Premiera już w lipcu!

czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 5

Przebudziły mnie promienie słońca wpadające do sypialni. Był ciepły majowy poranek. Nowy Jork budził się do życia po sobotnich imprezach, bankietach, wystawach. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia jak ten jeden poranek może wpłynąć na najbliższą przyszłość. Gdy zorientowałam się gdzie jestem i trochę oprzytomniałam, poczułam jak ktoś obejmuje mnie  pasie, a głowę przytuloną ma w moje włosy. Bałam się poruszyć by go nie obudzić, odkręciłam tylko lekko głowę by na niego popatrzeć. Zaskoczona tym, że w ogóle tu jestem i śpię z nim w jednym łóżku prawie się nie ruszałam.  Spał jak niemowlak, po wyrazie jego twarzy widać było, że jest zrelaksowany. Klatka piersiowa unosiła się delikatnie, a jego oddech był spokojny. Zapatrzyłam się na niego przez dłuższą chwilę po czym odwróciłam głowę by jeszcze chwilę pospać.


-Dzień dobry - usłyszałam jego lekko ochrypły głos, ton miał spokojny i miły.
-Obudziłam cię przepraszam - bąknęłam cicho i od razu poczułam to uczucie w dole brzucha, które towarzyszyło mi od chwili w której go zobaczyłam. Żaden inny mężczyzna tak na mnie nie działał. Nigdy. 
-To najmilsza pobudka jaką można sobie zamarzyć panno Donell - odpowiedział pewny siebie po czym podniósł się i oparł plecami o szczyt łóżka.
-Wyspałaś się Megan? - zapytał z zaciekawieniem.
-O dziwo tak. To łóżko jest najwygodniejsze na świecie - stwierdziłam z uśmiechem po czym przeciągnęłam się i poczułam totalnie zrelaksowana. W świetle poranka jego oczy robiły na mnie dalej ogromne wrażenie, jednak już mnie tak nie onieśmielały. Gdy tak leżał oparty o łóżko, bez garnituru, idealnie ułożonych włosów i z porannym oddechem wydał mi się bardziej ludzki niż wcześniej.
-Śniadanie? -  zapytał krótko po czym wstał. O kurwa! On jest nagi. Natychmiast odwróciłam wzrok, który niestety zdążył wszystko obejrzeć... wraz z pośladkami i jego męskością, która była lekko powiększona. No dobra... wcale nie lekko ale poranny wzwód to przypadłość wszystkich zdrowych mężczyzn na tej planecie. To nic dziwnego Megan. To nic dziwnego...
-Erick ubierz się do jasnej cholery! Chcesz żebym zawału dostała? Spałeś nagi cała noc? -odpowiedziałam i roześmiałam się w głos. To chyba z emocji i nerwów. Nic nie poradzę na to, że przy nim trudno było zapanować nad czymkolwiek.
Pewny siebie odwrócił się do mnie przodem oczywiście nie zasłaniając nic.
-Często śpię nago panno Donell - odpowiedział równie rozbawiony jak ja i dodał - Śmieszy panią mój widok?
Zasłaniając oczy rękoma, odpowiedziałam.
- Wręcz przeciwnie panie Evans ale nie jestem przyzwyczajona do widoku nagiego mężczyzny obok mnie z samego rana - czy kiedykolwiek indziej. Dodałam w myślach.
-Kiedy ostatnio z kimś spałaś? - zapytał bezczelnie, a mnie zamurowało. Co ja mu miałam powiedzieć? Po pierwsze to nie jego sprawa, a po drugie nigdy z nikim nie spałam. Postanowiłam skłamać.
