Premiera już w lipcu!

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 41

Noc minęła spokojnie. Filip nie dotknął mnie w taki sposób jak się obawiałam, gdy przebudziłam się nad razem mieliśmy jednak splecione dłonie Od razu cofnęłam rękę, a gdy przerwałam ten nic nie znaczący fizyczny kontakt to Filip niespokojnie się poruszył. To było naprawdę dziwne. 
Wstałam wcześnie... jak nigdy. Zeszłam do kuchni zrobić nam śniadanie. Pomyślałam, że to będzie miłe i takie normalne... Zjeść razem śniadanie.  Jest koło ósmej gdy słyszę jak ktoś podjeżdża na podjazd przed domem. Wyglądam przez okno i widzę jak Jack prowadzi mojego tatę, a Erick Roberta. O rany! Wybiegam do nich szybko.
-No wiecie co... - Mówię podchodząc do nich. 
-Dzień dobry Meg! -  Mówi Jack, jest zmęczony i to bardzo.
-Cześć Jack! - Uśmiecham się.
-Moja słodka… -  Bredzi  Erick też ledwo trzyma się na nogach. Nie wiem jakim cudem udaje mu się prowadzić totalnie nieprzytomnego Roba. 
-Ładnie się urządziliście! - Karcę go wzrokiem ale w duszy bardzo cieszy mnie jego widok, że wrócił cały i zdrowy, choć kompletnie pijany-  Jack zaprowadź tatę do sypialni na piętrze -  Mówię i otwieram im drzwi.
-Mam córkę!  - Mamrocze Robert i bardzo mnie tym rozbawia.
-Dorosłe chłopy, a jak dzieci! - Klepię Ericka w tyłek i pomagam mu wprowadzić Roba, kładziemy go na kanapie w salonie, bo na piętro nie damy radę go zaprowadzić. Okrywam go kocem, zdejmuję mu buty.
-Chodź do mnie maleńka! - Obejmuje mnie chwiejący się Erick, śmierdzi alkoholem i papierosami ale i tak bardzo go kocham.
-Martwiłam się! - Wtulam głowę w jego ramiona.
-Telefon mi się rozładował, przepraszam -  Całuje mnie w czoło. Czuj jego usta na skórze to coś cudownego. 
-Chodź położę cię spać pijaku -  Daje mu kolejnego klapsa.
-Panno Donell, prowokuje mnie pani bym panią przeleciał! -  Mówi, a jego oczy od razu zaczynają płonąć.
-Jesteś zbyt pijany - I bardzo tego żałuję ale mu tego nie powiem, bo nie chcę go bardziej prowokować. Wiem, że byłby w stanie to zrobić nawet gdy jest pod wypływem alkoholu ale to mało rozsądne. 
-Wątpisz w moje możliwości? Patrzy na mnie podejrzliwie.
-Spać Evans! - zbywam go śmiejąc się głośno i prowadzę go do sypiali. Po drodze spotykamy Filipa, który się właśnie obudził.
-O! A on co tu robi? – Pyta Erick i opiera się o ścianę, chyba próbuje utrzymać równowagę ale mu się nie udaje. Chwieje się w bok i mruży oczy. 
-Został, bo nie chciałam być sama w nocy - Mówię spokojnie, chodź dość dziwnie to brzmi.
-Chyba się nie dobierałeś do mojej pięknej narzeczonej, co? - Nie wiem czy żartuje czy mówi poważnie? Patrzę na niego niepewnie, a po moim plecach przebiega nieprzyjemny dreszcz. 
-Idź spać Evans! Bo ci się już coś w głowie pomieszało! -  Zbywa go Filip i uśmiecha się do mnie delikatnie. Spuszczam wzrok skrępowana tą dziwną sytuacją. 
-Nią się nie dzielę. Jest moja! Rozumiesz!? - Bredzi dalej.
-Erick chodź spać! - Popycham go do sypialni, bo nie chcę by powiedział słowo za dużo. 
-Będę w kuchni… - Mówi Filip i schodzi na dół. Erick opada na łóżko i staram się go rozebrać, zdejmuję buty, skarpetki. Z koszulką i spodniami jest trudniej ale po kilku próbach udaje mi się. 
-Chodź tu! - nagle łapie mnie mocno i wciąga na siebie. 
-Erick oszalałeś? Kładź się spać, ledwo widzisz na oczy! -  Karcę go i próbuję wstać ale mi na to nie pozwala. Obłapia mnie i jest z siebie bardzo zadowolony. 
-Widzę jaka jesteś piękna… -  Mówi i zaczyna mnie całować po szyi, a ja od razu dostaję przyjemnego uczucia na dole. Nie możemy się przecież kochać jak jest kompletnie pijany, muszę sama ze sobą walczyć by się powstrzymać.
-Erick nie! - Mówię stanowczo, a on zastyga. Jego wzrok błądzi po moim ciele, a umysł walczy z tym co właśnie usłyszał. 
-Przepraszam… - Puszcza mnie i całuje w czubek nosa.
-Nie przepraszaj -  Uśmiecham się słodko - Nie chcę tego robić gdy nie masz pełnej świadomości i... kontroli. Idź spać, a wieczorem sobie odbijemy - dodaję. 
-Dobranoc! - Odwraca się szybko i oboje zaczynamy się oboje śmiać.
-Śpij dobrze mój kochany! - Obejmuję go i przykrywam kołdrą - Kocham cię -  Szepczę mu do ucha. Leżę z nim chwilę aż zaśnie i schodzę na dół. Proszę Jacka by także położył się spać w sypialni na piętrze. Nie chciałam by wracał teraz do domu po ciężkiej nocy z chłopakami. On w podzięce kiwa głową  i uśmiecha się miło po czym udaje się na piętro. 
-Na która masz wizytę? - Pyta Filip upijając łyk kawy.
-Na drugą, ale mój samochód został na szpitalnym parkingu -  przysiadam się i zaczynam zastanawiać jak ja się tam dostanę? Nie sądzę by Erick był zadowolony gdybym wzięła jedno z jego aut bez pytania.
-Mogę cię zawieść -  Proponuje Filip. 
-Jest mi tak cholernie głupio ale właśnie chciałam cię o to prosić. Jak widziałeś mój odpowiedzialny mężczyzna, prezes i jeden z najbogatszych ludzi w Stanach Zjednoczonych śpi jak dziecko po całonocnym melanżu! - Wywracam oczami i zaczynam się śmiać.
-Rzadko mu się to zdarza, dopiero przy tobie tak wyluzował, że można się z nim porządnie napić.
-Jeśli to kolejny komplement z twojej strony to dziękuję! -  uśmiecham się i zaglądam do lokówki - Śniadanko? - proponuję.
-Chętnie, na samej kawie nie dam rady.
-Bekon i jajka?
-Si Bella! -  Potwierdza i posyła mi te swoje tajemnicze spojrzenie. Jest w nim coś czego nie potrafię odgadnąć. Nigdy nie mogę też wyczuć jego zamiarów i to niepokojące. 
W kuchni potrafię się zrelaksować, nawet gdy patrzy na mnie Filip. Kompletnie nie rozumiem tego faceta. Fakt, da się go lubić ale po tym co stało się wcześniej, ciężko mi czuć się przy nim komfortowo i bezpiecznie za każdym razem. W nocy wykazał dużo zrozumienia i dotrzymał obietnicy ale skąd mam wiedzieć, że następnym razem jak będzie po drinku znowu nie będzie czegoś próbował? Muszę być przy nim czujna i nie dopuszczać do sytuacji w których zostajemy sam na sam. Lepiej nie prowokować losu.

Po śniadaniu postanawiam zadzwonić do Jenifer - żony Gordona. Miała przyjechać do mnie w tygodniu by zrobić mi jakiś zabieg i depilację. Erick nie mówił od kilku dni nic o Gordonie, więc między nimi chyba wszystko w porządku. Nasza rozmowa trwała tylko chwilę, bo Jeni akurat jest w pracy. Przeprasza i mówi, że zadzwoni później jak będzie wolniejsza. Idę pod prysznic by się odświeżyć i ubieram się granatową sukienkę w stylu marynarskim z czerwonym paskiem. We włosy wpinam słodką czerwoną kokardkę i dobieram białe balerinki. Wyglądam trochę jak pin up girl, Erickowi na pewno się spodoba jak się obudzi. Maluję się delikatnie i jestem gotowa. Gdy schodzę na dół Filip właśnie czyta gazetę. W domu panuje cisza, moi mężczyźni śpią.
-Możemy pojechać wcześniej? - Przerywam mu czytanie.
-Jasne, chcesz gdzieś podjechać? -  podnosi wzrok i widzę, że uśmiecha się lekko na mój widok.
-Chciałam kupić coś dla małej z okazji narodzin, by miała pamiątkę na całe życie. Myślałam o czymś z biżuterii.
-Znam fajny sklep w Jersey! -  Mruga do mnie zadowolony -  Zbierajmy się.
-Ok! Napiszę tylko kartkę jakby się któryś obudził! -  Idę do gabinetu Ericka, biorę jedną kartkę z drukarki i długopis. Zostawiam ją na wysepce w kuchni. Chyba powinni ją zauważyć. Wrzucam do torebki telefon, portfel i klucze od volvo. Muszę nim przecież wrócić. W drodze dzwonię do Kim czy czegoś jej nie potrzeba. To był błąd bo, daje mi oczywiście całą listę zakupów, od piżamy po kosmetyki do makijażu. Prędzej mi kaktus wyrośnie niż uwierzę, że będzie miała czas się umalować, no ale niech jej będzie. Zresztą po mojej siostrze to chyba wszystkiego można się spodziewać. 
-Cholera ktoś za nami jedzie -  Mówi nagle Filip i lekko przyśpiesza. Oglądam się odruchowo.
-Jaki samochód? - Pytam zaniepokojona.
-Czarny Golf.
-Może ci się wydaje? -  Spoglądam na niego, minę ma poważną.
-Raczej nie -  Przyśpiesza jeszcze bardziej aż mnie wciska w siedzenie. Patrzę na licznik, jedziemy prawie 190 km/h. Cholera! Ściskam nerwowo torebkę, dłonie momentalnie spociły mi się ze strachu -  Spokojnie Meg -  Filip kładzie dłoń na moim kolanie -  Już go zgubiłem - Dodaje.
-Myślisz, że Monika może jeszcze próbować skrzywdzić Ericka? - Mimowolnie to właśnie o niej pomyślałam gdy powiedział, że ktoś za nami jedzie.
-Obawiam się, że jej celem nadal możesz być ty. Już raz jej się udało - odpowiada szczerze. Przełykam ślinę, a mój żołądek zaciska się. Czuję jak zalewa mnie fala strachu na myśl, że ona może znowu coś kombinować. 
-Celuje we mnie by zranić jego? - pytam niepewnie. 
-Tak myślę i wiem, że Erick bardzo się tego obawia. Stąd te wzmożone środki bezpieczeństwa i ochrona - Mówi i skręca na parking przed sklepem jubilerskim - Idziemy?
-Tak -  odpowiadam cicho zamyślona nad tym co mi powiedział. Wysiadam szybko.
-Istnieją jeszcze na tym świecie dżentelmeni Meg... -  Rzuca Filip i opiera się o samochód.
-Co? - Patrzę na niego zdziwiona, nie wiem o co mu chodzi?
-Otworzyłbym ci jakbyś poczekała.
-Daj spokój! -  Uśmiecham się i ruszam do drzwi sklepu. Filip idzie za mną, a ja dosłownie czuję na sobie jego wzrok. Nie wiem czy on robi to świadomie? Jego świdrujące spojrzenie wręcz wypala mi w tyłku dziurę. Doskonale wiem, że na niego patrzy ale z drugiej strony to przecież tylko facet. Typowy samiec alfa więc to normalne, że patrzy. 

W sklepie wybór jest imponujący. Rozglądam się po gablotach pełnych biżuterii. Odruchowo zaczynam bawić się pierścionkiem, który podarował mi Erick. Możliwe, że kupił go właśnie tutaj?
-Mogę w czymś pomóc? - Podchodzi do mnie młoda dziewczyna, brunetka o długich włosach. Jest mniej więcej mojego wzrostu.
-Tak - Uśmiecham się miło - Poszukuję czegoś dla mojej siostrzenicy, która urodziła się wczoraj.
-Czegoś na pamiątkę? - dopytuje, a ja kiwam twierdząco głową - Zapraszam, pokażę pani kilka propozycji -  Filip usiadł sobie na sofach i rozgląda się po sklepie. Chyba nie bywa tu częstym gościem? Nie ma przecież dla kogo kupować takich prezentów...ale to nie moja sprawa. Dziewczyna pokazuje mi kilka opcji. Najlepsza wydaje mi się zawieszka na łańcuszku z literką E, wybieram taką samą dla siebie z M i dla Kimi z K. To będzie nasz talizman na szczęście, który oznacza, że zawsze będziemy razem. Żółte złoto, a w każdej literce mała cyrkonia.
-Co wybrałaś?-  Pyta Filip podchodząc do mnie.
-To… -  Pokazuję łańcuszek, który już sobie założyłam na szyję.
-To chyba miał być prezent dla twojej siostrzenicy… -  Uśmiecha się złośliwie.
-Dla niej mam taki sam i dla Kim, z pierwszymi literami naszych imion -  burczę pod nosem.
-Ok. Ok! - unosi dłonie w geście niewinności -  Ale potrafisz być nerwowa.
-Jak każda kobieta! -  Przewracam oczami.
-Nie Meg, dobrze wiesz, że jesteś wyjątkowa! - Mruga i trąca lekko biodrem o moje biodro.
-Należy się tysiąc pięćset sześćdziesiąt pięć dolarów -  Mówi ekspedientka i stawia na ladzie pięknie zapakowane dwa pudełeczka. O cholera! Nawet nie spojrzałam na cenę. Wyciągam kartę z portfela i podaje jej.
-Dziękuję pani... - Spogląda na kartę – Donell - dodaje i uśmiecha się cierpko. Co to zazwyczaj patrzenia na nazwisko klienta, który posługuje się złotymi kartami?  Dobrze, że nie ma tam nazwiska Ericka.
-Panno Donell - Poprawiam ją, jeszcze nie jestem mężatką.
-Już niedługo! - Mówi Filip i uśmiecha się do mnie. Tym razem to naprawdę szczery uśmiech, który jeszcze bardziej mąci mi w głowie na temat co mam o nim naprawdę myśleć.
-Doktorze Sanchez! - Dziewczyna spogląda na Filipa jakby był tu jednak dość częstym gościem.
-Witaj Daniell -  Wyciąga do niej dłoń i wita się serdecznie.
-Dawno pana u nas nie było, pierścionek się podobał? - Pyta zaciekawiona.
-Tak, dziękuję - Odpowiada zmieszany. Spoglądam na niego ukradkiem. 
-To szczęśliwa wybranka? - dodaje dziewczyna, a Filip patrzy na mnie. Zastygam. Cholera co za dziwna sytuacja.
-Nie.. -  Rzuca i wiem, że chce szybko wyjść. Dziewczynie zrobiło się głupio, bo od razu się odwróciła i wróciła do kasy. Posłałam Filipowi pytające spojrzenie ale on milczy. Zabiera dwie torebeczki z prezentami ze sobą - Będę przy samochodzie -  Dodaje. Widać, że naprawdę chce jak najszybciej wyjść.
-Proszę panno Donell - dziewczyna oddaje mi kartę i uśmiecha się.
-Dziękuję za pomoc. Miłego dnia-  żegnam się i wychodzę.

Gdy podchodzę do auta Filip już czeka.
-Nie pytaj proszę! - gestem dłoni ucisza mnie, jakby doskonale wiedział, że chce go o coś zapytać.
-Ale ja nic nie mówię - odpowiadam wzruszając ramiona. Zżera mnie ciekawość ale skoro mam nie pytać to trudno.
-Gdzie teraz? - pyta nerwowo, a to naprawdę rzadkość w jego przypadku. To musi być jakaś poważna sprawa. Ale po co Filip kupował pierścionek? I dla kogo?
-Gdzieś gdzie znajdę wszystko od piżamy do pomadki Chanel - Mrugam żartobliwie ale jego to wcale nie bawi. Odwraca wzrok jakby był zły na mnie. Kompletnie nie rozumiem za co?
-Zapnij pas! - Ton ma poważny. Kurczę naprawdę się zdenerwował. Robię co każe i siedzę cicho. Szybko załatwiam sprawy w centrum handlowym niedaleko szpitala. Filip mało mówi więc i ja się nie odzywam. Humor zdecydowanie mu się popsuł, a mi w głowie ciągle krążą myśli o tej sytuacji w sklepie. O co może chodzić? Niestety nie mam pojęcia. 
-Dziękuję za podwiezienie! -  Rzucam szybko i wysiadam z samochodu. Filip nawet nie sili się na uśmiech. Kiwa jedynie, a ja ruszam w kierunku wind.  Wchodzę na oddział  i kieruję się prosto do doktora Millera. Jest kwadrans przed drugą ale doktor już na mnie czeka.
-Witaj Meg, siadaj proszę - Mówi ściskając moją dłoń na powitanie
-Dzień dobrze doktorze! - Uśmiecham się i siadam dokładnie na przeciwko jego biurka.
-Jak się czujesz?
-Doskonale, wczoraj zostałam ciocią.
-Moje gratulacje ale wiesz o co konkretnie pytam.
-Jest dobrze doktorze. Niewiele robię więc się nie męczę. Zdrowo się odżywiam -  Pomijając wczorajszego McDonalda ale nie muszę mu tego mówić - Nie wiem tak naprawdę na ile mogę sobie pozwolić? Czy mogę  już ćwiczyć albo sprzątać?
-Zbadamy cię teraz i porozmawiamy, dobrze? -  Przychodzi po mnie pielęgniarka i prowadzi do drugiego gabinetu. Pobiera mi krew, mierzy ciśnienie i zaprowadza na tomografię. Po badaniu mam jakąś godzinę wolnego w oczekiwaniu na wyniki więc idę do Kimi. Jestem jednak dobrej myśli. 
-Hej siostro! - Wchodzę zadowolona.
-Meg… - Mówi cicho Kim. Trzyma małą na rękach, właśnie ją nakarmiła i uśpiła. 
-Oj przepraszam - Szepczę i podchodzę ją ucałować - Jak się czujesz?
-Obolała… - Uśmiecha się -  I cholernie szczęśliwa.
-Mam coś dla was - Podaje jej dwie torebeczki z prezentami. Kimi oczy od razu błyszczą bardziej. Ona uwielbia takie niespodzianki. 
-Potrzymaj ją… - Podaje mi małą, a ja nie mogę oderwać od niej wzroku. Ubrana w słodkie -oczywiście różowe, śpioszki i czapeczkę. Ma dużo ciemnych włosów po Robercie. Nie wygląda już jak kosmita, jest naprawdę prześliczna - Jezu Meg nie trzeba było! - piszczy Kimi gdy otwiera pierwsze pudełeczko.
-Mamy takie same - Pokazuję na swój łańcuszek na szyi - Ty, Eva i ja.
-Jesteś kochana! - Rozkleiła się -  Gdzie Robert? - Pyta po chwili.
-Śpi u nas w domu. Wrócili dziś o ósmej rano.
-No ładnie! -  Przewraca oczami.
-Musiał odreagować i uczcić narodziny swojej pierwszej córki, nie złość się na niego -  Mówię łagodnie.
-Nie złoszczę się. Robert to najlepszy facet na świecie, wiem, że mnie kocha - w głosie mojej siostry słychać radość gdy mówi o Robie. To naprawdę cudowne, bo ich uczucie jest szczere, a oni kochają się wzajemnie na zabój. Do sali wraca nasza mama. Jak zwykle wygląda nienagannie mimo nocy spędzonej w szpitalu. Rozmawiamy chwilę, mama jest taka nabuzowana ze szczęścia, że od razu zabiera mi małą z rąk i nie daje jej dotknąć. Niech się babcia nacieszy. Zadzwoniła dziś rano do szefa Roberta i powiadomiła, że właśnie został ojcem. Na szczęście dostał kilka dni wolnego, bo przecież dziś i tak nie byłby w stanie iść do pracy. Dobrze, że chociaż ona o tym pomyślała, bo mógłby mieć potem jakieś nieprzyjemności. Godzina minęła bardzo szybko. Muszę iść teraz na drugi oddział i znaleźć doktora Millera. 
-Wrócę niedługo! - Nie żegnam się z nimi i wychodzę. Mimo, że czuję, że wszystko jest w porządku to mam malutkie obawy. Nie wiem co może wykazać badanie tomografem? 
-Siadaj Meg - Mówi poważnie doktor gdy wchodzimy razem do jego gabinetu. O cholera! Coś jest nie tak?
-I jak? - Pytam niepewnie.
-Wychodzi na to, że wszystko jest na dobrej drodze -  Uśmiecha się w końcu, a ja oddycham z ulgą. Wypuszczam powierzę i opadam na oparcie krzesła. 
-Doktorze czy w takim razie wolno mi już normalnie funkcjonować?
-Nie przesadzaj Meg, od operacji minęło zaledwie kilka tygodni. Możesz wykonywać codzienne obowiązki ale nie przemęczaj się - Notuje coś w mojej karcie.
-Czyli mogę gotować i sprzątać? - dopytuję. 
-Tak ale z rozsądkiem. Na ćwiczenia jeszcze jest za wcześnie - na ćwiczenia? Cholera miał być tu ze mną Erick i zapytać o to czy możemy już się normalnie kochać. 
-A...yyyy... - Oblewam się rumieńcem.
-Tak Meg, możecie współżyć -  doktor uśmiecha się miło doskonale wiedząc co mam na myśli. 
-To dobrze! - wzdycham wymownie- Przepraszam doktorze! -  Zażenowana spuszczam wzrok w dłonie. Powinnam umieć się opanować. Boże! 
-Oboje jesteście młodzi i atrakcyjni Meg, to normalne - Jest niewzruszony i profesjonalny. Dokładnie taki powinien być każdy lekarz. Czemu od razu znowu pomyślałam o Filipie?
-A czy mogę się opalać?
-Na słońcu tak ale stosuj krem z dużym  filtrem. Solarium odradzam, nie mamy danych jak może wpływać po takiej operacji - informuje mnie. 
-Same dobre wiadomości! - uśmiecham się szeroko. 
-Musisz jeszcze jakiś czas przyjmować leki i zero alkoholu.
-Leki jeszcze mam doktorze.
-I pamiętaj, nie możesz się denerwować.
-Wiem, wiem wszyscy mi to powtarzają! -  Przewracam oczami. Rozmawiamy jeszcze chwile i jestem mogę iść. Ulga jaką czuję jest niewyobrażalna. Erick na pewno się ucieszy i może też trochę wyluzuje. Wracam na górę ale do Kim przyjechały właśnie jej koleżanki. O rany! Zaczęły piszczeć na mój widok, ostatni raz widziałam je tej feralnej nocy w klubie na wieczorze panieńskim. Na szczęście nie wypytywały o wydarzenia tamtego wieczora, nie darowały mi jednak wywiadu o Ericku i oglądania pierścionka. Było mi cholernie głupio, bo tak jak moja siostra są bardzo bezpośrednie i nie ominęły mnie komentarze jaki on przystojny i seksowny, padło też standardowe pytanie jaki jest w łóżku. Zbyłam je jednak, że nie mogę o tym rozmawiać bo polecą z tym do prasy. Udałam, że żartuję ale taka prawda. Kto wie co strzeliłoby im do głowy? Tak mnie wymęczyły, że marzyłam o tym by wrócić do domu. Erick nie dzwonił więc pewnie jeszcze odsypia. Koło szóstej wieczorem, mimo niezadowolenia Kimberly, żegnam się i schodzę na parking gdzie zostawiłam samochód. Chcę jak najszybciej znaleźć się w domu. Włączam sobie głośno muzykę i ruszam. Czeka mnie jakieś 40 minut drogi.

Jakie jest moje zdziwienie gdy w kuchni zastaję gotującego kolację Ericka w asyście taty i Roba. Wszyscy trzej wyglądają całkiem dobrze, wyspani ale trochę zdewastowani po wczoraj. Humory im jednak dopisują. 
-Dzień dobry! -  Witam się ze wszystkimi, podchodzę do Ericka i przytulam się. W ramionach mojego ukochanego czuje się najlepiej.
-Córeczko twój przyszły mąż ma najmocniejszą głowę z nas wszystkich! - Mówi tata i uśmiecha się życzliwie.
-Dobrze wiedzieć! -  Żartuję i podchodzę go ucałować -  Jedziecie do szpitala? - Pytam.
-Tak właśnie się zbieramy... powoli - Wtrąca Robert.
-Ale chyba nie możecie prowadzić - Mówię ostrzegawczo.
-Jack nas zawiezie - Chwilę rozmawiamy w kuchni. Chłopaki opowiadają co wczoraj się działo, a raczej to co pamiętają. We trzech opanowali bar, stawiali wszystkim drinki. Od razu mam głupie myśli, że jakieś kobiety zalecały się do Ericka ale wiem, że Jack tam był i na pewno by mi powiedział. Ufam Erickowi ale nie ufam kobietom. Nie jestem jakąś chorą zazdrośnicą, Erick nie daje mi żadnych powodów by mu nie ufać. Co prawda ma kilka tajemnic ale wiele i tak mi powiedział. Na razie zachowam dla siebie to co wiem o Monice od Filipa. Obiecałam przecież, że się nie wygadam. Gnębi mnie myśl, że gdyby nie to, że Monika usunęła ciążę, pewnie nigdy bym go nie poznała, a on byłby teraz ojcem ich dziecka i zapewne jej mężem. Na tą myśl wzdrygam się. Nie wiem co bym zrobiła gdyby jakaś kobieta dotknęła Ericka, mojego Ericka. Jack zawozi chłopaków do szpitala i w końcu zostajemy sami.
-Przepraszam za wczoraj, że dziś cię nie zawiozłem na wizytę, to mało odpowiedzialne z mojej strony…. - Mówi zły na siebie. Słyszę ten wyrzut w jego głosie.
-Nawet panu panie Evans zdarzają się wpadki! - Uśmiecham się złośliwie - Mam nadzieję, że teraz dasz mi trochę więcej swobody - Dodaję. Może coś wynegocjuję w taki sposób?
-Nie chcę cię trzymać w złotej klatce maleńka, ale nie chcę by coś ci się stało - Erick wzdycha. Nie odpuści choć odrobinę? No nie...
-Jak widać nic mi nie jest - Pokazuję na swoje ciało, że jest całe i zdrowe.
-Pozwól, że sam sprawdzę! -  Podchodzi do mnie, ujmuje moją dłoń i zaczyna całować każdy opuszek po kolei. Uśmiecham się patrząc w jego cudowne oczy.Oj wiem co mu chodzi po głowie i od razu zaczynam głupawo chichotać. 
-Mam coś dla ciebie! - Mówię tajemniczo i zaciągam go do sypialni. Erick nie protestuje gdy kierujemy się na schody. Oczy mu błyszczą, a z ust nie schodzi jego szelmowski uśmiech.
-Rozumiem, że badanie wyszło dobrze? - Pyta siadając na łóżku i rozkłada się wygodnie.
-Zaraz panu udowodnię w jak dobrej jestem kondycji, panie Evans! - prowokuję go i znikam w garderobie gdzie kiedyś schowałam strój, który kupiłam w sex shopie. Przemykam szybko do łazienki -  Czekaj cierpliwie! -  ostrzegam, bo widzę jak się kręci i ma ochotę iść za mną. 

O cholera! Ale to skąpe - myślę spoglądając ostatni raz w lustro. Pamiętam, że David namawiał mnie na ten strój - niegrzeczna uczennica. Krótka spódniczka w kratkę, biała bluzeczka wiązana na biuście, białe podkolanówki z kokardkami i kokardka we włosy by zrobić kucyk, stringi do kompletu. Zakładam do tego wysokie czarne szpile od Louboutina i jestem gotowa. Siedzę jednak w łazience już dłuższą chwilę i nie mam przekonania czy w tym wyjść. To chyba głupi pomysł... nigdy przecież tego nie robiłam. Zrobię z siebie pośmiewisko - skrzywiłam się do lustra.
-Długo jeszcze? - Słyszę głos Ericka i kroki w kierunku łazienki.
-Nie! Nie! Nie! Nie wchodź! - Panikuję i podbiegam by zamknąć drzwi od środka.
-Co ty tam robisz? - Puka i wiem, że nasłuchuje. Cholera no!
-Już wychodzę, idź usiądź na łóżko! -  Nogi mi się trzęsą i zaschło mi w ustach. Słyszę jak odchodzi. Kurczę chyba nie mam już odwrotu ale najchętniej strzeliłabym sobie teraz drinka na odwagę. Nie mam jednak takiej możliwości. No dobra najwyżej mnie wyśmieje. Poprawiam pasek materiału na moich biodrach który jest imitacją spódniczki, kuse stringi ledwo zasłaniają to co trzeba. Do dzieła Donell! Krzyczy moje wewnętrzne „ja”, próbując dodać mi odwagi. Jest wczesny wieczór i zaczyna się ściemniać. W sypialni panuje przyjemny półmrok, ciepłe światło wpada przez duże okna nadając romantyczny klimat. Otwieram gwałtownie drzwi i staję w nich trzymając ręce na framudze do góry, a nogi mam w rozkroku. Erick spojrzał na mnie i znieruchomiał. Szkoda, że nie mam aparatu, bo jego mina w tym momencie to mistrzostwo świata, prawie zbiera szczękę z podłogi. Oczy mu błyszczą i widzę, że jest zaskoczony. Chyba pozytywnie? Przynajmniej to mogę wywnioskować po zgrubieniu, które momentalnie pojawiło się na jego kroczu. Biorę głęboki oddech i najseksowniej jak potrafię idę w jego stronę, kołysząc biodrami. Oboje wymownie milczymy, uśmiecham się delikatnie by wybadać jego reakcję. Podchodzę  bliżej łóżka ale na tyle daleko by mógł mnie całą oglądać. Robię powolny obrót i staję do niego tyłem. Udaję, że coś mi upada wypinam pupę w jego stronę.
-Chryste! - słyszę zachwyt w jego głosie. Uśmiecham się by nie widział i prostuję się powoli,  przesuwając palcami po całej długości nóg aż po piersi. Gdy stoję przodem oblizuję usta i przygryzam wargę. Erick podchodzi do mnie gwałtownie i chwyta za pośladki sadzając na swoich biodrach. Piszczę zaskoczona, cała drżę z podniecenia, bo wiem co zaraz się wydarzy. 
-Spokojnie panie Evans, mamy dużo czasu! -  Mówię uwodzicielsko.
-Brak mi słów by opisać jak cię  pragnę! - praktycznie jęczy i w sekundę znajdujemy się na łóżku. Leżę na plecach, a on opiera się nade mną.
-Podoba ci się strój? -  Droczę się.
-Ty mi się podobasz! - W tych słowach czuć wręcz uwielbienie.
-To zerżnij mnie szybko, bo zaraz oszaleję! - Mówię głośno sama się tym zaskakując. Ja się tak przecież nie zachowuję, nie mówię tak...Jego reakcja jest  jednak natychmiastowa. Jego usta przywierają do moich, całuje mnie tak mocno i namiętnie, że brak mi tchu. Jego dłonie rozwiązują białą bluzeczkę i zaczyna pieścić moje piersi. Od razu wyginam plecy w łuk, jęcząc głośno.
-Tak bardzo cię kocham Meg, jesteś tylko moja. Cała...caluteńka... - szepcze w moje usta i jednym ruchem zrywa moje majtki, rozrywając delikatny materiał. Zsuwa się niżej i przez piersi, brzuch dociera do mojej spragnionej kobiecości. Zatapia w nią swoje zachłanne wargi, a ja krzyczę z rozkoszy. To nie do opisania ale od razu dostaje tak intensywnego orgazmu, że cała drżę. Moje ciało wije się w konwulsjach i pulsuje z erotycznego napięcia. Erick trzyma mi nogi więc  nie mogę ich wyprostować co potęguje doznanie. Wsuwa we mnie gwałtownie jeden palec i zaczyna zataczać nim kółeczka. Robi to szybko i mocno, a ja znowu zaczynam szczytować i zaciskać się wokół jego języka i palców -  Tak maleńka! - Mówi i kontynuuje moją torturę,  a wiję się w rozkoszy. Jego słowa są uwodzicielskie i zachęcające. Jestem tak mokra, że czuję jak zmoczyłam pościel ale mam to gdzieś.
-Proszę! - Krzyczę ściskając prześcieradło w dłoniach. To erotyczny trans. 
-O co prosisz maleńka? -  Pyta zadowolony i patrzy na mnie, w oczach ma ten swój magnetyzm. Zwierzęcy magnetyzm i ogromne pożądanie.
-Zerżnij mnie! -  jęczę w desperacji. Odchylam głowę do tyłu i wypycham biodra w jego stronę. Pragnę by mnie wypełnił i posiadł w całości. 
-Skoro sobie pani życzy! -  Mówi i jednym ruchem rozsuwa rozporek, uwalniając swoją twardą męskość. Zerkam napawając się widokiem. 
-Błagam... - Szepczę cała rozpalona, policzki mi płoną. Całuje mnie namiętnie w usta i wchodzi we mnie mocno, gwałtownie i cały do końca. Och!
-Kurwa mać! -  Krzyczy i wbija swoje dłonie w moje pośladki. Dociska mnie do siebie. To cudowne wypełnienie, które czuję jest czymś czego tak bardzo potrzebuję. W tym momencie jesteśmy jednością, ja jestem cała jego, a on cały mój. Nic więcej się nie liczy.
-Kocham cię! - znowu jęczę wplatając mu palce w mokre od potu włosy. Wtula głowę w moją szyję i zaczyna się poruszać powoli ale mocno, wypełnia mnie raz za razem. Oboje dyszymy, obejmuję go nogami w pasie być jeszcze bliżej jego. Chociaż nie wiem czy to w ogóle możliwe? Nagle zaczyna robić to mocniej. Mocniej coraz szybciej i agresywniej. Chwyta moje dłonie ściskając nadgarstki i kładzie nad moją głowę. Podgryza mocniej moją szyję i bredzi nieskładnie owładnięty tym szaleństwem pożądania. Przy kolejnym pchnięciu zaczynam szczytować po raz kolejny, zaciskając się wokół niego tak mocno, że wręcz czuję ból. Ból cudownej rozkoszy, która rozlewa się po moim ciele. Nogi mi drżą, a Erick tak mocno ściska moje nadgarstki, że nie jestem w stanie się ruszyć. On przyśpiesza, a to dzieje się znowu. Kolejne mocne pchnięcia, a ja zaczynam się wspinać i wspinać coraz wyżej...
-Och tak Ericku! Tak... – Krzyczę w ekstazie, a po policzkach zaczynają płynąć mi łzy.
-Dalej maleńka! - Mówi mi do ucha i podgryza je mocno. Tyle doznań, a to wszystko jest tak intensywne i mocne. Zamykam oczy i odchylam głowę - Nie dam już rady! - dyszy Erick i dociska mnie do materaca wylewając się we mnie cały. Jego orgazm przynosi kolejny orgazm także mnie. Ściska mnie tak mocno, że nie mogę się nawet ruszyć. Nie mogę oddychać. Żyję nim.  Nasz orgazm trwa i trwa. Wylewamy się w siebie bez końca, drżąc i krzycząc swoje imiona. Ja prawie łkam. To takie intensywne... 

Nie wiem ile czasu tak leżymy, gdy w końcu Erick opada na mnie i puszcza moje zdrętwiałe dłonie. Wtulam się w niego tak mocno, jak tylko mogę. On nadal jest we mnie. Scałowuje łzy z moich policzków, każdą po kolei. Nasze splecione ciała odzyskują powoli normalny rytm. Trzymam głowę na jego klatce i czuję jak serce także się uspokaja. Gładzę palcem jego piękny umięśniony brzuch.

-Jesteś moją opoką Ericku. potrzebuję cię bardziej niż powietrza… - Szepczę, a on patrzy na mnie z taką miłością. Nigdy nie czułam się komuś taka potrzebna i kochana. Mike to tylko szczeniacka miłość, a Erick to ten jedyny, właściwy. Cały mój.


3 komentarze:

  1. Gratuluję jeszcze raz pióra, scena miłosna opisana została wręcz po mistrzowsku, do tego stopnia, że wspólnie z nimi współodczuwałam ich emocje...Agn

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj rozdział super ;) ale aż mnie zastanawia co i kiedy się popsuje (jak ten Erick nawali) El@

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow ! Gratulacje, nie spodziewałam się, że ty tak mnie ''wciągnie'' hehe ;) z niecierpliwością czekam na więcej i jeszcze raz gratuluję- mam nadzieję, że wszyscy doczekamy się jak powstanie z tego książka :)

    OdpowiedzUsuń