Premiera już w lipcu!

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 33

-Twoja ukochana potrafi dać niezłą reprymendę -  Mówi z rozbawieniem w głosie Gordon.
-Ja wiem o tym najlepiej! -  Erick równie rozbawiony podchodzi do mnie i całuje moje czoło.
-Halo ja tu jestem i wszystko słyszę! - Klepię Ericka w jego twardy jak stal brzuch i również wybucham śmiechem. Idziemy we troje do salonu gdzie czeka na nas Jeni. Jest koło dziewiątej więc nasi goście muszą się zbierać. Odprowadzamy ich do samochodu, żegnamy się miło, a oni odjeżdżają. Erick posyła mi pytające spojrzenie.
-No co? - Pytam.
-Rozmawialiście o tym o czym myślę?
-Tak - Rzucam zdawkowo.
-Też z nim o tym rozmawiałem, boi się po prostu. Ja go rozumiem najlepiej -  Trąca mnie biodrem, a ja prawie przewracam się na bok - Matko Boska, Meg! - Łapie mnie szybko i tuli do piersi. Nie chciał bym się przewróciła ale zrobił to z taką siłą, że ledwo utrzymałam równowagę. 
-Masz krzepę Evans! - Śmieję się w głos.
-Strasznie schudłaś, w ogóle nie masz siły! – Włącza mu się ten "tatusiowy" ton. Oho! I już się zaczyna. Wiedziałam, że o tym wspomni.
-Podobam się sobie w szczuplejszym wydaniu. Zresztą zaraz to nadrobię skoro nic mi nie wolno -  Przewracam oczami.
-Chodź na górę, mam ochotę poprzytulać się w łóżku z moją piękną... co prawda chudą jak szkapa ale nadal piękną... narzeczoną - Chwyta mnie nagle w pasie i przerzuca sobie przez ramię. Piszczę z radości, zaskoczenia ale nie protestuję, nawet mi się to podoba. Macham po drodze Florze, która patrzy na nas z uśmiechem stojąc w kuchni. Erick wniósł mnie do naszej głównej sypialni na piętrze, stawia mnie na pięknym dywanie, a ja zamieram. Cały pokój wypełniony jest świeżymi kwiatami. Od białych lilii do kolorowych peonii.
-Erick! - Piszczę ze szczęścia i rzucam mu się na szyję. Obsypuję jego usta pocałunkami -  Kocham cię!
-Och maleńka - Jęczy i zaczyna całować mnie mocniej, intensywniej. Przerywam nasz pocałunek i kładę dłonie na jego ustach.
-Nie możemy… - Mówię cicho, lekarz powiedział, że na razie mamy zakaz na seks. Nie wiem jak ja to wytrzymam? Erick wzdycha głęboko i łapie mnie za pośladki.
-Wiem! -  Jego irytacja jest wręcz namacalna – Najważniejsze, że jesteś cała, zdrowa i moja - Uśmiecha się lekko i całuje czubek mojego nosa.
-Chodź się wykąpać. Chcę cię umyć -  Łapię go za dłoń i ciągnę w kierunku łazienki, tam również są kwiaty. Napełniam wannę wodą i dolewam kilka kropel olejku lawendowego. Zdejmuje z siebie szpitalny dres i spinam włosy, nie chcę ich zmoczyć.
-Naprawdę ślicznie wyglądasz w tej fryzurze. -  Erick kładzie dłonie ma moich biodrach i oboje stoimy nadzy. Patrzymy na siebie chwilę, a ja całuję go w miejsce po stronie serca.
-Myślisz, że Gordon powie dziś Jeni? - Wchodzę do wanny i zanurzam się w przyjemnie ciepłej wodzie. Zapach lawendy wypełnia całą łazienkę. To takie przyjemne. 
-Mam nadzieję że tak, inaczej jutro czeka go niezłe przedstawienie - Erick wchodzi zaraz za mną, a poziom wody podnosi się tak, że przelewa się ona na podłogę. Nie zwracamy jednak na to uwagi.
-Bardzo sympatyczna z niej kobieta, bardzo ładna i taka wesoła -  Mówię sięgając po naturalną gąbkę.
-Gordon zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia - Uśmiecha się na to wspomnienie.
-Nie dziwię mu się - Pokazuje Erickowi żeby się odwrócił, chcę umyć mu plecy.
-Dla mnie ty jesteś najpiękniejsza. Wiesz o tym? Prawda? - Odchyla lekko głowę by widzieć moją reakcję.
-Wiem, wiem -  Uśmiecham się i chlapie go wodą by usiadł do mnie tyłem. 
-Ty nie moczysz włosów? - Pyta cicho.
-Nie, szkoda mi. Jeni tak ładnie mi je ułożyła, nie wiem czy będę potrafiła zrobić to sama.
-Nie wątpię w twoje zdolności mała, na pewno sobie poradzisz.
-Nigdy we mnie nie wątpisz… -  Mówię cicho, a moje serce zalewa fala ciepła. Kocham tego człowieka jak nikogo innego na świecie. 
-Bo nigdy mnie nie zawodzisz. Jesteś silna, mądra i taka piękna... -  Odwraca się do mnie szybko i chwyta w pasie, sadzając na swoje biodra. Oplatam go nogami i wplatam palce w jego mokre włosy.
-Jesteś dla mnie najważniejszy - Mówię i wtulam się w jego ramiona, moje nagie piersi stykają się z jego klatką. Jego bliskość i intymność jest dla mnie nieoceniona. Przy nim czuję się taka jaką on mnie postrzega. Silna, mądra i piękna. 
-Boże! Nie wiem jak ja to wytrzymam! - Wtula się we mnie, a nasze ciała bezwiednie zaczynają się o siebie ocierać. Czuję jego gotową i twardą męskość na swoich wargach i ledwo się opanowuję. 
-Do kitu! - Uśmiecham się ironicznie. Sama ledwo wytrzymuje by się na niego nie rzucić. Erick wciąga głośno powietrze żeby, uspokoić swoje buzujące libido.
-Kiedy masz wizytę kontrolną? - pytam. 
-Za tydzień. A czemu pytasz? - Patrzę na niego, bo wiem że coś wymyśli.
-Zapytam Taylora czy przypadkiem nie czas na koniec tego celibatu.
-Może tak delikatnie nam pozwolą? -  Nie wiem czemu ale Erick zaczyna się śmiać gdy to mówię -Co cię tak bawi? - Krzywię się.
-Ty mała. Jesteś taka słodka - Całuje mnie znowu w czubek nosa.
-Lubię taki delikatny seks! -  mówię szeptem udaję oburzoną i krzyżuję ręce na gołych piersiach. Uwydatniam tym samym ich kształt i eksponuję na widok Erickowi. 
-A ja lubię twoje piersi! -  Mówi i zaczyna je delikatnie całować. Obejmuje je dłońmi i  masuje. Wydaje z siebie głośny jęk - Boże jak mi tego brakowało!
-Och Ericku! - Chwytam jego głowę i wyginam plecy w łuk. Moje ciało wypełnia to znajome uczucie, które teraz muszę w sobie tłumić. Lekarz powiedział nam obojgu dosadnie, że mamy szlaban na seks do odwołania. 
-Chodźmy do łóżka… - Szepcze do mego ucha i wstaje ze mną na biodrach. Sadza mnie na szafce obok umywalek i wyciera moje ciało ręcznikiem, całując każdy jego milimetr. Nie mam pojęcia co miał namyśli mówiąc „chodźmy do łóżka”? Ale cała aż drżę z podniecenia. Gdy oboje jesteśmy susi, pomaga założyć mi jedną ze swoich koszulek, które tak lubię, a sam wkłada spodnie od piżamy, które jak zawsze seksownie zwisają mu z bioder. Mam takiego przystojnego faceta! Bierze mnie na ręce i niesie do łóżka.
-Co będziemy robić? - Pytam zaciekawiona.
-Przytulać się do woli - Uśmiecha się łagodnie i kładzie obok mnie.
-Tylko? - Czuje ukłucie rozczarowania. Wiem, że nie wolno nam się kochać ale liczyłam chociaż na małe macanko. Boże! Zrobiłam się po prostu nienasycona. 
-Nie chcę zrobić ci krzywdy maleńka, musimy poczekać… - Całuje mnie w czoło i przykrywa nas przyjemnie chłodną satynową pościelą. Faktycznie, resztę wieczoru leżymy tuląc się do siebie jak nastolatki, bez zbędnego prowokującego dotyku. Bardzo mnie to ucieszyło, że potrafimy spędzać czas nie tylko na erotycznych igraszkach. Nawet nie wiem o której zasnęliśmy.


Wtorek, 13 sierpnia

Obudził mnie potworny huk. Zerwałam się szybko. Erick śpi jak niemowlę i nawet się nie rusza. Co to kurwa było? Patrzę za okno, leje deszcze i błyska do chwila. To sierpniowa burza i chyba znowu nie ma prądu. Schodzę na dół, a tu w kuchni Flora właśnie klnie do piekarnika. To dość zabawny widok, nigdy nie słyszałam takich słów z jej ust.
-Dzień dobry! -  Mówię wesoło i zaglądam do lodówki w której jest ciemno. Faktycznie znowu nie ma prądu.
-Witaj kochana. Nie wiem czy taki dobry, dopiero co wstawiłam sernik i przez tą cholerną burzę mi nie wyjdzie! - Wyciera ręce o fartuszek.
-Często to się zdarza?
-W sezonie burzowym prawie za każdym razem, Erick miał się tym zająć ale... -  Przerwała i spojrzała na mnie ze współczuciem, wiem co chciała powiedzieć.
-Trzeba kupić agregat i go podłączyć - odpowiadam spokojnie. 
-Na taki duży dom to chyba nie takie proste Meg. Pan Evans na pewno coś wymyśli. Śniadanie?
-Jeśli można prosić - Uśmiecham się.
-Dobrze, że kuchenka jest na gaz, omlet może być?
-Idealnie.
-Bardzo schudłaś w szpitalu, marnie cię tam karmili-  Flora zachowuje się trochę jak przyszywana babcia. Jest taka dobra i czuła.
-Erick też mi to mówi! -  Przewracam oczami. Ile mam im tłumaczyć, że mi pasuje, że zeszczuplałam? 
-Musisz wrócić do wagi sprzed operacji kochanie, bo suknia nie będzie miała się na czym opinać! -  mówi, a moją uwagę przykuwają kroki. W przejściu między kuchnią, a salonem stoi Erick, założył koszulkę i ma bose stopy - Witaj Floro!-  Posyła jej uśmiech.
-Zje pan z Meg?
-Tak chętnie. Widzę, że znowu nie ma prądu. Muszę zadzwonić do ojczyma, może on coś doradzi co z tym zrobić.
-Może zaproś ich na obiad? Chciałabym poznać bliżej twoją rodzinę. Nie widziałam twojej mamy w innych okolicznościach niż w szpitalu - Na tę myśl od razu robi mi się smutno.
-Hej… - Erick podchodzi do mnie i obejmuje ramieniem - Spokojnie maleńka,  będziesz ich miała jeszcze dość. Uwierz mi! - Gładzi moje plecy, a mnie od razu przechodzi przyjemny dreszcz.
-Sandra nie jest na wakacjach? - Pytam.
-Jest ze znajomymi w Aspen, taki ostatni wypad przed studiami. Dostała się Uniwersytet Medyczny - W jego głosie słychać dumę.
-Chce być lekarzem?
-Tak, choć nie wiem ile w tym jej chęci, a ile namowy mojej matki - tym razem wyczuwam irytację. 
-Ja musiałam stoczyć niezłą batalię by iść do szkoły kulinarnej, a nie na budownictwo.
-Rodzice chcieli byś poszła na budownictwo? - Erick patrzy na mnie szerokimi oczami. jest ewidentnie zaskoczony.
-Tak - Macham ręką w powietrzu - Tata chciał bym potem przejęła jego firmę. Zawsze twierdził, że Kimi się do tego nie będzie nadawała.
-Dlaczego? - Kręci głową.
-Bo zawsze była taka....dziewczęca. Tata nie wyobrażał jej sobie w kasku na budowie.
-Dziwne obyczaje... - Drapie się po głowie czym naprawdę mnie rozśmiesza. 
-Mimo tego, że jestem starsza zawsze byłam mniejsza i nie interesowały mnie te wszystkie babskie rzeczy.  Gdy założyłam sukienkę to był dla wszystkich szok. Pamiętam ich minę gdy na bal w liceum chciałam założyć spodnie, mama kupiła mi wtedy sukienkę za tysiąc dolarów, a mi się nie podobała i nie chciałam jej włożyć. 
-Ciężko mi w to uwierzyć -  Erick rzuca mi podejrzliwe spojrzenie.
-Wszyscy koledzy ze szkoły kochali się w Kim, a mnie uważali tylko za jej straszą siostrę. Dopiero później nabrałam kobiecych kształtów i tam mi już zostało - Krzywię się.
-Mnie to cieszy, nie masz burzliwej przeszłości o którą byłbym zazdrosny! - Uśmiecha się zadowolony i szczypie mnie delikatnie w tyłek.
-Ała! - Piszczę i patrzę zawstydzona na Florę, która mimo tego, że jest odwrócona od nas i smaży omlety, śmieje się pod nosem. 
-Masz taki kościsty tyłek Meg. Floro trzeba ją będzie troszkę podtuczyć! - porozumiewawcze spojrzenia Ericka i  Flory mnie niepokoją. Mam nadzieję, że on żartuje.
-Zgadam się z panem! -  No nie! Teraz ma sprzymierzeńca.
-Czy ja w ogóle mogę coś powiedzieć? - Wtrącam naburmuszona.
-Zawsze maleńka - Erick mruga do mnie  i wiem że nieźle się bawi.
-Więc chcę powiedzieć, że nie mam zamiaru „nadrabiać” żadnych kilogramów. Podobam się sobie taka jak teraz i proszę mnie nie denerwować. To zalecenie lekarza! -  Udaje poważną. Flora i Erick wymieniają się tylko spojrzeniami i na szczęście odpuszczają.

Omlet, który dostałam na śniadanie jest ogromny. Nie mam pojęcia z ilu jest jajek? Patrzę na talerz Ericka, nawet on dostał mniejszy. No jasna cholera! Myślą, że ja jestem ślepa? Albo głupia? Zjadłam pół i resztę zostawiłam, mając nadzieję, że Flora się nie obrazi.
-Nie smakowało? - Pyta łagodnie, zabierając mój talerz. Widzę jednak to jej podejrzliwie spojrzenie. 
-Było pyszne ale już więcej w siebie nie wcisnę - eksponuję jej swój wypchany brzuch, opinając na nim koszulkę. Uśmiecha się i kręci głową. Erick milczy kończąc swój omlet. Nasze całkiem miły poranek przerywa telefon  Ericka.
-To Gordon! -  Mówi wstając od stołu i udaje się do gabinetu. Od razu wiem, że dzwoni bo powiedział Jeni o Monice. Rozmawiam chwilę z Florą jednak moja ciekawość wygrywa i  zaglądam do gabinetu. Erick siedzi przy biurku przodem do okna, nie widzi, że weszłam. Słyszę tylko część rozmowy.
-Powiedziała, że się wprowadza?......Kurwa to niedobrze..... Rozwód?......Przykro mi Gordon, jeśli chcesz przyjedź do nas....U nas dobrze...Ciężko wytrzymać w nocy...Wpadnij...Do zobaczenia - Kończy rozmowę i głośno wzdycha. Wybiera drugi numer.
-Cześć tato....tak jesteśmy już w domu....Dziękuję dobrze....Mam problem z elektryką, w burze wysadza korki i nie ma prądu.....dałbyś radę coś na to poradzić?...Byłoby świetnie...zadzwoń później i daj znać...Dzięki...Na razie...Dobrze pozdrowię! - Rozłącza się. Podchodzę bliżej, a Erick się odwraca nagle. Jakby doskonale wiedział, że jestem tu już od kilku chwil. Mierzy mnie wzrokiem którego nie mogę odgadnąć.
-Nie jest dobrze? - zbliżam się i siadam mu na kolana.
-Nie - Mówi cicho. Jest zdenerwowany i wkurzony na swoją bezradność.
-Może ja z nią porozmawiam? - Gładzę jego piękną twarz po porannym zaroście.
-Możesz spróbować do niej zadzwonić, ale podobno wpadła w szał. Rzucała w niego wszystkim co jej wpadło pod ręce, powiedziała, że się wyprowadza i chcę rozwodu.
-Kiepsko to widzę,ale Jeni musi ochłonąć. To dla niej szok.
-On bardzo ją kocha - Wtulam się mocniej w jego ramiona.
-Jeśli ona też go kocha to wybaczy, wiem co mówię panie Evans -  Uśmiecham się i całuje go delikatnie w usta.
-Gordon ma przyjechać do nas na noc. Jeśli nie masz nic przeciwko? - pytam.
-Pewnie że nie mam. Pomogę Florze zrobić coś dobrego na kolację.
-Flora sobie poradzi mała, masz odpoczywać.
-Ericku ja się zanudzę takim nic nie robieniem.
-Możesz zająć się przygotowaniami do ślubu - próbuje zmienić temat. Boże! 
-Chcę byś mi w tym pomógł.
-Mi podoba się to co tobie, jeśli wygrasz z naszymi matkami będę zadowolony! - Uśmiecha się i delikatnie zsuwa mnie z kolan.
-Ustalimy jakąś datę? - Pytam zaciekawiona.
-Za miesiąc? - Erick patrzy na mnie z wyczekiwaniem. Tak szybko?
-Za miesiąc Kimi rodzi, nie wiem czy to dobry pomysł.
-To za dwa! -  stwierdza. No tak, jakie to proste.
-Aż tak ci się śpieszy?
-Chcę byś jak najszybciej była moja! - Bierze mnie za rękę i wychodzimy z gabinetu.
-Jestem twoja od chwili w której cię zobaczyłam.
-W świetle prawa chcę byś była moja, tylko moja! - Całuje mnie w rękę i przechodzimy na taras. Burza na szczęście przeszła, jedynie błyska się w oddali i jeszcze delikatnie kropi. Powietrze jest jednak świeże i orzeźwiające. Stajemy nad zadaszeniem obejmując się czuje. Tak mi dobrze w jego ramionach.. Kocham tego mężczyznę on tyle dla mnie zrobił, tyle dla mnie poświęca i stara się. Chcę być dla niego najlepsza jak tylko potrafię, mam nadzieję, że teraz wszystko zacznie się układać bez żadnych niemiłych niespodzianek.

Po śniadaniu Erick powiedział, że musi trochę popracować. Stwierdziłam, że muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Postanowiłam więc przejrzeć listę gości, którą sporządziły nasze matki, Erick mi ją szybko wydrukował. Usiadłam w salonie z kilkunastoma kartkami pełnymi nazwisk z których więcej niż połowa nic mi nie mówi. Wzięłam zielony i czerwony długopis by od razu zrobić selekcję. Zostawiłam oczywiście całą najbliższą rodzinę moją i Ericka, jego rodzice chrzestni nie żyją, a moja ciocia jest w Australii. W sumie chyba wypada ją zaprosić, mimo tego, że nie widziałam jej chyba od pięciu lat. Wertuję kolejne nazwiska i zaczynam się zastanawiać co to w ogóle za ludzie. Kto to kurde jest Carrick Henderson? Podobno jakiś mój wujek ale nie  mam pojęcia z której strony? Tych wszystkich których wpisała mama Ericka nie będę wykreślała, bo nie mam pojęcia czy to wujowie, ciotki czy partnerzy w biznesie i Nowojorskie szychy. Czy ja chcę mieć takie bananowe wesele? Pełne osobistości i sztywnej atmosfery? Wolę raczej wiejską potańcówkę niż bal dla sztywniaków. Obawiam się jednak, że będę pewnie musiała iść w tym kierunku na niezły kompromis z naszymi matkami. Mam tylko nadzieję, że nie będą się wtrącać w wybór  na przykład mojej sukni, bo jak sobie przypomnę kłótnię mamy gdy Kim miała przymiarki... A właśnie! Przecież Kim zaraz rodzi, czy ona w ogóle będzie chciała zostać moją druhną? Wątpię by jej to pasowało skoro Eva będzie miała  wtedy zaledwie kilka tygodni. Może wezmę Johna, a Erick swoją Sandrę? Taka żywiołowa świadkowa by mi się przydała skoro ma być tylu gości. Muszę to przedyskutować na poważnie z Erickiem. Po wykreśleniu części osób które wpisała moje matka, z mojej strony zostało 250 osób. Boże! I tak za dużo! Mam nadzieję, że Erick zmniejszy tą liczbę do maksymalnie 200. Zaglądam do gabinetu, mój ukochany nadal pracuje. Macha do mnie ręką bym podeszła ale mówię cicho, że nie będę mu przeszkadzać i zamykam drzwi.  Flora w kuchni próbuje uratować sernik, bo akurat włączyli prąd.
-Meg wiesz jaką chcesz mieć suknie? - Pyta gdy przysiadam się do wysepki.
-Nie mam pojęcia - Wzruszam ramionami.
-Nigdy nie myślałaś jak chcesz wyglądać w dniu swojego ślubu?
-No właśnie nie. Wiem, że to dziwne ale sądziłam, że nigdy nie wyjdę za mąż! - Uśmiecham się i wkładam palec w miskę z masą po serniku. Mmm pyszne.
-Moja córka projektuje suknie, jeśli byś chciała mogę do niej zadzwonić.
-Naprawdę? Byłoby cudownie! -  Ucieszyłam się. Bardzo mi to na rękę. Nie mam ochoty na maraton po salonach sukien ślubnych, wiem że to leniwe ale wolę by ktoś przyjechał tu na miejsce.
-Powiedz jak będziesz chciała się tym zająć, to ważna sprawa więc nie odkładaj tego na ostatnią chwilę kochana. Suknia jest najważniejsza, przynajmniej tak twierdzi moja córka! -  Uśmiecha się i zabiera miskę po masie -  Nie jedz tego, to surowe! - Gani mnie jak małe dziecko, a ja się śmieje. 
-Ile masz wnucząt Floro? - Pytam ciekawa. Tak naprawdę nic nie wiem o tej kobiecie.
-Ray jest najstarszy, potem jest 12 letni Robert i 3 letnia Rene, czyli cała kochana trójka - W jej głosie słychać dumę ale i tęsknotę.
-Rzadko ich widujesz prawda?
-Dwoje najmłodszych tak, Ray jest teraz ze mną na wakacje ale tylko do końca września. Meggie mieszka na Florydzie więc nie mogę ich tak często odwiedzać.
-Jeśli chcesz zaproś ich do nas tutaj, twoja córka zaprojektuje mi suknie, a ty spędzisz czas w wnukami. Myślę, że Erick nie będzie miał nic przeciwko.
-Och Meg to cudowny pomysł! Ostatnio byłam u nich wtedy jak....przyjechaliście z  panem Erickiem pierwszy raz do domu w New Jersey. Tego drugiego domu w którym mieszkam ja… -  Na tę myśl oblewam się rumieńcem, przecież to wtedy pierwszy raz ze sobą spaliśmy, dużo się od tamtego czasu zmieniło.
-Tak pamiętam - Mówię, policzki mi płoną.
-Zadzwonię do niej wieczorem i zapytam czy mogą przylecieć. Meggie niedawno się rozwiodła i ma sporo na głowie.
-Przykro mi.
-Daj spokój dziecko, dla niej to wybawienie. Jej mąż....były mąż, notorycznie ją zdradzał i jest uzależniony od hazardu. Pan Evans pomógł Meggie finansowo, by stanęła na własnych nogach. Tamten idiota zostawił jej straszne długi i niczym się nie interesował! - Och mój ukochany, jakie on ma dobre serce.
-Ale teraz już jest dobrze? - Pytam zatroskana.
-Tak teraz jest super, jak to mówi Ray. Kupiła ostatnio dom i radzi sobie coraz lepiej.
-Nie chciała się przeprowadzić gdzieś bliżej, albo zamieszkać z tobą w New Jersey?
-Nigdy nie rozmawiałam o tym z panem Erickiem. To jego dom, ja tam mieszkam ale nie sądzę by zgodził się by wprowadziła się tam moja córka z dzieciakami.
-Myślę, że nie miał by nic przeciwko, stać go na to! - Przewracam oczami i obie wybuchamy śmiechem.
-Nie mogę się tak narzucać, Erick i tak wystarczająco pomógł mnie i mojej rodzinie. Po śmierci mojego męża… - W jej oczach zaczynają wzbierać łzy, podchodzę do niej i przytulam.
-Jesteś cudowna Floro, przypominasz mi moją babcię - Podaje jej ręcznik kuchenny by otarła łzy.
-Jeśli chcesz możesz tak do mnie mówić kochana, będzie mi bardzo miło! - Ociera łzy i uśmiecha się.
-Tak lepiej babciu! - Mrugam do niej. Od razu robi mi się cieplej na sercu.
-Meg jesteś taka dobra, zawsze marzyłam żeby nasz Erick trafił na taką dziewczynę jak ty, gdy spotykał się z tą całą Moniką był taki.....inny! - Podeszłyśmy do stołu i usiadłyśmy obok siebie.
-Co masz na myśli mówiąc, że był inny?-  Zamieniam się w słuch, jestem bardzo ciekawa o tym jaki był kiedyś.
-Moim zdaniem Monika miała na niego zły wpływ, był wtedy bardzo nerwowy i taki zamknięty w sobie. Ta małpa chciała tylko jego pieniędzy. Dobrze, że zerwała zaręczyny, ale dziwię się, że zostali przyjaciółmi po tym co mu zrobiła. Może jestem stara ale dla mnie to nie do pojęcia! - Że co? Oni byli zaręczeni? Tego oczywiście nikt mi nie powiedział. Staram się udać, że mnie to nie zaskoczyło ale chyba mi się nie udaje.
-Nie wiedziałaś, że byli razem? - Pyta cicho i chyba ma do siebie żal, że się wygadała.
-Wiedziałam, że byli parą ale nie sądziłam, że byli zaręczeni -   odpowiadam zaskoczona.. żeby nie powiedzieć wkurzona? Sama nie wiem.
-To ona jego zostawiła i dobrze, że tak się stało… -  Kładzie dłoń na moim ramieniu i chce mnie pocieszyć, ale mój dobry humor już się zdążył ulotnić.
-Jestem uczulona na tą kobietę - Staram się wymusić uśmiech.
-Też bym była. Zawsze odganiałam inne dziewczyny od mojego Felixa - Uśmiecha się na wspomnienie o mężu, jej uśmiech troszkę mnie rozwesela - Trzeba pilnować swojego mężczyznę, Erick to przystojny chłopak nie raz będziesz musiała pokazać pazurki! - Dodaje.
-Wiem babciu - Całuję ją w policzek.
-Ale mam nadzieję, że Erick nie daje ci powodów do zazdrości? -  Patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
-Nie, chyba nie -  Mówię niepewnie.
-Chyba? - Zaskoczona aż odchyla głowę.
-On bezpośrednio nie, ale ciężko mi sobie poradzić z jego przeszłością… -  Wzdycham głośno.
-Nie możesz o tym myśleć skarbie. Ty zawróciłaś mu w głowie, a to co było kiedyś nie ma znaczenia. Jesteście młodzi, całe życie przed wami. Powinnaś myśleć o przyszłości, a nie rozpamiętywać przeszłość. Posłuchaj się mnie, jestem stara i wiem co mówię...  - Mruga do mnie i znowu obie zaczynamy się śmiać. Flora zagląda do piekarnika i puszcza mi oczko, dając do zrozumienia, że ciasto chyba będzie uratowane. Nie wiem ile siedzimy razem w kuchni, Erick dalej pracuje.
Mam wyrzuty sumienia, że nie może być w formie przeze mnie. W końcu jest prezesem, a siedzi w domu ze swoją dziewczyną. Domyślam się jakie plotki muszą chodzić po biurowcu na nasz temat. Gdy do prasy wyciekła informacja, że Erick Evans się zaręczył, zostało wtedy złamane podobno wiele niewieścich serc, a ja zostałam okrzyknięta łowczynią fortuny. Sprawa gwałtu i skandalu z nim związanego zeszła wtedy na drugi plan. Gdy byłam w szpitalu odbyła się pierwsza rozprawa, Mattowi i temu drugiemu zostały postawione zarzuty i nadal siedzą w areszcie, grozi im do dwunastu lat więzienia. Nie wiem o czym chciała wtedy rozmawiać detektyw Stone i jakoś nie bardzo mnie to interesuje. Jeśli nie będzie to konieczne, nie chcę stawiać się na rozprawach by nie patrzeć na twarze tych sukinsynów. Przypominają mi się słowa Flory, że po tym co zrobiła Erickowi Monika, dziwi się,że się przyjaźnili. Co ona mu takiego zrobiła? Mogę o to zapytać Florę, a może powinnam zapytać Ericka? I czy w ogóle chcę o tym wiedzieć? Przecież to przeszłość, znowu za dużo analizuje i się zamartwiam. Wyluzuj Megan! Podpowiada mi moje wewnętrzne „ja”. Z zadumy wyrywa mnie Erick.
-Co tak pachnie? - Wchodzi do kuchni ubrany w trzyczęściowy garnitur jakby był gotowy do wyjścia.
-Sernik, ale jeszcze nie wystygł -  odpowiada Flora i zaczyna kroić warzywa, chyba do obiadu. Czy ta kobieta w ogóle się nie męczy?
-Jedziesz gdzieś? - Pytam spoglądając na niego, tak seksownie wygląda w tym garniturze, że od razu mam przyjemne skurcze na samym dole. 
-Jadę po Gordona, chyba wypił za dużo i pojechał do salonu Jeni. Nie chcę by coś mu się stało więc sprowadzę go do nas. Przy okazji wpadnę do biura i podpiszę dokumenty, będę za jakieś trzy godziny! - Mówi przepraszająco, bo wiem, że nie chce zostawiać mnie samej.
-Rozumiem, jedź po niego. Lepiej żeby teraz nie był sam. Może powinien tu zostać u nas na kilka dni? -  Nie jestem zadowolona, że jedzie ale rozumiem, że chce pomóc przyjacielowi, kocham go za to. Troszczy się o swoich bliskich, ma w sobie tyle empatii.
-Zabiorę po drodze także Filipa i zrobimy sobie męski... wieczór jeśli nie masz nic przeciwko? -  Patrzy na mnie niepewnie. O kurwa Filip! Nie miałam okazji z nim porozmawiać i nie wiem czy mam ochotę go widzieć? Nie mam jednak wyjścia, przecież nie mogę powiedzieć Erickowi o tym co się stało.
-Jasne… - Odpowiadam wymuszając uśmiech, coś czuje, że czeka nas ciekawy wieczór.
-Kocham cię mała! -  Podchodzi do mnie i całuje mnie w czoło.
-Jedź ostrożnie! -  Przytulam się do niego mocno. Tak bardzo go kocham, to czasami aż mnie przytłacza.

I co ja będę robiła przez te trzy godziny?

-Babciu! - Uśmiecham się miło -  Mogę ci pomóc przy obiedzie? - Pytam składając ręce jak do modlitwy.
-No nie wiem Meg, masz odpoczywać -  Kręci głową.
-Błagam...Daj mi chociaż pokroić warzywa!
-No dobrze - Wzdycha głośno -  Ale usiądź sobie -  Przynosi mi do stołu deskę, nóż i całą miskę umytych warzyw.
-Dziękuję! -  Zapiszczałam z radości, jakby krojenie warzyw było czymś ekscytującym. Czuję się jak dziecko, któremu pierwszy raz pozwala się kroić prawdziwym nożem. Mam nadzieję, że w poniedziałek na konsultacji, doktor Miller pozwoli mi już cokolwiek robić, Erick też na pewno na to liczy. Uśmiecham się do siebie na tą myśl. Tak bardzo brakuje mi naszego seksu. Myślę, że to będzie dla mnie najlepsza terapia.
-Skup się Meg, bo poucinasz sobie palce! -  Słyszę głos Flory, który wyrywa mnie z moich myśli.
-Oj przepraszam, zamyśliłam się! - Wracam do krojenia. Udało mi się przekonać Florę by dała mi zrobić deser. Ubiłam słodką śmietanę do owoców. Od razu przypomniały mi się początki stażu, wtedy tylko dawali nam obierać i kroić warzywa. Mój egzamin odbędzie się 13 września w piątek...mam nadzieję, że to nie będzie dla mnie pechowa data. Muszę się zacząć do niego przygotowywać, bo został mi tylko miesiąc. Betty zdała go w pierwszym terminie i wiem, że teraz pracuje u Smithów. Erick po operacji spuścił trochę z tonu, wiem jednak, że monitoruje moje rozmowy telefoniczne. Albo to zaakceptuję albo nie będę miała kontaktu ze światem, z dwojga złego wolę się zgodzić i tym nie denerwować. Dla mnie to przesada ale nie da się mu tego przetłumaczyć, Jack też uważa, że to konieczne środki, przynajmniej na razie. Jest nie tylko szoferem ale także szefem jego ochrony.
Gdy obiad jest już w piekarniku, postanawiam zadzwonić do mojej siostry i dowiedzieć się dokładnie na kiedy ma termin porodu. Rozmowa o dziwo nie trwa jakoś długo, Kim ma wyznaczony termin na 29 września, jednak chce mieć cesarskie cięcie więc zrobią to tydzień wcześniej. Nie mogę uwierzyć, że za nieco ponad miesiąc zostanę ciocią, a niedługo po tym żoną. Może faktycznie pomysł podwójnego ślubu nie jest taki zły? Byłoby mi łatwiej to wszystko zorganizować. Razem z Kimi dałybyśmy radę przeciwstawić się mamie i zrobić to po swojemu. Erick powinien już wracać więc dzwonię do niego by się upewnić o której będzie. Odbiera po chwili.
-Tak skarbie? – Słyszę, że jestem na głośniku, a on jedzie autem.
-Wracacie już? - Pytam słysząc głosy w samochodzie.
-Tak wracamy, Gordon siedzi obok...Hej Megan! - Słysze głos Gordona, chyba jest nieźle wstawiony.
-Cześć Gordon! - Śmieję się - Jedźcie ostrożnie, proszę!
-Spokojnie mała, zabierzemy jeszcze po drodze Filipa i za jakąś godzinę będziemy w domu.
-Wyrobicie się akurat na obiad. Kocham cię. Do zobaczenia.
-Też cię kochamy Meg! - Wtrąca wcięty Gordon i słyszę jak Erick się śmieje. Tak uwielbiam ten dźwięk.  Rozłączam się i sama zaczynam się śmiać w głos. Zapowiada się ciekawy wieczór. Mam nadzieję, że Filip i Erick nie spiją się aż tak jak Gordon. Nigdy nie miałam na głowie trzech pijanych facetów z czego jednego właśnie zostawiła żona, drugi pocałował mnie w przypływie dziwnych uczuć, a trzeci to zakochany we mnie miliarder i mój przyszły mąż.
-Floro zapowiada się męski wieczór, trzeba ugotować im coś, bo na pewno się spiją i może być wesoło! - Wpadam do kuchni i zaglądam do lodówki.
-Już o tym pomyślałam Meg, wstawiłam bigos i golonkę! - Uśmiecha się i pokazuje wielki garnek na kuchni.
-Jesteś nieoceniona! Zostaniesz dziś u nas na noc? Nie wiem czy sobie sama z nimi poradzę - Siadam na stołku przy wysepce, podpieram dłonią brodę i wzdycham głośno.
-Jeśli chcesz to zostanę, obie damy sobie z nimi radę. Oni będą pewnie siedzieć w bibliotece i grać w bilard, a my możemy zrobić sobie babski wieczór. Chyba, że nie chcesz ze starszą panią? - Puszcza mi oczko i uśmiecha się serdecznie.
-To super pomysł! Szkoda, że nie będzie tu mojej siostry Kim, ona lubi takie wieczorki.
-Kiedy rodzi? - pyta Flora.
-Termin ma na 29 września ale będzie miała cesarkę. Już nie mogę się doczekać, pierwszy raz zostanę ciocią i matką chrzestną!
-Dziecko to najcudowniejszy dar. Wszystko się wtedy zmienia... - Głos jej drży i chyba zaczyna się rozklejać. Gdy widzę łzy napływające do jej oczu też się rozklejam, sama nie wiem czemu? Może dlatego, że niedawno poroniłam mimo tego iż nawet nie wiedziałam, że byłam w ciąży? Może dlatego, że moja młodsza siostra zostanie mamą, a może dlatego, że czeka nas z Erickiem długa droga do stworzenia rodziny?
-Och babciu! - Rzucam się jej na szyję i obie ryczymy jak głupie, a po chwili zaczynamy się śmieć same z siebie. Flora naprawdę przypomina mi taką kumpele-babcie, jest taka życiowa, opiekuńcza, a za razem wyrozumiała i wyluzowana.

Zaglądam do barku by sprawdzić co będą pić chłopaki. WOW. Chyba jest tu wszystko, wódka czysta i kolorowa, whisky, brandy. Jeśli oni to wypiją! Nawet nie chcę myśleć... Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w turkusową sukienkę bez ramiączek, zrobiłam lekki makijaż i nawet udało mi się ułożyć włosy tak jak wczoraj zrobiła to Jeni. Ciekawe jak się trzyma? Była w stanie w ogóle iść dziś do pracy? Czy ta suka Monika przyjechała do niej? Jeśli tak to niezła musiała być wtedy afera. Moje przemyślenia przerywa hałas w holu. Oho! Przyjechali. Zbiegam szybko na dół i widzę: Gordona, który śpiewa jaki to świat jest niesprawiedliwy, podchmielonego Filipa który robi chórki i rozbawionego do łez Ericka z reklamówką piw i chipsów. Widok bezcenny, chce mi się śmiać ale się opanowuje.
-I jest nasza piękna, słodka Megi! - Bełkocze Gordon. Zaczyna się!
-Cześć chłopaki! - Macham ręką i podchodzę do Ericka, obejmuje mnie ramieniem i całuje w głowę.
-Od razu przepraszam za to co się dziś stanie! - Szepcze mi do ucha i zaczyna się śmiać.
-Spokojnie, poprosiłam Florę by została na noc, poradzimy sobie z wami! -  Klepie go lekko w tyłek.
-No gołąbeczki idzie na pięterko! - Bredzi Gordon.
-Obiad jest już gotowy chodźcie to zjemy razem - Zapraszam ich do kuchni. Flora kończy nakrywać stół.
-Floro kochana jesteś nieoceniona! - Gordon bierze ją w ramiona i całuje po rękach. O Boże!
-No dobrze Fox wystarczy, siadaj do stołu i zostaw naszą gosposię! - Rozbawiony Erick prowadzi naszego pijanego gościa i pomaga mu usiąść przy stole.
-Witaj Meg! - Podchodzi do mnie Filip i całuje w oba policzki, bardzo mnie tym zaskakując. Od razu oblewam się rumieńcem. Widzę jak na mnie patrzy i wyczuwam to samo co wtedy w szpitalu. Wymuszam uśmiech by ukryć zakłopotanie.
-Siadajcie, już podaję -  Mówi Flora, jest ewidentnie rozbawiona tą sytuacją. Przy obiedzie Gordon nie zamykał buzi, całkiem zabawny z niego facet, nawet po pijaku. Na szczęście nie wspomniał o Jeni.
-Dużo wypił? -  Pytam cicho Ericka.
-Nie pytaj! - Przewraca oczami i daje mi całusa w nos.
-Filip też zostaje na noc? - Badam teren, jakoś nie mam ochoty by kręcił się w nocy po naszym domu.
-A myślisz, że wróci w tym stanie? -  Uśmiecha się ironicznie. Cholera! -  Posiedzisz z nami czy nie chcesz tego oglądać? -  pyta nadal się śmiejąc. Co go tak bawi?
-Zrobimy sobie z Florą babski wieczór.
-Dobrze skarbie. Kocham cię -  Przytula mnie mocno i delikatnie podgryza ucho. Od razu mam motyle w brzuchu ale staram się to opanować. 

Po obiedzie, śpiewach i mnóstwie śmiechu, chłopaki poszli do biblioteki grać w bilard i pić. Nigdy nie widziałam Ericka pijanego ale na pewno dziś się o tym przekonam. Ja z Florą poszłyśmy na taras zrobić sobie manicure, na szczęście jest dziś trochę chłodniej i całkiem przyjemnie siedzi się na świeżym powietrzu. Opowiada mi o swoim życiu, o młodości i o tym jak poznała swojego męża. To całkiem romantyczna historia, on był wojskowym, a ona pracowała w szpitalu. Miał wypadek na poligonie, Flora była jego pielęgniarką. To była miłość od pierwszego wejrzenia. 
Wieczorem niepewnie zajrzałam na chwilę do biblioteki, chłopaki bawią się w najlepsze. Widzę mnóstwo butelek z alkoholem na stole bilardowym i rozsypane chipsy. Erick, Gordon i Filip siedzą na skórzanych kanapach i intensywnie o czymś debatują. Chce mi się śmiać, ciekawa jestem czy kiedyś też robili sobie takie męskie wieczory? Gdy zamykam drzwi one jak na złość zaskrzypiały i Erick mnie zauważył.
-Żono moja! - Woła. Zażenowana odwracam się i uśmiecham.
-Co tam? - Pytam cicho.
-Chodź do mnie na kolana, chcę cię poprzytulać! - Wstaje i chwiejnym krokiem idzie w moją stronę. No i proszę! Oto Erick Evans, pan prezes, miliarder pijany jak bąk.
-Ericku zostawię was samych… -  Robię zakłopotaną minę i odwracam się  na pięcie. Mój pijany narzeczony podbiega do mnie i zdecydowanie łapie mnie w pasie.
-Mam cię! - Mówi uradowany i ciągnie mnie na kanapę.
-Dobrze się bawicie? - Pytam grzecznie patrząc po pokoju, zrobili tu niezły bałagan.
-Oczywiście!  - Bełkocze Gordon, ledwo widzi na oczy, a jest dopiero dziewiąta wieczorem.
-Chodźcie do kuchni, Flora zrobiła dla was bigos i golonkę - Wstajemy razem, jednak Gordon potrzebuje pomocy. Erick chwyta go pod pachy, idą przodem. Zbieram puste butelki po piwach i wódce, w jednak korytarzu zaczepia mnie Filip.
-Meg! - Woła cicho. Odwracam się do niego.
-Gordon nieźle się urządził -  Rzucam zdawkowo. Jakoś nie mam ochoty z nim rozmawiać.
-Mogę ci zająć chwilę? - Pyta łagodnie.
-Filip to nie jest najlepszy moment…- Próbuję go zbyć.
-Proszę, tylko krótka chwila - Robi niewinną minę.
-No dobrze, chodź na taras - Zgadzam się i już po chwili tego żałuję. Wychodzimy razem. Jest już dość ciemno, lampki na tarasie ładnie oświetlają kamienną podłogę.
-Chciałem porozmawiać o tym co stało się w szpitalu... -  Zaczyna. Jego wzrok świdruje po moim ciele, a ja od razu zaczynam czuć się niekomfortowo. Obecność Filipa sprawia, że zawsze czuję się właśnie w ten sposób. 
-Rozumiem, że był to jednorazowy wypadek, poniosło cię… -  Próbuje sama go wytłumaczyć, a on chwyta mnie nagle za ręce i patrzy prosto w oczy.
-Nie Meg, to nie był przypadek! - Ton ma poważny. Patrzę na niego zaszokowana i próbuje uwolnić ręce ale on nie chce mnie puścić.
-Co ty wygadujesz? - pytam bez tchu. 

-Pragnę cię Meg! Jesteś taka cudownie słodka i podniecająca! - W jego oczach widzę pożądanie. Co on wyprawia?
-Jesteś pijany Filipie i nie wiesz co mówisz! -  Znowu próbuje go tłumaczyć ale jestem totalnie przerażona.
-Wiem, że jestem pijany, najebany jak szpadel ale mówię szczerze. Mam ochotę cię zerżnąć na tym kamiennym murku! - Chwyta mnie mocniej i przyciąga do siebie. Wpadam w jego ramiona i czuję się jak w pułapce. Jestem tak zaszokowana, że nie jestem w stanie się ruszyć. Patrzy na mnie przez chwilę i  ponownie  składa  agresywny, niechciany pocałunek wdzierając się językiem w głąb moich ust. Trzyma mnie tak mocno, że nie mogę nawet ruszyć ręką. On jest dużo silniejszy, a ja nadal bardzo słaba po operacji. Nagle opera mnie o kamienną ścianę i dociska do niej całym swoim ciężarem. Jest rozpalony i nieustępliwy. Czuję jego pulsującą erekcję na swoim udzie. Boże! Nie! Nie! Nie! Filip całuje mnie dalej mocno, nie pozwala nawet złapać tchu. To się nie dzieje naprawdę. Chcę krzyczeć ale nie mogę!

2 komentarze:

  1. kiedy, kiedy następny ? ?
    Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bardzo rozumiem jej końcowej reakcji, jeślli nie wydaje zgody na nachalne obwacywanie, to winna to wyatykułować w inny, bardziej dosadny sposób, np. za pomocą kolana. Agn

    OdpowiedzUsuń