Premiera już w lipcu!

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 62

Poniedziałek ,  4 Listopada

Właśnie wsiadamy na pokład prywatnego samolotu Ericka, a Tom chyba nie może uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Rozgląda się i ma taką minę, że chce mi się śmiać. Rano znowu wymiotowałam po tym jak Tom wmusił we mnie śniadanie. Żołądek mam zaciśnięty i znowu się stresuję, bo cholernie boję się latać. Na lotnisko odwiózł nas ochroniarz, którego wcześniej nie znałam. Samolot wzbija się w powietrze kilka minut po dziesiątej rano. Mamy lecieć jakieś dziesięć godzin, więc mamy dużo czasu. Tom ogląda film, a ja słucham muzyki i próbuję się zrelaksować. Muszę sobie kupić lepszą komórkę i wyrobić nowy numer telefonu. W głowię robię listę rzeczy, które muszę zrobić w pierwszej kolejności. Oddać Tomowi pieniądze za bilety, których i tak nie wykorzystaliśmy, bo wracamy samolotem Ericka. Było za późno by je zwracać i pieniądze przepadły. Przez lotem wzięłam coś na uspokojenie i sen dopada mnie bardzo szybko. Przysypiam w fotelu słuchając najnowszej płyty Adele. 

Prywatne samoloty to naprawdę dobra rzecz. Nie trzeba tułać się na lotniskach, nie ma przesiadek i niebezpieczeństwa zgubienia bagażu. Stewardessa skacze koło nas, co chwila proponując napoje i przekąski. Na pewno Erick to wszystko zaplanował. Tylko po co? Ciekawe w jaki sposób będzie mnie kontrolował w Londynie? Bo jestem przekonana, że będzie tak właśnie będzie.

Kilka minut przed dziesiątą wieczorem podchodzimy do lądowania. To jakieś małe, prywatne lotnisko, tuż pod Londynem. Podjeżdża pod nas czarny Mercedes.
-Tak będzie już zawsze? - pyta Tom gdy wsiadamy do auta. Pogoda jest typowa dla Londynu, ponuro, deszczowo i chłodno. 
-Nie wiem -  wzruszam ramionami.
-On zrobi wszystko by nawet tutaj cię chronić. Zadzwoń do rodziców… - stwierdza i uśmiecha się podając mi swój telefon.  Wybieram numer z pamięci i dzwonię do taty. W Nowym Jorku jest cztery godziny wcześniej i rodzice na szczęście jeszcze nie śpią. Rozmowa nie trwa długo, a ja słyszę to samo co podczas naszej ostatniej rozmowy przed wylotem: mam oczywiście o siebie dbać i odzywać się często. Tata prosi także bym dała mu Toma do telefonu. Jestem nieco zaskoczona, a Tom odpowiada półsłówkami, bym nie wiedziała o czym mówią. Nie dociekam jednak o co chodzi, bo mogę się domyślić. Tata pewnie prosi Toma by się mną opiekował i doskonale to rozumiem. 

Dojeżdżamy pod kamienicę Hooków kilka minut przed północą. Kawiarnia jest już zamknięta ale widzę jednak światło palące się w kuchni. Kierowca wnosi nasze bagaże na schody i zostawia przed drzwiami. Szybko żegna się i odjeżdża.
-Witaj w domu! -  uśmiecha się radośnie Tom i otwiera przede mną drzwi. W progu rzuca się na nas jego mama, prawie płacze, jakby nie widziała syna miesiącami.
-Dobrze, że już jesteście dzieciaki! -  mówi pan Hook i również nas ściska.
-Pewnie jesteście głodni, zrobiłam twoje ulubione klopsiki synku! - dodaje pani Hook i wszyscy przechodzimy do kuchni. Pachnie tutaj świeżym ciastem i obiadem. Mimo cudownych zapachów ja kompletnie nie jestem głodna, bo w samolocie obiedliśmy się z Tomem różnych różności. 
-Mamo jesteśmy padnięci. Nie obraź się, ale najchętniej poszlibyśmy spać… -  Tom patrzy przepraszająco na swoją mamę. Wiem, że nie chce jej urazić. 
-Myślałam, że opowiecie nam jak było. Jaki jest ten wasz cały Nowy Jork? -  wzdycha zawiedziona.
-Claro dajmy im dziś spokój, lecieli ponad dziesięć godzin - Pan Hook podchodzi do żony i całuje ją w dłoń, a mi od razu robi mi się ciepło na sercu. Kochają się tak jak moi rodzice. Są kompletnie inni ale widać, że wzajemnie się szanują i są szczęśliwi.
-No dobrze… -  uśmiecha się i nakrywa ciasto kuchenną ściereczką - Thomasie dzwoniła do ciebie Lily, prosiła byś zadzwonił jak wrócisz… -  dodaje i zaczyna krzątać się po kuchni. Tom zastyga zaskoczony tym co usłyszał. Nic jednak nie mówi, a my żegnamy się i idziemy razem na górę.
-To ta Lily o której myślę? - pytam cicho gdy jesteśmy na schodach. 
-Yhym...- mruczy ale minę ma nieodgadnioną.
-Zadzwonisz do niej?
-Nie wiem, nie mam pojęcia czego może chcieć? -  wzrusza ramionami - Dobranoc Meg.
-Dobranoc. Dziękuję za wszystko! - całuje go w policzek i wbiegam szybko na samą górę. W pokoju czuję zapach świeżej pościeli. Uśmiecham się szeroko, bo pani Hook o wszystkim zawsze pamięta. Przebieram się szybko w koszulkę Ericka i kładę do łóżka. Mama spakowała mi w torbę sporo moich ubrań, laptopa oraz moje ulubione książki i płyty. W boczną kieszonkę wsunęła mi także ramkę z naszym rodzinnym zdjęciem i kilkoma mniejszymi z różnego okresu mojego życia. Stawiam je na szafeczce obok łóżka. Największa z z nich to kolażem zdjęć z całego mojego życia, są na nim wszyscy: Kim, rodzice, nawet babcia i dziadek. Znowu uśmiecham się na ich widok. Przyglądam się im chwile i od razu jedyne co przychodzi mi na myśl to to, że nie mam żadnego zdjęcia Ericka. Może to i lepiej? Nie będę się tak dołować. Leżę tak dłuższy czas aż w końcu zasypiam przy zapalonej lampce nocnej.

Wtorek ,  5 Listopada

Cholera znowu mi niedobrze! Budzę się o świcie i pędzę do łazienki. Strasznie mnie to denerwuje, bo ten cały stres mnie w końcu wykończy. Prawie codziennie mi się to ostatnio zdarza. To wszystko przez nerwy. Mój żołądek daje mi nieźle popalić. Czasami mam wrażenie, że to jakiś rodzaj kary, którą wymierza mi moje własne ciało. Myję zęby i wracam jeszcze do łóżka. Kręcę się jednak i nie mogę już zasnąć. Mam kilka spraw do załatwienia więc niechętnie ale zwlekam się z łóżka.. Na dworze jest zimno i deszczowo. Biorę prysznic starając się nie zamoczyć gipsu, co nie wcale nie jest takie łatwe. Rozpakowuję swoje ubrania, które przywiozłam z Nowego Jorku ale większość z nich jest na mnie za duża. Cholera! Mogłam to przecież sprawdzić i nie kłopotać mamy by je pakowała. Ubieram się w czarne materiałowe spodnie, kremową koszulę z czarnym kołnierzykiem i sweterek. Układam włosy tak jak mogę najlepiej, jedną ręką. No nie jest tak źle...Mrugam do siebie w lustrze. Gdyby nie to, że jestem taka blada...

Schodzę na dół ale w kuchni nikogo nie ma. Państwo Hook na pewno są w kawiarni albo załatwiają swoje sprawy. Wiem, że niedaleko od domu jest centrum handlowe i stwierdzam, że tam załatwię najważniejszą dla mnie dziś sprawę, czyli załatwienie nowego telefonu i numeru. Tom jeszcze śp i nie chcę go budzić. Musi chyba odespać te wszystkie emocje jakie mu zafundowałam tym wyjazdem do Nowego Jorku. Jestem ciekawa czego chciała od niego ta cała Lily? Opowiadał mi o niej trochę. To jego wielka miłość ale  pewnego dnia wyjechała i zostawiła go bez słowa, a  teraz tak nagle się odzywa. To dziwne i nieco podejrzane. Zapytam o nią Toma jak wrócę z zakupów.

