Premiera już w lipcu!

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 46

-Nie upijcie się przed ceremonią -  mówię cicho by słyszał tylko Erick.
-Spokojnie maleńka -  odpowiada ale przerywa nam przyjaciółka Jeni, która ma być dziś jej świadkową. Ma na imię Tanisha. Azjatycka uroda w najlepszym znaczeniu tego słowa. Piękne długie włosy pofarbowane na blond, drobna budowa ciała, perfekcyjnie zrobiony silikonowy biust i uśmiech sprawiają, że czuje się onieśmielona mimo tego, że wygląda całkiem sympatycznie.
Widzę też, że wgapia się w mojego Ericka, a podobno ten facet który jest tu z nią to jej chłopak. Ciekawe...
-Świadkowie muszą chyba się jakoś wcześniej zgadać przez ceremonią - uśmiecha się i kładzie rękę na kolanie Ericka. Zostaw go! Krzyczy moje wewnętrzne „ja”. Czuję jednak, że Erick spina się. To dobra reakcja.
-Wystarczy jak spotkamy się w hotelu -  delikatnie zdejmuje jej dłoń ze swojego kolana i całuje mnie w policzek.  Nie podoba jej się jego reakcja i nawet nie stara się tego ukryć. Widać ewidentną zazdrość. Miałam dobre przeczucie, że ta kobieta mi nie podpasuje.
-Pamiętaj, że jako świadkowie mamy pewne obowiązki! - dodaje wyniosłym tonem i odwraca się od nas do swojego niby chłopaka. Patrzę na Ericka zniesmaczona, a on kręci lekko głową by się nie przejmować. Mam nadzieje, że jej zachowanie nie popsuje nam wyjazdu, bo ona ewidentnie ma chrapkę na Ericka i bardzo mnie to martwi. Jak mam nie być o niego zazdrosna? Ona wygląda tak... Raz jeszcze dyskretnie spoglądam w jej stronę. No jest śliczna, a ja w żołądku czuję wielki ścisk. 

Po około godzinie dojeżdżamy do salonu piękności w którym mamy przygotowywać się na wieczór. Towarzystwo jest bardzo wesołe, nie tylko ze względu na dobre humory. Ja wypiłam tylko dwa kieliszki szampana, wiem, że nie mogę przesadzić. Żegnamy się z chłopakami i wszystkie sześć idziemy do środka. Nie czuję się zbyt pewnie wśród samych kobiet ale wyjścia nie mam. Mam nadzieję,  że jakoś uda mi się przy nich wyluzować. 

Salon jest bardzo ekskluzywny i nowoczesny. Każda z nas ma do dyspozycji fryzjera, kosmetyczkę i masażystkę. Jeni bez problemu wybiera zabiegi którym chce się poddać, reszta dziewczyn też. Cały czas czuję na sobie spojrzenie Tanishy jakby śledziła każdy mój krok. W końcu decyduję się na masaż relaksujący z maską na ciało, przy okazji wezmę prysznic by się odświeżyć. Włosy jedynie lekko wymodeluję, są za krótkie by je jakoś wymyślnie upinać oraz  zrobię sobie makijaż okolicznościowy. Młoda Tajka  prowadzi mnie do gabineciku gdzie będę oddawała się przyjemnościom. Uroczystość zaczyna się o siódmej wieczorem więc mamy co najmniej 3 godziny na przygotowania. Dla mnie to nazbyt wiele czasu ale co ja tam mogę wiedzieć o takich sprawach?

Po godzinie schodzę na dół do salonu fryzjerskiego. Jestem wymasowana i czuję się fantastycznie. Moje ciało jest miękkie i gładkie oraz pachnie wanilią. Widzę jak Jeni siedzi z wałkami na głowie, Tanisha jeszcze nadal ma zabieg, Chloe maluje paznokcie i także ma wałki, imion reszty nie pamiętam ale widzę tylko dwie z trzech, które także się czeszą. Patrzę na zegarek jest po czwartej więc mamy jeszcze trochę czasu. Rozsiadam się wygodnie i oddaje w ręce fryzjerki, makijażystki i manicurzystki. Chyba faktycznie muszę się do tego przyzwyczaić. 

W hotelu do naszej dyspozycji jest jeden wielki apartament główny i sześć sypialni. Każda z par ma zająć jedną. Jest to najwyższe piętro więc widok z okien sięgających od podłogi do sufitu jest imponujący. Luksus w czystej postaci. Nawet nie chcę wiedzieć ile to wszystko kosztuję. Erick wybrał już dla nas pokój, który mieści się na drugim poziomie, obok  sypialni Gordona i Flipa. Reszta sypialni mieści się po drugiej stronie apartamentu. Cieszę się, że będziemy spać z dala do Tanishy, która zaszalała z wizerunkiem ale jak dla mnie wygląda jak gwiazda porno. Natapirowane włosy i ostry makijaż... nie wiem czy chcę wiedzieć jak wygląda jej sukienka. Wchodząc do sypialni słyszę jak Erick rozmawia przez telefon, chyba ze swoją mamą. Moja sukienka wisi przygotowana na drzwiach od łazienki. Jest piękna. 
-Pozdrów ode mnie swoją mamę! -  mówię cicho i macham do niego. Erick odwraca się i rzuca mi ten swój uśmiech, który mam wrażenie, że jest zarezerwowany tylko i wyłącznie dla mnie. Nie mam pojęcia gdzie ma odbyć się uroczystość ale musimy się śpieszyć by tam dojechać. Zdejmuję swoją sukienkę z wieszaka i wchodzę do łazienki by ją założyć. Jest to złoto-kremowa sukienka do kolan ale z długim tyłem. Jest delikatna i zwiewna ale połyskliwa góra nadaje trochę rockowego stylu.  Do tego złote sandałki na obcasie dzięki którym od razu jestem 12 centymetrów wyższa.
Oglądam się z każdej strony w lustrze i podoba mi się to co widzę. Włosy mam wyprostowane i błyszczące, oczy lekko przydymione. Dałam się także namówić na sztuczne rzęsy i efekt jest naprawdę fajny. Wychodzę z łazienki stukając obcasami o posadzkę i Erick od razu odwraca się w moją stronę. 
-Muszę kończyć mamo. Odezwę się niedługo! -  kończy szybko rozmowę i nie spuszcza ze mnie wzroku. Oczy mu błyszczą, a kąciki ust podnoszą w szelmowskim uśmiechu.  -Ślicznie wyglądasz Meg - dodaje i podchodzi do mnie. Łapie mnie za dłoń i robi mną obrót, a sukienka zaczyna ładnie falować.
-Dziękuje panie Evans -  uśmiecham się słodko i specjalnie przygryzam wargę. Wiem, że gdyby nie to już już powinniśmy wychodzić to zerżnąłby mnie natychmiast.
-Jak się obracasz to prawie widać ci pupę! - przygląda się uważnie gdy robię kolejny obrót. Materiał jest tak lekki i zwiewny, że faktycznie podciąga się i nie pozostawia za dużo wyobraźni. 
-To nie szalej ze mną za bardzo na parkiecie i będzie dobrze… - zatrzymuje się przodem do niego i dygam lekko. Erick uśmiecha się i ponownie ujmuje moją dłoń. 
-Chodźmy bo zaraz się spóźnimy! 
Ubrany jest w czarny klasyczny garnitur i białą koszulę oraz muszkę. Wygląda bajecznie i dobrze o tym wie. Czy jest coś w czym on wyglądałby źle?
Schodzimy na dół do głównego salon i prawie wszyscy już czekają. Nie widzę jedynie Jeniffer i Tahishy.
-Co za para! - mówi Gordon i uśmiecha się do nas. Bardzo elegancko wygląda w czarnym smokingu i muszce. Filip obserwuje mnie bacznie i wiem, że chce coś powiedzieć ale się powstrzymuje. Mruga do mnie tylko i uśmiecha się  zadziornie, za co grożę mu zabawnie palcem, żeby nie przeginał. Chloe u jego boku także wygląda ślicznie. Fryzjerka upięła jej włosy w luźny splot opadający na plecy i ramiona, długa turkusowa suknia podkreśla kolor jej oczu. Uśmiecham się do niej serdecznie.
-Ale będzie impreza... -  szepcze mi do ucha Chloe - Filip się wygadał, że po ceremonii jest kolacja, a potem wynajęli cały klub -  podskakuje zadowolona.
-No to naprawdę będzie niezła zabawa! - odpowiadam ironicznie. Na myśl o zabawie w klubie mina mi trochę rzednie. Ostatnie takie wyjście źle się dla mnie skończyło, jednak teraz będzie przy mnie Erick. Próbuję myśleć jedynie o tym, że pewno będziemy się świetnie bawić. Nigdy nie widziałam go w takim wydaniu imprezowym i jestem ciekawa jego zachowania w klubie. Patrzę na zegarek, jest kwadrans po szóstej.
