Premiera już w lipcu!

środa, 22 lipca 2015

Rozdział 63

-Skąd się znacie? - pytam gdy jesteśmy już przy samochodzie. Całą drogę tutaj wymownie przemilczeliśmy. Tom już chwilę wcześniej zorientował się, że nie mam humoru. 
-Jeszcze ze szkoły. Brayan przyleciał tu z Florydy jak miał dziesięć lat. Jego rodzice się rozwiedli, a  matka wyszła ponownie za mąż, za Anglika - odpowiada jak zwykle wylewnie. 
-Aha - wzdycham głęboko -  Kto to Vincent? - dopytuję z ciekawości. 
-Jego syn, ma niecałe dwa lata - mówi i włącza się do ruchu. Cholera! On ma syna?
-Nie są razem z jego matką, tak? - nie wiem co mnie naszło na te pytania? Po co chcę to wszystko wiedzieć? 
-Nie. Pola miała dość - ciągnie dalej Tom -  Brayan nie należał do odpowiedzialnych i wiernych facetów. Gdy była w ciąży zostawił ją, potem próbowali być razem ale nie wyszło… - urywa w pół zdania i hamuje nagle, naciskając w klakson -  Kurwa co za idiota! - krzyczy i pokazuje środkowy palec samochodowi, który prawie w nas wjechał -  Zapnij pas - burczy do mnie nerwowo. 
-Dobrze tato! - mówię próbując rozładować atmosferę. Mimo to, że nie patrzy na mnie wiem, że próbuje się nie uśmiechnąć. Wracamy do domu i pierwsze co robimy to rozpakowujemy zakupy. W międzyczasie dzwonią Hookowie, że będą później niż planowali i żeby nie czekać na nich z kolacją. W takim razie zakupy zostaną na jutro. Jestem przekonana, że Tom zamówi pizzę albo coś innego, bo nie będzie mu się chciało gotować, skoro rodzice wrócą późno. Ja jedną ręką też za wiele nie zrobię, więc nie ma wyjścia i będzie kaloryczna, wielka pizza. Pod wieczór dzwonię do rodziców. Na pewno są spokojniejsi, że będą mogli skontaktować się ze mną w każdej chwili. Rozmowa nie trwa długo, bo jak zwykle  są zabiegani i mają z Kim i Evą niezły Sajgon. Korci mnie i wysyłam smsa do Ericka. Wiem, że i tak zdobędzie mój nowy numer ale wolę odezwać się sama. Jestem mu to winna... to i wiele więcej:

„To mój nowy numer. Dziękuję za samolot i kierowcę.”

Nie muszę czekać długo na odpowiedź:

„Nie ma za co. Dla Ciebie wszystko.”

Czytając wiadomość przyciskam telefon do klatki piersiowej i wzdycham. Nie chce mi się już płakać. Ulżyło mi, że Erick wie gdzie jestem. Dał mi wylecieć, a tego obawiałam się najbardziej. Może za jakiś czas odważę się powiedzieć mu prawdę, ale na razie musi być tak jak jest. Erick na pewno też jest spokojniejszy, wiedząc gdzie przebywam, i na pewno mnie kontroluje. Staram się jednak o tym nie myśleć, bo zawsze mnie to wkurzało i będzie wkurzać. Nienawidzę być na każdym kroku kontrolowana. Nie wiem czemu Erick aż tak bardzo pragnie mieć kontrolę nad wszystkim? Nie wiem do czego może posunąć się by móc sprawdzać mnie i to co robię, gdzie jestem... Przeraża mnie to, a jedynie myśl, że Erick nigdy nie zrobiłby mi krzywdy sprawia, że jeszcze jakoś to toleruję. 

