Premiera już w lipcu!

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 7

Poniedziałek , 6 maja

Przebudziłam się gwałtownie cała mokra i przerażona. Leżałam w salonie pod kocem, Ericka jednak przy mnie nie było. Rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu, gdzie jedynym źródłem światła był dogasający w kominku ogień. Zauważyłam jednak długą smugę światła z sypialni na antresoli. Wstałam powoli owinięta kocem i weszłam na górę pod drzwi. W środku był Erick, rozmawiał z kimś przez telefon.
-Nie Gordon. Macie to załatwić od razu... Wszystko...Tak wszystkie.. Nie muszę się im tłumaczyć.. Macie nieograniczone środki.. Jutro masz mi wysłać raport i wszystkie koszty z tym związane. Będziemy w kontakcie... - Zakończył dość emocjonującą rozmowę po czym usiadł na łóżku, oparł łokcie na kolanach i złapał się za głowę.
-Ericku? - zapytałam cicho. Zerwał się nagle i spojrzał w moją stronę tak jakby nie chciał bym go teraz widziała.
-Megan. Nie śpisz? - wyczułam w nim zakłopotanie. Ruszył w moją stronę zerkając nerwowo na swoją komórkę leżącą na pościeli. 
-Która godzina?  - zapytałam.
-Nie wiem, na pewno późno w nocy. Czemu nie śpisz Kochanie?
Kochanie? No proszę... kolejne określenie, uśmiechnęłam się w duchu.
-Z kim rozmawiałeś? - dalej ignorowałam jego pytania. 
-Sprawy służbowe, nie zaprzątaj sobie nimi głowy maleńka. Chodź napijesz się ciepłego mleka i pójdziemy dalej spać - odpowiedział ale wiedziałam, że kłamie, nie chodziło o sprawy służbowe. Kto o tej porze rozmawia ze swoimi doradcami w sprawach służbowych?  On nie należał do osób u którego praca wywoływała zdenerwowanie, widziałam że coś go dręczy ale nie chciałam tym razem drążyć tematu i poszłam potulnie za nim do kuchni. Dostałam kubek przyjemnie ciepłego mleka z masłem i miodem.
-Mmmm pyszne. Dziękuję - powiedziałam i uśmiechnęłam się słodko.
-Muszę wieczorem być w biurze Megan. Mam ważną sprawę do załatwienia więc będziemy musieli koło 1 wyjechać. Dobrze? - powiedział jednak myślami był zupełnie gdzieś indziej.
-A czy mam inny wybór panie Evans?-  zapytałam przekornie by rozładować narastające w nim napięcie.
-Chodźmy spać. Musisz odpoczywać i się wysypiać. Lekarz kazał mi dbać o ciebie maleńka. 

Spaliśmy do dobrej 11. Obudziłam się wypoczęta, zrelaksowana i troszkę obolała tam na dole. Na łóżku nie było już śladów krwi, na podłodze i w łazience tak samo. Erick zaproponował wspólny prysznic na co zareagowałam bardzo entuzjastycznie. Sama byłam zaskoczona swoją śmiałością. Widząc jego nagie ciało od razu miałam ochotę umyć je całe kawałek po kawałeczku. Odkręcił wodę, która otuliła nas przyjemnie ciepłym strumieniem i wziął do ręki żel o zapachu verbeny. Cytrusowy zapach orzeźwił się nas, a ja zaczęłam wcierać żel w jego ramiona i plecy. Otoczona pianą czułam jak zapach verbeny, miesza się z zapachem pożądania. Gdy skończyłam z Erickiem przyszła kolej na niego. Wziął do ręki naturalną gąbkę, delikatnie zaczął myć mnie między udami. Zaczął mnie też namiętnie całować.


