Premiera już w lipcu!

wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 15

-Doktorze... - zaczęłam nieśmiało.
-Filip, proszę - wtrącił uprzejmie i dał mi mówić dalej.
-Ok...- bąknęłam i miałam ochotę zapaść się pod ziemię - Potrzebuję antykoncepcji i... - Boże co za żenada! Czemu tu nie ma ze mną Ericka?
-Potrzebujecie tabletki po, tak? - na szczęście domyślił się o co mi chodzi -  A jaki rodzaj antykoncepcji cię interesuje? - zapytał notując coś w karcie.
-Na pewno nie tabletki, myślę o zastrzykach lub plastrach -  o tym powiedział mi Erick więc nie zrobiłam z siebie totalnej idiotki. Filip pewnie nie miał pojęcia, że to moja pierwsza w życiu wizyta u ginekologa.
-Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę? - dalej notował.
-Nie pamiętam, bo byłam ponad 6 tygodni w śpiączce - odpowiedziałam, nie miałam pojęcia czy o tym wie.
-Przepraszam zapomniałem, Erick mówił mi o tym. Dobrze rozbierz się i zapraszam na fotel -  wstał od biurka i wyszedł, bym przebrała się w dziwną koszulę. Weszłam niepewnym krokiem na to dziwne pseudo łóżko i usiadłam skrępowana. Wyglądało to trochę jak przyrząd do tortur,a nie ginekologiczny fotel.
-Włóż nogi w te miejsca, już do ciebie idę - pokazał ręką na metalowe wgłębienia na szczycie łóżka. To chyba najbardziej żenujący moment mojego życia. Mam się rozkraczyć przed kolegą Ericka, który pewnie wie o mnie więcej niż mogę sobie wyobrazić. Filip usiadł między moje nogi z białą maseczką na twarzy, na dłoniach miał lateksowe rękawiczki. Wbiłam wzrok w sufit i udawałam, że wszystko jest w porządku, w środku jednak płonęłam ze wstydu.
-Nie wstydź się Megan. Jestem lekarzem i robię to codziennie. Takie widoki to dla mnie chleb powszedni -  mówił jakby nigdy nic. Człowieku rozmawiasz z moją waginą, a nie ze mną! Przestań się odzywać i zrób co trzeba, bo zaraz ucieknę... Czułam jak delikatnie wkłada we mnie jeden palec i zaczyna mnie badać.
-Współżyliście dziś? - zapytał jakby chodziło o pogodę. O mój Boże!
-Tak - zakwiliłam cicho, zawstydzona jak chyba nigdy wcześniej. Większej żenady nie jestem w stanie sobie wyobrazić.
-Bez zabezpieczenia? - kontynuował moją torturę.
-Tak -  powtórzyłam.
-Teraz może być nieprzyjemnie - powiedział i faktycznie poczułam nieprzyjemne kłucie i nacisk na podbrzusze, skrzywiłam się - Muszę cię zbadać i zrobić wymaz na cytologię -  dodał przepraszająco. Po chwili skończył - Możesz się ubrać Meg - na szczęście ale moje zażenowanie i tak sięgnęło zenitu.
-Skoro mówisz, że nie chcesz tabletek najlepszym rozwiązaniem dla ciebie będą zastrzyki. Robi się je co miesiąc więc będziesz musiała regularnie mnie odwiedzać, ale myślę, że Erick dopilnuje byś zjawiała się na wizyty. Masz tu skierowanie na usg brzucha i piersi. Masz powiększoną macicę, bo właśnie dostałaś miesiączki więc możemy od razu zrobić pierwszy zastrzyk -  Że co? Dostałam miesiączki na fotelu ginekologicznym? To mogło się przytrafić tylko mnie. Chociaż wyjaśniły się te silne skurcze, które dopadły mnie w sklepie.
-A co z tą tabletka po?-  zapytałam nieśmiało.
-Skoro dostałaś miesiączki znaczy, że miałaś dni względnie niepłodne. Jednak nie będziemy ryzykować, zaraz ci przyniosę. Ale uważajcie następnym razem, bo nie można ich przyjmować tak często, a to już twoja druga -   no oczywiście, że o tym też wie. Erick pewnie tamtego dnia od niego ją załatwił dlatego go tak długo wtedy nie było. Gdy Filip wypisywał mi skierowanie, do gabinetu wszedł Erick.
-Witaj Filipie, wszystko w porządku? -  rozsiadł się na krześle obok i objął mnie ręką - Co tam maleńka? -  uśmiechnął się tym swoim niemożliwie seksownym uśmiechem.
-Cześć Ericku. Tak wszystko jest w normie, masz piękną i zdrową kobietę - kolejny raz spłonęłam, bo zabrzmiało to nieźle dwuznacznie.
-Cieszy mnie to, a jaki rodzaj antykoncepcji wybraliście? - zaczęli rozmawiać jakby mnie tu w ogóle nie było, a ja miałam ochotę po raz kolejny zapaść się pod ziemię.
-Zastrzyki, zaraz zrobię pierwszy, bo Meg dostała miesiączki -  Erick spojrzał na mnie i dodał.
-To pewnie od tego ten skurcz co cię w sklepie złapał - stwierdził z troską.
-Jaki skurcz? - zapytał Filip.
-Meg nic nie mówiłaś? -  zapytał karcąco, pokręciłam jedynie głową, bo nie byłam w stanie wypowiedzieć nawet słowa - Wczoraj w sklepie złapał ją straszny skurcz, że prawie zemdlała, dziś rano też je miała.
-To niedobrze. Miewałaś tak wcześniej Meg? - zapytał Filip.
-Zdarzało się, że miałam skurcze ale ten wczoraj był wyjątkowo silny - zrobił dziwną minę i wziął Ericka na bok. Po chwili wrócili. Czułam się naprawdę niekomfortowo w tej sytuacji.
-Musimy zrobić dodatkowe badanie Meg. Wiem co się wydarzyło i nie można bagatelizować takich skurczy. Możliwe, że masz jakąś torbiel więc trzeba to sprawdzić. Poczekajcie tu, a ja sprawdzę czy gabinet z USG jest wolny - powiedział Filip i wyszedł z gabinetu. Erick spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Meg! Czemu mu o tym sama nie powiedziałaś?  - wkurzył się.
-Ericku błagam cię! Właśnie przeżyłam najbardziej żenującą chwilę mego życia: twój kolega siedział między moimi nogami, pytając się czy dziś współżyliśmy, a potem dowiedziałam się, że właśnie dostałam okres! Nie dowalaj mi, bo się zamknę w sobie! - powiedziałam i roześmiałam się w głos, to chyba z nerwów.
-Oj maleńka, co ja się z tobą mam? - Przytulił mnie i pocałował -  Mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze.

Filip wrócił po nas gdy zwolnił się gabinet do USG. Miałam jakieś dziwne przeczucie, a emocje we mnie buzowały. Położyłam się niepewnie na kozetce, a Filip posmarował mi podbrzusze i brzuch zimnym żelem i przystawił głowice. Zaczął przyglądać się mało znaczącym dla zwykłego człowieka, rozmazanym obrazkom. Wpatrywaliśmy się w nie z Erickiem, zerkając na siebie pytająco. 
-No i? - zapytał zniecierpliwiony Erick.
-Poczekaj! - powiedział poważnym tonem, co nie spodobało mi się. Wyczułam, że coś jest nie tak. Patrzył w ten monitor jakby czegoś tam szukał.
-Nie wiem jak to wam powiedzieć - oderwał głowicę od brzucha i wytarł pozostałości żelu. Erick zrobił się blady, pewnie pomyślał o tym co ja.
-Filip powiedz do cholery! Jest w ciąży?- zapytał z przerażeniem w głosie, a mnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wstrzymałam oddech wpatrując się w Filipa. On także patrzył prosto na mnie.
-Jeśli się nie mylę to dzisiejsze krwawienie i wczorajsze skurcze to nie miesiączka Megan, wydaje mi się... znaczy jestem pewien, że właśnie poroniłaś. Nie robili ci badań w szpitalu pod tym kątem?-  Erick zdębiał stojąc obok mnie, a ja dobrze, że leżałam bo chyba zrobiło mi się słabo.
-Rozumiem, że to dla was szok ale tak czasami bywa. Poronienia zdarzają się nawet do 3 miesiąca bez większych przyczyn, a w przypadku ogromnego stresu jaki przechodzisz i przechodziłaś to było bardzo prawdopodobne. Dziwne tylko, że w szpitalu nie robili ci badań krwi by to wykluczyć - wytłumaczył Filip.
-Dostała środki farmakologiczne po gwałcie więc pewnie myśleli, że nie trzeba tego sprawdzać - wydusił z siebie Erick.
-To niezła gafa ze strony szpitala skoro tego nie sprawdzili. Kiedy miałaś miesiączkę przed wypadkiem Meg? - zapytał spokojnie Filip.
-Jakoś pod koniec kwietnia - wymamrotałam zszokowana.
-Powinni to sprawdzić w szpitalu. Wtedy leczenie wyglądało by inaczej . Wychodzi na to, że był to 6 lub 7 tydzień więc to było twoje dziecko Ericku - dodał Filip widocznie zmieszany i zakłopotany. Ja milczałam... nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. To by się zgadzało... kochaliśmy się w dniu kłótni, czyli 7 maja we wtorek, to wychodzi akurat 7 tygodni.
-Jak to możliwe, że tego nie zauważyłam? Nie miałam żadnych objawów. Mdłości, zachcianek, nic? -  I przecież...zastanowiłam się właśnie czy ja na pewno wzięłam ta tabletkę po? O Boże! Chyba nie! Ale nie mogła im o tym powiedzieć. Erick byłby zły, że jestem taka nierozważna. Zdusiłam w sobie jęk i udałam, że nie wiem co chciałam powiedzieć.
-Miałaś apetyt ostatnio - dodał spokojnie Erick, trzymał mnie cały czas za dłoń. Czułam jednak jak się zdenerwował.
-Megan leżałaś w śpiączce, dostawałaś silne leki. Była niewielka szansa, że ciąża się utrzyma. Nawet jeśli by się udało to dziecko mogło być chore albo upośledzone. Zostałaś brutalnie pobita i zgwałcona, a leki które ci podawali na pewno wpłynęłyby na ciążę. W waszej sytuacji lepiej, że tak się stało, jednak uważam, że szpital dał ciała -  powiedział spokojnie ale widać było, że niezręcznie się czuje. Wszystkim nam było w tym momencie cholernie dziwnie.
-Skąd wiesz, że poroniłam skoro już tam nic nie ma? - zapytałam jedynie.
-Lata praktyki Megan. Masz powiększoną macicę no i to krwawienie, skurcze. Najlepiej byś została na obserwację by się upewnić, że nic ci nie grozi. Zrobimy badania. Miałaś krwotoki więc musimy sprawdzić czy nie dojdzie do tego ponownie.
-Zostać na obserwację? - pisnęłam. Nie no, tylko nie to! Ostatnio szpital był jak drugi dom. Kiedy to w reszcie się skończy do jasnej cholery?!
-Tak Meg, zostaniesz w szpitalu, przywiozę ci rzeczy. Musimy się upewnić czy nic ci nie grozi - stwierdził Erick. Widziałam na jego twarzy totalny szok ale nie ulgę. Ja też nie wiedziałam jak mam się teraz czuć?
-Nie chcę tu zostać! - zdenerwowałam się - Mam dość szpitali i lekarzy, bez urazy Filipie. Chcę wrócić do domu, czuje się dobrze! - protestowałam. 
-Oczywiście możesz odmówić jednak nalegam, w twoim stanie trzeba dmuchać na zimne -  upierał się Filip, a Erick oczywiście trzymał jego stronę.
-Czy ja w ogóle mam jakiś wybór? - powiedziałam niezadowolona i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Czy mogło tak być, że przyczyną poronienia było to, że współżyliśmy... dość często po tym jak wypisali ją ze szpitala?  - zapytał Erick, w ogóle się nie krępował, a mi policzki znowu zaczęły płonąć. O matko!
-To raczej mało prawdopodobne. Nie myślcie o tym za dużo, to się zdarza. Możliwe, że płód był uszkodzony więc nie byłoby szans na donoszenie ciąży. Pobiorę ci krew.
- Do zapłodnienia musiało dojść w okolicy 10 maja, mniej więcej, skoro nie pamiętasz dokładnej daty ostatniej miesiączki.
-Akurat wtedy... -  zaczęłam głośno myśleć ale ugryzłam się  w język. Erick spojrzał na mnie.
-Czy coś jej w tym momencie grozi? Oprócz tych skurczy w sklepie nic nie mówiła, że się źle czuje - zapytał zatroskany, chyba tam samo jak ja nie mógł uwierzyć w to co się stało.
-Wygląda na to że wszystko jest w porządku, ale we ze względu na krwotoki, które miewała trzeba odczekać i się upewnić -  Filip pisał coś w mojej karcie, odpowiadając automatycznie.
Pielęgniarka przyszła pobrać mi krew, a ja musiałam nasiusiać do plastikowego kubeczka. Perspektywa kolejnej nocy w szpitalu mało mi odpowiadała ale wiedziałam, że Erick nie odpuści. W sumie sama chciałam mieć pewność, że nie dostanę nagle krwotoku w drodze albo w domu.
-Pojadę  po twoje rzeczy Meg. Wrócę jak najszybciej się da....Mogę tu z nią zostać, prawda?  - zapytał Filipa.
-Tak. Dam wam pojedynczą salę, będziecie mieć spokój. Na ginekologii ogólnie nie dzieje się za wiele, chyba, że mamy trzy porody naraz -  powiedział rozbawiony. To chyba taki lekarski żart.

Filip odprowadził mnie na salę bym się położyła. Dostałam jakieś leki i miałam odpoczywać. Jakby cokolwiek się działo, miałam zadzwonić alarmem po pielęgniarkę. Po prostu cudownie. Kolejna noc w szpitalu. Czy tylko ja mam takie szczęście? Gdy leżałam tak sama w jasnej sali, zaczęło docierać do mnie co tak naprawdę się wydarzyło. Nosiłam w sobie dziecko Ericka, a nawet o tym nie wiedziałam. Piłam alkohol, balowałam w klubie no i potem ten cały gwałt i pobicie. Maleństwo nie miało najmniejszych szans, a co by było gdybym jednak nie poroniła? Miała bym teraz pod sercem maleńkie życie, które rozwijałoby się i było zależne tylko ode mnie. Na tę myśl ogarnęło mnie dziwne uczucie ogromnej straty. Sama byłam zaskoczona moją reakcją. Przecież nie chciałam mieć teraz dzieci, nigdy o tym nie myślałam i wiem, że Erick był takiego zdania jak ja. Dziwne to wszystko. W moim życiu dzieję się zdecydowanie za dużo. Powinnam trochę od tego odpocząć. Może poproszę Ericka byśmy gdzieś wyjechali tylko we dwoje? Gdzie nikt nas nie będzie znał. Miałam trochę oszczędności na koncie więc Erick nie musiałby płacić za wszystko. To chyba dobry pomysł. Z tych wszystkich emocji udało mi się zdrzemnąć. Obudził mnie Erick  który wrócił i przywiózł mi i sobie, kilka potrzebnych drobiazgów. Widziałam, że nie wie jak się do mnie odezwać. Czułam, że boi się mnie zapytać o cokolwiek, więc sama zaczęłam.
-Szok! Co? - nie potrafiłam podejść do tego inaczej niż udając, że wszystko jest w porządku.
-Przykro mi Megan. Nie sądziłem, że to w ogóle jest możliwe - powiedział jakby obwiniał się o to, a to ja nie wzięłam tej tabletki, którą mi dał. Idiotka ze mnie!
-Przecież nie chciałeś dzieci? - powiedziałam pytająco, a Erick zaskoczył mnie swoją reakcją.
-I nie chcę, teraz. Ale gdybym wiedział, że jesteś w ciąży nie wiem co bym zrobił, może to  był znak? Znak, że ktoś chce byśmy byli razem mimo wszystko, a dziecko jest czymś co łączy ludzi ze sobą już na zawsze. Więc gdy usłyszałem, że właśnie poroniłaś dziwnie się poczułem. Jakbym coś stracił... -  Boże przecież ja poczułam dokładnie to samo. Jak ja kocham tego faceta. Jesteśmy do siebie tak podobni, a jednocześnie tak różni. Czy to w ogóle możliwe by los chciał połączyć nas ze sobą mimo wszystko?
-Ericku nie możesz się znowu obwiniać, Filip powiedział, że była znikoma szansa. Ostatnie wydarzenia ciężko się na nas odbiły, ale teraz będzie.... musi być tylko lepiej -  pocieszałam go ale sama potrzebowałam pocieszenia.
-Maleńka są takie sprawy o których musimy porozmawiać, ale tak bardzo się boję... Boję się, że cię stracę. Nienawidzę siebie za to, że będę musiał ci w ogóle o tym mówić. Odkładam tą rozmowę z dnia na dzień ale wiem, że w końcu poznasz prawdę. Nie chcę cię tak trzymać w niewiedzy ale sam muszę się przygotować na ten moment w którym wszystkiego się dowiesz -  mówił skruszony i winny. Byłam bardzo ciekawa co on chce mi powiedzieć ale nie chciałam go naciskać. To musiało być naprawdę coś strasznego skoro bał się, że go zostawię. Ja jednak już wcześniej sobie obiecałam, że będę z nim mimo wszystko. Nawet jeśli ta prawda miałaby być najgorszą z najgorszych.
-Wiem Ericku. Powiedz kiedy będziesz na to gotów. Czeka nas teraz ciężki czas, mówiłeś,  że rozpoczyna się proces. Chciałam cię więc prosić byśmy wyjechali gdzieś, chociaż na tydzień. Na krótkie wakacje, naładować akumulatory przed tą batalią, która nas czeka.

Spojrzał na mnie, chyba go tym bardzo zaskoczyłam. Milczał chwilę, a kąciki jego ust delikatnie zaczęły się unosić.
-Jesteś niesamowitą kobietą Meg. Oczywiście, że pojedziemy, gdzie tylko sobie zamarzysz -rozweselił się i położył się obok na łóżku, obejmując mnie ramieniem.
-Myślałam o jakimś ciepłym egzotycznym miejscu, ale nie mam nic konkretnego na myśli. Byle była tam spokój i cisza.
-Chyba znam odpowiednie miejsce -  powiedział i uśmiechnął się tajemniczo- Jak stąd wyjdziesz zarezerwuje lot.
-Tak się cieszę, że spodobał ci się mój pomysł Ericku! - podskakiwałam jak mała dziewczynka - To znaczy gdzie polecimy? - zapytałam ciekawa.
-Niech to będzie niespodzianką.
-Nie no powiedz mi! Nie wytrzymam tej niepewności! - on chyba sobie żartował, ze wszystkiego musiał robić tajemnice.
-Nie będziesz żałowała, uwierz mi - uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek głowy.
Co ten facet ze mną wyprawiał? Byłam w stanie zrobić dla niego wszystko, nawet lecieć na drugi koniec świata... w ciemno. Ufałam mu we wszystko co mówił, był najważniejszą osobą w moim życiu. Za nic nie chciałabym go stracić.

Resztę dnia spędziliśmy leżąc wtuleni w siebie na szpitalnym łóżku. Czułam się dobrze. Wieczorem Filip przyszedł i powiedział, że wyniki badań mam w normie więc rano mnie wypiszą. Niebezpieczeństwo wystąpienia krwotoku zniknęło. Zapytałam też czy mogę lecieć na wakacje, na szczęście nie miał żadnych obiekcji. Razem z Erickiem zaczęliśmy planować, że będziemy leżeli całe dnie na plaży, opalać się i sączyć drinki z palemką. Byłam bardzo podekscytowana wyjazdem, dopóki Filip nie wrócił.
-Zapomniałem jeszcze o jednym. Po poronieniu nie powinniście współżyć od 2 do 3 tygodni. Będziecie musieli się powstrzymać na urlopie - powiedział wyraźnie zadowolony z naszych kiepskich min.
-Chyba żartujesz?! - oburzył się Erick i wstał z łóżka - A to niby dlaczego? - dopytał.
-Tak się zaleca gdy kobieta poroniła, ale masz rację ... straszę was tylko - roześmiał się - Ale musicie uważać i się zabezpieczać by nie było podobnej sytuacji. Bądźcie też w miarę możliwości cicho i nie rozwalcie mi łóżka, bo dyrektor będzie mi głowę suszył - mówił dalej ewidentnie rozbawiony. No bardzo śmieszne. Naprawdę! 
-A co z antykoncepcją? – zapytałam -  Możemy teraz jakąś zastosować?
-W obecnej chwili raczej bym odradzał. Poczekałbym na pierwszą normalną miesiączkę i dopiero wtedy mogę zrobić zastrzyk o którym rozmawialiśmy. Niestety jesteście skazani na prezerwatywy.
-Nienawidzę ich - zachmurzył się Erick - No ale cóż... nie ma wyjścia. Dzięki Filipie za wszystko. Jestem twoim dłużnikiem, pamiętaj!
-Wiem, wiem. Nie ma za co, naprawdę. To moja praca - uścisnęli sobie dłonie - Dobrze nie przeszkadzam wam. Rano przyjdę by dać wam wypis. Dobrej nocy.

Gdy wyszedł oboje roześmialiśmy się w głos na myśl o swoich minach gdy powiedział, że mamy się wstrzymać 3 tygodnie. Kto by tyle wytrzymał? Ustaliliśmy, że nie bierzemy żadnych rzeczy na wakacje oprócz dokumentów i podręcznych drobiazgów. Erick zaoferował się, że za wszystko oczywiście zapłaci, a na miejscu kupimy potrzebne rzeczy.  Nie miałam siły się z nim o to droczyć. Chciałam mu zrobić w zamian jakiś prezent w ale nie miałam pojęcia co można kupić człowiekowi, który ma wszystko? A jeśli nie ma to znaczy, że nie chce tego mieć lub zaraz to zdobędzie. Tyle ostatnio rozmawialiśmy, o odłożonym ślubie Kim i Roba, o moim przepadłym egzaminie, a ja nadal kompletnie nie wiedziałam kto zajmuje się jego firmą, gdy on przebywa ciągle ze mną? Mógł tak zostawić całe swoje imperium i pozwolić sobie na powierzenie doradcom zarządzanie firmą? Ta myśl nie dawała mi spokoju, jednak Erick nie był wylewny żeby cokolwiek mi mówić. Irytowało mnie to ale obiecałam, że nie będę naciskać i wypytywać. Dałam mu czas. 

Późnej nocy przebudziłam się w jego ramionach.  Potrzebowałam skorzystać z łazienki. Wymknęłam się z jego objęć i skierowałam się w stronę ubikacji na końcu korytarza. To nie była prywatna klinika, tylko szpital miejski, więc nie było łazienek w każdej sali. Szłam długim ciemnym korytarzem, światła przebijały jedynie z sal ciężarnych kobiet, które w większości już spały. Spojrzałam na jedną młodą dziewczynę w zaawansowanej ciąży. Była bardzo młoda, miała najwyżej 16 lat. Leżała na łóżku, dłońmi głaskała swój brzuszek, patrzyła w okno i zauważyłam, że płacze. Zastygłam wpatrując się w nią dłuższą chwilę, zrobiło mi się jej żal. Ciekawe czy ktoś ją wspiera czy została z tym zupełnie sama? Ta myśl nie dawała mi spokoju, jednak gdy nagle odwróciła wzrok i spojrzała na mnie, speszyłam się i poszłam szybkim krokiem do łazienki. Wracając do swojej sali, zobaczyłam salę w której leżały noworodki. Z ciekawości podeszłam do szyby. Wszystkie spały jak aniołki w miękkich słodkich becikach. Nie wiem jak kobiety rozróżniają, że to ich dziecko, dla mnie wszystkie wyglądały do złudzenia podobnie. Zapach zasypki dla dzieci i oliwki unosił się na całym oddziale. Patrzyłam na te maleńkie nóżki i rączki, gdy ktoś zaszedł mnie od tyłu.
-Hej. Co tu robisz?-  szepnął mi do ucha Erick.
-Byłam w łazience. Słodkie co? - zapytałam pokazując na maleństwa.

-Ty jesteś słodka kochanie. Chodź spać - Złapał mnie za rękę i delikatnie pociągnął za sobą do naszej sali.

3 lipca, środa

-Musimy podjechać do apteki - oświadczył Erick gdy wychodziliśmy ze szpitala na parking, gdzie zaparkował wczoraj moim białym cudownym volvo. Moim volvo? Nadal nie mogłam się do tego przyzwyczaić. 
-Do apteki? - spojrzałam pytająco.
-Muszę kupić zapas prezerwatyw na wyjazd. Lecimy dziś wieczorem - odpowiedział bardzo z siebie zadowolony. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
-Dziękuję.
-Do usług panno Donell.
-Jak udało ci się tak szybko załatwić wycieczkę? Jest sezon - pytałam dociekliwie by chociaż troszkę się dowiedzieć.
-To nie wycieczka Meg, lecimy moim samolotem do miejsca, które należy do mnie - Jak zwykle tajemniczy, nie dał się podejść.
-Masz samolot? - zapytałam zdziwiona. Z drugiej jednak strony chyba nic mnie już nie zdziwi. Erick Evans miał i mógł mieć dosłownie wszystko. 
-Tak mam maleńka - odpowiedział wprost. 
-To dlaczego nie poleciałeś nim do Dubaju? - drążyłam dalej. Nie wiem czemu akurat o tym pomyślałam? 
-Akurat wtedy Sandra była z matką we Francji na nartach, pożyczyłem im go by nie musiały się tłuc po lotniskach -  no tak, przecież się tam wybierały - Mama wróciła w niedzielę gdy tylko dowiedziała się stało się poprzedniej nocy.
-Nawet jej za to nie podziękowałam, że tak dobrze się mną tam opiekowali -  zasmuciłam się na tą myśl.
-Nie musisz jej dziękować. Nawet sobie nie wyobrażasz jaka ona jest wdzięczna tobie maleńka - Erick pogładził mnie delikatnie po policzku.
-Ona mi? Za co niby? - spojrzał na mnie swoim świdrującym spojrzeniem.
-Bo nikt mnie nigdy nie uszczęśliwiał tak jak Ty. Ona o tym doskonale wie. Jest moja matką i chce bym był szczęśliwy. Gdy leżałaś w śpiączce, codziennie mnie pocieszała i dawała nadzieję, że się obudzisz. Tego ranka, przed tym jak się przebudziłaś, powiedziała mi, że jeśli wszystko skończy się dobrze, mam cię już nigdy nie opuszczać i zrobić wszystko by z tobą być - zaskoczyły mnie jego słowa. Nie sądziłam, że jego mama tak mnie lubi. O ile można to w ogóle tak określić. 
-Chciałabym się z nią spotkać jak wrócimy, jeśli to oczywiście możliwe... Muszę też zadzwonić do rodziców że wyjeżdżamy, bo będą się martwić.
-Już dzwoniłem Meg. Mówiłem przecież, że nie możesz się z nikim teraz kontaktować. Mam cię od nich ucałować i powiedzieć, że gdy wrócimy zapraszają nas na obiad - powiedział spokojnie i włączył silnik. Dlaczego to on prowadzi?
-To bezpieczne takie spotkanie? - zapytałam.
-Zorganizuję to tak, że nikt kto nie powinien, się o tym nie dowie maleńka. Zaufaj mi - gładził delikatnie moje palce.
-Ufam ci Ericku - podniosłam jego dłoń i pocałowałam po knykciach. Uśmiechnął się wyraźnie zadowolony.

Zatrzymał się przed apteką i kazał mi chwilę poczekać w samochodzie. Było upalne lipcowe przedpołudnie. Czuć było duszne wilgotne powietrze, które zwiastowało burzę. Urlopowicze, studenci pędzili na plaże by korzystając ze słońca, na promenadzie jak zwykle o tej porze był tłum. Erick wrócił po 10 minutach z torebką w której znajdowało się kilkanaście paczuszek prezerwatyw.
-Aż tyle? - zapytałam spoglądając jednoznacznie na wypadające z torebki małe kartoniki.
-Lepiej żeby nam nie zbrakło - uśmiechnął się uwodzicielsko i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Zajechaliśmy także zjeść obiad we włoskiej restauracji. Gdy dotarliśmy na naszą posiadłość, dom był pełen robotników, którzy próbowali zamontować klimatyzację. Mieli z tym jednak spory problem. Erick powiedział, że musi wykonać kilka telefonów i żartował, że musi upewnić się czy jego imperium jeszcze w ogóle istnieje. Wiedziałam ile ryzykuje tym, że opiekuje się mną cały czas. Gdy pomyślałam ile dziennie tracił pieniędzy przez swoją nieobecność  dopadły mnie wyrzuty sumienia.
-I jak? - zapytałam gdy wyszedł z gabinetu. Siedziałam w kuchni przy stole i jadłam lody czekoladowe.
-Nadal jestem w czołówce najbogatszych - powiedział i pokazał kciuk do góry. Widziałam, że go to bardzo rozbawiło.
-Nawet jeśli byś zbankrutował i tak bym cię kochała - rzucił mi tajemnicze spojrzenie, podszedł by mnie objąć i złożyć pocałunek na mych ustach.
-Czekoladowe usta mmmmm.... ciekawe jak takie lody smakowały by z twojego pięknego ciała? - wbił we mnie wzrok i czekał jak zareaguję.
-Dom jest pełen robotników Ericku... - szepnęłam mu do ucha.
-Znam kilka miejsc w których będziemy zupełnie sami, maleńka - powiedział i podsadził mnie na kuchenną wyspę, a jego dłoń od razu powędrowała na . Drugą chwycił mnie pod kolanem i przyciągnął do siebie.

4 komentarze:

  1. Dopiero co poroniła i wyszła ze szpitala i już sex??? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie marnują czasu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog ! Czekam na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) kolejny rozdział właśnie się pojawił :)

      Usuń