Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 56

Jest coraz bliżej. Słyszę jego kroki na korytarzu. Coraz wyraźniej. Serce wali mi jak szalone. Siadam na łóżku i całą sobą próbuję przygotować się na to spotkanie. Kiedykolwiek miałoby ono być i tak nigdy nie byłabym na nie przygotowana. 
 -Ona nie chce cię widzieć! - słyszę także głos  Kim. Chyba próbuje go zatrzymać.
-Kim zostaw go! -  to tata. Znowu wybucha zamieszanie i nagle drzwi się otwierają. Wstrzymuję oddech i odwracam się na łóżku. Widzę Kim z przerażeniem i wściekłością w oczach. Tatę, który trzyma ją w pasie oraz JEGO, mojego ukochanego Ericka. Mężczyznę którego kocham nad życie i którego straciłam na zawszę. Mam wrażenie, że czas  na tą chwile staje w miejscu. Nasze spojrzenia spotykają się i to co widzę sprawia, że serce mi pęka. Erick wygląda jakby nie spał od kilku tygodni, jest blady, schudł... Ma na sobie szary garnitur i białą koszulę i mimo wszystko wygląda cudownie. Całe moje ciało napina się na jego widok. Wszystkie mięśnie zaciskają się ale to nie jest to słodkie uczucie jakie czułam na jego widok praktycznie za każdym razem. To strach i ból jaki zapewne oboje odczuwamy. Każdy z innych względów. 
-Zostawcie nas samych...  - jego poważny ton dociera do moich uszu i wywołuje falę dreszczy na całym ciele. Jakbym mogła zerwałabym się z łóżka i uciekła za dół. Znowu pragnę uciec by nie stawiać czoła ten konfrontacji. Kim niechętnie wychodzi z pokoju, a tata zamyka za nimi drzwi. Zostajemy sami. Słyszę z korytarza głos Kim, która kłóci się z tatą i Robem, po chwili jednak nastaje cisza. Erick przygląda mi się tak jakby widział ducha. Oddech ma przyśpieszony za to ja praktycznie nie oddycham. Nic nie mówi. Jego spojrzenie prześlizguje się po moim ciele od stóp do głowy. Na pewno widzi, że schudłam. Zatrzymuje zbolałe spojrzenie na gipsie i aż zamyka oczy. Gdy je otwiera widać w nich tylko udrękę i strach, tak jak wtedy w szpitalu przed operacją.  Odnoszę jednak wrażenie, że teraz oboje boimy się bardziej. Wtedy wszystko było w rękach Boga, a teraz wszystko jest w naszych rękach, a przecież nic już nigdy nie będzie takie samo po tym co zrobiłam. Erick podchodzi bliżej i siada niepewnie na brzegu łóżka, a gdy wyciąga dłoń by mnie dotknąć, podkulam nogi i odsuwam na skrajną jego część. 
-Boże maleńka! - jego głos to prawie lament. Ton ma jednak spokojny, choć wiem, że w środku cały drży. Milczę, bo nie wiem co powiedzieć. Pragnę go przytulić ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Podsuwa się bliżej, a ja kulę się jeszcze bardziej. Erick nie rezygnuje i ponawia próbę więc wstaję  gwałtownie by być z dala od niego. Mam na sobie luźną bluzkę, która zsuwa mi z ramienia i odsłania wielkiego siniaka i zbitą skórę -  Chryste! - oczy Ericka robią się wielkie. Także wstaje gwałtownie i podchodzi do mnie szybko. Chcę robić krok w tył ale mnie zatrzymuje. Łapie delikatnie moje przedramię i ogląda miejsce, które odsłoniła bluzka. Jest wściekły ale i przerażony -  Kto ci to zrobił? -  chwyta także moją brodę i zmusza bym spojrzała mu w oczy. Wyrywam głowę i odpycham go od siebie. Czym po raz kolejny łamię serce... i sobie i jemu.
-Nikt!  - rzucam ostro udając, że nie rusza mnie jego widok. Muszę udawać twardą i zimną sukę! Muszę! Powtarzam sobie w duchu.
-Kto ci to zrobił Meg? - powtarza spokojnie.
-Głuchy jesteś? Nikt! - krzyczę i zatrzymuje łzy. Erick mruży oczy i wbija we mnie wściekłe spojrzenie. Cały aż drży ze złości. 
-Ten facet z którym tu przyleciałaś? On ci to zrobił?! - głos na groźny i śmiertelnie poważny.
-Co?! - robię krok w tył - Nie! Tom nic mi nie zrobił! -  dodaję w panice.
-Wiec kto?-  podchodzi do mnie ale nie dotyka. Chyba sam nie wie co ma zrobić bym znowu go nie odepchnęła.
-Nikt! Sama sobie to zrobiłam! - warczę. Unosi brew jakby nie rozumiał co mówię -  Spadłam z kładu!  - wyjaśniam.
