Premiera już w lipcu!

niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 48

-Rozmyślałam o naszym porannym prysznicu i musiałam przysnąć … - obejmuję mokrą dłonią jego piękną twarz.
-Mogłaś powiedzieć, że nie masz siły wykąpać się sama, pomógłbym ci - wyraz twarzy mu łagodnieje i przytyka lekko usta do mojego czoła. 
-Nie sądziłam, że aż tak mnie zmoże -  patrzę na swoją wewnętrzną część dłoni, opuszki palców są całe pomarszczone, a woda już ostygła. 
-Chodź wysuszymy się, nie chcę byś się przeziębiła! -wstaje i podaje mi dłoń. Gdy wychodzi z wanny kapie z jego namoczonego ubrania na podłogę. Otula mnie miękkim ręcznikiem, a sam zdejmuje mokre ubranie. Owinięta w szlafrok z turbanem na głowie wychodzę z łazienki. Tutaj od razu dochodzą do mnie głosy z salonu, drzwi sypialni są uchylone i dokładnie słychać, że towarzystwo bawi się doskonale. 
-Idziemy dziś na koncert Celine Dione do The Colosseum At Caesars Palace, na siódmą trzydzieści  - informuje  mnie Erick wychodząc  za mną z łazienki. Na biodrach owinięty ma ręcznik. Patrzę zaskoczona, bo nie sądziłam, że jest jej fanem.
-Tylko my?
-Nie Meg. Wszyscy idziemy. Udało mi się załatwić bilety na ostatnią chwilę - odpowiada i znika za drzwiami garderoby. Zerkam na budzik stojący przy łóżku. Cholera to już po drugiej! Wstaję szybko i idę wysuszyć swoje niesforne włosy, a w garderobie zastaję kończącego się ubierać Ericka. Ma na sobie szare flanelowe spodnie, czarny pasek i białą koszulę podwiniętą do łokci. Wygląda jak zawsze idealnie i nienagannie. Jak ja mam się ubrać na koncert Celine Dion?
-To luźne wyjście Meg, nie musisz zakładać sukienki wieczorowej - mówi jakby czytał w moich myślach - Będę na dole - dodaje i wychodząc całuje mnie w czoło. Przebierając między ubraniami, decyduję się w końcu na kombinezon w kolorze kremowym do którego jest brązowy pasek do przewiązania w talii. Gołe ramiona zakrywam cienkim ażurowym bolerkiem w odcieniu podobnym do paska, a na stopy wsuwam  brązowe gladiatorki na koturnie. Od razu mam 10 centymetrów więcej. Do małej kopertówki wkładam komórkę i portfel. Policzki muskam brzoskwiniowym różem, tuszuję rzęsy, a usta maluję naturalnym błyszczykiem, który smakuje jak owoc mango. Lubię siebie w takim wydaniu...sztuczne rzęsy i dużo makijażu to rzeczywiście do mnie nie pasuje. Oczywiście raz na jakiś czas, na przykład tak jak wczoraj do klubu, chętnie się tak umaluję ale wolę ograniczyć się na co dzień do minimum.

Zamykam za sobą drzwi od sypialni i schodzę na dół. Wszyscy siedzą w salonie na wielkiej kanapie w kształcie litery L. Z głośników słychać piosenkę Celine Dione, chyba już wprawiają się w nastrój. Macham do wszystkich i uśmiecham się życzliwie. Spoglądam na Jeni, która promienieje ze szczęścia, po reszcie nie widać ani śladu kaca. Erick omawia coś z ochroną i Gordonem, a do mnie podchodzi Filip.
-Przepraszam za rano… - nachyla się i szepcze.
-Spoko… -  odpowiadam zimnym tonem, nie chce mi się z nim teraz gadać.
-Nie dąsaj się Meg, naprawdę przepraszam. Wiem, że przesadziłem - jestem na niego zła ale wiem, że mówi szczerze. Patrzę mu prosto w oczy.
-Zawsze jak zaczynam choć trochę cię lubić to musisz coś wywinąć Filip - stwierdzam.
-Ale nadal mnie choć troszkę lubisz? - robi słodką minę i pokazuje palcami  niewielką odległość między nimi.
-Troszkę… - uśmiecham się i przybliżam do siebie jego palce w geście tego, że kolejny raz stracił moje i tak nieduże zaufanie - Swoją drogą możecie się trochę ciszej zachowywać w sypialni -  dodaje z cierpkim uśmiechem.
-I kto to mówi? - odsuwa się i mierzy mnie wzrokiem. Cholera! Musieli nas słyszeć... Momentalnie oblewam się rumieńcem i wbijam wzrok w podłogę, a Filip się śmieje.
-Ale dobrze, powiem Chloe żeby była ciszej - brnie dalej. 
-Ok -  bąkam, jest mi strasznie głupio.
-Ale to chyba świadczy tylko o tym jaki jestem dobry w te klocki -  mówi i puszcza mi oczko, że to niby żart ale wiem, że mówi serio.
-Zboczeniec! - besztam go i próbuję ukryć uśmiech. Filip niemiłosiernie mnie wkurza ale także bawi. Nigdy nie wiem do końca co mu chodzi po głowie Odchodzę i przysiadam się obok dziewczyn na sofie. Rozmawiają  właśnie o wieczornym koncercie i są bardzo podekscytowane. Chloe wygląda ślicznie w pastelowo-różowej koszuli i jasnych jeansach. Chyba też jej trochę niezręcznie, tak samo jak mi. Spoglądamy na siebie i chichoczemy w jednym momencie. Szkoda, że taki palant z tego Filipa. Taka fajna, miła, słodka, mądra kobieta,  a jemu jedno w głowie. Kiedy on w końcu dorośnie? W sumie nie mogę mieć pretensji, Erick do niedawna pewnie był taki sam. Krzywię się na wspomnienie wyznania Filipa, że gdyby mnie poznał wcześniej to wszystko mogłoby być zupełnie inaczej.  Nie sądzę, że mogłabym być z kimś takim jak on. Fakt jest przystojny, nawet bardzo ale to nie wszystko. W Ericku mam to czego pragnęłam i szukałam, a Filip jest... Och jest za głośny, nieokrzesany i ma specyficzne poczucie humoru, które często mnie drażni. Sposób w jaki uwodził i zdobywał mnie Erick bardzo mi się podoba i dzięki temu czuję się naprawdę wyjątkowo.

Moją zadumę przerywa głos Gordona, który oznajmia, że za 10 minut wychodzimy wszyscy na obiad do hotelowej restauracji, a potem jedziemy właśnie na koncert. Całym tłumem idziemy do windy i zjeżdżamy na dół. Restauracja jest ogromna, nowoczesna i jasna. Okrągłe stoliki i loże w odcieniach beżu i bieli ładnie kontrastują z ciemną, hebanową podłogą. Kelner prowadzi nas do naszego stolika na 12 osób. Siadamy bez większych ustaleń, ja obok Ericka, a reszta rozprasza się tworząc podgrupki. Tylko Gordon siedzi obok Jenifer. Wertując kartę dań zastanawiam się czy w ogóle jestem głodna? Na śniadanie zjadłam bardzo dużo i w sumie nie mam na nic ochoty. Kelner zapisując zamówienie podchodzi do nas, a Erick patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
-Ja chyba podziękuję, nie jestem głodna - mówię spokojnie za co zostaję obrzucona lodowatym spojrzeniem mego ukochanego. O rany!
-Poprosimy sałatkę z kurczakiem z dresingiem bez majonezu i wpół wysmażony stek z warzywami i gotowanymi ziemniakami - składając zamówienie Erick nie odrywa ode mnie tego lodowatego spojrzenia. Gdy kelner odchodzi on nagle łapie mnie za dłoń i przysuwa się do mnie, szepcząc do ucha - Zjesz sałatkę - ton na poważny.
-Ericku naprawdę nie jestem głodna - wywracam oczami, czego od razu żałuję. Jego źrenice robią się teraz ciemne i wręcz płoną ze złości jak rozżarzone węgle. Zawsze to tak na niego działa ale tym razem z ledwością ale opanowuje się. 
-Zjesz sałatkę -  powtarza i muska palcem kącik moich ust, po czym odwraca się do Gordona. Kurczę czy ja mogę sama o czymś zadecydować? Nikt mnie nie pytał czy mam ochotę iść na obiad. Nie chcę strzelać fochów jak małe dziecko ale to jest naprawdę wkurzające. Upijam łyk wody i siedzę w milczeniu wpatrując się w świecznik na środku stołu. Humor całkowicie mi siadł. 

