Premiera już w lipcu!

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 60

Niedziela ,  3 Listopada

Budzę się, bo jest mi strasznie gorąco. Czuję na sobie czyjąś dłoń, która obejmuje mnie i nie pozwala się poruszyć. Otwieram oczy i widzę Ericka, który obejmuje mnie mocno w talii. Cholera to już rano?
Okna są zasłonięte i nie mam pojęcia, która może być godzina? Nie chcę go obudzić, więc bardzo delikatnie wyswobadzam się z jego objęć. Mruczy coś ale się nie budzi. Na szafce nocnej dostrzegam jego telefon i sprawdzam na nim godzinę. Cholera! Spałam prawie dwanaście godzin! Nie mogę w to uwierzyć. Nie wiem też o której przyszedł do mnie Erick i co wczoraj działo się gdy poszłam spać? Jak Tom zachowywał się wobec FIlipa? I czy w ogóle rozmawiali?  W domu panuje cisza. Wstaję i podchodzę do okna by odsłonić jedno z nich. Krzywię się, bo pogoda nie jest najlepsza. Pada deszcz i jest bardzo ponuro. W sumie co się dziwić skoro mamy już listopad.

Wczoraj minął dokładnie tydzień od moich urodzin. Mam 24 lata, a czasami zachowuję się tak nieodpowiedzialnie, że wiek nie ma tu nic do rzeczy. Mam wrażenie, że przechodzę jakiś bunt...ale w tym wieku to chyba raczej niemożliwe. Nie rozumiem swojego zachowania i tej ucieczki, która do niczego dobrego nie prowadzi. Wiem też jednak, że nie mam w sobie odwagi by przyznać się Erickowi do wszystkiego. Może kiedyś ale nie teraz - powtarzam to w myślach sama do siebie. 

Idę do łazienki, bo strasznie chce mi się siku. Wyjmuję z szafki Ericka dresowe szorty i wsuwam na swój kościsty tyłek, są za duże więc  ściskam je gumką. Wychodzę cicho z sypialni ale w salonie nikogo nie ma. Panuje cisza i spokój, a po wczorajszym spotkani ani śladu. Żadnych kieliszków ani talerzyków. Jestem jednak pewna, że coś pili, bo Erick wyjmował przecież jakiś alkohol z barku. Rozglądam się i postanawiam iść do drugiej sypialni w której powinien spać Tom. Zaglądam dyskretnie i zamiast Toma zastaję śpiącego w najlepsze Gordona. Jestem zaskoczona, bo nie sądziłam, że zostanie na noc. Po sekundzie uświadamiam sobie jedną rzecz. Kurwa mać! To znaczy, że Filip też  tu jest. Śpi gdzieś obok...Wzdrygam się na tą myśl i za żadne skarby nie chcę go spotkać. Kompletnie nie rozumiem o co mu chodzi? Zaczynam podejrzewać, że próbuje mnie dalej wciągnąć w tą nierówną grę w której ja kompletnie nie mam szans. Uświadamiam sobie, że Filip może pogrążyć mnie w każdej chwili i opowiedzieć swoją wersję wydarzeń w taki sposób, że Erick kompletnie mnie znienawidzi. 

Idę niepewnie do kolejnej sypialni i tu akurat zastaję Toma. Leży rozwalony na łóżku i zrzucił z siebie całą pościel. Pierwszy raz widzę go w samych bokserkach. Ma szczupłe ale naturalnie umięśnione ciało. Przyglądam mu się chwile, bo ma taki beztroski wyraz twarzy i jak zwykle lekko pochrapuje. Uśmiecham się i przykrywam go kołdrą. Tom mamrocze coś pod nosem i przekręca się na bok nadal głęboko śpiąc. Będzie miał kaca jak się obudzi? Jestem tego bardzo ciekawa.

Wracam do kuchni by napić się soku porzeczkowego. W lodówce z znajduję jedynie pomarańczowy ale ten także lubię. Jest zimny i jak pyszny jak zawsze. Włączam telewizor w salonie i zerkam na niego z kuchennej wyspy. Leci akurat niedzielny program śniadaniowy: wiadomościach mówią coś o dużych mgłach, które paraliżują lotniska w Nowym Jorku i Chicago. Mam nadzieję, że jutro nie będzie problemów z odlotem, bo nie wyobrażam sobie jakbym musiała zostać tutaj dłużej. Zapewne kompletnie bym się rozkleiła i znając życie... została. Nie mogę tu zostać! Nie mogę! Jeszcze nie teraz. Dopóki sama nie poukładam sobie tego wszystkiego w głowie nie chcę i nie mogę tu wrócić. Doskonale wiem, że Erick zasługuje na prawdę i pozna ją... ale nie dziś i nie teraz. 

