Premiera już w lipcu!

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 31

Piątek, 19 lipca

Budzi mnie pielęgniarka by zabrać mnie na tomografię. Półprzytomna, po ciężkiej nocy i lekach, zostaję zabrana na badanie. Gdy leżę w tym wielkim tunelu, mam miliony spraw w głowie. Gwałt, pobicie, Monika, pocałunek Filipa, przesłuchanie, Kim, rodzice.... Moje życie nigdy nie było tak skomplikowane jak w tej chwili. Szum maszyny miesza się z myślami o tym wszystko co było. O wszystkim co może być, o tym, że mogę nawet umrzeć. Nie! Nie chcę tego! Kocham Ericka, chcę z nim być, na zawsze. Nie chcę by to "na zawsze" właśnie się skończyło. Nie tak miało być. Nie chcę odchodzić z tego świata, nie mogę mu tego zrobić. 
Nie mogę się ruszyć, widzę jednak ukradkiem, za szybą, mamę Ericka, tego doktora co wczoraj u mnie był, oraz zapewne neurochirurga o którym wspominał wczoraj Erick, stoi też tam Filip. Na jego widok zamykam oczy. Czy będę miała w ogóle okazje z nim o tym porozmawiać? Dlaczego mnie wczoraj pocałował? Co w niego wstąpiło?
-Meg za chwilę kończymy -  Słyszę głos z głośnika. Nie mogę nic powiedzieć więc tylko mrugam powiekami.
Nie wiem ile czasu trwało badanie? Po wszystkim zostaję zabrana na swoją salę i mam czekać. Nie wpuszczają do mnie nikogo, oprócz lekarza.
-Witaj Meg nazywam się David Miller, jestem neurochirurgiem - Przestawia się mężczyzna. Jest dość niski, z burzą siwych włosów na głowie. Przypomina mi trochę Einsteina i uśmiecham się na jego widok.
-Dzien dobry doktorze. Wiadomo już coś? - Staje zaraz obok łóżka i patrzy mi prosto w oczy. Bije od niego tyle empatii i miłości bo bliźniego. Czuję,  że jestem w dobrych rękach.
-Niestety potwierdziły się nasze przypuszczenia -  Mówi poważnie - Masz krwiaka w tylnej części mózgu, jest dość spory, według nas ma około pięciu centymetrów -  Moje oczy rozszerzają się z niedowierzania. Boże czy to się dzieje naprawdę?
-I co z tym zrobicie? - pytam starają się nie wyciągać wniosków. Nie jestem lekarzem i tak naprawdę niczego nie wiem. Niczego nie wiem...
-Musisz być jak najszybciej operowana Meg. Przyjechałem specjalnie by osobiście asystować przy operacji.
-Jakie mam szanse? - Do oczu napływają mi łzy. Nawet nie pożegnam się z rodzicami i Erickiem. Niczego nie wyjaśniłam, nie pozałatwiałam spraw związanych z procesem i z tym wszystkim. Boże! To nie może się tak skończyć. 
