Premiera już w lipcu!

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 44

Środa, 21 sierpnia

Jesteśmy w drodze do Nowego Jorku, jest kilka minut po dziewiątej rano. Erick ubrany w czarny trzyczęściowy garnitur, wygląda jak na pana prezesa przystało. Ja założyłam kremowy kostium składający się z szortów i marynarki. Erick był zaskoczony gdy mnie w tym zobaczył, jednak na szczęście nie dopytywał czemu się tak odstawiłam. Nie mogę przecież wyglądać jak uboga krewna na spotkaniu z TĄ dziewczyną. Mam plan żeby w salonie dodatkowo uczesać się i zrobić makijaż. Muszę czuć się przy niej pewnie, bo inaczej ta rozmowa nie pójdzie po mojej myśli. Chociaż sama tak naprawdę nie wiem czego mam po niej oczekiwać? I po pierwsze... czego ona może ode mnie chcieć?

Bentley mknie przed siebie, a my słuchamy muzyki i jesteśmy zrelaksowani. Przynajmniej ja staram się taką zgrywać by Erick niczego nie podejrzewał. Chwilę przez jedenastą dojeżdżamy do salonu.
-Daj znać jak będziesz chciała jechać do rodziców. Jeśli będę na spotkaniu Jack po ciebie przyjedzie, a ja przyjadę po ciebie wieczorem -  Całuje mnie mocno i namiętnie na pożegnanie, jakby ten pocałunek miał mu wystarczyć na cały dzień. Oboje jednak wiemy, że to niemożliwe. 
-Dam znać. Kocham cię! -  Uśmiecham się słodko i zgrabnie wychodzę na chodnik. Zaryzykowałam dziś i założyłam złote sandałki na wysokim obcasie, zapomniałam spytać doktora czy mogę już w nich chodzić? Zanim wejdę do salonu rozglądam się odruchowo, nikogo podejrzanego jednak nie widzę. Umówiłam się z nią na trzecią ale mam takie dziwne wrażenie, że czeka gdzieś tutaj i mnie obserwuje. 

W salonie wita mnie młoda dziewczyna i od razu prowadzi do biura Jeniffer.
-Cześć Kochana! -  Wstaje uśmiechnięta i całuje mnie w oba policzki. Wygląda kwitnąco. Oczy jej błyszczą, a cera jaśnieje. 
-Cześć Jeni - Witam się z nią równie serdecznie.
-To co najpierw depilacja, a potem przyjemności? -  od razu przechodzi do rzeczy. Zakłada biały fartuch i prowadzi do jednej z sal gdzie wykonuje się zabiegi. Jej salon jest naprawdę imponująco wyposażony: najnowszy sprzęt, dobrej jakości kosmetyki.
-Nie lubię depilacji -  Mówię wchodząc za nią do środka.
-Niestety my kobiety jesteśmy na to skazane!  - Śmieje się -  Co będziemy robić? - Pyta.
-Możemy całość… -  Mówię niepewnie, bo doskonale pamiętam jakie to nieprzyjemne. 
-Bikini brazylijskie czy Hollywood?  - Co? Jakbym jeszcze wiedziała co to za różnica. Robię chyba zaskoczoną minę, bo Jeni się śmieje - Całość czy z paseczkiem zostawiamy? –Dodaje dla wyjaśnienia.
-Chyba z paseczkiem, nie chcę wyglądać jak dziecko...tam na dole -  Rumienie się.
-To teraz taka moda, wszystkie chcą wyglądać jak gwiazdy porno, zero włosków! -  Zakłada białe lateksowe rękawiczki i porusza palcami przybierając śmieszny przerażający uśmiech więc i ja się śmieje. 
-Myślisz, że Erickowi by się spodobało? - Pytam nieśmiało. W życiu bym nie pomyślała, że będę o takich rzeczach z kimś rozmawiać.
-Gordon jest zachwycony! -  Puszcza mi oczko.
-No dobrze, to ja też chcę całość... - odpowiadam jednak nie do końca jestem do tego przekonana, ale jeśli ma to sprawić przyjemność Erickowi... to niech tak będzie.
-Zaczniemy od łydek - Mówi Jeni i zabiera się do pracy. Ból jest znośny. Ostatnim razem gdy depilowałam się sama w domu, bolało wiele bardziej. Dość szybko jej to idzie i po niecałej godzinie cała jestem gładziutka. Przy Jeni krępuje się mniej niż na przykład przez Filipem ale to tylko dlatego, że jest kobietą.  Schodzę z fotela, a Jeni wychodzi na chwilę bym się ubrała. Podchodzę do lustra i patrzę… faktycznie jak w pornosach. Mam nadzieję, że Erick mnie nie wyśmieje. Przyglądam się chwilę i powiem szczerze, że podoba mi się to co widzę. Skóra jest lekko zaróżowiona ale idealnie gładka i błyszcząca od oliwki. Wkładam jednorazową bieliznę i przygotowany dla mnie szlafrok, po czym przechodzę do pomieszczenia obok, gdzie na środku stoi stół do zabiegów na ciało i masażu. Zapalone świeczki i kadzidełka nadają niepowtarzalny nastrój.
