Premiera już w lipcu!

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 53

Piątek , 6 Września

Pukanie do drzwi wyrywa mnie ze snu. Zakrywam głowę kołdrą by nie poraziły mnie promienie słońca wpadające przez okna w suficie.
-Proszę... - jęczę niechętnie, bo kompletnie nie mam ochoty wstawać.
-Dzień dobry Megan! -  do pokoju wchodzi pani Hook i przynosi mi tacę z jedzeniem. Wynurzam głowę i uśmiecham się totalnie zaspana. 
-Dzień dobry pani Hook.
-Przyniosłam ci śniadanie, Tom mówił, że wyciągnął cię w nocy na wycieczkę -  stawia tacę na stoliczku nocnym i poprawia mi kołdrę odraz poduszkę. Mój uśmiech staje się jeszcze szerszy. 
-Tak przewiózł mnie tym swoim potworem i wróciliśmy późno -  próbuję się wytłumaczyć z tego, że jeszcze śpię. Jest mi strasznie głupio.
-Dobrze ci u nas? - pyta nagle, siada na skraju łóżka i przygląda mi się ciepło.
-Tak. Dziękuję za wszystko pani Hook - przysuwam się do niej i delikatnie ujmuję jej dłoń.
-Uprane rzeczy masz w łazience na pralce. Tom oddał ci pierścionek? - dodaje.
-Tak oddał… -  wzdycham i od razu robi mi się smutno. Pani Hook jednak nic nie mówi ale widzi, że się zasmuciłam. Wychodzi bez słowa zamykając za sobą drzwi i posyłając mi jeszcze jeden pocieszający uśmiech. Biorę do ręki telefon, jest prawie dwunasta w południe. O cholera! Zrywam się z łóżka  i pędzę do łazienki. Biorę błyskawiczny prysznic, suszę włosy i ubieram się. Na dole państwo Hook pomagają dziewczynom w kawiarni, Tom chyba jeszcze śpi. Siadam do biurka w salonie gdzie stoi laptop. Tom mówił, że mogę z niego korzystać kiedy tylko potrzebuję. Wchodzę na pocztę i odbieram mnóstwo maili, głównie spam i reklamy ale są też wiadomości od taty. Czytając je mam łzy w oczach ale nie mogę mu nawet odpisać, bo mnie namierzą. Sprawdzam portale plotkarskie i znajduję zdjęcia z sobotniej imprezy w klubie w Vegas  na których tańczę w klatce z Jeni, Tanishą i tamtą  tancerką. Cholera byli tam fotografowie i nas rozpoznali!? Jasny gwint! Na kolejnych zdjęciach jestem z Erickiem gdy tańczymy w objęciach. Znowu zaciska mnie w żołądku. Dotykam palcem ekran komputera gdzie wyświetla się zdjęcie, a łzy płyną po moich policzkach. Boże! Ja tak bardzo za nim tęsknie, tak bardzo go kocham i potrzebuję ale po tym co zrobiłam nie mogę go dalej ranić. Nie zasługuję na niego. Na kolejnych zdjęciach siedzimy razem w loży, a Erick mówi mi coś do ucha, oboje się uśmiechamy. Wpatruje się w to zdjęcia jak zahipnotyzowana. Wracają wspomnienia... chwila w której się poznaliśmy, pierwszy pocałunek, pierwszy raz który z nim przeżyłam, cudowne momenty na Bahamach, zaręczyny i wiele, wiele innych. W tym momencie kompletnie nie przeszkadza mi nawet, że jest takim cholernym kontrolerem i chce rządzić, że wszystko wie lepiej. Pragnę tylko cofnąć czas i wtedy w restauracji hotelowej nie unieść się honorem i nie wrócić do pokoju, zjeść tą cholerną sałatkę i iść na ten pieprzony koncert!
