Premiera już w lipcu!

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 35

-Jestem tylko dla ciebie Ericku… -  Odwracam głowę by go pocałować.
-Nikt więcej cię nie dotknie i nie skrzywdzi. Obiecuję! - Ściska moje dłonie mocniej. Doskonale wiem co mu się przypomniało. W tym momencie jest mi cholernie źle, że nie mogę mu powiedzieć o Filipie. Zduszam jęk i wtulam się w niego jak najbardziej mogę. Wiem, że dla Ericka to ciężka próba...Siedzi ze mną nago, w wannie i nie możemy się kochać, ale ja widzę dobrą stronę tej sytuacji. Nauczymy się spędzać czas inaczej niż niż tylko w łóżku. Już widzę, że mamy naprawdę dużo ze sobą wspólnego. Znamy się krótko, a taki przymusowy celibat pozwoli nam spojrzeć na  nasz związek z innej perspektywy. 
Mi nie wolno się za bardzo przemęczać ale chyba nikt nie wspomniał o tym, że nie mogę zrobić dobrze mojemu narzeczonemu? Na tę myśl uśmiecham się i zaczynam gładzić go po udzie. Erick spina się od razu, a jego męskość napiera na moje plecy.
-Co robisz maleńka? - Pyta zaskoczony moim masażem.
-Zrobię ci loda -  szepczę zadowolona i odwracam się do niego przodem. Jego oczy od razu płoną, wiem, że on też tego chce. Wiem, że mnie pragnie. Wstaje powoli i siada na wannie, bym mogła w wygodnej pozycji zrobić mu dobrze ustami. Chwytam jego członek w dłoń i zaczynam poruszać, powoli, góra-dół. Erick wydaje z siebie głośny jęk i chwyta mnie za głowę.
-Boże! - gdy oblizuje językiem główkę jego penisa, rozsmarowuję kropelkę słonego płynu i obejmuję go całymi ustami, Erick odchyla głowę i wypycha biodra w moją stronę, by wejść jeszcze głębiej. Moja dłoń pieści nasadę, a język wiruje wokół główki. Coraz szybciej i namiętniej ssę go. Całuję. A dłonią cały czas przesuwam góra-dół, góra-dół. Jego ciało napięło się, czuję każdy drgający mięsień. Jest teraz taki seksowny. Jęczy głośniej  i po chwili dostaje spełniania, wylewając się w moje usta. Zastyga, czy ma zamknięte, a na twarzy maluje mu się  cudowny grymas rozkoszy. Siadamy razem w wannie obejmując się czule i mocno.
-Jesteś cudowna... -  Szepcze mi do ucha i delikatnie je podgryza. W moim podbrzuszu czuję przyjemne skurcze. Jakby chociaż na sekundę mnie tam dotknął... eksplodowałabym od razu. Nie wiem ile czasu spędzamy w wannie, ale jest tak przyjemnie. Ciepła woda, zapach olejku do kąpieli i świeczki sprawiają, że cały stres ze mnie odpływa. Zapominam na chwilę o troskach i zmartwieniach. Nieśpiesznie wychodzimy z kąpieli, Erick otula mnie miękkim białym szlafrokiem i idziemy razem się położyć. Jest już prawie północ. Wtulam się w jego ramiona kładąc głowę na piersi. Erick okrywa nas kołdrą i zasypiamy.

Czwartek, 15 sierpnia

Budzę się, jest mi strasznie gorąco. To przez Ericka, który owinął się wokół mnie jak bluszcz, nie mam jednak serca go budzić. Tak spokojnie i młodo wygląda. Jestem cała mokra i wiem, że dziś znowu będzie upał. Chyba klimatyzacja jest wyłączona, bo naprawdę ciężko wytrzymać. Zaczynam się kręcić i budzę tym mojego ukochanego.
-Wiercisz się niesamowicie! - Otwiera oczy i mierzy mnie wzrokiem, ale widzę, że jest zadowolony.
-Bo mi za gorąco! - ściągam z siebie kołdrę i zwieszam nogi za łóżko. 
-Csssst! Aż parzy! - Dotyka mojego ramienia palcem i udaje, że się oparzył po czym dmucha na opuszek. 
-Głuptas! - Śmieje się i wstaję. Jestem naga, musiałam ściągnąć w nocy szlafrok.
-Co za widok! – Gwizda na palcach i przygląda mi się uważnie. Od razu mam odruch zasłaniania piersi, jednak Erick nie pozwala mi na to. Zrywa się i od razu stoję między jego nogami, on także jest nagi. Zaczyna całować mnie po brzuchu i chwyta za pośladki. Nie mogę się oprzeć, jęczę z rozkoszy. Tak mi dobrze! Dziś już czwartek... może jakoś do poniedziałku wytrzymam? Gładzi delikatnie moją skórę jakby ją wielbił. To takie cudowne uczucie czuć, że podobam się swojemu mężczyźnie.

-Na co ma dziś pani ochotę, panno Donell?  - Erick patrzy na mnie gdy kończę myć zęby w łazience. Opiera się o wannę i widzi moje odbicie w lustrze.
-Może odwiedzimy Kim i Roba? Chciałabym jej dać te prezenty, które przygotowałam na babyshower. To kolejna, impreza która okazała się do dupy przeze mnie… -  Robią smutną minę.
-Skarbie daj spokój! - Podchodzi do mnie od tyłu i całuje po włosach - Przecież wszyscy wiedzą, że miałaś operację i nikt nie ma do ciebie pretensji.
-Kim wie, że planowaliśmy dla niej taką niespodziankę?
-Tak, twoja mama się wygadała - Kręci głową.
-Mogłam się domyślić. To co pojedziemy do nich? - Uśmiecham się słodko.
-Jeśli tylko chcesz ale może lepiej zadzwoń i upewnij się czy na pewno są w domu.
-Tak masz rację. Zaraz do niej zadzwonię - Całuję go.

W pokoju szukam komórki, która znajduje się gdzieś na samym dnie mojej torby, gdy w końcu ją znajduję od razu dzwonię do Kim. Rozmowa przebiega szybko i sprawnie. Rob jest w pracy ale Kim w domu. Uprzedzam ją, że się zjawimy przed południem. Ucieszyła się bardzo z tego powodu. Jest znudzona ciągłym siedzeniem w czterech ścianach i odwiedziny na pewno będą dla niej lepszą rozrywką niż wpatrywanie się całymi dniami w telewizor. 

Po szybkim śniadaniu, przebraliśmy się i jesteśmy gotowi do drogi. Nawet nie mam co liczyć na to, że Erick da mi poprowadzić auto. Lekarz mi przecież tego zabronił. Ray wyprowadza z garażu M6. Ciekawe dlaczego nie Porsche? Od czego zależy to jakim samochodem ma ochotę jeździć Erick? Porsche przecież też jest cabrio, ale w sumie czerwone auto bardziej rzuca się w oczy. Nie wiem czy właśnie rozgryzłam jego system wybierania aut ale spoglądam badawczo na Ericka. Gdy leżałam po operacji w szpitalu, na portalach plotkarskich ukazały się moje zdjęcia z centrum handlowego w którym wybieram ubranka dla dziecka Kim i Roba. Gazety rozpisywały się przez dwa tygodnie, że jestem w ciąży i złapałam miliardera na dziecko. Co za tym idzie... niby dlatego tak szybko mi się oświadczył. Na szczęście przestałam się przejmować takimi głupotami, moja mama jednak jak zobaczyła ten artykuł o mało nie dostała ataku serca. Pamiętam jej reakcję na ciążę Kimberly, nie była ona wtedy najszczęśliwszą przyszłą babcią pod słońcem.


Wyszłam przed dom i jak zwykle usiadłam na schodach. Erick rozmawiał jeszcze z kimś przez telefon. Dobrze, że założyłam krótkie jeansowe spodenki i bluzeczkę bez ramiączek, bo upał jest niemiłosierny. Przed chwilą pakowałam wszystkie prezenty w jedną dużą różową, ozdobną torbę i wrzuciłam je do bagażnika. Znajduję tam puste opakowania po McDonaldzie. No ładnie! A mi mówi, że jem świństwa. Uśmiecham się jednak, bo chyba mu posmakowało.
-Co cię tak rozbawiło? - Pyta Erick schodząc po schodach na podjazd.
-To! - Mówię i pokazuję mu puste pudełko po hamburgerze. 
-Oj tam... - Robi niewinną minę. Dokładnie taką jakbym przyłapała dziecko na kradzieży słodkości ze słoiczka.
-Co ma pan na swoją obronę panie Evans? - udaję poważną i wskazuję na niego palcem - Jest pan winny! - dodaję próbując się nie roześmiać. 
-Dowody są niepodważalne, przyznaję się do winy! - Podchodzi do mnie i całuje w policzek - Jednak liczę na łagodny wymiar kary - Dodaje.
-Zobaczę co da się zrobić! - nadal udaje mi się zachować powagę - Możemy iść na kompromis! -  Krzyżuję ręce na piersi i wpatruje się w jego cudownie ciemne oczy. Erick jest rozbawiony moim zachowaniem, a ja cieszę się, że czasami ja potrafię sprawić, że droczymy się ze sobą. 
-Negocjacje panno Donell? To mi się podoba! -Uśmiecha się i wymownie oblizuje usta.
-Ja już wiem co ci chodzi po głowie Evans! - Udaję oburzoną ale w duchu śmieje się w głos i robię unik, bo już chciał mnie dotknąć - Moja propozycja jest taka, że jeśli pojedziemy też na chwilę do Flinów to zapomnę o tym co przed chwilą widziałam! - Patrzy na mnie podejrzliwie.
-Niech będzie… - Zgadza się ale wiem, że dalej myśli - Podjedziemy jeszcze w jedno miejsce, dobrze?
-Gdzie? - Pytam zadowolona.
-Niespodzianka! - Podchodzi do auta i otwiera mi drzwi - Wsiadaj mała!
-Powiedz mi. Proszę!- Wydymam usta.
-Wsiadaj! -  Klepie mnie w tyłek i robi tą swoją tajemniczą minę.
-Jak ty mi czasami działasz na nerwy! -  Wsiadam i wybucham śmiechem.
-Ale i tak mnie kochasz - Patrzy na mnie niepewnie - Prawda?
-Prawda! -  Wpatruje się w jego oczy, widzę w nich miłość i szczęście. Dokładnie to co chcę zobaczyć. Chwyta mnie za dłoń, całuje, a mnie przeszywa to cudowne uczucie. Radość wypełnia każdą komórkę mojego ciała. Lubię takie dni gdy wszystko wydaje się być takie proste... Ruszamy powoli. Z głośników słychać muzykę klasyczną, jednak nie mam pojęcia co to. Erick naprawdę ma eklektyczny gust muzyczny.

Najpierw podjeżdżamy pod moją byłą kamienicę, gdzie mieszkają Flinowe. Henrego nie ma w domu, jest w kancelarii, a Ramesa opiekuje się małym, bo akurat ma anginę. W sumie powinnam do nich zadzwonić i zapytać czy w ogóle możemy wpaść. Jest mi strasznie głupio ale pani Flin zaprasza nas serdecznie. Daniel ich starszy syn, jest w przedszkolu. 


Pijemy szybką herbatę, bo Ithan nie czuje się najlepiej i strasznie marudzi. Nawet nie ucieszył się za bardzo na nasz widok. Ramesa wypytuje jednak jak się czuję, jest taka miła i o wszystkich się martwi. Standardowo pada pytanie o ślub ale jeszcze nie zdradzamy, że mamy wstępną datę. Widzę, że jest dość zmęczona więc grzecznie się żegnamy, skoro mały jest chory na razie nie ma sensu ich do nas zapraszać więc po prostu będziemy w kontakcie.  Nagle do głowy przychodzi mi głupia myśl, skoro Erick poznał Monikę na studiach to ciekawe czy Flinowie też ją znają? Czemu ja w ogóle znowu myślę o tej kobiecie? Potrafię sobie sama popsuć humor. Erick od razu to zauważa i gdy jedziemy windą, pyta:
-Coś się stało?
-Sama popsułam sobie humor - wzdycham zasmucona. Erick patrzy na mnie zadziwiony, o czym ja w ogóle mówię - Oj daj spokój, nie chcę o tym rozmawiać - Dodaję.
-Chcesz mieć przede mną tajemnice? - Pyta poważnym tonem. Gdy to mówi w mojej głowie, także nieproszenie, pojawia się Filip. Wyrzuty sumienia od razu zżerają mnie od środka. Koszmarnie źle mi z tym, że Erick nie wie o tym co się wydarzyło.
-Zastanawiam się czy Flinowie też znają Monikę - odpowiadam mając wrażenie, że próbuję tym samym ratować się przed myślami o Filipie. Spoglądam w wyczekiwaniu odpowiedzi na Ericka, a on unosi zdziwiony brew.
-Czemu pytasz?
-Skoro poznałeś ją na studiach...-  Wzruszam ramionami.
-Jeśli już musisz wiedzieć to tak, znają się. Byliśmy przecież wtedy parą! - Mówi zirytowany. Milczę wymownie. Nie wiem czemu ale wkurza mnie to niemiłosiernie. Wychodzimy z windy bez słowa, Erick otwiera mi drzwi i szybko udajemy się w kierunku auta, które udało nam się niedaleko zaparkować. Wychodząc zza rogu dopada nas jednak kilku paparazzich. Erick strasznie się zdenerwował i wdał się z nimi w głupią pyskówkę. Obejmuje mnie i pomaga wsiąść do samochodu. Mimowolnie słyszę jednak te pytania o ciążę, o operację, o gwałt w klubie i rozklejam się. Puszczają mi nerwy i gdy tylko Erick rusza z piskiem opon, zaczynam płakać. Myślałam, że już się przyzwyczaiłam do takich sytuacji ale czasami potrafią wyprowadzić mnie  one z równowagi. Erick też jest wkurzony więc nie odzywam się i kwilę cichutko pod nosem. Usta ma zaciśnięte w jedną linię i widzę, że głęboko oddycha. Czym się tak wkurzył? Moim pytaniem o Monikę czy paparazzi?
-Musimy jeździć z ochroną. Zatrudnię kogoś dodatkowo - odzywa się w końcu. 
-Jeśli musisz… -  Mówię cicho,. Wolę na ten temat nie dyskutować i go nie drażnić. Naprawdę jest wkurwiony, bo nawet nie trzyma mnie za rękę.
-Tak muszę, dla twojego dobra - Rusza gdy światło zmienia się na zielone. Odwracam głowę i zsuwam się nisko na siedzenie. Z takimi humorami to chyba nie jest dobry pomysł żeby jechać do Kim ale już ją uprzedziłam, że będziemy. Nie da sobie wytłumaczyć, że jednak nas nie będzie. Zresztą nie chcę jej robić przykrości, bo wiem jak się cieszyła na nasze odwiedziny. 

Erick jedzie prosto na przedmieścia. Nie wiem skąd wie gdzie dokładnie mieszkają moi rodzice? Przecież nigdy u mnie nie był. Podjeżdża pod dom i parkuje. Dokładnie na przeciwko trwa remont w domu Kim i Roba. Boże! Ale mają tam Sajgon. W takim tempie nigdy się tam nie przeprowadzą... Erick pomaga mi wysiąść i idziemy do drzwi.Nadal milczymy.  Otwiera nam moja "wielka siostra" i chociaż raz w życiu mogę powiedzieć, że nie wygląda najlepiej. Wiem, że jest w ciąży ale jeszcze niedawno jakoś lepiej wyglądała. Teraz jest cała opuchnięta, włosy nieułożone, bez makijażu, a twarz ma całą wysypaną. No jak nie ona. 
-Cześć! - Wita nas miło i nachyla się by mnie uściskać.
-Ale spuchłaś! - Nie mogę się powstrzymać. Obejmuję ją i czuję jej brzuszek- Ale wielki! - Dodaję z zachwytem.
-Dzięki! - Rzuca mi gniewne spojrzenie.
-Ślicznie wyglądasz Kimi! - Kłamie Erick i całuje ją w policzek.Jak zawsze dżentelmen. 
-Ericku nie musisz ściemniać, wiem jak wyglądam ale jeszcze tylko miesiąc. Zobaczycie że po porodzie wrócę do formy w 4 tygodnie! - Uśmiecha się i wchodzimy do środka. Rodziców nie ma, a rodzice Roberta wrócili wczoraj do Waszyngtonu. Byli  odwiedzić mnie w szpitalu po operacji. Lubię ich, są bardzo mili i bardzo kochają Kim.
-Chcecie coś do picia? - Pyta gdy siadamy w kuchni przy stole.
-Siedź sobie ja nam naleje, jeszcze pamiętam gdzie co jest - Uśmiecham się i biorę z szafki trzy szklanki, w lodówki wyjmuję sok owocowy.
-Dzięki Meg. No to co tam u was słychać? - Wpatruję się w Ericka, a on siedzi zaskoczony i nie wie co powiedzieć. Jeszcze nie zna mojej siostry z tej strony i nie wie jaka potrafi być dociekliwa. Jestem taka na niego zła, że nie mam zamiaru mu pomóc, mimo tego, że spogląda błagalnie w moją stronę.
-Megan się na mnie obraziła! -  Mówi krótko. No cholera! Tego się nie spodziewałam.
-Za co? - Spoglądają na mnie oboje.
-Za coś co było milion lat temu, a ona nie może przestać o tym myśleć! - Mówi zadowolony i rozsiada się wygodnie na krześle. Co za idiota! W jakiej sytuacji on mnie stawia?
-Daj spokój, przecież wiesz, że nie o to chodzi! - Piszczę.
-A o co? - Kim patrzy na nas zaskoczona. Chyba nigdy nie widziała jak się kłócę z facetem.
-Dobrze wiesz! - Warczę i stawiam na stole szklanki z sokiem -  Proszę! – Dodaję wymownie.
-Dziękuję! - Mówi i łapie mnie bym usiadła na jego kolanach.
-Erick! - Krzyczę gdy przytrzymuje mi dłonie - Puść mnie!
-Nie złość się już. Nie lubię jak masz taki humor, co mogę zrobić by ci go poprawić?  - Pyta , Kim patrzy na nas i się uśmiecha.
-Kup jej samochód to jej przejdzie! - Mówi zadowolona i upija łyk soku. O czym ona w ogóle mówi? Co Erick sobie teraz o mnie pomyśli?! Boże... Chyba za bardzo się tym wszystkim przejmuję.
-Kimberly! - Krzyczę oburzona, po co ona to powiedziała? Przecież wie, że nie zależy mi na jego pieniądzach. Oboje z Erickiem zaczynają się śmiać - Nie wiem co was tak bawi - Dodaję.
-Strasznie drażliwa jesteś, może to co piszą w gazetach to prawda? - sugeruje Kim.
-Weź mnie nie denerwuj, nie jestem w ciąży! - Warczę.
-Dajcie już spokój dziewczyny, obu wam nie można się denerwować -  Wtrąca Erick i całuje mnie w szyję.
-Takich nastrojów nawet ja nie mam - Kimi uśmiecha się drwiąco i pokazuje palcami gest zasuwający usta, że już nic więcej nie powie po czym opada na oparcie krzesła i wzdycha wymownie.
-Jak remont? - Zmienia temat Erick i zaczyna dyskretnie podskubywać moje uda pod stołem. Rzucam mu spojrzenie ale nic sobie z tego nie robi. 
-Jak widać! -. Pokazuje na kuchenne okno które wychodzi na ulicę - Robert ma problem z kredytem, a nie chce prosić rodziców o kolejne pieniądze! -  Przewraca oczami.  Dla niej prosić rodziców o pieniądze to nie problem ale ja akurat Roba doskonale rozumiem.
-A ile wam potrzeba żeby go skończyć? - Pyta zaciekawiony Erick. Zerkam na niego badawczo. Co on kombinuje? 
-Pewnie jakieś pięćdziesiąt tysięcy. Chcemy zrobić dodatkową łazienkę na piętrze i dwie sypialnie dla gości - Odpowiada spokojnie Kim.
-Mogę wam pożyczyć jeśli chcecie, bez procentu . Oddacie kiedy będziecie mogli… - mówi Erick, a ja z zaskoczenia aż rozlewam szklankę z sokiem na stół.
-Kurwa! - Mówię pod nosem i biegnę po ręcznik by wytrzeć to co właśnie rozlałam. Kim jest równie zaskoczona jak ja.
-Naprawdę? Mógłbyś nam pożyczyć? - Pyta z niedowierzaniem.
-A dlaczego nie? W końcu niedługo będziemy rodziną, prawda? -  Uśmiecha się i patrzy w moją stronę. Widzę w jego oczach rozbawienie.
-Musiałabym zapytać Roba czy się zgadza, ale to byłoby cudownie. Może udałoby się nam przeprowadzić jeszcze przed porodem! - Kim  aż podskakuje na krześle. Jest taka rozradowana.
-Jeśli się zdecydujecie daj znać. Mogę zrobić przelew w każdej chwili - dodaje dla pewności Erick. No tak, co to dla niego pięćdziesiąt tysięcy? Wywracam oczami.
-Ustaliliście datę ślubu? - wypala Kim. O nie! Wiedziałam... zaczyna się.
-Myślimy wstępnie o Wigilii tego roku - Mówi spokojnie Erick, a ja gromię go wzrokiem.
-Serio? - Erick kiwa głową -To super by było, bo my z Robem też myśleliśmy o tym dniu. Wyobraźcie sobie: podwójny ślub i chrzciny! – piszczy radośnie i zaczyna bardzo obrazowo gestykulować rękoma. O Boże! Chyba mi się odechciało tego podwójnego ślubu, nie wiem czy jestem na to gotowa? Erick widząc moją minę uśmiechnął się.
-Trzeba to jeszcze przemyśleć. Nie wiem czy trzy tak ważne wydarzenia w jednym dniu to nie za dużo… - Puszcza mi oczko, wrócił na moją stronę. Kochany drań.
-Wiecie co jest najlepsze w tym, że przesunęliśmy ślub? -  Kim jest taka podekscytowana, że mam wrażenie, że zaraz urodzi. Chyba nie powinna się tak emocjonować miesiąc przed porodem. 
-No nie wiemy! - odpowiadam i znowu wywracam oczami. 
-Że będę musiała od nowa sukienkę kupować i że będę bez brzucha! A tak się tym martwiłam, że będę wyglądała jak słoń na zdjęciach! - Mój i Ericka wzrok styka się w jednym momencie i wszyscy troje wybuchamy śmiechem.
-Ale masz problemy! - Wyrzucam z siebie i nie mogę opanować śmiechu. Gdy w końcu udaje nam się uspokoić, idę do samochodu z Erickiem po prezenty z niedoszłego baby shower.
-Daj ja to wezmę! - Bierze ode mnie torbę i daje klapsa z tyłek. Rzucam mu spojrzenie ale on wie, że to lubię. To sprośne i niegrzeczne ale jakże seksowne. Macham do sąsiadów po drugiej stronie ulicy, przypatrują nam się uważnie. Na pewno mama opowiadała wszystkim o mnie i o Ericku. Całe nasze osiedle aż huczy od plotek, ale mam to gdzieś. Po co się tym przejmować? I tak nigdy nie wrócę mieszkać tutaj na stałe. 

-Jejku jakie to śliczne! - Piszczy zadowolona Kim otwierając kolejny prezent, tym razem to te różowe małe buciki.
-Podobają ci się? - Uśmiecham się od ucha do ucha. Kocham moją siostrę, czuję się lepiej gdy wiem, że jest szczęśliwa.
-Są przesłodkie, moja córeczka będzie małą różową księżniczką! - Posyła nam szczery uśmiech. Nie wiem czy jest gotowa na bycie mamą, ale myślę, że sobie poradzi. Ma w sobie wiele miłości, a Rob jej w tym  wszystkim na pewno pomoże.
-A kto będzie ojcem chrzestnym? - Pyta zaciekawiony Erick, w sumie to sama też jestem ciekawa.
-Chyba brat Roba, Thomas, ale nie wiadomo czy da rade przylecieć bo mieszka w Berlinie.
-Thomas? - Pytam zaskoczona. Poznałam go, był wtedy z Robem w New Jersey gdy poznali się z Kim. Chyba za nim nie przepadam.
-Tak, poznaliście się przecież! – Odpowiada Kim, a Erick patrzy na mnie dziwnie. Dla niego każde imię faceta jakiego znam, poznałam lub mogę poznać wywołuje niepokój.
-Wiem pamiętam! - Krzywię się, Erick patrzy na mnie zaciekawiony.
-Pytał o ciebie. Pamiętasz jak się wtedy upiliśmy we czwórkę?  - Boże Kim zamknij się! Nie mówi nic więcej - błagam ją w myślach. 
-Taaa... -  Odpowiadam zdawkowo.
-Pamiętasz jak się kąpaliście… -Wstaje szybko i jej przerywam.
-Kim daj spokój! -  Daje jej do zrozumienia żeby się zamknęła.  Erick słucha jednak uważnie i wiem, że mam kłopoty.
-Nie no Meg daj jej skończyć, chętnie posłucham! - Uśmiecha się sztucznie, jest wkurzony. Moja siostra w końcu orientuje się, że chyba się zagalopowała.
-A w sumie to nic takiego. Nieważne! - Wykręca się od odpowiedzi, chyba zrobiło jej się głupio. Ona na pewno by nie chciała bym ja Robowi opowiadała o takich sprawach... A byłby o czym opowiadać, bo Kim niby nie stroniła od facetów.  Jestem przekonana, że Erick by się wkurzył gdyby wiedział, że kąpaliśmy się wtedy wszyscy czworo, nago w zimnym jak cholera oceanie. Thomas był tak pijany, że próbował się do mnie podwalać, no i widział mnie nago. Wiem, że Erick będzie mnie o to wypytywał ale nie muszę mu przecież mówić całej prawdy. To nie ma dla mnie żadnego znaczenia i w dodatku przecież to było jak się nie znaliśmy. I wtedy mnie oświeciło... Ja też jestem o to zazdrosna, o jego przeszłość.  To takie dziecinne. Muszę przestać o tym myśleć, to mnie dołuje i przywołuje złe wspomnienia.
-Hej mała!  - Z mojej zadumy wyrywa mnie głos Ericka który, sadza mnie sobie na kolanach i gładzi po udzie. Uśmiecham się do niego blado.
-Może zamówimy coś do jedzenia? Nie mam siły nic robić -  Proponuje Kim.
-Ja chętnie coś ugotuję -  Mówię zadowolona. Na myśl o gotowaniu mój humor zawsze chociaż odrobinę się poprawia.
-Meg nie możesz się przemęczać. Zadzwonię i zamówię jedzenie, na co macie ochotę?  -Wtrąca Erick. Skąd ja wiedziałam,  że nie da mi nic przygotować? Odpuszczam jednak kolejną sprzeczkę na ten temat. 
-My byśmy zjadły kebab i tiramisu - Gładzi się po brzuchu Kim i uśmiecha się wymownie do Ericka. Chyba go to rozbawiło, bo widzę jak zdusza śmiech.
-A Ty skarbie?
-Może być kebab, ale z lekkim sosem - Przewracam oczami.
-Cóż za zdrowe menu! - mówi złośliwie Erick i wychodzi z kuchni zamówić jedzenie.
-Ależ on cię kocha - Szepcze do mnie Kim - Widać, że za tobą szaleje - Dodaje.
-Sama nie wiem czemu? - Wzruszam ramionami. Czasami naprawdę brak mi pewności siebie.
-Oszalałaś? Spójrz jaka jesteś śliczna! - Chwyta moją twarz w dłonie - Moja kochana starsza siostra - Jej słowa sprawiają, że moje oczy robią się mokre od łez, jej zresztą też.
-Och Kim, tak bardzo bym chciała by wszystko się dobrze ułożyło! - Zaczynam kwilić.
-Ja też bym bardzo chciała siostrzyczko, tak bardzo się boję, że nie poradzę sobie z małym dzieckiem - Ona też zaczyna płakać.
-Będziesz cudowną mamą wiem o tym. Pamiętaj, że zawsze będę cię wspierać, nie mam doświadczenia przy dzieciach ale nauczę się nawet zmieniać pieluszki jeśli będzie trzeba! - Kładę dłoń na jej brzuchu i czuję jak moja siostrzenica rusza się. To uczucie jest tak niesamowite, że obie zaczynamy wyć. Nie wiem dlaczego? Ze szczęścia, przez obawy co będzie? A może i przez jedno i przez drugie. 
-Kocham cię siostro! - Pociąga nosem Kim.
-Ja was też, ciebie i moją kochaną chrześnicę! -  Nachylam się do brzucha -  Będziesz miała najlepszą mamę i ciocię na świecie, tylko nie daj nam za bardzo popalić, bo jesteśmy kompletnie zielone w tych sprawach! -  od płaczu przechodzimy w śmiech. Jej hormony chyba udzielają się nam obu. Podnoszę wzrok i widzę Ericka stojącego w progu kuchni. Przygląda nam się uważnie ale widzę, że kąciki ust unoszą mu się delikatnie. Nie widział mnie nigdy w takich intymnych relacjach z siostrą. Znowu zaczynam się zastanawiać dlaczego Erick zwrócił uwagę na mnie, szarą myszkę, a nie na Kim? To ona zawsze przyciągała spojrzenia mężczyzn, była pewna siebie i nigdy nie miała problemu z kontaktami damsko-męskimi. W przeciwieństwie do mnie. A teraz to ja jestem narzeczoną bożyszcza kobiet. Mężczyzny, który mógłby mieć każdą inną, a wybrał mnie. Naprawdę staram się w to uwierzyć i chcę być tego pewna. Erick odmienił moje życie i sprawił że, jestem silna, że bardziej w siebie  wierzę. Mimo tego co się wydarzyło wiem, że przy nim mogę być sobą, że będę coraz pewniejsza siebie, chcę być… dla Ericka.
-Za 20 minut będzie jedzenie moje drogie panie - Uśmiecha się i siada na stołku przy barku taty.
-Chcecie zobaczyć łóżeczko które kupił Rob? Nie potrafimy go złożyć - Kim robi dziwną minę, a ja znowu zaczynam się śmiać. Widać, że jest tym wszystkim podekscytowana. Idziemy więc wszyscy do garażu. Jest tu mnóstwo rzeczy, nawet nasze rowery z czasów szkolnych.
-Faktycznie jakaś popieprzona ta instrukcja! - Mówi Erick trzymając w ręku książeczkę z rozrysowanymi krokami - jak skręcić łóżeczko.
-Mówiłam, że to nie takie proste! – mówi Kim - Meg zobacz co znalazłam! - Pokazuje na wielkie pudło ze zdjęciami.
-O nie! Nie wyjmuj tego! – piszczę i próbuje ją powstrzymać by go nie wyciągała.
-Pokaż, pokaż! - Wstaje Erick i od razu zagląda do pudła. Kim wyjmuje album ze zdjęciami ze szkoły średniej. Płonę ze wstydu, bo wiem co zaraz nastąpi. 
-To ty? - Erick podsuwa mi zdjęcie z mojego balu maturalnego. O nie!
-Tak to Meg! Zobacz co ma na głowie - pokazuje na moją postać na zdjęciu, jakby Erick przypadkiem miał mnie pomylić z blond Kim stojącą obok. Boże! Co za żenada! - W dniu balu pofarbowała sobie włosy na czarno! - Piszczy rozbawiona Kim.
-Co to za chłopak? - Pokazuje na chłopca, który jest z nami na zdjęciu. 
-To Michel Valter, licealna miłość Meg! – oznajmia mnie moja siostra. Kim zamknij się błagam! A ona dalej ciągnie ten temat -  Meg wiesz, że spotkałam Mikego ostatnio w przychodni? Wrócił niedawno z Afryki -  Dodaje.
-I co z tego? - Znowu gromię ją wzrokiem. Erick przygląda się zdjęciom. Jest tam kilka innych z balu, a z tego co pamiętam... nieźle się wtedy upiłam.
-Pytał co u ciebie? Chyba czytał w gazetach o tobie i Ericku - Czy ona zawsze musi mieć taką niewyparzoną buzię? 
-I co mu powiedziałaś? - Krzywię się. Nie jestem pewna czy chce to wiedzieć.
-Że wychodzisz za maż za przystojnego, fajnego i obrzydliwie bogatego faceta… - Uśmiecha się do Ericka. Kurwa mać!
-Zapomniałaś dodać, że jestem dobry w łóżku - Wtrąca Erick, a mi opada szczęka. Nie spodziewałam się tego po nim. Oboje wybuchają śmiechem, a ja stoję i patrzę na nich zażenowana.
-Meg mi o tym wspominała! -  Ciągnie dalej Kim. No bez jaj! Czy to dzień pod tytułem "upokorzyć Meg'? 
-Tak? - Erick zerka na mnie zadowolony i widzę ten żar w jego oczach. Po co ja jej o tym wspominałam?! 
-Naprawdę tak mówiła - Kim totalnie mnie pogrąża. 
-Ej ja tu jestem! Możecie już przestać! - Warczę.
-Skarbie nie denerwuj się to tylko żarty! - Podchodzi i przytula mnie mocno. Mam nadzieję, że nie będzie o nic wypytywał. Nie lubię o tym mówić. Michel to dupek który, zdradzał mnie na każdym kroku, a ja byłam w nim szaleńczo zakochana i Kim doskonale o tym wie.
-Chodźcie do domu, chyba muszę się położyć! Znowu kostki spuchły mi jak balony -  na szczęście kończymy tą żenadę i wracamy do domu. 
-Chodźmy! - Mówię i pomagam jej iść. Nie potrafię się na nią długo gniewać. To moja siostra. Jedyna siostra.  Moja jedyna w dodatku ciężarna siostra.
Układamy jej z Erickiem poduszki na kanapie w salonie by nogi miała wyżej. Kim i tak dość dzielnie znosi te ostatnie tygodnie ciąży. Nie marudzi aż tak bardzo... jak na nią. Po chwili przyjeżdża nasze jedzenie. Nie mam pojęcia skąd Erick ma numer do tureckiego kebaba w okolicy ale jest całkiem  niezły. Zjadłam całą porcję, zadziwiając tym i siebie i Ericka. On lubi jak jem, a ja czuję jak od tego od razu rośnie mi tyłek. Najwięcej jednak zjadła Kim... zawsze dbała o linię ale w ciąży może sobie pofolgować. Siedzieliśmy razem we trójkę w salonie. Koło czwartej przyjeżdża mój tata i bardzo się cieszy, że nas zastaje. Przyjechał sprawdzić czy Kim nic nie potrzeba. Będzie z niego cudowny dziadek,a  jeśli to prawda, że wnuki rozpieszcza się bardziej niż własne dzieci to moja chrześnica będzie najbardziej rozpieszczonym dzieckiem na świecie. Raduje mnie widok jak Erick dobrze dogaduje się z moim tatą. O dziwo mają wiele wspólnych tematów: na przykład ekologiczne domy w które ostatnio mój tata inwestuje. Proponuje byśmy zostali u nich na noc. W sumie to nie jest zły pomysł ale nie wiem co Erick o tym sądzi? Ostatnio spałam w domu jak się z nim pokłóciłam i na to wspomnienie momentalnie robi mi się smutno. Wtedy przecież zaczął się ten cały koszmar. Widzę jednak , że mój ukochany ma ochotę zostać, więc zgadzam się.

Koło szóstej tata przywozi mamę z pracy, wraca także Robert. Spędzamy miły wieczór w gronie rodzinnym. Wspomniana przez Ericka pożyczka na wykończenie domu, przeradza się w gorącą dyskusję ale w końcu Rob ulega namowom Kim. Widzę, że jest tym bardzo skrępowany ale chyba nie potrafi niczego odmówić mojej siostrze, tak jak Erick nie potrafi odmówić mi. Przy kolacji zostaje poruszony także delikatny temat ślubu. Kim oczywiście wygaduje się, że wstępnie myślimy o grudniu i znowu wypala z tym pomysłem podwójnego ślubu i chrztu jednocześnie. Nasza mama jest zachwycona. Jakby mogła od razu zaczęłaby wszystko za nas planować. Nie zniosę tego! 
-Nie mam zamiaru brać podwójnego ślubu!  - Wybucham w końcu, zaskakując wszystkich.  Zapada niezręczna cisza. Erick wpatruje się we mnie i nie wie co powiedzieć. Nigdy nie rozmawialiśmy na poważnie o pomyśle podwójnego ślubu i nawet nie wiem co on o tym myśli.
-Dlaczego? - Pyta spokojnie mama. Chyba wie, że przesadziła.
-Bo to ma być mój... - Patrzę na Ericka - Nasz najważniejszy dzień, nie chcę go dzielić z Kim i Robem, bez urazy! -  Rzucam im przepraszające spojrzenie. Rob się uśmiecha, a Kimi ma dziwną minę. Och nie obrażaj się siostro - błagam w myślach. 
-A ty Ericku jak uważasz? - Wtrąca tata.
-Zgadzam się z Meg, powinniśmy mieć oddzielne ceremonie. Dwa ślubu i chrzest w jednym dniu to zdecydowanie za dużo -  Mówi pewnie i obejmuje mnie ramieniem. Dzięki Bogu, chociaż on nie będzie suszył mi głowy.
-Ale my już mamy wstępną rezerwację na sale w tym dniu! - Warczy Kim. Wiem, że się wkurzyła ale mnie to nie obchodzi. Chcę mieć swój wielki dzień, a nie dzielić się nim z nią.
-To wybierzemy inny termin, co za problem?! -  Wzruszam ramionami i wydymam usta w grymasie złości.
-Mówiliście, że chcecie się pobrać jak najszybciej, więc nie rozumiem dlaczego nie chcecie podwójnego ślubu!? - Kontynuuje Kimberly.
-Nie musimy się aż tak śpieszyć… -  wtrąca spokojnie Erick, dobrze, że podziela moje zdanie. Bałam się, że będzie naciskał na szybki ślub. W szpitalu mówił, że chce by to nastąpiło jak najszybciej.
-Dobra dziewczyny nie ma się o co kłócić. Najważniejsze jest teraz by mała się urodziła, a ze ślubami można poczekać. To nie jest najważniejsze! - Uspokaja nas tata.
-Gary ma rację! - Odzywa się Robert ale  moja siostra całkowicie nad nim dominuje. Szkoda mi go, bo wiem jaka Kim potrafi być absorbująca.
-Co?! - Warczy na Roba i posyła mu gniewne spojrzenie -  Nie chcesz się ze mną ożenić?! - piszczy. 
-Skarbie chcę, ale... - Przerywa mu nagle i wstaje gwałtownie od stołu.
-No jasne! Bez ślubu będzie ci łatwiej mnie zostawić samą z dzieckiem, co!? - Krzyczy i wychodzi z kuchni. O cholera! Chyba naprawdę się wkurzyła.
-Kimi! -  Rob zrywa się i biegnie za nią na górę. Z miłej rodzinnej kolacji szybko zrobiła się rodzinna kłótnia. Cudownie! Mama poszła na górę zaraz za Robem, a my siedzimy we trójkę z tatą. 
-Ale afera… - Szepcze do nas tata. Jest mu przykro, że nie potrafimy się dogadać z Kim. Zawsze zależało mu na naszym szczęściu. Tą ciszę przerywa jednak telefon Ericka, przeprasza nas na chwilę i wychodzi z kuchni by odebrać.
-A jak się między wami układa maleństwo?-  Pyta zatroskany.
-Jest cudownie tato, jestem bardzo szczęśliwa i nie potrzebuję do tego jakiegoś papieru… -  Obejmuje mnie ramieniem i przytula.
-Oj córeczko, tak się o was martwię. Tyle ostatnio przeszłaś. Erick jest dla ciebie dobry? - Gładzi mnie po włosach, a ja momentalnie się rozczulam.
-Jest najlepszy, opiekuńczy, kochany. Dba o mnie - Czuje jak wzbierają we mnie łzy.
-To twój pierwszy poważny chłopak i to tak wszystko szybko...
-Wiem tato, wiem, ale ja go kocham i on mnie też kocha - Kwilę cichutko. Naprawdę mam dziś dzień wzruszeń. 
-Miałem tego nie mówić ale jak powiedzieliście o zaręczynach to też pomyślałem, że jesteś w ciąży. Mało zawału nie dostałem - Uśmiecha się do mnie.
-Dwie córki w ciąży to chyba jednak za dużo, co? -  Śmieję się przez łzy.
-Oj zdecydowanie. Nie śpieszcie się z dziećmi, jesteście młodzi, musicie jeszcze trochę poszaleć - Gdy to słyszę rozczulam się jeszcze bardziej.
-Tatusiu! - Wtulam się w niego i ryczę jak głupia. Wiem, że pęka mu serce gdy widzi jak płaczę. Do kuchni wraca Erick. Patrzy na mnie niepewnie, on też nie lubi mnie oglądać w takim stanie. Wymieniają się spojrzeniami z moim ojcem i przysiada się do nas.
-Skarbie chodź spać, jesteś zmęczona i musisz odpoczywać -  Łapie mnie za dłoń i gładzi ją delikatnie. Pociągam nosem i całuję tatę w policzek, żegnam się jednak szybko i idziemy na górę. Zaglądam po drodze do pokoju Kim. Rozmawiają z mamą i Robem, chyba się już trochę uspokoiła. Życzymy im dobrej nocy.

Mój pokój jest na samym końcu korytarza, po prawej stronie. Nic się w nim nie zmieniło odkąd się wyprowadziłam. Białe metalowe łóżko stoi na środku, nakryte jest kremową narzutą i mnóstwem poduszek. Na ścianach plakaty moich idoli z lat szkolnych i ulubionych filmów. Pod oknem biurko które sama pomalowałam na biało by pasowało do łóżka i starej szafy którą, kupiłam na wyprzedaży garażowej. Regał z książkami kulinarnymi i mnóstwo przepisów spisanych ręcznie w zeszytach.
-Ładnie tu masz - Mówi Erick siadając na brzegu łóżka.
-Pokój nastolatki! - Uśmiecham się.
-Ilu facetów przyprowadziłaś tu przede mną? - Nie wiem czy mówi poważnie czy sobie żartuje, minę ma nieodgadnioną.
-Ty jesteś pierwszy który, będzie tu spał -  Odpowiadam zdawkowo.
-A ten cały Michel? Co to za jeden? - Ton na poważny. Zaczyna się! Wiedziałam, że nie odpuści. 
-Byliśmy parą od drugiej klasy liceum do pierwszego roku studiów - Mówię beznamiętnie.
-I co się stało? - dopytuje. 
-Najwyraźniej mu nie wystarczałam, bo zdradzał mnie na prawo i lewo, a ja byłam ślepa i nie chciałam tego widzieć -  Wzruszam ramionami.
-Do której bazy dotarł? - Unosi zaciekawiony brew.
-Co? - Pytam zaskoczona.
-Jak daleko się posunęliście? - Jego oczy ciemnieją.
-Erick daj spokój, byłam wtedy gówniarą! - Próbuję go zbyć, jednak wiem, że mi nie daruje.
-Dotykał cię tak? - Wstaje nagle, podchodzi do mnie i gładzi moje nagie ramiona. W oczach ma żar. Żar zazdrości i pożądania.
-Przestań! -  Rumienię się i uciekam wzrokiem.
-A tak? - Zaczyna muskać mnie ustami po szyi, delikatnie całując i podgryzając.
-To nie jest zabawne! -  Próbuję się odsunąć ale łapie mnie i sadza na biurku.

-A to robił? - Zsuwa z moich ramion bluzkę i zaczyna delikatnie masować piersi, sutki od razu mi twardnieją. Boże jak ja go pragnę -  A tam? - Mówi dalej zsuwając rękę niżej aż do mojej kobiecości. Zaczyna ją masować przez krótkie spodenki. Odchylam głowę do tyłu i jęczę głośno nie zważając na to, że jesteśmy w domu moich rodziców - Więc jak było Megan? - Pyta rozpalony.

4 komentarze:

  1. Świetny :)
    Kiedy następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział fajny tylko się zastanawiam dlaczego Meg ciągle płacze, bo nie sądzę żeby to były hormony po operacji... : D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie osobiście ten rozdział był nijaki, niewiele treści wniósł do całości, poza tym ten familijny spęd był wg mnie zbyt ckliwy. Doceniam co prawda starania autorki, której celem jest narzucenie nam czytelniczkom odpowiednio stabilnego klimatu, jeśli w zanadrzu w kolejnych rozdziałach zamierza otworzyć kolejną puszkę pandory demonów z przeszłości Ericka. To z jednej strony przemyślane budowanie pozornie spokojnej atmosfery, aby w późniejszym momencie móc spotęgować odpowiednie napięcie. Mając tego świadomość zaledwie przeleciałam ten nic nie znaczący rozdział, aby swoją energię poświęcić kolejnym bardziej burzliwym. Agn

    OdpowiedzUsuń