Premiera już w lipcu!

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 22

 sobota, 13 lipca

-Erick! - zawołałam mojego przyszłego męża z łazienki, właśnie się ubierał po naszej wspólnej kąpieli.
-Słucham maleńka? - wyjrzał wycierając włosy ręcznikiem.
-O której oni mają być?
-Kierowca ma być po nich o dwunastej, więc koło drugiej powinni być u nas. A czemu pytasz? - spojrzał na mnie podejrzliwie. To był chyba  jeden z normalniejszych poranków jakie razem przeżyliśmy. Wstaliśmy razem, zjedliśmy śniadanie i jak to w sobotę robi większość amerykanów, zaprosiliśmy rodzinę na obiad.
-Chcę coś ugotować, nie mam zamiaru zamawiać.
-Chcesz robić obiad dla 6 osób? Chyba nie powinnaś się tak przemęczać Meg – wiedziałam, że tak powie. Wzdycham więc głośno.
-Dla mnie gotowanie nie jest męczarnią. Uwielbiam to robić i mnie to relaksuje - uniósł brew i zaciekawiony skrzyżował ręce na piersi, opierał się o drzwi ze zgięta w kolanie nogą.
-Dobrze. Więc co chcesz ugotować?
-Myślałam o zupie - chłodnik, jest taki upał, a tata bardzo ją lubi. Na danie główne zrobiłabym nadziewanego kurczaka i pieczone ziemniaki. A na deser zrobię bezy z lodami. Co ty na to? - zmierzył mnie wzrokiem, nie miałam jednak pojęcia o czym myśli. Uśmiechnął się lekko i zaczął iść w moją stronę.
-Chcesz mi udowodnić, że będziesz dobrą żoną? -  skradał się jak pantera, te jego seksowne, powolne ruchy doprowadzały mnie do szaleństwa.
-Nie muszę tego udowadniać!  - zmrużyłam oczy - Ja to wiem! - roześmiałam się słodko. Podszedł do mnie przewiązany tylko ręcznikiem na biodrach i objął mnie w pasie - Nie mam nic pod tym szlafrokiem - powiedziałam frywolnie, rozwiązując przepasany w pasie pasek by odsłonić kawałek gołej piersi.
-Chryste! -  Erick zamknął oczy, chwytając mnie za gołe pośladki i przysunął blisko do swoich bioder -Jesteś taka cudownie soczysta, miękka i słodka! Chodź do sypialni...tam ja ci pokażę, jakim będę dobrym mężem! -  musnął moje wargi swoimi, przygryzając je delikatnie.
-Panie Evans! Jeśli mam zrobić ten obiad, muszę się za to zabrać od razu. Nie mam czasu na... - nie dał mi dokończyć i posadził mnie na siebie - Erick! -  krzyknęłam zaskoczona.
-Szybki numerek kotku! Nie wytrzymam do wieczora! - rzucił, w oczach miał żar pożądania, pragnął mego ciała teraz tu.. Zsunął swój ręcznik z bioder i od razu był nagi. Posadził mnie na kuchennym blacie i wdarł się między moje uda. Moje ciało pragnęło go od momentu w którym do mnie podszedł. Jego palce od razu zaczęły pieścić łechtaczkę, która pulsowała i oblewała wilgocią moją cipkę. Bawił się piersiami, które od razu zareagowały na jego pieszczoty, sutki stwardniały i stały się nadwrażliwe.
-Erick! - krzyczałam w konwulsjach pierwszego orgazmu, wywołanego jednym delikatnym dotykiem mojej kobiecości.
-Tak Maleńka! Pokaż mi jak to lubisz! - szeptał mi do ucha, dalej masując moją łechtaczkę. Chwyciłam go mocno za pośladki i przyciągnęłam go siebie - Kurwa! - zgłuszył jęk gdy jego penis otarł się o moje płatki. Wyciągnął szybkim ruchem z szuflady prezerwatywę i nałożył ją pośpiesznie. Odwrócił mnie tak, że opierałam się brzuchem o kuchenną wyspę, ręce trzymał mi nieruchomo z tyłu. Piersi dotykały zimnego granitowego blatu. Rozchylił mi uda i wsunął we mnie palec.
-Jaka jesteś mokra kotku! Zaraz będę cię ostro pieprzył! - wyjęczał i zaczął wchodzić we mnie swoim grubym, twardym jak stal penisem.
-Boże! - wiłam się w rozkoszy, którą mi dawał. Czułam każdy jego centymetr,  który zanurzał się w mojej kobiecości. Chwycił mnie za szyję i podciągnął do siebie, by całować mnie w kark. Zaczął poruszać się szybko i mocno naciskając na ten punkt w środku, który doprowadzał moje ciało do szaleństwa. Całe ciało wyginało się w rozkoszy.  



 Dyszał głośno do mojego ucha, rzucając sprośne słowa przeplatane z moim imieniem. Kolejnych kilka gwałtownym pchnięć, doprowadziło mnie do kolejnej fali rozkoszy, która rozlała się po moim ciele wywołując niepohamowane drżenie nóg. Zacisnęłam się mocno wokół jego penisa i on także doznał spełnienia. Wykrzywił twarz w przyjemnym grymasie i ścisnął mocno moje piersi. Czekał, aż opróżni się cały i także chwilowo opadł z sił. Przeniósł mnie na kanapę i odczekał kilka minut aż dojdziemy do siebie. Całował wtedy moje włos. Czułam się cudownie odprężona i zrelaksowana.
-Pomóc ci coś przy tym obiedzie? - zapytał zatroskany.
-Jeśli chcesz. Możesz pokroić warzywa do zupy, z resztą sobie sama poradzę - odpowiedziałam słodko i potarłam nosem o jego nos. Poszliśmy wziąć kolejny tego ranka prysznic, by się odświeżyć i wzięliśmy się za gotowanie. Wszystkie potrzebne produkty oczywiście były w lodówce, więc nie trzeba było nigdzie wychodzić. Jeszcze nigdy nie widziałam Ericka żeby przygotowywał obiad. Najczęściej robił proste śniadania lub zabierał mnie do restauracji, a tym razem pomaga mi przygotować rodzinny obiad. To było takie.... normalne...ale w naszym przypadku dziwnie i ekscytujące. Ocierałam się o niego za każdym razem gdy przechodziłam obok. To był taki mój rodzaj flirtu. Widziałam jak patrzy na mnie rozbawiony ale podobało mu się, że taka jestem. Czułam się przy nim całkowicie sobą, mogłam gotować obiad dla mojej rodziny, a on mi w tym dzielnie pomagał. Kocham go za to, że potrafi być taki przyziemski, jednak nawet krojąc cebule i ogórki wyglądał diabelnie seksownie.
-Dodaj trochę pieprzu i soli - powiedziałam, gdy dał mi na łyżeczce spróbować prawie gotowy chłodnik, który praktycznie sam zrobił, dzięki moim podpowiedziom.
-To moja pierwsza taka zupa w życiu - duma zabrzmiała w jego głosie. W oczach tańczyły mu szalone i zadowolone iskierki. Widziałam jaki jest szczęśliwy, wyglądał tak młodo.
-Powiemy dziś rodzicom o zaręczynach? - zapytałam spoglądając na niego, po tym jak nadziewany kurczak wylądował w piekarniku.
-Właśnie po to ich dziś zaprosiłem - oblizał palce z zupy, którą właśnie  sam próbował - Pyszne! - dodał, a ja pokiwałam z aprobatą. 
-A jeśli usłyszysz odmowę? - uśmiechnęłam się do niego szyderczo i wyszczerzyłam zęby.
-Nie ma takiej możliwości maleńka! Henry mnie uwielbia, a twoja piękna matka uważa mnie za najlepsze co mogło cię spotkać - skrzyżował dłonie na piersi i oparł się o wysepkę kuchenną, zmierzył mnie wzrokiem w oczekiwaniu co mu odpowiem.
-Twoja pewność siebie jest dobijająca, skąd ty jej tyle masz? - zmarszczyłam brwi w grymasie niezadowolenia.
-Taki już jestem. Tylko ty możesz sprawić, że moje poczucie własnej wartości rozpadnie się w drobny mak maleńka – powiedział poważnym tonem wbijając we mnie wzrok, podszedł i objął mnie w pasie.
-Nigdy się tak nie stanie Ericku. Nie ucieknę od ciebie. Obiecałam! - pocałowałam go delikatnie w policzek by go nie kusić. Nie mieliśmy już czasu na igraszki. Musimy się przygotować - Wkładasz garnitur czy bardziej po domowemu? - zapytałam.
-Nie będę prosił twojego ojca o twoją rękę w dresie Meg. W garderobie jest sukienka dla ciebie  na dzisiejszy obiad -  odwzajemnił delikatny pocałunek i puścił mnie - Idź zobacz czy ci się podoba - dodał. No oczywiście, że ma dla mnie sukienkę, powinnam się już do tego przyzwyczaić. Uśmiechnęłam się w podzięce, bo byłam pewna, że na pewno jest śliczna. Od razu ruszyłam w stronę sypialni, gdzie była garderoba. Schodami weszłam na antresole i potem do pokoju. Garderoba była ukryta za ścianą otwieraną jednym lekkim dotykiem.  Weszłam do środka i zobaczyłam powieszoną na manekinie cudowną, stalową sukienkę koktajlową. Bez rękawów, drapowaną na górze, a na dole delikatnie rozkloszowaną. Do kompletu były buty w tym samym kolorze oraz diamentowe kolczyki i naszyjnik. O Boże...znowu przesadził! Przecież to tylko niedzielny obiad z rodziną, a nie przyjęcie w gronie bogaczy. Nie mogłam się jednak oprzeć i oczywiście przymierzyłam. Dobrałam do tego czarny biustonosz bez ramiączek pasujący do sukienki oraz stringi od kompletu. Upięłam włosy z tyłu, puszczając kilka luźnych pasm na twarz. Moja skóra ma ładny odcień, dzięki cudownemu słońcu w którym opalałam się na Bahamach Nałożyłam troszkę podkładu na twarz by wyrównać kolor, oprószyłam twarz pudrem, na policzki nałożyłam brzoskwiniowy róż, który ładnie rozświetlił twarz. Czarny tusz do rzęs, delikatny błyszczyk i byłam gotowa. Spojrzałam w lustro. No Meg nie jest źle! Wiem, że Erickowi bardzo się spodoba. Wyszłam z sypialni i z góry zobaczyłam jak gosposia Flora, nakrywa do stołu. Nie miałam pojęcia, że Erick ją tu sprowadzi na obiad. Oczywiście zapomniał mi o tym wspomnieć. Znowu! Przywitałam się miło i zapytałam czy jej w czymś pomóc. Było już po pierwszej więc moja rodzinka niedługo powinna do nas dotrzeć. Flora powiedziała, że już wszystko prawie gotowe i szkoda by było bym pobrudziła swoją sukienkę, wiec usiadłam przy kuchennej wyspie. Stwierdziłam, że złożę chociaż serwetki, przy tym się przecież nie pobrudzę. Nigdzie jednak nie widziałam Ericka, gdzie on jest?
-Floro Erick mówił, że wychodzi?- zapytałam ciekawa, opierając łokcie o zimny granit.
-Powiedział, że wróci na czas. Ma chyba jakąś sprawę do załatwienia – odpowiedziała. Czemu mi o tym nie powiedział?
-Ok... -  posmutniałam. Znowu nie mówił mi nawet o takich prostych rzeczach..
-Nie smuć się skarbie. Erick naprawdę cię kocha. Na pewno zaraz wróci - pocieszyła mnie widząc jak zareagowałam. Podeszła i podała mi szklankę soku pomarańczowego.
-Dziękuję Floro - pocałowałam ją w policzek. Rozmawiałyśmy spokojnie, opowiedziałam jej o naszym urlopie, oczywiście bez szczegółów. Zachwycała się jak ślicznie się opaliłam i podziwiała pierścionek. Zaczęła wypytywać o ślub ale ja sama nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć? Zaraz przed drugą wrócił Erick, wyszedł z windy, w ręku miał torebkę. Chyba z alkoholem. Za nim wyszło trzech młodych mężczyzn, każdy z nich niósł ogromny bukiet róż. Jeden czerwony oraz dwa różowe. I już wiedziałam gdzie zniknął. Pojechał po kwiaty dla mamy i Kim i alkohol dla taty.
-Jesteś cudowny! - rzuciłam w jego stronę. Erick spojrzał i uśmiechnął się tajemniczo. Obleciał mnie wzrokiem od góry do dołu. Widziałam, że oczy mu płonął, jednak powstrzymał się od komentarza ze względu na stojącą obok mnie Florę. Roześmiałyśmy się obie, gdy nasze spojrzenia się spotkały, a on poszedł na górę się przebrać.

O równej drugiej usłyszałam hałas w holu. To była moja rodzinka.
-O matko! Ale się Meg urządziła! Zobacz mamo! - usłyszałam zachwycony głos mojej siostry. Wstałam by ich przywitać. Pierwszą zobaczyłam mamę w eleganckiej niebieskiej sukience do kolan, wyglądała jak zawsze nienagannie i stylowo. Potem wszedł tata w czarnym klasycznym garniturze. Na ich widok ciepło zrobiło mi się na sercu. Potem z impetem wparowała moja okrągła jak kulka siostra. Była już w 7 miesiącu ciąży, jednak wyglądała bardzo ładnie. Założyła luźną turkusową wysadzaną kamieniami tunikę która i tak opinała się na brzuchu oraz białe leginsy. Rob założył jeansy i różową koszulę. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Siostra zmierzyła mnie wzrokiem i zaskoczona moim wyglądem wypaliła.
-Megan! Ale jesteś.....opalona i w ogóle taka inna...taka niepodobna do siebie! 
-Dzięki siostro! Twoje słowa zawsze potrafią człowieka pocieszyć! - roześmiałam się w głos. Wiem, że rzadko widziała mnie w takim wydaniu ale jej reakcja bardzo mnie rozbawiła.
-Cudownie wyglądasz córeczko! - wtrąciła się mama i podeszła całując mnie w oba policzki - Urlop zdecydowanie dobrze ci zrobił - dodała.
Tata  jak zwykle nic nie mówił, tylko patrzył na mnie zadowolony. Widział, że jestem szczęśliwa. Uściskał mnie jedynie i pocałował w czoło. Zaprosiłam ich do salonu by się rozgościli. Kim nie mogła przestać się rozglądać i szeptać Robowi do ucha. Zaproponowałam im coś do picia i usiedliśmy do stołu.
-Gdzie Erick? - zapytał tata upijając łyk wina, zdjął marynarkę i powiesił ją na oparciu swojego krzesła.
-Przepraszam za spóźnienie! - usłyszałam nad naszymi głowami. Wszyscy spojrzeli na Ericka, który schodził schodami z sypialni. Miał na sobie mój ulubiony stalowy garnitur, który na pewno nie przypadkiem pasował do mojej sukienki. Na jego widok krew zaczęła szybciej płynąc w moich żyłach.  Rzucił mi uwodzicielski uśmiech, obszedł stół i zatrzymał się przy stole.
-Scarlett...Kimberly... - podszedł i ucałował je w policzki.
-Gary... -  uściskał dłoń mego ojca - Robercie... - również uścisnął mu dłoń. Zachciało mi się śmiać z tego oficjalnego tonu.
-Dziękujemy za zaproszenie Ericku. Nie mogliśmy się doczekać by spotkać się w milszych okolicznościach niż szpitalna sala - powiedział mój tata i odsunął krzesło by moja matka mogła zasiąść do stołu.
-Cudownie was tu wszystkich widzieć! - dodałam zadowolona i podeszłam do piekarnika sprawdzić, czy kurczak jest już gotowy. Flora jednak przejęła obowiązki i obsłużyła nas przy obiedzie. Dziwnie się z tym czułam ale chyba musiałam się przyzwyczaić. Głównym tematem jak mogłam się domyślać był nasz urlop. Nawet Kim nie mówiła za dużo o swojej ciąży. Dobrze się czuła, była zdrowa, a moja siostrzenica rozwijała się wzorowo. Termin ma na koniec września, więc to jeszcze tylko nieco ponad 2 miesiące.
Obiad smakował wszystkim, co bardzo mnie ucieszyło. Tata domyślił się, że chłodnik zrobiłam ze względu na niego. Gdy mu powiedziałam, że tak naprawdę Erick go zrobił w całości, wychwalał go jeszcze bardziej. Widok najważniejszych osób w moim życiu, siedzących przy jednym stole, napawał mnie ogromną radością i spokojem. Erick też czuł się swobodnie i w ogóle się nie denerwował. Rano zdjęłam pierścionek, który od niego otrzymałam, bo Kim od razu by go zauważyła i domyśliła się. Mimo upału, który panował na zewnątrz w domu było przyjemnie chłodno. Nie wiedziałam w którym momencie Erick chce ogłosić nowinę. Jako pan domu zaproponował tacie i Robowi po szklance whisky i oprowadzał ich po apartamencie. Mama, Kim i ja zajęłyśmy się przygotowaniem deseru. Poprosiłam Florę by się do na przyłączyła i dziś nie była już więcej gosposią tylko naszym gościem. Mimo tego, że nie byliśmy blisko siebie i tak czułam od Ericka ten jego magnetyzm. Przyciągał mnie do siebie wzrokiem i co chwila patrzył w moją stronę.
-Ale wielki ten apartament! - powiedziała Kim rozsiadając się w salonie na kanapie - Nieźle ci się trafiło siostra!
-Nie widziałaś domu w New Jersey, tam to dopiero jest miejsca! - spojrzałam na nią wymownie, widziałam w niej lekką zazdrość i chociaż raz mogłam się przed nią czymś pochwalić. Wrażenie jakie wywarł na niej apartament było ogromne. Mi oczywiście nie zależało na pieniądzach Ericka, jednak Kim na pewno opadła by szczęka, gdyby wiedziała jaki jest wobec mnie rozrzutny i szczodry.
-Widać, że jesteś taka szczęśliwa córeczko! - powiedziała mama i wzruszyła się do łez.
-Mamo nie płacz! -  objęłam ją mocno, czułam jak serce jej wali.
-Gdy pomyślę o tym co się stało... - dodała chlipiąc.
-Daj spokój proszę... ciężko z tym żyć ale trzeba się cieszyć, że skończyło się tak jak jest. Mogło być gorzej, prawda? -  sama próbowałam siebie przekonać, że to nie ma większego wpływu na moje życie. Mało ogromny, jednak w tym momencie nie chciałam o tym myśleć.
-Te wszystkie samochody w garażu podziemnym należą do niego? - wtrąciła Kim kładąc nogi na sofie - Ale mi spuchły kostki!
-Cały ten budynek jest jego, a te samochody pewnie też - odpowiedziałam beznamiętnie -Sama dokładnie nie wiem ile ich ma. Masz poduszkę podłóż sobie - Podałam jej i usiadłam obok. Widziałem jej głupią minę - Wiem Kim! Ja sama nie mogę uwierzyć, że mój facet jest miliarderem! - dodałam i roześmiałyśmy się we trzy.
-Tak się cieszę, że moje dwie piękne córki, mają swoich wymarzonych mężczyzn! Zaraz znowu się popłaczę! – jęknęła mama wachlując dłonią oczy i objęła nas czule.
-Drogie panie muszę przerwać tą miłą rozmowę! - podszedł do nas Erick i objął mnie w pasie. Od razu poczułam ten dreszcz jaki przeszedł między nami. Jego ciało płonęło, czułam jak był cały rozpalony tym, że nie może mnie teraz posiąść.
-Ericku bardzo ładny apartament! - dodała mama i przeszliśmy wszyscy na taras. Czekał tam na nas tata i Rob.
-Dziękuję Scarlett. Przy twojej córce i tak wszystko blednie -  powiedział spokojnie i pocałował mnie w policzek - Jesteś taka piękna - wyszeptał patrząc mi prosto w oczy.

Był ciepły lipcowy wieczór, na szczęście nie było upalnie. Widziałam, że na stole z ogromnym parasolem stoi szampan i kieliszki. Cały dzień wyczekiwałam tego momentu i zaczęłam się denerwować dopiero w tej chwili. Erick obszedł nas i stanął w widocznym dla wszystkich miejscu, u mego boku. Wziął do ręki szampana, otworzył go, a korek mocno wystrzelił w powietrze. Rozlał go do kieliszków i rozdał każdemu po jednym.
-Co to za okazja? - szepnęła Kim bo Roba, jednak na tyle głośno, że usłyszałam.
Widziałam, że Erick jest całkowicie zrelaksowany i wyluzowany. Jak on to robił? Przecież prosi mego ojca o rękę. Nie boi się reakcji? Jest na tyle pewny?
Wszyscy patrzyli na nas z wyczekiwaniem, a moje zdenerwowanie sięgało zenitu.
-Zaprosiłem was tu dzisiaj nie ze względu na obiad. Chciałbym powiedzieć jak bardzo kocham Megan i, że jest dla mnie najważniejsza na świecie - zaczął Erick spokojnym tonem.
-Wiemy o tym Ericku - powiedział tata i uśmiechnął się szeroko. Kim usiadła sobie na krześle i widziałam, że zżera ją ciekawość.
-Chcieliśmy wam razem z Meg o czymś powiedzieć -  dodał Erick i objął mnie mocno w pasie, chyba czuł jak się denerwuję.
-Jesteś w ciąży! Wiedziałam! - wypaliła Kim i wstała gwałtownie z krzesła.
-Chryste Kimberly! - krzyknęłam na nią wkurzona, że zawsze musi coś spieprzyć.
-No co?! Nie jesteś? - skarciła mnie wzrokiem, chyba zrobiło jej się głupio. Wszyscy stali jak wryci tylko Erick się głupio uśmiechał. Zapadła niezręczna cisza i prosiłam w duchu by ktoś się odezwał.
-To prawda? - zapytała mama i wbiła we mnie niepewne spojrzenie. 
-Nie Boże! Erick powiedź coś do cholery! -  ścisnęłam jego dłoń,  miał naprawdę niezły ubaw.
-Nie, Megan nie jest w ciąży -  wyjaśnił. Czułam od niego dziwne emocje, przecież niedawno poroniłam, na pewno też właśnie o tym pomyślał - Zaprosiliśmy was tu dziś żeby powiedzieć, że się zaręczyliśmy-  sięgnął do kieszeni i wyjął pierścionek, który zdjęłam rano. Nałożył mi go na palec i pocałował w dłoń.
-Co za cudowna wiadomość! - krzyknęła mama i rzuciła się na nas by ucałować mnie i wyściskać Ericka. Tata także się bardzo ucieszył i przyszedł nam pogratulować. Widziałam jego aprobatę, nie miał nic przeciwko.
-Gratulacje! Będę miał dwóch najfajniejszych zięciów na świecie - dodał patrząc na Roba i Ericka. Kim była zaskoczona i tylko uśmiechnęła się niechętnie. Chyba zazdrościła mi tego wszystkiego. Sama marzyła najpierw o bajecznych zaręczynach, potem ślubie i dzieciach. No ale tylko do siebie mogła mieć pretensje, że jest jak jest. W tym momencie ona zazdrościła mi, a ja jej... że nosi pod sercem dziecko faceta, którego kocha, że była w stanie mu to dziecko dać. A ja? Nie byłam w stanie dać Erickowi czegokolwiek, prócz swojej miłości. Czy to nie za mało?

Po chwili weszło tych trzech młodych mężczyzn i wręczyło nam po bukiecie kwiatów. Czerwony oczywiście był przeznaczony dla mnie, był tam liścik jednak nie mogłam go odczytać przy wszystkich. Erick wyciągnął z barku butelkę najlepszego burbonu dla taty i też mu go wręczył.
-To kiedy ślub? - zapytała zniecierpliwiona mama.
-Nie śpieszy nam się - odpowiedział spokojnie Erick.
-Możemy wziąć podwójny ślub! - znowu wypaliła moja szalona siostra. Humor jej trochę wrócił. Spojrzałam na nią krzywo, miałam nadzieje, że zrozumie moją aluzję.
-Macie już termin? - zapytał zaciekawiony Erick. O nie! Liczyłam, że ten pomysł mu się nie spodobał. Nie mam zamiaru brać podwójnego ślubu.
-Myślimy o grudniu, od razu ze chrzcinami chcemy to zrobić -  opowiedział Rob i położył rękę na brzuchu Kim - Nasza córeczka się dziś strasznie rozpycha - dodał dumnie. 
-Dobrze nie męczmy ich. Na pewno nam powiedzą, jak będą mieli dokładny termin -  zakończył tą bezsensowną dyskusję mój tata. Kochałam go za jego spokój i wyczucie. Zawsze wiedział gdy było mi niezręcznie.
Mama i Kim zaczęły oglądać mój pierścionek, zachwycając się nim. Usłyszałam po raz kolejny, że musiał kosztować majątek. Moja zazdrosna siostra próbowała ukryć swoje niezadowolenie, Roba zapewne nigdy nie będzie stać na takie luksusy, które zapewniał mi Erick. Nie darowała mi również komentarza, że tak naprawdę poznaliśmy się dzięki jej zachciankom, co do różowej limuzyny. No akurat to był fakt, ale nie dałam jej poznać, że jestem za to wdzięczna. Gdy emocje trochę opadły, usiedliśmy wszyscy razem by zjeść ciasto i napić się herbaty. Erick nie odrywał ode mnie wzroku. Czułam, że jak wyjdą goście, nie wypuści mnie z łóżka do rana. Na tę myśl czułam przyjemne skurcze w dole brzucha, wiedziałam też, że jestem mokra.

-Wracacie jutro do New Jersey? - zapytał tata upijając łyk herbaty.
-Tak jutro rano. Tam jest bezpieczniej. Pewnie widzieliście paparazzich przed wejściem do budynku - westchnął Erick. Doskonale wiedziałam, że zależy mu na moim spokoju z dala od mediów.
-Niezły tłumek się tam uzbierał. Oni tak codziennie? - ciągnął dalej mój przewrażliwiony ojciec.
-Niestety tak. Jeśli dalej tak będzie, będziemy musieli się przeprowadzić z dala od Nowego Yorku - spojrzałam na niego smutno, nie chciałam zostawiać rodziny i lecieć na drugi koniec kraju.
-Daleko? - wtrąciła mama kładąc dłoń na mojej. Dobrze mnie znała i wiedziała, że ten pomysł nie podobał mi się.
-Jeszcze dokładnie nie wiem. Ale nie wykluczam wariantu wyjazdu do Europy - CO?!. Brałam pod uwagę wyprowadzkę ale nie na inny kontynent.
-Jeśli to ma zapewnić Meg bezpieczeństwo to ja w pełni popieram Ericka -  dodał tata, miał takiego samego bzika na punkcie mego bezpieczeństwa jak mój ukochany. Się dobrali!
-Widzę, że się zgadzamy Gary! Bezpieczeństwo mojej...naszej -  poprawił i się uśmiechnął -  Kochanej dziewczynki jest najważniejsze -  podniósł moja dłoń i ją pocałował. Wyjazd do Europy? Miałby dzielić mnie od rodziny cały ocean? Nie wyobrażałam sobie tego, a w tym momencie nie miałam pojęcia, że niedługo właśnie tam się znajdę... i to nie z Erickiem, a totalnie sama. 

Wieczór mijał całkiem spokojnie. Erick doskonale dogadywał się z moim tatą i Robem. Wsiedliśmy w wydzielonej strefie telewizyjnej i wszyscy graliśmy w kręgle na xboxie. Nawet Kim się trochę wyluzowała i nieźle bawiła. Moja mama z gracją w dziesięciocentymetrowych szpilkach zbijała prawie wszystkie kręgle za każdym razem, ja zdjęłam buty. Widok Ericka skupiającego się na wirtualnym  torze by zbić wszystkie kręgle,  był bezcenny. Oczywiście  wygrał. Zawsze we wszystkim musiał być najlepszy. Był w zespole z Robem, nawet mama i tata byli lepsi ode mnie i Kim. Zajęłyśmy ostatnie miejsce.
Koło dziewiątej wieczorem, wszyscy musieli już jechać. Jutro mieli przylecieć z Waszyngtonu rodzice Roba i mama też miała wiele kilka rzeczy do zrobienia. Zaprosili nas oczywiście, jednak musieliśmy odmówić. Nie mogliśmy tak ryzykować. Ojciec posmutniał od razu ale wiedziałam, że to rozumie. Pożegnali się z nami jeszcze raz gratulując serdecznie zaręczyn. Erick odprowadził ich do windy, a na dole czekał na nich kierowca. W tym czasie posprzątałam ze stołu talerzyki od ciasta i filiżanki od herbaty. Flora już wcześniej wszyła i wróciła do domu w New Jersey. Zakładali tam dodatkowe zabezpieczenia by już żaden paparazzi nie zrobił nam żadnych zdjęć. Jak to mówił Erick, tam miał być nasz azyl. Wstawiłam naczynia do zmywarki i poszłam przebrać się w coś bardziej wygodnego i domowego. Mój ukochany poszedł do gabinetu wykonać kilka telefonów i powiedział, że zaraz wraca. Po czasie spędzonym z moja rodzinką na pewno był zmęczony tak jak ja. Wiedziałam jednak, że nie daruje mi tego wieczoru, bo cały dzień pożerał mnie wzrokiem. Poszłam do łazienki by się przebrać, zdjęłam bieliznę i zauważyłam, że na stringach są delikatne ślady krwi. Właśnie dostałam okresu! Erick nie będzie zadowolony, ale co zrobić. Muszę zadzwonić do Filipa by jak najszybciej zrobił mi zastrzyk. Odziałam się w szlafrok i wzięłam telefon z komody, znalazłam w notatniku jego numer.
-Witaj Filipie z tej strony Megan Donell. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? -  zaczęłam niepewnie. Było mi cholernie głupio, że zawracam mu głowę ale mówił bym dała znać jak dostanę miesiączki, by zrobić zastrzyk.
-Meg! - odpowiedział zaskoczony -  Nie, nie przeszkadzasz. Stało się coś? Źle się czujesz?
-Wszystko jest w porządku, dziękuję.  Po prostu właśnie dostałam miesiączki i chciałabym przyjąć ten zastrzyk o którym rozmawialiśmy przed wyjazdem -  dobrze, że nie widział jak się zaczerwieniłam. Sama się sobie dziwiłam, że odważyłam się na ten telefon, a nie zwaliłam tego na Ericka.
-Ach rozumiem. Jesteście w New Jersey? Mogę podjechać do was i go zrobić - powiedział i czułam, że się uspokoił.
-Dopiero jutro rano będziemy. Mam nadzieję, że to nie będzie problem?
-Myślę, że nie. To wpadnijcie do mnie do szpitala od razu po drodze, mam jutro dyżur więc będę tam cały dzień.
-Dobrze przyjedziemy do ciebie w drodze do domu. Dziękuję za pomoc! - na szczęście był taki normalny i wyrozumiały. Nie dał mi odczuć, że zawracam mu głowę, wręcz odwrotnie był zatroskany. To bardzo miłe z jego strony.
-Nie ma za co. Do zobaczenia jutro Meg! - zakończył rozmowę.

Zaczęłam szukać w łazience jakiś podpasek czy czegokolwiek, nic jednak nie znalazłam. Niech to szlag! W sumie czego się spodziewałam? Erick miał tu wszystko no ale tego jednego nie mógł mieć. Muszę iść do sklepu. Włożyłam na szybko spodnie od dresu i koszulkę. Zbiegłam na dół w kierunku holu, akurat otworzyły się drzwi windy i zauważył mnie Erick.
-Co ty robisz? - powiedział zdziwiony i oparł się jedną ręka o ścianę, przypatrując mi się uważnie. Odwróciłam się w jego stronę zaskoczona.
-Muszę iść do sklepu! - głupio było mi się przyznać, że właśnie dostałam okresu.
-Po co? Zapomniałaś, że przed wejściem paparazzi tylko czekają by zrobić ci zdjęcia? - Mówił spokojnie, lekko się uśmiechał. No fakt... ci pieprzeni paparazzi tam byli.
-Mam pilną potrzebę, naprawdę - zwodziłam go, uciekając wzrokiem.
-Co się stało maleńka? Czego ci trzeba? Jestem w stanie załatwić ci wszystko czego chcesz - był taki uwodzicielski. Boże! Czemu właśnie dostałam okresu? Mam na niego taką  ogromną ochotę.
-Potrzebuje podpasek - wymamrotałam cicho pod nosem.
-Dostałaś miesiączki, tak? - spojrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem, oblałam się purpurowym rumieńcem. W odpowiedzi jednie kiwnęłam potakująco głową.
-Eh... - wyczułam nutkę zawodu w jego głosie.
-No Evans! Tak to jest w związkach. Teraz widzisz jakie są uroki posiadania narzeczonej - zażartowałam i podeszłam do niego by się przytulić.
-No fakt, nie ma tego w przypadkowych kontaktach... - ugryzł się w język, chyba się na chwilę zapomniał. Przeszedł mnie dreszcz na myśl co dokładnie chciał powiedzieć ale szybko to wyparłam.
-To co jak to załatwimy? Naprawdę ich potrzebuję -  zmieniłam temat. Widziałam, że Erick zamyślił się nad tym co chciał powiedzieć.
-Zaraz kogoś poślę, idź się wykapać - rzucił zimno.
-Erick stało się coś? - zapytałam smutno. On myślami był jednak bardzo daleko.
-Nie maleńka, wszystko w porządku. To dla mnie nowa sytuacja, muszę się przyzwyczaić. Chociaż muszę też przyznać, że nie jestem zadowolony. Cały dzień miałem ochotę zedrzeć z ciebie ubranie i pieprzyć się z tobą, a teraz nie mogę tego zrobić - odpowiedział szczerze, a mi trochę ulżyło.
-Musisz to jakoś wytrzymać Evans! To tylko kilka dni! - odpowiedziałam wesoło i pocałowałam go w policzek.
-Nie prowokuj mnie Meg! - skarcił mnie wzrokiem i złapał za pupę - Nawet nie wiesz jaki jestem nabuzowany! - dodał.
-Możemy coś na to poradzić! - oblizałam prowokacyjnie usta i chwyciłam go za krocze. Erick aż podskoczył.
-Nie musisz tego robić kotku - wymamrotał odchylając głowę do tyłu, gdy rozpięłam mu rozporek, wiedziałam jednak, że tego potrzebuje. Klęknęłam przed nim i dobrałam mu się do majtek, po czym zrobiłam mu dobrze ustami, na samym środku holu.
Gdy skończyłam dodałam odważnie:
-Wiem, że to nie moja cipka ale starałam się jak mogłam najlepiej! - on drżał nadal, po tym jak chwilę wcześniej doszedł w moich ustach.Spojrzał na mnie jedynie i uśmiechnął się zadowolony. Poszliśmy razem pod prysznic, Erick posłał kogoś ze służby po podpaski dla mnie i koło dwunastej położyliśmy się spać. Szczęśliwi. Zmęczeni. Wtuleni w siebie. 

8 komentarzy:

  1. Oj fajny ;) ale muszę zadać pytanie jak to ""Nie wyobrażałam sobie tego, a w tym momencie nie miałam pojęcia, że niedługo właśnie tam się znajdę... i to nie z Erickiem, a totalnie sama." "?????? El@

    OdpowiedzUsuń
  2. El@ komplikacje w życiu Meg dopiero się zaczynają :) To co wydarzyło się do tej pory to dopiero malutki początek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och to ja w miarę możliwości poproszę o wpisy częściej �� El@

      Usuń
    2. W miarę możliwości postaram się je częściej dodawać :)

      Usuń
    3. A kiedy mnie więcej następny rozdział ? :D

      Usuń
    4. Powinien pojawić się dziś wieczorem :)

      Usuń