Zakładam botki i dłuższy płaszczyk. Pogoda jest mało przyjemna ale chcę załatwić dziś ten telefon. Zostawiam na stole w kuchni kartkę, że niedługo wrócę i gdzie jestem. Wpadam na chwilę do kawiarni by przywitać się z dziewczynami. Cieszą się na mój widok i pytają kiedy wrócę do pracy. Niestety będę mogła do niej wrócić dopiero jak zdejmą mi gips... czyli za jakieś pięć tygodni. Wychodząc biorę parasol, bo zaczyna kropić i idę do głównego skrzyżowania. Wsiadam w autobus, który podwozi mnie pod samo centrum handlowe. Ze świadomością, że nie muszę się ukrywać przez Erickiem jest mi wiele łatwiej gdziekolwiek tutaj pojechać.  Zastanawiam się tylko czy tu w Londynie paparazzi mnie rozpoznają? To gdzie jestem wie tylko moja rodzina, Gordon no i Erick oczywiście. Myślę, że ten samolot, ochrona i podstawiony samochód to próba ukrycia mnie przed prasą. Środki bezpieczeństwa, które dla Ericka są koniecznością. Muszę w sumie uważać, bo jeśli prasa  dowie się gdzie się znajduję, to będą wystawać pod domem i nie dadzą żyć mnie, a tym samym utrudnią życie Hookom. Tego naprawdę bym nie chciała. Nie chcę burzyć idealnej harmonii i spokoju w ich życiu.

Znajduje salon z telefonami i przeglądam modele. W Nowym Jorku używałam Iphona ale teraz mnie na taki nie stać.
-Mogę w czymś pomóc? - podchodzi do mnie młody, wysoki, mężczyzna. Ma włosy koloru ciemnego blondu i niebieskie oczy. Bardzo wysportowana sylwetka przebija spod firmowej koszulki, do której przyczepioną ma plakietkę z napisem "Brayan - kierownik". 
-Poszukuję telefonu - uśmiecham się miło.
-Ma pani na myśli jakiś konkretny model? - staje dokładnie na przeciwko mnie i przygląda się uważnie.
-Nie za drogi, model nie jest ważny.
-Standardowa klawiatura czy dotykowy? - pyta dalej.
-Używałam kiedyś Iphona więc może być dotykowy. Najlepiej z białą obudową i nie droższy niż pięćset dolarów... znaczy funtów - poprawiam się.
-Amerykanka? - pyta nagle i uśmiecha się szeroko.
-Tak… - kiwam głową i patrzę na niego niepewnie.
-Miło widzieć rodaka na obczyźnie - spogląda na mnie znowu - Znaczy rodaczkę w dodatku śliczną - wyciąga do mnie dłoń - Jestem Brayan.
-Megan - bąkam i podaję mu lewą.
-To coś poważnego? - pyta pokazując na mój gips.
-Jest złamana, na szczęście nie poważnie. Dziękuję… - nie wiem czemu ale czuje się niezręcznie. Dlaczego sprzedawcy zawsze do mnie zagadują? Wyglądam na taką, która potrzebuje pomocy? - Polecasz któryś model? - zmieniam temat. Brayan peszy się widząc, że nie reaguję na jego dziwny komplement i wraca do formalnego tonu. Pokazuje mi kilka telefonów, a ja decyduje się na model Sony białej obudowie. Kupuję także nowy starter na kartę. Nie mogę wziąć nic na abonament, bo mam na umowie fałszywe nazwisko. Brayan pokazuje mi jak go obsługiwać, to dość proste ale odnoszę wrażenie, że przedłuża tą chwilę by gapić się w mój dekolt, mimo tego, że nie jest duży. To takie wkurzające.
-Długo mieszkasz w Londynie? - pyta, gdy jesteśmy już przy kasie.
-Od jakiegoś czasu - rzucam zdawkowo, odwal się koleś!
-Jeśli chcesz mogę pokazać ci miasto, znam je dość dobrze - proponuje i opiera się o ladę. Gdy bierze gotówkę z mojej dłoni specjalnie robi tak, by jej dotknąć.
-Dziękuję ale nie potrzebuję przewodnika - uśmiecham się by go nie urazić. Mam chyba paranoje albo on naprawdę mnie podrywa. 
-Rozumiem - słychać w jego głosie rozczarowanie. Czy w Europie ludzie uważają Amerykanki za łatwe? To pierwsze co przychodzi mi na myśl.
-Jest na niego jakaś gwarancja?
-Tak dwa lata. Chcesz może do niego etui? - pyta, a ja zaglądam do portfela w którym zostało mi niecałe pięćdziesiąt funtów. Kompletnie się spłukałam -  Masz w prezencie -  podaje mi skórzane etui i uśmiecha się zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. 
-Nie, naprawdę nie trzeba, ile ono kosztuje? - jestem zaskoczona i zmieszana. To naprawdę przedziwna sytuacja. 
-Jeden śliczny uśmiech -  odpowiada pewny siebie, a ja mrużę oczy. 
-Posłuchaj Brayan... - odpowiadam zirytowana - Nie szukam tu przyjaciół ale dziękuję za chęci - dodaję może nico zbyt ostro. 
-To tylko etui! - unosi zabawnie brew. Chyba nie spodziewał się takiej reakcji. Może jestem przewrażliwiona ale mam dość takich dziwnych podchodów ze strony facetów.  Biorę etui do ręki i patrzę na cenę, 14.99 funta. Wyjmuje z portfela 20 i kładę na ladzie.
-Dzięki za pomoc. Miłego dnia - mówię i wychodzę szybko ze sklepu. Widzę w odbiciu witryny, że Brayan uśmiecha się i pociera dłonią brodę. Nie oglądam się, bo nie chcę by odebrał to jako flirt czy cokolwiek w tym rodzaju.  Kompletnie nie rozumiem facetów. Nie umiem wyczuć ich prawdziwych intencji i nigdy nie wiem, czy to co robię przypadkiem nie jest odbierane inaczej niż bym tego chciała.  Jedynie Tom jest dla mnie do rozgryzienia. Jak poznałam Ericka też, nie wiedziałam o co mu chodzi. Nie wspominając o Filipie, który jest dla mnie największą zagadką pod słońcem.

