Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 28

Środa, 17 lipca

Podnoszę niechętnie powieki, czując jak Erick próbuje delikatnie przełożyć moją głowę ze swojej piersi na poduszkę. Dopiero zaczyna świtać ale już wiem, że szykuje się kolejny upalny dzień.
-Dzień dobry -  Szepczę i uśmiecham się słodko.
-Przepraszam, że cię obudziłem skarbie ale muszę być na dziewiątą w moim biurze. Śpij jeszcze - Całuje przepraszająco moją dłoń i wstaje z łóżka, udając się do prosto łazienki.
Tak chce mi się spać, że zasypiam chwilę później i nawet nie wiem o której Erick wychodzi z domu.

Budzi mnie dźwięk komórki, mojej komórki. Zaspanymi oczami próbuję zlokalizować skąd ona dzwoni. W końcu gdy ją dostrzegam na komodzie, ktoś po drugiej stronie, rozłącza się. Wstaje niechętnie z łóżka i podchodzę do komody. Nieodebrane połączenie z numeru, którego nie znam. Erick pewnie nie będzie zadowolony, że gdzieś dzwonię ale to może Kim? Albo rodzice? Muszę to sprawdzić. Wybieram numer i nie czekam nawet jednego sygnału.
-Cześć Meg tu Filip. Otworzysz mi? - słyszę głos mojego ginekologa. O cholera! Zapomniałam całkowicie, że miał dziś przyjść, ale tak rano? Która jest godzina? Patrzę na zegarek na wyświetlaczu i widzę  10:47. Ale mi się pospało! 
-Hej, już cię wpuszczam! - Zbiegam na dół w Erickowej koszulce i majtkach, nie zarzucając na siebie nic więcej. W domu pusto, nie ma Flory, na podjeździe też cisza więc Ray zapewne ma dziś wolne. Dobiegam do drzwi.
-Przepraszam cię serdecznie ale spałam jak zabita! Mam nadzieje, że nie czekasz długo - Mówię zakłopotana, ochrona na szczęście wpuściła jego auto na podjazd. 
-Nic nie szkodzi Meg. Ładna koszulka -  Rzuca lekko i uśmiecha się rozbawiony, a mnie policzki zaczynają płonąć. Boże czy ten człowiek zobaczy mnie kiedyś w normalnej sytuacji? W dodatku jest naprawdę przystojny. Lekko opalony, ma ciemniejsze włosy i piękne oczy. W tym świetle trudno określić jaką mają barwę. Nawet ten kilkudniowy zarost nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. To naprawdę męskie... żeby nie powiedzieć... seksowne? W dodatku w takim luźnym wydaniu w zwykłym t-shirtcie prezentuje się chyba jeszcze lepiej niż w szpitalnym fartuchu.
Zapraszam go do kuchni i proponuję coś do picia, jest straszny upał. Gawędzimy chwilę. Dowiaduje się, że Filip jest kolegą Ericka z dzieciństwa, mieszkali obok siebie jeszcze jak żył jego ojciec.
-Erick mówił, że znowu zapomniał się zabezpieczyć Masz jeszcze miesiączkę? - Przeszedł w końcu do konkretów. Zrobił to zgrabnie zmieniając tok rozmowy z beztroskiego dzieciństwa na ten krępujący dla mnie temat.
