Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 34

-Jesteś taka seksowna! Wiem, że też tego pragniesz! - jęczy i zaczyna całować mnie po szyi. Wyrywam rękę z jego silnego uścisku i celuje prosto w jego policzek, wymierzając mu siarczysty cios z całej siły. Głowa mu odskakuje i w końcu mnie puszcza.
-Kurwa Filip oszalałeś?! - Krzyczę wściekła. Nie jestem w stanie opisać tego co teraz czuję. To furia, zaszokowanie i żal. Dlaczego on to znowu zrobił? Ten cios chyba sprowadza go na ziemię, mam wrażenie, że trzeźwieje od razu.
-Chryste Meg! - Łapie się za głowę. Jest chyba w szoku, że tak się zachował, ale ja nie chcę go słuchać, nie chcę oglądać tego człowieka. Dotykam palcami swoich ust, patrzę na niego z odrazą i zbiegam z tarasu do ogrodu.
-Boże Meg! - Woła za mną, jednak słyszę to bardzo cicho ponieważ, wbiegam między drzewa.  Zatrzymuje się przy basenie i siadam na brzegu, oddychając głęboko. Co to kurwa miało być? Czy on postradał zmysły? Przecież to przyjaciel Ericka, co w niego wstąpiło? Jestem tak zaszokowana i wściekła! Wiedziałam, że zapraszanie tu Filipa źle się skończy. Po prostu to czułam. Jak ja mam teraz spojrzeć Erickowi w oczy? Tak go kocham, a czuję się tak jakbym go zdradziła. Dlaczego zgodziłam się na tą rozmowę? Przecież mogłam to przewidzieć. Jeśli Erick się o tym dowie, będzie załamany.
-Skarbie!? - Słyszę zbliżający się głos. To on, szuka mnie mój ukochany -  Tu jesteś maleńka, stało się coś? - Przysiada się do mnie, spuszczając nogi do basenu i mocząc w ten sposób swoje spodnie do kolan. Śmierdzi od niego alkoholem. To naprawdę dziwna sytuacja. Zduszam jęk.
-Wszystko w porządku. Zrobiło mi się gorąco, chciałam się przewietrzyć - Kłamię mu w żywe oczy.
-Źle się czujesz? - Jego ton od razu się zmienia, widzę, że się martwi.
-Nie Ericku, wszystko w porządku. Zmęczona jestem po prostu - Wtulam głowę w jego ramiona. Och Kochany tak bardzo cię potrzebuję. Co ja mam teraz zrobić?
-Chodź położę cię spać. Flora się nami zajmie, posiedzimy w kuchni i niedługo do ciebie przyjdę - Plącze mu się język, ale nawet taki pijany jest opiekuńczy i czuły.
-Wróć do gości, położę się sama -  Dotykam dłonią jego twarzy. Mam ochotę go pocałować ale nadal czuje w ustach smak Filipa. To okropne i wzbiera mnie na płacz. Na szczęście udaje mi się to ukryć przed Erickiem.
-Chodź! - Wstaje chwiejąc się i pociąga mnie za sobą tak, że prawie wpadamy do basenu -  Łops! - Bredzi Erick, udaje mu się mnie rozbawić. Idziemy chwiejnym krokiem w stronę tarasu na którym stoją Gordon i Filip, paląc papierosy. Chcę przejść jak najszybciej jednak Erick  oczywiście zatrzymuje się przy kolegach. Spuszczam wzrok, nie mogę na niego patrzeć.
-Idę położyć moją przyszłą żonę spać!  Niedługo wracam! -  Bełkocze dalej Erick i pozwala mi wejść  pierwszej do środka.
-Ja już bym nie wrócił… - Mówi Filip, a mnie nogi miękną. Co on wyprawia? Erick uznaje to jednak za żart i wchodzi do domu bez słowa, rozbawiony po pachy. Przemykam szybko po schodach do naszej sypialni. Zanim Erick dociera w końcu do pokoju zdążyłam się przebrać w jego koszulkę i zmywam makijaż w łazience. Nie mogę jednak spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Czemu wszystko musi się tak zawsze komplikować? Obmywam twarz wodą i czuje, że ktoś łapie mnie od tyłu za biodra. Prostuję się szybko i odwracam przerażona. Boże! To tylko mój ukochany.
-Co jest mała? Dziwnie się zachowujesz? Na pewno nic ci nie jest? - Chwyta moją głowę tak bym patrzyła mu w oczy. 
-Jestem zmęczona, sporo miałam dziś wrażeń - Uciekam wzrokiem. Po prostu nie potrafię kłamać mu tak prosto w oczy. Czuję się winna... mimo, że zapewne nie powinnam. Jestem zagubiona i totalnie nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić.
-Przepraszam, że się upiłem - Wtula głowę w moje włosy.
-Nie przepraszaj, każdemu się zdarza! - Gładzę go delikatnie po głowie. Uwielbiam jego zapach i mimo, że wymieszany z zapachem alkoholu to nadal tak samo go lubię. 
-Ale kocham cię, wiesz? - Bredzi.
-Wiem skarbie, wiem - Uśmiecham się, jest taki rozkoszny.
-Daj buuuzi! - Chwyta moją głowę ponownie i całuje mnie namiętnie. To chyba pierwszy raz gdy jego pocałunek wywołuje we mnie nieprzyjemny dreszcz, staram się to opanować, jednak w duchu czuję się okropnie - Chodź do łóżka! - Klepie mnie w tyłek , bierze na ręce i zanurza mnie w satynową pościel, kładąc się obok mnie -  Tak bardzo cię kocham. Jesteś najcudowniejsza, najuczciwsza i w ogóle taka naj naj... - Bredzi dalej. Wtulam się w niego w milczeniu. Gdy prawie śpię, on wstaje delikatnie, okrywa mnie kołdrą, przygasza światło i schodzi na dół. Odpływam wtedy całkowicie.

Środa, 14 sierpnia

Budzą mnie promienie słoneczne wpadające do sypialni. Szykuje się kolejny słoneczny dzień. Rozglądam się po pokoju jednak nie widzę Ericka. Przeciągam się zakładam, szlafrok i schodzę na dół. W domu panuje cisza, nie mam pojęcia gdzie są chłopaki? Wracam na górę i zaglądam do każdej sypialni po kolei ale tylko w jednej śpi Flora. W kuchni jest porządek w bibliotece tak samo. Kochana z niej kobieta, wszystko po nich posprzątała. Ciekawe czy długo siedzieli? Patrzę na podjazd i widzę samochody więc nigdzie na szczęście nie pojechali. No cóż, sami się znajdą. Zaglądam do lodówki i nalewam sobie szklankę zimnego soku jabłkowego. Mmmm pyszny i taki orzeźwiający. Widzę, że zostało z wczoraj bigosu i golonki. Tak dawno tego nie jadłam, że nabieram nieodpartej ochoty na niezdrowe, ciężkie śniadanie.  Odgrzewam sobie w mikrofali i siadam przy wysepce aby zjeść. Bigos na śniadanie, tego to jeszcze nie grali. Ale jest naprawdę smaczny, dopiero gdy kończę  uświadamiam sobie jak bardzo byłam głodna. Idę umyć zęby i wziąć szybki prysznic. Zakładam biały kombinezon bez ramiączek i przewiązuje się granatowym paskiem w tali. Jeni tak dobrze obcięła mi włosy, że z łatwością je układam, wpinając z boku pasującą do paska ozdobną spineczkę. Maluję się delikatnie używając tylko tuszu i błyszczyka, policzki mam i tak naturalnie zaróżowione. Moja skóra jest jeszcze lekko opalona po wakacjach i całkiem podoba mi się osoba, która widzę w lustrze. Przypominając sobie jednak wydarzenia wczorajszego wieczora humor od razu mi się psuje. Muszę jednak porozmawiać o tym z Filipem na spokojnie i na trzeźwo. Dopóki z nim tego nie wyjaśnię, nie da mi to spokoju. Muszę mieć pewność czy poniosły go emocje i alkohol czy naprawdę jest coś na rzeczy. A może i jedno i drugie? Tego się obawiam ale na razie nie będę wyciągać żadnych pochopnych wniosków. 

Schodzę na dół, ale nadal panuje tu cisza. Włączam sobie telewizor, leci jakiś poranny program śniadaniowy. Biorę miseczkę ze świeżymi owocami i siadam na kanapie po turecku. Jest koło dziesiątej rano, a na zewnątrz już jest niesamowity upał. Ciekawe czy wolno mi się opalać? Chętnie położyłabym się przy basenie na leżaku i przypomniała chwile, które spędziliśmy na Bahamach. Zapytam w poniedziałek doktora Millera. Wpatruję się w telewizor, piękna pani  pogodynka zapowiada na dziś upał ale to akurat jest oczywiste. Za chwilę będą najświeższe ploteczki ze świata show biznesu i z ciekawości przysłuchuje się uważnie, ciekawe czy coś wspomną o Ericku? Kolejny rozwód znanych aktorów po trzech miesiącach małżeństwa, reportaż o wakacjach najbogatszych gwiazd. Nie słucham zbyt uważnie kolejnych plotek, gdy nagle moją uwagę przykuwa najświeższy news. Na ekranie pokazują się zdjęcia z Nowego Jorku, widzę na nich Jeniffer i Monikę, które szarpią się za włosy w jej salonie. O  Boże ale numer! Poprawiam się nerwowo na kanapie i dalej wpatruję się w telewizor. Reporterka komentuje, że awantura miała miejsce wczoraj w jednym z ekskluzywnych salonów należących do żony Gordona Foxa, znanego i cenionego prawnika, najbliższego współpracownika i przyjaciela Ericka Evansa, prezesa Evans Industries. O kurwa! Pokazują kolaż zdjęć i robi się coraz ciekawiej. Paparazzi nie nagrali całego zdarzenia tylko robili fotki. Ależ się ucieszyłam gdy na jednym ze zdjęć zobaczyłam jak Jenifer trzyma w ręku pukiel sztucznych blond włosów tej zdziry. Ha! Aż podskoczyłam na kanapie i zaczęłam się śmiać. Musiała interweniować ochrona i policja. Reporterka mówi, że nie znają jeszcze przyczyny tej awantury ale zrobią wszystko by się dowiedzieć. O nie! Tego lepiej żeby się nie dowiedzieli.
-Niezła afera co? - Słyszę głos z kuchni i odwracam się od razu. To Gordon. Wygląda fatalnie: blady, nieogolony, widać, że nie czuje się najlepiej. Uśmiecham się pocieszająco i wstaje z kanapy.
-Twoja żona pokazała pazurki! - próbuję go nieco rozweselić.
-Była żona  - Mówi cicho i chowa twarz w dłonie. Wiem, że jest mu bardzo ciężko.
-Jeszcze nic nie jest przesądzone, ona cię kocha. Daj jej trochę czasu - Siadam naprzeciwko niego przy wysepce i podsuwam mu szklankę z sokiem.
-Nie widziałaś jej wczoraj rano gdy jej powiedziałem. Myślałem, że mnie zabije. Rzucała we mnie talerzami, ubraniami... nawet swoimi ulubionymi perfumami -  Uśmiecha się blado na to wspomnienie. Boże! On tak ją kocha.
-Mogę wam jakoś pomoc? Myślałam żeby zadzwonić i spróbować z nią porozmawiać.
-Nie sądzę, że będzie chciała. Nie odbiera telefonów ode mnie - Wzdycha głośno.
-Zadzwonię ze swojego numeru, może odbierze? -  Patrzę niepewnie.
-Teraz jeszcze pewnie śpi, lubi długo pospać... - Gordon znowu bezwiednie uśmiecha się na myśl o żonie. To nie może się tak między nimi skończyć - Miała dziś zrobić sobie wolne. Tak mi jej brakuje Meg! -  W jego głosie słychać rozpacz. Podchodzę do niego i przytulam przyjacielsko
-Będzie dobrze Gordonie, musi być! -  Stoimy tak chwilę w bezruchu gdy ktoś wchodzi do kuchni i słychać chrząknięcie. Puszczam Gordona i oglądam się, to Filip. Kurwa mać!
-Nie chciałem przeszkadzać… -  Mówi złośliwie. Wiem, że pamięta co się wczoraj wydarzyło. Co za dupek!
-Meg mnie tylko pociesza…-  Mówi cicho Gordon, jest mu naprawdę smutno, a mi cholernie głupio.
-Gdzie Erick? - Pytam zmieniając temat, jednak wzrok Filipa bardzo mnie onieśmiela. Wręcz świdruje po moim ciele i wcale się z tym nie kryje. Zrozpaczony Gordon nie zwraca jednak na to uwagi. 
-Śpi jeszcze, siedział z nami do końca aż sam poległ! -  Uśmiecha się ironicznie, a mi przez myśl przelatuje okropna myśl. Nie, nie! Filip na pewno nie jest aż takim dupkiem.
-Gdzie spaliście? - Pytam zaciekawiona.
-Na dole w sali kinowej, całkiem wygodne te fotele tam macie! -  Rozwesela się trochę Gordon.
-Nieźle daliście popalić naszej gosposi, jeszcze śpi! - Uśmiecham się cierpko -  Zjecie coś? - Staram się zachować spokój i nie zwracać uwagi na Filipa. To jednak trudne, bo każdy mój krok jest uważnie przez niego śledzony.
-Oddam wszystko za mocną czarną kawę i jajecznicę na boczku -  Fox patrzy na mnie błagalnie. 
-A Ty? - Patrzę niechętnie na Filipa, a on uśmiecha się tajemniczo.
-To samo poproszę - Rzuca szybko i nalewa sobie soku. Zabieram się za jajecznicę i wstawiam ekspres do kawy. Sama nie mogę jej pić więc napawam się zapachem, to mnie od razu relaksuje. Stawiam przed gośćmi dwa talerze i nakładam im pachnącą, tłustą jajecznicę. Bleee.... nienawidzę jajecznicy.
-Smacznego - Mówię i dostawiam na stół chleb i masło.
-Jesteś cudowna! - Dziękuje Gordon i zabiera się do jedzenia. Uśmiecham się do niego. Dobry z niego facet, i przyjaciel.... w przeciwieństwie do Filipa. W co on gra? Nie rozumiem tego i tym bardziej mnie to wszystko przeraża. 
-Oj tak jest cudowna! -  mruczy Filip jakby tylko w moją stronę. Doskonale wiem ile w tych słowach jest aluzji z jego strony. Gordon na szczęście nie reaguje.
-No wiecie co! - Do kuchni wchodzi mój ukochany przyszły mąż. Wykąpany, świeży i ubrany w jeansy i czarny t-shirt -  Żeby tak wykorzystywać moją kobietę? - Śmieje się, a mi miękną nogi, bo przez chwilę przypominam sobie wczorajszy wieczór. Popadnę przez to w jakąś paranoję. 
-Sama zaproponowała! - Gordon podnosi ręce w geście obrony i wszyscy zaczynają się śmiać, oprócz mnie.
-Cześć mała! - Podchodzi do mnie i całuje mnie za uchem - Mmmmm ale pięknie pachniesz i zabójczo wyglądasz…- Szepcze i przygrywa płatek mego ucha. Wzdryga mną przyjemny dreszcz. Uśmiecham się lekko i patrzę na mojego ukochanego z pragnieniem. Cholernie mam na niego ochotę ale ten celibat.... Boże! 
-Dzień dobry, główka boli? - Pytam zatroskana, nieźle wczoraj popłynęli.
-Odkąd cię zobaczyłem od razu mi lepiej! -  Obejmuje mnie i oboje siadamy przy stole. Czuję na sobie wzrok Filipa, czy ten człowiek ma choć za gorsz przyzwoitości? Jak on może się tak na mnie gapić? Erick jest ślepy, że tego nie widzi?
-Mi też… -  Mruczy pod nosem Filip, Erick i Gordon chyba tego nie słyszą, ale ja tak. To dla mnie za dużo.
-Przepraszam na chwilę… - Wstaję i z płonącymi policzkami szybko wychodzę z kuchni na hol. Muszę wziąć kilka głębszych oddechów, słyszę  jednak jak zaczynają rozmawiać między sobą. O mnie!
-Co jej jest? - Pyta Gordon.
-Nie wiem, od wczoraj się dziwnie zachowuje. Może jest zła, że się tak urządziliśmy?-  Odpowiada Erick w głosie słychać troskę i skruchę. Och nie... kochanie nie obwiniaj się. To nie twoja wina...
-Dajcie jej spokój. Dopiero co wyszła ze szpitala! - Wtrąca Filip, co za idiota! To przez ciebie dupku - krzyczę w myślach. Mam ochotę znowu dać mu w twarz za to co wyprawia. 
-Może masz rację, martwię się o nią. Tak dużo przeszła ale mam nadzieję, że najgorsze jest już za nami! -  Słyszę jak Erick wstaje i idzie w moim kierunku. Cholera! Wbiegam szybko na schody i potykam się lądując na tyłku. Ała! - Co robisz?- Pyta Erick patrząc na mnie dziwnie.
-Nic. Siedzę sobie - Uśmiecham się głupio.
-Na pewno dobrze się czujesz? - Siada obok mnie i obejmuje ramieniem.
-Na pewno - Staram się to mówić najbardziej przekonująco jak potrafię - Denerwuję się ślubem-  Kłamię ponownie. To najgłupsza i najlepsza wymówka zarazem. 
-Och skarbie nie przejmuj się. Chodzi o nasze matki?
-Sama nie wiem, widziałam wczoraj tą listę gości, jest przerażająco długa, a ja nie znam większości z tych ludzi…- Wzruszam bezradnie ramionami.
-Nie zrobimy nic czego nie będziesz chciała maleńka -  Całuje mnie delikatnie w usta, kocham jego usta, są takie miękkie i ciepłe. Mruczę zadowolona - Panno Donell ale z pani słodka kotka! -  Mówi i chwyta mnie, po czym sadza na swoich kolanach -  Tak bardzo panią kocham! - Stykamy nasze czoła, a ja mam ochotę rzucić się na niego i... pieprzyć się na tych schodach. To on zrobił ze mnie taką nienasyconą, spragnioną kobietę. Gdy odrywamy się w końcu od siebie, wracamy do kuchni. Staram się nie zwracać uwagi na Filipa. Na szczęście okazuje się, że ma nocny dyżur i musi już jechać. Och jaka szkoda... żegnam się z nim chłodno, nie dając się ani uściskać ani pocałować choćby w policzek. Gani mnie za to  wzrokiem, a ja uśmiecham się wrednie. Co on sobie wyobraża? Nie będzie mnie dotykał. Nie ma takiej możliwości! Przecież Erick to jego przyjaciel od dzieciństwa. Jack odwodzi go, bo na pewno nie powinien jeszcze prowadzić. Gordon też niedługo się zbiera i odjeżdża taksówką. Flora dostaje dzień wolny i wraca do domu w New Jersey. Dziękuje jej za to, że wczoraj się nimi zajęła i ściskam na pożegnanie.
Przez resztę dnia staram się nie przejmować Filipem. Rozmawiamy z Erickiem o ślubie i  ustaliliśmy nawet wstępną datę na Święta Bożego Narodzenia . Przekonałam go żeby nie śpieszyć się z tym za bardzo bo, czeka nas jeszcze sprawa w sądzie więc lepiej poczekać aż to wszystko się wyjaśni. Tak naprawdę wszystko było jedną wielką niewiadomą i nawet Erick nie wiedział w jakim kierunku potoczy się to wszystko. Monika była dla nas zagrożeniem i mogła jeszcze wiele namieszać. Tego obawialiśmy się wszyscy najbardziej. 

Nie dostałam zgody na zrobienie obiadu więc zamówiliśmy jedzenie z ulubionej restauracji Ericka. Jack nam przywiózł jeszcze ciepłe dania gdy wracał od Filipa. Całe popołudnie słuchałam od Ericka przeprosin za wczoraj, jest mu naprawdę głupio, że tak się upił. Ja nawet nie jestem zła, jest wtedy taki uroczo wkurzający, gorzej z jego kolegą. O nie! Nie myśl znowu o nim. Gani mnie moje wewnętrzne „ja”.  Gdy koło piątej  Erick zaszywa się w swoim gabinecie, postanawiam zadzwonić do Jenifer. Spisuje numer z komórki Ericka i wychodzę na taras siadając na schodku. Za pierwszym razem nie odbiera więc próbuje ponownie. No dalej Jeni! Odbierz!
-Nie mam nic więcej do powiedzenia! Daj mi święty spokój pieprzona imitacjo dziennikarza! -Odbiera. Jest wściekła jak osa. 
-Eeee....Jenifer z tej strony Megan, Megan Donell - Mówię zaskoczona takim powitaniem, milczy przez chwile.
-Meg! Przepraszam myślałam, że to....
-Nie musisz przepraszać - Mówię uprzejmie - Mogę zająć ci chwilę?
-Wybacz ale nie mam ochoty na rozmowę - W jej głosie słychać przeprosiny, jest załamana.
-Proszę o jedną minutę! - Ton mam błagalny, żeby tylko się zgodziła.
-Nie chcę rozmawiać przez telefon. Jeśli chcesz porozmawiać spotkajmy się u mnie w salonie.
-Jasne rozumiem. Masz dziś czas? - Nie mam pojęcia jak dostanę się do Nowego Jorku ale ważne, że się zgodziła. 
-Będę w salonie wieczorem, możemy porozmawiać w biurze. Dasz radę przyjechać? - Głos ma miły, chyba nie ma do mnie pretensji. W sumie dlaczego miałaby mieć? Obie przechodziłyśmy przez to samo.
-Tak dam radę! - Chociaż nie wiem jak? Mówię w myślach - Będę o ósmej wieczorem.
-Dobrze w takim razie do zobaczenia Megan.
-Do zobaczenia! - Rozłączam się. Cholera! Jak ja się tam dostanę? Przecież nie mogę prowadzić. Idę do gabinetu Ericka, rozmawia przez telefon ale pokazuje bym do niego podeszła.
-Poczekaj chwilę… -  Mówi do osoby po drugiej stronie, zakrywa głośnik - Stało się coś Meg? - Pyta i obejmuje mnie w pasie.
-Muszę jechać do Nowego Jorku - Unosi brew, jest wyraźnie zaskoczony.
-Tato oddzwonię! -  Rzuca do słuchawki i odkłada telefon -  Dlaczego musisz tam jechać?
-Dzwoniłam do Jenifer, chce się spotkać w jej salonie i z nią porozmawiać  - Mówię szybko.
-Zgodziła się? - Jest jeszcze bardziej zaskoczony.
-Musiałam wyprosić ale w końcu uległa, nie chciała telefonicznie więc zgodziłam się w ciemno. Dasz radę mnie tam zawieść?
-Meg nie sądzę bym po wczorajszym mógł prowadzić. Jack cię zawiezie. Jechać z tobą? - Odgarnia mi włosy z twarzy i zakłada je za ucho. Jego dotyk jest czuł, wręcz nabożny. 
-Nie. Wolę jechać sama, na ciebie pewnie też jest zła - Obejmuje go za szyję i całuje w kącik ust.
-Nie kuś! - Chwyta mnie mocno za pośladki i wiem, że próbuje się powstrzymać. Zamyka oczy i wzdycha głęboko.
-O której musimy wyjechać by być tam na ósmą?
-Koło szóstej,  dojechać na Manhattan o takiej porze jest ciężko. Zaraz zadzwonię do Jacka.
-Dziękuję - Całuję go szybko w usta i ku jego rozczarowaniu zeskakuję mu z kolan -  Idę się przebrać! -  Dodaję szybko i idę do sypialni by wybrać strój. Decyduję się na długa miętową spódnicę, białą zwykłą koszulkę na ramiączka oraz duży złoty ciężki naszyjnik. Do tego złote japonki, niestety nie można mi na razie nosić obcasów ani nawet koturnów. Przeczesuję włosy, poprawiam usta błyszczykiem i jestem gotowa. Biorę dużą biało-złotą markowa torbę i schodzę na dół. Erick właśnie dojada zimnego "chińczyka", a na mój widok prawie krztusi się kawałkiem.
-Co za widok! - posyła mi to swoje świdrujące spojrzenie.
-Ericku to tylko spódnica! -  Mówię nieskromnie, wiem jak dobrze wyglądam.
-Coś stwardniało mi w spodniach! -  Wychodzi zza wysepki by pokazać mi zgrubienie na materiale w okolicy krocza.
-Ale z ciebie zbok Evans! - Śmieję się i pochodzę by go przytulić.
-Nie mogę się doczekać żeby się w tobie zatracić…- Szepcze mi do ucha. 
-Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać. Pojedziesz ze mną w poniedziałek na konsultację?
-Oczywiście, że tak! Muszę sam się upewnić, że wszystko jest w porządku -  Całuje mnie w czoło - Jack zaraz po ciebie przyjedzie ale pamiętaj... tylko do salonu, nigdzie więcej. To nie jest prośba! – mówi poważnie.
-Dobrze tatusiu! - burczę oburzona. Nie mogę się przyzwyczaić do takiej kontroli.  Dostaję za to mocnego ale to naprawdę mocnego klapsa w tyłek. - Ała! -  Krzyczę zdegustowana i posyłam mu groźne spojrzenie.
-Nie boję się ciebie mała! Nie rób takich min! - Wstaje i idzie w stronę gabinetu. Zostawia mnie samą z bolącym tyłkiem. Ała! Gładzę pośladek dłonią, naprawdę nieźle mi przywalił chociaż wiem, że zrobił to z miłością ale tym razem nie było w tym ani krzty czułości.  

Wychodzę przed dom gdzie za chwile ma podjechać Jack. Siadam na schodkach i rozkoszuję się słońcem, nie jest już takie palące ale delikatnie ogrzewa moją skórę. Nie mija pięć minut i na podjazd wjeżdża czarny Bentley, a za kierownicą Jack. Uśmiecham się do niego i macham. Pomaga wsiąść mi do samochodu.
-Jedziemy do salonu pani Fox? - Dopytuje dokładnie.
-Tak Jack, dokładnie tam. Jeśli możesz włącz jakąś muzykę! - Mówię patrząc na niego w lusterko. Uśmiecha się i włącza cały album Coldplay.

Mkniemy autostradą w kierunku Nowego Yorku, jest przyjemny wczesny wieczór. Mam całkiem dobry nastrój więc piszę smsa do Ericka.
„Kocham Cię”
Od razu dostaję odpowiedź.
„Też Cię Kocham Maleńka.”
Uśmiecham się sama do siebie jak głupia i dostaję drugiego smsa.
„Tylko nic nie kombinuj, do salonu i z powrotem!”

Skąd wie, że chciałam także jechać do Flinów? To takie frustrujące. Dobrze, że nie zawsze potrafi czytać w moich myślach, inaczej już by wiedział co stało się wczoraj wieczorem i przed operacją w szpitalu. Gordon odradził mi bym powiedziała o tym Erickowi ale ja już sama nie wiem co powinnam zrobić? Zamyśliłam się nad tym tak bardzo, że zanim się obejrzałam, Jack parkował już przed salonem Jeniffer. Wow! Niezłe miejsce! To jeden z bardziej ekskluzywnych budynków na Manhattanie, poznaję to miejsce. Tu niedaleko jest Evans Tower. Tak dawno nie byłam w tamtym apartamencie.
To miejsce to chyba cały kompleks Spa, a nie zwykły salon fryzjersko-kosmetyczny. Jack idzie za mną krok w krok. W recepcji wita nas miła Azjatka i prosi byśmy chwilę zaczekali. Jack jak zwykle zostaje na zewnątrz. Siadam na białej skórzanej kanapie. Wnętrze jest nowoczesne ale przyjemne, biało-kremowe ściany, mnóstwo kwiatów i świec, przyjemny zapach kadzidła. Kręci się kilka dziewczyn w białych fartuszkach. Przyglądają mi się uważnie i mało dyskretnie. Zapewne mnie rozpoznały. Po chwili przychodzi po mnie rudowłosa sympatyczna dziewczyna i prowadzi na górę przez cały salon fryzjerski do pomieszczenia, gdzie zapewne jest biuro Jeni.
-Cześć Megan - Wita mnie serdecznie i wstaje na mój widok zza szklanego biurka. 
-Hej Jeniffer! -  Ściskam ją i całuję w oba policzki. Ruda dziewczyna proponuje nam coś do pica i dyskretnie się ulatnia.
-Przejdźmy do rzeczy, dlaczego chciałaś się ze mną spotkać? - Pyta poważnie lecz spokojnie. Nie sądziłam, że tak od razu zaczniemy z tak zwanej grubej rury. 
-Chciałam porozmawiać o tym co się wczoraj wydarzyło, o tym co powiedział ci twój mąż -  Patrzę jej prosto w oczy. Wiem, że się domyśla, że właśnie po to tu jestem. Na jej twarzy od razu widać smutek gdy o tym wspominam.
-Ale o czym tu rozmawiać Meg? - Pyta przepraszająco. Jest naprawdę załamana. 
-Ja wiem, że to dla ciebie szok ale ja też to przechodziłam...
-Nie jesteś żoną Ericka, znacie się nieco ponad 3 miesiące... - Wzdycha głęboko.
-Wiem. Ale jak się poznaliśmy on także w tym był, w tym całym gównie - Podnoszę głos, dla mnie to też nie jest łatwa rozmowa.
-Gordon oszukiwał mnie odkąd się poznaliśmy. Udawał, że Monika to jego przyjaciółka, a posuwał ją i te jej pieprzone modelki! - Tama puściła, Jeni zalała się łzami, łzami złości i żalu. O nie... Jeśli tak dalej pójdzie to i ja zaraz się rozpłaczę. 
-Nie sypiał z nimi odkąd cię poznał!  - Bronie Gordona.
-Skąd wiesz? - Pyta przez łzy.
-Wiem, bo mi Erick powiedział! To jego najlepszy kumpel więc mówili sobie takie rzeczy.
-I ty mu wierzysz? - Patrzy na mnie szerokimi oczami.
-Tak wierzę mu, bezgranicznie mu ufam mimo tego co wiem - Na tę myśl sama zaczynam się rozklejać. Cholera! Wiedziałam, że tak będzie. 
-To przecież jakieś popieprzone towarzystwo, dziwki i alfonsi! - piszczy. Jest cała w emocjach. 
-Nie mówi tak! Twój mąż nie jest alfonsem, wszystkiemu  winna  jest Monika! - Zaciskam pieści ze złości.
-Nie wypowiadaj przy mnie jej imienia! - Patrzy na mnie. Reaguje na nią tak samo jak ja, a to akurat dobry znak. 
-Widziałam w telewizji jak ją urządziłaś! - Spojrzała na mnie i nagle obie zaczynamy się śmiać. To działa troszkę jak katharsis. 
-Wyrwałam tej suce włosy! Które i tak przedłużała u mnie w salonie! - Ten śmiech jest oczyszczający, nie możemy się opanować.
-Odkąd ją poznałam miałam ochotę wydrapać jej oczy, a ty zemściłaś się za nas dwie - Uśmiecham się - Jeni! On cię kocha! Bał ci się powiedzieć ale odkąd cię poznał nie sypiał  z nikim innym, nie mógł zerwać tamtej umowy… - dodaję.
-Erick zerwał! Zerwał dla ciebie! - Patrzy na mnie smutno.
-Wiesz jaką cenę za to zapłacił, i będzie ponosił tego konsekwencje jeszcze długo. Oboje ponosimy konsekwencje. Gordon bał się, że też mogą cię skrzywdzić jeśli on zrezygnuje! - Zalewam się łzami na  myśl co zrobiła mi i Erickowi ta suka.
-Wiem Meg, przepraszam nie chciałam cię urazić! - Podchodzi do mnie i łapie mnie za dłoń. Kurde to ja powinnam ją pocieszać, a nie ona mnie.
-Nie przepraszaj, tylko daj mu szanse! Był u nas na noc, upił się i śpiewał jak bardzo cię kocha, jest zrozpaczony! - Szlocham. Nie chcę by to całe pieprzone dziwkarskie gówno zniszczyło ich małżeństwo. Oni na to nie zasługują i wiem, że są dla siebie stworzeni. 
-Nie wiem czy potrafię spojrzeć mu w oczy, tak bardzo mnie zranił -  Przytulam ją i obie zanosimy się płaczem jeszcze bardziej. 
-Teraz gdy to wszystko wyszło na jaw, możemy działać razem, ale musimy ich wspierać i się ich słuchać. Wiesz do czego zdolna jest Monika, tobie też może grozić niebezpieczeństwo Jeni...  - Chwytam ją za obie dłonie - Monika nimi manipulowała, głównie Erickiem, a Erick miał wpływ na Gordona i to takie błędne koło.
-Ale co my możemy zrobić? Przecież to należałoby zgłosić na policję, a wtedy Erick i Gordon pójdą siedzieć, to co robili to się nazywa sutenerstwo i podchodzi nawet pod handel ludźmi Meg! - Sprowadza nas tym obie na ziemię.
-Trzeba to załatwić bez policji. Erick i Gordon są prawnikami, mają doradców i wiem, że już działają w tym kierunku.
-Myślisz, że Monika jest groźna? - Pyta ze strachem w oczach. Kiwam głową.
-Myślę jednak, że jest tylko jednym z pionków i na samą myśl kto może stać za tym wszystkim, robi mi się gorąco… -  Dodaję.
-I co? Miałabym się zacząć ukrywać tak jak wy? - Skrzywiła się.
-Nie wiem? Erick mówi, że to jest konieczne, szczególnie po tym gwałcie w klubie… - Staram się to mówić bez większych emocji, jednak w środku cała drżę.
-To Monika za tym stoi? - Pyta zaszokowana.
-Tak… - Odpowiadam cicho.
-Boże Meg! - Obejmuje mnie i gładzi dłonią po plecach - Tak mi przykro -  Szepcze.
-To przez nią jest ten cały koszmar, wtedy to się zaczęło... - Mówię cicho i ocieram łzy. I wtedy Jeni chyba wszystko zrozumiała. Nie wiem ile jeszcze rozmawiałyśmy? Opowiedziałam jej o wszystkim co wiem, o tym jak poznałam Monikę i jak się wtedy zachowała. Nie wiem czy udało mi się ją przekonać ale na pewno wiele jej wyjaśniłam i choć trochę zrozumiała tą cała popieprzoną sytuację. Musi minąć pewnie trochę czasu zanim zadzwoni do Gordona i z nim porozmawia, ale on ją naprawdę kocha i wiem, że ona jego także. Są dla siebie stworzeni tak jak ja i Erick. Chciałam się jej zwierzyć także o sytuacji z Filipem, jednak już nie miałam siły na tą rozmowę. Gdy spojrzałam na zegarek zobaczyłam, że jest już po dziewiątej wieczorem. Pożegnałam się z Jeni. Obiecała, że odwiedzi mnie w tygodniu i zrobi mi zabieg na ciało i depilację. Miałam nadzieję, że to tylko pretekst by wpaść do nas, że przemyśli to wszystko i da Gordonowi szansę. Jack czekał przy wyjściu.
-Pan Evans dzwonił - Powiedział gdy mnie zobaczył. O kurczę! Nie odbierałam komórki?
-Zaraz do niego zadzwonię, możemy wracać.
-Wszystko dobrze? - Zapytał widząc, że mam czerwone od płaczu oczy.
-Tak Jack, chyba tak - Uśmiechnęłam się i wskoczyłam na tylne siedzenie Bentleya. Wyjmuję telefon z torebki i widzę pięć nieodebranych połączeń od Ericka. Kurwa mać! Na pewno się wkurzył. Dzwonię do niego od razu.
-I jak poszło? - Pyta zaskakująco spokojnie, chyba Jack powiedział, że nic mi nie jest.
-Chyba nieźle, dała mi wyjaśnić wszystko. Spłakałyśmy się obie jak cholera! - Zaczynam się śmiać.
-Oj maleńka! Wiedziałem, że tak się to skończy. Wracaj szybciutko dla mnie... Znaczy nie niech Jack nie jedzie za szybko! - Mówi poważnie.
-Chcę się z tobą wykąpać jak wrócę…-  Mówię cicho by Jack nie usłyszał.
-Jeśli nie ma dużego ruchu nich Jack się jednak pośpieszy! - Dodaje i wiem, że się uśmiecha.
-Do zobaczenia.
-Czekam kotku… -  Jak on to robi, że w takich prostych słowach jest tyle obietnicy? Od razu czuje przyjemne skurcze w dole brzucha. Jack momentalnie trochę przyśpieszył, jakby słyszał naszą rozmowę. Dobry z niego kierowca więc nie boję się z nim jeździć. Podgłosił muzykę i znowu mknęliśmy autostradą przy dźwiękach Coldplay. Po drodze uprosiłam Jacka by podjechał do McDonalda, bo miałam ochotę na szejka, kupiłam też po jednym Erickowi i Jackowi. Wiem, że to niezdrowe ale uwielbiam ich smak. Zadowolona jak dziecko rozsiadłam się wygodnie, po około półtorej godziny byliśmy już na miejscu. Wjeżdżając na podjazd zauważyłam auto Gordona. Kurde znowu będzie u nas spał? Liczyłam na miły wieczór w wannie z moim ukochanym. Zastałam ich siedzących w kuchni przy późnej kolacji.
-Jakbym wiedziała kupiłabym i dla ciebie Gordonie! - Mówię podnosząc rozpuszczonego szejka dla mojego ukochanego.
-Nie trzeba dziękuję! Wystarczająco dużo dla mnie już zrobiłaś - Wstaje i przytula mnie nagle. Jestem zaskoczona, patrzę na Ericka, a on uśmiecha się szeroko.
-Jeni zadzwoniła do mnie od razu po tym jak wyszłaś -  Wyjaśnił mi Gordon.
-Naprawdę? To cudownie! - ściskam go mocno, tak bardzo się cieszę - Mówiłam, że cię kocha! - Dodaję.
-No już, już! Za dużo tych uścisków! -Podchodzi Erick i obejmuje mnie, zabierając z ramion Gordona.
-Co mówiła? - Wtulam się w mego ukochanego i wsadzam mu dłoń w  tylną kieszeń jeansów.
-Powiedziała, że chce porozmawiać, że byłaś u niej i jej wiele wyjaśniłaś. Powiedziała też, że mnie kocha... -  Głos mu drży, biedny Gordon tak bardzo się denerwował.
-Zostajesz u nas dziś? - Pytam ciekawa.
-Nie, zaraz wsiadam w samochód i wracam do Nowego Jorku, Jeni czeka na mnie w naszym mieszkaniu. Czekałem na ciebie by ci podziękować i zamienić jedno zdanie na osobności… -  Patrzę na Ericka ale widzę, że nie ma nic przeciwko. Klepie mnie znowu mocno w tyłek. Czy to jakaś aluzja czy co? Zaczyna mnie to mocno zastanawiać. 
-No idź odprowadź go i wracaj do mnie szybko! - Mówi. Gordon żegna się i wychodzimy razem przed dom. Jest już ciemno, przy schodach i na pasie zieleni świecą tylko lampki na baterie słoneczne. Dochodzimy do jego auta, opiera się o drzwi i patrzy na mnie dziwnie. Cholera o co mu chodzi?
-Rozmawiałaś wczoraj z Filipem? - Pyta zaciekawiony, ma niewyraźną minę. O nie! Chyba Filip  nie naopowiadał mu znowu głupot?
-Tak - Odpowiadam zaskoczona.
-I? - Patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
-Znowu się do mnie przystawiał… - Próbuje ująć to najdelikatniej jak można.
-Tak myślałem. Co ci powiedział jak byliście na tarasie? - Krzyżuje dłonie na piersi i patrzy na mnie spokojnie. .
-Naprawdę chcesz wiedzieć? - Nie bardzo mam ochotę o tym teraz rozmawiać, krzywię się.
-Powiedz mi Meg. Myślę, że on coś kombinuje... - Więc jednak mi się nie wydawało, Gordon też to czuje.
-Znowu mnie pocałował... - Biorę głęboki oddech - W sumie to się na mnie rzucił, przytrzymał mi ręce i oparł o murek -  Przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz na to wspomnienie, wzdrygam się.
-Co za dupek! - Wkurza się Fox, aż zaciska pięści.
-Powiedział jeszcze coś co mnie dosłownie zwaliło z nóg - mówię cichutko. Jest mi wstyd choć nie wiem czemu?
-Mów. 
-Mam zacytować dosłownie? - Podnoszę brew. Gordon kiwa twierdząco głową - Powiedział „mam ochotę cię zerżnąć na tym kamiennym murku” i że niby wie, że pragnę tego samego - wyduszam z siebie.
-Ja pierdole! - Gordon łapie się za głowę, złość aż w nim kipi.
-Dostał za to ode mnie w twarz! - Dodaje z dumą.
-Powinnaś go w jaja kopnąć! Co za skurwiel, w co on pogrywa?
-Nie wiem, ale nie mam ochoty w ogóle go widzieć… -  Uspokajam się troszkę. Gordon tym razem mi wierzy i nie oskarża o jakieś gierki.
-Muszę z nim porozmawiać, Erick nie może się dowiedzieć! - Kręci głową z niedowierzaniem - Co za kutas. No po prostu nie wierzę...- Dodaje.
-Jeni go zna?
-Tak, a czemu pytasz? - Pyta zaskoczony.
-Zapytaj się jej, może do niej też startował - sugeruję niepewnie. 
-Myślisz, że Filip ma słabość do kobiet swoich kumpli?
-Nie, nie myślę... dla mnie to obleśny zbok! Rzygać mi się chce na myśl, że jest ginekologiem! -Muszę mieć śmieszną minę, bo rozbawiam tym Gordona.
-Faktycznie to obrzydliwe, zboczony ginekolog to najgorszy koszmar! -  Podchodzi, całuje mnie w policzek i wsiada do auta - Trzymaj się mała! Będziemy w kontakcie!

-Cieszę się, że Jeni tak szybko zadzwoniła. Pogadajcie na spokojnie i będzie dobrze. Jedź ostrożnie! -Macham do niego, trąbi kilka razy i znika za bramą. Odwracam się, a na schodach Erick już czeka. Długo tam stoi? Mam nadzieję, że nie słyszał naszej rozmowy! Chyba nie, bo gdy podchodzę obejmuje mnie mocno i od razu zaciąga do łazienki. Przygotował dla nas kąpiel, pozapalał świeczki i włączył muzykę. Enigma naprawdę potrafi stworzyć klimat. Rozbiera mnie szybko, siebie jeszcze szybciej. Zanurzamy się w wannie pełnej wody i piany. To takie cudownie relaksujące! Siedzę między jego nogami, plecami opierając się o jego klatkę piersiową, ręce mamy splecione na moim brzuchu.
-Jesteś taka piękna… - Szepcze i przygryza mi ucho, czuje jak jego męskość pulsuje na moich plecach.

6 komentarzy:

  1. Robi się coraz ciekawiej, coś czuję że ten cały Filip będzie kombinował z Moniką by zdobyć Meg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się tak wydaje nie lubię tego typu facetów

      Usuń
  2. Cholercia, też mi się tak wydaje. A kiedy ciąg dalszy???????? Tylko proszę szybko;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja natomiast uważam, że Filip steruje Moniką, to on jest mózgiem przestępczego zespołu, a Meg to kolejna ładna panienka, która mu wpadła w oko. Agn

    OdpowiedzUsuń
  4. Już też nie mogę się doczekać;) prosimy o następny rozdział;)

    OdpowiedzUsuń