-Kto pozwolił ci jeździć na kładzie? - ponownie zamyka oczy jakby mój widok sprawiał mu ból.
-Sama sobie pozwoliłam, jestem dorosła i mogę robić co chcę! -  rzucam beznamiętnie i podchodzę do komody. Opieram się o nią, bo bolą mnie plecy ale staram się tego nie okazywać. Nie chcę by Erick widział, że cierpię, bo i tak zamartwia. 
-Dorośli ludzie znikają bez słowa i uciekają do innego kraju, ukrywając się? - pyta drżącym głosem.
-Nie muszę ci się tłumaczyć! -  odpowiadam, a mój żołądek zaciska się jeszcze bardziej. Choć nie mam pojęcia jak to w ogóle możliwe.
-Chyba jednak by wypadało! -  mówi surowo i siada na łóżku - Usiądź proszę, porozmawiajmy - dodaje pokazując bym zajęła miejsce koło niego. 
-Postoję! -  bąkam szorstko. Odgrywanie zimnej suki nie przychodzi mi łatwo.
-Powiedz mi jedno… - odzywa się po chwili i patrzy mi prosto w oczy.
-Co? - pytam.
-Kochasz mnie? - pyta ale te słowa brzmią tak smutno, że prawie zwalają mnie z nóg. Podpieram się rękoma o komodę, inaczej chyba bym się przewróciła.
-Nie -  odpowiadam bardzo cicho. To kłamstwo ledwo przechodzi mi przez usta. Staram się opanować jednak czuję jak do oczu napływają mi łzy i wiem, że zaraz wybuchnę płaczem.
-Nie wierzę! - Erick prawie krzyczy po czym wstaje podchodząc do mnie. Stoi na wprost mnie tak blisko, jednak nie dotyka -  Nie wierzę w to Megan! - powtarza głośno i dosadnie.
-To uwierz! Nie kocham cię rozumiesz!? - krzyczę i odwracam się by nie patrzeć na niego. To zbyt bolesne. 
-Nie kochasz mnie i dlatego uciekłaś? - pyta z niedowierzaniem.
-Tak - mówię krótko i zamykam oczy.
-Jestem aż takim potworem, że musiałaś uciekać? - w głosie słychać nienawiść do samego siebie. Och nie Ericku...
-Nie, to nie o to chodzi! - podnoszę głos i chcę przejść obok niego gdy łapie mnie za rękę i przyciąga do siebie. Obejmuje pewnie ale delikatnie w pasie i patrzy mi prosto w oczy. Nieruchomieje z zaskoczenia. Jego dotyk jest bolesny. Czuję jak wręcz pali mnie skóra.
-Powiedziałem, że nigdy cię nie zostawię i nie pozwolę odejść! Nie wierzę w to, że przestałaś mnie kochać! - potrząsa mną delikatnie jakby chciał bym otrzeźwiała.
-Ericku proszę puść mnie - mówię cicho. Mam wrażenie, że zaraz się złamię i wszystko mu powiem.
-Nie! – krzyczy -  Dopóki nie powiesz mi co się stało w Vegas! Dlaczego kurwa mać tak nagle wyjechałaś!? Uciekłaś! 
-Daj mi spokój… -  próbuję się wyswobodzić z jego objęć jednak mi nie pozwala. Przytrzymuje mnie mocniej, a mnie przeszywa mnie ból. Wykrzywiam twarz w grymasie.
-Boże Meg! - wtula mnie w siebie delikatnie i ból oddala się powoli. Chwyta moją głowę i delikatnie przykłada ją do swojej klatki piersiowej. Mam wrażenie, że zaraz rozpłynę się chcąc zapaść się pod ziemię. Tak bardzo go potrzebuję i tak bardzo go kocham. Gdy czuję na policzku jego szalejące z rozpaczy serce, kompletnie się rozklejam. Wybucham głośnym, przerażającym płaczem, który przeradza się w lament. Erick bierze mnie na ręce i delikatnie siada na łóżku, nie puszczając mnie ani na chwilę. Wtulam się w niego i łkam głośno, mocząc jego marynarkę i koszulę. Erick ściąga gumkę z mojego warkocza i palcami rozczesuje mi włosy -  Moja słodka... - szepcze i całuje mnie po głowie - Nigdy, przenigdy cię nie zostawię. Jesteś dla mnie wszystkim, rozumiesz? Nie pozwolę ci znowu uciec! - ton ma spokojny ale czuję jak oboje drżymy.. Podnoszę wzrok by spojrzeć na niego. Jest udręczony ale gdy trzyma mnie w ramionach oddycha z ulgą.
-Nie mogę z tobą zostać -  odpowiadam cicho, pociągając nosem. Erick spina się od razu gdy tylko wypowiadam te słowa.
-Co ty wygadujesz? Jak to nie możesz? - pyta zdenerwowany.
-Po prostu nie mogę Ericku. Wybacz mi błagam - spuszczam wzrok i chcę wstać jednak mi nie pozwala.
-Nie! Kurwa mać nie! - krzyczy bezsilny ale wie, że mnie przy sobie nie zatrzyma. Wie, że nie zostanę, że to koniec.
-Puść mnie -  mówię łagodnie, jednak Erick nie ma zamiaru mnie puścić. Moje serce krwawi, jego na pewno też. Nigdy nie sądziłam, że taka chwila kiedykolwiek nadejdzie. W najgorszych koszmarach nie sądziłam, że doprowadzę do takiej sytuacji. Najgorszemu wrogowi tego nie życzę.
-Bez ciebie nic się nie liczy… -  mówi błagalnie i ściska mnie jeszcze mocniej. Jakby chciał zatrzymać mnie tylko dla siebie. Jęczę ale nie z bólu fizycznego, to emocje i to jak cholernie wszystko spieprzyłam. Wiem, że to moja wina. 
-Powiedziała byś ją puścił! Nie rozumiesz? - to głos Toma. Podnosimy wzrok, a on stoi w drzwiach i patrzy na nas niepewnie. Jest cały w nerwach nie mniej niż my. 
-Tom… - wypowiadam jego imię i chcę wstać, Erick ponownie mi na to nie pozwala.
-Puść ją do jasnej cholery! - warczy i podchodzi do nas. Chce mnie złapać za dłoń i przyciągnąć do siebie, jednak Erick odtrąca jego rękę.
-Spierdalaj stąd palancie! - warczy agresywnie Erick. O nie! Patrzę na nich zdezorientowana.
-Puszczaj ją sukinsynu!  - Tom chwyta go za ramię i odpycha z całej siły tak, że oboje z Erickiem opadamy na łóżko. Puszcza mnie by nie zrobić mi krzywdy, ja wstaję od razu i patrzę na to co się dzieje. Erick zrywa się zaraz po mnie  i podchodzi do Toma. Zaczynają się kłócić ale z emocji kompletnie nie wiem co mówią. Erick w pewnym momencie odpycha Toma tak mocno, że ten prawie uderza plecami o drzwi pokoju.
-Boże nie! - krzyczę i podbiegam do Ericka by złapać jego dłonie, które już chcą wymierzyć cios Tomowi. Nie mam jednak tyle siły by go powstrzymać. Erick jest silny i cały nabuzowany. Nie kontroluje tego co robi i pociąga mnie za swoją dłonią nie mogąc opanować emocji. Wpadam w ramiona Toma, który patrzy na mnie gniewnie. Nigdy nie widziałam go takiego wkurzonego. Poziom testosteronu w pokoju chyba nie może być wyższy niż w tej chwili. Wydaję z siebie głośny jęk, gdy po raz kolejny obijam sobie plecy
-Coś ty jej kurwa zrobił !?!  - krzyczy Erick i chce mnie dotknąć ale Tom zasłania mnie swoim ciałem.
-Ja?! - pyta oburzony - To wszystko przez ciebie panie prezesie wielkiej firmy! Myślisz, że skoro masz pieniądze to wszystko ci kurwa wolno!!? - wybucha Tom. Cholera jasna! Nie chce żeby zaraz się tu pobili. 
-Nie przeze mnie ma te siniaki! - Erick odpycha atak.
-Przed tobą uciekła prawie sześć tysięcy kilometrów! - wyrzuca mu Tom. Patrzę spanikowana raz na jednego, raz na drugiego i nic nie mogę powiedzieć. 
-Przede mną? - Erick robi krok w tył jakby dostał w twarz. Wzrok mu się zmienia, ze wściekłego i nabuzowanego na zagubiony i smutny  - To prawda? Uciekłaś przede mną Meg? - pyta tak cicho, że ledwo słyszę.
-Tak! - wtrąca Tom i obejmuje mnie ramieniem.
-Nie ciebie pytam! - warczy Erick, na szczęście nie jest już agresywny.
-Nie musisz odpowiadać... -  zwraca się do mnie Tom i obejmuje mocniej żeby Erick mnie nie dotykał. Czuje się jak między młotem, a kowadłem.
-Meg! - podnosi głos Erick, a ja aż podskakuję.
-Zostawcie mnie w spokoju! Wszyscy! - prawie łkam i wybiegam z pokoju. Wpadam do łazienki i zamykam za sobą drzwi na klucz. Kulę się opierając bokiem o wannę, głowę chowam między kolana, a dłońmi zasłaniam uszy by nic nie słyszeć. To jakiś koszmar! Chcę by to wszystko się skończyło! Teraz! Nie mija jednak chwila, a oboje stoją pod drzwiami i dobijają się.
-Do jasnej cholery Meg! Otwórz drzwi -  to głos Ericka. Widzę cienie pod drzwiami. Milczę, czując się jak dziecko, które myśli, że jak zamknie oczy to go nie ma. To głupie ale jak bardzo chciałabym by tak własnie było. 
-Nie krzycz na nią! - mówi Tom, ta cała sytuacja wymknęła się spod kontroli.
-Zamknij się gówniarzu, nic o niej nie wiesz!
-Znam ją lepiej niż ci się wydaje! - kłócą się chwilę wymieniając chamskie uwagi ale żaden nie chce ustąpić. 
-Co się dzieje? - słyszę po chwili mojego tatę, który podchodzi pod drzwi.
-Zamknęła się i nie chce wyjść. Ma siniaki na całym ciele! - głos Ericka jest poważny. O rany!
-Idźcie stąd! Obaj! - wtrąca tata. Chyba się wkurzył. Boże co za sytuacja!
-Gary!
-Panie Donell – Mówią prawie jednocześnie tyle, że Erick zwraca się do mojego taty po imieniu. 
-Bez dyskusji. Ericku...Thomasie proszę… -  stanowczo ale łagodnie ich odprawia. Słyszę kroki oddalające się od łazienki, a po chwili obaj schodzą na dół.
-Maleństwo wpuść mnie proszę… -  tata puka delikatnie to drzwi. Waham się chwilę ale wstaję powoli i otwieram drzwi by go wpuścić. Obejmuje mnie od razu -  Chodź do twojego pokoju, jesteś cała roztrzęsiona... - prowadzi mnie korytarzem i sadza na łóżku obok siebie.
-Ja już nie mam siły tato… -  mówię cicho, pociągając nosem. Cały czas płaczę odkąd Erick wziął mnie w ramiona. Nie sądziłam, że to będzie aż tak trudne. Nie byłam na to przygotowana. 
-Naprawdę nie chcesz z nim być? Nie kochasz go? - tata gładzi mnie po włosach, leżę  z głową na jego kolanach skulona w kłębek. Mam wrażenie, że jest mi strasznie zimno. 
-Kocham go tato, kocham go najbardziej na świecie. Jest dla mnie wszystkim ale przez to co zrobiłam...
-Porozmawiaj z nim… -  przerywa mi - Na spokojnie. Erick kocha cię jak nikt inny. Zrobi dla ciebie naprawdę wszystko. Mówię to jako twój ojciec Meg. Chcę dla ciebie najlepiej i uważam, że jesteś winna mu wyjaśnienia. Musi wiedzieć co się stało.
-Nie mogę mu powiedzieć, znienawidzi mnie za to... - kręcę głową próbując wybić sobie z głowy pomysł by zebrać się na odwagę i wyznać mu prawdę. 
-Jeśli go kochasz powinnaś mu powiedzieć. Lepiej żeby wiedział. Erick nie zasłużył na to byś go okłamywała. Wiem, że nie to chciałaś usłyszeć ale jestem twoim ojcem i chcę byś znała moje zdanie. Zrobisz oczywiście tak jak uważasz. Pamiętaj jednak, że cokolwiek się stanie masz nas: mnie, mamę, Kim, Roba no i Evę… -  uśmiecha się wypowiadając imię swojej wnuczki - To nasza gwiazdeczka - dodaje, a ja uśmiecham się delikatnie i przestaje płakać.
-Kiedyś mu powiem, ale nie teraz tato. Nie jestem na to gotowa. Nie czuję się najlepiej, chciałabym się położyć… -  siadam obok niego i wzdycham. Naprawdę nie jest ze mną dobrze. Chyba mam gorączkę z tych wszystkich emocji, jest mi strasznie zimno i mam drgawki.
-Przyznam, że nie wyglądasz najlepiej córeczko... sama skóra i kości. Jak mogłaś doprowadzić się do takiego stanu? -  w głosie taty słychać żal.
-Mój żołądek buntuje się od jakiegoś czasu… -  wzruszam ramionami. Nie mam innego wytłumaczenia. Przez ostatnie tygodnie jedzenie było dla mnie zbędne, a wręcz było złem koniecznym, które ograniczyłam do minimum.
-Powinnaś iść do lekarza, jesteś blada. Popadniesz w anemię. Córciu... - tata ujmuje moją twarz, a ja odsuwam się. Nie chcę by ktokolwiek mnie dotykał. 
-Tato nie w głowie mi teraz takie sprawy.
-Musisz o siebie dbać! Skoro chcesz wyjechać muszę mieć pewność, że jesteś zdrowa, że nic ci nie grozi. Inaczej będę się zamartwiał każdego dnia! - podnosi głos. 
-I tak będziesz - śmieję się nerwowo. 
-To fakt. Zawszę będę się o was martwił córeczko - ociera mi policzek ale cofa rękę jakby wiedział, że dotyk sprawia mi ból. Nie rozumiem tego ale tak właśnie jest. 
-Kocham cię tato. Obiecuję, że zacznę o siebie dbać, Tom na pewno mi teraz nie odpuści.
-No właśnie - chwyta mnie za dłoń - Kto to jest ten Tom? To twój nowy chłopak czy kto? - pyta ciekawy. To i tak bardzo odważne i bezpośrednie pytanie jak na mojego ojca. 
-Nie tato - wywracam oczami - Pracuję i mieszkam u jego rodziców. Pomagam im w kawiarni. Tom to naprawdę super facet, jest jak brat, a ja dla niego jak siostra - a przynajmniej tak mi się wydaje, dodaje w myślach.
-Dobrze mu z oczu patrzy, jest bardzo przejęty całą tą sytuacją. Rozmawiałem z nim na dole, mówił o tobie same pozytywne rzeczy. Przyznał się też, że złamałaś rękę na kładach i że on cię na to namówił... - w głosie taty słychać dezaprobatę. 
-To nie jego wina tato, jechałam za szybko! -  bronię go.
-Wiem maleństwo... - tata uśmiecha się ciepło - Nie obwiniam go. A ciebie powinienem za to wszystko zlać na kwaśne jabłko! - otula mnie lekko swoim opiekuńczym ramieniem. 
-Się narobiło co? - śmieję się nerwowo. To lepsze niż płacz czy lament. 
-Cholercia, no się narobiło - całuje mnie w czoło -  Ale damy sobie radę tak? - pyta pocieszająco.
-Chcę w to wierzyć tatku… - wzdycham chociaż trudno mi teraz myśleć, że cokolwiek się jeszcze ułoży. 

Rozmawiamy jeszcze chwilę. Wiem, że na dole wszyscy na nas czekają. Nie powiem dziś Erickowi prawdy i nie wiem czy w ogóle odważę się to zrobić do poniedziałku?  Kładę się, bo jestem wykończona. Tata czeka aż zasnę i wychodzi z pokoju.

Śnią mi się dziwne rzeczy. To nie koszmary ale też nic przyjemnego. Widzę wszystko jakby poza własnym ciałem. Mówię Erickowi co się stało w Vegas, a on zaczyna rozpadać się na kawałki... mówi, że go zniszczyłam i zabiłam. Próbuję go ratować jednak jego ciało i dusza przelatują mi przez palce... Budzę się cała mokra i przerażona. W pokoju panuje półmrok, a jednym źródłem światła jest nocna lampka przy oknie.
-Spokojnie to tylko sen… -  słyszę głos Toma. Podchodzi do mnie i siada obok. Chyba czuwał przy mnie przez cały czas.
-Przepraszam cię za ten cyrk -  moje oczy po chwili przyzwyczajają się do światła. Podsuwam się wyżej na łóżku by lepiej go widzieć. 
-Daj spokój, nie masz za co przepraszać. Podziwiam cię… -  Tom gładzi moją dłoń i uśmiecha się lekko. Znowu próbuje mnie pocieszać. 
-Podziwiasz? Niby za co? - pytam zaskoczona. Na podziw na pewno nie zasłużyłam.
-Że odważyłaś się tu przylecieć. Jeśli chcesz wiedzieć byłem przekonany, że nie wsiądziesz do samolotu, że spanikujesz i się wycofasz. Jesteś odważna Meg - mówi ze szczerym uznaniem. 
-Tchórzliwa i nieodpowiedzialna chyba chciałeś powiedzieć - wzdycham. 
-Przestań! - gani mnie Tom.
-Taka prawda. Nie idealizuj mnie, bo do ideału mi daleko.
-Wszyscy mówią o tym jak bardzo schudłaś. Chyba myślą, że trzymamy cię tam w piwnicy, nie dajemy jeść i bijemy - śmieje się nerwowo.
-No faktycznie tak to może wyglądać -  również zaczynam się śmiać- Ale mój tata cię polubił - dodaję.
-On chyba wszystkich lubi, nawet tego całego Ericka. Niezły z niego…
-Tom! - upominam go by się nie zagalopował.
-No co? Nie przypadliśmy sobie do gustu. On chyba myśli, że my, że ty, że.... no wiesz! -  odpowiada zdenerwowany. 
-Wiem - przewracam oczami.
-On cię bardzo kocha. Nie lubię gnojka ale muszę to przyznać... Widać to na pierwszy rzut oka. 
-Nie zaczynaj i ty!
-Dobra już nie będę! - na szczęście odpuszcza.
-On jest na dole? -  pytam niepewnie.
-Tak, twoja mama posłała mu łóżko i chyba będzie tu spał - odpowiada Tom. Co?! No nie...
-Cudownie! - mówię z ironią i siadam po turecku - Jestem głodna - stwierdzam.
-Niemożliwe - Tom drwi ze mnie ale uśmiecha się miło.
-Która godzina?
-Nie wiem, koło ósmej? Chyba... - wzrusza ramionami. 
