Premiera już w lipcu!

czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 45

-Cześć! -  Macham ręką by go przywitać.  Nie wiem czy jest na mnie zły więc wolę nie podchodzić. Filip kiwa głową.
-Widzę, że jedliście już - Patrzy na puste pudełka i torbę z restauracji.
-Dla ciebie jest w lodówce i musisz sobie odgrzać! -  Rzuca Filip - Meg teraz ty! - Klepie mnie w tyłek bym wykonała swój rzut. Erick patrzy zaskoczony i przygląda się nam z ewidentnym niezadowoleniem.
-Nie za dobrze się bawicie? - Mówi cierpko i ma tą swoją wkurzoną minę. Widzę też, że dalej jest na mnie zły.
-To tylko żarty! - Odpowiada beztrosko Filip. Ma racje, bo przecież tylko gramy razem w wirtualne kręgle. To, że chwilę wcześniej nieświadomie klepnął mnie w pupę to przecież nic takiego. 
-Jakoś nie bawi mnie fakt, że klepiesz po tyłku moją narzeczoną - odpowiada wściekle i rusza w naszą stronę, na co ja zamieram. Czasami jak jest tak wkurzony to po prostu nie wiem czego mam się spodziewać. Podchodzi jednak do mnie, bierze mnie w ramiona i całuje tak namiętnie, że braknie mi tchu. Filip stoi i przygląda się nam zazdrośnie -  Te spodenki rano wydawały się dłuższe! -  Dodaje i chwyta mnie na granicy szortów i ciała, wbijając swoje silne palce w moją skórę. Podskakuję zaskoczona i oblewam się rumieńcem.
-To ja już pójdę lepiej - uśmiecha się Filip.
-Nie zostań. Musimy pogadać… -  zatrzymuje go Erick - Wybacz maleńka ale zostawimy cię na chwilę samą… -  Całuje mnie w czubek nosa i kieruje się w stronę gabinetu.
-Ok… - Mówię cicho, bo nie wiem co mnie dziś czeka? Chłopaki znikają za ścianą i zamykają się w gabinecie. Nie mam zamiaru się nudzić więc włączam sobie Dance Central, jestem w tym niezła! Zawsze wygrywałam z Kim i jej koleżankami jak w to grałyśmy. Gdy nikt nie patrzy potrafię się zapomnieć i czasami podśpiewuję sobie pod nosem i tańczę. Na pewno nie tylko ja tak mam. Może wyszłam trochę z wprawy i nie radzę sobie już tak dobrze na najtrudniejszym poziomie jak kiedyś ale ubaw jest naprawdę niezły. Tak się spociłam i zmachałam, że usiadłam wyczerpana na dywanie. Raz jeszcze podziwiam swoje idealnie gładkie i nawilżone nogi. Ten zabieg naprawdę daje cudowny efekt. Chyba muszę regularnie fundować sobie coś takiego dla własnej próżności. To chyba nic złego, że dbam o siebie bardziej niż kiedyś? 
-Chodźmy do wanny! - Słyszę nagle głos mojego ukochanego. Stoi w kuchni i przygląda mi się rozbawiony. Długo tak się gapi?
-Gdzie Filip? - Pytam.
-Potrzebny ci on? - Unosi brew. Cholera!
-Nie - Mamrocze.
-Pojechał - wyciąga do mnie dłoń – Chodź - wstaję bez słowa i biorę go za rękę. Erick prowadzi mnie do sypialni nad salonem, a potem prosto do łazienki. Odkręca wodę i dolewa lawendowego olejku. Zapach od razu roznosi się po całym pomieszczeniu. Nic nie mówimy, Erick przygląda mi się uważnie. Nie mam pojęcia czy nadal jest zły? Podchodzi do mnie i zaczyna rozpinać mi guziki w koszuli, którą po chwili rzuca na podłogę. On działa na mnie tak bardzo , że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Patrzę z rozchylonymi ustami, wyczekując na to co zrobi dalej. Minę na poważną ale w oczach widzę ten błysk, który tak kocham. Następnie zdejmuje swoją marynarkę i koszulę. Mam ochotę go dotknąć ale wiem, że nie taki ma plan. Rozpina guzik w spodniach od garnituru i rozsuwa rozporek, a spodnie opadają z jego bioder na podłogę. Robi krok by z nich wyjść. Zgrabnym ruchem zsuwa skarpetki nie odrywając ode mnie wzroku. Stoi tak przede mną, prawie nagi i taki cholernie seksowny. Moje serce wali jak szalone, a oddech przyśpiesza. Zakręca wodę i pokazuje palcem bym się odwróciła. Robię to bez słowa, a on podchodzi do mnie od tyłu i obejmuje mocno, wtulając usta w moje włosy.
-Nie wiem jak to możliwe ale twoja skóra jest jeszcze bardziej miękka i gładka… -  Szepcze i rozpina mi biustonosz który, spada na kafelki. Obejmuje moje krągłe piersi i ściska je delikatnie. Mruczy erotycznie, a ja drżę w jego ramionach. Zsuwa palce niżej i zdejmuje mi szorty wraz z figami. Wstając przeciąga po całej długości nóg aż do mojej kobiecości. Zatrzymuje się tam i odwraca mnie gwałtownie do siebie, a sam kuca przede mną i zaczyna się przyglądać się -  Wydepilowałaś się ?! - Pyta tak zaskoczony, że wygląda wręcz zabawnie. Próbuję się zakryć ale mi nie pozwala.