-Długo będą się tam jeszcze pindrzyć? - pyta nerwowo Gordon. Pewnie już jesteśmy spóźnieni, a musimy jeszcze dojechać na miejsce. Dziewczyny na szczęście właśnie schodzą na dół. Jeniffer wygląda prześlicznie w  koronkowej sukni w kolorze kości słoniowej, która opina się na jej biodrach i delikatnie rozchodzi ku dołowi. Ramiona ma odkryte, włosy romantycznie upięte do góry. Na szyi połyskuje jej piękny brylantowy naszyjnik, na nadgarstku bransoletka, a w uszach kolczyki do kompletu. Gordonowi braknie tchu na jej widok. Podchodzi  i bierze ją w ramiona szepcząc coś do ucha, na co ona uśmiecha się szeroko. Za nią kroczy Tanisha i cały czar tej romantycznej chwili pryska... tak jak się spodziewałam: wygląda dość wyzywająco. Jej czerwona sukienka, co prawda długa ale z ogromnym dekoltem, podkreśla wszystkie jej "atuty". Nie potrafię się opanować i bezwiednie robię dziwną minę na jej widok, na co Filip zaczyna się śmiać i pokazuje kciuk w dół. Totalnie mnie tym rozbawia. Ma pewnie podobne zdanie co ja. Erick nie zwraca na nią uwagi co niezmiernie mnie cieszy i chyba nie mam zamiaru się nią przejmować. Gdy jesteśmy już wszyscy, parami wchodzimy do windy. Wyglądamy elegancko i modnie. Można powiedzieć, że czuję się też całkiem seksownie w tej sukience. Przed hotelem czekają na nas dwie limuzyny. Jedna biała dla pary młodej i świadków i druga dla gości. Dwie? Och nie... Mogłam się jednak domyśleć, że oni będą jechać oddzielnie. Erick nic mi o tym nie mówił i chyba czuję się lekko rozczarowana. 
-Niedługo się zobaczymy maleńka! - gładzi moje plecy widząc, że jestem zaskoczona i całuje w ramię - Opiekuj się nią -  zwraca się do Filipa, który od razu do mnie doskakuje i obejmuje ramieniem.
-Nic jej nie będzie! - mówi zadowolony i prowadzi mnie i Chloe do samochodu.
-No kochany, masz u boku dwie najseksowniejsze kobiety na świecie. Szczęściarz z ciebie! -  śmieje się Chloe i puszcza mi oczko.
-Jestem z tego powodu dumny jak jasna cholera! - odpowiada żartobliwie Filip i pomaga mi wsiąść do samochodu. Cholera! Ta sukienka faktycznie jest dość krótka z przodu, wiem że prawie świecę majtkami przed oczami Filipa, ku jego uciesze. Siadam zgrabnie w rogu limuzyny, zaraz obok Chloe. Wszyscy są w szampańskich nastrojach. Filip jako dusza towarzystwa co chwila rzuca żartami jak z rękawa. Nawet wyluzowałam się nieco i piję szampana. Chichoczemy z Chloe i rozmawiamy o Filipie. Mogę go obgadać, a i tak wiem, że Chloe o wszystkim mu powie więc perfidnie to wykorzystuję. Kilka uwag na jego temat nic nie zmieni w naszej relacji, a on na pewno nie weźmie tego aż tak bardzo do siebie.

Nie znam Vegas więc nie mam pojęcia gdzie jedziemy? Zatrzymujemy się przed bramą ogromnej posiadłości, a następnie jedziemy kilkaset metrów na podjeździe by zatrzymać się przed wielką willą z hollywoodzkim stylu. Nowoczesny budynek z drewna i piaskowca, ogromne okna przez, które widać prawie całe wnętrze. Limuzyna z młodymi i świadkami stoi obok naszej, jednak nikogo nie widzę. Zajechali na miejsce chwilę wcześniej niż my. Wysiadam zgrabnie, a Filip nastawia mi łokieć. Chwytam go, a on ze mną u jednego boku i z Chloe u drugiego, idzie prosto do domu. Przechodzimy przez ogromny salon wprost na taras z którego schodzimy do ogrodu. Tutaj nad sporych rozmiarów oczkiem wodnym, w altanie, przygotowane są krzesełka i podest. Wszystko ozdobione białymi i kremowymi liliami i różami, w rogu cichutko gra kwartet smyczkowy, nadając romantycznego nastroju. Na podeście stoi mężczyzna, zapewne pastor. Uśmiecha się na widok naszej gromadki i zaprasza byśmy zajęli miejsca. Cała ósemka zasiada na krzesełkach po obu stronach białego długiego dywanu.
-Cholera taki nastrój, że chyba się wzruszę! -  mówi żartobliwie Filip, po czym Chloe trąca go by się uspokoił. Spoglądają na siebie pożądliwie, a ja odwracam zmieszana głowę. Erotyczne napięcie między nimi jest tak oczywiste jak to, że ja na ślubie na pewno będę płakać. W oczekiwaniu rozglądam się wkoło podziwiając to miejsce.  Naprawdę jest tu przepięknie. Cisza i spokój, w ogóle jak nie w Vegas. Do głowy przychodzi mi myśl, że to posiadłość jakiejś gwiazdy, bo mam wrażenie, że widziałam ją kiedyś w telewizji, ale mogę się mylić.
Rozmowy przerywa głośniejszy  ton kwartetu. Zaczynają grać melodię bardzo spokojną ale radosną. Wszyscy wstają i spoglądają na Gordona, który idzie w kierunku pastora, uśmiecha się od ucha do ucha i zerka na mnie.  Zaraz za nim idzie Erick, równie zadowolony i rozluźniony. Na jego widok miękną mi kolana. W tym świetle wygląda oszałamiająco, jest taki seksowny i uwodzicielski... no i ten garnitur.  Zaraz za nim idą Jeni i Tanisha, obie trzymają bukieciki w tej samej kolorystyce. Jeniffer cała drży, jest taka wzruszona, że i mi oczy robią się mokre. No po prostu wiedziałam, że będę płakać. Nie zwracam uwagę na Tanishę, która zdecydowanie przesadziła z tym dekoltem. Podchodzą do podestu,  a Gordon łapie Jeniffer za dłoń i całuję ją delikatnie. Erick podaje łokieć Tanishy i stają za nimi. Kurwa mać! Zżera mnie zazdrość, że ta baba dotyka mojego ukochanego. Mam nadzieję, że da mu spokój i nie będzie próbowała cały wieczór zwrócić na siebie jego uwagę. Pastor zerka na młodych i uśmiecha się do nich życzliwie. To starszy siwy mężczyzna, o sympatycznym wyrazie twarzy. Wygłasza krótkie kazanie o miłości i małżeństwie, jaka to ważna instytucja. O tym jak bardzo powinniśmy o to dbać i ją pielęgnować. Erick odwraca się do mnie nagle gdy pastor mówi o tym, że to trudne w tych czasach się na to zdecydować ale należy szukać miłości i dawać jej szanse. Wzdycham cichutko bo, wiem co ma na myśli, ale ja naprawdę nie jestem pewna czy potrzebny mi papier do tego by z nim być? Przecież jest nam dobrze tak jak teraz. Po co śpieszyć się ze ślubem? To coś zmieni?

Ceremonia trwa jakieś 40 minut. Nasi młodzi wymieniają się obrączkami, a pastor dodaje, że odnawianie przysięgi jest bardzo ważne by nie zapomnieć o tym co się przysięgało za pierwszym razem.  Mówi to w dość zabawny sposób na co wszyscy zaczynają się śmiać. Przysięgi Gordona i Jeni są bardzo szczere i mówione prosto z serca, a ja oczywiście nie potrafiłam opanować łez. 
-Gordonie możesz pocałować swoją żonę! - mówi radośnie pastor i kiwa do niego głową. Gordon bez zawahania łapie Jeni w ramiona przechyla i całuje mocno i namiętnie. Chłopaki gwiżdżą, wszyscy klaszczą. Młodzi ruszają pod rękę w stronę tarasu, za nimi świadkowie. Tanisha szczerzy swoje zęby gdy przechodzi obok mnie, Erick za to puszcza mi oczko i od razu czuję przyjemne skurcze w dole brzucha. Idziemy wszyscy razem przez ogród do drugiej altany gdzie czeka na nas uroczysta kolacja. Okrągły stół na 12 osób, przyozdobiony  jest świeżymi kwiatami i biżuterią. Świece dodają romantycznego klimatu. Jest pięknie. Zaczyna zapadać zmrok ale jeszcze nie jest ciemno. Słońce pochyliło się prawie całe nad horyzontem i daje odrobinę wytchnienia od upału. Widzę, że na każdym talerzu są kartki z imionami, a ja pierwsze o czym myślę to to, że mam nadzieję siedzieć obok Ericka. 
-Jesteś najpiękniejsza… -  słyszę szept Ericka tuż przy swoim uchu. Zaraz potem czuję na sobie jego dłonie. Zaskoczona uśmiecham się jednak i odwracam do niego by zobaczyć jego cudowną twarz. 
-Piękna ceremonia, wzruszyłam się! -  obejmuję go za szyją i całuje delikatnie w usta - Kocham cię - dodaje cicho i widzę jak w jego oczach rodzi się pożądanie. Och ja też go pragnę ale musimy poczekać na to aż po imprezie wrócimy do apartamentu. 
-Siadajmy, bo zaraz cię zaciągnę w te krzaki! - pokazuje dyskretnie na równo przycięty żywopłot, a ja chichoczę jak mała dziewczynka i razem zajmujemy miejsca. Gordon i Jeni siedzą na honorowych miejscach. Obok Gordona siedzi Erick, a obok Jenifer Tanisha, ku mojemu zadowoleniu.
-Szampana? - pyta kelner, którego wcześniej nie zauważyłam i nachylając się nade mną.
-Poproszę -  odpowiadam grzecznie i podsuwam kieliszek. Gdy wszyscy mają pełne kieliszki Erick wstaje i chyba będzie mówił. Cholera! Uderza widelcem w kieliszek i wszyscy milkną. Zadzieram głowę by na niego spojrzeć, on ściska delikatnie moją dłoń i uśmiecha się. 
