Premiera już w lipcu!

niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 49

Ankieta została właśnie zakończona. Głosy rozłożył się różnie ale część z Was bardzo dobrze obstawiła co się wydarzy :) Ciekawa jestem Waszych reakcji. Zachęcam do pozostawienia komentarza po przeczytaniu fragmentu. 

-Cześć...Nie jedziemy na koncert, Meg źle się czuje – Filip spogląda na mnie niepewnie. Nie muszę nawet pytać z kim rozmawia, bo to przecież oczywiste. Przysłuchuję się jednak całej rozmowie - ...Nie, nic poważnego boli ją brzuch...Położyła się spać...Nie, nie wracaj nadal jest zła...Na pewno...Zajmij się Chloe by nie czuła się samotna...Spoko...Do zobaczenia...Tak będę pilnował…Do zobaczenia - rozłącza się i jakby oddycha z ulgą.
-Chciał wracać? - pytam sarkastycznie.
-Oczywiście, że tak. Na szczęście udało mi się go przekonać. Jakby tu wrócił i zobaczył cię w tym stanie oboje byśmy mieli przerąbane. Potrzebujesz czegoś? - pyta łagodnie, a ja kładę się bokiem i opieram głowę na łokciu.Świat nadal mi wiruje i zgubiłam gdzieś moją butelkę wina. Dostrzegam ją po chwili na poduszce po drugiej stronie łóżka. 
-Czasami potrafisz być taki słodki i uroczy i zapominam wtedy jaki z ciebie dupek - wypowiadam te słowa mimowolnie, Filip unosi zaskoczony brew i chyba nie wie co powiedzieć. Pierwszy raz widzę jak próbuje zebrać myśli. Nie wiem czy czuje się urażony? Nagle kładzie się obok mnie, także wspierając się na łokciu i patrzy mi prosto w oczy.
-Uważasz mnie za dupka? - pyta i nie wiem czy, żartuje czy mówi poważnie?
-Czasami zachowujesz się tak, że nie można inaczej tego określić - wino dodało mi odwagi i mówię wszystko co myślę. Nie wiem do czego ma to doprowadzić ale w tej chwili nie myślę o konsekwencjach. 
-Nie mogę mieć tego czego chcę i pragnę więc udaje, że jest wszystko w porządku i przybieram taką maskę. Maskę dupka jak to określiłaś… -  zakłada mi kosmyk włosów za ucho – Wiesz, że to z twojego powodu -  dodaje wprost.
-To nie jest wytłumaczenie Filip - próbuję mu to jakoś wytłumaczyć - Nawet jak mnie nie znałeś to traktowałeś kobiety przedmiotowo.
-Żadna nie znaczyła dla mnie tyle ile ty. Cóż mogę powiedzieć? – wzdycha z wymuszonym uśmiechem - Kocham narzeczoną mojego najlepszego przyjaciela, która uważa mnie za dupka. To dopiero jest gówniane uczucie! - jest szczery aż do bólu, a mnie że aż ściska mnie z żołądku. Rozchylam usta będą w kompletnym szoku. Czy on właśnie wyznał mi miłość?!
-Wydaje ci się… -  mamroczę po chwili, nic innego nie przychodzi mi do głowy.
-Co mi się wydaje? - pyta unosząc brew.
-No, że mnie....kochasz? -  ledwo wypowiadam te słowa.
-Wydaje? - Filip uśmiecha się lekko, jednak w jego oczach nie widać radości.
-Tak - powtarzam.
-Nie Megan, nic mi się nie wydaje. Nawet nie wiesz ile jestem w stanie dla ciebie zrobić… nawet poświęcić przyjaźń. Jeśli tylko ty byś chciała... - nutka nadziei zabrzmiała w jego głosie. 
-Co ty wygadujesz?! - podnoszę się nagle, zaszokowana jego słowami. Mógłby poświęcić przyjaźń z Erickiem by być ze mną? Oszalał chyba.
-Taka jest prawda. Nie chodzi tylko o to, że pragnę cię fizycznie - podsuwa się do mnie ale tym razem jego bliskość mnie paraliżuje i nie wiem czemu, nie mogę się odsunąć.
-Nie możesz tak mówić ani tak myśleć! Erick to twój przyjaciel, od dzieciństwa! - próbuję sama sobie to wytłumaczyć, kompletnie go nie rozumiem.
-Mogę wszystko co mi się podoba, jestem dorosłym facetem -  Łapie mnie nagle za ramię i popycha delikatnie tak, że opadam na plecy, a sam nachyla się nade mną. W jego oczach widzę błysk - Nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy… - całuje mnie w czoło i zawisa tak, że nasze twarze są dokładnie naprzeciwko siebie.
-Wiem… - szepczę drżącym głosem i patrzę prosto w jego oczy. W głowie mi się kręci i jestem tak wściekła na Ericka, że traktuje mnie jak dziecko. W tym momencie cieszę się, że to Filip ze mną został, mimo jego wyznań.
-Oddał bym wszystko byś choć raz była moja, choć przez chwilę… -  kontynuuje nie odrywając ode mnie wzroku.
-Nie możesz tak mówić! -  powtarzam się. Serce zaczyna walić mi jak szalone. Cholera! To nie prowadzi do niczego dobrego.
-Już mówiłem, że mogę robić i mówić co chcę Meg, tak jak i ty. Sama mówiłaś jak wkurza cię nakazywanie czegoś... - odpowiada.
-Tak to prawda - przyznaję mu rację i uśmiecham się lekko. 
-Chryste... - mówi cicho i dotyka palcami mego policzka, zsuwając palce niżej do ust. Drżę cała i nie mogę zrozumieć tego co teraz czuję. Filip patrzy na mnie nieodgadnionym wzrokiem, jest w nim chyba wszystko: strach, pożądanie, niepewność -  Twój uśmiech to najpiękniejszy widok na świecie -  dodaje i przeciąga palcem po mojej dolnej wardze.
-Filipie... -  próbuję zaprotestować ale mi przerywa.
-Ciiiii... - kładzie jeden palec na moich ustach bym więcej nic nie mówiła. Czuję ścisk w żołądku i to jak jego ciało coraz bardziej na mnie napiera. Patrzy mi prosto w oczy jakby czekał. No właśnie na co? Na znak? Na pozwolenie? Wino dudni mi w głowie i nie daje racjonalnie myśleć. Mrugam szybko powiekami, a on chyba uznaje to za znak.  Podsuwa się jeszcze bliżej i składa pocałunek na mojej brodzie i w obu kącikach ust. Jego klatka przywarta do mojej unosi się i opada szybko. Oboje mamy przyśpieszony puls, serca walą w szaleńczym tempie. Zamykam oczy i czuję jego dłonie na swoich biodrach. Otwieram je po chwili, a Filip patrzy na mnie i uśmiecha się delikatnie -  Jesteś taka śliczna - mówi i tym razem całuje mnie prosto w usta. Nieruchomieje i nie wiem co mam robić. Wplata dłoń w moje włosy i trzyma je delikatnie odchylając moją głowę do tyłu. Jęczę pozwalając mu wedrzeć się do środka. Nasze języki stykają się delikatnie. Wydaję z siebie kolejny jęk i tracę rozum. Odwzajemniam pocałunek i pieszczę jego język, powoli, namiętnie, a on nagle przygryza mocniej moją wargę. Ponownie jęczę.
Oboje drżymy. Filip dłońmi oplata moje biodra i układa się między nimi tak, że swoją twardą męskością napiera w TO miejsce. Wplatam palce w jego włosy. Mruczy i zaczyna całować mnie niżej, przez brodę, po szyi aż do złączenia kombinezonu ze skórą. Pieści dekolt językiem, składając na nim mokre pocałunki, a jedną ręką zsuwa materiał niżej i jednym zgrabnym ruchem pozbywa się mojego biustonosza, uwalniając piersi.
-Ja pieprzę tyle na to czekałem! - jęczy cicho i zatapia w nich swoje usta. Wyginam plecy w łuk i oboje jęczymy głośno. Kręci mi się w głowie ale jest mi naprawdę przyjemnie. Filip pośpiesznie zsuwa resztę kombinezonu niżej na brzuch, przez biodra aż do kostek. Skopuję go na podłogę, pozostając w samych figach. 
Przeciąga dłonią po moim udzie zatrzymując się na wysokości pośladków. Ściska je mocno i  podsuwa się by nadal całować mnie po piersiach. Ściągam mu koszulę przez głowę. Nie mogę się opanować. Filip  ma naprawdę ładne ciało, wysportowane i wyrzeźbione. Nagle kuca przede mną i wsuwa mi majtki tak by na sam koniec zdjąć je zębami. Patrzę na niego jak zaczarowana. 
Sam pośpiesznie pozbywa się swoich spodni, skarpetek i bokserek, uwalniając w końcu swoją twardą męskość. Nachyla się nade mną i ponownie obcałowuje całe moje ciało. Zatrzymuje się na udach i jedna dłoń wędruje prosto do mojej cipki. Rozchyla je i językiem sunie prosto do TEGO miejsca. Jęczę bezwiednie, mój oddech rwie się w piersi i wypycham biodra w jego kierunku, dając mu znak, że jestem gotowa. Nagle uświadamiam sobie, że chcę go w sobie poczuć - TERAZ! Chwytam go za ramiona i podciągam wyżej do siebie tak, że znowu opiera się nade mną. Czuję jego męskość napierającą na moją łechtaczkę i znowu głośno jęczę.
-Taka mokra  i gotowa... - szepcze i chwytając w dłoń swojego penisa ociera się główką o moje płatki. Rozprowadza moją wilgoć i czując moje ciepło drży niecierpliwie. 
-Ahhhh! - jęczę ponownie i zaciskam palce w jego włosy. Gdy zaczyna powoli się we mnie zatapiać, wstrzymuję oddech. Jestem przerażona ale i i szaleńczo podniecona. Czując jak wchodzi we mnie coraz głębiej zamykam oczy i odchylam głowę do tyłu. 
-Słodki Boże! - dyszy ciężko gdy jest we mnie  cały. Nasze ciała łączą się w jednym rytmie  powolnych ruchów jego bioder, które wypełniają mnie raz za razem. Filip zaciska kurczowo usta, oczy jednak ma szeroko otwarte i zaczyna poruszać się mocniej, szybciej. Ja również otwieram oczy i patrzę na niego. Jego ciało napina się, ruchy stają się głębsze, bardziej namiętne. Jęczę, a Filip przy kolejnym z pchnięć nieruchomieje.
-Kurwa! - czuję nagle gorąco jego spermy, która zalewa mnie od środka. Filip krzyczy przy tym same przekleństwa i kurczowo trzymając moje włosy. Pcha raz jeszcze by dojść do samego końca. Opada na mnie i delikatnie wysuwa się ze środka. Kładzie się obok  i gładzi dłonią moje biodro. Gdy nachyla się by mnie pocałować, ja  wracam na ziemię. Boże! Co ja najlepszego zrobiłam!? Zrywam się, odpychając go i owijając się w pościel biegnę do łazienki. Momentalnie wytrzeźwiałam.
-Meg! - Filip również się podnosi i biegnie za mną. Ja jednak zatrzaskuje mu drzwi przed nosem -  Meg otwórz! – puka, a ja milczę. Spoglądam w lustro i nie mogę na siebie patrzeć. Oczy mam czerwone i spuchnięte od płaczu, na policzkach i całym ciele mam rumieńce, a usta nabrzmiałe od jego pocałunków. Dotykam ich palcami i czuję do siebie wstręt. Skulam się pod umywalką i chowam głowę między dłonie. Boże co ja najlepszego zrobiłam?! 
-Meg błagam otwórz! - mówi głośniej Filip.
-Zostaw mnie! -  odpowiadam i ledwo powstrzymuję łzy. Chcę się schować by nikt mnie nie widział i nie znalazł. 
-Porozmawiajmy… - ton ma spokojny.
-Filipie błagam daj mi spokój! - kwilę i potrzebuję zmyć z siebie to wszystko co się stało. Rzucam prześcieradło na podłogę i wchodzę szybko pod prysznic, odkręcając gorącą wodę. Strumień oblewa moje ciało, a ja biorę żel i nacieram się nim tak mocno aż robi się czerwona. Odwracam się po chwili i w lustrzę widzę Filipa, który stoi w drzwiach łazienki. Założył bokserki i patrzy wprost na mnie. Wzrok ma smutny. Na jego widok wychucham płaczem, kulę się w rogu prysznica i chowam głowę między kolana. Nie mogę patrzeć na siebie, na niego... chcę zniknąć. Cofnąć czas o godzinę, o pół godziny. On jednak wchodzi pod prysznic i chce mnie dotknąć ale wyrywam się i krzyczę by mnie nie dotykał.
-Boże Meg! - klęka przede mną i wyciąga rękę bym podała mu swoją. Chowam jednak obie dłonie i splatam na klatce piersiowej kuląc się jeszcze bardziej.
-Wyjdź stąd! - krzyczę głośno ale nie patrzę na niego. Nie mogę na niego patrzeć. 
-Nie mogę cię tu tak zostawić… - w jego głosie słychać udrękę.
-Gdybyś mnie zostawił w spokoju nic by się nie wydarzyło! - zanoszę się płaczem. 
-Kocham cię… -  Prawie łka.
-Ale ja ciebie nie kocham! - podnoszę wzrok, Filip patrzy na mnie tak bezbronnie, błagalnie wręcz. Mam to jednak gdzieś, bo w tej chwili nie chcę go widzieć, jego ani nikogo innego. Wstaję szybko i wychodzę spod prysznica trzaskając drzwiami. Wpadam do garderoby i narzucam na siebie spodnie od dresu i bluzę, wcześniej zakładając bieliznę. Zakładam również białe conversy. W sypialni łapię portfel, który leży na komodzie i wybiegam z niej na dół do windy. Słyszę głos Filipa wołającego za mną i wybiegającego ze swojej sypialni ale akurat drzwi windy zamykają się. Na szczęście nie zdążył do mnie dobiec.  Zjeżdżam na dół do recepcji i ku zdziwieniu pracowników wychodzę pośpiesznie na zewnątrz. Przed hotelem stoi szereg taksówek, wsiadam więc do pierwszej lepszej. Kierowca przygląda mi się zaskoczony.
-Na lotnisko poproszę... - dukam roztrzęsiona i wybucham płaczem. Podaję mu jedynie kartę kredytową, a on rusza bez słowa. Jadąc na lotnisko mijamy miejsce gdzie właśnie trwa koncert Celine Dione. Zaciskam powieki i zduszam w sobie jęk rozpaczy. Nie wiem ile czasu zajmuje nam dojazd na lotnisko ale gdy w końcu wpadam na nie, od razu udaje się do kas.
-Dobry wieczór w czym mogę pomóc?-  pyta ubrana w granatowo-biały uniform młoda kobieta.
-Poproszę bilet na najbliższy możliwi lot do Nowego Jorku -  kwilę, kobieta przypatruje mi się zaskoczona ale zaczyna wpisywać coś do komputera bez słowa.
-Biznes klasa czy turystyczna? - dopytuje zachowując profesjonalizm. 
-Wszystko jedno, byle dziś... najlepiej zaraz - mówię, nerwowo się rozglądając. Mam wrażenie, że zaraz wpadnie tu Erick i będę musiała zmierzyć się z tym co przed chwilą nawyrabiałam.
-Moment, zaraz sprawdzę co mogę dla pani zrobić! -  uśmiecha się z politowaniem i odchodzi na chwilę zapytać o coś kobietę, najpewniej kierowniczkę. Wraca po chwili  - Za 20 minut startuje samolot do Nowego Jorku, mamy jednak tylko miejsca w pierwszej klasie. Jeśli nie ma pani bagażu uda nam się wpisać panią na listę pasażerów - informuje mnie.
-Cudownie! - podaje jej kartę kredytowa i prawo jazdy. Wypełnia szybko jakieś rubryczki i prosi inną kobietę by odprowadziła mnie na odprawę.
-Nie ma pani nawet torebki? - pyta pracownik, który mnie sprawdza na bramce.
-Nie, nie mam - odpowiadam cicho.
-Panno Donell, wszystko jest gotowe terminal numer 3. Życzymy miłego lotu! - wymuszam uśmiech i pędzę do terminala by w ostatniej chwili wpaść do tunelu prowadzącego na pokład. Stewardessa nr1  wita mnie na pokładzie i prowadzi do pierwszej klasy, miejsce mam przy oknie. Obok sami biznesmeni... patrzą na mnie dziwnie ale nie zwracam na nich uwagi.  Zapinam pas i samolot zaczyna kołować. Nienawidzę latać! Zawsze Erick mnie wtedy trzymał za rękę, a na tę myśl zaczynam znowu płakać. Co ja najlepszego zrobiłam? Samolot odrywa się od ziemi i po kilku minutach pilot oznajmia, że możemy swobodnie poruszać się po pokładzie. Odpinam pas, a stewardessa nr 2 podaje mi chusteczki higieniczne.
-Potrzebuje pani czegoś jeszcze? - pyta uprzejmie.
-Nie dziękuję, ile będzie trwał lot? - dopytuję cicho.
-Będziemy lecieć 6 godzin i 15 minut proszę pani. W Nowym Jorku będziemy koło trzeciej rano czasu lokalnego.
-Och -  wzdycham – Dziękuję - uśmiecham się niechętnie i wyglądam za okno. Nad pustynią zapada zmrok, a w oddali widać migoczące światła Las Vegas. Zasłaniam usta dłonią by nie wydobyć z siebie głośnego jęku rozpaczy. Zsuwam ze stóp buty i podkulam nogi do klatki, zwijając się w kłębek. W głowie mam miliardy myśli. Włosy mam jeszcze wilgotne od prysznica i przechodzą mnie nieprzyjemne dreszcze.  Boże co ja najlepszego narobiłam? Dlaczego? Dlaczego nie pojechałam na ten cholerny koncert? Dlaczego upiłam się tym winem? Nie mam wytłumaczenia na to dlaczego się tak stało. To tylko i wyłącznie moja wina. Mogłam się spodziewać, że Filip będzie czegoś próbował. Szukał okazji byśmy zostali sam na sam. Jak mogłam pozwolić sobie upić się gdy byliśmy tylko we dwoje? To oczywiste, że on tego chciał i dążył do tego od dawna. Wykorzystał moment mojej słabości. Nienawidzę go za to, nienawidzę siebie i już nigdy nie będę mogła spojrzeć Erickowi w oczy. Patrzę na swoją dłoń na której błyszczy pierścionek zaręczynowy od niego i zdejmuję go szybko, chowając do kieszeni spodni. Z emocji, z natłoku myśli chyba zasypiam. Budzi mnie wstrząs samolotu i podchodząca do mnie stewardessa nr 2. 
-Proszę zapiąć pas panno Donell, mogą występować turbulencje przez kilka minut -  uśmiecha się łagodnie po czym odchodzi siadając na swoje miejsce i również zapina pas. Ściskam podłokietniki tak mocno  aż bolą mnie palce, Samolot podskakuje, a mi żołądek i serce podchodzą do gardła. Zamieram, bo w samolocie gasną światła ale zapalają się po kilku sekundach. Widzę zdenerwowane stewardessy i nie dodaje mi to otuchy. Zamykam oczy i modlę się w myślach, bądź co bądź nie chciałabym teraz zginąć. A może to by było dobre wyjście? Nie musiałabym się mierzyć z rzeczywistością i nikomu tłumaczyć. Nie możesz tak myśleć Donell! - Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. Naważyłaś piwa to teraz je wypijesz. Dodaje, a ja mam ochotę jej przywalić. Co ona może wiedzieć? Nie jestem w stanie w tym momencie z nikim rozmawiać. Wiem, że muszę zniknąć i wiele zapomnieć. Muszę zapomnieć o wszystkim, a zwłaszcza o Ericku.  Po kolejnych turbulencjach słyszę z głośników głos pilota, że musimy awaryjnie lądować w St. Louis. Chryste panie tylko nie to! Wiem, że jak tylko Erick dowie się, że wyszłam z hotelu zacznie mnie szukać ale przecież nie może mnie znaleźć. Dla swojego dobra... po prostu musi o mnie zapomnieć. Nie wiem czy Filip powie mu co się stało? Ja na pewno nie jestem w stanie tego zrobić. Zachowuję się jak tchórz ale inaczej nie potrafię. Wiem, że jestem mu winna wyjaśnienia ale nie  mogę spojrzeć mu w oczy. Może kiedyś się na to zdobędę ale na pewno nie teraz. Samolotem trzęsie coraz mocniej, a ja prawie dostaję zawału. Chyba nigdy się tak nie bałam jak w tej chwili. Gdy samolot dotyka płyty lotniska w St. Louis, oddycham z ulgą. Stewardessa informuje nas przy wyjściu by zostać na lotnisku, że będą nas informować kiedy będzie można wznowić lot. Wszyscy powoli wychodzą z tunelu, a ja idę w tym tłumie ludzi w półmroku, nie mam pojęcia która jest godzina, jest na pewno późno w nocy. Siadamy w poczekalni. Część osób udaje się do restauracji coś zjeść, a ja wybieram najbardziej odosobnione miejsce i zerkam na wielki okrągły zegar nad wejściem do odpraw. Pokazuje on pierwszą w nocy. Na lotnisku nie ma wielu pasażerów, oprócz nas chyba praktycznie nikogo. Wiem, że Erick już mnie szuka. Minęło 4 godziny więc na pewno wrócili z koncertu, a on może mnie namierzyć, bo używałam karty kredytowej. Zaglądam do portfela w którym nie mam ani dolara gotówki. Cholera! Podchodzę do informacji zapytać o bankomat, a miły pan mówi, że jest w hali oczekiwań. Udaję się tam i wyciągam z konta tysiąc dolarów. Idę do informacji.
-Dobry wieczór, w czym mogę pomóc? - pyta mężczyzna za ladą.
-Chciałam poinformować, że nie będę kontynuowała lotu do Nowego Jorku, zatrzymam się tutaj -  mężczyzna patrzy na mnie zaskoczony jednak nie pyta o nic, podaje mu prawo jazdy.
-Nie ma pani żadnego bagażu? - dopytuje jedynie.
-Nie - rzucam szybko, ponownie przygląda mi się dziwnie.
-Nie mamy możliwości zwrócić pani pieniędzy za lot - mówi przepraszająco.
-To nie problem - macham ręką, naprawdę mam to gdzieś. To tylko pieniądze, które i tak oddam Erickowi co do centa. Na moim koncie było około miliona dolarów ale nie mam pojęcia ile z tego do tej pory wydałam? Prześle mu wszystko co mam, nie chcę jego pieniędzy... nie zasługuje na nie, ani na Ericka. Po chwili mężczyzna informuje mnie, że wszystko jest załatwione. Pytam o postój taksówek i wychodzę na zewnątrz. Wsiadam do jednej z nich. Starszy pan odwraca się i uśmiecha. Ma dziwny akcent, którego nie mogę rozpoznać.
-Gdzie jedziemy dziecinko?
-Proszę zawieść mnie do jakiegoś hotelu -  odpowiadam smutno.
-Któregokolwiek? - pyta zaskoczony.
-Tak proszę pana - podnoszę wzrok i widzę, że obserwuje mnie w lusterku. Rusza bez słowa i wiezie mnie do hotelu w centrum. Uznaje pewnie, że nie znam miasta i że łatwo mi będzie stąd wszędzie trafić. Daje mu napiwek i wychodzę z taksówki. Hotel jest w ładnny i nowoczesnym stylu, Erickowi by się spodobał.  Na tę myśl znowu zbiera mnie na płacz. Wchodzę przez obrotowe drzwi do środka, wzbudzając zainteresowanie recepcjonistki i boja hotelowego. Zapewne rzadko mają gości o tej porze. Podchodzę do nich.
-Dobry wieczór w czym można pomóc? - pyta miło kobieta ale widzę, że jest zaskoczona.
-Ile kosztuje u was pokój dla jednej osoby ze śniadaniem?
-160 dolarów, a każda kolejna doba 150, proszę pani -  odpowiada. 
-W takim razie poproszę - mówię i podaje jej pieniądze.
-Musze panią zameldować, ma pani jakiś dokument?  - wyjmuję także swoje prawo jazdy.
-Proszę nie udzielać informacji jeśli ktoś będzie o mnie pytał -  dodaję. Dziewczyna unosi wzrok znad monitora i kiwa głową ze zdziwioną miną.
-Pokój 304 panno Donell, boj panią zaprowadzi. Ma pani jakieś walizki? - rozgląda się po dużym holu. 
-Nie, nie mam walizek. Dziękuję -  kiwa głową, a ja kieruję się za chłopcem w stronę windy, wsiada za mną i przyciska guzik, który wiezie nas na 3 piętro. Długim korytarzem przechodzimy na sam koniec. Korytarz jest cały w ciemnym drewnie z bordowym dywanem na posadzce ii kilkoma obrazami na ścianach. Przeciągam kartę przez drzwi i wchodzę do środka. Daję chłopcu 20 dolarów.
-Dziękuję, jeśli będzie pani czegoś potrzebowała proszę dzwonić do recepcji -  uśmiecha się i odchodzi. Zapalam światło, pokój nie jest duży. Butelkowa wykładzina idealnie pasuje do zasłon, pod oknem stoi niewielka dwu osobowa kanapa obita brązowym zamszem, w rogu stoi pojedyncze łóżko i stolik nocny. Szafa na obrania usytuowana jest zaraz obok drzwi i wbudowana jest w ścianę, a po drugiej stronie na ścianie wisi duże lustro. Tapety są odcieniu ciepłego beżu. Obok łóżka jest wejście do łazienki i tam również zapalam światło. Narożna wanna, umywalka i kibelek. Prosto i bez przepychu. Ważne, że czysto i świeżo. Kładę portfel na stoliczku nocnym i podchodzę do okna, które wychodzą na ruchliwą ulicę. Jest po drugiej w nocy więc prawie nikogo nie ma. Zastanawiam się która godzina jest teraz w Vegas, a która w Nowym Jorku?  Nie wiem jaka jest tu strefa czasowa, kompletnie się w tym nie orientuje. Kładę się na łóżku i zakrywam się poduszką. Nie mam siły teraz o niczym myśleć. Boli mnie głowa, chyba dopada mnie kac. Alkoholowy ale zwłaszcza ten moralny.  Zaglądam do mini barku gdzie znajduję proszki od bólu i łykam dwie tabletki, popijając wodą. Na widok małych buteleczek alkoholu wzdrygam się i zatrzaskuję barek.  Wsuwam się pod kołdrę i nawet nie rozbieram. Wtulam głowę w poduszki. Staram się nie myśleć o tym co się stało, uspokajam oddech i po dłuższej chwili udaje mi się zasnąć.


13 komentarzy:

  1. WIECEJ WIECEJ WIECEJ!!!!! NIE MOZNA TAK PRZERWAC NIE MOZZNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musicie uzbroić się w cierpliwość :) Ale niedługo pojawi się kolejne, może nawet jutro :)

      Usuń
    2. BŁAGAM JUTRO!!! :(

      Usuń
    3. tak jutro :D z chęcią bym poczytałam wersje Ericka jak wraca do pokoju a jej nie ma

      Usuń
  2. Nooo nieźle !!! Teraz jeszcze bardziej nie moge doczekac sie kolejnej czesci...

    OdpowiedzUsuń
  3. Po prostu nie wierze że to się stało;-( . Nie mogę doczekać się kolejnego.

    OdpowiedzUsuń
  4. no i masz........wszystkiego bym się spodziewała, ale tego................no nie wierze i ...................czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę się doczekać kolejnego, a to co się wydarzyło to po prostu nie mogę w to uwierzyć, sama nie mogę w to uwierzyć. Z niecierpliwością CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow to jest gorsze napieciowo niz czytanie ksiazki :-P musze sue zastanowić czy czytać dalej rozdziały bo z tego wszytkiego urodze przed terminem :-D geniusz z Ciebie K.N.HANER :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie mogę się po prostu doczekać kolejnego rozdziału ech :(

    OdpowiedzUsuń
  8. I po sielance....

    OdpowiedzUsuń
  9. Megan coraz bardziej mnie denerwuje. Zachowuje się jak dziecko, bezsensu. Jednak pomimo tak skrajnych emocji nie moge oderwać się od czytania.

    Ania.

    OdpowiedzUsuń