Premiera już w lipcu!

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 29

Nie zapisały mi się poprawki i prawie wszystkie zdjęcia ale i tak Wam wrzucam. Poprawię przy okazji :) 

Czwartek, 18 lipca

Obudził mnie dźwięk budzika w telefonie. Ericka już przy mnie nie było, brał prysznic. Moje wczorajsze rozmyślania sprawiły, że mam podły humor. Mam chociaż nadzieję, że uda mi się to wszystko jakoś poukładać i znaleźć wyjście najlepsze z możliwych. Czy ślub będzie najlepszym z nich? Nie wiem. Zwlekłam się z łóżka poszłam do łazienki, Erick właśnie wycierał swoje idealne ciało białym ręcznikiem, był nagi. Te widok od razu trochę poprawił mi humor.
-Dzień dobry! - Uśmiechnął się do mnie wycierając swoje ciemne, cudowne włosy. Przewiązał drugi ręcznik na biodrach i pocałował mnie w czoło.
-Cześć - odpowiedziałam cicho. Chyba zauważył, że nie mam humoru więc ulotnił się szybko z łazienki. To do niego niepodobne ale w sumie dobrze, że nie pytał co się stało. Gdyby wiedział o moich wczorajszych rozmyślaniach na pewno by się zmartwił, że mam obawy i że nie jestem pewna tego czego chcę. Perspektywa godzinnej jazdy do Nowego Jorku w jednym samochodzie, też nie napawała mnie optymizmem. Mam nadzieję, że nie będzie mnie o nic wypytywał ani dociekał. Naprawdę potrzebuję czasu by sobie to poukładać, nie chcę go ranić moimi wątpliwościami, a może urojeniami? Przecież się zgodziłam, byłam taka szczęśliwa jak mi się oświadczył, a teraz co? Czy wszystkie kobiety tak mają, że potrafią zmienić zdanie z dnia na dzień? Wystarczył jeden wieczór, a mnie ogarnął taki ogromny strach przed małżeństwem.
-Dzień dobry Meg! - Uśmiechnęła się do mnie Flora, parząc świeżą kawę w kuchni.
-Witaj Floro -  Odwzajemniłam uśmiech ale tylko dlatego żeby jej nie urazić. Naprawdę mam dziś podły nastrój i zaczyna mnie to denerwować. Czy te moje hormony kiedyś się unormują? 
-Na co masz ochotę? - Zapytała wyjmując z szafki talerz dla mnie.
-Chyba nie jestem głodna -  odpowiedziałam cicho i nalałam sobie świeżego soku do szklanki. Erick posłał mi groźne spojrzenie. Dopiero teraz dostrzegłam, że siedzi przy stole. 
-Musisz coś zjeść zanim wyjedziemy. Zrób jej omlet Floro - Spojrzałam na niego zła, że za mnie decyduje. Znowu to robi!
-Powiedziałam, że nie jestem głodna Ericku - Wymamrotałam łagodnie by nie odebrał tego jak atak. Milczał i tylko kiwnął głową do gosposi by przyrządziła to o co prosił.
-Floro nic mi nie rób - powtórzyłam. Flora odstawiła jajka na bok, widziałam jej zakłopotanie. Czekała na reakcję Ericka. Boże ale to denerwujące!  Czemu mnie nie słucha?
-Kochana zostaw nas samych -  Jego głos jest miękki i spokojny, wstaje i odprowadza Florę do drzwi. Szepczą coś jednak między sobą ale nie słyszę co. Po chwili Erick wraca, spojrzenie ma lodowate i wiem że jest zły. Milczę udając, że nie zwracam na niego uwagi, biorę kolejny łyk soku i wstaje od wysepki by iść się ubrać.
-Poczekaj! - Mówi głośno, to nie była prośba tylko rozkaz.
-Muszę się ubrać, bo się spóźnisz -  Udaję, że nie wiem o co mu chodzi.
-Co się dziś ugryzło? Wczoraj wieczorem było wszystko w porządku -  Pyta łagodnie, żeby mnie bardziej nie zdenerwować.
-Nic.
-Chodzi o to, że nie pozwoliłem byś jechała sama? - Milczę i robię nadąsaną minę - Dobrze już, dobrze! - Podnosi ręce w geście kapitulacji - Jedź sama. Który chcesz samochód? - Zaskakuje mnie tym bardzo, przecież nie o to mi chodziło!
-Naprawdę mogę jechać sama? - Pytam zadziwiona jak łatwo ustąpił, gdyby wiedział, że nie to jest powodem mojego złego humoru na pewno by tego nie zaproponował.
-Jeśli masz się tak o to wkurzać i mieć taką minkę... - Pokazał ręką w moją stronę i przewrócił oczami.
-Volvo - Rzuciłam krótko.
-Dobrze. Ray da ci kluczyki, ale nie jedź szybko. Masz GPS więc będę wiedział gdzie jesteś. Weź komórkę i daj znać jak dojedziesz...- Mówi ale nie jest do końca przekonany, widzę to.
-Dziękuję - Podchodzi do mnie i całuje mnie w czubek głowy.
-Niech ten okres ci się już skończy. Kocham cię mała. Muszę lecieć! -  Przytulam go do siebie tak mocno jakbym go miała więcej nie zobaczyć. Ogarnia mnie dziwne uczucie, że stanie się coś strasznego. Boże co się ze mną dzieje? Macham mu na pożegnanie i zostaję sama na środku kuchni. Sekundę później wybucham płaczem i nie mogę tego opanować.

Wybieram czerwoną letnią długą sukienkę do ziemi, białe koturny i pasującą do nich 
torebkę. Wrzucam do niej portfel, telefon i kilka drobiazgów oraz moje podanie. Kurczę! Przecież nie mam przy sobie żadnych pieniędzy, muszę podjechać do bankomatu w Jersey City. Wychodząc z domu chwytam w biegu banana i red bulla, Erick nie byłby zachwycony. Flora patrzy na mnie zatroskana ale na szczęście daruje sobie pogadankę na temat zdrowego trybu życia.
-Cześć Ray! - Witam się z chłopcem i biorę od niego kluczyki.
-Jest zatankowany i gotowy do jazdy. Ustawić ci GPS? - Zagaduje miło, wygląda bardzo dojrzale jak na swój wiek.
-Jeśli byś mógł, wybieram się do Nowojorskiego Instytutu Kulinarnego - Odpowiadam i wrzucam torbę na siedzenia pasażera. Ray wciska coś i szybko ustawia mi trasę - Dzięki Ray. Miłego dnia - Dodaję. Trochę się denerwuję taką drogą, zawsze to Erick prowadził,  a ja ostatnio mało jeżdżę. Jedyną moją wyprawą były zakupy do centrum handlowego. No cóż...sama w końcu tego chciałam. Wkładam kluczyk i odpalam silnik. Wow. Kocham to auto. Ruszam lekko i macham Rayowi na pożegnanie.

Droga jest prosta. Muszę jedynie podjechać do bankomatu ale mogę to równie dobrze zrobić w Nowym Jorku. Włączam sobie mp3, nie mam pojęcia co to, ale bardzo mi się podoba. Muzyka klasyczna rozbrzmiewa w całym samochodzie. Nie mija godzina i już jestem na przedmieściach, jednak zanim dojeżdżam do celu zajmuje mi to kolejną godzinę. Jakimś cudem udaje mi się znaleźć bankomat. Wkładam kartę i wybieram stan konta. Jakie jest moje zdziwienie gdy widzę na nim same zera. Co do cholery? Przecież powinno być co najmniej 700 dolców. Nawet nie mam drobnych żeby zapłacić za parkometr. Kurwa mać! Wsiadam szybko do samochodu i odjeżdżam żeby nie dostać mandatu. Przypomina mi się, że miałam zadzwonić do Ericka gdy dojadę, przy okazji zapytam czy nie wie gdzie podziały się moje pieniądze. Odbiera po drugim sygnale.
-Dojechałaś? - Chyba znowu jest zajęty, głos ma poważny.
-Tak jestem już w Nowym Yorku ale mam problem...
-Stało się coś? - Ton głosu od razu uległ zmianie. Och Ericku, wyluzuj trochę.
-Nie, wszystko w porządku, ale nie mam nic na koncie. Potrzebuję trochę pieniędzy na parking, a nie mam przy sobie ani centa. Wiesz może co się stało z pieniędzmi na moim koncie? - Jest mi strasznie głupio, nigdy nie prosiłam rodziców o pieniądze, tym bardziej nie sądziłam, że będę musiała o to prosić swojego faceta miliardera.
-Powinnaś mieć w portfelu drugą kartę. To karta do twojego nowego konta - Zaglądam do portfela i faktycznie widzę złotą kartę bankową z moim nazwiskiem. Jasna cholera! Mam dostęp do jego konta?
-Erick… - Zaniemówiłam, to przecież nierozsądne z jego strony. Jak może mi powierzać dostęp do swojego konta?  Nie jestem jeszcze jego żoną.
-Meg proszę nie zdziwiaj! Mówiłem, że musisz się przyzwyczaić do takiego życia. Zaraz wyślę ci esemesem pin do karty. Idź na zakupy jeśli masz ochotę i uważaj na siebie! - W jego głosie słychać, że się uśmiecha. Jak ja mam się na niego złościć? Oddaje mi wszystko co ma bym czuła się dobrze, a ja mam jakieś głupie wątpliwości. Idiotka ze mnie.
-Potrzebuję tylko paru dolarów, oddam ci jak.....jak będę miała -  No właśnie skąd ja niby mam mu oddać, skoro nie pracuję?
-Meg daj spokój! - Unosi głos. Zirytował się.
-Dobrze pojadę kupić sobie diamentową kolię... - Wywracam oczami.
-Jeśli masz ochotę, ale będziesz musiała mi się w niej pokazać.....nago! -  Moje policzki zaczynają płonąć, czemu on mnie tak onieśmiela nawet przez telefon? - Potrzebujesz jeszcze czegoś mała? Mam spotkanie…-  Dodaje.
-Nie już nic. Przepraszam, że przeszkadzam. Pa.
-Nie przepraszaj, zawsze ci pomogę. Pa maleńka - Rozłącza się.
Boże on postradał zmysły, a ja nie potrafię wydawać jego pieniędzy. Nie należę do tych kobiet, które korzystają do woli z konta swojego faceta. Zawsze chciałam być niezależna w każdym znaczeniu tego słowa. Z Erickiem to będzie trudne ale chociaż chciałabym mieć swoje pieniądze. Gdy uspokoiłam się  trochę, wróciłam do bankomatu. Akurat otrzymałam od Ericka esemesa z kodem pin. Wkładam kartę, wciskam pin i patrzę stan konta.  Z ciekawości…i widzę na wyświetlaczu kwotę z sześcioma zerami. On oszalał! Staram się nie myśleć co przed chwilą zobaczyłam, wybieram 100 dolarów i szybko wkładam kartę do portfela, rozglądając się wkoło. Jakby ktoś wiedział, że mam taką kartę.... nawet nie chce myśleć ile osób by się na nią połasiło. Zapamiętuję pin i kasuje esemesa. W pobliskim sklepiku kupuję pepsi i batona czekoladowego by rozmienić i mieć drobne na parking. Ale się odżywiasz Donell! Karci mnie moje wewnętrzne „ja”. W sumie ma rację, miałam o siebie dbać, a ostatnio coś z tym ciężko. Jak zwykle obiecuję sobie poprawę ale wiem, że zapewne nic z tego. 

Na uczelni udaje mi się wszystko załatwić. Mój promotor poświęcił mi swój cenny czas, za co jestem mu dozgonnie wdzięczna. Chyba wiedział dokładnie co się stało, bo nawet nie wypytywał o wypadek. Zauważył jednak pierścionek na moim palcu i pogratulował zaręczyn, przyznał się też, że czytał o tym w gazecie ale musiał się upewnić. Dziwna i dość krępująca dla mnie sytuacja.  Spotkałam też na korytarzu koleżanki z roku, bardzo ucieszyłam się na ich widok. Mieszkałam z nimi w akademiku, zanim przeprowadziłam się do kamienicy na Manhattan. Wyciągały mnie na piwo ale przecież jestem autem.
-To twoja fura?-  Zapytała Simone, krępa blondynka o niebieskich oczach. Dziewczyny popatrzyły na siebie ze zdziwieniem, na pewno wiedzą z gazet o Ericku.  Posyłam im głupie spojrzenie, a one zaczęłyśmy się śmiać.
-Jaki jest ten Evans? Jest taki nieziemsko przystojny!  - Wypala Jane, wysoka szatynka.
-Dziewczyny dajcie spokój - Rumienię się i wbijam wzrok w chodnik.
-Oj Meg nie bądź taka! Opowiedz chodź trochę! Gdzie się poznaliście? - Ciągnie dalej Simone.
-No dobrze szybka kawa, naprawdę nie mam za bardzo czasu  - Nie przyznam się im przecież, że mój bogaty chłopak będzie zły, jeśli gdziekolwiek pójdę bez jego zgody i wiedzy. Idziemy do kawiarni na terenie kampusu. Po drodze spotykam kolejnych znajomych, wszyscy na mój widok cieszą się jak nigdy. Przecież nie umarłam! Halo! Nikt nie pyta z grzeczności o wypadek ale o Ericka wypytują non stop. To takie zabawne. W sumie jestem z siebie dumna, przez większość studiów nie miałam chłopaka i zawsze się ze mnie trochę naśmiewały z tego powodu. Teraz zamknęłam im usta pokazując pierścionek.
-Rany Megan! Przecież on jest wart z kilka milionów! - Ekscytuje się Whitney, mieszkałam z nią w jednym pokoju na pierwszym roku. Nie lubię i nie jestem przyzwyczajona do takich sytuacji, nie czuję się dobrze w centrum uwagi. Rumienię się znowu i próbuje zmienić temat, jednak na daremne. Znowu staje pod ostrzałem pytań o Ericka, ale przecież nie mogę im powiedzieć za wiele, muszę nawet skłamać na temat tego gdzie mieszkamy. Naszą rozmowę, a raczej przepytywanie mnie, przerywa dźwięk mojej komórki.
-To Erick! - Mówię głośno i wstaję od stolika by odejść, dziewczyny bardzo niedyskretnie próbują podsłuchać rozmowę.
-Halo? - Odbieram i staram się nie zdradzić, że jestem w kawiarni.
-Gdzie ty się podziewasz? - Pyta zdenerwowany. Czuję, że mam kłopoty.
-Jestem jeszcze na uczelni - Zakrywam głośnik ręką by nie słyszał głosów dziewczyn.
-Powiedz koleżankom, że musisz już jechać, przed szkoła czeka na ciebie ochrona - Mówi stanowczo. Kurwa! Przecież on wie, że tu jestem. Mogłam się domyśleć.
-Sama wrócę, nie chcę ochrony! - Warczę. To naprawdę robi się irracjonalne.
-Już ktoś zdążył zawiadomić prasę, że tam jesteś! Więc nie sprzeciwiaj się i wracaj! To nie jest prośba Megan! - Głos ma lodowaty i aż kipi ze złości.
-Chciałam jeszcze podjechać w jedno miejsce... - Mówię cicho.
-Potrzeba ci czegoś? Mogę to załatwić -  Trochę spuszcza z tonu, wiem przecież, że chodzi mu o moje bezpieczeństwo.
-Mogę tam podjechać z ochroną -  Zaczynam negocjacje, ostatnio mi nawet nie źle poszło.
-Niech będzie. Idź do nich teraz i odezwij się w drodze do domu - Wzdycha głośno - Nie jestem ci w stanie niczego odmówić mała – Czuję, że się uśmiecha.
-Kocham pana panie Evans. Odezwę się na pewno i przepraszam.
-Pa skarbie - Rozłącza się.
Żegnam się szybko z dziewczynami i idę do samochodu. Faktycznie, czeka tam kilku paparazzich, nie wpuścili ich co prawda na teren kampusu więc czekają na parkingu. Szuje jedne! Widzę też Erickowego Bentleya i ochroniarza, który przy nim stoi. To pewnie mój transport. Biegnę do niego szybko by tamci mnie nie zauważyli.
-Panno Donell! - Mówi czarnoskóry dobrze zbudowany mężczyzna, chyba ten sam co nas odbierał z lotniska ale byłam wtedy taka śpiące, że nie pamiętam dobrze.
-Dzień dobry! -  Kłaniam się lekko zdeprymowana, nawet nie wiem jak ma na imię? To chyba szofer Ericka.
-Gdzie ma ochotę pani jechać? Pan Evans mówił, że chcę pani jechać na zakupy - Uśmiechnął się i otworzył mi drzwi.
-A mój samochód? - Zapytałam pokazując na zaparkowane niedaleko auto.
-Spokojnie, sprowadzimy je do New Jersey jeszcze dziś wieczorem. Proszę wsiadać, bo te sępy już panią zauważyły - Zasłonił mnie tak bym mogła wsiąść.
-Dziękuję....yyyy..
-Jack, panno Donell - Uśmiecha się ponownie.
-Dziękuje Jack! - Wsiadam szybko. Za przyciemnianą szybą nikt mnie już nie widzi.
-Gdzie jedziemy?
-Może być jakieś nieduże centrum handlowe, najlepiej nie w centrum, bo będzie za dużo ludzi - Patrzę w lusterko gdzie nasze spojrzenia się krzyżują. Dzwoni telefon Jacka. Odbiera.
-Masz ją? - To głos Ericka.
-Tak panie Evans.
-Gdzie jedziecie?
-Do centrum handlowego na przedmieścia. Zadbam o wszystko, nic się nie stanie! - Rzuca szybko, nie jest zbyt rozmowny.
-Będziemy w kontakcie. Dziękuję Jack.....
-Nie ma za co proszę pana.
-Złośnico, kocham cię! - Aż podskoczyłam na siedzeniu gdy to usłyszałam. Skąd wie, że jest na głośniku? Spojrzałam w lusterko, Jack próbuje ukryć rozbawienie i uśmiecha się serdecznie. Ale żenada.
-Też cię kocham Erick -  Mówię na tyle głośno żeby usłyszał i oblewam się rumieńcem. Rozłącza się. Siedzę zawstydzona na tylnym siedzeniu i próbuję uspokoić swój oddech. Jak to możliwe, że nawet jego głos tak na mnie działa? Ten mężczyzna jest taki deprymujący, podniecający i wkurzający jak nikt inny. Tyle sprzeczności w jednej osobie, a ja właśnie jego kocham nad życie.
Podjeżdżamy pod wielki dom handlowy, jest prawie trzecia po południu. Ludzie pędzą na lunch żeby spotkać się ze znajomymi w godzinę przerwy. Na szczęście tłok jest tylko w kawiarniach i restauracjach, w samych sklepach wiele mniejszy. Ja potrzebuję sklepu z bielizną, najlepiej erotyczną. Nie mam pojęcia czy znajdę tu taki? Jack idzie przy moim boku jak cień, nic się nie odzywa tylko obserwuje wszystko dookoła. Nagle widzę napisz „sex shop”! To jest to, na pewno znajdę tam to czego poszukuję.
-Jack chciałabym wejść do tego sklepu - Pokazuję dyskretnie ręką na bilbord nad wejściem i od razu się rumienię. Co on sobie pomyśli? Jego mina mówi wszystko, jest profesjonalistą ale to pewnie pierwszy raz, że musi wejść do seks shopu z obcą dla niego kobietą. Rozgląda się niepewnie i prowadzi mnie do środka.
-Poczekam przy wyjściu - Mówi cicho i oddala się tak by mnie widzieć. Boże biedny człowiek! Erick powinien mu za to dać podwyżkę, na pewno ma  żonę i dzieci, a ja go w takie miejsce przyciągnęłam! Cholernie mi głupio. No trudno, w końcu taką ma pracę. W wejściu wita mnie dość wyzywająco ubrana ale sympatyczna pani koło czterdziestki. Za ladą widzę także młodego chłopaka, wygląda na geja. Uśmiecha się do mnie miło i idzie w moją stronę.
-Dzień dobry w czym mogę pomóc?  - Rzuca lekko i mierzy mnie wzrokiem od stóp po czubek głowy, głos ma tak zniewieściały, że potwierdzam moje przypuszczenie, że jest gejem. Na tą myśl od razu mi lepiej i trochę się rozluźniam.
-Dzień dobry! -  Uśmiecham się - Potrzebuję seksownej bielizny na wieczór dla mojego....narzeczonego -  Mówię śmiało, chłopak przypatruje mi się ciągle jakby mnie znał.
-Rozumiem, ma pani na myśli jakiś strój, przebranie czy po prostu kusą bieliznę?
-W sumie sama nie wiem, możesz mi pokazać co tu macie ciekawego? - Ruszam powoli w alejkę z różnymi dziwnymi przedmiotami o których zastosowaniu nie chcę nawet myśleć. Erick na pewno by wiedział do czego to wszystko służy. Ja rozpoznaję tylko wibratory, jednak niektóre z nich mają takie dziwne kształty i różnego rodzaju wypustki, że aż się wzdrygam.

-Dziękuję za pomoc David.
-Nie ma za co Meg, na pewno facet będzie zachwycony gdy cię w tym zobaczy. Jakbym był hetero to na pewno by mi dygnął! - Powiedział rozbawiony sprzedawca i oboje zaczęliśmy się śmiać. Okazał się bardzo przyjacielski i od razu przeszliśmy na "ty". Tak jak przeczuwałam rozpoznał mnie z gazet i wiedział o Ericku, i tak jak myślałam jest gejem. W ogóle nie czułam się w jego obecności skrępowana, pomógł mi wybrać strój którego sama bym nie wybrała. Usłyszałam od niego mnóstwo komplementów, a na pożegnanie wycałował mnie i wyściskał. Co za dziwne ale przyjemne doświadczenie. Chyba nie znałam do tej pory żadnego geja. Ciekawe jak Erick zareaguje jak mu o tym opowiem? Jack czeka spokojnie przed wyjściem, minę ma poważną i obserwuję wszystko wkoło. Na mój widok uśmiecha się lekko i patrzy na torebkę z zakupem który właśnie zrobiłam. Widzę, że próbuje opanować śmiech, jednak mu się nie udaje.
-Przepraszam panno Donell, nie powinienem! -Beszta sam siebie i próbuje się uspokoić.
-Rozumiem, że nieźle cię wrobiłam - Odwzajemniam uśmiech i idziemy alejką w kierunku parkingu.
-Chciałabym jeszcze iść do sklepu dla kobiet w ciąży i niemowląt -  Rzucam lekko i wypatruję takiego sklepu. Jack spojrzał na mnie zaskoczony, ale tylko kiwną głową - Chcę kupić prezent dla siostry na babyshower - Dodaje dla wyjaśnienia. Jego mina od razu ulega zmianie, jakby mu ulżyło. Po chwili znajduję taki właśnie sklep, Jack czeka przed wyjściem. Wybieram kilka słodkich różowych smoczków, butelkę do kompletu oraz malutkie różowe skarpeteczki, i buty, które mieszczą mi się na połowie dłoni, oczywiście także różowe. Zauważam też literki, które można powiesić w pokoju dziecka nad łóżeczkiem i wybieram trzy z nich by ułożyć imię - EVA, tak będzie miała na imię moja chrześnica. Jestem taka podekscytowana, że najchętniej kupiłabym cały sklep ale muszę się opanować. Wyjmuję kartę, którą wyrobił mi Erick i płacę prawie 300 dolarów. Strój w seks shopie też nie był tani jak na kilka sznureczków i koronki. No ale cóż, podobno mam się przyzwyczajać.
-Chce pani jeszcze gdzieś iść? - Pyta grzecznie Jack i odbiera ode mnie zakupy.
-Chodźmy na lody, pan Evans stawia! -  Podskakuje zadowolona gdy dostrzegam swoją ulubioną lodziarnię, Jack patrzy zakłopotany i nie wie co zrobić - Daj spokój Jack, jest tak gorąco, a tobie też należy się jakaś rekompensata za ten pierwszy sklep! - Przewracam oczami na myśl jak musiało mu być niezręcznie. Po chwili namysłu idziemy razem i wybieramy oboje największe porcje, ja owocowe, on czekoladowe. Siadamy przy stoliczku. Jack przy mnie zachowuje się już nieco swobodniej. Rozumiem jednak, że przy Ericku musi zachować pełną powagę ale nie chce by mnie traktował jak dziewczynę szefa. Dziwnie się czuje gdy zwraca się do mnie na „pani”.
-Jack mam prośbę... - Mówię oblizując łyżeczkę z bitej śmietany.
-W czym jeszcze mogę pomóc panno Donell?-  Pyta grzecznie.
-Właśnie o to, mów mi proszę po imieniu. Meg - Wyciągam rękę i uśmiecham się szczerze.
-Pan Evans nie byłby z tego zadowolony panno Donell -  odpowiada zmieszany.
-Pan Evans nie ma tu nic do gadania. To będzie nasz układ, mów do mnie po imieniu proszę. Możemy za każdym razem po zakupach chodzić na lody - Puszczam mu oczko by się trochę wyluzował. Uśmiecha się i przytakuje.
Wychodząc z centrum dostrzega nas jakiś jeden durny paparazzi. Jack od razu mnie izoluje i prowadzi szybko do samochodu. Naprawdę jest dobry w tym co robi, pełen profesjonalizm. To pewnie najbardziej zaufany kierowca i ochroniarz w jednym dla Ericka. Rozsiadam się wygodnie na tylnym siedzeniu i przeglądam to co kupiłam. Z radością pokazuję Jackowi małe buciki i smoczki do lusterka, zerka tylko dyskretnie i widzę, że się uśmiecha. Nawet swobodnie się przy nim czuję, nie jest takim typowym ochroniarzem z którym nie można rozmawiać. Ciekawe jak długo pracuje dla Ericka? Na pewno wie o nim wiele rzeczy i wiele widział. Monikę też woził? Na tę myśl od razu przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz. Nie myśl o niej! Karci mnie moje wewnętrzne „ja”. Wyjmuję z torebki telefon i dzwonię do Ericka.
-Zakupy się udały? - Odbiera po pierwszym sygnale.
-Udały się, nawet nie wiesz jak bardzo! - Mówię tajemniczo i uśmiecham się sama do siebie.
-To bardzo mnie to cieszy. Jadłaś coś dziś w ogóle? - Zmienia ton na tatusiowy. O cholera! Będzie zły, że nic normalnego nie miałam dziś w ustach.
-Byliśmy z Jackiem na lodach! -Rzucam wesoło, może nie będzie tak źle?
-Lody to nie posiłek Meg! Musimy porozmawiać na temat spouchwalania się z personelem! -Mówi lodowato i już wiem, że mam kłopoty, mam chociaż nadzieję, że Jackowi się nie oberwie.
-Kupię coś na wynos u Smithów może być? Akurat mamy po drodze - Próbuję go ugłaskać.
-Dobrze ale niech Jack pójdzie, ty zaczekasz w samochodzie. Muszę kończyć mała, mam spotkanie. Zadzwonię później. Kocham cię. Pa!
-Ja ciebie też. Buziaki. Pa! -  Ufff upiekło mi się. Nie mija chwila i dzwoni telefon w samochodzie. To Erick przekazuje Jackowi, że mamy jechać do Smithów, zamówić coś na wynos. Czy ten człowiek wytrzyma choć chwilę bez kontroli nad wszystkim?
Gdy dojeżdżamy za przedmieścia New Jersey dochodzi czwarta. W powietrzu czuć burzę. Proponuję Jackowi by wszedł chociaż na chwilę jednak on grzecznie odmawia. Musi pewnie wrócić do Nowego Jorku po Ericka i mój samochód. Flory ani Raya już nie ma, panuje taka cisza, że mnie to przeraża. Powtórzę to po raz któryś!  Ten dom jest zdecydowanie za duży. Włączam muzykę w salonie, bo inaczej zwariuję. Trafiam na jakieś lokalne radio z przebojami. Biegnę do naszej sypialni by schować strój, który kupiłam na wieczór. Upycham go głęboko by Erick nie znalazł. Muszę poszukać jakiegoś ozdobnego papieru i wstążek by zapakować prezent dla Kim i maleństwa. W pomieszczeniu za kuchnią, które nazwałam spiżarnią, jak już mówiłam, można znaleźć wszystko, łącznie z papierem toaletowym i ozdobnym do pakowania. Rozsiadam się na środku salonu przed kominkiem i zaczynam pakować maleńkie prezenty na babyshower. Idę na górę po sukieneczkę, którą kupiłam wcześniej i także ją zawijam. Stos słodkich, prezentów w fioletowo-różowym papierze wygląda super. Kimberly na pewno się ucieszy i obie będziemy płakać ze szczęścia. Moja młodsza siostra za około dwa miesiące zostanie mamą, a ja chrzestną. Ta myśl wywołuje niepohamowany uśmiech na mojej twarzy. Ciekawe co u niej słychać? Powinnam chyba zadzwonić.
-Hej Kimi tu Meg! - Witam ją radośnie, na pewno nie spodziewa się mojego telefonu.
-Boże Meg, możesz dzwonić? - Pyta zaskoczona ale i zadowolona.
 -Do swojej własnej, osobistej, ciężarnej siostry mogę! - Obie zaczynamy się śmiać, siadam wygodnie na kanapie i wyciągam nogi.
-Tata mówił, że w sobotę zapraszacie nas na obiad do New Jersey! - Mam nadzieje, że się niczego nie domyśla.
-Tak to pomysł Ericka, zobaczysz gdzie mieszkamy. Mamy tu tyle pokoi, że jeden spokojnie może być wasz - Zmieniam temat.
-Zobaczysz jaka już jestem wielka, mała daje mi tak popalić, że ledwo się ruszam. Jak mi czasami przyładuje pod żebro to chce mi się płakać! - Oj biedna Kimi i tak jest bardzo dzielna, moim zdaniem. Nie miała żadnych nudności ani problemów w ciąży.
-Przywieź zdjęcie z USG jeśli masz jakieś nowe, chętnie zobaczę moją chrześnicę. A jak Robert? Przeprowadziliście się już?
-Mało ostatnio bywa w domu, ciągle siedzi w pracy, a ja muszę zabawiać jego rodziców. A co do przeprowadzki to lepiej nic mi nie mów, remont się ciągnie i ciągnie…!
Gdy w końcu udało mi się delikatnie zakończyć rozmowę zobaczyłam, że czas połączenia wyniósł 47 minut. Jezu! Nawet nie wiedziałam, że tak długo rozmawiałyśmy. Erick strzeli mi kolejny wykład na temat telefonów, no ale skoro mam go mieć przy sobie to chyba mogę też z niego korzystać. Zadzwoniłabym z chęcią do Johna. Tęsknię za nim. Erick mówił, że był w szpitalu ale ja tego przecież nie pamiętam. Ostatnio widziałam go w styczniu gdy odwoziłam go na lotnisko przed wyjazdem na wymianę do Europy. Tak mi brakuje naszych rozmów, tylko jemu mogę powiedzieć dosłownie wszystko, no i Erickowi oczywiście. Nawet nie wiem czy mogę z nim chociaż mailować? Do taty pisałam ale wiem, że te maile są monitorowane i chronione. Moje rozmyślania przerywa dźwięk komórki, to znowu Erick. Kurde! Zapomniałam do niego zadzwonić, że jestem już w domu.
-Halo?-  Odbieram cicho.
-Czemu nie zadzwoniłaś, że dojechałaś? - Pyta z pretensją i żalem ale nie jest zły. To dobrze.
-Zapomniałam, pakowałam prezenty dla Kim i wyleciało mi to z głowy. Mogłeś przecież zadzwonić do Jacka i zapytać.
-Tak też zrobiłem Meg. Wiesz, że się o ciebie martwię. Cały dzień nie mogę się na niczym skupić bo wiem, że jechałaś sama do Nowego Jorku! To duże ustępstwo z mojej strony, że się na to zgodziłem. Mam nadzieję, że to rozumiesz – Och ale ten  Erick apodyktyczny.
-Tak rozumiem. O której będziesz?
-Niedługo wychodzę. Zjadłaś obiad od Smithów? - O kurwa! Zapomniałam. Patrzę na kuchenną wyspę na której stoi torba z jedzeniem.
-Tak - Kłamię.
-Nie zjadłaś! - Mówi pewny siebie i wiem, że przewraca oczami, skąd on wie?
-No nie zjadłam no. Ale już się za to zabieram! - Czy on zawsze musi taki być? Ciekawe co by powiedział jakbym chciała iść na dietę odchudzającą?
-Skarbie musisz o siebie dbać, twój organizm przeszedł wiele i musisz go teraz podratować. Nie zmuszaj mnie bym wciskał ci jedzenie na siłę.
-Ale....
-Lody to nie posiłek powtarzam! - Przerywa mi. Skąd wie, że właśnie chciałam to powiedzieć?
-Dobrze już dobrze panie najmądrzejszy i wszystko chcący wiedzieć! Idę zjeść mój pyszny obiad więc muszę kończyć! - Udaję obrażoną.
-Będę koło ósmej. Smacznego kochanie! – mówi dosadnie.
-Dzięki. Pa - Żegnam się chłodno i odkładam telefon. Siadam przy kuchennym stole i otwieram pudełko z jedzeniem. Mmmm ale zapach! Kurczak w cieście, ryż i sałatka ze świeżych warzyw, często to jadłam gdy byłam u nich na stażu. To smak kojarzący mi się z tamtym okresem mojego życia. Niby tak niedawnym, a z drugiej strony tak odległym. Najadłam się tak bardzo, że nic więcej mi się nie chce. Za oknem widać groźne burzowe chmury, mam nadzieję że Erick zdąży dojechać, bo jeśli mam zostać tu sama na całą noc to chyba dostanę zawału. Popływałabym w basenie ale niestety mam jeszcze okres, więc i strój z sex shopu, który dziś kupiłam, musi poczekać. Byle do niedzieli i nie będziemy musieli myśleć o zabezpieczaniu się. Erickowi zdarzyło się parę razy o tym ,zapomnieć więc taki zastrzyk raz na trzy miesiące to dobre rozwiązanie. Tabletek zapewne zapominałabym brać codziennie. Ciekawe czy zdarzało mu się tak wcześniej? Z Moniką na przykład? O nie, nie myśl o niej! To wystarczyło jednak bym sama sobie zepsuła humor. Moje myśli krążą wokół niej dość często. Za często. Co tak naprawdę ona do niego czuje? Kocha go? Kochała? A może to taki pies ogrodnika, ale pewnie nigdy się tego nie dowiem. Moją zadumę przerywa kolejny telefon, wyświetla się numer którego nie znam. Kurczę! Powinnam odebrać?
-Megan Donell! - Mówię gdy w końcu decyduję się porozmawiać.
-Witam panią z tej strony detektyw Nina Stone, przesłuchiwałam panią w poniedziałek.
-Tak pamiętam -  Trudno tego nie pamiętać, ciekawe czego chce?
-Chciałabym się z panią spotkać - Mówi tajemniczo.
-Wydaje mi się, że powiedziałam już wszystko co pamiętam - Nie mam ochoty na takie spotkanie, nie chcę kolejny raz tego przeżywać.
-Mam kilka dodatkowych pytań, tu chodzi nie tylko o panią ale też o pani narzeczonego, Ericka Evansa - Mówi stanowczo jakby nie dawała mi innego wyboru.
-Nie będzie mnie w Nowym Jorku w najbliższym czasie, dopiero co wróciłam, gdyby zadzwoniła pani rano....
-Ja przyjadę do pani - Przerywa mi. Kurwa! To chyba naprawdę coś poważnego skoro policja się do mnie chcę pofatygować.
-Dzisiaj? - Pytam zaniepokojona, nie wiem czy jestem gotowa na kolejne spotkanie.
-Nie, dziś nie dam rady panno Donell, jutro koło jedenastej bym się zjawiła - Mówi uprzejmie ale pewnie.
-Dobrze w takim razie będę czekała na panią jutro. A czy mogę zapytać o co dokładnie chodzi?
-To nie jest rozmowa na telefon panno Donell. Porozmawiamy jutro. Do zobaczenia.
-Rozumiem. Do widzenia - Rozłączam się. Z nerwów od razu rozbolał mnie brzuch. Powinnam powiedzieć Erickowi o tym telefonie? Mam dziwne przeczucie, że chodzi o Monikę, że coś wymyśliła po ostatniej wizycie. Przeraża mnie ta myśl, bo oskarżyła go o gwałt bez żadnych dowodów. Przecież to niedorzeczne, żaden sąd nie uwierzyłby jej tylko na słowo. Fakt, że byli parą chyba nie o tym nie świadczy prawda? A może się mylę? Trzeba mieć przecież obdukcję czy zaświadczenie ze szpitala by były jakieś podstawy. Nie można tak po prostu iść na policję i coś takiego zeznać. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że Erick byłby zdolny do czegoś takiego. W co ona gra? Chce go skompromitować by nie wyszła na jaw ta cała sprawa z jej agencją? Wtedy Erick też wiele by stracił, głównie reputację ale ona wiele więcej. 
Suka! Resztę dnia, do powrotu Ericka myślałam o tym nieustannie. Gdy usłyszałam domofon, że ktoś wjeżdża za bramę wybiegłam przed dom. Wiedziałam,  że to mój ukochany. Jack podjechał powoli na podjazd i za chwilę z samochodu wysiadł Erick. Rzuciłam się mu na szyję i wtuliłam jak mała dziewczynka. Widziałam jego zdziwioną minę na takie powitanie, Jack tylko uśmiechał się patrząc w lusterka.
-Hej skarbie już jestem, aż tak się stęskniłaś? - Powiedział tak czule, że zrobiło mi się cieplej na sercu.
-Tak właśnie tak! Stęskniłam się bardzo ale to bardzo mocno! -Tuliłam go z całych sił, położył dłonie pod moją pupę by mnie przytrzymać.
-Oj maleńka, chodź do domu. Zaraz się tobą zajmę jak należy - Nie widziałam jego twarzy ale czułam ten uśmieszek -  Jack to wszystko, możesz wracać. Jutro o tej samej porze! - Rzucił szybko do kierowcy.
-Rozumiem. Do jutra panie Evans, panno Donell! - Skinął głową w moją stronę. Oho! Chyba miał pogadankę z Erickiem.
-Cześć Jack! - Machnęłam ręką i się uśmiechnęłam. Mam nadzieję, że nie jest na mnie zły , a Erick nie zrobił mu jakiegoś nieprzyjemnego wykładu.
Wchodząc do domu Erick skierował się od razu do sypialni. Nic nie mówił tylko trzymał mocno moje pośladki. Posadził mnie na łóżku i spojrzał na mnie tym swoim uroczym chłopięcym wzrokiem.
-Coś jeszcze przeskrobałaś? - Zapytał obierając się o filar łóżka.
-Coś jeszcze? A to w ogóle coś przeskrobałam? -  Zapytałam słodko i zrobiłam niewinną minkę, wiem, że się złościł za jedzenie i moje poranne fochy.
-Oboje wiemy o czym mówię Meg. Jesteś nieposłuszna jak małe dziecko, kiedy do ciebie dotrze, że naprawdę chodzi tylko o twoje bezpieczeństwo?
-Wiem…-  Mówię cicho - Przepraszam za rano i w ogóle za dziś… - Macham ręką - Nie wiem co we mnie wstąpiło? - Doskonale wiem ale przecież się nie przyznam, że miałam głupie myśli na temat zaręczyn i ślubu.
-Masz ostatnio takie wahania nastrojów, że ciężko mi nadążyć. To dla mnie nowość… - Usiadł koło mnie, jego wzrok jest łagodny, czuje od niego tyle czułości i miłości, a jedyny dotyk, który nas teraz łączy to jego dłoń na moim kolanie.
-Sama tego nie pojmuje, to chyba przez ten zastrzyk? Spora dawka hormonów no i ten cholerny okres... -  Przewracam oczami i uśmiecham się lekko.
-Jeszcze się nie skończył?! - Pyta zadziwiony, chyba liczył na bzykanko dziś wieczorem.
-No jeszcze nie, ale to już raczej ostatni dzień - Pocieszam go ale strasznie chce mi się śmiać.
-Raczej ostatni?! - Jego mina w tym momencie to mistrzostwo świata, mało nie wybucham śmiechem.
-Tak normalnie u mnie trwa to 5 dni, dziś jest akurat piąty - Zachowuję powagę i myślę o stroju, który dziś kupiłam. Mam nadzieje, że mu się spodoba.
-To straszne, wymyśliła to na pewno kobieta by karać niewinnych mężczyzn! - Mówi żartobliwie i kładzie mnie na łóżko tak, że jedną nogą jest między moimi udami - Tak cię kocham maleńka! -Dodaje i składa namiętny pocałunek na moich ustach od razu wdzierając się do środka. Jego dłonie  wplatają się w moje włosy by przytrzymać mi głowę. Erick pogłębia pocałunek, a ja od razu czuję przyjemne skurcze w dole brzucha. Wypełnia mnie pożądanie i mam ochotę zedrzeć z niego ubranie. Ledwo może się opanować by się oderwać, a gdy w końcu mu się udaje, to oboje dyszymy z podniecenia. Czuje jego twardy wzwód na udzie, a jego spojrzenie przeszywa mnie na wskroś. Oczy mają kolor jak burzowe niebo, które widać przez okna sypialni.
-Chodź pod prysznic, wynagrodzę ci te twoje męki… - Szepczę do jego ucha, a on cały sztywnieje z zaskoczenia i podniecenia.
-Na pewno? - Pyta łagodnie, nie chce mnie niczym urazić. Och mój kochany! Nawet nie wie jak uwielbiam czuć go w swoich ustach. Nie odpowiadam nic i tylko wstaję i ciągnę go za sobą pod prysznic. Odkręcam wodę i zaczynam go powoli rozbierać Wsuwam dłonie w rękawy i zdejmuje z niego marynarkę, spada na podłogę. Zabieram się za guziki w białej koszuli, jeden za drugim po kolei. Przy czwartym ukazują się włoski na jego torsie, są takie seksowne. Składam w to miejsce delikatny pocałunek. Erick wstrzymuje oddech i łapie mnie w pasie. Wiem jak bardzo mnie pragnie, pragnie mnie posiąść tu i teraz. Nie przestaję jednak rozpinać koszuli i w końcu zsuwam ją z jego ramion. Jest nagi od pasa w górę. Taki piękny, męski a zarazem delikatny, mój ukochany. Pragnie w tej chwili tylko mnie, mnie kocha i chce mi dać wszystko co najlepsze.
-Kocham cię - Mówię cichutko i rozpinam pasek od spodni. Erick wydaje z siebie jęk i zamka oczy. Rozsuwam rozporek i spodnie opadają na podłogę obok koszuli i marynarki.  Rękoma przesuwam w dół ud i pozbywam się z niego czarnych bokserek. Jego ciało całe napięte w erotycznym oczekiwaniu. Nie otwiera oczu ale zapewne tylko dlatego, by mnie nie zerżnąć na podłodze w łazience. Kucam by zdjąć buty i skarpetki, Erick robi krok do przodu by wyjść z nogawek spodni, które zatrzymały się na kostkach. Jest taki cudowny, nagi i cały mój. Wchodzimy pod prysznic, ja w sukience. Jeśli się rozbiorę wiem jak to się skończy. Erick patrzy jak woda oblewa materiał i przykleja się do mojego ciała, opinając je i uwydatniając wszystkie kształty. Chwyta mnie mocno i sadza na swoich nagich biodrach. Wydaję głośny jęk gdy składa mi łapczywy pocałunek na ustach.
-Boże Meg, co ty ze mną wyprawiasz!? - Mówi i jednym ruchem rozwiązuje zawiązaną na mojej szyi sukienkę, która jest tak ciężka od wody, że wsuwa się na podłogę. Stoję przed nim jedynie w majtkach i staniku bez ramiączek. Cała drżę z podniecenia. Nasze usta ponownie się stykają by brać z siebie jak najwięcej. Opiera mnie o ścianę i zaczyna całować coraz niżej i niżej...

10 komentarzy:

  1. Cudo *.* Kiedy następny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluje talentu świetna książka ,,bernadka,,

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam Twoją książkę ,,Na szczycie" superrrrrrr. Nie wierzyłam, że jest to książka polskiej autorki ale poszperałam po internecie i zdziwiłam się w dobrym tego słowa znaczeniu!!!! Czytam bardzo dużo i twoja propozycja jest naprawdę dobra, a wręcz znakomita. Czekam na drugą część.(proszę powiedz, że już niebawem ją opublikujesz). Co do "Efekt Ericka" to kochana zaczynaj pisać szybciej, bo odchodzę od zmysłów zastanawiając się co dalej?! Najgorsze jest to, że człowiek potrafi tak szybko czytać!!!;-(. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pozdrawiam. Karola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłą wiadomość :) Co do pytania o drugą część Na szczycie to jeszcze nie mogę powiedzieć nic konkretnego ale więcej informacji będę mogła zdradzić pod koniec lata, na początku jesieni :) Efekt Ericka mam napisany już hen hen do przodu ale nie zawsze mam czas wrzucić Wam rozdział na bloga. Postaram się jednak by rozdziały pojawiały się jak najczęściej. Kolejny pojawi się zapewne jutro.

      Usuń
  4. Ja też jestem szczerze zdziwiona, że pomimo ciężkich warunków na wybicie się w jakiejkolwiek dziedzinie znajduje się utalentowana pisarka, która udowadnia wszystkim polskim niedowiarkom starą maksymę "polak potrafi". Dodam, że znalazłam się na twoim blogu dzięki pozycji "na szczycie", nawiasem mówiąc jest bezkonkurencyjna w odniesieniu do jej zachodniego pierwowzoru "Sinersi", z kolei " efekt ericka" kojarzy mi się z trylogią Starka, co oczywiście nie oznacza plagiatu. Rozumiem, że pewne elementy winny się zdublować, bo tylko raz odkrywamy eurekę. Najważniejsze jest to, aby opakowanie nie konkurowało z zawartością, a obie twoje opowieści zawierają gruntowne podstawy do stworzenia niebanalnych historii, przede wszystkim bohaterowie są charakterystyczni, z temperamentem, akcja wręcz się sama nakręca, a już szczytem marzeń dla nas czytelniczek są gustownie i wiarygodnie opisane sceny intymne. Jeszcze raz gratuluję. Agn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie macie pojęcia ile takie komentarze jak ten dla mnie znaczą. Dziękuję za niego z całego serca :) Ogromnie się cieszę, że książka jak i Efekt Ericka Ci się spodobały :) Mam nadzieję, że Twoje komentarze pojawiać się będą pod kolejnymi rozdziałami, bo fajnie się je czyta :) Lubię gdy ktoś aktywnie uczestniczy w "akcji" :)

      Usuń
  5. Ja również dołączam się do komentarzy powyżej. Czytałam "Na szczycie" i uważam, że książeczka jest super. Mam nadzieję, że pójdzie dalej w świat bo naprawdę świetnie i szybciorem się ją czyta (pomimo swojej objętości - i to wyszło na plus, bo nie można było się od niej oderwać, chciało się więcej i więcej...;) już nie mogę doczekać się następnej części;) Dziękuję Ci za to, że udostępniłaś opowiadanie "Efekt Ericka". Masz naprawdę talent Dziewczyno:) Tak mnie wciągnęła ta historia, że aż ciężko cierpliwie wysiedzieć w oczekiwaniu na kolejny rozdział;) byłabym w niebie gdybyś zamieszczała więcej niż jeden rozdział;) pozdrawiam i życzę dalszej weny twórczej/ Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) kolejny rozdział pojawi się jeszcze dziś :)

      Usuń