Zajadając się pizzą Tom opowiada o Brayanie. Dowiaduję się, że kiedyś byli przyjaciółmi jednak Brayan wpadł w narkotyki i bardzo się zmienił. Teraz podobno jest lepiej ale nadal ma problemy, przez to stracił syna i nie ma z nim kontaktu. Mieszka całkiem niedaleko kawiarni. Tom mówi, że dobry z niego chłopak ale przez brak ojca pogubił się i zawalił wiele spraw. Teraz wychodzi na prostą. Jest czysty i nie pije alkoholu od dłuższego czasu. Tom pokazuje mi  także zdjęcia z czasów szkolnych. Na wielu z nich jej z Lily. To wysoka, brunetka, faktycznie troszkę zaokrąglona ale ładna i wydaje się sympatyczna. Tom przygląda się ich wspólnym zdjęciom dłuższą chwilę.
-Masz ochotę wyjść w piątek? - pyta nagle.
-Nie wiem, ten Brayan jest jakiś dziwny - spoglądam na niego niepewnie i wzruszam ramionami.
-On zarywa do wszystkich dziewczyn, taki już jest. Myślę, że teraz da ci spokój - uśmiecha się pocieszająco.
-A ty chcesz iść?
-Szczerze, to z chęcią bym poszedł.
-To ja też -  odwzajemniam jego wesoły uśmiech
-Pokaże ci co to jest londyński clubbing! -  Tom wstaje i zaczyna śmiesznie tańczyć. Pociąga mnie za zdrową rękę i bierze w ramiona, tańcząc do wyimaginowanej muzyki. Śmiejemy się jak dwa głupki. Chyba tylko on potrafi mnie tak rozśmieszyć. Mogę naprawdę szczerze przyznać, że po prostu go uwielbiam. Tom włącza wieżę i zaczynamy sunąć po salonie w rytmie piosenki  Dean Martin – Dream A LittelDreamer of Me, lubię ten kawałek. Bujamy się i śmiejemy udając, że gramy w musicalu. Tom śpiewa i skacze na sofę, a zaraz potem przeskakuje na stół. Gdyby widziała to jego mama dałaby nam niezłą burę. Tom to dobry tancerz. Zaryzykuję i stwierdzę, że prawie tak dobry jak Erick. 

Resztę wieczoru siedzimy w salonie oglądając powtórki jednego z sezonów „Przyjaciół”, zajadając pizzą i pijąc pepsi. Dieta cud! Żołądek powoli mi się chyba uspokaja, bo nie stresuję się już tak jak wcześniej. Może nawet uda mi się przytyć i wrócić do formy. Chciałabym dobrze wyglądać na weselu Kim i Roba, bo te zdjęcia będę przecież oglądała do końca życia... co roku w Boże Narodzenia, gdy moja siostra będzie wszystkim przypominać o tym cudownym dla niej dniu.  W połowie kolejnego sezonu oboje zasypiamy przed telewizorem. Koło dwunastej w nocy budzi nas pani Hook, bo dopiero co wrócili z targów. Jestem nieprzytomna idąc do swojego pokoju. Nawet nie mam siły się przebrać w piżamę. Wskakuję do łóżka w domowym dresie i po chwili znowu zasypiam.