-To chyba nie pańska sprawa panie Evans, ale jeśli już musi Pan wiedzieć to dość dawno temu! -  odpowiedziałam zmieszana po czym wstałam i uciekłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że oczy mi błyszczą jak nigdy. Zauważyłam też przygotowane świeżo ręczniki więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Weszłam do kwadratowej kabiny, po czym dotknęłam panelu sterującego i z deszczownicy zaczęła lecieć na mnie przyjemnie ciepła woda. Od razu się rozluźniłam, sięgnęłam po szampon i żel do mycia ciała. Piękny egzotyczny zapach wypełnił całą łazienkę. Po dłuższej chwili relaksu, owinęłam włosy ręcznikiem i ubrałam się w śnieżnobiały szlafrok. Domyśliłam się, że było to przygotowane specjalnie dla mnie. Wyszłam z łazienki ale Ericka już nie było w sypialni więc poszłam do kuchni. Wychodząc  spojrzałam z góry na cały przestronny salon i kuchnie, jego jednak dalej nigdzie nie widziałam. Zeszłam po drewnianych schodach na dół i usiadłam przy kuchennej wyspie. Poczułam cudowny zapach smażonego boczku ale nie wiedziałam skąd dobiega.
-Kawy? - usłyszałam nagle aż podskoczyłam na krześle. Erick wyszedł zza rogu, a w ręku trzymał kubek z parującą, aromatyczną kawą.
-Tak poproszę -  odpowiedziałam cicho, a następnie wzięłam od niego kubek i oparłam się łokciami o zimny blat. Erick był w tych spodniach od piżamy co wczoraj wieczorem i znowu mogłam podziwiać jego piękną klatkę, plecy i ramiona.
-Zaraz będzie śniadanie. Wiem, że to nie twoje dzieło kulinarne ale mam nadzieje, że ci posmakuje.
- A skąd wiesz, że ja dobrze gotuje? - zapytałam zdziwiona.
-Mówiłaś wczoraj, że rola kelnerki była tylko na zastępstwo za koleżankę i że jesteś kucharzem - odpowiedział i spojrzał na mnie podejrzliwie.
-A faktycznie mówiłam ci o tym -  westchnęłam z ulgą, bo pomyślałam już, że wie o mnie więcej niż myślałam.
 -Uczysz się  w  Culinary Institute of America? - zapytał ale przecież znał odpowiedź na to pytanie. Tylko skąd?!
-Tak właśnie kończę, w czerwcu mam egzaminy końcowe - odpowiedziałam jak z automatu zaszokowana jego wiedzą na mój temat. Wie gdzie mieszkam i gdzie się uczę. Ciekawe czego jeszcze się dowiedział?
- CIA to prestiżowa szkoła. Można tylko pogratulować, że udało ci się zajść tak daleko - powiedział szczerze i się uśmiechnął.
-Bez przesady. Jeśli ktoś ma pasję to chyba nie wielki problem robić to co się lubi? Odpowiedziałam trochę z przekory, bo sama byłam z siebie dumna, że udało mi się tam utrzymać.
-Nie bądź taka skromna Megan, pasja to nie wszystko. Nie zostaje się wybitnym kucharzem bez talentu i ogromu włożonej w to pracy - spuentował szybko po czym podszedł i objął mnie w pasie tak, że udami opierałam się o jego biodra - Musisz nauczyć się przyjmować pochlebstwa i komplementy panno Donell.
Moje policzki zrobiły się momentalnie zaróżowione, a jego wzrok totalnie mnie onieśmielił. Spuściłam wzrok by nie napotkać tego intensywnego spojrzenia.
-O tym właśnie mówię, krępuję  cię nawet moje spojrzenie Megan. Jesteś piękna kobietą, nikt ci tego wcześniej nie mówił? - zapytał autentycznie zaciekawiony. Zebrałam się na odwagę i wydusiłam.
-Tak naprawdę to ja nie spotykałam się nigdy z mężczyznami na innym stopniu niż przyjacielskim. Nie miałam na to ani czasu, ani ochoty dlatego jestem nieobyta w takich sytuacjach - teraz to jego zamurowało. Spojrzałam na niego krzywo ale w kąciki ust wkradł mi się delikatny uśmiech. Było coś o czym nie miał pojęcia i nie wiedział co ma powiedzieć. Postanowiłam więc troszkę z niego zażartować.