-Peeling cukrowy, masaż i maska? - Jeni wychodzi zza parawanu.
-Zdaję się na panią pani Fox! - Uśmiecham się i kładę na brzuchu. Zabieg jest naprawdę bardzo przyjemny. Najpierw dość ostry i mocny peeling, który złuszczył martwy naskórek i wygładził moją skórę. Podczas masażu praktycznie zasnęłam i nawet nie czułam jak Jeni nałożyła mi  maskę na ciało i owinęła je folią. Cicha relaksująca muzyka, a dokładniej odgłosy szumiącego wodospadu, pozwoliły mi przenieść się znowu na Bahamy. Jeni wybudziła mnie przy zmywaniu maski i nakładaniu kremu do ciała.
-Gotowe! - Pomaga mi usiąść, bo nadal jestem w lekkim półśnie. Dotykam delikatnie skóry swoich nóg. 
-Wow! Ale miękkie i gładkie! - Mówię z niedowierzaniem.
-Erick będzie zachwycony - Mówi zadowolona -  Chcesz coś jeszcze zrobić?
-Chciałabym wymodelować włosy i zrobić lekki makijaż.
-Nie ma problemu, chodź! 

W salonie naprawdę panuje duży ruch. Widzę kilka dodatkowych dziewczyn, jedna z nich myje mi głowę i prowadzi na fotel. Po modelowaniu i makijażu mamy jeszcze trochę czasu więc wracamy do gabinetu Jeni by pogadać. Opowiada mi jak rozmawiali z Gordonem tamtego wieczoru. Gordon wytłumaczył jej wszystko jeszcze raz, na spokojnie. Mówi, że wiele zrozumiała, że miałam rację z tym, że bał się zerwać umowę, bo wiedział, że coś jej może grozić i, że dopiero jak Erick się zdecydował to on też nabrał odwagi, bo we dwóch zawsze jest łatwiej. Obgadałyśmy także wyjazd do Las Vegas. Dowiedziałam się, że leci tam aż dwanaście osób. Nie znam większości z nich ale przynajmniej będę miała okazję poznać towarzystwo Ericka. Gdy zapytałam czy wie z kim leci Filip, odpowiedziała, że sama jest zaskoczona, że w ogóle kogoś zabiera, bo z niego raczej taki Playboy i nie pamięta żeby był z kimś związany na stałe. Tutaj wcale mnie nie zaskoczyła.  Widać,że Jeni jest szczęśliwa. Na pewno czeka ich z Gordonem wiele rozmówi i pracy nad małżeństwem ale wiem, że się kochają. Jeniffer to bardzo dobra kobieta, a Gordon ma wielkie szczęście, że na nią trafił.

Kilka minut przez trzecią mówię, że muszę się zbierać, bo umówiłam się z Erickiem. Jeni nie zatrzymuje mnie, bo ma jeszcze sporo pracy. Żegnamy się i schodzę na dół by zapłacić.
-Daj spokój! - Mówi głośno - To na koszt firmy -Dodaje.
-Nie Jeni, wolałabym zapłacić, napracowałaś się. Jest mi głupio.
-Przez tą aferę mamy takie obroty, że naprawdę nie musisz się martwić! -  Uśmiecha się serdecznie.
-To chociaż zostawię napiwek dla dziewczyny, która myła mi włosy. Jest dobra, zrobiła mi taki masaż głowy, że prawie znowu zasnęłam - Mówię szczerzę.
-Violu pozwól na chwilę! -Jeni woła tą właśnie dziewczynę, a ona podchodzi niepewnie jakby była przestraszona.
-Stało się coś pani Fox? - Pyta cichutko.
-Pani Donell chciała ci coś powiedzieć - Kładzie jej dłoń na ramieniu.
-To dla ciebie! - Wkładam jej 50 dolarów do kieszonki w czarnym fryzjerskim fartuszku. Wiem, że to lekka przesada ale nie mam drobniej, a ona na pewno się z tego ucieszy.
-Jejku dziękuję! - Piszczy zaskoczona i podskakuje jak dziecko. Widać, że jest młodziutka, pewnie ma tutaj praktyki.
-Nie ma za co, naprawdę robisz cudowny masaż -  Uśmiecham się.
-Możesz wrócić do pracy Violu, dobrze się spisałaś - Dodaje Jeni i całuje mnie jeszcze raz . Zerkam w lustro przy wyjściu, wyglądam dobrze. Włosy ładnie ułożone, błyszczące. Delikatny makijaż podkreślający oczy. Miękkie i gładkie ciało oraz szorty w których moje nogi wyglądają zabójczo... Jest dobrze! Rozpinam jeden guzik więcej w pudrowo-różowej koszuli i wychodzę. Na ulicy panuje duży ruch. Ludzie pędzą na lunche i na przeróżne spotkania. Rozglądam się i czuję jak dopada  mnie zdenerwowanie. Właśnie dostrzegłam jak z białego audi wysiada blondynka. Wysoka, szczupła, ze sztucznym ale nie przesadzonym biustem. Ubrana jest w szarą połyskującą sukienkę, chyba... bo jest tak krótka i kusa, że ledwo zasłania pośladki i piersi. Od razu wiem, że to Marina. Na stopach ma niebotycznie wysokie markowe szpilki. Z  daleka widzę, że jest wyższa ode mnie pewnie ze 20 centymetrów. Biorę głęboki oddech i idę w jej kierunku. Odwraca się nagle i uśmiecha gdy mnie dostrzega. Ma duże okulary przeciwsłoneczne, które zakrywają połowę twarzy, usta standardowo napompowane botoxem... to taki trochę klon Moniki. Czy wszystkie jej „modelki” tak wyglądają? W „katalogu” widziałam przecież różne kobiety.