Jego dłonie wędrowały po moim ciele, by w końcu dotrzeć do sedna. Spojrzał mi pytająco w oczy, czy może mnie tam dotknąć. Kiwnęłam twierdząco głową, a  zaczął delikatnie masować moją łechtaczkę co wywołało dreszcze na moim ciele. Sutki momentalnie mi stwardniały, a penis Ericka nabrał momentalnie  imponujących rozmiarów. Czułam to pożądanie, które urosło między nami do niewyobrażalnych rozmiarów. Wulkan, który we mnie drzemał, zaczynał wrzeć, a jego dłonie miały zaraz doprowadzić mnie do eksplozji. W jego oczach widać było namiętność ale także czułość i zrozumienie. Nie mogłam pojąc jakim cudem w ciągu 5 dni otworzyłam się przed nim tak bardzo, że stoję obok niego naga, bez krzty wstydu czy zażenowania. Jego dłonie krążyły wokół mojej kobiecości doprowadzając mnie do szaleństwa. Jęczałam jak oszalała wijąc się w rozkoszy. W pewnym momencie klęknął przede mną by móc językiem uwieńczyć dzieła. Położył moją nogę na swoim ramieniu żeby mieć nieograniczony dostęp w dawaniu mi przyjemności. Wystarczyła chwila jego pieszczot językiem i eksplodowałam intensywnie, przeżywając swój pierwszy prawdziwy orgazm w życiu. Moje ciało zesztywniało, nogi zaczęły drżeć. Łechtaczka pulsowała, a on nie przestawał jej całować, doprowadzając mnie do kolejnego wielkiego uderzenia. Oparłam się rękoma o ściany prysznica by nie stracić równowagi i przeżywałam rozkosz całą sobą. Moja cipka zaciskała się w środku pogłębiając doznania, a on patrzył na mnie nienasycony widokiem.
-Jesteś taka piękna jak dochodzisz  - powiedział gdy w końcu skończył tą niewyobrażalnie cudowna torturę mojego ciała. Chwycił mnie w pasie i posadził na sobie tak, że jego twardy penis ocierał się o moje wargi.
-Chyba nie powinniśmy tego jeszcze próbować - powiedział patrząc mi głęboko w oczy - Nie chce by powtórzyło się to co wczoraj.
-Masz rację ale nie mogę cię tak zostawić w potrzebie - dodałam z uśmiechem i zsunęłam się z jego bioder by zacząć całować go po klatce. Erick nadal jednak trzymał mnie na sobie - Postaw mnie, chcę ci to zrobić ustami Ericku.
Spojrzał na mnie niepewnie ale widziałam, że próbował opanować uśmiech.
-Jesteś tego pewna? - zapytał zachwycony pomysłem.
Nic nie odpowiedziałam tylko chwyciłam jego męskość w dłoń. Och to było zaskakujące! Był twardy ale i przyjemnie delikatny zarazem. Erick jęknął głośno zaciskając pięści i oparł się plecami o ścianę prysznica. Zaczęłam przesuwać ręką od główki w dół by w końcu kucnąć przed nim i dołączyć ustami. Oblizałam go najpierw po całej długości, by po chwili objąć ustami czubek. Erick wykrzyczał moje imię i chwycił mnie mocno za głowę. Jego dłonie nadały rytm w jakim sprawiałam mu oralnie przyjemność. Mój język wirował po główce zlizując słony płyn, a dłonie pieściły resztę penisa. Nigdy wcześniej tego nie robiłam więc zachowałam się instynktownie. Moje usta zaczęły ssać go i całować co było i dla mnie nieziemsko przyjemne.