-Wiesz byłeś pierwszym mężczyzną z którym spałam w jednym łóżku i pierwszym którego zobaczyłam nago. Nigdy wcześniej też nie całowałam się z nikim tak jak wczoraj z Tobą Ericku - powiedziałam to tak poważnie jak tylko mogłam, jednak w środku śmiałam się w niebogłosy. Jego mina była nieoceniona, mało co nie otworzył ust ze zdziwienia po czym puścił mnie, skrzyżował ręce na piersi, wbił swój wzrok w moją twarz i zaczął intensywnie o czymś myśleć. Chyba nie miał pojęcia, że robię sobie z niego jaja.
-Mimo tego, że jestem dorosłą kobietą nie potrafię zachować się odpowiednio w kontaktach damsko-męskich, bo nigdy takich nie miałam. A ty zdecydowanie działasz na mnie, na wszystkie moje bodźce, a ja nie umiem nad tym zapanować. Ogólnie jestem dość wstydliwa ale przy nikim nie krępowałam się tak jak przy tobie Erick - skończyłam swój wykład po czym spojrzałam na niego i czekałam aż coś odpowie. Po dłuższej chwili milczenia obszedł kuchenna wysepkę, oparł ręce na blacie i zapytał.
-Żartujesz sobie ze mnie prawda?
Kurcze on mi nie wierzy, pomyśli że jestem jakąś dziwaczką albo cnotką.
-Mówię serio panie Evans. Jeśli czuje się pan rozczarowany brakiem mojego doświadczenia to chciałam dodać, że nigdy też z nikim nie spałam jeśli wie pan o czym mówię - wypaliłam oczywiście najpierw mówiąc, a dopiero po chwili pomyślałam.
-Jesteś dziewicą Megan? - zapytał jeszcze bardziej zszokowany, patrzył na mnie jakby urosła mi druga głowa. Miałam wrażenie, że był przestraszony, co zaczął  nerwowo drapać się  po porannym zaroście.
-Tak Ericku, właśnie to miałam na myśli. Wiem, że to dziwne w tych czasach ale...
Nie dał mi dokończyć przerywając w pół zdania.
-Dziwne? Dlaczego? Nie musisz mi się tłumaczyć Megan, to rzadko spotykane ale na pewno nie dziwne. Jeśli cię uraziłem moją reakcją to przepraszam ale wszystkiego mogłabym się spodziewać po tak pięknej, ponętnej i seksownej dziewczynie ale nie tego, że nigdy nie była z facetem. Powinienem też przeprosić cię za moje wczorajsze zachowanie, gdybym wiedział nie zachował bym się tak nieodpowiednio.
O rany ale mu głupio. Chociaż raz nie ja musiałam wstydzić się swojego zachowania. Nie spodziewałam się, że zdobędę się na taką szczerość w stosunku do niego. Nie znam prawie tego człowieka, a miałam wrażenie, że mogłabym mu powiedzieć wszystko i zostać zrozumiana w każdej kwestii.
- Nie musisz przepraszać, skąd miałeś wiedzieć? Tak naprawdę nikt oprócz mojego przyjaciela Johna o tym nie wie. Nawet moja rodzona siostra, którą też uważam za przyjaciółkę.
-Nie wyobrażasz sobie Megan jak mi teraz niezręcznie. Chciałem zaciągnąć piękną, seksowną, nieziemsko zgrabną kobietę do łóżka, a tu takie zaskoczenie. W życiu bym się nie domyślił. Przecież możesz mieć każdego faceta, założyłaś się z kimś o to? – zapytał, a w jego oczach nadal było widać zażenowanie i zaskoczenie. Roześmiałam się w głos po czym upiłam łyk pysznej czarnej kawy i odpowiedziałam.
-Założyłam? Myślisz, że mam pierścień czystości i czekam do ślubu?
-No to dlaczego? - wymamrotał i podszedł do mnie tak blisko jak tylko mógł bez dotykania.