-Kochani! Cudownie, że udało nam się tutaj razem przylecieć. To wspaniała okazja i ogromny zaszczyt dla nas wszystkich, by móc uczestniczyć w takiej wyjątkowej chwili dla Jeniffer i Gordona. 
-Po raz drugi! - dodaje Filip i wszyscy zaczynają się śmiać.
-Celna uwaga doktorze! - Mówi żartobliwie Erick i pokazuje palcami na Filipa - Chciałbym w imieniu wszystkich serdecznie wam pogratulować i życzyć wszystkiego co najlepsze. Macie ogromne szczęście, że odnaleźliście siebie, jesteście dla siebie stworzeni.  Jenifer! Gordonie! Wasze zdrowie! - Podnosi kieliszek i wszyscy inni również upijając łyk szampana. Erick siada i przesuwa palcami po moich plecach co sprawia, że po moim ciele przechodzi przyjemny dreszcz. Od razu oblewam się rumieńcem i zaciskam nogi pod stołem by opanować to uczucie, a on dodatkowo całuje mnie za uchem.
-Chcę zdjąć z ciebie tą sukienkę -  szepcze, a mi kolejny przyjemny skurcz atakuje podbrzusze.
-Chyba nie teraz? - pytam tak cicho, że ledwo sama siebie słyszę.
-Nie -  odpowiada spokojnie. Jak on może się tak opakować? - Poczekam aż wrócimy do hotelu -  dodaje i całuje mnie ponownie, tym razem w usta.
-Dobra starczy tych czułości! -  przerywa nam zadowolony Gordon, a za chwilę kelnerzy przynoszą kolację. 
Przystawka to krem z pomidorów z bazylią i listkami świeżej mięty. Danie główne to polędwica wołowa z puree z groszku i sałatką ze świeżych warzyw, a na deser owocowy trifle. Wszyscy zajadają się, bo jedzenie jest przepyszne, a przy stole rozmowy nie cichną. Debatuję z Jeni i Tahishą na temat kuchni, bo okazało się, że one także potrafią gotować, a przynajmniej tak twierdzą. Tanisha cały czas patrzy na mnie wyniośle ale staram się nie zwracać na to uwagi. Erick z chłopakami głośno dyskutują o wyższości jakiejś drużyny piłkarskiej nad inną.  Kompletnie się na tym nie znam. Słońce już prawie zaszło, a w świetle świec i dyskretnego oświetlenia klimat jest naprawdę przyjemny. Nie mam pojęcia która jest godzina. Wiem jednak, że od siedzenia boli mnie już tyłek, ale mam nadzieję, że niedługo będziemy się zbierać. Chloe mówiła przecież, że mamy iść do klubu i faktycznie miała rację. Za jakieś pół godziny Gordon oznajmia, że wracamy do hotelu by się przebrać i ruszamy na miasto. Wszyscy zrywają się od stołu i wspólnie ruszamy w kierunku podjazdu gdzie czekają na nas limuzyny. 
-Nie wiedziałam, że idziemy tańczyć. Nie mam nic takiego co nadawałoby się do klubu - nachylam się i szepczę do Ericka.
-Spokojnie, we wszystkim będziesz wyglądała cudownie! - obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie. Czuję jego zapach i wdycham go. Uwielbiam czuć jak trzyma mnie w ramionach. Jest dla mnie taki dobry i hojny.  Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam? 
Wsiadamy do limuzyny tym razem we dwoje. Gordon, Jeni, Filip, Chloe oraz Tanisha i jej facet jedziemy razem, reszta drugą limuzyną. Do kolacji wypiliśmy trochę szampana więc humory nadal nam dopisują. Młodzi ciągle się obściskują, a Gordon wręcz nie może oderwać rąk od swojej pięknej żony. Filip też zaleca się do Chloe, a Tanisha mało nie wejdzie na Teda - jej faceta. Jest naprawdę głośna i wulgarna, działa mi to na nerwy. Przed hotelem robimy niezłe zamieszanie zanim wejdziemy do środka. Jesteśmy traktowani jak Vip-y, a obsługa skacze wokół nas i jest w stanie spełnić wszystkie nasze zachcianki. Wjeżdżamy windą na górę do apartamentu. Tam już czekają kolejne butelki szampana i przekąski. Erick ciągnie mnie od razu do pokoju, nie zwracając na nikogo uwagi. Cholera! Przecież mówił, że poczeka aż będziemy w hotelu ale myślałam ,że to będzie rano, jak wrócimy z klubu. Nie wpadłam na to, że będziemy jechali się przebrać. Zamyka za nami drzwi i od razu zaczyna mnie namiętnie całować.Opiera mnie o ścianę,a  jego dłonie jednym ruchem rozsuwają suwak sukienki, która od razu ląduje na podłodze. Zaraz potem pozbywa się mojej bielizny.  Łapie mnie za pośladki i sadza na swoich biodrach po czym podchodzi do komody i ręką zrzuca z niej telefon stacjonarny i jakieś przedmioty, które spadają na miękki dywan.
-Nie mamy dużo czasu! -  sapie w moje usta rozpinając swoją koszulę. Chcę mu pomóc podciągając ją do góry -  Spinki, spinki mała! - śmieje się, a ja od razu rozpinam je i koszula frunie gdzieś w powietrze. Całuje jego piękną klatkę gdy on rozpina pasek i rozporek. Zsuwa spodnie, bokserki uwalniając swoją nabrzmiałą męskość. Mam ochotę wziąć go do ust i tak właśnie robię - zaskakując go kompletnie. Zsuwam się z komody i kucam przed nim , chwytam w dłoń penisa i połykając główkę ustami,  pieszcząc ją językiem
-Kurwa! - Erick krzyczy głośno ale mam to gdzieś, że inni mogą słyszeć. Wplata palce w  włosy i nadaje rytm moich ruchom. Biorę  go głęboko, ssę, a język pieści główkę. Mmmmm... jest taki smaczny, twardy, a jednocześnie taki gładki i miękki - Starczy! Stop Meg! Stop! - mówi nagle i podnosi mnie tak, że stoję przed nim prosto. Zaskoczona nagłą zmianą pozycji poddaję  się temu co zaplanował bez słowa. Odwraca mnie i opiera przodem o komodę tak, że pupę wypiętą mam idealnie na niego, na nogach nadal mam buty. Podchodzi blisko gładząc moje pośladki, a palcem pociera moją kobiecość, sprawdzając, czy jestem wystarczająco wilgotna. 
-Ach! - jęczę przy pierwszym dotyku. Rozstawiam nogi szerzej. Erick jedną dłonią przytrzymuje moje biodra, a drugą opiera o komodę zaraz obok moich dłoni. Czuje jego członek między pośladkami i cała drżę w oczekiwaniu, aż się we mnie zatopi. Całuje mnie w kark.
-Kocham cię mała… -  szepcze mi prosto do ucha, tak seksownym tonem, że prawie od tych słów dostaję orgazmu. Nie zdążyłam jednak nic odpowiedzieć, bo wchodzi we mnie nagle, powoli ale pewnie wypełniając mnie całą aż do końca. Krzyczę głośno i odchylam głowę do tyłu. Ne mogę poruszać biodrami, bo trzyma je mocno i wiem, że będzie kontrolował każdy ruch. To takie podniecające, a zarazem dezorientujące, że nie mogę nad niczym zapanować. Zaczyna poruszać się powoli, wkładając go i wysuwając się raz za razem. Obcałowuje moje plecy miliardami mokrych pocałunków, a ja drżę i mam ciarki na całym ciele. W każdym jego ruchu czuję tak ogromne pożądanie, miłość i pragnienie mego ciała. Tego właśnie potrzebuję. Jego ruchy stają są coraz szybsze i mocniejsze. Zaciskam pieści  na rancie komody w uczuciu nadchodzącej rozkoszy i dalej głośno jęczę. Erick także drży, jego każdy mięsień jest napięty jak struna. Przy kolejnym mocnym pchnięciu czuję, że zaraz eksploduję. On też to wyczuwa i chwyta mnie mocniej dociskając do siebie, a po chwili oboje zaczynamy szczytować. Zaciskam się wokół jego pulsującego penisa, który pompuje we mnie gorące nasienie. Och uwielbiam to uczucie.  Nasz orgazm trwa i trwa. Zabójcza ekstaza wypełnia nasze ciała. W takich chwilach  jesteśmy sobie tak bliscy, nic więcej się wtedy nie liczy. Opadam z sił, a nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Erick bierze mnie na ręce i kładzie delikatnie na łóżku. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że mam na sobie jedynie buty. Leżymy chwilę gdy ktoś puka nagle do pokoju. Nie mam siły podnieść głowy ani się odezwać.
-Tak? - krzyczy Erick obejmując mnie mocno.
-Za 20 minut wychodzimy - zza drzwi dochodzi do nas głos Filipa. 
-Spoko, zaraz wychodzimy - odpowiada spokojnie Erick, a Filip na szczęście odchodzi spod drzwi. 
-Nie mam siły się podnieść… -  uśmiecham się zadowolona, nie otwierając oczu.
-Musimy skarbie, trzeba się jeszcze ubrać… -  pociesza mnie i delikatnie wstaje.
-A ty co zakładasz? -  otwieram jedno oko i patrzę na jego piękne nagie ciało. On został w butach i skarpetkach. Zaczynam się śmiać. 