W portfelu zostało mi 35 funtów, nie za wiele. Jestem na zwolnieniu lekarskim więc nie mam pieniędzy z napiwków, a do wypłaty jeszcze trochę czasu. Cholera! Czuję się jak na studiach, tyle że wtedy zawsze mogłam zadzwonić do rodziców i poprosić o pomoc. Teraz na pewno tego nie zrobię. Nie dam im kolejnego powodu do zmartwień. Wychodząc z centrum handlowego zauważam McDonalda, a że nadal uwielbiam ich szejki, kuszę się i idę po jednego. Truskawkowe są najlepsze! Wychodzę szybko i pędzę na przystanek do autobusu. Właśnie zaczął padać deszcz i jest bardzo  nieprzyjemnie. Po drodze zachodzę jeszcze do kawiarni i biorę od dziewczyn kilka świeżych bułek by zrobić nam z Tomem śniadanie. Przechodząc z kawiarni do domu, dostrzegam tego samego czarnego mercedesa, który odwoził nas wczoraj z lotniska. Albo mi się wydaje? Nie mam pewności, bo przyciemniane szyby zasłaniają osobę, która siedzi w środku, a rejestracji nie zapamiętałam. Przyglądam się dłuższą chwilę. Nie no… chyba mi się wydaje. Nie wpadaj w paranoje Meg!  Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. Wbiegam po schodach do drzwi. Zdejmuję buty i płaszcz w korytarzu, a z kuchni dobiegają mnie odgłosy gotowania. Wchodzę i widzę jak Tom robi coś przy kuchence.
-Cześć! - witam się serdecznie i uśmiecham.
-W samą porę, właśnie podaję! -  odwraca się i również uśmiecha.
-Co tam upichciłeś? - zaglądam mu przez ramię.
-Jajka sadzone na bekonie, chciałem zrobić ten twój omlet ale nie pamiętałem jak - marszczy się słodko. 
-Przyda się - podaje mu torbę z pieczywem.
-Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. Idealnie się uzupełniamy! - puszcza mi oczko i śmieje tak wesoło, że i ja zaczynam się śmiać. Nakłada jajka na talerze, nalewa herbaty i kroi pieczywo. Pachnie przepysznie i również tak smakuje. Naprawdę zaimponował mi tym, że potrafi zrobić takie śniadanie. Patrzy na mnie zadowolony, bo zjadam wszystko i mam ochotę na dokładkę.
-Apetyt ci wraca! -  dogryza mi w żarcie, smażąc kolejne jajko.
-To chyba dobrze? -  rzucam mu spojrzenie i śmieje się cicho.
-Wszystko ci chudnie, tylko nie biust! -  stwierdza nagle, a ja prawie krztuszę się kawałkiem bułki.
-Gdzie ty patrzysz, zboczeńcu!? - besztam go żartobliwie. 
-No co! Jestem tylko facetem!  - udaje niewiniątko, a ja śmieję się jeszcze bardziej - Widziałem cię przecież pod prysznicem po wypadku - dodaje by nie mnie urazić. 
-Tom ja żartuje! - odpowiadam, a Tom wzdycha z ulgą. 
-Swoją drogą w ogóle nie jesteś podobna do swojej siostry, jesteście kompletnie inne.
-Wszyscy to mówią - wywracam oczami - Uważaj, bo spalisz moje jajko! - upominam go, gdy patelnia zaczyna dymić.
-Cholera! - odwraca się i próbuje uratować moje śniadanie. Śmieje się z niego, bo kompletnie nie ma obycia w kuchni. Kończymy śniadanie, a ja wstawiam naczynia do zmywarki. Co będziemy robić przez te kolejne dni? Tom na pewno wróci do pracy, a ja? Chyba zanudzę się sama na śmierć.