-Dzień dobry! -  z moim rozmyślań wyrywa mnie głos Filipa. Podskakuję przestraszona, bo ton jego głosu jest głośny i zdecydowany. Odwracam się niechętnie i patrzę na niego próbując udawać obojętną. W środku jednak cała drżę, bo nie wiem co wydarzy się za chwilę. Nie sądziłam, że będzie tu spał i, że będę musiała oglądać jego zakłamaną gębę od samego rana. Filip jest w spodniach od dresu, bez koszulki i boso. Na ten widok bierze mnie obrzydzenie. Obchodzi wysepkę i staje dokładnie naprzeciwko mnie.
-Zasłaniasz mi! -  warczę i posyłam mu pogardliwe spojrzenie, a nic sobie z tego jednak nie robi, a wręcz uśmiecha się wrednie. 
-Powiedziałaś temu Angolowi -  stwierdza pretensjonalnie i opiera dłonie o granitowy blat. Patrzy na mnie uważnie śledząc każdy mój ruch. 
-No zobacz cholera, powiedziałam! -  odchylam się lekko przybierając obronną postawę. 
-To bardzo niemądre z twojej strony… - dodaje spokojnie, a ja unoszę brew. Kompletnie nie rozumiem tego człowieka.
-Niemądre było to co zdarzyło się tamtego wieczoru! - warczę.
-Ty tak uważasz, dla mnie to było....
-Gówno mnie to obchodzi co to dla ciebie znaczy! - wstaję zdenerwowana.
-Uspokój się Megan. Nie jestem twoim wrogiem mimo tego, że tak myślisz… - gdy Filip podchodzi do mnie, robię krok w tył i pokazuje by się nie zbliżał.
-Filip czy ty jesteś normalny? Czy może cierpisz na jakieś rozdwojenie jaźni? -  pytam naprawdę na poważnie. Może on ma coś z głową?
-Cierpię, bo uciekłaś zostawiając mnie z tym wszystkim… -  ton głosu ma łagodny. Patrzy na mnie i nie widzę już złości ani pogardy, którą dostrzegałam wcześniej. Kompletnie nie rozumiem tego faceta.
-Z czym cię niby zostawiłam? Taki z ciebie bohater, że nawet nie masz odwagi przyznać się, że wiesz dlaczego wyjechałam! – warczę.
-I kto to mówi! - gromi mnie wzrokiem.
-Nie jestem z tego dumna -  mówię skruszona. Przecież ma rację, taki sam ze mnie tchórz jak z niego.
-Masz zamiar mu powiedzieć?
-Nie wiem! -  kręcę głową, znowu mam mętlik.
-Dobrze wiesz, że lepiej żeby nie wiedział - podchodzi do mnie po raz kolejny, a ja robię kolejny krok w tył.
-Nie dotykaj mnie! - syczę.
-Nie chcę cię skrzywdzić -  Filip nadal jest spokojny i opanowany.
-Przestań! Nie wiesz przez co przechodzę! - zamykam oczy i opanowuję łzy.
-Widzę… -  mówi smutno patrząc na moją zagipsowaną rękę i szczupłe ramiona.
-O niczym nie masz pojęcia! - odpowiadam przez zaciśnięte zęby.
-Wiem, że nie pozwolę ci znowu wyjechać… -  stwierdza wprost. Podnoszę wzrok i patrzę na niego z niedowierzaniem. Jestem w kompletnym szoku.
-Co?! - piszczę.
-Wiem, że chcesz wyjechać... ten cały Tom mi powiedział -  znowu robi krok, a ja wpadam na kwiaty stojące na podłodze przy oknie -  Uważaj! - w sekundę jest obok i łapie mnie w pasie.
-Nie dotykaj mnie rozumiesz?! Brzydzę się tobą! - wyrywam się i szybko podchodzę  do kuchennej wyspy. To jak zabawa w kotka i myszkę, a ja właśnie używam kuchennej wyspy jako swojej miotły za którą mogę się schować. 
-Dla ciebie to nic nie znaczyło? - pyta naprawdę smutno. Moje oczy robią się wielkie, bo przez sekundę odnoszę wrażenie, że on naprawdę cierpi. Nie mogę jednak dać się nabrać na te pozory. 
-Owszem znaczyło ale tylko jedno Filip. Znaczyło tyle, że popełniłam największy błąd mojego życia! - krzyczę głośno, a z oczu zaczynają płynąć mi łzy. Filip wykorzystuje moment mojej słabości i ponownie do mnie podchodzi, chwyta moja twarz bym spojrzała mu w oczy.
-Kurwa Meg! Przecież wiem, że nie jestem ci obojętny, a tamten wieczór był na to dowodem! - potrząsa mną jakby próbował przemówić mi do rozumu. Nie jestem w stanie nic odpowiedzieć, bo słyszę nagle dźwięk otwieranych drzwi i krzyk Toma.
