Premiera już w lipcu!

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 42

-Pierwszy raz zostałem "prawie" wujkiem… -  słodką ciszę przerywa Erick. Podnoszę głowę by spojrzeć na niego. Uśmiecha się i wygląda w tym momencie tak młodo i beztrosko. Po prostu jest szczęśliwy.
-Prawie? - również się uśmiecham.
-Jeszcze oficjalnie nie należę do rodziny więc jak to powiedział Robert, jestem „prawie” wujkiem -  Erick obejmuje mnie mocniej i wciąga na siebie. Moje włosy opadają na jego pierś, a on ujmuje delikatnie mój policzek. Patrzy na mnie jakbym była jego całym światem. Wiem, że tak własnie jest.
-Kim wstawiła zdjęcia na facebooka… - Mówię cichutko.
-Z porodu? - Pyta zaskoczony i oczekuje odpowiedzi.
-Nie, nie bezpośrednio. Wstawiła zdjęcia już z sali po porodzie. 
-Jesteś na tych zdjęciach? - Słyszę niepokój w jego głosie.
-Na jednym… - Mamroczę niepewnie.
-To niedobrze! -  Erick momentalnie się zdenerwował. Podsunął się lekko i oparł o szczyt łóżka, nadal jednak mnie przytula.
-Tak myślałam, że nie będziesz zadowolony. Poproszę żeby skasowała.
-Teraz to za późno, skoro już wstawiła widziało je na pewno mnóstwo osób.
-To tylko jedno zdjęcie… - Próbuję go przekonać, że to nic takiego.
-Na pewno ukarze się w prasie, a przecież tego nie lubisz - Erick wzdycha wymownie ale całuje mnie czule w usta. Chyba nie jest zły?  Nasza rozmowa trwała dość długo. Wiem, że Erick ma rację ale Kim przecież nie zrobiła tego specjalnie. Chciała podzielić się swoją radością ze wszystkimi i ja to rozumiem. Erick ma jednak swoją teorię i z tym też nie zamierzałam się spierać. 
Na dworze jest już ciemno ale nie mam pojęcia która jest godzina? Gdy lekko przysypiam słyszę, że dzwoni moja komórka. Nie mam jednak siły by się podnieść. Rozleniwiłam się totalnie. Lituje się nade mną Erick i podaje mi ją z torby. To Jenifer - patrzę na zegarek, że jest po jedenastej wieczorem. 
-Cześć Jeni! - odbieram wesoło.
-Hej Meg, nie za późno dzwonię? Dopiero teraz znalazłam chwilę by do ciebie oddzwonić.
-Spokojnie jeszcze nie śpimy -  Siadam po turecku i uśmiecham się do mojego ukochanego, który nie odrywa ode mnie wzroku.
-Mam tyle pracy w salonie odkąd ukazały się te zdjęcia w prasie, że nie wyrabiam - Śmieje się.
-Są chociaż dobre strony tego całego cyrku! -  Przewracam oczami na myśl o Monice. 
-Niestety w najbliższych dniach nie dam rady się stąd wyrwać do New Jersey, może wpadniesz do mnie i wtedy zrobimy ten zabieg i depilację? - proponuje.
-Jasne nie ma problemu, zapisz mnie na jakaś pasującą tobie godzinę.
-Może być jutro? - pyta.
-Kurczę... - krzywię się lekko - Jutro to tak nie bardzo. Właśnie zostałam ciocią i chciałam jechać do siostry do szpitala - dodaję. 
-Oj to cudownie! - Piszczy zaskoczona - To chyba jakoś wcześniej niż się spodziewaliście?
-Urodziła w 36 tygodniu. Mieliśmy bardzo szaloną niedzielę! -  Śmieje się i patrzę na Ericka, który nadal uważnie mi się przygląda. O czym teraz myśli? 
-Ale wszystko w porządku? Filip wam pomagał?
-Tak pomagał nam. Obie są całe i zdrowe, a moja siostrzenica jest najśliczniejsza na całym świecie.
-No oczywiście! - Śmieje się znowu -  Też jestem ciocią od kilku lat, mój bratanek chodzi już do przedszkola, jest małym rozrabiaką.
-Mam nadzieję, że nie zostaniemy kiedyś starymi ciotkami klotkami!
-Nam to nie grozi Meg, jesteśmy za seksowne - stwierdza rozbawiona. 
-Zapamiętam! - Zaczynam chichotać.
-To kiedy chciałabyś do mnie przyjechać?
-Może być w środę, godzina obojętna.
-Dobrze to zapiszę cię do siebie na rano, jedenasta może być?
-Pewnie. A jak tam między wami? - Pytam niepewnie.
-Opowiem ci jak się spotkamy! -  Słyszę w głosie, że się uśmiecha.
-Rozumiem. Jeni?
-Tak?
-Bardzo się cieszę - uśmiecham się szeroko.
-Ja też! - westchnienie w jej głosie jest bardzo wymowne.
-Dobrze nie przeszkadzam ci już, pewnie jesteś jeszcze w salonie. Do zobaczenia w środę.
-Do zobaczenia Meg. Pozdrów Ericka.
-A ty Gordona. Pa, pa! 
-Pa kochana -  Rozłącza się. Erick przygląda mi się dziwnie, jeszcze nie odgadłam co oznacza ta mina, którą w tej chwili robi.
-Co? - Pytam.
-Uwielbiam jak się śmiejesz -  Dotyka palcami mojego gołego ramienia. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że nadal jestem w spódniczce, odruchowo zakrywam dłońmi piersi -  Nie rób tego! - Mówi ostrzegawczo.
-Oj nie lubię tak siedzieć na golasa! -  Biorę poduszkę i zakrywam się nią cała.
-Wstydzisz się mnie? - Podnosi zdziwiony brew.
-Nie wiem… -  Wzruszam ramionami patrząc na niego niepewnie - Nagość nie krępuje mnie tylko w trakcie seksu -  Dodaję.
-Musimy nad tym popracować. Pamiętasz jak cały tydzień na Bahamach chodziliśmy nago?
-Pamiętam - Na to wspomnienie oblewam się rumieńcem.
-Chcę byś czuła się przy mnie swobodnie tak jak wtedy. Masz piękne ciało i nie możesz go zakrywać. Lubię na ciebie patrzeć - jego głos jest przekonujący ale to za mało. Nic nie poradzę na to, że nagość mnie krępuje. Większość ludzi na całym świecie przecież tak ma. 
-Już mówiłam, skoro lubisz to zrób sobie zdjęcia! - Pokazuje mu język i wstaję nadal zakrywając się poduszką.
-O nie! - Chwyta mnie za dłoń i przyciąga do siebie -  Myślisz, że już z tobą skończyłem? - Oczy znowu mu błyszczą i zaczyna mnie całować. Odrzucam poduszkę i ponownie zatracamy się w sobie bez reszty.

Otwieram oczy, w sypialni jest ciemno. Jest mi strasznie gorąco przez wtulonego we mnie Ericka, dlatego się przebudziłam. Kilkugodzinny seks jest jednak w stanie wykończyć nawet jego. Ja też jestem ledwo żywa ale to cudowne zmęczenie. Dopiero teraz odczuwam, że wszystko mnie boli i chcę mi się siku. Wyswobadzam  się delikatnie z jego ramion i na paluszkach idę do łazienki. Erick mruczy coś pod nosem ale się nie budzi. Zapalam światło, które oślepia mnie, mija chwila zanim się przyzwyczajam. Och ale ulga... Nasz seks zawsze jest nieziemski, kocham czuć go w sobie, bo wiem, że wtedy należy tylko i wyłącznie do mnie. Przeglądam się sobie w lustrze i lubię ten widok. Nadal mam wypieki, a oczy mi błyszczą. Odgarniam swoje zmierzwione włosy na bok i... Cholera co to? Krzywię się widząc na moich nadgarstkach czerwone ślady. To chyba po tym jak Erick trzymał mnie zbyt mocno. Kurczę! Nie sądziłam, że można w ten sposób zrobić komuś siniaki. Jak ja podaję do szpitala i pokażę się Kim i rodzicom? Albo w środę Jeni? Jak ja to wytłumaczę? Przyglądam się nadgarstkom dłuższą chwilę... Nie wygląda to dobrze, ile mogą schodzić takie siniaki? Przypominam sobie, że gdy obudziłam się w szpitalu miałam jeszcze kilka, ale to po brutalnym pobiciu, a nie mocniejszym przytrzymaniu przez chwilę. Muszę o tym poczytać. Najgorsze jest to, że jest lato... nie założę przecież bluzki z długim rękawem. Nie chcę jednak się teraz tym zamartwiać. Wracam do łóżka i wtulam się w Ericka. Och tutaj jest mi najlepiej. Przypatruje mu się w ciemnościach, bo tylko wtedy jak śpi jestem pewna, że nie zawstydzi mnie zaraz swoim seksownym przeszywającym na wskroś spojrzeniem. 

Wtorek, 20 sierpnia
-Chryste Meg, co ty tu masz? - Erick chwyta moją dłoń i przygląda się uważnie. Wzrok ma zmartwiony. Chwilę wcześniej przebudziliśmy się i zapowiadał się taki cudowny poranek.
-Zauważyłam w nocy ale to nie boli -  widzę, że zaczyna panikować. Uspokajam go, bo wiem, że nie chce mi zrobić krzywdy.
-Za mocno cię trzymałem, przepraszam -  Mówi cicho. Jego dobry humor prysł momentalnie.
-Nic się nie stało!-  Całuje go w policzek, choć sama jestem trochę zła.
-Czasami się zapominam i robię to za ostro. Prawda? - Podnosi na mnie wzrok, jest w nim coś dziwnego. To jedna z tych min, których nie mogę rozgryźć.
-Lubię ostro… -  Mówię zawstydzona jakby to było coś złego. Uśmiecha się lekko ale wiem, że coś go gryzie.
-Nie chcę zrobić ci krzywdy Aniołku - Prawie szepcze. Aniołku? Jestem jego Aniołem?
-Nie zrobisz…-  Dotykam jego ramienia -  Gdy się kochamy wtedy czuję, że należysz tylko i wyłącznie do mnie, w takiej chwili jesteś tylko mój. Lubię gdy przejmujesz inicjatywę i prowadzisz mnie przez rozkosz, dajesz poznawać moje własne i twoje ciało… -  Dodaję uśmiechając się lekko.
-Muszę  nauczyć się to kontrolować! -  mówi nagle, jakby z odrazą do samego siebie. Patrzę zaskoczona.
-Co kontrolować? - Unoszę brew.
-Moją agresję w trakcie stosunku. Mówiłem ci, że zanim cię poznałem miałem dość specyficzne upodobania i preferencje… -  Mówi zimno, aż przechodzi mnie dreszcz. Wyobrażam sobie jak się wtedy zachowywał. Jak pieprzył się ostro z tymi wszystkimi kobietami i z nią. Z Moniką! Nie chcę o tym myśleć ale to silniejsze ode mnie.
-Nie chcę o tym rozmawiać...-  Ucinam temat i wstaję z łóżka. Pośpiesznie idę do łazienki zanim  Erick cokolwiek powie. Wiem, że jest zaskoczony moją reakcją, ale ja naprawdę nie mam ochoty na taką rozmowę. Może jestem zbyt głupia by to zrozumieć? Po prostu nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem mu się te preferencje i upodobania zmieniły. To możliwe, że teraz już tego nie potrzebuje? Perwersyjnego seksu. A może te siniaki na moich nadgarstkach są dowodem na to, że chciałby ale nie chce mnie skrzywdzić? Albo, że boi mi się to zaproponować? Może przypomniało mu wiele sytuacji z których nie jest dumny?  Tamtej feralnej nocy uderzył przecież Monikę, może zdarzało mu się to często? Ta myśl napawa mnie obrzydzeniem i jak najszybciej chcę zapomnieć o tym wszystkim. 

Wchodzę pod prysznic by zmyć z siebie te myśli. Erick do mnie nie przychodzi co jeszcze bardziej mnie zasmuca. Siadam na podłodze i kwilę cicho. Wiem, że powinnam z nim o tym porozmawiać na poważnie ale chyba nie jestem na to gotowa. Nie jestem gotowa na zmierzenie się z jego przeszłością i tym jaki wtedy był. Wiele już wiem ale na samą myśl choćby skróconych wersji seksu jaki wtedy uprawiał, robi mi się niedobrze. Przy mnie jest przecież taki inny. Ciężko mi uwierzyć w to jaki był wtedy ale i Gordon i Filip i mama Ericka mówili, że bardzo się zmienił. Może powinniśmy iść na jakąś terapię? Leczy się w ogóle coś takiego? W sumie chciałabym wiedzieć czy człowiek może ot tak sobie zmienić swoje upodobania seksualne? Moja ciekawość jest tak duża, że gdy wychodzę spod prysznica, biorę laptopa i siadam z nim na łóżku. Erick musiał zejść na dół, ale to dobrze,bo mogę sobie spokojnie sprawdzić. Wpisuję w google hasło „ostry sex” i to co znajduję wprawia mnie w osłupienie, trafiam też na skrót BDSM o którym w  życiu nie słyszałam. Wiązanie, krępowanie, uległość, dominacja, sadyzm, masochizm! Co do cholery? 
Większość ze stron, które mi wyskoczyły to ostre strony porono więc niewiele wyczytałam...Włączyłam jeden film z ciekawości ale po jakiejś minucie wyłączyłam. To jest straszne! Boże ludzie naprawdę to robią? Niemożliwe żeby Erick, niemożliwe... Potrząsam głową próbując wymazać z głowy te obrazy, które widziałam chwilę wcześniej. Zamykam laptop będąc w totalnym szoku.

Idę do garderoby i ubieram się w  dopasowaną błękitną sukienkę na ramiączka przed kolano, do tego biały komplet bielizny. Dobrze, że wśród tych wszystkich nowych ubrań są też moje rzeczy, które zostały zabranie z mieszkania na Manhattanie. Nie chce mi się układać włosów więc upinam je fantazyjnie w lekki koczek. Powinnam jechać do Kim do szpitala, ale ciekawa jestem czy Erick się ze mną wybierze? Przeglądam się w lustrze... wyglądam dobrze, gdyby nie te ślady na nadgarstkach. Zaglądam do szkatułki z biżuterią, która stoi na mojej toaletce i wyszukuję dwie, bardzo do siebie pasujące bransoletki. Zakładam je na oba nadgarstki. Są dość szerokie i ładnie błyszczą od kryształków Svarovskiego. Od razu lepiej, jeśli nikt się nie będzie przyglądał nie zauważy żadnych śladów. 
W kuchni Flora krząta się przy śniadaniu. Zerkam na zegarek, że już po dziesiątej. Kurczę nieźle sobie pospaliśmy. Ericka nigdzie nie widzę, chyba się na mnie nie obraził?
-Dzień dobry! - Mówi radośnie Flora.
-Dzień dobry babciu -  Uśmiecham się serdecznie - Widziałaś Ericka?
-Jest w swoim gabinecie, ale chyba nie ma dziś humoru -  Wzrusza ramionami, mam nadzieję, że nie był dla niej niemiły -  Pokłóciliście się? - Pyta niepewnie.
-Nie. Może wstał lewą nogą? -  Mówię wymuszając kolejny  uśmiech.
-Czasami ma gorsze dni jak każdy, ale już dawno nie był taki jak dziś - stwierdza smutno, a mnie od razu dopadają wyrzuty sumienia. Może nie powinnam tak uciekać tylko z nim porozmawiać? -  Zjesz coś kochana? - dodaje. 
-Nie dziękuje, nie jestem głodna - Odpowiadam automatycznie i udaję się w kierunku gabinetu. Zaglądam uchylając drzwi, Erick siedzi przy biurku i rozmawia przez telefon. Od razu mnie dostrzega.  Na mój widok wyraz jego twarzy łagodnieje ale nie pokazuje jak zawsze, żebym podeszła. Mimo tego wchodzę do środka.
-Jack oddzwonię do ciebie! - Rzuca do słuchawki i się rozłącza - Stało się coś? - Patrzy na mnie z niepewnością.
-Chciałam sprawdzić co robisz… - odpowiadam na poczekaniu.
-Muszę trochę popracować maleńka, od piątku nie było mnie w firmie -  Na wspomnienie tamtego wieczoru jego humor psuje się jeszcze bardziej. Och Ericku... Ile razy mam cię przepraszać? Mike to przeszłość. Kiedy on to zrozumie? 
-To ja pojadę do Kim do szpitala - próbuję zmienić temat.
-Sama? Myślałem, że pojedziemy oboje jak skończę - W głosie słychać zaskoczenie. 
-Pojadę teraz, ty skończysz pracować i popołudnie możemy spędzić razem - Uśmiecham się lekko.
-Greg cię zawiezie, nie chcę byś jeździła sama - stwierdza sucho.
-Doktor Miller powiedział, że mogę prowadzić - Robię obrażoną minę. Może nie powinnam z nim teraz o tym dyskutować ale mój niewyparzony język jest szybszy od umysłu. 
-Nie zaczynajmy znowu! - Warczy.
-W niedzielę i wczoraj jechałam sama!
-Wiem... - Mówi cicho jakby z pretensją do samego siebie. O co mu dziś chodzi? 
-Przecież nic mi się nie stało, umiem prowadzić… -  Siadam mu na kolana i wtulam się mocno. Erick jak zawsze pachnie czystym praniem. Ma na sobie spodnie dresowe i białą koszulkę.
-Dobrze jedź sama! - niechętnie się zgadza. Musi go to naprawdę wiele kosztować, nie może jednak zabraniać mi czegokolwiek.
-Dziękuję! - Całuje go delikatnie w usta i wstaję.
-Jedziesz w tym co masz na sobie? - Patrzy podejrzliwie na moje kolana. Boże! Uważa, że ta długość jest za krótka?
-Tak, jest gorąco.
-Weź volvo -  odpowiada nic więcej nie mówiąc. Wstaje i idziemy razem do kuchni. Kluczyki mam w torebce, bo wczoraj wracałam nim ze szpitala.
-Zadzwonię jak będę wracać. Potrzebujesz czegoś z miasta? - Posyła mi to swoje błagalne i karcące spojrzenie.
-Ciebie w jednym kawałku -  Ton ma poważny. Człowieku wyluzuj trochę! Tak się wszystkim stresować? Podchodzi i ogląda bransoletki na nadgarstkach, całuje delikatnie moją skórę -  Przepraszam -  dodaje skruszony.
-Kocham cię! - odpowiadam ignorując jego wyimaginowane obawy. Idę do holu założyć buty, wybieram białe czółenka.
-Chyba nie będziesz prowadziła w obcasach! - Staje w drzwiach kuchni i przygląda mi się. Erick kontroler. 
-No tak zapomniałam! -  Posyłam mu słodki uśmiech i zmieniam buty na balerinki - Tak lepiej? -Dodaję.
-Zdecydowanie! - Uśmiecha się w końcu.. Przed domem Ray właśnie kosi trawnik. Macham mu i wyprowadzam z garażu moje volvo. Jest naprawdę gorąco więc włączam klimatyzację, nastawiam radio i wyjeżdżam. Mieszkamy w takim miejscu, że w pobliżu praktycznie nie ma sąsiadów. Każda posiadłość oddzielona jest  od świata wielkim murem oraz żywopłotem i oddalona jest od drugiej naprawdę spory kawałek. Dopiero przed  samym New Jersey zaczynają pojawiać się budynki i domy a, na przedmieściach jest duże centrum handlowe. Szpital jest prawie w centrum miasta. Po drodze dzwonie do Kim czy coś jej potrzeba ale o dziwo, dzisiaj niczego nie chce. Przypominam sobie jak wczoraj jechaliśmy tu z Filipem i powiedział, że ktoś za nami jedzie. Odruchowo zaczęłam się rozglądać ale niczego nie zauważyłam. Sama się tylko niepotrzebnie nastraszyłam. Zaparkowałam na parkingu przed szpitalem i udałam się do środka. W windzie spotkałam doktora Millera i pogadaliśmy chwilę. Naprawdę miły z niego człowiek i doskonały fachowiec. Wchodząc na oddział do Kimberly już w progu usłyszałam głosy z jej sali. O nie! Znowu ma dziś odwiedziny koleżanek. Wczoraj mnie tak wymęczyły, że dziś naprawdę nie mam ochoty na powtórkę. Zaglądam niepewnie ale tu są tylko moi rodzice i Rob.
-Hej! - Wchodzę zadowolona nie ukrywając ulgi. 
-O dobrze, że jesteś! -  Mówi mama  i od razu chwyta mnie za dłoń- Powiedź czy nie lepiej żeby na razie mieszkali nadal u nas? - Zadaje mi dziwne pytanie. Krzywię się? Co?
-Mamo! - Warczy Kimberly, jest wkurzona.
-Nie chcę się wtrącać! To nie moja sprawa ! - Wymiguję się o odpowiedzi i podchodzę ucałować małą i Kim. Dyskusja jednak trwa w najlepsze: mama chcę przekonać Kim i Roba żeby dopóki ich dom nie będzie całkowicie skończony, żeby zostali u nich. Ja na jej miejscu bym się nie zgodziła, bo znam naszą mamę i wiem, że we wszystko by się wtrącała. Wolałabym mieszkać w domu w którym jest remont niż z nimi ale decyzja należy do nich...głównie do Kim, bo biedny Robert nie ma za bardzo nic do powiedzenia. Na szczęście nie wybucha z tego jakaś kolejna kłótnia, a mama po namowach ojca nieco odpuszcza... Na razie.  Koło drugiej po południu mój żołądek dopomina się jedzenia. Przypominam sobie, że przecież jeszcze nic dziś nie jadłam.
-Idzie ktoś ze mną na lunch? - Pytam ale nie ma chętnych, zjeżdżam więc sama do szpitalnego baru. O tej porze jest tu sporo ludzi, głównie personelu i pacjentów. Zamawiam sobie sałatkę cesarską i sok pomarańczowy. Siadam przy stoliku i w spokoju udaje mi się zjeść. Gdy kończę dzwoni jednak mój telefon. Wygrzebuję go z torebki, to Erick.
-Hej! - Mówię radośnie.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że wczoraj ktoś was śledził? - pyta ostro. O Cholera!
-Ja nikogo nie widziałam, to Filipowi się coś wydawało - Próbuję się wytłumaczyć.
-Skoro mówił, że ktoś za wami jechał to tak najprawdopodobniej było! -  Warczy.
-Dziś nikt nie jechał -  burczę zirytowana. 
-A co to za wytłumaczenie? Skoro wczoraj nie widziałaś, równie dobrze dziś mogłaś nie zauważyć! - jego ton jest coraz ostrzejszy. Krzywię się.
-Wyluzuj trochę! To naprawdę nie jest zabawne, ta cała kontrola... ta ochrona! - Podnoszę głos.
-Gdybym wiedział nie pozwoliłbym ci jechać dziś samej Megan! - krzyczy na mnie. 
-Nie możesz mi zabronić czegokolwiek, jestem dorosła i sama decyduję co chcę robić! - Syczę, ależ jestem zła. Jak on może mnie tak traktować?
-Tak samo jak zadecydowałaś żeby spotkać się w piątek w nocy z tym dupkiem?! - Mówi pretensjonalnie.
-To nie jest tak, jesteś niesprawiedliwy! - Wzbierają we mnie łzy. Ta rozmowa dopiero przed nami, a on na pewno ma swoją teorię na ten temat. Jakże mylną i źle mnie osądzającą. Chce mi się płakać na myśl, że tak jest. 
-Prawda jest taka, że wyszłaś z domu w nocy, bez uprzedzenia kogokolwiek. Wiesz co ja czułem jak zadzwoniłem do ciebie ale nie odbierałaś? Zadzwoniłem  więc do twojego ojca by zapytać czy wszystko jest dobrze... - znowu krzyczy - Wiesz co czułem jak zajrzał do pokoju, a ciebie nie było, a telefon leżał pod poduszką?! Odchodziłem od zmysłów, znowu! Myślałem, że ktoś cię porwał. Dopiero jak Kimberly wzięła telefon przeczytała, że wyszłaś z tym Valterem. To było dla mnie jak policzek Megan! - Głos mu drży. Rozglądam się nerwowo mając wrażenie, że wszyscy słyszą naszą kłótnię. 
-Nie chciałam byś się martwił, przepraszam... -  Mówię skruszona. Wiem, że źle zrobiłam.
-Powiedz mi po co się z nim spotkałaś? - Pyta cicho. Jego złość przerodziła się w panikę. Słysze w jego głosie tą niepewność. 
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz? - Znowu podnosi ton. Co za zmienny człowiek!
-Po prostu nie wiem Erick, nie wiem czemu się zgodziłam by wyjść?
-Chciałaś mi zrobić na złość?
-Chryste nie! - Oburzam się aż siedzący obok przy stoliku mężczyźni patrzą na mnie dziwnie. Wstaje więc i wychodzę na korytarz.
-To powiedz dlaczego to zrobiłaś? - Powtarza.
-To nie jest rozmowa na telefon Ericku, porozmawiamy w domu! - Warczę i mam ochotę się rozłączyć.
-O której zamierzasz wracać? - znowu ten rozkazujący ton mówiący: Wracaj natychmiast! 
-Nie wiem, posiedzę jeszcze z godzinę i wracam - Mówię obojętnie, bo nie takie spędzanie popołudnia miałam na myśli przed wyjazdem tutaj. 
-Greg po ciebie przyjedzie, zostaw volvo na parkingu! - Mówi stanowczo. Nie mam siły się z nim kłócić. 
-Dobrze -  Zgadzam, nie chcę go bardziej rozzłościć.
-Jadłaś coś w ogóle? - Wtrąca nagle.
-Właśnie przerwałeś mi lunch, ale nie mam już na niego ochoty! -  Mówię złośliwie. Słyszę jak wzdycha.
-Do zobaczenia Meg.
-Do zobaczenia! - Rozłączam się, cała aż kipię ze złości. Jestem zła na niego za tą jego nadopiekuńczość i kontrolę ale i na siebie za spotkanie z Michelem. Naprawdę żałuję, że się z nim spotkałam ale czy Erick mi w to uwierzy? Wsiadam do windy, na jednym z pięter dołącza do mnie kilka osób. Ciekawe czy Filip ma dziś dyżur? Pewnie on mu powiedział o tym, że ktoś nas niby śledził. Na niego też jestem zła! 
Gdy wchodzę ma odział, panuje tu spokój i cisza. W sali leży tylko Kim, a Eva obok jej łóżka w czymś co przypomina plastikową wanienkę, nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa? Obie chyba śpią, rodzinka nieźle je wymęczyła. Nie ma ich, Roberta także. Pewnie pojechali do domu odpocząć i zapewne wrócą tu jeszcze dziś wczesnym wieczorem. Mi też nie zostaje nic innego tylko się zbierać.
-Jedziesz już? - Pyta nagle Kim i otwiera oczy.
-Tak, zmęczona jesteś. Powinnaś odpocząć - Uśmiecham się sztucznie - Kiedy was wypisują?
-Jutro pewnie dostanę wypis, tata po nas przyjedzie.
-Zadzwoń jak będziesz wiedziała, może wpadnę do domu, bo akurat będę jutro w Nowym Yorku.
-Jasne zadzwonię i Meg… dziękuje za wszystko! - Mówi wzruszona. O nie! zaraz i ja się popłaczę.
-Nie ma za co. Jesteś moją jedyną siostrą - Podchodzę i obejmuję ją delikatnie.
-Niezły z ciebie rajdowiec! - Mówi i obie chichoczemy cicho. Żegnam się z nią i całuje malutką Evę delikatnie w główkę, tak ślicznie pachnie. Zjeżdżam na dół i wychodzę przed szpital. Greg ma być dopiero za pół godziny więc siadam w poczekalni. Wolę na niego poczekać niż się sprzeciwiać i jechać sama. Erick dostałby pewnie szału gdybym wróciła własnym autem. Patrzę na komórkę jest prawie czwarta po południu ale gdy chowam ją do torebki nagle zaczyna dzwonić. Nie znam numeru ale odbieram.
-Megan Donell.
-Witaj Megan -  słyszę kobiecy, nieznany mi głos.
-Przepraszam z kim mam przyjemność? - Pytam zaskoczona.
-Nie znamy się, mam na imię Marina jestem znajomą pana Ericka Evansa i Moniki Quanchez! -  Kurwa mać! Skąd ma mój numer? To jedna z TYCH dziewczyn? Zerkam nerwowo na wyświetlacz. 
-W czym mogę pomóc? - Pytam grzecznie starając się ukryć zdenerwowanie.
-Chciałabym się z panią spotkać, bardzo mi na tym zależy - Co??!!!
-Ale w jakiej sprawie? - Robi mi się gorąco.
-Chciałabym z panią poznać - Mówi niewzruszona.
-Nie wiem czy ja mam na to ochotę - Burczę.
-Domyśla się pani kim jestem - Mówi łagodnie. Nie wydaje się być arogancka ani chamska. Wręcz przeciwnie... jakby naprawdę zależało jej na tym spotkaniu. 
-Chciałabym się mylić. Czego pani ode mnie chce? - pytam zdenerwowana.
-Proszę mi poświęcić kilka minut. Bardzo proszę - Powtarza. Cholera! Przecież Erick się na to nie zgodzi.
-Nie sądzę bym chciała wiedzieć co ma mi pani do powiedzenia - mówię wprost.
-Nie jestem pani wrogiem, a wiem, że Monika chce was rozdzielić -  Te słowa są dla mnie jak kubeł zimnej wody. Siadam na ławeczce i oddycham głęboko. Tak naprawdę powinnam się rozłączyć ale to co powiedziała sprawia, że w głowie znowu zaświeca mi się czerwona lampka. 
-Już wystarczająco uprzykrzyła nam życie Marino, nie chcę o niej rozmawiać - Mówię cicho.
-Wiem co zrobiła… - Milczy chwilę - Proszę tylko o jedno spotkanie, w wybranym przez panią miejscu i czasie -  Kurwa mać! Erick mnie zabije!
-Dobrze, spotkajmy się jutro o trzeciej przed salonem „Jenifer” na Manhattanie - zgadzam się bez namysłu. Na analizowanie tego wszystkiego przyjdzie czas później. 
-Przed salonem pani Fox? - Pyta znowu mnie zaskakując ale faktycznie... przecież one korzystały z usług, Monika je tam zapisywała.
-Tak dokładnie. Jak cię rozpoznam?
-Jestem wysoką blondynką, na pewno się pani zorientuje -  odpowiada. Czemu mam wrażenie, że się uśmiecha?
-Rozumiem, w takim razie do zobaczenia.
-Dziękuję! - Mówi i się rozłącza. To teraz myśl Donell co powiesz Erickowi? Muszę poprosić Jeni by mnie kryła. Boże! Żeby to tylko nie odwróciło się przeciwko mnie. Jestem geniuszem w komplikowaniu wszystkiego... Ale muszę się dowiedzieć co kombinuje Monika. Może ta dziewczyna naprawdę chce mi pomóc? A może to ja nadal jestem tak naiwna? Zamyślona wychodzę ze szpitala i idę na parking gdzie właśnie podjeżdża Greg. Witam się z nim miło. Otwiera mi drzwi i wsiadam z tyłu. Ruszamy gdy dzwoni jego telefon. Wiem, że to Erick sprawdza czy jestem z nim. Wywracam oczami i zapinam pas. Jak mam z nim normalnie i na spokojnie porozmawiać w domu skoro właśnie rozmawiałam z jedną z TYCH dziewczyn, którą zapewne pieprzył? „Jestem wysoką blondynką” - jej słowa dźwięczą mi w głowie. Mogłam się domyślić, pewnie właśnie w takich gustował. Och Boże... Gordon powiedział przecież gdy widział mnie po raz pierwszy, że był zdziwiony, że nie mam jasnych włosów. Co za dzień! W ogóle nie chce mi się wracać do domu. Najchętniej porozmawiałabym z Johnem, tak dawno go nie widziałam. Nie mógł przylecieć gdy byłam w szpitalu po operacji. Nawet nie mam jego numeru by chociaż wysłać smsa, a tak naprawdę jemu jednemu mogę powiedzieć dosłownie wszystko. Nie miałam okazji z nim porozmawiać o Ericku i o tym wszystkim co się wydarzyło od maja. Tęsknię za nim. John zawsze potrafił mnie rozśmieszyć i pocieszyć. Ciekawe co by powiedział na to wszystko? Na pewno się martwi, a wiem, że był u mnie gdy leżałam w śpiączce ale nie mogę tego pamiętać. Z tego wszystkiego chce mi się płakać. Kulę się na tylnym siedzeniu i kwilę cicho. Greg to dostrzega i patrzy w lusterko widząc jak się zachowuję.
-Wszystko w porządku proszę pani? - Pyta delikatnie.
-Tak Greg - Odpowiadam cicho, a on na szczęście już się nie dopytuje.

2 komentarze:

  1. Coś płaczliwa Meg się zrobiła. Miałam nadzieję że spotka Filipa = ) Przecinek Ci się przesunął za literkę a w jednym zdaniu. Wątek Johna powrócił.: D
    Czekam na dalszy ciąg i pozdrawiam
    Emilia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na mój gust dziewczyna robi się zbyt melodramatyczna, sama na własne życzenie otacza się siecią kłamstw, a przy takim konfliktowym partnerze zatajanie nawet drobnostek urasta do rangi przestępstwa... Oj głupia ta nasza dziewczynka..

    OdpowiedzUsuń