Premiera już w lipcu!

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 24

Zbliżał się wieczór. Chyba znowu zbierało się na burzę, ponieważ powietrze było tak wilgotne i ciężkie, że z ledwością można było wytrzymać na zewnątrz. Siedząc z Erickiem w salonie zajadamy chipsy, popijając colą. Jego widok tak zrelaksowanego i spokojnego jest dla mnie ogromnie ważny. On zapewnia mi wszystko co tylko potrzeba bym była bezpieczna, a ja dla niego tak naprawdę nie mogę nic zrobić. Na tę myśl na mojej twarzy pojawia się niezadowolenie, co on od razu zauważył.
-Co się stało maleńka? - pyta badawczo.
-Dziękuję, że się tak mną opiekujesz. To dla mnie wiele znaczy Ericku - mówię szczerzę, ale nie chce by wiedział co mnie trapi. Zaraz by się wkurzył,  że sobie znowu coś wymyśliłam.
-Jesteś najważniejsza. Ciężko ci chyba w to uwierzyć? -  zmierzył mnie wzrokiem, oczy mu pociemniały, usta zacisnął w jedną linię. 
-Ufam ci... - szepnęłam.
-....ale? -  usiadł wyprostowany i wbił we mnie swoje ślepia. Oj! Chyba się zdenerwował.
-Nic -  skuliłam się i odwróciłam głowę by na niego nie patrzeć.
-Meg… -  spokojnym tonem wymruczał moje imię i podsunął się do mnie. Chwycił mnie w swoje silne ramiona i posadził na kolanach - Jak mam ci to udowodnić?
-Wierzę ci. Nie chodzi o mnie ale o ciebie -  spojrzał, unosząc brew ze zdziwienia.
-O mnie? - poprawił mnie bym usiadła na nim okrakiem, na jego twarzy pojawił się cień rozbawienia - Meg o czym ty myślisz głuptasie? - dodał.
-Robisz wszystko by mnie chronić. A ja? Ja nic nie mogę zrobić dla ciebie. Nawet nie pozwalasz mi za nic płacić. To takie frustrujące...  - wzięłam głęboki oddech i założyłam ręce za jego szyję.
-Wystarczy, że nie uciekłaś, że jesteś przy mnie - uśmiechnął się niepewnie i musnął palcem po moich ustach.
-Nie ucieknę, obiecałam Ericku. Chciałabym ci jakoś pomóc ale nie wiem kompletnie jak? Mam tyle pytań ale boję się odpowiedzi - w moich oczach zaczęły wzbierać łzy. Boże! To chyba te hormony tak we mnie buzują. Ostatnio jestem strasznie płaczliwa.
-Pomagasz mi. Nie masz pojęcia jak bardzo -  wyszeptał cicho i musnął palcami moje plecy pod koszulką. Od razu przeszedł mnie dreszcz, moje ciało było na niego bardzo wyczulone.
-Chciałabym zrobić dla ciebie coś wyjątkowego. Ale co można dać człowiekowi co wszystko ma? -patrzyłam smutnymi oczami w jego oczy, wbrew pozorom bardzo zadowolone. Tańczyły w nich ogniki.
-Podarowałaś mi już najlepszy prezent... siebie Megan - odpowiedział poważnie i objął mnie tak mocno, że zabrakło mi tchu. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Wiedział, że nie czuję się najlepiej i nie prowokował do niczego więcej.
-Zasługujesz na to co najlepsze. Jesteś dobrym, bardzo dobrym człowiekiem mimo tego co inni o tobie myślą. Każdy popełnia błędy... - przerwał mi i zrobił dziwną pytającą minę.
-Uważasz, że ta sprawa z Moniką to błąd?
-A jak inaczej można to nazwać? Ona cię omamiła i tobą manipulowała. Chociaż do tej pory nie mogę pojąć, jak ktoś taki jak ty mógł tego nie widzieć - gdy tylko pomyślałam  tej kobiecie, pięści zacisnęły mi się. Miałam ochotę  przywalić w ten jej nos, prosto spod skalpela chirurga plastycznego.
-Wiedziałem co robię Meg. Wiedziałem, że to nielegalne. Nie byłem świadomy jednak tego jak traktowała niektóre z dziewczyn, dałem jej za dużo swobody - powiedział zimno, czułam, że nie bardzo chce o tym rozmawiać. Ale ciągnęłam dalej.
-Dlaczego pozwalała ci sypiać z innymi dziewczynami z agencji, a nie zgadzała się na inne kontakty? Czego się bała? - te pytania sprawiały mi ból ale chciałam wiedzieć by nic mnie już nie zaskoczyło. 
-Bała się tego co się stało między nami. Tamtym kobietom zależy tylko na pieniądzach, na niczym innym. Podniecały się na samą myśl ilości zer na moim koncie. W tamtym świecie nie ma miejsca na prawdziwe uczucie, wszystko tam można kupić prócz prawdziwej miłości -  jego oczy posmutniały, wiedział jak bardzo boli mnie to co robił.
-Ona cię kocha Erick -  wydusiłam cicho i wtuliłam głowę w jego ramiona.
-Ale ja kocham ciebie, wiedziałem, że pewnego dnia cię spotkam. Taką idealnie niewinną, beztrosko słodką i mądrą - wplótł swoje palce w moje włosy i zamknął mi usta pocałunkiem. Namiętnym, głębokim, kipiącym erotyzmem pocałunkiem, wdarł się bo moich ust spijając z nich miłość.
-Boże… - wyszeptał w moje usta - Dlaczego kobiety mają okres? To chyba kara dla mężczyzn! - rozbawił mnie tym bardzo, sam także zaczął się śmiać. Całe napięcie ze nas uleciało. Trzymał mnie tak mocno i tulił do siebie. Czułam jego powiększoną męskość między nogami, starałam się jednak o tym nie myśleć. Musimy jakoś przetrzymać te kilka dni. Chociaż nie wiem jak?
-Zgłodniałam! - przerwałam nagle ten romantyczny moment. Erick spojrzał na mnie tak jakbym miała dwie głowy.
-Znowu?
-No co? Tak mam podczas trudnych dni Evans. Musisz się przyzwyczaić! - burknęłam do niego oburzona -  Najwyżej będę gruba - dodałam zadowolona.
-Panno Donell, nawet wtedy będę uważał panią za najpiękniejszą istotę na ziemi. W sumie powinnaś trochę przytyć, jesteś taka drobna - powiedział po czym zsadził mnie ze swoich kolan i pokazał na moje chude kostki i łydki.
-Drobna? Zobacz na moje uda i pupę! Nie wspomnę już o biuście... - wstałam i wypięłam się do niego. Byłam w szortach więc widać było moje krągłości.
-Kocham każdy centymetr tego cudownego ciałka! Masz taką miękką i pachnącą skórę - zaczął całować moje palce u stóp. O proszę jaki komplement... I jak ja mam go nie kochać?
-Uspokój się Evans! Mamy czas przymusowego celibatu....niestety! - pisnęłam niezadowolona. Pragnęłam go tak samo jak on mnie.
-Dobrze chodźmy coś zjeść. Na co masz ochotę?

Mimo tego że było już po dziewiątej wieczorem, zrobiłam całą miskę sałatki z kurczakiem i ananasem. Nie wiem jak to możliwe ale zjadłam więcej od niego. Gdy go poznałam byłam na diecie przez ślubem Kim i Roba. Teraz jednak folgowałam sobie we wszystkim. Na samą myśl ile pokaże licznik na łazienkowej wadze popsuł mi się humor. Czułam, że przytyło mi się co najmniej ze 3 kilo. Ból głowy i brzucha był tak nieznośny, że poprosiłam Ericka byśmy poszli wcześnie spać. Przebrałam się w jego koszulkę i położyliśmy się w głównej sypialni. Erick jak zwykle wyglądał bosko w spodniach od piżamy, które opuszczały mu się na biodra.
-Jutro o jedenastej jest pierwsza rozprawa. Wiem, że policja z tobą jeszcze nie rozmawiała więc będziemy musieli pojechać na komendę. Nie musisz być w sądzie, bo nie mają jeszcze twoich zeznań. Moi prawnicy odwlekali to jak długo mogli... - powiedział nagle, a jego oczy posmutniały.
-Będę musiała im o wszystkim opowiedzieć? - spanikowałam i wtuliłam się w niego mocno. Nie chciałam nawet o tym myśleć, a teraz będę musiała mówić o tym policji. To takie poniżające. Rozpłakałam się.
-Nie płacz maleńka. Będę przy tobie jeśli będziesz chciała…- czułam, że jemu też nie jest łatwo. Spiął się cały.
-Gdzie oni teraz są? - szlochałam dalej.
-W areszcie śledczym w Nowym Jorku. Nie zobaczysz się z nimi jutro, nie martw się - objął mnie mocno. Jutro? Nie zobaczę ich jutro ale to oznacza, że prędzej czy później dojdzie do tej konfrontacji. Nie wyobrażałam sobie tego momentu. Erick wiedział, że to będzie ciężki dzień. Gładził moje włosy dotąd aż zasnęłam.

Poniedziałek, 15 lipca

Przebudziłam się. Świtało. Erick spał mocno, nawet się nie ruszył. Rzadko widzę go takiego bezbronnego i zrelaksowanego. Wykorzystałam okazję i patrzyłam na niego długo, aż się przebudził.
-Hej - powiedziałam cicho, gdy otworzył oczy.
-Długo tak patrzysz? - uśmiechnął się szelmowsko i założył ręce za głowę. Boże ale on jest seksowny! Cholerny okres!
-Jakiś czas, nigdy mi się to nie znudzi -  przytuliłam się do jego ramienia - Nawet oddech z rana masz nienaganny! Jakie to niesprawiedliwe! - spojrzałam na niego dosłownie oburzona i po chwili zaczęłam się śmiać. Erick chwycił mnie i pocałował namiętnie. Od razu wezbrało we mnie pożądanie, jednak musieliśmy się opanować. Ledwo nam się to jednak udało.

 By nie kusić się wzajemnie, gdy ja brałam prysznic, Erick poszedł zrobić śniadanie. Nie miałam pojęcia jak mam się ubrać na przesłuchanie? Stwierdziłam, że czarna princeska za kolano bez rękawów i kremowe balerinki będą w miarę odpowiednie. Wysuszyłam włosy i spięłam je z jednej strony ozdobną spinką tak by nie opadały na twarz. Moja opalona buzia nie wymagała dużej ilości makijażu którego i tak nie znosiłam więc wystarczył tusz i błyszczyk. Była połowa lipca, na dworze dalej parno, jeszcze gorzej niż wczoraj. Nie było burzy, a powietrze można było ciąć nożem.

Po śniadaniu Erick wziął szybki prysznic, a gdy czekałam na niego próbowałam znowu zalogować się na swoim facebooku i dalej nie mogłam. O co w tym chodzi? Zapomniałam zapytać Kim czemu zmieniła mi hasło.
-Czy Kim wspominała o tym, że zmieniła mi hasło na facebooka? - zapytałam gdy zszedł do mnie z sypialni. Wyglądał bosko w letnim czarnym garniturze i klasycznej białej koszuli bez krawata. Wyglądał tak świeżo, wyglądał tak jak na miliardera przystało.
-Nie masz konta na facebooku Meg -  rzucił lekko zakładając pasujące do stroju czarne lakierki.
-Jak nie mam? Mam je od kilku lat! Kim często z niego korzysta i musiała zmienić hasło, bo nie mogę się zalogować.
-Moi informatycy zlikwidowali ci konto, te na facebooku i na innych portalach. Masz tylko pocztę która jest monitorowana -  powiedział jakby nigdy nic.
-Słucham!? - oburzona wstałam od wysepki na której stał laptop.
-To dla twojego bezpieczeństwa. Portale namierzają gdzie się znajdujesz, każdy twój wpis byłby tropem dla paparazzich -  oparł się biodrem o niską komodę w przejściu między kuchnią, a salonem i skrzyżował ręce na piersi. Wzrok ma nieodgadniony.
-Czemu ja o tym się teraz dowiaduje?! Nie mam kontaktu z nikim! To mnie dobija! Nie mogę nawet zadzwonić do rodziców! - wybuchłam.
-To dla twojego... -  zrobiłam krok w tył i znowu mu przerwałam.
-Nie powtarzaj się! Ciągle to słyszę, że to dla bezpieczeństwa ale ja mam tego cholernie dość! Chcę iść na zakupy, normalnie do sklepu, chcę iść do kina...
-Mamy tu kino - wtrącił ale skarciłam go wzrokiem.
-Nawet mi zadzwonić nigdzie nie wolno! Potrzebuję trochę swobody, oddechu!  - wrzeszczałam jak oszalała. Sama nie wiem co we mnie wstąpiło? Erick patrzył niewzruszony i czekał aż mi przejdzie, co jeszcze bardziej mnie wkurzało.
-Więc chcesz iść sama do sklepu? - zapytał spokojnie, miałam wrażenie, że lekko się uśmiecha.
-Tak chcę mieć możliwość iść do sklepu! Co cię tak niby bawi?
-Dobrze możesz iść do sklepu. Dziś po przesłuchaniu mam spotkanie w firmie. Zostawię z tobą ochronę i będziesz mogła iść na zakupy.
-Nie chcę ochrony! Chcę sama! - buntowałam się jak nastolatka. To niedorzeczne.
-Dobrze pójdziesz sama, ale nie zdziw się jak zaatakują cię paparazzi - powiedział jak do małego dziecka i wyszedł z kuchni zostawiając mnie z moją furią sam na sam. Jak on może być taki opanowany? To nie do pojęcia! Jego zachowanie doprowadza mnie czasem do szewskiej pasji!

Wyszliśmy przed dom. Widziałam, że czeka na nas jego BMW M6. Po co ma te wszystkie inne, skoro prawie cały czas jeździ tym? Dalej byłam wściekła. 
Erick otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść do środka. Wie, że jestem zła, bo nie odzywa się ani słowem. Spogląda na mnie tylko co jakiś czas z głupim uśmieszkiem. Co cię tak do cholery bawi Evans? Lubisz doprowadzać mnie do szału? 

Wyjeżdżając za bramę zauważyłam kilku paparazzich. Co za ludzie! Nie dają nam spokoju. Erick na szczęście pomyślał i wzmocnił ochronę, by już nikt nie zrobi mi zdjęć z ukrycia. Mogą sobie tylko stać przed bramą i czekać aż wyjedziemy. Erick puścił Enigmę -„Gravity of love”. Nie wiem czy to była jakaś sugestia z jego strony? Byłam w takim wisielczym humorze, że tym razem ja pokazałam w kierunku paparazzich środkowy palec, na co Erick roześmiał się w głos.
-Co cię tak bawi? - warknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Jesteś taka słodka jak się złościsz. Będą nas uważać za chamów i prostaków. Już widzę te nagłówki z naszymi zdjęciami środkowego palca -  patrzył przed siebie, kąciki ust dalej drgały od uśmiechu.
-Mam to gdzieś!
-Chcesz bym tam z tobą poszedł? - zmienił temat i od razu jego mina spoważniała. Sprowadził mnie tym jednym pytaniem na ziemię.
-Nie wiem - burknęłam mając w pamięci naszą głupią kłótnię.
-Masz czas by się zastanowić. Zrobimy tak jak będziesz chciała… -  dodał gazu tak że wgniotło mnie w fotel. Z głośników leciał kolejny przebój Enigmy - „Mea culpa”. To jakaś aluzja czy przypadek? Mam go niby przeprosić za swój wybuch złości czy to on mnie przeprasza? Popaprane to wszystko.

Podjeżdżając pod prokuraturę w Nowym Jorku, zaczęłam się denerwować. W brzuchu miałam jeden wielki ścisk i zaczęłam żałować, że tak bardzo się najadłam na śniadanie. O co będą mnie tam wypytywać? Na co mam się przygotować? Czy będzie tam któryś z prawników?
-Więc jak? Mam iść z tobą? - powtórzył pytanie i chwycił mnie delikatnie za dłoń.
-Chyba wolę iść sama. Nie wiem czy będę w stanie przy tobie cokolwiek tam powiedzieć - bardzo go potrzebowałam, ale jak pomyślę sobie, że on ma słuchać to co ja pamiętam i znowu zacznie się obwiniać to stwierdziłam, że pójdę sama.
-Na pewno? - zapytał zatroskany - Gordon tam będzie z tobą. Nie ma sensu ściągać wszystkich, a jemu ufam najbardziej.
-Eh...- westchnęłam - Tak wolę iść sama. Skoro mówisz, że Fox tam będzie… - ścisnęło mnie w gardle, nie chcę w ogóle tam iść. Wyszliśmy z samochodu, wokół nas było pełno ochrony. Nie widziałam żadnych fotografów i trochę mi ulżyło. Weszliśmy do budynku, mnóstwo policjantów, sędziów i adwokatów. Gordon już na nas czekał, zauważył nas i podszedł.
-Witaj Meg - kiwną głową - Ericku.
-Cześć Gordon -  powiedziałam najmilej jak tylko mogłam w tym momencie.
-Zostawię was. Meg nie chce bym wchodził - Erick pocałował mnie w czubek głowy i zniknął za rogiem korytarza.
-Rozumiem, że nie chcesz by przy tym był. Dziękuję, że o tym pomyślałaś - pojrzałam na niego smutno i kiwnęłam głową – Chodźmy - dodał Gordon.

Poszliśmy na sam koniec korytarza. Młoda policjantka uśmiechnęła się do nas i zaprosiła do środka. W pokoju było biurko z krzesłami po obu stronach, szafka z aktami oraz stolik z ekspresem do kawy. Okna były przysłonięte żaluzjami, do środka wpadało niewiele światła.
 -Witam panią panno Donell. Nazywam się Nina Stone -  przedstawiła się kobieta koło czterdziestki - To ja będę panią przesłuchiwała - dodała.
Poczułam niewielka ulgę, że to będzie kobieta. Nie wiem czy byłabym w stanie mówić o tym facetowi.
-Gordon Fox. Jestem prawnikiem pani Donell. Będę obecny przy przesłuchaniu. Proszę ma tu pani wszystkie dokumenty - wtrącił Gordon, podał jej teczkę i stanął niedaleko mnie, opierając się o ścianę.
-Zacznijmy więc. Proszę usiąść - Wskazała na krzesło przy biurku, a sama usiadła po przeciwnej stronie. Przełknęłam ślinę - Co wydarzyło się 18 maja 2013 roku w klubie „Sin”? - zaczęła z grubej rury. Dobrze nie denerwuj się! Musisz to wytrzymać, im szybciej opowiesz tym prędzej stąd wyjdziemy.
-Tego dnia urządzałam tam wieczór panieński mojej siostry Kimberly.
-Czym tam panie dojechały? - a co to ma do rzeczy? Spojrzałam na Gordona ale skinął bym odpowiedziała.
-Limuzyna, którą wynajął dla nas pan Erick Evans.
-Co panią  z nim łączy? - mój wzrok znowu poszybował na Foxa, dalej był spokojny.
-Obecnie jestem jego narzeczoną - odpowiedziałam niepewnie.
-A wtedy? Kim pani dla niego była? - spojrzała na mnie dziwnie.
-Trudno powiedzieć... - spuściłam wzrok na podłogę.
-Może mi to pani wyjaśnić? - zapytała spokojnie.
-Byliśmy wtedy pokłóceni. Przed wypadkiem ostatni raz widziałam go we wtorek, 7 maja i od tamtej pory nie mieliśmy kontaktu... -  na to wspomnienie opanował mnie dołujący smutek.
-No dobrze, co było dalej? O której podjechałyście pod klub?
-Nie pamiętam dokładnie ale pewnie między dziewiątą trzydzieści, a dziesiątą wieczorem..
-Opowiedz co stało się koło północy -  spojrzała na mnie spokojnie.
-Podszedł do mnie mężczyzna, Matt… - na dźwięk jego imienia zamknęłam oczy, ścisnęło mnie w gardle. Stone położyła dłoń na mojej dłoni, by mnie uspokoić.
-Mów dalej…-  wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam.
-Zachowywał się jakby mnie znał. Zagadał i chciał zatańczyć. Powiedział, że zna Ericka ale, że go nie ma, bo jest w Dubaju. Co bardzo mnie zdziwiło.
-Czemu cię to zdziwiło?
-To nie ma związku ze sprawą pani Stone - wtrącił Gordon. Kiwnęła głową i pytała dalej.
-Zgodziłaś się zatańczyć?
-Nie.
-Nie? - spojrzała pytająco.
-Znaczy, nie od razu. Powiedziałam, że jestem z koleżankami i że bawimy się tylko we własnym gronie - ręce zaczęły mi się pocić i zrobiło mi się duszno.
-Ale podszedł do pani znowu, tak? - zadała pytanie patrząc w ekran komputera, ciągle coś tam notowała.
-Tak. Nie wiem o której to było godzinie ale podszedł do mnie w tańcu. Powiedział, że Erick jest w klubie i że chce mnie zobaczyć.
-Uwierzyła mu pani? - spojrzałam na nią dziwnie. Do czego ona dąży?
-Czemu miałam nie wierzyć?
-Nie znała pani tego człowieka. Jest pani aż tak naiwna? - zasugerowała.
-Słucham? - wstałam oburzona, Gordon patrzył na mnie dalej spokojnie. Pokazał bym usiadła. Wytarłam  mokre od potu ręce w spódnicę i zrobiłam tak jak prosił.
-Więc? - drążyła dalej.
-Tęskniłam za Erickiem, miałam nadzieję, że tam będzie. Chciałam w to wierzyć pani Stone!  - mój smutek przeradzał się w złość. Co ona ode mnie chce?
-Proszę mówić co było dalej.
-Tańczyliśmy chwilę, nie wzbudził we mnie podejrzenia. Był miły i trzymał dystans. Zgodziłam się na drinka więc poszliśmy do baru.
-Ile wypiłaś tego wieczoru? - zdecydowanie za dużo, i jestem za to na siebie zła ale zachowam to w myślach.
-Kilka drinków i szampana, ale muszę przyznać, że mam słabą głowę.
-Czułaś się pijana? - Do czego ona dąży?
-Trzeźwa nie byłam ale nie słaniałam się na nogach. To był wieczór mojej siostry, wszystkie chciałyśmy zaszaleć.
-Mów dalej Meg.
-Rozmawialiśmy przy barze. Poprosiłam by mnie w końcu zabrał do Ericka. Prowadził mnie przez klub i zaczęło mi się kręcić w głowie. Straciłam orientację, bo nie wiedziałam gdzie jestem , była to jakaś prywatna sala z barem. Było tam kilka osób ale nikogo z nich nie znałam. Kazał mi usiąść i poczekać -  pokazała ręką bym mówiła dalej. Nabrałam powietrza, zacisnęłam pięść i kontynuowałam - Poczułam się bardzo źle i chciałam wstać. Zwaliło mnie z nóg. Rozejrzałam się po sali wydawało mi się, że zauważyłam przy barze Monikę Quanchez.
-Wydawało ci się? - wtrąciła.
-Wtedy mi się wydawało, byłam tak oszołomiona, że nie miałam pewności.
-Kim jest dla ciebie panna Quanchez? -  szmatą i dziwką - ale to też zachowam to dla siebie.
-Nie znam jej dobrze ale wiem, że ona maczała palce w tym co się stało potem...  -wciągnęłam powietrze.
-Skąd takie podejrzenia? - Gordon spojrzał na mnie dyskretnie i kazał mówić.
-Monika chciała się zemścić na panu Evansie za to, że od niej odszedł - Co ja miałam jej powiedzieć? Że mieli razem seks interes na cały świat? Że werbował dla niej panienki do bzykania dla bogatych facetów? Boże!
-Pani Monika Quanchez jest była kochanką pana Evansa?  - spojrzała na mnie wymownie.
-Tak - rzuciłam krótko, nie chcę o tym myśleć.
-Mów proszę dalej.
-Kręciło mi się w głowie. Ten cały Matt podszedł do mnie i zaczął mnie obmacywać… -  zacisnęłam powieki by opanować napływające łzy - Próbowałam się bronić ale nie miałam siły - spojrzałam na Gordona, stał i nie patrzył mi w oczy. Jemu też pewnie było ciężko tego słuchać – A potem uderzył mnie w twarz i straciłam przytomność.
-Czy pamiętasz cokolwiek co było dalej? - ton Stone nie był już taki pewny. Widziała ile kosztuje mnie to, że tutaj jestem.
-Niedawno przypomniałam sobie pewne obrazy… -  oparłam rękę o biurko zrobiło mi się duszno.
-Może napijesz się wody? - zapytał troskliwie Fox.
-Tak poproszę…- podszedł szybko i podał do ręki plastikowy kubek.
-Spokojnie Meg. Powiedz tylko to co pamiętasz. Nic ci już nie grozi… - pocieszył mnie Gordon, kładąc dłoń na moim ramieniu.
-Ocknęłam się w trakcie gdy ten drugi... -  nie dałam rady dokończyć. Przed oczami stanęły mi obrazy i zaczęłam się panicznie trząść. Gordon od razu do mnie podszedł i przerwał przesłuchanie. Policjantka wyszła z pokoju i zostawiła nas samych bym się uspokoiła. Nie byłam w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Gordon przytulił mnie delikatnie, po przyjacielsku. Czułam,  że jest mu bardzo przykro. Potrzebowałam w tym momencie Ericka, jednak on był z dala ode mnie. Żałowałam w tym momencie, że nie chciałam żeby ze mną wszedł.
-Meg musimy to dziś skończyć. Inaczej będą cię co chwila tutaj wzywać i będziesz to przeżywała jeszcze wiele razy... -  spojrzał na mnie z troską. Pokiwałam głową, a on zawołał Stone z powrotem.
-Uspokoiłaś się już? - zapytała policjantka i usiadła na to samo krzesło co przed chwilą. Kiwnęłam niepewnie głową i dokończyłam.
-Ocknęłam się gdy ten drugi właśnie mnie gwałcił. Czułam potworny ból. Bolało mnie dosłownie wszystko. Nie mogłam się ruszyć, bo przygniótł mnie swoim ciałem, był ciężki. Czułam, że w ustach mam krew, nie mogłam całkiem otworzyć oczu.
-Widziałaś kogoś jeszcze w pokoju?  - zapytała.
-Hughez leżał na tym samym łóżku....był nagi...spał...był pijany i naćpany...
-Chcesz przerwać?  - zapytał Gordon klękając obok.
-Nie w porządku. Chcę mieć to z głowy -  Stone kiwnęła głową bym mówiła dalej - Byłam oszołomiona i kręciło mi się w głowie. W pewnym momencie zebrałam siły i zepchnęłam z siebie tego faceta...jednak po chwili znowu mnie uderzył i dalej robił to samo. Zaczęłam płakać ale nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Gdy skończył, przebudził się Matt i zaczął to samo… od nowa. Błagałam by przestał, on jednak nic sobie z tego nie robił. Przydusił mnie i znowu straciłam przytomność...Obudziłam się dopiero w szpitalu.
Skończyłam mówić i zrobiło mi się słabo. Gordon trzymał mnie i podał wodę. Czułam się taka zażenowana, że musiałam o tym opowiedzieć, że Gordon tego słuchał, że Ericka przy mnie nie ma.
Nie wiem ile czasu minęło zanim poczułam się lepiej? Przyszło kilku innych policjantów. Gordon z nimi rozmawiał ale nie wiem o czym. Przyszła też w końcu policjantka, która mnie przesłuchiwała i powiedziała, że możemy jechać ale będziemy w kontakcie telefonicznym. Wyszliśmy na korytarz ale Ericka nigdzie nie widziałam. Przypomniało mi się ,że miał spotkanie. Pewnie nie mógł czekać i pojechał.
-Chodź na kawę - zaproponował Gordon. Było mu cholernie niezręcznie słuchać to wszystko ale to jego praca. W dodatku zapewne będzie musiał opowiedzieć o tym co usłyszał Erickowi. Nie chciałam teraz o tym myśleć.
-Chyba nie mam ochoty. Przepraszam - spojrzałam na niego, byłam wykończona.
-Erick dzwonił, że spotkanie mu się przedłuży, prosił bym odwiózł cię do domu.
-Gdzie on ma to spotkanie?-  zapytałam smutno. Tak bardzo go teraz potrzebuję.
-W biurze w Evans Tower, ale mam cię odwieść Meg. Proszę nie komplikuj -  spojrzał na mnie błagalnie. Nie miał nade mną żadnej władzy i wie, że jak będę chciała to sama pojadę. Jestem jednak na tyle zmęczona tym całym przesłuchaniem, że chyba nie jestem w stanie prowadzić samochodu.
-Dobrze odwieź mnie Gordonie. Ale proszę podjedźmy po drodze na jakieś wielkie lody z bitą śmietaną!  - wymusiłam uśmiech. Naprawdę liczyłam na to, że słodycze poprawią mi nastrój?
-Masz ładny uśmiech Megan. Erick ma wielkie szczęście - Gordon spojrzał na mnie dziwnie. O co ci człowieku chodzi? Jestem narzeczoną twojego przyjaciela, nie próbuj się do mnie podwalać. Czy wszyscy faceci myślą tylko fiutem? A może to ja jestem przewrażliwiona? Co za dzień!
-Jedźmy już – udałam, że nie słyszę jego dziwnych tekstów.

Wyszliśmy z budynku tylnym wyjściem. Powietrze dalej było ciężkie ale widać było burzowe chmury.  Wsiadłam do samochodu, który zostawił nam Erick.
-A on? Czym wróci? - zapytałam ciekawa.
-Spokojnie ma wiele aut, na pewno któryś zostawił w Evans Tower. Zapnij pas - powiedział szorstko. Chyba się wkurzył, że nie zareagowałam na jego komplement. Jakby się Erick dowiedział, pewnie dał by mu w twarz. Ruszył gwałtownie i odjechał z parkingu. Podjechaliśmy po drodze na lody. Wybrałam największą porcję z podwójną bitą śmietaną i w końcu sama za coś zapłaciłam. Gordon podjechał zatankować na stację i zadzwonił do niego telefon. Odebrał niepewnie.
-Cześć...Tak...Jest ze mną...Jedziemy do domu... – spojrzał na mnie - Chyba dobrze...Je lody...Tak lody...Nie mnie o to pytaj...Dobrze...Zostanę… spokojnie. Do zobaczenia.
-To Erick? - spojrzałam zaciekawiona.
-Tak. Mam poczekać z tobą w domu aż wróci -  dziwnie to zabrzmiało z jego ust. Lubię go ale jakiś taki dziwny dziś jest. O co mu chodzi?

Koło czwartej wróciliśmy do New Jersey. Założyłam okulary i zsunęłam się nisko na siedzeniu, gdy zauważyłam przy bramie tych samym paparazzich co dzisiejszego poranka. Zauważyli, że samochodu nie prowadzi Erick i zaczęli robić jeszcze więcej zdjęć. No pięknie! Jutro w gazetach napiszą pewnie, że mam z nim romans albo co. Wjechaliśmy do garażu z którego udałam się od razu do łazienki. Gordon poszedł do kuchni ale nie mam pojęcia co tam robi? W domu przyjemny chłód od razu mnie odprężył. Nalałam wody do wanny i zatopiłam się w niej cała. Przyjemnie chłodna woda rozluźniła moje ciało. Po tym całym przesłuchaniu byłam spięta i zdenerwowana. Kąpiel to był najlepszy pomysł na tą chwilę. Zapach płynu lawendowego unosił się w powietrzy, wypełniając całą łazienkę i koił moje zmysły. Po kąpieli przebrałam się w koszulkę Ericka i wskoczyłam do łóżka. Mimo tego, że było dopiero po 18, chciało mi się spać. Gordon zajrzał do sypialni sprawdzić czy wszystko w porządku. Chyba chciał pogadać ale jakoś nie miałam na to ochoty. Zasypiając słyszałam jak zbliża się burza, grzmiało, a niebo rozświetlały raz po raz błyskawice. Zasnęłam skulona, sama, na środku naszego wielkiego łóżka.



5 komentarzy:

  1. Jakieś dziwne to zachowanie Gordona i ciekawe co przyniesie burza??? ��El@

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa o co chodzi z Gordonem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy będzie następny rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może Gordon jednak nie jest takim dobrym przyjacielem...

    OdpowiedzUsuń