Dziś jednak Tom na jeszcze wolne więc do południa siedzimy w kuchni, rozmawiając o weekendzie pełnym emocji. Tom na szczęście nie prawi mi kazań i stara się nie wspominać o Ericku. Całkowicie za to jedzie po Filipie i nie zostawia na nim suchej nitki. Musi się najwidoczniej po prostu wygadać.
-No mówię ci Meg, myślałem, że go tam zabiję! - mówi cały podekscytowany.
-Wiem Tom… - przytakuje, ale chyba nie mam ochoty o nim więcej słuchać.
-Przepraszam rozgadałem się - na szczęście zauważa moją niechęć - Chyba zadzwonię dziś do Lily... - zmienia temat.
-Jesteś tego pewny? - patrzę zatroskana. Nie chce by cierpiał, a wiem, że bardzo go skrzywdziła. Czego może od niego chcieć? 
-Chcę wiedzieć czego chciała. Może coś się stało? - wyraz twarzy od razu się zmienia, posmutniał. Dokładnie widać to w jego oczach. 
-Zadzwoń teraz, będziesz miał to z głowy - rzucam pomysł i podaje mu jego telefon. Bierze go niepewnie i patrzy  na mnie - No już dzwoń, potem ja zadzwonię do rodziców -  dodaję próbując dodać mu otuchy. Wybiera z listy jej numer, nadal ma ją zapisaną jako „Słoneczko”, to takie słodkie. Patrzę na niego uważnie i widzę, że o czymś myśli. Jakby się obawiał tego co może usłyszeć. Ku mojemu zdziwieniu nie wychodzi z kuchni, tylko siada przy mnie i naciska zieloną słuchawkę. Lili odbiera po kilku  sygnałach. Jestem zaskoczona jeszcze bardziej, gdy Tom bierze rozmowę głośnomówiący, bym wszystko słyszała. 
-Halo!? - słyszę piskliwy głos i od razu chce mi się śmiać.
-Cześć Lil tu Thomas. Dzwoniłaś - mówi patrząc na mnie.
-O cześć Tom, mama ci przekazała?
-Tak. Dzwonię dopiero teraz, bo wczoraj wieczorem dopiero wróciłem.
-Byłeś w Nowym Jorku? - pyta niepewnie.
-Tak, czemu pytasz? - Tom zerka na mnie i wzrusza ramionami. Oboje nie wiemy o co jej chodzi.
-A nic tak pytam.
-Skąd wiesz, że tam byłem? - unosi brew. 
-Zadzwoniła do mnie Anna i powiedziała, że widziała twoje zdjęcia na portalu plotkarskim! - Tom robi wielkie oczy, a ja wiem, że się na mnie wkurzy. Przecież to przeze mnie - Zostałeś celebrytą - dodaje z radością w głosie, po czym znowu zaczyna dziwnie chichotać. 
-O co ci chodzi Lil? Dzwoniłaś tylko po to by powiedzieć, że widziałaś mnie na jakimś durnym portalu? - warczy zdenerwowany.
-Od kiedy taki poważny jesteś? Twoja nowa dziewczyna cię tak zmieniła? - wypala Lil. Ton ma złośliwy, a ja mało nie parskam śmiechem. Ona jest zazdrosna! Myśli, że jesteśmy razem i próbuje go wybadać - Nie sądziłam, że tak szybko sobie kogoś znajdziesz. Chude blondynki nigdy nie były w twoim typie - dodaje sarkastycznie.
-Najwidoczniej obrzydziłaś mi pulchne, wysokie brunetki! – burczy, a ja prawie spadam z sofy. Trącam go w ramię i ganię wzrokiem. 
-Chamstwa też cię nauczyła widzę! -  prycha obrażona - Macie jakiś układ z tym milionerem? Raz ty,  a raz on ją bzykacie? - pluje jadem, bo chyba trafił w jej czuły punkt.
-Nie twój interes! -  rzuca zimno Tom.
-Dobrze wiesz, że nikt nie będzie dla ciebie lepszy ode mnie - ona brnie dalej w tą bezsensowną rozmowę. 
-Ty tak uważasz, najbardziej zapatrzona w siebie i samolubna osoba jaką znam. Jeśli masz zamiar gadać takie głupoty to lepiej się rozłącz. Najwidoczniej w ogóle mnie nie znasz Lily. 
-Znam bardzo dobrze, byliśmy razem dwa lata - mówi z wyrzutem. 
-I ty zakończyłaś związek - odpowiada smutno Tom. 
-Wiem... - Lily wzdycha i urywa w pół słowa - Chciałabym się spotkać Tom. Będę w Londynie pod koniec tygodnia - dodaje, a on patrzy na mnie wyczekująco, jakby chciał bym zadecydowała za niego. Wzruszam ramionami, bo nie chcę się wtrącać. 
-Nie wiem czy będę mógł. Dam ci znać do piątku - wymiguje się od odpowiedzi.
-Znajdź dla mnie chwilę, proszę… -  głos Lily brzmi tak słodko, że chce mi się rzygać. Widzę jednak, że na Toma to działa. 
-Postaram się Lil.
-Trzymam cię za słowo! -  krzywię się słysząc znowu ten piskliwy ton.
-Odezwę się.
-Buziaki Tom! - rzuca i rozłącza się. Siedzimy tak chwilę nic nie mówiąc ale Tom uśmiecha się głupkowato.
-Ale z ciebie palant! - daje mu kuksańca w bok.
-Dlaczego?! - patrzy zaskoczony.
-Nie mówi się dziewczynom, że są grube czy pulchne! - ganie go za ten przytyk. 
-Ona uważa, że jesteś moją dziewczyną! Chciałem jej dogryźć za to co powiedziała.
-Jest zazdrosna - próbuje ją wytłumaczyć.
-I dobrze! Niech nie myśli, że nie jestem w stanie nikogo  sobie znaleźć. Wszyscy znajomi mi mówili, że nie jest dziewczyną dla mnie, że mnie wykorzystuje i okłamuje, a ja tego nie widziałem.
-Ale kochasz ją -  stwierdzam wprost. 
-Nie wiem, teraz już sam nie wiem - wzrusza ramionami i spogląda na mnie - Byliśmy razem długo. To był mój taki pierwszy poważny związek... -  Tom wstaje i podaje mi dłoń -  Nie chce mi się o niej gadać. Choć pojedźmy zrobić zakupy na obiad.
-Spotkasz się z nią? - nie odpuszczam.
-Może? -  zamyśla się na chwilę -  No już, ruszaj się chuda blondyno! - pociąga mnie za zdrową rękę i pomaga wstać. Oboje śmiejemy się w głos. Tom potrafi mnie naprawdę rozbawić i za to go uwielbiam. Szybko zbieramy się do wyjścia. Po drodze mówię Tomowi, że nie mam już kasy na jakiekolwiek zakupy ale on gani mnie i mówi, że to nie problem. Jest mi naprawdę niezręcznie, Tom zapewnia mnie jednak, że mam się o to nie martwić i jeśli tylko będę potrzebowała, mam się do niego o to zwrócić. Kawiarnia przynosi im naprawdę niezłe zyski, a rodzice Toma dużo w nią inwestują, co przynosi efekty. Dobrze widzieć, że nieźle im się wiedzie. To ważne w tych czasach by czuć stabilność finansową we własnej rodzinie. 

W centrum handlowym idziemy do wielkiego hipermarketu. Hookowie pojechali na cały dzień na jakieś targi kawy, czy coś w tym rodzaju, i wrócą dopiero późnym wieczorem. Nie znam dobrze tego centrum handlowego ale to te same w którym byłam rano. Przechodzimy właśnie obok sklepu w którym kupiłam telefon,  a Tom mówi, że chce tu zajść, by kupić kabel  USB do aparatu cyfrowego. O rany serio? Akurat tutaj?! Nic nie mówię ale niechętnie wchodzę do środka.
-Siema Tom! - wita go ten sam facet, który mnie rano obsługiwał.

-Cześć Brayan! - podchodzi i witają się obejmując ramieniem. Cholera jasna! oni się znają? Mam ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść, jednak Tom jest szybszy - Poznaj proszę, to jest Megan, mieszka u nas od niedawna! -  przedstawia mnie, a ja uśmiecham się głupio.
-Miło cię znowu widzieć Megan - odpowiada Brayan próbując opanować uśmiech.
-Znacie się? - pyta zaskoczony Tom i patrzy na mnie.
-Poznaliśmy się rano -  odpowiadam cicho.
-Doradziłem Megan w sprawie telefonu - dodaje Brayan i lustruje mnie wzrokiem. Czuję ten jego wzrok dosłownie wszędzie. To cholernie krępujące!
-Wpadnij do nas, dawno nie gadaliśmy. Lil do mnie dziś dzwoniła - proponuje Tom. Co?! O nie...!
-O Chryste! Czego chciała ta pijawka? Któraś z jej super koleżanek doniosła o twojej nowej dziewczynie? - bąka Brayan przewracając oczami, chyba za nią nie przepada.
-My się tylko przyjaźnimy… -  wtrącam szybko i szczypię dyskretnie Toma w bok.
-Jasne! - mówi rozbawiony Brayan i puszcza wymowne oczko do Toma.
-Naprawdę, Meg jest jak siostra! - Tom obejmuje mnie ramieniem i uśmiecha się szeroko. Jest mi  naprawdę głupio i niezręcznie się czuję.
-Dziś nie dam rady wpaść. Możemy się umówić na piątek, na wypad do miasta. Jak za dawnych czasów - proponuje Brayan. 
-Nie masz w sobotę Vincenta na głowie? - pyta Tom.
-Nie, wyjechał z Polą do Włoch do jej rodziców. Na razie nie będę go widywał -  odpowiada, a ja momentalnie dostrzegam smutek na twarzy Brayana. 
-Przykro mi stary myślałem, że jakoś lepiej między wami się układa! - Tom poklepuje kolegę  pocieszająco po ramieniu. 
-Nie ma o czym gadać, już się z tym pogodziłem. To co piątek? - zmienia temat, a Tom patrzy na mnie pytająco.
-Ja nie mam planów - odpowiadam szybko i chyba od razu tego żałuję. Czy ja właśnie zgodziłam się iść z nimi na imprezę?! 
-Świetnie, w takim razie do zobaczenia! - uśmiecha się Brayan i ściska ponownie Toma, po czym podchodzi do mnie i całuje z zaskoczenia mój policzek. 
-Nie zaczynaj! - gani go Tom i  popycha delikatnie by się odsunął. Brayan śmieje się głośno. 
-Żartuje stary! - mówi mało przekonująco, ale Tom odpuszcza. 
-Zgadamy się jeszcze - macha na pożegnanie gdy wychodzimy. Jestem wściekła na siebie, że w ogóle weszłam znowu do tego sklepu. Idziemy w milczeniu, a Tom czuje, że nie mam nastroju. Momentalnie humor mi się popsuł i tak naprawdę nie wiem czemu? 

1 komentarz:

  1. Niech ona w końcu porozmawia z Erickiem, nie wytrzymam już; )

    OdpowiedzUsuń