-Smacznego! - mówi kelner podając wszystkim dania. Zapach jedzenie jest wyśmienity jednak ja naprawdę nie jestem teraz głodna. Moja sałatka także wygląda dobrze ale po prostu nie będę się zmuszać. Grzebię widelcem w talerzu wyjadając ser i połówki małych pomidorków koktajlowych. Reszta towarzystwa zajada się niesamowicie. Nawet dziewczyny są strasznie głodne. Może nie wszyscy zjedli śniadanie, w przeciwieństwie do mnie.
-Nie smakuje? - pyta sarkastycznie Erick.
-Smakuje -  burczę i wydymam usta.
-To już wcinaj, wszystko ma zniknąć z talerza - mówi jakby bawiła go cała ta sytuacja.
-Czuję się jak w przedszkolu! -  opieram łokcie o stół i bawię się widelcem ale Erick nic nie odpowiada i upija łyk czerwonego wina. Sięgam po swój kieliszek z białym, jednak Erick nagle mi go zabiera - Ej! - piszczę zwracając uwagę wszystkich przy stole.
-Dopóki nie zjesz, nie pijesz alkoholu - odstawia mój kieliszek po swojej stronie i wraca do jedzenia. Patrzę z niedowierzaniem, że traktuje mnie jak dziecko. Tanisha śmieje się wrednie i trąca Teda, który prawie dławi się kawałkiem mięsa. Rzucam jej sztuczny uśmiech i wstaję gwałtownie od stołu.
-Przepraszam wszystkich, zaraz wracam! - Erick próbuje złapać mnie za dłoń jednak wyrywam mu ją i śpiesznie odchodzę w stronę wyjścia. Nie oglądam się ale wiem, że pewnie wszyscy się gapią i zastanawiają co się stało. Mam to gdzieś! Nie jestem dzieckiem, które ktoś może zmuszać do jedzenia. Wychodzę z restauracji na korytarz prowadzący w stronę wind i recepcji. Podchodzę do kobiety w hotelowym uniformie prosząc o klucz do naszego apartamentu. Pokazuję dowód i zostaję odprowadzona przez boja hotelowego do windy. Uśmiecham się uprzejmie i jadę na górę. Winda jedzie bezpośrednio na nasze piętro. Zła i przygnębiona szybko otwieram drzwi i udaję się do naszej sypialni. Wyjmuję telefon z torebki i w impulsie złości dzwonię do Kimberly.
-Cześć siostro!-  odbiera radosnym głosem, a w tle słyszę Evę -  Tak maleńka, to twoja ciocia dzwoni - dodaje do małej. 
-Hej Kim, jak się czujecie? - pytam cicho.
-Wszystko dobrze, mała zaczyna pokazywać charakterek. Całą noc płakała, a teraz ciągle chce by się z nią bawić i ani myśli zasnąć - śmieje się.
-Rozrywkowa jak mamusia - stwierdzam udając, że wszystko jest  w porządku.
-Lepiej opowiadaj jak w Vegas? Wygrałaś już coś w kasynie? - pyta zaciekawiona.
-Nie byliśmy jeszcze w kasynie… - mówię smutno - Wczoraj byliśmy w klubie po ceremonii - dodaję.
-I jak było? – Wiem, że jest podekscytowana, bo zawsze chciała tu przyjechać
-Fajnie - bąkam.
-Fajnie? Meg co się dzieje? - ton jej się zmienia.
-Pokłóciłam się z Erickiem - rzucam krótko. Musiałam jej powiedzieć, bo chyba bym oszalała. 
-O co? - pyta poważnie.
-O jego chęć sprawowania nad wszystkim kontroli i władzy! -  zaciskam usta ze złości.
-Co znowu zrobił? - w jej głosie słychać troskę, a ja chyba zaraz się popłaczę ze złości.
-Zabronił mi pić alkohol dopóki nie zjem obiadu. Rozumiesz to? - piszczę zirytowana i kładę się na łóżku wgapiając w sufit. 
-Zachowuje się czasami jak twój ojciec, a nie facet - kwituje jednym zdaniem to o czym obie myślimy. 
-Co ty nie powiesz? Zrobił to przy wszystkich, poczułam się jak idiotka! - żalę się jej. 
-Nie możecie o tym porozmawiać? Że masz dość takiej kontroli i że chcesz mieć trochę więcej swobody? To przecież niezdrowe takie zamartwianie się o wszystko. 
-Myślisz, że nie próbowałam? Nic do niego nie dociera. Zawsze mówi to samo „to dla twojego bezpieczeństwa Meg” i jest koniec rozmowy! -  przekręcam się na brzuch i macham nogami w powietrzu. To drugi raz w życiu kiedy żalę jej się na faceta i to znowu jest Erick. 
-Przecież, że może cię schować przed całym światem. To chore i niedorzeczne. Może nie powinnaś była z nim lecieć do tego Vegas? - wypowiada słowa które i mi przeszły przez myśl. Miałam przecież obawy jak będzie się zachowywał wśród swoich znajomych. Do tej pory było dobrze ale przed chwilą naprawdę przesadził, a czuję, że będzie jeszcze gorzej.
-Sama nie wiem - wzruszam ramionami i wzdycham głośno.
-On cię kocha Meg, dobrze wiesz… - pociesza mnie, bo wyczuwa, że jest mi przykro.
-Wiem ale ta miłość czasami mnie przeraża, a to wszystko wydarzyło się tak szybko no i wiesz....
-Wiem, wiem siostro. Pamiętaj, że zawsze masz mnie no i rodziców, Roba i malutką. Wszyscy tu tęsknimy za tobą, jeśli chcesz to zawsze możesz wrócić do domu - w głosie Kim słychać szczerość. Mimo, że czasami tak mnie wkurza to kocham ją bezgranicznie. 
-Też za wami tęsknie Kim, czasami brakuje mi tych czasów gdy mieszkałam w domu - mówię powstrzymując szloch. Słyszę też, że ktoś wchodzi do apartamentu i kieruje się na górę - Muszę kończyć siostrzyczko, zadzwonię niedługo! - dodaję szybko.
-Uważaj na siebie Meg, nie daj się temu swojemu dominantowi! - śmieje się, a ja także się uśmiecham. 
-Pa.
-Buziaki - rozłączam się i schodzę z łóżka. Podchodzę powoli do drzwi nasłuchując kto idzie. Przytykam ucho i nagle dostaję drzwiami prosto w prawą stronę głowy i ląduje na tyłku. 
-Ałaaa! - Jęczę i łapię się za prawe ucho. Strasznie mnie boli.
-Chryste Meg nic ci nie jest? - do pokoju wchodzi Erick. Nie mija sekunda, a jest przy mnie, kuca oglądając moją głowę.
-Właśnie oberwałam drzwiami! Dobrze, że nie prosto w nos! - burczę zła i wstaję szybko wyrywając się z jego ramion. Erick podąża za mną.
-Czemu stałaś przy drzwiach? - krzyżuje dłonie na piersi i wpatruje się we mnie z wyczekiwaniem.
-Usłyszałam, że ktoś przyszedł i chciałam sprawdzić kto! - podchodzę do kanapy i siadam na niej po turecku, a między nogi wkładam dużą poduszkę z oparcia.
-Z kim rozmawiałaś? - wypytuje dalej drażniąc mnie tym jeszcze bardziej.
-Nie twój interes, nie mam obowiązku się z wszystkiego tłumaczyć! - odpowiadam gniewnie.
-Ok… - mamrocze i podchodzi do mnie siadając obok. Chwyta mnie palcami za brodę i zmusza bym na niego spojrzała- Tak się będziemy teraz wzajemnie drażnić? - pyta poważnie.
-Ja się nie drażnię, daj mi spokój Erick. Chcę pobyć sama! - warczę - Nie! Przepraszam!  W sumie nie sama... chcę pobyć bez ciebie! - dodaję i wyrywam mu się zaciskając usta w jedną linię. On nic nie mówi ale wiem, że w środku cały drży mimo, że wzrok ma lodowaty. Wstaję bez słowa i kieruje się do drzwi.
-O szóstej wychodzimy na koncert. Masz być gotowa  - rzuca chłodno i zatrzaskuje je za sobą w ostentacyjny sposób. Mam ochotę krzyczeć ze złości, ciskam wielką poduszką w kierunku drzwi ale to nie pomaga.
-Dupek! - krzyczę na całe gardło by się rozładować.
-Słyszałem! - słyszę głos Ericka z korytarza. Cholera! Nie chciałam by usłyszał ale chociaż teraz wie jak się zachowuje, bo czasami naprawdę jest dupkiem. Tylko co ja będę robiła do szóstej sama w hotelu? Nawet nie wiem gdzie wybiera się reszta i co będą robić? Gdy słyszę zatrzaskujące się drzwi od apartamentu schodzę na dół i siadam przy wielkim szklanym stole. To pomieszczenie jest naprawdę ogromne, przytłacza mnie swoim rozmiarem i tą okropną ciszą. Jedyne co mnie teraz cieszy mnie choć odrobinę to widok za oknem. Jest naprawdę imponujący. Nasz hotel to jeden z najwyższych budynków w Vegas. Podchodzę do okna wyrastającego z podłogi i przypomina mi się pierwsza noc w Evans Tower po bankiecie. Też wtedy patrzyłam przez okna na New Jork, który leżał pod moimi stopami. Erick właśnie tam pocałował mnie po raz pierwszy. Dotykam ust na myśl o tym i bezwiednie się uśmiecham. Tamtego dnia wszystko nie było aż tak skomplikowane i popieprzone jak teraz. Czasami zastanawiam się co by było gdybym nie uciekła z jego apartamentu? Gdyby nie było wieczoru panieńskiego? Czy bylibyśmy razem? Odnoszę czasami wrażenie, że Erick jest ze mną z poczucia winy za to co się wydarzyło. Robi mi się zimno na tę myśl i potrząsam głową by wybić z głowy te absurdalne wymysły. On mnie kocha, nie wiem dlaczego ale mnie kocha! Próbuję sama się do tego przekonać. Z zadumy wyrywa mnie dźwięk otwieranych drzwi od apartamentu. Odwracam się i widzę w progu Filipa. Jest sam. W dłoni trzyma papierową torbę z logo hotelowej restauracji z jedzeniem na wynos. Dostrzega mnie i stawia torbę na szklanym stole.
-To dla ciebie jakbyś zgłodniała… -  mówi łagodnie i podchodzi na bezpieczną odległość, opiera się ramieniem o szybę i wpatruje we mnie aż coś powiem.
-Nie idziesz z resztą? - pytam zaskoczona.
-Nie. Erick prosił bym z tobą został -  odpowiada krótko, a ja unoszę brew. Poprosił o to Filipa? Jestem zaskoczona. 
-Jasne! -  wywracam oczami - Przecież ja nigdy nie mogę zostać sama! - warczę.
-On się po prostu o ciebie martwi… -  podchodzi i chce dotknąć mojego policzka. Odsuwam się gwałtownie blokując jego dłoń swoją.
-Kurwa dajcie mi spokój! Martwi się? O wszystko się martwi! - krzyczę ze złości.
-Przesadzasz Megan -  ton Filipa jest jednak spokojny. 
-Ja przesadzam? - piszczę oburzona - Jesteś jego przyjacielem i to normalne, że go bronisz Filip, ale dobrze wiesz, że nie ja tu przesadzam! -  podchodzę do barku i otwieram go. Chwytam pierwszą lepszą butelkę winą i wypełniam kieliszek po czym upiłam spory łyk.
-Nie powinnaś... - przerywam mu podnosząc dłoń.
-Ani ty, ani Erick, ani nikt inny, nie będzie mi mówił co powinnam a czego nie, co mogę a czego nie! Jestem dorosłą kobietą i mam prawo decydować o sobie! - warczę ponownie i siadam przy stole.
-Jak chcesz. Będę w sypialni jeśli będziesz czegoś potrzebować przyjdź - mówi zrezygnowanym głosem i wchodzi na górę. Znowu zostaję sama w tym wielkim pomieszczeniu. Biorę całą butelkę wina pod pachę i zabieram ją do naszego pokoju. Przechodzę zerkając przez uchylone drzwi, a Filip chodzi po pokoju bez koszuli i rozmawia przez telefon, zapewne z Erickiem. Wywracam oczami i docieram do naszej sypialni. Dolewam sobie wina i włączam muzykę z odtwarzacza przy łóżku. Nie znam się na muzyce klasycznej ale to chyba Bach? Smutna, zawodzące melodia idealnie oddaje mój beznadziejny nastrój. Chyba muszę sobie popłakać... Siadam więc na dywanie opierając plecy o łóżko, obok stawiam butelkę wina i zaczynam szlochać jak na zawołanie. Dawno nie pokłóciliśmy się z Erickiem i jest mi ciężko to wytrzymać. Jego zaborczość i nieustępliwość jest dołująca i przytłaczająca. Wiem, że mnie kocha, ale ja nie potrzebuję tego wszystkiego... przelatuję wzrokiem po ekskluzywnym pokoju. Nie chcę jego pieniędzy, nie chcę prezentów, samochodów, domów, ubrań! Chcę normalności! Cholera! Tak właśnie tego potrzebuję. Spokoju, obowiązków domowych, pracy. Codzienności. Tak! Potrzebuję zajęcia, pracy. Muszę zdać egzamin końcowy i zacząć pracę gdziekolwiek, nawet jako pomocnik kucharza. Mam gdzieś to, że Erick się nie zgodzi. Nie jestem jego własnością. Nie będzie za mnie decydował. Jeśli chce to dobrze, mogę zgodzić się na ochronę, ale nie zabroni mi pracować. Nie ma do tego prawa! Nakręcam się kolejnymi myślami i ryczę jak durna, ale tego mi właśnie potrzeba. Muszę się wypłakać i może mi przejdzie. Kieliszek za kieliszkiem,a ja popadam w coraz większy lament. W dodatku chcę mi się siusiu i gdy wstaję kręci mi się w głowie. O Kurwa mać! Chyba przesadziłam... Patrzę na butelkę, która jest prawie pusta. Zerkam na zegarek jest przed szóstą. Zaraz przyjdzie po mnie Filip by jechać na koncert, a ja jestem kompletnie pijana. Zaczynam śmiać się w głos i chwiejnym krokiem wchodzę do łazienki. Mam na sobie ten durny kombinezon więc żeby się wysikać muszę prawie cała się rozebrać. Ściągam go pośpiesznie.... Och ale ulga! Uśmiecham się głupkowato i próbuję zachować równowagę. Podciągam kombinezon i myję ręce. Świat mi wiruje. Spoglądam w lustro i widzę swoją bladą twarz z rozmazanym tuszem. Wyglądam koszmarnie ale nie wiem czemu... bawi mnie to. Sięgam do szuflady po mleczko i wacik i zaczynam wycierać czarne zacieki pod oczu.
-Ja pierdole! - do łazienki wchodzi Filip i patrzy na mnie totalnie zaskoczony. 
-Już się ogarniam! Daj mi pięć minut-   bełkoczę i chichocząc spoglądam na niego. Ledwo jednak trzymam się na nogach więc siadam na środku łazienki na dywanie obok wanny.
-Kurwa Megan, narąbałaś się! - podchodzi do mnie i klęka obok.
-Może troszkę -  mamroczę i biorę kolejny wacik, który rozsypał mi się z pojemniczka -Później to wszystko pozbieram - dodaję niewyraźnie.
-Jak chcesz w tym stanie iść na koncert? Za chwilę powinniśmy wyjść by zdążyć - głos ma łagodny. Odnoszę też wrażenie, że jest rozbawiony.
-Nie przepadam za Celine, może się nie obrazi jak nie przyjdę na jej koncert? - odkładam wacik i biorę kolejny. Sama nie wiem po co?,
-Zadzwonię i powiem, że zostajemy w hotelu, bo źle się czujesz. Zanim wrócą wytrzeźwiejesz.Ok?- proponuje. 
-Jak tam chcesz… -  macham obojętnie ręką -  Skoro wolisz mnie niańczyć zamiast iść na koncert Celine Dione to proszę bardzo! - dodaję i wstaję szybko zabierając ze sobą butelkę niedopitego wina. Kręci mi się jednak w głowie i od upadku ratuje mnie, Filip łapiąc swoje w ramiona.
-Chodź lepiej się położysz -  nagle bierze mnie na ręce i zanosi do łóżka. Kładzie mnie na środku i wyjmuje z kieszeni jeansów telefon.

1 komentarz:

  1. miało się coś złego dziać w tym rozdziale! :(

    OdpowiedzUsuń