Premiera już w lipcu!

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 19

Erick był dla mnie zagadką, jednak gdy otwierał się przede mną, dawał mi tyle ile w danym momencie mógł. Byłam mu za to bardzo wdzięczna i czekałam cierpliwie na to co ma się dalej wydarzyć. Zostałam jego narzeczoną i myślałam, że teraz już wszystko będzie takie proste. Bajkowe wakacje, wymarzone zaręczyny. Czego chcieć więcej?
-O której wylatujemy? -  sprowadziłam nas tym pytaniem do rzeczywistości. Ostatnie dni spędzaliśmy na wyspie, kompletnie sami. To były najlepsze chwile mojego życia.
-Samolot już czeka. Mamy być na lotnisku najpóźniej o dziesiątej wieczorem. Koło drugiej  będziemy w Nowym Yorku, prześpimy tą jedną noc w apartamencie na Manhattanie. Mam kilka telefonów do wykonania i spotkanie z prawnikami - Erick odpowiedział i momentalnie posmutniał.
-Po co się z nimi spotykasz? - zapytałam czując, że się oddalił. Zawsze gdy pytałam o coś co było dla niego niewygodne, zamykał się w swojej skorupie i oddzielał ode mnie emocjonalnym murem. 
-Mamy kilka kwestii do omówienia odnośnie procesu, Monika nie da za wygraną i będzie mnie oskarżała o pobicie. Wyciągnie wszystkie brudy by mnie zniszczyć. Boję się, że na swój cel weźmie też ciebie. Wypiera się, że miała cokolwiek wspólnego z gwałtem… - odpowiada patrząc na mnie niepewnie. Jego wzrok jest jednak nieobecny.
-Przecież tam była! Wiedziała co się dzieje! - na samą myśl o niej podniosło mi się ciśnienie.
-Wiem maleńka, ale wyparła się wszystkiego w zeznaniach, Matt był jej znajomym ale nie maja żadnych dowodów na to, że ona maczała palce w tej sprawie. Jestem jednak pewnie, że dokładnie zaplanowała - w końcu mówił szczerze i otwarcie. Bał się prawdy, którą poznam, jednak chyba był gotowy by niedługo mi ją wyjawić.
-Czy ty i Monika kiedyś...? - zapytałam niepewnie, nie byłam pewna czy chcę znać odpowiedź.
-Nie zadawaj takich pytań. To nie ma znaczenia.
-Więc tak?  - drążyłam dalej, mimo, że on ewidentnie nie chciał o tym mówić.
-Poznałem ją gdy miałem 20 lat. Wiele się od tego czasu zmieniło, ja się zmieniłem. Dzięki tobie Megan… - czułam w jego głosie, że skończył ten temat, a ja chyba jednak nie chciałam znać odpowiedzi.
-Kocham cię - szepnęłam zadzierając głowę do tyłu, by spojrzeć na jego piękną twarz. Pocałował mnie w czoło i objął mocniej moje dłonie. Płynęliśmy jachtem do portu, a stamtąd mieliśmy samochód prosto na lotnisko. Nasze wakacje właśnie dobiegały końca, a ja nie wiedziałam jaki koszmar nas teraz czeka. 

Dlaczego ja tak zawsze się stresuje przed lotem? Przecież wiem, że przy Ericku nic mi nie grozi, a jednak w brzuchu mam jeden wielki ścisk i gule w gardle. Powinnam chyba sobie strzelić drinka albo wziąć aviomarin przed startem. Siedząc w pokładowym fotelu, założyłam sobie słuchawki na uszy by nie słyszeć jak startujemy. Erick siedział obok trzymając mnie za rękę ale to niewiele pomaga. Uprzedził mnie, że tylko jak wzbijemy się w powietrze, musi zadzwonić w kilka miejsc. Gdy wystartowaliśmy, a samolot wyrównał lot, postanowiłam się więc przespać. Śniły mi się nasze bajkowe wakacje i nie chciałam się budzić. Na Bahamach było to dobrze... Idealnie.



Piątek, 11 lipca.

Obudził mnie Erick. Właśnie podchodziliśmy do lądowania. Nie ma różnicy czasowej między Bahamami, a Nowym Yorkiem, jednak czułam się strasznie zmęczona. Było koło drugiej w nocy. Podniosłam fotel i zapięłam pas, Erick ponownie ścisnął mnie za dłoń, bo wiedział, że start i lądowanie to coś czego nie lubię najbardziej. Czekał na nas podstawiony czarny Maybach 62S z szoferem. Oczywiście kolejny raz zrobiłam wielkie oczy, na widok takiego auta.

-Ile ty ich masz? - zapytałam po cichu, gdy pomagał mi wsiąść do środka.
-Zdecydowanie za dużo maleńka - uśmiechnął się i wsiadł za mną.
-Po co ci aż tyle?
-Bo mogę - rzucił mi tajemnicze spojrzenie i oczywiście zakończył rozmowę. Bo mogę... Kto sobie może pozwolić na taką odpowiedź? Chyba tylko on...

Cały środek auta pokryty był jasną skórą, drewniane wykończenia, barek, telewizor. Starałam ukryć to, jak krępuje mnie takie otoczenie. Wiedziałam jednak, że Erick będzie wymagał bym się przyzwyczaiła. Wymagał? Tak... to dobrze powiedziane. 

Gdy wjechaliśmy w podziemia Evans Tower, było kilka minut po trzeciej nad ranem. Byłam tak zmęczona, że Erick wziął mnie na ręce i zaniósł do windy, która zabrała nas na ostatnie piętro do jego apartamentu. Położył mnie do łóżka, pocałował i wyszedł z sypialni, udając się do salonu. Wiedziałam ile teraz będzie miał obowiązków, po tym jak przez tydzień był nieuchwytny dla całego świata. Bardzo jestem mu za to wdzięczna i zapewne nigdy nie odwdzięczę mu się za to co dla mnie robi. Nie czekałam długo i znowu dopadł mnie sen.


***

Obudził mnie zapach świeżo zaparzonej kawy. Wygramoliłam się z łóżka, założyłam jedną z koszulek Ericka i zeszłam do kuchni. Siedział przy kuchennej wyspie i rozmawiał przez telefon.
-Nie, nie ma mowy....Tak dziś w nocy o drugiej...Śpi jeszcze...Tak dziękuję...Ona nie będzie brała w tym udziału....Będziemy w kontakcie - skończył rozmawiać i od razu wykręcił kolejny numer. Przyglądałam mu się ze schodów, a on jeszcze mnie nie zauważył. Miałam wrażenie, że jak załatwiał służbowe sprawy to był w zupełnie innym świecie.
-Evans....wróciłem...udał się, dziękuję...Udało wam się skontaktować z jej prawnikami?.....Odmówiła? Wiedziałem, że przyjmie taką taktykę. Co....?! - nagle podniósł ton - Gdzie...!? W której gazecie...?! - otworzył laptop i od razu zaczął coś dodatkowo sprawdzać. Skrzywiłam się, bo nie lubiłam jak się denerwował - Zablokowaliście to?! Kurwa mać..!...Musimy wzmocnić ochronę...Zadzwonię później - stałam nadal na schodach gdy mnie zauważył. Jak zwykle przeszył mnie swoim spojrzeniem na wskroś, był jednak bardzo zdenerwowany.
-Stało się coś? - zapytałam cicho.
-Meg to nie jest dobry moment! – burknął - Połóż się jeszcze, niedługo do ciebie przyjdę - był taki nieobecny, złość z niego kipiała. Po raz kolejny mój Erick, facet którego tak kochałam, zamieniał się w bezdusznego, milionera, który ukrywa przede mną prawdę.
-Nie chce mi się spać! - oburzyłam się tym, jak chciał mnie po raz kolejny zbyć. Co on sobie myśli?
-Meg nie sprzeciwiaj mi się! Zrób to o co cię poprosiłem.
-To nie była prośba tylko rozkaz! - przewróciłam oczami i złożyłam ręce na piersi.
-To po prostu go wykonaj! - był wściekły, oczy zamieniły się w czarne przepełnione mrokiem węgle. Niecierpiałam gdy tak mnie traktował. 
-A co ja jestem? Tresowany piesek czy co? Do cholery Erick, rozmawiaj ze mną! Nie dam się więcej zbywać! -  bardzo chciałam by mnie wtedy przytulił i pocałował, jednak dostałam w zamian jego mroźne spojrzenie.
-Mówiłem, że mam kilka spraw i telefonów do wykonania. Daj mi jeszcze dwie godziny, aż to załatwię i będę cały twój maleńka -  ton mu złagodniał, jednak dalej czułam, że coś się stało i nie chce mi powiedzieć. Nie chciałam się jednak dalej sprzeczać.
-Dobrze, ale obiecaj, że jak wrócisz to porozmawiamy! - postawiłam warunek.
-Obiecuję - westchnął wymownie.
O to już coś! Zdziwiła mnie jego uległość. Może w końcu dotarło do niego, że może mi powiedzieć o wszystkim.  Na szczęście zamknął laptop i podszedł do mnie, pocałował mnie w czoło i wyszedł do holu. Jego zachowanie było naprawdę dezorientujące. Boże jak on mnie czasami denerwuje! Myśli, że schowa mnie przed całym światem i się niczego nie dowiem? Wkurwia mnie to strasznie, a Erick musi się nauczyć, że skoro jesteśmy parą, a tak naprawdę narzeczeństwem, to powinien mi więcej mówić niż do tej pory.On był specjalistą do ukrywania przede mną... wszystkiego!

Zrobiłam sobie kawę z mlekiem i cukrem.  W samotności zjadłam rogalika z czekoladą i postanowiłam, że sprawdzę swojego facebooka. Ostatnio byłam na nim, żeby sprawdzić ile dziewczyn wybiera się z nami na panieński, czyli w maju. Usiadłam do laptopa Ericka, który stał na blacie w kuchni. Nie miał hasła, więc spokojnie go włączyłam. Próbowałam się zalogować na swój profil, jednak nie mogłam. Co jest? Hasła zapomniałam czy co do cholery? Wpisałam po raz enty i dalej błąd. Kimberly często korzystała z mojego konta, więc pewnie ona zmieniła hasło. Wariatka. Zaraz do niej zadzwonię. Weszłam na pocztę i zobaczyłam w skrzynce,  wiadomości o Ericku. Wyszukiwałam ich jak się pokłóciliśmy w maju i uciekłam od niego. Było kilka starych artykułów, ale także kilka z ostatnich tygodni. Gdy zaczęłam czytać nagłówki, zamarłam:

„Erick Evans - miliarder, biznesmen, pobił kobietę w swoim własnym klubie”

„Gwałt w klubie Ericka Evansa”

O Boże! Tylko nie to. Dlatego Erick odseparował mnie od wszystkiego, by mnie chronić, chronić przed tym bagnem. Kolejne tytuły nie były lepsze:

„Monika Quanchez była modelka i właścicielka znanej agencji modelek w Nowym Yorku, ujawnia kulisy znajomości z Erickem Evansem”

„Tajemnicza nieznajoma, która została zgwałcona w klubie Ericka Evansa, to jego dziewczyna - Megan Donell”

Skąd oni znają moje nazwisko? Jezu co to za jakieś popaprane wiadomości? Otworzyłam kolejny link z nazwiskiem Ericka i zobaczyłam swoje zdjęcia z podpisem:

„Kochanka Ericka Evansa, wypoczywa po traumatycznym gwałcie”

Byłam na nich naga i opalałam się na basenie w naszym domu pod New Jersey. Co to kurwa ma być?

Boże! Zasłonili cenzurą moje piersi i pupę ale wszystko i tak było widać. Niektóre zdjęcia były naprawdę... Boże jedyny! Czy Erick w ogóle o tym wie? Muszę do niego zadzwonić... Chwyciłam telefon i wybrałam numer, odebrał po pierwszym sygnale.
-Meg mówiłem, że porozmawiamy jak wrócę - powiedział spokojnie, lecz stanowczo.
-Erick widziałeś te zdjęcia? - zaczęłam płakać do słuchawki.
-Jakie zdjęcia? - zapytał zdenerwowany.
-Na portalu plotkarskim! Są moje zdjęcia, jak opalam się nago na basenie w New Jersey!!!  - Łkałam coraz głośniej, nie mogąc się uspokoić. Kto je zrobił? Co to za pierdolony zboczeniec?!
-Meg uspokój się, właśnie pracuje nad tym by je usunęli! Zaraz będę w domu kochanie, nie płacz, zaraz będę… - wiedziałam jak serce go ściska, gdy słyszał jak płaczę ale nie mogłam się pohamować.
-Dlaczego to mnie spotyka?! Ten zbok może sobie oglądać mnie nagą w gazecie po tym co mi zrobił! - krzyknęłam. Czułam się potwornie. Obnażona. Zbrukana. Brudna...
-Meg już jadę kochanie! Zaraz będę! - powiedział i się rozłączył. Był wkurzony, zmartwiony i bezradny. Pobiegłam do łazienki i skuliłam się w kącie.



Nagle przypomniało mi się wszystko co zrobił mi Matt i ten drugi popapraniec. Przed oczami miałam obrazy, których nigdy w życiu nie chciałam sobie przypomnieć. Gdy tylko zamykałam oczy, widziałam jak mnie gwałcą, biją, poniżają. Wręcz czułam znowu ten ból... Boże! Zrobiło mi się niedobrze. Zwymiotowałam do umywalki, a torsje nadal mnie targały. Byłam wykończona. Położyłam się mokra, roztrzęsiona i przerażona na podłodze. Odleciałam.

Gdy ocknęłam się Erick tulił mnie do siebie w sypialni na łóżku. Obok niego w pokoju był jego przyjaciel, Gordon i kilka innych osób. Słyszałam głosy dochodzące również z kuchni i salonu. Gdy spojrzałam w jego zdruzgotane oczy, zaczęłam znowu płakać. Przytulił mnie mocno, gładził po włosach i próbował uspokoić. Wiedziałam, że tylko on może mnie w tej chwili dotykać, by nie sprawiać mi bólu. Czułam się naga, czułam się jak śmieć. Łapałam oddech za oddechem. Czułam się upodlona, zniszczona wewnętrznie. Mój świat ponownie rozpadł się na kawałki. Erick próbował mi pomóc, jednak nikt nie mógł tego zrobić. Pomyślałam, że albo uporam się z tym sama albo umrę.
-Ciii...maleńka jestem przy tobie. Wszystkie zdjęcia zniknęły z sieci, a cały nakład gazet w których te zdjęcia się ukazały, został cofnięty. Moi prawnicy przygotowali pozew do sądu, będziemy walczyć o twoją prywatność kochanie.
-Nie chcę walczyć… - chlipałam -  Chcę żeby to wszystko się skończyło, chcę wrócić na Bahamy i mieć wszystko gdzieś! - wtuliłam głowę w jego ramiona, jego zapach mnie uspokajał. Drogie perfumy mieszały się z zapachem jego miękkiej skóry, gdy pocałował mnie w czoło powoli się uspokoiłam.
-Co robią tu ci wszyscy ludzie? - zapytałam cicho kuląc się w jego ramionach.
-Spokojnie to moja ochrona i prawnicy. Gordona już poznałaś… -  No fakt poznałam... właśnie po tym spotkaniu...wybiegłam od niego, a potem stało się to wszystko.
-Przyszedł czas Meg, byś zmierzyła się z prawdą. Media już węszą więc lepiej byś dowiedziała się tego ode mnie, niż z plotkarskich portali… - westchnął głęboko i zacisnął usta w jedną linię. Czułam jak się denerwuje.
-Będziemy rozmawiać przy nich? - wyszeptałam speszona. 
-Nie, ale będą do twojej dyspozycji jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania.
-Ok -  przytaknęłam. Wszyscy wyszli z pokoju i zostaliśmy całkiem sami. Nie wiem czemu ale ogarnął mnie spokój, nie denerwowałam się w ogóle.
-Pamiętaj tylko… -  złapał mnie za dłoń i zaczął obracać w palcach pierścionek, który wsunął mi na serdeczny palec lewej ręki  te kilka dni temu - To jest dowód na to, że jesteś moja. Obiecaj, że nie uciekniesz, cokolwiek bym ci powiedział. Możesz pytać o wszystko rozumiesz?
-Tak rozumiem Ericku -  ścisnął mocniej moją dłoń i usiadł tak by patrzeć mi prosto w oczy.
-Gdy ujrzałem cię po raz pierwszy, stwierdziłem, że pasowała byś do agencji Moniki - zaczął względnie spokojnie.
-Jakiej agencji? Modelek? - wykrzywiłam usta w grymasie. Nieźle się zaczyna.
-Nie, nie modelek Meg. Monika jest byłą modelką ale w tej chwili, jej agencja to tylko przykrywka - Erick zaczął ciężko oddychać i zamknął oczy.
-Przykrywką czego?
-Przykrywką dla ekskluzywnych prostytutek, które świadczą usługi seksualne na całym świecie - wydusił z siebie, nie był w stanie spojrzeć mi w oczy. Że co?
-No dobrze, a co ty masz z tym wspólnego? - nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-Współpracowałem z Moniką... Werbowałem dla niej kobiety i sponsorowałem im wyjazdy -spojrzałam na niego zdziwiona ale pozwoliłam mówić dalej - Należałem do bardzo zamkniętego świata. Świata obrzydliwie drogiego seksu,  mężczyźni mogli spełniać swoje najmroczniejsze i najróżniejsze fantazje Megan. Kobiety, które dla nas pracowały jeździły po całym świecie, by je spełniać na polecenie bogatych facetów.
-Ok, a Na czym polegała twoja rola? -  byłam tak zszokowana, że nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać.
-Uwodziłem kobiety... Miałem z nimi romanse, by w odpowiednim momencie zaproponować kontrakt. Tłumaczyłem jak to działa, większość godziła się bez zastanowienia, pieniądze były naprawdę ogromne. Musiały podpisać umowę o zachowaniu poufności, ja także podpisałem umowę. Obowiązywały w niej zasady, których nie można było łamać. Jedną z nich było: nie angażować się emocjonalnie w związki z innymi kobietami. Mogłem spotykać się tylko z dziewczynami z agencji albo potencjalnymi kandydatkami. Każde złamanie zasad niosło za sobą konsekwencje finansowe. Nie miałem z tym problemu... póki nie poznałem ciebie.
-Erick, co ty w ogóle do mnie mówisz? - nic z tego nie rozumiałam. Mój mózg chyba wyłączył się chwilę wcześniej.
-To zamknięty, zły świat Meg. Nie masz pojęcia jacy ludzie w tym siedzą. Byłem dla nich cenny, ponieważ zdobywałem najlepsze kobiety do agencji. Mogłem z nimi sypiać do woli. Załatwiałem też najlepszych klientów, którzy płacili ogromne pieniądze za noc z którąś z dziewczyn.
-Dość! Nie chcę więcej wiedzieć! - zaczynała docierać do mnie powaga tej sytuacji.
-Meg  nie kończ, to nie wszystko! - drżał ze zdenerwowania  myślał, że zaraz od niego ucieknę.
-Nie wiem po co mam to wiedzieć!? - zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie te wszystkie kobiety z segregatora, który oglądałam jak Erick kłócił się z Moniką -  Z iloma z nich się pieprzyłeś? - wybuchłam.
-Co? Nie! Megan proszę! - był taki bezradny. Zły na siebie za to co robił, ale ja miałam to gdzieś, musiał mi w końcu powiedzieć wszystko.
-Powiedz mi bo wyjdę! Ile ich jest? Ile dziewczyn dla was pracuje? - wrzasnęłam. 
-Do chwili w której zerwałem kontrakt było ich ponad 600 -  Słucham?! Ile?!!!! Erick zacisnął pięść i spojrzał mi głęboko w oczy. Te słowa były dla mnie jak policzek. Nie wierzyłam w to co on mówi. Spodziewałam się wszystkiego ale nie tego, mój świat właśnie po raz kolejny rozpadał się na kawałki.
-Jesteś popierdolony Evans! Nienawidzę cię! Rozumiesz!? - puściłam jego dłoń i zerwałam się z łóżka. Erick od razu wstał za mną - Nie dotykaj mnie popaprańcu! Brzydzę się tobą! -nie byłam w stanie płakać, byłam pełna gniewu i złości na cały świat. Nie mogłam znieść jego dotyku... Boże! 600 kobiet...
-Boże Meg, nie! Nie rób tego! Obiecałaś! - rzucił się na kolana i złapał mnie za biodra, był taki bezbronny, taki wściekły na siebie i na to całe gówno w którym tkwił.

8 komentarzy:

  1. W takim momencie kończyć ??!
    Jedy czekam z NIECIERPLIWOŚCIĄ na następny rozdział.XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj i znów wyczucie momentu ja chcę więcej :| El@

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdziały zawsze będą kończyć się w TAKICH momentach :) musicie się do tego przyzwyczaić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Będzie dziś next bo nie mogę wytrzymać ?

    OdpowiedzUsuń
  5. grey się chowa super

    OdpowiedzUsuń
  6. Jego interesy i ukrywanie sprawy kojarzy mi się z Jessem Wardem z ''Tego mężczyzny'' a z kolei ilość kobiet z którymi spał z Kellanem Kylem z ''Bezmyślnej''. Fajne połączenie :)
    Zapowiada się coraz ciekawiej

    OdpowiedzUsuń