Premiera już w lipcu!

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 38

Sobota, 17 sierpnia

O Jezu! Głowa boli mnie tak jakbym miała mega maca. W pokoju jest jasno, jednak opuszczone zasłony chronią mnie przed światłem, które mam wrażenie, mogłoby mnie w tej chwili po prostu zabić.Powieki mam ciężkie. Leżę na środku łóżka przebrana w koszulkę, koszulkę Ericka. Boże gdzie on jest? Zrywam się  ale mój ból głowy powala mnie na poduszki.
-Kurwa mać!-  Klnę pod nosem i kładę dłoń na czole. Gdzie on jest? Wrócił tu? Wstaję i ledwo idę w kierunku drzwi by zejść na dół. W tym momencie żałuję, że mój pokój znajduje się na samym końcu korytarza. Nie sądziłam, że pokonanie tej odległości sprawi mi kiedyś tyle trudności. Dochodzę do łazienki i wchodzę do środka. Zerkam w lustro, a mój widok mnie przeraża. Jestem blada, oczy mam podkrążone. Co ja wczoraj narobiłam? Co mi odbiło by w ogóle się spotkać z Michelem? Siedzę na krawędzi wanny i przemywam twarz zimną wodą. O tak lepiej, odrobinę lepiej. Podsuwam usta pod strumień wody by ugasić pragnienie. Boże! Nigdy nie czułam się tak fatalnie nawet po najbardziej zakrapianej imprezie. To kara! Kara za moje beznadziejne, nieodpowiedzialne i lekkomyślne zachowanie. Donell jesteś największą idiotką na świecie!
-Meg! - Do łazienki wparowuje moja siostra. Jest w piżamie więc dociera do mnie, że musi być jeszcze dość rano. 
-Ciiiii! - Pokazuję palcem by była cicho. Każdy dźwięk jest dla mnie jak gorący pręt wwiercający się w głowę, która zaraz mi chyba po prostu wybuchnie albo odpadnie. 
-Coś ty wczoraj nawyrabiała? - pyta najciszej jak tylko potrafi - Erick siedzi na dole, wygląda na załamanego! - dodaje z przejęciem. 
-Nic mi lepiej nie mów! -  Podpieram głowę o umywalkę by poczuć chłód. Pragnę ulżyć sobie w bólu i tym okropnym pulsowaniu ale to niewiele pomaga. 
-Wrócił do domu późno w nocy i był taki wkurwiony, że lepiej się było nie odzywać. Jego goryl..
-Jack - Przerywam.
-Tak ten cały Jack go uspokajał, a potem przyjechał Mike.
-Był tu? - Podnoszę wzrok.
-No był! Wpadł i zaczął się awanturować, że gdzie ty jesteś, że cię tu więzimy i że cię kocha. No cyrk na kółkach!
-Jezu...- znowu pocieram głową o zimną umywalkę.
-No dosłownie! Coś ty odwaliła? Spotkałaś się wczoraj z Mikem? - Kim opuszcza klapę i siada na kibelku. Wygląda na zmartwioną ale jest w swoim żywiole. Afery to był jej chleb powszedni w liceum. 
-Tak, spotkaliśmy się - odpowiadam. 
-W nocy?
-Tak.
-Po co? - Wpatruje się we mnie, widzę podziw w jej oczach. Za co ona mnie podziwia? Czasami nie rozumiem toku jej myślenia. 
-Nie wiem po co?! Napisał do mnie i zapytał czy śpię i czy jestem sama, to mu odpisałam, że nie śpię i że Erick jest na Manhattanie i o… - Wzruszam ramionami. Tak wiem... Kompletna ze mnie naiwna idiotka!
-Chciałaś z nim zaliczyć numerek w samochodzie czy co? - wypala Kimi. 
-Oszalałaś?! - Ganie ją wzrokiem. Takie myślenie może mieć tylko moja siostra, no i jej koleżanki.
-To po co się z nim spotkałaś? Przecież wiedziałaś jak to się skończy! - Patrzy pytająco.
-Skąd miałam wiedzieć?! Myślałam, że chce pogadać tak po prostu, a on mi zaczął wyznawać miłość i przepraszać… -  Wstaję szybko i  od razu zaczyna kręcić mi się w głowie.O Nie! Pokazuję jej by zeszła z kibelka, bo mi niedobrze. 
-Meg! - Kim zrywa się i podnosi klapę, a ja zaczynam wymiotować do środka jak kot - Aleś się urządziła! -  Trzyma mi włosy i gładzi po plecach - Mamo! - Krzyczy w kierunku drzwi. Wzbiera mnie znowu gdy do łazienki wchodzi moja mama i Erick. Widzę po stopach, że to oni.
-Zostanę z nią. Dziękuje Kimberly… - Mówi Erick i przepuszcza mamę i Kim w drzwiach. Zamyka je, klęka obok i delikatnie podtrzymuje mi głowę - Będziesz jeszcze wymiotować? - Pyta, głos ma łagodny ale obojętny. O nie! Ale jest na mnie wkurwiony. Kiwam jedynie twierdząc i wydalam kolejną falę. O Boże! Ale żenada. Nie mogę nad tym zapanować. Rzygam kolejny, kolejny i kolejny raz aż w końcu nie mam już czym ale chcę mi się dalej. Robi mi się słabo, bo jestem wykończona. Erick krzyczy imię mojego taty, który za chwile przybiega na górę -Wezwij lekarza - Mówi zmartwiony i podtrzymuje mnie bym nie uderzyła głową o spłuczkę. Tata od razu dzwoni na pogotowie.
-Nie mam siły… - Mówię wyczerpana, między kolejnymi haftami. 
-Wytrzymaj jeszcze chwilę maleńka, za chwilę będzie lekarz… - Mówi cicho. Maleńka! Nadal jestem jego Maleńką. Lepiej mi na sercu. Nie mija nawet pięć minut gdy do łazienki wchodzi lekarz i jeszcze jakiś jeden mężczyzna. Przenoszą mnie do sypialni rodziców i kładą na łóżku. Podstawiają mi miskę bym nie obrzygała wszystkiego co jest wkoło, widzę jednak, że w misce pojawia się krew. Naprawdę nie mam już czym wymiotować. Jeden z nich mierzy mi ciśnienie, drugi wkłuwa się w nadgarstek by podłączyć kroplówkę. Jestem taka zmęczona, że nie wiem do końca co się dzieję. Dostaję jakiś zastrzyk. Po chwili przestaję wymiotować i od razu robi mi się odrobinę lepiej. Świeca mi  jeszcze latarką po oczach i sprawdzają reakcje. Jestem śpiąca. Gdy w końcu dają mi spokój, zasypiam.

Chce mi się siusiu. Otwieram oczy, a w pokoju panuje półmrok. Świeci się jedynie lampka przy łóżku. Nadal jestem w sypialni rodziców. Głowa mnie już nie boli ale jestem nieźle otumaniona. Wstaję powoli, jednak gdy odrywam się od łóżka upadam z hukiem na podłogę. Ała!
-Meg! -  z fotela zrywa się Erick, musiał spać. Wcześniej go nie zauważyłam. Chwyta mnie i podnosi na łóżko, ogląda czy nigdzie się nie uderzyłam.
-Musze siku…-  Mówię chyba niewyraźnie, czuję się jak na haju.
-Co? - Dopytuje Erick. Nadal jest zły na mnie ale i nieźle wystraszony.
-Chcę mi się siku! - Mówię powoli by zrozumiał.
-A już! - Bierze mnie i niesie powoli do łazienki. Pomaga ściągnąć majtki i sadza na kibelku. Mam gdzieś, że to takie żenujące, bo uczucie ulgi jest cudownie przyjemne. Uśmiecham się głupio.
-Oooooo... - Jęczę z zadowolona.
-Jesteś najbardziej nieodpowiedzialnym, nierozważnym i nieposłusznym stworzeniem na tym świecie - odzywa się po chwili. Jego ton jest chłodny ale już nie obojętny. Och to dobrze!
-Ale za to jaka potrafię być seksowna nawet gdy robię siusiu… -  Chyba bredzę ale Erick zaczyna się śmiać. Co za ulga!
-Oj głuptasie! - Pomaga mi wstać - Chcesz się wykąpać?
-Poproszę…. - Czuję się jakbym była na haju ale chwilowo podoba mi się to. To kwestia zapewne tych leków co podał mi lekarz pogotowia. Erick napuszcza wody i pomaga mi się rozebrać. Wsadza mnie do wanny, klękając obok.
-Chodź do mnie - Próbuje ściągnąć mu koszulkę przez głowę ale mi nie pozwala.
-Nie Meg! - Mówi stanowczo.
-Nie kochasz mnie już? - Robię smutną minkę. Jezu! Ale mam odjazd. On wzdycha głęboko i powoli zaczyna myć moje ramiona gąbką. Przyjemnie...
-Kocham, zawsze będę cię kochał niezależnie co zrobisz i jak bardzo narozrabiasz -  Narozrabiam? To chyba dobre określenie tego co się stało. Mój kochany! Jakbym miała siłę rzuciłabym się mu na szyję. Nie mam jej jednak i jedyne co mogę to uśmiechnąć się głupkowato. Muszę być  przy tym naprawdę zabawna, bo Erick zaczyna się śmiać.
-Co pana tak bawi panie Evans? - Mamroczę.
-Pani panno Donell, jest pani rozkosznie zabawna w tym momencie - Nachyla się i całuje mnie w czoło.
-Zawsze do usług… - Bredzę dalej. Erick myje mi głowę i spłukuje prysznicem. Pomaga wyjść z wanny, otula ręcznikiem i prowadzi do mojego pokoju - Gdzie są wszyscy? - Pytam ciekawa.
-Śpią. Jest już późno Meg -  Mówi spokojnie i zakłada mi piżamę. Kto inny opiekowałby się mną w taki czuły sposób? Nikt... Jestem szczęściarą. 
-Chcę twoją koszulkę -  Droczę się z nim. 
-No dobrze - Zdejmuje i zakłada ją na mnie. Mogę podziwiać dzięki temu jego boskie ciało.
-Ale ciacho! - Zaczynam go obmacywać po umięśnionym brzuchu - Mniam! - Dodaję. Erick patrzy na mnie ubawiony po pachy. Może mi się upiecze i nie będzie chciał wiedzieć dokładnie co się stało? Łudzę się gdzieś w duchu. 
-Idziemy spać maleńka. Jesteś zmęczona, a ja też nie miałem łatwego wieczoru i dnia - Karci mnie wzrokiem i okrywa kołdrą. Ja jednak mam ochotę na zabawę. Mam głupkowaty humor i jestem na naprawdę niezłym haju.
-Nie mam majtek! - Odkrywam się i pokazuje mu gołą pupę. Erick od razu reaguje i gdybym nie była naćpana po lekach, na pewno by się teraz ze mną kochał. A przynajmniej tak mi się wydaje. 
-Meg spać! - Mówi groźnie i wiem, że sam próbuje się opanować. No przeleć mnie proszę - mówię w myślach ale pod jego spojrzeniem kapituluję. 
-No już, już panie generale! - Salutuję i przykładam głowę do poduszki - Ale wygodnie! -  Słyszę jego śmiech. Przytula się do mnie, leżymy na łyżeczki. Czuję się taka zmęczona ale i szczęśliwa, że mój ukochany, moja miłość tuli mnie i nadal kocha - Kocham pana panie generale! - Mamroczę i odpływam.

Niedziela, 18 sierpnia

Wszyscy pakujemy się do samochodów. Ja z Erickiem wsiadamy do M6, mama, tata, Kim i Robert jadą z Jackiem Bentleyem. Mój ukochany zaprosił wszystkich na piknik do naszego domu w New Jersey. Posiedzimy w ogrodzie i spędzimy razem miły dzień. Oczami wyobraźni widzę jak Flora uwija się w kuchni i gotuje dla nas same pyszności.

Poranek minął dość spokojnie. Erick nie pytał o Michela ale wiem, że czeka nas ta rozmowa. Zapewne dziś wieczorem, jak moja rodzinka pojedzie. Nie chcę jednak teraz o tym myśleć. Mkniemy autostradą w kierunku New Jersey, z głośników słychać Kings of Leon. Czuję się o niebo lepiej niż wczoraj, leki przestały działać. Gdy przypomnę sobie jakie wczoraj mówiłam głupoty chce mi się śmiać. Dobrze, że Erick potrafi być taki cierpliwy i wyrozumiały w stosunku do mnie. Michel nie odzywał się od mnie od tamtej nocy i mam nadzieję, że tak zostanie. W piątek przyjechał za Erickiem do domu moich rodziców więc wiem, że nic mu się nie stało. W końcu są dorosłymi facetami, nie mają po 16 lat żeby się bić. Prawda?
-Babciu oszalałaś chyba! - Piszczę wchodząc do kuchni. Widzę, że przygotowała dwie sałatki, w piekarniku piecze się kurczak, czuje też zapach ciasta z malinami.
-Porządny niedzielny obiad kochanie! - Uśmiecha się do mnie serdecznie.
-Dziękuję! - Całuję ją w oba policzki - Jesteś nieoceniona! - Dodaję.
-Babciu? - do kuchni wchodzi Erick wnosząc w torbie papierową torbę z winem, które kupił po drodze. Spogląda na nas zaskoczony. 
-A takie tam nasze sprawy - Mówi Flora mrugając do mnie ciepło.
-Ok, nie wtrącam się! - Podnosi bezradnie ręce ale uśmiecha się. 
-Mamo, tato to jest Flora, najlepsza gosposia na świecie - Przedstawiam rodziców.
-Ale macie tutaj miejsca! - Woła Kim wychodząc z salonu na taras -  Basen!  - Krzyczy i idzie szybko w jego kierunku. 
-Będzie mi teraz głowę suszyć, że też chce basen - Odzywa się Robert i przewraca oczami, rozśmieszając nas tym bardzo. Mój tata ma prawie łzy w oczach widząc jaki Rob jest zirytowany zachwytem Kimberly nad domem Ericka... nad naszym domem. 
-Mogę się wykąpać? - moje siostra wpada do salonu. Jest cała podekscytowana aż chodzi z radości. Chyba na chwilę zapomniała, że jest w ciąży. 
-Jeśli masz ochotę… - Mówi Erick.
-Nie mam kostiumu! -  Robi smutną minę -  Czemu nie powiedziałaś, że macie basen? - Spogląda w moją stronę z tym swoim karcącym spojrzeniem. 
-No nie pomyślałam - Mówię sarkastycznie.
-Ericku w twoim domu w New Jersey powinien być kostium ciążowy po mojej córce… -  Mówi Flora.
-Kim aż tak chcesz się wykąpać?  - Pytam, nie podoba mi się pomysł by jechać tylko dlatego, że jej się coś ubzdurało ale podobno kobiecie w ciąży się nie odmawia.
-Tato pojedźmy proszę! - Mówi błagalnie i robi te swoje słodkie oczy, którym mój tata nigdy nie może się oprzeć. 
-Ja mogę jechać - Odzywa się Erick - Gary, Rob jedziecie ze mną? - dodaje, a ja patrzę na facetów zaskoczona.
-Jasne ja chętnie - Rzuca Robert, tata kiwa głową, że też ma ochotę na przejażdżkę. Nic nie rozumiem.
-Kobiety zostaną w domu kończyć obiad, a my za godzinkę wrócimy! - Mówi Erick i bierze kluczyki do volvo - Weźmiemy twój samochód Meg! - Uśmiecha się słodko i mruga do mnie. 
-Tylko go nie zarysuj! - Żartuję i puszczam mu buziaka w powietrzu.

Chłopaki pojechali. Mama z Kim oglądają ogród, a ja pomagam Florze w nakryciu stołu na tarasie.
Puściłyśmy sobie muzykę i podrygujemy z nóżki na nóżkę. Zapominam na chwilę o niedawnej aferze i relaksuję się. Jest przyjemny ciepły dzień. Na szczęście nie jest już tak upalnie i da się wytrzymać na dworze. Erick, tata i Rob wracają po godzinie i możemy zasiąść do obiadu. Siedzimy, śmiejemy się, żartujemy. Nie ma głupich tematów i nawet mama omija temat ślubu by nas nie denerwować. Po obiedzie Kim przebiera się w kostium i wchodzi do basenu. Mi nie wolno jeszcze  za bardzo się opalać więc leżę w kostiumie na leżaku pod parasolem i piję sok ze świeżych owoców. Mama gawędzi z Florą o tym, że zaraz zostanie babcią, a chłopaki siedzą w garażu rozmawiając o samochodach. Sielanka jak się patrzy.
-Mike się odzywał? - Pyta Kim pluskając się w brodziku. Wygląda ślicznie w błękitnym ciążowym kostiumie, który pięknie opina się na jej brzuszku. 
-Na szczęście nie - Podnoszę się i siadam by z nią poagadać. 
-Meg czy wy w piątek? - patrzy an mnie wymownie i doskonale wiem co ma na myśli.
-Już ci mówiłam, że nie! - Ganie ją - Pocałował mnie tylko -  wyznaję niechętnie.
-Co?! Z języczkiem? - Piszczy zaskoczona.
-Cicho Kim! - Uspokajam ją i jej ekscytację - To nic takiego, jeden pocałunek - Wzruszam ramionami.
-Dla niektórych taki pocałunek to zdrada! - dodaje po chwili poważnie i cholera... ma rację. 
-Erick wie, Mike mu to wykrzyczał jak się kłócili - Tłumaczę. Nie wiem tylko czy siebie czy to co zrobił Mike? Nie wiem co mam o tym myśleć. Naprawdę nie wiem. 
-Rozmawialiście już o tym? - Kimi wychodzi z basenu i siada obok mnie na leżaku.
-Nie - Krzywię się. Wiem, że nas dziś czeka nas ta rozmowa i z każdą minutą zaczynam bardziej o tym myśleć. 
-Erick kocha cię do szaleństwa, wybaczył by ci chyba wszystko… -  Pociesza mnie.
-Nie wiem czy to dobrze? Też go kocham ale nie chcę go ranić… - Wracają wyrzuty sumienia, bo nie będę wypierać się tego, że przez chwilę odwzajemniłam pocałunek. Tak właśnie było i cholernie mi z tym źle. 
-Meg jesteś taka słodka i niewinna, jak ty go możesz skrzywdzić? - moja siostra patrzy na mnie jakby faktycznie nie wyobrażała sobie, że mogę skrzywić faceta w taki sposób. Wzdycham wymownie. 
-Gdy mnie pocałował zapomniałam się na chwilę, objęłam go i... - Mówię skruszona.
-Serio?! - Wstaje nagle i podchodzi do mnie. Kiwam potwierdzająco głową -  Erick wie? - Pyta cichutko. 
-O tym nie. Chyba nie mogę mu o tym powiedzieć - szukam spojrzeniem aprobaty w jej oczach. 
-No pewnie, że nie możesz! Niezłe wyrosło z ciebie ziółko siostro! - Uśmiecha się. Oj Kim... gdybyś wiedziała o akcji z Filipem.
-Nie ekscytuj się tak, bo urodzisz! - mówię żartobliwie i także zaczynamy się śmiać. Dopada nas głupawka i śmiejemy się ze wszystkiego, wspominając dawne czasy. W końcu Kim wstaje i ciągnie mnie za sobą, po czym bezmyślnie wskakujemy do basenu na bombę.
Woda zalewa mi twarz, oczy uszy i gdy wynurzam się zaczynam się głośno śmiać. 
-O Boże! -  słyszę nagle. Odwracam się i widzę jak Kim jedną ręką trzyma się krawędzi basenu,a drugą obejmuje brzuch. Minę ma niewyraźną.
-Co się stało? - Podpływam do niej, widzę, że coś jest nie tak.
-Strasznie mnie boli! -  Do oczu napływają jej łzy. O nie! O nie! O Boże!
-Mamo! - Krzyczę głośno i pomagam jej wyjść z basenu. Sama zaczynam panikować. 
-Ała! - Krzyczy i nadal trzyma się za brzuch.
-Cholera! Mamo! -  wrzeszczę na całe gardło. Nie wiem jak jej pomóc? Zaczęła rodzić? Akurat teraz?! 
-Ałaa! - Kim kładzie się na leżaku i zwija z bólu.
-Boże! Mamo! - Wrzeszczę ile sił. Po chwili  na szczęście przybiega mama i Flora.
-Chryste Kimi, co się stało? -  Klęka obok niej i podtrzymuje jej głowę.
-Strasznie mnie boli. Ała! To chyba już... -  jęczy i wije się z bólu, łzy płyną jej po policzkach i jest taka przerażona, że chyba ja zaraz się rozpłaczę.  Biegnę po Ericka, wpadam do garażu, a tu chłopaki rozpijają właśnie butelkę whisky. Gdy mnie zauważają są w doskonałych humorach.
-Kim chyba zaczęła rodzić! – Piszczę, a im miny rzedną. Robert robi się blady jak ściana. 

4 komentarze:

  1. O Boże ! Co za akcja =D świetnie to wymyśliłaś, a teraz my czytelnicy w napięciu czekamy na dalszą część ! Oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i koniec w takim momencie... mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny rozdział;) proszę proszę;)

      Usuń
  2. To są prawa natury, nie możemy nikogo zmusić, aby dobrowolnie nas odwiedził w wyznaczonym przez nas terminie. Faktycznie, świetne zagranie, wokoło urżnięci panowie, a kobiety jak zawsze muszą posprzątać bałagan. Agn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety!!!!
      Ja ci wszystko przeszdadza to pi co czytałaś/eś!!!!
      Wszystko cały czas źle...
      Matko,nie wiem czy to z zazdrości czy co...

      Usuń