-Ericku! - Piszczę zażenowana. Jest mi cholernie głupio.
-Nie zasłaniaj! - Rzuca ostrzegawczo - Chcę się przyjrzeć, siadaj -  Popycha mnie delikatnie na krawędź wanny i rozsuwa mi nogi. Boże to takie żenujące!
-Zrobiłam to z myślą o tobie… - Zasłaniam oczy by nie widzieć jego reakcji. 
-Mam nadzieję… -  mruczy - Podoba mi się, to takie wyuzdanie i seksowne - Spogląda na mnie, widzę przez palce, że się uśmiecha.
-Podobno to najmodniejszy rodzaj depilacji-  próbuję być wyluzowana.
-Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać maleńka -  mówi, a w jego głosie słychać podziw.
-Nie jesteś już na mnie zły? - Wykorzystuję moment by się upewnić. 
-Jestem -  odpowiada poważnie -  Ale teraz mam ochotę cię ostro zerżnąć -  spogląda w moje oczy i widzę, że płonie. Żadnych zbędnych słów, bo Erick od razu zabiera się do rzeczy. Popycha mnie i wpadam do wanny pełnej wody. Piszczę zaskoczona i zanim się wynurzam on także jest w środku. Cudownie nagi, cały mokry i napalony. Zaczyna od razu całować moje plecy, siedzę pomiędzy jego udami. Dłonie masują kark. Mruczę z przyjemności i opieram głowę o jego pierś.
-Kocham cię – szepczę, a on całuje mnie po mokrej głowie. Bierze gąbkę i żel do mycia ciała. Sadza mnie podwyższeniu i zaczyna myć moje nogi od palców aż do pośladków.
-Masz taką nieskazitelną skórę -  mówi z aprobatą i klęka przede mną by umyć mi ręce, brzuch i piersi. Pieścimy się delikatnie. Pozwala mi się umyć więc mogę go dotykać i podziwiać każdy kawałek jego pięknego ciała. Jego penis jest nabrzmiały i powiększony, ociera się o mnie raz za razem by mnie sprowokować. Myjemy sobie włosy i szybko wychodzimy z wanny. Oboje nie możemy wytrzymać. Erick chwyta mnie na ręce i szybko zanosi na łóżko. Bez słowa unosi mi nogi i zaczyna pieścić językiem moją kobiecość.
-Boże! - Krzyczę zaskoczona. Przed depilację jestem tam tak wrażliwa jak chyba nigdy wcześniej. Odchylam głowę do tyłu i chwytam za poduszkę by zdusić swoje jęki. Język Ericka zatacza kółka drażniąc moją łechtaczkę, a  on jeden palec wsuwa we mnie. Jestem mokra i gotowa.
-Będziesz grzeczna? - pyta nagle. O nie! Doskonale wiem co robi, to nie fair. Wykorzystuje seks by wymusić na mnie posłuszeństwo, bo wie, że w takich chwilach jestem kompletnie bezbronna. W tym momencie mam to jednak gdzieś, gdyż zgodzę się na wszystko by tylko zaraz porządnie mnid przeleciał. 
-Będę… -  Jęczę cicho.
-Na pewno? - wyjmuje  ze mnie palec i tylko delikatnie masuje moje płatki.
-Nie !Nie! - Piszczę.
-Nie? – pyta drwiąco i wiem, że się uśmiecha.
-Nie przestawaj! Będę grzeczna! Będę! - Mówię błagalnie.
-Jak sobie pani życzy - mruczy i podsuwa się do mnie. Chwyta w dłoń swojego penisa i wchodzi we mnie gwałtownie i mocno.
-Aaaah!-  krzyczę głośno, czuję tępy ból na dole, ale to bardzo podniecający rodzaj bólu.
-Boże jak cudownie... -  także jęczy i zaczyna się poruszać szybko. Wchodzi i wychodzi raz za razem. Od razu wiem, że to będzie szybki numerek. Kilka pchnięć i od razu zaczynam szczytować, wbijając paznokcie w jego plecy. Erick odkłada mi dłonie pod pośladki i dociska do siebie jeszcze mocniej, wchodzi głębiej. Jęczymy oboje. Nasze oddechy mieszają się w jeden oddech. Erick całuje moją szyję i kąsa ją delikatnie, a ja rozpływam się pod nim po raz kolejny, zaciskając się mocno wokół jego męskości.
-Tak skarbie! Dochodzę... - jęczy ponownie i także doznaje spełnienia. Czujemy swoje wzajemne ciepło, cudowne pulsowanie i wypełnienie. To najlepsze co mogło nas dzisiejszego dnia spotkać. Wychodzi ze mnie delikatnie i bierze w objęcia. Leżymy wtuleni w siebie nic nie mówiąc. Napawamy się swoją obecnością. Wiem, że Erick mnie kocha i wiem, że się martwi. Tylko dlaczego nic mi nie mówi? Przecież razem moglibyśmy coś wymyślić. Muszę porządnie zastanowić się nad tym czy powiedzieć Erickowi o tym, że JA WIEM, ale teraz odpędzam złe myśli. Wiem, że będziemy się kochać całą noc i nie muszę czekać długo na kontynuację tego cudownego wieczoru.