-Zapomniał...no inaczej tego nazwać nie można.. -  Peszę się i wbijam wzrok w podłogę – Miesiączkę jeszcze mam, teraz będzie 5 dzień – dodaję cicho.
-Ok. Zażyjesz tabletkę, którą ci dam. Zastrzyk co prawda był robiony w niedzielę, jednak zaczyna działać w pełni po 7 dniach. Do niedzieli albo się wstrzymajcie albo niech już nie zapomina - Patrzy na mnie przyjacielsko, chyba widzi moje skrępowanie i zażenowanie -  Masz jeszcze jakieś pytania? - Dodaje. Kurczę... no mam pewnie z milion ale chyba w tym momencie nie dam rady ich zadać.
-Filipie jest mi tak niezmiernie głupio, że nawet nie wiem co mam powiedzieć… - Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydusić.
-Meg daj spokój. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, chyba nie jestem pierwszym lekarzem do którego przychodzisz z takimi problemami? - pyta unosząc brew.
-Tak właściwie to jesteś, ja... - Czuję jak moja twarz nabiera wiśniowego koloru.
-Naprawdę? - Zapytał jakby wiedział co chciałam powiedzieć, wyraz jego twarzy zmienia się z rozbawionego w... zaintrygowany? Zaskoczony? Trudno określić. 
-Tak, Erick to mój pierwszy mężczyzna - Patrzę na niego nieśmiało, pewnie zaraz wybuchnie śmiechem.
-Szczęściarz z niego -  Rzuca lekko i pochyla się by zerwać winogrono z koszyka, który stoi na kuchennej wyspie. To był komplement? Jak mam zareagować na takie słowa? Już drugi jego kolega mówi mi, jaki z Ericka szczęściarz.. Zgadali się ze sobą by mnie zawstydzać? To chyba mało profesjonalne, żeby lekarz ginekolog, zazdrościł koledze, że jego partnerka była dziewicą jak się poznali. Niby nie jesteśmy w szpitalu no ale jednak...
-Erick często prosił cię o.....pomoc? - pytam nagle. Moja ciekawość wygrała z zażenowaniem.
-Pytasz o to czy przyprowadzał do mnie swoje byłe? - Filip unosi brew i drapie się po brodzie.
-Tak.
-Często jeździłem na wizyty prywatne do agencji jego przyjaciółki, Moniki Quanchez - O kurwa! On o tym wie? Czy żyje w błogiej nieświadomości, że chronił przed ciążą zwykłe prostytutki?
-Znasz Monikę? - Na dźwięk jej imienia ściska mnie w żołądku.
-Tak znam - Patrzy na mnie podejrzliwie - Jestem lekarzem dziewczyn, które dla niej pracują. Wiesz cały ten świat modelingu jest taki popaprany, że Monika kazała się dziewczynom zabezpieczać czy chciały czy nie -  odpowiada bez jakiś większych emocji. A jednak chyba niczego nie wie. To w sumie lepiej.
-Rozumiem - Uśmiecham się niepewnie i upijał łyk wody.
-Czujesz się przez nią zagrożona prawda? -  Pyta nagle, całkowicie mnie tym zaskakując. Co go to obchodzi?
-Jestem zazdrosna to chyba normalne - Odpowiadam próbując ukryć zaskoczenie.
-Uwierz mi, nie masz o co się martwić. Oni byli kiedyś parą ale ty jesteś dla niego kimś wyjątkowym. Nigdy nie widziałem go takiego jak przy tobie, ogromnie się zmienił i wszyscy jesteśmy ci za to wdzięczni -  Wszyscy? Jacy wszyscy? O czym on mówi?
-Wiem że byli parą, ale to bardziej skomplikowane -  Rzucam w nadziei, że na tym zakończymy tą rozmowę - Może masz ochotę coś zjeść? Właśnie będę robiła śniadanie -  Zmieniam temat. Lubię gotować, bo to mnie relaksuje. 
-A co będziesz robiła? - Zaskakuję go tą propozycją ale chyba pozytywnie.
-Jest taki upał, że zrobię coś lekkiego. Sałatka z owocami i musli może być?
-Chętnie spróbuję -  Rozsiada się wygodnie na stołku przy wysepce i obserwuję co robię.
Na szczęście dalsze rozmowy były nieco mniej dla mnie krępujące. Opowiedziałam mu o tym, że mam do napisania egzamin, który pozwoli mi zostać dyplomowanym szefem kuchni. Okazało się, że Filip też lubi gotować ale nie profesjonalnie. Pomógł mi nawet zrobić sałatkę i wyszło nam to znakomicie. Opowiedziałam także trochę o naszych wakacjach na Bahamach , a on mówił, że parę lat temu z Erickiem, wybrali się tam pożeglować, Gordon też z nimi był. Ulżyło mi, że panna wielkie cycki - Monika, nigdy nie miała okazji tam być. Erick nie kłamał mówiąc, że nie zabrał tam przede mną żadnej kobiety. Wzięłam tabletkę, która Filip mi dał i rozmawialiśmy dalej, nawet nie wiem jak długo? Naprawdę fajny z niego mężczyzna. Inny niż Gordon, bardziej wyluzowany i całkiem zabawny. Nie ma nikogo i jest raczej wolnym duchem. Nie śpieszy mu się do ustatkowania, jest wziętym ginekologiem i mówi, że nie widzi się w roli ojca i męża, przynajmniej przez kolejne kilka lat. Zanim się obejrzeliśmy było już po dwunastej w południe. Filip musiał jechać, bo wieczorem zaczynał dyżur w szpitalu. Odprowadziłam go do samochodu, srebrne Audi TT, czekało na podjeździe. Roześmiałam się w głos gdy je zobaczyłam.
-Co cię tak bawi? - Zapytał zadziwiony moją reakcją.
-Wy i te wasze samochody... -  Machnęłam ręką w kierunku garażu.
-No fakt...Erick ma na ich punkcie niezłego fioła. Moja kolekcja jest o wiele skromniejsza Meg - Uśmiechnął się miło i wsiadł do auta. Pomachałam mu na pożegnanie, na co Filip ruszając zatrąbił kila razy i machną ręką nad głową. Dziwne uczucie poznawać znajomych Ericka. Wszyscy mi mówią jak bardzo się zmienił więc jaki musiał być wcześniej? Przecież jest taki opiekuńczy, dobry... myślałam, że zawsze taki był? Może zanim mnie poznał był inny przez tą znajomość z Moniką? Mam teraz kolejny temat do rozmyśleń.

Zaczęło mi się nudzić, stwierdziłam więc, że posprzątam. Flory dziś chyba nie będzie i jak zrobię to za nią, w sumie dom jest czysty ale jak odkurzę i przetrę okna, to nic się nie stanie. Rozejrzałam się po kuchni i salonie. Gdzie ja tu znajdę środki do sprzątania i te wszystkie różne...nawet nie wiem gdzie jest odkurzacz. Postanowiłam więc zadzwonić do Ericka, może akurat będzie mógł rozmawiać?
-Co tam mała? - Odbiera po pierwszym sygnale. Głos ma spokojny, a wręcz wesoły. 
-Hej! Gdzie mamy w domu odkurzacz? -  Pytam przeszukując przy okazji szafki w łazience, może tu coś będzie.
-A po co ci odkurzacz? - W jego głosie słyszę zaskoczenie.
-A co można robić odkurzaczem Ericku? - Śmieję się głośno do słuchawki.
-Flora się tym zajmuje, ty nie musisz -  Odpowiada poważnie i znowu jest tym panem prezesem bez krzty poczucia humoru. O rany! - Przepraszam na chwile - Mówi ciszej, chyba do kogoś kto stoi obok niego.
-Przeszkadzam ci?
-Nie Meg, ty nigdy nie przeszkadzasz. Mam spotkanie ale mogą chwilę poczekać - odszedł dalej, bo od razu czuję, że jest wyraźnie rozluźniony - Masz zamiar sprzątać? - pyta. 
-Nudzi mi się. Był Filip i zabronił mi kochać się aż do niedzieli - zażartowałam ale z taką powagą, że Erick się nie zorientował.
-Co ty mówisz? Zaraz do niego zadzwonię! - burknął wkurzony, a ja ledwo powstrzymuje się od śmiechu.
-Żartuje głuptasie, ale masz już nie zapominać się zabezpieczać.Tak mi powiedział - Erick westchnął, a ja rozśmiałam się w głos.
-Oj maleńka nie strasz mnie tak!. Wolałbym nie jeść i nie pić, niż nie móc pieprzyć się z tobą… - zamilkł na chwilę - Muszę wracać Meg. Wszystko w porządku? - Pyta zatroskany i mówi coś do osoby obok ale nie słyszę co.
-Tak wszystko dobrze. Tęsknię...
-Będę pewnie dopiero koło ósmej -  znowu zmienił ton na poważny.
-Rozumiem - Mówię zasmucona, bo perspektywa spędzenia całego dnia w samotności, nie napawa mnie optymizmem.
-Zadzwonię później Meg. Do usłyszenia - Rzuca szybko i zanim zdążę coś odpowiedzieć, rozłącza się. Ech...Wrócił pan biznesmen, prezes i multimilioner. W sumie nie mogę mieć pretensji i tak poświęcił mi swoje ostatnie tygodnie. Musi przecież kierować swoją firmą, ale jeśli ja nie znajdę sobie żadnego zajęcia to chyba postradam zmysły. Nie będę przecież całymi dniami siedziała w domu i nic nie robiła. Może zadzwonię do szkoły i zapytam o mój dyplom? O tak, to dobry pomysł! Jeden telefon nie zaszkodzi, a ja będę wiedziała na czym stoję. Weszłam więc na stronę internetową Instytutu by znaleźć do nich numer. Bardzo miła pani z recepcji, przełączyła mnie do rektora. Okazało się iż egzamin poprawkowy będzie odbywał się we wrześniu i jeśli chcę, mogę do niego podejść i będzie on traktowany nie jak poprawka ale jak pierwszy termin. Moi rodzice zgłosili na uczelni, że miałam wypadek i nawet nikt nie robił wielkich problemów. Okazało się również, że zaliczyłam praktyki u Smithów bez, których  przecież nie mogłabym przystąpić do egzaminu. To cudowna wiadomość! Strasznie się ucieszyłam. Mam do końca lipca złożyć w sekretariacie podanie o wyznaczenie nowego terminu i czekać na odpowiedź. Od razu pobrałam i wydrukowałam podanie  by je wypełnić. Kurczę! Erick na pewno nie będzie zadowolony, że muszę tam jechać. Najchętniej zrobiłabym to nawet od razu ale nie mam pojęcia gdzie są kluczyki od mojego volvo? Zapytam go wieczorem jak wróci i przy okazji delikatnie zasugeruję bym mogła pojechać tam sama. Taka wycieczka na pewno poprawi mi humor i nie będę się czuła taka...zamknięta w złotej klatce?

Zadzwoniłam także do Flinów by potwierdzić zaproszenie na sobotę. Henry bardzo się ucieszył, że będzie babyshower i, że zobaczymy się wszyscy razem. Naprawdę lubiłam ich rodzinę. Byli po prostu dobrymi ludźmi. Moja ciekawość wygrała i zajrzałam także na portale plotkarskie. Nie wiem po co? Chciałam się bardziej zdołować czy co? Zobaczyłam oczywiście zdjęcia z Gordonem i opis taki jak się spodziewałam czyli, że mam romans z przyjacielem Ericka. No co za idioci pracują w tych gazetach? Nikt nie potwierdza tych informacji i mogą sobie pisać co chcą? To przecież chore! Od razu pomyślałam o żonie Gordona, Jenifer jak zobaczy te zdjęcia z miejsca nie będzie pałać do mnie sympatią.

Koło drugiej po południu zabrałam się za obiad. Wczoraj kupiliśmy z Erickiem produkty, bym  ugotowała coś dobrego i szkoda by się zmarnowały. Łosoś ze szparagami w sosie śmietanowym jest dobrym pomysłem, więc od razu zabrałam się do przygotowywania.

Upiekę go później, by był gotowy jak Erick wróci. Chyba nie potrafiłabym tak jak niektóre kobiety, siedzieć w domu i nie pracować. Mimo tego, że kocham gotować nie wytrzymałabym takiej codziennej monotonii. Śniadanka, obiadki, kolacje i zero obowiązków. 
Na dworze upał ze 30 stopni ale na szczęście klimatyzacja działa więc w środku da się wytrzymać. A ja znowu się nudzę... Co można robić w takim wielkim domu? Na basenie nie posiedzę, bo jeszcze mam okres, w bilard nie umiem grać, ćwiczyć mi jeszcze nie wolno... Boże! Przypomniałam sobie jednak, że mamy tu przecież salę kinową i nabrałam ochotę na film. „Richie milioner” to takie adekwatne... śmieję się sama do siebie. Uwielbiam ten film. Robię sobie całą miskę popcornu z masłem i rozsiadam się wygodnie w robionym na zamówienie kinowym fotelu.
Fajnie wrócić do młodzieńczych lat. Na filmie uśmiałam się i zrelaksowałam. Nie mam pojęcia o której godzinie skończyłam oglądać, ale nabrałam ochoty na kolejny film.  „Władca pierścieni  - drużyna pierścienia” - to jest to. Popcorn mi się jeszcze nie skończył więc skoczyłam szybko do lodówki po puszkę pepsi i zaczęłam kolejny seans. Pod koniec udało mi się chyba nawet przysnąć. Gdy się obudziłam w sali było ciemno, nawet napisy końcowe przeleciały. Która może być godzina? Zerwałam się z fotela i pobiegłam do kuchni gdzie zastałam Ericka, jedzącego łososia, którego przygotowałam wcześniej. Ale kto go upiekł? Patrzę na zegarek, jest wpół do ósmej. 
-Cześć śpiochu! - Mówi i wstaje by mnie pocałować -  Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić.
-Wcześniej wróciłeś?-  Pytam zaskoczona jego widokiem i tak do końca chyba się jeszcze nie obudziłam.
-Dzwoniłem do ciebie, nie odbierałaś. Myślałem, że coś się stało i wróciłem najszybciej jak mogłem. Szukałem cię po domu i już miałem najgorsze myśli, gdy w końcu znalazłem cię śpiącą na dole -  Chyba zdążył się uspokoić, bo nawet nie jest zdenerwowany. W dodatku wygląda tak seksownie w tym trzyczęściowym czarnym garniturze, krawat już zdjął i rozpiął dwa górne guziki koszuli.
-Zrobiłam dla ciebie kolację ale widzę, że poradziłeś sobie sam - Uśmiecham się lekko by wyczuć jego nastrój. Erick jest jakiś dziwny.
-Potrafię wstawić naczynie do piekarnika Meg, aż taki lewy w gotowaniu nie jestem. Jak film? – Kurczę! W ogóle nie mogę go wyczuć.
-Obejrzałam dwa ,a w sumie półtora, bo zasnęłam na drugim - Obchodzi mnie powoli i obserwuje jak drapieżnik. Kurwa o co mu chodzi?
-Czemu pytałaś Filipa o Monikę? - Zatrzymuje się i opiera biodro o blat kuchenny.
-Tak się jakoś zgadało - O Boże! Więc o to mu chodzi? Cholerny kontroler, wszystko musi wiedzieć!
-Naprawdę jesteś o nią zazdrosna? - Unosi brew w oczekiwaniu odpowiedzi. W jego oczach tli się rozbawienie ale starannie próbuje to ukryć.
-To chyba oczywiste! - Warczę i siadam na krzesło zakładając nogę na nogę.
-Mogę coś zrobić byś nie musiała się o nią martwić? - Głos ma spokojny i wiem, że chodzi mu tylko o moje dobro, ale czy tak ciężko mu zrozumieć, że będę o nią zazdrosna zawsze? W końcu Monika była ważną częścią jego życia, nawet jeśli zaprzecza. Sypiali ze sobą do cholery!
-Wyślij ją w kosmos - Burczę wkurzona. Musiał zacząć ten temat? Przecież wiedział, że mnie tym wkurzy.
-Maleńka… -  Podchodzi do mnie i próbuje objąć, ja jednak zeskakuję ze stołka i robię unik. Wystarczyło jedno zdanie by mnie zdenerwował. Palant!
-Nie dotykaj mnie! Musisz mnie szpiegować i wiedzieć wszystko, nawet to o czym z kimś rozmawiam? To, że dzwoniłam do szkoły też wiesz? - Zatrzymuje się zadziwiony moją reakcją i pociera palcami swoje usta. Chyba nie wie jak ma do mnie podejść. Jest zagubiony gdy tak nagle zmienia mi się nastrój. To męczące również i dla mnie i... nie rozumiem tego.
-Mówiłem ci, że to dla twego bezpieczeństwa Meg - Mówi spokojnie, nie chcąc mnie bardziej rozjuszyć.
-Dla bezpieczeństwa wypytujesz Filipa o czym rozmawiamy? Bo to, że szpiegujesz telefon to mogłam się domyślić! - Krzyczę wściekła jak osa. Co może mi się stać w domu? Chryste Panie ależ on mnie czasami wkurwia!
-Przesadzasz Meg. Nie uważam żeby to było coś złego, że chcę wiedzieć co robisz gdy jesteś sama w domu -  Podchodzi i dotyka mojej dłoni. Ma taką miękką skórę i... Och Boże! Wiem, że zaraz znowu zacznie mnie urabiać seksem. 
-To w takim razie może zamontujesz kamery w każdym pomieszczeniu i będziesz obserwował mnie z biura! - Zabieram dłoń i chowam za siebie.
-Mamy kamery w domu Meg, nie wszędzie ale są… - patrze na niego wściekle.No tak, przecież to oczywiste!
-Erick wyluzuj trochę! Naprawdę mi tu nic nie grozi - wymachuję rękoma ze złości - Ochrona przecież nie wpuści nikogo obcego - wzdycham i spuszczam z tonu. Nie mam ochoty się kłócić. Niech ten pieprzony okres mi się kończy, bo hormony mnie wykończą.
-Nigdy nie odpuszczę w kwestii twojego bezpieczeństwa. Musisz to zrozumieć i się do tego przyzwyczaić. A teraz chodź do mnie, bo cały dzień cię nie widziałem… - Łapie mnie mocno w pasie i przyciąga do siebie. Pachnie bosko, zapach markowych perfum miesza się z zapachem jego cudownej skóry. To moja ulubiona mieszanka.
-Chciałabym jechać jutro do Nowego Jorku, załatwić sprawę na uczelni -  Korzystając z jego dobrego humoru, odważam się zadać to pytanie.
-Nie możesz wysłać pocztą tego podania? - unoszę brew. Skąd w ogóle wie o podaniu?
-Nie, muszę być osobiście. Zresztą chce jechać by porozmawiać z rektorem. To dla mnie ważne, jeśli nie obronię dyplomu teraz to będę musiała czekać do następnego roku -  Robię niecierpliwą minkę i aż podryguję. Patrze na niego w wyczekiwaniu. Może na niego zadziała?
-Pojedziesz ze mną rano. Na dziewiątą muszę znowu być w biurze, bo dziś odwołałem ostatnie spotkanie. Mój kierowca cię tam zawiezie - Erick brzmi jak mój ojciec.  Dokładnie tak samo mówił tata gdy pozwalał iść mi na dyskotekę jak byłam nastolatką, marszczę brwi.
-Liczyłam,  że sama będę mogła się tam przejechać i wypróbować w pełni moje nowe volvo -Uśmiecham się szeroko i czekam na jego reakcję. Może to zadziała?
-Meg... - Mówi cicho, w jego głosie słychać rozczarowanie i smutek - Nie chcę cię ograniczać ale nie możesz jechać tam sama. Wybacz ale nie mogę się na to zgodzić -  Posyłam mu gniewne spojrzenie i staram się opanować by nie odpowiedzieć czegoś czego za chwilę będę żałowała. Erick patrzy na mnie jednak przepraszająco i od razu mięknę. Wiem, że ma rację. Przecież nie poradziłabym sobie sama, jakby napadli mnie paparazzi. Uśmiecham się lekko i widzę, że on także widząc, że zrozumiałam. Wiele razy pewnie będę musiała jeszcze zmierzyć się z tymi ograniczeniami ale przecież Erick robi to dla mojego dobra. Chce mnie chronić. Czy mogę być na niego za to zła? Nie...a na pewno nie powinnam. 
Wieczorem usiedliśmy razem na tarasie z tyłu domu, jak stare dobre małżeństwo. Erick opowiedział mi, że ma zamiar zainwestować w nowoczesne technologie do zastosowania w ekskluzywnych samochodach. Temat mało mi znany ale opowiadał o tym z taką pasją, że miło było słuchać. Koło dziesiątej wieczorem zaproponował byśmy poszli spać, jednak po mojej drzemce w ogóle nie miałam na to ochoty. On był jednak zmęczony więc położył się pierwszy. Usiadłam na łóżku obok niego z laptopem na kolanach i  z nudów zaczęłam przeglądać propozycje sal weselnych, kompozycji kwiatów. Wprowadziło mnie to w taki nostalgiczny nastrój, że skusiłam się na obejrzenie kilku sukien ślubnych. Nie myślałam dotąd o tym, jak ma wyglądać moja wymarzona suknia. Każda dziewczynka o tym marzy od dzieciństwa, jednak ja nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Chcę być jak Kopciuszek w wielkiej sukni, czy raczej coś skromnego? Nie ustaliliśmy tak naprawdę żadnej daty, a Erick przecież mówił „nie śpieszy nam się”. Czy ja naprawdę chcę tak szybko zostać żoną? Dobrze mi z nim tak jak jest teraz. Potrzebuje do tego kawałka papieru? Te myśli przyszły tak niespodziewanie, że zaczęłam się poważnie zastanawiać czy to był dobry pomysł? Znamy się tak krótko, co prawda wiele się w tym czasie zdarzyło ale czy ja naprawdę chcę ślubu? W dzisiejszych czasach nie trzeba być związkiem formalnym, ludzie latami żyją na tak zwaną kocią łapę i jest dobrze, a wręcz słyszałam, że po ślubie wszystko siada. Mamy i tak wiele problemów. Czy ja chcę sobie bardziej komplikować życie ślubem? Znamy się niecałe trzy miesiące z czego sześć tygodni byłam w śpiączce. Nie znam Ericka za dobrze... Boże! Ja praktycznie w ogóle go nie znam. Nawet nie wiem co lubi, jaki jest jego ulubiony film, nie mówiąc o tym, że nie mam pojęcia kiedy ma urodziny. Połączyło nas coś wyjątkowego ale czy ślub nie popsuje tego co jest między nami? Te myśli sprowadziły mnie na ziemię. Życie to przecież nie jest bajka, a moja "bajka" tak naprawdę dopiero się zaczynała. 


6 komentarzy:

  1. A będzie dzisiaj kolejny rozdział?? El@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne dopiero w piątek :-)

      Usuń
    2. Zapewne dopiero w piątek :-)

      Usuń
  2. Piątek, a tu dalej nie ma! :///

    OdpowiedzUsuń
  3. Czegoś tutaj nie rozumiem, dziewczyna wiąże się w błyskawicznym tempie z mężczyzną i natychmiast porzuca swoje dobrze ułożone bujne życie. A co z jej ambicjami, z przyjaciółmi, planami na przyszłość, tak poprostu z dnia na dzień porzuciła swoje życie. Nie ogarniam.

    OdpowiedzUsuń