Premiera już w lipcu!

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 37

-Meg! – Krzyczy Kimi - Spotkasz się z nim?! - Wbija we mnie podejrzliwe spojrzenie, jest zaskoczona ale nie wiem z czego się tak durnie uśmiecha. 
-Nie. Tak. Nie wiem! - Kręcę głową, sama dziwie się swoją reakcją. O czym ja w ogóle myślę?
-Erick nie będzie zazdrosny? - pyta. Będzie jak jasna cholera - odpowiadam sobie w duchu.
-Kim nie wiem czy się z nim spotkam, bo niby po co? - zadając jej to pytanie sama próbuję się przekonać, że faktycznie nie mam po co się z nim spotykać. 
-Jak to po co? Widziałaś jak na ciebie patrzył? Nie widzieliście się od...
-Od czasu gdy przyłapałam go w łóżku z inną w moim pokoju w akademiku! - Wtrącam nerwowo, bo nie lubię o tym wspominać. W dodatku w tym momencie nie jestem wkurzona na sam fakt zdrady, a na to, że właśnie uświadomiłam sobie, że podświadomie chcę się z nim spotkać. To nie wróży nic dobrego...
-Pamiętam jaka to była afera, ale skoro mówisz, że nie sypialiście ze sobą to sama jesteś sobie winna! -  odpowiada Kim. Moja siostra, jak zawsze brutalnie szczera, ale może faktycznie coś w tym jest.
-Możliwe, ale ja nie żałuję… - Szepczę. Wiem, że Erick to ten jedyny i cieszę się, że czekałam tak długo.
-Erick  oczywiście też jest boski! - dodaje. Patrzę na nią krzywo, a ona nadal głupio się uśmiecha. Chyba w mojej siostrze buzują hormony!
-Wiem, widzę jak kobiety na niego reagują - Wywracam oczami.
-Musisz go pilnować, na taki kąsek nie jedna zdzira może się chcieć połasić.
-Dzięki za radę! - Mówię zirytowana, bo doskonale o tym wiem, a naszą głupią rozmowę przerywa dźwięk mojej komórki.
-Halo! -  Odbieram nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Wracacie już? - słyszę głos Ericka. Gdzie Mikowi do niego? Jestem głupia, że przez chwilę zareagowałam na niego zbyt emocjonalnie. 
-Tak wracamy, wydałam trochę twoich pieniędzy - Próbuję być wyluzowana by się nie zorientował, że coś jest na rzeczy. Boże! Nic przecież się nie stało...to była tylko jedna krótka myśl i nic więcej. Jedno niespodziewane spotkanie i tyle. 
-To dobrze, co sobie kupiłaś?
-Sobie nic, kupiłam bransoletkę dla Kimi -  Patrzę w jej stronę, a ona potrząsa właśnie delikatnie dłonią, prezentując mi swój prezent, i śmieje się radośnie.
-Kup też coś dla siebie Meg -  W jego głosie słychać troskę. Wiem, że chciałby podarować mi wszystko, ale ja nie potrafię wydawać bezsensownie jego pieniędzy. 
-Zobaczę jeszcze... - zbywam go.
-Jak tylko skończę przyjadę do was. Zjadłyście coś?
-Tak, byłyśmy we włoskiej restauracji.
-Kocham cię mała.
-Ja ciebie też Ericku. Do zobaczenia.
-Pa skarbie - Rozłącza się. Czuję ulgę, że Jack ani Greg nie powiedzieli o spotkaniu z Mikem. Co ja sobie myślałam dając mu mój numer? Przecież i tak się z nim nie spotkam. Nie mogę, nie chcę. Chcę? 
Po drodze dzwoni do nas mama by sprawdzić gdzie jesteśmy. Ochrona wnosi zakupy Kim do domu i żegnają się z nami miło. Dobrze, że Erick nie wpadł na pomysł by ochroniarz musiał mi towarzyszyć także w domu innym niż nasz. Nie wiem czy zniosłabym obecność ochrony w domu moich rodziców. Jakby miało to wyglądać? Przy rodzinnym obiedzie siedziałby z nami Greg albo Jack? Czy stałby z boku i po prostu obserwował...Koszmar. 

Spędzamy we trzy całe popołudnie. Po powrocie z zakupów pomagałam mamie przy obiedzie, a Kim odpoczywała. Zmęczyła się w centrum handlowym. Mama oczywiście tak samo jak Kim wypytywała mnie, jak się nam układa z Erickiem. Uspokajam ją i mówię, że wszystko jest w porządku. Na szczęście jej troska nie rozczula mnie tak jak taty i potrafię z nią porozmawiać na spokojnie. Koło czwartej dzwoni do mnie Erick, że ma jeszcze jedno ważne spotkanie i wróci pewnie późnym wieczorem. Przeprasza mnie za to ale nie mogę się przecież gniewać, bo i tak poświęca mi swój cenny czas kosztem swojej firmy.

Leżę w swoim pokoju. Jest już ciemno, a Ericka nadal nie ma. Wysłał mi niedawno smsa, że klient wyciągnął go na drinka i, że zapewne będzie spał na Manhattanie. Ogarnia mnie smutek i nie lubię sypiać bez niego u boku. Czuję też zazdrość, bo wiem, że wokół niego kręci się wiele kobiet. Ta myśl nie daje mi zasnąć. Wpatruje się w telefon i czekam na odpowiedź czy jutro po mnie przyjedzie ale telefon milczy. Nie wpadaj w paranoje Meg! Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. Schodzę do kuchni by napić się ciepłego mleka. Mama zawsze nam takie robiła jak nie mogłyśmy zasnąć gdy byłyśmy dziećmi. Rodzice już śpią, Kim i Rob także. W domu panuje przyjemna cisza. Siadam przy stole, jedynym źródłem światła są lampki pod kuchenną szafką. Czuję tu nadal zapach ciasta, które wieczorem upiekła mama. Popijam ciepłe mleko gdy nagle dostaję smsa. Jestem przekonana, że to Erick. Biorę telefon do ręki ale... Kurwa! To Mike.

„Śpisz?"

Krótka wiadomość od której dostaję mętliku w głowie. Czemu on do mnie pisze? Włączam czat i odpisuję.

Meg: Nie, nie śpię.
Mike: Możesz pisać :) ? -Mogę? Chcę? Nie chcę?
Meg: Tak.
Mike: Jesteś sama?
Meg: W tej chwili tak, Erick jest na Manhattanie.

Po co ja się tłumaczę? Czekam  chwilę na odpowiedź ale w zamian czuję jak telefon zaczyna wibrować dłużej niż na zwykłą wiadomość tekstową. Dzwoni! Mike dzwoni! Odebrać? Nie odebrać? Jasna cholera!
-Hej! - Mówię cicho zasłaniając usta i telefon dłonią. Wbiegam szybko na górę do pokoju i zamykam drzwi.
-Dobry wieczór! -  słyszę w odpowiedzi jego zadowolony głos. 
-Jest dość późno… - Szepczę.
-Ale nie śpisz, ja też...
-I postanowiłeś do mnie napisać? - pytam sarkastycznie.
-Piszę jeszcze z kilkoma innymi.. -  Śmieje się.
-Bardzo zabawne Mike. Czego chcesz? - Mówię zirytowana. W co on sobie pogrywa?
-Spokojnie Meg, żartowałem. Jesteś u rodziców?
-Tak nocuję u nich - Po co ja mu o tym mówię?
-Spotkajmy się -  Rzuca nagle ale w jego głosie wyczuwam niepewność.
-Jutro wracam do New Jersey, nie mieszkam już w NY.
-Teraz, spotkajmy się teraz -  Co?! Cholera! Zapomniałam, że mieszka niecałe 15 minut drogi pieszą od domu rodziców.
-Mike jest jedenasta w nocy - Piszczę zaskoczona.
-Nie masz już 16 lat i nie musisz prosić rodziców o pozwolenie -  odpowiada dość nerwowo. To fakt... rodziców nie muszę pytać ale mój facet nie byłby zadowolony, że rozmawiamy,a tym bardziej ze spotkania.
-Nie mogę Mike.
-Nie możesz spotkać się ze starym przyjacielem? Aż tak cię kontroluje ten bogacz? - Przyjacielem?! Dobre sobie.
-Daj spokój Michel! W co ty pogrywasz? - Warczę zirytowana.
-Chcę po prostu pogadać. Skoro jutro wracasz to może być ostatnia szansa. Nie daj się prosić Meggie... To tylko rozmowa nic więcej -  Boże! Tak dawno nikt się tak do mnie nie zwracał. Tylko on tak do mnie mówił gdy byliśmy razem.
-Nie mam tu samochodu… -  Próbuję znaleźć jakąś wymówkę chociaż sama nie wiem czy faktycznie chcę ją znaleźć.
-Ja podjadę. Będę za 10 minut!
-No dobra... - Kurwa! Dlaczego się zgodziłam? Oszalałam? Moje życie jest za mało skomplikowane?
-Dziękuje. Do zobaczenia! -  Mówi szybko i się rozłącza. Rzucam się na łóżko i zakrywam głowę poduszką. Co ja wyprawiam? Najbardziej martwi mnie to, że czuje, że naprawdę chcę go zobaczyć. Kocham Ericka ale takie spotkanie nic nie znaczy, prawda? Próbuję przekonać samą siebie i zaczynam w to wierzyć.
Ubieram się w szorty i koszulkę bez ramiączek w których przyjechałam wczoraj, na nogi wsuwam klapki. Zostawiam telefon pod poduszką i schodzę po cichu na dół. Skradam się jak za czasów szkolnych, gdy czasami wymykałam się na imprezy przed rodzicami. Nie robiłam na nich nic złego ale lubiłam spędzać czas ze znajomymi przy ogniskach czy nad rzeką. Zamykam drzwi i wychodzę przed dom. Mike akurat podjechał. Jego czarna honda z silnikiem hybrydowym jest prawie bezgłośna. Mike wysiada by się ze mną przywitać.
-Dziękuję, że się zgodziłaś! - Całuje mnie w policzek i otwiera drzwi do auta.
-Jedziemy gdzieś? - Pytam zaskoczona. Myślałam, że się przejdziemy.
-Pokręcimy się po okolicy, wsiadaj! -  Rzuca mi swój czarujący uśmiech, a ja zsuwam się na siedzenia i zapinam pas. Żałuję, że nie wzięłam komórki. Mike rusza i kieruje się na parking naszego liceum. Parkuję na pustym placu. Rozglądam się, bo mam tyle wspomnień z tym miejscem. W oddali świeci jedna latarnia, a noc jest taka przyjemnie ciepła. Milczę zaciskając nerwowo dłonie. Czuję, że spociły mi się w emocji. Boże czemu się tak denerwuje? Przecież jestem dorosła, a Mike to przeszłość.
-Ślicznie wyglądasz w tym świetle - Rzuca Michel i odwraca się w moją stronę, odpina pas - Chodź, przejdziemy się - Wyciąga kluczyk ze stacyjki i obchodzi samochód by mi otworzyć. Udaje mi się zgrabnie wysiąść. Poprawiam zbyt krótkie spodenki i od razu żałuję, że je założyłam. Idziemy w kierunku boiska i siadamy na ławeczkach przed siatką, panuje półmrok.
-Pamiętasz? Tu się poznaliśmy -  Klepie dłonią po ławce i patrzy na mnie. Jego uśmiech jest szczery, a oczy błyszczą mu w blasku latarni. 
-Trudno to zapomnieć -  Uśmiecham się blado.
-Dostałaś wtedy piłką po tym jak przeleciała obok bramki… -  Zaczyna wspominać.
-Miałam niezłego guza… - Chichoczę i odruchowo łapię się za głowę.
-Podbiegłem do ciebie pierwszy i zapytałem czy nic ci nie jest.
-To ty kopałeś tą piłkę! - Daje mu kuksańca w bok.
-I mimo tego, że miałaś guza nie żałuję, to najlepsze co mi się przytrafiło! - Jego ton poważnieje.
-To, że mnie trafiłeś? -  Pytam głupio, jestem zaskoczona.
-To, że cię wtedy poznałem Meggie… - Jego oczy błyszczą coraz bardziej mimo tego, że jest dość ciemno. O nie! Wiem do czego on zmierza i nie podoba mi się to.
-Dawne czasy, było minęło! - Próbuję zmienić temat czując się niekomfortowo. 
-Wiem, że ja to wszystko spieprzyłem - Wbija we mnie wzrok.
-Nie zaprzeczę -  rzucam zirytowana.
-Byłem wtedy gówniarzem Meggie. Wiem, że cię skrzywdziłem - Wymownie milczę, bo co mam mu niby na to odpowiedzieć? - Przepraszam, nigdy nie miałem okazji przeprosić więc robię to teraz. Zachowałem się jak dupek, jak skończony palant! 
-Mało powiedziane… - bąkam pod nosem i pocieram nerwowo dłonie.
-Kochałem cię Meggie, naprawdę cię kochałem. Byłem głupim gówniarzem, a ty byłaś taka niewinna i słodka...
-I dlatego mnie zdradzałeś?! -  Wstaję wkurzona, po co ja w ogóle z nim rozmawiam?
-Nie chciałem byś  zrobiła to z takim dupkiem jak ja, żałowałabyś tego… -  Głos mu drży.
-Akurat tu masz rację, na pewno bym tego żałowała! -  Siadam z powrotem na ławeczce. Nie chcę się denerwować, bo zaraz wzbierze mnie na płacz, a nie chcę tego. Nie przy nim. Nie przy Miku. 
-Nic się nie zmieniłaś, nadal jesteś tą samą Meggie -  Uśmiecha się lekko.
-Mylisz się Mike, wiele się zmieniło od naszego rozstania! -  Pocieram dłońmi swoje ramiona, nagle przeszedł mnie zimny dreszcz.
-Zimno ci? - Pyta i przysuwa się blisko mnie obejmując ramieniem.
-Nie, nie jest mi zimno Mike - Podnoszę na niego wzrok i się odsuwam.
-Co masz na myśli mówiąc, że się wiele zmieniło od naszego rozstania? - Pyta zaciekawiony i nie próbuje mnie dalej przytulać. To dobrze.
-Jesteśmy zupełnie innymi osobami. Dojrzeliśmy...
-Ja na pewno, teraz bym cię tak nie skrzywdził -  Znowu włącza ten swój wibrujący ton. To akurat mnie nie cieszy.
-Teraz ja mam narzeczonego, a ty jesteś tylko wspomnieniem, dość niemiłym… - Mówię szczerze, nie będę go oszukiwać. Cierpiałam przez niego i to bardzo.
-A co jeśli nie chcę być wspomnieniem? - nagle łapie mnie delikatnie za dłoń.
-Nic już na to nie poradzisz Michel -  zabieram ją i chowam za siebie - Muszę już wracać, odwieź mnie proszę do domu - Wstaję szybko i robię kilka kroków w tył.
-Myślę o tobie codziennie Meggie, od tamtego pieprzonego wieczoru. Nie odbierałaś telefonów, wyprowadziłaś się z akademika  i nikt mi nie chciał powiedzieć gdzie jesteś! - mówi z pretensją w głosie. 
-Dziwisz się? Zachowałeś się jak ostatni sukinsyn! Pieprzyłeś moją współlokatorkę w moim pokoju, w moim łóżku! - Wybucham, w oczach mam łzy.
-Wiem! Boże Meggie, wiem jak się zachowałem! - Podbiega do mnie i chwyta mnie w pasie.
-Nienawidziłam cię za to, ale teraz jesteś mi obojętny. Daj mi spokój i odwieź do domu, proszę…-  Mówię spokojniej. Nie jest wart moich łez, a to była tylko szczeniacka miłość. 
-Nie chcę byś mnie nienawidziła... - Spuszcza wzrok i trzyma mnie mocno. Chwytam za jego dłonie i chce je zsunąć, jednak mi nie pozwala.
-Puść mnie Mike. Powiedziałam przecież, że jesteś mi obojętny.
-Nie! Wiem, że nie jestem. Wiem, że poczułaś to co ja jak cię dziś zobaczyłem! - Chwyta delikatnie moją głowę i parzy mi prosto w oczy, a mi przypomina się to co mówił Erick... Jego słowa brzmiały podobnie ale to co czułam jak poznałam Ericka to było coś wyjątkowego, gdy dziś zobaczyłam Mika przypomniały mi się dawne czasy, przeszedł mnie dreszcz. Kochałam Michela ale mnie zranił, teraz kocham Ericka i z nim chcę spędzić resztę życia. On jest moim jedynym, ukochanym. Michel to szczeniacka miłość. 
-Mylisz się, nic do ciebie nie czuję Michel! Dawno już o tobie zapomniałam.
-To dlaczego teraz cała drżysz? Dlaczego dostałaś wypieków na mój widok, dlaczego przeszedł przez nas ten znajomy prąd gdy dotknąłem cię w centrum handlowym? - Patrzy mi prosto w oczy. Nie widzę w nich jednak nic złego, tylko żal i tęsknotę.
-Nie wiem czemu?! - piszczę próbując przerwać tą bezsensowną rozmowę - Po prostu, byłeś dla mnie kimś ważnym....kiedyś. Teraz nie jesteś. Kocham Ericka, on jest dla mnie najważniejszy i wyjątkowy -  Znowu zbiera we mnie płacz. Co ja tu z nim robię? Powinnam czekać w domu na mojego ukochanego.
-Też jestem w stanie zapewnić ci takie luksusy! - Krzyczy nagle.
-Myślisz, że jestem z Erickiem dla jego pieniędzy?! – Również krzyczę i wyrywam mu się w końcu. Odsuwam się także na kilka kroków. Patrzymy na siebie zaszokowani. 
-Nie! Wiem, że nie jesteś taka! Wszystkie ale nie ty… -  Znowu podchodzi i przytula mnie mocno - Kocham cię Meggie! Zawsze cię kochałem! -  Zastygam. Co on wygaduje? - Z nikim nie byłem od naszego rozstania, każdą inną porównywałem do ciebie. Śnisz mi się po nocach, nie miałem odwagi się odezwać, a potem zniknęłaś z portali i dowiedziałem się z gazet o tej całej akcji w klubie, o Evansie. Wiem, że nie dorastam mu do pięt ale kocham cię bardziej niż on.
-Bredzisz Michel! - piszczę ale nadal jestem w jego ramionach. 
-Mówię szczerze! - potrząsa mną lekko jakby chciał by te słowa naprawdę do mnie dotarły. Ale to przecież niemożliwe i nie wiem w co on pogrywa? 
-Puść mnie! Erick nigdy nie skrzywdzi mnie tak jak ty to zrobiłeś! - Z oczu popłynęły mi łzy. Och nie... Nie chcę przy nim płakać. 
-To dlaczego pozwolił by jacyś kolesie zgwałcili cię i pobili w jego własnym klubie!? No powiedz mi dlaczego!? - Jego słowa są jak policzek. Po co o tym mówi? To nie jego sprawa, a Erick nigdy mnie nie skrzywdzi, to co się stało to nie jego wina. To nie jego wina!
-To nie twój zasrany interes Mike! Nie znasz jego, nie znasz mnie więc nie oceniaj nikogo! - wrzeszczę na niego. Moja złość jest wręcz namacalna. Jestem wściekła, że dałam mu się ty wyciągnąć. 
-To przez niego taka jesteś, przez to co ci zrobił ten drań! - Warczy trzymając się swojej racji. 
-On nic mi nie zrobił! Jestem dla niego najważniejsza, robi wszystko by mnie chronić!
-To co tu robisz? Wymykasz się z domu jak złodziej by się ze mną spotkać, zostawiasz telefon by w razie czego nie musieć odebrać. Skoro cię tak chroni to dlaczego go dziś przy tobie nie było? Ani w sklepie ani wieczorem? Widziałem jego zdjęcia, może mieć każdą laskę...
-A wybrał mnie! Kocham go! - Wyrywam się i ruszam w kierunku wyjścia na parking. Gdy słyszę za sobą jego kroki zaczynam biec. Co ja sobie wyobrażałam? Po co w ogóle tu przyjechałam? Zadaję sobie te pytania po raz setny odkąd wsiadłam do jego auta. Jestem głupia! Chcę się szybko znaleźć w ramionach Ericka, przytulić go i powiedzieć jak bardzo go kocham. Michel dogania mnie jednak przy samochodzie.
-Meggie! - Chwyta mnie za dłoń.
-Zostaw mnie! To spotkanie to pomyłka Mike, nie powinnam była się zgadzać! -  znowu zaczynam płakać, bo mam wyrzuty sumienia.
-Nie płacz proszę, nie mogę znieść twoich łez  -  ujmuje w dłonie moją twarz i ociera mój mokry policzek. 
-Daj mi spokój proszę. Nie chcę bardziej komplikować sobie życia… -  Kwilę cichutko i spuszczam wzrok, a on chwyta mnie za brodę bym patrzyła mu prosto w oczy.
-Kocham cię Megan. Zawsze kochałem… -  Mówi poważnie. Jego oczy są jak lustro...widzę w nich siebie, widzę w nich nas z czasów liceum, gdy byliśmy tacy szczęśliwi. Trzyma moją twarz. Robię krok w tył i zatrzymuję się na samochodzie. Mike przypiera mnie do niego delikatnie i całuje. Nasze usta stykają się. Czuję ich ciepło i język zachęcający do wzajemności. 
Moje wewnętrzne „ja” krzywi się i każe uciekać, jednak ja, nie wiem czemu, ale odwzajemniam pocałunek. Obejmuję go niepewnie za szyję, nasze języki zaczynają wirować wokół siebie, namiętnie. Michel przyciąga mnie bliżej i podciąga do siebie. Czuję jak wali mu serce, oboje drżymy. Nasze ciała splatają się, dłonie wędrują szukając ukojenia. Namiętny pocałunek zmienia się w pożądliwą walkę oddechów. Po chwili chwyta mnie za pośladki i dociska tak, że poczułam jego męskość między udami. Nagle wraca mi rozum, otwieram oczy.
-Nie - szepczę i przerywam pocałunek.
-Proszę Meggie. Kocham cię… -  Wzrok ma smutny. Mam wrażenie, że jest też przerażony. 
-Ale ja ciebie nie kocham. Ten pocałunek, to spotkanie... to błąd. Nie powinno się to wydarzyć... - ledwo mogę mówić. Nadal czuję jego usta, jego ciepło i czułość.
-Zostań ze mną, daj mi szansę! - Błaga.
-Michel jestem zaręczona, kocham Ericka. Kiedy to do ciebie dotrze? - nie chcę go ranić ale on musi zrozumieć. To po prostu impuls do którego oboje nie powinniśmy byli dopuścić, a zwłaszcza ja. 
-Kochaj, kochaj mnie -  Chwyta ponownie moją twarz w dłonie i próbuje pocałować.
-Nie! - tym razem krzyczę i wymierzam mu policzek aż odskakuje mu głowa, nie puszcza mnie jednak. Wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie, a z drugiej strony tak szybko... nagle podjeżdża samochód z którego wybiega Jack, Greg i on....Erick. Biegną w naszym kierunku i krzyczą.
-Odsuń się on niej! - Wrzeszczy Jack i wyciąga broń. Boże nie! Michel robi krok w tył, jest w szoku tak samo jak ja. Podnosi ręce nad głowę i patrzy na mnie totalnie przerażony. 
-Nic jej nie zrobiłem, nie chciałem jej skrzywdzić! - Krzyczy Mike i zostaje powalony przez Jacka na ziemię. Do mnie dobiega Erick i bierze mnie w ramiona.
-Chryste Meg co tu robisz!? -  Cały się trzęsie ale nie wiem czy jest zły? Nie zwracam jednak na to uwagi, bo słyszę jak Mike jęczy po tym jak Jack obezwładnił go i wykręca mu boleśnie ręce do tyłu. 
-Zostawcie go! - Krzyczę na Jacka i Grega. 
-Meg co on ci zrobił? - Erick próbuje spojrzeć mi w oczy.
-Nic mi nie zrobił! - Warczę i wyrywam się  - Puśćcie go! - Dobiegam do Michela i łapię ochroniarza za ramiona, by zostawił go w spokoju. 
-Jack, Greg zostawcie go! - Interweniuje Erick i podbiega do mnie znowu. Jestem wściekła... na siebie, na Michela, na Ericka i chłopaków. Co oni to w ogóle robią? Patrzę na wszystkich na raz i nie jestem w stanie pojąć tej sytuacji. 
-Nic jej nie zrobiłem. Kocham ją, nigdy jej już nie skrzywdzę! - Odzyskuje głos Michel. Boże! Co on wyprawia? Erick patrzy raz na niego, raz na mnie i także jest w szoku. Pokazuje by Jack i Greg odeszli i że wszystko jest pod kontrolą. Stoimy we trójkę wymieniając się pytającymi spojrzeniami. Ja jednak mam ochotę uciec i zapaść się pod ziemię.
-Co ty tu robisz Meg? - powtarza Erick, teraz już wiem, że jest wściekły. Oczy ma ciemne, wręcz czarne ze złości. 
-Ja…nie...ja.. - Jąkam się i nie wiem co powiedzieć? Sama nie wiem co tu robię do cholery.  Czemu tu z nim przyjechałam? Kurwa mać!
-Kocha mnie dlatego tu jest! - Wtrąca Michel, a ja patrzę na niego oniemiała. 
-Co? Nie! Nie kocham go! - Wpadam w panikę -  Kocham ciebie! - Patrzę na Ericka, który kompletnie nie wie co się dzieje. 
-Pocałowałaś mnie! – Mike łapie mnie za dłoń.
-Co?! - Krzyczy Erick.
-Nie! To ty mnie pocałowałeś! -  Bronie się ale kiepsko to wygląda. 
-Odwzajemniłaś pocałunek...Czułem to! - Łapie mnie w ramiona.  Erick stoi jak zahipnotyzowany i nic nie mówi.
-Kurwa mać! - Krzyczę unosząc głowę. Wyrywam się z ramion Mika. 
-Daj mi szansę Meg, błagam! - Michel pada przede mną na kolana. Boże! Co on dalej wyprawia?
-Zostaw ją! -  Erick trzeźwieje. Podchodzi do mnie i łapie mnie mocno za dłoń, szarpie aż czuję ból - Do samochodu! - Warczy.
-Będziesz się go słuchała?! – Michel zaczyna śmiać się, ale to śmiech przez łzy. Widzę, że on też jest wściekły i zaszokowany zaistniałą sytuacją. 
-Zamknij się gnoju! - Erick ostrzegawczo wyciąga dłoń w stronę Mika.
-Myślisz, że wszystko ci wolno bo masz pieniądze Evans?
-Zamknij mordę! - Krzyczy Erick. Takie słowa w jego ustach to dla mnie szok.
-Pierdol się Evans! Ona nigdy cię nie pokocha tak jak kochała mnie! - Mike nagle podchodzi do Ericka.
-Chłopaki! - Krzyczę i staje między nimi. Nie chcę by się pobili. To przecież niedorzeczne. 
-Idź do samochodu Meg! - Mówi przez zaciśnięte zęby Erick. Jest totalnie wściekły, a ja nie wiem do czego może być zdolny w takiej sytuacji.
-Nie! - Protestuję.
-Chodź raz zrób to co ci każę! - krzyczy na mnie. 
-Michel jedź do domu! - Odwracam się i patrzę mu prosto w oczy. To co w nich widzę sprawia mi ogromny ból, kochałam kiedyś te oczy. I kochałam faceta do którego one należą ale Mike to przeszłość. Wszyscy musimy się z tym pogodzić. 
-Kurwa Meg! Idź do tego pierdolonego samochodu! - Erick znowu podnosi głos i pociąga mocno za dłoń.
-Zostaw ją palancie! - Michael widząc ten gest rzuca się na niego i obaj padają na ziemię.
-Nie! - Krzyczę i próbuje ich rozdzielić. Podbiega do mnie Greg lub Jack, sama nie wiem który? Chwyta mnie gwałtownie, przekłada przez ramię i zanosi szybko do samochodu. Krzyczę i się wyrywam jednak mnie nie puszcza. Widzę tylko niewyraźnie jak Jack rozdziela Michela i Ericka. Greg wsadza mnie do samochodu, zablokowuje wszystkie drzwi i odjeżdża z piskiem opon.
-Greg kurwa mać co ty wyprawiasz?! Musimy tam wrócić! - Wrzeszczę jednak on jest niewzruszony. Jedzie przed siebie i zatrzymuje się dopiero przed domem,  gdzie na werandzie czekają moi rodzice. Podbiegają do samochodu i pomagają mu zaprowadzić mnie do pokoju. Lamentuję i krzyczę by pozwolili mi tam wrócić. Nie wiem o kogo się boję? O Ericka, o Mika? Czy o to co sama nawyrabiałam? To wszystko moja wina. Kładą mnie na łóżku, mama tuli mnie i mówi coś ale nic nie rozumiem. Jestem jak w amoku wściekła, zaszokowana, zmartwiona. Nie mogę się uspokoić. Nagle Greg podchodzi i niespodziewanie wbija mi w ramię igłę. Patrzę na to miejsce zaskoczona ukuciem. Widzę jak dociska tłok strzykawki i czuję ciepło rozchodzące się po całym ciele. O nie...
-To środek uspokajający… -  Mówi mama, a ja opadam w jej ramiona. Próbuję nad tym zapanować jednak po chwili całkowicie odpływam.

7 komentarzy:

  1. Błagam tylko nie skazuj nas na długie czekanie na następny rozdział! Ale jazda! Super, super, super. Nie ma jak wartka akcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W weekend na pewno pojawi się kolejny :)

      Usuń
    2. Dzięki. W tak zwanym międzyczasie robię sobie replay Na szczycie. I mam pytanie: kiedy jest szansa na ukazanie sie drugiej części?Pozdrawiam

      Usuń
    3. Na razie jeszcze nic nie wiem, więcej informacji będę mogła Wam na ten temat udzielić na przełomie lata i jesieni :)

      Usuń
  2. =) kolejny wątek, jednak dawno nie było mówione co z tym sądem itd. Fajnie by było gdyby zostało wyjaśnione, chyba że chcesz je trochę pomieszać dla ciekawszego efektu xD Czekam i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu wszystko dopiero zaczyna się mieszać dla "ciekawszego efektu" ;)

      Usuń
  3. No proszę, jednak wizyta u rodziców się nieco rozkręciła, a nasza bohaterka pomimo odwiecznych deklaracji zapewniających o jej bezgranicznej miłości do narzeczonego potrafi od czasu do czsu zmienić zdanie bądź uzupełnić o nowe doświadczenie. Agn

    OdpowiedzUsuń