Premiera już w lipcu!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 21

Wynurzając się z podziemnego garażu, uderzyło we mnie lipcowe palące słońce. Było po godzinie szóstej po południu. Na ulicach gwar, każdy pędzi w swoja stronę, starając się upchnąć jak najwięcej spraw w dobie, która ma zdecydowanie za mało godzin. Niemiłosierny upał leje się z nieba, a  klimatyzacja wydaje się teraz najlepszym wynalazkiem na świecie. Zakładam okulary Chanel, które Erick dał mi gdy byliśmy w New Jersey i postanawiam pojechać do  mieszkania, które wynajmowałam. Nie miałam pojęcia co tam w ogóle się dzieje? Czy może już ktoś inny tam mieszka? Podjechałam pod kamienice i nawet udało mi się znaleźć miejsce parkingowe niedaleko wejścia. Wychodząc na chodnik uderzyła mnie kolejna fala gorącego powietrza, upał był nieznośny w porównaniu z Bahamami. Tam się tego tak nie odczuwało, w Nowym Yorku można było się po prostu ugotować. W środku kamienicy czuję przyjemny chłód. Stare mury jednak mają swoje zalety. Winda działała i po chwili znalazłam się na 6 piętrze. Klucz do drzwi pasował, więc weszłam do środka. Rozejrzałam się niepewnie... mieszkanie było puste, nie było w nim  moich mebli, książek, ubrań. Gołe ściany, okna, pusta podłoga bez dywanu. Jedynie zostały meble kuchenne, które były na miarę i szafa w przedpokoju. Stało tu kilka pustych kartonów na środku. Na ten widok zrobiło mi się smutno. Lubiłam to miejsce, to była moja odskocznia od wszystkiego. Nawet po najgorszym dniu w restauracji, mogłam się tu schować przed całym światem. Zanim jeszcze poznałam Ericka i wydarzyło się to wszystko.
-Megan! - usłyszałam nagle i obejrzała. się. W drzwiach stał Henry - mój sąsiad.  
-Cześć Henry! -  uśmiechnęłam się szeroko, Boże jak dawno go nie widziałam.
-Co ty tu robisz? Któregoś dnia zabrali wszystkie twoje rzeczy. Nikt nie wiedział co się z tobą dzieje. Martwiliśmy się z strasznie!  - podszedł do mnie i uścisnął przyjaźnie. 
-Długa historia Henry - opowiedziałam ukrywając zakłopotanie, może jednak nie wiedzieli co się stało? Może media tego nie nagłośniły aż tak bardzo?
-Wiemy co się stało Meg. Tak mi przykro! -  rozchwiał moje wątpliwości po chwili, a jednak wiedzą. No cóż, oni chociaż byli wobec mnie życzliwi - Możemy ci jakoś pomóc?
-Dziękuję, naprawdę nie trzeba. Przyjechałam tu nawet nie wiem po co, muszę jechać do rodziców.
-Wpadnij do nas chociaż na chwilę, chłopaki strasznie płakali jak zobaczyli, że się wyprowadziłaś. Myślą, że ich zostawiłaś bez pożegnania -  O matko! Serce mi ścisnęło na myśl o dwóch małych chłopcach rozpaczających ,że ich ulubiona ciocia-sąsiadka zniknęła bez słowa. 
-Myślę, że 5 minut mnie nie zbawi, będę mogła od was zadzwonić? Rozładowała mi się komórka -  zapytałam. Chciałam uprzedzić Ericka gdzie jestem, bo z góry wiedziałam, że będzie zły, ale tu nie groziło mi przecież nic złego.
-Cudownie. Przyjdź za chwilę jak już pożegnasz się z mieszkaniem - uśmiechnął się ciepło i zamknął za sobą drzwi. Moje życie już nigdy nie będzie takie samo jak kiedyś... Westchnęłam i czułam jak znowu żołądek mi się ściska. Zamknęłam oczy by nie płakać. Kilka łez jednak spłynęło po moim policzku.  Czemu się tak rozczuliłam? Przecież teraz miałam Ericka, byłam szczęśliwa... Byłam? Nawet po tym co się stało? Po tym czego się dziś dowiedziałam? Sama nie wiem...

Zamykając drzwi, spojrzałam jeszcze raz za siebie. Przypomniały mi się kolacje. które przygotowywałam dla rodziców i Kim, jak John mnie odwiedzał i razem całymi nocami jedliśmy pizzę i oglądaliśmy stare amerykańskie filmy. Jak któregoś dnia zalałam sąsiadów z dołu, bo pękła mi rura w łazience. To wszystko już nigdy nie wróci. Zdusiłam cicho jęk. Zamknęłam drzwi.

Pukając do drzwi mieszkania Flinów, usłyszałam wesołe „proszę”, więc weszłam do środka. Ich mieszkanie było takie jak zapamiętałam. Duża otwarta przestrzeń, kolory ziemi z mocniejszymi akcentami na tapetach. Kuchnia połączona z salonem i jadalnią. Po prawej stronie pokoje chłopaków, a nad nimi sypialnia, po lewej łazienka i gabinet do pracy.
-Ciocia!!! - usłyszałam radosny głos Daniela, który zerwał się z dywanu na którym bawił się klockami, biegł w moją stronę.
-Hej Supermenie! - roześmiałam się i wzięłam go na ręce - Aleś ty ciężki! - Zrobiłam obrót, a jego włosy roztrzepały się zabawnie. Był jak słodka czekoladka. Ciemna karnacja, piękne, ciemne włosy i kasztanowe oczy. Pocałowałam go w czoło i podeszłam do baraszkującego w chodziku Ithana.
-Stęsknili się za tobą bardzo Meg! Cudownie, że wpadłaś! - Powiedziała Ranesa obdarzając mnie cudownym uśmiechem. Wyglądała jak zawsze nienagannie. Pewnie niedawno wróciła z kancelarii. Miała na sobie oficjalny czarny uniform, białą koszulę, a na nogach domowe kapcie.
-Ciocia co tu masz? - Daniel chwycił mnie za rękę pokazując na pierścionek od Ericka. Henry i jego żona spojrzeli na mnie podejrzliwie i niecierpliwie czekali na odpowiedź.
-Ach to...- Zawstydziłam się. Oficjalnie chyba nawet moja rodzina nie wiedziała, że Erick mi się oświadczył -  To pierścionek Danielu, mamusia też taki ma - próbowałam wymigać się od odpowiedzi.
-Mamusia też ma, ale nie taki duży i ładny! - krzyknął z zachwytem, był taki rozkoszny - Zobacz tatusiu! - pokazał moją dłoń w stronę Henrego.
-No, no Meg! Nieźle się ktoś wykosztował, to pewnie jakieś 17 karatów! -  był ewidentnie zaskoczony.
-Ty się lepiej Flin nie wypowiadaj, kiedy ostatnio kupiłeś mi chociaż kolczyki?! - zażartowała jego żona i mrugnęła do mnie ciepło - Chodź kochana, napijesz się z nami czegoś?
-Tak poproszę wody, jeśli można - postawiłam Daniela na podłodze, a ten pobiegł dalej bawić się klockami.
-Gdzie się tak opaliłaś? Bo chyba nie w Nowym Yorku? Tu nie można na słońcu 5 minut wytrzymać. Ślicznie wyglądasz - dodała i postawiła na stół w jadalni dzbanek z wodą, cytryną i listkami mięty oraz trzy szklanki - Upiekłam szarlotkę, mam nadzieje, że nie odmówisz? - uśmiechnęła się serdecznie. 


Nie chciałam jej sprawiać przykrości więc nie odmówiłam. Miałam nadzieję, że mój żołądek jej nie odrzuci po tych rewolucjach.
-Chciałabym tylko na chwilę zadzwonić - powiedziałam upijając łyk zimnej, cudownie orzeźwiającej wody.
-Jasne nie ma problemu. Drugi telefon jest w sypialni -  Henry pokazał na drzwi nad pokojem maluchów.
-Dzięki, zaraz wracam.

Weszłam schodkami na górę i zamknęłam drzwi. Wybrałam z pamięci numer komórki Ericka, odebrał po drugim razie. Zapewne nie znał numeru z którego dzwoniłam.
-Evans! - powiedział szorstko.
-Hej to ja! -  rzuciłam szybko, czułam, że jest zły i smutny.
-Do cholery gdzie ty się podziewasz Meg?! -  warknął na mnie. Ale był wściekły! Słyszałam, że złość w nim aż kipi.
-Jestem w swoim starym mieszkaniu, odwiedziłam sąsiadów na chwile -  spokojnym tonem próbowałam go ugłaskać - Nic mi nie grozi - dodałam.
-Nie powinno cię tam być! Zostać tam, zaraz po ciebie przyjadę! - to zdecydowanie nie była prośba, to był rozkaz.
-Nie Erick! Zjem ciasto i pojadę do rodziców!  - protestowałam mając złudne nadzieje, że zrozumie.
-Do zobaczenia! - rzucił stanowczo. Rozłączył się. Co za...!  Przecież nic mi tu nie grozi. Miałam nadzieję, że jednak się nie zjawi. Co mogło mi tu grozić? Erick naprawdę przesadzał. Zeszłam na dół. Gdy udało mi się wcisnąć w siebie kilka kęsów ciasta zaczęłam opowiadać, że opaliłam się tak na Bahamach. Nie przyznałam się do zaręczyn ani, że byłam tam z Erickiem Evansem. Wiedziałam, że i tak wiedzą z kim się spotykam. Czytali gazety, skoro wiedzieli o gwałcie, to i to musieli wiedzieć. Daniel jednak przerwał nam rozmowę by pochwalić się swoją nową kolejką, która była w ich pokoju. Zaciągnął mnie tam mimo sprzeciwu Henrego. Nie umiałam mu jednak odmówić, czułam się winna, że tak zniknęłam bez słowa. Rozsiedliśmy się na wielkim dywanie na którym namalowane były Nowojorskie ulice, a mały zaczął wyjmować kolejkę z pudełka. Był taki szczęśliwy, że może mi ją pokazać, aż mnie ścisnęło w sercu i znowu miałam wyrzuty sumienia. Śmiech i radość dziecka to chyba największy dar dla człowieka.  Nie wiem ile się tak bawiliśmy, gdy usłyszałam jakiś hałas za drzwiami. Daniel podał mi do ręki kolejna część torów. który składaliśmy i roześmiał się do mnie tak słodko. Był chyba najfajniejszym dzieckiem jakie znam. Ithan jeszcze dobrze nie mówił i nie chodził, więc nie mógł się z nami bawić. Spoglądał na nas z chodzika i gaworzył po swojemu, krzycząc co chwile z radości. Daniel poprosił bym sięgnęła wagoniki do kolejki, które leżały na najwyższej półce ich regału. Wstałam i podeszłam do niego, a wtedy drzwi się otworzyły. Najpierw weszła Ranesa, za nią Henry, a po sekundzie w drzwiach ukazał się Erick. Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Spojrzał na mnie gdy wypinałam pupę by sięgnąć zabawkę. Jego lodowate oczy złagodniały i zmieniły się w czułe i kochające spojrzenie.
-Tutaj są nasi kolejarze! - powiedział Henry, biorąc małego Ithana na ręce.
-Erick! - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
-Niezła z ciebie niania kochanie! - rzucił żartobliwie i przybrał ten swój uśmiech, który oznaczał tylko jedno.
-Meg to najlepsza ciocia na świecie, chłopaki ją uwielbiają! - dodała Pani Flin i uśmiechnęła się szeroko.
-Chyba będę zazdrosny! Myślałem, że tylko ja cię uwielbiam maleńka! -  nie wiedziałam czy mówi serio czy żartuje? Zrobiłam dziwną minę, a oni się roześmiali w głos w jednym momencie. Naprawdę myślałam, że nie przyjedzie. 
-Dobrze chłopaki, dajcie cioci spokój. Na pewno was jeszcze kiedyś odwiedzi - Henry podszedł do Daniela i wziął go za rączkę mrugając do mnie.
Wyszliśmy z pokoju, Erick czekał na mnie przy drzwiach byśmy wyszli ostatni.
-Oszalałeś? Nie musiałeś tu przyjeżdżać! - burknęłam do niego ostro, karcąc wzrokiem.
-Warto było - wymruczał tym swoim niskim tonem.
-Zbok z ciebie Evans! - klepnęłam go zewnętrzną stroną dłoni po twardym jak stal brzuchu.
-Panno Donell trochę rozwagi, tu są małe dzieci - roześmiał się znowu i tym samym uświadomił, że powiedziałam to zdecydowanie za głośno, bo Henry się odwrócił i również uśmiechnął znacząco.

Usiedliśmy we czwórkę przy stole w jadalni. Pani Flin wmusiła we mnie kolejny kawałek  ciasta, Erickowi też nie darowała. Cała trójka była prawnikami.  Cudownie! Akurat na ten moment prawników miałam po dziurki w nosie. Miałam tylko nadzieje, że nie wiedzą o aferze, która niedługo pewnie ujrzy światło dzienne. Pierwszy raz widziałam Ericka w takiej normalnej, towarzyskiej relacji. Nigdy nie widziałam go z jego przyjaciółmi, no może oprócz Gordona. W pewnym momencie Erick złapał mnie za dłoń i zaczął bawić się pierścionkiem. Wiem, że zrobił to specjalnie. 
-Nie wiem czy powinnam pytać… - zaczęła Ranesa - Ale czy to jest to co myślę Meg? - spojrzała na mnie swoimi wielkimi brązowymi oczami, widziałam w nich troskę.
-Tak Raneso… -  Raneso? A co oni są na „ty”? Odpowiedział Erick -  Poprosiłem Meg o rękę i zostałem przyjęty. To jeszcze nie oficjalne ale jest moją przyszłą żoną - siedziałam zaskoczona tym, że był taki otwarty wobec zupełnie obcych mu osób.
-Jezu to cudownie! Kochanie gratulacje! -Pani Flin zerwała się z krzesła i zaczęła mnie ściskać, całować.
-Dziękuję! - znowu tylko tyle mogłam powiedzieć.
-Ericku to kiedy ślub? - Henry wtrącił się do rozmowy.
-Tego jeszcze nie wiemy, mamy sporo innych spraw na głowie, ale możecie już czuć się zaproszeni - był taki rozluźniony i wesoły. Takiego właśnie go kochałam.
-Ericku jeśli będziesz potrzebował pomocy wiesz, że zawsze ci pomożemy - dodał Henry i ścisnął mu dłoń w geście gratulacji.
-Pamiętam o tym Henry! - rzucił mu stanowcze spojrzenie – Raneso... - ucałował delikatnie jej dłoń - Czas na nas prawda Kochanie? -  spojrzał także na mnie. Kiwnęłam automatycznie głową nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Wstaliśmy, a Flinowie odprowadzili nas do drzwi. Daniel wyprosił byśmy wpadli do nich w następnym tygodniu, Erickowi jednak nie podobało się to byśmy wychodzili, więc zaprosił Flinów do nas, do New Jersey na kolejny weekend. Już cieszyłam się na to spotkanie.

Weszliśmy do windy, a Erick chwycił mnie w pół i posadził na swoich biodrach. Czułam jak buzuje w nim pożądanie i jak bardzo pragnie mego ciała.
-Nawet nie wiesz jaki jestem na ciebie zły! - powiedział poważnie, ale oczy mu płonęły.
-Zły? Za co niby? - odchyliłam się lekko by obserwować jego reakcję.
-Za to, że pojechałaś sama, że pojechałaś do mieszkania, a nie do domu rodziców! - faktycznie był zły, ale to było takie seksowne! Boże!
-Nic mi się nie stało! Daj już spokój!
-Ale mogło! Musisz o tym pamiętać i mnie słuchać! - warknął.
-Przecież zadzwoniłam gdzie jestem! - podniosłam głos i wykrzywiłam usta w grymasie złości - A tak w ogóle skąd znasz Flinów? - przypomniało mi się, że wracał się do nich po imieniu.
-Poznaliśmy się na studiach - jego mocny ton złagodniał.
-Studiowaliście na jednej uczelni? - byłam zadziwiona, bo przecież nie poznał Flina jak spotkałam go przed drzwiami i zaczął o niego wtedy wypytywać.
-Tak, ja z Ranesą w jednej grupie, Henry był rok wyżej niż my. Skąd to przesłuchanie? - spojrzał na mnie badawczym wzrokiem, postawił mnie na podłodze i oparł się o drzwi windy, krzyżując ręce na piersi.
-Po prostu pytam. Nie miałam pojęcia, że się znacie. Lubię ich, to dobrzy ludzie -  spojrzałam na niego, oczy nadal mu płonęły. Wydął usta w lekkim uśmiechu i zamilkł - Mają cudownych synków, Daniel jest taki rozkoszny - dodałam, Erick dalej milczał. Patrzył na mnie jakby chciał coś powiedzieć jednak uznał, że to zły pomysł. Ja jak zwykle nie naciskałam. Miałam na dziś dość jakichkolwiek rewelacji. 
Wyszliśmy z windy prosto do wyjścia. Moje volvo stało niedaleko kamienicy, ale jego samochodu nie widziałam.
-Czym przyjechałeś? - zbadałam go wzrokiem, rozglądając się wkoło.
-Gordon mnie odwiózł. Wrócimy twoim -  rzucił lekko, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
-Myślałam, że zawieziesz mnie do rodziców. Stęskniłam się za nimi, bardzo - westchnęłam smutno. Naprawdę tak dawno ich nie widziałam. Potrzebowałam chociaż na chwilę się z nimi spotkać
-Zaprosiłem ich do nas na jutro. Mają przyjść na kolację -  przybrał ten swój szelmowski uśmieszek i otworzył mi drzwi po stronie pasażera, widząc mój wzrok dodał stanowczo - Ja prowadzę!
-Nie wracamy dziś do New Jersey? - zapytałam zaskoczona. Myślałam, że dziś wieczorem tam pojedziemy, sam przecież mówił, że na Manhattanie nie jest zbyt bezpiecznie. I w tym momencie zauważyłam kilku paparazzich robiących nam zdjęcia z ukrycia.
-Pojedziemy tam w niedzielę. Jutro spędzisz dzień z rodziną jeśli chcesz -  spojrzał na mnie wesoło, wiedział jak mi tego brakowało.
-Nie mogę się doczekać! Kim i Rob też będą? - podskakiwałam na siedzeniu jak mała dziewczynka.
-Tak mają być. Zapnij pas maleńka - pochylił się w moją stronę by musnąć moje wargi swoimi.
-Robią nam zdjęcia Erick! - zawstydzona zsunęłam się niżej na siedzeniu.
-Co z tego? Niech wszyscy wiedzą, że jesteś moja -  złapał moją głowę w obie dłonie i przywarł swoimi wargami mocno do moich. Dosłownie zabrakło mi tchu. Wiedziałam, że robi to specjalnie, był pewny, że zdjęcia ukażą się w jutrzejszych gazetach i na portalach internetowych.
-Wiesz ilu kobietom łamiesz teraz serca? - wydusiłam gdy udało mi oderwać się od jego miękkich ust.
-Mam to gdzieś. Tylko ty się dla mnie liczysz - musnął swoim nosem mój i pokazał w kierunku paparazzich środkowy palec.
-Erick! To nie przystoi osobistości twojego pokroju!  - zbeształam go i delikatnie klepnęłam w ramie.
-Nie zależy mi na już tym. Chcę być tylko z tobą.
-A twoje firmy? - zmarszczyłam brwi. Te legalne firmy, mam na myśli.
-Moi ludzie nieźle sobie radzą, nie tak dobrze jak ja ale jeszcze nie jestem bankrutem. Nie szczędzę im grosza by wszystko było tak jak należy - odpowiedział po czym ruszył z piskiem opon, wbijając mnie tym w fotel. Chciałam wierzyć w tą jego przemianę. Chciałam wierzyć w jego miłość i szczerość. Było tyle spraw, a ja nie wiedziałam czy jestem na tyle silna by przejść przez to wszystko. U jego boku jednak wydawało się być to wiele łatwiejsze.

Zapadał zmrok. Było gdzieś koło dziesiątej wieczorem kiedy wjechaliśmy w podziemny parking Evan Tower. Zastanawiałam się czy cały ten zespół prawników jest jeszcze w apartamencie Ericka? Szczerze mówiąc miałam ochotę na drinka i marzyłam by położyć się spać.
-Czy któraś z tych kobiet była ci bliska? - zapytałam niepewnie gdy wchodziliśmy do holu z windy. Nie mogłam przestać myśleć o tym czego się dziś dowiedziałam. Wiedziałam, że tak łatwo sobie sama z tym nie poradzę. Chciałam wiedzieć, a z drugiej strony zapewne nie powinnam pytać.
-Skąd taka myśl? - Erick uniósł brew i zablokował mi przejście ręka, którą oparł się o ścianę. Chyba nie wiedział, że wypytałam Gordona o jego związek z Moniką.
-Mówiłem ci, że byłem wtedy innym człowiekiem - znowu próbuje mnie zbyć. Boże jak mnie to irytuje!
-Wiem, że byliście z Moniką parą. Kochałeś ją? -  wypaliłam zanim pomyślałam. Był ewidentnie zaskoczony. Myślał przez chwilę, złapał drugą ręką mój podbródek tak by patrzeć mi prosto w oczy.
-Ciebie kocham. Nie ma nic innego poza tobą i nigdy nie było - oczy  znowu mu błyszczały. Mogłabym patrzeć na nie godzinami. Fascynował mnie, a najbardziej wtedy gdy był taki tajemniczy.
-Kiedy ostatnio sprowadziłeś jakąś dziewczynę do apartamentu? - brnęłam dalej. O dziwo kolejne pytania,  nie były dla mnie tak ciężkie jak można było przypuszczać.
-W sobotę, czwartego maja - uśmiechnął się uwodzicielsko i musnął palcami moją dolna wargę.
-Nie o to pytam! Erick nie drażnij mnie -  zdenerwowała mnie jego pewność siebie, był taki arogancki i taki  cholernie seksowny.
-Daj spokój Meg. To ma jakieś znaczenie? Nigdy nie sprowadzałem ich do tego apartamentu jeśli o to ci chodzi. Mogą tu przebywać tylko osoby którym ufam. Czyli moja rodzina i bliscy współpracownicy, nikt więcej.
-A Monika? Skąd miała klucze? -  moje wkurzenie było coraz większe, na myśl o tej kobiecie dostawałam ataku złości.
-Ufałem jej Meg, to był ogromny błąd. Nigdy nie spodziewałbym się, że pojawienie się w moim życiu innej kobiety, tak na nią podziała. Jak wiesz tolerowała moje kontakty z dziewczynami, które dla niej pracowały, ale nigdy nie zależało mi na żadnej z nich. Gdy zobaczyła nas wtedy w windzie, widziałem w jej oczach żal i złość. Moja umowa zabraniała tego typu kontaktów ale gdy cię poznałem...- zamknął oczy i wziął głęboki oddech – Zrozumiałem, że to co robię, jak żyję jest złe.
-Ale nie mogłeś tak po prostu zerwać z tym życiem bo podpisałeś umowę… - dokończyłam za niego -  Co ci za to grozi? - spojrzałam niepewnie. Wiedziałam przecież, że to co robił to przestępstwo.
-Mi na razie nie postawiono zarzutów. Ta sprawa nie jest w prokuraturze, ale przygotować się trzeba, bo Monika będzie chciała się wybielić za to co ci zrobiła. I wtedy może wyciągać brudy na wierzch… -  odrobinę mi ulżyło. Może jednak uda się to zatrzymać w tajemnicy i nie będzie z tego afery? Zastanawiałam się dlaczego Erick w ogóle się na to zdecydował, jak ogromny wpływ musiała mieć na niego ta kobieta?
-Myślisz, że Monika będzie próbowała się do ciebie znowu zbliżyć i cię przekonać byś nie rezygnował? - kolejne pytanie padło z moich ust. Spojrzałam niepewnie. Erick zamknął oczy, poczułam jak ogarnia go złość i żal.
-Niestety mam takie przypuszczenia. Ale tu nie chodzi o mnie, najbardziej martwię się o ciebie maleńka. Monika potrafi być bezwzględna i dąży do celu po trupach, zresztą sama wiesz - spojrzał na mnie z bólem, dalej obwiniał się o tamtą noc -  Ale zrobię wszystko by cię chronić, jeśli będzie trzeba znikniemy i wyjedziemy z kraju. Nikt nie będzie wiedział gdzie jesteś.
-Nie można uciekać przed problemami Erick, trzeba stawić im czoła. Obiecuję, że będę silna i postaram się nie zwracać uwagi na plotki i to co piszą w gazetach - pocałowałam go delikatnie w policzek. Poczułam dreszcz, który przeszedł między nami - A teraz chodź spać, jestem zmęczona. Marzę byś mnie przytulił do snu… -  widziałam na jego twarzy  lekki zawód, że dziś nici z seksu. Jednak on wiedział, że po dniu pełnym emocji, potrzebowałam snu i odpoczynku.  A ja sama nie byłam pewna czy po tym co się dowiedziałam,  co sobie przypomniałam i po zdjęciach z portalu... czy zniosła bym taką bliskość?. Przeraziło mnie to. Pierwszy raz poczułam, że jego dotyk mógłby sprawić mi ból. Że nagle w takiej chwili zacznę znowu widzieć obrazy gwałtu i tego co zrobili mi tamci faceci. Wzdrygnęłam się żeby szybko odpędzić złe myśli. To jednak nie takie łatwe. Lęk narastał, a ja obawiałam się swojej własnej reakcji. Trauma po takich przeżyciach czasami pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. Nie chciałam tego i miałam nadzieję, że moje obawy się nie sprawdzą.

***

-O czym myślisz? - szepnął mi do ucha tuląc się do mnie w łóżku. Nie wzięliśmy wspólnego prysznica, a ja nawet nie przebrałam się przy nim w piżamę. Naprawdę się bałam ale teraz, gdy przytulał mnie, moje ciało nieco się rozluźniło. Może nie będzie tak źle?
-Dużo wrażeń jak na jeden dzień - wymusiłam uśmiech by nie zorientował się, że niektóre sprawy nie dają mi spokoju.
-To śpij już maleńka. Będę przy tobie całą noc - pocałował mnie w ucho i położył głowę obok mojej.
-Nie masz już żadnych spraw na dziś? - rzuciłam mu badawcze spojrzenie.
-Mogą zaczekać, ty jesteś najważniejsza - jego spojrzenie było tak spokojne i ciepłe. Patrzył na mnie z szacunkiem i miłością. Czuję się przy nim naprawdę bezpieczna.
-Kocham cię! - zamknęłam oczy i po chwili zasnęłam.

3 komentarze:

  1. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz ciekawiej :D :D
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę tak mało ;( a kolejne rozdziały kiedy??? El@

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja wciąż jestem ciekawa co z ta zołzą Moniką

    OdpowiedzUsuń