-Po prostu. Nie spotkałam odpowiedniego faceta na swojej drodze. Nie czekam do ślubu jeśli o to pytasz. Nie jestem też cnotką, po prostu nie daje ponieść się emocjom w nieodpowiedniej do tego momencie.
-Rozumiem. Nie powinienem cię w ogolę o to wypytywać. Zjedzmy coś w końcu, bo umieram z głodu - zakończył tą dziwną rozmowę, posłał mi szeroki, szczery uśmiech i wyjął z piekarnika dwa omlety z boczkiem i szczypiorkiem.


Śniadanie było pyszne. Najadłam się do syta po czym poszłam do sypialni by zabrać swoje rzeczy i przebrałam się. Zeszłam na dół gdzie czekał już Erick. Był ubrany w ciemne jeansy, jasną koszulkę i czarną marynarkę, jak zwykle wyglądał jednak elegancko i z klasą.
-Mógłbyś mnie odwieść do domu Ericku? - zapytałam cicho gdy mnie zauważył.
-Byliśmy na dziś umówieni więc to chyba bez sensu żebyś jechała do domu, a za parę godzin znowu się zobaczymy? - stwierdził rozbawiony. Uniosłam brwi, bo tego się nie spodziewałam.
-Myślałam, że to nieaktualne - mruknęłam. 
-Nieaktualne? A niby dlaczego? - wbił we mnie to swoje świdrujące spojrznie i miałam wrażenie, że mnie nim rozbiera.
-Mamy spędzić ze sobą cały dzisiejszy dzień?! – pisnęłam i od razu dostałam wypieków na policzkach.
-I noc.. -  dokończył po czym jego oczy zapłonęły namiętnością i pożądaniem. To była dosłownie chwila, a ta jego energia seksualna była wręcz namacalna. 
-Panie Evans proszę nie stroić sobie ze mnie żartów, nie ma mowy żebym została tu na kolejną noc.
-Zawsze jesteś taka poważna i nie dajesz się ponieść emocjom, prawda?
-Nie daje się namówić do zrobienia głupoty, której będę potem żałowała.
-Ale ja cię do niczego nie namawiam. Obiecałem wczoraj, że nie zrobię nic czego nie będziesz sama chciała i dalej to podtrzymuje. Nie zjem cię Megan, nie obawiaj się. Teraz gdy kilka spraw się wyjaśniło, postaram się opanować.
Dość szybko znowu dałam się namówić żeby zostać. Co ten facet ze mną wyprawiał? Co zaplanował na dzisiejszy dzień? Zaprowadził mnie do pokoju, którego wcześniej nie widziałam, apartament był tak duży, że nigdy nie miałam pewności czy za ścianą nie kryje się kolejny ukryty pokój. W środku była biała narożna kanapa, a na ścianach lustra od podłogi do sufitu. Wyglądało to jak kolejna garderoba ale nigdzie nie widziałam szafy na ubrania.
-Stań przed lustrem - rozkazał stanowczym tonem po czym rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył muzykę. Nie miałam pojęcia co to za piosenka jednak w głosie kobiety słychać było tęsknotę i rozpacz za utraconą miłością.
-Co widzisz? - zapytał nagle, pokazując na moje odbicie w lustrze.
-Słucham?-  zaskoczona uniosłam brew.
-Zapytałem co widzisz. Spójrz na swoje odbicie i powiedz mi co widzisz. Tylko szczerze panno Donell - był taki stanowczy i skupiony wyłącznie na mnie.
-Mam ci powiedzieć co o sobie uważam?
-Nie. Masz mi powiedzieć co widzisz, a nie co o sobie sądzisz... - po chwili milczenia z mojej strony dodał zirytowany - Rany Megan, spójrz na siebie! - wstał zdenerwowany i podszedł do mnie od tyłu. Złapał delikatnie moją głowę po bokach i nakierował na moje odbicie - Co widzisz?
-Erick to głupie, daj spokój - czułam jak rumień pojawia się na moich policzkach, a wzrokiem uciekałam od swojego odbicia.
-Panno Donell proszę mnie nie denerwować. Nie chciałaby pani zobaczyć mnie jak jestem zły.
-A co dasz mi klapsa w pupę jak małej dziewczynce? - palnęłam głupio. Spojrzałam na jego oczy, zamknął je na chwilę, a gdy otworzył to bił z nich taki blask pożądania, że zmiękły mi nogi.
-A miała byś na to ochotę Megan? -  zapytał uwodzicielsko po czym nie dopuścił mnie do głosu, opuścił dłonie na moje biodra i dokończył zdanie – Myślę, że drzemie w tobie tyle seksu i namiętności o której nawet nie masz pojęcia. Spójrz na siebie, te biodra przepełnione są pragnieniem i seksapilem, masz taką miękką, piękną jasną skórę, włosy lśnią ci mimo tego, że nie użyłaś dziś odżywki, a ten rumieniec na twoim policzku sprawia, że robi mi się ciasno w spodniach Megan. Jesteś uśpionym wulkanem i chciałbym byś się przy mnie otworzyła, rozkwitła blaskiem który w tobie drzemie - gdy skończył odwrócił mnie przodem do siebie, ręką złapał za mój podbródek i nakierował żebym patrzyła mu prosto w oczy.
-Ericku ja nie jestem taka jak inne kobiety. Nie potrzebuje czuć się seksownie, dobrze mi tak jak jest.
Po tych słowach naprawdę się wkurzył, widać było, że złość w nim kipi.
-Ale ja potrzebuje byś poczuła się kobietą w stu procentach. Rozumiesz?!
-Ty potrzebujesz? Chyba oszalałeś jeśli myślisz, że będziesz mi dyktował co mam robić - broniłam się werbalnie, nie mając pojęcia o co w ogóle mu chodzi? On potrzebuje bym czuła się seksowna? Co to w ogóle ma być? Dobrze mi tak jak jest i nie chce się zmieniać dla jakiegoś faceta, mimo że ten facet był szczytem moich najskrytszych marzeń. Szczytem najskrytszych marzeń każdej normalnej kobiety. 
Jego oczy płonęły żywym ogniem, dłonie zacisnęły się mocno na moich pośladkach podnosząc mnie na jego biodra. Poczułam jego pulsującą męskość na moim kroczu.
-Czujesz to? - zapytał przyciskając mnie jeszcze bliżej siebie - Mam ochotę w tym momencie rzucić cię na tą kanapę i pieprzyć cię tak mocno i długo, aż zabraknie nam tchu.
Te słowa wypowiedziane w agresywny sposób sprawiły, że przestraszyłam się, a do oczu napłynęły mi łzy. Nie wiem dlaczego tak zareagowałam?  Gdy pierwsza łza spłynęła po moich policzku, Erick zdębiał i postawił mnie na podłogę. Też był zszokowany moją reakcją, po krótkiej chwili przytulił mnie do piersi i powiedział spokojnie.
-Meg nie płacz. Nie chciałem cię wystraszyć, poniosło mnie ale nie mogę znieść tego, że taka piękna kobieta jak ty odpycha mnie i nie daje do siebie dotrzeć. Boisz się rozumiem, uwierz, że ja też się boję ale chciałbym spróbować. Poznajmy się lepiej i dopiero wtedy zadecydujesz.
Otarł mi łzę po czym pocałował w czoło.
-Ericku ale ja chyba nie potrafię być z kimś - dodałam smutno.
-Skąd wiesz skoro nigdy z nikim nie byłaś? Spróbuj chociaż, nie możesz omijać tego etapu ludzkiego życia tylko dlatego, że się boisz - powiedział, czułam że chciał pocałować mnie tak jak wczorajszego wieczorku, jednak powstrzymał się i tylko trącił swoim nosem o mój nos. Staliśmy tak przytuleni, a całe napięcie i smutek odszedł z zapomnienie. Jego dotyk działał na mnie jak miód na rany. Był taki czuły, delikatny. Zaczęłam dostrzegać jak bardzo muszę mu się podobać  skoro powiedział mi te wszystkie rzeczy. Trudno mi było jednak pojąć jak przez te 4 dni zmieniło się moje życie. Czułam, że przede mną, przed nami, długa droga do stworzenia związku, jednak przy nim chciałam zaryzykować.

