Premiera już w lipcu!

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 58

-Ok -  ton głosu Toma jest tak zdziwiony, że zaczynam głupawo chichotać. Spoglądam na Ericka, który patrzy na mnie łagodnie. W jego oczach widzę czystą miłość i ogromną nadzieję i wtedy... od razu wracam na ziemię. Cholera! Nie chcę go ranić więc nie reaguję gwałtownie. Ganię się w środku, że pozwoliłam na to co wydarzyło się kilka chwil wcześniej. Przecież on teraz będzie uważał, że wszystko jest dobrze, że wrócę do Nowego Jorku, że wrócę do niego. Jak mam mu powiedzieć, że nie mogę z nim być i że wyjadę, niezależnie od tego czy mi na to pozwoli czy nie. Nie ubieram się tylko owijam szlafrokiem i ukradkiem wbiegam na górę by się ubrać. Zmieniam koszulę na czystą, spódnicę zostawiam tą samą. Wygładzam włosy i wzdycham głęboko patrząc na siebie w lustrze. Nadal mam zaróżowione policzki i dzięki temu moja twarz od razu wygląda lepiej. Nie jest taka blada jak ostatnio. To Efekt Ericka... Patrzę smutno na swoje odbicie. Uświadamiam sobie, że to był pożegnalny seks i nigdy więcej to się nie zdarzy. Na tą myśl znowu zaciska mnie w żołądku. Wiem, że będę musiała jakoś nauczyć się żyć bez Ericka ale jak mam to zrobić? Jak mam opuścić i zapomnieć o człowieku, którego tak kocham? 

Gdy schodzę na dół,chłopaki właśnie kończą śniadanie. Omlety usmażył Tom. Spuszczam wzrok gdy widzę jego spojrzenie, chyba jest zły. Erick za to wygląda na zrelaksowanego i zadowolonego.
-Twoja mama dzwoniła. Pytała czy zjadłaś śniadanie… -  odzywa się Tom. Wiem, że robi to specjalnie w zemście za to co słyszał. Złośliwy drań! Jąkam się i nie wiem co powiedzieć.
-Mówiłaś, że jadłaś z rodzicami - włącza się oskarżycielski ton Ericka.
-Możemy już jechać? Mamy sporo do obejrzenia -  zmieniam temat ignorując ich. 
-Meg! - warczą na mnie jednocześnie, a ja zaczynam się śmiać. Ich miny wyrażają to samo... wkurzenie i irytacje. 
-Nie wiem co w tym śmiesznego. Masz zjeść śniadanie! - wkurzony Erick wstaje i otwiera lodówkę. Wyjmuje z niej mleko, a z szafki musli -  Proszę! - stawia przede mną miseczkę, nalewa mleka i dosypuje kilka łyżeczek musli. 
-No jedz - dodaje spokojniej Tom. Biorę do ręki łyżkę i próbuję zjeść ale zapach mleka od razu mnie odrzuca.
-Nie mogę! Jeśli to zjem znowu zwymiotuję! - protestuję i krzyżuję dłonie na piersi. Zachowuję się jak małe dziecko ale nie mam ochoty znowu się porzygać. 
-Odrzuca cię zapach mleka? - Tom unosi brew.
-Tak, mleka i wszystkiego innego. Jak się obudziłam też mi było niedobrze - wyjaśniam.
-Zjedź chociaż jabłko… -  podaje mi je Erick i uśmiecha się zachęcająco. Gryzę je i na szczęście nie wzbiera mnie na wymioty. Erick widząc to musza we mnie jeszcze banana. Zjadam go ale ostrzegam ich obu, że jeśli zemdli mnie w samochodzie to tylko i wyłącznie ich wina. 

Zbieramy się do wyjścia. Tom poszedł jeszcze na górę zadzwonić do rodziców. Siedzę w kuchni przy stole i dopijam sok pomidorowy. Ostatnio często mam na niego ochotę. Erick obserwuje mnie z korytarza. Wziął prysznic i przebrał się we flanelowe czarne spodnie i pasiasty bawełniany sweter. Jest na pewno bardziej rozluźniony i spokojny niż wczoraj. Boję się momentu gdy uświadomię mu, że naprawdę wyjeżdżam. Nasze spojrzenia się spotykają. Nie wiem jak to przyjmie?. Wiem, że nie da mi spokoju i będzie nawiedzał, wydzwaniał i próbował przekonać. Nie wytrzymam tego.

