Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 34

-Jesteś taka seksowna! Wiem, że też tego pragniesz! - jęczy i zaczyna całować mnie po szyi. Wyrywam rękę z jego silnego uścisku i celuje prosto w jego policzek, wymierzając mu siarczysty cios z całej siły. Głowa mu odskakuje i w końcu mnie puszcza.
-Kurwa Filip oszalałeś?! - Krzyczę wściekła. Nie jestem w stanie opisać tego co teraz czuję. To furia, zaszokowanie i żal. Dlaczego on to znowu zrobił? Ten cios chyba sprowadza go na ziemię, mam wrażenie, że trzeźwieje od razu.
-Chryste Meg! - Łapie się za głowę. Jest chyba w szoku, że tak się zachował, ale ja nie chcę go słuchać, nie chcę oglądać tego człowieka. Dotykam palcami swoich ust, patrzę na niego z odrazą i zbiegam z tarasu do ogrodu.
-Boże Meg! - Woła za mną, jednak słyszę to bardzo cicho ponieważ, wbiegam między drzewa.  Zatrzymuje się przy basenie i siadam na brzegu, oddychając głęboko. Co to kurwa miało być? Czy on postradał zmysły? Przecież to przyjaciel Ericka, co w niego wstąpiło? Jestem tak zaszokowana i wściekła! Wiedziałam, że zapraszanie tu Filipa źle się skończy. Po prostu to czułam. Jak ja mam teraz spojrzeć Erickowi w oczy? Tak go kocham, a czuję się tak jakbym go zdradziła. Dlaczego zgodziłam się na tą rozmowę? Przecież mogłam to przewidzieć. Jeśli Erick się o tym dowie, będzie załamany.
-Skarbie!? - Słyszę zbliżający się głos. To on, szuka mnie mój ukochany -  Tu jesteś maleńka, stało się coś? - Przysiada się do mnie, spuszczając nogi do basenu i mocząc w ten sposób swoje spodnie do kolan. Śmierdzi od niego alkoholem. To naprawdę dziwna sytuacja. Zduszam jęk.
-Wszystko w porządku. Zrobiło mi się gorąco, chciałam się przewietrzyć - Kłamię mu w żywe oczy.
-Źle się czujesz? - Jego ton od razu się zmienia, widzę, że się martwi.
-Nie Ericku, wszystko w porządku. Zmęczona jestem po prostu - Wtulam głowę w jego ramiona. Och Kochany tak bardzo cię potrzebuję. Co ja mam teraz zrobić?
-Chodź położę cię spać. Flora się nami zajmie, posiedzimy w kuchni i niedługo do ciebie przyjdę - Plącze mu się język, ale nawet taki pijany jest opiekuńczy i czuły.
-Wróć do gości, położę się sama -  Dotykam dłonią jego twarzy. Mam ochotę go pocałować ale nadal czuje w ustach smak Filipa. To okropne i wzbiera mnie na płacz. Na szczęście udaje mi się to ukryć przed Erickiem.
-Chodź! - Wstaje chwiejąc się i pociąga mnie za sobą tak, że prawie wpadamy do basenu -  Łops! - Bredzi Erick, udaje mu się mnie rozbawić. Idziemy chwiejnym krokiem w stronę tarasu na którym stoją Gordon i Filip, paląc papierosy. Chcę przejść jak najszybciej jednak Erick  oczywiście zatrzymuje się przy kolegach. Spuszczam wzrok, nie mogę na niego patrzeć.
-Idę położyć moją przyszłą żonę spać!  Niedługo wracam! -  Bełkocze dalej Erick i pozwala mi wejść  pierwszej do środka.
-Ja już bym nie wrócił… - Mówi Filip, a mnie nogi miękną. Co on wyprawia? Erick uznaje to jednak za żart i wchodzi do domu bez słowa, rozbawiony po pachy. Przemykam szybko po schodach do naszej sypialni. Zanim Erick dociera w końcu do pokoju zdążyłam się przebrać w jego koszulkę i zmywam makijaż w łazience. Nie mogę jednak spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Czemu wszystko musi się tak zawsze komplikować? Obmywam twarz wodą i czuje, że ktoś łapie mnie od tyłu za biodra. Prostuję się szybko i odwracam przerażona. Boże! To tylko mój ukochany.
-Co jest mała? Dziwnie się zachowujesz? Na pewno nic ci nie jest? - Chwyta moją głowę tak bym patrzyła mu w oczy. 
-Jestem zmęczona, sporo miałam dziś wrażeń - Uciekam wzrokiem. Po prostu nie potrafię kłamać mu tak prosto w oczy. Czuję się winna... mimo, że zapewne nie powinnam. Jestem zagubiona i totalnie nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić.
-Przepraszam, że się upiłem - Wtula głowę w moje włosy.
-Nie przepraszaj, każdemu się zdarza! - Gładzę go delikatnie po głowie. Uwielbiam jego zapach i mimo, że wymieszany z zapachem alkoholu to nadal tak samo go lubię. 
-Ale kocham cię, wiesz? - Bredzi.
-Wiem skarbie, wiem - Uśmiecham się, jest taki rozkoszny.
-Daj buuuzi! - Chwyta moją głowę ponownie i całuje mnie namiętnie. To chyba pierwszy raz gdy jego pocałunek wywołuje we mnie nieprzyjemny dreszcz, staram się to opanować, jednak w duchu czuję się okropnie - Chodź do łóżka! - Klepie mnie w tyłek , bierze na ręce i zanurza mnie w satynową pościel, kładąc się obok mnie -  Tak bardzo cię kocham. Jesteś najcudowniejsza, najuczciwsza i w ogóle taka naj naj... - Bredzi dalej. Wtulam się w niego w milczeniu. Gdy prawie śpię, on wstaje delikatnie, okrywa mnie kołdrą, przygasza światło i schodzi na dół. Odpływam wtedy całkowicie.

Środa, 14 sierpnia

Budzą mnie promienie słoneczne wpadające do sypialni. Szykuje się kolejny słoneczny dzień. Rozglądam się po pokoju jednak nie widzę Ericka. Przeciągam się zakładam, szlafrok i schodzę na dół. W domu panuje cisza, nie mam pojęcia gdzie są chłopaki? Wracam na górę i zaglądam do każdej sypialni po kolei ale tylko w jednej śpi Flora. W kuchni jest porządek w bibliotece tak samo. Kochana z niej kobieta, wszystko po nich posprzątała. Ciekawe czy długo siedzieli? Patrzę na podjazd i widzę samochody więc nigdzie na szczęście nie pojechali. No cóż, sami się znajdą. Zaglądam do lodówki i nalewam sobie szklankę zimnego soku jabłkowego. Mmmm pyszny i taki orzeźwiający. Widzę, że zostało z wczoraj bigosu i golonki. Tak dawno tego nie jadłam, że nabieram nieodpartej ochoty na niezdrowe, ciężkie śniadanie.  Odgrzewam sobie w mikrofali i siadam przy wysepce aby zjeść. Bigos na śniadanie, tego to jeszcze nie grali. Ale jest naprawdę smaczny, dopiero gdy kończę  uświadamiam sobie jak bardzo byłam głodna. Idę umyć zęby i wziąć szybki prysznic. Zakładam biały kombinezon bez ramiączek i przewiązuje się granatowym paskiem w tali. Jeni tak dobrze obcięła mi włosy, że z łatwością je układam, wpinając z boku pasującą do paska ozdobną spineczkę. Maluję się delikatnie używając tylko tuszu i błyszczyka, policzki mam i tak naturalnie zaróżowione. Moja skóra jest jeszcze lekko opalona po wakacjach i całkiem podoba mi się osoba, która widzę w lustrze. Przypominając sobie jednak wydarzenia wczorajszego wieczora humor od razu mi się psuje. Muszę jednak porozmawiać o tym z Filipem na spokojnie i na trzeźwo. Dopóki z nim tego nie wyjaśnię, nie da mi to spokoju. Muszę mieć pewność czy poniosły go emocje i alkohol czy naprawdę jest coś na rzeczy. A może i jedno i drugie? Tego się obawiam ale na razie nie będę wyciągać żadnych pochopnych wniosków. 

Schodzę na dół, ale nadal panuje tu cisza. Włączam sobie telewizor, leci jakiś poranny program śniadaniowy. Biorę miseczkę ze świeżymi owocami i siadam na kanapie po turecku. Jest koło dziesiątej rano, a na zewnątrz już jest niesamowity upał. Ciekawe czy wolno mi się opalać? Chętnie położyłabym się przy basenie na leżaku i przypomniała chwile, które spędziliśmy na Bahamach. Zapytam w poniedziałek doktora Millera. Wpatruję się w telewizor, piękna pani  pogodynka zapowiada na dziś upał ale to akurat jest oczywiste. Za chwilę będą najświeższe ploteczki ze świata show biznesu i z ciekawości przysłuchuje się uważnie, ciekawe czy coś wspomną o Ericku? Kolejny rozwód znanych aktorów po trzech miesiącach małżeństwa, reportaż o wakacjach najbogatszych gwiazd. Nie słucham zbyt uważnie kolejnych plotek, gdy nagle moją uwagę przykuwa najświeższy news. Na ekranie pokazują się zdjęcia z Nowego Jorku, widzę na nich Jeniffer i Monikę, które szarpią się za włosy w jej salonie. O  Boże ale numer! Poprawiam się nerwowo na kanapie i dalej wpatruję się w telewizor. Reporterka komentuje, że awantura miała miejsce wczoraj w jednym z ekskluzywnych salonów należących do żony Gordona Foxa, znanego i cenionego prawnika, najbliższego współpracownika i przyjaciela Ericka Evansa, prezesa Evans Industries. O kurwa! Pokazują kolaż zdjęć i robi się coraz ciekawiej. Paparazzi nie nagrali całego zdarzenia tylko robili fotki. Ależ się ucieszyłam gdy na jednym ze zdjęć zobaczyłam jak Jenifer trzyma w ręku pukiel sztucznych blond włosów tej zdziry. Ha! Aż podskoczyłam na kanapie i zaczęłam się śmiać. Musiała interweniować ochrona i policja. Reporterka mówi, że nie znają jeszcze przyczyny tej awantury ale zrobią wszystko by się dowiedzieć. O nie! Tego lepiej żeby się nie dowiedzieli.
-Niezła afera co? - Słyszę głos z kuchni i odwracam się od razu. To Gordon. Wygląda fatalnie: blady, nieogolony, widać, że nie czuje się najlepiej. Uśmiecham się pocieszająco i wstaje z kanapy.
-Twoja żona pokazała pazurki! - próbuję go nieco rozweselić.
-Była żona  - Mówi cicho i chowa twarz w dłonie. Wiem, że jest mu bardzo ciężko.
-Jeszcze nic nie jest przesądzone, ona cię kocha. Daj jej trochę czasu - Siadam naprzeciwko niego przy wysepce i podsuwam mu szklankę z sokiem.
-Nie widziałaś jej wczoraj rano gdy jej powiedziałem. Myślałem, że mnie zabije. Rzucała we mnie talerzami, ubraniami... nawet swoimi ulubionymi perfumami -  Uśmiecha się blado na to wspomnienie. Boże! On tak ją kocha.
-Mogę wam jakoś pomoc? Myślałam żeby zadzwonić i spróbować z nią porozmawiać.
-Nie sądzę, że będzie chciała. Nie odbiera telefonów ode mnie - Wzdycha głośno.
-Zadzwonię ze swojego numeru, może odbierze? -  Patrzę niepewnie.
-Teraz jeszcze pewnie śpi, lubi długo pospać... - Gordon znowu bezwiednie uśmiecha się na myśl o żonie. To nie może się tak między nimi skończyć - Miała dziś zrobić sobie wolne. Tak mi jej brakuje Meg! -  W jego głosie słychać rozpacz. Podchodzę do niego i przytulam przyjacielsko
-Będzie dobrze Gordonie, musi być! -  Stoimy tak chwilę w bezruchu gdy ktoś wchodzi do kuchni i słychać chrząknięcie. Puszczam Gordona i oglądam się, to Filip. Kurwa mać!
-Nie chciałem przeszkadzać… -  Mówi złośliwie. Wiem, że pamięta co się wczoraj wydarzyło. Co za dupek!
-Meg mnie tylko pociesza…-  Mówi cicho Gordon, jest mu naprawdę smutno, a mi cholernie głupio.
-Gdzie Erick? - Pytam zmieniając temat, jednak wzrok Filipa bardzo mnie onieśmiela. Wręcz świdruje po moim ciele i wcale się z tym nie kryje. Zrozpaczony Gordon nie zwraca jednak na to uwagi. 
-Śpi jeszcze, siedział z nami do końca aż sam poległ! -  Uśmiecha się ironicznie, a mi przez myśl przelatuje okropna myśl. Nie, nie! Filip na pewno nie jest aż takim dupkiem.
-Gdzie spaliście? - Pytam zaciekawiona.
-Na dole w sali kinowej, całkiem wygodne te fotele tam macie! -  Rozwesela się trochę Gordon.
-Nieźle daliście popalić naszej gosposi, jeszcze śpi! - Uśmiecham się cierpko -  Zjecie coś? - Staram się zachować spokój i nie zwracać uwagi na Filipa. To jednak trudne, bo każdy mój krok jest uważnie przez niego śledzony.
-Oddam wszystko za mocną czarną kawę i jajecznicę na boczku -  Fox patrzy na mnie błagalnie. 
-A Ty? - Patrzę niechętnie na Filipa, a on uśmiecha się tajemniczo.
-To samo poproszę - Rzuca szybko i nalewa sobie soku. Zabieram się za jajecznicę i wstawiam ekspres do kawy. Sama nie mogę jej pić więc napawam się zapachem, to mnie od razu relaksuje. Stawiam przed gośćmi dwa talerze i nakładam im pachnącą, tłustą jajecznicę. Bleee.... nienawidzę jajecznicy.
-Smacznego - Mówię i dostawiam na stół chleb i masło.
-Jesteś cudowna! - Dziękuje Gordon i zabiera się do jedzenia. Uśmiecham się do niego. Dobry z niego facet, i przyjaciel.... w przeciwieństwie do Filipa. W co on gra? Nie rozumiem tego i tym bardziej mnie to wszystko przeraża. 
-Oj tak jest cudowna! -  mruczy Filip jakby tylko w moją stronę. Doskonale wiem ile w tych słowach jest aluzji z jego strony. Gordon na szczęście nie reaguje.
-No wiecie co! - Do kuchni wchodzi mój ukochany przyszły mąż. Wykąpany, świeży i ubrany w jeansy i czarny t-shirt -  Żeby tak wykorzystywać moją kobietę? - Śmieje się, a mi miękną nogi, bo przez chwilę przypominam sobie wczorajszy wieczór. Popadnę przez to w jakąś paranoję. 
-Sama zaproponowała! - Gordon podnosi ręce w geście obrony i wszyscy zaczynają się śmiać, oprócz mnie.
-Cześć mała! - Podchodzi do mnie i całuje mnie za uchem - Mmmmm ale pięknie pachniesz i zabójczo wyglądasz…- Szepcze i przygrywa płatek mego ucha. Wzdryga mną przyjemny dreszcz. Uśmiecham się lekko i patrzę na mojego ukochanego z pragnieniem. Cholernie mam na niego ochotę ale ten celibat.... Boże! 
-Dzień dobry, główka boli? - Pytam zatroskana, nieźle wczoraj popłynęli.
-Odkąd cię zobaczyłem od razu mi lepiej! -  Obejmuje mnie i oboje siadamy przy stole. Czuję na sobie wzrok Filipa, czy ten człowiek ma choć za gorsz przyzwoitości? Jak on może się tak na mnie gapić? Erick jest ślepy, że tego nie widzi?
-Mi też… -  Mruczy pod nosem Filip, Erick i Gordon chyba tego nie słyszą, ale ja tak. To dla mnie za dużo.
-Przepraszam na chwilę… - Wstaję i z płonącymi policzkami szybko wychodzę z kuchni na hol. Muszę wziąć kilka głębszych oddechów, słyszę  jednak jak zaczynają rozmawiać między sobą. O mnie!
-Co jej jest? - Pyta Gordon.
-Nie wiem, od wczoraj się dziwnie zachowuje. Może jest zła, że się tak urządziliśmy?-  Odpowiada Erick w głosie słychać troskę i skruchę. Och nie... kochanie nie obwiniaj się. To nie twoja wina...
-Dajcie jej spokój. Dopiero co wyszła ze szpitala! - Wtrąca Filip, co za idiota! To przez ciebie dupku - krzyczę w myślach. Mam ochotę znowu dać mu w twarz za to co wyprawia. 
-Może masz rację, martwię się o nią. Tak dużo przeszła ale mam nadzieję, że najgorsze jest już za nami! -  Słyszę jak Erick wstaje i idzie w moim kierunku. Cholera! Wbiegam szybko na schody i potykam się lądując na tyłku. Ała! - Co robisz?- Pyta Erick patrząc na mnie dziwnie.
-Nic. Siedzę sobie - Uśmiecham się głupio.
-Na pewno dobrze się czujesz? - Siada obok mnie i obejmuje ramieniem.
-Na pewno - Staram się to mówić najbardziej przekonująco jak potrafię - Denerwuję się ślubem-  Kłamię ponownie. To najgłupsza i najlepsza wymówka zarazem. 
-Och skarbie nie przejmuj się. Chodzi o nasze matki?
-Sama nie wiem, widziałam wczoraj tą listę gości, jest przerażająco długa, a ja nie znam większości z tych ludzi…- Wzruszam bezradnie ramionami.
-Nie zrobimy nic czego nie będziesz chciała maleńka -  Całuje mnie delikatnie w usta, kocham jego usta, są takie miękkie i ciepłe. Mruczę zadowolona - Panno Donell ale z pani słodka kotka! -  Mówi i chwyta mnie, po czym sadza na swoich kolanach -  Tak bardzo panią kocham! - Stykamy nasze czoła, a ja mam ochotę rzucić się na niego i... pieprzyć się na tych schodach. To on zrobił ze mnie taką nienasyconą, spragnioną kobietę. Gdy odrywamy się w końcu od siebie, wracamy do kuchni. Staram się nie zwracać uwagi na Filipa. Na szczęście okazuje się, że ma nocny dyżur i musi już jechać. Och jaka szkoda... żegnam się z nim chłodno, nie dając się ani uściskać ani pocałować choćby w policzek. Gani mnie za to  wzrokiem, a ja uśmiecham się wrednie. Co on sobie wyobraża? Nie będzie mnie dotykał. Nie ma takiej możliwości! Przecież Erick to jego przyjaciel od dzieciństwa. Jack odwodzi go, bo na pewno nie powinien jeszcze prowadzić. Gordon też niedługo się zbiera i odjeżdża taksówką. Flora dostaje dzień wolny i wraca do domu w New Jersey. Dziękuje jej za to, że wczoraj się nimi zajęła i ściskam na pożegnanie.
Przez resztę dnia staram się nie przejmować Filipem. Rozmawiamy z Erickiem o ślubie i  ustaliliśmy nawet wstępną datę na Święta Bożego Narodzenia . Przekonałam go żeby nie śpieszyć się z tym za bardzo bo, czeka nas jeszcze sprawa w sądzie więc lepiej poczekać aż to wszystko się wyjaśni. Tak naprawdę wszystko było jedną wielką niewiadomą i nawet Erick nie wiedział w jakim kierunku potoczy się to wszystko. Monika była dla nas zagrożeniem i mogła jeszcze wiele namieszać. Tego obawialiśmy się wszyscy najbardziej. 

Nie dostałam zgody na zrobienie obiadu więc zamówiliśmy jedzenie z ulubionej restauracji Ericka. Jack nam przywiózł jeszcze ciepłe dania gdy wracał od Filipa. Całe popołudnie słuchałam od Ericka przeprosin za wczoraj, jest mu naprawdę głupio, że tak się upił. Ja nawet nie jestem zła, jest wtedy taki uroczo wkurzający, gorzej z jego kolegą. O nie! Nie myśl znowu o nim. Gani mnie moje wewnętrzne „ja”.  Gdy koło piątej  Erick zaszywa się w swoim gabinecie, postanawiam zadzwonić do Jenifer. Spisuje numer z komórki Ericka i wychodzę na taras siadając na schodku. Za pierwszym razem nie odbiera więc próbuje ponownie. No dalej Jeni! Odbierz!
-Nie mam nic więcej do powiedzenia! Daj mi święty spokój pieprzona imitacjo dziennikarza! -Odbiera. Jest wściekła jak osa. 
-Eeee....Jenifer z tej strony Megan, Megan Donell - Mówię zaskoczona takim powitaniem, milczy przez chwile.
-Meg! Przepraszam myślałam, że to....
-Nie musisz przepraszać - Mówię uprzejmie - Mogę zająć ci chwilę?
-Wybacz ale nie mam ochoty na rozmowę - W jej głosie słychać przeprosiny, jest załamana.
-Proszę o jedną minutę! - Ton mam błagalny, żeby tylko się zgodziła.
-Nie chcę rozmawiać przez telefon. Jeśli chcesz porozmawiać spotkajmy się u mnie w salonie.
-Jasne rozumiem. Masz dziś czas? - Nie mam pojęcia jak dostanę się do Nowego Jorku ale ważne, że się zgodziła. 
-Będę w salonie wieczorem, możemy porozmawiać w biurze. Dasz radę przyjechać? - Głos ma miły, chyba nie ma do mnie pretensji. W sumie dlaczego miałaby mieć? Obie przechodziłyśmy przez to samo.
-Tak dam radę! - Chociaż nie wiem jak? Mówię w myślach - Będę o ósmej wieczorem.
-Dobrze w takim razie do zobaczenia Megan.
-Do zobaczenia! - Rozłączam się. Cholera! Jak ja się tam dostanę? Przecież nie mogę prowadzić. Idę do gabinetu Ericka, rozmawia przez telefon ale pokazuje bym do niego podeszła.
-Poczekaj chwilę… -  Mówi do osoby po drugiej stronie, zakrywa głośnik - Stało się coś Meg? - Pyta i obejmuje mnie w pasie.
-Muszę jechać do Nowego Jorku - Unosi brew, jest wyraźnie zaskoczony.
-Tato oddzwonię! -  Rzuca do słuchawki i odkłada telefon -  Dlaczego musisz tam jechać?
-Dzwoniłam do Jenifer, chce się spotkać w jej salonie i z nią porozmawiać  - Mówię szybko.
-Zgodziła się? - Jest jeszcze bardziej zaskoczony.
-Musiałam wyprosić ale w końcu uległa, nie chciała telefonicznie więc zgodziłam się w ciemno. Dasz radę mnie tam zawieść?
-Meg nie sądzę bym po wczorajszym mógł prowadzić. Jack cię zawiezie. Jechać z tobą? - Odgarnia mi włosy z twarzy i zakłada je za ucho. Jego dotyk jest czuł, wręcz nabożny. 
-Nie. Wolę jechać sama, na ciebie pewnie też jest zła - Obejmuje go za szyję i całuje w kącik ust.
-Nie kuś! - Chwyta mnie mocno za pośladki i wiem, że próbuje się powstrzymać. Zamyka oczy i wzdycha głęboko.
-O której musimy wyjechać by być tam na ósmą?
-Koło szóstej,  dojechać na Manhattan o takiej porze jest ciężko. Zaraz zadzwonię do Jacka.
-Dziękuję - Całuję go szybko w usta i ku jego rozczarowaniu zeskakuję mu z kolan -  Idę się przebrać! -  Dodaję szybko i idę do sypialni by wybrać strój. Decyduję się na długa miętową spódnicę, białą zwykłą koszulkę na ramiączka oraz duży złoty ciężki naszyjnik. Do tego złote japonki, niestety nie można mi na razie nosić obcasów ani nawet koturnów. Przeczesuję włosy, poprawiam usta błyszczykiem i jestem gotowa. Biorę dużą biało-złotą markowa torbę i schodzę na dół. Erick właśnie dojada zimnego "chińczyka", a na mój widok prawie krztusi się kawałkiem.
-Co za widok! - posyła mi to swoje świdrujące spojrzenie.
-Ericku to tylko spódnica! -  Mówię nieskromnie, wiem jak dobrze wyglądam.
-Coś stwardniało mi w spodniach! -  Wychodzi zza wysepki by pokazać mi zgrubienie na materiale w okolicy krocza.
-Ale z ciebie zbok Evans! - Śmieję się i pochodzę by go przytulić.
-Nie mogę się doczekać żeby się w tobie zatracić…- Szepcze mi do ucha. 
-Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać. Pojedziesz ze mną w poniedziałek na konsultację?
-Oczywiście, że tak! Muszę sam się upewnić, że wszystko jest w porządku -  Całuje mnie w czoło - Jack zaraz po ciebie przyjedzie ale pamiętaj... tylko do salonu, nigdzie więcej. To nie jest prośba! – mówi poważnie.
-Dobrze tatusiu! - burczę oburzona. Nie mogę się przyzwyczaić do takiej kontroli.  Dostaję za to mocnego ale to naprawdę mocnego klapsa w tyłek. - Ała! -  Krzyczę zdegustowana i posyłam mu groźne spojrzenie.
-Nie boję się ciebie mała! Nie rób takich min! - Wstaje i idzie w stronę gabinetu. Zostawia mnie samą z bolącym tyłkiem. Ała! Gładzę pośladek dłonią, naprawdę nieźle mi przywalił chociaż wiem, że zrobił to z miłością ale tym razem nie było w tym ani krzty czułości.  

Wychodzę przed dom gdzie za chwile ma podjechać Jack. Siadam na schodkach i rozkoszuję się słońcem, nie jest już takie palące ale delikatnie ogrzewa moją skórę. Nie mija pięć minut i na podjazd wjeżdża czarny Bentley, a za kierownicą Jack. Uśmiecham się do niego i macham. Pomaga wsiąść mi do samochodu.
-Jedziemy do salonu pani Fox? - Dopytuje dokładnie.
-Tak Jack, dokładnie tam. Jeśli możesz włącz jakąś muzykę! - Mówię patrząc na niego w lusterko. Uśmiecha się i włącza cały album Coldplay.

Mkniemy autostradą w kierunku Nowego Yorku, jest przyjemny wczesny wieczór. Mam całkiem dobry nastrój więc piszę smsa do Ericka.
„Kocham Cię”
Od razu dostaję odpowiedź.
„Też Cię Kocham Maleńka.”
Uśmiecham się sama do siebie jak głupia i dostaję drugiego smsa.
„Tylko nic nie kombinuj, do salonu i z powrotem!”

Skąd wie, że chciałam także jechać do Flinów? To takie frustrujące. Dobrze, że nie zawsze potrafi czytać w moich myślach, inaczej już by wiedział co stało się wczoraj wieczorem i przed operacją w szpitalu. Gordon odradził mi bym powiedziała o tym Erickowi ale ja już sama nie wiem co powinnam zrobić? Zamyśliłam się nad tym tak bardzo, że zanim się obejrzałam, Jack parkował już przed salonem Jeniffer. Wow! Niezłe miejsce! To jeden z bardziej ekskluzywnych budynków na Manhattanie, poznaję to miejsce. Tu niedaleko jest Evans Tower. Tak dawno nie byłam w tamtym apartamencie.
To miejsce to chyba cały kompleks Spa, a nie zwykły salon fryzjersko-kosmetyczny. Jack idzie za mną krok w krok. W recepcji wita nas miła Azjatka i prosi byśmy chwilę zaczekali. Jack jak zwykle zostaje na zewnątrz. Siadam na białej skórzanej kanapie. Wnętrze jest nowoczesne ale przyjemne, biało-kremowe ściany, mnóstwo kwiatów i świec, przyjemny zapach kadzidła. Kręci się kilka dziewczyn w białych fartuszkach. Przyglądają mi się uważnie i mało dyskretnie. Zapewne mnie rozpoznały. Po chwili przychodzi po mnie rudowłosa sympatyczna dziewczyna i prowadzi na górę przez cały salon fryzjerski do pomieszczenia, gdzie zapewne jest biuro Jeni.
-Cześć Megan - Wita mnie serdecznie i wstaje na mój widok zza szklanego biurka. 
-Hej Jeniffer! -  Ściskam ją i całuję w oba policzki. Ruda dziewczyna proponuje nam coś do pica i dyskretnie się ulatnia.
-Przejdźmy do rzeczy, dlaczego chciałaś się ze mną spotkać? - Pyta poważnie lecz spokojnie. Nie sądziłam, że tak od razu zaczniemy z tak zwanej grubej rury. 
-Chciałam porozmawiać o tym co się wczoraj wydarzyło, o tym co powiedział ci twój mąż -  Patrzę jej prosto w oczy. Wiem, że się domyśla, że właśnie po to tu jestem. Na jej twarzy od razu widać smutek gdy o tym wspominam.
-Ale o czym tu rozmawiać Meg? - Pyta przepraszająco. Jest naprawdę załamana. 
-Ja wiem, że to dla ciebie szok ale ja też to przechodziłam...
-Nie jesteś żoną Ericka, znacie się nieco ponad 3 miesiące... - Wzdycha głęboko.
-Wiem. Ale jak się poznaliśmy on także w tym był, w tym całym gównie - Podnoszę głos, dla mnie to też nie jest łatwa rozmowa.
-Gordon oszukiwał mnie odkąd się poznaliśmy. Udawał, że Monika to jego przyjaciółka, a posuwał ją i te jej pieprzone modelki! - Tama puściła, Jeni zalała się łzami, łzami złości i żalu. O nie... Jeśli tak dalej pójdzie to i ja zaraz się rozpłaczę. 
-Nie sypiał z nimi odkąd cię poznał!  - Bronie Gordona.
-Skąd wiesz? - Pyta przez łzy.
-Wiem, bo mi Erick powiedział! To jego najlepszy kumpel więc mówili sobie takie rzeczy.
-I ty mu wierzysz? - Patrzy na mnie szerokimi oczami.
-Tak wierzę mu, bezgranicznie mu ufam mimo tego co wiem - Na tę myśl sama zaczynam się rozklejać. Cholera! Wiedziałam, że tak będzie. 
-To przecież jakieś popieprzone towarzystwo, dziwki i alfonsi! - piszczy. Jest cała w emocjach. 
-Nie mówi tak! Twój mąż nie jest alfonsem, wszystkiemu  winna  jest Monika! - Zaciskam pieści ze złości.
-Nie wypowiadaj przy mnie jej imienia! - Patrzy na mnie. Reaguje na nią tak samo jak ja, a to akurat dobry znak. 
-Widziałam w telewizji jak ją urządziłaś! - Spojrzała na mnie i nagle obie zaczynamy się śmiać. To działa troszkę jak katharsis. 
-Wyrwałam tej suce włosy! Które i tak przedłużała u mnie w salonie! - Ten śmiech jest oczyszczający, nie możemy się opanować.
-Odkąd ją poznałam miałam ochotę wydrapać jej oczy, a ty zemściłaś się za nas dwie - Uśmiecham się - Jeni! On cię kocha! Bał ci się powiedzieć ale odkąd cię poznał nie sypiał  z nikim innym, nie mógł zerwać tamtej umowy… - dodaję.
-Erick zerwał! Zerwał dla ciebie! - Patrzy na mnie smutno.
-Wiesz jaką cenę za to zapłacił, i będzie ponosił tego konsekwencje jeszcze długo. Oboje ponosimy konsekwencje. Gordon bał się, że też mogą cię skrzywdzić jeśli on zrezygnuje! - Zalewam się łzami na  myśl co zrobiła mi i Erickowi ta suka.
-Wiem Meg, przepraszam nie chciałam cię urazić! - Podchodzi do mnie i łapie mnie za dłoń. Kurde to ja powinnam ją pocieszać, a nie ona mnie.
-Nie przepraszaj, tylko daj mu szanse! Był u nas na noc, upił się i śpiewał jak bardzo cię kocha, jest zrozpaczony! - Szlocham. Nie chcę by to całe pieprzone dziwkarskie gówno zniszczyło ich małżeństwo. Oni na to nie zasługują i wiem, że są dla siebie stworzeni. 
-Nie wiem czy potrafię spojrzeć mu w oczy, tak bardzo mnie zranił -  Przytulam ją i obie zanosimy się płaczem jeszcze bardziej. 
-Teraz gdy to wszystko wyszło na jaw, możemy działać razem, ale musimy ich wspierać i się ich słuchać. Wiesz do czego zdolna jest Monika, tobie też może grozić niebezpieczeństwo Jeni...  - Chwytam ją za obie dłonie - Monika nimi manipulowała, głównie Erickiem, a Erick miał wpływ na Gordona i to takie błędne koło.
-Ale co my możemy zrobić? Przecież to należałoby zgłosić na policję, a wtedy Erick i Gordon pójdą siedzieć, to co robili to się nazywa sutenerstwo i podchodzi nawet pod handel ludźmi Meg! - Sprowadza nas tym obie na ziemię.
-Trzeba to załatwić bez policji. Erick i Gordon są prawnikami, mają doradców i wiem, że już działają w tym kierunku.
-Myślisz, że Monika jest groźna? - Pyta ze strachem w oczach. Kiwam głową.
-Myślę jednak, że jest tylko jednym z pionków i na samą myśl kto może stać za tym wszystkim, robi mi się gorąco… -  Dodaję.
-I co? Miałabym się zacząć ukrywać tak jak wy? - Skrzywiła się.
-Nie wiem? Erick mówi, że to jest konieczne, szczególnie po tym gwałcie w klubie… - Staram się to mówić bez większych emocji, jednak w środku cała drżę.
-To Monika za tym stoi? - Pyta zaszokowana.
-Tak… - Odpowiadam cicho.
-Boże Meg! - Obejmuje mnie i gładzi dłonią po plecach - Tak mi przykro -  Szepcze.
-To przez nią jest ten cały koszmar, wtedy to się zaczęło... - Mówię cicho i ocieram łzy. I wtedy Jeni chyba wszystko zrozumiała. Nie wiem ile jeszcze rozmawiałyśmy? Opowiedziałam jej o wszystkim co wiem, o tym jak poznałam Monikę i jak się wtedy zachowała. Nie wiem czy udało mi się ją przekonać ale na pewno wiele jej wyjaśniłam i choć trochę zrozumiała tą cała popieprzoną sytuację. Musi minąć pewnie trochę czasu zanim zadzwoni do Gordona i z nim porozmawia, ale on ją naprawdę kocha i wiem, że ona jego także. Są dla siebie stworzeni tak jak ja i Erick. Chciałam się jej zwierzyć także o sytuacji z Filipem, jednak już nie miałam siły na tą rozmowę. Gdy spojrzałam na zegarek zobaczyłam, że jest już po dziewiątej wieczorem. Pożegnałam się z Jeni. Obiecała, że odwiedzi mnie w tygodniu i zrobi mi zabieg na ciało i depilację. Miałam nadzieję, że to tylko pretekst by wpaść do nas, że przemyśli to wszystko i da Gordonowi szansę. Jack czekał przy wyjściu.
-Pan Evans dzwonił - Powiedział gdy mnie zobaczył. O kurczę! Nie odbierałam komórki?
-Zaraz do niego zadzwonię, możemy wracać.
-Wszystko dobrze? - Zapytał widząc, że mam czerwone od płaczu oczy.
-Tak Jack, chyba tak - Uśmiechnęłam się i wskoczyłam na tylne siedzenie Bentleya. Wyjmuję telefon z torebki i widzę pięć nieodebranych połączeń od Ericka. Kurwa mać! Na pewno się wkurzył. Dzwonię do niego od razu.
-I jak poszło? - Pyta zaskakująco spokojnie, chyba Jack powiedział, że nic mi nie jest.
-Chyba nieźle, dała mi wyjaśnić wszystko. Spłakałyśmy się obie jak cholera! - Zaczynam się śmiać.
-Oj maleńka! Wiedziałem, że tak się to skończy. Wracaj szybciutko dla mnie... Znaczy nie niech Jack nie jedzie za szybko! - Mówi poważnie.
-Chcę się z tobą wykąpać jak wrócę…-  Mówię cicho by Jack nie usłyszał.
-Jeśli nie ma dużego ruchu nich Jack się jednak pośpieszy! - Dodaje i wiem, że się uśmiecha.
-Do zobaczenia.
-Czekam kotku… -  Jak on to robi, że w takich prostych słowach jest tyle obietnicy? Od razu czuje przyjemne skurcze w dole brzucha. Jack momentalnie trochę przyśpieszył, jakby słyszał naszą rozmowę. Dobry z niego kierowca więc nie boję się z nim jeździć. Podgłosił muzykę i znowu mknęliśmy autostradą przy dźwiękach Coldplay. Po drodze uprosiłam Jacka by podjechał do McDonalda, bo miałam ochotę na szejka, kupiłam też po jednym Erickowi i Jackowi. Wiem, że to niezdrowe ale uwielbiam ich smak. Zadowolona jak dziecko rozsiadłam się wygodnie, po około półtorej godziny byliśmy już na miejscu. Wjeżdżając na podjazd zauważyłam auto Gordona. Kurde znowu będzie u nas spał? Liczyłam na miły wieczór w wannie z moim ukochanym. Zastałam ich siedzących w kuchni przy późnej kolacji.
-Jakbym wiedziała kupiłabym i dla ciebie Gordonie! - Mówię podnosząc rozpuszczonego szejka dla mojego ukochanego.
-Nie trzeba dziękuję! Wystarczająco dużo dla mnie już zrobiłaś - Wstaje i przytula mnie nagle. Jestem zaskoczona, patrzę na Ericka, a on uśmiecha się szeroko.
-Jeni zadzwoniła do mnie od razu po tym jak wyszłaś -  Wyjaśnił mi Gordon.
-Naprawdę? To cudownie! - ściskam go mocno, tak bardzo się cieszę - Mówiłam, że cię kocha! - Dodaję.
-No już, już! Za dużo tych uścisków! -Podchodzi Erick i obejmuje mnie, zabierając z ramion Gordona.
-Co mówiła? - Wtulam się w mego ukochanego i wsadzam mu dłoń w  tylną kieszeń jeansów.
-Powiedziała, że chce porozmawiać, że byłaś u niej i jej wiele wyjaśniłaś. Powiedziała też, że mnie kocha... -  Głos mu drży, biedny Gordon tak bardzo się denerwował.
-Zostajesz u nas dziś? - Pytam ciekawa.
-Nie, zaraz wsiadam w samochód i wracam do Nowego Jorku, Jeni czeka na mnie w naszym mieszkaniu. Czekałem na ciebie by ci podziękować i zamienić jedno zdanie na osobności… -  Patrzę na Ericka ale widzę, że nie ma nic przeciwko. Klepie mnie znowu mocno w tyłek. Czy to jakaś aluzja czy co? Zaczyna mnie to mocno zastanawiać. 
-No idź odprowadź go i wracaj do mnie szybko! - Mówi. Gordon żegna się i wychodzimy razem przed dom. Jest już ciemno, przy schodach i na pasie zieleni świecą tylko lampki na baterie słoneczne. Dochodzimy do jego auta, opiera się o drzwi i patrzy na mnie dziwnie. Cholera o co mu chodzi?
-Rozmawiałaś wczoraj z Filipem? - Pyta zaciekawiony, ma niewyraźną minę. O nie! Chyba Filip  nie naopowiadał mu znowu głupot?
-Tak - Odpowiadam zaskoczona.
-I? - Patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
-Znowu się do mnie przystawiał… - Próbuje ująć to najdelikatniej jak można.
-Tak myślałem. Co ci powiedział jak byliście na tarasie? - Krzyżuje dłonie na piersi i patrzy na mnie spokojnie. .
-Naprawdę chcesz wiedzieć? - Nie bardzo mam ochotę o tym teraz rozmawiać, krzywię się.
-Powiedz mi Meg. Myślę, że on coś kombinuje... - Więc jednak mi się nie wydawało, Gordon też to czuje.
-Znowu mnie pocałował... - Biorę głęboki oddech - W sumie to się na mnie rzucił, przytrzymał mi ręce i oparł o murek -  Przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz na to wspomnienie, wzdrygam się.
-Co za dupek! - Wkurza się Fox, aż zaciska pięści.
-Powiedział jeszcze coś co mnie dosłownie zwaliło z nóg - mówię cichutko. Jest mi wstyd choć nie wiem czemu?
-Mów. 
-Mam zacytować dosłownie? - Podnoszę brew. Gordon kiwa twierdząco głową - Powiedział „mam ochotę cię zerżnąć na tym kamiennym murku” i że niby wie, że pragnę tego samego - wyduszam z siebie.
-Ja pierdole! - Gordon łapie się za głowę, złość aż w nim kipi.
-Dostał za to ode mnie w twarz! - Dodaje z dumą.
-Powinnaś go w jaja kopnąć! Co za skurwiel, w co on pogrywa?
-Nie wiem, ale nie mam ochoty w ogóle go widzieć… -  Uspokajam się troszkę. Gordon tym razem mi wierzy i nie oskarża o jakieś gierki.
-Muszę z nim porozmawiać, Erick nie może się dowiedzieć! - Kręci głową z niedowierzaniem - Co za kutas. No po prostu nie wierzę...- Dodaje.
-Jeni go zna?
-Tak, a czemu pytasz? - Pyta zaskoczony.
-Zapytaj się jej, może do niej też startował - sugeruję niepewnie. 
-Myślisz, że Filip ma słabość do kobiet swoich kumpli?
-Nie, nie myślę... dla mnie to obleśny zbok! Rzygać mi się chce na myśl, że jest ginekologiem! -Muszę mieć śmieszną minę, bo rozbawiam tym Gordona.
-Faktycznie to obrzydliwe, zboczony ginekolog to najgorszy koszmar! -  Podchodzi, całuje mnie w policzek i wsiada do auta - Trzymaj się mała! Będziemy w kontakcie!

-Cieszę się, że Jeni tak szybko zadzwoniła. Pogadajcie na spokojnie i będzie dobrze. Jedź ostrożnie! -Macham do niego, trąbi kilka razy i znika za bramą. Odwracam się, a na schodach Erick już czeka. Długo tam stoi? Mam nadzieję, że nie słyszał naszej rozmowy! Chyba nie, bo gdy podchodzę obejmuje mnie mocno i od razu zaciąga do łazienki. Przygotował dla nas kąpiel, pozapalał świeczki i włączył muzykę. Enigma naprawdę potrafi stworzyć klimat. Rozbiera mnie szybko, siebie jeszcze szybciej. Zanurzamy się w wannie pełnej wody i piany. To takie cudownie relaksujące! Siedzę między jego nogami, plecami opierając się o jego klatkę piersiową, ręce mamy splecione na moim brzuchu.
-Jesteś taka piękna… - Szepcze i przygryza mi ucho, czuje jak jego męskość pulsuje na moich plecach.

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 33

-Twoja ukochana potrafi dać niezłą reprymendę -  Mówi z rozbawieniem w głosie Gordon.
-Ja wiem o tym najlepiej! -  Erick równie rozbawiony podchodzi do mnie i całuje moje czoło.
-Halo ja tu jestem i wszystko słyszę! - Klepię Ericka w jego twardy jak stal brzuch i również wybucham śmiechem. Idziemy we troje do salonu gdzie czeka na nas Jeni. Jest koło dziewiątej więc nasi goście muszą się zbierać. Odprowadzamy ich do samochodu, żegnamy się miło, a oni odjeżdżają. Erick posyła mi pytające spojrzenie.
-No co? - Pytam.
-Rozmawialiście o tym o czym myślę?
-Tak - Rzucam zdawkowo.
-Też z nim o tym rozmawiałem, boi się po prostu. Ja go rozumiem najlepiej -  Trąca mnie biodrem, a ja prawie przewracam się na bok - Matko Boska, Meg! - Łapie mnie szybko i tuli do piersi. Nie chciał bym się przewróciła ale zrobił to z taką siłą, że ledwo utrzymałam równowagę. 
-Masz krzepę Evans! - Śmieję się w głos.
-Strasznie schudłaś, w ogóle nie masz siły! – Włącza mu się ten "tatusiowy" ton. Oho! I już się zaczyna. Wiedziałam, że o tym wspomni.
-Podobam się sobie w szczuplejszym wydaniu. Zresztą zaraz to nadrobię skoro nic mi nie wolno -  Przewracam oczami.
-Chodź na górę, mam ochotę poprzytulać się w łóżku z moją piękną... co prawda chudą jak szkapa ale nadal piękną... narzeczoną - Chwyta mnie nagle w pasie i przerzuca sobie przez ramię. Piszczę z radości, zaskoczenia ale nie protestuję, nawet mi się to podoba. Macham po drodze Florze, która patrzy na nas z uśmiechem stojąc w kuchni. Erick wniósł mnie do naszej głównej sypialni na piętrze, stawia mnie na pięknym dywanie, a ja zamieram. Cały pokój wypełniony jest świeżymi kwiatami. Od białych lilii do kolorowych peonii.
-Erick! - Piszczę ze szczęścia i rzucam mu się na szyję. Obsypuję jego usta pocałunkami -  Kocham cię!
-Och maleńka - Jęczy i zaczyna całować mnie mocniej, intensywniej. Przerywam nasz pocałunek i kładę dłonie na jego ustach.
-Nie możemy… - Mówię cicho, lekarz powiedział, że na razie mamy zakaz na seks. Nie wiem jak ja to wytrzymam? Erick wzdycha głęboko i łapie mnie za pośladki.
-Wiem! -  Jego irytacja jest wręcz namacalna – Najważniejsze, że jesteś cała, zdrowa i moja - Uśmiecha się lekko i całuje czubek mojego nosa.
-Chodź się wykąpać. Chcę cię umyć -  Łapię go za dłoń i ciągnę w kierunku łazienki, tam również są kwiaty. Napełniam wannę wodą i dolewam kilka kropel olejku lawendowego. Zdejmuje z siebie szpitalny dres i spinam włosy, nie chcę ich zmoczyć.
-Naprawdę ślicznie wyglądasz w tej fryzurze. -  Erick kładzie dłonie ma moich biodrach i oboje stoimy nadzy. Patrzymy na siebie chwilę, a ja całuję go w miejsce po stronie serca.
-Myślisz, że Gordon powie dziś Jeni? - Wchodzę do wanny i zanurzam się w przyjemnie ciepłej wodzie. Zapach lawendy wypełnia całą łazienkę. To takie przyjemne. 
-Mam nadzieję że tak, inaczej jutro czeka go niezłe przedstawienie - Erick wchodzi zaraz za mną, a poziom wody podnosi się tak, że przelewa się ona na podłogę. Nie zwracamy jednak na to uwagi.
-Bardzo sympatyczna z niej kobieta, bardzo ładna i taka wesoła -  Mówię sięgając po naturalną gąbkę.
-Gordon zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia - Uśmiecha się na to wspomnienie.
-Nie dziwię mu się - Pokazuje Erickowi żeby się odwrócił, chcę umyć mu plecy.
-Dla mnie ty jesteś najpiękniejsza. Wiesz o tym? Prawda? - Odchyla lekko głowę by widzieć moją reakcję.
-Wiem, wiem -  Uśmiecham się i chlapie go wodą by usiadł do mnie tyłem. 
-Ty nie moczysz włosów? - Pyta cicho.
-Nie, szkoda mi. Jeni tak ładnie mi je ułożyła, nie wiem czy będę potrafiła zrobić to sama.
-Nie wątpię w twoje zdolności mała, na pewno sobie poradzisz.
-Nigdy we mnie nie wątpisz… -  Mówię cicho, a moje serce zalewa fala ciepła. Kocham tego człowieka jak nikogo innego na świecie. 
-Bo nigdy mnie nie zawodzisz. Jesteś silna, mądra i taka piękna... -  Odwraca się do mnie szybko i chwyta w pasie, sadzając na swoje biodra. Oplatam go nogami i wplatam palce w jego mokre włosy.
-Jesteś dla mnie najważniejszy - Mówię i wtulam się w jego ramiona, moje nagie piersi stykają się z jego klatką. Jego bliskość i intymność jest dla mnie nieoceniona. Przy nim czuję się taka jaką on mnie postrzega. Silna, mądra i piękna. 
-Boże! Nie wiem jak ja to wytrzymam! - Wtula się we mnie, a nasze ciała bezwiednie zaczynają się o siebie ocierać. Czuję jego gotową i twardą męskość na swoich wargach i ledwo się opanowuję. 
-Do kitu! - Uśmiecham się ironicznie. Sama ledwo wytrzymuje by się na niego nie rzucić. Erick wciąga głośno powietrze żeby, uspokoić swoje buzujące libido.
-Kiedy masz wizytę kontrolną? - pytam. 
-Za tydzień. A czemu pytasz? - Patrzę na niego, bo wiem że coś wymyśli.
-Zapytam Taylora czy przypadkiem nie czas na koniec tego celibatu.
-Może tak delikatnie nam pozwolą? -  Nie wiem czemu ale Erick zaczyna się śmiać gdy to mówię -Co cię tak bawi? - Krzywię się.
-Ty mała. Jesteś taka słodka - Całuje mnie znowu w czubek nosa.
-Lubię taki delikatny seks! -  mówię szeptem udaję oburzoną i krzyżuję ręce na gołych piersiach. Uwydatniam tym samym ich kształt i eksponuję na widok Erickowi. 
-A ja lubię twoje piersi! -  Mówi i zaczyna je delikatnie całować. Obejmuje je dłońmi i  masuje. Wydaje z siebie głośny jęk - Boże jak mi tego brakowało!
-Och Ericku! - Chwytam jego głowę i wyginam plecy w łuk. Moje ciało wypełnia to znajome uczucie, które teraz muszę w sobie tłumić. Lekarz powiedział nam obojgu dosadnie, że mamy szlaban na seks do odwołania. 
-Chodźmy do łóżka… - Szepcze do mego ucha i wstaje ze mną na biodrach. Sadza mnie na szafce obok umywalek i wyciera moje ciało ręcznikiem, całując każdy jego milimetr. Nie mam pojęcia co miał namyśli mówiąc „chodźmy do łóżka”? Ale cała aż drżę z podniecenia. Gdy oboje jesteśmy susi, pomaga założyć mi jedną ze swoich koszulek, które tak lubię, a sam wkłada spodnie od piżamy, które jak zawsze seksownie zwisają mu z bioder. Mam takiego przystojnego faceta! Bierze mnie na ręce i niesie do łóżka.
-Co będziemy robić? - Pytam zaciekawiona.
-Przytulać się do woli - Uśmiecha się łagodnie i kładzie obok mnie.
-Tylko? - Czuje ukłucie rozczarowania. Wiem, że nie wolno nam się kochać ale liczyłam chociaż na małe macanko. Boże! Zrobiłam się po prostu nienasycona. 
-Nie chcę zrobić ci krzywdy maleńka, musimy poczekać… - Całuje mnie w czoło i przykrywa nas przyjemnie chłodną satynową pościelą. Faktycznie, resztę wieczoru leżymy tuląc się do siebie jak nastolatki, bez zbędnego prowokującego dotyku. Bardzo mnie to ucieszyło, że potrafimy spędzać czas nie tylko na erotycznych igraszkach. Nawet nie wiem o której zasnęliśmy.


Wtorek, 13 sierpnia

Obudził mnie potworny huk. Zerwałam się szybko. Erick śpi jak niemowlę i nawet się nie rusza. Co to kurwa było? Patrzę za okno, leje deszcze i błyska do chwila. To sierpniowa burza i chyba znowu nie ma prądu. Schodzę na dół, a tu w kuchni Flora właśnie klnie do piekarnika. To dość zabawny widok, nigdy nie słyszałam takich słów z jej ust.
-Dzień dobry! -  Mówię wesoło i zaglądam do lodówki w której jest ciemno. Faktycznie znowu nie ma prądu.
-Witaj kochana. Nie wiem czy taki dobry, dopiero co wstawiłam sernik i przez tą cholerną burzę mi nie wyjdzie! - Wyciera ręce o fartuszek.
-Często to się zdarza?
-W sezonie burzowym prawie za każdym razem, Erick miał się tym zająć ale... -  Przerwała i spojrzała na mnie ze współczuciem, wiem co chciała powiedzieć.
-Trzeba kupić agregat i go podłączyć - odpowiadam spokojnie. 
-Na taki duży dom to chyba nie takie proste Meg. Pan Evans na pewno coś wymyśli. Śniadanie?
-Jeśli można prosić - Uśmiecham się.
-Dobrze, że kuchenka jest na gaz, omlet może być?
-Idealnie.
-Bardzo schudłaś w szpitalu, marnie cię tam karmili-  Flora zachowuje się trochę jak przyszywana babcia. Jest taka dobra i czuła.
-Erick też mi to mówi! -  Przewracam oczami. Ile mam im tłumaczyć, że mi pasuje, że zeszczuplałam? 
-Musisz wrócić do wagi sprzed operacji kochanie, bo suknia nie będzie miała się na czym opinać! -  mówi, a moją uwagę przykuwają kroki. W przejściu między kuchnią, a salonem stoi Erick, założył koszulkę i ma bose stopy - Witaj Floro!-  Posyła jej uśmiech.
-Zje pan z Meg?
-Tak chętnie. Widzę, że znowu nie ma prądu. Muszę zadzwonić do ojczyma, może on coś doradzi co z tym zrobić.
-Może zaproś ich na obiad? Chciałabym poznać bliżej twoją rodzinę. Nie widziałam twojej mamy w innych okolicznościach niż w szpitalu - Na tę myśl od razu robi mi się smutno.
-Hej… - Erick podchodzi do mnie i obejmuje ramieniem - Spokojnie maleńka,  będziesz ich miała jeszcze dość. Uwierz mi! - Gładzi moje plecy, a mnie od razu przechodzi przyjemny dreszcz.
-Sandra nie jest na wakacjach? - Pytam.
-Jest ze znajomymi w Aspen, taki ostatni wypad przed studiami. Dostała się Uniwersytet Medyczny - W jego głosie słychać dumę.
-Chce być lekarzem?
-Tak, choć nie wiem ile w tym jej chęci, a ile namowy mojej matki - tym razem wyczuwam irytację. 
-Ja musiałam stoczyć niezłą batalię by iść do szkoły kulinarnej, a nie na budownictwo.
-Rodzice chcieli byś poszła na budownictwo? - Erick patrzy na mnie szerokimi oczami. jest ewidentnie zaskoczony.
-Tak - Macham ręką w powietrzu - Tata chciał bym potem przejęła jego firmę. Zawsze twierdził, że Kimi się do tego nie będzie nadawała.
-Dlaczego? - Kręci głową.
-Bo zawsze była taka....dziewczęca. Tata nie wyobrażał jej sobie w kasku na budowie.
-Dziwne obyczaje... - Drapie się po głowie czym naprawdę mnie rozśmiesza. 
-Mimo tego, że jestem starsza zawsze byłam mniejsza i nie interesowały mnie te wszystkie babskie rzeczy.  Gdy założyłam sukienkę to był dla wszystkich szok. Pamiętam ich minę gdy na bal w liceum chciałam założyć spodnie, mama kupiła mi wtedy sukienkę za tysiąc dolarów, a mi się nie podobała i nie chciałam jej włożyć. 
-Ciężko mi w to uwierzyć -  Erick rzuca mi podejrzliwe spojrzenie.
-Wszyscy koledzy ze szkoły kochali się w Kim, a mnie uważali tylko za jej straszą siostrę. Dopiero później nabrałam kobiecych kształtów i tam mi już zostało - Krzywię się.
-Mnie to cieszy, nie masz burzliwej przeszłości o którą byłbym zazdrosny! - Uśmiecha się zadowolony i szczypie mnie delikatnie w tyłek.
-Ała! - Piszczę i patrzę zawstydzona na Florę, która mimo tego, że jest odwrócona od nas i smaży omlety, śmieje się pod nosem. 
-Masz taki kościsty tyłek Meg. Floro trzeba ją będzie troszkę podtuczyć! - porozumiewawcze spojrzenia Ericka i  Flory mnie niepokoją. Mam nadzieję, że on żartuje.
-Zgadam się z panem! -  No nie! Teraz ma sprzymierzeńca.
-Czy ja w ogóle mogę coś powiedzieć? - Wtrącam naburmuszona.
-Zawsze maleńka - Erick mruga do mnie  i wiem że nieźle się bawi.
-Więc chcę powiedzieć, że nie mam zamiaru „nadrabiać” żadnych kilogramów. Podobam się sobie taka jak teraz i proszę mnie nie denerwować. To zalecenie lekarza! -  Udaje poważną. Flora i Erick wymieniają się tylko spojrzeniami i na szczęście odpuszczają.

Omlet, który dostałam na śniadanie jest ogromny. Nie mam pojęcia z ilu jest jajek? Patrzę na talerz Ericka, nawet on dostał mniejszy. No jasna cholera! Myślą, że ja jestem ślepa? Albo głupia? Zjadłam pół i resztę zostawiłam, mając nadzieję, że Flora się nie obrazi.
-Nie smakowało? - Pyta łagodnie, zabierając mój talerz. Widzę jednak to jej podejrzliwie spojrzenie. 
-Było pyszne ale już więcej w siebie nie wcisnę - eksponuję jej swój wypchany brzuch, opinając na nim koszulkę. Uśmiecha się i kręci głową. Erick milczy kończąc swój omlet. Nasze całkiem miły poranek przerywa telefon  Ericka.
-To Gordon! -  Mówi wstając od stołu i udaje się do gabinetu. Od razu wiem, że dzwoni bo powiedział Jeni o Monice. Rozmawiam chwilę z Florą jednak moja ciekawość wygrywa i  zaglądam do gabinetu. Erick siedzi przy biurku przodem do okna, nie widzi, że weszłam. Słyszę tylko część rozmowy.
-Powiedziała, że się wprowadza?......Kurwa to niedobrze..... Rozwód?......Przykro mi Gordon, jeśli chcesz przyjedź do nas....U nas dobrze...Ciężko wytrzymać w nocy...Wpadnij...Do zobaczenia - Kończy rozmowę i głośno wzdycha. Wybiera drugi numer.
-Cześć tato....tak jesteśmy już w domu....Dziękuję dobrze....Mam problem z elektryką, w burze wysadza korki i nie ma prądu.....dałbyś radę coś na to poradzić?...Byłoby świetnie...zadzwoń później i daj znać...Dzięki...Na razie...Dobrze pozdrowię! - Rozłącza się. Podchodzę bliżej, a Erick się odwraca nagle. Jakby doskonale wiedział, że jestem tu już od kilku chwil. Mierzy mnie wzrokiem którego nie mogę odgadnąć.
-Nie jest dobrze? - zbliżam się i siadam mu na kolana.
-Nie - Mówi cicho. Jest zdenerwowany i wkurzony na swoją bezradność.
-Może ja z nią porozmawiam? - Gładzę jego piękną twarz po porannym zaroście.
-Możesz spróbować do niej zadzwonić, ale podobno wpadła w szał. Rzucała w niego wszystkim co jej wpadło pod ręce, powiedziała, że się wyprowadza i chcę rozwodu.
-Kiepsko to widzę,ale Jeni musi ochłonąć. To dla niej szok.
-On bardzo ją kocha - Wtulam się mocniej w jego ramiona.
-Jeśli ona też go kocha to wybaczy, wiem co mówię panie Evans -  Uśmiecham się i całuje go delikatnie w usta.
-Gordon ma przyjechać do nas na noc. Jeśli nie masz nic przeciwko? - pytam.
-Pewnie że nie mam. Pomogę Florze zrobić coś dobrego na kolację.
-Flora sobie poradzi mała, masz odpoczywać.
-Ericku ja się zanudzę takim nic nie robieniem.
-Możesz zająć się przygotowaniami do ślubu - próbuje zmienić temat. Boże! 
-Chcę byś mi w tym pomógł.
-Mi podoba się to co tobie, jeśli wygrasz z naszymi matkami będę zadowolony! - Uśmiecha się i delikatnie zsuwa mnie z kolan.
-Ustalimy jakąś datę? - Pytam zaciekawiona.
-Za miesiąc? - Erick patrzy na mnie z wyczekiwaniem. Tak szybko?
-Za miesiąc Kimi rodzi, nie wiem czy to dobry pomysł.
-To za dwa! -  stwierdza. No tak, jakie to proste.
-Aż tak ci się śpieszy?
-Chcę byś jak najszybciej była moja! - Bierze mnie za rękę i wychodzimy z gabinetu.
-Jestem twoja od chwili w której cię zobaczyłam.
-W świetle prawa chcę byś była moja, tylko moja! - Całuje mnie w rękę i przechodzimy na taras. Burza na szczęście przeszła, jedynie błyska się w oddali i jeszcze delikatnie kropi. Powietrze jest jednak świeże i orzeźwiające. Stajemy nad zadaszeniem obejmując się czuje. Tak mi dobrze w jego ramionach.. Kocham tego mężczyznę on tyle dla mnie zrobił, tyle dla mnie poświęca i stara się. Chcę być dla niego najlepsza jak tylko potrafię, mam nadzieję, że teraz wszystko zacznie się układać bez żadnych niemiłych niespodzianek.

Po śniadaniu Erick powiedział, że musi trochę popracować. Stwierdziłam, że muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Postanowiłam więc przejrzeć listę gości, którą sporządziły nasze matki, Erick mi ją szybko wydrukował. Usiadłam w salonie z kilkunastoma kartkami pełnymi nazwisk z których więcej niż połowa nic mi nie mówi. Wzięłam zielony i czerwony długopis by od razu zrobić selekcję. Zostawiłam oczywiście całą najbliższą rodzinę moją i Ericka, jego rodzice chrzestni nie żyją, a moja ciocia jest w Australii. W sumie chyba wypada ją zaprosić, mimo tego, że nie widziałam jej chyba od pięciu lat. Wertuję kolejne nazwiska i zaczynam się zastanawiać co to w ogóle za ludzie. Kto to kurde jest Carrick Henderson? Podobno jakiś mój wujek ale nie  mam pojęcia z której strony? Tych wszystkich których wpisała mama Ericka nie będę wykreślała, bo nie mam pojęcia czy to wujowie, ciotki czy partnerzy w biznesie i Nowojorskie szychy. Czy ja chcę mieć takie bananowe wesele? Pełne osobistości i sztywnej atmosfery? Wolę raczej wiejską potańcówkę niż bal dla sztywniaków. Obawiam się jednak, że będę pewnie musiała iść w tym kierunku na niezły kompromis z naszymi matkami. Mam tylko nadzieję, że nie będą się wtrącać w wybór  na przykład mojej sukni, bo jak sobie przypomnę kłótnię mamy gdy Kim miała przymiarki... A właśnie! Przecież Kim zaraz rodzi, czy ona w ogóle będzie chciała zostać moją druhną? Wątpię by jej to pasowało skoro Eva będzie miała  wtedy zaledwie kilka tygodni. Może wezmę Johna, a Erick swoją Sandrę? Taka żywiołowa świadkowa by mi się przydała skoro ma być tylu gości. Muszę to przedyskutować na poważnie z Erickiem. Po wykreśleniu części osób które wpisała moje matka, z mojej strony zostało 250 osób. Boże! I tak za dużo! Mam nadzieję, że Erick zmniejszy tą liczbę do maksymalnie 200. Zaglądam do gabinetu, mój ukochany nadal pracuje. Macha do mnie ręką bym podeszła ale mówię cicho, że nie będę mu przeszkadzać i zamykam drzwi.  Flora w kuchni próbuje uratować sernik, bo akurat włączyli prąd.
-Meg wiesz jaką chcesz mieć suknie? - Pyta gdy przysiadam się do wysepki.
-Nie mam pojęcia - Wzruszam ramionami.
-Nigdy nie myślałaś jak chcesz wyglądać w dniu swojego ślubu?
-No właśnie nie. Wiem, że to dziwne ale sądziłam, że nigdy nie wyjdę za mąż! - Uśmiecham się i wkładam palec w miskę z masą po serniku. Mmm pyszne.
-Moja córka projektuje suknie, jeśli byś chciała mogę do niej zadzwonić.
-Naprawdę? Byłoby cudownie! -  Ucieszyłam się. Bardzo mi to na rękę. Nie mam ochoty na maraton po salonach sukien ślubnych, wiem że to leniwe ale wolę by ktoś przyjechał tu na miejsce.
-Powiedz jak będziesz chciała się tym zająć, to ważna sprawa więc nie odkładaj tego na ostatnią chwilę kochana. Suknia jest najważniejsza, przynajmniej tak twierdzi moja córka! -  Uśmiecha się i zabiera miskę po masie -  Nie jedz tego, to surowe! - Gani mnie jak małe dziecko, a ja się śmieje. 
-Ile masz wnucząt Floro? - Pytam ciekawa. Tak naprawdę nic nie wiem o tej kobiecie.
-Ray jest najstarszy, potem jest 12 letni Robert i 3 letnia Rene, czyli cała kochana trójka - W jej głosie słychać dumę ale i tęsknotę.
-Rzadko ich widujesz prawda?
-Dwoje najmłodszych tak, Ray jest teraz ze mną na wakacje ale tylko do końca września. Meggie mieszka na Florydzie więc nie mogę ich tak często odwiedzać.
-Jeśli chcesz zaproś ich do nas tutaj, twoja córka zaprojektuje mi suknie, a ty spędzisz czas w wnukami. Myślę, że Erick nie będzie miał nic przeciwko.
-Och Meg to cudowny pomysł! Ostatnio byłam u nich wtedy jak....przyjechaliście z  panem Erickiem pierwszy raz do domu w New Jersey. Tego drugiego domu w którym mieszkam ja… -  Na tę myśl oblewam się rumieńcem, przecież to wtedy pierwszy raz ze sobą spaliśmy, dużo się od tamtego czasu zmieniło.
-Tak pamiętam - Mówię, policzki mi płoną.
-Zadzwonię do niej wieczorem i zapytam czy mogą przylecieć. Meggie niedawno się rozwiodła i ma sporo na głowie.
-Przykro mi.
-Daj spokój dziecko, dla niej to wybawienie. Jej mąż....były mąż, notorycznie ją zdradzał i jest uzależniony od hazardu. Pan Evans pomógł Meggie finansowo, by stanęła na własnych nogach. Tamten idiota zostawił jej straszne długi i niczym się nie interesował! - Och mój ukochany, jakie on ma dobre serce.
-Ale teraz już jest dobrze? - Pytam zatroskana.
-Tak teraz jest super, jak to mówi Ray. Kupiła ostatnio dom i radzi sobie coraz lepiej.
-Nie chciała się przeprowadzić gdzieś bliżej, albo zamieszkać z tobą w New Jersey?
-Nigdy nie rozmawiałam o tym z panem Erickiem. To jego dom, ja tam mieszkam ale nie sądzę by zgodził się by wprowadziła się tam moja córka z dzieciakami.
-Myślę, że nie miał by nic przeciwko, stać go na to! - Przewracam oczami i obie wybuchamy śmiechem.
-Nie mogę się tak narzucać, Erick i tak wystarczająco pomógł mnie i mojej rodzinie. Po śmierci mojego męża… - W jej oczach zaczynają wzbierać łzy, podchodzę do niej i przytulam.
-Jesteś cudowna Floro, przypominasz mi moją babcię - Podaje jej ręcznik kuchenny by otarła łzy.
-Jeśli chcesz możesz tak do mnie mówić kochana, będzie mi bardzo miło! - Ociera łzy i uśmiecha się.
-Tak lepiej babciu! - Mrugam do niej. Od razu robi mi się cieplej na sercu.
-Meg jesteś taka dobra, zawsze marzyłam żeby nasz Erick trafił na taką dziewczynę jak ty, gdy spotykał się z tą całą Moniką był taki.....inny! - Podeszłyśmy do stołu i usiadłyśmy obok siebie.
-Co masz na myśli mówiąc, że był inny?-  Zamieniam się w słuch, jestem bardzo ciekawa o tym jaki był kiedyś.
-Moim zdaniem Monika miała na niego zły wpływ, był wtedy bardzo nerwowy i taki zamknięty w sobie. Ta małpa chciała tylko jego pieniędzy. Dobrze, że zerwała zaręczyny, ale dziwię się, że zostali przyjaciółmi po tym co mu zrobiła. Może jestem stara ale dla mnie to nie do pojęcia! - Że co? Oni byli zaręczeni? Tego oczywiście nikt mi nie powiedział. Staram się udać, że mnie to nie zaskoczyło ale chyba mi się nie udaje.
-Nie wiedziałaś, że byli razem? - Pyta cicho i chyba ma do siebie żal, że się wygadała.
-Wiedziałam, że byli parą ale nie sądziłam, że byli zaręczeni -   odpowiadam zaskoczona.. żeby nie powiedzieć wkurzona? Sama nie wiem.
-To ona jego zostawiła i dobrze, że tak się stało… -  Kładzie dłoń na moim ramieniu i chce mnie pocieszyć, ale mój dobry humor już się zdążył ulotnić.
-Jestem uczulona na tą kobietę - Staram się wymusić uśmiech.
-Też bym była. Zawsze odganiałam inne dziewczyny od mojego Felixa - Uśmiecha się na wspomnienie o mężu, jej uśmiech troszkę mnie rozwesela - Trzeba pilnować swojego mężczyznę, Erick to przystojny chłopak nie raz będziesz musiała pokazać pazurki! - Dodaje.
-Wiem babciu - Całuję ją w policzek.
-Ale mam nadzieję, że Erick nie daje ci powodów do zazdrości? -  Patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
-Nie, chyba nie -  Mówię niepewnie.
-Chyba? - Zaskoczona aż odchyla głowę.
-On bezpośrednio nie, ale ciężko mi sobie poradzić z jego przeszłością… -  Wzdycham głośno.
-Nie możesz o tym myśleć skarbie. Ty zawróciłaś mu w głowie, a to co było kiedyś nie ma znaczenia. Jesteście młodzi, całe życie przed wami. Powinnaś myśleć o przyszłości, a nie rozpamiętywać przeszłość. Posłuchaj się mnie, jestem stara i wiem co mówię...  - Mruga do mnie i znowu obie zaczynamy się śmiać. Flora zagląda do piekarnika i puszcza mi oczko, dając do zrozumienia, że ciasto chyba będzie uratowane. Nie wiem ile siedzimy razem w kuchni, Erick dalej pracuje.
Mam wyrzuty sumienia, że nie może być w formie przeze mnie. W końcu jest prezesem, a siedzi w domu ze swoją dziewczyną. Domyślam się jakie plotki muszą chodzić po biurowcu na nasz temat. Gdy do prasy wyciekła informacja, że Erick Evans się zaręczył, zostało wtedy złamane podobno wiele niewieścich serc, a ja zostałam okrzyknięta łowczynią fortuny. Sprawa gwałtu i skandalu z nim związanego zeszła wtedy na drugi plan. Gdy byłam w szpitalu odbyła się pierwsza rozprawa, Mattowi i temu drugiemu zostały postawione zarzuty i nadal siedzą w areszcie, grozi im do dwunastu lat więzienia. Nie wiem o czym chciała wtedy rozmawiać detektyw Stone i jakoś nie bardzo mnie to interesuje. Jeśli nie będzie to konieczne, nie chcę stawiać się na rozprawach by nie patrzeć na twarze tych sukinsynów. Przypominają mi się słowa Flory, że po tym co zrobiła Erickowi Monika, dziwi się,że się przyjaźnili. Co ona mu takiego zrobiła? Mogę o to zapytać Florę, a może powinnam zapytać Ericka? I czy w ogóle chcę o tym wiedzieć? Przecież to przeszłość, znowu za dużo analizuje i się zamartwiam. Wyluzuj Megan! Podpowiada mi moje wewnętrzne „ja”. Z zadumy wyrywa mnie Erick.
-Co tak pachnie? - Wchodzi do kuchni ubrany w trzyczęściowy garnitur jakby był gotowy do wyjścia.
-Sernik, ale jeszcze nie wystygł -  odpowiada Flora i zaczyna kroić warzywa, chyba do obiadu. Czy ta kobieta w ogóle się nie męczy?
-Jedziesz gdzieś? - Pytam spoglądając na niego, tak seksownie wygląda w tym garniturze, że od razu mam przyjemne skurcze na samym dole. 
-Jadę po Gordona, chyba wypił za dużo i pojechał do salonu Jeni. Nie chcę by coś mu się stało więc sprowadzę go do nas. Przy okazji wpadnę do biura i podpiszę dokumenty, będę za jakieś trzy godziny! - Mówi przepraszająco, bo wiem, że nie chce zostawiać mnie samej.
-Rozumiem, jedź po niego. Lepiej żeby teraz nie był sam. Może powinien tu zostać u nas na kilka dni? -  Nie jestem zadowolona, że jedzie ale rozumiem, że chce pomóc przyjacielowi, kocham go za to. Troszczy się o swoich bliskich, ma w sobie tyle empatii.
-Zabiorę po drodze także Filipa i zrobimy sobie męski... wieczór jeśli nie masz nic przeciwko? -  Patrzy na mnie niepewnie. O kurwa Filip! Nie miałam okazji z nim porozmawiać i nie wiem czy mam ochotę go widzieć? Nie mam jednak wyjścia, przecież nie mogę powiedzieć Erickowi o tym co się stało.
-Jasne… - Odpowiadam wymuszając uśmiech, coś czuje, że czeka nas ciekawy wieczór.
-Kocham cię mała! -  Podchodzi do mnie i całuje mnie w czoło.
-Jedź ostrożnie! -  Przytulam się do niego mocno. Tak bardzo go kocham, to czasami aż mnie przytłacza.

I co ja będę robiła przez te trzy godziny?

-Babciu! - Uśmiecham się miło -  Mogę ci pomóc przy obiedzie? - Pytam składając ręce jak do modlitwy.
-No nie wiem Meg, masz odpoczywać -  Kręci głową.
-Błagam...Daj mi chociaż pokroić warzywa!
-No dobrze - Wzdycha głośno -  Ale usiądź sobie -  Przynosi mi do stołu deskę, nóż i całą miskę umytych warzyw.
-Dziękuję! -  Zapiszczałam z radości, jakby krojenie warzyw było czymś ekscytującym. Czuję się jak dziecko, któremu pierwszy raz pozwala się kroić prawdziwym nożem. Mam nadzieję, że w poniedziałek na konsultacji, doktor Miller pozwoli mi już cokolwiek robić, Erick też na pewno na to liczy. Uśmiecham się do siebie na tą myśl. Tak bardzo brakuje mi naszego seksu. Myślę, że to będzie dla mnie najlepsza terapia.
-Skup się Meg, bo poucinasz sobie palce! -  Słyszę głos Flory, który wyrywa mnie z moich myśli.
-Oj przepraszam, zamyśliłam się! - Wracam do krojenia. Udało mi się przekonać Florę by dała mi zrobić deser. Ubiłam słodką śmietanę do owoców. Od razu przypomniały mi się początki stażu, wtedy tylko dawali nam obierać i kroić warzywa. Mój egzamin odbędzie się 13 września w piątek...mam nadzieję, że to nie będzie dla mnie pechowa data. Muszę się zacząć do niego przygotowywać, bo został mi tylko miesiąc. Betty zdała go w pierwszym terminie i wiem, że teraz pracuje u Smithów. Erick po operacji spuścił trochę z tonu, wiem jednak, że monitoruje moje rozmowy telefoniczne. Albo to zaakceptuję albo nie będę miała kontaktu ze światem, z dwojga złego wolę się zgodzić i tym nie denerwować. Dla mnie to przesada ale nie da się mu tego przetłumaczyć, Jack też uważa, że to konieczne środki, przynajmniej na razie. Jest nie tylko szoferem ale także szefem jego ochrony.
Gdy obiad jest już w piekarniku, postanawiam zadzwonić do mojej siostry i dowiedzieć się dokładnie na kiedy ma termin porodu. Rozmowa o dziwo nie trwa jakoś długo, Kim ma wyznaczony termin na 29 września, jednak chce mieć cesarskie cięcie więc zrobią to tydzień wcześniej. Nie mogę uwierzyć, że za nieco ponad miesiąc zostanę ciocią, a niedługo po tym żoną. Może faktycznie pomysł podwójnego ślubu nie jest taki zły? Byłoby mi łatwiej to wszystko zorganizować. Razem z Kimi dałybyśmy radę przeciwstawić się mamie i zrobić to po swojemu. Erick powinien już wracać więc dzwonię do niego by się upewnić o której będzie. Odbiera po chwili.
-Tak skarbie? – Słyszę, że jestem na głośniku, a on jedzie autem.
-Wracacie już? - Pytam słysząc głosy w samochodzie.
-Tak wracamy, Gordon siedzi obok...Hej Megan! - Słysze głos Gordona, chyba jest nieźle wstawiony.
-Cześć Gordon! - Śmieję się - Jedźcie ostrożnie, proszę!
-Spokojnie mała, zabierzemy jeszcze po drodze Filipa i za jakąś godzinę będziemy w domu.
-Wyrobicie się akurat na obiad. Kocham cię. Do zobaczenia.
-Też cię kochamy Meg! - Wtrąca wcięty Gordon i słyszę jak Erick się śmieje. Tak uwielbiam ten dźwięk.  Rozłączam się i sama zaczynam się śmiać w głos. Zapowiada się ciekawy wieczór. Mam nadzieję, że Filip i Erick nie spiją się aż tak jak Gordon. Nigdy nie miałam na głowie trzech pijanych facetów z czego jednego właśnie zostawiła żona, drugi pocałował mnie w przypływie dziwnych uczuć, a trzeci to zakochany we mnie miliarder i mój przyszły mąż.
-Floro zapowiada się męski wieczór, trzeba ugotować im coś, bo na pewno się spiją i może być wesoło! - Wpadam do kuchni i zaglądam do lodówki.
-Już o tym pomyślałam Meg, wstawiłam bigos i golonkę! - Uśmiecha się i pokazuje wielki garnek na kuchni.
-Jesteś nieoceniona! Zostaniesz dziś u nas na noc? Nie wiem czy sobie sama z nimi poradzę - Siadam na stołku przy wysepce, podpieram dłonią brodę i wzdycham głośno.
-Jeśli chcesz to zostanę, obie damy sobie z nimi radę. Oni będą pewnie siedzieć w bibliotece i grać w bilard, a my możemy zrobić sobie babski wieczór. Chyba, że nie chcesz ze starszą panią? - Puszcza mi oczko i uśmiecha się serdecznie.
-To super pomysł! Szkoda, że nie będzie tu mojej siostry Kim, ona lubi takie wieczorki.
-Kiedy rodzi? - pyta Flora.
-Termin ma na 29 września ale będzie miała cesarkę. Już nie mogę się doczekać, pierwszy raz zostanę ciocią i matką chrzestną!
-Dziecko to najcudowniejszy dar. Wszystko się wtedy zmienia... - Głos jej drży i chyba zaczyna się rozklejać. Gdy widzę łzy napływające do jej oczu też się rozklejam, sama nie wiem czemu? Może dlatego, że niedawno poroniłam mimo tego iż nawet nie wiedziałam, że byłam w ciąży? Może dlatego, że moja młodsza siostra zostanie mamą, a może dlatego, że czeka nas z Erickiem długa droga do stworzenia rodziny?
-Och babciu! - Rzucam się jej na szyję i obie ryczymy jak głupie, a po chwili zaczynamy się śmieć same z siebie. Flora naprawdę przypomina mi taką kumpele-babcie, jest taka życiowa, opiekuńcza, a za razem wyrozumiała i wyluzowana.

Zaglądam do barku by sprawdzić co będą pić chłopaki. WOW. Chyba jest tu wszystko, wódka czysta i kolorowa, whisky, brandy. Jeśli oni to wypiją! Nawet nie chcę myśleć... Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w turkusową sukienkę bez ramiączek, zrobiłam lekki makijaż i nawet udało mi się ułożyć włosy tak jak wczoraj zrobiła to Jeni. Ciekawe jak się trzyma? Była w stanie w ogóle iść dziś do pracy? Czy ta suka Monika przyjechała do niej? Jeśli tak to niezła musiała być wtedy afera. Moje przemyślenia przerywa hałas w holu. Oho! Przyjechali. Zbiegam szybko na dół i widzę: Gordona, który śpiewa jaki to świat jest niesprawiedliwy, podchmielonego Filipa który robi chórki i rozbawionego do łez Ericka z reklamówką piw i chipsów. Widok bezcenny, chce mi się śmiać ale się opanowuje.
-I jest nasza piękna, słodka Megi! - Bełkocze Gordon. Zaczyna się!
-Cześć chłopaki! - Macham ręką i podchodzę do Ericka, obejmuje mnie ramieniem i całuje w głowę.
-Od razu przepraszam za to co się dziś stanie! - Szepcze mi do ucha i zaczyna się śmiać.
-Spokojnie, poprosiłam Florę by została na noc, poradzimy sobie z wami! -  Klepie go lekko w tyłek.
-No gołąbeczki idzie na pięterko! - Bredzi Gordon.
-Obiad jest już gotowy chodźcie to zjemy razem - Zapraszam ich do kuchni. Flora kończy nakrywać stół.
-Floro kochana jesteś nieoceniona! - Gordon bierze ją w ramiona i całuje po rękach. O Boże!
-No dobrze Fox wystarczy, siadaj do stołu i zostaw naszą gosposię! - Rozbawiony Erick prowadzi naszego pijanego gościa i pomaga mu usiąść przy stole.
-Witaj Meg! - Podchodzi do mnie Filip i całuje w oba policzki, bardzo mnie tym zaskakując. Od razu oblewam się rumieńcem. Widzę jak na mnie patrzy i wyczuwam to samo co wtedy w szpitalu. Wymuszam uśmiech by ukryć zakłopotanie.
-Siadajcie, już podaję -  Mówi Flora, jest ewidentnie rozbawiona tą sytuacją. Przy obiedzie Gordon nie zamykał buzi, całkiem zabawny z niego facet, nawet po pijaku. Na szczęście nie wspomniał o Jeni.
-Dużo wypił? -  Pytam cicho Ericka.
-Nie pytaj! - Przewraca oczami i daje mi całusa w nos.
-Filip też zostaje na noc? - Badam teren, jakoś nie mam ochoty by kręcił się w nocy po naszym domu.
-A myślisz, że wróci w tym stanie? -  Uśmiecha się ironicznie. Cholera! -  Posiedzisz z nami czy nie chcesz tego oglądać? -  pyta nadal się śmiejąc. Co go tak bawi?
-Zrobimy sobie z Florą babski wieczór.
-Dobrze skarbie. Kocham cię -  Przytula mnie mocno i delikatnie podgryza ucho. Od razu mam motyle w brzuchu ale staram się to opanować. 

Po obiedzie, śpiewach i mnóstwie śmiechu, chłopaki poszli do biblioteki grać w bilard i pić. Nigdy nie widziałam Ericka pijanego ale na pewno dziś się o tym przekonam. Ja z Florą poszłyśmy na taras zrobić sobie manicure, na szczęście jest dziś trochę chłodniej i całkiem przyjemnie siedzi się na świeżym powietrzu. Opowiada mi o swoim życiu, o młodości i o tym jak poznała swojego męża. To całkiem romantyczna historia, on był wojskowym, a ona pracowała w szpitalu. Miał wypadek na poligonie, Flora była jego pielęgniarką. To była miłość od pierwszego wejrzenia. 
Wieczorem niepewnie zajrzałam na chwilę do biblioteki, chłopaki bawią się w najlepsze. Widzę mnóstwo butelek z alkoholem na stole bilardowym i rozsypane chipsy. Erick, Gordon i Filip siedzą na skórzanych kanapach i intensywnie o czymś debatują. Chce mi się śmiać, ciekawa jestem czy kiedyś też robili sobie takie męskie wieczory? Gdy zamykam drzwi one jak na złość zaskrzypiały i Erick mnie zauważył.
-Żono moja! - Woła. Zażenowana odwracam się i uśmiecham.
-Co tam? - Pytam cicho.
-Chodź do mnie na kolana, chcę cię poprzytulać! - Wstaje i chwiejnym krokiem idzie w moją stronę. No i proszę! Oto Erick Evans, pan prezes, miliarder pijany jak bąk.
-Ericku zostawię was samych… -  Robię zakłopotaną minę i odwracam się  na pięcie. Mój pijany narzeczony podbiega do mnie i zdecydowanie łapie mnie w pasie.
-Mam cię! - Mówi uradowany i ciągnie mnie na kanapę.
-Dobrze się bawicie? - Pytam grzecznie patrząc po pokoju, zrobili tu niezły bałagan.
-Oczywiście!  - Bełkocze Gordon, ledwo widzi na oczy, a jest dopiero dziewiąta wieczorem.
-Chodźcie do kuchni, Flora zrobiła dla was bigos i golonkę - Wstajemy razem, jednak Gordon potrzebuje pomocy. Erick chwyta go pod pachy, idą przodem. Zbieram puste butelki po piwach i wódce, w jednak korytarzu zaczepia mnie Filip.
-Meg! - Woła cicho. Odwracam się do niego.
-Gordon nieźle się urządził -  Rzucam zdawkowo. Jakoś nie mam ochoty z nim rozmawiać.
-Mogę ci zająć chwilę? - Pyta łagodnie.
-Filip to nie jest najlepszy moment…- Próbuję go zbyć.
-Proszę, tylko krótka chwila - Robi niewinną minę.
-No dobrze, chodź na taras - Zgadzam się i już po chwili tego żałuję. Wychodzimy razem. Jest już dość ciemno, lampki na tarasie ładnie oświetlają kamienną podłogę.
-Chciałem porozmawiać o tym co stało się w szpitalu... -  Zaczyna. Jego wzrok świdruje po moim ciele, a ja od razu zaczynam czuć się niekomfortowo. Obecność Filipa sprawia, że zawsze czuję się właśnie w ten sposób. 
-Rozumiem, że był to jednorazowy wypadek, poniosło cię… -  Próbuje sama go wytłumaczyć, a on chwyta mnie nagle za ręce i patrzy prosto w oczy.
-Nie Meg, to nie był przypadek! - Ton ma poważny. Patrzę na niego zaszokowana i próbuje uwolnić ręce ale on nie chce mnie puścić.
-Co ty wygadujesz? - pytam bez tchu. 

-Pragnę cię Meg! Jesteś taka cudownie słodka i podniecająca! - W jego oczach widzę pożądanie. Co on wyprawia?
-Jesteś pijany Filipie i nie wiesz co mówisz! -  Znowu próbuje go tłumaczyć ale jestem totalnie przerażona.
-Wiem, że jestem pijany, najebany jak szpadel ale mówię szczerze. Mam ochotę cię zerżnąć na tym kamiennym murku! - Chwyta mnie mocniej i przyciąga do siebie. Wpadam w jego ramiona i czuję się jak w pułapce. Jestem tak zaszokowana, że nie jestem w stanie się ruszyć. Patrzy na mnie przez chwilę i  ponownie  składa  agresywny, niechciany pocałunek wdzierając się językiem w głąb moich ust. Trzyma mnie tak mocno, że nie mogę nawet ruszyć ręką. On jest dużo silniejszy, a ja nadal bardzo słaba po operacji. Nagle opera mnie o kamienną ścianę i dociska do niej całym swoim ciężarem. Jest rozpalony i nieustępliwy. Czuję jego pulsującą erekcję na swoim udzie. Boże! Nie! Nie! Nie! Filip całuje mnie dalej mocno, nie pozwala nawet złapać tchu. To się nie dzieje naprawdę. Chcę krzyczeć ale nie mogę!