Premiera już w lipcu!

sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 66

Sobota,  30 Listopada

Czuję się o niebo lepiej, mdłości praktycznie minęły. Jedynie co mi teraz "dolega", to  parcie na pęcherz. Jezu ale to wkurzające! Muszę latać do łazienki dosłownie co chwilę. Nie powiedziałam jeszcze rodzicom i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Z drugiej strony nie chcę przekazywać im takiej wiadomości przez telefon czy skype. Nie tak to wszystko powinno wyglądać ale nie mam już wpływu na to co było. Mogę zmienić jedynie to co będzie, a wiem, że jakoś sobie poradzę. 

W ostatnich dniach zauważyłam też, że delikatnie zaokrąglił mi się brzuch. Wygląda to trochę tak jakbym miała wzdęcie. Chłopaki śmieją się ze mnie ale z czystej sympatii. Przytyłam też 3 kilogramy, co bardzo mnie cieszy. Wczoraj zakupiłam także nowe biustonosze, bo moje strasznie mnie uwierały. Mój biust jest bardzo wrażliwy i lekko powiększony.
-Nie ma takiego słowa jak „ewakuowacja” Tom! – sprzeciwiam się, bo znowu próbuje nas oszukać. Wszyscy pokładamy się ze śmiechu. Jesteśmy w mieszkaniu Brayana, gramy w scrabble na dywanie na środku jego salono-kuchni.
-Jak to nie ma!? Zaraz ci pokażę, że jest! - Tom odpowiada całkiem poważnie i wstaje z podłogi.
-Ej nie można używać słownika! Nie ma takiego słowa! - powtarzam.
-Muszę się zgodzić -  wtrąca Brayan i uśmiecha się do mnie.
-Cholera nigdy z wami nie wygram! Zgadaliście się! - mówi oburzony ale śmieje się dalej.
-Przyznaj, że jestem najlepsza i już! Żaden z was mnie nie prześcignie! - prostuje się i zerkając na swój wynik robię dumną minę.
-Bo ty masz wsparcie od środka, to nie jest legalne! - stwierdza Tom i dotyka mojego brzucha. Już się przyzwyczaiłam, bo robi to codziennie. Gada do niego, czasami takie głupoty, że słuchać nie mogę. Po prostu oswoiłam się chyba z tą myślą i zaczynam się powoli cieszyć. Niedługo mam kolejną wizytę i wtedy może poznam płeć. Bardzo mnie to ekscytuje! Gdy dalej kłócimy się o durne słówko w scrabble, słychać nagle pukanie do drzwi.
-Pizza przyjechała! - mówi Brayan i wstaje z podłogi by otworzyć.
-Twoja mama by mi dała jakby widziała, że jem pizzę! - śmieje się do Toma.
-Ona oszalała! Widziałaś ile ostatnio nakupowała jogurtów, owoców i różnych mlecznych pierdoł?
-Widziałam! - kiwam głową.
-A jak chciałem wziąć jogurt to dostałem burę, że to dla ciebie i dziecka! – Tom robi oburzoną minę, a ja pokładam się na dywanie ze śmiechu - Brayan co z tą pizzą? – woła.
-No właśnie jest mały problem… -  słychać głos Brayana, który wychodzi zza ściany ale minę ma jakąś dziwną.
-Jaki problem? - unoszę brew.
-Jak coś mam gotówkę w portfelu, jeśli nie przyjmuje twojej karty! -  Tom losuje kolejne literki, a ja zamieram widząc, że za Brayanem do salonu wchodzi nikt inny jak Erick. Patrzy na mnie uważnie. Ubrany jest oczywiście w elegancki szary garnitur i czarny jesienny płaszcz. Zasycha mi w ustach na jego widok. Tom podnosi wzrok i nieruchomieje tak samo jak ja. Brayan także doskonale wie z kim mamy właśnie do czynienia.
-Dobry wieczór państwu! - odzywa się Erick, nie odrywając ode mnie wzroku. Kurwa mać! Co on tu robi do cholery? - Mogę wejść? - pyta spoglądając zimno na Brayana, a ten kiedy w końcu odzyskuje mowę, odpowiada:
-Tak, oczywiście panie Evans. Zapraszam.
-Erick… -  podaje mu dłoń. Unoszę brew na tą wysiloną uprzejmość. Co on to kurwa robi?!
-Brayan… -  odpowiada i uśmiecha się niepewnie. Erick zdejmuje płaszcz oraz buty po czym przechodzi dalej i staje przy drzwiach od balkonu. Tom wstaje i idzie się przywitać.
-Cześć Ericku! - wyciąga dłoń
-Witam Thomasie. Widzę, że przeszkodziłem… -  odpowiada śmiejąc się lekko ale mi wcale nie jest do śmiechu. Siedzę jak idiotka, na środku dywanu w luźnej koszulce, którą chwilę wcześniej poplamiłam sokiem i w dresie, a on jak zwykle wygląda tak seksownie i idealnie.
-Napijesz się czegoś? - proponuje Brayan i zerka na mnie dyskretnie.
-A wy co pijecie?
-Sok ze świeżych owoców… -  odpowiada i krzywi się lekko. Sam słyszy jak to irracjonalnie brzmi, ale taki jest fakt. W sobotni wieczór, trójka przyjaciół, pije sok ze świeżych owoców. Oczywiście ze względu na mnie. Erick unosi zabawnie brew, jakby nie wierzył w to co słyszy.