Po chwili schodzi Tom i jesteśmy gotowi do drogi. Pod dom rodziców podjeżdża Bentley, a za kółkiem siedzi Jack. Uśmiecham się na jego widok, bo za nim także się stęskniłam.
-Dzień dobry panno Donell - wita się ze mną ciepło. 
-Cześć Jack! -  podchodzę do niego i ściskam go mocno. Zaskakuję tym i jego i Ericka. Jack obejmuje mnie niepewnie - Dobrze cię widzieć - dodaje i go puszczam - Poznaj to Thomas Hook, mój przyjaciel z Londynu... - przedstawiam ich sobie. Jack zachowuje się profesjonalnie i dość zimno. Chyba Erick zrobił mu pogadankę na ten temat.
-Dziękuje Jack. Możesz wracać, ja poprowadzę. Weź moje BMW... - rzuca mu kluczyki.
-Dobrze panie Evans! -  kłania się - Panno Donell, panie Hook.
-Miłego dnia! - uśmiecham się i otwieram sobie tylne drzwi Bentleya.
-Siedzisz z przodu… - mówi stanowczo Erick.
-Wolę z tyłu - odpowiadam napotykając jego uważne spojrzenie. Czy tak będzie wyglądał cały dzień? Będziemy się o wszystko sprzeczać?
-Dobrze usiądź z tyłu! - poddaje się podnosząc dłonie w geście kapitulacji.
-Tom siadaj z przodu! - zwraca się do niego i otwiera mi drzwi – Wskakuj - dodaje cicho i uśmiecha się, a mnie ściska w gardle.
-Wolę z tyłu! - śmieje się Tom i wsiada za mną. Erick stoi zaskoczony i chyba znowu się wkurzył.
-Będę robił za szofera? - pyta oburzony wsiadając na siedzenie kierowcy.
-Sam się zaoferowałeś, że będziesz prowadził - wzruszam ramionami. Trochę głupio mi.
-A co będę z tego miał? - patrzy w lusterko w którym widzi moje odbicie i doskonale wiem co ma na myśli. Od razu się rumienię. Nic nie odpowiadam tylko zapinam pas, a Erick odwraca się do nas - Gdzie jedziemy?
-Standardowe atrakcje: Statua Wolności, Times Square i cała reszta... ile tylko damy radę… - uśmiecham się do Toma, który chyba nie jest w najlepszym humorze - Co jest? - pytam cicho.
-Fajny samochód -  rzuca zimno, a ja trącam go zdrowym łokciem - Ej!
-Co się stało? - dopytuję  choć domyślam się o co mu chodzi - Coś w domu?
-Nic Meg naprawdę. W domu wszystko dobrze - zbywa mnie.
-Nie denerwuj mnie! - burczę na niego cicho ale stanowczo. Erick zerka na nas w lusterku.
-To ty mnie nie denerwuj! - rzuca mi spojrzenie i odwraca głowę.
-Tom! - trącam go znowu.
-Bzyknęłaś się z nim, prawda? - pyta tak cicho, że ledwo słyszę. Wyraz twarzy od razu mu się zmienia. Widać w nim smutek i żal. Odchylam głowę zaskoczona takim bezpośrednim pytaniem, choć domyślałam się, że o to chodzi. Spuszczam wzrok i nic nie odpowiadam. Jest mi głupio i źle. Przez niego od razu mam większe wyrzuty sumienia.
-No właśnie! - dodaje surowo. Jedziemy w milczeniu, a z głośników słychać What A Wonderful World. Krzywię się, bo ta piosenka kompletnie nieadekwatna jest do tej chorej sytuacji. Co ja sobie wyobrażałam? Jadę z Erickiem i Tomem na wycieczkę... przecież to jakiś żart. A co to będzie jutro? Albo w dzień odlotu? Nie przemyślałam sobie tego za dobrze. Cholera! Ja nic sobie nie przemyślałam! Przyleciałam tu na wariata. Jedyny plus to to, że chociaż rodzice się uspokoili i bez większej afery zaakceptowali mój wybór.
-Przepraszam - zwracam się bezgłośnie w stronę Toma, a on ściska delikatnie moją dłoń.
-Nie mnie przepraszaj - odpowiada wskazując wzrokiem na Ericka, który skupia się na jeździe. W sumie ma rację... daje mu tylko niepotrzebne nadzieje. Już mu ją dałam i cholernie tego żałuję. Teraz skrzywdzę go jeszcze bardziej i nienawidzę za to samej siebie. 