-Witaj Marino! - Podchodzę i wyciągam dłoń Podczas makijażu dziewczyny zrobiły mi także manicure. Krwistoczerwone paznokcie mają być oznaką pewności siebie której w tej chwili mi zdecydowanie brakuje.
-Dziękuję, że się pani zgodziła -  Ściskam lekko jej dłoń, która obwieszona jest pierścionkami i bransoletkami.
-Megan, mów mi po imieniu proszę -  Mówię łagodnie i przyglądam jej się uważnie. Nie wiem czy mi się wydaję ale wygląda jakby coś ukrywała pod tymi okularami.
-Chodźmy, na roku jak kawiarnia gdzie będziemy mogły spokojnie porozmawiać... - proponuje i ruszamy w kierunku przejścia dla pieszych. Czuję na sobie jej wzrok i dziękuję w myślach i sobie i Jeni, że dziś tak dobrze wyglądam. Światło zmienia się na zielone i więc ruszamy dalej.
W kawiarni nie ma dużo ludzi. Siadamy przy stoliku zaraz obok okna, które wychodzi na ruchliwą ulicę Manhattanu. Wystrój w stylu lat 50tych: czerwono-biała kratka, okrągłe stołki barowe i szafa grająca. Przyjemne miejsce. Marina zamawia kawę, a ja sok ze świeżych owoców.
-Nie lubisz kawy? - Pyta, mieszając łyżeczką w wysokiej szklance swoje dietetycznego latte.
-Nie mogę pić kawy - Odpowiadam automatycznie, a ona zastyga zaskoczona.
-Dlaczego? - Pyta ciekawa i dopiero po jej minie domyślam się o czym pomyślała. 
-Nie jestem w ciąży jeśli o tym myślisz… -  Mówię i widzę jak się rozluźnia.
-Monika mówiła, że jesteś... -  Mówi cicho. O cholera! Faktycznie przecież jej tak powiedziałam.
-Kłamałam by się odczepiła -   przyznaję szczerze.
-Rozumiem… -  Milczy przez chwilę.
-Dlaczego chciałaś się ze mną spotkać? - Jeżdżę opuszkiem palca po krawędzi szklanki ze swoim  sokiem. Cholernie się denerwuję.
-Chciałam zobaczyć jak wyglądasz - Wypala nagle, a ja zdziwiona unoszę brew. 
-I tylko dlatego mnie tu ściągnęłaś? - Podnoszę zirytowana głos.
-Chciałam zobaczyć czym się od nas różnisz, dlaczego wybrał ciebie - Kontynuuje, jeszcze bardziej mnie zaskakując.
-Mówisz o Ericku? - Pytam już łagodnym tonem.
-Tak mówię o panie Evansie, co masz takiego czego my nie mamy? - pyta. Nie jestem dziwką - odpowiadam w myślach.
-Nie jestem jedną z dziewczyn z agencji Moniki... - odpowiadam wymownie. Na myśl o niej od razu się bardziej denerwuję.
-Właśnie tego nie rozumiem... Miałaś być jedną z nas. Co się takiego stało... co zrobiłaś, że pan Evans zrezygnował z nas dla...ciebie? -  Marina nagle zdejmuje okulary i widzę, że ma wielkiego siniaka pod okiem.
-Boże co ci się stało? - Biorę delikatnie jej twarz w dłonie, ma podbite prawe oko i krwiaka na nim.
-Taka praca… -  Rzuca jakby nic się nie stało.
-Powinnaś iść z tym na policję! - Warczę cicho. Nagle robi mi się jej cholernie szkoda. 
-Nic mi nie jest, nie o tym chcę rozmawiać. Powiedz mi co takiego masz czego ja nie mam? - Pyta poważnie ale łagodnie. Zabieram dłoń z jej twarzy i patrzę na nią.
-Nie mnie pytaj, tylko Ericka... znaczy pana Evansa, jak go nazywasz....
-Nie pozwalał do siebie mówić po imieniu -  Przerywa mi.
-Nie wiem dlaczego wybrał mnie, może jestem inna niż wy...? -  odpowiadam niepewnie. Na pewno jestem inna - gani mnie moje wewnętrzne „ja”.
-Nie prawda... Wszystkie jesteśmy takie same. Nawet Monika, która i tak była bliżej niego niż inne dziewczyny… -  odpowiada z drwiącym uśmiechem i zaczyna nerwowo bawić się kluczykami do swojego auta. 
-Monika to zła kobieta. Manipuluje wami tak samo jak manipulowała  Erickiem -  Pochylam się bliżej niej by nikt nie słyszał.
-Ona chce was rozdzielić, jest zdolna do wszystkiego... - wyznaje. 
-Czemu mi o tym mówisz?
-Pan Evans był dla nas dobry, nie wiedział o niektórych procedurach, które wprowadzała Monika. Zawsze dużo płacił i załatwiał najlepszych klientów… -  Wzdrygam się na tą myśl, ale zdecydowałam się tu przyjść więc nie mogę się teraz wycofać.
-Erick to dobry człowiek, a każdy może popełnić błąd. Monika jest jego największym błędem, który pociągnął za sobą wiele innych spraw…-  z nerwów dłonie zaczęły mi się pocić. Pocieram jedną o drugą by zapanować nad emocjami. 
-Ona ma filmy… -  Patrzę na nią wyczekująco. Cholera! Wiem o jakie filmy jej chodzi. Monika chce je wykorzystać by go skompromitować i zniszczyć -  Wiesz co na nich jest? - Dodaje.
-Domyślam się - Mówię cicho, w brzuchu mam jeden wielki supeł.
-Wiem, że to nie będzie dla ciebie przyjemne ale mam kopie tych nagrań… -  nagle wyciąga z torby pendrive i podsuwa go w moją stronę.
-Po co mi to dajesz? - Pytam zaskoczona i oburzona, bo kompletnie nie mam ochoty oglądać tych filmów. Moje serce by chyba tego nie wytrzymało. 
-Może wam się przydać. Są tam też zdjęcia o których Monika nie wie. Ona zmusza niektóre dziewczyny do tego co robimy...nie każda z nas robi to dobrowolnie - jej szczerość jest imponująca. Nie wiem czemu ale wierzę jej. 
-Kto jest na tych zdjęciach? - Wysuwam dłoń w kierunku pendriva.
-Dziewczyny, które zostały pobite gdy odmawiały, niektóre zdjęcia są naprawdę drastyczne.
-Ty też odmówiłaś? - Spoglądam na jej opuchniętą twarz.
-Nie - zaśmiała się - Już mówiłam... taka praca. Niektórzy klienci mają specjalnie wymagania, ale też specjalnie za nie płacą… -  Dodaje i się uśmiecha szeroko. Boże jak mi jej żal! Tak się poniżać i dawać bić dla pieniędzy?
-Mogę ci jakoś pomóc? - Nie wiem czemu zadaję to pytanie.
-Mi? - Pyta zaskoczona i milczy chwilę - Pomóż sobie i panu Evansowi, uchroń was przez Moniką – dodaje.
-Jak mam to niby zrobić?
-Nie wiem? -  Spuszcza głowę -  Monika to mój pracodawca ale wiem, że jest zła, zła do szpiku kości. Dla mnie już za późno ale pan Evans ma pieniądze. Możecie uciec.
-Nie będziemy uciekać, to nie jest wyjście.
-Ale ona będzie próbowała was rozdzielić. Jest w stanie zrobić krzywdę tobie albo panu Evansowi. Słyszałam ostatnio jej rozmowę, rozmawiała po rosyjsku… -  Mówi cicho.
-Co z tego, że po rosyjsku? - Wzruszam ramionami.
-To z tego, że nasi klienci z Rosji to głowie bossowie mafii. Nie znam dobrze tego języka ale rozmawiała właśnie o was - Wzrok ma smutny.
-Myślisz, że jest do tego zdolna? - Oczy mam wielkie z przerażenia.
-Jestem tego pewna, ona planuje zabić ciebie albo pana Evansa… -  Jej słowa sprawiają, że czuję się jakbym dostała cegłą w głowę. Patrzę na nią i chcę by powiedziała, że żartuje. Ale ona milczy, w oczach też ma strach. Przypominają mi się słowa Ericka „nie wiesz jakie osoby za tym wszystkim stoją” -  To mściwa bestia, myśli tylko o pieniądzach. Ciebie nienawidzi, bo uważa, że jej go zabrałaś - Dodaje po chwili.
-On nigdy do niej nie należał! - Mówię oburzona i uderzam pięścią w stolik zwracając uwagę osób siedzących obok nas.
-Ona uważa inaczej -  Uspokaja mnie.
-To co powinnam zrobić? - W oczach praktycznie mam łzy.
-Namówić pana Evansa by wyjechać, daleko... gdzie nikt was nie znajdzie - Mówi naprawdę poważnie.
-To się nie uda, nie możemy się ukrywać do końca życia… -  odpowiadam półszeptem.
-Ona naprawdę jest niebezpieczna. Macie ochronę? - pyta. 
-Oczywiście, że tak. Wzmocnioną.
-To co tu ze mną robisz? - Zaskakuje mnie tym pytaniem. Uświadamiam sobie jak bardzo ryzykuję wychodząc sama - Pan Evans pozwolił ci się ze mną spotkać? -  Dodaje drwiąco, bo zapewne doskonale wie, że nie.
-Nie, nic nie wie o tym spotkaniu. Nie byłby zadowolony.