-Poproszę wodę, niegazowaną jeśli masz… -  odpowiada i podchodzi do mnie nagle. Podaje mi dłoń i pomaga wstać  - Nie siedź na dywanie, zaziębisz się -  uśmiecha się przy tym tak seksownie, że chyba zaraz zemdleję - Witaj ślicznotko -  obejmuje mnie, a ja nawet nie mam siły się odsunąć. W dodatku całuje mój policzek, bardzo blisko kącika ust. Od razu przechodzi mnie ten znajomy dreszcz. 
-Co ty tu robisz?! - dukam kompletnie zaszokowana.
-Mam interesy w Londynie i pomyślałem, że cię odwiedzę… -  odpowiada jak gdyby nigdy nic ale wiem że to ściema. Widzę ten bezczelny uśmiech na jego twarzy. Na pewno przyleciał tu specjalnie, mimo tego, że wczoraj napisałam do niego smsa. Jakoś nic nie wspomniał, że jest w Londynie.
-Ach tak! Cóż za przypadek… -  wywracam oczami, jestem naprawdę wkurzona.
-Urocza jak zawsze… -  Erick znowu uśmiecha się i przesuwa dłonią  w dół, wzdłuż mojego kręgosłupa. Chłopaki stoją i nie wiedzą co zrobić. Są zakłopotanie, a wręcz zażenowani zaistniałą sytuacją. 
-Dawno przyjechałeś? - wraca zdolność mowy Toma.
-Dziś rano -  Erick odpowiada zdawkowo.
-Na długo? -  i ja odzyskuje język. Muszę wiedzieć co on kombinuje. A jeśli wie o ciąży i przyleciał tu specjalnie?! Cholera! Ale skąd niby miałby się dowiedzieć?! Przecież zastrzegłam swoje dane w klinice dla kogokolwiek. 
-To zależy od wielu rzeczy… -  odpowiada i patrzy na mnie. Od razu ściska  mnie w żołądku. Cholera on chyba wie. Ale jak? Skąd?!
-Zatrzymałeś się gdzieś? - wtrąca Brayan.
-Tak w hotelu - jego pewność siebie wszystkich nas zmiażdżyła. Chłopaki są przy nim tak onieśmieleni, że nawet wygadany Brayan czuje się niezręcznie. a Tom już kompletnie odpadł.
-Jeśli mogę, chciałbym zaprosić cię na kolację... - proponuje spoglądając mi w oczy - Wiem, że czekacie na pizzę więc na pewno jesteś głodna -  dodaje z przebiegłym uśmiechem. 
-Yyyyyyy...eeee... - jąkam się - Wiesz, nie bardzo... -  marszczę czoło. Erick patrzy na mnie i  ewidentnie ma ubaw.
-Dlaczego? - udaje poważnego.
-Jesteśmy we trójkę, nie wypada mi tak wyjść - tłumaczę głupio ale to jedyna wymówka, która przychodzi mi do głowy.
-Nie no Meg daj spokój, idź jeśli chcesz… -  wypala Brayan, a ja gromie go wzrokiem.
-No widzisz! - uśmiecha się tryumfalnie Erick.
-Tak nie wypada! - piszczę próbując się ratować. Bezskutecznie.
-W takim razie zapraszam wszystkich. Zapewnię lepsze jedzenie niż pizza! -  stwierdza nagle Erick, a ja wiem, że sama się w to wkopałam.
-Ale ja nie mam nic wyjściowego! -  dalej próbuję jeszcze jakoś się wymigać ale to akurat jest prawda. Mam tu tylko dres i codzienne ubrania. Czasami nocujemy tu z Thomasem, gdy nie chce nam się wracać po nocy do domu.
-To nie problem Meg. Możemy podjechać do was do domu, przebierzesz się i już… -  Erick uśmiecha się do mnie przebiegle. No oczywiście! Jakie to proste, prawda?
-No właśnie! Chodźmy więc… -  dodaje Brayan, a ja mam ochotę go zabić. Kompletnie nie wiem co mu chodzi po głowie?
-To dobry pomysł -  dodaje Tom, a ja zostaję sama po swojej strony barykady. Zdrajcy! Mierzę ich wzrokiem ale oni nic sobie z tego nie robią. Nie mam więc wyjścia i poddaję się. Brayan przebiera się szybko w coś bardziej oficjalnego niż dres, a Tom przebierze się w domu tak jak ja. Zakładam trampki i płaszczyk, widzę jak Erick nie odrywa ode mnie wzroku. Schodzimy w czwórkę przed blok. Stoi tu ten sam czarny mercedes co odwoził nas z lotniska i którego widziałam parę razy pod domem Hooków. Erick dzwoni gdzieś, oddalając się na chwile ale oczywiście nie spuszcza mnie z oka.
-Zabiję was! - warczę cicho na chłopaków.
-Może być zabawnie…. - stwierdza Tom.
-Kurwa mać! Zabawnie?! Ciebie to bawi? Bo mnie nie!
-Wyluzuj Meg, nic mu nie powiemy… -  wtrąca Brayan i obejmuje mnie delikatnie. Żałuję, że nie mam już gipsu, bo zdjęli mi go wczoraj. Inaczej przywaliłabym nim i jednemu i drugiemu prosto w głowę, by skończyli te swoje durne żarty. 
-Nie o to chodzi… - urywam w pół zdania, bo wraca do nas Erick. Jedno jego spojrzenie, a Brayan od razu zabiera rękę z mojego ramienia.
-Musimy poczekać chwilę na większy samochód, w tym się nie zmieścimy – mówi i obejmuje mnie w tali. Jego dłoń oplata mnie pewnie docierając aż mojego brzucha. Erick muska materiał koszulki, a ja spinam się i w tym momencie mam wrażenie, że on chyba naprawdę po prostu wie. 

Rozmawiamy o jakiś głupotach. Po około 10 minutach podjeżdża pod blok limuzyna. Przewracam oczami na jej widok. Chłopaki za to cieszą się jak dzieci. Szofer otwiera drzwi i wsiadamy do środka. Jest miejsca na co najmniej 6 osób więc bez problemu się mieścimy. Erick oczywiście siada obok mnie i ujmuje wymownie moją dłoń. Skąd on wie gdzie mieszka Brayan? Skąd wie, że tu dziś jesteśmy? Czy jest  coś czego on w ogóle nie wie?!

Wchodzę do domu szybkim krokiem i wbiegam na górę do swojego pokoju. Mijam w korytarzu pana Hooka, który za chwile będzie miał "przyjemność" poznać Ericka. Mam gdzieś kulturalne zachowanie i przedstawianie go Hookom, jestem wściekła i nie będę siliła się na takie uprzejmości . Wiem zresztą, że Tom zrobi to za mnie, ale niestety od wspólnej kolacji się nie wymigam. 

W co ja mam się ubrać? Przeglądam swoją szafę, pełno w niej ubrań ale nic nie przychodzi mi do głowy. Obwód w biodrach i brzuchu zwiększył mi się nieco i mam ogromny dylemat. Na szczęście wzrokowo kompletnie nie można  stwierdzić, że to ciąża. Mimo tego decyduje się na sukienkę, baskinkę w czarnym kolorze z długim rękawem, a do tego zakładam szare rajstopy i pasujący długi srebrny wisiorek. Na nogi wsuwam niskie klasyczne czółenka. Zdjęłam także kilka dni temu sztuczne pasma włosów. Moje naturalne mają już długość prawie do ramion ale  kolor pozostawiłam ten sam, nadal jestem blondynką. Rano po kąpieli je układałam więc nie wyglądają najgorzej. Maluję się delikatnie, tylko tusz, róż i błyszczyk. Spoglądam w lustro i stwierdzam, że nie jest najgorzej....chociaż na spotkanie z Erickiem nigdy nie będę przygotowana na tyle ile chciałabym być. Przyglądam się okolicom brzucha by upewnić się, że na pewno nic nie widać. Falbanka od sukienki wszystko tuszuje i jeśli Erick jednak nie wie, to po moim wyglądanie nie ma prawa się domyślić. Gdy schodzę na dół słyszę, że rozmawiają w kuchni. Staję w drzwiach.
-Jestem gotowa! - wzrok wszystkich podnosi się na mnie. Tom także się przebrał w coś bardziej wyjściowego niż  domowy dres. Gdyby nie to, że jestem cała zdenerwowana uznałabym to za całkiem zabawne. Wystroili się z Brayanem jak nigdy, bo na pewno nie chcą odstawać od Ericka. Państwo Hook patrzą na mnie życzliwie. Widzę po oczach mamy Toma, że wie kogo właśnie gości. Domyśliła się, że to  zapewne ojciec mojego dziecka. Och jakbym chciała, żeby tak właśnie było. Żegnamy się z Hookami i wychodzimy. Limuzyna nadal na nas czeka. 
-Ślicznie wyglądasz… -  Erick szepcze do mego ucha - Jak zawsze zresztą - uśmiecha się przy tym uwodzicielsko. Staram się opanować i nawet nie niego nie patrzeć. On ma jakiś plan, który na pewno nie pokrywa się z moim planem. Nie wiem co zrobić? Siedzimy w limuzynie i jedziemy do jakiejś restauracji. Trochę się wyluzowałam, bo nabieram pewności, że Erick o niczym nie wie. Nadal nie wie... A mam mu przecież jeszcze więcej do powiedzenia.

Zatrzymujemy się przed ekskluzywnym lokalem w samym centrum Londynu. Szofer otwiera nam drzwi i wysiadamy wszyscy czworo. Erick podaje mi ramię i razem idziemy do środka, Brayan i Tom zaraz za nami. Nie wiem do czego to wszystko ma prowadzić? Już w progu doskakuje do nas kelner i prowadzi do stolika. To włoska restauracja i na pewno droga jak jasna cholera.
-Pomyślałem, że jeśli pizza to najlepsza… -  Erick uśmiecha się  i podaje mi menu. Zajęliśmy już miejsca. Siedzimy przy okrągłym stoliki, on oczywiście zaraz obok mnie. Zdecydowanie zbyt blisko. 
-Czego się państwo napiją? - pyta kelner, a  Erick patrzy na nas wyczekująco.
-Ja nie piję - bąka Brayan i zerka na mnie. 
-Coś bez alkoholu poprosimy -  wtrąca Tom.
-A ty Meg? - pyta Erick.
-Nie pijemy alkoholu w swoim towarzystwie Ericku. Jestem trzeźwiejącym alkoholikiem -  mówi nagle  Brayan, a ja oddycham z ulgą, że nie muszę się tłumaczyć. 
-Rozumiem -  zimny ton Ericka sprawia iż wiem, że przeszłość Brayana zdecydowanie mu się nie spodoba - Poprosimy więc trzy razy wodę z cytryną, lodem i miętą oraz jeden sok pomarańczowy - odpowiada do kelnera. Przeglądam menu i czuję, że jestem strasznie głodna. Wybieram klasyczne spaghetti, a chłopaki także zamawiają jakieś makarony. Erick przygląda mi się z uśmiechem gdy zjadam cała porcję. Mam  ostatnio niezły apetyt, ale on przecież nie ma pojęcia dlaczego. Przytyłam kilka kilogramów od czasu wyjazdu z Nowego Jorku i na pewno to zauważył. Zapewne pomyśli, że po prostu dbam o siebie tak jak obiecywałam. Podczas posiłku tak się rozluźniłam, że nawet podjadam makaron chłopakom z ich talerzy. Erick oczywiście zachowuje się jak zawsze: kulturalnie i oficjalnie. Tylko przy mnie i najbliższych pokazuje swoją drugą twarz i potrafi się wyluzować. 
-Jakie interesy cię tu sprowadzają? - pyta Tom kończąc deser. Pyszne tiramisu.
-Otwieram nowy salon samochodów w Londynie, chciałem być osobiście na oficjalnym otwarciu - odpowiada upijając łyk wody z cytryną.
-Jakich samochodów? - pyta zaciekawiony Brayan. O rany! Wspólne męskie tematy...
-Ekskluzywnych: Jaguar, Mercedes, BMW, Bentley. Moje ulubione marki… -  rzuca  beznamiętnie jakby to było dla wszystkich na porządku dziennym. Doskonale wiem, że w ten sposób próbuje pokazać im swoją wyższość. To zupełnie nie w jego stylu takie zachowanie i kompletnie nie wiem po co to robi? Staje mu obcasem na szczyt buta by się uspokoił. Erick nie reaguje tylko uśmiecha się, bo doskonale wie o co mi chodzi.
-A ty Brayan, czym się zajmujesz? - pyta z grzeczności.
-Mam swój własny sklep ze sprzętem cyfrowym: telefony, aparaty i takie tam… - odpowiada z dumą w głosie,  a ja uśmiecham się do niego życzliwie. Przez ostatnie tygodnie poznałam go lepiej. Naprawdę fajny z niego facet. Jest uczynny, miły, i ma ogromne serce mimo, że czasami taki z niego palant. Jest inny niż Thomas, ale o obu mogę powiedzieć, że są moimi przyjaciółmi.
-A jak idą interesy w kawiarni?  - Erick zwraca się do Toma. Boże! Po co tak wypytuje? To takie żenujące.
-Dziękuję dobrze… -  odpowiada zimno Tom. Widzę, że także ma dość tej farsy. Zaczynają na szczęście rozmawiać o samochodach, a Tom i Brayan znają się na nich doskonale mimo tego, że nie stać ich na takie cacka jakie posiada Ericka. Widać jednak, że jest zaskoczony ich wiedzą i bardzo mnie to cieszy. Przyglądam się uważnie tym trzem mężczyznom. Są dla mnie bardzo ważni, wszyscy trzej. I przez jedną sekundę nawet łudzę się, że to wszystko naprawdę jakoś się ułoży.
-Przepraszam was na chwilę - wstaje i idę to toalety. Opiłam się soku i od razu chce mi się siku. Przyzwyczaiłam się już do tego, że korzystam z toalety kilkanaście razy dziennie, a podobno może być gorzej. Gdy wychodzę widzę, że Erick już czeka na mnie. Uśmiecha się na mój widok. Och mój kochany.... Ściska mnie w środku, bo tak jak bardzo chciała bym się teraz rzucić w jego ramiona i przytulić.
-Wyglądasz kwitnąco Meg. Ciesze się, że o siebie dbasz - mówi gdy podchodzę do niego.
-Obiecałam i dotrzymuję słowa -  uśmiecham się, bo widzę jak na mnie patrzy.
-Chciałbym byś pojechała ze mną do hotelu… - proponuje nagle, a mnie od razu ściska tam na dole. Cholera! Znowu to samo. Efekt Ericka.
-Ericku... -  kiwam przecząco głową, a on kładzie palec na mych ustach.
-Ciiiii... Proszę. Tak bardzo się za tobą stęskniłem, maleńka -  mam ochotę złożyć pocałunek na palcach, które dotykają moich ust. Boże ja tak bardzo go pragnę. Cała sobą.
-Nie jesteśmy już razem. Zrozum to, proszę… -wyduszam z siebie. Wszystko we mnie buntuje się i każe dać ponieść się emocjom. Rozum jednak wszystko hamuje. 
-Chcę byś po prostu pojechała ze mną do hotelu. Nie oczekuję niczego więcej… -  obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie delikatnie – Proszę – mruczy, a ja się rozpływam. Wszystkie te dobre emocje wracają we mnie ze zdwojoną siłą. Tak bardzo za nim tęsknię. 
-Dobrze…-  ulegam, nie mam siły się mu opierać. A może nie chcę? Wiem czym to się skończy ale w tym momencie myślę tylko o tym, by znaleźć się jak najszybciej w jego ramionach.
-Dziękuję… -  całuje mnie ale znowu jedynie w kącik ust. To chyba jakaś jego gra. Nie dotyka mnie tak jak zawsze, raczej delikatnie muska i wodzi na pokuszenie. Nie pocałował mnie ani razu w usta. Wiem, że to jego taktyka i bardzo mi się to podoba. Tak mnie zdobywał na początku i każdy facet powinien się tego od niego nauczyć. 

Erick podaje kelnerowi kartę by zapłacić zdecydowanie za duży rachunek. Toma, Brayana i mnie nie stać by stołować się w takich miejscach ale Ericka owszem. On nas tu zaprosił więc staram się nie myśleć o tym jakie to krępujące, że za nas płaci. Kelner prosi go na chwile więc oddala się od stolika.
-Jadę z Erickiem do hotelu… -  oznajmiam chłopakom, a oni rzucają mi dziwne spojrzenia. 
-Hormony ci buzują, co? - stwierdza oschle Tom. Zachowuje się tak jak tamtego ranka, gdy domyślił się co robiliśmy w łazience.
-Daj spokój Tom, drugi raz w ciąże nie zajdzie! - Brayan mruga do mnie ciepło. 
-Po prostu wiem czym to się skończy… -  dodaje oburzony, a jego dobry humor szlag trafił.
-No niby czym?  - pyta Brian.
-Płaczem i łzami. Ostatnio było to samo - wywraca oczami.
-Jestem dorosła Tom, wiem co robię - wtrącam.
-Oczywiście - mówi z ironią. 
-Nie zachowuj się jak dupek! - ganię go.
-A ty nie zachowuj się jak... -  urywa w pół zdania, bo wraca do nas Erick.
-Możemy iść! -  uśmiecha się zadowolony i podaje mi dłoń. Wstajemy w milczeniu, Tom gromi mnie wzrokiem, a Brayan wręcz odwrotnie. Nie rozumiem trochę reakcji Toma? Nie może zachowywać się tak jak Brayan?
-Mój szofer odwiezie was do domu. Meg jedzie ze mną do hotelu… -  oznajmia Erick, gdy odbieramy nasze płaszcze. Nie wie, że chwilę wcześniej im o tym powiedziałam. 
-Zawiezie nas gdzie chcemy? - pyta wkurzony Tom.
-Jasne, gdzie wam potrzeba? - odpowiada Erick.
-Brayan co powiesz na The Blue? - proponuje Tom. Wiem, że w ten sposób chce zrobić mi na złość.
-Chcesz iść do klubu? - unosi brew zaskoczony Brayan.
-Tak! - mówi krótko. Złości na mnie. Mrużę na niego oczy ale on ma to gdzieś.
-Tom mogę cię prosić na chwile… -  wtrącam się i biorę go na bok -  Co ty do cholery wyprawiasz?!
-Nic. Ty jedziesz z nim, a my pójdziemy do klubu. To chyba uczciwy układ - odpowiada zimno i unika mojego spojrzenia. 
-Jaki układ?! – warczę - Chcesz mi zrobić na złość ok...ale nie pieprz mi tu o jakimś układzie!
-Jesteśmy dorośli, wiemy co robimy… -  burka pod nosem. 
-Jak sobie chcesz! -  zaciskam usta by nie powiedzieć nic więcej. Odwracam się i wracam do Ericka i Brayana - Możemy jechać -  mówię wkurzona.
-Samochód jest do waszej dyspozycji. Zawiezie was i odwiezie gdzie będziecie chcieli…- mówi Erick - Znam właściciela Blue, powołajcie się na mnie - dodaje. Że co?!
-Dzięki Erick! - odpowiada z wymuszoną uprzejmością Tom.
-Chodźmy...  -Erick obejmuje mnie delikatnie i ruszamy w kierunku limuzyny, po chłopaków podjeżdża mercedes. Oglądam się w ich stronę. Martwię się o Toma, byle tylko nic nie odwalił. Uważam, że jego reakcja jest przesadzona, ale jest dorosły i chyba wie co robi. Skoro chce iść do klubu to nie zabronię mu przecież. Dobrze, że jest z nim Brayan i dzięki temu jestem nieco spokojniejsza.

Gdy drzwi limuzyny zamykają się w końcu zostajemy sami. Erick zrzuca swoją prezesowską maskę i od razu się relaksuje. Sadza mnie sobie na kolanach i wtula głowę w moje włosy.
-Ślicznie pachniesz… -  szepcze do mojego ucha i muska je delikatnie wargami. Ja od razu płonę, a po moim ciele przechodzi fala znajomych erotycznych dreszczy -  Zdejmijmy ten płaszcz -  mówi i pomaga mi zsunąć go z ramion. Sam też jest tylko w garniturze. Chwyta mnie za pośladki i sadza na sobie okrakiem. Wydaje z siebie jęk. Boże! To uczucie jest wszechogarniające.
-Ericku... - próbuję zaprotestować. Walczę ze sobą i z tymi wszystkimi uczuciami. Chcę być rozsądna, a z drugiej strony chcę być jego. To nie idzie ze sobą w parze. 
-Ciiiii... - znowu ucisza mnie palcem. Wtulam głowę w jego ramiona. Obejmuje mnie mocno i jedziemy tak objęci pod sam hotel. Bez słowa wychodzimy z limuzyny. Nawet nie wiem co to za miejsce? Przechodzimy przez ogromny hol i nic się dla mnie teraz nie liczy. Tylko to, że jestem w jego ramionach. W windzie również nic nie mówi, tuli mnie do siebie mocno. 
Gdy wchodzimy do jednego z apartamentów Erick prowadzi mnie od razu do sypialni. Nie wiem skąd ma pewność, że też tego chcę? Jestem jednak tutaj ale w głowie mam totalny mętlik. 
-Ericku... -  próbuję jeszcze raz sprzeciwić się. Moja silna wola  odeszła jednak w zapomnienie.
-Ciiii... - ucisza mnie po raz kolejny tyle, że tym razem zamiast użyć palca, zamyka mi usta pocałunkiem. Namiętnym, głębokim i tak mocnym, że brak mi tchu. 
Chwyta mnie pod pupę i sadza na swoich biodrach. Podchodzi do łóżka i kładzie mnie na nim, a sam opada na mnie. Jęczę głośno gdy całuje mnie po szyi. Zamykam oczy i poddaję się mu w całości. On wie, że w tym momencie może zrobić ze mną co tylko zechce. W pośpiechu zdejmuje ze mnie sukienkę i prawie zdziera rajstopy. Siadam na brzegu łóżka i także szybko pozbywam się jego marynarki i koszuli. Widok jego nagiego torsu przyprawia mnie praktycznie dreszcze. Leże przed nim w samej bieliźnie, a moje wrażliwe piersi ładnie wyglądają w nowym biustonoszu. Są zaokrąglone i nabrzmiałe. Erick patrzy na mnie wygłodniały. Nie widzieliśmy się przecież prawie miesiąc. Popycha mnie na łóżku i rozkłada szeroko moje nogi. Ściąga mi majtki i zatapia usta w moją pulsująca i spragnioną cipkę. Krzyczę zaskoczona tak nagłym i intensywnym doznaniem i dochodzę praktycznie od razu.
-Tak maleńka… -  jęczy i nie przestaje mnie pieścić. Jego język zatacza kolejne kółka wokół mojej łechtaczki, a palcami masuje mnie od środka. Odurzona dopiero co osiągniętym orgazmem,  zaciskam się mocno wokół jego palców. Wiem jak bardzo go to podnieca. Gdy wsuwa mnie trzeci palec, a ja wyginam plecy w łuk. Drżę i jęczę głośno. Chwytam jego głowę i wplatam palce we włosy.
-Boże! - zamykam oczy i doznaję kolejnego spełnienia, tak samo intensywnego jak poprzednie. Wiję się pod nim w słodkich konwulsjach. Erick przesuwa się wyżej, całuje mnie na wzgórku łonowym, pod i nad pępkiem aż dociera do piersi. Jeden ruch, a mój biustonosz ląduje na podłodze. Są tak wrażliwe jak nigdy wcześniej, a Erick na ich widok jęczy głośno. Chwyta je delikatnie i zaczyna masować i całować, językiem zatacza kółeczka wokół sutków. Wypycham klatkę piersiową wprost w jego ramiona. Łapczywie całuje moją szyję, a jedną ręką pozbywa się swoich spodni i majtek. Układa się między moimi nogami. Czuję jego twardego i gotowego penisa przy samym wejściu do mojej kobiecości. Chwyta go w dłoń i ociera delikatnie główką by rozprowadzić moją wilgoć.
-Tak bardzo cię potrzebuje, tak bardzo cię kocham… -  szepcze  i zatapia się we mnie powoli. Odchylam głowę i zaciskam oczy. Boże to takie cudowne! Czuję jak wypełnia mnie centymetr po centymetrze. Jęczymy oboje, głośno dysząc. Gdy jest we mnie cały wplata palce w moje włosy, przytrzymuje mi głowę tak, bym patrzyła mu w oczy -  Kocham cię Megan - powtarza patrząc prosto na mnie.
-Wiem… -  jęczę wijąc się. Wiem, że robi to specjalnie. Oczekuje tej samej deklaracji ale ja nie mogę... Nie mogę robić mu takich nadziei. 
-Jesteś dla mnie wszystkim! -  dodaje i zaczyna się poruszać. O Chryste! Znowu czuję to cudownie narastające we mnie doznanie i wiem, że zaraz dojdę ponownie, Zamykam oczy - Patrz na mnie! - rozkazuje, a ja od razu otwieram oczy - Chcę widzieć jak dla mnie dochodzisz -  dodaje i wbija się  we mnie mocno po raz kolejny. Całuje mnie namiętnie, a ja odwzajemniam pocałunek. 

-Ach!!!! - krzyczę i wbijam palce w pościel. Oplatam go nogami w pasie, a on wypełnia mnie jeszcze głębiej, mocniej i szybciej. Chwyta mnie nagle za biodra i przekręca się tak, że ja jestem na nim, ciągle jest we mnie. Zaskoczona prawie nie wiem co się dzieje. Włosy opadają mi na ramiona, a piersi kołyszą się lekko. Unoszę się i opadam na niego, wypełnia mnie tak głęboko. Wplatam dłonie w swoje włosy, wijąc się na nim w czystej rozkoszy. 
-Dojdź dla mnie! - jęczy i kładzie dłonie na moich biodrach, wprawiając je w kulisty ruch. Po chwili przypominam sobie jak to się robi, to jak jazda na rowerze... Tego się nie zapomina. Zaczynam krążyć biodrami ujeżdżając go powoli. Delektuję się każdą sekundą gdy jesteśmy tak blisko siebie. Najbliżej jak się tylko da - Jesteś taka piękna! - Erick Patrzy na mnie jak na bóstwo i odsuwa się wyżej tak, że ma moje piersi na wysokości ust. Zaczyna je całować i ściskać namiętnie. Dociska mnie do siebie, a ja eksploduje na nim po raz kolejny. Jestem na górze więc tym razem kontroluję swój orgazm, a przynajmniej tak mi się wydaje. Krzyczę głośno jego imię. Erick obejmuje mnie mocno w pasie i zaczyna znowu ten szaleńczy wyścig po orgazm. Mocno i szybko wprawia moje biodra w ruch. Prawie brak mi tchu, kręci mi się w głowie, a w uszach mam świsty. Nachyla się i  ponownie całuje moje piersi, gładzi mój krzyż i pośladki. Wyginam się wbijając piesi w jego usta.
-Och kurwa! - krzyczy i łapie mnie kurczowo. Czuję jak zaczyna wylewać się we mnie. Jego penis pulsuje we mnie coraz mocniej, a Erick zaciska usta i zamyka oczy. Jęczy kilkukrotnie moje imię, a ja opadam wykończona na jego klatkę piersiową i całuje ją po stronie serca. Otula mnie swoimi ramionami tak mocno, jakby bał się, że zaraz ucieknę. Wiem, że właśnie tego się boi, ale nie chce teraz o tym myśleć. Nasze oddechy wyrównują się po dłuższym czasie, a Erick wysuwa się ze mnie powoli. Opleciona jego ramionami czuję się bezpiecznie i błogo. Zamykam oczy i chcę zasnąć.
-Nie zasypiaj maleńka… -  mówi cicho i całuje mnie po włosach.
-Yhy…-  mruczę, oczy mam zamknięte ale wiem, że Erick się uśmiecha.
-Brakuje mi ciebie, bardzo… - muska nosem mój nos.
-Wiem… -  mówię półprzytomna. Jestem tak wykończona, że naprawdę zaraz zasnę. 
-Zostań ze mną. Błagam! -  wtula głowę w moje włosy.
-Na dziś. Zostanę na dziś… -  odpowiadam cichutko i zasypiam. Tej nocy śpię tak dobrze, pierwszy raz od wyjazdu z Nowego Jorku. Nigdy nie będzie spało mi się nigdzie indziej. Tylko w jego ramionach. 

Niedziela,  1 Grudnia

Słyszę dźwięk komórki Ericka. Kładzie delikatnie moją głowę ze swojej klatki piersiowej na poduszkę i całuje mnie w usta. Mruczę i uśmiecham się półprzytomna. Nie mam pojęcia która jest godzina ale jest jeszcze ciemno. Erick siada na łóżku i odbiera telefon.
-Evans! - rzuca zimno, a ja zastanawiam się kto może dzwonić do niego o tej porze?  - Tak to moi goście...Wszystko na mój rachunek...Tak, nie muszą...Dużo?...No dobrze, ja pokryje koszty...Odwieźcie ich gdzie tylko będą chcieli...Tancerki?...Jeśli chcą niech jadą z nimi...Nie ma problemu...Następnym razem kontaktujcie się z moją ochroną....Dobranoc - rozłącza się. Odwracam się do niego i otwieram oczy. W sypialni pali się jedynie lampka nocna.
-Wszystko w porządku? - pytam szeptem.
-Tak maleńka, śpij sobie -  wraca do mnie i ponownie otula mnie swoim gorącym ciałem. Jesteśmy nadzy. W tym momencie jestem szczęśliwa i nie myślę o niczym innym. Mimo wszystko chyba mam prawo chociaż na taką króciutką chwilę szczęścia? Bycie w ramionach mojego ukochanego to dla mnie wszystko, czego w tym momencie pragnę. Oboje jesteśmy spokojni i spełnieni. Zasypiamy bardzo szybko.

3 komentarze:

  1. Głupia, głupia Meg!:/ K.Ch

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ona wyprawia?! Nie no błagam dodaj kolejny jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok jak można odmówić Erikowi ale cholera jasna co ona jeszcze wymyśli :( El@

    OdpowiedzUsuń