-Zaraz trysnę - wyjęczał Erick odchylając moją głowę do tyłu, chyba nie był pewny czy chcę by zrobił to do moich ust. Spojrzałam na niego i z powrotem zaczęłam go ssać i całować. Nie protestował. Nie minęła minuta, a on wylał się do mojego gardła zalewając je ciepłym lepkim płynem. Było tego tak dużo, że musiałam przełknąć by zmieścić kolejną porcję. Jego penis drgał, a Erick trzymał kurczowo moją głowę krzycząc kilka epitetów na przemian z moim imieniem. Gdy połknęłam ostatnią kroplę pomógł mi wstać i przytulił mnie do siebie mocno. Był rozluźniony i szczęśliwy.
-Panno Donell nie spodziewał bym się tego po pani - powiedział patrząc mi w oczy, nie nie ukrywał także rozbawienia.
-Czy pan się ze mnie nabija, panie Evans? - droczyłam się z nim, bo wiedziałam jak jest mu miło, że się na to zdecydowałam.
-Ależ skąd panno Donell. Jestem po prostu w lekkim szoku po tym co przed chwilą pani wyprawiała z moim ciałem.
-Cała przyjemność po mojej stronie, panie Evans - powiedziałam po czym wyszłam spod prysznica i owinęłam się w miękki biały ręcznik.
Było już dość późno więc nie było czasu na gotowanie wytwornego śniadania, zrobiłam jedynie po szybkim toście z serem i szynką i popijając świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym zjedliśmy wspólnie nasze drugie w życiu wspólne śniadanie. Spakowałam swoje rzeczy w małą torbę, którą przyniósł mi Erick i byliśmy gotowi do drogi. Flora miała wrócić dopiero wieczorem więc wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy z powrotem do Nowego Jorku.

Było piękne poniedziałkowe popołudnie, kilka minut po trzeciej. Erick włączył głośno muzykę, a samochód pędził po prostej autostradzie. AmyWinehause śpiewała o tym, że nie pójdzie odwyk, a zaraz po tym Beyonce o tym jakby to było gdyby była mężczyzną. Nuciłam sobie pod nosem słowa piosenek, Erick to zauważył i kazał mi śpiewać głośno. Jechaliśmy z wiatrem we włosach, śmiejąc się i śpiewając na cały głos. Czułam się taka szczęśliwa i odprężona, nie wiedziałam jednak co wydarzy się w ciągu kolejnych tygodni.
-Zostaniesz dziś u mnie?- zapytał gdy wjechaliśmy na Manhattan.
-Przecież masz spotkanie biznesowe wieczorem - powiedziałam po czym spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Tak mam spotkanie ale to nie potrwa długo, najwyżej dwie godziny. Poczekasz na mnie w moim apartamencie w Evans Tower, prześpisz się i odpoczniesz jak kazał lekarz.
-No dobrze ale pojedziemy do mnie na chwilę. Muszę zabrać kilka czystych rzeczy i kosmetyki - zgodziłam się bez zastanowienia, bo nie wyobrażałam sobie nocy bez niego u boku. Po tych dwóch dniach razem nie wyobrażałam sobie kolejnego dnia bez niego. To było niepojęte ale taka była prawda. Erick Evans zauroczył mnie totalnie. 
-Jesteś cudowna - skwitował Erick po czym zmienił trasę by podjechać pod moją kamienicę. Musiał się nakombinować,  ponieważ o tej porze znalezienie wolnego miejsca graniczy z cudem.
-Kurwa co za miasto! Nie mam gdzie zaparkować, już trzeci raz objeżdżamy tą cholerną kamienicę - zdenerwował się Erick, a ja roześmiałam się głośno patrząc na niego z politowaniem.
-No przykro mi panie Evans, ja nie mam garażu podziemnego na własność - drażniłam się z nim.
-No i właśnie dlatego zdecydowałem się na wykupienie na własność budynku w którym mieszkam by nie mieć takich problemów - odpowiedział i także roześmiał się głośno. Erick miał chyba dystans do swojego bogactwa i na pewno nie wywyższał się nim. Przynajmniej w tym momencie tak mi się wydawało. Gdy po raz czwarty nie udało mu się znaleźć wolnego miejsca, powiedział żebym wysiadła pod drzwiami, a on poczeka w samochodzie na włączonym silniku by nie dostać mandatu. Wyskoczyłam szybko z samochodu i wbiegłam do budynku. Na szczęście winda dalej działała więc wjechałam na 6 piętro szybko i bez problemów. Otworzyłam drzwi do mieszkania rzuciłam torebkę na stół w kuchni po czym poszłam po kilka rzeczy. Wybrałam najładniejszą bieliznę jaką miałam, koronkowe czarne stringi  oraz pasujący do nich biustonosz. Wyjęłam z szafy szarą ołówkową spódnicę do kolan oraz pomarańczową bluzkę z żabotem bez rękawów. Wrzuciłam do kosmetyczki podstawowe kosmetyki do makijażu oraz szczotkę do zębów i gumkę do włosów. W korytarzu z szafy wygrzebałam swoje czarne czółenka Chanell, które dostałam w prezencie od mamy na ukończenie szkoły średniej. Rzadko je zakładałam więc wyglądały jak nowe. Poprawiłam w lustrze włosy, pomalowałam usta lekkim błyszczykiem i wyszłam z mieszkania. Zjechałam na dół, a gdy otworzyłam drzwi wejściowe ujrzałam pana Flina.
-Witaj Megan.
-Dzień dobry Panie Flin - odpowiedziałam uprzejmie do sąsiada.
-Oj Megan, mówiłem byś zwracała się do mnie po imieniu. Gdzie tak pędzisz? Ostatnio rzadko do nas wpadasz - zapytał grzecznie i jak zwykle uśmiechnął się na mój widok.
-Wiem, wiem Henry ale nie mogę się przyzwyczaić by tak mówić. Zabiegana jestem ostatnio, ślub siostry, egzaminy końcowe, praca... mam sporo na głowie.
-Zwolnij trochę dziewczyno. Ranesa  mówiła mi, że miałaś wypadek i wylądowałaś w szpitalu. Chłopaki pytają o ciebie ciągle i tylko słyszę „kiedy przyjdzie ciocia Megan”? - roześmiał się.
-Powiedz im że wpadnę do was w tygodniu obiecuję! Chętnie napiję się wina o którym mówiła Ranesa. Podobno przywiozłeś je od swojej mamy z Włoch.
-Czeka na Ciebie cała butelka - powiedział szczerze - Dobrze nie zatrzymuję cię już bo widzę, że znowu gdzieś pędzisz. Dbaj o siebie Megan!
-Dziękuję Henry. Pozdrów i ucałuj ode mnie rodzinkę. Miłego wieczoru - pożegnałam się przyjacielskim uściskiem, a on dodatkowo pocałował mnie w policzek.
Zeszłam ze schodków i już byłam na ruchliwym chodniku Manhattanu. Erick czekał w samochodzie rozmawiając przez telefon. Zobaczył mnie i pomachał bym wsiadła. Przeszłam ostrożnie na drugą stronę ulicy i usłyszałam tylko końcówkę jego rozmowy.
-Tak będę o ósmej... Macie wszystkie potrzebne dokumenty...? Nie powinni robić problemów... Dobrze... Do zobaczenia - zakończył szybko gdy wsiadałam do auta.
-Co to za facet? - zapytał bez ogródek i spojrzał na mnie ze złością. Nawet nie zdążyłam zapiąć pasa. 
-Że co? - odpowiedziałam wkurzona bo widziałam, że jest zły i próbuje przelać tą złość na mnie.
-No ten z którym rozmawiałaś przed drzwiami - pokazał ręką w tamtą stronę.
-A co zazdrosny jesteś? - ciągnęłam złośliwie.
-I tak się dowiem kto to jest, nawet jeśli mi  nie chcesz powiedzieć Megan - Zdębiałam. No jasna cholera! Teraz to totalnie się wkurzyłam.
-Chyba żartujesz! - spojrzałam na niego zła jak osa i skrzyżowałam ręce na piersi - To był mój sąsiad!
-Sąsiad? - podniósł jedną brew po czym widziałam jak kąciki jego ust delikatnie się unoszą - Z wszystkimi sąsiadami tak się spoufalasz? 
-Erick! - w końcu nie wytrzymałam i wybuchłam. Co on sobie wyobrażą?  Cholerny samiec, dobrze, że nie wyszedł z samochodu i ostentacyjnie nie oznaczył swojego terenu. 
-Ja swoich sąsiadek nawet nie znam, a na pewno nie obmacuje ich na ulicy i nie całuję - drążył temat widząc jaka jestem zła.
-Nie muszę ci się tłumaczyć. To tylko sąsiad i jeśli mi nie wierzysz to twój problem. Nie uważam żebym zrobiła coś złego - wydęłam usta w grymasie wściekłości.
-Nawet nie wiesz jaka jesteś w tym momencie seksowna panno Donell - wypalił nagle z nieukrywanym rozbawieniem.
-Erick!- walnęłam go w ramię i roześmiałam się głośno, a cała złość ze mnie uleciała. Co ten facet ze mną wyprawiał? W jednej chwili kłócił się ze mną, a za chwile rozśmieszał do łez - Jedźmy już! - dodałam, a on ruszył z piskiem opon zwracając tym uwagę przychodniów. Nieobliczalny, władczy, tajemniczy, a z drugiej strony namiętny, czuły, opiekuńczy. Same sprzeczności, które drzemały w jednym mężczyźnie, moim Ericku. Moim? Mogłam tak o nim uważać, myśleć?
Koło szóstej wieczorem wjechaliśmy w podziemia Evans Tower, oczywiście nie było problemu z zaparkowaniem. Erick pomógł wysiąść mi z samochodu, wziął ode mnie torbę z ubraniami i obejmując ramieniem poszliśmy do windy. Erick nie nacisnął jednak żadnego numeru piętra po czym winda ruszyła do góry.
-Nie wybierasz piętra? - zapytałam zaciekawiona, bo za pierwszym razem nie zwróciłam na to uwagi.
-To winda bezpośrednio do mojego apartamentu Megan. Zatrzymuję się tylko na samej górze jeśli nie wybiorę innego - dodał pewny siebie i oparł się o ścianę
-Co będziesz robić jak będziesz sama? - dodał zaciekawiony. 
-Nie wiem. Obiecałam, że zadzwonię do rodziców i będę czekała na ciebie - odpowiedziałam jednak czułam, że zaraz coś wymyśli.
-A nie masz ochoty za Spa? Jakiś masaż, zabieg czy co tam lubisz – Ha! Wiedziałam, że nie usiedzi spokojnie żeby mi nie próbować zaimponować.
-Nie chce mi się nigdzie jechać Ericku, zmęczyłam się tą podróżą z New Jersey. Odpocznę sobie przed telewizorem - powiedziałam jak stara zmęczona baba ale faktycznie byłam wykończona tymi ostatnimi wydarzeniami.
-Nie musisz nigdzie jechać, zjedziesz windą na 10 piętro. Tam jest cały kompleks Spa i odnowy biologicznej - znowu mnie zaskoczył i nie wiedziałam co powiedzieć - Za nic nie musisz też płacić, jestem przecież właścicielem - No tego to ja akurat domyśliłam się sama Evans.
-A macie tam zabiegi z czekoladą? - zapytałam złośliwie z myślą, że nie będzie miał pojęcia o czym mówię. Spojrzał na mnie podejrzliwie, a dłonią chwycił swój podbródek.
-Skąd wiesz że to mój ulubiony zabieg, panno Donell?
-Że co? - roześmiałam się w głos i nie mogłam tego opanować.
-Z czego się śmiejesz? - zapytał oburzony i przymrużył oczy.
-Nie sądziłam, że należysz do tych facetów co kładą sobie maseczki i depilują tyłek - śmiałam się dalej jak szalona.
-Megan! - przywołał mnie do porządku, a ja chcąc drażnić się z nim dalej wsunęłam koniuszek palca między zęby i skrzywiłam się słodko.



Erick złapał w pasie i przyciągnął do siebie - Nie wstydzę się dbać o siebie, a nie sadzę żeby ujmowało mi to męskości. 
-No właśnie czuje twoją męskość na swoim udzie Evans. Puść mnie! - powiedziałam rozbawiona i udawałam, że chcę się mu wyrwać. Nie pozwolił mi na to i  pocałował mnie gwałtownie i namiętnie. Nasze języki złączyły się i zaczęły ten dziki taniec wokół siebie. Przerwał nam sygnał windy informujący, że dotarliśmy na samą górę.
-Kurwa mać! - zaklął pod nosem - Nie mam za bardzo czasu nawet na szybki numerek maleńka. Muszę przygotować pewne dokumenty na to spotkanie, ale jak wrócę obiecuje... - drzwi windy otworzyły się, a usłyszałam damski głos.
-Ericku Skarbie w końcu jesteś! - powiedziała wysoka, szczupła blondynka o nogach do samego nieba, pięknych długich włosach i szaro-niebieskich oczach. Uwagę zwracał też jej silikonowy biust i wielkie wypełnione botoxem usta.


-Moniko! - Erick oderwał się ode mnie i powiedział wyraźnie zakłopotany po czym poprawił pogniecioną marynarkę. Zrobił także krok do przodu jakby chciał mnie przed czymś lub kimś ochronić.
-Kto to jest? - zapytała zaszokowana kobieta, pokazując na mnie ręką jak na obraz w galerii. Wiedziałam, że coś się święci, jednak nie miałam pojęcia na co mam się przygotować. Erick wziął głęboki oddech, złapał mnie za rękę i przedstawił.
-Moniko poznaj to Megan Donell, Megan to Monika Quanchez - wyciągnęłam dłoń pierwsza i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Miło panią poznać pani Quanchez - uścisnęła lekko moją rękę i także przybrała sztuczny i wredny uśmiech.
-Panno Quanchez - poprawiła mnie wymownie, napawając się moim zakłopotaniem i swoim poczuciem wyższości. Była młodą, dobrze ubraną i zapewne obrzydliwie bogatą kobietą. Klasa wyżej niż zapewne mogę sobie wyobrazić. 
-Co ty tu robisz, Moniko? - zapytał i widziałam że jest zły, strasznie zły.
-Żadnego dzień dobry, ani co słychać? Co to za maniery Ericu? - parsknęła złośliwie i  wsadziła sobie papierosa do ust - Masz ogień? - dodała.
-Tu nie wolno palić, dobrze wiesz - odpowiedział wkurwiony po czym weszliśmy do holu jego apartamentu.
-Wielu rzeczy nie wolno nam robić Ericu, ale widzę, że twoim zdaniem zasady są po to by je łamać -  powiedziała po czym spojrzała na mnie wymownie. Czułam się zażenowana i zakłopotana. Co to za kobieta? Co łączy ją z Erickiem? Milion myśli przewijały się przez moją głowę.
-Mieliśmy się spotkać o ósmej Moniko! Nie musiałaś się fatygować bezpośrednio do mnie - próbował ją załagodzi,ć jakby nie chciał by powiedziała za dużo. Skrzywiłam się, bo wyczułam dziwną relację między nimi.
-Chciałam cię najpierw zobaczyć, stęskniłam się - powiedziała bezpośrednio i podeszła  by pocałować go w usta. Zamarłam ponownie.
-Co ty do cholery wyprawiasz?!  - warknął wściekły po czym odsunął się od niej na bezpieczny dystans - Nie widzisz, że mam gościa?!
-Przepraszam cię na chwilę, Megan -  dodał głaszcząc mnie po plecach. Chwycił Monikę za łokieć i zaprowadził do pomieszczenia obok. A ja zostałam sama w tym wielkim holu i nie wiedziałam czy mam płakać czy się śmiać? Co to za kobieta? Dlaczego mówiła do mojego Ericka - Skarbie? Dlaczego pocałowała go w usta i mówiła, że się stęskniła? Czyżby mój książę z bajki miał wiele księżniczek i zamków w których parkuje swojego rumaka?! Chyba muszę napić się drinka, bo na trzeźwo tego nie przetrawię, poszłam więc prosto do kuchni. Podeszłam do wysepki na środku i z czarodziejskiej szafki wyjęłam sobie czystą wódkę ,sok żurawinowy i lód w kostkach. Zrobiłam sobie drinka, mocnego drinka i upiłam łyk. O matko! Ale mocny... wykrzywiłam usta w grymasie. Podeszłam do kanapy w salonie przy której stała niska czarna ława, stała na niej markowa torebka Moniki oraz teczki z dokumentami. W niebieskim segregatorze były także jakieś zdjęcia. Byłam strasznie ciekawa co na nich jest ale nie miałam odwagi zajrzeć. Patrzyłam na te wszystkie rzeczy zastanawiając się co oni tam robią tak długo? Upiłam kolejny łyk mojego mega mocnego drinka i usiadłam na rogu kanapy. Jednym palcem podniosłam dyskretnie okładkę niebieskiego segregatora i zobaczyłam zdjęcia różnych kobiet, chyba modelek.
Każda strona przedstawiała jedną dziewczynę w różnych seksownych strojach oraz bieliźnie i kostiumach kąpielowych. Nic z tego nie rozumiałam. Przejrzałam kilka stron, były dokładnie opisane: imię nazwisko, narodowość, wzrost, waga, obwody ciała. To by się zgadzało, że to modelki, nie pasowało mi jednak jedno. Przy każdej dziewczynie była napisana kwota pieniędzy, na początku pomyślałam, że to gaża za sesje jaką żąda dana modelka ale żadna z nich nie była modelką z bilbordów, więc sto tysięcy dolarów wydawało mi się zdecydowanie za dużo. Nie wszystkie z nich miały idealne figury, było kilka pulchniejszych dziewczyn, a także natknęłam się na zdjęcia karlicy. Gdy przyglądałam się zdjęciom usłyszałam głos Ericka i Moniki. Wyraźnie się kłócili. Podskoczyłam na kanapie po czym wstałam i wzięłam kolejny łyk.
-Nie możesz tego zrobić Evans! -  Krzyczała Monika totalnie zdenerwowana i oburzona.
-Nie podpisywałem lojalności do końca życia, chcę zrezygnować uszanuj to do jasnej cholery! - odgryzał się Erick.
-Postradałeś zmysły. Dobrze wiesz z czym to się wiąże! - krzyczała dalej.
-Wiem i poniosę tego pełne konsekwencje, Moniko - powiedział spokojniej, a gdy zobaczył mnie kontem oka zastygł. Zdecydowanie nie chciał bym cokolwiek słyszała.
-Z nas nie można zrezygnować jak z psa ze schroniska Evans! Pożałujesz tego, obiecuję! - zagroziła po czym podeszła do ławy w salonie, zebrała torbę, teczki, segregator i ruszyła w kierunku windy. Ominęła mnie jak ducha, a przed samymi drzwiami odwróciła się i powiedziała.
-Jeśli myślisz, że on zmieni się dla ciebie to się mylisz głupia naiwna dziewczyno. Wróci do mnie prędzej czy później ale to ty będziesz miała złamane serce, więc daruj sobie ten dziwny mezalians - Po czym spojrzała na Ericka i dodała –Szkoda, że tak to załatwiłeś, przydałaby się nam taka jak ona. Do zobaczenia Evans! - i zniknęła gdy drzwi windy zamknęły się za nią. 
Stałam jak wryta nie mogąc wydusić z siebie słowa. Co tu kurwa miało być? Spojrzałam na Ericka, który patrzył na mnie zdenerwowany ale i zatroskany.
-Przepraszam za to - powiedział po czym podszedł do mnie i chciał mnie objąć. Zaparłam się by tego nie robił
-Co to za jędza?! - zapytałam ze złością, jednak nie wiedziałam czy jestem zła na siebie, na niego czy na tą całą sytuację?

6 komentarzy:

  1. No to się pomału zaczyna dziać ;) Monika... wrrrr...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow coraz lepiej :-) czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby jak najszybciej pojawił się kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze musi być jakiś zdzirowaty troll :D - ale bez czarnego charakteru byłoby nudno

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby nasz chłoptaś prowadził jakiś eksluzywny burdelik

    OdpowiedzUsuń