Premiera już w lipcu!

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 43

Wchodzę do kuchni gdzie pachnie ciastem Flory, jej ani Raya jednak nie ma. Erick kręci się gdzieś tutaj ale nie będę go specjalnie szukała. Kroję sobie duży kawałek ciasta drożdżowego i nalewam szklankę mleka. O tak! Tego mi było potrzeba. Ciasto smakuje jak u babci, w sumie Flora to przecież taka moja przyszywana babcia. Uśmiecham się na tą myśl.
-Smacznego -  słyszę głos Ericka. Odwracam się i widzę, że jest w kąpielówkach które zakrył białym ręcznikiem. Na ciele ma krople od wody, włosy wilgotne... Cholera! Na jego widok ledwo przełykam to co mam z buzi. Dlaczego jego ciało tak na mnie działa? Przecież już nie raz go widziałam.
-Pyszne ciasto! -  Mówię z pełną buzią i zaczynam się śmiać.
-Nie chcę psuć ci humoru ale chciałbym porozmawiać - Mówi stanowczo, chyba myśli, że mam dobry nastrój  ale się myli. Widzę po wyrazie jego twarzy, że jest zły na mnie.
-Teraz? - Pytam nie mogąc oderwać od niego wzroku.
-Zjedź najpierw, zaraz przyjdę - Rzuca i wbiega na górę do sypialni. Jezu! Czemu jego widok sprawia, że moje podbrzusze tak słodko się zaciska? Teraz najchętniej bym się z nim namiętnie kochała, a nie rozmawiała o tym całym gównie. Kończę szybko ciasto i popijam mlekiem. Mam ochotę na jeszcze jeden kawałek jednak się powstrzymuje. Po chwili wraca Erick do kuchni, Przebrał się w swój domowy szary dres i koszulkę. Lubię go w takim domowym wydaniu, chociaż jako pan prezes prezentuje się równie seksownie.
-Już zjadłam - Mówię, nie wiem jak zacząć tą rozmowę.
-To dobrze -  Głos ma łagodny, podchodzi do mnie i siada obok przy wyspie.
-Pływałeś? - Pytam głupio. Erick podnosi brew, chyba go rozbawiłam.
-Tak Meg pływałem. Będziesz zadawała takie pytania? - Próbuje opanować uśmiech.
-Nie wiem od czego zacząć. Pewnie powinnam cię przeprosić za to, że się w piątek spotkałam i Mikem… - Wzdycham głośno.
-Nie oczekuję przeprosin - Mówi cicho.
-To czego oczekujesz? - Kładę łokcie na wyspie i wpatruję się w niego. Zrobiłabym dla niego naprawdę wszystko i nie chcę by był o mnie zazdrosny. 
-Byś mi wyjaśniła dlaczego to zrobiłaś? - W jego oczach widać smutek.
-Nie wiem Ericku, naprawdę nie wiem… - Chwytam do za dłoń - Żałuję tego i wiem, że źle zrobiłam, nie wiem co mi przyszło do głowy. Michel nic dla mnie nie znaczy!
-Pocałowałaś go – Widzę, że bardzo cierpi.
-To on mnie pocałował! - Znowu się tłumaczę.
-A tobie się to podobało - Podnosi wzrok i patrzy wprost na mnie.
-Zapomniałam się na sekundę, bardzo tego żałuje - Piszczę, pragnę by mi wybaczył. Jeśli tego nie zrobi to chyba pęknie mi serce. 
-Zastanawiałaś się co ci mogło grozić gdy z nim tam pojechałaś? - Mówi tak poważnie, że przechodzi mnie dreszcz.
-Mike by mnie nie skrzywdził… - szepczę. 
-Skąd wiesz? - mruży groźnie oczy.
-Po prostu wiem - Wzruszam ramionami.
-Bo cię kocha? - Wstaje i obchodzi wyspę, stoi naprzeciwko mnie. Serce wali mi jak szalone.
-Ja jego nie kocham! - Mówię bo myślę, że właśnie to chce usłyszeć.
-Nie o to pytam! - Warczy. O cholera! Jest wściekły.
-Nie wiem czy mnie kocha, tak twierdzi ale mnie to nie obchodzi! - Podnoszę głos.
-Podpisał zdjęcie na profilu Kim -  Chryste! Naprawdę on ma zamiar się teraz bawić w zazdrosnego chłopaka? Nie mamy większych problemów?
-Podpisał on i pewnie ze sto innych osób, Ericku. Powiedz o co ci chodzi? Nie mam zamiaru się bawić w jakieś podchody -  Mówię zirytowana.
-Powiedz mi jedno -  Zamyka oczy i wzdycha głęboko - Jakbym tam nie przyjechał z Jackiem i Gregiem, jak twoim zdaniem skończyłby się tamten wieczór?
-Co? - Pytam zdziwiona, nie wiem o co mu chodzi.
-Tamten wieczór, jak by się skończył? - Mówi poważnie.
-Wróciła bym do domu pieszą! - Przewracam oczami.
-Meg poważnie pytam! - Warczy.
-A ja odpowiadam: Mike by mnie pewnie nie odwiózł po tym jak strzeliłam mu w mordę, więc wróciłabym pieszą! To było 15 minut od domu rodziców!
-A ja myślę inaczej! - podchodzi do mnie blisko, jednak mnie nie dotyka.
-Myślisz ,że bym się z nim przespała?! - Odskakuję oburzona, jak w ogóle mógł tak pomyśleć?
-Nie - Mówi spokojnie czym jeszcze bardziej mnie wkurza.
-To o co ci chodzi?!
-O to, że gdy Greg zawiózł cię do domu przeszukałem z Jackiem jego samochód. Wiesz co w nim znaleźliśmy? - Patrzę wkurzona.
-Skąd mam niby wiedzieć?!
-To ci powiem! Znaleźliśmy tabletki gwałtu, taśmę, koc i poduszki! -  Zamieram, bo przecież to nie możliwe, Michel by tego nie zrobił. Stoję zamurowana i nie jestem w stanie wypowiedzieć słowa -  Teraz rozumiesz? - Pyta.
-To niemożliwe, on nie mógłby... - Szepczę.
-Prawda jest taka, że chciał cię tamtego wieczoru przelecieć z twoją czy bez twojej zgody! I nieźle się do tego przygotował! - Mówi i widzę, że cały się trzęsie ze złości.
-To niemożliwe… -  Powtarzam jeszcze ciszej.
-Możliwe Megan! Mówiłem ci, że jesteś atrakcyjna, nie dziwię mu się że chciał to zrobić. W końcu kiedyś byliście parą, może myślał, że nadal coś do niego czujesz! Nie wiem i gówno mnie to interesuje. Chciał ci zrobić krzywdę to jest fakt! Zachowałaś się bardzo nierozsądnie i nieodpowiedzialnie! Poszłaś tam bez słowa! Nie możesz być taka naiwna! ? -Dodaje i przytula mnie mocno jakby wiedział, że właśnie tego potrzebuję. 
-Przepraszam - Zaczynam płakać.
-Nie dałbym rady gdyby cokolwiek jeszcze ci się stało, za dużo przeze mnie już wycierpiałaś! -  Całuje moją głowę - Nic się dla mnie nie liczy, tylko ty. Chciałbym cię uchronić przed całym złem, schować tylko dla siebie. Wolę się z tobą kłócić niż z kimś innym śmiać! - Stoimy tak w uścisku, ja płaczę, Erick gładzi mi włosy i czule całuje. Przerywa nam nagle głos Gordona.
-Sorry gołąbeczki, że przerywam! - Mówi wesoło. Może myśli, że znowu nas przyłapał. Erick odwraca się do niego i uśmiecha, nie wypuszcza mnie jednak z ramion.
-Cześć Gordon -  Pociągam nosem i wycieram policzki.
-Chyba nie w porę wpadłem… - Peszy się.
-Spokojnie, już skończyliśmy rozmawiać… - Całuje mnie w głowę i podchodzi się przywitać.
-Jeni mówiła, że jutro do niej wpadasz na takie te wasze babskie zabiegi... - Siada na wysokim stołku przy kuchennej wyspie.
-Tak, umówiłyśmy się na jutro, trochę się porozpieszczam -  mówię żartobliwie.  Przecież i tak nic nie robię, po czym mam się niby relaksować?
-Mają tam jakiś nowy masaż czy coś, na pewno ci się spodoba.
-Dobra, dobra jaki masaż? - Wtrąca Erick -  Kto cię będzie masował? - Nie wiem czy pyta poważnie czy żartuje.
-Pewnie masażystka jakaś… - Patrzę na niego zaskoczona.
-Jeni cię będzie masowała -  Wtrąca Gordon - Ona nie tylko jest właścicielem i fryzjerką, robi tam wszystko, zabiegi też. A ty wyluzuj trochę ! - Uspokaja Ericka.
-To ja was zostawię! - Idę w kierunku tarasu, bo mam wrażenie, że chcą zostać tylko we dwóch.
-Zostań Meg, mam dla was zaproszenie! - Mówi Gordon i kładzie kopertę na stole. Erick bierze ją do ręki i otwiera zaczyna czytać na głos:

„Mamy zaszczyt zaprosić szanownego Pana Ericka Evansa wraz z wybranką jego serca Panną Megan Donell na odnowienie naszej przysięgi małżeńskiej, która odbędzie się 31 sierpnia 2013 roku w „Kaplicy zakochanych” w Las Vegas.”

Państwo Jeniffer i Gordon Fox

Otwieram buzie ze zdziwienia. O cholera! Chyba naprawdę sobie wszystko wyjaśnili. Patrzę na, Ericka który jest równie zaskoczony jak ja.
-Polecicie z nami? - Pyta zadowolony Gordon.
-Jasne stary! Tak bardzo się cieszę! - Mówi Erick i wpadają sobie w ramiona.
-Lecimy do Vegas! -  Krzyczę uradowana i skaczę jak szalona. Chłopaki patrzą na mnie i zaczynają się śmiać.
-Kto jeszcze będzie? - Pyta Erick.
-Zaprosiłem najbliższych znajomych w tym Filipa z osobą towarzyszącą ale nie wiem kogo weźmie. Podobno się z kimś spotyka? - Spotyka się z kimś? Unoszę brew... Dobre sobie.
-Kim padnie z zazdrości jak jej powiem! - Uśmiecham się szyderczo. Wiem, że zawsze chciała tam pojechać.
-Możesz ją zabrać jeśli chcesz! -  Mówi Gordon.
-Ona właśnie urodziła - Wtrąca Erick.
-Faktycznie mówiłeś mi, zapomniałem. Nadarzy się jeszcze nie jedna okazja… -  Mruga do mnie -  Ericku i tu moja prośba do ciebie. Możemy pogadać? - Wychodzą do gabinetu, a ja zostaje sama ze swoją radością na myśl, że lecimy do Vegas. Kurczę tak bardzo się cieszę, że między nimi wszystko dobrze. Mam tym większą satysfakcję, że trochę się do tego przyczyniłam. Humor od razu mi wrócił i na chwilę zapomniałam o tym, że jutro mam spotkać się z Mariną. Kroję sobie kolejny kawałek ciasta i zjadam go z wielką ochotą. 

Postanawiam też zrobić coś dobrego na kolację. Wyciągam z lodówki kilka produktów i zaczynam pichcić. Pamiętam, że kiedyś tylko gotowanie dawało mi się całkowicie zrelaksować, teraz do tego doszedł także seks. Taki mam plan na wieczór, dobrze zjeść i kochać się z moim ukochanym. Uśmiecham się sama do siebie. Włączam muzykę w radiu leci „Hello” - uwielbiam tą piosenkę. Tańczę po kuchni i śpiewam pod nosem z marchewką w ręku, która robi mi też za mikrofon. Czuję się tak beztrosko i swobodnie. Jest wczesny wieczór, chłopaki zaszyli się w gabinecie więc mam trochę czasu by wszystko przygotować. Zrobię pierś kurczaka z suszonymi pomidorami i mozarella, pieczone ziemniaczki, a do tego surówka z marchewki i jabłka. Pasowałoby do tego białe wino ale nie wolno mi jeszcze pić alkoholu. Po niecałej godzince danie jest już w piekarniku, robią więc sobie więc koktajl ze świeżych owoców i zasiadam przez telewizorem. Akurat lecą wiadomości. Na samym końcu są plotki ze świata show biznesu na szczęście tym razem nic nie wspominają ani o Ericku, ani o Monice. To dobrze. Hieny może trochę odpuściły tą nagonkę. Po ósmej Erick i Gordon wychodzą z gabinetu, rozmawiają jeszcze o czymś, humory mają dobre.
-Zostaniesz na kolację? - Pytam z grzeczności.
-Nie. Będę jechał, mam trochę papierkowej roboty w domu - Odmawia grzecznie i podchodzi się pożegnać. Odprowadzamy go do samochodu. W kuchni Erick ociera się o mnie zalotnie, chyba ma ochotę na to samo co ja. Podszczypuje mi tyłek i całuje po szyi. Zachowujemy się jak para zakochanych nastolatków i w ogóle mi to nie przeszkadza.
-Jeszcze szklanki podaj! - Mówię do Ericka gdy wyciągam z piekarnika naszą kolację, pachnie pysznie.
-Nie możesz napić się wina? - Pyta łagodnie.
-Na razie mam zakaz na alkohol, do odwołania -  Robię smutną minkę, też pomyślałam przecież, że wino byłyby idealne. No trudno.
-Może w Las Vegas napijesz się chociaż szampana? -  Uśmiecha się uwodzicielsko.
-Co za prośbę miał Gordon? - Przypomniało mi się.
-Pytał czy możemy polecieć moim samolotem i czy zostanę po raz drugi ich świadkiem.
-I co? Zostaniesz?
-Oczywiście, że tak - Kładzie szklanki przy talerzach.
-A kto będzie świadkową? - Pytam trochę zazdrosna, że mnie nie poprosili.
-Przyjaciółka Jeni, ta sama co była świadkową na pierwszym ślubie.
-Och… - Wzdycham. Nie wiem czemu ale czuję lekki zawód, będę musiała się z tą przyjaciółką dzielić Erickiem tego wieczora, bo będzie miał obowiązki jako świadek. Nie podoba mi się to.
-Gotowe! -  Mówi zadowolony z siebie, że nakrył do stołu. Siadam naprzeciwko siebie, Erick nakłada nam kolacje na talerze. Nie chcę się chwalić ale naprawdę dobre mi wyszło. Dobre jedzenie potrafi poprawić humor i po chwili zapominam o „przyjaciółce Jeni”.

Siedzimy, rozmawiamy i śmiejemy się. To naprawdę przyjemny wieczór, jest przed dziesiątą więc niedługo muszę iść spać skoro jutro mam być o jedenastej w Nowym Jorku. Wstawiam naczynia do zmywarki. Erick podchodzi do mnie i obejmuje.
-Cudowna będzie z ciebie żona… - Całuje mnie tuż za uchem.
-Na jakiej podstawie tak twierdzisz? - Droczę się z nim.
-Umiesz gotować, jesteś opiekuńcza i czuła. Moja rodzina i przyjaciele cię uwielbiają. Czego więcej potrzeba?
-Tak? - Pytam nieskromnie i próbuję opanować śmiech.
-Tak panno Donell! -Szczypie mnie w tyłek, a ja piszczę - Chodź na górę - Bierze mnie za rękę i prowadzi do sypialni.
-Co będziemy robić? - Siadam na łóżku i robię słodką minkę.
-To na co oboje mamy ochotę… - Zdejmuje koszulkę przez głowę, a mi momentalnie zasycha w ustach.
-Skąd wiesz czy chce tego samego co ty? - Wpatruję się w jego idealne ramiona i brzuch. Boże jaki on jest podniecający.
-Jeśli nie wiesz to zaraz ci udowodnię, że chcesz dokładnie tego co ja! - Mówi i podchodzi do mnie, przekręca mnie tak, że leżę na brzuchu -  Leż spokojnie -  Dodaje tym swoim wibrującym tonem i rozpina mi suwak od sukienki. Składa pocałunek zaraz nad zapięciem biustonosza, a ja rozpływam się cała pod jego ustami. Zsuwa mi sukienkę i już jestem w samej bieliźnie. Erick gładzi pośladki, które wyglądają całkiem nieźle w tych koronkowych stringach. Mam ochotę się poruszyć, w dole brzucha czuję przyjemnie znajome uczucie narastającego pożądania. Wiem, że od razu jestem gotowa. Co ten facet ze mną wyprawia? Mruczy cicho muskając wargami moje plecy, jakby napawał się  zapachem mojej skóry. Dłonie trzyma rozłożone nad moją głową - Jesteś taka piękna - Szepcze i przeciąga palcem wzdłuż kręgosłupa co wywołuje u mnie dreszcz na całym ciele. Jednym zgrabnym ruchem rozpina mi biustonosz i obraca mnie na plecy. Mogę podziwiać jego idealną sylwetkę zawieszoną w powietrzu nade mną.
-Pan też niczego sobie wygląda panie Evans! - Mówię zalotnie przygryzając wargę, na co Erick od razu reaguje. Zsuwa mnie na brzeg łóżka i rozkłada szeroko moje nogi.
-Tak pięknie pachniesz…  - Przeciąga nosem po moich majteczkach i zaciąga się mocno zapachem mojego podniecenia. Pulsujące uczucie pożądania narasta i narasta, a on dalej mnie tak słodko torturuje. Muska delikatnie ustami, opuszkami palców. Mam wrażenie, że unosimy się nad łóżkiem.
-Dziś wersja soft? - Pytam drżącym głosem.
-Tak aniołku - Składa mi mokry pocałunek na ustach i zaczyna delikatnie pieścić dłońmi moje piersi, które od razu reagują, brodawki twardnieją, a ja wyginam plecy w łuk.
-Och! -  Jęczę, mam ochotę na więcej. Językiem zatacza kółeczka wokół sutków doprowadzając mnie tym na granicę orgazmu.
-Jeszcze nie teraz maleńka - Przerywa nagle widząc, że prawie szczytuję.
-Proszę… - Szepczę i przyciągam go mocno do siebie tak, że przez spodnie czuję jego dużą, pulsująca męskość na moim kroczu.
-Dziś będzie jak to powiedziałaś soft i slow… -  Obejmuje mnie i kładzie się obok - Wsiądź na mnie - Dodaje. Waham się chwilę, jednak robię to co mi każe. Jego penis idealnie ociera się przez materiał o moją kobiecość.
-Boże! - Mruczę podniecona do granic. Erick podsuwa się do pozycji półsiedzącej tak, że moje piersi ma na wysokości wzroku. Chwyta je delikatnie i kontynuuje pieszczoty. Odchylam głowę do tyłu i jęczę. Zaczyna się powoli poruszać ocierając o mnie, to takie przyjemne. Mam wrażenie, że zaraz eksploduje, a on mnie przecież tak naprawdę nawet nie dotyka.
-Chciałbym cię mieć tylko dla siebie! -  Obejmuje mnie tak, że nasze ciała się stykają. Nasze oddechy mieszają się, a ja zamykam oczy próbując się opanować.
-Jestem twoja, od momentu w którym cię zobaczyłam -  Szepczę i uśmiecham się. Jego dłonie łaskoczą mnie po krzyżu.
-Nigdy się tobą nie nasycę, to wręcz bolesne tak kogoś potrzebować! - Wtula głowę w moje piersi i oddycha głęboko. Tulimy się do siebie, nie wiem jak długo. W sumie myślałam, że będziemy się kochać, a Ericka naszło na wyznania. Zaskakuje mnie na każdym kroku. Nie wiem czy powinnam mu mówić o tym, że wiem o ciąży Moniki? To chyba nie jest dobry moment. Nie chcę psuć atmosfery, dziś i tak już odbyliśmy jedną poważną rozmowę i chyba na drugą nie ma już miejsca. Jest dość późno, a ja jutro rano wstaję. Nawet nie wiem czy jadę sama czy z ochroną?
-O czym się tak zamyśliłaś? - Wyrywa mnie z zadumy i całuje w obojczyk.
-Mogę jechać jutro sama? - Wołałabym, bo przecież mam się spotkać z Mariną, a ochrona by mi to bardzo utrudniła.
-Nie chcę byś jeździła bez Grega. Zresztą twoje auto stoi na parkingu przed szpitalem -  Mówi spokojnie.
-Mogłaby pojechać jednym z twoich - Uśmiecham się słodko.
-A długo ci się tam zejdzie?
-Nie mam pojęcia, jutro Kim wychodzi ze szpitala więc chciałam ją jeszcze w domu odwiedzić - Cholera mam nadzieję, że mi pozwoli.
-Mam jutro spotkanie więc możemy jechać razem, zostawię cię w salonie, a potem dasz znać jak będziesz chciała jechać do Kimberly.
-Ok - Zgadzam się niechętnie ale to chyba lepsze rozwiązanie niż jechać z ochroną, która będzie na mnie czekała cały czas.
-No dobrze… -  Milczy przez chwilę i patrzy na mnie zaciekawiony.
-Co? - Pytam, od razu się denerwuję, bo mam wrażenie jakby się domyślał, że mam się z kimś spotkać.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć? - Unosi brew.
-Myślałam, że będziemy się kochać - Mówię szczerzę ale i odwracam jego uwagę od moich durnych spisków.
-Bo będziemy… -  Patrzę na niego, a oczy już mu płonął. Rzuca mi swój szelmowski uśmieszek i zaczyna całować mnie po szyi. Chichoczę jak mała dziewczynka. Moje ciało od razu reaguje i jest gotowe. Chwytam go za ramiona by czuć go blisko, jeszcze bliżej. Całuje mnie, centymetr po centymetrze, sutki twardnieją, a po plecach przechodzi dreszcz. Jęczę i ocieram się o jego krocze. Jednym zgrabnym ruchem pozbywa się swoich spodni i bokserek, leży pode mną nagi i cały napalony. Cieniutka koronka dzieli jego członka od mojej kobiecości.
-Mam cię dosiąść? - Pytam cicho, oddech mam przyśpieszony.
-Tak… -  Odpowiada i pomaga mi zdjąć majteczki, kciukiem dotyka mojej pulsującej łechtaczki -  Jesteś taka mokra! - Mówi jakby mnie podziwiał.
-Cała dla ciebie! -  Zatrzymuje jego dłoń, chwytam jego członka i nakierowuję go na swoją kobiecość. Zaskoczony odchyla ręce do tyłu i napawa się widokiem. Chyba nigdy nie przejęłam inicjatywy więc sama jestem zaskoczona. Opadam na niego powoli, wypełniając się i jęcząc. Erick patrzy na mnie zachwycony. Gdy jest we mnie cały oboje krzyczymy, kładę dłonie na jego klatce i zaczynam delikatnie poruszać biodrami. Od razu czuję jak upragnione uczucie narastającego orgazmu zbliża się wielkimi krokami. Opadam i się podnoszę, biodrami zataczając kółka.
-Jesteś boginią! - Mówi i łapie mnie w pasie dociskając do siebie jeszcze mocniej.
-Aaa! - Krzyczę z rozkoszy i przy kolejnym ruchu zaczynam gwałtownie szczytować. Czuję to cudownie rozlewające się po całym moim ciele uczucie. Zaciskam się wokół niego mocno, sprawiając mu jeszcze większą przyjemność. Erick przyśpiesza, wprawia moje biodra w ruch i daje kolejny orgazm, który jest jeszcze bardziej intensywny – Bożę Erick! - Krzyczę i odchylając głowę do tyłu łapię się za włosy.

-O tak Maleńka! - Mówi i podziwia moją pozę. Nie mogę nad tym zapanować. To jak instynkt. Moje ciało odchyla się, a penis wchodzi jeszcze głębiej. Kręci mi się w głowie od nadmiaru doznań, ale on nie przestaje. Trzyma moje biodra i porusza nimi, ruchy są głębokie, intensywne tak mocno, że czuję jakbym zaraz miała odlecieć. Kilka ruchów i znowu czuję to uczucie nad którym nie mogę zapanować. Ponownie zaciskam się wokół niego krzycząc głośno i ściskając swoją głowę i włosy. Nogi mi drżą, a ciało napięło się jak struna. Erick trzyma mnie mocno za biodra i przy następnym ruchu także doznaje spełnienia. Czuję jak rozlewa się we mnie gorącem nasienia. Drży spazmując przy tym i kilkakrotnie powtarzając moje imię. Jestem tak wyczerpana, że opadam na niego, a on chwyta mnie w ramiona i tuli do siebie mocno. Jest mi gorąco, cała jestem mokra ale mam to gdzieś. Leżę w ramionach mojego ukochanego i nic więcej się nie liczy. W myślach obiecuję sobie, że to ostatni raz kiedy nie mówię mu o spotkaniu z kimś. Wiem, że by się na to nie zgodził. To ostatni raz. Ostatni raz.

13 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :D :D

    Mogłabym prosić o zaproszenie do tego bloga -----> http://prawiejakwniebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu musisz napisać do autorki bloga by dodała Cię do odbiorców :)

      Usuń
    2. No właśnie nie wiem kto jest autorką, bo się nie wyświetla :<

      Usuń
  2. Boże cudowny blog dziś przeczytałam wszystkie rozdziały i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Ta historia jest wspaniała i z niecierpliwością czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny już się pojawił :) Zapraszam serdecznie! :)

      Usuń
  3. no i masz babo placek......wpadłam po uszy.......cały dzień w pracy zawaliłam, ale przeczytałam wszystko...dobrze, że szef mnie widział, bo by miał zagwozdkę co ja takim rumieńcem oblana jestem..............powiem krótko normalnie rewelacja...po prostu brak słów.......chcem więcej i więcej i jeszcze więcej....... :) pozdrawiam serdecznie genialną autorkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. mała korekta......szef mnie NIE widział ;) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na wiecej :) iiii bardzo mnie wciagnelo to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Momentami odnoszę wrażenie, że nasza para zachowuje się jak stare dobre małżeństwo, wspólne dyskusje, kolacyjki i wieczorne zabawy. Wydawałoby się, że to taka idealna małżeńska codzienność, więc szkoda bybylo zepsuć taką idyllę. A między wierszami da się wyłapać zbierające się chmury. Agn

    OdpowiedzUsuń