Premiera już w lipcu!

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 9

W sypialni łóżko było niepościelone, po naszym porannym seksie. Podeszłam do komody na której stała moja torba. Gdy wzięłam do ręki telefon aż ścisnęło mnie w żołądku. Boże! 27 nieodebranych połączeń w tym 5 od Kim,  12 od taty, od mamy 9 i jedno od Johna. Może wrócił już z Europy? Był tam na wymianie studenckiej i fajnie byłby go zobaczyć. Wykręciłam numer do taty i czekałam z duszą na ramieniu aż odbierze.
-Hej tato! - rozpoczęłam cicho wiedziałam, że jest strasznie zły.
-Na miłość boską Megan! Co się z tobą dzieje? Gdzie Ty się podziewasz? -  wypalił od razu. Jest wkurzony.
-Przepraszam tatku. Wszystko jest w porządku, zapomniałam wczoraj do was zadzwonić - powiedziałam słodkim głosem by go trochę złagodzić.
-Gdzie Ty jesteś? Kim była wczoraj z Robem u ciebie ale nikogo nie było. Nie odbierasz telefonów. Mogłaś chociaż napisać esemesa! - mówił dalej, dawno nie był taki zły - Jesteś z tym Evansem? - dodał niechętnie. 
-Tak. Jesteśmy u niego w apartamencie na Manhattanie. Przepraszam… - tłumaczyłam się jak mała dziewczynka.
-Oj maleństwo co ja się z wami mam? Skoro to takie poważne to spotkajmy się dziś na obiad u Smithów. Poznamy się, a ja przy okazji dostarczę twoim szefom plan ich nowego domu i umowy do podpisania.. -  nie byłam pewna tego co Erick powiedziałby na tą propozycję. Czy chciał w ogóle poznać moją rodzinę? Przecież nie potrafił mnie nazwać nawet swoją dziewczyną. Trudno mi jednak było odmówić ojcu po raz kolejny.
-Dobrze tato, o której ci pasuje? - zgodziłam się w ciemno. Najwyżej pojadę sama i jak zwykle wymyślę jakąś wymówkę, że Erick nie mógł ze mną przyjechać. 
-Zaraz mam spotkanie w Queens więc trochę mi się zejdzie z dojazdem. O piątej wam pasuje? - nie miałam pojęcia czy nam pasuje ale musiałam się zgodzić.
-Tak może być piątej.
-Wspaniale skarbie. Cieszę się, że w końcu go poznam i cię zobaczę. Do zobaczenia.
-Pa tato - wymamrotałam, bo obawiałam się co na to wszystko powie Erick. Usiadłam na łóżku. po turecku i zamyśliłam się chwilę. 
Za niecałe 3 tygodnie wesele, muszę urządzić Kim wieczór panieński i zaprosić jej wszystkie szalone koleżanki. W czerwcu czeka mnie najważniejszy egzamin w życiu, a ja ostatnio nic się do niego nie uczyłam. No i najważniejsze...w moim  życiu jak grom z jasnego nieba pojawił się Erick. W tym momencie nie wiedziałam do czego to wszystko prowadzi i bałam się tego co będzie? Moją zadumę przerwały głosy dochodzące z salonu na dole. Erick rozmawiał z jakimś mężczyzną, wyjrzałam więc nieśmiało z sypialni.
-Megan, podejdź proszę! - krzyknął Erick po czym przywołał mnie gestem ręki - Chcę ci kogoś przedstawić-  dodał, a ja zeszłam po schodach zaciskając pasek od szlafroka na biodrach. Nic pod  nim przecież nie miałam. Gdy podeszłam do nich Ericka objął mnie i pocałował w czubek głowy.
-Gordon to jest Megan Donell, o której ci opowiadałem -  przedstawił mnie, a w jego głosie słychać było czułość i dumę.
-Meg to jest Gordon Fox, mój wieloletni przyjaciel i prawnik - Gordon wyciągnął w mojaą stronę dłoń i powiedział.
-Witaj Megan. Miło cię w końcu poznać - po czym uśmiechnął się szczerze, mierząc mnie wzrokiem. Też jest brunetem jak Erick, ale ma ciemniejsze oczy. Nie można mu też odmówić tego, że zdecydowanie zalicza się do przystojniaków. Był troszkę w typie latynoskim. A może był Włochem? Trudno powiedzieć. Na pewno tak jak Erick był eleganckim mężczyzną. Drogi garnitur i idealnie przystrzyżony zarost. Czułam też delikatny, subtelny zapach perfum. 


Oblałam się rumieńcem na myśl, że stoję tam w samym szlafroku, bez bielizny.
-Wzajemnie panie Fox -  przytaknęłam - Ja dla odmiany nic o panu nie słyszałam - powiedziałam patrząc jednoznacznie na Ericka czym najwidoczniej bardzo ich rozbawiłam.
-Faktycznie jest taka jak mówiłeś Ericku… - powiedział Fox po czym dodał - Nie przejmuj się Megan, znam go jakieś 15 lat, a dopiero teraz dowiedziałem się, że jednak woli brunetko.
Roześmiali się oboje, a ja uniosłam brew. To jakiś rodzaj męskiego żartu? Bo chyba nie rozumiem.
-A co w tym dziwnego? Brunetki podobno potrafią lepiej się bawić i są namiętne w łóżku. Prawda Ericku? - wtrąciłam złośliwie odsłaniając specjalnie kawałek uda. Wiedziałam, że go tym zdenerwuję. Erick spojrzał na mnie, a z jego oczu biła rozpalona na nowo namiętność i zazdrość o to, że ktoś zobaczył więcej mojego ciała niż powinien.
-Co ty wyprawiasz? Zakryj się! - podniósł głos i poprawił mi szlafrok starając się zasłonić jak najwięcej.
-No Evans ale masz szczęście! Taka kobieta to skarb, dbaj o nią żeby ci nie uciekła! - skwitował Fox po czym poklepał Ericka wymownie po plecach.
-Wiem Gordon nie musisz mi tego mówić, a teraz przepraszam cię na chwilę ale ta wspaniała kobieta chyba zapomniała się ubrać! - powiedział i chwycił mnie mocno za łokieć i zaprowadził do łazienki.
-Ała, co ty robisz?! - odwróciłam się gwałtownie zabierając swoją rękę i potarłam się po łokciu. Ścisnął mnie naprawdę mocno. Zobaczyłam na skórze czerwony ślad. 
-Lepiej mi powiedz co ty wyprawiasz? Co to miało być do cholery? - O matko, ale był wściekły.
-A co ja niby zrobiłam? - zapytałam głupio czym wywołałam w nim furię.
-Trzeba było w ogóle ściągnąć ten szlafrok by cię całą zobaczył! - wrzasnął na mnie.
-No co ty, Ericku... -  powiedziałam skruszona bo wiedziałam, że przesadziłam.
-Nie zachowuj się jak te wszystkie głupie panny, które nie mają nic w głowie i nadają się tylko do jednego! - kontynuował swój wykład – Wiem, że taka nie jesteś więc nie rozumiem czemu tak postąpiłaś? Chciałaś zrobić mi na złość? Chcesz sprawdzić na ile możesz sobie pozwolić zanim wybuchnę?
-Erick ja....
-Zachowałaś się bardzo nierozsądnie Megan. Nie spodziewałem się tego po tak słodkiej i niewinnej dziewczynie jak ty. W jakim ty mnie świetle postawiłaś przed Gordonem? - A więc to o to chodzi?  Głupio mu przed kolegą. Samolub jeden! Teraz to ja się wkurzyłam.
-No jasne, przecież opinia o tobie jest najważniejsza! A nie pomyślałeś jak ja się poczułam, po tych jego dziwnych uwagach na temat brunetek? Do tej pory posuwałeś same blondynki czy co!? Daj mi święty spokój Erick! Naprawdę mam cię w tym momencie serdecznie dość i chcę zostać sama. Uszanuj to! -  nie dałam mu powiedzieć nic więcej i wyszłam z łazienki trzaskając drzwiami. Przebiegłam obok Gordona i wbiegłam na górę prosto do sypialni. Co za dupek! W tym momencie nienawidziłam go z całego serca. Jemu wszystko wolno, a ja nie mogę popełnić ani jednego błędu, bo od razu robi mi awanturę. Pierdolony pan idealny! Ciekawa jestem co by powiedział na fakt, że skasowałam wiadomość od Moniki i wypytywałam o nią Sandrę? Byłam tak wściekła, że ubrałam się szybko w przywiezione od siebie rzeczy, związałam włosy w wysoki kucyk, chwyciłam torebkę, telefon i  wyszłam z sypialni. Zobaczyłam Ericka i Gordona stojących na dole, oboje spojrzeli na mnie zdziwieni. Bez słowa zeszłam ze schodów i udałam się do holu w kierunki windy. Czekałam chwilę aż przyjedzie.
-Megan! - krzyknął Erick ale ja nic sobie z tego nie zrobiłam i weszłam do windy. Zaczął biec w moją stronę, jednak drzwi zamknęły mu się przed samym nosem. Słyszałam jak uderzył w nie pięścią i kilka kilka razy, krzycząc przy tym dalej moje imię. 

Nacisnęłam przycisk parter, bo wiedziałam, że jak nie wybiorę żadnego numeru zjadę na parking podziemny, a nie wiedziałam jak się stamtąd wydostać inaczej niż samochodem. Po chwili drzwi byłam już na dole i wybiegłam z windy jak szalona. Z oczu popłynęły mi zły, byłam wściekła na siebie i na Ericka na tą całą kuriozalną sytuację. O co tak naprawdę ta cała awantura? Nie mogłam być z mężczyzną, który jest chorobliwie zazdrosny, próbuje mi rozkazywać i decydować za mnie. Nie chciałam takiego związku, to nie tego potrzebowałam. Chciałam spokoju i miłości, a nie wiecznych kłótni i awantur. Zakochałam się ale w tym momencie nie byłam w stanie z nim być. Tak właśnie było. Kochałam tego pieprzonego kontrolera i zazdrośnika jak nigdy nikogo. Nie miałam jednak szans ani ochoty na to by próbować go zmienić. Nie na tym polega miłość, nie na tym polega zdrowy związek dwojga ludzi. Zdrowy związek to zrozumienie, zaufanie, szczerość... Chyba żadnego z tych elementów u nas nie było. Częściowe zrozumienie, brak zaufania i totalny brak szczerości z jego strony. Mówił mi co chciał powiedzieć, a ukrywał jeszcze więcej. Och Meg...a ty już zdążyłaś się zakochać - zganiło mnie moje wewnętrzne "ja". Niestety miało całkowitą rację.
Wyszłam na ulicę, gdy uderzył we mnie powiew świeżego powietrza. Ludzie patrzyli na mnie dziwnie, może dlatego, że wyglądałam jak kupa nieszczęścia?



Próbowałam złapać taksówkę i po chwili udało mi się jedną zatrzymać. Kierowcą był starszy pan. Kazałam się zawieść do Kimberly do domu rodziców, wiedziałam, że o tej porze ani mamy ani taty nie ma, więc będę mogła z nią porozmawiać. Gdybym wróciła do swojego mieszkania byłam pewna, że Erick za chwilę się tam zjawi, a nie chciałam go oglądać. Musiałam się zdystansować i uspokoić. Wyciszyć i przemyśleć tak wiele spraw.

Droga zajęła mi dobrą godzinę więc trochę się uspokoiłam jednak nie mogłam przestać płakać. Dałam taksówkarzowi duży napiwek za to, że nie zadawał mi żadnych pytań i zawiózł mnie najszybciej jak się dało. Gdy wysiadałam z samochodu powiedział tylko.
-Zostaw tego palanta panienko, szkoda żeby taka piękna dziewczyna płakała przez jakiegoś faceta - wymusiłam uśmiech i zamknęłam za sobą drzwi taksówki. 
Rodzice mieszkali na spokojnych przedmieściach NY. Na widok naszego domu w typowo amerykańskim stylu, zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej, wbiegłam na posesję, a potem prosto do domu. Kochałam to miejsce i lubiłam tu wracać ale nie z takiego powodu.

Rzuciłam torebkę na schodach i wbiegłam na górę prosto do pokoju Kim. Na szczęście była sama. Robert był w pracy.
-Boże Meg, co się stało!? - zapytała zszokowana moim widokiem Kimberly po czym wstała i pomogła mi się położyć na łóżku.
-Kim… -  szlochałam -  Zrobiłam największą głupotę na świecie! Zakochałam się w nieodpowiednim facecie i poszłam z nim do łóżka! - czułam jak jest zaskoczona tym co mówię. Nie wiedziała chyba co ma powiedzieć więc położyła się obok mnie i przytuliła najmocniej jak potrafiła. Moja młodsza siostra zbierała mnie w kawałki po najbardziej cudownych i zarazem najgorszych dniach mojego życia. Leżałyśmy tak dłuższą chwilę po czym udało się Kim namówić na gorącą czekoladę i ciasteczka babci.
-To Evans ci to zrobił tak? Tata mówił, że byłaś z nim New Jersey -  zapytała.
-Nie! -  ryczałam - Sama to sobie zrobiłam Kimi, jestem beznadziejna! - jak można pokochać kogoś w ciągu 6 dni? To tylko mi się mogło przytrafić.
-Meg daj spokój, kłótnia z facetem to nie koniec świata. Pogodzicie się jeszcze - Powiedziała spokojnie podgrzewając czekoladę na kuchni,
-Ale to nawet nie jest mój facet Kim. Jest taki....taki... inny od wszystkich - westchnęłam dalej szlochając - Czuły, opiekuńczy, namiętny, pociągający i chyba dlatego tak szybko się zakochałam ale jego zazdrość, chorobliwa chęć sprawowania nad wszystkim kontroli i ten pierdolony idealizm mnie dobija! Ja chce umrzeć Kim! Nie wytrzymam bez niego dłużej! – lamentowałam, a Kim patrzyła na mnie jak na przybysza z innej planety.
-Po prostu się zakochałaś Megan. To normalne, że się kłócicie, wiesz jak potem można się  miło godzić? Z takiego właśnie godzenia wzięła się twoja przyszła chrześniaczka lub chrześniak -powiedziała spokojnie, trzymając rękę na swoim zaokrąglonym brzuchu.
-Ja nie chce się z nim godzić, chce o nim zapomnieć! - nie mogłam się uspokoić.
-Jaki jest w łóżku? - zapytała jak to zwykle wścibska Kim.
-Cudowny! - odpowiedziałam po czym potrząsnęłam głową - A co do ma do rzeczy cholera?! –krzyknęłam, a ona roześmiała się w głos.
-No i masz odpowiedź. Jedź do niego, bzyknijcie się i będzie dobrze. Tylko bądź mądrzejsza ode mnie i się zabezpiecz chyba, że tak go kochasz, że chcesz z nim dzidziusia - dodała wesoło i wzięła ciasteczko do ust ciasteczko babci i popiła je gorącą czekoladą.
-Głupia jesteś Kim! Ja ci tu się zwierzam, a ty sobie żarty ze mnie stroisz. Żałuję ze ci w ogóle o tym powiedziałam!
-Meg przestań! Wpisałam w internet tego Evansa, to porządny facet, żadnych skandali, żadnych byłych żon i nieślubnych dzieci.....
-Nieślubnych dzieci? - przerwałam jej - A ma jakieś inne?!
-Nie głuptasie! - pocieszała mnie dalej - Jest biznesmenem, pomaga różnym organizacjom bezinteresownie, ma kupę kasy ale potrafi się nią dzielić z potrzebującymi. No i jest dobry w łóżku… - roześmiała się ponownie.
-A skąd wiesz?! - zapytałam obudzona.
-No sama to przed chwilą powiedziałaś wariatko! - podniosła głos i walnęła mnie w ramię.
-Ała! Weź, bo ci oddam gówniaro! -  powiedziałam po czym roześmiałam się. Nie był to jednak radosny śmiech. Raczej żałosny i nerwowy.
-Kobietę w ciąży byś uderzyła? - zażartowała.
-Kocham cię siostro! - powiedziałam i uścisnęłam Kimberly, delikatnie gładząc ją po brzuszku.

Zadzwoniłam do taty żeby go powiadomić, że jestem w domu i że nie musi jechać do Smithów jeśli to nie takie pilne. Ucieszył się na wiadomość,  że zostaje na noc i powiedział, że będzie wieczorem. Nie powiedziałam oczywiście o awanturze z Erickiem żeby go niepotrzebnie nie martwić. Może Kim miała rację, że to była tylko sprzeczka kochanków? Może ponoszą nas emocje dlatego, że zależy nam na sobie i nie potrafimy sobie poradzić z uczuciem, które rozwija się między nami tak bardzo szybko? To był mój pierwszy taki związek więc próbowałam się usprawiedliwić brakiem doświadczenia ale myślałam, że on miał nie jedną kobietę i że będzie wiedział jak ma się zachować by mnie nie wkurzać.  Miałam mętlik w głowie i musiałam od tego odpocząć, przemyśleć to na spokojnie z dala od niego. Jutro musiałam stawić się do pracy więc miałam nadzieję, że odpocznę od Ericka i taka rozłąka sprawi, że zatęskni i mnie przeprosi. Tego oczekiwałam? Sama nie wiem. 

Resztę dnia spędziłam z Kim na rozmowach o ślubie i weselu. Ustaliłyśmy też wstępnie, że w  następną sobotę urządzimy jej wieczór panieński, na który zażyczyła sobie striptizera i słynną już różową limuzynę.



Koło szóstej wrócili rodzice. Nie powiedziałam im o kłótni, a Kimberly też trzymała język za zębami, za co byłam jej bardzo wdzięczna. Utrzymacie tajemnicy nie należało do jej zalet. Zawsze wszystko wypaplała chociażby przypadkiem i niechcący. Pomogłam zrobić mamie kolację gdy Kim i tata dyskutowali intensywnie o prezencie ślubnym dla nich. Moja siostra była zachwycona na samą myśl własnego domu i popłakała się ze szczęścia. Oczywiście od razu zadzwoniła do Roberta by przekazać mu nowinę. Na jej miejscu nie cieszyłabym się tak bardzo, bo czułam w tym podstęp.Gdy zapytałam taty, gdzie ten jest dom to powiedział, że  sąsiedzi wystawili na sprzedaż swoją posiadłość i tata właśnie ją zakupił. Kim to nie przeszkadzało ale ja nie wyobrażałam sobie mieszkać zaraz obok rodziców, zwariowałabym chyba. Już widziałam te codziennie wizyty, próby pomocy i wtrącanie się we wszystko, ale to było jej życie i skoro jej to odpowiada to mi nic do tego. Znałam moją rodzinkę aż za dobrze i wiedziałam, że tak właśnie będzie.
Po pysznej kolacji na którą zrobiłyśmy z mamą łososia ze szpinakiem w cieście francuskim i blanszowane warzywa, wszyscy usiedliśmy jak za dawnych czasów w ogrodzie popijając wino własnej roboty, Kim piła sok porzeczkowy na punkcie, którego ostatnio miała bzika. Na chwilę zapomniałam o wydarzeniach ostatnich kilku dni. Koło dziesiątej stwierdziłam, że jestem już śpiąca, udałam się więc w kierunku schodów na górę. Miałam tu swój pokój, który czekał na mnie zawsze czysty ze zmienioną świeżo pościelą. Przypomniało mi się, że zostawiłam na schodach torbę więc wzięłam ja po drodze by spojrzeć czy Erick dzwonił. Rozłożyłam się na łóżku, wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam ponad sto połączeń od Ericka i mnóstwo esemesów z prośbą o kontakt. Czytając esemesy serce mi pękało ale stwierdziłam, że przytrzymam go trochę i zobaczę jak dalej się zachowa. Skoro mu na mnie zależało powinien się starać by mnie odzyskać. To było dość podłe i dziecinne z mojej strony ale musiałam być pewna chociaż tego, że jestem dla niego ważna.

Środa, 8 maja

O 7.30 obudziła mnie mama. Niestety musiałam wstać i iść do pracy. Tata miał mnie zawieść,bo mój samochód dalej stał na parkingu przy „Evans cars”, a transportem publicznym zajęło by mi to pół dnia.  Zjadłam szybkie śniadanie, bo pośpieszali mnie na każdym kroku. Tata miał chyba jakieś spotkanie z klientem, a musiał jeszcze podrzucić mamę sklepu.
Mama prowadziła swój własny sklepik z torebkami i butami, ostatnio zaczął on dość dobrze prosperować. Uwielbiała stroić się i znała się na modzie, tak jak Kim. Mnie totalnie to nie interesowało.
Wychodząc z domu spojrzałam na telefon ale żadnego nowego połączenia od Ericka nie było, ani nawet esmsa. Zmartwiło mnie to ale byłam twarda i stwierdziłam, że nie odezwę się pierwsza. Naprawdę czekałam na jakiś krok z jego strony. Nie sądziłam, że kiedyś wyczekiwać będę deklaracji ze strony mężczyzny. Do szpitala po wypadku przysłał mi chociaż kwiaty, a teraz? Ehhh... Czego ja oczekiwałam? Pewnie nie byłam dla niego tym kim on jest dla mnie. Mógł mieć takich kobiet na pęczki więc czemu miał się wysilać i przepraszać mnie? Uciekłam od niego bez słowa po jakiejś bezsensownej kłótni. Zapewne po prostu miał dość i tyle. 

Restauracja Smithów otwarta była od  jedenastej więc na spokojnie mogłam być godzinę wcześniej. Przywitałam się z Betty i Kevinem, który jak zwykle gapił się na mnie i rzucał dziwne uwagi na mój temat. Była środa, żadnego eventu ani bankietu więc ruch był umiarkowany. Szefostwa nie było, a Lauren i Clark mieli wolne. Wygłupiałyśmy się z Betty na kuchni, jednak co chwila sprawdzałam telefon z nadzieją, że Erick w końcu zadzwoni. Telefon milczał. Betty widziała, że coś mnie trapi, jednak nie była z tych co o wszystko wypytują. Powiedziała tylko żebym się nie zamartwiała niczym, bo szkoda życia na smutki. Co ona mogła wiedzieć o smutku? Była w moim wieku, miała wspaniałego męża i dom na Long Island, kończyła właśnie najlepszą szkołę kulinarną w Stanach. Z tego co wiem byli idealną parą i mimo, że nigdy nie poznałam Karla osobiście to Betty zawsze dobrze o nim mówiła. Nie mogłam być na ich weselu, bo urządzali je w Irlandii, skąd Karl pochodził. Chyba oni nigdy się nie kłócili, przynajmniej o tym ani razu nie wspomniała.  Przypomniało mi się też, że dzwonił John więc postanowiłam do niego oddzwonić.
-Cześć pożeraczu europejskich serc! - powiedziałam i od razu się roześmiałam
-No Megan w końcu się odezwałaś! - odpowiedział, w jego głosie słychać było radość.
-Wróciłeś już?
-Nie, nie wróciłem ale dostałem zaproszenie na ślub Kimi i postanowiłem przylecieć na kilka dni. Nawiązując do twojego maila z tamtego tygodnia odpowiadam, że bardzo chętnie pójdę jako twoja osoba towarzysząca! - O kurczę! Faktycznie pisałam z nim o tym, tyle że wtedy nie było jeszcze w moim życiu Ericka Evansa. Pewnie byłby strasznie zły jakby wiedział, że poszłam z kimś innym, mimo tego, że to tylko przyjaciel.
-John właśnie jest taka sprawa. Cudownie, że przyjedziesz, Kimberly na pewno się ucieszy ale chyba nie możemy pójść razem… - wymamrotałam i było mi strasznie głupio, że muszę tak postąpić.
-A to niby dlaczego? Już mnie nie kochasz? - powiedział w żartach i zaczął się śmiać.
-Kocham, kocham jak brata… -  dodałam - Ale poznałam kogoś i myślę ze wypada mi zaprosić tą osobę. Przepraszam za to zamieszanie - chwila ciszy z jego strony sprawiła, że prawie pękło mi serce. Nie chciałam go ranić ani odtrącać. Na szczęście chyba nie był zły, a po chwili nastąpił istny grom pytań z jego strony. Kto to jest? Gdzie go poznałam? Czym się zajmuje? Czy jest starszy? Gdzie mieszka? Na większość z tych pytań nawet nie znałam odpowiedzi. Fakt był taki, że znałam tylko jego imię,  nazwisko i niewiele o jego interesach, nie potrafiłam nawet powiedzieć ile ma lat, bo nigdy go o to nie zapytałam.
-Nie wiesz ile ma lat? - zapytał zaskoczony John.
-Nie. Oj John nie wypytuj tak, przylecisz to porozmawiamy na spokojnie. Kiedy będziesz? - próbowałam zmienić temat.
-Ślub jest w sobotę, dwudziestego piątego,  a ja przylatuję w środę. Więc będziemy mieli trochę czasu na pogaduchy. Stęskniłem się za tobą piękna - mówił tak od mnie od dawna.
-Ja też nie mogę się doczekać spotkania, a tymczasem kończę, bo zapłacę jakiś majątek za to połączenie. Będziemy w kontakcie!
-Kończ, kończ Meg. Odezwę się gdy wyląduje w NY. Ściskam cię mocno i trzymaj tego faceta na dystans, niech wie, że musi na ciebie zasłużyć! – powiedział, a mi ścisnęło serce na myśl o Ericku. Choć nie widziałam go dopiero dobę, tęskniłam za nim, za jego dotykiem, czułością.
-Pa wariacie! - zakończyłam udając wesołą, rozłączyłam się i zaczęłam cicho szlochać. Dlatego on się nie odzywał? Może uznał, że nie będzie się za mną uganiał? Przecież mógł mieć każdą kobietę więc dlaczego miał by wybrać mnie? Zapewne jestem dla niego kolejną kreską na pasku i oszukiwał mnie tylko tymi czułymi słówkami by zaciągnąć mnie do łóżka, a potem zostawić. W sumie to chyba ja go zostawiłam? Kurwa nie, to nie może być prawda! Widziałam w jego oczach ten żar i czułość, czułam że jestem dla niego wyjątkowa. A może coś mu się stało? Pomyślałam przerażona, poszłam do biura i na komputerze przejrzałam wszystkie najnowsze wiadomości. Gdyby Erick miał jakiś wypadek czy coś podobnego, na pewno informacja przeciekła by do mediów. Nic jednak nie znalazłam. Dowiedziałam się jednak, że ma 29 lat i z wykształcenia jest prawnikiem, skończył Harvard z wyróżnieniem. Jego matka jest lekarzem, ojciec popełnił samobójstwo jak Erick miał 7 lat, a ona wyszła ponownie za mąż za potentata budowlanego, właściciela Rander International Industries. Nie było w sieci za wiele informacji o jego rodzinie ani nic z życia prywatnego. Kim miała racje, żadnych skandali czy kompromitujących zdjęć. Jedynie zdjęcia z bankietów na których otoczony był pięknymi kobietami, biznesmenami i całą śmietanką towarzyską. Na ich widok zrobiłam się zazdrosna i ponownie spojrzałam na telefon z nadzieją, że zobaczę jakaś wiadomość od Ericka. Dalej nic.

Restauracja otwarta jest do północy, a gdy są goście trzeba zostać dłużej.  Na szczęście dziś udało mi się wyrwać wcześniej i wrócić do mojego mieszkania. Wezwałam taksówkę, która podwiozła mnie pod same drzwi kamienicy. Wjechałam na 6 piętro i byłam tak wykończona 13 godzinnym maratonem w pracy, że marzyłam by pójść spać. Dopiero myjąc zęby uświadomiłam sobie, że nic dziś nie jadłam, oprócz szybkiego śniadania rano u rodziców. Żołądek miałam zaciśnięty, co chwila spoglądałam nerwowo na telefon. A ten dalej milczał. Dupek! Pomyślałam i zaczęła ogarniać mnie złość. Na szczęście jutro miałam być tylko na chwile w restauracji pomóc Betty z samego rana, a potem miałam czas na zorganizowanie tego wieczoru panieńskiego dla Kim. Weszłam szybko na facebooka i utworzyłam wydarzenie zapraszając na nie wszystkie jej koleżanki, tak było najprościej, bo po co do wszystkich dzwonić? Zresztą wszyscy teraz tak robili. Panieński miał odbyć się osiemnastego maja, tydzień przed ślubem w najmodniejszym klubie w Nowym Yorku, którego notabene, współwłaścicielem był Erick. To nie był mój wybór tylko Kimberly... Może zrobiła to specjalnie? W sumie cieszyłam się, bo miałam nadzieję, że może Erick także tam będzie? Może uda nam się porozmawiać? Chyba, że nie chce mnie już znać i się nie zjawi, co było bardziej prawdopodobne. Och nie powinnam o tym teraz myśleć. Po co zamartwiać się na zapas?

4 komentarze:

  1. Jak tu doczekać do kolejnego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
  2. Super niespodzianka przed poniedziałkowym kieratem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskakujące, najpierw nieodstępował jej na krok, a teraz milczy jak grób.

    OdpowiedzUsuń