-Eleganckie jeansy, koszulę i marynarkę - pokazuje na krzesło gdzie leżą przygotowane ubrania. Siadam po turecku i dalej się w niego wgapiam. Wiem, że robi to specjalnie. Wie jak bardzo na mnie działa i specjalnie chodzi nagi po pokoju. Niechętnie wstaję i idę się odświeżyć do łazienki. Makijaż mi się na szczęście nie rozmazał, a włosy wygładziłam palcami. Ubrania, które przywieźliśmy rozwieszone są w garderobie. Przeciągam palcami po ubraniach... W co się ubrać? Decyduje się na szorty z wysokim stanem oraz czerwoną koszulę w kratę, którą wiąże w kokardę na przodzie. Dobieram do tego czerwone szpilki na platformie i małą torebkę na łańcuszku. Na środku głowy wiąże czerwoną chustkę typowo w stylu pin-up girl. Mam nadzieję, że to odpowiedni strój do klubu. Przeciągam usta mocniejszym czerwonym błyszczykiem i jestem gotowa.  Mimo wysokich obcasów jest mi wygodnie i wiem, że mogę przetańczyć całą noc. Spoglądam ostatni raz w lustro i wychodzę z garderoby. Erick właśnie wkłada marynarkę, spogląda na mnie i ponownie zamiera. Obracam się wypinając pupę i wiem, że podoba mu się to co widzi.
-Wyglądasz nieziemsko skarbie! - podchodzi i gładzi moje ramie -  Krótkie te spodenki – lustruje wzrokiem moją pupę ale widzę aprobatę w jego spojrzeniu. 
-To są szorty, muszą być krótkie! - odpowiadam złośliwie i podchodzę do komody na której stoją moje ulubione perfumy Hugo Boss, skrapiam nimi nadgarstki i szyję. Uwielbiam ten zapach, używałam go jeszcze zanim poznałam Ericka. 
-Gotowa? - opiera się biodrem o komodę i nie odrywa ode mnie wzroku.
-Jasne - uśmiecham się i razem wychodzimy z sypialni. Wszyscy już się przebrali i czekają na nas, a ja czuję ulgę, bo na szczęście trafiłam ze strojem. Dziewczyny ubrały się podobnie, Chloe także wybrała styl pin-up więc nie wyglądam dziwnie.  Jeniffer założyła krótką cekinową sukienkę bez ramiączek, Tanisha jak zawsze wywaliła na wierz wszystko co tylko mogła. 
-Słuchajcie! - przez gwar próbuje przebić się Gordon i ucisza nas - Mamy zarezerwowaną lożę VIP i ustalamy, że bawimy się tylko w swoim gronie. To ekskluzywny klub i ma tam grać dziś jakiś znany Dj, z baru możecie zamawiać wszystko na co macie ochotę. Filip! - patrzy na niego ostrzegawczo - Bez żadnych awantur proszę! – dodaje z pełną powagą.
-Dobra, dajcie już spokój! Raz mi się zdarzyło - Filip podnosi ręce i zaczyna się śmiać.
-Ruszajmy! -  wtrąca Erick i wszyscy idziemy do windy. W limuzynie leją się kolejne butelki szampana, atmosfera jest doskonała do zabawy. Denerwuję się trochę, bo nie wiem jak Erick zachowuje się w takich miejscach jak klub. Czy da mi samej tańczyć? Co będzie jak ktoś podejdzie albo nas zaczepi? Staram się jednak odgonić złe myśli i wyluzować. 

Podjeżdżamy pod ogromny dwupiętrowy klub w samym centrum Vegas, jest koło jedenastej. Mnóstwo ludzi czeka w kolejne do wejścia, my wchodzimy jednak przez bramkę bez problemu i bez kolejki. Erick i Gordon znają właściciela tego klubu. Trzy atrakcyjne hostessy prowadzą nas do naszej loży, która przypomina w sumie taki sporych rozmiarów pokój. Sofa w kształcie litery U, która spokojnie pomieści nas wszystkich, zaraz obok kilka podobnych stref. Prywatny bar by nie stać w kolejce na dole. Klub może pomieścić 2 tysiące osób, a jest prawie pełno. Muzyka głośno gra,  a ten znany DJ to chyba David Guetta ale nie mam pewności, bo nie widzę zbyt dobrze z tej odległości. Siadamy ale dziewczyny od razu chcą ruszyć na parkiet. 
-Czego się państwo napiją? - podchodzi do nas kolejna dziewczyna ubrana w klubowy-firmowy strój. Składamy zamówienie i od razu wiem, że tego wieczoru alkohol będzie lał się strumieniami. Do tej pory było delikatnie, tylko szampan ale teraz Gordon zamówił wódkę i soki oraz drinki dla dziewczyn. Nie mija chwila i kelnerka wraca z naszymi napojami. Pijemy pierwszy toast, czystą wódką. Cholera ale mocna! Tak dawno nie piłam, że aż się krzywię. Czuję jak robi mi się gorąco w przełyku. Muszę uważać by nie przesadzić. 
-Meg chodź! - Jeni wyciąga do mnie rękę i ciągnie na parkiet. Patrzę niepewnie na Ericka by wybadać jego reakcję.
-No idź idź, po to tutaj jesteśmy! -  całuje mnie w policzek i pomaga wyjść zza stolika - Tylko grzecznie! - klepie mnie w tyłek i posyła ten swój uśmiech. Wszystkie dziewczyny ruszają na dół, ludzi jest mnóstwo jednak to drogi klub i nie ma podejrzanych i niebezpiecznych typów. Przynajmniej mam taką nadzieję. 
-To Guetta.! - mówi Chloe pokazując na konsolę Dj-a znajdującą się nad parkietem. Zerkam w tamtą stronę i faktycznie to on. Rozbrzmiewa kolejny z jego wielkich przebojów. Stajemy blisko siebie w kółku i zaczynamy tańczyć. Dziewczyny są już nieźle wstawione, szczególnie Chloe, która wypiła sporo szampana w limuzynie. Po chwili wczuwam się w rytm i zaczynam poruszać delikatnie ciałem. Alkohol coraz szybciej krąży w moich żyłach i pozwala się wyluzować. Jeni podchodzi do mnie i tańczymy razem. Czuję się zrelaksowana i bezpieczna. Wszystkie wyglądamy zabójczo i chyba jesteśmy najbardziej zwracającymi  na siebie uwagę kobietami w klubie. Wokół nas tworzy się od razu wianuszek innych osób, i kobiet i mężczyzn ale bawimy się tylko w swoim gronie. Z parkietu widać naszą lożę, a ja widzę, że chłopaki wznoszą kolejny toast ale zerkają co chwila w naszą stronę. Przy kolejnych hicie, nasz taniec jest odważniejszy. Mój także.
Tak dobrze się bawię, że nawet wypinam pupę na Jeni, która zachwycona ociera się o mnie i seksownie wygina ciało. Śmiejemy się i wygłupiamy. Nawet Tanisha podchodzi do mnie i tańczymy razem przez jakąś chwilę. Jej taniec jej nieźle wyuzdany i wielu facetów się na nią patrzy.Ona chyba nie ma żadnych hamulców. gdy nagle zaczyna lecieć świetny remix „Sweat” - na parkiecie zaczyna się szaleństwo. Wszyscy ocierają się o siebie i tańczą jak szaleni. To nawet zabawne i bardzo seksowne,  bo stoję między Jeni i Chloe. Alkohol pulsuje mi w głowie, a wszystkie złe myśli znikają Bawię się świetnie. W tłumie dostrzegam nagle Gordona i Filipa, którzy idą w naszym kierunku. Łapią w ramiona swoje partnerki i kontynuują seksowny taniec. Uśmiecham się i wypatruję Ericka, a on podchodzi do mnie nagle od tyłu i łapie za biodra.
-Teraz ze mną się spoć - szepcze mi do ucha i gryzie je delikatnie. Śmieję się i zaczynam krążyć biodrami na wysokości jego krocza. Porywa nas rytm tej piosenki. Snoop rapuje wiadomo o czym i można powiedzieć, że na parkiecie panuje właśnie mała orgia w ubraniach. Wszyscy się ocierają, wiele par zatraca się i daje ponieść emocjom całując się namiętnie. 
Nie sądziłam, że Erick potrafi tak doskonale tańczyć w klubie, bo że jest dobrym tancerzem to już wiem od dawna. Czuję jego męskość, która napiera na moje pośladki gdy wypinam się na niego coraz śmielej. Chyba nigdy nie byłam tak wyuzdana w miejscu publicznym. Na studiach zdarzało mi się iść do klubu, jednak nigdy aż tak sobie nie pozwalałam jak w tej chwili, a bardzo mi się to podoba. Tańczę z moich ukochanym, w jednym z lepszych klubów w Vegas, a zostajemy tu cały tydzień i będziemy się bawić do woli. W pewnym momencie jednak podchodzi do nas Filip.
-Odbijany! - przekrzykuje muzykę i chwyta mnie za dłoń, a  Erick puszcza mnie i oddaje w jego ramiona. Trudno mi uwierzyć, że tak łatwo mu to przyszło, a w dodatku Erick podchodzi do Chloe i zaczyna tańczyć z nią. Nie mogę przestać na nich patrzeć... czy przypadkiem nie są zbyt blisko siebie? Cholera Meg wyluzuj! To tylko taniec, widzę na szczęście, że tylko tańczą obok siebie praktycznie bez kontaktu fizycznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz