Premiera już w lipcu!

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 20

-Obiecałam? A co to w ogóle dla ciebie znaczy? Nie masz żadnych wartości moralnych, pozbyłeś się ich gdy uwiodłeś pierwszą z tych dziewczyn! - wykrzyczałam.
-Byłem wtedy innym człowiekiem! Daj mi skończyć, proszę! - był zdruzgotany. Trzymał mnie kurczowo za biodra żebym nie uciekła. Powinnam uciec? Zostawić go po tym co się dowiedziałam?
-A ja? Komu byś mnie wysłał, by mnie pieprzył? No komu? Pobawił byś się i oddał jak zabawkę do bzykania dla innego?! - nawet nie krzyczałam. To był wrzask wściekłości. Jak on mógł? Boże!
-Chryste nie mów tak! Zabijasz mnie tymi słowami - zacisnął powieki by powstrzymać łzy.
-Ja cię zabijam? Ty zabiłeś mnie już dawno...gdy zgodziłam się pojechać do ciebie po bankiecie. Już wtedy byłam martwa! - wpadłam w kompletny szał. Nie kontrolowałam co mówię i co robię. Nie pojmowałam co dzieje się wokół. 
-Boże nie! - krzyczał, był taki wściekły na samego siebie, na swoje życie i za to, że mnie w to wciągnął.
-Po co w ogóle mi o tym powiedziałeś? Do cholery Erick, ja naprawdę cię kocham! - kurwa mać to jakiś koszmar! Padłam przez nim na kolana, nie miałam siły by utrzymać się na nogach.
-Musisz to wiedzieć, czeka nas proces w którym to wszystko może wyjdzie na jaw. Monika postara się by wszyscy się o tym dowiedzieli. Ona nie ma nic do stracenia, nie ma rodziny. Za stręczycielstwo grozi jej jakieś 10 lat, jestem pewien, że żadna z dziewczyn jej nie obciąży zeznaniami. To ja je werbowałem, na wszystkich umowach jest mój podpis - powiedział sprowadzając mnie tymi słowami na ziemię. 
-A Monika? Czym ta suka się zajmowała? -miałam w tym momencie ochotę ją zabić. Co za człowiek może wpaść na pomysł by zająć się czymś tak obrzydliwie niemoralnym i nielegalnym?
-Dbała o dziewczyny. Zabiegi, pielęgnacja, wszystkie musiały być zadbane. Czasami wyszukiwała klientów, znalazła też kilka dziewczyn - wyjaśniał dalej. 
-Po co ci to było? Boże Erick! - zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się.  Erick chwycił mnie i przytulił do swojej piersi. Czułam jak jego serce wali jak szalone, a krew buzuje w żyłach.
-Miałem 20 lat jak to się zaczęło, Miałem się wtedy za nic, za śmiecia, który zabił własnego brata. Nie zasługuje na miłość wiem, ale ty Meg, odmieniłaś moje życie. Jesteś moim wybawieniem, bez ciebie nie dam rady przejść przez to bagno! - chwycił moją głowę w dłonie i spojrzał prosto w oczy. Jego błagalny wzrok prosił o wybaczenie, o jedną jedyną szansę by wszystko naprawić. Chciałam mu ją dać, kochałam go do szaleństwa.
-Nie wiem czy jestem na tyle silna by to przetrwać Erick. To za dużo, nie umiem się bronić przed atakiem, nie potrafię być twarda i udawać, że wszystko jest pięknie.
-Ja cię obronie, przed całym złem maleńka! Tylko mnie nie zostawiaj!
-Obiecałam, że tego nie zrobię. Często zastanawiałam się co chcesz mi powiedzieć, ale przez myśl mi nie przeszło coś takiego! - zacisnęłam usta, z oczu ponownie popłynęły łzy.
-Chcesz coś jeszcze wiedzieć? - zapytał cicho.
-Powiedz mi tylko ile ich było? Szczerze... co do jednej - wydusiłam z siebie.
-Ja osobiście zwerbowałem prawie połowę z nich - powiedział tak, by nie przyznać dosłownie, że pieprzył się z nimi wszystkimi. Zdusiłam jęk rozpaczy. Oczy mnie paliły, a w płucach miałam żar. Znowu zachciało mi się wymiotować.  Zerwałam się i pobiegłam  do łazienki, zwracając resztki, które zostały po poprzednim razie. Erick przybiegł od razu za mną. Nie chciał mnie opuszczać nawet na sekundę, trzymał moje włosy i wspierał mnie gdy rzygałam  prosto do granitowego zlewu. Byłam wykończona i rozgoryczona.
-Dlaczego ja? Co cię tak zmieniło? - wydusiłam z siebie ostatkiem sił.
-Po pierwszej nocy, którą spędziliśmy razem w tym apartamencie, spojrzałem w twoje oczy i zauważyłem coś czego nie ma nikt inny. Rozumiałaś mnie...nie chodziło ci o moje pieniądze, byłaś jak łuna światła wpadająca do ciemnego pokoju, jak kropla wody na pustyni. Niewinna, słodka, porażająco seksowna, ale też niepewna i zagubiona. Jesteś cudem, który wyrwał mnie z tego bagna - jego słowa dźwięczały mi w uszach, chciałam mu wierzyć, chciałam by to co mówi było prawdą. Kocham go na zabój.
-Będę przy tobie Ericku! Na dobre i złe, tak jak obiecałam! Ale nie okłamuj mnie więcej i nie ukrywaj niczego przede mną już nigdy, bo wtedy to będzie koniec. Koniec nas - wyszeptałam i przyłożyłam głowę do jego piersi. Jednak oboje byliśmy tak roztrzęsieni i wykończeni emocjonalnie, że nasze ciała nie były w stanie nic więcej zrobić. Położyliśmy się na łóżku. Oddychaliśmy w tym samym rytmie, zatraciliśmy się w sobie i zasnęliśmy.'



Było koło trzeciej po południu, gdy oboje się przebudziliśmy. Wyglądaliśmy jak dwa wraki, które wzajemnie się wspierają, mimo tylu trudności. Erickowi ewidentnie ulżyło, że wylał z siebie to wszystko, że nie uciekłam gdzie pieprz rośnie. Sama siebie pytam dlaczego tego nie zrobiłam? Jedyna sensowną odpowiedzią było to, że kochałam go jak nikogo innego na świecie, był dla mnie po prostu wszystkim. Chciałam wierzyć w to, że naprawdę ja wywołałam w nim taką zmianę.
-Hej - mruknął cicho.
-Hej - potarłam swój nos o jego.
-Jesteś silniejsza niż myślałem maleńka - podsunął się na łóżku i objął mnie swoim silnym ramieniem.
-Może teraz dasz mi chociaż trochę swobody -  droczyłam się z nim, ale wiedziałam, że dopóki wszystkie sprawy się nie wyjaśnią, nie mam co liczyć na jego pobłażliwość.
-Nie chcę byś czuła się jak w złotej klatce Meg, ale w tym momencie... - przerwałam mu pocałunkiem.
-Wiem, wiem Erick. Nie musisz nic mówić.
-Muszę do nich wyjść, powiedzieć na czym stoimy. Jeśli chcesz możesz iść ze mną, od teraz jeśli będziesz miała ochotę, możesz uczestniczyć we wszystkich naradach z prawnikami i moimi ludźmi - powiedział wstając z łóżka i poprawił pogniecioną koszulę. Mimo tego, że był wykończony jak ja, wyglądał jak grecki Bóg. Czemu to takie niesprawiedliwe?
-Wezmę prysznic, wole na razie się z nimi nie widzieć. Muszę się pozbierać. Przepraszam - było mi przykro, że nie mam na tyle siły, by dalej o tym rozmawiać, a;e byli to dla mnie obcy ludzie, a ja nie miałam na to najmniejszej ochoty.
-Nie przepraszaj. To ja powinienem przepraszać. Idź się zrelaksuj. Dołączę do ciebie jak skończę. Dobrze? - posłałam mu wymuszony uśmiech, by nie o mnie nie martwił. Marzyłam o prysznicu, by zmyć z siebie ten cały syf. Wspomnienie gwałtu, sensacja Ericka. Ciekawe co jeszcze w zanadrzu trzyma dla mnie los? Czuję, że gdy zacznie się proces, dopiero wtedy dowiem się tych wszystkich obrzydliwych rzeczy ze szczegółami. Na myśl, że miałabym stanąć twarzą w twarz w sądzie z Moniką i Mattem ogarnął mnie przeraźliwy niepokój.

Prysznic na szczęście pomógł mi się zrelaksować. Niestety  Erick nie dołączył do mnie. Umyłam zęby i starałam się nie myśleć za dużo. On na pewno rozmawia jeszcze z prawnikami. Może powinnam tam do nich wyjrzeć? Nie mogę się przecież tak ukrywać. Spojrzałam w lustro. O Boże, jak ja wyglądam? Dobrze, że chociaż byłam opalona, bo można się było mnie przestraszyć. Podkrążone czerwone oczy, suche usta. Stwierdziłam, że muszę się ogarnąć. Poszłam więc do łazienki, gdzie w szufladzie były wszystkie potrzebne kosmetyki by zrobić makijaż. Pomalowałam się delikatnie, zakrywając oznaki zmęczenia. No dobra... nie jest źle. Zajrzałam do garderoby w której było mnóstwo ubrań w moim rozmiarze. Wybrałam czarną spódnicę ołówkową do kolan oraz jedwabną jasno-różową bluzkę bez rękawów. Upięłam włosy. Na nogi założyłam czarne czółenka bez nosków. No Meg... naprawdę nie jest źle! Możesz iść. Zerknęłam jeszcze raz w lustro, poprawiając spódnicę na brzuchu. Wychodząc chwyciłam z komody flakon z perfumami. Mgiełka zapachu Hugo Boss padła na moje ramiona.

Otworzyłam drzwi od sypiali, ale  z antresoli było doskonale słychać rozmowę. Niepewnym krokiem zeszłam po schodach w kierunku kuchni, moja pewność siebie od razu spadła prawie do zera. Zatrzymałam się na chwilę, by złapać powietrza.
-Witaj Megan! - usłyszałam zza pleców.
-Cześć Gordon -  odpowiedziałam miło. Próbowałam ukryć, że się denerwuję.
-Cieszę się, że postanowiłaś do nas dołączyć. Chodźmy - wyciągnął do mnie ramię, bym je objęła i poszła z nim.
-Dziękuję - wymamrotałam cicho. W moich brzuchu znowu poczułam ścisk, a w gardle stanęła wielka gula.
Weszliśmy do kuchni z której widać było jak 5 osób i Erick, rozmawiają przy stole jadalnym, który zakryty był papierami i aktami. Wszyscy jednocześnie spojrzeli na nas, byli ewidentni zdziwieni moim widokiem.
-Meg - Erick wstał i od razu do mnie podszedł. Objął mnie i czule ucałował w czoło - Chciałbym przedstawić wam moja narzeczoną, Megan Donell - dwie kobiety i trzech mężczyzn patrzyli na mnie przyjaźnie, ale z lekką niepewnością, jak powinni się zachować.
-Cześć wszystkim! - podniosłam rękę w geście powitania. Nie podchodziłam do każdego z osobna, bo i tak nie zapamiętałabym imion i nazwisk.
-Myślicie, że mają jakieś nagrania z klubu? Coś co mogłoby ich skompromitować?  - zapytał czarnoskóry mężczyzna, wysoki, ubrany w stalowy garnitur, białą koszulę oraz idealnie dopasowany do tego błękitny krawat.
-Niestety Monika zabrała wszystkie nagranie z tego wieczora, policja przeszukała jej mieszkanie i nic nie znaleźli. Ona twierdzi, że nie wie gdzie są nagrania - odpowiedział Erick,  obejmując mnie w pasie. Czułam, że jestem mu teraz bardzo potrzebna.
-Jeśli te nagrania wyjdą na światło dzienne będzie niezła pożywka dla mediów, jednak tam są niepodważalne dowody. Matt Hughez i Karl Black są w areszcie ale na Monikę nic nie mamy - dodał Gordon.
-O czym rozmawiacie? - szepnęłam do Ericka.
-Gordon wytłumacz Meg o czym rozmawiamy, chcę by o wszystkim wiedziała - wszyscy znowu spojrzeli na mnie, a ja zerknęłam na Ericka. Rany! Mógł mi to sam wytłumaczyć!  Boże co za żenada!
-Właśnie omawiamy sprawę procesu, przeciwko Mattowi Hughezowi i Karlowi Blackowi, sprawa dotyczy gwałtu, który wydarzył się… - Erick zrobił krok w przód i przerwał.
-Gordon do cholery! Wiemy co i kiedy się wydarzyło, możesz darować sobie te szczegóły - był wściekły, wiedział jak zareagowałam na wspomnienie o tym co się stało.
-Tak! Przepraszam Megan - bąknął Gordon. Był szczery.
-Nic nie szkodzi. Mów dalej -  powiedziałam i usiadłam przy stole. Erick stał za mną i trzymał dłoń na moim ramieniu.
-Chodzi o to, że zniknęły nagrania z klubu i z apartamentu Moniki Quanchez. Możliwe, że zostały zniszczone ale istnieje prawdopodobieństwo ,że Monika będzie próbowała je opublikować. Nie ma dowodów, że brała w tym udział, jeśli nagranie trafi do prasy to...
-Jakie nagranie? - przerwałam przerażona - Chyba nie nagranie tego co się stało? - dłoń Ericka zacisnęła się mocniej, czułam jak momentalnie się spiął.
-Niestety właśnie o tym nagraniu mówimy, w apartamencie Moniki były kamery, które podobno wszystko zarejestrowały - powiedział spuszczając wzrok na podłogę. Nie był w stanie spojrzeć mi w oczy. Przeszedł mnie przeszywający dreszcz i poczułam zimno na całym ciele.
-To znaczy, że bez nagrań nie mają dowodów? - przeraziłam się. Jakim cudem? Przecież badali mnie w szpitalu, znalazł mnie Erick, policja wszystko widziała.
-Mają dowody Meg, ale tylko na Mata i Karla. Nie mamy nic na Monikę, a Erick uważa, że ona to zaplanowała, chciała cię odurzyć i wywieźć. Takie są nasze podejrzenia… - kontynuował  Gordon. 
-Wywieźć? - No tak! Przecież Erick miał mnie zwerbować...Teraz właśnie zrozumiałam, co miała na myśli w esemesie, który napisała, że można by na mnie nieźle zarobić - To znaczy, że miałam być kolejną z kobiet jej agencji, tak? Ale jakim cudem? Przecież one zgadzały się dobrowolnie, prawda? - przełknęłam ślinę i spojrzałam na Ericka - A ja nigdy bym się nie zgodziła! – dodałam nerwowo. 
-Nie wszystkie robiły to dobrowolnie - odpowiedział Erick, głosem tak niskim i głębokim, że przeszły mnie ciarki. Czułam, że ledwo przeszło mu to przez gardło.
-Zmuszaliście je?! -  wstałam gwałtownie i cofnęłam się.
-Nie wiedziałem o tym. Nie kontaktowałem się z tymi kobietami jeśli nie było trzeba - dodał i zrobił krok w moją stronę. Jego wzrok błagał bym nie odchodziła.
-Chryste! Czy jest jeszcze coś czego nie wiem?! - podniosłam głos i skrzyżowałam ręce na  piersi
-Monika odurzała niektóre z dziewczyn narkotykami, by je zatrzymać - dodała kobieta. Była koło pięćdziesiątki, ubrana w granatowy komplet i czarne czółenka. Miała ładne krótkie czarne włosy i czerwone od szminki usta.
-Nie macie na nią nic? -  byłam załamana, nie mieli nic na tą sukę, która urządziła nam takie piekło.
-Jej prawnicy będą próbować udowodnić, że ona nie miała pojęcia co się dzieje w jej agencji, będzie wypierać się, że wiedziała o tym procederze. A to, że Erick często się z nią spotykał, działa na jej korzyść. Przybierze taktykę zakochanej bezbronnej kobiety, która nie wie co się dzieje - mówiła dalej - Nie wiadomo jak sąd do tego podejdzie. Czy jej uwierzą?
-Erick czy wy ze sobą sypialiście? - nie wiem skąd wzięłam tyle odwagi by o to zapytać przy tych wszystkich ludziach. W sumie pewnie ciekawość zwyciężyła. Spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem, ale nie chodziło mu to, że są tu ci wszyscy ludzie, na pewno wiedzieli, że nie był cnotliwy.
-To nie jest najlepszy moment! - burknął na mnie. 
-Nie zbywaj mnie znowu! – krzyknęłam - Miałeś mi mówić o wszystkim.  Mówiłeś, że mogę zapytać o wszystko co chce wiedzieć. Więc pytam!  - w środku cała drżałam. Emocje kłębiące się we mnie w tym momencie były ogromne.
-Tak sypaliśmy ze sobą!  - podniósł głos, a w jego oczach poczułam lodowaty chłód.
-Płaciłeś jej za to?-  serce mi ścisnęło, miałam ochotę uciec .
-Nie zawsze - oparł się o krawędź stołu i czekał na moją reakcję. Nie chciałam robić z siebie histeryczki przy tych wszystkich ludziach, starałam się opanować.
-Czy ktoś mógłby mnie zawieść do moich rodziców? – poczułam, że to jedyne sensowne wyjście na ten moment. Musiałam odpocząć mimo tego, że jeszcze 24 godziny temu byliśmy na Bahamach.
-Meg nie! - zerwał się Erick i podbiegł do mnie. Chwycił mnie za ramiona.
-Muszę stąd wyjść, proszę nie zatrzymuj mnie. Daj kluczyki to sama podaję - wyciągnęłam do niego dłoń.
-Nie możesz prowadzić gdy jesteś taka zdenerwowana. Gordon cię odwiezie - odpowiedział wypuszczając głośno powietrze. Zdziwiłam się, jak łatwo się zgodził bym wyszła. Może sam uznał, że muszę się zdystansować? Na pewno czekało mnie wiele innych sensacji. Ufał mi bo wiedział, że nie uciekam, tylko po prostu muszę wyjść.

Poszłam w kierunku windy, zabrałam z komody torebkę w której był mój telefon. Bateria całkowicie się rozładowała, więc nawet nie mogłam zadzwonić do rodziców. Na pewno się jednak ucieszą gdy mnie zobaczą.  Wchodząc do windy spojrzałam w stronę Ericka, stał oparty o stolik w holu. Pokazałam mu gest, że zadzwonię. Przymknął delikatnie oczy, dając do zrozumienia, że zrozumiał. Gordon stał obok mnie w milczeniu, musiało mu być strasznie niezręcznie.
-Ty też do tego należałeś? - zapytałam, gdy winda mknęła w dół na parking. Widziałam ukradkiem, że miał bardzo zaskoczoną minę.
-Tak Meg, nie będę cię okłamywał - czułam jaki jest zestresowany i zły.
-Ile to trwa? Jak poznaliście Monikę? - wypytywałam dalej. Wiedziałam, że odpowie mi na wszystkie pytania bez robienia problemów, tak jak Erick.
-Erick poznał ją na studiach. Byli wtedy parą, gdy mi ją przedstawił.
-Oni byli parą?! - Boże przecież to oczywiste. Czemu mnie to aż tak zabolało? 
-Erick potrzebował miłości i zrozumienia po wypadku z Vincentem. Obwinia się za to.
-A ona to wykorzystała! - dokończyłam. Co za suka. Jakim trzeba być człowiekiem żeby wykorzystać potrzebę bycia z kimś by nim manipulować?
-Erick wtedy dopiero zaczynał. Pożyczył pieniądze od ojczyma za namową Moniki. Pomógł jej wyjechać do Dubaju na pierwsze zlecenie, a potem to już samo poszło. Monika namawiała swoje koleżanki i wykorzystywała Ericka by uwodził i namawiał inne kobiety. Za pierwsze pieniądze, które dostał za zlecenie, zagrał na giełdzie i wygrał sporą sumę. Wykupił długi ojca i zaczął piąć się na sam szczyt. Jednak Monika miała taki na niego wpływ, że nie zrezygnował z tamtego zajęcia. On był całkiem innym człowiekiem zanim cię poznał Meg. Jestem ci ogromnie wdzięczny, że jesteś przy nim, bo wiem, że to trudne… -  mówił szczerze i spokojnie, dotknął mojej dłoni i dodał - Jesteś dla niego wszystkim, jeśli uciekniesz on tego nie przeżyje.
-Nigdzie się nie wybieram Gordonie. Jest mi ciężko ale kocham go. Wiem, że się zmienił, zmienił dla mnie - widziałam jak jego twarz pogodnieje. To przyjaciel Ericka, po prostu się martwił.
-Jesteś silną kobietą, chociaż tego nie widać. Jesteś inna niż te wszystkie panny z którymi się prowadzał. Jego matka bardzo cię polubiła - ten wybuch szczerości, dodał mi trochę otuchy.
-Kochał Monikę? - zacisnęłam usta w jedną linie w oczekiwaniu na odpowiedź.
-To nie był normalny związek, to rodzaj uzależnienia. Ona ma… miała na niego ogromny wpływ. Gdy dowiedziała się, że spotyka się z kimś spoza agencji była wściekła. Myślała, że jesteś tylko jednorazowym wybrykiem ale gdy zobaczyła was razem, czekając na Ericka w jego apartamencie, wiedziała, że coś się święci. Akceptowała to, że sypiał z dziewczynami ale nie mogła zaakceptować innej kobiety, kobiety która mogłaby mu go odebrać.
Winda zatrzymała się na samym dole i skierowaliśmy się w kierunku samochodu.
-Od którego dał ci kluczyki?  - zapytałam patrząc na kilka aut zaparkowanych przed nami.
-Od białego volvo.
-Jeśli pozwolisz sama pojadę, dobrze? To w końcu moje auto, umiem jeździć i będę uważała - spojrzałam na niego.
-Erick nie będzie zadowolony - dodał i wygiął usta w grymasie.
-Trudno. W tym momencie nie obchodzi mnie to czego on by chciał. Chcę jechać do rodziców, sama, bez obstawy. Musi mi zaufać! - powiedziałam stanowczym, zimnym tonem.
-Jesteś dorosła, nie zmuszę cię przecież. Nie jestem Erickiem - uśmiechnął się delikatnie i podał mi kluczyki.
-Dziękuję Gordonie. Zadzwonię jak dojadę. Powiedź mu, że bardzo go kocham -  powiedziałam, po czym wsiadłam do auta i odjechałam.

6 komentarzy:

  1. Już się nie mogę doczekać co w następnym rozdziale :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To jak narkotyk - ciągle mało i mało :D . Kiedy będzie następny ? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jutro późnym wieczorem powinien się pojawić. Ostatnio mam dużo pracy i nie daje rady dodawać rozdziały codziennie, ale będę starała się robić to jak najczęściej i w miarę regularnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda że dopiero jutro. Ale wiernie czekam El@

      Usuń