-Szanse są spore, krwiak na szczęście nie jest głęboko. Musimy otworzyć czaszkę i go usunąć. Możliwe, że wrócisz do całkowitej sprawności.
-Możliwe, że wrócę? - zaniepokoiły mnie te słowa. Próbowałam się poruszyć ale nie dałam rady.
-Spokojnie Meg - Położył rękę na moim ramieniu - Mogą być różne skutki, to bardzo poważna operacja - mówił spokojnie co nieco mnie uspokoiło. Mimo powagi sytuacji naprawdę czułam, że jestem w dobrych rękach.
-Jakie skutki na przykład? - Pytam.
-Utrata pamięci to chyba najczęstsze. Czasami dochodzi do niedotlenienia mózgu i paraliżu ale zrobimy wszystko by tak się nie stało. Każdy organizm reaguje inaczej Meg. Trzeba być dobrej myśli.
-Mogę nic nie pamiętać? - Moje serce zaczyna walić coraz szybciej. To z emocji, bo tego się nie spodziewałam.
-Tego nie wiem - odpowiada wprost - Niektórzy pacjenci nie pamiętają tylko ostatnich wydarzeń albo nie mają problemów, zdarzą się jednak, że nie wiedzą nawet jak się nazywają i gdzie się znajdują. Nie wiedzą kim są... - Głos ma ciepły i spokojny, jego opanowanie jednak tym razem na mnie nie działa. Zaczynam niepohamowanie płakać i nie mogę tego opanować.
-Boże! - Po policzkach płyną mi łzy - Chcę zobaczyć Ericka! - Krzyczę. Jak to mogę go nie pamiętać?! 
-Zobaczysz go na chwilę przez operacją, musimy cię teraz przygotować… -  Sprawdza coś na monitorze, który przewodem podłączony jest do mojego palca. Mój świat właśnie po raz kolejny rozpada się na kawałki. Mam cudowna rodzinę, wymarzonego narzeczonego, wiele niedokończonych spraw, a w tym momencie nic nie mogę zrobić. Jestem zdana na łaskę... Ale czyją? Boga? Lekarzy? Szczęścia? Nawet jeśli przeżyję mogę być sparaliżowana lub mogę nic nie pamiętać. Przed oczami mam obrazy gdy pierwszy raz zobaczyłam Ericka, gdy zabrał mnie z bankietu, nasze wakacje na Bahamach. Wszystko miesza się... dzieciństwo... gdy bawiłyśmy się z Kim u babci na plaży, wszystkie święta Bożego Narodzenia w jej domu, pierwszy siniak, pierwsze złamanie ręki... Dorosłość... gdy kupiłam swój pierwszy samochód, pierwszy pocałunek, wszystko takie pierwsze... Erick, Erick, Erick...Nie miałam pojęcia co czują osoby w takich chwilach, teraz już wiem. Wiem, że gdybym wiedziała, że tak będzie, cieszyłabym się każdą chwilą. Nie rozpamiętywała złych chwil, nie kłóciłabym się z Erickiem i Kim, nie sprzeciwiała rodzicom. Carpe Diem.

-Meg… -  Słyszę cichy głos Ericka. Wchodzi na salę w której leżę. Jestem gotowa do operacji. Mój ukochany ma na sobie to zielone coś, co się nosi w szpitalach. Mam ochotę się uśmiechnąć, bo wygląda jak kosmita. 
-Erick -  Mamroczę otumaniona środkami farmakologicznymi.
-Wszystko będzie dobrze maleńka - Chwyta moja dłoń bardzo delikatnie. Czuję jak cały drży. Nawet nie chcę myśleć co on musi teraz przeżywać. Wolę być w tym miejscu którym jestem, jakby to Erick tu leżał...nie wiem czy dałabym radę? To samolubne, ale nie zniosłabym gdyby coś mu się stało. Wolałabym umrzeć niż miałabym patrzeć na niego w takim stanie. To cholernie samolubne i nienawidzę się za to, że tak jest. 
-Wiem, że będzie dobrze.... wiem -  ledwo szepczę. Chcę napatrzeć się na jego piękną twarz, mimo tego, że widać na niej w tym momencie, tylko ból i strach - Uśmiechnij się proszę - Dodaję.
-Nie potrafię Meg… - Erick kręci głową ledwo zauważalnie i wzdycha głęboko. Słychać rozpacz w jego głosie.
-Proszę. Chcę cię takiego zapamiętać, uśmiechniętego, szczęśliwego...
-Boże nie mów tak! Wszystko będzie dobrze! - Unosi głos jakby nie dopuszczał do siebie myśli o złym scenariuszu... ale ja wiem, że muszę liczyć się z najgorszym.
-Obiecaj mi coś… - Ściskam jego dłoń najmocniej jak w tej chwili potrafię.
-Wszystko czego tylko chcesz… -  Przysuwa nasze złączone dłonie do swoich ust.
-Pamiętaj, że cokolwiek się stanie zawsze będę cię kochać, jesteś najcudowniejszym człowiekiem na świecie i zasługujesz na szczęście i miłość. Nigdy w to nie wątp -  Erick zaciska dłoń mocniej i zaczyna płakać, po jego policzkach spływają słone wielkie łzy. To nie jest słabość. To po prostu strach przed utratą ukochanej osoby – Obiecaj mi, że nawet jeśli stanie się najgorsze, że będziesz silny i dasz radę -  Dodaję.
-Nie mogę cię stracić Meg. Bez ciebie jestem nikim, bez ciebie nie chcę żyć - Erick ledwo mówi. Zanosi się łapiąc łapczywie powietrze. Mam ochotę scałować w tym momencie każdą z jego łez, to rzadki widok. Erick pewnie nigdy nie płacze -  Jestem taki żałosny, co ze mnie za facet, który płacze i nie potrafi pomóc swojej kobiecie? - dodaje wściekle. 
-Nie możesz się o nic obwiniać, rozumiesz? - Mówię najgłośniej jak potrafię.
-Meg przecież to wszystko moja wina! - wtrąca z wyrzutem - Gdybyś mnie nie poznała, nic takiego nie miałoby miejsca. Twoje problemy zaczęły się w chwili gdy się poznaliśmy -  Zaciska pięść i wiem, że czuje ogromny gniew. Zawsze będzie się tak czuł i nawet jeśli wszystko skończy się dobrze, to doskonale wiem, że Erick będzie się obwiniał. Zawsze. 
-Jesteś najlepszą rzeczą jaka przytrafiła się w moim życiu. Mimo tego wszystkiego z nikim bym się nie zamieniła. Dane mi było odnaleźć moją miłość, a nic nie jest od tego ważniejsze - mówię cichutko. Jak mam go zapewnić, że się myli? Przecież to nie jego wina. 
-Gdy już z tego wyjdziesz... - Wzdycha głęboko by nabrać powietrza - Chcę od razu wziąć ślub Meg… -  Zaskakuje mnie tym bardzo. Przecież mówił, że nam się nie śpieszy - Chcę byś została moją żoną najszybciej jak się da.
-Ja nie mam nic przeciwko panie Evans - Uśmiecham się łagodnie by trochę go rozweselić. Staje nade mną i całuje mnie lekko w usta. Jego wargi są takie miękkie i ciepłe, mógłby mnie całować zawsze. Już na zawsze...
-Kocham cię…-  Erick szepcze rozpaczliwie w moje usta. Ten pocałunek… Erick całuje mnie tak jakby się żegnał... to najgorsze uczucie jakie można sobie wyobrazić. Zduszam jęk i czuję, że on robi to samo.
-Już czas Meg,  Ericku musisz wyjść -  nagle wchodzi jego mama. Patrzy na nas i wiem, że także czuje ogromny ból. Widzi własnego syna w takim stanie, nie jest jej łatwo. Erick wtula się we mnie mocno, jakby chciał mnie zabrać albo zatrzymać? Jego matka podchodzi, kładzie dłoń na jego ramieniu i powtarza, że musi iść. Po chwili do sali wchodzi także Filip i zabiera go praktycznie siłą. Ostatnie spojrzenie Ericka jest pełne smutku i przeprosin. Boże! Za co on przeprasza? Nie mogę tego znieść. 
-Porozmawiamy później... - Mówię do Filipa i uśmiecham się choć wiem, że jego także nic  nie pocieszy. Widać po nim, że też jest przejęty. Może nawet żałuje tego wczorajszego pocałunku? Sama chcę wierzyć w to, że się obudzę i będzie wszystko dobrze. Muszę w to wierzyć, dla Ericka, dla rodziców, dla samej siebie.

Poniedziałek,  22 lipca

Budzę się i czuje to samo gdy wybudziłam się ze śpiączki. Głowę mam zabandażowaną, oczy także. Pierwsze co, to zaczynam mówić w myślach... Megan Donell, córka Garego i Scarllet, mam siostrę Kimberly, która jest w ciąży, jej facet to Robert. Spodziewają się córeczki Evy, która zostanie moją chrześnicą. Pamiętam! Wszystko pamiętam... Erick, Erick Evans to moja miłość, mój narzeczony, którego kocham nad życie. Najgorsze już chyba za mną. Teraz nic nas nie rozdzieli.  
-Doktorze budzi się… - Słyszę głos w pokoju, jednak przez bandaż nic nie widzę. Jakieś zamieszanie. Ktoś podchodzi do mnie, sprawdza kroplówkę w mojej prawej ręce i poprawia mi poduszkę. Słyszę pikanie różnych maszyn, nie czuję bólu, nic tak naprawdę nie czuję. Poruszam lekko palcami u ręki, nogi. Nie jestem sparaliżowana! Boże! Operacja się chyba udała. Jakbym mogła, skakałabym z radości. Gdzie jest Erick? Gdzie są wszyscy? Nie mogę nic powiedzieć, a tyle bym chciała. Czuję, że jestem słaba ale chyba wszystko jest dobrze.
-Słyszysz mnie Meg? - Mówi znajomy głos, to chyba doktor Miller ale nie mam pewności -  Porusz palcami jeśli mnie słyszysz - Poruszam obie dłonie - Jest dobrze - Dodaje lekarz do kogoś kto stoi obok. Fala ulgi zalewa moje ciało. To uczucie nie do opisania. 
-Wiesz gdzie jesteś? -  Pyta drugi, damski głos. To pewnie mama Ericka. Poruszam palcami ponownie by dać im do zrozumienia, że wiem - Zaraz zdejmiemy ci opatrunek z oczu i maskę z twarzy -  Dodaje. Ktoś podchodzi do mnie, chyba kobieta i delikatnie odwija bandaż, uwalniając mi oczy. Poraża mnie sztuczne światło szpitalnych lamp. Mija chwila zanim się przyzwyczajam i mogę otworzyć oczy. Widzę dość niewyraźnie, tylko sylwetki. W sali jest chyba z 5 osób. Pielęgniarka zsuwa mi maskę tlenową z twarzy i podaje wodę przez słomkę.
-Może boleć cię gardło od rurki, która się tam znajdowała w czasie i po operacji, pomagała ci oddychać… - Mówi doktor Miller, już widzę wyraźnie.
-Jaki jest dzień? - Pytam cicho. Głos mam ochrypły ale to mój głos. Ja żyję i wszystko jest w porządku. Jestem nieco zaniepokojona ale mam nadzieję, że nie leżałam znowu w śpiączce. Widzę że doktor uśmiecha się.
-Jest poniedziałek, 22 lipca -  Mówi łagodnie.
-To cudownie – wzdycham zadowolona i wyginam usta w grymas, przypominający uśmiech.
-Przed dwa dni utrzymywaliśmy cię w śpiączce farmakologicznej po operacji, byś nie cierpiała z bólu.  Dziś obudziłaś się przy pierwszej próbie wybudzania. To bardzo dobrze. Rozumiem, że możesz się ruszać?
-Tak mogę ale nie mam siły podnieść nawet ręki... Jestem taka szczęśliwa, że się wszystko udało - Dodaję.
-Musimy zrobić jeszcze mnóstwo badań ale wychodzi na to, że wszystko jest na dobrej drodze. Pamiętasz wszystko co było przed operacją?
-Tak! Gdzie Erick? - Piszczę i zaczynam kasłać, boli mnie  gardło ale to nic w porównaniu do szczęścia jakie teraz czuję. 
-Spokojnie niedługo się zobaczycie -  Mówi mama Ericka i uśmiecha się do mnie.
-Muszę zostać jego żoną… - Zamykam oczy ale uśmiech nie schodzi z moich twarzy.
-Skoro mówisz o takich rzeczach to rzeczywiście nie jest źle! - Żartuje lekarz i podchodzi by obejrzeć mi głowę - Boli? - Dodaje dotykając jej delikatnie.
-Nie, nic mnie nie boli. Swędzi mnie tylko pod opatrunkiem. W tym momencie oddałabym wszystko by ktoś mnie tam podrapał -  Uśmiecham się ponownie.
-To także dobry znak. Zaraz pojedziesz na badania, a potem możesz się ze wszystkim zobaczyć - Mówi Miller i zapisuje coś w karcie, która wisi w nogach łóżka.

Jestem dość śpiąca. Pielęgniarka przywiozła mnie z powrotem na salę. Czekają tu na mnie wszyscy. Erick, rodzice moi i Roba, Kim i mama Ericka.
-Witam w świecie żywych! -  Mówię żartobliwie i zaczynam się cichutko śmiać. Zostaję zmierzona srogimi spojrzeniami chyba wszystkich obecnych w sali - Ale z was sztywniaki! - dodaję. Mam cudowny humor i mimo zmęczenia czuję się świetnie. 
-Pani doktor ona chyba nadal bredzi... -  Mówi Kim i siada na krześle obok łóżka - Cześć siostro!
-Cześć Kim, ślicznie wyglądasz. Pokaż mi swój brzuszek - wyciągam lekko rękę, a ona patrzy na mnie zaskoczona i chyba się zawstydziła. Jestem na lekkim haju po tych wszystkich lekach, które jeszcze mi podają ale to całkiem zabawne. Przynajmniej dla mnie.
-No dobra później mi pokażesz! -  Posyłam jej słodki uśmiech -  Gdzie mój przyszły mąż? -  Dodaje i spoglądam na Ericka stojącego przy oknie - Nie wyglądasz najlepiej skarbie! - na jego widok szczerzę się szeroko.
-Lepiej niż ty maleńka… - Uśmiecha się niepewnie i podchodzi. Nachyla się całując mnie delikatnie w czoło. Och jego usta, takie ciepłe, miękkie i kochające - Umarłem przez ciebie tysiąc razy… -  Wyszeptał mi do ucha tak cicho, bym słyszała tylko ja. Patrzę w jego cudowne oczy, są zmęczone ale widać w nich ulgę. Od razu robi mi się cieplej na sercu. Mam ochotę wszystkich wyściskać i wycałować, jednak nie mam siły.

Cały dzień nikt nie odstępuje mnie na krok. Lekarz co chwila przychodzi i przynosi same dobre wiadomości. Udało się usunąć krwiaka i zagrożenie minęło. Będę musiała jednak spędzić jeszcze jakiś czas w szpitalu i zacząć rehabilitacje by wzmocnij organizm. Zrobili mi wszystkie, nawet najbardziej szczegółowe badania, by tym razem niczego nie przegapić. Rokowania są bardzo dobre i wszyscy odetchnęli z ulgą. Erick naprawdę nie wygląda najlepiej. Widzę, że schudł i jest bardzo zmęczony. 
-Najgorsze już za nami. Teraz już mogę zostać twoją żoną… - Mówię patrzac mu prosto w oczy. Trzyma mnie za dłoń i gładzi opuszkami palców moją skórę. Jego dotyk jest jak miód na rany. Teraz potrzeba mi jedynie obecności najbliższych by dojść do siebie jak najszybciej. Wiem, że właśnie tak będzie. 
-Nic już nas nie rozdzieli… - Dodaje i całuje mnie w usta. Delikatnie, a zarazem tak łapczywie i namiętnie. Czuję jego miłość, jego troskę i strach, który ostatnio nam towarzyszył. To wszystko miesza się  i rozbudza w nas to uczucie. Tą namiętność, która nas połączyła. Namiętność, która podsyca wszystko co najlepsze. Wiem, że jak stąd wyjdę będzie cudownie. Erick na pewno coś wymyślił i nie mogę się tego doczekać.


Codziennie robili mi różne badania, by upewnić się, że wszystko jest w porządku i nic mi już nie grozi. Musieli ściąg mi włosy z tyłu głowy, do operacji, więc pierwsze o czym marzę, gdy wyjdę ze szpitala to iść do fryzjera. To chyba dobry znak? Erick przebywał ze mną każdego dnia. Znowu zostawił firmę na głowie swoich pracowników, by być przy mnie cały czas. Mieliśmy dużo czasu by porozmawiać  i wyjaśnić wiele spraw. Na spokojnie, bez zbędnych emocji, przebrnęliśmy przez sprawę oskarżeń Moniki i filmów, które złożyła jako dowód w sprawie o gwałt. Ustaliliśmy także, że gdy wyjdę ze szpitala zaczniemy planować ślub.

Poniedziałek, 12 sierpnia

Trzy tygodnie później dostałam upragniony wypis. Jest połowa sierpnia, środek lata więc upał lał się z nieba. Jack podjechał pod szpital Erickowym Bentleyem. Na jego widok roześmiałam się w głos.
-Panno Donell -  Kiwną głową. Wiem, że chciał zapewne powiedzieć coś od siebie, coś osobistego, jednak ze względu na Ericka, opanował się. 
-Jack! - Podeszłam do niego i mimo wszystko uściskałam go mocno. Widziałam minę Ericka, był zdziwiony ale chyba próbował ukryć rozbawienie. Jack zmieszał się ale także mnie objął. Mam nadzieję, że nie narobię mu tym gestem jakiś problemów? Po prostu tak cholernie się cieszę, że go widzę. 
-Dobrze już dobrze, koniec tych czułości! -  wtrącił Erick i wziął mnie mocno w ramiona. Zaśmiałam się znowu widząc, że Jack także uśmiecha się szeroko. Wsiedliśmy wszyscy do samochodu, Jack ruszył powoli i skierował się w nieznanym mi kierunku.
-Gdzie jedziemy? - Zapytałam ciekawa. Siedzę na jego kolanach Ericka i tulę się do niego mocno. Tak bardzo mi go brakowało, jego czułości, dotyku, a teraz w końcu będziemy mogli zostać sami.
-Niespodzianka -  Spojrzał na mnie wesoło i uśmiechnął się tajemniczo. Tajemniczo i cholernie uwodzicielsko. Och Boże! 


6 komentarzy:

  1. Bardzo emocjonalny ten rozdział, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło... Uwielbiam okazywanie emocji przez facetów! ;D Czekam na więcej i życzę ciągłej weny ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile czas pozwoli kolejny rozdział pojawi się jutro :)

      Usuń
  2. Teoretycznie ten rozdział powinien wzbudzać ufność u każdej optymistycznie nastawionej czytelniczki na ewentualnie możliwe szczęśliwe zakończenie. Nic bardziej mylnego, to takie typowe pozorne uzdrowienie tuż przed śmiercią obłożnie chorego. Wiem, że za moment ta sielanka ulegnie samodestrukcji, wyczuwam to pod skórą, to tak jak z nadejściem bolesnej miesiączki, której nie możesz precyzyjnie nakreślić momentu nadejścia, ale tuż przed odczuwasz jej wewnętrzne syndromy. Jedyne co mi pozostaje, to żywić nadzieję, że autorka w swojej wspaniałomyślności ocali tych dwoje zakochanych pięknych ludzi, pomimo ilości kłód jakie zamierza umieścić jeszcze na drodze ich niebanalnej miłości. Tak, jestem romantyczką i jako taka oczekiwałabym szczęśliwego zakończenia, albo my czytelniczki wymusimy, a następnie rozciągniemy książkę w wielotomowe dzieło poprzez nieustanne skandowania za właściwym zakończeniem tej historii. Agn

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcialam poruszyć jeszcze jedną kwestię. Otóż ostatnio zaznajomiłam się z Twoim apelem dot. zakupu książki wydaniu papierowym, którejto nabycie usprawni i zachęci potencjalnych wydawców do współpracy z tak płodną i utalentowaną autorką. Pomimo mojej niechęci spowodowanej gromadzeniem w nadmiernej ilości książek, które dodam z przykrością z czasem ulegają naturalnemu zużyciu, oraz w pełni świadoma Twojej syzyfowej pracy jakiej musisz podjąć się aby móc zaistnieć na tym do gruntu zepsutym przez mamonę rynku wydawniczym, udałam się na zakupy do empiku. Tam niestety tzw. Pani, nie dość, że nie uznała za stosowne wyszukać w swoim elektonicznym stanie magazynu jakiejkolwiek informacji dot. wydanej przez Ciebie książki "Na szczycie", to dodatkowo zbyła mnie bezczelnie ewakuując się z działu info. Stąd pytanie, czy ksiażkę można zdobyć w jakiejś sieci księgarskiej czy mam zacząć węszyć po internecie. Agn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka dostępna jest w księgarniach internetowych, w empiku także ale tylko do zamówienia z odbiorem np w wybranej przez Ciebie księgarni. Można ją jednak kupić taniej niż w empiku, w wyszukiwarce cen na Ceneo jest największe porównanie cen.

      Usuń
  4. Ja kiedyś umrę na zawał czytając kolejne Twoje opowiadanie Kasiu :) Marisoll6

    OdpowiedzUsuń