-Zostaw ja! - odwracam się i widzę jak biegnie do nas. Jest szybki. Rzuca się na Filipa wymierzając mu cios prosto w szczękę. Ten puszcza mnie i pada na podłogę. Tom dopada go i zaczyna okładać pięściami po całej głowie i twarzy. Krzyczę głośno by się uspokoili, a Filip próbuje bronić się rękoma i rzuca się po podłodze jak dzikie zwierze załapane w pułapkę. Widzę krew, która właśnie poszła z jego nosa. 
-Boże Tom przestań! Nie! - wydaje z siebie jęk bezradności i zasłaniam usta dłonią. Jestem przerażona i nie mam pojęcia co powinnam zrobić.
-Jeszcze raz jej dotkniesz kutasie, to cię zabiję! Rozumiesz?! Rozpierdolę twój popierdolony łeb na betonowym chodniku! - ogarnięty szałem Tom nie przestaje. Filip leży bezradnie i zasłania się tylko przed kolejnymi ciosami. Ten widok jest dla mnie porażający. Nie sądziłam, że Tom można wpaść w taki szał. Wyraz twarzy ma tak zimny i bezlitosny, że sama się boję. Nie wiem czy to wszystko trwa sekundy, a może minuty?  Podnoszę wzrok i widzę Ericka zbiegającego ze schodów antresoli. Krzyczy coś ale nie wiem co. Dopada do Toma i rozdziela ich. Tom nadal rzuca się i krzyczy jakby nic do niego nie docierało. Czuję się jak we śnie... Widzę ruchy warg ale nic nie słyszę, jakby ktoś wyłączył fonię. Z sypialni wypada także Gordon i podbiega do nich. Pomaga Filipowi wstać. Filip ma całą zakrwawioną twarz i klatkę piersiową, z nosa cieknie mu coraz bardziej. Gdy dotyka palcami swojej twarzy i jeszcze bardziej się wkurza. Próbuje się rzucić na Toma, jednak Gordon trzyma go mocno i nie pozwala na kolejną bójkę. Do kuchni wpada ochrona i zabierają Toma i Filipa…gdzieś. Nie wiem gdzie? Tom poddaje się bez walki, Filip  krzyczy jednak i grozi, wyzywa, wyrywając się nadal. Stoję jak wmurowana. Nie mogę się ani ruszyć, ani nic powiedzieć. Gordon patrzy na mnie przerażony, Erick tak samo. Obaj nie mają pojęcia co się stało, a ja zaczynam się trząść i zrobiło mi się przeraźliwie zimno.
-Co to kurwa było? - pyta Gordon odzyskując mowę ale ja dalej stoję jak zaczarowana. 
-Megan co tu się stało?!  - podnosi ton Erick, a ja aż podskakuję.
-Filip, Tom... rzucił się na niego -  odpowiadam drżącym głosem. 
-Pokłócili się?! - pyta dociekliwie, a ja przecież nie mogę nic powiedzieć - Meg powiedz co tu się stało? -  podchodzi do mnie i kładzie dłonie na moich ramionach, a ja wtulam się w niego mocno. Chcę być tak blisko jak tylko się da. Zaskoczony moją reakcją zerka na mnie ale obejmuje, całując po włosach. Jego dotyk sprawia, że puszczają mi hamulce i rozklejam się po raz kolejny. Cichy płacz przeobraża się w głośny lament. Zanoszę się coraz głośniej, łapiąc łapczywie powietrze. Erick bierze mnie na ręce i zanosi do sypialni na antresoli. Gordon zostaje na dole. Nadal jest w kompletnym szoku. Erick siada na łóżku i tuli mnie w swoich ramionach.
-Ciii….Uspokój się maleńka… -  gładzi moje włosy i składa na nich delikatne pocałunki, jeden przy drugim. Jestem roztrzęsiona i kompletnie zaszokowana. Chyba nigdy nie widziałam żadnej bójki, ani kogoś kto wpada w taki szał jak Tom. Boże Tom!
-Gdzie oni go zabrali?! - wyduszam z siebie.
-Spokojnie to była ochrona, nic mu nie zrobią - odpowiada spokojnie Erick.
-Nie mogłam go powstrzymać, wpadł w taki szał... - kwilę.
-Już cichutko skarbie... -  wtulam głowę w jego klatkę piersiową, a jego równomierny oddech pozwala mi się uspokoić. Mija dobrych kilkanaście minut zanim zaczynam powoli zaczynam dochodzić do siebie. Wiem,  że powinnam mu właśnie teraz wszystko powiedzieć. Tchórzę jednak po raz kolejny.

-Chciałabym wrócić do domu…  - mówię cicho, wycierając twarz chusteczką, którą podał mi Erick. 
-To nie jest dobry pomysł Meg. Od wczoraj prasa szaleje gdy zobaczyli nas w restauracji. Przed domem twoich rodziców też już czekają... - odpowiada wprost. Widzę po jego minie, że się martwi. 
-Och - wzdycham.
-Możesz mi teraz powiedzieć co się stało? - sadza mnie obok i trzyma delikatnie za zdrową rękę. Wzruszam ramionami. Co mam mu niby powiedzieć? Prawdę! - krzyczy na mnie moje wewnętrzne "ja" ale nie słucham go. 
-Należało mu się...  - mówię cicho, wzrok wbijam w podłogę.
-Komu? Filipowi? - Erick unosi brew. Jest bardzo zaciekawiony ale i zaskoczony.
-Tak - kiwam niepewnie.
-Zrobił coś głupiego? Powiedział coś? - dopytuje, kompletnie nie rozumiejąc co mam na myśli.
-Pokłócili się i Tom ostro zareagował -  znowu kłamię - Ale należało mu się! - dodaję by go bronić.
-Nie toleruję takiego zachowania, powinienem go stąd wyrzucić. Filip może wnieść pozew o pobicie! - stwierdza zdenerwowany. Niech tylko spróbuje wnieść pozew to ja już mu urządzę piekło, nie odważy się. Jest za tchórzliwy.
-Nie sądzę by to zrobił...
-Mam taką nadzieję, nie chce kolejnej afery! -  wzdycha głośno - Przestraszyłem się słysząc hałas z dołu, nie domknęłaś drzwi i się obudziłem - dodaje i i ponownie mnie przytula.
-Wiesz, że wyjadę, prawda? - mówię nagle. Chyba nie znajdę lepszego momentu by mu to uświadomić.
-Nie chcę tego słuchać! - warczy i od razu cały się spina. Wiem, że nie będzie łatwo.
-Ericku! Nie chcę się kłócić, nie mam na to siły... - mówię błagalnie. 
-Zobacz co się z tobą stało przez ten czas! Wychudłaś, jesteś blada i słaba. No i ta ręka, siniaki! Nie możesz wyjechać! - Erick wstaje gwałtownie i zaczyna nerwowo chodzić po pokoju.
-Nie zmienię zdania, już postanowiłam...
-Masz zamiar zamieszkać tam na zawsze? - zaskakuje mnie tym pytaniem. Czyżby obrał inną taktykę? 
-Nie wiem - wzruszam ramionami.
-Gdzie ty tam w ogóle mieszkasz? - pyta dalej, patrząc wprost na mnie. 
-U rodziców Toma, pomagam im w kawiarni - przyznaję. 
-W kawiarni? Ambitnie… -  bąka złośliwie, a ja powstrzymuje się by czegoś nie odpowiedzieć.
-Tak w kawiarni. To fajna praca, wśród ludzi. Niezłe napiwki… -  sama nie wiem czemu mu to mówię?
-Nie musisz pracować, nie powinnaś… - Erick kręci głową jakby walczył z myślami.
-To moja decyzja. Proszę przyjmij ją do wiadomości -  stwierdzam pewnie i wstaje w łóżka.
-Czyli to koniec, tak? - chwyta mnie za dłoń i patrzy na mnie w taki sposób, że znowu ściska mnie w żołądku. W jego spojrzeniu widzę błaganie bym nie odchodziła. 
-Tak -  wypowiadam te słowa najbardziej nieczule jak potrafię. Doskonale wiem, że Erick wyczułby najmniejsze zawahanie w moim głosie. Choć w środku cała drżę i chce mi się krzyczeć w tym momencie przybieram maskę zimnej suki. 
-To po co to wszystko?! - puszcza mnie i pyta rozżalony.
-Nie miałam zamiaru się z tobą spotykać. Sam przyjechałeś i wymusiłeś na mnie rozmowę…- nie wiem jakim cudem te słowa przechodzą mi przez gardło. 
-Osaczyłem cię tak? Czułaś się jak w klatce? -  pyta bezradnie. Na twarzy maluje mu się cierpienie, które mnie prawie zabija. O Nie! Tylko nie to!
-Nie mogę tak żyć. Chcę sama o sobie decydować – kłamię mu w żywe oczy. Nienawidzę siebie za to, że jestem takim tchórzem! On też mnie znienawidzi gdy dowie się wszystkiego. 
-Ja po prostu chciałem zapewnić ci bezpieczeństwo… - jego głos to prawie szept. Cała drżę ale nie daję się ponieść emocjom.
-Po prostu nie jesteśmy dla siebie - mówię zimno i kieruję się do drzwi.
-Zawsze będę na ciebie czekał… -  jego słowa to jak cios w samo serce. Biorę oddech i całą swoją wolną wolę motywuję by się nie odwrócić i nie spojrzeć na niego. Wiem, że on właśnie na to czeka ale wtedy zatrzymałby mnie. Nie mogę na to pozwolić. Zaciskam pięść i wychodzę. Na dole widzę Gordona, który rozmawia z Tomem. Obaj mają niewyraźne miny. Filipa na szczęście nie widzę. Schodzę bez słowa i przechodzę obok nich prosto do holu.
-Meg! - krzyczy za mną Gordon.
-Mógłbyś wezwać dla nas taksówkę? - pytam smutno.
-Jaką taksówkę? Nie możesz stąd wyjść, zjedzą cię na dole żywcem -  podchodzi do mnie na bezpieczną odległość. Tom przypatruje się nam z kuchni. Po jego furii nie ma już ani śladu.
-Jutro mamy lot, a ja nie mogę tu zostać - Gordon patrzy jakby nie rozumiał co mówię. Próbuje wyciągnąć ze mnie jakieś informacje ale ja milczę. Tom podchodzi i prosi Gordona by dał nam chwilę, a ten niechętnie wycofuje się do kuchni.
-Chyba jednak nie powinniśmy wracać. Mówili, że przed domem twoich rodziców też są paparazzi- mówi Tom. Dopiero teraz dostrzegam jego zabandażowaną dłoń. 
-Aleś mu przyładował! - stwierdzam, a Tom podchodzi blisko i przytula mnie bez słowa. 
-Należało się sukinsynowi. Trafił do szpitala, bo chyba złamałem mu nos - duma w jego głosie sprawia, że zaczynam się śmiać. To fakt... należało mu się ale...
-Możesz mieć przez to problemy.
-Nie sądzę by wniósł pozew, wiesz dlaczego - odpowiada. 
-Wiem, wiem. Więc co robimy? - podnoszę głowę by spojrzeć na niego. 
-Pojedźmy do jakiegoś hotelu, skoro nie chcesz zostać tutaj.
-Nie mogę, a nie, nie chcę… -  wzdycham wymownie - Chyba nie mam już za bardzo pieniędzy, nie wiem czy starczy na hotel? - krzywię się. 
-Spoko, o to się nie martw! - Tom posyła mi pocieszający uśmiech.  Rozmawiamy jeszcze chwile, Erick nadal siedzi w sypialni. Wracamy do kuchni, gdzie Gordon rozmawia przez telefon. Atmosfera jest dla mnie mało komfortowa. Tom szuka w swoim smartfonie jakiegoś najbliższego hotelu, byśmy mogli tam przenocować. W pewnym momencie widzę jak drzwi od sypialni otwierają się i wychodzi z nich Erick. Ubrany w garnitur, włosy ma jeszcze mokre od prysznica. Schodzi powoli i w ogóle na mnie nie patrzy.
-Nie musicie się tułać po hotelach, zostańcie tu do jutra. Rano ochrona odwiezie was na  lotnisko, polecicie moim samolotem -  oznajmia. Staram się nie zareagować zbyt widocznie ale Tom aż rozchyla usta ze zdziwienia. 
-Naprawdę nie trzeba, poradzimy sobie - odpowiada Tom. 
-Proszę cię tylko o jedno Thomasie, opiekuj się nią… -  dodaje szybko, a mi znowu pęka serce. Kurwa mać! Nie mówię nic, bo nie wiem co powinnam w tym momencie zrobić. Erick wychodzi do holu, przywołuje windę i znika w niej. Gordon przeprasza nas i pędzi za nim. Tego to się naprawdę. nie spodziewałam. Wymieniam się z Tomem pytającymi spojrzeniami. 
-Chcesz tu zostać? - pyta po chwili. 
-W sumie chyba tak będzie lepiej. Nie wyjdę na większą zimną sukę niż teraz jeśli tu zostaniemy...
-Przestań! - gani mnie Tom. Spoglądam na niego żałośnie. 
-No dobra, dobra. Możemy zostać - wzruszam ramionami. 
-A co z tym prywatnym samolotem?
-Mi obojętne - dodaję. 
-Wiesz jeśli mam wybór: tułać się z przesiadką w klasie ekonomicznej, a lecieć bezpośrednio prywatnym odrzutowcem to chyba wybór jest oczywisty! - uśmiecha się żeby mnie rozweselić. 
-Ok, to zawsze wygodniej - nie odwzajemniam jednak tego uśmiechu i siadam przy wyspie. Chowam twarz w dłonie i muszę się chwilę uspokoić. Nie sądziłam, że Erick tak łatwo odpuści ale to będzie dla niego lepsze. Im szybciej wyjadę tym prędzej on zapomni i będzie mógł wrócić do swojego "normalnego" życia. 

8 komentarzy:

  1. o nie, nie, nie odpuści........po prostu urażona męska duma........ale zapewniam, że mija. A Filip.......szkoda, że mnie tam nie było........dołożyłabym z drugiej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Należało się temu kretynowi,szkoda że to tylko nos ,ja urwałabym mu jaja 😬

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosze powiedz ze to sie tak nie skonczy niech ona mu powie wreszcie :-) szkoda ze Toma odciagneli nalezalo mu sie bardziej

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale przykry ten rozdział;(( moim zdaniem Meg jest sama sobie winna. Po części sama doprowadziła do tej sytuacji z Filipem, sama mu się poddała w Vegas i nie potrafiła powiedzieć NIE jak szła z nim do łóżka, swoim zachowaniem w pełni wyraziła na to zgodę. Powinna wziąć odpowiedzialność za własne czyny, a nie robić z siebie ofiarę i wielką pokrzywdzoną. Dlatego też wkurzyło mnie to, że Tom tak pobił Filipa, nie powinien się wtrącać. Tylko Erick miał do tego prawo, gdyby oczywiście wiedział. On na tym najgorzej wyszedł, biedak obwinia się o wszystko, że to z jego winy. Głupia ta Meg. Mam nadzieję, że się szybko ogarnie i nie wróci do Londynu. Erick zasługuje na prawdę, pewnie z miłości wybaczyłby jej... Kasiu kiedy następny? Proszę nie każ nam długo czekać;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział pełen emocji co do Filipa dwa słowa "brawo Tom". Rozumiem poczucie winy Meg co do tego co zrobiła ale trochę przesadza powinna mu powiedzieć. Zastanawia mnie tylko zachowanie Erika co on postanowił i jak dalej rozegra się historia. Kasiu proszę o następny rozdział El@

    OdpowiedzUsuń
  7. Niech będzie Meg z Ericiem nooo....

    OdpowiedzUsuń
  8. No nareszcie ktoś mu przywalił, należało się sukinsynowi. Ale moim zdaniem Meg powinna w końcu powiedzieć prawdę Erickowi.
    Nie mogę się doczekać kolejnego

    OdpowiedzUsuń