Dzień mijał miło. Wygłupialiśmy się jak nastolatki, nie zaprzątając sobie głowy rozmową o ważnych sprawach, które były przed nami. Erick zaproponował byśmy pojechali do New Jersey, gdzie miał dom nad oceanem i spędzili tam dzisiejsze popołudnie i noc. Miałam ogromne obawy ale jego urok wygrał i zgodziłam się jak zwykle po krótkich namowach.
-Cholera muszę zadzwonić do rodziców! - przypomniało mi się gdy zjeżdżaliśmy windą do podziemnego garażu. Tylko co ja im powiem, że gdzie jestem? Zaraz zaczną się wypytywać co strasznie mnie wkurzało.
-Zadzwonisz z samochodu dobrze? W windzie nie ma zasięgu - odpowiedział spokojnie nie mając pojęcia jacy moi rodzice potrafią być dociekliwi.
-Chyba nie mam ochotę na tą rozmowę - westchnęłam i przytuliłam się do jego ramienia. Erick objął mnie mocno i zapytał.
-Stało się coś? Zdenerwowałaś się bardzo - był naprawę troskliwy i opiekuńczy.
-Nie znasz moich rodziców Ericku. Zaraz wyczują, że coś jest nie tak, a ja nie potrafię kłamać.
- A dlaczego masz kłamać? - zapytał zdziwiony.
- A co mam im powiedzieć, że jadę z tobą do New Jersey?
- No tak. Tak będzie najprościej. Po co kombinować? - dla niego to takie proste. On nie musiał się nikomu tłumaczyć. Gdy dotarliśmy na parking, wyjęłam z torebki swój telefon i wybrałam z listy numer do taty.
-Dzień dobry maleństwo! Wyspałaś się? Bob mi mówił, że spotkał cię na bankiecie jak wychodziłaś. Musiałaś znowu dłużej zostać, co? - odebrał po chwili. 
-Hej tato. Tak musiałam zostać dłużej i zastąpić koleżankę jako kelnerka ale dałam radę.
-Wpadnij dziś do nas na kolację, mama zrobiła twoje ulubione ciasto.
Kurde wiedziałam, że tak będzie i co ja mam teraz powiedzieć? Erick spojrzał na mnie wymownie, a ja tylko machnęłam ręką by wsiadł do samochodu.
-Tato nie mogę dziś do was przyjechać, mam już plany.
-Umówiłaś się z Kimberly? - zapytał naiwnie - Ona też nas spławiła, że nie ma dziś czasu i nie chciała mówić jakie ma plany.
-Nie tato, nie umówiłam się z Kimberly. Jadę do New Jersey z Erickiem Evansem.
Powiedziałam i czekałam na reakcję. Wiedziałam, że jest zaskoczony i nie wiedział co powiedzieć jednak, po chwili milczenia, wydusił.
-Z Erickiem Evansem? Tym od kwiatów w szpitalu?
-Tak tato właśnie z tym - rozbawił mnie jego ton głosu.
- To coś poważnego skarbie?  - zapytał zatroskany.
- Oj tato daj spokój. Jestem dorosła wiem co robię. Nie martw się proszę.
-Ehh maleństwo zawsze będę się o ciebie martwił. Jedźcie ostrożnie. Zadzwoń do mnie wieczorem jak wrócisz.
-Ale tato ja zostanę tam do jutra - dodałam i wyobraziłam sobie jego minę.
-Ależ oczywiście, głupiec ze mnie. Dobrze skarbie, nie przeszkadzam ci już. Daj znać jak wrócisz i bądź mądra. Kocham cię - powiedział pewnie, jednak czułam w sercu jak się martwi i zrobiło mi się smutno.
-Też cię kocham tatku. Na pewno zadzwonię. Pa! - odpowiedziałam szybko i rozłączyłam się. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, nie lubiłam gdy tata tak się zamartwiał. Kochałam go ponad wszystko i chciałam by był spokojny i szczęśliwy, ale jak mawiał „przy mamie, Kimberly i mnie nie można być spokojnym”. Od najmłodszych lat nieźle dawałyśmy mu popalić, wszystkie trzy.
-I jak? - zapytał Erick gdy wsiadłam do tego samego BMW, którym wczoraj nas tu przywiózł.
-A nic, wszystko ok. Tata zawsze się przesadnie o nas martwi. Pojadę do rodziców jak wrócimy to z nim pogadam na spokojnie.
-Też bym się martwił gdyby taka dziewczyna jak ty była moją córką - dodał po czym spojrzał na mnie tym swoim seksownym wzrokiem..
- Bardzo zabawne Evans - stwierdziłam zapinając pas - Jedźmy już, bo dnia nam nie starczy.
-Się robi panno Donell - uśmiechnął się uwodzicielsko po czym ruszyliśmy w drogę.

Było koło 13. Majowe słońce ogrzewało nasze głowy, Erick wyjął ze schowka okulary przeciwsłoneczne Chanel i wręczył je mnie. Były damskie, stylowe i na pewno cholernie drogie. Po drodze włączył całą płytę z największymi hitami Queenów. Miał ciekawy gust muzyczny, ciekawa byłam wielu rzeczy na jego temat. Jednak na takie rozmowy przyjdzie jeszcze czas. Droga na wybrzeże zajęła nam około półtorej godziny. Niewiele mówiliśmy po drodze ale nie była to krępująca cisza. Erick cały czas jedną ręką trzymał na kierownicy, a drugą odrywał od mojego kolana tylko gdy musiał zmienić bieg.
Wjechaliśmy na ekskluzywne osiedle domów jednorodzinnych. Same wille jedna piękniejsza i droższa od drugiej. Dojechaliśmy na sam koniec ulicy by zatrzymać się przed domofonem wielkiej mosiężnej bramy.
-Floro tu Erick. Przyjechałem na noc. Otwórz bramę - powiedział do domofonu po czym brama zaczęła się otwierać.
-Flora? - zapytałam zaciekawiona.
-To moja gosposia. Opiekuje się tym domem przez cały rok. Pracuje dla mnie od wielu lat - odpowiedział spokojnie po czym wjechał na podjazd, a moim oczom ukazała się imponująca posiadłość. Nowoczesny budynek z drewna, kamienia i szkła idealnie komponował się z otaczając go przyrodą New Jersey.



-Jesteśmy na miejscu - powiedział zadowolony Erick po czym wyszedł z samochodu by mi pomóc.
Chwyciłam go za dłoń, a on pociągnął mnie tak, że od razu wpadłam w jego ramiona. Oblałam się rumieńcem i spojrzałam na niego słodko.
-Czaruś z ciebie Evans - roześmiałam się w głos.
-Uwielbiam twój śmiech - odpowiedział zadowolony po czym zaprowadził mnie do drzwi w progu których czekała Flora.
-Witaj Floro. Jak się czujesz? - powiedział Erick całując kobietę w oba policzki.
-Ericku Kochany jak się cieszę, że cię widzę. Czuje się dobrze, dziękuje - odpowiedziała. Była koło sześćdziesiątki z siwymi włosami upiętymi w idealny kok. Urodę miała w typie Afroamerykańskim. Wyglądała bardzo sympatycznie, ubrana była w granatowo-biały uniform.
-Poznaj proszę...Floro to panna Megan Donell. Megan to Flora Mc Donald, nasza gosposia.
Przedstawił nas sobie, a ja uścisnęłam jej delikatną dłoń, ona jednak była bardziej bezpośrednia i wyściskała mnie, mówiąc.
-Panno Donell cudownie panią poznać. Tak się cieszę, że Erick w końcu...
Nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej Erick.
-Floro proszę…-  spojrzał na nią wymownie - Masz dziś i jutro wolne, wezwałem dla ciebie kierowcę, który zawiezie cię do twoich wnuków i córki. Uprzedziłem ich, że będziesz -oznajmił stanowczo po czym wprowadził nas do środka.
-Och dziękuje Ericku. Tak się za nimi stęskniłam. Pójdę spakować kilka rzeczy, o której będzie kierowca? - odpowiedziała zachwycona tym pomysłem Flora.
- Za pół godziny powinien być. Napijmy się herbaty zanim pojedziesz - zaproponował Erick i zaprowadził mnie do kuchni. Robiła oczywiście ogromne wrażenie, urządzona w dawnym stylu z klasą. Piękne ciemne meble robił naprawdę ogromne wrażenie. Miałam fioła na punkcie kuchni,a ta była najlepszą jaką do tej pory widziałam. Usiedliśmy przy wielkim drewnianym stole, a Flora poszła zaparzyć herbatę.



-Ale tu pięknie - powiedziałam cicho w kierunku Ericka.
-Nic nie jest piękniejsze od pani, panno Donell - rzucił obejmując mnie w pasie i przysunął moje krzesło do swojego - Mam tu kawałek prywatnej plaży, chodźmy tam jak Flora pojedzie - dodał zachęcająco.
-Bardzo chętnie złapię trochę majowego słońca - odpowiedziałam, a on nachylił się i delikatnie musnął moje usta. Uśmiechnęłam się i speszyłam gdy chciał chwycić moją brodę. Perspektywa całego popołudnia na plaży, a następnie całej nocy w jego ramionach była cudowna, wręcz nierealistyczna. Nie mogłam doczekać się tego co mogło się dziś wydarzyć. Czego oczekiwałam? Nie wiem ale byłam prawie pewna, że cokolwiek się stanie to żałować na pewno nie będę. 

7 komentarzy:

  1. Świetne :D Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest pięknie!! Omlet taki bym zjadła, mniam... a ten dom.. o rany... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Facet nie może się za bardzo zdecydować z formami osobowymi. Raz mówi panno Donell, potem Megan, a innym razem używa zdrobnień typu maleństwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo szybko się zaprzyjaźnili, brakuje mi opisu tego i teraz muszę się przestawić...

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem fajnie się czyta. Jedna uwaga - na miejscu Meg przed wyjazdem wstąpiłabym do siebie po jakieś ciuchy na zmianę. Przeoczenie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczęłam dopiero czytać i stwierdzam że pomysł jest okej, chociaż trochę oklepany.
    Postać Ericka jest imponująca, podobna do Greya - no i właśnie... istnienie takiej osoby jest mało realne. Ktoś tak bardzo bogaty w prawdziwym świecie nie zwróciłby uwagi na tak zwykłą dziewczynę, a co dopiero przy jej wyznaniu dotyczącym dziewictwa nie byłby taki wyrafinowany i raczej pozbyłby się jej, po namyśle stwierdzając, że ''musi mieć jakieś wady, skoro nie chciał jej żaden facet''.
    Zwrócę się teraz do autorki tekstu: na Pani miejscu przy tworzeniu postaci Ericka nie idealizowałabym go tak bardzo, a Megan uczyniła trochę bardziej doświadczoną. Faceci, którzy ''lecą na dziewicę'' postanawiają się z nią związać wtedy, gdy w towarzystwie innych mężczyzn jest pożądana, zazwyczaj okazuje się zabawna, ma oryginalną osobowość i nie boi się niczego.
    Już na samym początku stronki mignęła mi informacja o tym, że to opowiadanie jest pisane dla przyjemności, więc nie będę się już więcej doczepiać i zabiorę się do dalszego czytania. Zapowiada się ciekawie!
    Dziękuję za możliwość przeczytania
    K., 17l.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy taki jest...

      Usuń