-Musisz się go słuchać, on na pewno ma informacje od swojej ochrony. Ma dojścia i możliwe, że wie też co planuje Monika, może ma jakiś plan. Zapytaj go… -  No jasne! Mam zapytać czy może przypadkiem nie wie, że ta szmata skontaktowała się z rosyjską mafią by nas pozabijać?  Poziom mojego stresu właśnie osiągnął maximum. Dzwoni mi także telefon, a ja  aż podskakuję gdy zaczyna wibrować w torebce. To Erick! Cholera! Pokazuję Marinie by była cicho.
-Halo! - odbieram.
-Gdzie ty do cholery jesteś?! - Jest wściekły.
-W kawiarni - odpowiadam chyba jeszcze ciszej.
-Z kim?!
-Z koleżanką -  Kłamię, a Marina się uśmiecha delikatnie.
-Z jaką kurwa koleżanką? Miałaś być w salonie! Przed chwilą dzwoniła do mnie Jeni żeby powiedzieć jaka jesteś cudowna i dowiaduję się, że ciebie już tam od ponad godziny nie ma! - warczy na mnie. 
-Spotkałam koleżankę przed wejściem i poszłyśmy na kawę. Przepraszam - Mówię skruszona, nienawidzę kłamać.
-Masz się stamtąd nie ruszać, zaraz Jack po ciebie przyjedzie! - Mówi stanowczo.
-Jesteś na spotkaniu? - próbuję zmienić temat. 
-Tak. A co? - Głos ma lodowaty.
-Nic, tak pytam.  Mówiłeś, że jak nie będziesz mógł przyjechać to wyślesz Jacka. Naprawdę przepraszam - Powtarzam się.
-Muszę kończyć. Porozmawiamy wieczorem, śpimy dziś w Evans Tower - stawia mnie przed faktem dokonanym. Jak zwykle zresztą. Ehh...
-Dobrze... -  Przytakuję, nie chce się z nim licytować.
-Uważaj na siebie i odbieraj moje telefony. Zawsze!
-Pa -  Mówię cicho i się rozłączam. Boże! Czuje się jak nastolatka, która dostała opieprz od ojca. Marina przygląda mi się rozbawiona.
-Lubi kontrolę… -  Mówi i wstaje -  Będę się zbierała. Twoja ochrona zapewne zaraz przyjedzie. Lepiej żeby mnie tu nie widzieli - Dodaje.
-Dziękuję, że powiedziałaś mi o tym co wiesz. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy pamiętaj, że postaram się ci pomóc - Uśmiecham się blado.
-Zapamiętam. Miło było cię poznać Megan. Uważaj na siebie i dbaj o pana Evansa, zasługuje na wszystko co najlepsze! - Podaje mi dłoń na pożegnanie i kieruje się prosto do wyjścia. Zakłada okulary i wychodzi z kawiarni. Siedzę zaszokowana informacjami, które właśnie usłyszałam, wpatruję się w okno. Próbuję analizować to czego się dowiedziałam jednak nie jestem w stanie trzeźwo myśleć. Przypomina mi się to, że ktoś podobno nas śledził gdy jechałam Filipem w poniedziałek do szpitala i ogarnia mnie przerażenie. Monika chce nas rozdzielić, skrzywdzić, zlikwidować jedno z nas. Z rozmyślań wyrywa mnie głos Jacka, który nagle podchodzi do mnie.
-Meg stało się coś? Jesteś taka blada -  Kuca przede mną.
-Nie wszystko w porządku -  Potrząsam głową sprowadzając się na ziemię.
-Na pewno? - Pyta niepewny.
-Tak. Chodźmy! -  Uśmiecham się sztucznie i wstaję. Jack rzuca mi podejrzliwe spojrzenie  ale rusza za mną.
-Przepraszam, a kto zapłaci? - Podbiega do mnie kelnerka.
-Oj już przepraszam, zapomniałam się -  Posyłam jej uśmiech, którego nie odwzajemnia. Wyjmuję z portfela 50 dolarów i podaje jej - Reszty nie trzeba -  Dodaję. Zaskoczona kelnerka bierze ode mnie pieniądze i nic nie mówi. Rachunek na pewno nie był większy niż dziesięć dolców...Od kiedy ja jestem taka rozrzutna? - Pytam się w myślach i razem z Jackiem wychodzimy z lokalu. Przed wejściem stoi zaparkowany Bentley. Jack otwiera mi drzwi, a wskakuję na siedzenie i zapinam pas.
-Jedziemy do domu twoich rodziców? - Pyta.
-Poczekaj sprawdzę czy w ogóle Kim wyszła ze szpitala… -  Wyciągam telefon i dzwonię do niej. Okazuje się, że dopiero jadą ale im się zejdzie i nie ma sensu bym jechała do domu i czekała sama. Obie z Evą czują się dobrze i wszystko jest w porządku. Oczywiście mówi bym wpadała kiedy tylko zechcę. Obiecuję, że postaram się wpaść najszybciej jak się da i kończę rozmowę. 
-I jak?  - Pyta Jack i odpala samochód.
-Nie wrócili jeszcze.
-To jedziemy do apartamentu czy jakieś zakupy? - Uśmiecha się życzliwie.
-Nie mam ochoty na zakupy -  Odpowiadam i wyciągam nogi na siedzeniu. Kiwa głową i rusza powoli. Budynek znajduje się kilka przecznic od Evans Tower ale w godzinach szczytu, dojazd zajął nam prawie godzinę. W tym czasie otrzymuję kilka ememesów od Kim ze zdjęciem Evy jak śpi w foteliku samochodowym. Jest taka słodka...ustawiam sobie jedno ze zdjęć na tapecie w komórce. Wykładając telefon do kieszonki torby w ręce wpada mi pendrive, który dała mi Marina. Na samą myśl co się na nim znajduje, wzdrygam się. Czy ja znajdę w sobie odwagę by kiedyś na niego zajrzeć? Nie wiem czy zniosłabym taki widok... Moja wyobraźnia i tak podsuwa mi różne obrazy ale zapewne to co tam jest przeszło by moje najśmielsze oczekiwania.  W garażu podziemnym Jack parkuje zaraz obok znajomego  mi Audi. Cholera! Kupił sobie? Takie samo jak Filip? Patrzę zaskoczona na najnowszy, identyczny jak Filipa model samochodu ale nic nie mówię. W windzie dalej milczę, Jack też się nie odzywa.  Wchodząc do holu słyszę męski głos z kuchni. Od razu się tam udaję i widzę Filipa rozmawiającego przez telefon.
-Właśnie przyjechali! -  Mówi do słuchawki i macha mi na powitanie. Od razu wiem, że rozmawia z Erickiem.
-Już myślałam ,że to jego audi tam stoi! - Pokazuję ręką na podłogę, mając na myśli garaż i się uśmiecham szeroko. 
-Dobrze, do zobaczenia! -  Kończy rozmowę - Kontrolujesz wydatki Ericka? - Rzuca żartobliwie.
-Jestem głosem zdrowego rozsądku! -  stwierdzam i stawiam torbę na kuchennej wyspie. 
-Ślicznie wyglądasz! - Mówi i widzę jak lustruje mnie wzrokiem od stóp w górę.
-Ty też niczego sobie… - Odpowiadam udając, że nie zwracam uwagi jak na mnie patrzy. Jack dyskretnie zostawia nas samych.
-Zjemy coś? Jestem głodny - Zmienia temat. Cieszę się, że nie ma zamiaru rozwodzić się na temat mojego wyglądu. 
-Nie wiem czy jest tu w ogóle z czego cokolwiek ugotować? -  Zaglądam do lodówki i faktycznie zawartość nie jest imponująca, nie mieszkamy tu już przecież od dłuższego czasu.
-Zamówmy pizzę - Uśmiecha się szelmowsko.
-Wolę chińczyka - Rzucam mu spojrzenie i zaczynamy się śmiać.
-No dobra! - Rzuca i wybiera numer na komórce. Składa zamówienie nawet nie pytając na co mam ochotę.
-Skąd wiesz, że lubię kurczaka w cieście? - Krzyżuję dłonie na piersi i udaje poważną. Czasami lubię się z nim droczyć. 
-Każdy lubi - Mówi  pewnie i idzie po wino -  Białe? - Pyta.
-Bardzo śmieszne! - wywracam oczami. 
-No co? Czerwone? - Podnosi brew zaskoczony.
-Przecież ja nie mogę pić jeszcze.
-Zapomniałem, wybacz mała! - Rzuca mi miłe spojrzenie. Mała? Nauczył się tego od Ericka? 
-Kogo zabierasz do Vegas? - Pytam z ciekawości. Obchodzę kuchnię i siadając przy wyspie, zakładam nogę na nogę.
-Koleżankę… -  Odpowiada zdawkowo i patrzy na moje błyszczące od balsamu nogi. Sama nie mogę się nadziwić jak dobrze wyglądają.
-Jak ma na imię? -  Kontynuuje wywiad.
-Chloe.
-Skąd się znacie?
-Co tak wypytujesz? Zazdrosna jesteś? - Opiera łokcie o blat i patrzy mi prosto w oczy. Próbuje mnie tym onieśmielić ale to już na mnie nie działa.
-Może! - Rzucam tajemniczo. Na pewno nie o ciebie jestem zazdrosna Filipie - dodaję w myślach - Chcę wiedzieć kto z nami leci.
-Nie znasz większości z tych osób, a o moją osobę towarzyszącą wypytujesz? -  Przechyla głowę oczekując odpowiedzi.
-Dobra nie chcesz, nie mówi! - Podnoszę ręce w geście kapitulacji - Skoro to taka wielka tajemnica! - Dodaję udając niewzruszoną. 
-Chloe to moja znajoma. Poznałem ją niedawno na konferencji. Ma 27 lat, jest dyrektorem od spraw marketingu w firmie farmaceutycznej. Wysoka, ciemna karnacja, ciemne włosy. Coś jeszcze chcesz wiedzieć? - Wypowiada te słowa z szybkością kałasznikowa.
-Rozmiar biustonosza? - Rzucam żartobliwie.