Tom odzyskuje humor, lubię go takiego. Ciągle żartuje i mam wrażenie, że nawet Erick czasami się  uśmiecha. Zaczynamy od Statuy Wolności. Tom zachowuje się jak typowy turysta: robi zdjęcia i chodzi z otwarta buzią, zachwycając się wszystkim co widzi. Studiuje budownictwo więc ogromne wrażenie wybiera na nim architektura i budynki. Chodzimy we trójkę, choć wiem, że na pewno mamy ochronę. Na sam koniec docieramy na Times Square. Sama dawno tu nie byłam. Jestem zmęczona i bolą mnie nogi, jednak nie narzekam. Widzę jaki Tom jest podekscytowany. W międzyczasie zjedliśmy hot dogi, których o dziwo nie zwróciłam. 
Po spacerze w Central Parku Erick zaprasza nas do restauracji. Nie podoba mi się ten pomysł ale Tom też uważa, że powinniśmy zjeść coś normalnego. Nie mam pewności ale to chyba restauracja Ericka? Mieści się przy wschodnim wejściu do Central Parku. Jest ekskluzywna i bardzo, bardzo droga. Widzę speszenie Toma.
-Chyba mnie na to nie stać - mówi szeptem do mojego ucha, gdy kelner prowadzi nas do stolika.
-Mnie też! - uśmiecham się i wzruszam ramionami - Skoro Erick zaprasza to Erick płaci - dodaję, choć nie podoba mi się taka opcja. Jest wczesny wieczór, a restauracja pełna po brzegi. Mimo to oczywiście dla nas zwalnia się miejsce i to w strefie dla wyjątkowych gości. Czemu mnie to nie dziwi?
-Miło państwa gościć! - kiwa do nas głową kelner. To dojrzały bardzo kulturalny mężczyzna - Panie Evans - wita się z nim jakby "oddzielnie". O rany! Wywracam oczami tak by nikt nie zauważył. 
-Witaj Frank. Poprosimy Sauternes… -  Erick minę ma dość poważną. To na pewno jego restauracja. Zachowuje się jak prezes, a przecież przy nas powinien nieco bardziej wyluzować. 
-Będziesz pił? – pytam - Przecież prowadzisz.
-Jack po nas przyjedzie - odpowiada  i uśmiecha się do mnie. Kelner przynosi kartę dań i zamówione wino. Przeglądam pozycje i nie mam pojęcia co to w ogóle jest. To chyba francuska restauracja i nic nie rozumiem mimo, że mam wykształcenie w tym kierunku. Patrzę na Toma ale on w przeciwieństwie do mnie już zdecydował co zje.
-Co jest? - pyta widząc moją minę.
-Nie znam francuskiego... jedyne co rozumiem to żabie udka, które robiłam na studiach - robię chyba dziwną minę bo obaj z Erickiem zaczynają się śmiać.
-Na co masz ochotę?-  pyta Erick.
-Na sałatkę z kozim serem, ale nie wiem która to pozycja - Erick kiwa głową i od razu podchodzi do nas kelner.
-Poprosimy sałatkę z kozim serem, gicz jagnięcą i...? - patrzy pytająco na Toma.
-Pieczonego łososia! – odpowiada Tom i  uśmiecha się życzliwie do kelnera po czym zamyka menu. Rozmawiamy chwilę o moście Brooklynskim, Tom bardzo się nim zainteresował . Erick wygłosił mu wykład z historii na temat: kto i kiedy go wybudował. W sumie miło patrzeć jak się dogadują. Gdyby nie okoliczności możliwe, że by się nawet polubili. Kelner przynosi nam dania,  a moja sałatka wygląda naprawdę pysznie. Zajadam się nią ku uciesze chłopaków.


-Podoba ci się w Nowym Jorku Thomas? - pyta Erick upijając łyk wina. Skończyliśmy już jeść i zaraz będziemy wychodzić.
-Tak bardzo! -  odpowiada i szczerze i uśmiecha się do mnie.
-Myślałeś kiedyś żeby tu zamieszkać? -patrzę na Ericka zaskoczona pytaniem, bo wiem co kombinuje.
-Każdy by chciał -  przerywam - Chodźmy już - wstaję i wygładzam  na biodrach swoją spódnicę. Obaj zrywają się i idą za mną - Nie musimy zapłacić? - pytam ironicznie Ericka, który właśnie mnie dogania.
-To moja restauracja Meg - podaje mi łokieć i uśmiecha się. Widzi moją minę ale nie odpuszcza. Niechętnie łapię go i wychodzimy. Nie będę robiła sceny przed restauracją, a zaraz za drzwiami dopadają nas paparazzi. Kurwa mać! Całkowicie się od tego odzwyczaiłam i odruchowo zasłaniam twarz dłonią. Tom także jest zdezorientowany. Podchodzą do nas jacyś mężczyźni w czarnym garniturach i prowadzą przez tłum ludzi prosto do samochodu, Erick dodatkowo zasłania mnie swoim ciałem. Wsiadamy szybko do Bentleya. Ochroniarz otwiera Tomowi miejsce po stronie pasażera, drugi wpuszcza mnie i Ericka na tył auta. 
-Co to kurwa było? - pyta wkurzony Tom odwracając się do nas.
-Witaj w moim świecie! -  Erick śmieje się w głos, a ja zerkam na Toma przepraszająco. Tego nie mógł się spodziewać. Ja w sumie też nie brałam pod uwagę takich okoliczności. 
-Jak mnie znajomi zobaczą w jakimś plotkarskim portalu to nie darzą mi żyć! -  burczy naprawdę wkurzony.
-Nie ma się co przejmować Tom - próbuję go ugłaskać - Moje zdjęcia też były w gazetach - dodaję.
-Wiem, widziałem! - rzuca ostro.
-Wyluzuj trochę Thomas! To tylko zdjęcia, a to co napiszą to na pewno kompletne głupoty! - wtrąca Erick - Jeśli ktoś w to uwierzy musi być kompletnym idiotą.
-O waszych zaręczynach pisali i to była prawda, tak jak o wielu innych sprawach! - drąży dalej Tom. 
-Tom proszę… -  łapię go za ramię i patrzę błagalnie by nie kontynuował tej głupiej rozmowy. Zapina pas i już nic nie mówi. Ruszamy szybko zostawiając za sobą tłum paparazzich.
-Prasa też zauważyła, że zniknęłaś - Erick zwraca się do mnie.
-Tylko raz sprawdzałam plotkarski portal i znalazłam wtedy zdjęcia z klubu z Vegas… -  odpowiadam próbując wytłumaczyć się. Choć wiem, że to średnia wymówka.
-Informacja, że jesteś w Nowym Jorku na pewno szybko się rozeszła. Będą na nas teraz polować. Prasa prześcigała się w spekulacjach co się stało, że zniknęłaś… -  dodaje Erick i chwyta mnie za dłoń,  a mnie przechodzi ten znajomy dreszcz. Nie chcę puszczać jego ręki i nie robię tego. Nie wiem do czego to wszystko ma prowadzić? Zachowuję się samolubnie chcąc pobyć z nim jeszcze chociaż chwilę? Tak... jestem samolubna, bo wiem, że zranię go w ten sposób jeszcze bardziej. Nic jednak nie poradzę na to, że chcę spędzić ten weekend z nim. Mój, nasz ostatni weekend, a potem zniknę z jego życia. O ile mi na to pozwoli... Mam nadzieję, że da mi odejść ale na razie nie chcę o tym myśleć. Do poniedziałku. 

Jedziemy w ciszy, a ja czuję się bezpiecznie. Erick gładzi moją dłoń i wpatruje się we mnie przez całą drogę. Zerkam na niego gdy przysuwa się bliżej jakby znowu chciał mnie pocałować. 
-Wracamy do domu? - pyta nagle Tom i odwraca się. Gdy widzi, że trzymamy się za dłonie uśmiecha się dyskretnie.
-Uważam, że powinniśmy zanocować w Evans Tower… -  odpowiada Erick - Tam będziemy bezpieczni, a paparazzi nie będą wystawać pod domem rodziców Meg - dodaje. 
-Co to Evans Tower? - dopytuje  Tom.
-Erick ma tam apartament - odpowiadam. 
-Evans Tower? Chyba cały budynek – dodaje cierpko.
-Tak, cały budynek należy do mnie Thomasie -  wyjaśnia Erick, a Tom odwraca się i nic nie mówi. Wjeżdżając w podziemia  budynku ogarnia mnie smutek. Mijamy szereg ekskluzywnych aut,  a ja widzę nowe BMW którego wcześniej nie było albo po prostu nie miałam okazji go widzieć. Przewracam oczami, bo to zapewne kolejna zachcianka Ericka. Dobrze, że nie kupił sobie Audi takiego jak Filip. Cholera Filip! Nagle przypominam sobie, że mają przecież przyjechać dziś tutaj z Gordonem. Na tą myśl od razu się spinam. Jak mam przygotować się na tą konfrontację? Kompletnie nie wiem czego mam się spodziewać, bo nie wiem do czego zdolny jest Filip. Uświadamiam sobie, że po prostu się go boję. Mam wrażenie, że zdolny jest naprawdę do wszystkiego.

Parkujemy zaraz przy windzie. Erick otwiera drzwi i pomaga mi wysiąść. Tom dołącza do nas rozglądając się po ogromnym garażu podziemnym. Widzi samochody i mogę się tylko domyślać co sobie myśli.
-Robi wrażenie - mówi cicho, gdy wjeżdżamy windą na samą górę. Erick został jeszcze chwile na dole i rozmawia z ochroną. Zapewne musi ustalić z nimi kilka spraw przez te nowe okoliczności. 
-Co? - pytam, bo tak naprawdę go nie słuchałam. 
-To wszystko! Luksusowe samochody, restauracje i budynki na własność. Mogę się założyć, że ma też własny samolot i wyspę - dodaje ironicznie ale uśmiecha się przy tym lekko. 
-No ma -  odpowiadam bez namysłu, a Tom gromi mnie wzrokiem.
-Nie uważam się za biedaka ale to jest wręcz przygnębiające. Ciekawe jak to jest mieć wszystko? - opiera się o ścianę windy i drapie po głowie robiąc przy tym słodką krzywą minę. 
-Można mieć wszystko Tom ale nie kupisz jednak tego co najważniejsze… -  uśmiecham się blado. Drzwi windy otwierają się i wchodzimy do holu. Biorę głęboki oddech by się uspokoić. Doskonale znam to miejsce, nic się tu nie zmieniło. Nawet kwiaty na okrągłym stole w holu wciąż są te same. Codziennie ktoś zmienia je na świeże. Tom doznaje kolejnego szoku gdy wchodzimy dalej do kuchni i salonu. W apartamencie jest ciepło i przyjemnie pachnie. W kominku pali się ogień. Nie widzę jednak Flory i nie mam pojęcia co się z nią dzieje. Mam nadzieję, że u niej wszystko dobrze.  Liczyłam, że będzie tutaj. Po chwili siadam przy kuchennej wyspie i obserwuję jak Tom rozgląda się po apartamencie. 
-Jasna cholera! - piszczy podchodząc do okna z którego widać panoramę Manhattanu.
-Fajnie co? - podchodzę do niego i uśmiecham się szeroko - Mówiłam ci o tym widoku gdy zabrałeś mnie na przejażdżkę po Londynie. Pamiętasz? - dodaję. 
-Mógłbym tu mieszkać! -  puszcza mi oczko i obejmuje ramieniem. Wzdycham głęboko i opieram głowę na jego klatce - Kochasz go prawda? - pyta nagle. Spoglądam na niego smutno.
-Bardzo, bardzo go kocham Tom i jest mi z tym wszystkim cholernie źle. Nie wiem czy dobrze robię? - kręcę głową próbując wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie. Takie by Erick cierpiał jak najmniej. To w ogóle możliwe? 
-Może jednak powinnaś zostać? - sugeruje choć wiem, że nie przychodzi mu to łatwo.
-Nie zaczynaj proszę, już postanowiłam! -  burczę ale naszą rozmowę przerywa hałas w holu. Byłam pewna, że to Erick idzie razem z ochroną. Odwracamy się oboje.
-Witaj Megan! -  mówi Gordon i uśmiecha się szczerze na mój widok. Też prawie się uśmiecham gdy dostrzegam kto idzie koło niego.  Zamieram na widok Filipa. Ten jak gdyby nigdy nic przyśpiesza kroku by przywitać się ze mną. Wredny, fałszywy uśmiech nie schodzi mu z twarzy. 
-Cześć mała! – jego głos jest zadowolony, radosny wręcz, a ja ledwo mogę oddychać. Co za bezczelny typ! Co za dupek! Tom nie wie, że jeden z nich to Filip. Może się domyśla ale nawet jeśli to nie ma pojęcia, który to który. Erick patrzy na mnie badawczo, bo zapewne spodziewał się, że nie będę zadowolona z tego spotkania. Powiedziałam mu o tym dosadnie z samego rana. Stoję jak wryta i nie wiem co powiedzieć. Na szczęście to Gordon podchodzi do mnie pierwszy i przytula mnie delikatnie, uważając na rękę w gipsie.
-Dobrze cię widzieć - mówi szczerze, a mi udaje się uśmiechnąć.
-Ciebie też, Gordonie poznaj to Jest Thomas Hook -  przedstawiam zakłopotanego Toma.
-Gordon Fox! - wyciąga dłoń i uśmiecha się przyjacielsko - Jak Nowy Jork? - zagaduje uprzejmie.
-Inspirujący ale i przerażający! - Tom uśmiecha się lekko i luzuje, a oni razem z Erickiem odchodzą na bok. Widzę jak w moim kierunku znowu idzie Filip. Mam ochotę uciec z pokoju i nie patrzeć na niego. Erick wyjmuje z barku butelkę wina i otwiera ją, a ja stoję właśnie twarzą w twarz z człowiekiem przez którego to wszystko się stało.
-Zmieniłaś się… -  mówi podchodząc blisko. Zbyt blisko. Chce mnie objąć ale cofam się stanowczo i rzucam mu spojrzenie pełne złości i żalu.
-Za to ty jesteś taki sam jak zawsze: kłamliwy i wyrachowany - odpowiadam cicho i zaciskam pięści. Cała aż trzęsę się z nerwów i złości.
-Nie rób scen, nikt o niczym nie wie! -  podsuwa się blisko i szepcze.
-Nienawidzę cię! -  warczę przez zaciśnięte zęby. W oczach wzbierają mi łzy. Nie mogę na niego patrzeć, nie dam rady przebywać w jego towarzystwie ani minuty dłużej.
-Odniosłem inne wrażenie... tamtego wieczoru… -  odpowiada zadowolony i posyła mi ten swój pogardliwy uśmiech. 

7 komentarzy:

  1. Mam wrażenie że te wszystkie mdłości spowodowane są ciążą, a znając Ciebie tatusiem bedzie Filip...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie tatusiem będzie Filip (od początku nie przypadł mi do gustu, tylko urwać mu to i tamto, to może by się czegoś nauczył), Erick się zdenerwuje delikatnie rzecz ujmując, rozwali to i owo, ale wychowa jak swoje, przynajmniej taka mam nadzieję. Chociaż zawsze byłam kiepska w przewidywaniu sytuacji.
    Pozdrawiam autorkę, jesteś boska!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę wstaw kolejny jeszcze dziś, bi nie mogę się doczekać co się wydarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że szybko się pojawi nowy rozdział ;/ dzisiaj da rade?

    OdpowiedzUsuń
  5. Prosimy o następny rozdział;) uda się dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń
  6. Obstawiam ciążę. Zachowanie Meg strasznie mnie irytuje jest straszna w stosunku do Erica, jakby to on coś zrobił, a to ona go zdradziła....

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez kitu główna bohaterka przechodzi sama siebie jest irytująca aż do przesady. Troszkę już mi się nudzi jej zachowanie

    OdpowiedzUsuń