Premiera już w lipcu!

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 26

Patrzyłam na to zdjęcie jak zahipnotyzowana. Po chwili Erick podszedł bliżej by zobaczyć co oglądam i roześmiał się w głos. Rzuciłam mu kolejne gniewne spojrzenie.
-To nie jest śmieszne!
-Mnie to bawi, zawsze będą wypisywać bzdury. Musisz przestać się tym przejmować skarbie, tak jak ja - Był taki spokojny i opakowany. Nie wiem jak on to wytrzymywał? W sumie do tej pory raczej nie często, jego zdjęcia ukazywały się w gazetach plotkarskich, a jeśli już, to nie było to nic nadzwyczajnego. Przyjęcia i bankiety dla elity Nowego Yorku, odbywały się kilka razy do roku. Chodził tam zawsze w towarzystwie kobiet z agencji Moniki ale nigdy z żadną nie był związany. W internecie nie pisali nic o żadnych romansach więc musiał mieć niezłych prawników żeby niczego nic nie sugerował. Pewnie tych samych, którzy będą zajmować się moją sprawą. Odgoniłam szybko myśli o procesie by się tym teraz nie przejmować. 
-Wczoraj sfotografowali mnie jak jechałam z Gordonem.  Jutro przeczytam, że cię zdradzam z najlepszym przyjacielem! - Usiadłam na ławeczce oburzona tym, że wcale się nie przejął zdjęciami w gazecie. Mnie cholernie wkurzało brak poszanowania mojej prywatności. 
-Ufam tobie i Gordonowi także, jest dla mnie jak.....jak brat -  Odpowiedział, a jego jego oczy posmutniały. O nie! Nie myśl o tym Ericku. Cała złość momentalnie mi przeszła. Nie chcę żeby popsuł mu się humor. 
-Chodźmy na lody! Mam ochotę na wielką porcję! - Zmieniłam szybko temat, jego oczy od razu nabrały innego wyrazu. Erick lubił gdy jadłam. Nie rozumiałam tego ale chyba dawało mu to swojego rodzaju poczucie, że dbam o siebie. 
-Podobno wczoraj po przesłuchaniu też jadłaś lody -  Spojrzał na mnie słodko i uśmiechnął się złośliwie.
-Lubię lody. Jest upał -  Wstałam i ruszyłam szybko w kierunku lodziarni. W centrum handlowym było ich przecież mnóstwo. Erick od razu do mnie dołączył i chwycił mnie pod ramię.
-Moja słodka złośnica -  Spojrzałam na niego z ukosa i roześmiałam się w cicho.
W środku, miła młoda dziewczyna obsłużyła nas niezwykle sympatycznie. Nie miała więcej niż 16 lat i to zapewne jej pierwsza wakacyjna praca. Erick zostawił jej spory napiwek, na co zareagowała bardzo entuzjastycznie, jej podziękowania nie miały końca. On zawsze zachowywał się bardzo uprzejmie do każdego kto nas obsługiwał. Wzbudzał respekt ale nie wywyższał się. A przynajmniej nie robił tego, gdy był ze mną.  Ja miałam ochotę na duże lody z polewą, a Erick wziął mrożoną kawę. W pierwszej kolejności zjadłam podwójną porcję bitej śmietany by w końcu zabrać się za lody. Siedzieliśmy beztrosko w kawiarnianym ogródku.Nikt nie robił nam zdjęć i nie zaczepiał nas. Erick się wyluzował, a i ja przestałam się dąsać. Te hormony totalnie mnie wykończą. Przyszedł mi też do głowy genialny pomysł.
-Ericku? -  Zaczepiłam słodko. Spojrzał na mnie jakby wyczuwał, że znowu coś wymyśliłam.
-Tak?
-Urządźmy dla Kimi i Roba babyshower! Zgadzam się na wszystkie zasady bezpieczeństwa, które tylko sobie wymyślisz! - Pisnęłam radośnie. Zawsze chciałam urządzić komuś babyshower, a teraz okazja jest doskonała.
-Chcesz to sama zorganizować? - Patrzył zaskoczony, chyba nie widział mnie nigdy takiej podekscytowanej.
-Tak. Możemy to zrobić w naszym domu. Zaprosimy rodziców moich i Roba, bo akurat są w Nowym Yorku, ich wspólnych znajomych. Zrobię mnóstwo jedzenia, kupimy słodkie prezenty, gryzaki, śpioszki, butelki smoczki. To będzie przyjęcie na cześć mojej chrześnicy Ericku! - W jego oczy wkradł się uśmiech, który ewidentnie próbował pohamować.
-Kiedy chcesz to zrobić? - Zapytał udając poważnego.
-No nie wiem? Chyba najlepiej w jakiś weekend, bo wtedy wszyscy maja wolne.
-Na ten weekend zaprosiłem do nas Flinów, zapomniałaś?  - O kurczę! Faktycznie zapomniałam.
-To zróbmy to właśnie w ten weekend. Kim zna Flinów, i chłopaki się ucieszą, że będzie. Chyba, że nie chcesz... - Spojrzałam badawczo.
-Jeśli ma cię to uszczęśliwić skarbie to dla mnie bez różnicy kto będzie, a kto nie -  Nachylił się i pocałował mnie w czoło.
-Kocham cię! - Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam namiętnie całować. Ludzie gapili się na nas dziwnie ale tym razem ja miałam to gdzieś. Kocham mojego faceta i będę go całowała kiedy mi się podoba. A co!
-Panno Donell, zachowuje się pani niestosownie w miejscu publicznym, zaraz ktoś zwróci nam uwagę - Wyszeptał do moich ust. Czułam jak po moim ciele rozlewa się pożądanie, a byliśmy przecież w centrum handlowym wśród tłumu ludzi. Miałam ochotę oddać mu się jednak, na stoliku przy którym siedzieliśmy. Gdy oderwaliśmy się od siebie w końcu, zadzwonił do niego telefon. Dyszałam ciężko próbując wyrównać oddech, a Erick odszedł na chwilę by porozmawiać. Przy okazji weszłam zerknąć na ubranka dla dzieci i te wszystkie gadżety do sklepu dla mam i kobiet w ciąży. W dziale dla noworodków znalazłam śliczną sukieneczkę. Nie miałam pojęcia czy będzie dobra ale była taka malusieńka i słodka, że nie mogłam się oprzeć. Moja chrześnica będzie wyglądać w niej jak mała księżniczka. Jestem o tym przekonana. 
Zapłaciłam szybko i wyszłam zanim Erick skończył rozmawiać. Wyszliśmy z centrum handlowego objęci i zadowoleni. Na parkingu ani śladu paparazzich, ta ochrona naprawdę nieźle się spisuje.
-Wsiadaj maleńka! - Erick otworzył mi drzwi po stronie pasażera.
-Nie prowadzę? - Zapytałam ze smutną minką.
-Ja wrócę. Za dużo masz emocji jak na jeden dzień. Jak wrócimy możesz zadzwonić do wszystkich, których chcesz zaprosić na sobotę. Jest wtorek więc nie zostało dużo czasu… - powiedział i pomógł mi wsiąść. No faktycznie! Będę musiała nad tym posiedzieć i zastanowić się co ugotuję i co wymyślę, żeby Kim nie domyśliła się, że to przyjęcie dla niej i maleństwa.
-Jesteś cudowny! - Cmoknęłam go w policzek i zapięłam pas. Gdy tylko Erick ruszył z głośników usłyszałam Rihanne -  „We found love”. Nie jechaliśmy zbyt szybko, Erick chyba nie lubi tak jeździć. To akurat rozumiem ale po co mu w takim razie te wszystkie sportowe auta? Pełen sprzeczności ten mój przyszły mąż.

Gdy zajechaliśmy na podjazd, chłopak od samochodów, chyba ma na imię Ray, właśnie mył moje volvo. On tu mieszka? Nawet nie wiem ile jest tych osób, które są naszą, tak zwaną służbą. Dziwne słowo... służba. Kto by pomyślał, że kiedyś ktokolwiek będzie mi usługiwał? Muszę o tym pogadać z Erickiem ale nie teraz. W domu od razu poszłam zadzwonić do rodziców.
-Hej tato! - Powitałam go radośnie.
-Meg maleństwo. Cudownie, że dzwonisz! - Ścisnęło mnie w gardle gdy usłyszałam jego głos. Na pewno się zamartwiał czy wszystko u mnie dobrze. To musi być dla niego strasznie, że nie może zadzwonić do własnej córki, kiedy tylko ma ochotę.
-Słuchaj uważnie tatku! - powiedziałam konspiracyjnie - Chcę zrobić przyjęcie niespodziankę dla Kimi i maleństwa.
-To bezpieczne? - Och nie! On też zaczyna? Zwariuję z tymi facetami!
-Tak tato bezpieczne. Erick o wszystko zadba. Zrobimy je u nas w domu w New Jersey.
-Ok...Mów dalej -  Chyba go nie przekonałam ale mówiłam dalej. Nic nie poradzę, że mój ojciec był przewrażliwiony zapewne tak samo jak Erick.
-Chcę was zaprosić i rodziców Roba, jeśli jeszcze są.
-Tak są Meg, wyjeżdżają dopiero w następnym tygodniu.
-To świetnie, myślę jeszcze o Flinach, moich sąsiadach z kamienicy z Manhattanu i wspólnych znajomych Kim i Roba ale będziesz musiał mi wysłać e-mail z numerami telefonów do wszystkich.
-Rozumiem, że Kim ma o niczym nie wiedzieć? - zaśmiał się, bo podłapał mój pomysł. Z nim zawsze można było coś obgadać w tajemnicy. 
-Tak, dlatego dzwonię do ciebie, a nie do mamy -  Oboje zaczęliśmy się śmiać w jednym momencie.
-Dobrze załatwię to jakoś. Powiem, że zapraszacie nas na obiad. O której w sobotę?  - Tata zawsze mnie wspiera, mam w nim niezłego sprzymierzeńca. I kocham go za to bezgranicznie mocno.
-Myślę, że na trzecią będzie dobrze, ale jeszcze ustalę to z Erickiem. Będzie musiał wysłać po was samochód.
-Rozumiem, kwestia bezpieczeństwa - westchnął - Dobrze skarbie, ja mam zaraz spotkanie i nie bardzo mogę rozmawiać, napiszę ci e-maila z tymi telefonami. Daj znać dokładnie co i jak.
-Oj przepraszam nie wiedziałam, że masz spotkanie! -  Cholera! Przecież niektórzy w przeciwieństwie do mnie pracują. Idiotka! Zrobiło mi się strasznie głupio.
-Nie szkodzi Meg. A u Was wszystko w porządku? - zapytał jeszcze.
-Tak tatku, w najlepszym!
-Kamień z serca. Trzymaj się maleństwo. Pamiętaj, że cię kochamy wszyscy! -  Łzy momentalnie napłynęły mi do oczu, bo tak bardzo za nimi tęsknię. Im też musi być jednak cholernie ciężko.
-Pa tatku - Zdusiłam jęk by nie zorientował się jak mi ciężko. Było mi ciężko ale musiałam to jakoś wytrzymać. Nie było przecież innego wyjścia. 
-Pa skarbie. Do usłyszenia.
Boże, jakie to trudne! Siedząc na środku łóżka w głównej sypialni, zalewam się słonymi łzami. Erick poszedł do gabinetu popracować i mówił, że ma przejrzeć  jakieś raporty czy coś w tym rodzaju. A ja chyba jestem znowu głodna? Naprawdę w takim tępię roztyje się z dnia na dzień. No trudno... mogę to zwalić na buzujące hormony. Filip mówił, że po pierwszym zastrzyku mogę mieć bóle głowy, zatrzymanie wody w organizmie i wzmożony apetyt, ale nie sądziłam, że aż tak. Zeszłam więc do kuchni by rozpakować zakupy, które zrobiliśmy z Erickiem. Może gdy zajmę się gotowaniem humor poprawi mi się choć na chwilę. Co my nakupiliśmy? Wyjmuje z torby świeżego łososia, szparagi, ziemniaki i wiele innych produktów. Co to ja chciałam ugotować? Stojąc przy kuchennym zlewie, myję warzywa i owoce. Zapatrzyłam się na piękny ogród, który widać z kuchni. Kaskady kolorowych kwiatów, ozdobne drzewka, na podjeździe Ray myje Erickowego Maybacha.
-Hej! - Usłyszałam nagle i znalazłam się w objęciach Ericka - Co robisz maleńka?
-Nic… - Odpowiedziałam cicho i zaczęłam szlochać.
-Boże co się stało Meg? Dzwoniłaś do rodziców? - Zatroskany wziął moją twarz w dłonie. Z jego oczu bije taka dobroć i miłość. Czemu nikt wcześniej nie zauważył w nim tego co ja? Dlaczego te wszystkie kobiety patrzyły tylko na jego pieniądze?
-Tak dzwoniłam - Kwiliłam dalej. 
-Coś się stało? Coś z Kimberly? - Przestraszył się od razu i cały się spiął.
-Nie. Wszystko w porządku - Erick spojrzał na mnie dziwnie - No co? Mam wahania nastrojów. Zrozum to w końcu! - dodałam oburzona, że mnie nie rozumie.
-Ok... - Próbował ukryć rozbawienie ale mu się nie udało.
-Nie śmiej się ze mnie! - Warknęłam. Boże co się ze mną dzieje? Nie mogę nad tym zapanować, to jest takie wkurwiające.
-Nie śmieję się z ciebie maleńka. Po prostu ciężko mi nadążyć nad tymi twoimi... nastrojami. To dla mnie nowość.
-Och... - Westchnęłam. Faktycznie ostatnio chyba przesadzam. On przecież nie wie co to znaczy, bo nigdy nie był w normalnym związku. O ile nasz można nazwać normalnym? - Przepraszam, nie mogę nad tym zapanować, to przez hormony -  wyjaśniłam. Nic nie powiedział, tylko przytulił mnie mocno do siebie. Czułam jaki jest gorący, a przytykając ucho do jego piersi, momentalnie się uspokoiłam.
Powiedziałam mu, że tata wyśle na e-maila wszystkie potrzebne mi telefony. Erick obiecał, że o transport mam się nie martwić i, że załatwi catering. W sumie może ma rację, nie wiem czy czuję się na siłach gotować dla kilku, a nawet kilkunastu osób. Ile w ogóle będzie gości? Moi rodzice, Kim i Rob, mama i tata Roba, Flinowe z synkami, nie wiem ile znajomych potwierdzi przybycie ale pewnie co najmniej ze 25 osób. Kurde to jak małe wesele, a nie babyshower. Może nie powinnam tak obciążać Ericka tym wszystkim? On robi to tylko ze względu na mnie, bo sam pewnie nie bardzo ma ochotę. Rany! Znowu mam wyrzuty sumienia i chce mi się płakać. Zwariuję przez te hormony!
-Chodź pod prysznic. Chcę umyć ci włosy - zaproponował nagle Erick. Spojrzałam na niego podejrzliwie, bo przecież mam jeszcze okres.
-Proszę prowadzić panie Evans - Uśmiechnęłam się słodko, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki w sypialni na piętrze. Zawsze gdy tak robił czułam się lekka jak piórko. Czułam się piękna gdy tak mnie traktował. 
-Rozbierz się! -  Powiedział gdy postawił mnie na podłodze na środku łazienki. To był wręcz rozkaz, bardzo podniecający rozkaz. Nie myśląc, zaczęłam rozpinać guziki od mojej koszulki. Erick nie odrywa ode mnie wzroku, oparł się pośladkami o umywalkę i skrzyżował rękę na piersi. On już cały płonie, zdradzają go jego oczy. Stały się prawie czarne i błyszczą w ten specyficzny sposób. Specjalnie oblizuję usta i widzę jak Erick wciąga głęboko powietrze. We mnie też zaczyna buzować pożądanie. Z kolejnym guzikiem ukazuję kawałek swojej bielizny, biały koronkowy stanik niewiele jednak zakrywa. Czuję jak twardnieją mi sutki, a piersi nabrzmiewają boleśnie. Bluzka spada na podłogę. Zrobiłam krok do przodu by Erick miał mnie na wyciągnięcie ręki. Gdy tak na mnie patrzy czuję się taka seksowna, nie mam oporu by zacząć rozpinać suwak w moich jeansach. Powoli przesuwam palce w dół ud ściągając spodnie. Nawet zgrabnie mi to idzie. No Donell dalej! Pokaż jaka potrafisz być uwodzicielska! Mam teraz na sobie tylko komplet białej bielizny i tą cholerną wkładkę w majtkach. Niech to szlag! Jak ja to zrobić, żeby nie wyglądało głupio? Mój brak doświadczenia czasami mnie dobija. Mimo to zsuwam powoli ramiączko stanika, potem drugie i moje krągłe piersi uwalniają się. Są takie nabrzmiałe i spragnione jego pocałunków. Odpinam stanik z tyłu, spada on obok spodni i koszuli. Oczy Ericka robią się coraz większe, widzę też wybrzuszenie na jego spodniach. Uśmiecham się lekko i kołyszę biodrami. Jeden palec wkładam za gumkę majteczek, dotykając delikatnie moich włosków łonowych. Kurde, muszę się w końcu wybrać na depilację. Przesuwam go na całej długości gumeczki i oblizuję usta. Erick płonie, czuje to mimo tego iż stoi jakieś półtora metra ode mnie. W pewnym momencie po prostu nie wytrzymuje i podchodzi do mnie gwałtownie, łapiąc za pośladki.
-Moja maleńka. Jesteś taka cudownie słodka i seksowna... - już nachyla się by mnie pocałować gdy z doły dochodzi nas kobiecy krzyk. W sumie nawet nie krzyk, to był piskliwy wrzask.
-Gdzie jest Evans?! 
-Ja pierdole! - Erick puścił mnie i nerwowo poprawił spodnie -  Nie uciekaj mi kotku, zaraz wracam - Musnął palcami moje usta i wyszedł pośpiesznie. W tym momencie byłam taka napalona, że nawet nie myślałam o tej kobiecie na dole. Och Boże! Jak ja go pragnę!
-Czekam… - Wyszeptałam za nim. Mam chwilę by pozbyć się tej krępującej wkładki z majtek. Na szczęście to ostatnie dni miesiączki więc nie jest tak tragicznie. Zmieniam szybko majtki na świeże i jestem gotowa aż wróci Erick. Mija jednak 10....15....20 minut,  a jego nie ma. Kurczę nic nie słyszę, bo przecież ściany są dźwiękoszczelne. Co go zatrzymało? Co to za kobieta przyjechała? Czekam kolejne 5 minut i dalej nic. Postanawiam zejść na dół i zobaczyć co tam się dzieje. Zakładam na siebie czarny t-shirt  bez stanika i nasuwam krótkie spodenki od dresu. Wychodzę z sypialni i słyszę jakąś ożywioną rozmowę, żeby nie powiedzieć kłótnię. Głos Ericka i dwa inne głosy,  kobieta i mężczyzna. Siadam na schodach i słyszę.
-Popierdoliło was oboje! -  krzyczy Erick. Teraz wiem, że to nawet nie kłótnia, to niezła awantura. Ale o co?
-Zrozum, że ona zrujnuje ci życie! - Odzywa się kobiecy głos. Krzywię się, bo gdzieś go słyszałam ale nie wiem gdzie? Przysłuchuję się więc bardziej.
-Ty zrujnowałaś mi życie w dniu kiedy poznaliśmy się na studiach! - To Erick, dalej krzyczy.
-Jestem najlepszą rzeczą, która ci się przytrafiła Evans! -  Kurwa mać! Dopiero dociera do mnie że, to głos Moniki. Co ona tu do cholery robi?
-Gordon wyprowadź ją, bo zaraz jej znowu przypierdolę - Gordon tam jest? Co do licha?  Zbiegam szybko na dół i widzę... Wściekłego Ericka, obok niego stoi zakłopotany Fox, a naprzeciw nich stoi ona.  Piękna, zgrabna, ubrana w obcisłą, białą sukienkę z dekoltem do pasa… Monika. Zżera mnie zazdrość i złość. Jak ona ma czelność się tu pokazywać? Skąd wie, że tu mieszkamy? Przecież w prasie były tylko zdjęcia, nie było podanego dokładnego miejsca. Spojrzeli na mnie we troje jednocześnie. W oczach Ericka widzę gniew i troskę, nie jest zły na mnie ale na tą sytuację. Gordon także patrzy błagalnie i mam wrażenie, że chce bym sobie poszła. Monika na mój widok prostuje się i poprawia włosy, w jej spojrzeniu widzę pogardę...strach? Sama nie wiem. Wiem, że wredna z niej suka. Momentalnie zasycha mi w ustach.. Mam ochotę stamtąd uciec, jednak nie mogę tego zrobić. Nie mogę jej pokazać ,że się jej boję. Nie dam ci tej satysfakcji!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 25

Obudził mnie głośny huk, jakby coś wybuchło zaraz obok domu. Zerwałam się przerażona, Ericka przy mnie nie było. Zegarek przy łóżku migał i pokazywał same serca. Kurwa mać! Nie ma prądu. W pokoju było bardzo ciemno, prawie nic nie widziałam. Boże! Ja nawet nie wiem gdzie w tym domu znajdę jakiekolwiek świeczki. Zeszłam po omacku na dół i zobaczyłam Gordona śpiącego w salonie na kanapie. Zapalił kilka świeczek w całej kuchni. Nie mam jednak pojęcia która jest godzina? Nie chcę go budzić ale gdzie do cholery podziewa się Erick? Podeszłam do komody na której zostawiłam torebkę. Wzięłam do ręki komórkę, było po 2 w nocy. Zero połączeń od Ericka. Cholera, a może coś się stało? Postanowiłam zadzwonić. Jeden, drugi, trzeci sygnał.... nie odbiera... poczta. Kurwa! Czemu nie ma prądu? Nagle usłyszałam kolejny potężny grzmot aż podskoczyłam i zapiszczałam z przerażenia.
-Meg! - obudziłam Gordona aż zerwał się z kanapy -  Co się stało? -  był równie przerażony jak ja.
-Gdzie jest Erick? - pisnęłam znowu. To tylko burza Meg... Nie denerwuj się - próbowałam się uspokoić.
-Nie wiem zasnąłem, nie dzwonił do mnie - powiedział skruszony, jakby winił się za to, że  zasnął i nie czuwał nade mną.
-Przez tą cholerną burzę nie ma prądu. Próbowałam dodzwonić się do niego ale nie odbiera - usiadłam zmartwiona przy kuchennej wyspie. Gordon spojrzał na zegarek na prawej ręce, gdy zorientował się, która jest godzina, widać było, że też się zdenerwował.
-Poczekaj zadzwonię do kogoś z ochrony, zapytam czemu dalej nie ma prądu?-  kiwnęłam głową. Gdzie jest mój kochany? Serce mi ścisnęło na myśl, że coś mogło by się stać. Gordon odszedł kawałek ale mimowolnie przesłuchałam się rozmowie.
-Fox. Nie ma u nas prądu.....Wszędzie? Kurwa.. Poważna ta awaria?...Dajcie znać...A jeszcze jedno, kontaktował się z wami pan Evans?... Nie? ...Ok, będziemy w kontakcie -  rozłącza się. Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że przeszły mnie ciarki, czułam, że stało się coś złego.
-Gordon co się dzieje? Czemu tu nie ma Ericka? Czemu się nie odzywa? - zapytałam spanikowana, ręce trzęsły mi się ze zdenerwowania.
-Ochrona nic nie wie. Nie kontaktował się z nimi od kilku godzin, ale nie martw się Meg. Na pewno został w Nowym Yorku - pocieszał mnie nieudolnie.
-To czemu nawet nie zadzwoni? To do niego nie podobne Gordon! - zrobiło mi się zimno, wzięłam z kanapy koc pod którym leżał Fox i owinęłam się nim.
-Może tam też nie ma prądu... - zmierzyłam go wzrokiem.
-Przecież ma komórkę, nie odbiera...
-Faktycznie, ale nie powinnaś się tak denerwować. Chodź zrobię ci herbaty i spróbuj zasnąć - podszedł do mnie i objął przez ramię. Poczułam się bardzo dziwne, jakby naruszył moją przestrzeń osobistą. Donell do cholery przestań! To przyjaciel twojego faceta, nic ci przy nim nie grozi. Zganiło mnie moje wewnętrzne „ja”.
-Usiądź ja zrobię -  Muszę się czymś zając, bo zwariuję. Powiedziałam i podeszłam nastawić wodę - Skąd wiedziałeś gdzie są świeczki? - Zapytałam, a Gordon uśmiechnął się dziwnie.
-Znam ten dom jak własną kieszeń, pomagałem Erickowi go wybrać i zabezpieczyć. Agencja, która was ochrania należy do mnie - Ach no tak. Oczywiście o tym Erick mi też nie wspomniał.
-Myślisz, że te zdjęcia, które pokazały się w prasie i internecie, zniknęły na dobre? -  zmieniłam temat, nie chciałam by zorientował się jak mi głupio, że zna nasz dom lepiej niż ja.
-Wszystko zostało usunięte. Nikt już nigdy tych zdjęć nie zobaczy, nie martw się.
Uspokoił mnie trochę. Zrobiłam herbatę i usiedliśmy razem w salonie na kanapach. Gordon opiekował się mną tak, jakby mu na mnie zależało. To bardzo dziwne uczucie, ale pewnie za dużo sobie wyobrażam.  Erick go o to poprosił i już. Nie dopisuj scenariusza Donell. 
-Nie wiadomo kiedy włączą prąd to większa awaria. Do rana pewnie się z tym nie wyrobią.
-Dobrze, że tu ze mną jesteś, sama oszalałabym ze strachu -  Uśmiechnęłam się do niego, a on przysunął się i objął mnie przyjacielsko. Tym razem nie wyczułam w tym żadnych ukrytych zamiarów. Sama siebie zganiłam za to, że pomyślałam, że Gordon się do mnie podwala. Głupia jesteś Donell! Oboje zasnęliśmy.


Wtorek, 16 lipca

Przebudziłam się. Było już dość jasno. Spojrzałam za siebie, Gordon nadal obejmował mnie w pasie, leżąc za mną. Wyglądał spokojnie i nawet trochę pochrapywał. Rozbawiło mnie to, ponieważ mój Erick nie chrapie. Jeszcze bardziej go za to kocham. Rozejrzałam się po pokoju, świeczki zgasły, na zewnątrz taras mokry od wody parował w porannym słońcu. Burza przeszła, jednak dalej nie ma prądu. Zegarek na piekarniku miga zerami. Rozglądam się i widzę jak ktoś siedzi przy kuchennej wyspie. Zaspanymi oczami nie widzę dobrze kto to jest.
-Hej! - słyszę cichutko, tak znam ten głos.
-Erick! - Wstałam gwałtownie budząc Gordona i podbiegłam do niego, wtulając się mocno.
-Już jestem maleńka, nie bój się! - Powiedział spokojnie i głaskał mnie po włosach, jego zapach zawsze mnie uspokaja.
-Gdzie byłeś? Nie mogłam się dodzwonić! Nikt nic nie wiedział! - Piszczałam i z emocji zaczęłam płakać.
-Spotkanie się przedłużyło, a potem zaczęła się ta cholerna burza. W Nowym Jorku pozalewało ulice, nie mogłem wyjechać z Manhattanu. Mój samochód utknął w tunelu, który został zalany. Zostawiłem w nim telefon, a w Evans Tower nie było prądu i nie mogłem zadzwonić. Przepraszam maleńka, że się martwiłaś - Całował moja głowę i czule mnie obejmował. Wrócił mój rycerz, moja opoka. Tylko przy nim czułam się całkowicie bezpiecznie.
-Cieszę się że już jesteś, tak się bałam, że coś ci się stało - Szlochałam w jego cudownie pachnącą białą koszulę od Armaniego.
-Dziękuje Gordon, że z nią zostałeś. Mam nadzieje, że twoja żona nie będzie ci za to suszyć głowy - Rzucił Foxowi dziwne spojrzenie i oboje się roześmiali. Żona? On ma żonę?
-Powinna zrozumieć, czego się nie robi dla przyjaciół - Mrugnął do niego i poszedł do łazienki.
-Gordon ma żonę? - Zapytałam cicho Ericka.
-Tak ma, a czemu pytasz? - Spojrzał na mnie pytająco i uniósł brew.
-Nie widziałam obrączki to po pierwsze, a po drugie mówił, że przecież on razem z tobą....razem z wami.... no, że też w tym siedzi! – Zdenerwowałam  się na myśl o tej całej popapranej sprawie.
-Jego żona nic nie wie Megan i mam nadzieję, że się nie dowie - Powiedział surowo, jakby sugerował żebym nie wypaplała.
-To dlatego Monika mówiła, że jeśli odejdziesz, to zniszczysz życie wielu osób tak?
-Tak, na pewno chodziło jej także o Gordona. Ożenił się z Jenifer niecały rok temu.
-Czemu on mógł się ożenić, a ty nie możesz mieć nikogo? Przecież obowiązują, obowiązywały was te same zasady! - Oburzyłam się, co za popieprzone towarzystwo!
-On nie zrezygnował, nie zerwał umowy - Burknął w złości. O co się tak wkurza? Ja tylko chcę to zrozumieć.
-Przecież to chore! -  Pisnęłam głośno i odsunęłam się od Ericka. W jego oczach zobaczyłam niepokój.
-Mówiłem ci że to skomplikowane Meg. To zamknięte środowisko... -  Przerwałam mu nagle.
-On ją zdradza Erick! Tak nie można! - Krzyknęłam w momencie gdy Gordon wszedł do kuchni. Spojrzał na mnie dziwnie ale milczał. Oblałam się rumieńcem i podeszłam do lodówki by tylko nie widział mojej płonącej twarzy. Jak ja mogę go oceniać, skoro tak naprawdę nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi? Nie powinnam wyciągać takich wniosków - Śniadanko?  - Zapytałam udając, że to przed chwilą nie miało miejsca. Erick wymienił spojrzenia z Gordonem i obaj usiedli przy kuchennej wyspie. Atmosferę można było ciąć nożem. Zrobiłam dla wszystkich omlety z bekonem. Chyba smakowało, bo zajadali się nic nie mówiąc. Wymieniali tylko między sobą te tajemnicze spojrzenia, czym doprowadzili mnie do szału. Opanowałam się jednak i udałam, że tego nie widzę. Było koło jedenastej, kiedy Gordon powiedział, że musi już jechać. Pożegnał się z nami i wyszedł.
-Lepiej się nie odzywaj Evans! Jestem na ciebie wściekła! - Burknęłam gdy widziałam, że się do mnie zbliża, by mnie ugłaskać. Roześmiał się delikatnie i oparł biodrem o stół. Boże jak on w tej pozycji seksownie wygląda!
-Długo będziesz się tak dąsała? - Skrzyżował ręce na piersi i oblizał usta. O nie, nie rób tak! Wiem co ci chodzi po głowie!
-Mam takie prawo to się dąsam! - Pisnęłam.
-A ja mam prawo pocałować moją przyszłą żonę. Chodź tu do mnie! - Momentalnie się przy mnie znalazł i objął w pasie tak, bym czuła jego powiększoną męskość na brzuchu.
-Nie próbuj mnie przekupić seksem! Nie dam się omamić twoim idealnym, pięknym ciałem! -Spojrzałam, w jego oczach malowało się rozbawienie przeplatające z pożądaniem.
-Kiedy kończy ci się ten cholerny okres? - Zmienił nagle temat. 
-Nie wiem. Pewnie w czwartek. A co?! - Zapytałam, jakbym nie wiedziała o co mu chodzi. Zboczeniec!
-Bo mam ochotę pieprzyć się z tobą mała! Stęskniłem się, ta noc bez ciebie była straszna. Wiedziałem, że jesteś bezpieczna z Gordonem ale od czasu kiedy się obudziłaś , nie spędzaliśmy osobno żadnej nocy. Jesteś moim narkotykiem od którego się uzależniłem… - No i jak po takim wyznaniu mam się na niego gniewać? Ten człowiek jest tak skomplikowany, że nigdy go chyba nie rozgryzę.
-No niestety Evans musisz poczekać. Cierpliwość jest cnotą! - Rzuciłam złośliwie ocierając się o niego specjalnie. Oczy mu zapłonęły i czułam jak cały stwardniał.
-To aż boli! - Zmrużył oczy w grymasie - Oszaleję przez ciebie Meg! - Uśmiecham się tryumfalnie i oblizuję usta by bardziej go sprowokować.
-To pan panie Evans doprowadza mnie do szału! A teraz proszę jedźmy na zakupy, muszę odreagować w kuchni. Chcę zrobić coś wyjątkowego, a nie widziałam wszystkich składników.
-Meg ja nie robię zakupów - Rzucił mi spojrzenie szczeniaczka.
-Jak nie robisz? To skąd w twoim apartamencie na Manhattanie zawsze wszystko było? - Spojrzałam zadziwiona, no ale co się dziwić, ten człowiek nie ma zwykłych przyziemnych obowiązków.
-Mam służbę od tego, potrafię coś ugotować ale zakupów nie robiłem już od.... dawno ich nie robiłem - skrzywił się próbując przypomnieć kiedy ostatnio to robił. Zaśmiałam się.
-Ale ja chciałabym pojechać. Potrzebuję zrobić coś co pozwoli mi zapomnieć o wczorajszym dniu - Na wspomnienie o przesłuchaniu od razu rozbolał mnie brzuch.
-Chcesz o tym porozmawiać? Gordon mówił, że nieźle sobie poradziłaś -  ujął moją głowę tak by patrzeć mi w oczy.
-Nie było tak źle, chciałam to szybko załatwić. Żałowałam, że ciebie tam nie ma, ale z drugiej strony jak pomyśle, że miałbyś o tym słuchać... - Przerwał mi w pół zdania, zatapiając swoje soczyste usta w moje. Całował mnie namiętnie, nasze języki wirowały wokół siebie. Chwycił mnie za pośladki i posadził na swoich biodrach. Czułam, że pragnie mnie posiąść tu i teraz. - Erick! Nie możemy! - Przerwałam nagle nasz pocałunek. Jego wzrok płonął, a ciało było napięte jak struna. Cały drżał. Jego libido jest powalające, a zarazem dołujące. Co będzie gdy będę miała gorszy dzień i nie będę miała ochoty na seks? Czy to w ogóle możliwe żeby przy nim mi się odechciało? Chyba nie! Westchnął głośno i postawił mnie na podłodze, przewracając oczami.
-Dobrze....do jakiego sklepu chcesz jechać?
-Spożywczego! - Pisnęłam z radości - Lecę się przebrać i możemy ruszać! - W życiu bym się nie domyśliła, że zwykłe wyjście na zakupy sprawi mi taką radość. Te wszystkie zasady bezpieczeństwa mnie dołowały,  mimo tego iż Erick tłumaczył mi ciągle, że to dla mego dobra. Ciężko mi to pojąć. 
W garderobie pełnej ubrań, które mi kupił  jest wszystko. Letnie sukienki, szorty, bluzki na ramiączka, spódnice, koszule, bielizna, pończochy ... nie wspominając o markowych butach. 

Zdecydowałam się tym razem na ciemne jeansy do kolan i lekką przewiewną miętową bluzkę z guziczkami na całej długości, do tego klapki i plażowa torba. W końcu jest lipiec, a New Jersey to raj dla wszystkich plażowiczów.

Zeszłam na dół, Erick siedział i robił coś na laptopie. Też zdążył się przebrać. Zamienił garnitur na niebieskie sportowe spodenki do kolan i zwykły biały t-shirt ale i tak wyglądał bosko i nadal prezentował typ bogatego milionera. Nawet worek od ziemniaków nie odjął by mu tego czegoś, co w sobie ma. Co działa na mnie, i ku mojemu niezadowoleniu ...na większość kobiet na naszym globie. Co on we mnie widzi? O nie, Donell nie myśl znowu o tym! Nie zapuszczaj się teraz w te rejony.
-Mogę poprowadzić? - Zapytałam gdy wyszliśmy przed dom. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Jeśli masz ochotę - Uśmiechnął się i rzucił mi kluczyki. Podskoczyłam z radości jak mała dziewczyna
-Którym jedziemy? - Byłam taka szczęśliwa jakbym co najmniej wygrała na loterii.
-Myślę, że na zakupy do spożywczego najlepsze będzie krzykliwe czerwone Porsche -  zadrwił i spojrzał na mnie, gdy mi opadła szczęka. Z garażu, młody chłopak wyjechał nagle czerwonym Porsche 911 Carrera S4. Erick roześmiał się i trącił mnie biodrem - No maleńka wsiadaj!

Boże! Wcześniej nigdy go nie widziałam. Nie mam pojęcia czy kupił go teraz czy już miał. To przecież nienormalne, po co komu tyle samochodów? Niech podliczę: oprócz swojego BMW M6 cabrio ma jeszcze to właśnie Porsche, białe volvo, które mi podarował,  grafitowy Maybach 57, czarne Infinity G35, oraz czarnego Bentleya Mulsanne. Chryste Panie!
-Erick...-  Zaniemówiłam, nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. On naprawdę postradał zmysły. Widziałam jednak jak w oczach tańczą mu zadowolone chochliki.
-Prowadzisz czy ja mam to zrobić? - Zapytał próbując być poważny, widziałam jak powstrzymywał śmiech.
-Nie prowadziłam nigdy...Porsche! - Pisnęłam po raz kolejny, nie mogąc ukryć podekscytowania.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz panno Donell! - Uśmiechnął się uwodzicielsko -  Dzięki Ray - Rzucił do chłopca, który wysiadł z auta.
-Do usług panie Evans. Panno Donell - Kiwną głową, odmachałam mu, a on pośpiesznie się oddalił.
-Za dużo tych pierwszych razów z panem przeżyłam! - Powiedziałam z lekką złośliwością, on i tak ma tyle pewności siebie, że go to nie urazi.
-Jeszcze wiele przed nami Skarbie! Chodź bo sklepy pozamykają -  Przeszedł obok by otworzyć mi drzwi. Najzgrabniej jak potrafiłam wskoczyłam na siedzenie kierowcy. Boże jaki luksus! Czarna skórzana tapicerka, drewniane wykończenia, sprzęt audio lepszy niż w nie jednej dyskotece, komputer,  GPS. Dopasowałam fotel i lusterka. Gdybym wiedziała, że będę prowadziła Porsche ubrałabym się inaczej, a nie w zwykle jeansy i bluzkę. Na szczęście Erick miał dla mnie wielkie białe okulary D&G o których cenie nawet nie chciałam myśleć. Jest taki rozrzutny. Rozumiem, że ma pieniędzy jak lodu ale to jest naprawdę niepoważne. Muszę z nim o tym porozmawiać na spokojnie, może przemówię mu jakoś do rozsądku. Przekręciłam kluczyk, silnik od razu zareagował. Łał! Co za moc.
-Ile ma do setki? - Zapytałam ciekawa wyjeżdżając za bramę. Emocje we mnie sięgały zenitu. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, taka byłam podekscytowana.
-4,7 sekundy -  Wypowiada to jakby nie robiło to na nim wrażenia. Zrobił dziwną minę próbując ukryć to jak bardzo bawi go moja reakcje. A śmiej się Evans, śmiej!
Wiedziałam, że za bramą czekają paparazzi więc przyśpieszyłam tak, że Ericka wcisnęło w siedzenie. Nie wiedziałam czy się boi ze mną jeździć? No to zaraz sprawdzimy! Ha! Ja jestem kierowcą więc ja wyznaczam granicę! Do miasta było jakieś 15 km prostej jak drut drogi. Idealnie żeby wypróbować samochód oraz cierpliwość Ericka. Skrzynia automatyczna więc nie trzeba zmieniać biegów. Nie minęło 10 sekund, a ja pędziłam prawie 160km/h. Droga  pusta, środek tygodnia więc większość ludzi o tej porze jest albo w pracy albo na plaży. Spojrzałam na Ericka, siedział zrelaksowany. Fakt... w ogóle nie było czuć tej prędkości.
-Patrz na drogę! - Powiedział groźnie. No i ma rację, nie powinno mnie nic rozpraszać przy tej prędkości, nie chce nas przecież pozabijać. Z głośników leciało Narcotic „Liquido”. Cudowne uczucie prowadzić takie auto. Chyba do tego będę w stanie się przyzwyczaić. Zawsze lubiłam samochody, mimo tego, że sama miałam starego mercedesa. Był chyba starszy ode mnie gdy go kupowałam. Ale to było moje ukochane auto. W drodze nie zamieniliśmy prawie żadnego słowa, byłam tak podekscytowana jazdą, że Erick patrzył na mnie uśmiechając się chytrze. Ciekawe o czym on myśli gdy widzi mnie taką podekscytowaną? Podjechałam na parking dużego centrum handlowego w Jersey City, było przed pierwszą po południu. Udało mi się nawet  zaparkować.
-Idź po koszyk -  Rzuciłam do Ericka.
-Co mam zrobić? - Spojrzał na mnie jakbym powiedziała coś dziwnego.
-Koszyk na zakupy będzie potrzebny - O rany! Przecież on od dawna nie robił zakupów. Zapomniałam o tym! -  Chodźmy pójdziemy razem - Dodałam.
-Musisz wiedzieć, że jesteśmy pod obserwacją ochrony, nie będą się zbliżać jeśli nie będzie potrzeby - Rzucił jak gdyby nigdy nic. Nie chciałam się nad tym nawet zastanawiać, nic mi nie popsuje humoru w tym momencie. Spojrzałam na niego tylko przewracając oczami, za co dostałam klapsa w tyłek i namiętnego buziaka w usta. Nikt nas tam nie znał. Ulżyło mi trochę, bo wiedziałam, że Erick jest osobą publiczną, a ja dzięki niemu czy chcę czy nie chcę,  też. Przez aferę w klubie moje zdjęcia także ukazywały się przecież w prasie.

Weszliśmy do jednego ze sklepów po potrzebne mi produkty. Miałam zamiar ugotować na kolację coś pysznego specjalnie dla mojego ukochanego. Podeszliśmy do kasy i kasjerka chyba rozpoznała Ericka. Zachowała się jednak profesjonalizm i nic nie pytała. Widziałam tylko, że się czerwieni. Tak kobiety reagują na Ericka Evansa, czy ja się do tego przyzwyczaję? Gdy doszło do płacenia byłam  na szczęście szybsza i podałam swoją kartę kredytową. Erick skarcił mnie wzrokiem i wiedziałam, że będę miała za to kłopoty. Posłałam mu słodki uśmiech i buziaka by go trochę ugłaskać. Gdy to zrobiłam widziałam, że próbuje się nie uśmiechać.
-Masz ochotę na jakieś inne zakupy? - Zapytał gdy wyszliśmy ze sklepu.
-Zanieśmy je do samochodu i możemy wrócić, może coś wpadnie nam w oko. 
Gdy zostawialiśmy zakupy w samochodzie, podszedł do nas chłopczyk, miał pewnie z sześć lat. Był słodkim złotowłosym aniołkiem. Zapytał nieśmiało o samochód, bo ewidentnie mu się spodobał. Pierwszy raz widziałam Ericka rozmawiającego z dzieckiem. Pozwolił mu nawet wsiąść do środka i pobawić się chwilę. Ten widok rozczulił moje serce i pomyślałam wtedy, że Erick byłby wspaniałym ojcem. Mimo, że oboje w tym momencie nie chcemy mieć dzieci, wiem, że w tej roli sprawdzi się wzorowo. Po chwili podeszła do nas mama chłopca i zabrała go szybko, speszona śmiałością dziecka. Przeprosiła grzecznie i zabrała syna, mimo sprzeciwu małego. Erick wziął mnie za rękę i wróciliśmy do centrum handlowego, gdzie panował przyjemny chłód. Na dworze znowu był upał nie do wytrzymania. Idąc pasażem mijaliśmy butiki, drogerie, jubilerów kawiarnie i inne sklepy. Spacerowaliśmy tak naprawdę bez celu, to było takie....normalne. Weszliśmy jednak do kilku sklepów. Erick kupił sobie kilka koszulek, zrobił to chyba specjalnie, bo wiedział jak lubię w nich spać. Mi nic za specjalnie w oko nie wpadło, więc darowałam sobie zakup czegokolwiek. Wiedziałam jednak, że Erickowi spodobały się buty od markowego projektanta i nie mógł się pohamować.
-Tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć dolarów za balerinki to trochę za dużo, nie sądzisz? -Rzuciłam mu gniewne spojrzenie po tym jak wyszliśmy z butiku z torbą nowych butów dla mnie.
-Lubisz balerinki - Mój wzrok jeszcze bardziej przybrał na sile. Czy ten człowiek ma jakiekolwiek hamulce żeby czegoś nie kupić?
-Owszem lubię, ale to spora przesada Erick! - Warczałam zła. Mina dziewczyny, która nas chwilę wcześniej obsługiwała mówiła wszystko, kipiała z zazdrości i wpatrywała się w Ericka słodkimi oczkami. To jeszcze bardziej mnie wkurzyło  -Zrobiłeś to specjalnie bo wiedziałeś, że ona się gapi! - Dodałam.
-Mam prawo ci kupić co tylko mi się zamarzy, w tym momencie są to te oto buty! - Chwycił mnie w pół i pocałował na środku przejścia - Nie gniewaj się, przecież wiesz, że chcę ci dać wszystko co najlepsze maleńka.
-Jesteś nienormalny!-  Burknęłam, naprawdę jestem na niego cholernie zła.
-Postradałem zmysły przez ciebie kochanie -  Przechylił mnie na kolanie i całował dalej, nie zważając, że taranujemy ludziom przejście.
-Erick przestań! Ludzie patrzą! - Krzyknęłam by mnie postawił normalnie.
-Mam to gdzieś! - I całował mnie dalej po szyi. Boże! On mnie wykończy! Nie wiem ile czasu minęło gdy w końcu mnie puścił? Widziałam, że jest szczęśliwy więc nie potrafiłam się długo na niego gniewać. Poszliśmy dalej. W pewnym momencie przy kiosku z pracą, zobaczyłam okładkę jednej z plotkarskich gazet, a na niej nazwisko Ericka. Podeszłam, wzięłam do ręki gazetę by przyjrzeć się bliżej. Otworzyłam i zobaczyłam najpierw zdjęcia sprzed mojej kamienicy na Manhatanie, gdy Erick pokazał paparazzim środkowy palec, całując mnie namiętnie w samochodzie, pod nim było podpisane:

„Erick Evans- szanowany biznesmen, prezes Evans Industries, obściskuje swoją narzeczona Megan Donell i pokazuje niestosowny gest w kierunku fotografów”

Na kolejnym zdjęciu widać było nas oboje, wjeżdżających na parking podziemny Evans Tower, nie było jednak  w ogóle podpisane.
Następne przedstawiało mnie kłócącą się z tym fotografem przed szpitalem, podpisane:

„Narzeczona Ericka Evansa, Megan Donell wychodzi ze szpitala w New Jersey. Czyżby takie rozdrażnienie było objawem ciąży?”

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 24

Zbliżał się wieczór. Chyba znowu zbierało się na burzę, ponieważ powietrze było tak wilgotne i ciężkie, że z ledwością można było wytrzymać na zewnątrz. Siedząc z Erickiem w salonie zajadamy chipsy, popijając colą. Jego widok tak zrelaksowanego i spokojnego jest dla mnie ogromnie ważny. On zapewnia mi wszystko co tylko potrzeba bym była bezpieczna, a ja dla niego tak naprawdę nie mogę nic zrobić. Na tę myśl na mojej twarzy pojawia się niezadowolenie, co on od razu zauważył.
-Co się stało maleńka? - pyta badawczo.
-Dziękuję, że się tak mną opiekujesz. To dla mnie wiele znaczy Ericku - mówię szczerzę, ale nie chce by wiedział co mnie trapi. Zaraz by się wkurzył,  że sobie znowu coś wymyśliłam.
-Jesteś najważniejsza. Ciężko ci chyba w to uwierzyć? -  zmierzył mnie wzrokiem, oczy mu pociemniały, usta zacisnął w jedną linię. 
-Ufam ci... - szepnęłam.
-....ale? -  usiadł wyprostowany i wbił we mnie swoje ślepia. Oj! Chyba się zdenerwował.
-Nic -  skuliłam się i odwróciłam głowę by na niego nie patrzeć.
-Meg… -  spokojnym tonem wymruczał moje imię i podsunął się do mnie. Chwycił mnie w swoje silne ramiona i posadził na kolanach - Jak mam ci to udowodnić?
-Wierzę ci. Nie chodzi o mnie ale o ciebie -  spojrzał, unosząc brew ze zdziwienia.
-O mnie? - poprawił mnie bym usiadła na nim okrakiem, na jego twarzy pojawił się cień rozbawienia - Meg o czym ty myślisz głuptasie? - dodał.
-Robisz wszystko by mnie chronić. A ja? Ja nic nie mogę zrobić dla ciebie. Nawet nie pozwalasz mi za nic płacić. To takie frustrujące...  - wzięłam głęboki oddech i założyłam ręce za jego szyję.
-Wystarczy, że nie uciekłaś, że jesteś przy mnie - uśmiechnął się niepewnie i musnął palcem po moich ustach.
-Nie ucieknę, obiecałam Ericku. Chciałabym ci jakoś pomóc ale nie wiem kompletnie jak? Mam tyle pytań ale boję się odpowiedzi - w moich oczach zaczęły wzbierać łzy. Boże! To chyba te hormony tak we mnie buzują. Ostatnio jestem strasznie płaczliwa.
-Pomagasz mi. Nie masz pojęcia jak bardzo -  wyszeptał cicho i musnął palcami moje plecy pod koszulką. Od razu przeszedł mnie dreszcz, moje ciało było na niego bardzo wyczulone.
-Chciałabym zrobić dla ciebie coś wyjątkowego. Ale co można dać człowiekowi co wszystko ma? -patrzyłam smutnymi oczami w jego oczy, wbrew pozorom bardzo zadowolone. Tańczyły w nich ogniki.
-Podarowałaś mi już najlepszy prezent... siebie Megan - odpowiedział poważnie i objął mnie tak mocno, że zabrakło mi tchu. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Wiedział, że nie czuję się najlepiej i nie prowokował do niczego więcej.
-Zasługujesz na to co najlepsze. Jesteś dobrym, bardzo dobrym człowiekiem mimo tego co inni o tobie myślą. Każdy popełnia błędy... - przerwał mi i zrobił dziwną pytającą minę.
-Uważasz, że ta sprawa z Moniką to błąd?
-A jak inaczej można to nazwać? Ona cię omamiła i tobą manipulowała. Chociaż do tej pory nie mogę pojąć, jak ktoś taki jak ty mógł tego nie widzieć - gdy tylko pomyślałam  tej kobiecie, pięści zacisnęły mi się. Miałam ochotę  przywalić w ten jej nos, prosto spod skalpela chirurga plastycznego.
-Wiedziałem co robię Meg. Wiedziałem, że to nielegalne. Nie byłem świadomy jednak tego jak traktowała niektóre z dziewczyn, dałem jej za dużo swobody - powiedział zimno, czułam, że nie bardzo chce o tym rozmawiać. Ale ciągnęłam dalej.
-Dlaczego pozwalała ci sypiać z innymi dziewczynami z agencji, a nie zgadzała się na inne kontakty? Czego się bała? - te pytania sprawiały mi ból ale chciałam wiedzieć by nic mnie już nie zaskoczyło. 
-Bała się tego co się stało między nami. Tamtym kobietom zależy tylko na pieniądzach, na niczym innym. Podniecały się na samą myśl ilości zer na moim koncie. W tamtym świecie nie ma miejsca na prawdziwe uczucie, wszystko tam można kupić prócz prawdziwej miłości -  jego oczy posmutniały, wiedział jak bardzo boli mnie to co robił.
-Ona cię kocha Erick -  wydusiłam cicho i wtuliłam głowę w jego ramiona.
-Ale ja kocham ciebie, wiedziałem, że pewnego dnia cię spotkam. Taką idealnie niewinną, beztrosko słodką i mądrą - wplótł swoje palce w moje włosy i zamknął mi usta pocałunkiem. Namiętnym, głębokim, kipiącym erotyzmem pocałunkiem, wdarł się bo moich ust spijając z nich miłość.
-Boże… - wyszeptał w moje usta - Dlaczego kobiety mają okres? To chyba kara dla mężczyzn! - rozbawił mnie tym bardzo, sam także zaczął się śmiać. Całe napięcie ze nas uleciało. Trzymał mnie tak mocno i tulił do siebie. Czułam jego powiększoną męskość między nogami, starałam się jednak o tym nie myśleć. Musimy jakoś przetrzymać te kilka dni. Chociaż nie wiem jak?
-Zgłodniałam! - przerwałam nagle ten romantyczny moment. Erick spojrzał na mnie tak jakbym miała dwie głowy.
-Znowu?
-No co? Tak mam podczas trudnych dni Evans. Musisz się przyzwyczaić! - burknęłam do niego oburzona -  Najwyżej będę gruba - dodałam zadowolona.
-Panno Donell, nawet wtedy będę uważał panią za najpiękniejszą istotę na ziemi. W sumie powinnaś trochę przytyć, jesteś taka drobna - powiedział po czym zsadził mnie ze swoich kolan i pokazał na moje chude kostki i łydki.
-Drobna? Zobacz na moje uda i pupę! Nie wspomnę już o biuście... - wstałam i wypięłam się do niego. Byłam w szortach więc widać było moje krągłości.
-Kocham każdy centymetr tego cudownego ciałka! Masz taką miękką i pachnącą skórę - zaczął całować moje palce u stóp. O proszę jaki komplement... I jak ja mam go nie kochać?
-Uspokój się Evans! Mamy czas przymusowego celibatu....niestety! - pisnęłam niezadowolona. Pragnęłam go tak samo jak on mnie.
-Dobrze chodźmy coś zjeść. Na co masz ochotę?

Mimo tego że było już po dziewiątej wieczorem, zrobiłam całą miskę sałatki z kurczakiem i ananasem. Nie wiem jak to możliwe ale zjadłam więcej od niego. Gdy go poznałam byłam na diecie przez ślubem Kim i Roba. Teraz jednak folgowałam sobie we wszystkim. Na samą myśl ile pokaże licznik na łazienkowej wadze popsuł mi się humor. Czułam, że przytyło mi się co najmniej ze 3 kilo. Ból głowy i brzucha był tak nieznośny, że poprosiłam Ericka byśmy poszli wcześnie spać. Przebrałam się w jego koszulkę i położyliśmy się w głównej sypialni. Erick jak zwykle wyglądał bosko w spodniach od piżamy, które opuszczały mu się na biodra.
-Jutro o jedenastej jest pierwsza rozprawa. Wiem, że policja z tobą jeszcze nie rozmawiała więc będziemy musieli pojechać na komendę. Nie musisz być w sądzie, bo nie mają jeszcze twoich zeznań. Moi prawnicy odwlekali to jak długo mogli... - powiedział nagle, a jego oczy posmutniały.
-Będę musiała im o wszystkim opowiedzieć? - spanikowałam i wtuliłam się w niego mocno. Nie chciałam nawet o tym myśleć, a teraz będę musiała mówić o tym policji. To takie poniżające. Rozpłakałam się.
-Nie płacz maleńka. Będę przy tobie jeśli będziesz chciała…- czułam, że jemu też nie jest łatwo. Spiął się cały.
-Gdzie oni teraz są? - szlochałam dalej.
-W areszcie śledczym w Nowym Jorku. Nie zobaczysz się z nimi jutro, nie martw się - objął mnie mocno. Jutro? Nie zobaczę ich jutro ale to oznacza, że prędzej czy później dojdzie do tej konfrontacji. Nie wyobrażałam sobie tego momentu. Erick wiedział, że to będzie ciężki dzień. Gładził moje włosy dotąd aż zasnęłam.

Poniedziałek, 15 lipca

Przebudziłam się. Świtało. Erick spał mocno, nawet się nie ruszył. Rzadko widzę go takiego bezbronnego i zrelaksowanego. Wykorzystałam okazję i patrzyłam na niego długo, aż się przebudził.
-Hej - powiedziałam cicho, gdy otworzył oczy.
-Długo tak patrzysz? - uśmiechnął się szelmowsko i założył ręce za głowę. Boże ale on jest seksowny! Cholerny okres!
-Jakiś czas, nigdy mi się to nie znudzi -  przytuliłam się do jego ramienia - Nawet oddech z rana masz nienaganny! Jakie to niesprawiedliwe! - spojrzałam na niego dosłownie oburzona i po chwili zaczęłam się śmiać. Erick chwycił mnie i pocałował namiętnie. Od razu wezbrało we mnie pożądanie, jednak musieliśmy się opanować. Ledwo nam się to jednak udało.

 By nie kusić się wzajemnie, gdy ja brałam prysznic, Erick poszedł zrobić śniadanie. Nie miałam pojęcia jak mam się ubrać na przesłuchanie? Stwierdziłam, że czarna princeska za kolano bez rękawów i kremowe balerinki będą w miarę odpowiednie. Wysuszyłam włosy i spięłam je z jednej strony ozdobną spinką tak by nie opadały na twarz. Moja opalona buzia nie wymagała dużej ilości makijażu którego i tak nie znosiłam więc wystarczył tusz i błyszczyk. Była połowa lipca, na dworze dalej parno, jeszcze gorzej niż wczoraj. Nie było burzy, a powietrze można było ciąć nożem.

Po śniadaniu Erick wziął szybki prysznic, a gdy czekałam na niego próbowałam znowu zalogować się na swoim facebooku i dalej nie mogłam. O co w tym chodzi? Zapomniałam zapytać Kim czemu zmieniła mi hasło.
-Czy Kim wspominała o tym, że zmieniła mi hasło na facebooka? - zapytałam gdy zszedł do mnie z sypialni. Wyglądał bosko w letnim czarnym garniturze i klasycznej białej koszuli bez krawata. Wyglądał tak świeżo, wyglądał tak jak na miliardera przystało.
-Nie masz konta na facebooku Meg -  rzucił lekko zakładając pasujące do stroju czarne lakierki.
-Jak nie mam? Mam je od kilku lat! Kim często z niego korzysta i musiała zmienić hasło, bo nie mogę się zalogować.
-Moi informatycy zlikwidowali ci konto, te na facebooku i na innych portalach. Masz tylko pocztę która jest monitorowana -  powiedział jakby nigdy nic.
-Słucham!? - oburzona wstałam od wysepki na której stał laptop.
-To dla twojego bezpieczeństwa. Portale namierzają gdzie się znajdujesz, każdy twój wpis byłby tropem dla paparazzich -  oparł się biodrem o niską komodę w przejściu między kuchnią, a salonem i skrzyżował ręce na piersi. Wzrok ma nieodgadniony.
-Czemu ja o tym się teraz dowiaduje?! Nie mam kontaktu z nikim! To mnie dobija! Nie mogę nawet zadzwonić do rodziców! - wybuchłam.
-To dla twojego... -  zrobiłam krok w tył i znowu mu przerwałam.
-Nie powtarzaj się! Ciągle to słyszę, że to dla bezpieczeństwa ale ja mam tego cholernie dość! Chcę iść na zakupy, normalnie do sklepu, chcę iść do kina...
-Mamy tu kino - wtrącił ale skarciłam go wzrokiem.
-Nawet mi zadzwonić nigdzie nie wolno! Potrzebuję trochę swobody, oddechu!  - wrzeszczałam jak oszalała. Sama nie wiem co we mnie wstąpiło? Erick patrzył niewzruszony i czekał aż mi przejdzie, co jeszcze bardziej mnie wkurzało.
-Więc chcesz iść sama do sklepu? - zapytał spokojnie, miałam wrażenie, że lekko się uśmiecha.
-Tak chcę mieć możliwość iść do sklepu! Co cię tak niby bawi?
-Dobrze możesz iść do sklepu. Dziś po przesłuchaniu mam spotkanie w firmie. Zostawię z tobą ochronę i będziesz mogła iść na zakupy.
-Nie chcę ochrony! Chcę sama! - buntowałam się jak nastolatka. To niedorzeczne.
-Dobrze pójdziesz sama, ale nie zdziw się jak zaatakują cię paparazzi - powiedział jak do małego dziecka i wyszedł z kuchni zostawiając mnie z moją furią sam na sam. Jak on może być taki opanowany? To nie do pojęcia! Jego zachowanie doprowadza mnie czasem do szewskiej pasji!

Wyszliśmy przed dom. Widziałam, że czeka na nas jego BMW M6. Po co ma te wszystkie inne, skoro prawie cały czas jeździ tym? Dalej byłam wściekła. 
Erick otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść do środka. Wie, że jestem zła, bo nie odzywa się ani słowem. Spogląda na mnie tylko co jakiś czas z głupim uśmieszkiem. Co cię tak do cholery bawi Evans? Lubisz doprowadzać mnie do szału? 

Wyjeżdżając za bramę zauważyłam kilku paparazzich. Co za ludzie! Nie dają nam spokoju. Erick na szczęście pomyślał i wzmocnił ochronę, by już nikt nie zrobi mi zdjęć z ukrycia. Mogą sobie tylko stać przed bramą i czekać aż wyjedziemy. Erick puścił Enigmę -„Gravity of love”. Nie wiem czy to była jakaś sugestia z jego strony? Byłam w takim wisielczym humorze, że tym razem ja pokazałam w kierunku paparazzich środkowy palec, na co Erick roześmiał się w głos.
-Co cię tak bawi? - warknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Jesteś taka słodka jak się złościsz. Będą nas uważać za chamów i prostaków. Już widzę te nagłówki z naszymi zdjęciami środkowego palca -  patrzył przed siebie, kąciki ust dalej drgały od uśmiechu.
-Mam to gdzieś!
-Chcesz bym tam z tobą poszedł? - zmienił temat i od razu jego mina spoważniała. Sprowadził mnie tym jednym pytaniem na ziemię.
-Nie wiem - burknęłam mając w pamięci naszą głupią kłótnię.
-Masz czas by się zastanowić. Zrobimy tak jak będziesz chciała… -  dodał gazu tak że wgniotło mnie w fotel. Z głośników leciał kolejny przebój Enigmy - „Mea culpa”. To jakaś aluzja czy przypadek? Mam go niby przeprosić za swój wybuch złości czy to on mnie przeprasza? Popaprane to wszystko.

Podjeżdżając pod prokuraturę w Nowym Jorku, zaczęłam się denerwować. W brzuchu miałam jeden wielki ścisk i zaczęłam żałować, że tak bardzo się najadłam na śniadanie. O co będą mnie tam wypytywać? Na co mam się przygotować? Czy będzie tam któryś z prawników?
-Więc jak? Mam iść z tobą? - powtórzył pytanie i chwycił mnie delikatnie za dłoń.
-Chyba wolę iść sama. Nie wiem czy będę w stanie przy tobie cokolwiek tam powiedzieć - bardzo go potrzebowałam, ale jak pomyślę sobie, że on ma słuchać to co ja pamiętam i znowu zacznie się obwiniać to stwierdziłam, że pójdę sama.
-Na pewno? - zapytał zatroskany - Gordon tam będzie z tobą. Nie ma sensu ściągać wszystkich, a jemu ufam najbardziej.
-Eh...- westchnęłam - Tak wolę iść sama. Skoro mówisz, że Fox tam będzie… - ścisnęło mnie w gardle, nie chcę w ogóle tam iść. Wyszliśmy z samochodu, wokół nas było pełno ochrony. Nie widziałam żadnych fotografów i trochę mi ulżyło. Weszliśmy do budynku, mnóstwo policjantów, sędziów i adwokatów. Gordon już na nas czekał, zauważył nas i podszedł.
-Witaj Meg - kiwną głową - Ericku.
-Cześć Gordon -  powiedziałam najmilej jak tylko mogłam w tym momencie.
-Zostawię was. Meg nie chce bym wchodził - Erick pocałował mnie w czubek głowy i zniknął za rogiem korytarza.
-Rozumiem, że nie chcesz by przy tym był. Dziękuję, że o tym pomyślałaś - pojrzałam na niego smutno i kiwnęłam głową – Chodźmy - dodał Gordon.

Poszliśmy na sam koniec korytarza. Młoda policjantka uśmiechnęła się do nas i zaprosiła do środka. W pokoju było biurko z krzesłami po obu stronach, szafka z aktami oraz stolik z ekspresem do kawy. Okna były przysłonięte żaluzjami, do środka wpadało niewiele światła.
 -Witam panią panno Donell. Nazywam się Nina Stone -  przedstawiła się kobieta koło czterdziestki - To ja będę panią przesłuchiwała - dodała.
Poczułam niewielka ulgę, że to będzie kobieta. Nie wiem czy byłabym w stanie mówić o tym facetowi.
-Gordon Fox. Jestem prawnikiem pani Donell. Będę obecny przy przesłuchaniu. Proszę ma tu pani wszystkie dokumenty - wtrącił Gordon, podał jej teczkę i stanął niedaleko mnie, opierając się o ścianę.
-Zacznijmy więc. Proszę usiąść - Wskazała na krzesło przy biurku, a sama usiadła po przeciwnej stronie. Przełknęłam ślinę - Co wydarzyło się 18 maja 2013 roku w klubie „Sin”? - zaczęła z grubej rury. Dobrze nie denerwuj się! Musisz to wytrzymać, im szybciej opowiesz tym prędzej stąd wyjdziemy.
-Tego dnia urządzałam tam wieczór panieński mojej siostry Kimberly.
-Czym tam panie dojechały? - a co to ma do rzeczy? Spojrzałam na Gordona ale skinął bym odpowiedziała.
-Limuzyna, którą wynajął dla nas pan Erick Evans.
-Co panią  z nim łączy? - mój wzrok znowu poszybował na Foxa, dalej był spokojny.
-Obecnie jestem jego narzeczoną - odpowiedziałam niepewnie.
-A wtedy? Kim pani dla niego była? - spojrzała na mnie dziwnie.
-Trudno powiedzieć... - spuściłam wzrok na podłogę.
-Może mi to pani wyjaśnić? - zapytała spokojnie.
-Byliśmy wtedy pokłóceni. Przed wypadkiem ostatni raz widziałam go we wtorek, 7 maja i od tamtej pory nie mieliśmy kontaktu... -  na to wspomnienie opanował mnie dołujący smutek.
-No dobrze, co było dalej? O której podjechałyście pod klub?
-Nie pamiętam dokładnie ale pewnie między dziewiątą trzydzieści, a dziesiątą wieczorem..
-Opowiedz co stało się koło północy -  spojrzała na mnie spokojnie.
-Podszedł do mnie mężczyzna, Matt… - na dźwięk jego imienia zamknęłam oczy, ścisnęło mnie w gardle. Stone położyła dłoń na mojej dłoni, by mnie uspokoić.
-Mów dalej…-  wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam.
-Zachowywał się jakby mnie znał. Zagadał i chciał zatańczyć. Powiedział, że zna Ericka ale, że go nie ma, bo jest w Dubaju. Co bardzo mnie zdziwiło.
-Czemu cię to zdziwiło?
-To nie ma związku ze sprawą pani Stone - wtrącił Gordon. Kiwnęła głową i pytała dalej.
-Zgodziłaś się zatańczyć?
-Nie.
-Nie? - spojrzała pytająco.
-Znaczy, nie od razu. Powiedziałam, że jestem z koleżankami i że bawimy się tylko we własnym gronie - ręce zaczęły mi się pocić i zrobiło mi się duszno.
-Ale podszedł do pani znowu, tak? - zadała pytanie patrząc w ekran komputera, ciągle coś tam notowała.
-Tak. Nie wiem o której to było godzinie ale podszedł do mnie w tańcu. Powiedział, że Erick jest w klubie i że chce mnie zobaczyć.
-Uwierzyła mu pani? - spojrzałam na nią dziwnie. Do czego ona dąży?
-Czemu miałam nie wierzyć?
-Nie znała pani tego człowieka. Jest pani aż tak naiwna? - zasugerowała.
-Słucham? - wstałam oburzona, Gordon patrzył na mnie dalej spokojnie. Pokazał bym usiadła. Wytarłam  mokre od potu ręce w spódnicę i zrobiłam tak jak prosił.
-Więc? - drążyła dalej.
-Tęskniłam za Erickiem, miałam nadzieję, że tam będzie. Chciałam w to wierzyć pani Stone!  - mój smutek przeradzał się w złość. Co ona ode mnie chce?
-Proszę mówić co było dalej.
-Tańczyliśmy chwilę, nie wzbudził we mnie podejrzenia. Był miły i trzymał dystans. Zgodziłam się na drinka więc poszliśmy do baru.
-Ile wypiłaś tego wieczoru? - zdecydowanie za dużo, i jestem za to na siebie zła ale zachowam to w myślach.
-Kilka drinków i szampana, ale muszę przyznać, że mam słabą głowę.
-Czułaś się pijana? - Do czego ona dąży?
-Trzeźwa nie byłam ale nie słaniałam się na nogach. To był wieczór mojej siostry, wszystkie chciałyśmy zaszaleć.
-Mów dalej Meg.
-Rozmawialiśmy przy barze. Poprosiłam by mnie w końcu zabrał do Ericka. Prowadził mnie przez klub i zaczęło mi się kręcić w głowie. Straciłam orientację, bo nie wiedziałam gdzie jestem , była to jakaś prywatna sala z barem. Było tam kilka osób ale nikogo z nich nie znałam. Kazał mi usiąść i poczekać -  pokazała ręką bym mówiła dalej. Nabrałam powietrza, zacisnęłam pięść i kontynuowałam - Poczułam się bardzo źle i chciałam wstać. Zwaliło mnie z nóg. Rozejrzałam się po sali wydawało mi się, że zauważyłam przy barze Monikę Quanchez.
-Wydawało ci się? - wtrąciła.
-Wtedy mi się wydawało, byłam tak oszołomiona, że nie miałam pewności.
-Kim jest dla ciebie panna Quanchez? -  szmatą i dziwką - ale to też zachowam to dla siebie.
-Nie znam jej dobrze ale wiem, że ona maczała palce w tym co się stało potem...  -wciągnęłam powietrze.
-Skąd takie podejrzenia? - Gordon spojrzał na mnie dyskretnie i kazał mówić.
-Monika chciała się zemścić na panu Evansie za to, że od niej odszedł - Co ja miałam jej powiedzieć? Że mieli razem seks interes na cały świat? Że werbował dla niej panienki do bzykania dla bogatych facetów? Boże!
-Pani Monika Quanchez jest była kochanką pana Evansa?  - spojrzała na mnie wymownie.
-Tak - rzuciłam krótko, nie chcę o tym myśleć.
-Mów proszę dalej.
-Kręciło mi się w głowie. Ten cały Matt podszedł do mnie i zaczął mnie obmacywać… -  zacisnęłam powieki by opanować napływające łzy - Próbowałam się bronić ale nie miałam siły - spojrzałam na Gordona, stał i nie patrzył mi w oczy. Jemu też pewnie było ciężko tego słuchać – A potem uderzył mnie w twarz i straciłam przytomność.
-Czy pamiętasz cokolwiek co było dalej? - ton Stone nie był już taki pewny. Widziała ile kosztuje mnie to, że tutaj jestem.
-Niedawno przypomniałam sobie pewne obrazy… -  oparłam rękę o biurko zrobiło mi się duszno.
-Może napijesz się wody? - zapytał troskliwie Fox.
-Tak poproszę…- podszedł szybko i podał do ręki plastikowy kubek.
-Spokojnie Meg. Powiedz tylko to co pamiętasz. Nic ci już nie grozi… - pocieszył mnie Gordon, kładąc dłoń na moim ramieniu.
-Ocknęłam się w trakcie gdy ten drugi... -  nie dałam rady dokończyć. Przed oczami stanęły mi obrazy i zaczęłam się panicznie trząść. Gordon od razu do mnie podszedł i przerwał przesłuchanie. Policjantka wyszła z pokoju i zostawiła nas samych bym się uspokoiła. Nie byłam w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Gordon przytulił mnie delikatnie, po przyjacielsku. Czułam,  że jest mu bardzo przykro. Potrzebowałam w tym momencie Ericka, jednak on był z dala ode mnie. Żałowałam w tym momencie, że nie chciałam żeby ze mną wszedł.
-Meg musimy to dziś skończyć. Inaczej będą cię co chwila tutaj wzywać i będziesz to przeżywała jeszcze wiele razy... -  spojrzał na mnie z troską. Pokiwałam głową, a on zawołał Stone z powrotem.
-Uspokoiłaś się już? - zapytała policjantka i usiadła na to samo krzesło co przed chwilą. Kiwnęłam niepewnie głową i dokończyłam.
-Ocknęłam się gdy ten drugi właśnie mnie gwałcił. Czułam potworny ból. Bolało mnie dosłownie wszystko. Nie mogłam się ruszyć, bo przygniótł mnie swoim ciałem, był ciężki. Czułam, że w ustach mam krew, nie mogłam całkiem otworzyć oczu.
-Widziałaś kogoś jeszcze w pokoju?  - zapytała.
-Hughez leżał na tym samym łóżku....był nagi...spał...był pijany i naćpany...
-Chcesz przerwać?  - zapytał Gordon klękając obok.
-Nie w porządku. Chcę mieć to z głowy -  Stone kiwnęła głową bym mówiła dalej - Byłam oszołomiona i kręciło mi się w głowie. W pewnym momencie zebrałam siły i zepchnęłam z siebie tego faceta...jednak po chwili znowu mnie uderzył i dalej robił to samo. Zaczęłam płakać ale nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Gdy skończył, przebudził się Matt i zaczął to samo… od nowa. Błagałam by przestał, on jednak nic sobie z tego nie robił. Przydusił mnie i znowu straciłam przytomność...Obudziłam się dopiero w szpitalu.
Skończyłam mówić i zrobiło mi się słabo. Gordon trzymał mnie i podał wodę. Czułam się taka zażenowana, że musiałam o tym opowiedzieć, że Gordon tego słuchał, że Ericka przy mnie nie ma.
Nie wiem ile czasu minęło zanim poczułam się lepiej? Przyszło kilku innych policjantów. Gordon z nimi rozmawiał ale nie wiem o czym. Przyszła też w końcu policjantka, która mnie przesłuchiwała i powiedziała, że możemy jechać ale będziemy w kontakcie telefonicznym. Wyszliśmy na korytarz ale Ericka nigdzie nie widziałam. Przypomniało mi się ,że miał spotkanie. Pewnie nie mógł czekać i pojechał.
-Chodź na kawę - zaproponował Gordon. Było mu cholernie niezręcznie słuchać to wszystko ale to jego praca. W dodatku zapewne będzie musiał opowiedzieć o tym co usłyszał Erickowi. Nie chciałam teraz o tym myśleć.
-Chyba nie mam ochoty. Przepraszam - spojrzałam na niego, byłam wykończona.
-Erick dzwonił, że spotkanie mu się przedłuży, prosił bym odwiózł cię do domu.
-Gdzie on ma to spotkanie?-  zapytałam smutno. Tak bardzo go teraz potrzebuję.
-W biurze w Evans Tower, ale mam cię odwieść Meg. Proszę nie komplikuj -  spojrzał na mnie błagalnie. Nie miał nade mną żadnej władzy i wie, że jak będę chciała to sama pojadę. Jestem jednak na tyle zmęczona tym całym przesłuchaniem, że chyba nie jestem w stanie prowadzić samochodu.
-Dobrze odwieź mnie Gordonie. Ale proszę podjedźmy po drodze na jakieś wielkie lody z bitą śmietaną!  - wymusiłam uśmiech. Naprawdę liczyłam na to, że słodycze poprawią mi nastrój?
-Masz ładny uśmiech Megan. Erick ma wielkie szczęście - Gordon spojrzał na mnie dziwnie. O co ci człowieku chodzi? Jestem narzeczoną twojego przyjaciela, nie próbuj się do mnie podwalać. Czy wszyscy faceci myślą tylko fiutem? A może to ja jestem przewrażliwiona? Co za dzień!
-Jedźmy już – udałam, że nie słyszę jego dziwnych tekstów.

Wyszliśmy z budynku tylnym wyjściem. Powietrze dalej było ciężkie ale widać było burzowe chmury.  Wsiadłam do samochodu, który zostawił nam Erick.
-A on? Czym wróci? - zapytałam ciekawa.
-Spokojnie ma wiele aut, na pewno któryś zostawił w Evans Tower. Zapnij pas - powiedział szorstko. Chyba się wkurzył, że nie zareagowałam na jego komplement. Jakby się Erick dowiedział, pewnie dał by mu w twarz. Ruszył gwałtownie i odjechał z parkingu. Podjechaliśmy po drodze na lody. Wybrałam największą porcję z podwójną bitą śmietaną i w końcu sama za coś zapłaciłam. Gordon podjechał zatankować na stację i zadzwonił do niego telefon. Odebrał niepewnie.
-Cześć...Tak...Jest ze mną...Jedziemy do domu... – spojrzał na mnie - Chyba dobrze...Je lody...Tak lody...Nie mnie o to pytaj...Dobrze...Zostanę… spokojnie. Do zobaczenia.
-To Erick? - spojrzałam zaciekawiona.
-Tak. Mam poczekać z tobą w domu aż wróci -  dziwnie to zabrzmiało z jego ust. Lubię go ale jakiś taki dziwny dziś jest. O co mu chodzi?

Koło czwartej wróciliśmy do New Jersey. Założyłam okulary i zsunęłam się nisko na siedzeniu, gdy zauważyłam przy bramie tych samym paparazzich co dzisiejszego poranka. Zauważyli, że samochodu nie prowadzi Erick i zaczęli robić jeszcze więcej zdjęć. No pięknie! Jutro w gazetach napiszą pewnie, że mam z nim romans albo co. Wjechaliśmy do garażu z którego udałam się od razu do łazienki. Gordon poszedł do kuchni ale nie mam pojęcia co tam robi? W domu przyjemny chłód od razu mnie odprężył. Nalałam wody do wanny i zatopiłam się w niej cała. Przyjemnie chłodna woda rozluźniła moje ciało. Po tym całym przesłuchaniu byłam spięta i zdenerwowana. Kąpiel to był najlepszy pomysł na tą chwilę. Zapach płynu lawendowego unosił się w powietrzy, wypełniając całą łazienkę i koił moje zmysły. Po kąpieli przebrałam się w koszulkę Ericka i wskoczyłam do łóżka. Mimo tego, że było dopiero po 18, chciało mi się spać. Gordon zajrzał do sypialni sprawdzić czy wszystko w porządku. Chyba chciał pogadać ale jakoś nie miałam na to ochoty. Zasypiając słyszałam jak zbliża się burza, grzmiało, a niebo rozświetlały raz po raz błyskawice. Zasnęłam skulona, sama, na środku naszego wielkiego łóżka.