-Kurwa mać! - klnę pod nosem i zaciskam pięści, prawie uderzając w klawiaturę.
-Wiedziałem - słyszę za sobą głos Toma. Od razu odwracam się i zamykam laptopa, patrzę na niego przestraszona. Ile on tam stał? Widział co oglądałam? Podchodzi do mnie i siada na krzesełku obok -To ty jesteś tą dziewczyna, która uwiodła miliardera! - mówi, oczy ma wielkie ze zdziwienia, ale nie widzę w nim nic nieprzychylnego. Ja nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa, spuszczam wzrok - Jesteś tą Megan, Megan Donell prawda? - pyta i chwyta moją brodę bym spojrzała mu w oczy.
-Tak - kiwam głową.
-Mówiłem, że cię widziałem!. Dziewczyny z kawiarni często oglądają te plotkarskie portale! - ja nadal milczę, co mam mu powiedzieć? - To prawda z tym wszystkim co tam wypisują? -  za to pytanie ganię go wzrokiem.
-A co tam piszą? - pytam sarkastycznie.
-Przepraszam wiem, że nie - poprawia się nerwowo na krześle. Widzę, że jest mu głupio.
-Część to prawda, ale reszta to bzdury Tom -  odpowiadam cicho.
-Co ten dupek ci zrobił, że od niego uciekłaś? To, że ma pieniądze nie znaczy, że musisz się go bać! - wtrąca podnoszą ton. 
-On nic mi nie zrobił! - warczę oburzona.
-Jasne! - robi dziwną niezadowoloną minę.
-Naprawdę uwierz mi, ale nie chcę o tym rozmawiać. Przepraszam - wstaję od biurka.
-Będziesz się przed nim ukrywać? Myślisz, że tu cię nie znajdzie? - pyta dalej.
-Jeśli nie polecisz do gazet są szansę, że nie - uśmiecham się lekko złośliwie. Teraz mój los leży tak naprawdę w jego rękach. 
-Weź mnie nie denerwuj! Pewnie, że nikomu nie powiem! - wstaje i oburza się na moje wątpliwości. 
-Trzymam cię za słowo! -  wyciągam do niego najmniejszy palec dłoni, Tom patrzy rozbawiony i obejmuje go swoim małym palcem - Umowa? - dodaję z uśmiechem. 
-Ale obiecaj, że kiedyś powiesz mi co się stało? -   przyciąga mnie bliżej, nie puszczając naszych splecionych palców.
-Może kiedyś… -  mówię cicho i puszczam jego dłoń. Doskonale wiem, że Tom chciałby bym od razu powiedziała mu wszystko ale ja nie potrafię. Wracam do pokoju po śniadanie, które przyniosła mi pani Hook i schodzę do kuchni by zjeść z Tomem. Na szczęście o nic nie pyta, choć wiem, że ciekawość go zżera i dam sobie rękę uciąć, że przejrzy wszystkie plotki na nasz temat. Dowie się o tym całym gównie przez które przechodzimy z Erickiem... przechodziliśmy... Teraz zostałam z tym sama, on także. Nawet nie wiem co ze sprawą o gwałt? Co z Moniką i jej oskarżeniami wobec Ericka? Cholera przecież policja też zapewne będzie mnie szukała, wyjechałam z kraju w środku procesu.  Nie przemyślałam tego wszystkiego, po raz kolejny skomplikowałam swoje życie na własne życzenie. Jestem idiotką! 

Przez resztę dnia moje myśli krążą tylko wokół tego. W kawiarni ruch po południu wcale nie jest mniejszy niż rano. Koło szóstej mamy naprawdę tłum i wtedy choć na chwilę zapominam o wszystkim innym. Skupiam się na pracy, czuję się tu anonimowo i bezpiecznie. To nieduża kawiarnia na przedmieściach Londynu, przychodzą tu głowie okoliczni mieszkańcy w drodze do pracy i w ciągu dnia na lunch. Wieczorami więcej młodzieży. Dziewczyny z którymi pracuje na szczęście w ogóle mnie nie rozpoznały, o naprawdę co się martwiłam. 

Kolejne dni mijają podobnie. Ranne zmiany przeplatane popołudniowymi. Praca w kawiarni naprawdę mi się spodobała. Obcowanie z ludźmi pomaga mi się zaaklimatyzować. Tom jest naprawdę pomocny i ma do mnie cierpliwość. Udaje mi się nawet wprowadzić do menu śniadaniowego, moją specjalność czyli omlet z bekonem, pomidorami i szczypiorkiem. Danie okazuje się hitem. Co kilka dni dzwonię do Kim, zameldować, że żyję. Erick jest w Londynie i szuka mnie co mnie trochę niepokoi. Mimo, że to ogromne miasto ale z jego znajomościami i środkami wszystko jest możliwe. Nigdzie nie wychodzę i staram się nie oddalać od kawiarni. To podchodzi pod paranoje ale mam to gdzieś. Tom dzielnie znosi moje humory i płaczliwy nastrój. Nadal mu nie powiedziałam dlaczego tutaj jestem i co się wydarzyło. Kilka razy próbuje mnie wyciągnąć na piwo ale konsekwentnie odmawiam.

Mijają kolejne dni, tygodnie... Jest już październik i zrobiło się wiele chłodniej. Jeden jedyny raz jadę do centrum handlowego po cieplejsze ubrania. Z tego co wiem od Kim, Erick nadal jest w Londynie i mam przeczucie, że z dnia na dzień jest bliżej by mnie znaleźć. Gdy tylko o tym pomyślę za każdym razem mój żołądek fika koziołka i zaciska się coraz bardziej.  Obiecałam Kimberly, że przylecę do Nowego Jorku na Boże Narodzenie, bo są wtedy chrzciny Evy i ich ślub. Łudzę się, że może uda mi się go nie spotkać... nie jestem gotowa by go zobaczyć, choć tak bardzo za nim tęsknie. Musi odchodzić od zmysłów i zamartwiać się... Znam go na tyle, że doskonale wiem, że tak jest. Jest mi tak przykro, że doprowadziłam do tej całej kuriozalnej sytuacji. Po tym czasie, który minął potrafię spojrzeć na to wszystko z większym dystansem. Moja ucieczka była głupia, ale nic już tego nie zmieni. Fakt jest taki, że przespałam się z Filipem. Mam koszmary po nocach związane z tamtym wieczorem... śni mi się dokładnie to co się wtedy wydarzyło. Budzę się często z krzykiem i cała spocona. Dobrze, że mój pokój jest na samej górze i nikt tego nie słyszy, przynajmniej mam taką nadzieję. To wszystko zżera mnie od środka i nie wiem jak długo tak wytrzymam?  Tom załatwił mi także fałszywy dowód osobisty. Poprosiłam go o to ponieważ, jego mama nalegała na podpisanie umowy wynajmu. Teraz nazywam się Megan Williams, urodziłam się innego dnia, innego miesiąca w Chicago, a nie Nowym Jorku. Bałam się, że to się nie uda ale jak do tej pory nikt się nie zorientował.

Sobota , 26 Październik

Dziś mam wolne. Co drugi weekend mamy pracujący, a co drugi wolny. Leżę sobie pod kołdrą i próbuje się obudzić. Wczoraj był duży ruch i zamknęliśmy kawiarnię dopiero przed dwunastą w nocy. Wiercę się i niestety nie mogę już zasnąć więc wyjmuję z szuflady książkę, którą polecił mi Tom i czytam kolejny rozdział. To fajna przygodowa powieść, dobrze się czyta i można oderwać się od rzeczywistości. Chyba trochę się przeziębiłam więc obiecałam sobie, że cały dzień spędzę w łóżku. Wieczorem mamy z panią Hook piec ciasta i spędzić go z panem Hookiem i Tomem.  Hookowie są naprawdę wspaniali, traktują mnie praktycznie jak córkę i czuję się u nich bardzo dobrze. Dzwoniłam wczoraj rano do Kim i dowiedziałam się, że Erick wrócił z Londynu do Nowego Jorku. Wiem jednak, że zostawił tu cały zespół ludzi by kontynuowali poszukiwania. Z tej całej paranoi zmieniłam nawet kolor włosów na jaśniejszy i teraz jestem blondynką. Fryzurę także zmieniłam, doczepiłam pasma i znowu mam dłuższe. 
Moje ciało także się zmieniło, schudłam. Nigdy nie ważyłam tak mało jak teraz, a moje oczy wydają się teraz zbyt duże w stosunku do całej twarzy. Biust został ale zniknęła moja krągła pupa. Zawszę chciałam pozbyć się tych krągłości i mi to nawet odpowiada, jednak Tom i jego rodzice ganią mnie za to dzień w dzień. Jakby zobaczyła mnie moja rodzina zareagowaliby podobnie. Sama czasami nie poznaję dziewczyny, którą widzę w lustrze. Naprawdę bardzo zmieniłam się fizycznie, bo w środku jestem taka sama... Zagubiona, kompletnie załamana i głupia... tylko Tom potrafi mnie rozśmieszyć i nasza relacja przerodziła się w kiełkującą początkującą przyjaźń. Jest wyrozumiały i rozumie mnie mimo tego iż nadal mu niewiele powiedziałam. Z mojej zadumy wyrywa mnie pukanie do drzwi, odkładam książkę.
-Proszę! - siadam po turecku.
-Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam! - do pokoju wchodzi Tom z malinowym cupecakem w który wbita jest jedna zapalona świeczka. Uśmiecha się promiennie i kładzie ciastko na stoliczku siadając na łóżku - Wszystkiego najlepszego Meg! - dodaje i całuje mnie w oba policzki ściskając mocno.
-Na śmierć zapomniałam, że mam dziś urodziny, te prawdziwe urodziny. Dziękuję! - wzruszyłam się i uroniłam kilka łez. Ostatnio już rzadziej płaczę, a Tom śmieje się, że chyba nie mam czym.
-Nie ma za co staruszko! -  uśmiecha się.
-No wiesz co! - śmiejemy się oboje -  Mam skończone 24 lata i życie wywrócone do góry nogami, nie dowalaj mi więcej! - trącam go żartobliwie.
-Wiem, że nie chcesz wychodzić ale chciałbym cię dziś zabrać w jedno miejsce. Proszę! -  robi minę szczeniaczka i szczerzy zęby bym się zgodziła. 
-Skoro tak ładnie prosisz… - nie mogę przecież do końca życia się ukrywać.
-Ubierz się ciepło i tak żeby nie było ci szkoda ubrań, pobrudzimy się trochę! -  dodaje tajemniczo czym od razu mnie intryguje. Wyskakuję z łóżka.
-Chciałabym się ubrać!  - marszczę brwi, a on ani myśli wyjść - Tom!
-No już, już! Żartuję złośnico! - Śmieje się i wychodzi. Wyciągam z szafy ciepłe leginsy, zarzucam koszulkę i bluzę z polaru. Związuje włosy w kucyk, na nogi wsuwam adidasy. Myję zęby i jestem gotowa. Hookowie nie mają pojęcia, że mam dziś urodziny więc Tom powiedział, że robimy sobie po prostu wycieczkę. On ma na sobie czarny kombinezon i kurtkę do kompletu. Schodzimy na dół przed dom i już po chwili mkniemy Peugeotem w nieznanym mi kierunku. Tom milczy w uśmiechu ,a mnie zżera ciekawość gdzie dokladnie jedziemy. Po około dwóch godzinach dojeżdżamy do jakiegoś lasu. Są tu pagórki i podmokły teren. Pani Hook dała nam na drogę kanapki,a ja zjadam jedną ku uciesze Toma.
-Zamordujesz mnie tu i zakopiesz?  - pytam rozbawiona.
-Zastanowię się! - bąka i próbuje opanować śmiech. Podjeżdżamy pod budynek przy którym kręci się trochę osób Na około jest las, świeże powietrze i przyroda sprawiają, że od razu lepiej się czuję.
-Co będziemy tu robić? Dowiem się w końcu? - pytam gdy idziemy w kierunku jednego z mężczyzn.
-Będziemy jeździć na kładach! - w końcu mi mówi, a ja piszczę z radości i rzucam się mu na szyję.
-Ale super! Dziękuję!
-Cała przyjemność po mojej stronie! -  odpowiada zadowolony, i robi dwa obroty zanim stawia mnie na ziemi. Podchodzimy do mężczyzny, który przedstawia się jako Harold - to kolega Toma. Oprowadza nas i daje mi strój podobny do tego co ma na sobie Tom, pokazuje mi również jak obsługiwać kład i życzy dobrej zabawy. Jestem tak podekscytowana! Zakładam kask i wskakuję na swój niebieski kład. To, że mogę go sama prowadzić jeszcze bardziej mnie nakręca.
-Tylko ostrożnie! - mówi Tom wsiadając na auto obok mojego.

-Wiem, wiem! - wywracam oczami i odpalam silnik. Ruszam szybko, aż odchyla mnie do tyłu. Ale jazda! Przekręcam rączkę z gazem i jadę jeszcze szybciej, Tom zostaje w tyle. Wjeżdżam w kałużę i podjeżdżam pod niewielkie pagórki, kład podskakuje, a ja razem z nim.
Czuje się taka wolna. Teraz wiem co ma na myśli Tom mówiąc, że lubi prowadzić motocykl. To pewnie podobne uczucie jednak na kładzie zdecydowanie czuję się bezpieczniej. Oglądam się, Tom prawie mnie dogania. Dostrzegam uśmiech na jego twarzy, ja również uśmiecham się szeroko. Pędzę przed siebie jak szalona. Tom zrównuje się ze mną i po chwili wyprzedza. Cholera! Na pewno ma większe doświadczenie w tym niż ja. Robił to zapewne nie raz. Próbuję go dogonić jednak jest szybszy. Typowy facet! Zawsze muszą wygrywać mimo tego, że przecież nie było mowy o tym, że się ścigamy. Jedziemy przez las, ja kilka metrów na nim. W uszach dudni ryk silników, w żyłach buzuje adrenalina. To wspaniałe uczucie i czuję się świetnie. Wjeżdżam w ostry zakręt i nagle na drogę wybiega mi sarna. To trwa dosłownie sekundy... skręcam gwałtownie kierownicą by w nią nie uderzyć i wypadam z drogi, a kład wyskakuje w powietrze. Oczy mam wielkie ze strachu gdy widzę przed sobą drzewo. Puszczam kierownicę i uderzam w nie tak mocno, że odrzuca mnie na kilka metrów dalej. Już w powietrzu tracę świadomość.

Słyszę głosy, ktoś krzyczy i biegnie w moim kierunku. Leżę na plecach, strasznie boli mnie ręka i plecy. Cały kask mam w błocie i prawie nic nie widzę. Jestem zamroczona i nie wiem co się dzieje.
-Boże Megan! -  głos Toma, który jest coraz bliżej mnie.
-Pogotowie, dzwoń po pogotowie! -  krzyczy drugi głos, który także się zbliża. Nie wiem, który dobiega do mnie pierwszy - Nie ruszaj jej! - to chyba głos Harolda. Jęczę z bólu.
-Słyszysz mnie? - pyta Tom i odsuwa mi szybkę kasku.
-Tak -  odpowiadam cicho i znowu jęczę. 
-Nie ruszaj jej Thomas! Może mieć uraz kręgosłupa! - krzyczy Harold i nachyla się nade mną - Możesz się ruszać? – pyta, a ja delikatnie poruszam nogami ale jestem w stanie zrobić nic innego.
-Tak - powtarzam i ponownie jęczę z bólu. Ból przeszywa moje ciało i czuję się jakby przejechał po mnie walec. Znowu mam wrażenie, że zaraz stracę przytomność. 

7 komentarzy:

  1. o matko ! Ale się narobiło. Mam nadzieję, że Meg nic nie będzie. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze, jeszcze............

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak tak proszę o następny rozdział;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę doczekać się kolejnego :) (twój blog jest jak narkotyk)

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę fajnie się to czyta, jednak mam kilka zastrzeżeń, m.in. to, że Megan prawie co chwila ma jakiś wypadek i albo traci przytomność na chwilę, albo od razu ląduje w szpitalu. Zazwyczaj takie wypadki nie zdarzają się tak często. Mimo wszystko akcja naprawdę fajna!
    //K

    OdpowiedzUsuń