Premiera już w lipcu!

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 51

Państwo Hookowie mieszkają nad kawiarnią, a cała ta kamienica należy do nich. Mój pokój mieści się na samej górze, na poddaszu. Jest mały ale przytulny. Nie mogę uwierzyć w to wszystko co się dzieje. W jednej chwili jestem w Vegas, a teraz w Londynie. To kompletne szaleństwo! Powtarza moje wewnętrzne „ja”. Tyle emocji, że chociaż przez chwilę nie myślę o Ericku. Pani Hook pokazuje mi kuchnie i łazienkę oraz salon z którego także mogę korzystać. W innych pokojach mieszka jeszcze dwóch pracowników kawiarni. Ustalamy, że pierwsze dwa tygodnie będę na próbę, a potem pomyślimy o umowie. Cholera! Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że jak podpiszę umowę to Erick mnie przecież znajdzie. Nie będę sobie na razie zaprzątać tym głowy, bo ta chwila szczęścia może równie dobrze się skończyć. W moim przypadku dobra passa nie trwa dłużej niż pięć minut. 

Resztę dnia spędzam na obejściu okolicy by zorientować się co i jak. Bądź co bądź to dla mnie zupełnie obce miejsce, obcy kraj, obcy ludzie - ostrzega mnie moje wewnętrzne "ja".  Wracając zahaczam o sklepik z butami i kupuję baletki by mieć na zmianę do pracy.  Nie będę przecież obsługiwała klientów w Conversach. Moja gotówka topnieje coraz bardziej ale skoro nie muszę płacić za pokój to jakoś sobie poradzę. Jutro muszę iść do banku oddać kartę i przelać pieniądze na konto Ericka. Mam nadzieję, że zrobię to na tyle szybko iż nie zdąży mnie namierzyć. 

Zanim zapadnie zmrok, wracam i mam przyjemność poznać pana Hooka. To także miły starszy pan. Hookowie zapraszają mnie na kolację czym totalnie mnie zaskakują ale to bardzo miłe z ich strony. Nie wiem czy mam wypisane na czole: „spieprzyłam sobie życie, pomocy!” - ale oni jakby wyczuwali, że nie jestem taką zwykłą dziewczyną, która przyjechała do pracy do Londynu. Przy kolacji poznaje także ich syna. Jest niewiele ode mnie starszy.  Pomaga im w kawiarni i studiuje budownictwo. Ma na imię Thomas i jest wysoki blondynem o szaro-niebieskich oczach, ma śmiesznie zadarty nos i słodkie piegi. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest całkiem przystojny, choć nie w moim typie. 
Kolacja jest pyszna. To jakiś domowy przepis na klopsiki z makaronem. Jestem zaskoczona, bo zupełnie nie znam tych ludzi ale czuje się wśród nich swobodnie i bezpiecznie.
-Mam wrażenie, że gdzieś cię widziałem - mówi Tom gdy po kolacji siedzimy z jego rodzicami w salonie przed telewizorem. Rumienie się, bo przecież mógł mnie widzieć w plotkarskich gazetach.
-To niemożliwe Tom, jestem w Londynie od kilku godzin -  zbywam go utrzymując poker face i uśmiecham się upijając łyk herbaty.
-No właśnie wiem! - ten drapie się po brodzie i dalej patrzy na mnie z zaciekawieniem. 
-Thomas daj spokój dziewczynie!- upomina go pani Hook i wstaje by zebrać talerze ze stołu. 
-Ja pozmywam! - wstaję za nią i zabieram od niej naczynia. Pani Hook niechętnie mi je oddaje ale udaje mi się przegonić ją z kuchni po krótkiej wymianie zdań. Koło dziesiątej wieczorem idę do swojego pokoju na poddaszu. Czuję jak powoli dopada mnie zmęczenie. Powinnam chyba zadzwonić najpierw do rodziców i powiedzieć im gdzie jestem. W Nowym Jorku jest szósta po południu, więc biorę telefon i dzwonię do Kim. Ona nie powinna komukolwiek powiedzieć gdzie jestem. Zanim wystukuję z pamięci jej numer mam chwilę wahania. 
-Kimberly Donell - odbiera po trzecim sygnale.
-Hej Kim, to ja… - mówię cicho leżąc na łóżku i patrząc w sufit.
-Jezu Meg! - piszczy mi do słuchawki aż muszę odsunąć ją od ucha.
-Nie krzycz!
-Gdzie ty kurwa jesteś? Wszyscy cię szukają, Erick, jego ochrona. Rodzice się zamartwiają! Co się stało do cholery!? - ruga mnie i żąda wyjaśnień. Wiem, że będzie nieustępliwa i dociekliwa. 
-Dzwonię do ciebie, bo wiem, że nikomu nie powiesz… - odpowiadam konspiracyjnie.
-Ok… - szepcze cicho i słyszę jak zamyka drzwi od pokoju, w tle słyszę też pozytywkę małej  Evy.
-Jestem w Londynie.
-Co?! - piszczy ponownie.
-Ciszej! Jestem w Londynie Kim.
-Co ty tam robisz? Oszalałaś? Aż tak się pokłóciliście czy co? - znowu podnosi głos. Jest zaszokowana i rozgniewana ale doskonale wiem, że się martwi. 
-Oj siostro... -  wzdycham i zaczynam szlochać - Wszystko spieprzyłam - wciągam głęboko powietrze by opanować emocje. 
-Możesz mi to wyjaśnić? Jak to ty wszystko spieprzyłaś? - pyta półszeptem -  Mieliście iść na koncert, przecież dzwoniłaś do mnie w niedzielę jak się pokłóciliście...
-Właśnie po tej kłótni upiłam się jak głupia gówniara i zrobiłam najgorszą rzecz na świecie! -  łkam cicho.
-Co zrobiłaś? - wiem, że ciekawość ją zżera.
-Przespałam się z jego najlepszym przyjacielem, Filipem  - wyduszam z siebie jednym tchem. Mogę sobie tylko wyobrazić jej minę. Kim długo nic nie mówi ale słyszę w słuchawce jej oddech- Powiedz coś Kim ...-  mówię błagalnie.
-O cholera! - odzywa się w końcu..
-Mało powiedziane -  dodaje  i ocieram łzy z policzków.
-Jak do tego doszło? Przecież ty... on...wy... No kurwa mać Meg! - w głosie słychać złość.
-Jak to jak do tego doszło?! - tym razem to ja piszczę - Doskonale wiesz jak do tego doszło! Za dużo wina! Już mówiłam, że się upiłam i zostałam w hotelu, a Filip miał mnie przypilnować...
-No i przypilnował! - dodaje sarkastycznie, a ja wybucham płaczem.
-Jestem największą idiotką i tak bardzo go kocham! - wyję.
-Jejku siostrzyczko tak bardzo mi przykro.. -  Kim milczy przez chwilę - Ale co ty do diaska robisz w Londynie?
-Stwierdziłam, że muszę uciec, że nie mogę mu spojrzeć w oczy. Wiem, że mnie szuka!
-Szuka to mało powiedziane! Wynajął jakiś ludzi by cię znaleźli. Był u nas w domu. Jest w opłakanym stanie. Najwidoczniej nic nie wie o Filipie więc wracaj tu szybko i wyjaśnijcie to sobie...jakoś!
-To nie takie proste, on mi tego nie wybaczy. Złamię mu tym serce. Wolę zniknąć z jego życia - kwilę.
-I co zostaniesz tam do końca życia? Przecież masz tu rodzinę, nigdy nie wyjeżdżałaś na dłużej niż dwa tygodnie! - Kim próbuje mnie przekonać.
-W tym momencie nie wiem co będzie jutro. Muszę to przemyśleć, a tutaj z dala od Ericka mam szansę coś sensownego wymyślić. Na razie to mój plan.
-Jaki niby plan? - warczy.
-Znalazłam pokój i pracę - rzucam szybko, wiem, że zaraz dostanę kolejną burę.
-Naprawdę postradałaś zmysły, jaki pokój, jaką pracę?! - gani mnie. 
-Mieszkam u miłych starszych ludzi i będę im pomagała w kawiarni.
-Jesteś tam kilkanaście godzin i już znalazłaś pracę i mieszkanie?
-Tak - odpowiadam i wzdycham, bo wiem jak to absurdalnie brzmi ale taka jest prawda. Jestem tutaj i mam dach nad głową u cudownych państwa Hook. 
-Rodzice dostaną przez ciebie zawału! Co ja mam im powiedzieć?
-Że jestem w Londynie i żeby się nie martwili.
-Jasne, a oni na pewno zrozumieją – doskonale wiem, że wywraca oczami.
-Wymyśl coś Kimi. Nikt nie może wiedzieć gdzie dokładnie jestem. Londyn jest wielki więc nawet jak Erick tu przyleci to i tak mnie nie znajdzie! - zamykam oczy i zaciskam usta by się bardziej nie rozpłakać. Tak bardzo za nim tęsknię. Chciałabym się teraz przytulić do niego i poczuć jego zapach, który zawsze działa na mnie kojąco. Najgorsze jest to, że ten zapach już nie należy do mnie. Tym co zrobiłam przekręciłam wszystko co między nami było i mogło być. 
-Mam kłamać? - pyta wprost. 
-Nie kłamać tylko nie mówić wszystkiego.
-Meg! - krzyczy na mnie znowu. 
-Po prostu nie mów im co się stało. Powiedz, że zadzwoniłam i że jestem cała i zdrowa, że nic więcej nie wiesz i tyle.
-To będzie twój numer czy będziesz go zmieniała co chwila? - ton ma sarkastyczny, a ja doskonale wiem, że mój pomysł jej się nie podoba.
-Jeszcze nie wiem. Mam jakąś starą Nokię i nie mam pojęcia czy taki telefon można namierzyć?
-Erick na pewno już po ciebie leci, znajdzie cię w ciągu kilku dni - stwierdza nagle. 
-To ma być pocieszenie? - teraz to ja warczę. Nie tego mi teraz potrzeba. 
-Zachowujesz się jak rozkapryszona nastolatka Meg! Nie możesz tak uciekać, bo to niepoważne! - jest na mnie wściekła i najgorsze jest to, że wiem, że ona ma racje. 
-Kończą mi się pieniądze na koncie. Zadzwonię za kilka dni. Ucałuj ode mnie małą i rodziców i proszę... nie martwcie się. Jestem tu bezpieczna, cholernie nieszczęśliwa ale bezpieczna - mówię cicho by zakończyć rozmowę. 
-Kocham cię siostro… -  słyszę jak głos jej się łamie -  Nie rób więcej głupot. Przemyśl wszystko i wracaj do nas! - dodaje. 
-Też was kocham - zduszam jęk -  Odezwę się niedługo.
-Pa siostro - rozłączam się od razu i rzucam telefon na poduszkę. Wtulając w nią zanoszę się płaczem coraz bardziej. Moczę łzami całą poszewkę. Nie wiem ile czasu tak łkałam? Gdy opanowuję łzy, wychodzę cicho na korytarz i idę do szafki w której leży świeża pościel, pokazała mi ją pani Hook. Wyjmuję z szuflady poszewkę na jaśka i odwracam się w stronę drzwi. 
-Nie śpisz jeszcze? - podskakuję przestraszona i widzę jak przy schodach stoi Tom.
-Ale mnie wystraszyłeś - mówię cicho.
-Przepraszam nie chciałem, mama prosiła bym sprawdził jak się czujesz? -  podchodzi bliżej. Jest w spodniach od dresu i białej koszulce. To chyba jego piżama. 
-Wszystko w porządku -  kłamię i wymuszam uśmiech.
-Przecież widzę, że płakałaś - zapala główne światło, które poraża moje oczy i obnaża zapłakaną twarz. Krzywię się lekko. 
-Każdy kiedyś płacze - próbuję go zbyć jednak jest nieustępliwy.
-Nie wiem co się wydarzyło w twoim życiu, że uciekłaś ze Stanów aż do Londynu i wiem, że mi nie powiesz, ale pamiętaj, że każdy zasługuje na drugą szansę. Ten dupek za którym tak ryczysz na pewno będzie żałował, że cię stracił -  podnoszę na niego wzrok i nie wiem co powiedzieć? Chciałabym by miał rację z tym, że każdy zasługuje na szansę ale czegoś takiego co zrobiłam ja, się nie wybacza. To najgorsze świństwo, zdrada z przyjacielem!
-Powinnam się położyć, jutro zaczynam pracę w waszej kawiarni - nie chce z nim dłużej dyskutować ale uśmiecham się lekko by nie poczuł się urażony. 
-Jasne leć spać -  odwzajemnia uśmiech i przepuszcza mnie do pokoju - Dobranoc amerykańska dziewczyno -  odwracam się.
-Dobranoc Tom -  odpowiadam i zamykam za sobą drzwi. Zmieniam poszewkę i kładę się do łóżka. Pani Hook dała mi jakąś koszulkę Toma jako piżamę, a jutro kupię więcej ubrań. Nawet nie wiem o której zaczynam pracę, bo zapomniałam zapytać? Przewalając się z boku na bok w końcu udaje mi się zasnąć.

Środa , 4 Września

Nastawiłam budzik na 6 rano, bo nie mam pojęcia o której mam iść do kawiarni? Biorę szybki prysznic używając czyiś kosmetyków w łazience, będę je musiała odkupić. Ubieram się w czyste ubrania i schodzę po cichu na dół. W kuchni słyszę panią Hook.
-Ale z ciebie ranny ptaszek Megan. Dzień dobry! -  uśmiecha się miło. Przypomina mi trochę Florę i od razu robi mi się smutno.
-Dzień dobry pani Hook. Nie wiem o której otwieracie, bo nawet o to nie zapytałam więc wstałam wcześniej na wszelki wypadek - uśmiecham się i siadam przy stole.
-Otwieramy o ósmej, masz dziś zmianę z Tomem do 16. Kawy? - pokazuje na świeżo zaparzony dzbanek.
-Nie dziękuję, nie pijam kawy - odmawiam grzecznie -  Wzięłam wczoraj poszewkę na jasiek z tej szafeczki co mi pani pokazywała - dodaję. 
-Zapomniałam posłać jaśka? - pyta.
-Nie, zalałam go czymś i musiałam wymienić - naginam prawdę -  Koszulkę włożyłam do prania, dziś kupie sobie normalną piżamę.
-Nie ma problemu skarbie. Zjedź coś, bo jesteś taka chudziutka! -  znowu brzmi jak Flora, aż ściska mnie w środku.
-Chyba nie jestem w stanie jeść… -  odpowiadam cicho by jej nie urazić.
-Wczoraj prawie nic nie zjadłaś na kolację…-   patrzy ciepło w moją stronę i podsuwa mi świeżą drożdżówkę i szklankę mleka -  Musisz mieć siłę by obsługiwać klientów - dodaje.
-Dziękuję - urywam kawałek bułeczki i wkładam do ust. Jest jeszcze ciepła i taka pachnąca, a ciepłe mleko sprawia, że od razu czuję się lepiej. Udaje mi się zjeść prawie całą bułkę i pani Hook od razu się uśmiecha.
-Mam dla ciebie strój do kawiarni. Pewnie będzie troszkę za duży ale to tylko na dziś! -  mówi i przynosi mi idealnie złożony, wyprasowany i pachnący praniem jasno-niebieski uniform - Masz jakieś inne buty niż adidasy? - pyta.
-Tak kupiłam wczoraj baleriny.
-Cudownie. A teraz przepraszam na chwilę ale muszę iść obudzić Thomasa! 

Siedzę przy stoliku dopijając mleko. Ich dom jest taki ciepły i przyjazny, widać, że bardzo długo tu mieszkają, a kawiarnia to dorobek całego ich życia. Wracam na górę by się przebrać i faktycznie, sukienka jest trochę za duża ale niewiele, ma krótki rękaw i niewielki półokrągły dekolt, sięga do kolan. Zawiązuje biały fartuszek na biodrach i upinam włosy by nie opadały na twarz. Kilkanaście minut przed ósmą schodzę na dół witając się z panem Hookiem i Tomem, który właśnie kończy śniadanie.
-Smacznego -  uśmiecham się i siadam obok, Tom na mój widok prawie krztusi się kawałkiem kanapki.
-Jedź wolniej synu! -  śmieje się pan Hook - Jak tam przed pierwszym dniem? Nie denerwujesz się chyba Megan? - pyta poklepując syna po plecach. 
-Troszkę się denerwuje, nie wiem czy zrozumiem ten wasz akcent? -  oblewam się rumieńcem i jest mi głupio, bo nie chcę ich urazić. Wszyscy troje na szczęście zaczynają się śmiać. 
-Spokojnie dasz sobie radę - mówi pani Hook i poklepuje mnie po ramieniu - Tom po pracy pokarzesz Megan okolice, dobrze? Musi kupić kilka rzeczy - dodaje.
-Jasne, nie ma problemu - przytakuje i spogląda na mnie -  Możemy iść, już zjadłem - wstaje i razem schodzimy na sam dół do kawiarni. Jest za kwadrans ósma.
-Tu masz tace, szklanki i talerze. Ekspres obsługuje się bardzo prosto ale pokaże ci później. Obsługujesz klientów przy stolikach, napiwkami są tylko dla ciebie - mówi oprowadzając mnie po swoim rodzinnym królestwie. 
-Ok, jak na razie wszystko rozumiem - przeglądam szafki i zawartość  za barkiem by lepiej orientować się gdzie co jest. 
-Jeśli będziesz miała jakieś pytania śmiało, służę pomocą. Dziś mamy promocję na imbirowe latte więc proponuj to jeśli ktoś zapyta, do dwóch kaw jest ciastko gratis!

Tego ranka przeżyłam szok kulturowy. O równej ósmej otworzyliśmy kawiarnie i od razu zapełniła się cała sala. Lawirując między stolikami czułam się dobrze. Anglicy są naprawdę mili i wyrozumiali. Udało mi się nie rozlać i nie zbić żadnej filiżanki, co przy mojej wątpliwej gracji jest dużym wyczynem. Zanim się obejrzałam dochodziła czwarta. Zmieniają nas dwie dziewczyny, który przyszły na drugą zmianę. To Sam i Beata. Sam jest kuzynką Hooków, a Beata pochodzi z Polski.
-Dobra robota - mówi Tom wchodząc na górę do mieszkania -  Podobało ci się? - pyta wprost.
-Dzięki ale nie przesadzaj to mój pierwszy dzień. Mimo to bardzo mi się podobało -  wchodzę na schody by iść do siebie.
-Idziemy na te zakupy? - woła za mną.
-Tak tylko się przebiorę, ok? -  odświeżam się szybko i przebieram w jeansy i kremową bluzkę, nie założę do tego jednak bluzy od dresu. Cholera! Jest za zimno na krótki rękaw. Schodzę na dół ale państwa Hooków nie ma w domu, a Tom czeka na mnie przed telewizorem.
-Nie masz nic na to? - pyta zauważając mnie w progu salonu.
-No właśnie nie -  wzruszam ramionami.
-Pojedziemy samochodem to może nie zmarzniesz! Chodźmy! -  mówi dziarsko i oddaje mi swoją marynarkę, a po chwili wychodzimy przed kamienicę. Faktycznie nie jest za ciepło, pewnie najwyżej 20 stopni do czego ostatnio nie jestem przyzwyczajona. Najpierw wakacje na Karaibach, teraz w Nowym Jorku jest upał, w Vegas również. Wzdycham na te wspomnienia.
Podchodzimy do srebrnego Peugeota 301. Tom otwiera mi drzwi i dopiero po chwili przypominam sobie, że tu obowiązuje ruch lewostronny. Dziwnie się czuje siedząc po tej stronie auta, bez kierownicy.
-Co chcesz kupić? - dopytuje odpalając samochód.
-Trochę  odpowiednich na taką pogodę ubrań, kosmetyki i muszę podjechać do banku.
-Zacznijmy od banku, a potem pojedziemy na zakupy, może być? - spogląda na mnie i włącza się do ruchu.
-Jasne - kiwam głową i zapinam pas. Trudno mi się przyzwyczaić do tej odwrotnej jazdy. Mam wrażenie, że zaraz spowodujemy wypadek ale Tom jeździ naprawdę dobrze. To tylko moje mylne wrażenie. Podjeżdżamy pod bank i wychodzimy z samochodu.
-Trochę może mi się zejść - mówię.
-Spoko, poczekam. Mama kazała mi się tobą zaopiekować! - uśmiecha się szeroko. Tom wydaje się być naprawdę miłym chłopakiem i najbardziej cieszę się z tego, że czuję iż nie robi tego z przymusu. Nie jest wobec mnie opryskliwy czy chamski, wręcz odwrotnie. Chyba będę w stanie go polubić. 

W banku o dziwo nie ma jakiejś dużej kolejki i po kilku minutach podchodzę do okienka.
-Dzień dobry czym mogę służyć? - pyta ubrana w białą koszulę i czarną spódnicę ciemnoskóra kobieta koło pięćdziesiątki. Włosy ma idealnie ułożone i zaczesane do tyłu, paznokcie krwisto czerwone i długie doczepiane rzęsy.

-Dzień dobry, chciałabym zlikwidować konto i przelać jego zawartość na inne - odpowiadam i czuję jak żołądek ponownie mi się zaciska. 

8 komentarzy:

  1. Oczywiście rewelacyjne, nawet malutki polski akcencik

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie Thomas,nie tak go sobie wyobrażałam 😞

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby ją Erick namierzył wywiózł i zabrał do domu i zmusił do wyjaśnień, już mi na nim tęskno :(

    OdpowiedzUsuń
  4. A dla mnie jest coraz ciekawiej.Autorka obiecywala, ze nic nie będzie proste i latwe,a 48 rozdzialow słodkiej milosci i ostrego bzykanka wystarczy.Teraz oczekuje wartkiej akcji.Troche się wymądrzam,ale piszesz cudownie i już nie mogę się doczekać następnego rozdzialu

    OdpowiedzUsuń
  5. ehhhh kiedy Ona wreszcie z nim porozmawia :( aż tak smutno ... mogłaby mu wszystko wyjaśnić a wtedy on sam by zdecydował ...i razem mogli by od nowa zacząć sobie ufać... Już nowego rozdziału się nie mogę doczekać oby był dłuższy i w końcu się im ułożyło

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy następny w końcu? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro się pojawi późnym wieczorem :-)

      Usuń