Premiera już w lipcu!

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 36

-Przestań! Dobrze wiesz, że nikt wcześniej  nie dotykał  mnie jak  ty!-  Czuję jak w moich żyłach zaczyna buzować pożądanie. Nie będę mu teraz opowiadała o tym jak dotykał mnie Mike, to było dawno i nie ma żadnego znaczenia. 
-Grzeczna dziewczynka, takiej odpowiedzi oczekiwałem - Uśmiecha się uwodzicielsko.
-To prawda - Jęczę wplatając dłonie w jego włosy.
-Jesteś tylko moja -  Chwyta mnie mocno i przenosi na łóżko, kładąc na plecach, a sam układa się między moimi udami - Taka piękna… -  Dodaje i zaczyna całować mnie po dekolcie. Czuję jego nabrzmiałą męskość, którą opiera o moje krocze. Oplatam go nogami by był jeszcze bliżej mnie. Jego język zaczyna pieścić moje piersi, a on jedną ręką rozpina mi stanik. Jęczę głośno i odchylam głowę, wbijając się w poduszkę.
-Kochaj się ze mną! - Mówię tak podniecona, że cała drżę. Na policzkach mam wypieki. Erick uśmiecha się tak seksownie, że prawie na sam widok dostaję spazmów. Zdejmuję mu szybko koszulkę przez głowę i zaczynam całować po jego umięśnionej klatce. Wplata dłonie w moje włosy i przytrzymuje bym nie mogła się ruszyć - Błagam! – Jęczę ponownie w desperacji.
-Spokojnie maleńka, nie musimy się śpieszyć… -  Delikatnie rozpina moje spodnie i zsuwa je w dół, ja skopuję je pośpiesznie na podłogę. Jestem w samej bieliźnie i cieniutkiej bluzeczce ale nie na długo. Unosi mnie i ściąga ją przez głowę wraz z biustonoszem. Opadam na łóżko, a moje piersi falują naturalnie. Na ten widok Erick zaczyna płonąć, chwyta je mocno i zaczyna masować, ssać i podgryzać.
Wyginam plecy w łuk i nasze ciała stykają się. Zamykam oczy i jęczę, on dyszy głośno. Chwytam za pasek jego spodni i rozpinam go szybkim ruchem, zsuwam spodnie nogami i uwalniam jego dużego naprężonego członka. Chwytam go w dłoń, a Erick jęczy moje imię. Zaczyna całować mnie coraz niżej, po brzuchu do pępka aż do linii koronkowych majteczek. Jego spodnie i bokserki lądują na dywanie. Jednym ruchem zrywa ze mnie figi i oboje jesteśmy nadzy. Zaczyna całować moje uda oraz wzgórek łonowy.
-Boże! - Chwytam za pościel i ściskam ją w pieści. Głowę odchylam w poduszkę by zdusić krzyk.  Erick masuje dłońmi moje pośladki, a językiem krąży wokół mojej mokrej cipki.
-Jesteś taka gotowa skarbie! -  Przesuwa nosem po moich wargach, a ja jęczę głośno. Mam w tym momencie gdzieś, że słychać mnie nawet na dole. Dopiero jutro będę się tego wstydzić.
-Weź mnie! Proszę! - Mruczę i chwytam go w pasie, a Erick opada na mnie tak, że jego członek ociera się o łechtaczkę. Cała drżę i wypycham biodra na spotkanie. Erick składa namiętny pocałunek na moich ustach, wdzierając się do nich gwałtownie. Nasze języki splatają się. Nagle chwyta mnie mocno i wbija się we mnie bez uprzedzenia. Nasze jęki zduszamy wspólnie w naszych ustach. Wypełnia mnie całą.
-Kurwa ale mi tego brakowało! -  Syczy przez zaciśnięte zęby i zaczyna się poruszać. Wystarczy chwila, a ja zaczynam szczytować. Tak intensywnie i głośno, że Erick zasłania mi usta dłonią. Mój orgazm trwa i trwa, a ja zaciskam się wokół niego coraz mocniej i cała drżę - Tak dojdź jeszcze raz! – Mruczy, a ja jak na zawołanie dostaję kolejnego intensywnego orgazmu, zaciskając się jeszcze bardziej. Przytrzymuje mi dłonie i blokuje nogi tak, że nie mogę się ruszyć i tego kontrolować.Płonę opętana pożądaniem, a moje ciało wypełnia kolejna fala rozkoszy. Erick  napiera coraz mocniej i szybciej. Gdy wybucham po raz trzeci, on także nie wytrzymuje i wylewa się we mnie cały. Cudowne ciepło ogarnia nas oboje. Erick klnie z rozkoszy i zaciska dłonie na moich nadgarstkach tak mocno, że czuję ból, nie zwracam jednak na to uwagi. Sztywnieje cały i po chwili opada w moje ramiona. Nie wychodzi ze mnie. Całuje mnie po włosach i patrzy prosto w oczy.
-Wszystko w porządku? - Pyta zatroskany.
-Yhm - Mruczę.
-Nic cię nie boli?
-Yhm - Uśmiecham się.
-Rozmowna jesteś maleńka - Całuje mnie w czubek nosa i wysuwa się ze mnie powoli.
-Mmmm - Mruczę ponownie.  Tak mi dobrze. Czuję się jakbym unosiła się nad ziemią.
-Chodźmy spać.
-Yhm - Jestem tak przyjemnie wykończona, że Erick okrywa nas kołdrą, przytula mnie mocno i nawet nie wiem kiedy odlatuję. Czuję się zrelaksowana i bezpieczna. Bezpieczna w ramionach mojego ukochanego mężczyzny.

Piątek, 16 sierpnia

Obudziło mnie przyjemne łaskotanie po pupie. Leżę na brzuchu i czuję jak palce Ericka muskają moją skórę na złączeniu ud i pośladków. Odwracam głowę.
-Dzień dobry śpiochu - Mówi zadowolony i przygląda mi się uważnie.
-Długo nie śpisz? - Przeciągam się i przewracam na bok tak, by patrzeć Erickowi w oczy.
-Godzinami mogę patrzeć na ciebie.
-Tak bardzo cieszy cię mój widok? - Śmieję się i ocieram udem o jego nabrzmiałą męskość.
-Zawsze maleńka! -  Chwyta mnie i sadza na sobie, patrzę na niego z góry -  Podziwiam widoki - Mówi i poprawia mi kosmyk włosów za ucho.
-Dobrze, że mama nie weszła. Całą noc spaliśmy nadzy - Mówię cicho i próbuję zakryć piersi.
-Nie rób tego, uwielbiam na nie patrzeć - Przytrzymuje mi dłonie i uśmiecha się z tym chłopięcym urokiem.
-To zrób sobie zdjęcie! Ubierzmy się, bo zaraz ktoś wejdzie! -  Pokazuję mu język i wstaję z łóżka. Zbieram swoje ubrania, wyjmuję świeże figi z szuflady i przemykam szybko do łazienki zaraz obok mojego pokoju. Słyszę, że  rodzice już wstali i krzątają się po kuchni. Wskakuję pod prysznic by się ogarnąć i zejść na dół. Dopiero teraz dociera do mnie jak głośno się wczoraj zachowywaliśmy i jest mi strasznie głupio. Jak ja spojrzę rodzicom w oczy? Biorę szampon i wmasowuję go we włosy. Jak przyjemnie! Piana zalewa mi oczy i uszy, a po chwili czuję tylko jak ktoś wślizguje się do mnie do kabiny. Chwyta mnie w pasie i zaczyna masować biodra.
-Ericku nie możemy! - protestuję i przecieram oczy z piany.
-Chcę cię tylko umyć maleńka! -  Mruczy i gąbką ociera mnie między udami. Nie mam ochoty mu odmawiać, a przez to mój prysznic zdecydowanie się wydłuża. Gdy w końcu odklejamy się do siebie, Erick upiera się, że wysuszy mi włosy. Wracamy razem do pokoju i  na środku dywanu, siedząc po turecku z suszarką w ręku, mój ukochany suszy mi włosy, pasmo po paśmie. Jest taki delikatny i dokładny. Wygładza każdy kosmyk. Śmiejemy się jak nastolatki, a odziani jesteśmy jedynie w szlafroki gdy przerywa nam pukanie do drzwi.
-Proszę! - Wołam i poprawiam pasek na biodrach.
-Cześć gołąbeczki! - Mówi mama i zagląda dyskretnie do pokoju -  Schodzicie na śniadanie? - Pyta.
-Tak mamo, zaraz zejdziemy - Uśmiecham się miło, a mama zostawia nas samych.
-Gołąbeczki? - Erick robi dziwną minę i patrzy na mnie z wyczekiwanie. Wzruszam ramionami, bo sama nie wiem czemu tak powiedziała.
-Chodź na dół! - Wstaję i pociągam go za sobą - Ale jesteś ciężki! - dodaję gdy Erick ani drgnie. W dodatku pociąga mnie za dłoń, a ja ląduje w jego ramionach.
-No mała w ogóle nie masz siły! -  Śmieje się i wstaje ze mną na rękach. Dla niego to żaden wysiłek, a ja czuję tak cudownie gdy to robi. Schodzimy do kuchni. Przy stole siedzi tata pije kawę i czyta gazetę, Kim jeszcze śpi, a Roba już nie ma, pojechał do pracy. Mama krząta się, smaży bekon i jajka.
-Ale zapach! - Mówi Erick wchodząc do kuchni.
-Witaj Ericku! - Odpowiada tata i macha do nas ręką.
-Cześć tatku! - Podchodzę i całuje go w głowę. Uśmiecham się czując ten znajomy mi zapach. Tata od zawsze używa tych samych perfum.
-Dzień dobry maleństwo.
-Mamo, a ty dziś masz wolne? -  Pytam spoglądając w jej stronę.
-Tak, mam pracownicę w sklepie i poradzi sobie sama. Wole dziś zostać bo, Kim się wczoraj bardzo zdenerwowała. Chcę ją mieć dziś na oku -  Mówi zmartwiona.
-Pokłócili się wczoraj z Robem? - Dopytuję, a Erick zerka na mnie niepewnie. 
-Kimberly się obraziła za to co powiedział i nie mogła się uspokoić. Siedziałam z nimi chyba do drugiej w nocy by ich pogodzić -  Wzdycha głośno i podaje nam dwa talerze pełne jedzenia - Smacznego kochani - Dodaje.
-Dziękujemy pani Donell! - Mówi uprzejmie Erick, zajmuje miejsce przy stole i zabiera się do jedzenia.
To chyba najnormalniejszy poranek odkąd się poznaliśmy. Jemy śniadanie w kuchni moich rodziców. Jest piątkowy, sierpniowy poranek na przedmieściach Nowego Jorku. Znowu zapowiada się upalny dzień. Po śniadaniu tata jedzie o razu do pracy, a żegnając się z nami mówi, byśmy wpadali kiedy tylko mamy ochotę. Mama wymyka się na chwilę do sąsiadów wykorzystując to, że jeszcze jesteśmy. Erick wychodzi do ogrodu za dom, by wykonać kilka telefonów, a ja zmywam po śniadaniu.
-Ale daliście wczoraj czadu! - Słyszę głos Kimberly. Odwracam się,a ona stoi w progu i opiera się o framugę. Od razu dostaje wypieków ale udaje, że nie słyszę co powiedziała.
-Wyspałaś się? - Co za durne pytanie Donell! Gani mnie moje wewnętrzne „ja”.
-Na pewno bardziej niż ty -  Śmieje się i siada przy stole.
-Daj spokój Kim… - Mówię cicho, jest mi strasznie wstyd. Moja twarz wręcz płonie z zażenowania.
-No co? Nigdy nie słyszałam jak moja siostra uprawia seks!  - Bierze miseczkę i nalewa sobie mleka wsypując musli.
-Aż tak było słychać? - pytam cichutko, choć znam odpowiedź.
-Tak się przez was napaliłam, że bzykaliśmy się z Robem resztę nocy. Oczywiście dopiero po tym jak mama nas w końcu zostawiła samych! - Jak ona może tak swobodnie o tym mówić? 
-Chryste Kim oszczędź mi szczegółów! - Zakrywam dłońmi twarz, bo nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. 
-No co? Przecież jesteśmy już dorosłe - Wywraca oczami i znowu się śmieje. Dla niej i jej koleżanek takie rozmowy to najwidoczniej sprawa normalna ale nie dla mnie. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę rozmawiać o seksie z moją MŁODSZĄ siostrą. 
-Jakoś nie jestem przyzwyczajona do takich rozmów… - bąkam.
-Nie rób z siebie takiego niewiniątka. Mike przecież opowiadał co wyprawialiście - stwierdza patrząc na mnie dziwnie.
-Że co?! - podnoszę głos. Co on jej naopowiadał?
-No jak się rozstaliście to rozpowiadał różne rzeczy, więc i mnie doszły wtedy słuchy - Mówi niewzruszona, a ja jestem coraz bardziej wściekła. 
-Chyba mu się coś kurwa pomyliło! - Warczę. Co za dupek z niego! Boże!
-A co nie sypiałaś z nim? - Kim patrzy na mnie zaskoczona.
-No pewnie, że nie!
-Żartujesz? - Jej oczy robią się coraz większe.
-Erick jest moim pierwszym facetem Kimberly! - Syczę zła jak osa. Nie rozumiem po co jej się tłumaczę ale tak strasznie się zdenerwowałam, że to silniejsze ode mnie. 
-Byłaś dziewicą przez ten cały czas? - Pyta. Jest kompletnie zaszokowana.
-Tak! - odpowiadam przez zaciśnięte zęby.
-Ale numer! - Piszczy i zaczyna się śmiać. 
-Co cię tak bawi? - Unoszę zaskoczona brew. Naśmiewa się ze mnie czy co?
-Nie nic, po prostu nie spodziewałam się tego po tobie siostro! -  Dalej nie może się uspokoić i chichocze jak głupia -  Czemu mi nie powiedziałaś?
-A czym tu się chwalić? Pamiętasz jak było u nas w szkole, a potem jak poszłam na studia jakoś nie było okazji by o tym rozmawiać! - Wzruszam ramionami.
-Założyłaś się z kimś o to? - Minę ma taką jakby nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
-Jezu nie! Erick zapytał o to samo jak mu powiedziałam! -  Uśmiecham się na to wspomnienie.
-Powiedziałaś mu, że jesteś dziewicą jak się poznaliście? - włącza się ta jej ciekawskość. O rany! 
-Tak jakoś wyszło.
-Pewnie uważa się za niezłego szczęściarza, co? - Uśmiecha się i zabiera się za jedzenie swojego musli.
-Nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że dla niego jestem wyjątkowa tak jak on dla mnie.
-Jesteś tą jedyną i wyjątkową mała, jeszcze tego nie wiesz? - naszą rozmowę przerywa Erick. Stoi w progu drzwi tarasowych i patrzy na mnie swoimi ciemnymi jak węgiel oczami -  Smacznego Kim -  Dodaje, a ja się uśmiecham. 
-Dzięki! - Macha do niego i trzymając w drugiej dłoni telefon piszę z kimś esemesy. Zapewne z Robem. 
-Zbieramy się niedługo? - Pyta podchodząc do mnie.
-Musicie już jechać? Zanudzę się z mama przez cały dzień! - wtrąca Kim. 
-Mam parę spraw w firmie do załatwienia, Meg może zostać jeśli chce -  Mówi Erick i całuje mnie w policzek.
-Jasne, zostanę. Długo ci się zejdzie? - zgadzam się. To całkiem dobry pomysł, bo chciałabym jeszcze zostać w domu. 
-Skoro już jestem w Nowym Jorku to umówiłem kilka spotkań i lunch z nowym klientem. Może zostaniemy na noc w apartamencie na Manhattanie? - proponuje Erick.
-Możecie znowu tutaj zanocować, rodzice się ucieszą! - Wtrąca Kim. Wiem jednak, że Erick wolałby byśmy zostali na noc sami, a w apartamencie będziemy mieli kompletną swobodę. 
-Nie chcemy przeszkadzać -  Próbuje się wykręcić, a ja zduszam śmiech.
-Daj spokój Erick! Tak rzadko się widujemy. Naprawdę super by było jak byście zostali i na dzisiejszą noc. Tylko nie bądźcie tak głośno jak wczoraj! -  Kim mruga do mnie żartobliwie i śmieje się.
-Postaramy się opanować - Mówi zadowolony. W ogóle go to nie peszy, ja za to znowu oblewam się rumieńcem.
-Meg jedźmy na zakupy! Zróbmy sobie babski dzień! - Wypala Kimberly i składa dłonie jak do modlitwy. Jej słodkie spojrzenie więc błaga o zgodę. Wiem jednak, że Erick się na to nie zgodzi.
-Nie możemy, przecież wiesz! - Przewracam oczami i patrzę na Ericka. Nic nie mogę wyczytać z jego twarzy.
-Erick, a nie możesz nam załatwić ochroniarzy? -  Pyta bez żadnych oporów Kim.
-Meg masz ochotę za zakupy? - Erick patrzy na mnie podnosząc brew. To aż takie dziwne, że czasami mam ochotę na zakupy?
-Proszę Megan! - Wtrąca moja niecierpliwa siostra.
-No dobrze, możemy jechać na jakieś małe zakupy - Zgadzam się ale nadal nie wiem co o tym wszystkim myśli Erick.
-W takim razie zaraz zadzwonię do Jacka by przyjechał po was. O której chcecie jechać? - Mówi Erick i od razu wykręca numer. Jestem zaskoczona! 
-Może być za dwie godziny. Ogarniemy się i możemy ruszać - Kim błyskawicznie kończy jeść swoje śniadanie i podchodzi mnie przytulić -  Dzięki! - Dodaje.
-Nie ma za co - Uśmiecham się i kładę dłoń na jej brzuszek. Czuję jak moja siostrzenica się rusza - Erick chodź szybko! Dotknij! - piszczę radośnie. Erick podchodzi, a ja pokazuję żeby przyłożył dłoń. Waha się jednak.
-Mogę? - Pyta niepewnie patrząc na Kim. Kurczę! Pierwszy raz widzę skrępowanego Ericka.
-Jasne! -  Uśmiecha się Kim. Przykłada rękę Ericka do brzuszka, a jego mina w tym momencie jest bezcenna. Jest taki zadziwiony, zaskoczony ale widzę, że drgają mu kąciki ust.
-Niesamowite uczucie... - Wydusza z siebie ale jest jakiś dziwny, jakby nieobecny.
-Musicie się o swoje postarać! -  Wtrąca Kim. Tak... ona i te jej bezcenne rady.
-Może jeszcze nie teraz - Mówię spokojnie.
-Dobra ja idę się wykąpać i ubrać. Zawołaj mnie jeśli się zasiedzę! - Kim całuje mnie w policzek i znika na schodach. Mija chwila zanim zostajemy kompletnie sami. Zerkam na Ericka.
-Hej co jest? - Pytam. Od chwili kiedy dotknął brzucha jest zamyślony. 
-Nie, nic skarbie -  Zbywa mnie ale wiem, że coś jest na rzeczy. Może myśli o poronieniu?
-Proszę powiedz mi, obiecałeś przecież: żadnych tajemnic - Chwytam go za rękę i zmuszam by spojrzał mi w oczy.
-Tak mi się przypomniało, że my nawet nie byliśmy świadomi tego że byłaś w ciąży, czasami o tym myślę i dziwnie się wtedy czuję… - Wzdycha głęboko. Och tak myślałam , że o to chodzi. Mój kochany.
-Jeszcze mamy na to czas Ericku, tak najwidoczniej musiało być… - Biorę jego twarz w dłonie i całuje go mocno w usta. Nasze języki się splatają, a on bierze mnie w ramiona i przyciąga do siebie. Mało brakuje, a znowu się zapominamy i prawie kochamy się w kuchni moich rodziców. Przerywa nam Kim, które schodzi niespodziewanie bo zostawiła na stole telefon. Na szczęście w porę ją usłyszałam i nie zdążyła nic zobaczyć. Wystarczy, że miała okazje słyszeć nas w nocy ale ja i tak płonę ze wstydu na myśl, że tym razem prawie nas nakryła. 
-Muszę jechać mała. Ślicznie wyglądasz jak się czerwienisz, to takie seksowne! -  Erick całuje mnie  i przytula mocno.
-Zadzwoń jak będziesz mógł rozmawiać - Wtulam głowę w jego silne ramiona.
-Z tobą zawszę mogę rozmawiać  Meg. Jeśli chcesz możesz dzwonić o każdej porze! -  Puszcza mi oczko i wychodzi z kuchni, a potem z domu i udaje się prosto na podjazd gdzie zaparkowane jest jego auto. Mogłabym spędzać z nim każdą chwilę. Czy to  jest normalne? Idę do swojego pokoju by ubrać się w coś wygodnego na zakupy. Jednak w mojej szafie znajduję tylko kilka koszulek z liceum i dres. Niech to szlag! Zostaje mi założyć to w czym wczoraj przyjechałam. Nie bardzo uśmiecha mi się jechać do centrum handlowego w krótkich szortach i bluzce bez ramiączek. Może Kim będzie miała coś pożyczyć?  Mam nadzieję, że zostały jej jakieś nie ciążowe ubrania.
-Kimi! - wołam słodkim głosem, zaglądając do jej pokoju.
-Co? - Mówi wycierając włosy ręcznikiem, chyba dopiero co wyszła z wanny.
-Masz może jakieś ubrania które by na mnie pasowały?
-Coś się znajdzie. Tam w szufladzie masz moje ciuchy sprzed ciąży - Pokazuje na komodę na której stoi mnóstwo kosmetyków i perfum. Udaje mi się znaleźć jeansowe leginsy i białą tunikę z nadrukiem twarzy Kate Moss. Patrzę w lustro, nie jest źle, a Erick całkiem nieźle ułożył mi włosy. Rzęsy muskam czarnym tuszem, usta błyszczykiem który, biorę z komody Kim.
-Ślicznie wyglądasz! -  Komplementuje moją siostrę która, naprawdę dobrze dziś wygląda. Założyła długą  letnią sukienkę w czarno-białe paski, opinającą się na jej brzuszku.
-Nie mogę na siebie patrzeć, a ty jesteś taka chuda! - Wzdycha wymownie. Cóż za komplement z usta mojej siostry. Do tej pory to ona miała nienaganną figurę, jest wyższa ode mnie i zawsze jej tego zazdrościłam. Ja należę raczej do tych małych, filigranowych, kobiecych kobiet i już  się do tego chyba przyzwyczaiłam. Erick właśnie dlatego zwrócił na mnie uwagę. Teraz jestem i tak bardziej pewna siebie niż kiedykolwiek wcześniej.

Koło jedenastej pod dom rodziców podjeżdża czarny Bentley. Za kółkiem siedzi Jack, a obok niego na siedzeniu pasażera jakiś inny mężczyzna. To chyba ta dodatkowa ochrona o której wspominał Erick. Mama akurat wróciła więc mijamy się w progu mówiąc, że jedziemy na zakupy. Jack otwiera nam drzwi auta i wita się z nami miło. Pomaga nam wsiąść jak prawdziwy dżentelmen. 
-Dzień dobry paniom! -  Odzywa się ten drugi mężczyzna. Jest wysoki i dobrze zbudowany, dość młody, ma czarny garnitur i okulary. Na jego widok obie z kim zaczynamy się po cichu śmiać.
-To Greg nowy ochroniarz -  wyjaśnia dla pewności Jack i rusza powoli -  Gdzie jedziemy? -  Pyta.
-Do centrum handlowego! - Mówi Kim i rozgląda się po samochodzie. Jest zaskoczona, bo pierwszy raz w życiu jedzie Bentleyem. „WOW” mówi do mnie bezgłośnie, pokazując na skórzane siedzenia i telewizory w zagłówkach. Wzruszam ramionami i uśmiecham się. Co mam jej powiedzieć? Na mnie to też nadal robi duże wrażenie.
-Chcesz coś konkretnego kupować? - Rozsiadłam się wygodnie na siedzeniu i popijam sobie sok pomarańczowy z barku który, także się tutaj znajduje. 
-Chcę kupić Robowi prezent na urodziny bo ma za tydzień! -  odpowiada. O cholera! Całkowicie o tym zapomniałam.
-Będzie przyjęcie?
-Chyba nie, gdzie ja z takim brzuchem coś zrobię?  - Przewraca słodko oczami i wzdycha. Wiem jaka jest zmęczona ale jestem z niej taka dumna, że jest dzielna.
-W sumie racja, co chcesz mu kupić?
-Zegarek ale jeszcze nie jestem pewna. Zobaczymy może coś innego mi wpadnie w oko.
-Erick wczoraj z Robem ustalili, że dziś zrobi wam ten przelew.
-Wiem mówił mi. To miło z jego strony, że nam pożyczy - Uśmiecham się do niej i znowu nie wiem co mam jej powiedzieć. Mój facet ma pieniędzy jak lodu i dla niego pięćdziesiąt tysięcy to pewnie jak nic. W drodze gawędzimy na spokojnie o ślubach. Udało mi się ją przekonać, że podwójny ślub i chrzest w jednym dniu to za dużo. Kim jednak upiera się przy tym tym, że data 24 grudnia jest dla niej wymarzona więc kapituluję. My możemy poczekać. Mam nadzieje, że Erick nie będzie zły, że przesuwam termin bez jego wiedzy.

W centrum handlowym na szczęście nie ma dużo ludzi. Jest upał więc kto może, ucieka nad ocean, a reszta normalnych ludzi jest o tej porze w pracy.  Szlajamy się z Kim po sklepach.  Ona kupuje mnóstwo rzeczy  i nie może się opanować... To chyba już choroba. Mi  nadal jednak jest tak cholernie głupio korzystać z karty którą dał mi Erick, że nie mam ochoty nic kupić. Moja siostra oczywiście tego nie rozumie. Nigdy nie miała problemu z wydawaniem nie swoich pieniędzy. Jest przyzwyczajona, że dostaje wszystko czego zapragnie, tata nigdy jej nie odmawiał, a ja nie mam o to pretensji. Gdybym tylko chciała mogłam mieć dokładnie tyle samo co ona. Nigdy to jednak nie było w moim stylu by ciągnąć pieniądze od taty.
Gdy jesteśmy w sklepie z biżuterią i zegarkami, Kim wybiera  drogi zegarek dla Roberta. Wiem, że ich na to w tym momencie nie stać bo, Rob wszystkie pieniądze pakuje w remont domu ale ona się o to nie martwi i płaci za niego prawie tysiąc dolarów. To nie moja sprawa ale to mało rozsądne. Przeglądając gabloty z mnóstwem biżuterii zauważyłam zawieszki do bransoletek i wisiorków.  Kompletuję jeden dla mojej siostry: do czerwonego rzemyczka wybieram dwie literki K i E. to pierwsze litery imienia mojej siostry i siostrzenicy, oraz kokardkę z  cyrkonią i czterolistną koniczynkę. Płacąc kartą Ericka prawie czterysta dolarów, staram się nie myśleć o tym jak mnie to krępuje. W tym momencie przecież zachowuję się dokładnie tak samo jak Kim. Też wydaje nie swoje pieniądze, a ją oceniam. Nie powinnam tego robić. Po prawie dwóch godzinach obie stwierdzamy, że jesteśmy bardzo głodne. Wybieramy przyjemną knajpkę z włoskim jedzeniem i siadamy w rogu przy witrynowym oknie. Jack i Greg obserwują nas z bezpiecznej odległości, popijając wodę w kawiarni na przeciwko. Zamawiamy mnóstwo jedzenia, makaron, sałatkę, pieczywo czosnkowe i deser. Przy mojej ciężarnej siostrze mój apetyt jest jeszcze większy niż zwykle. 
-Proszę to dla ciebie! -  Wyjmuję z torby ozdobne pudełko i kładę je na stoliku między talerzami. Kim od razu otwiera. Pamiętam jak na Święta Bożego Narodzenia zawsze najszybciej rozrywała papier by dobrać się do prezentów. Ona taka już po prostu jest. Nie wyobrażam sobie, że mogłaby być inna. 
-Jejku Meg jest cudowna! - Piszczy zaskoczona i pochyla się by pocałować mnie w policzek.
-Nie ma za co, pomyślałam że ci się spodoba -  Obejmuje ją i pokazuje co oznacza każda zawieszka. Naprawdę szczerze się ucieszyła z tego drobiazgu. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłyśmy razem na obiedzie w mieście. Zjadłyśmy prawie wszystko co zamówiłyśmy, a czeka na nas jeszcze deser. Ja nie daje już rady ale moja okrągła siostra sobie nie odmawia. Miło na nią patrzeć, jest szczęśliwa. Boi się tego co ją czeka ale wiem, że sobie poradzi. W międzyczasie dzwoni do niej Rob, rozmawiają chyba ze 20 minut więc w tym czasie reguluję rachunek i rozmawiam chwilę z Jackiem i Gregiem. Dowiaduje się, że Erick wzmocnił ochronę naszego domu w New Jersey oraz zatrudnił Grega do ochrony tylko i wyłącznie mojej. Dziwne uczucie mieć prywatnego ochroniarza. Gdy Kim w końcu kończy rozmowę, zbieramy się i kierujemy do samochodu. Idąc po parkingu Kim stwierdza, że musi jeszcze iść do łazienki więc szybko wraca do środka, a ja czekam na nią przez wejściem na ławce.
-Megan! Megan Donell! - Słyszę nagle znajomy męski głos. Odwracam się i widzę jak w moim kierunku idzie ON. Moja miłość z liceum - Michel Valterw i wygląda.... wygląda bardzo dobrze, lepiej niż go zapamiętałam. Jest opalony, ma jasne włosy rozjaśnione od słońca, chyba nadal gra w siatkówkę bo... O rany! Na jego widok aż wstrzymałam oddech.
-Mike! - piszczę. Jestem zaskoczona ale nie wiem dlaczego czuję się niezręcznie.
-Witaj śliczna, co za spotkanie! - Podchodzi w dwóch długich krokach i  na powitanie całuje mnie w oba policzki. Zaskakuje mnie tym jeszcze bardziej. 
-Co tu robisz? - Pytam, na pewno mam idiotyczną minę.
-Wróciłem niedawno z Afryki. Spotkałem kilka dni temu twoją siostrę w przychodni, nie wiedziałem, że jest w ciąży! -  Mówi to tak jakby to było coś dziwnego, że kobieta może zajść w ciążę.
-Na długo przyjechałeś? - dukam. 
-Na stałe. Zostaje w Nowym Jorku, dostałem tu prace i chcę się ustatkować - odpowiada opierając się o ławkę. Czemu nagle czuję się taka onieśmielona? 
-Najwyższa pora -  Mamroczę pod nosem i od razu tego żałuje.
-I na mnie przyszedł czas… - Posyła mi ten swój uwodzicielski uśmiech. Uśmiech dzięki któremu kiedyś miałam w brzuchu motyle. Czego on ode mnie chce?
-Wiele się pozmieniało Mike. Kim jest w ciąży, ja się zaręczyłam... -  W końcu odzyskuję możliwość sklecenia więcej niż jednego zdania. 
-No słyszałem właśnie, że wyrwałaś jakiegoś gogusia milionera - W jego głosie wyczuwam podziw ale i zazdrość. Jest zazdrosny? No niemożliwe!
-Erick to nie żaden goguś! -  Przewracam oczami i siadam na ławeczce. Zastanawiam się po co ja w ogóle z nim rozmawiam?
-Żartuję przecież! - Przysiada się i przygląda się mi uważnie - Pięknie wyglądasz. Obcięłaś włosy -  nagle zakłada mi mi kosmyk włosów za ucho, a ja aż podskakuję. Widzę jak Jack i Greg uważnie się nam przyglądają. Macham do nich, że wszystko jest w porządku. Chciałam zrobić to dyskretnie ale mi się nie udaje.
-Co ty z obstawą chodzisz? - Mike unosi brew ze zdziwienia.
-Niestety muszę, pewnie słyszałeś…- Wbijam wzrok z chodnik.
-Coś tam słyszałem, ale pewnie większość to plotki. Dasz się namówić na kawę? -  Dotyka mojej brody bym na niego spojrzała, a mnie przechodzi dziwny dreszcz. Przypominam sobie dlaczego byłam w nim zakochana. Potrafił być czuły i mnie rozśmieszyć. Imponowała mi jego pewność siebie i to jaką był duszą towarzystwa. 
-Mike nie mogę, jestem z siostrą… -  Wykręcam się. Nie sądzę, że Erickowi by się to spodobało, jakbym poszła z Mikem na kawę.
-Rozumiem… -  Mówi poważnym tonem -  To może innym razem, daj mi swój numer - Dodaje i podaje mi swoją komórkę. Nie wiem czemu ale biorę ją i wpisuje swój numer - Zniknęłaś z wszystkich portali, w ogóle nie ma z tobą kontaktu - dodaje gdy oddaje mu telefon i upewnia się, że to na pewno mój numer puszczając mi sygnał. 
-Wiem, na razie tak musi być - Wzruszam bezradnie ramionami.
-Mike! - Słyszę pisk mojej siostry która, wyszła właśnie z centrum handlowego i idzie w naszą stronę. Od razu wstajemy, a ona obejmuje go mocno na powitanie.
-Cześć Kimberly! -  Uśmiecha się i czuje ale czuję, że jest podirytowany, że nam przerwała.
-Mówiłam ci że wrócił! - Mówi do mnie Kim i uśmiecha się dziwnie.
-Musimy już iść Kim, czekają na nas - Pokazuje w stronę ochrony. Patrzę niepewnie na Mika, który nie odrywa ode mnie wzroku. Naprawdę dobrze wygląda, a biała  koszulka i spodnie podkreślają tylko jego opalone ciało. Zawsze był śniady, bo to typ chłopaka z plaży ale w tej Afryce słońce go nie oszczędzało. 
-Tak, musimy wracać - Na szczęście Kim się nie upiera i żegnamy się szybko.
-Zadzwonię! - Rzuca Mike i gdy już chcę odejść to nagle łapie mnie za dłoń, a mnie po raz kolejny przechodzi ten znajomy dreszcz i oblewam się rumieńcem. O Boże! -  I dalej się tak słodko czerwienisz - Dodaje rozbawiony i mnie puszcza. Nie jestem w stanie nic powiedzieć tylko oddalam się szybkim krokiem. Nawet nie chcę się oglądać. Kim gromi mnie wzrokiem i wiem, że zaraz zacznie komentować zaistniałą sytuację.
-Ale z niego ciacho! - Odzywa się dopiero w samochodzie. Czuję na sobie spojrzenia Jacka i Grega we wstecznym lusterku.
-Nieźle wygląda - Mówię udając niewzruszoną ale serce chyba nadal wali mi jak szalone. Nie rozumiem swojej własnej reakcji na Mika. 
-Nieźle? - Piszczy Kim - Jest boski, zawsze był fajny ale teraz... Dojrzał i te jego oczy! -  dodaje rozmarzona. Jego oczy... tak wiem... błękitno-zielone jak laguna. Kim łapie mnie za dłonie i podskakuje na siedzeniu. Nie odzywam się i błagam w myślach by zakończyła ten temat.
-Dałam mu swój numer - Mówię cicho zła na siebie.

5 komentarzy:

  1. Uuu... chyba coś się święci z tym kolesiem. Jeśli Meg nie powie Erickowi to i tak się dowie przypuszczalnie od Kim. Czasami ona jest strasznie denerwująca, ale jak to z rodziną. Ciekawy rozdział : ) Czekam na ciąg dalszy! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze, że za bardzo nie pasuje mi profil nietkniętej dziewicy jaki zaserwowała nam autorka w pierwszej fazie opowiadania. Otóż z biegiem czasu okazuje się, że nasza bohaterka z niejednego pieca chleb kosztowała, nawet jeśli nie zaliczyła końcowej bazy, to przy zapoznaniu z Erickiem dysponowała już pewnym doświadczeniem. Zatem zgrywanie niepokalanie poczętej było z grubsza naciągane. Na jakie obmacywanki sobie pozwoliła z pierwszą miłością czy z bratem szwagra podczas kąpieli w oceanie, możemy sobie jedynie wyobrazić, a co jak co, wyyobraźnie mam bogatą. Agn

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  4. Super nie mogę się doczekać. Twój blog jest rewelacyjny bardzo wciąga :)

    OdpowiedzUsuń