Kolejne dni mijały względnie spokojnie. Akurat dostaję okres. Zostaliśmy w Nowym Jorku ponieważ, Erick musi teraz prawie codziennie być w firmie. Mają jakiś kontrakt do podpisania i na miejscu jest wiele łatwiej. Mi stąd wygodniej jeździć do Kimberly i pomagać jej przy maleńkiej Evie. Mama oczywiście wzięła sobie w pracy wolne. Eva jest małym aniołkiem. Bardzo mało płacze, a tak naprawdę trudno to nazwać płaczem, to raczej jak kwilenie małego kotka, za to dużo śpi i robi wielkie kupy. Kim mimo tego, że bardzo się zarzeka, że nie będzie, a jednak karmi piersią, co  niezmiernie ucieszyło naszą mamę. Odważyłam się nawet wykąpać malutką i już aż tak bardzo nie boję brać się jej na ręce. Robert także wziął urlop by jak najszybciej wykończyć ich dom. Z pieniędzmi, które pożyczył im Erick idzie mu to dużo szybciej. Rob twierdzi, że w ciągu 3 tygodni będą mogli się przeprowadzić. Jemu chyba też zależy by zrobić to jak najszybciej.

W poniedziałek miałam kolejną wizytę kontrolną u doktora Millera. Wszystko jest dobrze! Wyniki mam coraz lepsze i czuję się także nieźle. Pozwolił mi nawet pić alkohol gdy wspomniałam, że w sobotę lecimy do Vegas. Ucieszyłam się strasznie, z umiarem ale na pewno sobie nie odmówię. W piątek Erick wysłał mnie razem z Jeni  na zakupy... Kupiłam ubrania na wyjazd, a Jeniffer sukienkę na odnowę przysięgi. Wyciągnęła mnie do najdroższych butików. Za sukienkę, którą założę na tą uroczystość zapłaciłam ponad dwa tysiące dolarów. Jest śliczna ale to dla mnie zdecydowanie przesada. Jeni powiedziała, że powinnam się przyzwyczaić, że jej też było na początku dziwnie wydawać pieniądze Gordona ale po ślubie udało jej się to zaakceptować. W tym momencie jej salon prosperuje dobrze jak nigdy wcześniej, więc czuję się też niezależna mimo tego, że mają wspólne pieniądze. Przypomniało mi się także to, że we wrześniu przecież mam egzamin zawodowy by ukończyć studia, a ja nic się do niego nie przygotowuję. Obiecałam sobie ,że po powrocie skupię się na tym by zaliczyć go jak najlepiej i może wtedy pomyślę o powrocie pracy. Erickowi jak na razie nic o tym nie wspomniałam, bo na pewno bym się nasłuchała, że na razie to niemożliwe, że niebezpieczne i te wszystkie jego zasady bezpieczeństwa, które znam na pamięć. W tygodniu nawet udało nam się nawet NIE pokłócić o to, że chciałam jeździć sama do rodziców. Wiem jednak, że Greg mnie ochraniał.  Przymknęłam na to oko, po tym co powiedziała mi Marina, bo jednak sama się trochę boję. Erick oczywiście dalej mi nic nie mówi i tracę nadzieję, że kiedykolwiek się to zmieni. 


Sobota, 31 sierpnia

Jack wiezie nas Bentlyem na lotnisko, gdzie czeka na nas Erickowy samolot. Wszystkich poznam na pokładzie i strasznie się denerwuję. Znam tylko Gordona, Jeniffer i Filipa, a  oprócz nich ma być podobno aż osiem osób. 
-Zimno ci maleńka? - Erick pociera moją dłoń, która faktycznie jest zimna mimo upału. To z emocji. 
-Nie… - uśmiecham się lekko ale mój żołądek jest zaciśnięty.
-Spokojnie. Nie denerwuj się… -  całuje mnie w zewnętrzną część dłoni i patrzy kochającym wzrokiem. Od razu troszkę mi lepiej. Kilka minut po dziewiątej rano wjeżdżamy na płytę lotniska. Przy samolocie stoją trzy ekskluzywne auta, ale wszyscy najprawdopodobniej są już w środku.
-Ile będziemy lecieć? - pytam gdy zatrzymujemy się przy samolocie.
-Około sześciu godzin - wyciąga i podaje mi dłoń by pomóc mi wysiąść. Mam na sobie dres by było mi wygodnie podczas podróży. Mam nadzieję, że Jeni także go założyła. Tak się umówiłyśmy. Erick także w luźnym wydaniu w ogóle nie przypomina prezesa jednej z największych firm w Stanach Zjednoczonych. Ma na sobie jasne jeansy i biała koszulkę. Nasze walizki Jack podaje młodemu chłopcu, który wnosi je do samolotu. Biorę głęboki oddech i wchodzę schodkami na pokład. Wita mnie Greg i Jeni. Czuję ulgę gdy widzę, że oboje są w dresach. Uśmiechają się serdecznie i ściskają mnie na powitanie.
-Chodź poznasz wszystkich! -  Mówi Jenifer i prowadzi mnie w głąb samolotu. Oglądam się spanikowana na Ericka ale on puszcza mi oczko bym wyluzowała. To wcale nie takie łatwe!
W głównej kabinie znajduje się akurat dwanaście foteli i dwie sofy modułowe. Stewardessa  podaje mi właśnie kieliszek szampana, a ja od razu  wypijam prawie cały. Widzę Filipa, a przy jego boku piękną, wysoką brunetkę. Ma ładne kobiece kształty, które podkreśliła krótkimi szortami i topem z wielkim dekoltem. Na nasz widok oczy wszystkich skupiają się na mnie, a ja wiem, że moja twarz płonie. Filip podchodzi do mnie pierwszy i całuje w oba policzki. Szepcze mi do ucha żebym się uspokoiła i obejmuje przyjacielsko ramieniem, prowadząc w kierunku kobiety obok której stał chwilę wcześniej. 
-Chloe… -  zwraca się do niej, a ona podchodzi do mnie i wyciąga szczupłą dłoń.
-Witaj Megan, cudownie cię w końcu poznać. Chloe… - Uśmiecha się serdecznie ukazując szereg idealnie równych, białych zębów.
-Ciebie także miło poznać Chloe…. - Odwzajemniam uśmiech i ściskam jej dłoń. Reszta towarzystwa jest równie sympatyczna, jedna para i dwa małżeństwa. Nie jestem w stanie zapamiętać imion wszystkich. Towarzystwo jest wesołe i zabawne. Jeszcze przed startem otwieramy kolejne butelki szampana i od razu się relaksuję. 
-Możesz pić? - pyta mnie Filip gdy siadamy w fotelach tuż przed startem. 
-Tak, doktor Miller pozwolił gdy powiedziałam, że lecimy do Vegas - odpowiadam zadowolona i  stukam kieliszkiem o jego kieliszek -  Za udany wyjazd - dodaję.

Pilot podaje komunikat, że zaraz startujemy więc wszyscy zajmują swoja miejsca. Siedzę między Erickiem, a Filipem,  a Chloe przypatruje mi się dyskretnie. Gordon nie odrywa wzroku od Jeni, która wygląda naprawdę ślicznie nawet w zwykłym dresie. Ściskam mocno dłoń Ericka, on wie jak boję się latać. Gdy po starcie możemy  już swobodnie się poruszać po samolocie od razu idę do łazienki. Zrobiło mi się niedobrze od niewielkich turbulencji. Zbladłam i nie czuję się najlepiej. Cholera! Kucając przy kibelku klnę na siebie w duchu za to, że za bardzo się najadłam na śniadanie.
-Meg dobrze się czujesz? - do łazienki puka Chloe.
-Nie bardzo…-  odpowiadam szczerzę.
-Mogę wejść? - nie mam jednak ochoty by ktokolwiek mnie teraz oglądał.
-Zaraz do was wrócę! - odpowiadam grzecznie i słyszę jak odchodzi. Po jakiś 10 minutach trochę mi przechodzi i wracam na swoje miejsce. Włączam sobie muzykę i zakładam słuchawki.
-Chloe mówiła, że źle się czujesz - Erick podchodzi do mnie. Wzrok ma zatroskany i widzę, ze oczekuje wyjaśnień. 
-Zrobiło mi się niedobrze podczas startu - chwytam jego dłoń by go uspokoić.
-Za dużo zjadłaś na śniadanie maleńka- całuje mnie w czoło z ogromną czułością. Uśmiecham się. 
-Wiem! - wywracam oczami. 
-Prześpij się może, czeka nas jeszcze kilka godzin lotu.
-Taki mam zamiar… - wtulam głowę w fotel, a Erick pociera palcami delikatnie moją dłoń i odchodzi. Przy dźwiękach Adele udaje mi się zasnąć.

Budzi mnie nagły wybuch śmiechu, który słyszę nawet przez słuchawki. Otwieram oczy i widzę jak Erick i reszta towarzystwa grają w coś na xboxie, bawią się przy tym niesamowicie dobrze. Przyglądam się chwilę, akurat Filip zamierza się do strzału, chyba grają w kręgle. Jego skupiona mina rozśmiesza wszystkich, a on pudłuje i kula wpada w rynnę  Filip klnie i łapie się za głowę, a reszta ponownie wybucha śmiechem.  Przedział wiekowy to jakieś 24-35 lat, a bawią się jak dzieci. Ja chyba jestem najmłodsza. Pierwszy raz widzę mojego ukochanego, wśród  tak licznego grona przyjaciół. Jest zrelaksowany i wesoły. Nic mi więcej w tym momencie nie potrzeba. Spogląda na mnie nagle i widzi, że się gapię. Robi swoją uwodzicielską minę i podchodzi do mnie.
-Obudziliśmy cię -  mówi przepraszająco.
-Spokojnie, już lepiej się czuję. Nie chcę przespać całego lotu. Która godzina? - pytam przeciągając się nieco. 
-Za kwadrans pierwsza, za jakieś 50 minut będziemy lądować.
-Mieliśmy lecieć sześć godzin -  mówię zaskoczona.
-Jest trzy godziny różnicy między NY, a Las Vegas maleńka.
-Faktycznie! -  Uśmiecham się wstaję by się rozprostować. 

Stewardessa przynosi mi szklankę wody o którą poprosiłam. Wyglądam przez okrągłe okienko. Pogoda jest piękna. Upał niesamowity, a w w Las Vegas o tej porze roku jest pewnie ze 35 stopni. Zatrzymamy się w Hotelu Palazzo, jednym z najbardziej ekskluzywnych w Vegas i spędzimy tam cały tydzień. 
Na samą myśl o codziennych imprezach, nie mogę się doczekać.  Erick i Gordon zadbali o wszystko i zapewnili nam ochronę 24 godziny na dobę. Do mediów nie wyciekła informacja o wyjeździe jednak na pewno już na miejscu paparazzi zorientują się, że tutaj jesteśmy ale podobno mam się nie przejmować.  Kilka minut przed drugą lokalnego czasu pilot prosi, o zajęcie miejsc, bo będziemy podchodzić do lądowania. Czuję się o wiele lepiej i już na szczęście mnie nie mdli. Zaciskam mocno dłoń Ericka gdy koła samolotu zderzają się z pasem lotniska. Chwile potem jesteśmy już na ziemi, a ze mnie schodzi cały stres. Obiecałam Erickowi, że to będzie tydzień beztroskiej zabawy i, że nic nam go nie popsuje. Wszyscy stają z foteli, są podekscytowani. Jeni obejmuje mnie i śmieje się jak dziecko. Widać, że bardzo się cieszy. Jestem jednak trochę ciekawa kto za to wszystko płaci? Gordon? A może Erick? Nie wypada zapytać.
-Las Vegas nadchodzimy! - krzyczy Filip, który lekko chwiejnie wychodzi z samolotu. Gdy spałam oni wypili kilka butelek szampana i część towarzystwa, głowie panowie, są już lekko wstawieni. Chloe patrzy na niego karcąco, a on nie zwraca na nią uwagi. Podjeżdża po nas biała limuzyna, a wszyscy na jej widok zaczynają bić brawa i gwizdać.
-To co dzieje się w Vegas zostaje w Vegas… - nagle szepcze mi do ucha Filip. Spoglądam na niego, a on puszcza mi oczko. Wzrok ma nieodgadniony i zupełnie nie wiem o co mu chodzi. Erick  za to szybko karci jednym wymownym spojrzeniem, bo za bardzo się do mnie przysunął. Humor mam jednak doskonały, chcę mi się bawić i tańczyć. Wieczorem mamy uroczystość odnowienia przysięgi, a potem imprezę do białego rana. W podskokach wsiadam do środka limuzyny, wnętrze robi wrażenie. Jest tu narożna sofa, która pomieści nas wszystkich, naprzeciwko barek z alkoholem i przekąskami, telewizory na ścianach i ogólnie imprezowy wystrój. Podoba mi się!
-Plan jest taki… - mówi Gordon gdy wszyscy zajmują miejsca, ja siedzę obok Ericka, który obejmuje mnie ramieniem -  Nasze piękne kobiety jadą teraz do salonu piękności by przygotować się na wieczór… -  przerywa by ucałować dłoń Jeni - A my jedziemy do hotelu odpocząć… - puszcza oko do Ericka i w tym momencie cała męska część towarzystwa wybucha śmiechem. Mój ukochany także. Patrzę zaskoczona... co oni kombinują?

PS. Na górze strony po prawej stronie przygotowałam dla Was ankietę. Zachęcam do głosowania! :)

2 komentarze:

  1. cierpliwości przybywaj ;) K.N. Haner jesteś niesamowita :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny świetny rozdział nie mogę się doczekać kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń