Premiera już w lipcu!

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 43

Wchodzę do kuchni gdzie pachnie ciastem Flory, jej ani Raya jednak nie ma. Erick kręci się gdzieś tutaj ale nie będę go specjalnie szukała. Kroję sobie duży kawałek ciasta drożdżowego i nalewam szklankę mleka. O tak! Tego mi było potrzeba. Ciasto smakuje jak u babci, w sumie Flora to przecież taka moja przyszywana babcia. Uśmiecham się na tą myśl.
-Smacznego -  słyszę głos Ericka. Odwracam się i widzę, że jest w kąpielówkach które zakrył białym ręcznikiem. Na ciele ma krople od wody, włosy wilgotne... Cholera! Na jego widok ledwo przełykam to co mam z buzi. Dlaczego jego ciało tak na mnie działa? Przecież już nie raz go widziałam.
-Pyszne ciasto! -  Mówię z pełną buzią i zaczynam się śmiać.
-Nie chcę psuć ci humoru ale chciałbym porozmawiać - Mówi stanowczo, chyba myśli, że mam dobry nastrój  ale się myli. Widzę po wyrazie jego twarzy, że jest zły na mnie.
-Teraz? - Pytam nie mogąc oderwać od niego wzroku.
-Zjedź najpierw, zaraz przyjdę - Rzuca i wbiega na górę do sypialni. Jezu! Czemu jego widok sprawia, że moje podbrzusze tak słodko się zaciska? Teraz najchętniej bym się z nim namiętnie kochała, a nie rozmawiała o tym całym gównie. Kończę szybko ciasto i popijam mlekiem. Mam ochotę na jeszcze jeden kawałek jednak się powstrzymuje. Po chwili wraca Erick do kuchni, Przebrał się w swój domowy szary dres i koszulkę. Lubię go w takim domowym wydaniu, chociaż jako pan prezes prezentuje się równie seksownie.
-Już zjadłam - Mówię, nie wiem jak zacząć tą rozmowę.
-To dobrze -  Głos ma łagodny, podchodzi do mnie i siada obok przy wyspie.
-Pływałeś? - Pytam głupio. Erick podnosi brew, chyba go rozbawiłam.
-Tak Meg pływałem. Będziesz zadawała takie pytania? - Próbuje opanować uśmiech.
-Nie wiem od czego zacząć. Pewnie powinnam cię przeprosić za to, że się w piątek spotkałam i Mikem… - Wzdycham głośno.
-Nie oczekuję przeprosin - Mówi cicho.
-To czego oczekujesz? - Kładę łokcie na wyspie i wpatruję się w niego. Zrobiłabym dla niego naprawdę wszystko i nie chcę by był o mnie zazdrosny. 
-Byś mi wyjaśniła dlaczego to zrobiłaś? - W jego oczach widać smutek.
-Nie wiem Ericku, naprawdę nie wiem… - Chwytam do za dłoń - Żałuję tego i wiem, że źle zrobiłam, nie wiem co mi przyszło do głowy. Michel nic dla mnie nie znaczy!
-Pocałowałaś go – Widzę, że bardzo cierpi.
-To on mnie pocałował! - Znowu się tłumaczę.
-A tobie się to podobało - Podnosi wzrok i patrzy wprost na mnie.
-Zapomniałam się na sekundę, bardzo tego żałuje - Piszczę, pragnę by mi wybaczył. Jeśli tego nie zrobi to chyba pęknie mi serce. 
-Zastanawiałaś się co ci mogło grozić gdy z nim tam pojechałaś? - Mówi tak poważnie, że przechodzi mnie dreszcz.
-Mike by mnie nie skrzywdził… - szepczę. 
-Skąd wiesz? - mruży groźnie oczy.
-Po prostu wiem - Wzruszam ramionami.
-Bo cię kocha? - Wstaje i obchodzi wyspę, stoi naprzeciwko mnie. Serce wali mi jak szalone.
-Ja jego nie kocham! - Mówię bo myślę, że właśnie to chce usłyszeć.
-Nie o to pytam! - Warczy. O cholera! Jest wściekły.
-Nie wiem czy mnie kocha, tak twierdzi ale mnie to nie obchodzi! - Podnoszę głos.
-Podpisał zdjęcie na profilu Kim -  Chryste! Naprawdę on ma zamiar się teraz bawić w zazdrosnego chłopaka? Nie mamy większych problemów?
-Podpisał on i pewnie ze sto innych osób, Ericku. Powiedz o co ci chodzi? Nie mam zamiaru się bawić w jakieś podchody -  Mówię zirytowana.
-Powiedz mi jedno -  Zamyka oczy i wzdycha głęboko - Jakbym tam nie przyjechał z Jackiem i Gregiem, jak twoim zdaniem skończyłby się tamten wieczór?
-Co? - Pytam zdziwiona, nie wiem o co mu chodzi.
-Tamten wieczór, jak by się skończył? - Mówi poważnie.
-Wróciła bym do domu pieszą! - Przewracam oczami.
-Meg poważnie pytam! - Warczy.
-A ja odpowiadam: Mike by mnie pewnie nie odwiózł po tym jak strzeliłam mu w mordę, więc wróciłabym pieszą! To było 15 minut od domu rodziców!
-A ja myślę inaczej! - podchodzi do mnie blisko, jednak mnie nie dotyka.
-Myślisz ,że bym się z nim przespała?! - Odskakuję oburzona, jak w ogóle mógł tak pomyśleć?
-Nie - Mówi spokojnie czym jeszcze bardziej mnie wkurza.
-To o co ci chodzi?!
-O to, że gdy Greg zawiózł cię do domu przeszukałem z Jackiem jego samochód. Wiesz co w nim znaleźliśmy? - Patrzę wkurzona.
-Skąd mam niby wiedzieć?!
-To ci powiem! Znaleźliśmy tabletki gwałtu, taśmę, koc i poduszki! -  Zamieram, bo przecież to nie możliwe, Michel by tego nie zrobił. Stoję zamurowana i nie jestem w stanie wypowiedzieć słowa -  Teraz rozumiesz? - Pyta.
-To niemożliwe, on nie mógłby... - Szepczę.
-Prawda jest taka, że chciał cię tamtego wieczoru przelecieć z twoją czy bez twojej zgody! I nieźle się do tego przygotował! - Mówi i widzę, że cały się trzęsie ze złości.
-To niemożliwe… -  Powtarzam jeszcze ciszej.
-Możliwe Megan! Mówiłem ci, że jesteś atrakcyjna, nie dziwię mu się że chciał to zrobić. W końcu kiedyś byliście parą, może myślał, że nadal coś do niego czujesz! Nie wiem i gówno mnie to interesuje. Chciał ci zrobić krzywdę to jest fakt! Zachowałaś się bardzo nierozsądnie i nieodpowiedzialnie! Poszłaś tam bez słowa! Nie możesz być taka naiwna! ? -Dodaje i przytula mnie mocno jakby wiedział, że właśnie tego potrzebuję. 
-Przepraszam - Zaczynam płakać.
-Nie dałbym rady gdyby cokolwiek jeszcze ci się stało, za dużo przeze mnie już wycierpiałaś! -  Całuje moją głowę - Nic się dla mnie nie liczy, tylko ty. Chciałbym cię uchronić przed całym złem, schować tylko dla siebie. Wolę się z tobą kłócić niż z kimś innym śmiać! - Stoimy tak w uścisku, ja płaczę, Erick gładzi mi włosy i czule całuje. Przerywa nam nagle głos Gordona.
-Sorry gołąbeczki, że przerywam! - Mówi wesoło. Może myśli, że znowu nas przyłapał. Erick odwraca się do niego i uśmiecha, nie wypuszcza mnie jednak z ramion.
-Cześć Gordon -  Pociągam nosem i wycieram policzki.
-Chyba nie w porę wpadłem… - Peszy się.
-Spokojnie, już skończyliśmy rozmawiać… - Całuje mnie w głowę i podchodzi się przywitać.
-Jeni mówiła, że jutro do niej wpadasz na takie te wasze babskie zabiegi... - Siada na wysokim stołku przy kuchennej wyspie.
-Tak, umówiłyśmy się na jutro, trochę się porozpieszczam -  mówię żartobliwie.  Przecież i tak nic nie robię, po czym mam się niby relaksować?
-Mają tam jakiś nowy masaż czy coś, na pewno ci się spodoba.
-Dobra, dobra jaki masaż? - Wtrąca Erick -  Kto cię będzie masował? - Nie wiem czy pyta poważnie czy żartuje.
-Pewnie masażystka jakaś… - Patrzę na niego zaskoczona.
-Jeni cię będzie masowała -  Wtrąca Gordon - Ona nie tylko jest właścicielem i fryzjerką, robi tam wszystko, zabiegi też. A ty wyluzuj trochę ! - Uspokaja Ericka.
-To ja was zostawię! - Idę w kierunku tarasu, bo mam wrażenie, że chcą zostać tylko we dwóch.
-Zostań Meg, mam dla was zaproszenie! - Mówi Gordon i kładzie kopertę na stole. Erick bierze ją do ręki i otwiera zaczyna czytać na głos:

„Mamy zaszczyt zaprosić szanownego Pana Ericka Evansa wraz z wybranką jego serca Panną Megan Donell na odnowienie naszej przysięgi małżeńskiej, która odbędzie się 31 sierpnia 2013 roku w „Kaplicy zakochanych” w Las Vegas.”

Państwo Jeniffer i Gordon Fox

Otwieram buzie ze zdziwienia. O cholera! Chyba naprawdę sobie wszystko wyjaśnili. Patrzę na, Ericka który jest równie zaskoczony jak ja.
-Polecicie z nami? - Pyta zadowolony Gordon.
-Jasne stary! Tak bardzo się cieszę! - Mówi Erick i wpadają sobie w ramiona.
-Lecimy do Vegas! -  Krzyczę uradowana i skaczę jak szalona. Chłopaki patrzą na mnie i zaczynają się śmiać.
-Kto jeszcze będzie? - Pyta Erick.
-Zaprosiłem najbliższych znajomych w tym Filipa z osobą towarzyszącą ale nie wiem kogo weźmie. Podobno się z kimś spotyka? - Spotyka się z kimś? Unoszę brew... Dobre sobie.
-Kim padnie z zazdrości jak jej powiem! - Uśmiecham się szyderczo. Wiem, że zawsze chciała tam pojechać.
-Możesz ją zabrać jeśli chcesz! -  Mówi Gordon.
-Ona właśnie urodziła - Wtrąca Erick.
-Faktycznie mówiłeś mi, zapomniałem. Nadarzy się jeszcze nie jedna okazja… -  Mruga do mnie -  Ericku i tu moja prośba do ciebie. Możemy pogadać? - Wychodzą do gabinetu, a ja zostaje sama ze swoją radością na myśl, że lecimy do Vegas. Kurczę tak bardzo się cieszę, że między nimi wszystko dobrze. Mam tym większą satysfakcję, że trochę się do tego przyczyniłam. Humor od razu mi wrócił i na chwilę zapomniałam o tym, że jutro mam spotkać się z Mariną. Kroję sobie kolejny kawałek ciasta i zjadam go z wielką ochotą. 

Postanawiam też zrobić coś dobrego na kolację. Wyciągam z lodówki kilka produktów i zaczynam pichcić. Pamiętam, że kiedyś tylko gotowanie dawało mi się całkowicie zrelaksować, teraz do tego doszedł także seks. Taki mam plan na wieczór, dobrze zjeść i kochać się z moim ukochanym. Uśmiecham się sama do siebie. Włączam muzykę w radiu leci „Hello” - uwielbiam tą piosenkę. Tańczę po kuchni i śpiewam pod nosem z marchewką w ręku, która robi mi też za mikrofon. Czuję się tak beztrosko i swobodnie. Jest wczesny wieczór, chłopaki zaszyli się w gabinecie więc mam trochę czasu by wszystko przygotować. Zrobię pierś kurczaka z suszonymi pomidorami i mozarella, pieczone ziemniaczki, a do tego surówka z marchewki i jabłka. Pasowałoby do tego białe wino ale nie wolno mi jeszcze pić alkoholu. Po niecałej godzince danie jest już w piekarniku, robią więc sobie więc koktajl ze świeżych owoców i zasiadam przez telewizorem. Akurat lecą wiadomości. Na samym końcu są plotki ze świata show biznesu na szczęście tym razem nic nie wspominają ani o Ericku, ani o Monice. To dobrze. Hieny może trochę odpuściły tą nagonkę. Po ósmej Erick i Gordon wychodzą z gabinetu, rozmawiają jeszcze o czymś, humory mają dobre.
-Zostaniesz na kolację? - Pytam z grzeczności.
-Nie. Będę jechał, mam trochę papierkowej roboty w domu - Odmawia grzecznie i podchodzi się pożegnać. Odprowadzamy go do samochodu. W kuchni Erick ociera się o mnie zalotnie, chyba ma ochotę na to samo co ja. Podszczypuje mi tyłek i całuje po szyi. Zachowujemy się jak para zakochanych nastolatków i w ogóle mi to nie przeszkadza.
-Jeszcze szklanki podaj! - Mówię do Ericka gdy wyciągam z piekarnika naszą kolację, pachnie pysznie.
-Nie możesz napić się wina? - Pyta łagodnie.
-Na razie mam zakaz na alkohol, do odwołania -  Robię smutną minkę, też pomyślałam przecież, że wino byłyby idealne. No trudno.
-Może w Las Vegas napijesz się chociaż szampana? -  Uśmiecha się uwodzicielsko.
-Co za prośbę miał Gordon? - Przypomniało mi się.
-Pytał czy możemy polecieć moim samolotem i czy zostanę po raz drugi ich świadkiem.
-I co? Zostaniesz?
-Oczywiście, że tak - Kładzie szklanki przy talerzach.
-A kto będzie świadkową? - Pytam trochę zazdrosna, że mnie nie poprosili.
-Przyjaciółka Jeni, ta sama co była świadkową na pierwszym ślubie.
-Och… - Wzdycham. Nie wiem czemu ale czuję lekki zawód, będę musiała się z tą przyjaciółką dzielić Erickiem tego wieczora, bo będzie miał obowiązki jako świadek. Nie podoba mi się to.
-Gotowe! -  Mówi zadowolony z siebie, że nakrył do stołu. Siadam naprzeciwko siebie, Erick nakłada nam kolacje na talerze. Nie chcę się chwalić ale naprawdę dobre mi wyszło. Dobre jedzenie potrafi poprawić humor i po chwili zapominam o „przyjaciółce Jeni”.

Siedzimy, rozmawiamy i śmiejemy się. To naprawdę przyjemny wieczór, jest przed dziesiątą więc niedługo muszę iść spać skoro jutro mam być o jedenastej w Nowym Jorku. Wstawiam naczynia do zmywarki. Erick podchodzi do mnie i obejmuje.
-Cudowna będzie z ciebie żona… - Całuje mnie tuż za uchem.
-Na jakiej podstawie tak twierdzisz? - Droczę się z nim.
-Umiesz gotować, jesteś opiekuńcza i czuła. Moja rodzina i przyjaciele cię uwielbiają. Czego więcej potrzeba?
-Tak? - Pytam nieskromnie i próbuję opanować śmiech.
-Tak panno Donell! -Szczypie mnie w tyłek, a ja piszczę - Chodź na górę - Bierze mnie za rękę i prowadzi do sypialni.
-Co będziemy robić? - Siadam na łóżku i robię słodką minkę.
-To na co oboje mamy ochotę… - Zdejmuje koszulkę przez głowę, a mi momentalnie zasycha w ustach.
-Skąd wiesz czy chce tego samego co ty? - Wpatruję się w jego idealne ramiona i brzuch. Boże jaki on jest podniecający.
-Jeśli nie wiesz to zaraz ci udowodnię, że chcesz dokładnie tego co ja! - Mówi i podchodzi do mnie, przekręca mnie tak, że leżę na brzuchu -  Leż spokojnie -  Dodaje tym swoim wibrującym tonem i rozpina mi suwak od sukienki. Składa pocałunek zaraz nad zapięciem biustonosza, a ja rozpływam się cała pod jego ustami. Zsuwa mi sukienkę i już jestem w samej bieliźnie. Erick gładzi pośladki, które wyglądają całkiem nieźle w tych koronkowych stringach. Mam ochotę się poruszyć, w dole brzucha czuję przyjemnie znajome uczucie narastającego pożądania. Wiem, że od razu jestem gotowa. Co ten facet ze mną wyprawia? Mruczy cicho muskając wargami moje plecy, jakby napawał się  zapachem mojej skóry. Dłonie trzyma rozłożone nad moją głową - Jesteś taka piękna - Szepcze i przeciąga palcem wzdłuż kręgosłupa co wywołuje u mnie dreszcz na całym ciele. Jednym zgrabnym ruchem rozpina mi biustonosz i obraca mnie na plecy. Mogę podziwiać jego idealną sylwetkę zawieszoną w powietrzu nade mną.
-Pan też niczego sobie wygląda panie Evans! - Mówię zalotnie przygryzając wargę, na co Erick od razu reaguje. Zsuwa mnie na brzeg łóżka i rozkłada szeroko moje nogi.
-Tak pięknie pachniesz…  - Przeciąga nosem po moich majteczkach i zaciąga się mocno zapachem mojego podniecenia. Pulsujące uczucie pożądania narasta i narasta, a on dalej mnie tak słodko torturuje. Muska delikatnie ustami, opuszkami palców. Mam wrażenie, że unosimy się nad łóżkiem.
-Dziś wersja soft? - Pytam drżącym głosem.
-Tak aniołku - Składa mi mokry pocałunek na ustach i zaczyna delikatnie pieścić dłońmi moje piersi, które od razu reagują, brodawki twardnieją, a ja wyginam plecy w łuk.
-Och! -  Jęczę, mam ochotę na więcej. Językiem zatacza kółeczka wokół sutków doprowadzając mnie tym na granicę orgazmu.
-Jeszcze nie teraz maleńka - Przerywa nagle widząc, że prawie szczytuję.
-Proszę… - Szepczę i przyciągam go mocno do siebie tak, że przez spodnie czuję jego dużą, pulsująca męskość na moim kroczu.
-Dziś będzie jak to powiedziałaś soft i slow… -  Obejmuje mnie i kładzie się obok - Wsiądź na mnie - Dodaje. Waham się chwilę, jednak robię to co mi każe. Jego penis idealnie ociera się przez materiał o moją kobiecość.
-Boże! - Mruczę podniecona do granic. Erick podsuwa się do pozycji półsiedzącej tak, że moje piersi ma na wysokości wzroku. Chwyta je delikatnie i kontynuuje pieszczoty. Odchylam głowę do tyłu i jęczę. Zaczyna się powoli poruszać ocierając o mnie, to takie przyjemne. Mam wrażenie, że zaraz eksploduje, a on mnie przecież tak naprawdę nawet nie dotyka.
-Chciałbym cię mieć tylko dla siebie! -  Obejmuje mnie tak, że nasze ciała się stykają. Nasze oddechy mieszają się, a ja zamykam oczy próbując się opanować.
-Jestem twoja, od momentu w którym cię zobaczyłam -  Szepczę i uśmiecham się. Jego dłonie łaskoczą mnie po krzyżu.
-Nigdy się tobą nie nasycę, to wręcz bolesne tak kogoś potrzebować! - Wtula głowę w moje piersi i oddycha głęboko. Tulimy się do siebie, nie wiem jak długo. W sumie myślałam, że będziemy się kochać, a Ericka naszło na wyznania. Zaskakuje mnie na każdym kroku. Nie wiem czy powinnam mu mówić o tym, że wiem o ciąży Moniki? To chyba nie jest dobry moment. Nie chcę psuć atmosfery, dziś i tak już odbyliśmy jedną poważną rozmowę i chyba na drugą nie ma już miejsca. Jest dość późno, a ja jutro rano wstaję. Nawet nie wiem czy jadę sama czy z ochroną?
-O czym się tak zamyśliłaś? - Wyrywa mnie z zadumy i całuje w obojczyk.
-Mogę jechać jutro sama? - Wołałabym, bo przecież mam się spotkać z Mariną, a ochrona by mi to bardzo utrudniła.
-Nie chcę byś jeździła bez Grega. Zresztą twoje auto stoi na parkingu przed szpitalem -  Mówi spokojnie.
-Mogłaby pojechać jednym z twoich - Uśmiecham się słodko.
-A długo ci się tam zejdzie?
-Nie mam pojęcia, jutro Kim wychodzi ze szpitala więc chciałam ją jeszcze w domu odwiedzić - Cholera mam nadzieję, że mi pozwoli.
-Mam jutro spotkanie więc możemy jechać razem, zostawię cię w salonie, a potem dasz znać jak będziesz chciała jechać do Kimberly.
-Ok - Zgadzam się niechętnie ale to chyba lepsze rozwiązanie niż jechać z ochroną, która będzie na mnie czekała cały czas.
-No dobrze… -  Milczy przez chwilę i patrzy na mnie zaciekawiony.
-Co? - Pytam, od razu się denerwuję, bo mam wrażenie jakby się domyślał, że mam się z kimś spotkać.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć? - Unosi brew.
-Myślałam, że będziemy się kochać - Mówię szczerzę ale i odwracam jego uwagę od moich durnych spisków.
-Bo będziemy… -  Patrzę na niego, a oczy już mu płonął. Rzuca mi swój szelmowski uśmieszek i zaczyna całować mnie po szyi. Chichoczę jak mała dziewczynka. Moje ciało od razu reaguje i jest gotowe. Chwytam go za ramiona by czuć go blisko, jeszcze bliżej. Całuje mnie, centymetr po centymetrze, sutki twardnieją, a po plecach przechodzi dreszcz. Jęczę i ocieram się o jego krocze. Jednym zgrabnym ruchem pozbywa się swoich spodni i bokserek, leży pode mną nagi i cały napalony. Cieniutka koronka dzieli jego członka od mojej kobiecości.
-Mam cię dosiąść? - Pytam cicho, oddech mam przyśpieszony.
-Tak… -  Odpowiada i pomaga mi zdjąć majteczki, kciukiem dotyka mojej pulsującej łechtaczki -  Jesteś taka mokra! - Mówi jakby mnie podziwiał.
-Cała dla ciebie! -  Zatrzymuje jego dłoń, chwytam jego członka i nakierowuję go na swoją kobiecość. Zaskoczony odchyla ręce do tyłu i napawa się widokiem. Chyba nigdy nie przejęłam inicjatywy więc sama jestem zaskoczona. Opadam na niego powoli, wypełniając się i jęcząc. Erick patrzy na mnie zachwycony. Gdy jest we mnie cały oboje krzyczymy, kładę dłonie na jego klatce i zaczynam delikatnie poruszać biodrami. Od razu czuję jak upragnione uczucie narastającego orgazmu zbliża się wielkimi krokami. Opadam i się podnoszę, biodrami zataczając kółka.
-Jesteś boginią! - Mówi i łapie mnie w pasie dociskając do siebie jeszcze mocniej.
-Aaa! - Krzyczę z rozkoszy i przy kolejnym ruchu zaczynam gwałtownie szczytować. Czuję to cudownie rozlewające się po całym moim ciele uczucie. Zaciskam się wokół niego mocno, sprawiając mu jeszcze większą przyjemność. Erick przyśpiesza, wprawia moje biodra w ruch i daje kolejny orgazm, który jest jeszcze bardziej intensywny – Bożę Erick! - Krzyczę i odchylając głowę do tyłu łapię się za włosy.

-O tak Maleńka! - Mówi i podziwia moją pozę. Nie mogę nad tym zapanować. To jak instynkt. Moje ciało odchyla się, a penis wchodzi jeszcze głębiej. Kręci mi się w głowie od nadmiaru doznań, ale on nie przestaje. Trzyma moje biodra i porusza nimi, ruchy są głębokie, intensywne tak mocno, że czuję jakbym zaraz miała odlecieć. Kilka ruchów i znowu czuję to uczucie nad którym nie mogę zapanować. Ponownie zaciskam się wokół niego krzycząc głośno i ściskając swoją głowę i włosy. Nogi mi drżą, a ciało napięło się jak struna. Erick trzyma mnie mocno za biodra i przy następnym ruchu także doznaje spełnienia. Czuję jak rozlewa się we mnie gorącem nasienia. Drży spazmując przy tym i kilkakrotnie powtarzając moje imię. Jestem tak wyczerpana, że opadam na niego, a on chwyta mnie w ramiona i tuli do siebie mocno. Jest mi gorąco, cała jestem mokra ale mam to gdzieś. Leżę w ramionach mojego ukochanego i nic więcej się nie liczy. W myślach obiecuję sobie, że to ostatni raz kiedy nie mówię mu o spotkaniu z kimś. Wiem, że by się na to nie zgodził. To ostatni raz. Ostatni raz.

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 42

-Pierwszy raz zostałem "prawie" wujkiem… -  słodką ciszę przerywa Erick. Podnoszę głowę by spojrzeć na niego. Uśmiecha się i wygląda w tym momencie tak młodo i beztrosko. Po prostu jest szczęśliwy.
-Prawie? - również się uśmiecham.
-Jeszcze oficjalnie nie należę do rodziny więc jak to powiedział Robert, jestem „prawie” wujkiem -  Erick obejmuje mnie mocniej i wciąga na siebie. Moje włosy opadają na jego pierś, a on ujmuje delikatnie mój policzek. Patrzy na mnie jakbym była jego całym światem. Wiem, że tak własnie jest.
-Kim wstawiła zdjęcia na facebooka… - Mówię cichutko.
-Z porodu? - Pyta zaskoczony i oczekuje odpowiedzi.
-Nie, nie bezpośrednio. Wstawiła zdjęcia już z sali po porodzie. 
-Jesteś na tych zdjęciach? - Słyszę niepokój w jego głosie.
-Na jednym… - Mamroczę niepewnie.
-To niedobrze! -  Erick momentalnie się zdenerwował. Podsunął się lekko i oparł o szczyt łóżka, nadal jednak mnie przytula.
-Tak myślałam, że nie będziesz zadowolony. Poproszę żeby skasowała.
-Teraz to za późno, skoro już wstawiła widziało je na pewno mnóstwo osób.
-To tylko jedno zdjęcie… - Próbuję go przekonać, że to nic takiego.
-Na pewno ukarze się w prasie, a przecież tego nie lubisz - Erick wzdycha wymownie ale całuje mnie czule w usta. Chyba nie jest zły?  Nasza rozmowa trwała dość długo. Wiem, że Erick ma rację ale Kim przecież nie zrobiła tego specjalnie. Chciała podzielić się swoją radością ze wszystkimi i ja to rozumiem. Erick ma jednak swoją teorię i z tym też nie zamierzałam się spierać. 
Na dworze jest już ciemno ale nie mam pojęcia która jest godzina? Gdy lekko przysypiam słyszę, że dzwoni moja komórka. Nie mam jednak siły by się podnieść. Rozleniwiłam się totalnie. Lituje się nade mną Erick i podaje mi ją z torby. To Jenifer - patrzę na zegarek, że jest po jedenastej wieczorem. 
-Cześć Jeni! - odbieram wesoło.
-Hej Meg, nie za późno dzwonię? Dopiero teraz znalazłam chwilę by do ciebie oddzwonić.
-Spokojnie jeszcze nie śpimy -  Siadam po turecku i uśmiecham się do mojego ukochanego, który nie odrywa ode mnie wzroku.
-Mam tyle pracy w salonie odkąd ukazały się te zdjęcia w prasie, że nie wyrabiam - Śmieje się.
-Są chociaż dobre strony tego całego cyrku! -  Przewracam oczami na myśl o Monice. 
-Niestety w najbliższych dniach nie dam rady się stąd wyrwać do New Jersey, może wpadniesz do mnie i wtedy zrobimy ten zabieg i depilację? - proponuje.
-Jasne nie ma problemu, zapisz mnie na jakaś pasującą tobie godzinę.
-Może być jutro? - pyta.
-Kurczę... - krzywię się lekko - Jutro to tak nie bardzo. Właśnie zostałam ciocią i chciałam jechać do siostry do szpitala - dodaję. 
-Oj to cudownie! - Piszczy zaskoczona - To chyba jakoś wcześniej niż się spodziewaliście?
-Urodziła w 36 tygodniu. Mieliśmy bardzo szaloną niedzielę! -  Śmieje się i patrzę na Ericka, który nadal uważnie mi się przygląda. O czym teraz myśli? 
-Ale wszystko w porządku? Filip wam pomagał?
-Tak pomagał nam. Obie są całe i zdrowe, a moja siostrzenica jest najśliczniejsza na całym świecie.
-No oczywiście! - Śmieje się znowu -  Też jestem ciocią od kilku lat, mój bratanek chodzi już do przedszkola, jest małym rozrabiaką.
-Mam nadzieję, że nie zostaniemy kiedyś starymi ciotkami klotkami!
-Nam to nie grozi Meg, jesteśmy za seksowne - stwierdza rozbawiona. 
-Zapamiętam! - Zaczynam chichotać.
-To kiedy chciałabyś do mnie przyjechać?
-Może być w środę, godzina obojętna.
-Dobrze to zapiszę cię do siebie na rano, jedenasta może być?
-Pewnie. A jak tam między wami? - Pytam niepewnie.
-Opowiem ci jak się spotkamy! -  Słyszę w głosie, że się uśmiecha.
-Rozumiem. Jeni?
-Tak?
-Bardzo się cieszę - uśmiecham się szeroko.
-Ja też! - westchnienie w jej głosie jest bardzo wymowne.
-Dobrze nie przeszkadzam ci już, pewnie jesteś jeszcze w salonie. Do zobaczenia w środę.
-Do zobaczenia Meg. Pozdrów Ericka.
-A ty Gordona. Pa, pa! 
-Pa kochana -  Rozłącza się. Erick przygląda mi się dziwnie, jeszcze nie odgadłam co oznacza ta mina, którą w tej chwili robi.
-Co? - Pytam.
-Uwielbiam jak się śmiejesz -  Dotyka palcami mojego gołego ramienia. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że nadal jestem w spódniczce, odruchowo zakrywam dłońmi piersi -  Nie rób tego! - Mówi ostrzegawczo.
-Oj nie lubię tak siedzieć na golasa! -  Biorę poduszkę i zakrywam się nią cała.
-Wstydzisz się mnie? - Podnosi zdziwiony brew.
-Nie wiem… -  Wzruszam ramionami patrząc na niego niepewnie - Nagość nie krępuje mnie tylko w trakcie seksu -  Dodaję.
-Musimy nad tym popracować. Pamiętasz jak cały tydzień na Bahamach chodziliśmy nago?
-Pamiętam - Na to wspomnienie oblewam się rumieńcem.
-Chcę byś czuła się przy mnie swobodnie tak jak wtedy. Masz piękne ciało i nie możesz go zakrywać. Lubię na ciebie patrzeć - jego głos jest przekonujący ale to za mało. Nic nie poradzę na to, że nagość mnie krępuje. Większość ludzi na całym świecie przecież tak ma. 
-Już mówiłam, skoro lubisz to zrób sobie zdjęcia! - Pokazuje mu język i wstaję nadal zakrywając się poduszką.
-O nie! - Chwyta mnie za dłoń i przyciąga do siebie -  Myślisz, że już z tobą skończyłem? - Oczy znowu mu błyszczą i zaczyna mnie całować. Odrzucam poduszkę i ponownie zatracamy się w sobie bez reszty.

Otwieram oczy, w sypialni jest ciemno. Jest mi strasznie gorąco przez wtulonego we mnie Ericka, dlatego się przebudziłam. Kilkugodzinny seks jest jednak w stanie wykończyć nawet jego. Ja też jestem ledwo żywa ale to cudowne zmęczenie. Dopiero teraz odczuwam, że wszystko mnie boli i chcę mi się siku. Wyswobadzam  się delikatnie z jego ramion i na paluszkach idę do łazienki. Erick mruczy coś pod nosem ale się nie budzi. Zapalam światło, które oślepia mnie, mija chwila zanim się przyzwyczajam. Och ale ulga... Nasz seks zawsze jest nieziemski, kocham czuć go w sobie, bo wiem, że wtedy należy tylko i wyłącznie do mnie. Przeglądam się sobie w lustrze i lubię ten widok. Nadal mam wypieki, a oczy mi błyszczą. Odgarniam swoje zmierzwione włosy na bok i... Cholera co to? Krzywię się widząc na moich nadgarstkach czerwone ślady. To chyba po tym jak Erick trzymał mnie zbyt mocno. Kurczę! Nie sądziłam, że można w ten sposób zrobić komuś siniaki. Jak ja podaję do szpitala i pokażę się Kim i rodzicom? Albo w środę Jeni? Jak ja to wytłumaczę? Przyglądam się nadgarstkom dłuższą chwilę... Nie wygląda to dobrze, ile mogą schodzić takie siniaki? Przypominam sobie, że gdy obudziłam się w szpitalu miałam jeszcze kilka, ale to po brutalnym pobiciu, a nie mocniejszym przytrzymaniu przez chwilę. Muszę o tym poczytać. Najgorsze jest to, że jest lato... nie założę przecież bluzki z długim rękawem. Nie chcę jednak się teraz tym zamartwiać. Wracam do łóżka i wtulam się w Ericka. Och tutaj jest mi najlepiej. Przypatruje mu się w ciemnościach, bo tylko wtedy jak śpi jestem pewna, że nie zawstydzi mnie zaraz swoim seksownym przeszywającym na wskroś spojrzeniem. 

Wtorek, 20 sierpnia
-Chryste Meg, co ty tu masz? - Erick chwyta moją dłoń i przygląda się uważnie. Wzrok ma zmartwiony. Chwilę wcześniej przebudziliśmy się i zapowiadał się taki cudowny poranek.
-Zauważyłam w nocy ale to nie boli -  widzę, że zaczyna panikować. Uspokajam go, bo wiem, że nie chce mi zrobić krzywdy.
-Za mocno cię trzymałem, przepraszam -  Mówi cicho. Jego dobry humor prysł momentalnie.
-Nic się nie stało!-  Całuje go w policzek, choć sama jestem trochę zła.
-Czasami się zapominam i robię to za ostro. Prawda? - Podnosi na mnie wzrok, jest w nim coś dziwnego. To jedna z tych min, których nie mogę rozgryźć.
-Lubię ostro… -  Mówię zawstydzona jakby to było coś złego. Uśmiecha się lekko ale wiem, że coś go gryzie.
-Nie chcę zrobić ci krzywdy Aniołku - Prawie szepcze. Aniołku? Jestem jego Aniołem?
-Nie zrobisz…-  Dotykam jego ramienia -  Gdy się kochamy wtedy czuję, że należysz tylko i wyłącznie do mnie, w takiej chwili jesteś tylko mój. Lubię gdy przejmujesz inicjatywę i prowadzisz mnie przez rozkosz, dajesz poznawać moje własne i twoje ciało… -  Dodaję uśmiechając się lekko.
-Muszę  nauczyć się to kontrolować! -  mówi nagle, jakby z odrazą do samego siebie. Patrzę zaskoczona.
-Co kontrolować? - Unoszę brew.
-Moją agresję w trakcie stosunku. Mówiłem ci, że zanim cię poznałem miałem dość specyficzne upodobania i preferencje… -  Mówi zimno, aż przechodzi mnie dreszcz. Wyobrażam sobie jak się wtedy zachowywał. Jak pieprzył się ostro z tymi wszystkimi kobietami i z nią. Z Moniką! Nie chcę o tym myśleć ale to silniejsze ode mnie.
-Nie chcę o tym rozmawiać...-  Ucinam temat i wstaję z łóżka. Pośpiesznie idę do łazienki zanim  Erick cokolwiek powie. Wiem, że jest zaskoczony moją reakcją, ale ja naprawdę nie mam ochoty na taką rozmowę. Może jestem zbyt głupia by to zrozumieć? Po prostu nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem mu się te preferencje i upodobania zmieniły. To możliwe, że teraz już tego nie potrzebuje? Perwersyjnego seksu. A może te siniaki na moich nadgarstkach są dowodem na to, że chciałby ale nie chce mnie skrzywdzić? Albo, że boi mi się to zaproponować? Może przypomniało mu wiele sytuacji z których nie jest dumny?  Tamtej feralnej nocy uderzył przecież Monikę, może zdarzało mu się to często? Ta myśl napawa mnie obrzydzeniem i jak najszybciej chcę zapomnieć o tym wszystkim. 

Wchodzę pod prysznic by zmyć z siebie te myśli. Erick do mnie nie przychodzi co jeszcze bardziej mnie zasmuca. Siadam na podłodze i kwilę cicho. Wiem, że powinnam z nim o tym porozmawiać na poważnie ale chyba nie jestem na to gotowa. Nie jestem gotowa na zmierzenie się z jego przeszłością i tym jaki wtedy był. Wiele już wiem ale na samą myśl choćby skróconych wersji seksu jaki wtedy uprawiał, robi mi się niedobrze. Przy mnie jest przecież taki inny. Ciężko mi uwierzyć w to jaki był wtedy ale i Gordon i Filip i mama Ericka mówili, że bardzo się zmienił. Może powinniśmy iść na jakąś terapię? Leczy się w ogóle coś takiego? W sumie chciałabym wiedzieć czy człowiek może ot tak sobie zmienić swoje upodobania seksualne? Moja ciekawość jest tak duża, że gdy wychodzę spod prysznica, biorę laptopa i siadam z nim na łóżku. Erick musiał zejść na dół, ale to dobrze,bo mogę sobie spokojnie sprawdzić. Wpisuję w google hasło „ostry sex” i to co znajduję wprawia mnie w osłupienie, trafiam też na skrót BDSM o którym w  życiu nie słyszałam. Wiązanie, krępowanie, uległość, dominacja, sadyzm, masochizm! Co do cholery? 
Większość ze stron, które mi wyskoczyły to ostre strony porono więc niewiele wyczytałam...Włączyłam jeden film z ciekawości ale po jakiejś minucie wyłączyłam. To jest straszne! Boże ludzie naprawdę to robią? Niemożliwe żeby Erick, niemożliwe... Potrząsam głową próbując wymazać z głowy te obrazy, które widziałam chwilę wcześniej. Zamykam laptop będąc w totalnym szoku.

Idę do garderoby i ubieram się w  dopasowaną błękitną sukienkę na ramiączka przed kolano, do tego biały komplet bielizny. Dobrze, że wśród tych wszystkich nowych ubrań są też moje rzeczy, które zostały zabranie z mieszkania na Manhattanie. Nie chce mi się układać włosów więc upinam je fantazyjnie w lekki koczek. Powinnam jechać do Kim do szpitala, ale ciekawa jestem czy Erick się ze mną wybierze? Przeglądam się w lustrze... wyglądam dobrze, gdyby nie te ślady na nadgarstkach. Zaglądam do szkatułki z biżuterią, która stoi na mojej toaletce i wyszukuję dwie, bardzo do siebie pasujące bransoletki. Zakładam je na oba nadgarstki. Są dość szerokie i ładnie błyszczą od kryształków Svarovskiego. Od razu lepiej, jeśli nikt się nie będzie przyglądał nie zauważy żadnych śladów. 
W kuchni Flora krząta się przy śniadaniu. Zerkam na zegarek, że już po dziesiątej. Kurczę nieźle sobie pospaliśmy. Ericka nigdzie nie widzę, chyba się na mnie nie obraził?
-Dzień dobry! - Mówi radośnie Flora.
-Dzień dobry babciu -  Uśmiecham się serdecznie - Widziałaś Ericka?
-Jest w swoim gabinecie, ale chyba nie ma dziś humoru -  Wzrusza ramionami, mam nadzieję, że nie był dla niej niemiły -  Pokłóciliście się? - Pyta niepewnie.
-Nie. Może wstał lewą nogą? -  Mówię wymuszając kolejny  uśmiech.
-Czasami ma gorsze dni jak każdy, ale już dawno nie był taki jak dziś - stwierdza smutno, a mnie od razu dopadają wyrzuty sumienia. Może nie powinnam tak uciekać tylko z nim porozmawiać? -  Zjesz coś kochana? - dodaje. 
-Nie dziękuje, nie jestem głodna - Odpowiadam automatycznie i udaję się w kierunku gabinetu. Zaglądam uchylając drzwi, Erick siedzi przy biurku i rozmawia przez telefon. Od razu mnie dostrzega.  Na mój widok wyraz jego twarzy łagodnieje ale nie pokazuje jak zawsze, żebym podeszła. Mimo tego wchodzę do środka.
-Jack oddzwonię do ciebie! - Rzuca do słuchawki i się rozłącza - Stało się coś? - Patrzy na mnie z niepewnością.
-Chciałam sprawdzić co robisz… - odpowiadam na poczekaniu.
-Muszę trochę popracować maleńka, od piątku nie było mnie w firmie -  Na wspomnienie tamtego wieczoru jego humor psuje się jeszcze bardziej. Och Ericku... Ile razy mam cię przepraszać? Mike to przeszłość. Kiedy on to zrozumie? 
-To ja pojadę do Kim do szpitala - próbuję zmienić temat.
-Sama? Myślałem, że pojedziemy oboje jak skończę - W głosie słychać zaskoczenie. 
-Pojadę teraz, ty skończysz pracować i popołudnie możemy spędzić razem - Uśmiecham się lekko.
-Greg cię zawiezie, nie chcę byś jeździła sama - stwierdza sucho.
-Doktor Miller powiedział, że mogę prowadzić - Robię obrażoną minę. Może nie powinnam z nim teraz o tym dyskutować ale mój niewyparzony język jest szybszy od umysłu. 
-Nie zaczynajmy znowu! - Warczy.
-W niedzielę i wczoraj jechałam sama!
-Wiem... - Mówi cicho jakby z pretensją do samego siebie. O co mu dziś chodzi? 
-Przecież nic mi się nie stało, umiem prowadzić… -  Siadam mu na kolana i wtulam się mocno. Erick jak zawsze pachnie czystym praniem. Ma na sobie spodnie dresowe i białą koszulkę.
-Dobrze jedź sama! - niechętnie się zgadza. Musi go to naprawdę wiele kosztować, nie może jednak zabraniać mi czegokolwiek.
-Dziękuję! - Całuje go delikatnie w usta i wstaję.
-Jedziesz w tym co masz na sobie? - Patrzy podejrzliwie na moje kolana. Boże! Uważa, że ta długość jest za krótka?
-Tak, jest gorąco.
-Weź volvo -  odpowiada nic więcej nie mówiąc. Wstaje i idziemy razem do kuchni. Kluczyki mam w torebce, bo wczoraj wracałam nim ze szpitala.
-Zadzwonię jak będę wracać. Potrzebujesz czegoś z miasta? - Posyła mi to swoje błagalne i karcące spojrzenie.
-Ciebie w jednym kawałku -  Ton ma poważny. Człowieku wyluzuj trochę! Tak się wszystkim stresować? Podchodzi i ogląda bransoletki na nadgarstkach, całuje delikatnie moją skórę -  Przepraszam -  dodaje skruszony.
-Kocham cię! - odpowiadam ignorując jego wyimaginowane obawy. Idę do holu założyć buty, wybieram białe czółenka.
-Chyba nie będziesz prowadziła w obcasach! - Staje w drzwiach kuchni i przygląda mi się. Erick kontroler. 
-No tak zapomniałam! -  Posyłam mu słodki uśmiech i zmieniam buty na balerinki - Tak lepiej? -Dodaję.
-Zdecydowanie! - Uśmiecha się w końcu.. Przed domem Ray właśnie kosi trawnik. Macham mu i wyprowadzam z garażu moje volvo. Jest naprawdę gorąco więc włączam klimatyzację, nastawiam radio i wyjeżdżam. Mieszkamy w takim miejscu, że w pobliżu praktycznie nie ma sąsiadów. Każda posiadłość oddzielona jest  od świata wielkim murem oraz żywopłotem i oddalona jest od drugiej naprawdę spory kawałek. Dopiero przed  samym New Jersey zaczynają pojawiać się budynki i domy a, na przedmieściach jest duże centrum handlowe. Szpital jest prawie w centrum miasta. Po drodze dzwonie do Kim czy coś jej potrzeba ale o dziwo, dzisiaj niczego nie chce. Przypominam sobie jak wczoraj jechaliśmy tu z Filipem i powiedział, że ktoś za nami jedzie. Odruchowo zaczęłam się rozglądać ale niczego nie zauważyłam. Sama się tylko niepotrzebnie nastraszyłam. Zaparkowałam na parkingu przed szpitalem i udałam się do środka. W windzie spotkałam doktora Millera i pogadaliśmy chwilę. Naprawdę miły z niego człowiek i doskonały fachowiec. Wchodząc na oddział do Kimberly już w progu usłyszałam głosy z jej sali. O nie! Znowu ma dziś odwiedziny koleżanek. Wczoraj mnie tak wymęczyły, że dziś naprawdę nie mam ochoty na powtórkę. Zaglądam niepewnie ale tu są tylko moi rodzice i Rob.
-Hej! - Wchodzę zadowolona nie ukrywając ulgi. 
-O dobrze, że jesteś! -  Mówi mama  i od razu chwyta mnie za dłoń- Powiedź czy nie lepiej żeby na razie mieszkali nadal u nas? - Zadaje mi dziwne pytanie. Krzywię się? Co?
-Mamo! - Warczy Kimberly, jest wkurzona.
-Nie chcę się wtrącać! To nie moja sprawa ! - Wymiguję się o odpowiedzi i podchodzę ucałować małą i Kim. Dyskusja jednak trwa w najlepsze: mama chcę przekonać Kim i Roba żeby dopóki ich dom nie będzie całkowicie skończony, żeby zostali u nich. Ja na jej miejscu bym się nie zgodziła, bo znam naszą mamę i wiem, że we wszystko by się wtrącała. Wolałabym mieszkać w domu w którym jest remont niż z nimi ale decyzja należy do nich...głównie do Kim, bo biedny Robert nie ma za bardzo nic do powiedzenia. Na szczęście nie wybucha z tego jakaś kolejna kłótnia, a mama po namowach ojca nieco odpuszcza... Na razie.  Koło drugiej po południu mój żołądek dopomina się jedzenia. Przypominam sobie, że przecież jeszcze nic dziś nie jadłam.
-Idzie ktoś ze mną na lunch? - Pytam ale nie ma chętnych, zjeżdżam więc sama do szpitalnego baru. O tej porze jest tu sporo ludzi, głównie personelu i pacjentów. Zamawiam sobie sałatkę cesarską i sok pomarańczowy. Siadam przy stoliku i w spokoju udaje mi się zjeść. Gdy kończę dzwoni jednak mój telefon. Wygrzebuję go z torebki, to Erick.
-Hej! - Mówię radośnie.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że wczoraj ktoś was śledził? - pyta ostro. O Cholera!
-Ja nikogo nie widziałam, to Filipowi się coś wydawało - Próbuję się wytłumaczyć.
-Skoro mówił, że ktoś za wami jechał to tak najprawdopodobniej było! -  Warczy.
-Dziś nikt nie jechał -  burczę zirytowana. 
-A co to za wytłumaczenie? Skoro wczoraj nie widziałaś, równie dobrze dziś mogłaś nie zauważyć! - jego ton jest coraz ostrzejszy. Krzywię się.
-Wyluzuj trochę! To naprawdę nie jest zabawne, ta cała kontrola... ta ochrona! - Podnoszę głos.
-Gdybym wiedział nie pozwoliłbym ci jechać dziś samej Megan! - krzyczy na mnie. 
-Nie możesz mi zabronić czegokolwiek, jestem dorosła i sama decyduję co chcę robić! - Syczę, ależ jestem zła. Jak on może mnie tak traktować?
-Tak samo jak zadecydowałaś żeby spotkać się w piątek w nocy z tym dupkiem?! - Mówi pretensjonalnie.
-To nie jest tak, jesteś niesprawiedliwy! - Wzbierają we mnie łzy. Ta rozmowa dopiero przed nami, a on na pewno ma swoją teorię na ten temat. Jakże mylną i źle mnie osądzającą. Chce mi się płakać na myśl, że tak jest. 
-Prawda jest taka, że wyszłaś z domu w nocy, bez uprzedzenia kogokolwiek. Wiesz co ja czułem jak zadzwoniłem do ciebie ale nie odbierałaś? Zadzwoniłem  więc do twojego ojca by zapytać czy wszystko jest dobrze... - znowu krzyczy - Wiesz co czułem jak zajrzał do pokoju, a ciebie nie było, a telefon leżał pod poduszką?! Odchodziłem od zmysłów, znowu! Myślałem, że ktoś cię porwał. Dopiero jak Kimberly wzięła telefon przeczytała, że wyszłaś z tym Valterem. To było dla mnie jak policzek Megan! - Głos mu drży. Rozglądam się nerwowo mając wrażenie, że wszyscy słyszą naszą kłótnię. 
-Nie chciałam byś się martwił, przepraszam... -  Mówię skruszona. Wiem, że źle zrobiłam.
-Powiedz mi po co się z nim spotkałaś? - Pyta cicho. Jego złość przerodziła się w panikę. Słysze w jego głosie tą niepewność. 
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz? - Znowu podnosi ton. Co za zmienny człowiek!
-Po prostu nie wiem Erick, nie wiem czemu się zgodziłam by wyjść?
-Chciałaś mi zrobić na złość?
-Chryste nie! - Oburzam się aż siedzący obok przy stoliku mężczyźni patrzą na mnie dziwnie. Wstaje więc i wychodzę na korytarz.
-To powiedz dlaczego to zrobiłaś? - Powtarza.
-To nie jest rozmowa na telefon Ericku, porozmawiamy w domu! - Warczę i mam ochotę się rozłączyć.
-O której zamierzasz wracać? - znowu ten rozkazujący ton mówiący: Wracaj natychmiast! 
-Nie wiem, posiedzę jeszcze z godzinę i wracam - Mówię obojętnie, bo nie takie spędzanie popołudnia miałam na myśli przed wyjazdem tutaj. 
-Greg po ciebie przyjedzie, zostaw volvo na parkingu! - Mówi stanowczo. Nie mam siły się z nim kłócić. 
-Dobrze -  Zgadzam, nie chcę go bardziej rozzłościć.
-Jadłaś coś w ogóle? - Wtrąca nagle.
-Właśnie przerwałeś mi lunch, ale nie mam już na niego ochoty! -  Mówię złośliwie. Słyszę jak wzdycha.
-Do zobaczenia Meg.
-Do zobaczenia! - Rozłączam się, cała aż kipię ze złości. Jestem zła na niego za tą jego nadopiekuńczość i kontrolę ale i na siebie za spotkanie z Michelem. Naprawdę żałuję, że się z nim spotkałam ale czy Erick mi w to uwierzy? Wsiadam do windy, na jednym z pięter dołącza do mnie kilka osób. Ciekawe czy Filip ma dziś dyżur? Pewnie on mu powiedział o tym, że ktoś nas niby śledził. Na niego też jestem zła! 
Gdy wchodzę ma odział, panuje tu spokój i cisza. W sali leży tylko Kim, a Eva obok jej łóżka w czymś co przypomina plastikową wanienkę, nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa? Obie chyba śpią, rodzinka nieźle je wymęczyła. Nie ma ich, Roberta także. Pewnie pojechali do domu odpocząć i zapewne wrócą tu jeszcze dziś wczesnym wieczorem. Mi też nie zostaje nic innego tylko się zbierać.
-Jedziesz już? - Pyta nagle Kim i otwiera oczy.
-Tak, zmęczona jesteś. Powinnaś odpocząć - Uśmiecham się sztucznie - Kiedy was wypisują?
-Jutro pewnie dostanę wypis, tata po nas przyjedzie.
-Zadzwoń jak będziesz wiedziała, może wpadnę do domu, bo akurat będę jutro w Nowym Yorku.
-Jasne zadzwonię i Meg… dziękuje za wszystko! - Mówi wzruszona. O nie! zaraz i ja się popłaczę.
-Nie ma za co. Jesteś moją jedyną siostrą - Podchodzę i obejmuję ją delikatnie.
-Niezły z ciebie rajdowiec! - Mówi i obie chichoczemy cicho. Żegnam się z nią i całuje malutką Evę delikatnie w główkę, tak ślicznie pachnie. Zjeżdżam na dół i wychodzę przed szpital. Greg ma być dopiero za pół godziny więc siadam w poczekalni. Wolę na niego poczekać niż się sprzeciwiać i jechać sama. Erick dostałby pewnie szału gdybym wróciła własnym autem. Patrzę na komórkę jest prawie czwarta po południu ale gdy chowam ją do torebki nagle zaczyna dzwonić. Nie znam numeru ale odbieram.
-Megan Donell.
-Witaj Megan -  słyszę kobiecy, nieznany mi głos.
-Przepraszam z kim mam przyjemność? - Pytam zaskoczona.
-Nie znamy się, mam na imię Marina jestem znajomą pana Ericka Evansa i Moniki Quanchez! -  Kurwa mać! Skąd ma mój numer? To jedna z TYCH dziewczyn? Zerkam nerwowo na wyświetlacz. 
-W czym mogę pomóc? - Pytam grzecznie starając się ukryć zdenerwowanie.
-Chciałabym się z panią spotkać, bardzo mi na tym zależy - Co??!!!
-Ale w jakiej sprawie? - Robi mi się gorąco.
-Chciałabym z panią poznać - Mówi niewzruszona.
-Nie wiem czy ja mam na to ochotę - Burczę.
-Domyśla się pani kim jestem - Mówi łagodnie. Nie wydaje się być arogancka ani chamska. Wręcz przeciwnie... jakby naprawdę zależało jej na tym spotkaniu. 
-Chciałabym się mylić. Czego pani ode mnie chce? - pytam zdenerwowana.
-Proszę mi poświęcić kilka minut. Bardzo proszę - Powtarza. Cholera! Przecież Erick się na to nie zgodzi.
-Nie sądzę bym chciała wiedzieć co ma mi pani do powiedzenia - mówię wprost.
-Nie jestem pani wrogiem, a wiem, że Monika chce was rozdzielić -  Te słowa są dla mnie jak kubeł zimnej wody. Siadam na ławeczce i oddycham głęboko. Tak naprawdę powinnam się rozłączyć ale to co powiedziała sprawia, że w głowie znowu zaświeca mi się czerwona lampka. 
-Już wystarczająco uprzykrzyła nam życie Marino, nie chcę o niej rozmawiać - Mówię cicho.
-Wiem co zrobiła… - Milczy chwilę - Proszę tylko o jedno spotkanie, w wybranym przez panią miejscu i czasie -  Kurwa mać! Erick mnie zabije!
-Dobrze, spotkajmy się jutro o trzeciej przed salonem „Jenifer” na Manhattanie - zgadzam się bez namysłu. Na analizowanie tego wszystkiego przyjdzie czas później. 
-Przed salonem pani Fox? - Pyta znowu mnie zaskakując ale faktycznie... przecież one korzystały z usług, Monika je tam zapisywała.
-Tak dokładnie. Jak cię rozpoznam?
-Jestem wysoką blondynką, na pewno się pani zorientuje -  odpowiada. Czemu mam wrażenie, że się uśmiecha?
-Rozumiem, w takim razie do zobaczenia.
-Dziękuję! - Mówi i się rozłącza. To teraz myśl Donell co powiesz Erickowi? Muszę poprosić Jeni by mnie kryła. Boże! Żeby to tylko nie odwróciło się przeciwko mnie. Jestem geniuszem w komplikowaniu wszystkiego... Ale muszę się dowiedzieć co kombinuje Monika. Może ta dziewczyna naprawdę chce mi pomóc? A może to ja nadal jestem tak naiwna? Zamyślona wychodzę ze szpitala i idę na parking gdzie właśnie podjeżdża Greg. Witam się z nim miło. Otwiera mi drzwi i wsiadam z tyłu. Ruszamy gdy dzwoni jego telefon. Wiem, że to Erick sprawdza czy jestem z nim. Wywracam oczami i zapinam pas. Jak mam z nim normalnie i na spokojnie porozmawiać w domu skoro właśnie rozmawiałam z jedną z TYCH dziewczyn, którą zapewne pieprzył? „Jestem wysoką blondynką” - jej słowa dźwięczą mi w głowie. Mogłam się domyślić, pewnie właśnie w takich gustował. Och Boże... Gordon powiedział przecież gdy widział mnie po raz pierwszy, że był zdziwiony, że nie mam jasnych włosów. Co za dzień! W ogóle nie chce mi się wracać do domu. Najchętniej porozmawiałabym z Johnem, tak dawno go nie widziałam. Nie mógł przylecieć gdy byłam w szpitalu po operacji. Nawet nie mam jego numeru by chociaż wysłać smsa, a tak naprawdę jemu jednemu mogę powiedzieć dosłownie wszystko. Nie miałam okazji z nim porozmawiać o Ericku i o tym wszystkim co się wydarzyło od maja. Tęsknię za nim. John zawsze potrafił mnie rozśmieszyć i pocieszyć. Ciekawe co by powiedział na to wszystko? Na pewno się martwi, a wiem, że był u mnie gdy leżałam w śpiączce ale nie mogę tego pamiętać. Z tego wszystkiego chce mi się płakać. Kulę się na tylnym siedzeniu i kwilę cicho. Greg to dostrzega i patrzy w lusterko widząc jak się zachowuję.
-Wszystko w porządku proszę pani? - Pyta delikatnie.
-Tak Greg - Odpowiadam cicho, a on na szczęście już się nie dopytuje.

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 41

Noc minęła spokojnie. Filip nie dotknął mnie w taki sposób jak się obawiałam, gdy przebudziłam się nad razem mieliśmy jednak splecione dłonie Od razu cofnęłam rękę, a gdy przerwałam ten nic nie znaczący fizyczny kontakt to Filip niespokojnie się poruszył. To było naprawdę dziwne. 
Wstałam wcześnie... jak nigdy. Zeszłam do kuchni zrobić nam śniadanie. Pomyślałam, że to będzie miłe i takie normalne... Zjeść razem śniadanie.  Jest koło ósmej gdy słyszę jak ktoś podjeżdża na podjazd przed domem. Wyglądam przez okno i widzę jak Jack prowadzi mojego tatę, a Erick Roberta. O rany! Wybiegam do nich szybko.
-No wiecie co... - Mówię podchodząc do nich. 
-Dzień dobry Meg! -  Mówi Jack, jest zmęczony i to bardzo.
-Cześć Jack! - Uśmiecham się.
-Moja słodka… -  Bredzi  Erick też ledwo trzyma się na nogach. Nie wiem jakim cudem udaje mu się prowadzić totalnie nieprzytomnego Roba. 
-Ładnie się urządziliście! - Karcę go wzrokiem ale w duszy bardzo cieszy mnie jego widok, że wrócił cały i zdrowy, choć kompletnie pijany-  Jack zaprowadź tatę do sypialni na piętrze -  Mówię i otwieram im drzwi.
-Mam córkę!  - Mamrocze Robert i bardzo mnie tym rozbawia.
-Dorosłe chłopy, a jak dzieci! - Klepię Ericka w tyłek i pomagam mu wprowadzić Roba, kładziemy go na kanapie w salonie, bo na piętro nie damy radę go zaprowadzić. Okrywam go kocem, zdejmuję mu buty.
-Chodź do mnie maleńka! - Obejmuje mnie chwiejący się Erick, śmierdzi alkoholem i papierosami ale i tak bardzo go kocham.
-Martwiłam się! - Wtulam głowę w jego ramiona.
-Telefon mi się rozładował, przepraszam -  Całuje mnie w czoło. Czuj jego usta na skórze to coś cudownego. 
-Chodź położę cię spać pijaku -  Daje mu kolejnego klapsa.
-Panno Donell, prowokuje mnie pani bym panią przeleciał! -  Mówi, a jego oczy od razu zaczynają płonąć.
-Jesteś zbyt pijany - I bardzo tego żałuję ale mu tego nie powiem, bo nie chcę go bardziej prowokować. Wiem, że byłby w stanie to zrobić nawet gdy jest pod wypływem alkoholu ale to mało rozsądne. 
-Wątpisz w moje możliwości? Patrzy na mnie podejrzliwie.
-Spać Evans! - zbywam go śmiejąc się głośno i prowadzę go do sypiali. Po drodze spotykamy Filipa, który się właśnie obudził.
-O! A on co tu robi? – Pyta Erick i opiera się o ścianę, chyba próbuje utrzymać równowagę ale mu się nie udaje. Chwieje się w bok i mruży oczy. 
-Został, bo nie chciałam być sama w nocy - Mówię spokojnie, chodź dość dziwnie to brzmi.
-Chyba się nie dobierałeś do mojej pięknej narzeczonej, co? - Nie wiem czy żartuje czy mówi poważnie? Patrzę na niego niepewnie, a po moim plecach przebiega nieprzyjemny dreszcz. 
-Idź spać Evans! Bo ci się już coś w głowie pomieszało! -  Zbywa go Filip i uśmiecha się do mnie delikatnie. Spuszczam wzrok skrępowana tą dziwną sytuacją. 
-Nią się nie dzielę. Jest moja! Rozumiesz!? - Bredzi dalej.
-Erick chodź spać! - Popycham go do sypialni, bo nie chcę by powiedział słowo za dużo. 
-Będę w kuchni… - Mówi Filip i schodzi na dół. Erick opada na łóżko i staram się go rozebrać, zdejmuję buty, skarpetki. Z koszulką i spodniami jest trudniej ale po kilku próbach udaje mi się. 
-Chodź tu! - nagle łapie mnie mocno i wciąga na siebie. 
-Erick oszalałeś? Kładź się spać, ledwo widzisz na oczy! -  Karcę go i próbuję wstać ale mi na to nie pozwala. Obłapia mnie i jest z siebie bardzo zadowolony. 
-Widzę jaka jesteś piękna… -  Mówi i zaczyna mnie całować po szyi, a ja od razu dostaję przyjemnego uczucia na dole. Nie możemy się przecież kochać jak jest kompletnie pijany, muszę sama ze sobą walczyć by się powstrzymać.
-Erick nie! - Mówię stanowczo, a on zastyga. Jego wzrok błądzi po moim ciele, a umysł walczy z tym co właśnie usłyszał. 
-Przepraszam… - Puszcza mnie i całuje w czubek nosa.
-Nie przepraszaj -  Uśmiecham się słodko - Nie chcę tego robić gdy nie masz pełnej świadomości i... kontroli. Idź spać, a wieczorem sobie odbijemy - dodaję. 
-Dobranoc! - Odwraca się szybko i oboje zaczynamy się oboje śmiać.
-Śpij dobrze mój kochany! - Obejmuję go i przykrywam kołdrą - Kocham cię -  Szepczę mu do ucha. Leżę z nim chwilę aż zaśnie i schodzę na dół. Proszę Jacka by także położył się spać w sypialni na piętrze. Nie chciałam by wracał teraz do domu po ciężkiej nocy z chłopakami. On w podzięce kiwa głową  i uśmiecha się miło po czym udaje się na piętro. 
-Na która masz wizytę? - Pyta Filip upijając łyk kawy.
-Na drugą, ale mój samochód został na szpitalnym parkingu -  przysiadam się i zaczynam zastanawiać jak ja się tam dostanę? Nie sądzę by Erick był zadowolony gdybym wzięła jedno z jego aut bez pytania.
-Mogę cię zawieść -  Proponuje Filip. 
-Jest mi tak cholernie głupio ale właśnie chciałam cię o to prosić. Jak widziałeś mój odpowiedzialny mężczyzna, prezes i jeden z najbogatszych ludzi w Stanach Zjednoczonych śpi jak dziecko po całonocnym melanżu! - Wywracam oczami i zaczynam się śmiać.
-Rzadko mu się to zdarza, dopiero przy tobie tak wyluzował, że można się z nim porządnie napić.
-Jeśli to kolejny komplement z twojej strony to dziękuję! -  uśmiecham się i zaglądam do lokówki - Śniadanko? - proponuję.
-Chętnie, na samej kawie nie dam rady.
-Bekon i jajka?
-Si Bella! -  Potwierdza i posyła mi te swoje tajemnicze spojrzenie. Jest w nim coś czego nie potrafię odgadnąć. Nigdy nie mogę też wyczuć jego zamiarów i to niepokojące. 
W kuchni potrafię się zrelaksować, nawet gdy patrzy na mnie Filip. Kompletnie nie rozumiem tego faceta. Fakt, da się go lubić ale po tym co stało się wcześniej, ciężko mi czuć się przy nim komfortowo i bezpiecznie za każdym razem. W nocy wykazał dużo zrozumienia i dotrzymał obietnicy ale skąd mam wiedzieć, że następnym razem jak będzie po drinku znowu nie będzie czegoś próbował? Muszę być przy nim czujna i nie dopuszczać do sytuacji w których zostajemy sam na sam. Lepiej nie prowokować losu.

Po śniadaniu postanawiam zadzwonić do Jenifer - żony Gordona. Miała przyjechać do mnie w tygodniu by zrobić mi jakiś zabieg i depilację. Erick nie mówił od kilku dni nic o Gordonie, więc między nimi chyba wszystko w porządku. Nasza rozmowa trwała tylko chwilę, bo Jeni akurat jest w pracy. Przeprasza i mówi, że zadzwoni później jak będzie wolniejsza. Idę pod prysznic by się odświeżyć i ubieram się granatową sukienkę w stylu marynarskim z czerwonym paskiem. We włosy wpinam słodką czerwoną kokardkę i dobieram białe balerinki. Wyglądam trochę jak pin up girl, Erickowi na pewno się spodoba jak się obudzi. Maluję się delikatnie i jestem gotowa. Gdy schodzę na dół Filip właśnie czyta gazetę. W domu panuje cisza, moi mężczyźni śpią.
-Możemy pojechać wcześniej? - Przerywam mu czytanie.
-Jasne, chcesz gdzieś podjechać? -  podnosi wzrok i widzę, że uśmiecha się lekko na mój widok.
-Chciałam kupić coś dla małej z okazji narodzin, by miała pamiątkę na całe życie. Myślałam o czymś z biżuterii.
-Znam fajny sklep w Jersey! -  Mruga do mnie zadowolony -  Zbierajmy się.
-Ok! Napiszę tylko kartkę jakby się któryś obudził! -  Idę do gabinetu Ericka, biorę jedną kartkę z drukarki i długopis. Zostawiam ją na wysepce w kuchni. Chyba powinni ją zauważyć. Wrzucam do torebki telefon, portfel i klucze od volvo. Muszę nim przecież wrócić. W drodze dzwonię do Kim czy czegoś jej nie potrzeba. To był błąd bo, daje mi oczywiście całą listę zakupów, od piżamy po kosmetyki do makijażu. Prędzej mi kaktus wyrośnie niż uwierzę, że będzie miała czas się umalować, no ale niech jej będzie. Zresztą po mojej siostrze to chyba wszystkiego można się spodziewać. 
-Cholera ktoś za nami jedzie -  Mówi nagle Filip i lekko przyśpiesza. Oglądam się odruchowo.
-Jaki samochód? - Pytam zaniepokojona.
-Czarny Golf.
-Może ci się wydaje? -  Spoglądam na niego, minę ma poważną.
-Raczej nie -  Przyśpiesza jeszcze bardziej aż mnie wciska w siedzenie. Patrzę na licznik, jedziemy prawie 190 km/h. Cholera! Ściskam nerwowo torebkę, dłonie momentalnie spociły mi się ze strachu -  Spokojnie Meg -  Filip kładzie dłoń na moim kolanie -  Już go zgubiłem - Dodaje.
-Myślisz, że Monika może jeszcze próbować skrzywdzić Ericka? - Mimowolnie to właśnie o niej pomyślałam gdy powiedział, że ktoś za nami jedzie.
-Obawiam się, że jej celem nadal możesz być ty. Już raz jej się udało - odpowiada szczerze. Przełykam ślinę, a mój żołądek zaciska się. Czuję jak zalewa mnie fala strachu na myśl, że ona może znowu coś kombinować. 
-Celuje we mnie by zranić jego? - pytam niepewnie. 
-Tak myślę i wiem, że Erick bardzo się tego obawia. Stąd te wzmożone środki bezpieczeństwa i ochrona - Mówi i skręca na parking przed sklepem jubilerskim - Idziemy?
-Tak -  odpowiadam cicho zamyślona nad tym co mi powiedział. Wysiadam szybko.
-Istnieją jeszcze na tym świecie dżentelmeni Meg... -  Rzuca Filip i opiera się o samochód.
-Co? - Patrzę na niego zdziwiona, nie wiem o co mu chodzi?
-Otworzyłbym ci jakbyś poczekała.
-Daj spokój! -  Uśmiecham się i ruszam do drzwi sklepu. Filip idzie za mną, a ja dosłownie czuję na sobie jego wzrok. Nie wiem czy on robi to świadomie? Jego świdrujące spojrzenie wręcz wypala mi w tyłku dziurę. Doskonale wiem, że na niego patrzy ale z drugiej strony to przecież tylko facet. Typowy samiec alfa więc to normalne, że patrzy. 

W sklepie wybór jest imponujący. Rozglądam się po gablotach pełnych biżuterii. Odruchowo zaczynam bawić się pierścionkiem, który podarował mi Erick. Możliwe, że kupił go właśnie tutaj?
-Mogę w czymś pomóc? - Podchodzi do mnie młoda dziewczyna, brunetka o długich włosach. Jest mniej więcej mojego wzrostu.
-Tak - Uśmiecham się miło - Poszukuję czegoś dla mojej siostrzenicy, która urodziła się wczoraj.
-Czegoś na pamiątkę? - dopytuje, a ja kiwam twierdząco głową - Zapraszam, pokażę pani kilka propozycji -  Filip usiadł sobie na sofach i rozgląda się po sklepie. Chyba nie bywa tu częstym gościem? Nie ma przecież dla kogo kupować takich prezentów...ale to nie moja sprawa. Dziewczyna pokazuje mi kilka opcji. Najlepsza wydaje mi się zawieszka na łańcuszku z literką E, wybieram taką samą dla siebie z M i dla Kimi z K. To będzie nasz talizman na szczęście, który oznacza, że zawsze będziemy razem. Żółte złoto, a w każdej literce mała cyrkonia.
-Co wybrałaś?-  Pyta Filip podchodząc do mnie.
-To… -  Pokazuję łańcuszek, który już sobie założyłam na szyję.
-To chyba miał być prezent dla twojej siostrzenicy… -  Uśmiecha się złośliwie.
-Dla niej mam taki sam i dla Kim, z pierwszymi literami naszych imion -  burczę pod nosem.
-Ok. Ok! - unosi dłonie w geście niewinności -  Ale potrafisz być nerwowa.
-Jak każda kobieta! -  Przewracam oczami.
-Nie Meg, dobrze wiesz, że jesteś wyjątkowa! - Mruga i trąca lekko biodrem o moje biodro.
-Należy się tysiąc pięćset sześćdziesiąt pięć dolarów -  Mówi ekspedientka i stawia na ladzie pięknie zapakowane dwa pudełeczka. O cholera! Nawet nie spojrzałam na cenę. Wyciągam kartę z portfela i podaje jej.
-Dziękuję pani... - Spogląda na kartę – Donell - dodaje i uśmiecha się cierpko. Co to zazwyczaj patrzenia na nazwisko klienta, który posługuje się złotymi kartami?  Dobrze, że nie ma tam nazwiska Ericka.
-Panno Donell - Poprawiam ją, jeszcze nie jestem mężatką.
-Już niedługo! - Mówi Filip i uśmiecha się do mnie. Tym razem to naprawdę szczery uśmiech, który jeszcze bardziej mąci mi w głowie na temat co mam o nim naprawdę myśleć.
-Doktorze Sanchez! - Dziewczyna spogląda na Filipa jakby był tu jednak dość częstym gościem.
-Witaj Daniell -  Wyciąga do niej dłoń i wita się serdecznie.
-Dawno pana u nas nie było, pierścionek się podobał? - Pyta zaciekawiona.
-Tak, dziękuję - Odpowiada zmieszany. Spoglądam na niego ukradkiem. 
-To szczęśliwa wybranka? - dodaje dziewczyna, a Filip patrzy na mnie. Zastygam. Cholera co za dziwna sytuacja.
-Nie.. -  Rzuca i wiem, że chce szybko wyjść. Dziewczynie zrobiło się głupio, bo od razu się odwróciła i wróciła do kasy. Posłałam Filipowi pytające spojrzenie ale on milczy. Zabiera dwie torebeczki z prezentami ze sobą - Będę przy samochodzie -  Dodaje. Widać, że naprawdę chce jak najszybciej wyjść.
-Proszę panno Donell - dziewczyna oddaje mi kartę i uśmiecha się.
-Dziękuję za pomoc. Miłego dnia-  żegnam się i wychodzę.

Gdy podchodzę do auta Filip już czeka.
-Nie pytaj proszę! - gestem dłoni ucisza mnie, jakby doskonale wiedział, że chce go o coś zapytać.
-Ale ja nic nie mówię - odpowiadam wzruszając ramiona. Zżera mnie ciekawość ale skoro mam nie pytać to trudno.
-Gdzie teraz? - pyta nerwowo, a to naprawdę rzadkość w jego przypadku. To musi być jakaś poważna sprawa. Ale po co Filip kupował pierścionek? I dla kogo?
-Gdzieś gdzie znajdę wszystko od piżamy do pomadki Chanel - Mrugam żartobliwie ale jego to wcale nie bawi. Odwraca wzrok jakby był zły na mnie. Kompletnie nie rozumiem za co?
-Zapnij pas! - Ton ma poważny. Kurczę naprawdę się zdenerwował. Robię co każe i siedzę cicho. Szybko załatwiam sprawy w centrum handlowym niedaleko szpitala. Filip mało mówi więc i ja się nie odzywam. Humor zdecydowanie mu się popsuł, a mi w głowie ciągle krążą myśli o tej sytuacji w sklepie. O co może chodzić? Niestety nie mam pojęcia. 
-Dziękuję za podwiezienie! -  Rzucam szybko i wysiadam z samochodu. Filip nawet nie sili się na uśmiech. Kiwa jedynie, a ja ruszam w kierunku wind.  Wchodzę na oddział  i kieruję się prosto do doktora Millera. Jest kwadrans przed drugą ale doktor już na mnie czeka.
-Witaj Meg, siadaj proszę - Mówi ściskając moją dłoń na powitanie
-Dzień dobrze doktorze! - Uśmiecham się i siadam dokładnie na przeciwko jego biurka.
-Jak się czujesz?
-Doskonale, wczoraj zostałam ciocią.
-Moje gratulacje ale wiesz o co konkretnie pytam.
-Jest dobrze doktorze. Niewiele robię więc się nie męczę. Zdrowo się odżywiam -  Pomijając wczorajszego McDonalda ale nie muszę mu tego mówić - Nie wiem tak naprawdę na ile mogę sobie pozwolić? Czy mogę  już ćwiczyć albo sprzątać?
-Zbadamy cię teraz i porozmawiamy, dobrze? -  Przychodzi po mnie pielęgniarka i prowadzi do drugiego gabinetu. Pobiera mi krew, mierzy ciśnienie i zaprowadza na tomografię. Po badaniu mam jakąś godzinę wolnego w oczekiwaniu na wyniki więc idę do Kimi. Jestem jednak dobrej myśli. 
-Hej siostro! - Wchodzę zadowolona.
-Meg… - Mówi cicho Kim. Trzyma małą na rękach, właśnie ją nakarmiła i uśpiła. 
-Oj przepraszam - Szepczę i podchodzę ją ucałować - Jak się czujesz?
-Obolała… - Uśmiecha się -  I cholernie szczęśliwa.
-Mam coś dla was - Podaje jej dwie torebeczki z prezentami. Kimi oczy od razu błyszczą bardziej. Ona uwielbia takie niespodzianki. 
-Potrzymaj ją… - Podaje mi małą, a ja nie mogę oderwać od niej wzroku. Ubrana w słodkie -oczywiście różowe, śpioszki i czapeczkę. Ma dużo ciemnych włosów po Robercie. Nie wygląda już jak kosmita, jest naprawdę prześliczna - Jezu Meg nie trzeba było! - piszczy Kimi gdy otwiera pierwsze pudełeczko.
-Mamy takie same - Pokazuję na swój łańcuszek na szyi - Ty, Eva i ja.
-Jesteś kochana! - Rozkleiła się -  Gdzie Robert? - Pyta po chwili.
-Śpi u nas w domu. Wrócili dziś o ósmej rano.
-No ładnie! -  Przewraca oczami.
-Musiał odreagować i uczcić narodziny swojej pierwszej córki, nie złość się na niego -  Mówię łagodnie.
-Nie złoszczę się. Robert to najlepszy facet na świecie, wiem, że mnie kocha - w głosie mojej siostry słychać radość gdy mówi o Robie. To naprawdę cudowne, bo ich uczucie jest szczere, a oni kochają się wzajemnie na zabój. Do sali wraca nasza mama. Jak zwykle wygląda nienagannie mimo nocy spędzonej w szpitalu. Rozmawiamy chwilę, mama jest taka nabuzowana ze szczęścia, że od razu zabiera mi małą z rąk i nie daje jej dotknąć. Niech się babcia nacieszy. Zadzwoniła dziś rano do szefa Roberta i powiadomiła, że właśnie został ojcem. Na szczęście dostał kilka dni wolnego, bo przecież dziś i tak nie byłby w stanie iść do pracy. Dobrze, że chociaż ona o tym pomyślała, bo mógłby mieć potem jakieś nieprzyjemności. Godzina minęła bardzo szybko. Muszę iść teraz na drugi oddział i znaleźć doktora Millera. 
-Wrócę niedługo! - Nie żegnam się z nimi i wychodzę. Mimo, że czuję, że wszystko jest w porządku to mam malutkie obawy. Nie wiem co może wykazać badanie tomografem? 
-Siadaj Meg - Mówi poważnie doktor gdy wchodzimy razem do jego gabinetu. O cholera! Coś jest nie tak?
-I jak? - Pytam niepewnie.
-Wychodzi na to, że wszystko jest na dobrej drodze -  Uśmiecha się w końcu, a ja oddycham z ulgą. Wypuszczam powierzę i opadam na oparcie krzesła. 
-Doktorze czy w takim razie wolno mi już normalnie funkcjonować?
-Nie przesadzaj Meg, od operacji minęło zaledwie kilka tygodni. Możesz wykonywać codzienne obowiązki ale nie przemęczaj się - Notuje coś w mojej karcie.
-Czyli mogę gotować i sprzątać? - dopytuję. 
-Tak ale z rozsądkiem. Na ćwiczenia jeszcze jest za wcześnie - na ćwiczenia? Cholera miał być tu ze mną Erick i zapytać o to czy możemy już się normalnie kochać. 
-A...yyyy... - Oblewam się rumieńcem.
-Tak Meg, możecie współżyć -  doktor uśmiecha się miło doskonale wiedząc co mam na myśli. 
-To dobrze! - wzdycham wymownie- Przepraszam doktorze! -  Zażenowana spuszczam wzrok w dłonie. Powinnam umieć się opanować. Boże! 
-Oboje jesteście młodzi i atrakcyjni Meg, to normalne - Jest niewzruszony i profesjonalny. Dokładnie taki powinien być każdy lekarz. Czemu od razu znowu pomyślałam o Filipie?
-A czy mogę się opalać?
-Na słońcu tak ale stosuj krem z dużym  filtrem. Solarium odradzam, nie mamy danych jak może wpływać po takiej operacji - informuje mnie. 
-Same dobre wiadomości! - uśmiecham się szeroko. 
-Musisz jeszcze jakiś czas przyjmować leki i zero alkoholu.
-Leki jeszcze mam doktorze.
-I pamiętaj, nie możesz się denerwować.
-Wiem, wiem wszyscy mi to powtarzają! -  Przewracam oczami. Rozmawiamy jeszcze chwile i jestem mogę iść. Ulga jaką czuję jest niewyobrażalna. Erick na pewno się ucieszy i może też trochę wyluzuje. Wracam na górę ale do Kim przyjechały właśnie jej koleżanki. O rany! Zaczęły piszczeć na mój widok, ostatni raz widziałam je tej feralnej nocy w klubie na wieczorze panieńskim. Na szczęście nie wypytywały o wydarzenia tamtego wieczora, nie darowały mi jednak wywiadu o Ericku i oglądania pierścionka. Było mi cholernie głupio, bo tak jak moja siostra są bardzo bezpośrednie i nie ominęły mnie komentarze jaki on przystojny i seksowny, padło też standardowe pytanie jaki jest w łóżku. Zbyłam je jednak, że nie mogę o tym rozmawiać bo polecą z tym do prasy. Udałam, że żartuję ale taka prawda. Kto wie co strzeliłoby im do głowy? Tak mnie wymęczyły, że marzyłam o tym by wrócić do domu. Erick nie dzwonił więc pewnie jeszcze odsypia. Koło szóstej wieczorem, mimo niezadowolenia Kimberly, żegnam się i schodzę na parking gdzie zostawiłam samochód. Chcę jak najszybciej znaleźć się w domu. Włączam sobie głośno muzykę i ruszam. Czeka mnie jakieś 40 minut drogi.

Jakie jest moje zdziwienie gdy w kuchni zastaję gotującego kolację Ericka w asyście taty i Roba. Wszyscy trzej wyglądają całkiem dobrze, wyspani ale trochę zdewastowani po wczoraj. Humory im jednak dopisują. 
-Dzień dobry! -  Witam się ze wszystkimi, podchodzę do Ericka i przytulam się. W ramionach mojego ukochanego czuje się najlepiej.
-Córeczko twój przyszły mąż ma najmocniejszą głowę z nas wszystkich! - Mówi tata i uśmiecha się życzliwie.
-Dobrze wiedzieć! -  Żartuję i podchodzę go ucałować -  Jedziecie do szpitala? - Pytam.
-Tak właśnie się zbieramy... powoli - Wtrąca Robert.
-Ale chyba nie możecie prowadzić - Mówię ostrzegawczo.
-Jack nas zawiezie - Chwilę rozmawiamy w kuchni. Chłopaki opowiadają co wczoraj się działo, a raczej to co pamiętają. We trzech opanowali bar, stawiali wszystkim drinki. Od razu mam głupie myśli, że jakieś kobiety zalecały się do Ericka ale wiem, że Jack tam był i na pewno by mi powiedział. Ufam Erickowi ale nie ufam kobietom. Nie jestem jakąś chorą zazdrośnicą, Erick nie daje mi żadnych powodów by mu nie ufać. Co prawda ma kilka tajemnic ale wiele i tak mi powiedział. Na razie zachowam dla siebie to co wiem o Monice od Filipa. Obiecałam przecież, że się nie wygadam. Gnębi mnie myśl, że gdyby nie to, że Monika usunęła ciążę, pewnie nigdy bym go nie poznała, a on byłby teraz ojcem ich dziecka i zapewne jej mężem. Na tą myśl wzdrygam się. Nie wiem co bym zrobiła gdyby jakaś kobieta dotknęła Ericka, mojego Ericka. Jack zawozi chłopaków do szpitala i w końcu zostajemy sami.
-Przepraszam za wczoraj, że dziś cię nie zawiozłem na wizytę, to mało odpowiedzialne z mojej strony…. - Mówi zły na siebie. Słyszę ten wyrzut w jego głosie.
-Nawet panu panie Evans zdarzają się wpadki! - Uśmiecham się złośliwie - Mam nadzieję, że teraz dasz mi trochę więcej swobody - Dodaję. Może coś wynegocjuję w taki sposób?
-Nie chcę cię trzymać w złotej klatce maleńka, ale nie chcę by coś ci się stało - Erick wzdycha. Nie odpuści choć odrobinę? No nie...
-Jak widać nic mi nie jest - Pokazuję na swoje ciało, że jest całe i zdrowe.
-Pozwól, że sam sprawdzę! -  Podchodzi do mnie, ujmuje moją dłoń i zaczyna całować każdy opuszek po kolei. Uśmiecham się patrząc w jego cudowne oczy.Oj wiem co mu chodzi po głowie i od razu zaczynam głupawo chichotać. 
-Mam coś dla ciebie! - Mówię tajemniczo i zaciągam go do sypialni. Erick nie protestuje gdy kierujemy się na schody. Oczy mu błyszczą, a z ust nie schodzi jego szelmowski uśmiech.
-Rozumiem, że badanie wyszło dobrze? - Pyta siadając na łóżku i rozkłada się wygodnie.
-Zaraz panu udowodnię w jak dobrej jestem kondycji, panie Evans! - prowokuję go i znikam w garderobie gdzie kiedyś schowałam strój, który kupiłam w sex shopie. Przemykam szybko do łazienki -  Czekaj cierpliwie! -  ostrzegam, bo widzę jak się kręci i ma ochotę iść za mną. 

O cholera! Ale to skąpe - myślę spoglądając ostatni raz w lustro. Pamiętam, że David namawiał mnie na ten strój - niegrzeczna uczennica. Krótka spódniczka w kratkę, biała bluzeczka wiązana na biuście, białe podkolanówki z kokardkami i kokardka we włosy by zrobić kucyk, stringi do kompletu. Zakładam do tego wysokie czarne szpile od Louboutina i jestem gotowa. Siedzę jednak w łazience już dłuższą chwilę i nie mam przekonania czy w tym wyjść. To chyba głupi pomysł... nigdy przecież tego nie robiłam. Zrobię z siebie pośmiewisko - skrzywiłam się do lustra.
-Długo jeszcze? - Słyszę głos Ericka i kroki w kierunku łazienki.
-Nie! Nie! Nie! Nie wchodź! - Panikuję i podbiegam by zamknąć drzwi od środka.
-Co ty tam robisz? - Puka i wiem, że nasłuchuje. Cholera no!
-Już wychodzę, idź usiądź na łóżko! -  Nogi mi się trzęsą i zaschło mi w ustach. Słyszę jak odchodzi. Kurczę chyba nie mam już odwrotu ale najchętniej strzeliłabym sobie teraz drinka na odwagę. Nie mam jednak takiej możliwości. No dobra najwyżej mnie wyśmieje. Poprawiam pasek materiału na moich biodrach który jest imitacją spódniczki, kuse stringi ledwo zasłaniają to co trzeba. Do dzieła Donell! Krzyczy moje wewnętrzne „ja”, próbując dodać mi odwagi. Jest wczesny wieczór i zaczyna się ściemniać. W sypialni panuje przyjemny półmrok, ciepłe światło wpada przez duże okna nadając romantyczny klimat. Otwieram gwałtownie drzwi i staję w nich trzymając ręce na framudze do góry, a nogi mam w rozkroku. Erick spojrzał na mnie i znieruchomiał. Szkoda, że nie mam aparatu, bo jego mina w tym momencie to mistrzostwo świata, prawie zbiera szczękę z podłogi. Oczy mu błyszczą i widzę, że jest zaskoczony. Chyba pozytywnie? Przynajmniej to mogę wywnioskować po zgrubieniu, które momentalnie pojawiło się na jego kroczu. Biorę głęboki oddech i najseksowniej jak potrafię idę w jego stronę, kołysząc biodrami. Oboje wymownie milczymy, uśmiecham się delikatnie by wybadać jego reakcję. Podchodzę  bliżej łóżka ale na tyle daleko by mógł mnie całą oglądać. Robię powolny obrót i staję do niego tyłem. Udaję, że coś mi upada wypinam pupę w jego stronę.
-Chryste! - słyszę zachwyt w jego głosie. Uśmiecham się by nie widział i prostuję się powoli,  przesuwając palcami po całej długości nóg aż po piersi. Gdy stoję przodem oblizuję usta i przygryzam wargę. Erick podchodzi do mnie gwałtownie i chwyta za pośladki sadzając na swoich biodrach. Piszczę zaskoczona, cała drżę z podniecenia, bo wiem co zaraz się wydarzy. 
-Spokojnie panie Evans, mamy dużo czasu! -  Mówię uwodzicielsko.
-Brak mi słów by opisać jak cię  pragnę! - praktycznie jęczy i w sekundę znajdujemy się na łóżku. Leżę na plecach, a on opiera się nade mną.
-Podoba ci się strój? -  Droczę się.
-Ty mi się podobasz! - W tych słowach czuć wręcz uwielbienie.
-To zerżnij mnie szybko, bo zaraz oszaleję! - Mówię głośno sama się tym zaskakując. Ja się tak przecież nie zachowuję, nie mówię tak...Jego reakcja jest  jednak natychmiastowa. Jego usta przywierają do moich, całuje mnie tak mocno i namiętnie, że brak mi tchu. Jego dłonie rozwiązują białą bluzeczkę i zaczyna pieścić moje piersi. Od razu wyginam plecy w łuk, jęcząc głośno.
-Tak bardzo cię kocham Meg, jesteś tylko moja. Cała...caluteńka... - szepcze w moje usta i jednym ruchem zrywa moje majtki, rozrywając delikatny materiał. Zsuwa się niżej i przez piersi, brzuch dociera do mojej spragnionej kobiecości. Zatapia w nią swoje zachłanne wargi, a ja krzyczę z rozkoszy. To nie do opisania ale od razu dostaje tak intensywnego orgazmu, że cała drżę. Moje ciało wije się w konwulsjach i pulsuje z erotycznego napięcia. Erick trzyma mi nogi więc  nie mogę ich wyprostować co potęguje doznanie. Wsuwa we mnie gwałtownie jeden palec i zaczyna zataczać nim kółeczka. Robi to szybko i mocno, a ja znowu zaczynam szczytować i zaciskać się wokół jego języka i palców -  Tak maleńka! - Mówi i kontynuuje moją torturę,  a wiję się w rozkoszy. Jego słowa są uwodzicielskie i zachęcające. Jestem tak mokra, że czuję jak zmoczyłam pościel ale mam to gdzieś.
-Proszę! - Krzyczę ściskając prześcieradło w dłoniach. To erotyczny trans. 
-O co prosisz maleńka? -  Pyta zadowolony i patrzy na mnie, w oczach ma ten swój magnetyzm. Zwierzęcy magnetyzm i ogromne pożądanie.
-Zerżnij mnie! -  jęczę w desperacji. Odchylam głowę do tyłu i wypycham biodra w jego stronę. Pragnę by mnie wypełnił i posiadł w całości. 
-Skoro sobie pani życzy! -  Mówi i jednym ruchem rozsuwa rozporek, uwalniając swoją twardą męskość. Zerkam napawając się widokiem. 
-Błagam... - Szepczę cała rozpalona, policzki mi płoną. Całuje mnie namiętnie w usta i wchodzi we mnie mocno, gwałtownie i cały do końca. Och!
-Kurwa mać! -  Krzyczy i wbija swoje dłonie w moje pośladki. Dociska mnie do siebie. To cudowne wypełnienie, które czuję jest czymś czego tak bardzo potrzebuję. W tym momencie jesteśmy jednością, ja jestem cała jego, a on cały mój. Nic więcej się nie liczy.
-Kocham cię! - znowu jęczę wplatając mu palce w mokre od potu włosy. Wtula głowę w moją szyję i zaczyna się poruszać powoli ale mocno, wypełnia mnie raz za razem. Oboje dyszymy, obejmuję go nogami w pasie być jeszcze bliżej jego. Chociaż nie wiem czy to w ogóle możliwe? Nagle zaczyna robić to mocniej. Mocniej coraz szybciej i agresywniej. Chwyta moje dłonie ściskając nadgarstki i kładzie nad moją głowę. Podgryza mocniej moją szyję i bredzi nieskładnie owładnięty tym szaleństwem pożądania. Przy kolejnym pchnięciu zaczynam szczytować po raz kolejny, zaciskając się wokół niego tak mocno, że wręcz czuję ból. Ból cudownej rozkoszy, która rozlewa się po moim ciele. Nogi mi drżą, a Erick tak mocno ściska moje nadgarstki, że nie jestem w stanie się ruszyć. On przyśpiesza, a to dzieje się znowu. Kolejne mocne pchnięcia, a ja zaczynam się wspinać i wspinać coraz wyżej...
-Och tak Ericku! Tak... – Krzyczę w ekstazie, a po policzkach zaczynają płynąć mi łzy.
-Dalej maleńka! - Mówi mi do ucha i podgryza je mocno. Tyle doznań, a to wszystko jest tak intensywne i mocne. Zamykam oczy i odchylam głowę - Nie dam już rady! - dyszy Erick i dociska mnie do materaca wylewając się we mnie cały. Jego orgazm przynosi kolejny orgazm także mnie. Ściska mnie tak mocno, że nie mogę się nawet ruszyć. Nie mogę oddychać. Żyję nim.  Nasz orgazm trwa i trwa. Wylewamy się w siebie bez końca, drżąc i krzycząc swoje imiona. Ja prawie łkam. To takie intensywne... 

Nie wiem ile czasu tak leżymy, gdy w końcu Erick opada na mnie i puszcza moje zdrętwiałe dłonie. Wtulam się w niego tak mocno, jak tylko mogę. On nadal jest we mnie. Scałowuje łzy z moich policzków, każdą po kolei. Nasze splecione ciała odzyskują powoli normalny rytm. Trzymam głowę na jego klatce i czuję jak serce także się uspokaja. Gładzę palcem jego piękny umięśniony brzuch.

-Jesteś moją opoką Ericku. potrzebuję cię bardziej niż powietrza… - Szepczę, a on patrzy na mnie z taką miłością. Nigdy nie czułam się komuś taka potrzebna i kochana. Mike to tylko szczeniacka miłość, a Erick to ten jedyny, właściwy. Cały mój.