-Chodź do kuchni. Może jak zjem zrobi mi się lepiej... -  wstajemy z łóżka i schodzimy na dół. W salonie rodzice oglądają telewizję, Kim i Rob są u siebie, a Ericka nie widzę. Oddycham z ulgą mając nadzieję, że może jednak pojechał do siebie? Przy nim chyba nie zjadłabym za wiele. Wyciągam z lodówki resztki z obiadu i odgrzewam na kuchence. Rodzice zerkają na nas i tylko wymieniają się spojrzeniami. Im zapewne też ulżyło, że mają mnie w domu choć na chwilę. 

-Pyszne to!  - Tom zajada się duszonym mięsem mojej mamy - Musisz mi to ugotować jak wrócimy! -  dodaje z pełną buzią, a ja uśmiecham się szeroko. 
-Da się zrobić! -  kończę talerz zupy krem z kukurydzy, nawet ja nie robię lepszej niż moja mama. Ciepły posiłek sprawia, że naprawdę poczułam się czuję. Nie zwracam wszystkiego jak  przez ostatnie dni. Po kolacji nadal siedzimy w kuchni i obmyślamy plan, jak pokazać Tomowi najwięcej Nowego Jorku w jeden weekend.
-Dobry wieczór! -  naszą przyjemną rozmowę przerywa stojący w progu kuchni Erick. Właśnie skądś wrócił. 
-Dobry wieczór… -  odpowiada Tom, a ja milczę, bo na jego widok od razu ściska mnie w żołądku. Erick obchodzi stół i siada na krześle naprzeciwko nas. Nadal ubrany jest w garnitur i wygląda tak seksownie mimo tego iż widać zmęczenie na jego twarzy. Cholera jasna! On nadal na mnie działa. To niedobrze... 
-Zjadłaś coś? - pyta ciepło i chyba chce złapać mnie za dłoń ale w ostateczności tego nie robi. 
-Tak zupę -  odpowiadam cicho, bo jest mi bardzo niezręcznie.
-Zeszczuplałaś... i to bardzo… - mówi z wyrzutem. Chryste panie! Teraz ten zaczyna?
-Widzę się codziennie w lustrze, zdążyłam zauważyć… -  przewracam oczami.
-Nie chcę się kłócić - dodaje spokojnie.
-To nie praw mi kazań Ericku - spoglądam na niego niepewnie i bezwiednie przygryzam wargę. 
-Nie mam takie zamiaru -  odpowiada i wciąga powietrze - Thomasie chciałem przeprosić za moje zachowanie. Byłem zdenerwowany, uniosłem się… -  zwraca się do Toma i wstaje wyciągając do niego rękę. Oboje z Tomem jesteśmy zaskoczeni. 
-Spoko, pewnie każdy by się zdenerwował - Tom jednak podaje mu dłoń ale wiem, że to nie jest do końca szczere. Niechęć między nimi po prostu czuć w powietrzu.
-Obaj ją kochamy - mówi nagle Erick, a ja mało nie spadam z krzesła.
-Co?! - piszczę zaskoczona, co on gada? Tom śmieje się cicho.
-Jeśli o to chodzi, to nie łączy nas to co myślisz… - tłumaczy rozbawiony Tom. Erick unosi brew i intensywnie o czymś myśli.
-A co was łączy? - pyta niepewnie i zerka na mnie.
-Przyjaźń… -  odpowiadam cicho. Tom ujmuje moją zdrową dłoń i ściska delikatnie. Oczy Ericka robią się ciemne jak burzowe niebo. Wiem, że ciężko mu znieść, że dotyka mnie inny mężczyzna, a on nie może.
-Meg jest jak młodsza siostra! - uśmiecha się do mnie i pociera palcami moje knykcie. Odwzajemniam ten uśmiech i jeszcze raz dziękuję mu w duchu, że tu ze mną przyleciał. 
-Kto wpadł na pomysł kładów? - zaczyna wywiad kontroler Erick. Nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. 
-No ja… -  przyznaje się Tom. Niestety nadal uważa, że to jego wina.
-Wiesz, że mogło się to skończyć gorzej niż złamaną ręką i siniakami? - Erick mówi jak ojciec, a mnie tak cholernie to wkurza.
-Erick daj spokój! Sama jestem sobie winna - wtrącam by odpuścił. Nie ma prawda prawić nam kazań, a na pewno nie ma prawa prawić ich Tomowi. 
-Ja bym ci nie pozwolił jeździć, dobrze o tym wiesz - mówi karcąco.
-Nie możesz jej niczego zabraniać- bąka Tom, a Erick patrzy na niego gniewnie. No chłopaki na pewno się nie polubią.
-Chciałbym byś pojechała ze mną na Manhattan - stwierdza nagle Erick. Patrzę na niego w kompletnym szoku. 
-Niby po co? - pytam zaskoczona.
-Chcę byś spędziła tę noc w naszym apartamencie - ton dalej ma spokojny. Czy on oszalał? Postradał zmysły z tej całej tęsknoty?!
-To twój apartament, nie mój! - poprawiam go -  I nigdzie się stąd nie ruszam - dodaję dla pewności.
-Wracamy w poniedziałek do Londynu, mamy już bilety -  wypala Tom. Kurwa mać!
-Ona nigdzie nie wraca! - mówi groźnie Erick, a ja nie mogę tego słuchać. Wstaję od stołu.
-Meg powiedz mu, że tu nie zostajesz! - upomina mnie Thomas, a ja rzucam mu gniewne spojrzenie i odchodzę bez słowa.
-Może ty mi wyjaśnisz dlaczego uciekła? Wiesz cokolwiek czy też cię tak zbywa? - słyszę jedynie pytanie Ericka gdy jestem na schodach. Wiem jednak, że Thomas nic mu nie powie i idę na górę. Znowu potrzebuję chwilę pobyć sama. 

Biorę długi gorący prysznic i odprężam się. Woda działa na mnie kojąco. Oglądam swoje poobijane plecy w lustrze. Wyglądają strasznie, są sino-fioletowe i mam wrażenie, że wyglądają coraz gorzej. Susze włosy i wiążę je w nieładzie wysoko na głowie. Owijam się ręcznikiem i wychodzę z łazienki. Biorę z szafki czystą piżamę i chcę wrócić do pokoju ale gdy odwracam się widzę jak przy samych schodach stoją Erick i Tom. Wpatrują się we mnie, a ja oblewam się rumieńcem. Ericka wzrok prześlizguje się wygłodniale po moim ciele. Dawno przecież nie widział mnie w samym ręczniku. 
-Posmarować cię? - pyta bezmyślnie Tom. Erick spogląda na niego i aż kipi ze złości.
-Ja to zrobię! - Erick robi krok do przodu.
-Nie! - sprzeciwiam się - Sama sobie poradzę. Dzięki...
-Nie posmarujesz sobie sama pleców, a lekarz kazał - mówi Tom - Przecież codziennie to robię, daj spokój! - dodaje. Chyba robi to specjalnie i ma z tego ubaw. Nie wie, że lepiej nie drażnić Ericka. 
-Świetnie w takim razie chętnie się przyłączę do fanklubu smarowania obolałych pleców panny Donell! -  mówi sarkastycznie Erick i bez pytania wchodzi do mojego pokoju. Tom rzuca mi pytające spojrzenie, a ja wzruszam ramionami zaskoczona tym co powiedział. To w ogóle nie w jego stylu. Poprawiam ręcznik na piersiach i także wchodzimy do pokoju.
-Gdzie masz maść? - pyta Tom grzebiąc w mojej torbie podróżnej.
-W kieszonce w środku - znajduje ją po chwili i podchodzi do mnie. Erick opiera się o komodę i przygląda nam uważnie. Jakby śledził każdy ruch Toma i moją reakcję na niego. Sprawdza nas?! No nie wierzę!
-Chyba żartujesz, że będziesz mnie smarował! - rzucam ostro. Robił to w Londynie codziennie tak jak mówił, ale w tej sytuacji sobie tego nie wyobrażam.
-Czemu nie? To może być ciekawe doświadczenie –  wtrąca cierpko Erick. Wiem, że jest zły. Oczy znowu ma ciemne jak burzowe niebo.
-No właśnie, odwróć się! -  mówi Tom naprawdę rozbawiony tą sytuacją. 
-Popierdoliło was! Sama sobie poradzę! To nie jakieś zoo, że można sobie popatrzeć. Wynocha mi stąd! Dobranoc! - wstaję oburzona. Nie wiem o czym oni rozmawiali ale ewidentnie robią sobie ze mnie jaja. Wyrzucam ich z pokoju, smaruje się najlepiej jak potrafię i przebieram w piżamę. Kładę się do łóżka i zapalam lampkę nocną. Gdy prawie zasypiam do pokoju nagle ładuje mi się Erick, a zaraz zanim Tom. Wnoszą dwa dmuchane materace i kładą po obu stronach mojego łóżka. Co do cholery?!
-Śpimy z tobą - oznajmia Tom układając poduszki i koc na materacu. Co?!!!
-Weź mnie nie wkurzaj, macie pokoje gościnne! - mówię oburzona. Czy to jakaś ukryta kamera? Erick uśmiecha się lekko i widzę, że próbuje to opanować.
-Chyba, że wolisz jechać na Manhattan? - wtrąca Erick.
-To ja już wolę tu zostać. Dobranoc! - odwracam się na bok i próbuję ich ignorować. Po prostu nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.
-Dobranoc Meg - odpowiada Tom.
-Dobranoc maleńka - dodaje Erick, a mnie znowu ściska w żołądku. Układam się wygodnie i gaszę lampkę. Leżymy we trójkę w moim pokoju, a ja nie wiem czy śmiać się czy płakać? Nie mam pojęcia co w ogóle się dzieje? Erick mi nie odpuści ale nie może zatrzymać mnie na siłę i nie mam pojęcia co za taktykę obrał? Chyba woli spać choćby obok na materacu ale przy mnie, niż w pokoju obok. A Tom chyba go po prostu pilnuje by za bardzo się nie zbliżał... Przynajmniej tak mi się w tym momencie wydaje. Jakbym nie była taka zestresowana uważałabym, że to dość zabawne.

