Premiera już w lipcu!

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 39

Wybiegamy z garażu, tata i Rob biegną do ogrodu, a Erick od razu chwyta telefon.
-Dzwonisz po pogotowie?!-  Pytam zaszokowana tym co się dzieje.
-Dzwonię po Filipa. Wsiadaj w samochód będziesz prowadzić. Trzeba ją szybko zawieść do szpitala, nie ma czasu na wzywanie pogotowia – odpowiada. O kurwa! Filip! O Boże! Mam wieźć siostrę do szpitala! Dopada mnie panika. 
-Ała!!! - aż tu słyszę krzyki Kimi.
-Jezu ale ja nie dam rady prowadzić! - Podskakuję nerwowo. 
-Ale ja piłem, twój tata i Robert też! - Erick szybko sprowadza mnie na ziemię po czym biegnie pomóc Robowi przenieść Kim do samochodu.
-Ja jadę! - Mówi przerażona mama.
-Nie ja! - Krzyczy tata. Zaczynają się kłócić. Wybucha zamieszanie, a wszystkich dopada panika. 
-Spokój! - Wtrącam się - Rob wsiadaj do samochodu z tyłu obok Kim! - Patrzy na mnie, ale chyba nie wie co się dzieje, nadal jest blady - Wsiadaj Rob! – Powtarzam - Tato jedziesz ze mną, mama mi nie pomoże w drodze jakby co!  - czuję na sobie karcący wzrok mamy ale mam to gdzieś. Teraz liczy się tylko Kim i moja siostrzenica.
-Przyjedziemy taksówką jak najszybciej się da! -  Podchodzi do mnie Erick i całuje mnie mocno w usta -  Kocham cię! Jedź ostrożnie! -  Widzę, że się boi ale ja dam radę. Muszę dać! 
-Możemy już jechać do jasnej cholery!? - Krzyczy Kim przetrzymując kolejny skurcz. Wsiadam do samochodu i ruszam szybko. Widzę w lusterku jak Erick łapie się za głowę i coś krzyczy, zapewne powtarza, że mam jechać ostrożnie, a mama płacze. Do szpitala mamy stąd jakieś pół godziny minut ale tak dociskam gaz, że dojeżdżamy w piętnaście minut. Jęki i krzyki mojej siostry sprawiają, że zapominam o przepisach. Przed szpitalem czeka na nas Filip i cały sztab personelu. Od razu  podbiegają  pielęgniarze i pomagają Kimi wyjść z samochodu na wózek.
-Ała! -  Krzyczy i klnie na Roba. Ten jest coraz bardziej blady i przerażony i nie zważa na wyzwiska jakimi okłada go Kim.  Zabierają ją na oddział, tata wbiega do szpitala, a ja zamykam samochód.
-Cześć Meg! - Mówi Filip.
-Hej! -  Rzucam nerwowo. Moja siostra, moja kochana siostra!
-Odeszły jej wody? - Pyta ale ja go nie słucham - Meg! -  Warczy.
-Nie wiem! Wskoczyła do basenu i ją zabolało! - Panikuję.
-Uspokój się! W którym jest tygodniu? - Łapie mnie za ramiona i delikatnie mną potrząsa. To mi pomaga. 
-Termin ma na 27 września - odpowiadam. 
-To prawie 36 tydzień, więc spokojnie. Chodź do środka! - Obejmuje mnie i prowadzi do szpitala. Wchodzimy na oddział ginekologiczny. Kim przewieźli już na salę porodową, robią jej przeróżne badania. Filip gdzieś zniknął i nie pozwalają nam wejść. Nie wzięłam komórki więc nawet nie mogę zadzwonić do Ericka. Mój tata chodzi w tą i z powrotem i też nie może wytrzymać tej niewiedzy. Rob za to siedzi i wpatruje się w jeden punkt. Przeżywa jakiś szok czy coś w tym rodzaju.  Po jakiś 40 minutach w końcu wychodzi do nas Filip. Zrywamy się z krzeseł w poczekalni.
-Wody jej odeszły. Ma już regularne skurcze i pełne rozwarcie - Mówi spokojnie Filip, Rob za to siada na krześle i opiera się by nie spaść.
-Znaczy, że rodzi? - Pyta tata, ma przerażenie w oczach.
-Tak panie Donell, poród wkroczył w ostatnią fazę, niedługo zostanie pan dziadkiem - Uśmiecha się i spogląda na mnie.
-Chce pan być przy żonie? - Filip spogląda na Roberta.
-Tak… - Odpowiada z automatu i wstaje. Co za bohater... Zaraz tam zemdleje. Jestem tego pewna. 
-To zapraszam, pielęgniarka pana zaprowadzi - pokazuje na drzwi od sali porodowej gdzie udaje się Robert. 
-Nic im nie jest? - Pytam cała roztrzęsiona. 
-Wszystko w porządku, czasami tak się zdarza. Dziecko jest duże, odpowiednio ułożone i gotowe do przyjścia na świat - jego słowa nieco mnie uspokajają. Rozmawiamy nie dłużej niż minutę gdy z sali wychodzi pielęgniarka i mówi. 
-Doktorze tatuś nam odleciał! -  uśmiecha się przy tym miło. Wiedziałam, że tak będzie! 
-Panie Donell chce pan być przy córce? - Pyta Filip, tata siedzi  jednak jak zahipnotyzowany i się nie odzywa, jest w szoku - Violetto zajmij się panem - Mówi Filip do pielęgniarki - Chodź Meg -Chwyta mnie za dłoń i ciągnie za drzwi porodówki.
-Co? Nie! Ja nie chcę! - Protestuję.
-Daj spokój... - uśmiecha się lekko drwiąco - Chyba nie chcesz by rodziła sama? Twoja obecność jej pomoże - Podaje mi szpitalne ubranko i maseczkę. Już zadecydował, że mam tam wejść i być przy niej. Jasna cholera! 
-Ale ja zemdleje tak jak Rob! - Wyrywam się.
-Chodź! Siostra cię potrzebuje - Uśmiecha się tym razem miło. Nie mam na to żadnego kontrargumentu.
-Megan! - Słyszę jej krzyk.
-Matko jedyna! - Zasłaniam dłonią usta - Już idę siostrzyczko! - Krzyczę i wchodzę na sale, Filip zaraz za mną. Są tu dwie pielęgniarki i mnóstwo jakiś maszyn. Słyszę pikanie, które jest specyficzne dla tego typu miejsc. Pierwszy raz jestem jednak na sali porodowej. 
-Robert zemdlał! - Mówi Kim gdy łapię ją za dłoń - Bohater od siedmiu boleści! - Przewraca oczami i krzywi się.
-Żarty się ciebie trzymają nawet jak rodzisz! -  Uśmiecham się blado.
-Kolejny skurcz! - Krzyczy i ściska moją dłoń tak, że jej nie czuję. O Boże! Muszę jej pomóc ale wiem, że da sobie radę. 
-Kimberly zaraz będziemy rodzić. Przy kolejnym skurczu przyj aż doliczę do dziesięciu - Mówi spokojnie Filip. Wszystko od tej pory pamiętam jak za mgłą. Krzyki mojej siostry i ten ból dłoni którą mi ściskała. Spokojne słowa Filipa, że dobrze jej idzie.
Nie wiem ile czasu minęło ale zanim się zorientowałam już słyszę krzyk mojej siostrzenicy. Cudowny krzyk nowego życia. Filip wyciąga, ją  i daje pielęgniarce, a ja i Kim zalewamy się łzami. Całuję ją po policzkach i czole. Jestem z niej taka dumna. 
-Gratulację Kimberly. Macie śliczna córeczkę. Pielęgniarka zaraz ci ją poda - Mówi Filip zdejmując z twarzy szpitalną maskę. Uśmiecha się też do mnie szeroko i mruga, że wszystko jest w porządku.
-Jejku jaka maluśka! - Kwili Kim kiedy kładą jej na brzuchu Evę, a ja wyję w głos, aż się zanoszę - Uspokój się wariatko! – Śmieje się Kim i całuję małą po główce.
-Moja śliczna! - Przecieram oczy i widzę moją bratanicę.  Maleńką, słodką, pomarszczoną istotkę, otuloną w becik. Już nawet nie płacze tylko patrzy na nas dziwnie. Pewnie od razu żałuje, że tak szybko pchała się na ten świat do matki wariatki i jej szalonej siostry czyli mnie - Mogę? - Patrzę na Kim i na Filipa.
-Pewnie… -  Mówi Kim, a Filip kiwa głową. Pochylam się i biorę ja delikatnie na  ręce - Boże to mała kopia Roba! - Piszczę cicho i znowu zaczynam kwilić. To z emocji, które w tym momencie trudno opanować. Trzymam ją chwilę i nie mogę się napatrzeć. Jest taka śliczna. Idealna. 
-Chodź Meg, zostaw małą -  Mówi Filip i pokazuje by pielęgniarka ją ode mnie wzięła. Całuje ją w główkę i oddaje delikatnie w ręce pielęgniarki - Niedługo je zobaczysz -  Dodaje i wyprowadza mnie z sali porodowej. Idziemy do jego gabinetu, a ja siadam w fotelu i dopiero teraz czuję jak trzęsą mi się nogi.
-Jest zdrowa prawda? - Pytam cicho.
-Wzorowo zdrowa - Uśmiecha się i podchodzi siadając na fotelu obok.
-Nigdy bym nie sądziła, że będę przy jej porodzie, to takie... - wdycham by wyrównać szalejący w piersi oddech. Czuję się tak jakbym właśnie przebiegła maraton. 
-Niesamowite wiem -  Przerywa mi -  Pomyśl, że przeżywam to prawie codziennie. Każdy poród jest dla mnie wyjątkowy. Widzieć jak rodzi się nowe życie to coś najcudowniejszego -  nagle kładzie dłoń na moim kolanie, od razu się spinam i odsuwam. Przypomina mi się Filip, którego znam, a nie lekarz, który właśnie odebrał poród mojej siostry. 
-Mogę zadzwonić? - Zmieniam temat.
-Tak proszę - Podaje mi swoją komórkę. Wykręcam numer Ericka, odbiera po pierwszym sygnale.
-Filip już jedziemy, jak Kim? Dojechali bezpiecznie? - Mówi przejęty.
-Erick to ja - Mówię i zaczynam kwilić. Filip patrzy na mnie i uśmiecha się - Urodziła, urodziła się! - Zanoszę się płaczem ze szczęścia i z emocji.
-Jezu Meg! Zaraz będziemy, kocham cię maleńka. Z Kim i małą wszystko dobrze?
-Tak, jest zdrowa i śliczna. Trzymałam Kim za rękę, to było takie niesamowite! - mówię nieskładnie i słyszę jak moja mama zabiera telefon Erickowi.
-Meg! Wszystko dobrze? Gdzie Kim? - Pyta przejęta.
-Właśnie urodziła mamo, jesteś babcią - Mówię, mama również zaczyna płakać. Erick zabiera jej telefon i uspokaja. Mówi, że już podjeżdżają pod szpital i rozłącza się. Nie mija chwila i widzę jak wpadają na oddział. Mama dalej płacze, Erick jest chyba w szoku. Podbiegają do mnie.
-Gdzie chłopaki? - Pyta moja mama.
-Tata siedzi w pokoju pielęgniarek razem z Robertem, który zemdlał - Uśmiecham się.
-Zemdlał?! - Podnosi brew ze zdziwienia i zaczyna chichotać. Przychodzi do nas Filip, wita się z moją mamą i z Erickiem. Wszystkim chyba ulżyło, że już po wszystkim. 
-Możemy je zobaczyć? - Pytam niecierpliwie, Erick obejmuje mnie w pasie i całuje delikatnie po włosach. 
-Zaraz przewiozą Kim na salę poporodową i będziecie mogli tam wejść. Ericku mogę cię na chwilę prosić? - Mówi Filip spoglądając na mnie kątem oka. Cholera! Chyba nie chce mu teraz powiedzieć o tym co zrobił? Uśmiecham się blado i widzę jak znikają w jego gabinecie. Za chwilę przychodzi po nas pielęgniarka i zaprowadza do dziewczyn.  Kim leży na łóżku odziana w szpitalną białą piżamę i trzyma na rękach małą Evę. Jest zmęczona ale taka szczęśliwa, a na nasz widok zaczyna znowu płakać, a ja z mamą razem z nią. Robert stoi przy łóżku i się nie odzywa, chyba nadal jest w szoku. Za to tata robi zdjęcia telefonem i przesyła do całej rodziny. Emocje nieco opadają. Siadam w nogach łóżka i patrzę na moją siostrzenicę, która wygląda jak mały kosmita. Jest pomarszczona, ma wielką główkę i oczka. Gdy zaczyna cichutko "miałczeć" Kim od razu panikuje i oddaje ją mamie.
-To chyba najwspanialszy dzień w moim życiu! - Mówi mama trzymając na rękach Evę - swoją wnuczkę.
-A jak nas rodziłaś to nie? - Pyta żartobliwie Kim.
-Oj Kimi wiesz co mam na myśli! - Posyła jej karcące spojrzenie.
-Wiem, wiem babciu! -  Obie zaczynają się śmiać. Po chwili wracają Erick i Filip, są w dobrych humorach więc wiem, że nie rozmawiali o tym czego się obawiałam.
-Waży 2900 i ma równo 50 centymetrów, dostała 9 punktów - Mówi Filip i szepcze coś jeszcze do Ericka.
-Rob chyba trzeba to oblać, co? -  Mówi Erick i patrzy na niego wymownie. 
-Dajcie spokój chłopakowi! - Interweniuje mama.
-Scarlett kochanie, ja też jestem za tym by oblać narodziny mojej wnuczki. Chodźcie! - Wstaje tata i zabiera ze sobą Roba i Ericka, Filip też z nimi idzie.
-Nie będziesz zła? - Erick pyta mnie cicho.
-Teraz się pytasz, jak już ustalone? - Udaję oburzoną - Idź, idź ale sprowadź ich do domu całych i zdrowych! - Ściskam go mocno i całuję. 
-Jesteś najlepsza! -  Mruczy mi do ucha i delikatnie je gryzie, a mnie od razu przechodzi dreszcz. Widzę jak Filip się nam dyskretnie przygląda, a na jego twarzy maluje się coś dziwnego, nie wiem czy to smutek? Gdy zauważa, że się patrzę uśmiecha się jednak delikatnie. Kompletnie nie rozumiem tego faceta i chyba nie chcę zrozumieć.
Nie mam pojęcia gdzie jadą chłopaki. Wiem tylko, że Erick zadzwonił po Jacka by po nich przyjechał i zapewne pojadą do restauracji Ericka na wybrzeżu. Tam będą mieli przecież spokój. Filip ma dyżur więc musi zostać w szpitalu.
-Jak się czujesz? - Pytam trzymając moją siostrę za rękę. Mama poszła z pielęgniarką porozmawiać o opiece nad wcześniakiem, a my zostałyśmy we trzy. Malutka Eva śpi obok i wygląda jak mały aniołek. 
-Jestem zmęczona ale szczęśliwa i chyba lekko zaszokowana, że to tak szybko wszystko - Uśmiecha się.
-Myślałam, że umrę jak cię zobaczyłam z tym grymasem bólu na twarzy!
-Tego bólu nie można do niczego porównać, okresowe skurcze to przy tym nic! - Mówi z dumą w głosie - Mówię ci siostra nie śpiesz się z dziećmi! -  dodaje, a my zaczynamy się cicho śmiać. 

Dopiero po paru godzinach zaczynam czuć ulgę. Nigdy bym się nie spodziewała, że będę musiała wieźć moją siostrę na porodówkę i że będę stała i trzymała ją za dłoń podczas porodu. Nie wiem czy dziś zasnę z tych emocji? Patrzę na okrągły zegar na ścianie, już jest po czwartej po południu. Kim próbowała karmić piersią ale jej nie wychodziło i zaczęła się denerwować. Pielęgniarka na szczęście wszystko jej pokazała, a mama mądrzyła swoje dobre rady. Zjechałam więc na dół by napić się czegoś i w windzie spotkałam Filipa.
-Co za dzień - Uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę.
-Zwariowany… - Mówię zadowolona.
-Właśnie miałem drugi poród, bliźniaki. Idziemy coś zjeść? -  Pyta spokojnie. Nie wiem dlaczego ale jakoś w tym momencie nic do niego nie mam. 
-Głodna nie jestem ale mogę ci towarzyszyć i napić się czegoś -  Podaje mi rękę i wychodzimy z windy w stronę bufetu. Filip zamawia sobie obiad, a ja sok ze świeżo wyciskanych owoców i  gdy chcę zapłacić uświadamiam sobie, że nie mam torebki ani portfela.
-Cholera! - Mówię pod nosem, Filip patrzy na mnie pytająco.
-Co się stało?
-Z tego wszystkie zostawiłam w domu telefon i torebkę z portfelem, poczekaj pójdę do mamy, ona mi pożyczy - Ostawiam tacę.
-Daj spokój, zapłacę - Kładzie mi dłoń na ramieniu i uśmiecha się życzliwie.
-Dzięki, oddam przy najbliższej okazji - idziemy do stolika w rogu sali. Jest pora obiadowa więc jest sporo ludzi, głównie pracowników szpitala i pacjentów. Widzę spojrzenia kolegów Filipa gdy siadamy razem i dziwnie się czuję. Może nie powinnam w ogóle z nim rozmawiać? Ostatnia akcja jeszcze mnie niczego nie nauczyła? Ale z drugiej strony co może mi zrobić w bufecie pełnym ludzi?
-Też powinnaś coś zjeść - Mówi zabierając się za zupę ogórkową.
-Jestem po domowym obiedzie Flory, tyle mi nałożyła i nie pozwoliła wstać aż skończę jeść - Przewracam oczami.
-Twoi rodzice was dziś odwiedzili? - Pyta między kolejnymi łyżkami zupy.
-Pojechaliśmy do nich w piątek, a dziś rano Erick zaproponował byśmy przyjechali wszyscy do nas na obiad - Upijam łyk soku, jest zimny i przepyszny. Orzeźwiający. 
-W ogóle nie jesteście do siebie podobne z siostrą… - Mówi, zapewne bez podtekstu, a ja prawie krztuszę się sokiem, bo dziwnie to usłyszeć z ust ginekologa, który widział nas obie w takich specjalnych okolicznościach. Dla mnie zabrzmiało to naprawdę dwuznacznie. Posyłam mu zaskoczone spojrzenie -  Nie to mam na myśli głuptasie! -  patrzy na mnie i zaczyna się śmiać. Cholera! Wie o czym pomyślałam i przez to oblewam się rumieńcem.
-Wiem, że nie jesteśmy podobne. Wiele osób nam to mówi - bąkam zażenowana.
-Vincent z Erickiem byli do siebie bardzo podobni, a między nimi też było 3 lata różnicy - zaskakuje mnie tymi słowami. Cholera! Przecież on musiał znać Vincenta, znają się przecież z Erickiem od dzieciństwa.
-Nigdy nie widziałam żadnego zdjęcia Vincenta - odpowiadam i wzruszam ramionami.
-Zdziwiłabyś się jak byli podobni fizycznie, bo psychicznie to same skrajności -  Filip uśmiecha się smutno.
-Erick nie lubi o tym rozmawiać, a ja nie naciskam.
-Bardzo to przeżył, obwinia się do tej pory.
-Wiem… - Spuszczam głowę. Nie wiem jak mu mogę w tym pomóc i to takie dołujące.
-Rozmawiałem z nim o twoim poronieniu, też bardzo to przeżył. Wiele w życiu przeszedł - ciągnie dalej Filip - Samobójstwo ojca,  śmierć Vincenta, twój wypadek potem operacja, a jeszcze ta sprawa z Moniką - Mówi cicho.
-Podobno złożyła jakieś dowody przeciw niemu do prokuratury - szepczę konspiracyjnie ale nie powiem mu przecież, że Monika ma filmy na których Erick pieprzy się ostro z nią i innymi kobietami. Na tą myśl wzdrygam się. 
-Nie mówię o tej sprawie Meg…-  Patrzy na mnie pytająco.
-A o czym mówisz? - Prostuje się i wbijam w niego wzrok. Filip jednak spina się i nic nie mówi - Filip o jakiej sprawie mówisz? - Pytam niecierpliwie.
-Nie powiedział ci - Mamrocze pod nosem.
-Czego mi nie powiedział?! - Robi mi się gorąco, jakaś kolejna tajemnica czy co do cholery?! 
-Skoro nie mówił to nie. Na pewno by nie chciał byś dowiedziała tego się ode mnie - Kręci głową i omija mój wzrok.
-Filip! - Warczę i podsuwam się do niego bliżej. Jestem zdesperowana i muszę się dowiedzieć -  Powiedz mi! Zapomnę wtedy o tym co się między nami wydarzyło! -  Sama nie wierzę w to co proponuję, ale muszę jakoś podstępnie to z niego wyciągnąć.
-Naprawdę? - Spogląda zaskoczony.
-Tak -  Kiwam głową w oczekiwaniu.
-No dobrze, ale jak coś to nie ja ci mówiłem.
-Nie powiem, że wiem póki sam mi nie powie - Uśmiecham się sztucznie, a Filip wzdycha wymownie. 
-Związek Ericka i Moniki był bardzo burzliwy, schodzili się i rozstawali co chwila - Zaczyna.
-Akurat tego się domyślam - Wywracam oczami.
-Wiesz dlaczego Erick rozstał się z Moniką? - Patrzy na mnie.
-Właściwie to nie mam pojęcia.
-Pod koniec studiów Monika zaszła w ciążę - odpowiada. Co?! Jestem w szoku ale słucham co więcej powie - Erick był już wtedy  biznesmenem i miał pozycję. Bardzo się ucieszył i chciał założyć rodzinę… -  Otwieram oczy ze zdziwienia ale daje mu mówić dalej - Jednak ona nie chciała zmarnować sobie kariery modelki i usunęła ciążę w 12 tygodniu bez jego wiedzy, w jakiejś prywatnej klinice, nielegalnie. Spaprali jednak zabieg i trafiła  do szpitala. Oczywiście nie przyznała się i próbowała udawać, że to poronienie. Akurat byłem wtedy na stażu, zbadałem ją i powiedziałem Erickowi co się stało. Załamał się i wtedy ją znienawidził.
-To dlaczego dalej utrzymywali ze sobą kontakt?!  - Piszczę oburzona, nie mogę uwierzyć w to co słyszę.
-Nie wiem? Robili chyba jakieś interesy razem. Rozstali się ale ona dalej o niego zabiegała. Błagała go i płaszczyła się przed nim. Monika zniszczyła tą miłość, a on ją potem traktował jak laskę do pieprzenia, zmienił się bardzo, a potem poznał ciebie… -  Filip spogląda na mnie i uśmiecha się. 
-Co za suka! - Mówię pod nosem i zaciskam pięści ze złości. Jak ona mogła? Usunęła ciąże? Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak Erick musi cierpieć. Tyle go w życiu spotkało, a on przecież na to wszystko nie zasłużył. 
-Spokojnie, jesteś dla niego najważniejsza. Na pewno kocha ciebie bardziej niż kochał ją, nawet jak dobrze im się układało - Pociesza mnie i chwyta za dłoń.
-Tylko po co te tajemnice? Dlaczego mi nie powiedział? - spoglądam na niego. Jest mi przykro, że Erick to wszystko przede mną ukrywa. Po co? 
-Może się bał? Rozmawiałem z nim po twoim poronieniu i mówił mi, że nie jest gotowy zostać ojcem ale nie spodziewał się, że znowu będzie przeżywał coś podobnego. Widziałaś pewnie, że był wtedy inny, nieobecny - wyjaśnia. Teraz to wszystko nabiera sensu. 
-Tak zauważyłam ale w życiu bym nie pomyślała… - jestem zaszokowana -  To dlatego Jack mówił, że Monika tak bardzo go skrzywdziła… -  Mówię na głos do samej siebie.
-Jesteś dla niego wybawieniem Meg. Gdyby nie ty pewnie dalej by tkwił w tym popieprzonym towarzystwie Moniki i dziewczyn z agencji - mówi dalej. Co?!!! On wie?!!!
-Wiesz o tym? -  Piszczę zaskoczona.
-Oczywiście ze wiem ale myślałem, że ty nie wiesz wszystkiego więc milczałem gdy o nią wypytywałaś -  Minę ma skruszoną. Jestem w totalnym szoku. 
-Możemy się przejść jak zjesz? Chyba muszę pooddychać świeżym powietrzem.
-Jasne chodź, ja już skończyłem - Uśmiecha się i wstajemy od stolika. Wychodzimy na tył szpitala gdzie jest park dla pacjentów. Jest ciepły niedzielny wieczór. Mój ukochany opija  narodziny mojej siostrzenicy z tatą i Robem, Kim śpi wyczerpana po porodzie, mama nie może oderwać rąk od małej Evy, a ja spaceruję z Filipem między alejkami.  Nagle czuję się tym wszystkim zmęczona. Za dużo emocji jak na jeden dzień. Poród, rozmowa z Filipem, a na dodatek nie mam przy sobie cholernego telefonu i nawet nie mogę zadzwonić do Ericka. Ciekawe gdzie pojechali i czy dobrze się bawią? 

Spacerujemy powoli w milczeniu. O dziwo pierwszy raz, tak naprawdę, nie czuję się przy nim źle od tamtej chwili gdy pocałował mnie w domu w New Jersey. To co dziś powiedział wiele dla mnie znaczy, może nie jest aż taki zły jak myślę? Nie próbuje mnie dotykać, jest miły i uczynny. Widać, że przejął się moją reakcją na to co mi powiedział i jest mu trochę głupio, że się wygadał.
-Dobrze się czujesz? - Pyta spokojnie gdy zaczynamy kolejne kółko wokół parku.
-Tak -  Kiwam głową - Dużo wrażeń panie doktorze - Uśmiecham się lekko.
-Chciałem cię przeprosić... -  Urywa w pół zdania. Podnoszę wzrok i widzę jak na mnie patrzy. Przypomina mi się wzrok Ericka i Michela. To samo błagalne spojrzenie o wybaczenie, a każdy z nich przepraszał mnie przecież z innego powodu. To naprawdę dziwne uczucie. 
-Nie chcę o tym rozmawiać Filipie - Odpowiadam szybko.
-Ale ja chcę... - Mówi stanowczo i łapie mnie za dłoń -  Usiądźmy proszę - Dodaje pokazując na ławeczkę w pobliżu.
-O czym tu rozmawiać? Byłeś pijany… - Wzruszam ramionami i próbuję zrozumieć dlaczego tak postąpił.

5 komentarzy:

  1. Super rozdział;) no i pojawił się Filip. Może w końcu wytłumaczy swoje zachowanie:) kiedy następny dodasz? Ja to bym od razu pochłonęła całość:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż ten Filip znów wymyślił wątpię by odpuścił a rozdział super ;) El@

    OdpowiedzUsuń
  3. Tradycyjnie zostało przerwane w najbardziej interesującym momencie, kiedy już prawie otrzymaliśmy odpowiedzi dot. zachowania Filipa. Mam pytanie, czy pomimo tych wszystkich zawirowań istnieje choć cień szansy na szczęśliwe zakończenie, bo przyznam, że czytam tą książkę z duszą na ramieniu i choć odczuwam nieustające nerwobóle, nadal chcę wierzyć w ich miłość. Agn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę obiecać, że zakończenie będzie takie jakiego się spodziewacie, bo po drodze wydarzy się jeszcze tyle rzeczy, że sama zmienisz zdanie co do tego z kim Meg powinna być, a z kim nie :) Niedługo wszystko skomplikuje się bardziej niż się spodziewacie :)

      Usuń