Premiera już w lipcu!

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 65

-Oszalałeś!? - Brayan siada i patrzy na Toma jak na idiotę.
-To co robicie razem w łóżku? Meg czemu masz jego koszulkę?!Co my tu w ogóle robimy?! -  wypowiada tą serię pytań w tempie karabinu maszynowego, a mi chce się śmiać. No faktycznie to tak może wyglądać.
-No kochany to wszystko przez ciebie! - udaję złą - Uchlałeś się wczoraj jak szpadel! - dodaję gniewnie. Naprawdę powinnam być na niego wkurzona ale jakoś nie potrafię. Jest taki zaspany no i ten odgnieciony policzek, który sprawia, że serce mi mięknie. 
-No wiem…-  Tom z miną zbitego szczeniaczka drapie się po głowie - Nawet nie wiesz jak mnie głowa boli! -  śmieje się - Ale chyba niczego nie odwaliłem? - pyta niepewnie. 
-Nie dużo brakowało! - wstaje Brayan, a ja widzę tylko jego krok. Mimo bokserek, mój wzrok automatycznie najeżdża tam gdzie nie powinien. Wiem, że to normalne z rana u mężczyzn ale czuję się tak cholernie zakłopotana, że nie mam ochotę schować się pod kołdrą. Zakrywam dłońmi oczy i rzucam się twarzą na poduszkę  -Oj przepraszam Meg! - bąka szybko i równie zakłopotany jak ja, wciąga na tyłek spodnie. Tom mało nie przewraca się ze śmiechu, bo chyba jeszcze nie wytrzeźwiał do końca.
-Daj spokój Meg! Jego interes widziało tyle lasek, że trudno je zliczyć - wtrąca rozbawiony Tom.
-Jakoś nie mam ochoty należeć do tego fanklubu! - odpowiadam nie odrywając twarzy od poduszki i próbuję się nie śmiać - Która godzina? - pytam.
-Po ósmej -  odpowiada Tom i ładuje mi się do łóżka - Jeszcze bym pospał - dodaje i włazi pod kołdrę, dotykając mnie zimnymi stopami. Piszczę i odpycham jego nogi.
-Cholera Tom przestań! -  zaczynam się śmiać i nie mogę przestać. Brayan patrzy na nas i po chwili ładuje się z drugiej strony tak, że leżę nagle między nimi - No bez przesady! - krzyczę ale nadal nie mogę się opanować, dopadła mnie głupawka. Leżymy we trójkę, pod jedną kołdrą, łóżko ledwo starcza ale chłopakom to nie przeszkadza. Opowiadamy Tomowi co się wczoraj stało, bo oczywiście nic nie pamięta. Mam z nim do pogadania ale nie będę tego robić przy Brayanie. Jak pomyślę co by zrobił Erick widząc mnie w łóżku z dwoma facetami, to od razu wracam na ziemię.
-Ja wstaję! -  mówię i wyskakuję z łóżka. Zapominam, że mam na sobie tylko koszulkę i szorty więc niechcący pokazuję im prawie cały swój tyłek. Moją twarz oblewa rumieniec, a ja speszona i zawstydzona biegnę szybko do łazienki. Cholera co ja wyprawiam!? Nie powinnam była pozwolić byśmy tu przyjechali, to nieprzyzwoite! Wystarczająco mam problemów żeby sobie bardziej życie komplikować. Nigdy nie było mi po drodze do znajomości z facetami, a tu nagle w moim życiu pojawią się kolejnych dwóch. Słodki, kochany Tom oraz szczery i zagadkowy Brayan. O ile ten pierwszy wzbudza we mnie wręcz braterskie uczucia, to ten drugi jest o wiele bardziej bezpośredni. Mam obawy, że może próbować zbliżyć się do mnie by zaciągnąć mnie do łóżka. To po prostu po nim widać. Czuję to w jego spojrzeniu, w jego tonie głosu gdy zwraca się do mnie. Jak na razie
Brayan okazał się być w porządku, bo faktycznie nie dotknął mnie w nocy ani razu. Mam nadzieję, że tak pozostanie. 

Biorę szybki prysznic. Włosy związuję w gumkę, która znajduję w torebce. Ubieram się i wracam do salonu. Chłopaki chyba zasnęli. Zaglądam do sypialni, a oni leżą obok siebie i śpią jak zabici. Tom zarzucił rękę na Breyana, ten widok jest naprawdę komiczny. Robię im zdjęcie telefonem, tak na pamiątkę i postanawiam wyskoczyć do sklepu po coś na śniadanie. Zabieram klucze, zakładam płaszczyk i te cholerne buty... Z grymasem schodzę po schodach, moje stopy są obolałe i opuchnięte ale przecież nie pójdę boso albo w korkach Brayana. Na to wspomnienie mimowolnie się uśmiecham. 

Jest sobotni rześki poranek. Londyn tętni życiem tak samo jak Nowy Jork, jednak tutaj, na obrzeżach miasta, aż tak się tego nie odczuwa. Podczas wczorajszej drogi powrotnej widziałam niedaleko bloku Brayan sklep spożywczy i udaję się właśnie tam. Kupuję sok pomidorowy, to dla Toma na kaca , gotowe ciasto francuskie, trochę sera pieczarek i cebuli oraz dżem porzeczkowy. Gdy wracam w mieszkaniu  jest cisza, co oznacza, że chłopaki dalej śpią. Zerkam z niepewnością na telefon ale nie mam żadnego połączenia ani smsa od kogokolwiek i oddycham z ulgą. Dopiero teraz pomyślałam, że Erick na pewno wie, że wczoraj byliśmy w klubie. Dam sobie uciąć głowę, że mam tu ochronę. Jeśli dowiedział się o tej akcji z wczoraj to może nie być wesoło. Nie chcę by Tom miał przez niego kłopoty, bo wiem, że to dobry chłopak. Emocje ponoszą go w skrajnych przypadkach, a że takich przypadków było ostatnio sporo to już zupełnie inna sprawa. 

Zabieram się na pokrojenie w kwadraty ciasta francuskiego. Robię na patelni szarsz z pieczarek i cebuli i na końcu dodaję mozzarelli. Układam na każdym kwadracie odpowiednią ilość farszu i sklejam ciasto w formie ładnej kopertki, robię też kilka z dżemem by było na słodko. Całkiem nieźle mi to wyszło jedną ręką. Piekarnik nastawiłam wcześniej więc gotowe tarty wstawiam do środka. Nie mija kilka minut, a w mieszkaniu unosi się przyjemny zapach jedzenia. Robię herbatę i rozstawiam trzy talerzyki na małym stoliku w kuchni. Włączyłam sobie muzykę, bo lubię przy niej gotować. To jakieś lokalne radio, całkiem przyjemne. Skaczę w rytm piosenki po powierzchni tej porażająco małej kuchni i podśpiewuję pod nosem. Po piętnastu minutach wyjmuję z piekarnika gotowe śniadanie. Jest gorące i pachnie cudownie. Zapach zwabia też chłopaków. Pierwszy z sypialni wychodzi Brayan, na szczęście ubrany w dres.
-Ale zapach! - stwierdza zadowolony. Przeciąga się jak tygrys i zatrzymuje wzrok na nakrytym stole - O kurde wow! - dodaje z nieukrywanym zachwytem.


-Już gotowe, możesz jeść - uśmiecham się i wstawiam patelnie do zlewu.
-A ty? - Brayan zajmuje miejsce na krzesełku pod oknem i spogląda na mnie. 
-Już siadam, tylko umyję ręce! -  idę szybko do łazienki, a gdy wracam obok Brayana siedzi Tom. Wygląda na mocno skacowanego i właśnie zajada się jedną z tart z pieczarkami. 
-Jesteś najlepsza! - uśmiecha się i pokazuje gest uwielbienia.
-Smacznego! - odwzajemniam uśmiech i dosiadam się do nich - Te są na słono, a te na słodko - wyjaśniam i biorę jedną tartę z pieczarkami. Brayan rozlewa nam herbatę, a  Tomowi sok pomidorowy.
-Nie sądziłem, że masz w domu takie rzeczy! -  stwierdza Tom z buzią pełną jedzenia. 
-Bo nie mam, Meg musiała być w sklepie - odpowiada Brayan i patrzy na mnie ciepło. 
-Byłam w pobliskich delikatesach. Myślałam, że będzie wam miło.
-No raczej! To jest pyszne! - Tom w podzięce całuje mnie w policzek i bierze kolejną bułeczkę. Ja również zabieram się za jedzenie ale gdy biorę pierwszy kęs w moim żołądku zaczyna dziać się coś dziwnego i czuję, że zaraz zrobi mi się niedobrze. Próbuję to opanować zasłaniając dłonią usta, a drugą dłoń kładę na wysokości brzucha. Cholera!
-Co ci jest? - pyta Brayan.
-Chyba mi niedobrze… -  odpowiadam krzywiąc się. Spoglądam na Toma, który bierze kolejny kęs i nie wytrzymuję. Wstaję szybko i biegiem  pędzę do łazienki. Dopadam do zlewu i oddycham głęboko. Jezu znowu to samo? Stoję i wpatruje się w swoje odbicie, od razu zrobiłam się blada. Siadam na klapie kibelka i próbuję to opanować. Po dłuższej chwili udaje mi się. Obmywam twarz chłodną wodą i wracam do kuchni.
-Już lepiej? - pyta zmartwiony Tom. Kiwam głową i uśmiecham się blado - Może powinnaś iść z tym do lekarza, to nie jest normalne wymiotować codziennie… - dodaje.
-Długo tak masz? - wtrąca Brayan i wstaje by zebrać talerze ze stołu.
-Od jakiegoś czasu… -  siadam na kanapie i oddycham głęboko.
-Może jesteś w ciąży? - stwierdza wprost, a ja zastygam, Tom także.
-Weź nie żartuj! - piszczy Tom i patrzy na mnie pytająco.
-Nie żartuje, po prostu pytam -  mówi łagodnie Brayan - Jak Pola była na początku ciąży miała okropne nudności -  dodaje, a mnie przechodzi dreszcz! Nie! To nie jest możliwe! Przecież miałam zastrzyk. Cholera! Kiedy ja go wzięłam? W lipcu? Lipiec, sierpień, wrzesień...Odliczam w głosie. Miał przecież działać 3 miesiące. O Kurwa! Blednę.
-Meg kiedy ostatnio miałaś okres? - pyta Tom, a ja ganię go wzrokiem za to intymne pytanie- Odpowiedz! - mówi poważnie.
-Nie pamiętam... - wzruszam przestraszona ramionami, tyle się działo, że naprawdę nie pamiętam -  Chyba pod koniec sierpnia. - dodaję bardzo cicho.
-Sierpnia!?  - Tom wstaje i krzyczy oburzony - Kurwa mać! Meg!
-Brałam zastrzyk - próbuję się wytłumaczyć. Cholera jasna! Przecież to nie jest możliwe. Nie teraz!
-To nie zawsze działa, Pola też brała tabletki… -  słowa Brayana zdecydowanie nie dodają mi otuchy - A kiedy ostatnio?
-Co kiedy ostatnio?! - warczę.
-Uprawiałaś seks? -  pyta wprost.
-Równy tydzień temu! - odpowiada za mnie  wkurwiony Tom.
-Ej! - ganię go. Po co on mówi takie rzeczy?
-No co! Przecież wiem! -  gromi mnie wzrokiem.
-Ale to za wcześnie na wymioty -  stwierdza Brayan. Co za ekspert z niego!  - A wcześniej? - dopytuje.
-Cholera to nie wasz interes! - wstaję oburzona ale bardzo szybko opadam ponownie na kanapę. O kurwa! Wcześniej… Wcześniej to było w Vegas! Filip! O nie! Moja twarz robi się biała jak ściana.
-Meg? - pyta łagodnie Brayan.
-Boże Filip… -  wypowiadam te słowa z wielkim bólem i żalem. Tom robi wielkie oczy i wiem, że właśnie uświadomił sobie to samo co ja.
-O kurwa…. - mówi i patrzy na mnie przerażony.
-Jaki Filip? -  dopytuje Brayan, a ja siedzę jak zamurowana. Kompletnie nie wiem co mam zrobić, co powiedzieć?  A jeśli to prawda? Jeśli jestem w ciąży? Muszę jak najszybciej się tego dowiedzieć!  Nie, nie mogę! Boje się! Tyle myśli przebiega mi przez głowę.
-Gdzie tu jest jakaś apteka? - pytam nagle.
-Jest niedaleko, mogę cię zawieść  - deklaruje się Brayan, Tom za to nadal siedzi i nic nie mówi. Wiem o czym myśli, jest przerażony tak samo jak ja. Wstaję i zakładam płaszcz, Brayan zrywa się i w pośpiechu nasuwa buty i bluzę. Zbiegamy na dół, a ja nawet nie czuję bólu stóp. W milczeniu jedziemy kilka minut do pobliskiej apteki. Dobrze, że teraz otwarte są całą dobę, bo zwariowałabym gdybym musiała czekać. 
-Iść z tobą? - pyta gdy znajduje w końcu wolne miejsce parkingowe.
-Nie, chcę sama - bąkam i szybkim krokiem udaję się w kierunku budynku. W aptece nikogo nie ma, tylko pani farmaceutka. To starsza kobieta i uśmiecha się do mnie miło.
-Poproszę test ciążowy - rzucam krótko - Najlepiej kilka, różnych… - dodaję, dłonie trzęsą mi się w emocji. Farmaceutka  patrzy na mnie zaskoczona i i kiwa jedynie głową po czym bez słowa wychodzi na zaplecze. Wraca po chwili i przynosi mi pięć różnych testów, wyjaśnia, który jak działa - Poproszę wszystkie - pakuje mi je w torebkę, płace gotówką i wychodzę.

-Będzie dobrze Megan! - mówi Brayan gdy wsiadam do samochodu.
-Proszę cię nic nie mów… -  odpowiadam prawie szeptem. Jestem przerażona, wściekła.. trudno mi opisać co teraz czuję. Wracamy szybko do mieszkania. Tom rozmawia z kimś przez telefon, od razu na myśl przychodzi mi Erick i zaczynam denerwować się jeszcze bardziej. Tom mówi do mnie bezgłośnie, że to jego ojciec, a ja oddycham głęboko. Boże! To jakiś koszmar. Zamykam się w łazience i rozkładam na pralce testy ciążowe. Wpatruje się w nie długo, zanim nabieram odwagi by wziąć jeden do ręki. Czytam instrukcje, we wszystkich jest podobna... Sikam bo kubeczka i wykonuję trzęsącą się dłonią każdy po kolei. Na ostateczny wynik trzeba czekać kilka minut więc wychodzę przerażona z łazienki.
-I co?! - Tom chodzi po pokoju w tą i z powrotem.
-Nie wiem, trzeba poczekać - siadam blada na kanapie. Brayan chyba nie wie co ma powiedzieć? Chyba nikt z nas nie spodziewał się takiego poranka. Mija kilka minut i wiem, że wynik już się pokazał. Nie mam jednak odwagi tam wejść.
-Ja zobaczę! -  Tom pierwszy łapie za klamkę od drzwi łazienki. Cholera co za odwaga! Szlag by go!
-Nie! Ja sama! - doskakuję do niego i łapię jego dłoń. Patrzę na niego, widzę że też się boi.
-Będzie dobrze… - mówi mało przekonująco. Otwieram drzwi i wchodzę niepewnie. Widzę rozłożonych pięć testów na pralce, a na każdym z nich już stąd widzę: DWIE CZERWONE KRESKI! 
Zamieram. Jestem w stanie dojść jedynie do kibelka i na nim usiąść. Po sekundzie wpada za mną Tom, zerka na pralkę. Nie trzeba być ekspertem żeby wiedzieć co oznaczają dwie kreski.
-Bliźniaki? - pyta głupio i chyba chce mnie tym rozbawić ale ja reaguję wręcz odwrotnie. Wybucham płaczem i chowam twarz w dłoniach. Słyszę jak Brayan wstaje z krzesła w kuchni i idzie w naszą stronę. Nie patrzę na nich, bo mam w głowie tylko jedną myśl. Jestem w ciąży! Boże jedyny! Który to miesiąc, tydzień? Przecież piłam alkohol, spadłam z kładu, nie dbam o siebie w ogóle! Co ja teraz zrobię? Nie mogę przecież nikomu powiedzieć. A jeśli ojcem jest Filip? Kurwa mać! To był tylko jeden raz! JEDEN RAZ! Błąd. BŁĄD! Myślałam, że takie sytuacje zdarzają się tylko w  pierdolonych filmach.
-Chodź Meg - Brayan bierze mnie na ręce i niesie do sypialni. Tom jest w szoku i chyba nie potrafi nic powiedzieć. Zanoszę się jak małe dziecko, skulam się w kłębek i zaciskam w pięściach kołdrę. Brayan siedzi obok i patrzy na mnie tak smutno. Nic nie mówi, bo wie, że żadne słowa w tym momencie nie są odpowiednie. On nie ma przecież pojęcia o tym co się stało - Wszystko się ułoży, Pola też na początku się załamała… -  wydusza z siebie w końcu. Podnoszę na niego wzrok.
-Ty nic nie rozumiesz! Nic nie wiesz! To całkiem co innego! - wybucham nagle. Co on kurwa może wiedzieć? Nie jest z matką swoje syna, jak może mówić, że wszystko się ułoży? Hipokryta!
-To mi powiedz! - warczy na mnie i chwyta za dłoń -  Do diaska Meg, ciąża to nie koniec świata – dodaje zirytowany wybuchem mojej złości.
-Dla mnie tak! Możliwe, że ojcem nie jest osoba którą kocham, rozumiesz? Zdradziłam Ericka z jego przyjacielem Brayan! Jestem zwykłą szmatą, nie zasługuje na nic! Nie powinno mnie tu w ogóle być! Powinnam rzucić się pod pociąg, a nie spierdalać jak tchórz do Londynu! Skrzywdziłam go i okłamałam. Zdradziłam i nie mam odwagi się przyznać! - wylewam z siebie cały żal. Brayan patrzy na mnie zaszokowany. Chyba nie tego się spodziewał. Na pewno nie tego się spodziewał. Rzucam się na łóżko, zakrywam kołdrą i płaczę dalej. Nie mam pojęcia co on teraz o mnie myśli? Zresztą mało mnie to w tym momencie interesuje. Pewnie już wyrobił sobie o mnie zdanie i raczej nie będzie chciał więcej ze mną rozmawiać. Ku mojemu zaskoczeniu nie wychodzi z pokoju. Siada obok i gładzi moje włosy, jedną ręką odnajduje w pościeli moją dłoń i ściska ją pocieszająco. Nic już jednak nie mówi, a we mnie pęka kolejna tama i przytulam się do niego mocno.
-To wszystko nie powinno się wydarzyć… -  otulona jego ramionami chowam twarz w swoje dłonie. Jest mi tak cholernie wstyd. Wstyd przed nim, że musi tego wszystkiego wysłuchiwać.
-Ale się stało, nic już na to nie poradzisz... - Brayan nadal gładzi moje włosy, a ja spoglądam na niego - Teraz już nie chodzi tylko o ciebie Meg - dodaje spokojnie, patrząc mi prosto w oczy. 
-Nie chcę tego dziecka! Nie mogę! Nie jestem gotowa! - kręcę zaprzeczająco głową.
-Nie mów tak Meg. Dziecko to najwspanialszy dar. Wiem coś o tym! - gani mnie najdelikatniej jak potrafi -  Prześpij się lepiej, jesteś roztrzęsiona i zmęczona. Musisz odpoczywać...
-Nie chcę być sama... - pociągam nosem.
-Zostanę z tobą… -  odpowiada i kładziemy się razem. Brayan przykrywa mnie kołdrą, a sam kładzie się obok. Z tych wszystkich emocji zasypiam bardzo szybko.

Poniedziałek,  11 Listopada

Właśnie siedzę w kolejne do ginekologa. Jest ze mną Tom i Brayan. Wyglądamy chyba dość dziwnie, bo wszyscy patrzą na naszą trójkę. Mam to jednak serdecznie gdzieś. Sobotę i niedzielę całą przepłakałam i dziś już nie mam na to siły. Nikt oprócz naszej trójki jeszcze nie wie. Dzwoniłam wczoraj do rodziców jednak nic nie powiedziałam. Państwo Hookowie też nie wiedzą.
-Megan Donell? -  wywołuje mnie pielęgniarka. Wstaję przestraszona i idę w kierunku gabinetu. Chłopaki patrzą na mnie pocieszająco, a ja znikam za zamkniętymi drzwiami. Wita mnie starsza pani doktor.
-Dzień dobry panno Donell, nazywam się Vivienne Sims, jestem ginekologiem - przedstawia się i uśmiecha. Widzi, że jestem zdenerwowana -  Co panią sprowadza? -  pokazuje na krzesełko przy biurku bym usiadła.
-Zrobiłam test i wyszło, że jestem w ciąży. Chciałabym to potwierdzić - odpowiadam cicho. Kobieta spogląda na mnie i uśmiecha się lekko.
-Rozumiem… -  wyjmuje czystą kartę - Najpierw założymy ci kartę Megan… -  kiwam głową i rozglądam się po gabinecie. Jest nieduży ale całkiem przytulny, w rogu stoi to dziwne krzesło-łóżko bo badania, obok kozetka i aparat do USG. To prywatny gabinet więc wnętrze nie jest tak surowe jak w szpitalu - Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę? - pyta.
-Pod koniec sierpnia, nie pamiętam dokładnej daty… -  odpowiadam, a ona zapisuje to w karcie.
-Mówiłaś, że robiłaś test... - spogląda na mnie. 
-Pięć testów… -  przerywam jej, a pani doktor uśmiecha się szerzej. 
-Rozumiem, że wszystkie wyszły pozytywnie?
-Tak - kiwam głową.
-Dobrze w takim razie musimy mieć pewność. Proszę nasikaj do tego -  podaje mi plastikowy kubeczek. Biorę go i idę do łazienki, która znajduje się w pomieszczeniu obok. Procedura się powtarza. Pani doktor przychodzi po chwili i zanurza specjalny "patyczek" w kubeczku. Zabarwia się on cały na niebiesko.
-Faktycznie jest ciąża, połóż się na kozetce sprawdzimy w jakim stadium -  zasłania za mną kotarę i prosi bym zsunęła spodnie razem z majtkami dość nisko. Kładę się i robię to co poprosiła, ręce mam mokre ze strachu - Będzie zimne -  ostrzega i nakłada w okolice podbrzusza żel do USG, zsuwając majtki jeszcze niżej. Przykłada głowice i i zaczyna powoli jeździć nią po mojej skórze. Przygląda się chwilę, a ja nie mogę patrzeć na monitor. Wpatruję się w sufit, a w głowie mam miliardy myśli. 
-I co? - pytam niepewnie, a pani doktor milczy jeszcze chwilę. 
-No i jest! - uśmiecha się -  Proszę zobaczyć tutaj - pokazuje  punkt na monitorze. Zerkam prawie nie oddychając ale nic nie widzę. Dla mnie to jakaś rozmazana plama. Doktor zauważa moją dziwną minę i porusza głowicą tak, że obraz się wyostrza. Cholera! Teraz widzę! Jakby zarys rączki albo nóżki i głowy... Boże! To moje Maleństwo!
Opadam na plecy i zaczynam płakać. Doktor Sims podaje mi chusteczkę i bada jeszcze krótką chwilę. Wyciera żel z brzucha i pozwala mi się ubrać. Wracam na krzesełko, a ona drukuje kilka dokumentów i zdjęcia USG. Ja siedzę i jestem w kompletnym szoku. 
-Rozumiem, że to nie jest planowana ciąża? - pani doktor zajmuje swoje przy biurku i pyta łagodnie.
-Jak widać… - wymuszam uśmiech ocierając łzy. 
-Według USG to 9 tydzień. Płód jest zdrowy i odpowiednio rozwinięty. Gratulacje panno Donell -  ponownie się uśmiecha i wraca do wypisywania jakiś druczków.
-Pani doktor? - pytam niepewnie.
-Tak Meg? - odrywa się od pisania.
-A można określić prawdopodobną datę poczęcia? - pytam zażenowana. Ona na pewno nie raz słyszała to pytanie od kobiet, które nie mają pewności kto może być ojcem. Boże! Nie sądziłam, że może to spotkać właśnie mnie. 
-Oczywiście, że można ale to tylko orientacyjna data. U ciebie wychodzi to mnie więcej początek września, konkretnego dnia nie da się nigdy określić -  odpowiada i wraca do pisania, a ja znowu zamieram. Mam ochotę krzyczeć ale się powstrzymuje. Pani doktor waży mnie i wypisuje skierowanie na przeróżne badania. Mówię jej, że mam duże mdłości, ostatnio bardzo schudłam i spadłam z kładu łamiąc rękę. Jest przejęta, bo widzi, że mój stan psychiczny nie jest najlepszy, a fizycznie wcale nie lepiej. Daje mi jakieś witaminy i tabletki przeciw mdłościom.  Ustala kolejną wizytę na za cztery tygodnie, na 9 grudnia.
-Proszę dbaj o siebie. To już nie chodzi tylko o ciebie Megan! - dodaje gdy wstajemy razem od biurka.
-Dobrze pani doktor… - uśmiecham się lekko - Do zobaczenia za cztery tygodnie - bąkam i wychodzę z gabinetu. Chłopaki na mój widok podrywają się jak poparzeni i idą szybko w moim kierunku.
-Dziewiąty tydzień… - mówię krótko gdy podchodzą. Doskonale wiem, że o to chcieli zapytać. Brayan uśmiecha się, a Tom aż wstrzymuje oddech. 
-Dziewiąty? - pyta z niedowierzaniem. Kiwam potwierdzająco głową -  Cholera! - dodaje.
-Chodźmy stąd, bo wszyscy się na nas gapią! - wtrąca Brayan, obejmuje mnie ramieniem i wychodzimy z kliniki.
-To co? Jedziemy do jakiejś apteki wykupić to wszystko? - proponuje Tom oglądając moją receptę -  Pokaż to USG! - podaje mu teczkę z moimi skierowaniami i zdjęciem.
-Ja tu nic nie widzę! - mówi rozczarowany i robi taką minę, że pierwszy raz od sobotniego poranka, śmieję się.
-Pokaż głupku! - wyrywam mu zdjęcie i pokazuje palcem - Tu masz głowę i rączkę albo nóżkę -  wyjaśniam, a on przygląda się chwilę z nieukrywaną fascynacją. 
-No faktycznie! Ale jazda! - piszczy tak podekscytowany, że jeszcze bardziej mnie rozśmiesza. Oboje siedzimy z tyłu, a on pochyla się nad moim brzuchem, rozpina mi płaszczyk i  podciąga bluzkę do góry, mówiąc:
-Cześć kosmito tu twój przyszywany wujek! -  zerka na mnie, a ja śmieje się jak głupia. Tylko on potrafi mnie tak rozśmieszyć. Brayan patrzy na nas we wstecznym lusterku i też się śmieje.
-Wujek chyba zwariował! - próbuję oderwać jego głowę od mojego brzucha ale mi się nie udaje. 
-Cicho! - łapie moją dłoń i mówi dalej -  Musisz być grzeczny...
-Albo grzeczna! -  wtrąca Brayan.
-Albo grzeczna! -  przyznaje mu rację Tom - Mniejsza z tym... musisz się zachowywać, bo ostatnio nieźle dajesz popalić swojej ślicznej mamusi! - stwierdza. 
-Tom daj spokój! - zakrywam brzuch i ganię go wzrokiem.
-Żartuję przecież… - robi ta swoją uroczą minkę i całuje mnie w policzek -  Będzie dobrze! Zobaczysz! - obejmuje mnie delikatnie na pocieszenie. Jedziemy do apteki w której wykupuje receptę, to różne suplementy i kwas foliowy, a jutro muszę podjechać do kliniki by zrobić gadania krwi. Brayan odwozi nas pod dom Hooków.
-Wchodzisz? - pyta Tom.
-Nie, mam kilka spraw do załatwienia. Będziemy w kontakcie - uśmiecha się i obejmuje Toma, a potem podchodzi do mnie i szepcze do ucha - Będziesz cudowna matką,Meg - w podzięce za te słowa obejmuję go i całuję w policzek. Czym tak naprawdę zaskakuję nas oboje. 
-Dzięki Brayan! - macha do niego Tom, gdy wchodzimy do domu. Państwa Hooków nie ma. Jest wczesny wieczór więc są albo w kawiarni albo na zakupach. Udaję się do swojego pokoju, bo chyba muszę pobyć chwilę sama. Tom doskonale to rozumie i zostaje na dole. Chowam swoje dokumenty do szuflady w szafce nocnej. Będę musiała powiedzieć Hookom... Nie chcę ich więcej okłamywać. Zaczynam po kolei wszystko analizować. W grudniu muszę lecieć na ślub i chrzciny. Nie mam pojęcia czy wtedy będzie już coś widać? Z ciekawości staję bokiem przed lustrem, pociągam bluzkę i przyglądam się. Nie no nic nie widać! - przekonuje sama siebie. Może dlatego, że tak schudłam? Teraz już rozumiem moje mdłości i to czemu mam tak wrażliwe piersi. Że też wcześniej się nie domyśliłam!? Miałam tyle spraw i nerwów,  że kompletnie nie zwróciłam uwagi na to, że nie dostałam okresu. Wszystkie objawy zwalałam na stres.  Dziewiąty tydzień. Cóż... teraz nie ma się co nad sobą użalać. Rośnie we mnie małe życie i muszę wziąć się w garść. Dam rade sama je wychować, jest przecież wiele samotnych matek. Tylko jak zrobić by Erick się o tym nie dowiedział? W dodatku mam okropne przeczucie, że to nie jest jego dziecko, że ten jeden błąd będzie się za mną ciągnął już zawsze. Nie myśl tak! - gani mnie moje wewnętrzne Ja. Dziecko to nie błąd! To największy dar! - Powtarzam w myślach słowa Brayana, muszę i chcę i w to mu  uwierzyć.

Przebieram się w dres i kładę na łóżku. Zdrową dłonią głaszczę się po brzuchu. To chyba taki odruch, bo ciężko mi uwierzyć, że "coś" tam jest. Mam miliony myśli. Nigdy nie sądziłam, że spotka mnie coś takiego. Zerkam na telefon i postanawiam zadzwonić do rodziców, nic im jeszcze jednak nie powiem. Sama najpierw muszę oswoić się z tą myślą. 

Rozmowa trwa dość długo ale udaje mi się trzymać pozory, że wszystko jest dobrze. Tata nawet się na to nabiera. Opowiada o Evie z taką czułością, że robi mi się ciepło na sercu. Jest cudownym dziadkiem i wiem, że dla mojego dziecka też taki będzie. W sieci sprawdzam co dzieje się w 9 tygodniu ciąży, wertuję różne strony. Jest naprawdę mnóstwo informacji na ten temat, są nawet filmy i animacje. Moje maleństwo jest teraz wielkości fasolki i możliwe, że przy następnym USG  będę  już mogła poznać płeć. To takie dziwne uczucie nosić w sobie takie maleńkie życie. Gdy siedzę po turecku na łóżkul przeglądając kolejne strony, nagle ktoś kupa do drzwi. Odruchowo zamykam laptopa.
-Proszę! -  mówię i podnoszę wzrok, to pani Hook woła mnie na kolację. Odpowiadam, że zaraz przyjdę i wyłączam laptopa  po czym schodzę do kuchni. Pachnie w niej czymś pysznym jak zawsze. Siadam do stołu, po chwili dołącza do nas Tom i pan Hook.
-Zrobiłam gulasz. Mam nadzieję, że lubisz Meg? - uśmiecha się i stawia na stole garnek by każdy sam sobie nałożył
-Pachnie wyśmienicie! - uśmiecham się i wstaję by sięgnąć do garnka. 
-Siadaj Meg, ja ci włożę! - interweniuje Tom, a ja patrzę na niego zaskoczona. Wymieniamy się pytającymi spojrzeniami. Doskonale wiem, że Tom zastanawia się czy mam zamiar powiedzieć jego rodzicom. Poczekam z tym aż zjemy, żeby nie zepsuć wszystkim apetytu. Nie wiem czy przełknęłabym jeśli miałabym im powiedzieć przed posiłkiem. 

Śmiejemy się i żartujemy jak zawsze. Tylko Tom siedzi ciszej niż zwykle, ale nie dziwię się mu. Leki na szczęście od razu działają, bo nie mam mdłości mimo tego, że zjadłam naprawdę ogromną porcję gulaszu, a na deser dodatkowo kawałek sernika. Jak to Hookowie mają w zwyczaju, po kolacji siedzimy w salonie oglądając wiadomości. Tom patrzy na mnie z wyczekiwaniem i ponagla wzrokiem. Gdy kończy się prognoza pogody, biorę głęboki oddech.
-Meg chciała coś powiedzieć! -  wyprzedza mnie Tom, a ja mam ochotę go udusić. Wzrok wszystkich skierowany jest na mnie. Pani Hook patrzy na mnie ciepło, pan Hook zresztą też.
-Słuchamy w takim razie… -  uśmiechają się oboje. 
-W sumie nie wiem jak to państwu powiedzieć? - wbijam wzrok w dłonie.
-Wyjeżdżasz? - pyta przejętym głosem pan Hook.
-Nie panie Hook, nie wyjeżdżam - uśmiecham się blado.
-Daj jej skończyć! - gani go żona - Mów kochanie.
-Chciałam powiedzieć…oznajmić - drapię się po głowie i nagle brakuje mi języka w gębie. 
-Meg! - wtrąca Tom, a ja aż podskakuję.
-Jestem w ciąży... - wyduszam z siebie jednym tchem i patrzę na nich. Tom także obserwuje swoich rodziców.
-Z Thomasem?! - pyta zaskoczony pan Hook.
-O Chryste nie! - zaczynam się nerwowo śmiać, Tom zresztą też. Z twarzy pana Hooka znika zaskoczenie i widać lekkie rozczarowanie.
-Moje gratulacje Kochana! - pani Hook wstaje i ściska mnie mocno, a mi od razu robi się lepiej.
-A już myślałem, że zostanę dziadkiem… -  stwierdza półżartem pan Hook i również wstaje by mnie uściskać.
-Tato daj spokój! - Tom się wkurzył. Chyba rodzice trują mu na ten temat dość często - Przecież wiesz, że my się tylko przyjaźnimy! - dodaje obruszony. Resztę wieczora czuję się o niebo lepie. Szczerze przyznam, że nie spodziewałam się takiej reakcji. Myślałam raczej, że się zdenerwują albo coś w tym rodzaju. Kolejny raz upewniam się jacy cudowni z nich ludzie. Nie wypytują kto jest ojcem, jedynie który tydzień i jak się czuję i czego mi potrzeba. Oczywiście teraz już wiem, że pani Hook będzie mnie kontrolowała i dopilnuje bym dbała o siebie ale to lepiej. Ja sama ciągle o tym zapominam.

Jesteśmy z panią Hook w kuchni. Gdy pomagam rozładować jej zmywarkę po kolacji, nachyla się do mnie i mówi szeptem:
-Wiedziałam już wcześniej, zastanawiałam się czy nam powiesz… -  patrzę na nią zaskoczona.
-Wiedziała pani? - unoszę brew.
-Oczywiście że tak kochanie. Od kilku tygodni masz mdłości, a nie widziałam żadnych podpasek ani tamponów więc to oznaka, że nie miałaś miesiączki, a na dodatek... - patrzy na mnie wymownie - Powiększyły ci się piersi… -  prawie otwieram usta ze zdziwienia.
-Dla mnie to kompletny szok pani Hook. Chyba na razie nie potrafię się z tego cieszyć… - wyznaje jej smutną prawdę. 
-Kochanie nie martw się, na wszystko przyjdzie pora. Nie każda kobieta popada w euforię, nie możesz się obwiniać i myśleć, że jesteś złą matką - matką… Jestem matką? Jestem matką...
-Myślałam, że to będzie całkowicie inaczej, że zaplanuję to, że ojciec dziecka będzie o tym wiedział.
-Nie jesteście już razem, prawda? - pyta delikatnie gdy iadamy przy stole w kuchni.
-Nie… -  odpowiadam krótko. Nie powiem jej przecież, że nie mam pewności kto jest ojcem.
-Wiesz, że możesz na nas liczyć ale twoja rodzina też powinna wiedzieć. Dzwoniłaś już do rodziców?
-Nie powiedziałam im jeszcze. Dowiedziałam się o tym w sobotę, a dziś upewniłam.
-Mówiłaś, że masz w grudniu wesele siostry, musisz im powiedzieć zanim polecisz.
-Wiem pani Hook - uśmiecham się.
-Powiem szczerze, że tak samo jak Ted, znaczy pan Hook, myślałam przez chwilę... że może Thomas i ty… -  mówi nieśmiało, a ja krzywię się lekko. 
-My naprawdę się tylko przyjaźnimy pani Hook… -  tłumaczę.
-Wiem, wiem. Tom bardzo cię lubi, jesteś inna niż tutejsze dziewczyny. Ta cała Lily... - przewraca zabawnie oczami -  Nigdy jej nie lubiliśmy, a jak się rozstali Tom bardzo cierpiał ale mi ulżyło, bo to nie jest dziewczyna dla niego. No i pojawiłaś się ty, tak niespodziewanie. Myślałam, że może coś was połączy...
-No i połączyło. Przyjaźń - dodaję.
-Znam swojego syna, widzę jak na ciebie patrzy… -  pani Hook uśmiecha się wymownie.
-Nie rozumiem? - patrzę na nią zaskoczona.
-Zakochał się w tobie, jestem tego pewna. Nie powie ci, bo nie chce zepsuć waszej przyjaźni, ale uwierz mi...
-Nie... -  mówię nie dopuszczając do siebie tych słów.
-Tak Meg… -  Pani Hook wstaje i uśmiecha się -  Ale ty nic nie wiesz - puszcza mi oczko i wyjmuje ostatnie talerze ze zmywarki. Nie! To niemożliwe! Przecież nie ma między nami chemii, spaliśmy razem, kąpał mnie przecież i.... i w ogóle. Siedzę i myślę o tym intensywnie. Czy ja naprawdę w ogóle nie mam intuicji? Zawsze mnie zawodzi kiedy jej potrzebuję. Jak ja mam teraz z nim gadać? Tak normalnie, jak gdyby nigdy nic? Cholera! 

Resztę wieczoru spędzamy w salonie oglądając film. Nawet nie wiem jaki, bo myślami jestem całkowicie gdzie indziej. Przysypiam w końcu w fotelu.
-Chodź spać Meg! -  koło północy budzi mnie Tom. Nachyla się i chce wziąć na ręce.
-Pójdę sama… -  opieram się mu i wstaję - Nie jestem chora, jestem w ciąży i mogę chodzić -  uśmiecham się lekko, on także. Oj Tom! Nie psuj nic między nami, taki cudowny z ciebie przyjaciel! - błagam w myślach. Tom odprowadza mnie pod drzwi mojego pokoju. Wiem, że chce pogadać ale ja chyba na dziś mam dość rozmów. Zbywam go więc mówiąc, że jestem zmęczona. Widzę, że jest rozczarowany i jest mi z tym źle ale naprawdę nie mam ochoty na kolejną rozmowę.
-Dobranoc Meg -  mówi cicho i całuje mnie w policzek.
-Dobranoc… - uśmiecham się i zamykam za sobą drzwi. Przebieram się w piżamę i kładę do łóżka. Biorę telefon do ręki i widzę jednego nie odczytanego smsa, to Brayan:

Damy radę razem, we trójkę! Ty, Thomas i ja. Śpij dobrze Mała.

Uśmiecham się czytając tą wiadomość. Chyba naprawdę źle go oceniłam. Może i jest podrywaczem ale zaimponował mi zachowaniem w klubie i tym jak zachował się w sobotę. Że nic nie próbował, zrozumiał, że nie ma co do mnie startować. Że po prostu uszanował moje zdanie. On zmienia swoje życie i chce wyjść na prostą, razem nam będzie raźniej, a Tom będzie nam dopingował. Jestem tego pewna.  Odpisuję krótko:

Dziękuję....za wszystko. Dobranoc :)

Po chwili dostaję odpowiedź:

Śpij mamuśka :D

Uśmiecham się jeszcze szerzej. Zawsze stroniłam od towarzystwa mężczyzn, uważałam, że nie są mi potrzebni do życia. Ericka kocham najbardziej na świecie, a Tom i...Brayan, to chyba mogę szczerze przyznać - przyjaciele. John z którym nie mam już kontaktu też na pewno by mnie teraz wspierał. Rozmyślam tak jeszcze długo aż w końcu zasypiam.

11 komentarzy:

  1. I co dalej, kiedy kolejny rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam czekam na kolejny rozdział.... :) oby to dziecko było Erica.... A K

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam, że tak będzie. Tylko niech Meg nie ukrywa tej ciąży, nie nie... Kasiu nie rób nam tego. Niech Erick się dowie o wszystkim;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super super super!!czekam niecierpliwie na kolejny rozdział :)
    Może uda Ci się też coś dodać o Natanie ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech to będzie dziecko Ericka. Błagam Kasiu!!

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi to przestaje się podobać, wszystkie rozdziały przeczytałam w parę dni. Najpierw Megan była zgwałcona, później całowała się z byłym, okłamała faceta, potem polazła do Filipa i tolerowała jego zaloty. Na miejscu Erica kopnęłabym ją w dupę, mała latawica i nic więcej :) Mam nadzieje że to nie będzie jego dziecko i w końcu ją zostawi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dopiero początek.... ;) hehehe

      Usuń
  7. Ja mam jednak nadzieje że powie mu w końcu a dziecko będzie jego , przecież nie jeden z nas w życiu ma takie dramaty i gorsze do przejścia .. i dlatego ucieka do książek opowiadań żeby choć na chwile zapomnieć albo cieszyć się szczęściem innych . Eric kocha Meg i mogą razem przechodzić przez wszytsko co da im los .. nie muszą się ranić a będzie z tego równie emocjonująca opowieść ;p ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ok zwracam honor Brayan jednak coś tam wniesie mam przeczucie że nawet dużo a co do Erika hmmm tęsknię :( i co ta Megan jeszcze narobi?? Czekam jak zawsze na więcej El@

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam przeczucie, że Meg powie wszystko Erickowi, a on się zdenerwuję i nie będzie chciał z nią rozmawiać itd. i Tom będzie z Meg ale coś się miedzy nimi stanie źle i wróci do Ericka c:

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak sądziłam, że będzie w ciąży, ale byle to było dziecko Ericka a nie tego sukinsyna Filipa. Nie mogę się doczekać kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń