maksimum przyjemności. Dłońmi objął moje pośladki pomagając mi się poruszać.
-Cudownie oglądać cię taką! - powiedział i jeszcze mocniej mnie do siebie dopchnął. Oboje zaczęliśmy szczytować, a zaciskające ścianki mojej pochwy spotęgowały doznania. Erick jęknął głośno i ścisnął bardzo mocno moje biodra. Sprawiło mi to ból ale wtedy nie miało to najmniejszego znaczenia. Wylewał się w sam środek mojego gorącego wnętrza, wijąc się w rozkoszy i krzycząc moje imię i kilka epitetów. Gdy nasze ciała opanowała cudowna błogość, zeszłam z niego delikatnie,  on oparł się wyżej na sofie i oplótł mnie swoimi silnymi ramionami. Leżeliśmy tak nadzy i szczęśliwi jak nic na świecie.

Po wczorajszej lipcowej burzy,  taras parował od słońca, które swoimi lipcowymi gorącymi promieniami ogrzewało kamienie z którego był zbudowany. W domu od razu zrobiło się niemiłosiernie gorąco, bo jeszcze nie zdążyli założyć klimatyzacji. Jedynie w piwnicy było znośnie. Leżeliśmy przyklejeni do siebie, jednak ani trochę nam to nie przeszkadzało. W naszym milczeniu było więcej wyrazu niż w tysiącach słów. Jego nocny koszmar odszedł w zapomnienie, był zrelaksowany i czuł się bezpiecznie. Dla niego najważniejszą rzeczą na świecie było bezpieczeństwo moje i jego najbliższych. Brak chorobliwej kontroli nad wszystkim co się wokół niego dzieje, był w jego mniemaniu, niedopuszczalny. 

Rozmawialiśmy tego ranka o kilku sprawach, które mnie ominęły. Był początek lipca więc mój egzamin końcowy w szkole kulinarnej oczywiście przepadł. No trudno... Podejdę do niego w najbliższym możliwym terminie, muszę jedynie pojechać na uczelnie by wyjaśnić tą sprawę i poprosić o wyznaczenie innej daty.
-Muszę to załatwić jak najszybciej Ericku, inaczej przepadną mi te lata nauki. Bardzo mi na tym zależy - powiedziałam, bo widziałam, że nie podoba mu się pomysł by tam jechać i narażać się na spotkanie z mediami czy kimkolwiek innym kto mógł nam zagrażać.
-Pomyślimy o tym jeszcze. To nie największy problem w tym momencie Meg - odpowiedział spokojnie, głaszcząc delikatnie moje stopy. To naprawdę przyjemne. 
-A co ze ślubem Kim i Roba!? -  pisnęłam, przypomniało mi się, że przecież miał się odbyć tydzień po tym feralnym wieczorze. Kompletnie wyleciało mi to z głowy.
-Ślub został odwołany maleńka. Leżałaś nieprzytomna w szpitalu więc nie było mowy o żadnym weselu, zresztą nikt wtedy o tym nie myślał. Twoim rodzicom udało się odzyskać część pieniędzy z sali, a resztę załatwiłem ja -  powiedział pocieszając mnie. Czułam się jednak  winna, że tak się stało.
-Ustalili chociaż kolejna datę? Kim tak się cieszyła... - zapytałam smutna, moim zdaniem powinni czekać do rozwiązania ale teraz czułam się jeszcze bardziej winna, bo wiem jak ona tego pragnęła.
-Chyba nie, czekają aż twoja chrześnica się urodzi - pocałował mnie w duży palec i uśmiechnął uwodzicielsko.
-Bratanica? Znają już płeć?! - krzyknęłam rozradowana. Boże! Czemu ja dopiero teraz się o tym dowiaduje?! - Cudownie, będzie Eva! - nie mogłam opanować euforii i zaczęłam podskakiwać na kanapie jak mała dziewczynka.
-Po waszej babci - to nie było pytanie, tylko twierdzenie. Skąd wiedział? Spojrzałam na niego pytająco - Kimberly mi mówiła Meg. Już nie myśl, że wygrzebałem o tobie wszystkie informacje... - odetchnęłam z ulgą - Tylko te najważniejsze dla mnie - dodał rozbawiony.
-Erick! -  klepnęłam go w ramię i roześmiałam się. Wkurzało mnie to, że wiedział o mnie bardzo dużo, a ja o nim niewiele, ale cóż... taki już był.
-A John? Przyleciał? Miał być na weselu.
-Tak był, odwiedził cię w szpitalu ale na pewno tego nie pamiętasz.
-Muszę do niego zadzwonić i powiedzieć, że już znowu jestem wśród żywych - uśmiechnęłam się.
-On wie że się obudziłaś Meg, ale nie możesz się z nim kontaktować na razie. Nikt nie może wiedzieć, że tu jesteś - powiedział poważnie.
-Tylko jeden telefon. Proszę!
-Telefon można namierzyć Meg, przykro mi ale nie mogę się na to zgodzić.
-To co mi wolno? Mogę się chociaż sama w tyłek podrapać? -  powiedziałam wylewając z siebie złość i irytację.
-Podrapać po twojej cudownej pupie to ja mogę, ty nie musisz -  roześmiał się i ugryzł ponownie największy palec mojej prawej stopy.
-Daj spokój Evans! To nie jest zabawne - obruszyłam się i wstałam z kanapy -  Idę się wykąpać....nago...w basenie - spojrzałam na niego znacząco i wyszłam do ogrodu. Żałowałam, że nie zobaczyłam jego miny, jednak nie mogłam się odwrócić, bo udawałam obrażoną. Wychodząc na gorące płytki tarasu, uderzyła mnie fala upalnego lipcowego powietrza. Przemknęłam nią szybko bo aż parzyły w stopy, weszłam na pas zielonej, równo przystrzyżonej trawy i byłam prawie na basenie. Woda była przyjemnie chłodna i lekko falowała, zanurzyłam stopę. Boże jak przyjemnie! Zastanawiałam się czy Erick do mnie dołączy? Minęło już kilka minut, a jego dalej nie było. No cóż... jego strata. Usiadłam na pierwszym schodku prowadzących w głąb basenu schodów, przeszedł mnie przyjemny dreszcz cudownie chłodnej wody. Robotników nie było więc na pewno nikt mnie nie widzi, jedynie Erick czaił się gdzieś w domu, czułam to. Zeszłam na niższe schodki tak, że woda ledwo zakrywała moje falujące w wodzie, wrażliwe jak nigdy piersi. Zamknęłam oczy i chłonęłam promienie słoneczne, które oplatały moje nagie, blade ciało. W końcu zanurzyłam się cała po czubek głowy, zanurkowałam na samo dno i wypłynęłam po drugiej stronie przy sztucznie ułożonym wodospadzie z kamienia. Weszłam pod strumień wody spływającej z kaskady. Basen to najlepsza rzecz pod słońcem.

Moczyłam się tak z dobre 15 minut, a Ericka dalej nie było. Gdy znudziło mi się pływanie wyszłam na trawnik i położyłam taka jaką stworzył mnie Bóg. Słońce docierało w każdy zakątek ciała, co było bardzo przyjemne. Tego mi było trzeba, promieni słońca. Kiedyś co roku z Kim bywałyśmy u babci i całe dnie spędzałyśmy na plaży. Muszę złapać troszkę koloru to od razu lepiej się poczuję. Gdy przyjemny wietrzyk wysuszył moje ciało postanowiłam, że wracam do domu. Weszłam przez tarasowe drzwi, a Erick siedział nago jak gdyby nigdy nic przy stole i jadł śniadanie.
-Smacznego! - życzyłam ironicznie i przeszłam obok niego, kręcąc biodrami najmocniej jak potrafiłam. Nadal milczał.O co mu chodzi do cholery? Nie pojmuje czasami tego człowieka, był dla mnie wielka zagadką. Erick spojrzał tylko na mnie i dalej wcinał jajecznicę na maśle. Poszłam więc do sypialni ubrać się w coś lekkiego, założyłam delikatną koronkową bieliznę, jeansowe szorty i kremowy top. Związałam mokre włosy w gumkę i wróciłam do kuchni. Erick właśnie kończył jeść.
-Dziękuję, że na mnie poczekałeś  - powiedziałam złośliwie po czym zajrzałam do lodówki, nalałam sobie soku pomarańczowego i usiadłam po drugiej stronie kuchennego stołu, wlepiając w niego swój wzrok. Odezwij się do cholery, bo zwariuję chyba.
-Ładnie w tym wyglądasz  - wymamrotał w końcu, wzrok miał nieodgadniony.
-Dziękuję panie Evans.
-Byłaś taka piękna na tym basenie, obserwowałem cię cały czas… - to dlaczego do cholery do mnie nie przyszedł?
-To czemu do mnie nie dołączyłeś? - zapytałam.
-Meg musimy porozmawiać… - spojrzał na mnie i przestał jeść - Zabezpieczyłem się tylko raz, kochając się z tobą w tym domu. Musimy dziś odwiedzić lekarza by przepisał ci kolejną tabletkę, zbadał i wyznaczył antykoncepcje - Och! Więc o to chodzi. Nie chciał się kochać, bo nie lubi tego robić w gumce? Egoista!
-A jeśli ja nie chcę przyjmować tabletek? - zapytałam spokojnie, naprawdę nie miałam na to ochoty. Jestem dość roztrzepana, mogę zapominać je przyjmować i będziemy mieli problem. Taki był fakt, a wolałam nie ryzykować, ani ja ani Erick nie byliśmy na to gotowi.
-To są plastry albo zastrzyki. Lekarz ci doradzi co będzie najlepsze. Ubiorę się i pojedziemy, dobrze? - zapytał jednak było to pytanie retoryczne. Kiwnęłam głową na zgodę i upiłam łyk pysznego zimnego soku.
-Kiedy ta klimatyzacja będzie gotowa? Tu jest niemiłosiernie gorąco! - powiedziałam wachlując się własną dłonią.
-Dziś powinni to skończyć, zadzwonię do nich jak będziemy jechać. Idę się ubrać i jestem gotów. Poczekaj chwilę maleńka - skinęłam głową, że poczekam i puściłam mu buziaka w powietrze. Uśmiechnął się tajemniczo i zniknął za ścianą.

-Ja prowadzę! - wyrwałam mu kluczyki z dłoni i przebiegłam obok.
-Jeśli chcesz - odpowiedział wesoło i założył okulary przeciwsłoneczne. Był jak zawsze seksowny. Jasne jeansy do kolan i koszulka polo pasowały idealnie do jego atletycznej budowy, sportowe buty dopełniły wizerunku.
Podeszliśmy do białego volvo, które podobno należało do mnie. Wsiadłam po stronie kierowcy, nigdy nie siedziałam za kółkiem takiego dużego i ekskluzywnego auta. Włożyłam kluczyk i przekręciłam delikatnie, silnik od razu zareagował.
-Podekscytowana?-  spojrzał na mnie wesoły jak mały chłopczyk.
-Jeszcze jak! - podsunęłam fotel bliżej, poprawiłam lusterka - Gotowy na ostrą jazdę panie Evans? - zapytałam nie mogąc opanować uśmiechu.
-Bez szaleństwa maleńka!  - położył dłoń na mojej, jakby chciał mnie uspokoić.
-Wiem wiem Evans, nie bój się!
-Nie boję się o siebie Meg -  dodał spokojnie i zapiął mi i sobie pas. Nie wiem czy się kiedyś do tego przyzwyczaję? 

Ruszyliśmy powoli w drogę. Erick nastawił GPS by naprowadził mnie do szpitala w Jersey City. Jechało się cudownie, samochód mknął lekko. W pewnym momencie rozpędziłam się prawie do 180 kilometrów na godzinę, a Erick spojrzał na mnie dziwnie.
-Co? Prosta, pusta droga jest! - powiedziałam widząc, że się gapi.
-Seksowny z ciebie kierowca! - pożerał mnie wzrokiem
-Przestań, muszę się skupić na jeździe panie Evans! - sprowadziłam go na ziemię ale roześmiałam się w głos.
-Dobrze już dobrze, jedź, ale zwolnij trochę. Chyba, że chcesz dostać mandat -  wyprostował nogi i rozsiadł się w fotelu. Chyba czuł się bezpiecznie i ufał mojej jeździe. Ale jestem z siebie dumna! To tata nauczył mnie jeździć jak miałam 17 lat.

Podjechałam pod szpital miejski. Erick powiedział, że mam umówiona wizytę z doktorem Sanchezem ,a on w tym czasie coś załatwi. Zostawiłam mu kluczyki, cmoknęłam w policzek i weszłam do szpitala. Pani z recepcji  pokierowała mnie na 4 piętro do pokoju 1312. Usiadłam przed gabinetem i czekałam. Kilka kobiet przechodziło się korytarzem z wielkimi brzuchami. To chyba był oddział ginekologiczny. No a jaki miał być Donell? Zapytało mnie ironicznie moje wewnętrzne „ja”. Zaczęłam się denerwować. Miałam prawo, fakt faktem była to moja pierwsza świadoma wizyta u ginekologa.

-Dzień dobry pani Donell! Zapraszam do gabinetu - powiedział nagle młody mężczyzna ubrany w biały kitel. No jasna cholera to chyba nie mój lekarz?  Zawstydziłam się od razu i oblałam rumieńcem. - Doktor Filip Sanchez! -  przedstawił się i wyciągnął do mnie dłoń. No cudownie! Nie dość, że jest młody to oczywiście przystojny.  Ciemniejsze włosy i śliczne niebiesko-zielone oczy, które wpatrują się we mnie dość intensywnie. 
W zwykłych jeansach i koszulce na pewno prezentuje się jeszcze lepiej niż w białym, szpitalnym fartuchu.
-Dzień dobry panie doktorze -  podałam mu dłoń i uśmiechnęłam się lekko. Udawałam, że się nie denerwuję.
-Erick zadzwonił tak nagle i panią umówił. Z czym przychodzimy? - zapytał wesoło. No kurwa mać, w dodatku kolega Ericka. Czy on może mnie przestać stawiać w takich głupich sytuacjach?



11 komentarzy:

  1. Czytam czytam i nie mogę się naczytac :) jakieś dwa dni temu skończyłam czytać " Na szczycie " i książka siedzi mi w głowie. Nie powiem sceny które nie zawsze mi się podobały ale książka tak mnie wciągnęła że szok :) więc na pewno sięgnęła po kolejny tom. Tylko jak długo trzeba na niego czekać? Czy wytrzymam ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ochhhh jest i ON...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy będzie kolejny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Minął poniedziałek i kolejnych rozdziałów nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za ciacho z tego ginekologa :)

    OdpowiedzUsuń