Środa ,  6 Listopada

Tego ranka obudził mnie Tom. Nie mam pojęcia która jest godzina ale na pewno nie pora by wstać. Przynajmniej nie dla mnie. Jestem wściekła, że zrywa mnie tak o świcie. 
-Spadaj! - zakrywam kołdrę głową i bluźnię na niego w myślach.
-Meg ktoś podstawia pod nasz dom białe Volvo i mówi, że musisz potwierdzić odbiór! -  mówi, a ja od razu otwieram oczy. Co?!!! Cholera! Wstaję szybko i zbiegam na dół w dresie bez skarpetek. Widzę przed domem mężczyznę z firmy kurierskiej i pana Hooka, który z nim rozmawia. Cholera jasna!
-To naprawdę musi być pomyłka, proszę pana -  Tata Toma tłumaczy się kurierowi, a ja podbiegam do nich. 
-Dzień dobry -  mówię cicho i zasuwam bluzę pod samą szyję. 
-Pani Megan Donell? - pyta kurier, a pan Hook patrzy na mnie zaskoczony.
-Tak… -  odpowiadam i od razu robię się cała czerwona, tak mi głupio. Przecież oni myślą, że nazywam się Williams.
-Proszę pokwitować odbiór auta. Przyleciało dziś z Nowego Jorku… -  kurier daje mi papiery do podpisu.
-Erick Evans je przysłał? - pytam składając podpis. Jestem tak zażenowana, że mam ochotę zapaść się pod ziemię. Co Hookowie sobie teraz o mnie pomyślą? Czuję na sobie zaszokowany i łaknący wyjaśnień wzrok pana Hooka. Jezu ale przypał! 
-Tak proszę pani - uśmiecha się i zabiera ode mnie papiery- Tu są kluczyki i wszystkie dokumenty samochodu, jest ubezpieczone i zatankowane - dodaje.
-Dziękuję -  bąkam i biorę od niego wszystkie rzeczy. Tom obserwuje nas z progu domu, a pan Hook milczy, stojąc obok mnie. Kurier wsiada do swojego auta i odjeżdża. Boże co za żenada!
-Możesz mi to wyjaśnić Megan? - pyta nagle, a mi robi się gorąco. Czuję się jak małe dziecko przyłapane na złym uczynku.
-Panie Hook ja bardzo pana przepraszam - prawie szepczę i spuszczam wzrok.
-Nie przepraszaj tylko wyjaśnij. Donell? A nie Williams? - patrzy na mnie łagodnie.
-Tak. Nazywam się Donell, a nie Williams. Podałam państwu fałszywe nazwisko bo… - jąkam się jak durna. 
-Jesteś szpiegiem albo jakimś świadkiem koronnym? - pyta całkiem serio. 
-Co? Nie! - piszczę zaskoczona i zaczynam się nerwowo śmiać.
-Po prostu ukrywałam się przed kimś ale teraz już nie muszę. Wszystko jest w porządku - wyjaśniam zdawkowo, bo nie mam ochoty zatapiać się w szczegóły. Pan Hook na szczęście nie jest dociekliwy tak samo jak mój tata. 
-Co mi na starość przyszło przeżywać! -  uśmiecha się w końcu - Na pewno już wszystko dobrze? -  dopytuje patrząc na mnie ciepło. 
-Tak panie Hook, po to byliśmy z Tomem  w Nowym Jorku by to wszystko wyjaśnić -  uspokajam go.
-Wiem, że nie powiesz mi o co dokładnie chodzi -  karci mnie wzrokiem - Ale jeśli będziesz potrzebowała pomocy masz się do mnie zgłosić, rozumiesz Meg? Zawsze ci z Clarą pomożemy - obejmuje mnie ramieniem - Chodź do środka do zmarzniesz!
-Dzięki panie Hook! - w przypływie emocji całuję go w policzek i razem wracamy do domu. Tom zamyka za nami drzwi i wszyscy idziemy do kuchni.  Siedzę przy stole wpatrując się w kluczyki od Volvo. Pan Hook poszedł do kawiarni pomóc żonie, a Tom siedzi obok i czeka, aż coś powiem. Aż go skręca by mnie o wszystko wypytać. 
-No co? - bąkam widząc jak wywiera mi spojrzeniem dziurę w głowie. 
-Jak to co? - wstaje i podchodzi do okna w kuchni -  To! - Pokazuje na samochód stojący przed domem.
-To Volvo XC90 - uśmiecham się złośliwie.
-To akurat wiem! Znam się na samochodach Meg! - warczy na mnie - To od niego, tak?
-A od kogo innego? Przecież sama go sobie nie kupiłam Tom - przewracam oczami, bo przecież to jasne jak słońce.
-Kupił ci samochód i przysłał do Londynu! - stwierdza piskliwie i siada naprzeciwko mnie. Jest strasznie obruszony.
-Już wcześniej mi je dał, po tym jak wyszłam ze szpitala po śpiączce - wyjaśniam - Więc można powiedzieć, że po prostu mi je odesłał... - dodaję niepewnie. 
-Aha, no faktycznie to wiele zmienia! -  gani mnie wzrokiem - Czemu je przyjęłaś?
-A co miałam zrobić? Twój tata stał i patrzył na mnie jak na debila, gdy kurier zapytał czy przypadkiem nie jestem Donell, a nie Williams.
-Zapomniałem o tym kompletnie! Powiedziałaś mu prawdę? - Tom aż wstrzymuje oddech. 
-Tak powiedziałam prawdę, że się ukrywałam przed kimś ale, że już wszystko w porządku.
-Chyba się nie wkurzył? - pyta.
-Chyba nie - wzruszam ramionami - Powiedział tylko, że mam ich nie okłamywać i jak potrzebuje pomocy zwrócić się do nich.
-Cholera no! - krzywi się Tom - Mnie by pewnie tak opierdzielił, że w pięty by mi poszło, a na ciebie nawet nie nawrzeszczał! I to jest sprawiedliwość! - żali się ale po chwili zaczyna się śmiać - Masz zamiar go zatrzymać? - wraca do tematu Volvo. 
-Nie wiem. Chyba teraz i tak nie mogę prowadzić, prawda? -  podnoszę zagipsowaną rękę.
-No fakt. Będziesz potrafiła jeździć nim tutaj? - patrzy na mnie z politowaniem. 
-Właśnie się nad tym zastanawiam... - wzdycham -  Chyba nie powinnam go w ogóle przyjmować.
-Dlaczego? - Tom unosi brew. Złość już całkowicie mu przeszła. On ma bardziej zmienne nastroje niż ja. 
-To przecież coś znaczy, tak?
-Znaczy tyle, że Evans oddaje ci twój samochód. Kupił ci go wcześniej, a nie teraz. Raczej nie chce cię nim przekupić jeśli o tym myślisz - stwierdza szczerze. 
-On wie, że mnie nie da się przekupić prezentami. 
-No właśnie. Daj spokój, przyda ci się! - siada obok i obejmuje mnie pocieszająco -  Dasz się przejechać? -uśmiecha się uroczo, a ja zaczynam się śmiać.
-Możesz nim jeździć jeśli chcesz i umiesz! -  podaje mu kluczyki.
-Fajnie dzięki! -  cmoka mnie w policzek i zadowolony z siebie wstaje i zagląda do lodówki - Głodna? - pyta, a ja o dziwo jestem głodna. Nie mdliło mnie dziś i czuję się znacznie lepiej. Zjadam duże śniadanie i postanawiam zadzwonić do Ericka. Oczywiście w tajemnicy przed Tomem. Wiem, że by mi gadał więc udaje się do swojego pokoju. Siadam na łóżku i biorę telefon do ręki. Jest dziewiąta rano. Wykręcam numer, a Erick odbiera po kilku sygnałach.
-Megan! Stało się coś? - pyta jakby zaskoczony moim telefonem, głos ma dziwnie zaspany. Cholera! Przecież w Nowym Jorku jest czwarta rano.
-Kurczę, przepraszam cię najmocniej, zapomniałam o różnicy czasowej! - piszczę cicho, ale mi głupio.
-Nie przepraszaj maleńka, stało się coś? - ton jego głosu sprawia, że od razu robi mi się gorąco... Wszędzie! 
-Właśnie dostarczyli Volvo pod dom. Naprawdę nie trzeba było, w sumie to był twój samochód, a nie mój… - kładę się na plecach i patrzę w sufit.
-To był prezent, musiałem ci go odesłać. Tylko najpierw niech Tom przeszkoli cię w ruchu prawostronnym, nie chcę by coś ci się stało - jego łagodny głos to miód na moje uszy. Mogłabym słuchać jak czyta tablicę Mendelejewa, a i tak byłoby to bardzo seksowne.
-Na razie nie mogę jeździć dopóki nie zdejmą mi gipsu, ale dziękuję, naprawdę.
-Zawsze powtarzam, dla ciebie wszystko maleńka - serce mi ściska ale nie rozklejam się - Potrzebujesz jeszcze czegoś? - pyta, a ja wiem, że w tym pytaniu jest zawarte wszystko. On nadal chciałby podarować mi cały świat. Przez to czuję się jeszcze gorzej.
-Nie, niczego nie potrzebuję Ericku - tylko ciebie, dodaję w myślach - Jeszcze raz przepraszam, że cię obudziłam i nie będę ci już przeszkadzała.
-Nie przeszkadzasz Meg, zawsze możesz zadzwonić. Przecież doskonale o tym wiesz - Erick chyba się uśmiecha ale nie mam pewności. Tak czuję po tonie jego głosu.
-Tak wiem! - zamykam oczy i wyobrażam sobie, że leżę obok niego, tuląc się do jego nagiej klatki piersiowej. Chciałabym by tak właśnie teraz było. 
-Masz pieniądze? - pyta nagle, wyrywając mnie mnie tym pytaniem z marzeń.
-Yyyyy... tak mam – kłamię ale on od razu to wyczuwa.
-W samochodzie w schowku masz kopertę z gotówką. Przyjmij ją proszę, nie chcę byś pożyczała od obcych ludzi - mówi stanowczo.
-To nie są obcy ludzie, przynajmniej nie dla mnie Ericku! - krzywię się, ale nie mogę się na niego złościć - Oddam ci wszystko jak tylko będę mogła -  szybko ulegam jego propozycji ale chyba nie mam innego wyjścia. Chociaż fatalnie się czuję pożyczając od niego pieniądze. 
-Nie musisz oddawać - odpowiada - Od razu ci powiem, że samochód ma wbudowany GPS, mogę cię namierzać i sprawdzać gdzie się znajdujesz… -  milczę, a on dodaje po chwili -  Chcę byś o tym wiedziała.
-Domyślałam się i mimo to dziękuję. Naprawdę jestem ci wdzięczna i nie chodzi mi tylko o samochód i pieniądze - odpowiadam szczerze. 
-Nie miałem wyjścia Megan - Erick doskonale wie o czym mówię -  Nie zatrzymałbym cię na siłę. Zdecydowałaś i zrobiłaś jak chciałaś. Nie zniósłbym myśli, że zostałaś w Nowym Jorku i jesteś nieszczęśliwa. Skoro tam ci lepiej... - urywa w pół zdania, a mi w gardle staje wielka gula. 
-W tym momencie to najlepsze rozwiązanie Ericku. Muszę kończyć… -  zaciskam oczy by się nie popłakać.
-Odzywaj się jeśli tylko będziesz chciała. Kocham cię mała. Uważaj na siebie…Proszę... -  mówi to z takim przejęciem aż zasłaniam usta dłonią, by nie wybuchnąć płaczem. Myślałam, że już nie mam więcej łez… Myliłam się.

-Będę dzwoniła. Śpij dobrze… - odpowiadam szybko i rozłączam się. Cholera czego ja się spodziewałam? Że porozmawiamy jak zwykli znajomi? Ściska mnie w sercu tak bardzo, że muszę chwilę poleżeć by się uspokoić. Idę pod prysznic i spędzam pod nim długą chwilę. Cały czas płacząc. Nie chciałam by Tom mnie słyszał.
Ubieram się i schodzę na dół. Strasznie swędzi mnie skóra pod gipsem. Znajduję w szufladzie długą drewnianą łyżkę by się pod nim podrapać. Och co za ulga.... Tom właśnie widzi co robię i zaczyna się ze mnie głośno śmiać. Ganię go wzrokiem, bo to naprawdę mało zabawne, a mnie tak cholernie swędzi. 
-Muszę wyskoczyć do miasta, jedziesz ze mną? - pyta.
-Chyba  zostanę w domu. Nie wyspałam się… - odpowiadam. 
-Niezły poranek, co? Mogę jechać twoim?-  ton ma błagalny, a wyraz twarzy taki słodki, że trudno mu odmówić. Uśmiecham się także szeroko. 
-Jasne, przecież mówiłam, że nie musisz pytać - odpowiadam ale...cholera! Przecież w schowku Erick schował dla mnie pieniądze - Poczekaj tylko pójdę i sprawdzę jedną rzecz - dodaję. 
-Spoko! -  biorę kluczyki i wychodzę przed dom. Zanim wsiądę podziwiam to wielkie, luksusowe auto. Nigdy nie byłoby mnie na takie stać. Wzdycha i wsiadam do środka. Od razu czuję zapach Ericka, a w odtwarzaczu jest jego płyta, tak samo jak wiele innych w schowku. Czemu nie zabrał tego wszystkiego? Znajduję kopertę z gotówką i niepewnie  zaglądam do środka. Widzę gruby plik studolarówek. Odruchowo zamykam ją szybko. Kuźwa! Przecież to pewnie ze sto tysięcy! Chowam kopertę do kieszeni płaszcza i wracam szybko do domu. 

3 komentarze:

  1. Kasiu, mogłabyś już nam tego nie robić :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh, jak ja już chce żeby ona powiedziała Erickowi:/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na ten moment w którym Erick rzuci się z pięściami na Filipa :D

    OdpowiedzUsuń