Premiera już w lipcu!

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 26

Patrzyłam na to zdjęcie jak zahipnotyzowana. Po chwili Erick podszedł bliżej by zobaczyć co oglądam i roześmiał się w głos. Rzuciłam mu kolejne gniewne spojrzenie.
-To nie jest śmieszne!
-Mnie to bawi, zawsze będą wypisywać bzdury. Musisz przestać się tym przejmować skarbie, tak jak ja - Był taki spokojny i opakowany. Nie wiem jak on to wytrzymywał? W sumie do tej pory raczej nie często, jego zdjęcia ukazywały się w gazetach plotkarskich, a jeśli już, to nie było to nic nadzwyczajnego. Przyjęcia i bankiety dla elity Nowego Yorku, odbywały się kilka razy do roku. Chodził tam zawsze w towarzystwie kobiet z agencji Moniki ale nigdy z żadną nie był związany. W internecie nie pisali nic o żadnych romansach więc musiał mieć niezłych prawników żeby niczego nic nie sugerował. Pewnie tych samych, którzy będą zajmować się moją sprawą. Odgoniłam szybko myśli o procesie by się tym teraz nie przejmować. 
-Wczoraj sfotografowali mnie jak jechałam z Gordonem.  Jutro przeczytam, że cię zdradzam z najlepszym przyjacielem! - Usiadłam na ławeczce oburzona tym, że wcale się nie przejął zdjęciami w gazecie. Mnie cholernie wkurzało brak poszanowania mojej prywatności. 
-Ufam tobie i Gordonowi także, jest dla mnie jak.....jak brat -  Odpowiedział, a jego jego oczy posmutniały. O nie! Nie myśl o tym Ericku. Cała złość momentalnie mi przeszła. Nie chcę żeby popsuł mu się humor. 
-Chodźmy na lody! Mam ochotę na wielką porcję! - Zmieniłam szybko temat, jego oczy od razu nabrały innego wyrazu. Erick lubił gdy jadłam. Nie rozumiałam tego ale chyba dawało mu to swojego rodzaju poczucie, że dbam o siebie. 
-Podobno wczoraj po przesłuchaniu też jadłaś lody -  Spojrzał na mnie słodko i uśmiechnął się złośliwie.
-Lubię lody. Jest upał -  Wstałam i ruszyłam szybko w kierunku lodziarni. W centrum handlowym było ich przecież mnóstwo. Erick od razu do mnie dołączył i chwycił mnie pod ramię.
-Moja słodka złośnica -  Spojrzałam na niego z ukosa i roześmiałam się w cicho.
W środku, miła młoda dziewczyna obsłużyła nas niezwykle sympatycznie. Nie miała więcej niż 16 lat i to zapewne jej pierwsza wakacyjna praca. Erick zostawił jej spory napiwek, na co zareagowała bardzo entuzjastycznie, jej podziękowania nie miały końca. On zawsze zachowywał się bardzo uprzejmie do każdego kto nas obsługiwał. Wzbudzał respekt ale nie wywyższał się. A przynajmniej nie robił tego, gdy był ze mną.  Ja miałam ochotę na duże lody z polewą, a Erick wziął mrożoną kawę. W pierwszej kolejności zjadłam podwójną porcję bitej śmietany by w końcu zabrać się za lody. Siedzieliśmy beztrosko w kawiarnianym ogródku.Nikt nie robił nam zdjęć i nie zaczepiał nas. Erick się wyluzował, a i ja przestałam się dąsać. Te hormony totalnie mnie wykończą. Przyszedł mi też do głowy genialny pomysł.
-Ericku? -  Zaczepiłam słodko. Spojrzał na mnie jakby wyczuwał, że znowu coś wymyśliłam.
-Tak?
-Urządźmy dla Kimi i Roba babyshower! Zgadzam się na wszystkie zasady bezpieczeństwa, które tylko sobie wymyślisz! - Pisnęłam radośnie. Zawsze chciałam urządzić komuś babyshower, a teraz okazja jest doskonała.
-Chcesz to sama zorganizować? - Patrzył zaskoczony, chyba nie widział mnie nigdy takiej podekscytowanej.
-Tak. Możemy to zrobić w naszym domu. Zaprosimy rodziców moich i Roba, bo akurat są w Nowym Yorku, ich wspólnych znajomych. Zrobię mnóstwo jedzenia, kupimy słodkie prezenty, gryzaki, śpioszki, butelki smoczki. To będzie przyjęcie na cześć mojej chrześnicy Ericku! - W jego oczy wkradł się uśmiech, który ewidentnie próbował pohamować.
-Kiedy chcesz to zrobić? - Zapytał udając poważnego.
-No nie wiem? Chyba najlepiej w jakiś weekend, bo wtedy wszyscy maja wolne.
-Na ten weekend zaprosiłem do nas Flinów, zapomniałaś?  - O kurczę! Faktycznie zapomniałam.
-To zróbmy to właśnie w ten weekend. Kim zna Flinów, i chłopaki się ucieszą, że będzie. Chyba, że nie chcesz... - Spojrzałam badawczo.
-Jeśli ma cię to uszczęśliwić skarbie to dla mnie bez różnicy kto będzie, a kto nie -  Nachylił się i pocałował mnie w czoło.
-Kocham cię! - Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam namiętnie całować. Ludzie gapili się na nas dziwnie ale tym razem ja miałam to gdzieś. Kocham mojego faceta i będę go całowała kiedy mi się podoba. A co!
-Panno Donell, zachowuje się pani niestosownie w miejscu publicznym, zaraz ktoś zwróci nam uwagę - Wyszeptał do moich ust. Czułam jak po moim ciele rozlewa się pożądanie, a byliśmy przecież w centrum handlowym wśród tłumu ludzi. Miałam ochotę oddać mu się jednak, na stoliku przy którym siedzieliśmy. Gdy oderwaliśmy się od siebie w końcu, zadzwonił do niego telefon. Dyszałam ciężko próbując wyrównać oddech, a Erick odszedł na chwilę by porozmawiać. Przy okazji weszłam zerknąć na ubranka dla dzieci i te wszystkie gadżety do sklepu dla mam i kobiet w ciąży. W dziale dla noworodków znalazłam śliczną sukieneczkę. Nie miałam pojęcia czy będzie dobra ale była taka malusieńka i słodka, że nie mogłam się oprzeć. Moja chrześnica będzie wyglądać w niej jak mała księżniczka. Jestem o tym przekonana. 
Zapłaciłam szybko i wyszłam zanim Erick skończył rozmawiać. Wyszliśmy z centrum handlowego objęci i zadowoleni. Na parkingu ani śladu paparazzich, ta ochrona naprawdę nieźle się spisuje.
-Wsiadaj maleńka! - Erick otworzył mi drzwi po stronie pasażera.
-Nie prowadzę? - Zapytałam ze smutną minką.
-Ja wrócę. Za dużo masz emocji jak na jeden dzień. Jak wrócimy możesz zadzwonić do wszystkich, których chcesz zaprosić na sobotę. Jest wtorek więc nie zostało dużo czasu… - powiedział i pomógł mi wsiąść. No faktycznie! Będę musiała nad tym posiedzieć i zastanowić się co ugotuję i co wymyślę, żeby Kim nie domyśliła się, że to przyjęcie dla niej i maleństwa.
-Jesteś cudowny! - Cmoknęłam go w policzek i zapięłam pas. Gdy tylko Erick ruszył z głośników usłyszałam Rihanne -  „We found love”. Nie jechaliśmy zbyt szybko, Erick chyba nie lubi tak jeździć. To akurat rozumiem ale po co mu w takim razie te wszystkie sportowe auta? Pełen sprzeczności ten mój przyszły mąż.

Gdy zajechaliśmy na podjazd, chłopak od samochodów, chyba ma na imię Ray, właśnie mył moje volvo. On tu mieszka? Nawet nie wiem ile jest tych osób, które są naszą, tak zwaną służbą. Dziwne słowo... służba. Kto by pomyślał, że kiedyś ktokolwiek będzie mi usługiwał? Muszę o tym pogadać z Erickiem ale nie teraz. W domu od razu poszłam zadzwonić do rodziców.
-Hej tato! - Powitałam go radośnie.
-Meg maleństwo. Cudownie, że dzwonisz! - Ścisnęło mnie w gardle gdy usłyszałam jego głos. Na pewno się zamartwiał czy wszystko u mnie dobrze. To musi być dla niego strasznie, że nie może zadzwonić do własnej córki, kiedy tylko ma ochotę.
-Słuchaj uważnie tatku! - powiedziałam konspiracyjnie - Chcę zrobić przyjęcie niespodziankę dla Kimi i maleństwa.
-To bezpieczne? - Och nie! On też zaczyna? Zwariuję z tymi facetami!
-Tak tato bezpieczne. Erick o wszystko zadba. Zrobimy je u nas w domu w New Jersey.
-Ok...Mów dalej -  Chyba go nie przekonałam ale mówiłam dalej. Nic nie poradzę, że mój ojciec był przewrażliwiony zapewne tak samo jak Erick.
-Chcę was zaprosić i rodziców Roba, jeśli jeszcze są.
-Tak są Meg, wyjeżdżają dopiero w następnym tygodniu.
-To świetnie, myślę jeszcze o Flinach, moich sąsiadach z kamienicy z Manhattanu i wspólnych znajomych Kim i Roba ale będziesz musiał mi wysłać e-mail z numerami telefonów do wszystkich.
-Rozumiem, że Kim ma o niczym nie wiedzieć? - zaśmiał się, bo podłapał mój pomysł. Z nim zawsze można było coś obgadać w tajemnicy. 
-Tak, dlatego dzwonię do ciebie, a nie do mamy -  Oboje zaczęliśmy się śmiać w jednym momencie.
-Dobrze załatwię to jakoś. Powiem, że zapraszacie nas na obiad. O której w sobotę?  - Tata zawsze mnie wspiera, mam w nim niezłego sprzymierzeńca. I kocham go za to bezgranicznie mocno.
-Myślę, że na trzecią będzie dobrze, ale jeszcze ustalę to z Erickiem. Będzie musiał wysłać po was samochód.
-Rozumiem, kwestia bezpieczeństwa - westchnął - Dobrze skarbie, ja mam zaraz spotkanie i nie bardzo mogę rozmawiać, napiszę ci e-maila z tymi telefonami. Daj znać dokładnie co i jak.
-Oj przepraszam nie wiedziałam, że masz spotkanie! -  Cholera! Przecież niektórzy w przeciwieństwie do mnie pracują. Idiotka! Zrobiło mi się strasznie głupio.
-Nie szkodzi Meg. A u Was wszystko w porządku? - zapytał jeszcze.
-Tak tatku, w najlepszym!
-Kamień z serca. Trzymaj się maleństwo. Pamiętaj, że cię kochamy wszyscy! -  Łzy momentalnie napłynęły mi do oczu, bo tak bardzo za nimi tęsknię. Im też musi być jednak cholernie ciężko.
-Pa tatku - Zdusiłam jęk by nie zorientował się jak mi ciężko. Było mi ciężko ale musiałam to jakoś wytrzymać. Nie było przecież innego wyjścia. 
-Pa skarbie. Do usłyszenia.
Boże, jakie to trudne! Siedząc na środku łóżka w głównej sypialni, zalewam się słonymi łzami. Erick poszedł do gabinetu popracować i mówił, że ma przejrzeć  jakieś raporty czy coś w tym rodzaju. A ja chyba jestem znowu głodna? Naprawdę w takim tępię roztyje się z dnia na dzień. No trudno... mogę to zwalić na buzujące hormony. Filip mówił, że po pierwszym zastrzyku mogę mieć bóle głowy, zatrzymanie wody w organizmie i wzmożony apetyt, ale nie sądziłam, że aż tak. Zeszłam więc do kuchni by rozpakować zakupy, które zrobiliśmy z Erickiem. Może gdy zajmę się gotowaniem humor poprawi mi się choć na chwilę. Co my nakupiliśmy? Wyjmuje z torby świeżego łososia, szparagi, ziemniaki i wiele innych produktów. Co to ja chciałam ugotować? Stojąc przy kuchennym zlewie, myję warzywa i owoce. Zapatrzyłam się na piękny ogród, który widać z kuchni. Kaskady kolorowych kwiatów, ozdobne drzewka, na podjeździe Ray myje Erickowego Maybacha.
-Hej! - Usłyszałam nagle i znalazłam się w objęciach Ericka - Co robisz maleńka?
-Nic… - Odpowiedziałam cicho i zaczęłam szlochać.
-Boże co się stało Meg? Dzwoniłaś do rodziców? - Zatroskany wziął moją twarz w dłonie. Z jego oczu bije taka dobroć i miłość. Czemu nikt wcześniej nie zauważył w nim tego co ja? Dlaczego te wszystkie kobiety patrzyły tylko na jego pieniądze?
-Tak dzwoniłam - Kwiliłam dalej. 
-Coś się stało? Coś z Kimberly? - Przestraszył się od razu i cały się spiął.
-Nie. Wszystko w porządku - Erick spojrzał na mnie dziwnie - No co? Mam wahania nastrojów. Zrozum to w końcu! - dodałam oburzona, że mnie nie rozumie.
-Ok... - Próbował ukryć rozbawienie ale mu się nie udało.
-Nie śmiej się ze mnie! - Warknęłam. Boże co się ze mną dzieje? Nie mogę nad tym zapanować, to jest takie wkurwiające.
-Nie śmieję się z ciebie maleńka. Po prostu ciężko mi nadążyć nad tymi twoimi... nastrojami. To dla mnie nowość.
-Och... - Westchnęłam. Faktycznie ostatnio chyba przesadzam. On przecież nie wie co to znaczy, bo nigdy nie był w normalnym związku. O ile nasz można nazwać normalnym? - Przepraszam, nie mogę nad tym zapanować, to przez hormony -  wyjaśniłam. Nic nie powiedział, tylko przytulił mnie mocno do siebie. Czułam jaki jest gorący, a przytykając ucho do jego piersi, momentalnie się uspokoiłam.
Powiedziałam mu, że tata wyśle na e-maila wszystkie potrzebne mi telefony. Erick obiecał, że o transport mam się nie martwić i, że załatwi catering. W sumie może ma rację, nie wiem czy czuję się na siłach gotować dla kilku, a nawet kilkunastu osób. Ile w ogóle będzie gości? Moi rodzice, Kim i Rob, mama i tata Roba, Flinowe z synkami, nie wiem ile znajomych potwierdzi przybycie ale pewnie co najmniej ze 25 osób. Kurde to jak małe wesele, a nie babyshower. Może nie powinnam tak obciążać Ericka tym wszystkim? On robi to tylko ze względu na mnie, bo sam pewnie nie bardzo ma ochotę. Rany! Znowu mam wyrzuty sumienia i chce mi się płakać. Zwariuję przez te hormony!
-Chodź pod prysznic. Chcę umyć ci włosy - zaproponował nagle Erick. Spojrzałam na niego podejrzliwie, bo przecież mam jeszcze okres.
-Proszę prowadzić panie Evans - Uśmiechnęłam się słodko, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki w sypialni na piętrze. Zawsze gdy tak robił czułam się lekka jak piórko. Czułam się piękna gdy tak mnie traktował. 
-Rozbierz się! -  Powiedział gdy postawił mnie na podłodze na środku łazienki. To był wręcz rozkaz, bardzo podniecający rozkaz. Nie myśląc, zaczęłam rozpinać guziki od mojej koszulki. Erick nie odrywa ode mnie wzroku, oparł się pośladkami o umywalkę i skrzyżował rękę na piersi. On już cały płonie, zdradzają go jego oczy. Stały się prawie czarne i błyszczą w ten specyficzny sposób. Specjalnie oblizuję usta i widzę jak Erick wciąga głęboko powietrze. We mnie też zaczyna buzować pożądanie. Z kolejnym guzikiem ukazuję kawałek swojej bielizny, biały koronkowy stanik niewiele jednak zakrywa. Czuję jak twardnieją mi sutki, a piersi nabrzmiewają boleśnie. Bluzka spada na podłogę. Zrobiłam krok do przodu by Erick miał mnie na wyciągnięcie ręki. Gdy tak na mnie patrzy czuję się taka seksowna, nie mam oporu by zacząć rozpinać suwak w moich jeansach. Powoli przesuwam palce w dół ud ściągając spodnie. Nawet zgrabnie mi to idzie. No Donell dalej! Pokaż jaka potrafisz być uwodzicielska! Mam teraz na sobie tylko komplet białej bielizny i tą cholerną wkładkę w majtkach. Niech to szlag! Jak ja to zrobić, żeby nie wyglądało głupio? Mój brak doświadczenia czasami mnie dobija. Mimo to zsuwam powoli ramiączko stanika, potem drugie i moje krągłe piersi uwalniają się. Są takie nabrzmiałe i spragnione jego pocałunków. Odpinam stanik z tyłu, spada on obok spodni i koszuli. Oczy Ericka robią się coraz większe, widzę też wybrzuszenie na jego spodniach. Uśmiecham się lekko i kołyszę biodrami. Jeden palec wkładam za gumkę majteczek, dotykając delikatnie moich włosków łonowych. Kurde, muszę się w końcu wybrać na depilację. Przesuwam go na całej długości gumeczki i oblizuję usta. Erick płonie, czuje to mimo tego iż stoi jakieś półtora metra ode mnie. W pewnym momencie po prostu nie wytrzymuje i podchodzi do mnie gwałtownie, łapiąc za pośladki.
-Moja maleńka. Jesteś taka cudownie słodka i seksowna... - już nachyla się by mnie pocałować gdy z doły dochodzi nas kobiecy krzyk. W sumie nawet nie krzyk, to był piskliwy wrzask.
-Gdzie jest Evans?! 
-Ja pierdole! - Erick puścił mnie i nerwowo poprawił spodnie -  Nie uciekaj mi kotku, zaraz wracam - Musnął palcami moje usta i wyszedł pośpiesznie. W tym momencie byłam taka napalona, że nawet nie myślałam o tej kobiecie na dole. Och Boże! Jak ja go pragnę!
-Czekam… - Wyszeptałam za nim. Mam chwilę by pozbyć się tej krępującej wkładki z majtek. Na szczęście to ostatnie dni miesiączki więc nie jest tak tragicznie. Zmieniam szybko majtki na świeże i jestem gotowa aż wróci Erick. Mija jednak 10....15....20 minut,  a jego nie ma. Kurczę nic nie słyszę, bo przecież ściany są dźwiękoszczelne. Co go zatrzymało? Co to za kobieta przyjechała? Czekam kolejne 5 minut i dalej nic. Postanawiam zejść na dół i zobaczyć co tam się dzieje. Zakładam na siebie czarny t-shirt  bez stanika i nasuwam krótkie spodenki od dresu. Wychodzę z sypialni i słyszę jakąś ożywioną rozmowę, żeby nie powiedzieć kłótnię. Głos Ericka i dwa inne głosy,  kobieta i mężczyzna. Siadam na schodach i słyszę.
-Popierdoliło was oboje! -  krzyczy Erick. Teraz wiem, że to nawet nie kłótnia, to niezła awantura. Ale o co?
-Zrozum, że ona zrujnuje ci życie! - Odzywa się kobiecy głos. Krzywię się, bo gdzieś go słyszałam ale nie wiem gdzie? Przysłuchuję się więc bardziej.
-Ty zrujnowałaś mi życie w dniu kiedy poznaliśmy się na studiach! - To Erick, dalej krzyczy.
-Jestem najlepszą rzeczą, która ci się przytrafiła Evans! -  Kurwa mać! Dopiero dociera do mnie że, to głos Moniki. Co ona tu do cholery robi?
-Gordon wyprowadź ją, bo zaraz jej znowu przypierdolę - Gordon tam jest? Co do licha?  Zbiegam szybko na dół i widzę... Wściekłego Ericka, obok niego stoi zakłopotany Fox, a naprzeciw nich stoi ona.  Piękna, zgrabna, ubrana w obcisłą, białą sukienkę z dekoltem do pasa… Monika. Zżera mnie zazdrość i złość. Jak ona ma czelność się tu pokazywać? Skąd wie, że tu mieszkamy? Przecież w prasie były tylko zdjęcia, nie było podanego dokładnego miejsca. Spojrzeli na mnie we troje jednocześnie. W oczach Ericka widzę gniew i troskę, nie jest zły na mnie ale na tą sytuację. Gordon także patrzy błagalnie i mam wrażenie, że chce bym sobie poszła. Monika na mój widok prostuje się i poprawia włosy, w jej spojrzeniu widzę pogardę...strach? Sama nie wiem. Wiem, że wredna z niej suka. Momentalnie zasycha mi w ustach.. Mam ochotę stamtąd uciec, jednak nie mogę tego zrobić. Nie mogę jej pokazać ,że się jej boję. Nie dam ci tej satysfakcji!

4 komentarze:

  1. /:-) :@ a Monika po co przyszła????? oh i znów w takim momencie koniec :-( El@

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny?!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskakujące, z jednej strony skaczą sobie do oczu przed sądem, a z drugiej Monika wchodzi sobie do domu strzeżonego niczym twierdza. Oczywiście, maczał przy tym Gordon, pytanie po której stronie barykady się ustawił?

    OdpowiedzUsuń