-Idealnie mieszczą się w mojej dłoni! - Dodaje po czym chyba się orientuje, że żartowałam i oboje wybuchamy śmiechem. Jestem nieco zaszokowana, chociaż sama w sumie nie wiem czym? Przecież to oczywiste, że on sypia z różnymi kobietami.
-Co robiłaś w salonie u Jeni? - znowu zmienia temat. To aż dziwne, że rozmawiamy o takich "błahych" sprawach jak starzy dobrzy znajomi. 
-A takie tam babskie...depilację, zabieg, fryzjer - Uśmiecham się.
-Depilację czego? - posyła mi ten swój uwodzicielski uśmiech.
-Daj spokój! - Klepię go w ramię - Nie działają na mnie te twoje gierki! -  Dodaje i znowu zaczynam się śmiać. 
-No powiedz! - Puszcza mi oczko. Gdyby nie to, że nasza znajomość zaczęła się dość dziwnie to mogłabym uznać, że dobry byłby z niego kumpel.
-Wszystko sobie wydepilowałam! - Mówię rozbawiona i pokazuję mu nogę -  Zobacz  jakie gładkie! - Przesuwam palcami po całej długości łydki aż do uda.
-Stwardniałem - Mówi i dotykając mojej nogi i również zaczyna się śmiać. 
-Świnia! - Zabieram nogę ale nie mogę powstrzymać śmiechu. Mam nadzieje, że on wie, że to tylko wygłupy. Wolałabym chyba nie mieć świadomości, że go pociągam. Czy takim zachowaniem ja go prowokuję? Cholera... O tym nie pomyślałam.  Czuję się przy nim mniej skrępowana niż kiedyś chociaż i tak ten jego wzrok... Czasami aż ściska mnie wtedy w żołądku. 
-Tylko nogę pokażesz? - Chyba chce dalej żartować, a przynajmniej mam taką nadzieję. 
-Wszystko inne już widziałeś! - Oblewam się rumieńcem.
-No faktycznie, ale zawodowo się nie liczy! -  Trąca mnie biodrem i obejmuje mnie pewnie - Oj żartuję mała, już się tak nie czerwień! - Czuje jak wali mu serce - Gdybyśmy poznali się wcześniej... - Dodaje i wzdycha głęboko.
-Filip nie zaczynaj! - Mówię ostrzegawczo i podnoszę głowę by spojrzeć mu w oczy. Uśmiecha się serdecznie i nagle całuje mnie w czoło.
-No już, już! Nie złość się! - Puszcza mnie.
-Nie złoszczę się, mam gorszy dzień – siadam  z powrotem na stołku i także wzdycham. 
-Erick mówił, że się na ciebie zdenerwował.
-Wiem! – Burczę -  Ciężko mi czasami z tą jego cholerną obsesją kontrolowania wszystkiego! - Dodaję.
-On to robi dla twojego dobra Meg, martwi się po prostu.
-Nie broń go. Wiem, że się martwi, ale czasami przesadza! - Rzucam mu gniewne spojrzenie.
-Może ma powód żeby przesadzać… - Mówi tajemniczo jakby coś wiedział. Ta myśl mnie niepokoi. 
-To niech mi zacznie mówić co się dzieje, a nie zamyka mnie w złotej klatce. Nie schowa mnie przecież przed całym światem… - W myślach mam to co powiedziała mi dziś Marina.
-Dobra nie gadajmy o tym... - przerywa mi - Zaraz przywiozą jedzenie. Gdzie macie jakieś talerze? - Zmienia temat jakby nie chciał się wygadać i tym właśnie potwierdza mi to o czym mówiła Marina. On wie i Erick też wie o tym samym czego ja się dziś dowiedziałam. 
-Ja przyniosę... - Mówię i przyglądam mu się uważnie. Wiem, że o tym myśli... cóż za kuriozalna sytuacja. Wszyscy wiedzą, a nikt o tym nie mówi. Nie wiem czy długo tak wytrzymam? Za chwilę Jack przynosi nam jednak gorącego chińczyka. Faktycznie kurczak w cieście jest pyszny. Zajadamy się przy stole w kuchni. Nie wiem po co wyjmowałam talerze skoro jemy prosto z pudełek?
-Erick mówił o której będzie? - Pytam zerkając na zegarek, jest parę minut po piątej.
-Nie. Ma jakieś spotkanie - Filip odpowiada z  buzią pełną makaronu.
-Długie te spotkanie! -  Przewracam oczami i nabieram warzywa na pałeczki.
-No w końcu jest prezesem wielkiej firmy - upomina mnie Filip - Musi czasami poświęcić cały dzień by móc następny spędzić tylko z tobą - dodaje, a mi robi się głupio. Ma przecież rację, jak mogę się o to złościć? Powinnam być bardziej wyrozumiała.
-Wypisali dziś Kim i małą do domu - Zmieniam temat.
-Wiem - Uśmiecha się.
-No tak! - Znowu przewracam oczami tym razem z rozbawienia. Zapewne to Filip je wypisywał.
-Mała czuje się dobrze, Kimberly nauczyła się ją przykładać do piersi to bez sensu było je dłużej trzymać. Ten jej facet, jak mu tam...?
-Robert - Podpowiadam.
-Tak Robert. Jest taki zapatrzony w obie, że aż miło patrzeć. Oni nie są małżeństwem? - Pyta.
-Nie, nie są. Jeszcze. Planują ślub i chrzciny na święta.
-A wy?
-Co my? - Nie wychwyciłam o co mu chodzi.
-No kiedy wasz ślub?
-Aaaaa! - Śmieje się -  Nie wiemy, planowaliśmy też na święta ale ja nie chce podwójnego ślubu i chrztu jednego dnia. Zwariowałabym chyba...
-Mama Ericka ciągle o to pyta.
-Powinniśmy chyba ich odwiedzić, ostatnio tylko moja rodzina była na tapecie…-  Mówię z wyrzutami sumienia.
-Sandra pod koniec sierpnia wraca z Aspen. Szalona z niej dziewczyna! -  Uśmiecha się i kręci głową.
-Miałam okazje poznać ją zaraz na początku naszej znajomości z Erickiem. Wzięła mnie wtedy za jego gosposię! - Unoszę zabawnie brew.
-Jest bardzo bezpośrednia, ale to dobry dzieciak - Mówi rozbawiony.
-Już nie taki dzieciak, ma przecież 18 lat, to już młoda kobieta.
-W sumie racja, miewałem panienki w jej wieku! -  Patrzę na niego mrużąc oczy. Chyba nie chciałam tego słyszeć.
-Oj Filip, Filip -  karcę go wzrokiem i pukam w jego czoło pałeczką od chińszczyny.
-Mam powodzenie u kobiet w różnym przekroju wiekowym, od nastolatek do napalonych mamusiek! -  Uśmiecha się z tym błyskiem w oku.
-Kiedy ostatnio byłeś z kimś na stałe? - Pytam ciekawa.
-Nigdy nie byłem z kobietą dłużej niż 3 miesiące -  Odpowiada wprawiając mnie w osłupienie. 3 miesiące? Najwidoczniej szybko się nudzi, no bo jak inaczej to wytłumaczyć?
-Szkoda mi ciebie… -  Rzucam mu spojrzenie i pałeczkami nabieram kolejną porcję makaronu.
-Może kiedyś i ja się ustatkuję? - Mówi to tak jednoznacznie. Doskonale wiem co sugeruje. 
-Na każdego przyjdzie pora… - Uśmiecham się lekko - Oddaj mi warzywa, a  ja ci oddam kurczaka - Zaglądam do jego pudełka z chińszczyzną i wsadzam do niego swoje pałeczki.
-Powinnaś jeść białko! -  Mówi poważnie - Masz, zjedz moje, ja już nie mogę -  Podsuwa mi całe pudełko.
-Dzięki! -  Uśmiecham się zadowolona, bo naprawdę jestem głodna.
-Apetyt ci dopisuję widzę.
-To chyba dobrze? -  stwierdzam niepewnie. 
-Pewnie, że dobrze! -  Poklepuje mnie po brzuchu i się śmieje. Czasami przekracza tą niewidzialną granicę mojej własnej osobistej przestrzeni i naprawdę mnie to denerwuje. 
-Weź mnie nie wkurzaj! - Odsuwam się i wstaję od stołu.
-No co? Schudłaś po operacji. Erick się martwi, że nie chcesz jeść.
-Tak jak teraz czuję się dobrze, mam kompleksy! - Cholera! Po co ja mu w ogóle o tym mówię? Filip patrzy na mnie zaskoczony i chyba nie wie co powiedzieć. Uciekam wzrokiem i zbieram pudełka ze stołu, wstawiam resztki jedzenia do lodówki. Momentalnie odechciało mi się jeść... nie sądziłam, że zwierzę się akurat Filipowi z tego, że mam problemy z akceptacją własnego ciała. Zmieniam szybko temat by nie kontynuować tej rozmowy. Filip potrafi mnie naprawdę rozśmieszyć, czasami walnie jakiś głupi tekst ale chyba muszę się do tego przyzwyczaić. Jeśli nie będzie już więcej próbował zbliżyć się do mnie za bardzo to nawet zaryzykuję stwierdzenie, że mogę go polubić. Z nudów i  w oczekiwaniu na Ericka, włączyliśmy sobie golfa na xboxie. To naprawdę niezła zabawa!. Nie trzeba mieć żadnych umiejętności, więc ogrywam Filipa jak się patrzy. Nie wiem czy daje mi fory ale mam to gdzieś. Cieszę się jak małe dziecko z tego, że właśnie znowu wygrałam. 
-Dobry wieczór! -  Słyszmy głos Ericka i jednocześnie oglądamy się w kierunku kuchni. Stoi w drzwiach holu z koszulą rozpiętą pod szyją, krawat także zdjął. Po całym dniu nadal wygląda jednak świetnie i świeżo. Jak on to robi?

2 komentarze:

  1. no i niech mi ktoś wytłumaczy, jak ja mam doczekać kolejnego rozdziału....no jak?.........................rewelacja :) chcę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże cudowny rozdział, po prostu kocham tego bloga. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń