Premiera już w lipcu!

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 57

Sobota ,  2 Listopada

Patrzę na dwóch wspaniałych facetów śpiących na podłodze mojego pokoju. Jeden to miłość mojego życia,  a drugi to przyjaciel, mimo tego iż krótko się znamy. Tom pochrapuje cicho co wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Erick oddycha delikatnie i nie chrapie. Wygląda na zrelaksowanego. Na myśl, że to prawdopodobnie pierwsza noc przespana przez niego w całości od tamtego pamiętnego dnia, ściska mnie w żołądku. Cholera niedobrze mi! Zrywam się i pędzę do łazienki. Ledwo zdążam podnieść klapę i zwracam to co zjadłam wczorajszego wieczora. Cudownie! Znowu się zaczyna? Myślałam, że teraz będzie już nieco lepiej. Obmywam twarz pod wodą i udaje mi się zapanować nad mdłościami, nadal jestem jednak blada. Chyba już nie zasnę mimo, że dopiero siódma rano. Po cichu wracam do pokoju, biorę leki by przetrwać jakoś ten dzień i wracam do łazienki. Na szczęście ani Erick ani Tom się nie budzą. W łazience ubieram się. Zakładam ołówkową spódnicę do kolan, czarną koszulę z żabotem i kremową marynarkę. Prostuję włosy, bo sztuczne pasma wymagają tyle roboty. Nie mogę się doczekać aż odrosną mi moje i będę mogła w końcu zdjąć te doczepki. Nigdy nie sądziłam, że będę dobrze wyglądała jako blondynka ale muszę przyznać, że całkiem nieźle się prezentuję. Może gdyby nie ta zbyt szczupła twarz o którą wszyscy się martwią. Szczerze przyznam, że mi też nie do końca podoba się moje ciało i to jak wyglądam w tym momencie. Zawsze chciałam być szczupła ale nie aż tak... Muszę postarać się przytyć kilka kilogramów by wyglądać zdrowo. Jeśli uspokoję swoje szalejące z emocji serce to i żołądek nieco odpuści. Schodzę do kuchni. Moja mama krząta się przy śniadaniu, a tata czyta gazetę. Zapewne zaraz będzie jechał do pracy.
-Dzień dobry! - uśmiecham się i siadam przy stole obok taty. Rozglądam się po kuchni i wzdycham. Jak dobrze być w domu...
-Wyspałaś się córciu? - pyta mama i posyła mi troskliwy uśmiech.
-Tak - kiwam głową i wiem, że zaraz zaproponuje mi śniadanie. Nie dam jednak rady by cokolwiek zjeść. Czuję zapach ciepłego mleka i znowu wzbiera mnie na wymioty. Opanowuję to zatykając usta dłonią, a mój żołądek wariuje. Na szczęście mama tego nie zauważa.
-Zjesz coś? - pyta łagodnie.
-Później, jak wszyscy wstaną... -  migam się, choć przez chwilę mam wrażenie, że mama będzie nalegała. Na szczęście odpuszcza. W duchu błagam by chłopaki spali jak najdłużej aż wyjdą rodzice. I moja prośba się spełnia, bo rodzice po ósmej jadą do pracy. Rob został z Kim by pomóc jej przy Evie więc mama mogła załatwić parę spraw w sklepie. 
Postanawiam pójść do nich w odwiedziny. Wczoraj nie miałam okazji  z nimi za długo porozmawiać. Kim pewnie jest na mnie wściekła, że wciągnęłam ją w to wszystko. Zakładam brązowe botki i kremowy płaszcz i przechodzę na drugą stronę ulicy. Pukam delikatnie do drzwi. 
-Wejdź Meg! - słyszę głos Kim. Chyba widziała mnie przez okno.
-Cześć Kim! - wchodzę do salonu gdzie na bujanym fotelu siedzi moja siostra i karmi piersią Evę.
-Gdzie Rob? - pytam rozglądając się i nigdzie go nie widzę.
-Pojechał po zakupy, nawet nie masz pojęcia ile pieluch i tego wszystkiego potrzeba - uśmiecha się i pokazuje bym usiadła na fotelu obok - I jak? - kiwa do mnie z nadzieją, że od razu wszystko jej powiem.
-Nie pytaj - wzdycham - Po tej całej awanturze Erick i tak został u nas. Spał razem z Tomem u mnie w pokoju na podłodze.
-O matko! - śmieje się Kim.
-Też tak myślę! - podchodzę do nich i kucam by pogładzić malutką dłoń Evy. Ale urosła! Ostatnio widziałam ją przed wyjazdem do Vegas. Naprawdę się zmieniła od tamtego czasu.
-Ale postanowiłaś coś? Wyjaśniłaś mu?
-To, że wracam do Londynu postanowiłam już wcześniej -  Kim piorunuje mnie wzrokiem, jej  ten pomysł także się nie podoba.
-Myślisz, że ci pozwoli? - pyta z ironią.
-Nie ma wyjścia, przecież nie zamknie mnie w klatce albo nie przykuje do kaloryfera -  wzruszam ramionami.
-No w sumie racja ale znowu będzie wariował  - odpowiada, a ja unoszę zaskoczona brew.
-Wariował?
-Mówiłam ci, że zatrudnił sztab ludzi, którzy cię szukali. Nasz i rodziców dom całą dobę był pod obserwacją. Sprawdzał każdy możliwy trop i nie wiem jakim cudem cię nie znalazł? - wyjaśnia Kim. 
-Podałam inne nazwisko, mam fałszywy dowód - odpowiadam skruszona.
-Tylko ty mogłaś wymyślić coś takiego! - gani mnie i wstaje - Potrzymaj ją chwilę zaraz wracam - nagle podaje mi małą, a ja nieruchomieje. Cholera! Biorę ją bardzo delikatnie, a Eva patrzy na mnie i od razu się śmieje. Jest taka słodka...to chyba najśliczniejsze dziecko na świecie. Kim znika na schodach, a ja wpatruje się w to małe cudo. Wierci się i macha rączkami, łapie za moje włosy i piszczy z radości gdy robię śmieszne miny.
-Zostań z nią jeszcze chwilę, muszę zadzwonić do rodziców Roba przez skype! - krzyczy ze schodów Kim. 
-Ok! - odpowiadam i wstaję powoli. Bujam małą na rękach, jest wiele cięższa niż ostatnio ale to słodki ciężar. Chodzę z nią po pokoju gdy nagle ulewa jej się na moją koszulę. O Chryste! Nie jestem przyzwyczajona do czegoś takiego i od razu wzbiera mnie na wymioty. Sadzam małą w foteliku i podchodzę do przewijaka. Biorę ściereczkę muślinową i wycieram buźkę małej i swoją koszulę. Po chwili słyszę jak ktoś wchodzi z impetem do domu. Cała obrzygana odwracam się i widzę Ericka i Toma. Stoją w progu salonu i obaj są przerażeni.
-A wam co? - pytam zaskoczona ich widokiem. Mają na sobie to w czym spali i kapcie. Wyglądają komicznie. 
-Mówiłem, że tu będzie - Tom wzdycha z ulgą. 
-A gdzie mam być? - patrzę pytająco raz na jednego, raz na drugiego.
-Myślałem, że znowu uciekłaś - odzyskuje głos Erick. Miną nadal ma jednak niepewną.
-Echhh… -  wzdycham smutno. Pewnie obudził się i zobaczył, że mnie nie ma. Przeraził się gdy nie znalazł mnie na dole. Mam ochotę go przytulić i pocieszyć, ale nie robię tego. Nie mogę!
-Ślicznie wyglądasz! - zmienia temat i podchodzi do mnie, Tom pokazuje dyskretnie, że idzie do kuchni, a ja kiwam jedynie głową. 
-Właśnie jej się ulało wprost na moją koszulę! -  uśmiecham się pokazując Erickowi wielką plamę na materiale. Nie mogę się przecież złościć na Evę. 
-Słodka jest prawda? - Erick patrzy na Evę wierzgającą w foteliku nóżkami i rączkami.
-Prawda - Przyznaję mu rację i uśmiecham się ponownie. Erick podchodzi do małej i bierze ją na ręce, czym bardzo mnie zaskakuje.
-Dlaczego obrzygałaś swoją śliczną ciocię? - mówi żartobliwie, a mała śmieje się w głos - Ona się nikogo nie boi - dodaje zadowolony.
-Jest towarzyska jak jej mama! - podchodzę do nich - Daj mi ją, chyba trzeba ją przewinąć - wyciągam ręce, a Erick delikatnie oddaje mi małą. 
-Rodzinka jak z obrazka! - Kim schodzi z góry i nie daruje sobie komentarza. Posyłam jej takie spojrzenie, że gdyby mogło zabijać ona by już nie żyła. Po co mnie stawia w takiej głupiej sytuacji? W dodatku udaje, że nic nie widzi, małpa jedna - Cześć Ericku -  wita się.
-Twoja córka obrzygała moją narzeczoną. Dzień dobry Kimberly -  odpowiada i oboje z Kim zaczynają się śmiać. Narzeczoną? Do niego naprawdę nic nie dociera? Zostawiam to bez komentarza.
-Ciebie przecież też nie raz obrzygała. Pamiętasz jak byłeś u nas z tym lekarzem co odbierał mój poród? Jego też nie oszczędziła – wtrąca Kim, a ja zamieram. Ona mówi o Filipie. Był u nas w domu? Co za dupek! Nic mu nie powiedział i nadal zgrywa przyjaciela! Mam ochotę wydrapać mu oczy za to co robi, a potem powinnam skopać tyłek samej sobie, że wcale lepsza nie jestem. 
-Tak pamiętam. Filip ludzi dzieci, w końcu jest ginekologiem… -  odpowiada Erick i uśmiecha się, a mnie chyba zaraz znowu zemdli. Filip może i jest ginekologiem ale odnoszę wrażenie, że nie ze względu na dzieci. Dla mnie jest ohydnym kłamcą i zboczeńcem - Ma dziś przyjechać razem z Gordonem - dodaje Erick, a ja muszę usiąść. Boże! Nie chcę go widzieć. Nie mogę... Momentalnie robi mi się gorąco. 
-Co?! - piszczę.
-Wiedzą, że się znalazłaś - Erick posyła mi smutne spojrzenie -  Oni także cię szukali - Ton ma pretensjonalny. Filip też mnie szukał?! Kurwa mać... Co za paranoja. 
-Może choć raz zapytałbyś mnie o zdanie?! Nie muszę mieć ochoty się z nimi spotykać! - burczę groźnie. Chyba kompletnie oszaleję gdy on tu przyjedzie.
-Filip bardzo się przejął jak wyjechałaś, obwinia się, że cię nie zatrzymał - Erick patrzy wprost na mnie, a mi żołądek podchodzi do gardła. Bo to jego wina, ma za co się obwiniać! Krzyczę w duchu.
-Tak, on taki szlachetny i rycerski -  wtrącam z ironią, a Kim dopiero wtedy załapuje, że to właśnie „ten” Filip i zakłopotana bierze ode mnie małą i odwraca się by ją przewinąć - Mówił coś gdy wróciliście z koncertu? - pytam badawczo choć wiem, że nie powiedział prawdy.
-Zadzwonił do mnie w trakcie koncertu i powiedział, że obudził się i gdy chciał sprawdzić czy śpisz, ciebie już nie było - odpowiedź Ericka wcale mnie nie zaskakuje. Dokładnie tak myślałam. Co za dupek z tego Filipa!
-Aha -  bąkam cicho ale w środku cała drżę. Normalnie mam ochotę coś rozwalić, jestem tak wściekła! Ciekawe czy komukolwiek innemu o tym powiedział? Gordon przecież wiedział o "naszym" wcześniejszym pocałunku.
-Tak było? -  z myśli wyrywa mnie pytanie Ericka. Patrzy na mnie badawczo i mam wrażenie, że on doskonale wie, że było inaczej. Na szczęście wraca do nas Tom, przerywając tą niezręczną rozmowę.
-Jestem głodny, chodźmy do domu na śniadanie! - mówi i patrzy na nas zadowolony. Chyba dobrze spał mimo tego, że na materacu. 
-Tak chodźmy! -  odpowiadam szybko i wstaję z kanapy. Kim musi uśpić małą więc wpadną wieczorem jak wrócimy z Nowego Jorku. Przechodzimy przez ulicę do domu rodziców, a ja od razu idę do kuchni nastawić wodę na herbatę.
-Na co macie ochotę? - pytam, obaj siadają przy stole w kuchni.
-Możesz zrobić ten swój omlet! - odpowiada uśmiechnięty Tom.
-A ty Ericku? - pytam spuszczając wzrok w podłogę. Nawet patrzenie na niego sprawia mi wręcz fizyczny ból. 
-Omlet może być, zjem wszystko co przygotujesz -  wprawia swój głos w ten wibrujący ton, a ja pierwszy raz od dawna czuję przyjemny skurcz w dole brzucha. Boże! On nadal tak na mnie działa! - Dla siebie też zrób... - dodaje już surowo.
-Ja już jadłam rano, z rodzicami - kłamię. Erick patrzy na mnie i wiem, że mi nie wierzy. Tak dobrze mnie zna,  ze to aż dołujące. Na szczęście nic nie mówi, a ja zabieram się za robienie śniadania. I wszystko jest w porządku aż do chwili gdy, wylewam jajka na patelnie. Zapach, który się rozchodzi sprawia, że momentalnie robi mi się niedobrze. Zostawiam patelnie na gazie i pędzę do łazienki, która znajduje się zaraz obok schodów. Wpadam i sytuacja z poranka się powtarza. Cholera jasna!
-Meg powinnaś pójść do lekarza - zaraz za mną wchodzi Erick i klęka obok trzymając moje włosy i ramiona. Jego dotyk sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Nie wyrywam się jednak, bo nie mam siły -To nie jest normalnie, że nawet od zapachów masz odruch wymiotny - dodaje i pomaga mi wstać. Obmywam twarz w chłodnej wodzie. Myję zęby i płuczę usta miętowym płynem. Wycieram wargi ręcznikiem, a nasze spojrzenie spotykają się w lustrze. Erick patrzy na mnie łagodnie i chwyta mnie delikatnie za moje wątłe ramiona. 
-Kocham cię maleńka, wiem że...
-Przestań proszę... - szepczę błagalnie i zamykam oczy. Erick obraca mnie przodem do siebie. Robi to jednak tak delikatnie by nic mnie nie zabolało. 
-Nie wiem co wydarzyło się w tym pierdolonym hotelu w Vegas, ale cokolwiek to było to nic nie zmienia! Kocham cię i nie potrafię bez ciebie żyć. Ostatnie tygodnie to dla mnie horror! Nie mogłem spać, nie było minuty abym o tobie nie myślał. W Londynie nikt nic nie wiedział, nikt nic nie widział. Szukaliśmy cię wszędzie! Nigdzie ani śladu! Powiedz mi jakim cudem? – w jego oczach widać rozpacz i żal. Ogromny żal. Serce po raz kolejny pęka mi na kawałki. Dlaczego ja go tak skrzywdziłam?!
-Podałam inne nazwisko, mam fałszywy dowód… -  odpowiadam cichutko. Erick nieruchomieje i wpatruje się we mnie. Czuję jak serce wali mu jak szalone.
-Zlikwidowałaś konto by nie zostawiać śladów kartą kredytową?
-Tak… -  spuszczam głowę i wpatruje się w jego białą koszulkę, wiem, że pod nią jest ciało którego tak pragnę, które tak kocham.
-Przesłałaś wszystkie pieniądze na moje konto, dlaczego? - wypytuje dalej. 
-Nie chcę twoich pieniędzy! - mówię zdenerwowana i wzdycha głęboko. Mam wrażenie, że przy nim nie mogę głębiej odetchnąć. To kłamstwo i to co mu zrobiłam przygniata mi klatkę piersiową i nie daje złapać oddechu. 
-Nie nosisz pierścionka… -  stwierdza i chwyta delikatnie moją złamaną rękę. Przygląda się miejscu na który go włożył.
-Nie mogę go nosić, nie zasługuję by być twoją żoną… -  szepczę i prawie wyznaje całą prawdę. To jak impuls ale w ostatniej chwili zaciskam jednak i powstrzymuję się.
-Kto tak uważa?! - pyta oburzony. Może myśli, że ktoś mi czegoś naopowiadał?
-Ja! Ja tak uważam! - zaczynam kwilić. Och nie! Nie chcę się rozpłakać. 
-Dlaczego?
-Bo tak -  zbywam go i chcę wyjść z łazienki. Chwyta jednak moją twarz i trzyma tak, że patrzę mu prosto w oczy.
-Kochasz mnie! Wiem o tym! - mówi pewnie i nagle łapie mnie w tali i przysuwa do siebie tak mocno, że krzywię się z bólu. Patrzy w moje oczy i bez wahania, bez pytania... składa na moich ustach pocałunek. Zaciska dłonie na mojej tali jeszcze mocniej, a ja jęczę i otwieram wargi, pozwalając wedrzeć się jego językowi do środka. Obejmuję go za szyję i odwzajemniam pocałunek. To silniejsze ode mnie. Nie mogę się mu oprzeć.
Erick całuje mnie łapczywie, namiętnie i mocno. Robi krok do przodu i opiera mnie o umywalkę. Chwyta za pośladki i sadza na swoich biodrach, a ja obejmuje go nogami. Nasz języki wirują wokół siebie, spragnione doznań. Zapominam o całym świecie. Tak bardzo go potrzebuję, pragnę i nie potrafię żyć gdy nie ma go przy mnie. Erick napiera na mnie biodrami, a ja czując na udzie jego twardą męskość, momentalnie trzeźwieję.
-Nie! - krzyczę i przerywam pocałunek odpychając go od siebie. W oczach mam łzy, nie chcę tego robić. Nie mogę! Nie mam prawa go całować.
-Błagam maleńka… - Erick ani drgnie i i nie daje mi przejść.
-Nie mogę! - chowam twarz w dłoniach i kucam na podłodze na dywanik pod umywalką. 
-Dlaczego? - powtarza to pytanie po raz setny, a ja nadal nie jestem gotowa by powiedzieć prawdę. Nagle podchodzi do drzwi i zamyka je na klucz po czym odwraca się i patrzy na mnie -  Boisz się mnie? - pyta łagodnie.
-Nie - szepczę
-Ufasz mi? - kręcę szybko głową. Co mam mu niby odpowiedzieć? Jest dla mnie najważniejszy na świecie. Oczywiście, że mu ufam - Ufasz? - powtarza stanowczo, a ja aż podskakuję.
-Tak… -  przyznaję prawdę, nie mam siły na więcej kłamstw. Podchodzi do mnie i pomaga mi wstać i znowu jestem w jego ramionach. Bez słowa zaczyna rozpinać mi guziki w mojej obrzyganej bluzce. Zastygam i nie mogę ani się ruszyć ani nic powiedzieć. Robi to tak pewnie jakbym należała do niego. Nie mam pojęcia skąd wie, że tak jest? Skąd wie, że tym razem nie będę protestować? Zsuwa mi żakiet z ramion i rozpina ostatni guzik koszuli, która po sekundzie ląduje na podłodze. Mam na sobie kremowy idealnie dopasowany stanik, mimo tego, że schudłam biust nadal mam spory. Erick wciąga głęboko powietrze na widok siniaków na ramionach i plecach i zaczyna całować każdy z nich po kolei. Jęczę bezwiednie i zaczynam drżeć z emocji. Odwraca mnie tyłem do siebie, a ja zdrową dłoń opieram o umywalkę. Nasze spojrzenia ponownie spotykają się w lustrze, widzę w jego oczach ten żar... żar, który tak na mnie działa. Jest pewny tego co robi, wie że mu wolno. Chociaż nadal nie mam pojęcia skąd? Rozpina mi stanik i zdejmuje go delikatnie z ramion i piersi, uwalniając je w swoje dłonie.
Sutki momentalnie twardnieją, są bardzo wrażliwa i zaróżowione. Erick chwyta pewnie spody moich piersi i masuje delikatnie. Och Boże! Chyba nigdy nie były aż tak wrażliwe. Jęczę głośno i od razu czuję wzbierający orgazm...tam na samym dole. Zaciskam uda, jednak Erick przysuwa się jeszcze bliżej i wsadza między nie swoje kolano. Czuję jego męskość na plecach.
-Boże maleńka! - syczy przez zaciśnięte zęby i ściąga przez głowę swoją białą koszulkę. Widząc jego ciało, nadal tak cudownie wyrzeźbione i umięśnione, podniecam się jeszcze bardziej. Nie schudł tak bardzo jak ja, musiał dużo ćwiczyć. Chwyta delikatnie moje włosy i odchyla głowę tak bym patrzyła na niego. Całuje mnie namiętnie, jedną ręką trzymając na moim brzuchu. Puszcza włosy i zjeżdża dłonią po szyi, przez piersi aż do spódnicy, po drodze podgryzając płatek mojego ucha. Jęczę po raz kolejny gdy schodzi niżej i robi to samo na szyi. Wbija delikatnie zęby w moją skórę aż dostaję spazmatycznych dreszczy. Rozsuwa suwak w mojej spódnicy, która zjeżdża z moich bioder i teraz mam na sobie tylko pończochy samonośne i kremowe figi do kompletu. Erick odchyla głowę by spojrzeć na moją pupę, która co prawda straciła swoje krągłe kształty ale najwidoczniej nadal mu się podoba i kładzie dłoń na pośladku. Ściska go delikatnie by po chwili dać mocnego klapsa. Och! Zaskakuje mnie tym, jednak jestem tak podniecona, że nawet nie czuję bólu. Otwieram przymknięte oczy i widzę w lustrze jego uwodzicielski uśmiech. Wpatruje się we mnie z rozchylonymi ustami, oddech ma przyśpieszony. Na moich policzkach pojawiły się wypieki, a on doskonale wie co to oznacza. Mruczy seksownie i dłońmi zsuwa mi majtki aż do kostek. Przytrzymuje mnie bym wyszła ze środka spódnicy i zdejmuje również figi. Wstając całuje mnie po tylnej stronie ud, pośladkach, plecach aż do szyi, którą gryzie namiętnie. Odchylam głowę i jęczę głośno.
-Pragnę cię! - szepcze mi do ucha i popycha do przodu. Dłonią opieram się o lustro. Jednym ruchem pozbywa się swoich spodni dresowych pod którymi nic nie ma. Jego męskość wyskakuje i poraża mnie swoim imponującym widokiem. Od samego patrzenia chyba jestem w stanie osiągnąć orgazm. Nadal stoję do niego tyłem, a Erick chwyta mnie jedną dłonią za biodro, drugą podtrzymuje na piersiach.    
-Rozstaw nogi i pochyl się delikatnie – rozkazuje, a ja robię co każe bez słowa sprzeciwu. Wypinam pupę i patrzę na nas w lustrzę. Nasze ciała płoną. Erick robi krok i ociera swoją męskość między moimi pośladkami.
-Achhhhh! - zaciskam zęby i zamykam oczy. Tak bardzo pragnę by znalazł się we mnie.  To obłęd! Erick mruczy ponownie. Chyba robi to specjalnie, bo wie jak to na mnie działa. Dłonią nakierowuje się na moją kobiecość. Pociera główką i czując moją wilgoć sam zaczyna drgać. Oboje jesteśmy gotowi, nawet nie musi dokładnie tego sprawdzać. Trzyma mnie mocno za biodro, a drugą ręką ponownie kładzie na piersiach. Patrzy prosto w moje odbicie gdy wbija się we mnie mocno i gwałtownie. Krzyczę głośno. To cudowny, przyjemny, rozdzierający ból... Jest we mnie, czuję go całą sobą. Przyciska mnie ciałem do umywalki tak, a ja opieram policzek o ręcznik zawieszony obok. Zaczyna poruszać biodrami szybko i mocno, penetrując mnie głęboko i do samego końca. Oboje jęczymy. Jego pożądanie jest tak wielkie, a ja odnoszę wrażenie, że nigdy aż tak mnie nie pragnął. 
-Jesteś taka piękna i moja... - szepcze. 
Nie mija chwila gdy przy kolejnym mocnym pchnięciu zaczynam szczytować. Orgazm jest tak intensywny, że kręci mi się w głowie, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Erick podtrzymuje mnie rękami za biodro i brzuch i nie przerywa. Wchodzi i wychodzi, utrzymując to szaleńcze tempo i idealnie ocierając o ten czarodziejki punkt w samym środku mnie.
-Kocham cię! - jęczy głośno i całuje mnie w usta odchylając moją głowę do tyłu. Odruchowo rozstawiam szerzej nogi, a on wchodzi jeszcze głębiej po czym wydaje z siebie głośny ryk pragnienia. 
-Boże! - uderzam  pięścią w lustro i zaczynam szczytować po raz drugi. Orgazm rozlewa się po moim ciele, a ja zaciskam się wokół niego mocno, coraz mocniej. Drżę i jęczę, a on robi to dalej. Mam wrażenie, że zaraz mnie w ten sposób zabije. 
-Kurwa! - krzyczy Erick i zaciska dłonie na moim ciele. Nieruchomieje i wylewa się we mnie słodkim nektarem. Szczytuje równie intensywnie jak ja. Wypinam pupę by zwiększyć jego doznania, a on chwyta  nagle moje włosy i całuje tak mocno aż braknie mi tchu. Pcha jeszcze drwa razy i wychodzi ze mnie delikatnie, osuwając nas na podłogę. Trzyma mnie mocno w ramionach i czule całuje po głowie. W tym momencie nic się nie liczy...zapominam o wszystkich problemach. Przykładam głowę do jego piersi i słyszę jak jego serce i oddech spowalniają, wracając powoli do normalnego rytmu. Wciągam głęboko powietrze napawając się jego zapachem. Cały czas tak cudownie pachnie. Nie wiem ile czasu minęło zanim przerywa nam pukanie do drzwi. 

-Meg wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? - to Tom. Łapie za klamkę ale drzwi są przecież są zamknięte. Na całe szczęście. Kulę się w zawstydzona w ramionach Ericka ale uśmiecham się. 
-Wszystko w porządku Thomasie, zaraz wychodzimy -  odpowiada Erick i wiem, że również się uśmiecha. Mogę sobie tylko wyobrazić minę Toma w tym momencie. Przecież doskonale wie co właśnie robiliśmy, bo nikt nie zamyka drzwi  od łazienki bez powodu.

10 komentarzy:

  1. Genialnie ale pewnie zaraz cos się spieprzy

    OdpowiedzUsuń
  2. Uff jak gorąco ;) chce wiecej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały Ercik :) walczy o swoje. Mam nadzieje ze juz teraz bedzie lepiej :) ale jak sie dowie nie chcialabym byc na miejscu Filipa :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosimy o więcej! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem tylko jedno, ale jaja :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Może jestem straszna, że to pisze, ale jak dla mnie Ona jest w ciąży z Filipem.:/

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam takie podejrzenia, chociaż w sumie nie wiadomo który z chłopaków mógłby być sprawcą tej ciąży. Meg urzędowała też wtedy aktywnie z Erickiem, chociaż niby używała niezawodnej antykoncepcji. No ciekawa jestem jak to Kasia wszystko poukładała. Ojjj dzieje się dzieje. Kiedy następny?;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ale nie zapomnijmy kto był odpowiedzialny za jej antykoncepcję (nie lubię Filipa bardzo ) El@

      Usuń
  8. Jak na moja to ona jest w ciąży, ale wciąż czekam na moment, w którym Erick pozna prawdę.
    Cudowny rozdział i czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też obstawiam ciążę ale nie wiem czy z Filipem (oby jednak nie) i z niecierpliwością czekam na reakcję Erika na prawdę z Vegas oby w następnym rozdziale ;) i proszę o kolejny rozdział bo ja tu umieram El@

    OdpowiedzUsuń