Premiera już w lipcu!

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 16

-Nie mam nic przeciwko byśmy zostali sami -  przytaknęłam i oblizałam usta. W tym samym momencie jego oczy zapłonęły. Złapał mnie mocniej i udał się na górę do jednej z sypialni w której nie miałam jeszcze okazji spać czy robić cokolwiek innego. Wzrokiem porozumiał się z robotnikami by skończyli i wyszli.
-Musimy ochrzcić drugą sypialni  - powiedział. Zabrzmiało to jak erotyczna obietnica. Czułam jak w moim ciele wzbiera pożądanie, chciałam go natychmiast w sobie czuć.
-Nie mogę się doczekać panie Evans… - po tych słowach przyśpieszył kroku. Wszedł gwałtownie do sypialni i od razu położył mnie na łóżku i zaczął rozbierać. Jego zgrabne palce zdarły ze mnie letnia sukienkę pod która miałam tylko komplet kremowej bielizny z ekskluzywnej połyskliwej satyny. Pożerał mnie wzrokiem. Moje ciało zaczęło reagować na jego dotyk, sutki stwardniały, wypełniając zbliżającą się ekstazą. Jego nabrzmiały członek odznaczał się na lnianych spodniach. Ściągnęłam z niego koszulkę polo i zaczęłam dobierać się do rozporka, pomógł mi w tym i po chwili był już całkiem nagi. Mogłam podziwiać jego idealne ciało, które prężyło się uwydatniając każdy wypracowany na siłowni mięsień. Leżałam na plecach, on chwycił moje stopy i położył na swoich obojczykach. Klęczał nade mną i zaczął je całować kierując się niżej po łydkach aż do ud. Każdy jego pocałunek i liźnięcie doprowadzało mnie do niewyobrażalnych rozmiarów przyjemności. Dobrze wiedział jak zaspokoić kobietę, znał moje ciało chyba lepiej niż ja. Rozchylił mi uda i jednym palcem wdarł się pod cienka warstwę materiału kusych fig. Przeszedł mnie cudownie erotyczny dreszcz po czym jego usta zaczęły pieścić okolice mojej kobiecości. Wygięłam plecy, wypychając biodra po więcej. Jego dłonie krążyły po moich biodrach wyznaczając rytm. Zsunął mi majtki odrzucając je na podłogę i wdarł się we mnie językiem, gwałtownie i mocno. Jęknęłam głośno i wykrzyczałam jego imię. Pieścił mnie namiętnie, jakby nie mógł się mną nasycić. Wiedział jak na mnie działa i miałam nadzieję że ja działam na niego podobnie.
-Jesteś taka piękna Meg. Jestem największym szczęściarzem, że będę miał taką żonę - wyjęczał wsuwając we mnie palec i doprowadzając mnie tym do ekstazy, która rozlała się po moim ciele, nogi mi drżały, a łechtaczka pulsowała intensywnie. Ułożył się między mymi udami i nakierował nabrzmiały członek na moja mokra i gotową cipkę. Pocierał dużą główką o moje wargi sromowe, a gdy myślałam, że zaraz mnie wypełni, on sięgnął po foliową paczuszkę z kieszeni spodni. Zgrabnym ruchem naciągnął prezerwatywę i delikatnie zaczął się we mnie zatapiać. Oboje wyjęczeliśmy swoje imiona, a ja oplotłam go nogami i rękami tak mocno jak tylko potrafiłam. Wdzierał się we mnie, dając mi przy tym morze rozkoszy i przyjemności, która kumulowała się w tym jednym punkcie by móc zaraz  intensywnie eksplodować. Zaczął poruszać biodrami przytrzymując moje, bym się dopasowała.
-Dobry Boże! - krzyknął gdy zaciskałam się wokół niego coraz mocniej, zalewając jego członek wilgocią. W przeciwieństwie do ostatniego razu nie robił tego szybko i mocno, był delikatny i wykonywał powolne głębokie ruchy, doprowadzając mnie tym do szaleństwa. Zaczęłam szczytować po raz kolejny, gdy on posuwał mnie głębiej i głębiej, potęgując doznania. Moja zaciskająca się cipka pulsowała wokół jego penisa tak mocno, by mógł po chwili trysnąć. Zastygł nade mną, jego ciało drgało równie mocno jak moje. Opadł na mnie dopiero gdy opróżnił się cały. Leżał tak, dalej będąc we mnie, całował moje włosy i głaskał policzki.
-Kocham panią panno Donell -  wyszeptał i wyszedł ze mnie, delikatnie zdejmując prezerwatywę i zawiązał ją na końcu  by rzucić na podłogę obok łóżka.
-Dziękuję! Wiem jak ich nie znosisz - pocałowałam go delikatnie w usta.
-Dla ciebie wszystko maleńka - rozplątaliśmy nasze nagie ciała i udaliśmy się razem pod prysznic by zmyć z siebie zapach namiętnego seksu i kropli potu.

***
 -Chyba o tym nie mówiłam ale panicznie boję się latać! -  chwyciłam mocno jego dłoń gdy wchodziliśmy na pokład samolotu. Powitała nas tam piękna brunetka, ubrana w elegancji granatowo-biały uniform. Widziałam jak patrzy na Ericka więc rzuciłam jej przenikliwe spojrzenie. Kabina była przestronna i jasna, po prawej stronie było 6 skórzanych  kremowych rozkładanych foteli po lewej zaś kanapa modułowa z tej samej kolekcji. Przy każdym z nich stał stolik, na zagłówkach wisiały słuchawki, a na ścianie wielki plazmowy telewizor i konsole do gry. Na końcu znajdowała się sypialnia i łazienka oraz barek z mnóstwem alkoholi.
-Statystycznie jesteśmy tu bardziej bezpieczni niż w samochodzie maleńka. Nie martw się, nic ci nie grozi - uspokoił mnie i przytulił mocniej.
-Witam na pokładzie panie Evans -  powiedziała druga stewardesa, równie ładna jak ta pierwsza. Tyle pięknych kobiet otaczało Ericka, a on wybrał właśnie mnie. Dlaczego? nie miałam pojęcia. Na szczęście ona nie wgapiała się w Ericka i była bardzo miła.
-Mogę zaproponować coś do picia? - zapytała z uśmiechem.
-Poprosimy dwie margerity i świeże truskawki - powiedział Erick kiwając uprzejmie.
-To wszystko?
-Tak dziękuję Veronico. Proszę nam nie przeszkadzać - brunetka oddaliła się by zrobić nam drinki. Erick poszedł do kabiny pilotów przywitać się i wrócił do mnie. Ja sączyłam już swojego pysznego drinka, który pomógł mi się rozluźnić. Startowaliśmy o 18.30 z prywatnego lotniska w okolicach New Jersey. Nie było tak źle jak się spodziewałam więc  w powietrzu rozluźniłam się całkowicie. Siedzieliśmy z Erickiem w fotelach i sącząc drinki graliśmy na xbox-ie w wyścigi samochodowe.
-Ile będzie trwał lot? - zapytałam przegrywając kolejny wyścig.
-Kilka godzin maleńka. Nawet nie będziemy kładli się spać. Ale chodź... mamy coś do zrobienia w sypialni - rzucił mi uwodzicielskie spojrzenie i wstał z fotela, podając mi dłoń.
-Dołączymy do klubu podniebnych? - zapytałam ciekawa, słyszałam o tym, jednak nigdy w życiu bym nie pomyślała, że będę się kochać na wysokości kilku kilometrów w prywatnym samolocie.
Nic nie powiedział tylko uśmiechnął się tajemniczo i wciągnął mnie do kabiny. Była większa niż myślałam. Cała w ciemnym drewnie z kremowo niebieskimi dodatkami. Ze standardowo wielkim łóżkiem na środku oraz stylowymi meblami. Gdy rozejrzałam się po pokoju przeszła mi przez głowę dziwna myśl. Tyle tych kobiet wokół niego.... Ciekawe ile on w ogóle ich miał? Czy też zabierał je na wycieczki? Czy któraś leciała  z nim tym samolotem? 
-Co się stało? - zapytał, widząc moją zamyśloną minę -  Hej maleńka, co jest? - powtórzył i chwycił palcami mój podbródek, tak bym spojrzała mu w oczy.
-Nic -  rzuciłam na odczepne, chyba nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać.
-Nie okłamuj mnie Meg, widzę że coś jest na rzeczy! - zirytował się i posadził mnie sobie na kolanach, siadając na krawędzi łóżka.
-Naprawdę nic się nie stało -  skłamałam mu w żywe oczy, a w środku aż mnie ściskało.
-Meg! - podniósł głos i chwycił mnie za głowę, bym nie mogła jej odwrócić i uciekać wzrokiem.
-Tak mało cię znam Ericku. Nawet nie wiem z iloma kobietami byłeś? -  wydusiłam z siebie ale nie byłam pewna czy chcę poznać odpowiedź. Erick zdziwiony pytaniem uniósł brew i próbował zebrać myśli.
-Co masz na myśli mówiąc: z iloma byłem? -  zapytał, ewidentnie się zdenerwował. Czułam jak jego mięśnie się napięły, a oddech przyśpieszył.
-Ile miałeś poważnych związków?-  brnęłam dalej w ten nieodpowiedni na ten moment temat.
-Żadnego -  powiedział chłodno. Widziałam, że ma nadzieję, że na tym zakończymy rozmowę.
-Żadnego? Nie byłeś nigdy w związku? - zapytałam zaskoczona.
-Odezwała się weteranka -  burknął ironicznie. Wychodzi na to, że oboje raczkowaliśmy  w sprawach związkowych - I to ci popsuło humor? Myślałaś ile miałem związków? -  chciał się upewnić.
-A z iloma spałeś? -  wydusiłam z siebie w oczekiwaniu na odpowiedź. Liczyłam się, że ta odpowiedź może mnie zdołować jeszcze bardziej niż niewiedza w której trwałam do tej pory.
-To istotne? - ewidentnie nie było mu na rękę o tym mówić, co jeszcze bardziej mnie zdołowało.
-Chciałabym po prostu wiedzieć Ericku.
-Nie pamiętam ile ich było, to nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia maleńka - O kurwa! Było ich aż tyle? Teraz to się wkurzyłam i zrobiłam zszokowaną minę.
-Nie pamiętasz?! - podniosłam głos -  Aż tyle ich było?!
-Meg przesadzasz. To naprawdę nie ma znaczenia ile kobiet było przed tobą. Ty jesteś tą której potrzebuje i której pragnę, którą wybrałem na swoja żonę. Kocham cię... przecież wiesz - mówił spokojnie i czułam, że jest szczery, ale ja i tak chciałam wiedzieć. Sama nie wiem po co?
-Nie możesz mi po prostu powiedzieć?! - warknęłam.
-Nie prowadzę statystyk Meg! Było ich sporo, kiedyś nie przywiązywałem do tego większej wagi. Zmieniło się to gdy poznałem ciebie. Możemy już zakończyć ten temat? - zirytował się znowu i poprawił mnie na swoich kolanach.
-Jasna cholera po prostu mi powiedz! - uniosłam się lekko i chciałam by mnie puścił -  Zostaw mnie! Nie potrafisz być szczery, a wymagasz tego ode mnie! To nie sprawiedliwe, że ty możesz mnie zbywać, a ja muszę ci wszystko mówić!
-Uspokój się! Nie puszczę cię! - powiedział głośniej ale dość spokojnie.
-Daleko przecież nie ucieknę, jesteśmy w samolocie! Puść mnie, muszę pobyć sama! - wyrywałam się i próbowałam zsunąć się z jego kolan.
-Meg! - krzyknął na mnie.
-Zostaw mnie dupku! - wybuchłam i wyrwałam dłonie z jego uścisku - Nie zgadzam się na to, że tobie można wszystko i możesz mnie zbywać jak nie wygodnie jest ci odpowiadać, a ja muszę spowiadać się z każdej najmniejszej rzeczy. Na tym nie polega związek!
-Uspokój się! -  chwycił mnie i położył na łóżku.
-Pierdol się!-  nie panowałam nad własnymi emocjami. Próbowałam się wyrwać, jednak to nic nie dało, trzymał mocno moje dłonie i przyparł ciałem do materaca.
-Panno Donell co to za słowa?! - był przerażająco spokojny i opanowany.
-Dostaw mnie, chcę być sama! - opadłam z sił, a po policzku popłynęła pierwsza łza, która pociągnęła za sobą kolejne.
-Nie, nie, nie tylko nie to..Meg! Błagam nie płacz, nie zniosę tego! - jego wyraz twarzy od razu przybrał wyraz przerażenie i bezradności - Przepraszam maleńka!
-Zawsze przepraszasz by mnie ugłaskać, a potem pieprzysz się ze mną i myślisz, że zapomniałam! - łkałam dalej.
-Nie mów tak, nie pieprzę się z tobą dlatego żeby zamydlić ci oczy!
-Myślisz, że seksem wszystko załatwisz, a to tak nie działa Erick. Ja nie wytrzymam dalej w tej niewiedzy! Odpowiedź mi w końcu na moje pytania to dam ci spokój i odpuszczę! - postawiłam warunek.
-Na pewno chcesz wiedzieć? Teraz tu? - zirytował się i znowu podniósł głos.
-Tak!
-Miałem setki, a może nawet tysiące kobiet Megan! - prawie krzyknął wprawiając mnie w osłupienie - Powtórzę to po raz kolejny, że nie ma to dla mnie teraz najmniejszego znaczenia, ciebie wybrałem i z tobą chcę spędzić moje popierdolone życie. Każdego ranka boję się, że otworzy oczy, a ciebie przy mnie nie będzie, że prawda o mnie sprawi, że uciekniesz i nie będziesz chciała mnie znać. Nie wytrzymam jeśli mnie zostawisz... - wydusił z siebie i czekał na moja reakcję. Jednak ja nie byłam w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa. W głowie powtarzają  mi słowa „setki”, „tysiące”, co do cholery? Można mieć aż tyle kobiet? Przecież to chore.
-Powiedz coś… - powiedział cicho. Próbował przytrzymać moją głowę, jednak odwróciłam ją w drugą stronę.
-Erick chcę zostać sama, uszanuj to proszę i zostaw mnie - byłam przytłoczona i zaszokowana informacją, którą właśnie usłyszałam. Kto by nie był? Nie byłam w stanie tego pojąć. 
-Uciekasz ode mnie!
-A czego się spodziewałeś co jasnej cholery? Że puszczę to mimo uszu?!
-Właśnie tego się obawiam i obawiałem! Wiedziałem, że jak się dowiesz zaboli cię to, i będziesz wściekła. Jak mogę być szczery, skoro takie informacje cię ranią, a najgorszą rzeczą jest to, że mogę cię stracić. Nie mogę znieść twoich łez i smutku, gdy to widzę za każdym razem umieram - na jego twarzy rysowało się cierpienie i bezradność, wiedział, że w końcu będzie musiał zmierzyć się z prawdą i z tym jak to odbiorę.
-Więc dlaczego ja? - prawie załkałam - Co mnie wyróżnia spośród tych wszystkich.... kobiet? Widziałam Monikę i zdjęcia z bankietów, widziałam jakie kobiety cię otaczały. Gdzie mi do nich? Jedna piękniejsza od drugiej a ja... - przerwał mi gwałtownie niespodziewanym pocałunkiem. Nasze języki spotkały się i zaczęły namiętny gorący taniec pożądania. Erick wplótł dłonie w moje włosy, przytrzymując głowę by całować mnie mocniej i głębiej. Łzy przestały płynąć po policzkach, a moje ciało zaczęło wypełniać to znajome uczucie. Wystarczył jeden jego dotyk by rozpalić moje ciało do czerwoności. Namiętny taniec naszych języków sprawił, że już po chwili oboje byliśmy gotowi i niepohamowanie napaleni. Miałam wrażenie, że za każdym razem pragnę go jeszcze bardziej niż poprzednio, mimo tego iż nie miałam pojęcia jak to w ogóle jest możliwe. Wdarł się między moje uda, ocierając nabrzmiałym członkiem o moją kobiecość. Mimo dzielących nas ubrań zdawało mi się, że byłby w stanie dać mi rozkosz w ten sposób. Jego dłonie zadarły pastelową, letnią sukienkę tak by dobrać się do moich cieniutkich koronkowych fig. Palce od razu zaczęły drażnić moją pulsującą łechtaczkę, sprawiając, że zrobiłam się od razu mokra i gotowa. Dyszeliśmy głośno, nie mówiąc nic, zatracając się w sobie z sekundy na sekundę coraz bardziej. Wsunął we mnie najpierw jeden palec by za chwilę rozerwać moje majtki jednym ruchem i dołączyć drugi palec, dając mi mój pierwszy podniebny orgazm. Rozpadałam się pod nim na kawałki, pulsując intensywnie w środku i ściskając jego dwa palce. Oblała mnie niepohamowana fala wilgoci i byłam gotowa by przyjąć jego męskość w swoją słodką mokrą cipkę. Zsunął sobie spodnie tak, że odsłaniały tylko jego pośladki i uwolniły jego ogromny nabrzmiały członek. Sięgnął z kieszeni opakowanie prezerwatyw, wyjął jedną i szybko nałożył. Ocierał wielką główką o wejście w głąb mojej kobiecości by nawilżyć czubek. Wbił się we mnie mocno, aż zajęczałam w obłędzie, który mnie ogarnął. Nie wiem czy to wina tego, że przed chwilą się kłóciliśmy czy to, że lecieliśmy na sześciu tysiącach metrach nad poziomem morza ale poczułam niewielki ból i skrzywiłam się lekko. Spojrzał na mnie nic nie mówiąc, tylko obserwował moją reakcję. Dyszałam ciężko ale grymas bólu po chwili przeszedł i Erick zaczął zagłębiać się we mnie mocno i głęboko. Jego członek ocierał się o to czarodziejskie miejsce w którym wzbierała jak wulkan moja nadchodząca ekstaza. Pieścił rękoma moje piersi z których zdarł stanik i zsunął górę od sukienki. Ustami całował mnie po szyi, podgryzając i ssąc. Wbiłam swoje palce w jego nagie i jędrne pośladki, aż zajęczał i zaklął pod nosem. Zassał mój język przygryzając mi go w słodkiej zemście. Kochaliśmy się w jednym rytmie, chłonąc nasze ciała wzajemnie. Kilkanaście kolejnych pchnięć sprawiło, że doszliśmy jednocześnie. Moja pulsująca zaciskająca się wokół jego kutasa cipka, zalała się wilgocią co spotęgowało nasze doznania. Erick ścisnął kurczowo moje pośladki, a ja wbiłam palce w jego idealnie umięśnione plecy. Gdy nasze ciała drgały i napinały się jednocześnie, zatraciliśmy się w sobie bez reszty. Opadł na mnie wyczerpany i wtulił głowę w moje mokre od potu włosy. Wysunął się ze środka i delikatnie mnie na siebie położył tak, że wtulona byłam w jego ramiona. Bez słowa głaskał moje ciało, które zaczynało się rozluźniać. Wyczerpani namiętnym seksem i kłótnią która go poprzedziła...zasnęliśmy w objęciach.

Czwartek, 4 lipca

Obudził nas dźwięk z głośników, że zbliżamy się do lądowania. Erick zerwał się nagle, poprawił ubranie i wyszedł z sypialni jak oparzony. Chyba nie spodziewał się, że prześpimy prawie całą podróż. Nie miałam pojęcia ile godzin minęło i gdzie się znajdujemy? Wygładziłam pomiętą sukienkę zostawiając bieliznę na łóżku, poprawiłam włosy i wyszłam za nim.
-Jest czwartek, 4 lipca. Godzina pierwsza czterdzieści rano, czasu lokalnego. Temperatura na zewnątrz wynosi 23 stopie. Proszę zająć miejsca, zapiąć pasy. Za chwilę podchodzimy do lądowania na Bahamach.  Dziękuję za przyjemny lot i życzę miłych wakacji - usłyszałam głos kapitana dobiegający z głośników i spojrzałam na Ericka. Jego oczy błyszczały z zadowolenia.
-Bahamy!!! - krzyknęłam z zachwytu i rzuciłam się mu na szyję. Nasza kłótnia poszła daleko w zapomnienie - Dziękuję!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz