Premiera już w lipcu!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 25

Obudził mnie głośny huk, jakby coś wybuchło zaraz obok domu. Zerwałam się przerażona, Ericka przy mnie nie było. Zegarek przy łóżku migał i pokazywał same serca. Kurwa mać! Nie ma prądu. W pokoju było bardzo ciemno, prawie nic nie widziałam. Boże! Ja nawet nie wiem gdzie w tym domu znajdę jakiekolwiek świeczki. Zeszłam po omacku na dół i zobaczyłam Gordona śpiącego w salonie na kanapie. Zapalił kilka świeczek w całej kuchni. Nie mam jednak pojęcia która jest godzina? Nie chcę go budzić ale gdzie do cholery podziewa się Erick? Podeszłam do komody na której zostawiłam torebkę. Wzięłam do ręki komórkę, było po 2 w nocy. Zero połączeń od Ericka. Cholera, a może coś się stało? Postanowiłam zadzwonić. Jeden, drugi, trzeci sygnał.... nie odbiera... poczta. Kurwa! Czemu nie ma prądu? Nagle usłyszałam kolejny potężny grzmot aż podskoczyłam i zapiszczałam z przerażenia.
-Meg! - obudziłam Gordona aż zerwał się z kanapy -  Co się stało? -  był równie przerażony jak ja.
-Gdzie jest Erick? - pisnęłam znowu. To tylko burza Meg... Nie denerwuj się - próbowałam się uspokoić.
-Nie wiem zasnąłem, nie dzwonił do mnie - powiedział skruszony, jakby winił się za to, że  zasnął i nie czuwał nade mną.
-Przez tą cholerną burzę nie ma prądu. Próbowałam dodzwonić się do niego ale nie odbiera - usiadłam zmartwiona przy kuchennej wyspie. Gordon spojrzał na zegarek na prawej ręce, gdy zorientował się, która jest godzina, widać było, że też się zdenerwował.
-Poczekaj zadzwonię do kogoś z ochrony, zapytam czemu dalej nie ma prądu?-  kiwnęłam głową. Gdzie jest mój kochany? Serce mi ścisnęło na myśl, że coś mogło by się stać. Gordon odszedł kawałek ale mimowolnie przesłuchałam się rozmowie.
-Fox. Nie ma u nas prądu.....Wszędzie? Kurwa.. Poważna ta awaria?...Dajcie znać...A jeszcze jedno, kontaktował się z wami pan Evans?... Nie? ...Ok, będziemy w kontakcie -  rozłącza się. Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że przeszły mnie ciarki, czułam, że stało się coś złego.
-Gordon co się dzieje? Czemu tu nie ma Ericka? Czemu się nie odzywa? - zapytałam spanikowana, ręce trzęsły mi się ze zdenerwowania.
-Ochrona nic nie wie. Nie kontaktował się z nimi od kilku godzin, ale nie martw się Meg. Na pewno został w Nowym Yorku - pocieszał mnie nieudolnie.
-To czemu nawet nie zadzwoni? To do niego nie podobne Gordon! - zrobiło mi się zimno, wzięłam z kanapy koc pod którym leżał Fox i owinęłam się nim.
-Może tam też nie ma prądu... - zmierzyłam go wzrokiem.
-Przecież ma komórkę, nie odbiera...
-Faktycznie, ale nie powinnaś się tak denerwować. Chodź zrobię ci herbaty i spróbuj zasnąć - podszedł do mnie i objął przez ramię. Poczułam się bardzo dziwne, jakby naruszył moją przestrzeń osobistą. Donell do cholery przestań! To przyjaciel twojego faceta, nic ci przy nim nie grozi. Zganiło mnie moje wewnętrzne „ja”.
-Usiądź ja zrobię -  Muszę się czymś zając, bo zwariuję. Powiedziałam i podeszłam nastawić wodę - Skąd wiedziałeś gdzie są świeczki? - Zapytałam, a Gordon uśmiechnął się dziwnie.
-Znam ten dom jak własną kieszeń, pomagałem Erickowi go wybrać i zabezpieczyć. Agencja, która was ochrania należy do mnie - Ach no tak. Oczywiście o tym Erick mi też nie wspomniał.
-Myślisz, że te zdjęcia, które pokazały się w prasie i internecie, zniknęły na dobre? -  zmieniłam temat, nie chciałam by zorientował się jak mi głupio, że zna nasz dom lepiej niż ja.
-Wszystko zostało usunięte. Nikt już nigdy tych zdjęć nie zobaczy, nie martw się.
Uspokoił mnie trochę. Zrobiłam herbatę i usiedliśmy razem w salonie na kanapach. Gordon opiekował się mną tak, jakby mu na mnie zależało. To bardzo dziwne uczucie, ale pewnie za dużo sobie wyobrażam.  Erick go o to poprosił i już. Nie dopisuj scenariusza Donell. 
-Nie wiadomo kiedy włączą prąd to większa awaria. Do rana pewnie się z tym nie wyrobią.
-Dobrze, że tu ze mną jesteś, sama oszalałabym ze strachu -  Uśmiechnęłam się do niego, a on przysunął się i objął mnie przyjacielsko. Tym razem nie wyczułam w tym żadnych ukrytych zamiarów. Sama siebie zganiłam za to, że pomyślałam, że Gordon się do mnie podwala. Głupia jesteś Donell! Oboje zasnęliśmy.


Wtorek, 16 lipca

Przebudziłam się. Było już dość jasno. Spojrzałam za siebie, Gordon nadal obejmował mnie w pasie, leżąc za mną. Wyglądał spokojnie i nawet trochę pochrapywał. Rozbawiło mnie to, ponieważ mój Erick nie chrapie. Jeszcze bardziej go za to kocham. Rozejrzałam się po pokoju, świeczki zgasły, na zewnątrz taras mokry od wody parował w porannym słońcu. Burza przeszła, jednak dalej nie ma prądu. Zegarek na piekarniku miga zerami. Rozglądam się i widzę jak ktoś siedzi przy kuchennej wyspie. Zaspanymi oczami nie widzę dobrze kto to jest.
-Hej! - słyszę cichutko, tak znam ten głos.
-Erick! - Wstałam gwałtownie budząc Gordona i podbiegłam do niego, wtulając się mocno.
-Już jestem maleńka, nie bój się! - Powiedział spokojnie i głaskał mnie po włosach, jego zapach zawsze mnie uspokaja.
-Gdzie byłeś? Nie mogłam się dodzwonić! Nikt nic nie wiedział! - Piszczałam i z emocji zaczęłam płakać.
-Spotkanie się przedłużyło, a potem zaczęła się ta cholerna burza. W Nowym Jorku pozalewało ulice, nie mogłem wyjechać z Manhattanu. Mój samochód utknął w tunelu, który został zalany. Zostawiłem w nim telefon, a w Evans Tower nie było prądu i nie mogłem zadzwonić. Przepraszam maleńka, że się martwiłaś - Całował moja głowę i czule mnie obejmował. Wrócił mój rycerz, moja opoka. Tylko przy nim czułam się całkowicie bezpiecznie.
-Cieszę się że już jesteś, tak się bałam, że coś ci się stało - Szlochałam w jego cudownie pachnącą białą koszulę od Armaniego.
-Dziękuje Gordon, że z nią zostałeś. Mam nadzieje, że twoja żona nie będzie ci za to suszyć głowy - Rzucił Foxowi dziwne spojrzenie i oboje się roześmiali. Żona? On ma żonę?
-Powinna zrozumieć, czego się nie robi dla przyjaciół - Mrugnął do niego i poszedł do łazienki.
-Gordon ma żonę? - Zapytałam cicho Ericka.
-Tak ma, a czemu pytasz? - Spojrzał na mnie pytająco i uniósł brew.
-Nie widziałam obrączki to po pierwsze, a po drugie mówił, że przecież on razem z tobą....razem z wami.... no, że też w tym siedzi! – Zdenerwowałam  się na myśl o tej całej popapranej sprawie.
-Jego żona nic nie wie Megan i mam nadzieję, że się nie dowie - Powiedział surowo, jakby sugerował żebym nie wypaplała.
-To dlatego Monika mówiła, że jeśli odejdziesz, to zniszczysz życie wielu osób tak?
-Tak, na pewno chodziło jej także o Gordona. Ożenił się z Jenifer niecały rok temu.
-Czemu on mógł się ożenić, a ty nie możesz mieć nikogo? Przecież obowiązują, obowiązywały was te same zasady! - Oburzyłam się, co za popieprzone towarzystwo!
-On nie zrezygnował, nie zerwał umowy - Burknął w złości. O co się tak wkurza? Ja tylko chcę to zrozumieć.
-Przecież to chore! -  Pisnęłam głośno i odsunęłam się od Ericka. W jego oczach zobaczyłam niepokój.
-Mówiłem ci że to skomplikowane Meg. To zamknięte środowisko... -  Przerwałam mu nagle.
-On ją zdradza Erick! Tak nie można! - Krzyknęłam w momencie gdy Gordon wszedł do kuchni. Spojrzał na mnie dziwnie ale milczał. Oblałam się rumieńcem i podeszłam do lodówki by tylko nie widział mojej płonącej twarzy. Jak ja mogę go oceniać, skoro tak naprawdę nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi? Nie powinnam wyciągać takich wniosków - Śniadanko?  - Zapytałam udając, że to przed chwilą nie miało miejsca. Erick wymienił spojrzenia z Gordonem i obaj usiedli przy kuchennej wyspie. Atmosferę można było ciąć nożem. Zrobiłam dla wszystkich omlety z bekonem. Chyba smakowało, bo zajadali się nic nie mówiąc. Wymieniali tylko między sobą te tajemnicze spojrzenia, czym doprowadzili mnie do szału. Opanowałam się jednak i udałam, że tego nie widzę. Było koło jedenastej, kiedy Gordon powiedział, że musi już jechać. Pożegnał się z nami i wyszedł.
-Lepiej się nie odzywaj Evans! Jestem na ciebie wściekła! - Burknęłam gdy widziałam, że się do mnie zbliża, by mnie ugłaskać. Roześmiał się delikatnie i oparł biodrem o stół. Boże jak on w tej pozycji seksownie wygląda!
-Długo będziesz się tak dąsała? - Skrzyżował ręce na piersi i oblizał usta. O nie, nie rób tak! Wiem co ci chodzi po głowie!
-Mam takie prawo to się dąsam! - Pisnęłam.
-A ja mam prawo pocałować moją przyszłą żonę. Chodź tu do mnie! - Momentalnie się przy mnie znalazł i objął w pasie tak, bym czuła jego powiększoną męskość na brzuchu.
-Nie próbuj mnie przekupić seksem! Nie dam się omamić twoim idealnym, pięknym ciałem! -Spojrzałam, w jego oczach malowało się rozbawienie przeplatające z pożądaniem.
-Kiedy kończy ci się ten cholerny okres? - Zmienił nagle temat. 
-Nie wiem. Pewnie w czwartek. A co?! - Zapytałam, jakbym nie wiedziała o co mu chodzi. Zboczeniec!
-Bo mam ochotę pieprzyć się z tobą mała! Stęskniłem się, ta noc bez ciebie była straszna. Wiedziałem, że jesteś bezpieczna z Gordonem ale od czasu kiedy się obudziłaś , nie spędzaliśmy osobno żadnej nocy. Jesteś moim narkotykiem od którego się uzależniłem… - No i jak po takim wyznaniu mam się na niego gniewać? Ten człowiek jest tak skomplikowany, że nigdy go chyba nie rozgryzę.
-No niestety Evans musisz poczekać. Cierpliwość jest cnotą! - Rzuciłam złośliwie ocierając się o niego specjalnie. Oczy mu zapłonęły i czułam jak cały stwardniał.
-To aż boli! - Zmrużył oczy w grymasie - Oszaleję przez ciebie Meg! - Uśmiecham się tryumfalnie i oblizuję usta by bardziej go sprowokować.
-To pan panie Evans doprowadza mnie do szału! A teraz proszę jedźmy na zakupy, muszę odreagować w kuchni. Chcę zrobić coś wyjątkowego, a nie widziałam wszystkich składników.
-Meg ja nie robię zakupów - Rzucił mi spojrzenie szczeniaczka.
-Jak nie robisz? To skąd w twoim apartamencie na Manhattanie zawsze wszystko było? - Spojrzałam zadziwiona, no ale co się dziwić, ten człowiek nie ma zwykłych przyziemnych obowiązków.
-Mam służbę od tego, potrafię coś ugotować ale zakupów nie robiłem już od.... dawno ich nie robiłem - skrzywił się próbując przypomnieć kiedy ostatnio to robił. Zaśmiałam się.
-Ale ja chciałabym pojechać. Potrzebuję zrobić coś co pozwoli mi zapomnieć o wczorajszym dniu - Na wspomnienie o przesłuchaniu od razu rozbolał mnie brzuch.
-Chcesz o tym porozmawiać? Gordon mówił, że nieźle sobie poradziłaś -  ujął moją głowę tak by patrzeć mi w oczy.
-Nie było tak źle, chciałam to szybko załatwić. Żałowałam, że ciebie tam nie ma, ale z drugiej strony jak pomyśle, że miałbyś o tym słuchać... - Przerwał mi w pół zdania, zatapiając swoje soczyste usta w moje. Całował mnie namiętnie, nasze języki wirowały wokół siebie. Chwycił mnie za pośladki i posadził na swoich biodrach. Czułam, że pragnie mnie posiąść tu i teraz. - Erick! Nie możemy! - Przerwałam nagle nasz pocałunek. Jego wzrok płonął, a ciało było napięte jak struna. Cały drżał. Jego libido jest powalające, a zarazem dołujące. Co będzie gdy będę miała gorszy dzień i nie będę miała ochoty na seks? Czy to w ogóle możliwe żeby przy nim mi się odechciało? Chyba nie! Westchnął głośno i postawił mnie na podłodze, przewracając oczami.
-Dobrze....do jakiego sklepu chcesz jechać?
-Spożywczego! - Pisnęłam z radości - Lecę się przebrać i możemy ruszać! - W życiu bym się nie domyśliła, że zwykłe wyjście na zakupy sprawi mi taką radość. Te wszystkie zasady bezpieczeństwa mnie dołowały,  mimo tego iż Erick tłumaczył mi ciągle, że to dla mego dobra. Ciężko mi to pojąć. 
W garderobie pełnej ubrań, które mi kupił  jest wszystko. Letnie sukienki, szorty, bluzki na ramiączka, spódnice, koszule, bielizna, pończochy ... nie wspominając o markowych butach. 

Zdecydowałam się tym razem na ciemne jeansy do kolan i lekką przewiewną miętową bluzkę z guziczkami na całej długości, do tego klapki i plażowa torba. W końcu jest lipiec, a New Jersey to raj dla wszystkich plażowiczów.

Zeszłam na dół, Erick siedział i robił coś na laptopie. Też zdążył się przebrać. Zamienił garnitur na niebieskie sportowe spodenki do kolan i zwykły biały t-shirt ale i tak wyglądał bosko i nadal prezentował typ bogatego milionera. Nawet worek od ziemniaków nie odjął by mu tego czegoś, co w sobie ma. Co działa na mnie, i ku mojemu niezadowoleniu ...na większość kobiet na naszym globie. Co on we mnie widzi? O nie, Donell nie myśl znowu o tym! Nie zapuszczaj się teraz w te rejony.
-Mogę poprowadzić? - Zapytałam gdy wyszliśmy przed dom. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Jeśli masz ochotę - Uśmiechnął się i rzucił mi kluczyki. Podskoczyłam z radości jak mała dziewczyna
-Którym jedziemy? - Byłam taka szczęśliwa jakbym co najmniej wygrała na loterii.
-Myślę, że na zakupy do spożywczego najlepsze będzie krzykliwe czerwone Porsche -  zadrwił i spojrzał na mnie, gdy mi opadła szczęka. Z garażu, młody chłopak wyjechał nagle czerwonym Porsche 911 Carrera S4. Erick roześmiał się i trącił mnie biodrem - No maleńka wsiadaj!

Boże! Wcześniej nigdy go nie widziałam. Nie mam pojęcia czy kupił go teraz czy już miał. To przecież nienormalne, po co komu tyle samochodów? Niech podliczę: oprócz swojego BMW M6 cabrio ma jeszcze to właśnie Porsche, białe volvo, które mi podarował,  grafitowy Maybach 57, czarne Infinity G35, oraz czarnego Bentleya Mulsanne. Chryste Panie!
-Erick...-  Zaniemówiłam, nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. On naprawdę postradał zmysły. Widziałam jednak jak w oczach tańczą mu zadowolone chochliki.
-Prowadzisz czy ja mam to zrobić? - Zapytał próbując być poważny, widziałam jak powstrzymywał śmiech.
-Nie prowadziłam nigdy...Porsche! - Pisnęłam po raz kolejny, nie mogąc ukryć podekscytowania.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz panno Donell! - Uśmiechnął się uwodzicielsko -  Dzięki Ray - Rzucił do chłopca, który wysiadł z auta.
-Do usług panie Evans. Panno Donell - Kiwną głową, odmachałam mu, a on pośpiesznie się oddalił.
-Za dużo tych pierwszych razów z panem przeżyłam! - Powiedziałam z lekką złośliwością, on i tak ma tyle pewności siebie, że go to nie urazi.
-Jeszcze wiele przed nami Skarbie! Chodź bo sklepy pozamykają -  Przeszedł obok by otworzyć mi drzwi. Najzgrabniej jak potrafiłam wskoczyłam na siedzenie kierowcy. Boże jaki luksus! Czarna skórzana tapicerka, drewniane wykończenia, sprzęt audio lepszy niż w nie jednej dyskotece, komputer,  GPS. Dopasowałam fotel i lusterka. Gdybym wiedziała, że będę prowadziła Porsche ubrałabym się inaczej, a nie w zwykle jeansy i bluzkę. Na szczęście Erick miał dla mnie wielkie białe okulary D&G o których cenie nawet nie chciałam myśleć. Jest taki rozrzutny. Rozumiem, że ma pieniędzy jak lodu ale to jest naprawdę niepoważne. Muszę z nim o tym porozmawiać na spokojnie, może przemówię mu jakoś do rozsądku. Przekręciłam kluczyk, silnik od razu zareagował. Łał! Co za moc.
-Ile ma do setki? - Zapytałam ciekawa wyjeżdżając za bramę. Emocje we mnie sięgały zenitu. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, taka byłam podekscytowana.
-4,7 sekundy -  Wypowiada to jakby nie robiło to na nim wrażenia. Zrobił dziwną minę próbując ukryć to jak bardzo bawi go moja reakcje. A śmiej się Evans, śmiej!
Wiedziałam, że za bramą czekają paparazzi więc przyśpieszyłam tak, że Ericka wcisnęło w siedzenie. Nie wiedziałam czy się boi ze mną jeździć? No to zaraz sprawdzimy! Ha! Ja jestem kierowcą więc ja wyznaczam granicę! Do miasta było jakieś 15 km prostej jak drut drogi. Idealnie żeby wypróbować samochód oraz cierpliwość Ericka. Skrzynia automatyczna więc nie trzeba zmieniać biegów. Nie minęło 10 sekund, a ja pędziłam prawie 160km/h. Droga  pusta, środek tygodnia więc większość ludzi o tej porze jest albo w pracy albo na plaży. Spojrzałam na Ericka, siedział zrelaksowany. Fakt... w ogóle nie było czuć tej prędkości.
-Patrz na drogę! - Powiedział groźnie. No i ma rację, nie powinno mnie nic rozpraszać przy tej prędkości, nie chce nas przecież pozabijać. Z głośników leciało Narcotic „Liquido”. Cudowne uczucie prowadzić takie auto. Chyba do tego będę w stanie się przyzwyczaić. Zawsze lubiłam samochody, mimo tego, że sama miałam starego mercedesa. Był chyba starszy ode mnie gdy go kupowałam. Ale to było moje ukochane auto. W drodze nie zamieniliśmy prawie żadnego słowa, byłam tak podekscytowana jazdą, że Erick patrzył na mnie uśmiechając się chytrze. Ciekawe o czym on myśli gdy widzi mnie taką podekscytowaną? Podjechałam na parking dużego centrum handlowego w Jersey City, było przed pierwszą po południu. Udało mi się nawet  zaparkować.
-Idź po koszyk -  Rzuciłam do Ericka.
-Co mam zrobić? - Spojrzał na mnie jakbym powiedziała coś dziwnego.
-Koszyk na zakupy będzie potrzebny - O rany! Przecież on od dawna nie robił zakupów. Zapomniałam o tym! -  Chodźmy pójdziemy razem - Dodałam.
-Musisz wiedzieć, że jesteśmy pod obserwacją ochrony, nie będą się zbliżać jeśli nie będzie potrzeby - Rzucił jak gdyby nigdy nic. Nie chciałam się nad tym nawet zastanawiać, nic mi nie popsuje humoru w tym momencie. Spojrzałam na niego tylko przewracając oczami, za co dostałam klapsa w tyłek i namiętnego buziaka w usta. Nikt nas tam nie znał. Ulżyło mi trochę, bo wiedziałam, że Erick jest osobą publiczną, a ja dzięki niemu czy chcę czy nie chcę,  też. Przez aferę w klubie moje zdjęcia także ukazywały się przecież w prasie.

Weszliśmy do jednego ze sklepów po potrzebne mi produkty. Miałam zamiar ugotować na kolację coś pysznego specjalnie dla mojego ukochanego. Podeszliśmy do kasy i kasjerka chyba rozpoznała Ericka. Zachowała się jednak profesjonalizm i nic nie pytała. Widziałam tylko, że się czerwieni. Tak kobiety reagują na Ericka Evansa, czy ja się do tego przyzwyczaję? Gdy doszło do płacenia byłam  na szczęście szybsza i podałam swoją kartę kredytową. Erick skarcił mnie wzrokiem i wiedziałam, że będę miała za to kłopoty. Posłałam mu słodki uśmiech i buziaka by go trochę ugłaskać. Gdy to zrobiłam widziałam, że próbuje się nie uśmiechać.
-Masz ochotę na jakieś inne zakupy? - Zapytał gdy wyszliśmy ze sklepu.
-Zanieśmy je do samochodu i możemy wrócić, może coś wpadnie nam w oko. 
Gdy zostawialiśmy zakupy w samochodzie, podszedł do nas chłopczyk, miał pewnie z sześć lat. Był słodkim złotowłosym aniołkiem. Zapytał nieśmiało o samochód, bo ewidentnie mu się spodobał. Pierwszy raz widziałam Ericka rozmawiającego z dzieckiem. Pozwolił mu nawet wsiąść do środka i pobawić się chwilę. Ten widok rozczulił moje serce i pomyślałam wtedy, że Erick byłby wspaniałym ojcem. Mimo, że oboje w tym momencie nie chcemy mieć dzieci, wiem, że w tej roli sprawdzi się wzorowo. Po chwili podeszła do nas mama chłopca i zabrała go szybko, speszona śmiałością dziecka. Przeprosiła grzecznie i zabrała syna, mimo sprzeciwu małego. Erick wziął mnie za rękę i wróciliśmy do centrum handlowego, gdzie panował przyjemny chłód. Na dworze znowu był upał nie do wytrzymania. Idąc pasażem mijaliśmy butiki, drogerie, jubilerów kawiarnie i inne sklepy. Spacerowaliśmy tak naprawdę bez celu, to było takie....normalne. Weszliśmy jednak do kilku sklepów. Erick kupił sobie kilka koszulek, zrobił to chyba specjalnie, bo wiedział jak lubię w nich spać. Mi nic za specjalnie w oko nie wpadło, więc darowałam sobie zakup czegokolwiek. Wiedziałam jednak, że Erickowi spodobały się buty od markowego projektanta i nie mógł się pohamować.
-Tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć dolarów za balerinki to trochę za dużo, nie sądzisz? -Rzuciłam mu gniewne spojrzenie po tym jak wyszliśmy z butiku z torbą nowych butów dla mnie.
-Lubisz balerinki - Mój wzrok jeszcze bardziej przybrał na sile. Czy ten człowiek ma jakiekolwiek hamulce żeby czegoś nie kupić?
-Owszem lubię, ale to spora przesada Erick! - Warczałam zła. Mina dziewczyny, która nas chwilę wcześniej obsługiwała mówiła wszystko, kipiała z zazdrości i wpatrywała się w Ericka słodkimi oczkami. To jeszcze bardziej mnie wkurzyło  -Zrobiłeś to specjalnie bo wiedziałeś, że ona się gapi! - Dodałam.
-Mam prawo ci kupić co tylko mi się zamarzy, w tym momencie są to te oto buty! - Chwycił mnie w pół i pocałował na środku przejścia - Nie gniewaj się, przecież wiesz, że chcę ci dać wszystko co najlepsze maleńka.
-Jesteś nienormalny!-  Burknęłam, naprawdę jestem na niego cholernie zła.
-Postradałem zmysły przez ciebie kochanie -  Przechylił mnie na kolanie i całował dalej, nie zważając, że taranujemy ludziom przejście.
-Erick przestań! Ludzie patrzą! - Krzyknęłam by mnie postawił normalnie.
-Mam to gdzieś! - I całował mnie dalej po szyi. Boże! On mnie wykończy! Nie wiem ile czasu minęło gdy w końcu mnie puścił? Widziałam, że jest szczęśliwy więc nie potrafiłam się długo na niego gniewać. Poszliśmy dalej. W pewnym momencie przy kiosku z pracą, zobaczyłam okładkę jednej z plotkarskich gazet, a na niej nazwisko Ericka. Podeszłam, wzięłam do ręki gazetę by przyjrzeć się bliżej. Otworzyłam i zobaczyłam najpierw zdjęcia sprzed mojej kamienicy na Manhatanie, gdy Erick pokazał paparazzim środkowy palec, całując mnie namiętnie w samochodzie, pod nim było podpisane:

„Erick Evans- szanowany biznesmen, prezes Evans Industries, obściskuje swoją narzeczona Megan Donell i pokazuje niestosowny gest w kierunku fotografów”

Na kolejnym zdjęciu widać było nas oboje, wjeżdżających na parking podziemny Evans Tower, nie było jednak  w ogóle podpisane.
Następne przedstawiało mnie kłócącą się z tym fotografem przed szpitalem, podpisane:

„Narzeczona Ericka Evansa, Megan Donell wychodzi ze szpitala w New Jersey. Czyżby takie rozdrażnienie było objawem ciąży?”

4 komentarze:

  1. Pochłonęła wszystkie rozdziały w dwa wieczory! Rewelacyjne! Dajecie czadu. Pozdrawiam. Agata Kubiak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Kolejne rozdziały pojawią się niedługo :)

      Usuń
  2. Wszystko pięknie tylko martwię się nieustannie o szczęśliwe zakończenie...

    OdpowiedzUsuń