Kręcę się i nie mogę zasnąć. Wiem, że oni też. Czuje się trochę jak na koloniach w dzieciństwie...sama w pokoju chłopaków. Nawet nie mogę wstać do łazienki, bo musiałabym przejść nad materacem Ericka. Jego obecność działa na mnie porażająco. Cały czas o nim myślę. Liczę każdy jego oddech, który słyszę i każde nawet najmniejsze poruszenie. Najchętniej zsunęłabym się do niego i wtuliła w jego ramiona. Tak brakuje mi jego zapachu, dotyku. Wiem, że śpi w spodniach od dresu i koszulce, nogi ma bose... Och... Uwielbiam go w takim wydaniu. Późnym wieczorem do pokoju zagląda mój tata. Zapewne myśli, że śpimy ale uśmiecha się widząc nas we trójkę w jednym pokoju. Ciekawe co on sobie myśli? Nieźle daje popalić staruszkom, nawet jako nastolatka nie sprawiałam takich problemów. Przez ostatnie pół roku wydarzyło się tak wiele i boje się myśleć co będzie dalej. Chyba powinnam dowiedzieć się co z procesem przeciwko Mattowi i temu drugiemu. Mam zapytać o to Ericka? A może Gordona? Sama nie wiem.  Policja nie kontaktowała się ze mną od dawna, może moje zeznania były wystarczające i nie będę musiała tłuc się po sądach? Nie dałabym rady stanąć twarzą w twarz z moimi oprawcami na sali sądowej. Przewracam się z boku na bok, mam mnóstwo rzeczy do przemyślenia. W głowie miliardy pytań i żadnych odpowiedzi.
-Śpisz? - słyszę szept Toma.
-Nie - odpowiadam cicho, bo wiem, że Erick także nie śpi i przysłuchuje się nam.
-Wracasz ze mną prawda? - pyta niepewnie. Tom
-Dlaczego pytasz? - unoszę zaskoczona brew i wpatruję się w sufit. 
-Nie chcę żebyś robiła coś wbrew sobie - Tom siada i podpełza na kolanach do mojego łóżka. Czuję jego dłonie szukające mojej ręki. 
-Już postanowiłam, że wracam Tom - odpowiadam stanowczo, a on wzdycha głośno z ulgą.
-Wiem, że tu jest twój dom ale cieszę się, że nie zmieniłaś zdania - oczy przyzwyczaiły się do ciemności i dostrzegam jego twarz. Mam wrażenie, że się uśmiecha. 
-Chyba nie będziemy o tym teraz rozmawiać? - szepczę pokazując głową na leżącego obok Ericka. Doskonale wiem, że udaje, że śpi.
-Przecież śpi - Tom wywraca oczami. 
-Szczerze w to wątpię! -  odpowiadam głośno, dając Erickowi do zrozumienia, że doskonale wiem iż udaje. A on dalej milczy. To zabawne... Erick Evans, miliarder, prezes, pan kontroler... udaje jak dziecko, że śpi. A to wszystko dzieje się na podłodze w moim pokoju. Mam ochotę się zaśmiać z tej całej kuriozalnej sytuacji. 
-O której jutro musimy wstać? - pyta Tom.
-Aż się wyśpimy Tom. Na zwiedzanie mamy cały dzień i niedzielę - chwytam go za dłoń -  Chodźmy spać - dodaję. 
-Nie wiem czy zasnę ale tak ty powinnaś się przespać. Dobranoc Meg -  nachyla się i całuje mnie w policzek. Na specyficzny dźwięk całusa słyszę jak Erick przekręca się na materacu i znowu zduszam śmiech. Tom chyba też. Jakimś cudem udaje mi się zasnąć. Tej nocy nie śni mi się nic.


11 komentarzy:

  1. Ojjjojjj mam nadzieje ze sie pogodza do wyjazdu Meg :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojojojojojojojjjj to się porobiło....... można prosić o więcej ☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
  4. musza się pogodzić z Erickiem, nie ma innego wyjścia:) prosimy o więcej

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie no genialnie :-) usmiech nie schodzi mi z twarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak mnie wciągnęła ta historia że chce kolejnych rozdziałów natychmiast ;-) Kocham to.;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Można liczyć na kolejny rozdział jutro? :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam jutro, juterko juterenko.


    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział to mało....Nie mogę się doczekać kolejnego :)
    Nie mogę się doczekać momentu, w którym Erick pozna prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ok dawno mnie nie było i nadrabiałam dzisiaj i powiem tyle CHCĘ WIECEJ i to najlepiej zaraz Kasiu jesteś najlepsza ;) El@

    OdpowiedzUsuń